


Przejęta i zmarznięta gapiłam się na pole. Czułam, że stoję u bram zupełnie innego świata. Ci ludzie nigdy w życiu nie widzieli komputera, nie lecieli samolotem, nie rozmawiali przez telefon i nie czytali gazet. Nie słyszeli o komunizmie ani walce politycznej.
Tak jak Indianie w puszczy amazońskiej, mieli dusze wolne od manipulacji, kłamstwa i chęci zysku.
Ich bogactwem była wiara i tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie. Magia zamknięta w buddyjskich klasztorach i małe bóstwa z przeszłości, kiedy w Tybecie panowała religia zwana Bön. Te boskie istoty wciąż mieszkają na płaskowyżu, kryjąc się pod kamieniami, na krzakach, drzewach i wierzchołkach gór. Dla nich zapala się kadzidełka i składa drobne dary, bo w zamian ludzie otrzymują stan harmonii, dobre zbiory i bezpieczną drogę podczas pielgrzymki do klasztoru. Bóstwa wychodzą czasem z ukrycia, podkradają się do ludzi i…
– Aaa! – krzyknęłam, podskakując ze strachu.
– Miss – powiedział ostrożnie kierowca. – I think we have to go.
To jest fragment ksiązki „Blondynka w Tybecie” – drugiej z nowej serii „Dzienników z podróży”.
Herbata z masłem i solą, buddyjskie klasztory, Pałac Potala w Lhasie, kudłate jaki, młynki modlitewne, maślane lampki, chorągiewki na wietrze, historia Dalajlamy, tajemnice reinkarnacji i tybetańskiej kuchni.
Pełne emocji opowieści o przygodach, a także fragment wspomnień Dalajlamy.
Rysunki i kolorowe fotografie na wkładkach.
Wydanie kieszonkowe w cenie 12,99 🙂 Premiera 22 września 2010 r.


Przy wejściu do sklepu tłoczyły się maski z wyłupiastymi oczami, prężyły hebanowe lwy i żyrafy. Poczułam jak po plecach pod koszulą spływa mi strumyk potu. Było gorąco. Czterdzieści stopni w cieniu. Nawet drewniana zebra na wystawie zdawała się dyszeć z upału.
Wyciągnęłam głowę, żeby jej się lepiej przyjrzeć. Naprawdę wydawała się poruszać. Paski na jej drewnianej skórze tańczyły w rytm promyków światła. A może to cień stojących za nią ram do obrazów? Dziwne… Przysunęłam się jeszcze bliżej i nagle zamarłam. Spomiędzy obrazów wypełzł wąż. Ogromny, czujny, napięty. Gruby jak męskie ramię, jasnobrązowy, z wielkimi ślepiami.
Wszyscy zaczęli uciekać. Ja też, ale im szybciej biegłam, tym mocniej czułam, że prawie mnie dotyka rozwidlonym, głodnym językiem.
Tak zaczyna się „Blondynka na Zanzibarze” – pierwsza z nowej serii „Dzienników z podróży”.
Wyspa na Oceanie Indyjskim, słynąca z cudownych plaż i handlu niewolnikami, Kamienne Miasto, cynamon, wanilia, pieprz i goździki na plantacji przypraw, Droga Tysiąca Drzew Mango, zanzibarska kuchnia i tajemnica szczęścia.
Pełne emocji opowieści o przygodach, a także fragmenty wspomnień arabskiej księżniczki, podróżnika Marco Polo i Henry’ego Stanleya, który na Zanzibarze rozpoczął wyprawe w poszukiwaniu zaginionego podróżnika Davida Livingstone’a.
Rysunki i kolorowe fotografie na wkładkach.
Wydanie kieszonkowe w cenie 12,99 🙂 Premiera 22 września 2010 r.

„Tanzania – Kilimandzaro, Safari, Zanzibar
Niektorzy mowią, że wejśice na Kilimandżaro to pestka, a potem okazuje się, że najbardziej wysportowani nie wchodzą z powodu choroby wysokościowej. Powyżej kilku tysięcy metrów zaczynają sie bóle głowy, przewroty w żołądku i trudności z oddychaniem. Powyżej kilku tysiecy metrow zaczyna się też intensywny błekit nieba, na którego tle odcina sie śnieżna Góra. To dla tych widoków i dla wędrowania opuszczamy dom. W pewnym momencie najważniejsi okazują sie ludzie, którzy idą obok – przewodnik i jego pomocnicy. To oni sprawdzają, czy nasz przyspieszony oddech jeszcze mieści się w normie, to oni zachęcają, żeby iść, kiedy zmęczenie podpowiada nam odwrót. Oni rozgrzewają zmarznięte dłonie, podają ginger tea, niosą plecak najsłabszym…
A potem zmieniamy klimat – jedziemy na safari, gdzie słonie podchodzą do jeepa na odległość kilku metrów, a lwy ocieraja sie o koła samochodu i na Zanzibar pełen przypraw i owoców morza. Wypoczywamy w cieniu palm, zaprzyjaźniamy sie z Masajami i… nie chcemy wracać!”
Pozdrowienia z Zanzibaru!
Elżbieta Wiejaczka
VIII Jesienne Czart Granie – impreza z cyklu spotkań organizowanych na krańcu Polski poza sezonem turystycznym dla ludzi kochających góry jak i całe otoczenie z nimi związane. CZART Granie, czyli Ciepłe, Zapieckowo, Artystyczne, Rozrywkowo Turystyczne Granie, to cykliczna, tego roku jedno dniowa impreza – 09.10.2010 r., która po raz ósmy odbędzie się w Bieszczadach, a zawsze w drugi weekend października.
Zapraszamy wszystkich w myśl hasła imprezy: „Weź gitarę, zagraj z nami!”
Organizacyjnie:
Na miejscu będzie można zjeść kiełbaskę z grilla, czy pieczonego ziemniaka do późnych godzin wieczornych.
Sklepik „Ostatni Na Szlaku” będzie również czynny do późnych godzin wieczornych.
Noclegi można znaleźć na stronach:
https://www.bieszczady.net.pl
https://www.odkryjbieszczady.pl
Lub wpisując w wyszukiwarce kwatery Wołosate
Organizatorzy/ Sponsorzy/ Wspierający bieszczadzkie Czart Granie:
– Zajazd pod Caryńską
portale:
– www.odkryjbieszczady.pl
– www.bieszczady.net.pl
– www.karpaty.travel.pl
– www.spala.info.pl
– Wydawnictwo Ruthenus z Krosna
– Pub Anomalia z Rzeszowa

