Przejdź do treści
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia turystyczne w Polsce
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt Klub Podróżników Śródziemie
czwartek, 6 sierpnia, 2026
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia turystyczne w Polsce
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt Klub Podróżników Śródziemie
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt Klub Podróżników Śródziemie
Copyright 2025 - All Right Reserved
Ameryka Południowa

Kolumbia

przez Redakcja 2010-09-01
Napisane przez Redakcja


Kolumbia

22 sierpień 2010r

Jeszcze przed opuszczeniem Ekwadoru w Tulcan, odwiedzamy miejscowy targ, gdzie od rodzajów i gatunków, nowych dotąd nie spotkanych owoców i warzyw, można dostać zawrotu głowy. Wiola tylko biega ze swoim notesikiem i zapisuje ich nazwy, jeśli można to testujemy ich smaki. Sprzedawcy bardzo chętnie informują co jest czym i jak działa na organizm. O rodzajach i ilości specyfików naturalnego lecznictwa i różnorodności ziół trudno by pisać. Na każdą przypadłość jest odpowiednie lekarstwo, wypróbowane od historycznych czasów, jeszcze przez Inków, głównie jednak pochodzenia peruwiańskiego. To, że tutaj wszyscy cieszą się świetnym zdrowiem i mają siły za trzech, to chyba o czymś świadczy. Po wywiadzie mamy informację, że w Kolumbii paliwo jest trzy razy droższe i na granicę z tym państwem, jedziemy już zatankowani na maxa. Tam przeżywamy chwile stresu, gdyż okazuje się ,że dokumenty przedłużające nasz legalny pobyt auta są jedynie kopiami, a tu wymagany jest oryginał, pomimo, że w systemie komputerowym ekwadorskiego urzędu celnego wszystko figuruje i jest jak najbardziej prawidłowo odnotowane. Szok! Co robić? Jesteśmy przecież ponad 400km od Quito i dzisiaj niedziela!?. Telefon do konsula, mamy szczęście, że odebrał. Po wielu rozmowach i deklaracjach, za wstawiennictwem i potwierdzeniem, że Konsulat Polski dośle w oryginale ten dokument, po dwóch godzinach opuszczamy Ekwador i stajemy na granicznym kolumbijskim posterunku. Odprawa trwa 15min. i przebiega już bez żadnych problemów. Naładowani wieloma nieciekawymi oraz zastraszającymi informacjami, na temat bezpieczeństwa w tym kraju, mając oczy wokół głowy ruszamy na północ do miasta Pasto. Na pierwszym punkcie opłat za drogę chcemy płacić dolarami, gdyż nie posiadamy jeszcze ichniejszej waluty. Miła pani podpowiada nam, byśmy poprosili policjantów obok, by zamienili nam potrzebną kwotę i tu niespodzianka, rozpoczął się mały quiz. Dałam do wymiany tylko 10$ i byłam orżnięta o 100% . Gdy tłumaczyłam, że to nie jest taki przelicznik, policjanci mieli sporo uciechy z tego, że są tacy cwani, a turysta to taka rzadkość, że to wręcz okazja, by w majestacie prawa okradać i głupio się uśmiechać, a potem twierdzić, że się nie rozumie. Po dojechaniu do Pasto wymieniliśmy pieniądze, 1$ = 1850 peso kolumbijskie i dalej kierujemy się do kolonialnego, ponoć najpiękniejszego miasta Popayan. Trasa biegnąca przez Andy, to nie dość, że jedna wielka huśtawka pokonywanych wysokości od 600 do ponad 3000m.n.p.m, to również różnica temperatur od 9 oC do 37 oC, a do tego zakręt na zakręcie, gdzie trudno by znaleźć odcinek prosty powyżej 100m. Wyprzedzenie nawet wolno jadących ciężarówek, jeśli nie jest się miejscowym kaskaderem prowadzącym rejsowy autobus, graniczy z cudem, na samą myśl, że musiałbym przemieszczać się takim środkiem transportu z kierowcami szaleńcami, przechodzi mi gęsią skórką po ciele. Jedno co od razu uderza, to wszechobecny porządek, czystość na ulicach i wizualne wrażenie, że jest to kraj na wyższym poziomie cywilizacyjnym niż Ekwador. Nawet w przydrożnych barach czystość w toaletach, o jakim byłoby dobrze pomarzyć w Polsce. Szokuje różnorodność andyjskich krajobrazów, monstrualnie wielkie góry, raz porośnięte tropikalną, bujną roślinnością, a już za chwilę surowe, wyjęte z pustynnego wizerunku, prawie tak jak w Chile, czy Argentynie. Nie robimy dzisiaj zbyt wiele zdjęć, gdyż masywy te zasnuwa dziwna mgła przypominająca brunatny dym, co skutecznie nie daje klarowności i przejrzystości widzianych obrazów. Ludzie uprzejmi i uczynni. Wyrabiając w porywach przeciętną 35km/h, po siedmiu godzinach mozolnej jazdy i pokonaniu 300km docieramy do Popayan, przejechawszy ponoć najniebezpieczniejszy odcinek tego kraju – taką inf. przekazywały wszystkie przewodniki i ludzie wydający opinię o tym państwie .To tu właśnie dokonywano niegdyś największą liczbę porwań dla milionowych okupów, między innymi również turystów. Pięknie zachowane kolonialne stare miasto założone przez Hiszpanów na początku XVIw. Wynajmujemy pokój w hotelu, dwie ulice od Placa de Armas i już po ciemku zachęceni przez obsługę udajemy się w miasto. Spokój, porządek, wspaniale, próbujemy powoli odsuwać myśli o wszechobecnym zagrożeniu. Zaskakuje to, że jakby całe miasto zostało odnowione w jednym czasie, bo wszystkie budowle świeżo odrestaurowane i wymalowane. Jesteśmy pod wielkim i pozytywnym wrażeniem wszystkiego, co jak dotychczas spotkało nas w Kolumbii. Jedno zastanawia, nie spotkaliśmy jak dotychczas żadnego innego turysty spoza tego kraju.