TERMIN
Sztafeta odbędzie się 16 października 2010 r.
Start o godz.: 11.00.
MIEJSCE BAZY I STARTU
Schronisko Pasterka (Góry Stołowe).
TRASA
Dystans – 3 pętle, każda 10,5 km;
Przewyższenie: 430 m
Każdy zawodnik biegnie 1 pętle. Trasa prowadzi szlakami turystycznymi Gór Stołowych.
Trasa wymagająca technicznie, dużo skał, zakrę-tów, znaczne przewyższenia.
Trasa będzie wyznakowana w miejscach zmiany szlaku.
Dokładny przebieg i profil trasy zostanie opublikowany po 10 września.
PROGRAM RAMOWY:
Piątek (15.10.2010)
Od 18.00 – 22.00 Weryfikacja (kwaterowanie – dla chętnych) uczestników w biurze zawodów (Schronisko Pasterka)
Sobota (16.10.2010)
Od 7.00 – 10.30 Weryfikacja zespołów
11.00 – start 1 zmiany sztafety (polana przed Schroniskiem Pasterka)
13.15 – planowane przybycie najlepszych
15.30 – oficjalne zakończenie zawodów, wręczenie nagród
16.00 – posiłek
ORGANIZATORZY:
Piotr Hercog , Maciej Sokołowski
Tel. 602 100 624 , 604 522 526, (74) 871 22 19, e-mail: [email protected]
WARUNKI UCZESTNICTWA:
Uczestnikiem Maratonu Gór Stołowych może zostać każda osoba która do dnia zawodów ukończy 18 lat lub uzyska pisemne pozwolenie od opiekunów prawnych.
ZGŁOSZENIA I OPŁATA STARTOWA:
Zgłoszenia przyjmowane będą do 11.10.2010r.
Za ZGŁOSZENIE uważane jest prawidłowe wypełnienie formularza zgłoszeniowego na stronie Sztafety i wpłacenie opłaty startowej.
Opłata startowa wynosi 100 zł od zespołu
(3- osoby) . Po terminie 11.10.2010 wynosi 120 zł (bez gwarancji pełnych świadczeń)
Po zarejestrowaniu zgłoszenia i zaksięgowaniu opłaty startowej dane zawodnika zostaną opublikowane na liście zgłoszeń na stronie sztafety.
W ramach opłaty startowej zapewniamy:
KLASYFIKACJE :
W I sztafecie górskiej prowadzona będzie klasyfikacja Mężczyzn (MEN) i Mieszana (MIX) –
w zespole minimum 1 kobieta .
POSTANOWIENIA KOŃCOWE:
trasa
Kładka ma 145 metrów długości (rozpiętość między przęsłami) i ciekawą formę architektoniczną, która wspaniale wkomponowuje się w kazimierski i podgórski brzeg Wisły, które łączy ta konstrukcja. Nowa przeprawa połączyła dzielnice Kazimierz i Podgórze, dokładnie w miejscu, gdzie kiedyś istniał most Franciszka Józefa, nazwany też podgórskim. Autorem projektu kładki jest Autorska Pracownia Projektowo-Plastyczna prof. Andrzeja Gettera. Jej podstawowym elementem nośnym jest stalowa rura w formie łuku. Do niej, za pomocą specjalnych lin, podwieszone są dwa pomosty – jeden dla pieszych, drugi dla rowerzystów.
Kładka usprawni komunikację między terenami znajdującymi się po przeciwległych stronach Wisły. Ma też poprawić bezpieczeństwo osób, które do tej pory korzystały z mostu Piłsudskiego i Powstańców Śląskich. Ze względu na duży ruch samochodowy, występuje tam wysokie ryzyko wypadków i kolizji z udziałem pieszych i rowerzystów. Na kładce rowerzyści i piesi będą mieli do dyspozycji oddzielne pasy. Kładka jest dwukierunkowa – rowerami będzie można wjeżdżać na nią z obydwu stron. Zadbano też o infrastrukturę w bezpośrednim sąsiedztwie kładki. Dzięki zmianom w organizacji ruchu na ul. Mostowej – wprowadzeniu kontrapasu, dla rowerzystów będzie dostępna najkrótsza droga z bulwaru Podolskiego na plac Wolnica. Nowa przeprawa została również dostosowana do potrzeb osób niepełnosprawnych. Wyposażono ją w łagodne podjazdy i wjazd na kładkę prosto z chodnika. Warta ponad 38 mln zł inwestycja została w części (15 mln zł) sfinansowana ze środków unijnych. (JK)
Opowieścią „ALBANIA – piękna nieznajoma” chcemy pokazać Albanię – kraj owiany złą sławą, przez kilka dekad odizolowany od reszty świata, kraj będący bodaj ostatnią tajemnicą XXI-wiecznej Europy – jako rejon przepięknej przyrody, przyjaznych ludzi i miejsce bezpieczne dla chcących tam podróżować.