img_2993
img_2994
img_2995


img_2996
img_2998
img_2999


img_3001
img_3002
img_3007

23 sierpień 2010r

Rano ponownie ruszamy „z buta” w do starego centrum Popayan. Pięknie zachowany układ urbanistyczny pozostały jeszcze w schedzie po Hiszpanach. W przeciwieństwie do wczorajszego wieczora, dzisiaj ten rejon tętni swoim życiem, pozbawionym jednak tej swoistej, turystycznej atmosfery tak, jak w innych tego typu miastach w Ameryce Południowej. Tu kompletnie nie ma tej grupy ludzi, podczas naszej wędrówki napotkaliśmy, jedynie trójkę młodych ludzi zwiedzających jeden z kościołów.

W południe ruszamy na północ drogą nr 25 do Cali, trzeciego pod względem wielkości miasta Kolumbii. Nieciekawe miasto przemysłowe, bez żadnego charakteru, nie warto nawet wjeżdżać do centrum. My objechaliśmy go w miarę szczegółowo. Dalej kierujemy się do miejscowości Armenia najpierw drogą nr. 23 do miasta Buga, po drodze doznając przyjemności kulinarnych w przydrożnym zajeździe. Wspaniała ryba tilapia plus miejscowe dodatki i do tego puchar soku z guanabany. Przejeżdżamy przez tereny upraw trzciny cukrowej i tu okazuje się że pojazdy drogowe do przewozu tego surowca do produkcji cukru przebiły swoją wielkością i długością te widziane przeze mnie na terenie interioru australijskiego, tam były trzy przyczepy wielkości TIR-a, tu aż cztery. Później drogą nr.25 do La Paila i dalej nr.40 do miasta o szumnej nazwie Armenia. Myśleliśmy, że ta nazwa będzie adekwatna do tego co zaoferuje nam to miejsce, okazało się niestety, że podobnie jak Cali, to miejsce jest klęską w znaczeniu turystycznym, Już o 18.00 robi się ciemno, o 18.20 jest już totalna noc, a tu nawet nie ma hotelu, czy też hostelu . Na szczęście tuż przed miastem w górach widzieliśmy wiele pięknych posiadłości i jak wynikało z reklamowanej nazwy przejeżdżaliśmy „strefę wakacyjną”. Wracamy więc do tego miejsca i w pierwszej oferowanej „fince”(posiadłości ziemskiej) wynajmujemy pokój. Do dyspozycji mamy basen, jacuzzi, cały ukwiecony ogród i obsługę na każde zawołanie. A to wszystko za jedyne 80.000 peso (ok.110zł). Wspaniały klimat tego miejsca, na wysokości 1900m.n.p.m, temperatura jak w nasze piękne lato, soczysta zieleń, świeżość i kompletny brak owadów. Tu też po raz pierwszy korzystamy z internetu i uaktualniamy wiadomości na stronie internetowej z naszej podróży. Nazbierało się tych informacji, toteż w kompletnej ciszy, gdyż jesteśmy jedynymi gośćmi molestujemy komputer przez kilka godzin.


img_3197
img_3207
img_3212

24 sierpień 2010r

Po porannym pływaniu i śniadaniu, które również było w cenie, ruszamy w kierunku stolicy, Bogoty. Mamy do pokonania jedynie 300km. Po trzech godzinach przebyliśmy jedynie 90km. Droga nr 40 do Ibague okazała się drogą przez mękę. Potężne ciężarówki, szybkie autobusy, motocykle, rowery, a my, jesteśmy uczestnikami spektaklu pod tytułem, kiedy się któryś z tych kaskaderów rozbije. Trudno opisać obrazowo jakie szaleństwo trwa na drodze, kiedy stromizny podjazdów i zjazdów są takie, że można zobaczyć z okna dach własnego auta, a zakręt przechodzi w zakręt bez jednego metra prostej. Najbardziej „winklaste” Alpy to przy tym „pikuś”. Współczujemy tym kierowcom, którzy całe życie wycinają te „winkielki” takimi niezgrabnymi ciężarówkami o wizerunku potwora – koszmar. Docieramy do Ibague i ponowne rozczarowanie, miasto brzydkie i nic do dodania. Próbujemy coś pozytywnego zobaczyć w tym miejscu – niestety nawet po czterokrotnym objechaniu centrum, nie udało się nic dostrzec.