Albanię przemierzamy od lat sześciu i tu spełniły się nasze marzenia o ciszy, spokoju, nieskażonej cywilizacją przyrodzie. Znajdziemy w niej wszystko – niezmierzone góry, majestatyczne kaniony, dzikie plaże, zapierające dech widoki.

Pokażemy Albanię tę turystyczną i tę niedostępną. Ponieważ podróżujemy samochodem terenowym, mamy możliwość dotarcia tam, gdzie nie spotkamy przez wiele godzin żywej istoty, gdzie piękno przyrody niezmącone jest obecnością człowieka, a pokonanie 70 kilometrów to czasem dziewięciogodzinne zmagania z terenem.

Jednocześnie zamierzeniem naszym jest udowodnić, iż… nie taki diabeł straszny.
To nie jest dziki kraj, do którego strach wjechać! Jest on po prostu w dużej części niedostępny, niezrozumiały dla przeciętnego przybysza, a mity o nim nie znajdują pokrycia w rzeczywistości.

W kraju tym byliśmy ponad dwudziestokrotnie, przemierzyliśmy tam kilkanaście tysięcy kilometrów (kraj powierzchnią zbliżony do województwa mazowieckiego) gładkich jak stół dróg oraz totalnych bezdroży. Spotkaliśmy wielu wspaniałych i życzliwych ludzi, mamy wśród Albańczyków wielu znajomych…
Chcemy podzielić się naszymi wrażeniami, emocjami – z pomocą zdjęć i żywego słowa – a swoim doświadczeniem służymy „namacalnie”, organizując wyprawy do najciekawszych terenów „Wrót Bałkanów”, jak zwano dawniej Albanię.
Więcej informacji o naszych podróżach uzyskać można na stronie:
Barbara i Andrzej Pasławscy
W krainie olbrzymów- Jotunheimen 2009…Norwegia to kraj niezwykły- długi, górzysty o legendarnych widokach i… cenach żywności. Dotychczas moja praca i górskie hobby oscylowało wokół bardziej znanych Alp. Jotunheimen wydawało mi sie dotąd górami zbyt niskimi i odległymi, by sie nimi interesować. Cóz za błąd! Zagłębmy sie, więc razem w krainę przesiąknietą opowieściami o trollach, smokach, gdzie nawet kościoły chronione są przez nordyckich bożków.
W Norge wyżej się nie da
Sebastian Fijak jest międzynarodowym przewodnikiem górskim UIMLA
http://www.fijak.pl/
Światowy Dzień Turystyki
Turystyka i różnorodności biologicznej są wzajemnie zależne. UNWTO zamierza podnosić społeczną świadomość i wzywa podmioty z sektora turystycznego i turystów do stania się częścią globalnej odpowiedzialności wobec unikatowych gatunków i ekosystemów, które tworzą naszą planetę – powiedział sekretarz generalny UNWTO Taleb Rifai.

http://www.unwto.org/worldtourismday/photocompetition/winners.php?lang=E
Weekend z muzeami Kazimierza i Podgórza
Prezydent Miasta Krakowa Jacek Majchrowski zaprasza na weekend z muzeami Kazimierza i Podgórza. W dniach 2-3 października (sobota/niedziela) bezpłatnie będzie można zwiedzić pięć krakowskich muzeów: Starą Synagogę, Aptekę pod Orłem, Fabrykę Emalia Oskara Schindlera, Muzeum Inżynierii Miejskiej i Dom Historii Podgórza.
30 września (we czwartek) zostanie uroczyście otwarta Kładka Ojca Laetusa Bernatka, która połączy kazimierski i podgórski brzeg Wisły. Z tej okazji, w weekend 2-3 października, wstęp do pięciu krakowskich muzeów, zlokalizowanych właśnie w tych dwóch częściach Krakowa, będzie wolny.
W pierwszy październikowy weekend, w godz. 9:00-17:00 bezpłatnie będzie można zwiedzić Starą Synagogę (www.mhk.pl/oddzialy/stara_synagoga). Na stałej wystawie „Dzieje i kultura Żydów krakowskich” eksponowane są najcenniejsze zabytki muzealnej kolekcji judaików. W dawnych modlitewnikach – męskiej i kobiecej, na parterze Starej Bożnicy, wystawione są przedmioty żydowskiej sztuki obrzędowej. W muzeum można również podziwiać malarstwo portretowe i ikonografię dzielnicy żydowskiej na Kazimierzu oraz dokumentującą zagładę Żydów krakowskich w latach II wojny światowej.
Na bezpłatne zwiedzanie zaprasza też Apteka pod Orłem – w godz. 9:30-17:00 (www.mhk.pl/oddzialy/apteka_pod_orlem). Apteka pod Orłem zajmuje pomieszczenia dawnej apteki mgr Tadeusza Pankiewicza, która w latach okupacji niemieckiej znajdowała się w centrum krakowskiego getta. Stała wystawa „Apteka w getcie krakowskim” opowiada o krakowskim farmaceucie, Tadeuszu Pankiewiczu – jedynym Polaku zamieszkałym w getcie, i polskim personelu, którzy wspólnie nieśli stałą pomoc mieszkańcom getta. Apteka Tadeusza Pankiewicza, pełniąca całodobowy dyżur, była miejscem kontaktów, spotkań, informacji. Każdy, kto zwrócił się tu o pomoc był pewien, że ją otrzyma.
W dniach 2-3 października za darmo będzie również można zwiedzić muzeum Fabryka Emalia Oskara Schindlera (w godz. 10:00-20:00), a w nim m.in. stałą wystawę „Kraków – czas okupacji (1939-1945)”, która poświęcona jest dziejom Krakowa i jego mieszkańców w latach wojny. Ekspozycja podzielona jest na kilkanaście segmentów tematycznych: wojna 1939 r., rola Krakowa, jako ośrodka władzy Generalnego Gubernatorstwa, życie codzienne i rodzinne, los Żydów krakowskich, opór i tajne państwo, czy wreszcie dzieje fabryki, ludzi w niej pracujących i jej właściciela Oskara Schindlera. Ważnym łącznikiem segmentów wystawy jest symboliczna ulica krakowska, na której spotykali się Polacy, Żydzi i Niemcy.
Uwaga!!! Aby zwiedzić wystawę w Muzeum Fabryka Emalia Oskara Schindlera w czasie weekendu z muzeami, należy zarezerwować bilety przez stronę https://www.bilety.mhk.pl. Po rezerwacji będzie można odebrać w kasie bezpłatny bilet (ich liczba jest ograniczona – każdego dnia do muzeum może wejść maksymalnie 1018 osób). Płatne będzie natomiast oprowadzanie przez przewodnika (150zł) – na życzenie zwiedzającego.
W czasie weekendu z muzeami będzie można również obejrzeć ekspozycje w Muzeum Inżynierii Miejskiej (w godz. 10:00-16:00) – m.in. ciekawą kolekcję samochodów i motocykli polskiej produkcji (www.mimk.com.pl), i w Domu Historii Podgórza (10:00-14:00).
Weekend z muzeami Kazimierza i Podgórza:
9:00-17:00 Stara Synagoga (ul. Szeroka 24),
9:30-17:00 Apteka Pod Orłem (pl. Bohaterów Getta 18)
10:00-20:00 Fabryka Emalia Oskara Schindlera (ul. Lipowa 4)
10:00-16:00 Muzeum Inżynierii Miejskiej (ul. Św. Wawrzyńca 15)
10:00-14:00 Dom Historii Podgórza (ul. Limanowskiego 13) (JK)
ul. Szeroka 24
Najcenniejsze zabytki muzealnej kolekcji judaików eksponowane są na stałej wystawie „Z Dziejów i Kultury Żydów w Krakowie”. W dawnych modlitewniach męskiej i kobiecej na parterze Starej Bożnicy wystawione są przedmioty żydowskiej sztuki obrzędowej, zaprezentowane w trzech głównych grupach tematycznych: synagoga, święta i obrzędy doroczne, życie prywatne i rodzinne. W dwóch salach na pierwszym piętrze muzeum znajduje się dalsza część ekspozycji, prezentująca malarstwo portretowe i ikonografię dzielnicy żydowskiej na Kazimierzu oraz dokumentująca zagładę Żydów krakowskich w latach II wojny światowej.
pl. Bohaterów Getta 18
Apteka pod Orłem zajmuje pomieszczenia dawnej apteki mgr Tadeusza Pankiewicza, która w latach okupacji niemieckiej znajdowała się w centrum krakowskiego getta. Jest to miejsce, gdzie w szczególny sposób wiązały się losy Polaków i Żydów. Mgr Tadeusz Pankiewicz – jedyny Polak zamieszkały w getcie wraz z polskim personelem nieśli stałą pomoc mieszkańcom getta. Apteka, pełniąca całodobowy dyżur, była miejscem kontaktów, spotkań, informacji. Każdy kto zwrócił się tu o pomoc był pewien, że ją otrzyma.
ul. Lipowa 4
Stała pt. Kraków – czas okupacji (1939-1945) poświęcona jest dziejom Krakowa i jego mieszkańców w latach wojny. Ekspozycja podzielona jest na kilkanaście segmentów tematycznych: wojna 1939 r., rola Krakowa, jako ośrodka władzy Generalnego Gubernatorstwa, życie codzienne i rodzinne, los Żydów krakowskich, opór i tajne państwo, czy wreszcie dzieje fabryki, ludzi w niej pracujących i jej właściciela Oskara Schindlera. Ważnym łącznikiem segmentów wystawy jest symboliczna ulica krakowska, na której spotykali się Polacy, Żydzi i Niemcy.
Uwaga! Aby odwiedzić Muzeum należy wcześniej dokonać internetowej rezerwacji wejściówek na stronie https://www.bilety.mhk.pl
ul. św. Wawrzyńca 15
Muzeum Inżynierii Miejskiej gromadzi obiekty ilustrujące rozwój techniki, przemysłu i inżynierii miejskiej. Zbiory muzeum obejmują także reprezentatywną kolekcję samochodów i motocykli polskiej produkcji. Muzeum prowadzi także działalność na rzecz edukacji dzieci i młodzieży w zakresie historii nauki, techniki i przemysłu. Ekspozycje Muzeum są prezentowane we wnętrzach hal dawnej zajezdni tramwajowej na krakowskim Kazimierzu: w hali tramwaju konnego z 1882 r., hali wąskotorowego tramwaju elektrycznego, datowanej na rok 1900 oraz hali tramwaju elektrycznego normalnotorowego z 1913 roku.
ul. Limanowskiego 13
W salach Domu Historii Podgórza można oglądać ekspozycję stałą, na którą składają się eksponaty podarowane placówce przez instytucje oraz mieszkańców Podgórza. Działalność Domu Historii Podgórza obejmuje również wykłady i prelekcje na temat historii Podgórza. Mają tu również miejsce wystawy czasowe – nawiązujące tematyką do historii i czasów współczesnych Podgórza – fotografii, pocztówek, projektów architektonicznych budynków i innych form plastycznych.
http://krakow.pl/kultura/2453,artykul,weekend_z_muzeami.html
W poniższym tekście opiszemy Trzy Gujany, czyli Gujanę Brytyjską, Surinam oraz departament zamorski Francji, Gujanę Francuską.
20 wrzesień 2010r
Tranzytowego przejazdu przez terytorium Brazylii nie będziemy opisywać, gdyż było to 400 km. drogi po niezbyt interesujących, płaskich terenach sawanny, a technicznie to przymus, ponieważ granica pomiędzy Wenezuelą a Gujaną jest zamknięta, ze względu na nie rozwiązany od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku konflikt graniczny.
Ranek nieco organizacyjny, rozpoczynamy od tego, że zastajemy nasz pojazd bez powietrza w jednym z kół. Na szczęście tuż obok, znajduje się siermiężny warsztat wulkanizacyjny i usuwamy defekt, a powodem są nasze wyczyny off – roadowe na Sabanie, błoto na wybojach wdarło się pomiędzy felgę a krawędź opony i powietrze puszczało, po rozebraniu i wyczyszczeniu wszystko jest już w jak najlepszym porządku. Jedziemy na wschód drogą nr Br 401 z Boa Vista do Bonfim, granicznej osady, gdzie przeprawiamy się z Brazylii do Gujany poprzez nowy most na rzece Takutu, oddany do użytku dopiero rok temu. Najpierw po przekroczeniu granicy i wjeździe na terytorium Gujany następuje małe nieporozumienie i celnik informuje nas, że to przejście jest dostępne tylko dla obywateli Brazylii i Gujany, po czym po wyjaśnieniu sprawy przez czarnoskórego naczelnika tegoż urzędu i sprawdzeniu wiz, nakazuje przeprowadzić czynności odprawowe! Nam już przeszła gęsia skórka po całym ciele, a mnie ukazała się cała droga objazdowa do Gujany Francuskiej przez Manaus w Brazylii, potężną rzekę Amazonkę i wjazd od południa do tego kraju, gdzie ze stolicy Cayenne mamy wykupione już bilety powrotne do Polski. Oczywiście wszystko się szybko wyjaśniło i następuje procedura odprawy, nas i naszej Toyoty. Dostajemy przewodnika i jedziemy do przygranicznej osady Lethem po stronie Gujany, aby w miejscowym supermarkecie wykupić specjalne ubezpieczenie na auto (za miesiąc zapłaciliśmy 17$), oraz zrobić ksero wszystkich potrzebnych dokumentów. Całość przebiega w spokoju i przyjacielskiej atmosferze, już od niepamiętnych czasów, nikt spoza sąsiadujących państw, nie przekraczał tej granicy własnym pojazdem. Wypisywanie przeróżnych kwitków, świstków oraz notowanie „na piechotę” danych pojazdu do różnych zeszytów, zajęło trzem osobom, prawie trzy godziny. Wszystko odbywało się w zwolnionym tempie, jak w telewizyjnej powtórce. Po tym czasie jesteśmy już wolni i możemy kontynuować jazdę po terytorium Gujany Brytyjskiej, jadąc tak jak w Wielkiej Brytanii, czyli po lewej stronie szosy – mam już w tym spore doświadczenie po wojażach w Australii, Nowej Zelandii i Anglii. Okazało się również, że człowiek od ubezpieczeń, poza sklepem jest również właścicielem hotelu o szumnej nazwie Savanna Inn i tam też za sumę 35$ wynajmujemy dwuosobowy pokój z wszelakimi wygodami, a jego pracownik, czarny kucharz przygotowuje nam wspaniałą obiadokolację za sumę 12$ za dwie osoby (1 USD = 200 GYD – gujańskie dolary). Ponieważ nasze doświadczenia kulinarne, tak te wenezuelskie jak i brazylijskie, spowodowały u nas zatracenie poczucia smaku, gdyż potrawy miały tekturowo – trawiasty smak, albo były całkowicie jego pozbawione. W tymże hotelu niezwykłej atmosfery dodają rozwrzeszczane papugi – jest wspaniale i do tego dystyngowanie, czujemy się jak za minionych czasów kolonialnych , tych oglądanych na filmach sprzed wielu, wielu lat.
21 wrzesień 2010r
drzewa…drzewa…drzewa… i tak przez 10 godzin przemierzamy dzisiejsze 320 km. Pokonujemy rozległy interior Gujany Brytyjskiej bitą drogą, przypominającą nasz dukt leśny tyle, że tutaj możemy wjechać do lasu deszczowego i przemierzać go, aż do samej stolicy tego państwa Georgetown, a dystans ten od granicy z Brazylią w Lethem mierzy 565 km. Podróż umilają nam miliony cytrynowych motyli, które wprowadzają nas w stan migotania źrenic. Po drodze przeprawiamy się pontonem motorowym przez rzekę Essequibo, w pobliżu osady Kurupukari. Właśnie na obszarze za rzeką, w 1996r utworzono specjalną strefę ochrony dziewiczego, nienaruszonego obszaru lasów deszczowych, najlepiej zachowanych na naszym globie o powierzchni 3710 km² noszących nazwę Iwokrama. Cóż więcej napisać o dzisiejszym dniu: natura, natura, natura, dzikość i nieskalanie cywilizacją, jednym słowem – wspaniale. Po pokonaniu stu tysięcy błotnych dziur, zatorów z powalonych drzew, docieramy z objawami wstrząsu mózgu do celu i zatrzymujemy się w Mabura Hill, małej osadzie związanej z wyrębem drzewa – tutaj też dostajemy pełny obraz tej podstawowej gałęzi „przemysłu” Gujany – czyli rabunkowej wycinki lasów deszczowych tych ulokowanych już za rzeką i eksportu tego niezwykle cennego surowca do Chin, Wietnamu i Indii. Spanko w hotelu Toyota Inn pomiędzy posterunkiem policji i knajpą prowadzoną przez Malezyjczyków w której to tymczasem na otwartym tarasie razem z tubylcami oglądamy w telewizji koncert najlepszej brazylijskiej grupy Banda Calypso.