Uciekamy więc z tego miejsca w „te pędy”.Do Bogoty docieramy już o zmroku i przeżywamy chwile grozy, gdyż to co dzieje się na drogach prowadzących przez przedmieścia do centrum, można określić tylko słowami „totalna bonanza na śmietniku”, nawet zapach wkomponował się w tą atmosferę – smród jakby zendrówkę rozerwało. Prawie półtorej godziny mozolnie i uporczywie przedzieramy się do centrum tej ponad siedmiomilionowej aglomeracji. Jakimś niezwykłym trafem udaje się nam dotrzeć do starej części miasta i wynająć pokój w hotelu, gdzie nasz pojazd znajduje również bezpieczne schronienie w garażu (85.000 peso pok. 2 os.+ 5.000garaż). To był trudny dzień – szczególnie dla mnie kierującego pojazdem nie dość, że miałem od 9.00 oczy naokoło głowy, to jeszcze w końcowej jeździe w poprzek głowy. Dzień kończymy spacerem po centrum Bogoty, gdzie na każdym kroku spotykamy się z patologią i niezwykłością tego miejsca w negatywnym znaczeniu tego słowa! Najciekawsze zdarzenia zaobserwowane w czasie tego oraz poprzednich dni to niezwykle barwne kwiaty, wszędzie nieobliczalna ich ilość, potężna podaż owoców na każdym kroku i zakręcie, propozycja korzystania z telefonów komórkowych na minuty, które to są podłączone do spodni właściciela łańcuchami lub linkami, pierwszy raz w życiu spotkałam się z zadziwiająco cyrkowym oświetleniem samochodów oraz ciężarówek, kolorowe diody mrugają dosłownie wszędzie, na wycieraczkach, rejestracji, z góry, z boku, z przodu i tyłu, przy dłuższej jeździe za takimi pojazdami można dostać migotania źrenic, ponieważ uwielbiam słodycze, mam tutaj do wyboru wszystko co jest mega dulce, najczęściej jest to w postaci “słodkich przystanków”, zaskakują również zabezpieczenia sklepów oraz domów, wygląda to tak, że wszędzie są kraty, drut kolczasty, ochroniarz i nieodparte wrażenie, że człowiek w obawie o życie i dobra materialne, de facto stworzył sobie prywatne więzienie, no cóż choć zagrożenie już minęło zabezpieczenia pozostały. Od kilku lat prowadzona jest ostra walka z partyzantką i udało się ich wcisnąć w strefy dżungli, a miast i dróg chroni policja i wojsko. Tak więc Kolumbia normalnieje i staje się bezpiecznym krajem. Na wstępie mieliśmy katalogową opinię o tym kraju, z każdą chwilą puszcza nas strach przed tym co było wiedzą zniechęcającą do tego kraju. A tutaj cudowne miejsca, oczywiście poza dużymi miastami, świeża, urozmaicona żywność, wspaniała kawa, soki i niezwykle uprzejmi ludzie, ciekawi wszystkiego i szkoda, że w Europie coraz mniej takich osób, no cóż wyższa cywilizacja zobowiązuje do innych zachowań, niekoniecznie dobrych, ale nie nam to oceniać.

img_3241
img_3243

25 sierpień 2010r

Ze względu na układ geograficzny tej strefy w której obecnie przebywamy i co za tym idzie fakt, że o szóstej rano jest już jasno, a dzień kończy się o 18.00 i zapada noc, tak więc o 8.00 idziemy w miasto. Niestety kiepska pogoda – leje i zimno. Bogota położona jest na wysokości 2650m.n.p.m więc i temperatury nie rozpieszczają, jest 12 oC. Rozpoczynamy od ścisłego centrum mieszącego się opodal naszego hotelu, czyli okolic placu Boliwara, gdzie usytuowana jest katedra, wiele innych kościołów i budynków rządowych. Wszędzie mnóstwo policji i wojska czuwających nad bezpieczeństwem. Nie czujemy się absolutnie zagrożeni, ludzie są bardzo przyjaźni i uczynni. Następnie odwiedzamy starą część stolicy zwaną Candelaria, położoną na pd-wsch. zboczach miasta. Wspaniale zachowana kolonialna zabudowa, spokój, kolorowo oraz klimatyczna atmosfera tego miejsca.

Po południu przejeżdżamy do pn. części Bogoty, gdzie mieści się Polska Ambasada (Carrera 21 Bis No.104A-15, tel +5712140400 ). Przejazd przez zatłoczone, paskudne i rozległe miasto zajmuje ponad 1.5h – streszczając temat, jazda w Kolumbii, a szczególnie w mieście, to jeden wielki koszmar, potężne natężenie ruchu i brak jego organizacji, takie manewry przeżyłem jak dotychczas tylko w Tiranie i Kairze. Na szczęście jedno czego przestrzegają, to sygnalizacje na skrzyżowaniach ze światłami. W pięknym budynku naszej placówki dyplomatycznej przywitała nas pani Mirosława Kubas – Paradowska, a po czasie dołączył pan Konsul Piotr Wyziński . W przyjacielskiej podróżniczej atmosferze, z zaciekawieniem odbierali relacje z naszej obecnej wyprawy, oraz przekazali nam wszystkie istotne informacje na temat obecnej sytuacji w Kolumbii i o tym na co należy szczególnie zwrócić uwagę, jak dalej jechać, z kim się spotkać na trasie i co zwiedzić. Tam też dostajemy namiary na polską misję księży Palotynów stacjonujących w Medellin. Późnym popołudniem wyruszamy spod budynku ambasady w kierunku tego miasta drogą nr 50. Ponownie wysokie góry i prawie cały czas niekończący się ciąg ciężarówek, zastanawia fakt, czy wszystkie te potwory z całego świata, nagle znalazły się w jednym kraju? Po trzech godz. mozolnej jazdy i przejechaniu tylko 90km zatrzymujemy się na nocleg w małej kameralnej miejscowości Guaduas i wynajmujemy pokój w hostelu za jedyne 30.000peso (ok.44 zł).Jeszcze tego dnia zwiedzamy główny plac, podpatrując świetnie zachowaną kolonialną zabudowę wokół niego.