22 wrzesień 2010r
Ponieważ znajdujemy się w odległości zaledwie 100 km od najsłynniejszego wodospadu Gujany Kaieteur Falls, a właśnie od osady Mabura Hill, droga odbija do Mahdia i dalej Kangarumy, skąd ponoć wg. inf. wielkiego podróżnika, kolegi Wojtka Dąbrowskiego, można się przeprawić drogą wodną, na przemian z pieszą pod sam wodospad. Miejscowy szef posterunku policji, który zna dokładnie możliwości, po konsultacji z posterunkiem w Mahdia , jednak dementuje i odradza takie rozwiązanie. Sprawa jest niezwykle trudna, gdyż droga pod wodospad to kilka przepraw łodziami na przemian z pieszą wędrówką w górę rzeki Potaro. Bez wcześniejszego uzgodnienia dokładnego planu i czasów pokonywania tych odcinków, podróż taka może zająć kilka dni. Nie ma tam żadnego biura podróży, gdyż nikt nie przybywa tam na własną rękę, a wszystkie takie wyprawy są przygotowywane i prowadzone przez nieliczne, wyspecjalizowane agencje turystyczne w Georgetown. Cóż robić, pomimo że jesteśmy tak blisko ruszamy w kierunku stolicy Gujany. Droga bez zmian, czyli taka jaką nasza Toyota lubi najbardziej, błotko, wyrwy i tak na całej trasie do Linden, gdzie po raz pierwszy w Gujanie od wyjazdu w Lethem pojawia się asfalt. Nasz dzisiejszy plan to dotrzeć do miejscowości Bartica usytuowanej u zbiegu rzek Mazaruni, Cujuni i Essequibo. W połowie drogi do Georgetown dostajemy jednak informację, że należy tam jechać przez Linden, gdyż ze stolicy to przeprawa promowa niezwykle kosztowna i wielogodzinna. Dostaliśmy 160km w plecy, ale cóż robić wracamy i dalej leśnym duktem do przeprawy motorowym pontonem na drugą stronę rzeki Essequibo. A tu następny „zong”, aby się przeprawić wraz z pojazdem w ten rejon potrzebne specjalne zezwolenie dla naszej Toyoty, które wystawiają ponoć w stolicy! Ręce opadają, pokazujemy zaznaczone na mapie atrakcje turystyczne, tłumaczymy, że my przecież turyści w podróży po tym państwie. Pozginaliśmy się uprzejmie niczym chińskie gejsze i jakoś dali się przekonać, lecz sporo nas to kosztowało 45$ USD – i tak naprawdę nie wiemy do końca, czy to była łapówka, czy tyle kosztuje w rzeczywistości przeprawa przez rzekę. Po zjeździe z pontonu jeszcze półtorej godziny „wyrypy” w lesie i jesteśmy w Bartica . Wynajmujemy pokój tuż nad rzeką (8000 GYD = 40 USD – klima, łazienka). Oj !, bez gujańskiego rumu „El Dorado”, nie moglibyśmy odreagować wszystkich dzisiejszych przeżyć i tych 11godzin jazdy po „poligonie” w lesie deszczowym, gdzie oczy widzą tylko dwa kolory, zieleń drzew i pomarańczowy kolor ziemi. Po oględzinach naszego autka, stwierdzamy, że nie jest już srebrne.