img_3742
img_3743


img_3744
img_3745
img_3747

26 sierpień 2010r

Rano wracamy, aby zrobić dokumentację w postaci fotek i jesteśmy zagarnięci z ulicy przez niezwykle uczynnego strażaka, który postanowił nam pokazać najciekawsze, historyczne miejsca które się tutaj znajdują. Okazuje się, że właśnie to miejsce jest ściśle związane z powstaniem niepoległej Kolumbii, to tu mieszkała Policarpa Salavarrieta, potocznie nazywana Poli, a którą to wspólnie z Boliwarem czczą mieszkańcy tego państwa za czyny, które doprowadziły do wyzwolenia spod okupacji hiszpańskiej. Była ona również związana z działającym w owym czasie browarem piwnym i do tej pory Kolumbijczycy trącając się pucharem piwa, jako toast wypowiadają słowa „poli”. Jej wizerunek znajduje się na banknocie 10.000 peso. Gdybyśmy nie nalegali na wyjazd i brak czasu, to chyba spędzilibyśmy tam cały dzień. Po dwóch godzinach zwiedziwszy najistotniejsze miejsca tego miasteczka ruszyliśmy w kierunku Medellin.

W miejscowości Honda, po pokonaniu górskiego pasma Andów i wjechaniu w tropikalną strefę, zjechaliśmy z drogi nr.50 na drogę nr.85, biegnącą na północ wzdłuż największej rzeki Kolumbii „Rio Magdalena”. Mozolna jazda, nie dość, że w niewyobrażalnie, wielkim ruchu ciężarówek, to na dodatek na mostach przez tą potężną rzekę ruch wahadłowy, gdzie każdy dwoi się i troi, aby zająć dogodną pozycję po zmianie kierunku przemieszczania na drugą stronę. Wszelkiej maści handlarze w tej „zadymie” próbują dosłownie na siłę wciskać oferowane przez siebie produkty, od zawartości sklepu spożywczego po całe AGD. W Cane Alegre odbijamy na zachód w drogę nr.60, ponownie prowadzącą w góry. Późnym popołudniem docieramy do Medellin – stolicy regionu Anticquia, niegdysiejszej siedziby największego kartelu narkotykowego, której przywódcą był Pablo Escobar. Po krótkich poszukiwaniach stajemy w progach domu „Casa Visente Palotti” (Medelin, Calle 60No.50-24 tel. +57 4 2542459), w którym prowadzą swoją misję księża Palotyni z Polski – ks. Mariusz, Adam i Wojtek serdecznie nas witają, proponując wspólną kolację i dach nad głową na dzisiejszą noc. Okazuje się, że mamy wspólnego znajomego, mój kolega Zbyszek Sareło, również ksiądz Palotyn, z którym to przecieraliśmy jako jedni z pierwszych motocyklowe, syberyjskie szlaki latem 2002r, był niegdyś ich surowym profesorem. Jeszcze tego dnia, w towarzystwie kleryka Diego udajemy się na wzgórze Cerro Nutibara, na którym to mieści się replika typowej wioski regionu Antioquii, przypominająca bardziej skansen. Jest to również miejsce z którego roztacza się najpiękniejsza panorama, tego drugiego co do wielkości, trzy milionowego miasta Kolumbii. Należy nadmienić, iż to jedyne miasto w tym kraju posiadające świetnie funkcjonujące metro. Przy kolacji Polaków w świecie rozmowy, księża niestety mają dzisiaj wiele obowiązków i spotkań, tak więc o dłuższej biesiadzie nie mogło być mowy. Był jednak także podróżniczo motocyklowy temat, gdyż Wojtek i Adam dosiadają tutaj bardzo popularne w tym kraju, małe, zwrotne w mieście motocykle, jeden produkowanego w Indiach Bajaja Pulsar 180DTS-i, drugi Hondę 150. Obaj odbyli niedawno na tych pojazdach podróż do Cartageny i z powrotem, ponad 1500km.

img_3868
img_3897


img_3916
img_3923

27.sierpień 2010r

Rano przy śniadaniu dalszy ciąg wiadomości o funkcjonowaniu tego miasta oraz stanie bezpieczeństwa na dzień dzisiejszy w Kolumbii. Wiele zmieniło się na lepsze, ale nadal sytuacja jest daleka od normalności. Poprzedni prezydent Alvaro Uribe, neokonserwatywny polityk kolumbijski, z zawodu prawnik, w maju 2002 wygrał wybory prezydenckie, od tego czasu konsekwentnie rozbija lewicową partyzantkę. W ciągu dwóch kadencji rozwiązał wiele problemów. Przede wszystkim zepchnął partyzantów z pseudo komunistycznej grupy FARC – „Guerrilla” w odległe, przygraniczne z Ekwadorem i Wenezuelą tereny dżungli, zlikwidował również paramilitarne odziały teoretycznie założone, aby wspierały wojsko i broniły mieszkańców, a które z czasem przekształciły się w odziały będące poza prawem i działające jak typowi bandyci. Jego zaciekłość w walce stabilizującej życie mieszkańców tego kraju wynikała również z tego, że „Guerrilla” zabili jego ojca, właściciela posiadłości ziemskiej uprawiającego kawę. Niestety rozbite odziały przeistoczyły się w mniejsze grupy nadal handlujące kokainą i haszyszem, a bojówkarze paramilitarnej grupy ELN potworzyli w wielkich miastach wiele gangów narkotykowych, zajmujących się również pobieraniem od mieszkańców miasta, każdego miesiąca „opłaty porządkowej”. Poza tym ogromna ilość „barrios”, czyli mieszkańców faweli, to wręcz plaga niekończącej się patologii, rodzącej brutalność i bezwartościowość życia ludzkiego. Jednak na pewno od ośmiu lat jest dużo łatwiej żyć ludziom w tym kraju. Po śniadaniu ruszamy na północ drogą nr.25 w kierunku Cartageny. Do Taraza przejeżdżamy przez potężne góry osnute we mgle, po zjeździe upalny tropik z temperaturami powyżej 30oC. Wkraczamy w świat skrajnej nędzy, domki z patyków, pokryte czarną folią, ludzie wyciągający ręce po jałmużnę, niezliczona ilość brudnych dzieci i wszędzie wiszące suszące się ubrania. I tu właśnie świetnie potwierdza się znane powiedzenie „kiedy bogatym przybywa złota, biednym przybywa dzieci”. W Planeta Rica zbaczamy z trasy w drogę nr 23 do Monteria i tam też wynajmujemy pokój w hotelu. Tu wtrącimy jeszcze nasze spostrzeżenia po przebyciu już wielu km tego kraju – przekazujemy nazwy i zakres obowiązków nowych stanowisk pracy, których dotychczas nikt w Polsce nie zna i nigdy nie zafunkcjonowały, a my wymyśliliśmy ich nazwy: „Drzwiowy” – wiszący na przednich drzwiach autobusu pracownik zagarniający i wypychający, w zależności od potrzeby pasażerów z ulicy, prawie w biegu, bez zatrzymania pojazdu. „Pałkowy” – bambusową pałką ostukuje wszystkie koła pojazdu sprawdzając ich stan, po czym podchodzi do okna przekazuje informację, że wszystko jest OK i wyciąga rękę po opłatę. „Flagowy” – machając czerwoną chorągwią, zagarnia przejeżdżających do swojej knajpy i ustawia na miejscu parkingowym. „Resztowy” – na bramkach gdzie pobiera się opłaty za przejazd (sporo – za odcinek ok. 40km 7.000peso – motocykle bez opłaty), pyta w kolejce jakim banknotem będziemy płacić, krzyczy do kasy przekazując tą informację, a panienka w okienku już przygotowuje odliczoną resztę – myślimy, że to stanowisko ma wielką przyszłość w sytuacji kiedy w Polsce powstanie w najbliższym czasie, tak wiele nowych płatnych odcinków autostrad?!

Ponieważ największe miasta Kolumbii są już za nami, chciałabym uściślić ich charakter w kilku słowach, by oddać ich skrajną atmosferę oraz funkcjonowanie, scalając to w jedność, gdyż podobieństwa były jakże uderzające.

…brzemienna deszczem śliska paszcza nieba…odracza słońce na kiedyś tam…by z szumem wycieczyć się milimetrami sześciennymi…zalewając to bezszczelne miasto…by spłukać choć trochę jego brudu…zakurzone postacie wyglądając z wewnątrz…pragnące czegoś…mając nadzieję na cokolwiek…uwierzą we wszystko…każdego dnia szukają przestrzeni gdzie…wielka wiara stłumi lęk…walcząc z własnym istnieniem…wstępują w labirynt niepewności…ich funkcjonowanie, to jak opowieść wariata…pełna wrzasku i wściekłości…nic nie znacząca…jedyne…tak jeszcze odległe marzenie…by kiedyś na pulpicie rzeczywistości…zobaczyć słońce…

…Wiola…

img_4042
img_4050


img_4059
img_4061
img_4062


img_4064
img_4066
img_4072


img_4073
img_4080
img_4081

28 sierpień 2010r

Rano z miejscowości Monteria ruszamy drogą nr.21 i później nr.90 do Tolu. Po 100km jazdy jeszcze przed tą miejscowością, dojechawszy do brzegów Morza Karaibskiego, zatrzymaliśmy się w skromnym kurorcie tuż za Covenas i wynajęliśmy pokój w w pensjonacie tuż przy samej plaży (50.000peso- 73zł pok 2os. z klimą i łazienką – super warunki). Temperatura wody prowokuje, gdyż chyba jest dokładnie taka sama jak powietrza i wynosi 32oC . W ramach działalności tego hoteliku wchodzi również organizacja morskiej eskapady na wyspę do Parque Nacional Corales del Rosario y San Bernardo, aby podziwiać jedyne w swoim rodzaju rafy koralowe nadające morzu niezwykłe kolory, od turkusowego po purpurowy, na którą to wyruszamy już jutro rano za cenę 130.000peso – 200zł za dwie osoby z transportem lądowo morskim (35km od brzegu) obiadkiem i wejściówkami. Resztę dnia, aż do zachodu słońca przeznaczamy dzisiaj na morsko – plażowe igraszki. Ponieważ Wojtek miał jeszcze do zrobienia kilka dodatkowych zabezpieczeń w autku, ja postanowiłam popaść w pełną integrację z autochtonami. Jak tylko poznałam Casandrę to już miałam zapewniony masaż i trencę ( mini warkoczyki) oraz chacirę (kolorowe koraliki) na głowie. Powiem tylko, że kiedy to wszystko zobaczył Wojtek, wrócił się do hotelu po rum. Już w ciemnościach zjedliśmy rybkę i oddaliśmy się podsłuchiwaniu wieczornego życia plaży. Przemierzywszy całe Andy od Ziemi Ognistej po Morze Karaibskie, od południa na północ Ameryki Łacińskiej, mamy więc dzisiaj święto!