23.wrzesień 2010r
Dzisiejszy dzień przeznaczamy na zwiedzenie głównych miejsc turystycznych, które oferuje ten rejon zbiegu trzech głównych rzek Gujany. W pobliskim Guest House ‘D’ Factor Interior po prze negocjowaniu ceny za wynajęcie szybkiej łodzi, wykupujemy wyprawę do wodospadów Marshall Falls i Fortu Kyke-over-Al. Ponieważ jesteśmy jedynymi turystami i to od kilku dni, więc z proponowanych 32.000 GYD , płacimy 25.000 GYD, więcej się już nie dało zbić bo zobaczyliśmy już łzy w oczach właścicieli, gdyż silnik150KM Yamahy potrzebuje sporo paliwa, a ono jak na te warunki nie należy do tanich( 1litr – 1 USD). Płyniemy na ponad czterogodzinny rejs po rzekach Essequibo, Mazaruni i Cuyuni. Po drodze mijamy zabudowania więzienne Prison Compound, które to od czasów kolonialnych do chwili obecnej przyjmuje „pensjonariuszy”, a jest ich tam obecnie około tysiąca, z czego wielu za narkotyki. U zbiegu tych dwóch ostatnich rzek, na małej wyspie ulokowany jest po holenderski fort z czasów kiedy to, oni jako pierwsi kolonizatorzy tych terenów w 1616r ( na tablicy znajduje się data 1613, jednak w/g naszego przewodnika jest ona błędna ) założyli tu pierwszą plantację trzciny cukrowej. Z fortu pozostała jedynie ceglana ościeżnica drzwiowa, usytuowana w cieniu wielkiego mangowca. Płynąc do wodospadów, dowiadujemy się istotnych informacji o funkcjonowaniu tego małego miasteczka, żyjącego z kopalin, a szczególnie z wypłukiwania złota z piasków dna rzeki Mazaruni. Przeciętny Gujańczyk, pracujący w państwowych przedsiębiorstwach pobiera wynagrodzenie wartości 200 USD miesięcznie, tutaj pracując w prywatnych kopalniach tego kruszcu, może zarobić nawet 10 razy więcej i to za tydzień pracy, no to już prawie El Dorado. Ostatni fragment trasy to marsz przez dżunglę, około pół godziny, wynagrodzony baraszkowaniem w przyjemnej wodzie spadającej z kilku metrów w dół.