Parę informacji o tym, z czym spotykamy się i widzimy na trasie poznając życie Kolumbijczyków:

wszystkie drogi asfaltowe są w tym kraju płatne, a płaci się sporo, bo około 6.000peso – 9zł za każde przejechane 40÷50km, jedyny wyjątek to motocykle przejeżdżające specjalnym torem przez bramki, których ruch właśnie z tego powodu jest ogromny. Co do dróg, to pomimo ich wielkiego zatłoczenia, stan jest ponad poprawny i życzylibyśmy sobie takich u nas w kraju, biorąc pod uwagę fakt, że poruszamy się po górzystych, andyjskich terenach. Co do motocykli i motocyklistów to działają tu bardzo skutecznie kamizelki i to z wyraźnym, odblaskowym nr. rejestracyjnym, który jest również powtórzony na tylnej części kasku – właśnie ta idea, gdyby funkcjonowała w Polsce uratowałaby wielu młodych szaleńców, których nie ma już pośród nas, ponieważ zginęli z braku wyobraźni i doświadczenia – popieramy w całej rozciągłości ideę wprowadzenia obowiązkowo kamizelek odblaskowych w Polsce, widząc to jak wspaniale funkcjonują w tym kraju nawet przy tak wysokich temperaturach. Paliwo w Kolumbii pomimo wielkich złóż występujących w tym kraju jest drogie w porównaniu np. do Ekwadoru, czy Wenezueli i w przeliczeniu wynosi ok. 3.00zł za litr, doliczając opłaty za drogi koszt przejazdu za jeden kilometr jest zbliżony do polskiego. Ponieważ nasza podróż ma również kulinarny charakter, więc trochę o jedzeniu. Posiłki różnego typu podawane z naturalnymi sokami dostępne są przy drodze praktycznie wszędzie. Wszystko jest świeże, a soki z leczniczych owoców takich jak guanavana, wykluczają najgorsze schorzenia organizmu, więc pijemy je litrami, licząc na długowieczność. Ceny żywności są niższe niż w Polsce, a jeśli chodzi o alkohol, to do dyspozycji jest cała gama kolumbijskich rumów i nic poza tym, pozostałe trunki są obcego pochodzenia. Wykluczając patologię dużych miast, ludzie są niesamowicie życzliwi, zawsze uśmiechnięci, grzeczni i uczynni. W Kolumbii mieszka około 40 milionów ludzi z czego 20 żyje w biedzie, a 10 z tych 20, w skrajnej nędzy. Maksymalnie bogatych ludzi jest niewielu, gdyż mówi się tutaj o około 100 rodzinach, w rękach których jest prawie wszystko co najwartościowsze. Pamiętajmy również że Kolumbijczycy tak naprawdę zamieszkują tylko 1/3 terytorium swojego kraju i że obszary całej Amazonii to nieodkryte dla świata tereny i źródło wielkiego bogactwa. Jeszcze jedno co rzuca się nam w oczy to brak produktów z Chin, prawie wszystko jest Made in Columbia, czasem Made in India. Państwo to obecnie wrzuca do budżetu dochody z węgla, ropy, przemysłu chemicznego, kawy, kwiatów, owoców oraz trzciny cukrowej. A teraz konkrety, czyli kokaina, haszysz, złoto i szmaragdy, ale to już inna historia.

img_4168
img_4177


img_4184
img_4189
img_4191


img_4199
img_4204

29 sierpień 2010r

Dzień rozpoczynamy od przejazdu szybkim autobusem „z drzwiowym”w kierunku Tolu, czyli masowym środkiem transportu, wbrew temu, jak zarzekaliśmy się wcześniej, że nigdy do takiego nie wsiądziemy, gdyż nie chcemy być wiezieni przez szybkiego kierowcę z polem widoczności na jezdnię „jednookiego szaleńca”– no cóż ten przejazd był wkalkulowany i opłacony w programie wycieczki, więc poszliśmy odważnie na całość. Następnie przesiadka na bardzo chwiejny rower o trzech kołach, by dotrzeć do przystani i już dalej szybką, 200 konną, łodzią motorową na archipelag.

img_4279
img_4284


img_4289
img_4293
img_4296


img_4299
img_4302

Park Narodowy do którego zmierzamy, to archipelag wielu wysp ciągnący się wzdłuż wybrzeża od Tolu, aż po Cartagenę, na niektórych z nich, z trudem zmieściłby się pojedynczy dom, a rafy koralowe otaczające je, nadają morzu niezwykłe kolory. Między innymi tutaj mieli swe bazy niegdyś słynni piraci z Karaibów pod przywództwem Francisa Drake´a, który to wielokrotnie napadał i rabował Cartaginę. Jadą z nami dwie Australijki, to dwie pierwsze turystki, które od wielu dni napotkaliśmy na naszej trasie. Archipelag San Bernardo to taki raj nie skażony jeszcze masową turystyką, więc ceny są jeszcze niskie. Na pierwszej wyspie Isla Palma, odwiedziliśmy potężne akwarium, tam też po specjalnie przygotowanych podestach wędrujemy w bagnistym ekosystemie, by obserwować roślinność i zwierzęta. Między innymi możemy przyjrzeć się z bliska różowym flamingom i pogłaskać krokodyla. Następnie mijamy kolejne wyspy, by dotrzeć na tą właściwą. Tam też za już setną namową Wojtka podjęłam wyzwanie, by nauczyć się pływać, dodatkową mobilizacją była poznana tam piękna kilkuletnia dziewczynka, która tak świetnie pływała, że ze wstydu wzięłam się do „roboty”i poszło expresem.

img_4330
img_4332


img_4335
img_4337

Mamy więc okazją aby to uczcić stosownym toastem, oczywiście na bazie miejscowego rumu – Wiola nauczyła się pływać! Serwowane jedzonko było świeże i pyszne, ale gdyby popatrzeć na warunki w jakich jest ono przygotowywane to jesteśmy skłonni twierdzić, iż nasz sanepid zamknąłby te kuchnie na zawsze jak i wszystkie tego typu w Ameryce Południowej, po czym wystosowałby oficjalny protest w sprawie ochrony zdrowia i życia człowieka do odpowiednich służb. Powrót do Tolu i przejazd tym razem na pace Dodge pickupa, „drzwiowy” stoi na opuszczonej do poziomu tylnej klapie, bardzo głośno gra muzyka i jest przewiewnie, aż oczy wysychają. Przesiadka do Toyoty i w drogę do Cartageny, cały czas na północny wschód drogą nr.90. Koszmarne ciągnące się w nieskończoność przedmieścia, przypominające gruzowisko zmiksowane ze śmietnikiem. Po wjeździe za mury cytadeli do starego miasta, czyli centrum historycznego, obraz diametralnie się zmienia i jesteśmy w świetnie utrzymanej i zachowanej części kolonialnej Hiszpanii. Po małych perypetiach i szokującej rozbieżności cenowej oferowanych noclegów, wynajmujemy pokój w hostalu za 60.000peso, ale na zewnątrz starych murów obronnych, jednak dalej to strefa turystyczna z kolonialną zabudową i do tego tętniąca życiem normalnych Kolumbijczyków.

img_4444
img_4447
img_4450

30 sierpień 2010r

Rano idziemy w stare miasto za murami. Pierwszy raz na taką skalę widzimy turystów. Ponoć to najbezpieczniejszy rejon Kolumbii. Spacerujemy w 35oC i dużej wilgotności powietrza, więc saunę mamy gratis. Tu widzimy jak niegdyś Hiszpanie zabezpieczyli ten port przed najazdami piratów, po najokrutniejszym, dokonanym przez Dreake´a w 1586r i postanowili zrobić z miasta, port – twierdzę. Potężne, świetnie zachowane mury obronne uchroniły to miasto przed następnymi wiele razy. Wspaniała zabudowa, wąskie uliczki w nienaruszonym stanie od XVII w. i te malownicze domy z zabudowanymi balkonami i antresolami. Prawie każdy z nich w swym środku posiada atrialny dziedziniec, który jest jakby ogrodem botanicznym. Przez cały nasz przejazd, jak i tu w Cartagenie, żywimy się w małych barach, gdzie jadają kolombijczycy i jest bardzo rodzinnie, turyści bojąc się wszystkiego, co również podają nasze przewodniki, jadają w hotelowych restauracjach. Dopiero popołudniu wyjeżdżamy z miasta nadmorskim bulwarem, przechodzącym następnie w drogę nr 90A prowadzącą do największego portowego miasta Kolumbii, Barranquilla. Po drodze tuż za Loma Arena zjeżdżamy z trasy pod wulkan „Vulcan de Lodo El Tatumo”. Przeżywamy szok, gdyż w jego kraterze możemy zażyć kąpieli w bulgoczącym gęstym błocie. Coś niezwykłego, z trudem można się poruszać, nie dość, że nie ma gruntu pod norami, to błoto wypycha w górę i uniemożliwia skutecznie przemieszczanie, tu na własnej skórze można przeżyć stan tonięcia w bezkresnym błocie widzianym niegdyś w filmach typu „western”. W wulkanie do dyspozycji masażysta, a po zejściu kobieta zapewnia mycie w pobliskiej lagunie. Proponowano nam pełny serwis, lecz nasza kondycja fizyczna zapewnia samowystarczalność w tym temacie. Nie ochłonąwszy jeszcze po tych wrażeniach przejeżdżamy nieciekawe Barranquilla i kierujemy się drogą nr 90 na najstarszy kolonialny port założony przez Hiszpanów w 1525r, Santa Marta. Do miasta wjeżdżamy tuż po burzy, którą obserwowaliśmy po drodze w postaci pięknych błyskawic rozświetlających niebo. Miasto zalane wodą i tu nasza Toyota niemal jak amfibia przedzierała się przez ulice niczym weneckie kanały. W samym centrum starego miasta wynajmujemy pokój w hoteliku z garażem za jedyne 60.000peso – 90zł.