Teraz, po powrocie z tej wycieczki mamy takie odczucie, że jest to wszystko tu mocno przereklamowane, jak w podobnych miejscach np. w Anglii, gdzie wielkie Lasy Sherwood, są obecnie jedynie sporym zagajnikiem – to również reklamowe pozostałości pokolonialne po Brytyjczykach. Ponieważ Gujana, poza rzekami i lasami nie ma tak naprawdę nic więcej do zaoferowania, więc jesteśmy, lub raczej musimy być zadowoleni z tego co zobaczyliśmy. Resztę dnia spędzamy na spacerowaniu i podglądaniu tętniącego muzycznym życiem miasteczka i jego czarnych mieszkańców. Odwiedzamy wiele stoisk, straganów na bazarze jak i usytuowanych przy ulicach. Pieczywo jak i podawana żywność w restauracjach są wstrętne, a na noc najlepiej zażyć sporą dawkę rumu, gdyż mogą zaistnieć problemy z zaśnięciem, muzyka ostro gra i zabawa kończy się dopiero nad ranem. Pierwszy raz w podróży po Ameryce Południowej zobaczyliśmy wolno spacerujące po mieście krowy, konie i szczury, szukające pożywienia w przydomowych rynsztokach, od czego nieźle ciągnie po nosie i czujemy się jak w wylęgarni smoków.

24 wrzesień 2010r
Noc upłynęła pod znakiem głośnej muzyki i naszego czuwania, by nie przespać 4.00 rano. Ponieważ około pierwszej komuś zaciął się adapter, do naszej „pobudki” leciał jeden utwór, a kiedy przyszło nam powstać, byliśmy kompletnie niewyspani, ale utwór znaliśmy na pamięć. Jeszcze wczoraj zabukowaliśmy rejs statkiem rzecznym po Mazaruni z Bartica do Parika. Nie daje to jednak pewności, że ta najtańsza forma transportu wraz z autem zostanie zrealizowana, jeśli nie będziemy na tyle w przodzie kolejki, aby załapać się na miejsce (4000GYD auto + po 500od osoby). Tak więc chief przystani radził, by o 4.30 być przy bramie. Cała reszta poszła już gładko, Toyotę ulokowaliśmy na pokładzie i o 6.00 ruszamy w pięciogodzinny rejs do portu Parika, skąd już dalej brzegiem Atlantyku mamy tylko 45 km do Georgetown. Po drodze kilkukrotnie statek zatrzymuje się, aby dobrać i wysadzić pasażerów, których dowożą łódkami i motorówkami z niespotykana ilością bagaży i towarów wiezionych na targ do stolicy Gujany. Mamy przy okazji możliwość podziwiać, jeden z poważniejszych zabytków tego państwa, gdyż ten środek przeprawowy ma już 60 lat, od kiedy to został wyprodukowany w Glasgow. Ciągle przyglądamy się bacznie ludziom i to co powtarza się odnotowujemy, a co daje nam obraz społeczeństwa, gdzie przeważają hindusi i ich kolorowo – złoty styl, czarni obwieszeni złotem, gdzie średnia sygnetów u mężczyzn wynosi trzy i koniecznie złoty zegarek, a liczba bransolet i naszyjników u kobiet jest nie do oszacowania oraz koniecznie pomalowane paznokcie u stóp. Dużą grupę tworzą wyznawcy ruchu religijnego Rastafari, a mnóstwo młodych chłopców wygląda jak kopie amerykańskich raperów. Po wyładunku poruszamy się polderami, osuszonymi jeszcze przez Holendrów, terenami nad atlantyckimi, poprzecinanymi systemami kanałów, zapór i tam. Jedno od razu rzuca się w oczy, na tym dojazdowym odcinku, mamy wrażenie, że znajdujemy się w kolonialnych Indiach. Hinduską dominację widać na każdym kroku. Jeszcze tylko przeprawa ponad 2 km pontonowym mostem i znajdujemy się na przedmieściach Georgetown. Nim przedmieścia się skończyły, okazało się, że przejechaliśmy już centrum tego miasta, pozostające do tej pory w większości zabudowane drewniana architekturą. Niezwykle specyficzne miasto. Tu czas zatrzymał się, jakby 100 lat temu w brytyjskiej strefie kolonizacyjnej.


Jeszcze tego dnia, wykupujemy na niedzielę lot nad wodospad Kaieteur Falls za cenę 370 $ USD za dwie osoby (Wonderland Tours www.wonderlandtoursgy.com ), resztę dnia poświęcamy na sprawy porządkowe, wreszcie udało się nam umyć autko i dokręcić kilka śrubek. Wynajęliśmy pokój w Hotelu Ariantze, w samym centrum z miejscem strzeżonym dla autka. Dopiero jutro dowiemy się, czy nasza wyprawa nad wodospad dojdzie do skutku, gdyż sama zapłata nie daje żadnych gwarancji lotu, tak więc czekamy na wieści, czy zebrała się grupa chętnych. Powodem takich manewrów jest skromna, a wręcz znikoma ilość turystów. Po tych kilku dniach w Gujanie, odnotowaliśmy niezwykle dziwne posługiwanie się językiem angielskim, jakimś poplątanym z dodatkiem slangu i zniekształceniami. Dodatkową trudnością okazało się uzyskiwanie informacji odnośnie poruszania się, gdyż nie ma tu żadnych kierunkowskazów, znaków drogowych i do tego ten nieskoordynowany lewostronny ruch. I tu niespodzianka, po zadaniu trzy razy tego samego pytania, następowało oświecenie i uzyskiwaliśmy odpowiedź, czasem błędną, a czasem musiało zebrać się kilka osób, by wygenerować jakąś myśl. No cóż, przeważnie przyjazny uśmiech z widokiem na złote tarasy rekompensował wszystko.


więcej zdjęć z tej wyprawy na stronie Wojtka i Wioli
http://www.wojtektravel.pl/index.php/wyprawy/4-ameryka-pd-etapii/4-trzy-gujany/
Klub Podróżników Śródziemie
Ogólnopolski portal podróżniczy poświęcony odkrywaniu Polski i świata. Od znanych miast i zabytków, przez górskie szlaki i podziemia, po miejsca nieoczywiste i zapomniane.
Rzetelne relacje, autorskie przewodniki oraz praktyczne wskazówki dla turystów, pasjonatów historii i miłośników aktywnego podróżowania.
Odkrywaj świat z nami – świadomie, krok po kroku i z pasją.
Jest to kurs rozmawiania w języku obcym. Uczy mówienia i rozumienia. Zero gramatyki, zero wykuwania słówek, zero odmian czasowników, które trzeba na pamięć wbić sobie do głowy.
„Blondynka na językach” to kurs nauki języków obcych, oparty o zupełnie nową metodę uczenia. Powstała ona w oparciu o moje doświadczenia w nauce języków obcych. Bo pewnego dnia zorientowałam się, że języka obcego można się uczyć na zasadzie logicznej układanki.
Standardowe kursy języków obcych bazują na wyjaśnianiu zasad gramatyki, podając uczniowi przykłady ich zastosowania.
W moim kursie najważniejszym założeniem jest to, że języka obcego można się nauczyć instynktownie – najpierw zapamiętać dane wyrażenia i zdania poprzez systematyczne powtarzanie ich na głos, a potem zgodnie z zasadą logiki budować z nich własne przykłady. Nauczenie się na pamięć przykładowych konstrukcji oraz ich składowych elementów, pozwala na budowanie nowych zdań i wyrażeń, a więc poprawne posługiwanie się obcym językiem.
Najważniejszym narzędziem kursu „Blondynka na językach” jest płyta CD. Towarzysząca im książka jest przeznaczona tylko dla tych osób, które chcą zobaczyć jak pisze się dane słowo albo poczytać o zasadach gramatycznych rządzących danym przykładem.
Na początku października (6 października) ukażą się pierwsze trzy języki: angielski w odmianie brytyjskiej, angielski w odmianie amerykańskiej oraz niemiecki.
W marcu przyszłego roku następne języki: francuski, wloski oraz hiszpański w odmianie europejskiej i hiszpański w odmianie latynoamerykańskiej.
http://www.beatapawlikowska.com/books,list,54.html