img_4506
img_4516


img_4517
img_4520
img_4521


img_4523
img_4526
img_4530

http://www.wojtektravel.pl/index.php/wyprawy/4-ameryka-pd-etapii/2-kolumbia/

2010-09-01 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Aktualności inne

Kilometr pizzy

przez Redakcja 2010-08-29
Napisane przez Redakcja




http://www.makro.pl/pl/informacje-o-makro/pizza-w-skali-makro/gwr_w_tm.jpg

Rekord Guinnessa w pieczeniu najdłuższej pizzy świata został pobity !!!
29 SIERPNIA na KRAKOWSKICH BŁONIACH padł rekord .
Pizza po zmierzeniu w obecności przedstawiciela Guinnessa mierzyła 1020 metrów .
Imprezę poprowadzili Vito Casetti i Paolo Cozza.
W  trakcie imprezy na scenie wystąpili: DE MONO i FRANCESCO NAPOLI.
Dodatkową atrakcją była możliwość wznieść się nad Błoniami w koszu balonu.

http://www.makro.pl/pl/informacje-o-makro/pizza-w-skali-makro/

foto:Albin Marciniak

5010DSC_4817
5010DSC_4817 art_inne/rekordowa_pizza/5010DSC_4817
5011_DSC4720
5011_DSC4720 art_inne/rekordowa_pizza/5011_DSC4720
5012_DSC4728
5012_DSC4728 art_inne/rekordowa_pizza/5012_DSC4728
5013_DSC4736
5013_DSC4736 art_inne/rekordowa_pizza/5013_DSC4736
5014_DSC4743
5014_DSC4743 art_inne/rekordowa_pizza/5014_DSC4743
5015_DSC4745
5015_DSC4745 art_inne/rekordowa_pizza/5015_DSC4745
5016_DSC4748
5016_DSC4748 art_inne/rekordowa_pizza/5016_DSC4748
5017_DSC4752
5017_DSC4752 art_inne/rekordowa_pizza/5017_DSC4752
5018_DSC4753
5018_DSC4753 art_inne/rekordowa_pizza/5018_DSC4753
5019_DSC4755
5019_DSC4755 art_inne/rekordowa_pizza/5019_DSC4755
5020_DSC4764
5020_DSC4764 art_inne/rekordowa_pizza/5020_DSC4764
5021_DSC4766
5021_DSC4766 art_inne/rekordowa_pizza/5021_DSC4766
5022_DSC4767
5022_DSC4767 art_inne/rekordowa_pizza/5022_DSC4767
5023_DSC4768
5023_DSC4768 art_inne/rekordowa_pizza/5023_DSC4768
5024_DSC4769
5024_DSC4769 art_inne/rekordowa_pizza/5024_DSC4769
5025_DSC4772
5025_DSC4772 art_inne/rekordowa_pizza/5025_DSC4772
5026_DSC4775
5026_DSC4775 art_inne/rekordowa_pizza/5026_DSC4775
5027_DSC4784
5027_DSC4784 art_inne/rekordowa_pizza/5027_DSC4784
5028_DSC4789
5028_DSC4789 art_inne/rekordowa_pizza/5028_DSC4789
5029_DSC4791
5029_DSC4791 art_inne/rekordowa_pizza/5029_DSC4791
5030_DSC4813
5030_DSC4813 art_inne/rekordowa_pizza/5030_DSC4813
5031_DSC4823
5031_DSC4823 art_inne/rekordowa_pizza/5031_DSC4823
5032DSC_4804
5032DSC_4804 art_inne/rekordowa_pizza/5032DSC_4804
5033DSC_4803
5033DSC_4803 art_inne/rekordowa_pizza/5033DSC_4803
5034DSC_4798
5034DSC_4798 art_inne/rekordowa_pizza/5034DSC_4798
5035_DSC4831
5035_DSC4831 art_inne/rekordowa_pizza/5035_DSC4831
5036_DSC4840
5036_DSC4840 art_inne/rekordowa_pizza/5036_DSC4840
5037DSC_4758
5037DSC_4758 art_inne/rekordowa_pizza/5037DSC_4758
5038DSC_4763
5038DSC_4763 art_inne/rekordowa_pizza/5038DSC_4763
5039_DSC4751
5039_DSC4751 art_inne/rekordowa_pizza/5039_DSC4751
2010-08-29 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Newsy

Wielka Parada Smoków

przez Redakcja 2010-08-29
Napisane przez Redakcja


28 sierpnia (sobota) 2010 r. o godz. 21.30 w Zakolu Wisły pod Wawelem  odbyło się Wielkie Widowisko Plenerowe na Wiśle typu  „światło-dźwięk”. Spektakl jest częścią X Jubileuszowej PGNiG Wielkiej Parady Smoków. Wielkie Widowisko Plenerowe na Wiśle zorganizowane  zotało przez Teatr Lalki, Maski i Aktora Groteska od 2000 r. i łączyło efekty pirotechniczne, muzykę, światło i kurtyny wodne.
Widowisko było zaplanowane na 5-6 czerwca ale z powodu powodzi zostało przełożone. Warto było zaczekać bo wczorajsza prezentacja była naprawdę zasługująca na miano jubileuszowej.

4928_DSC4368
4928_DSC4368 relacje/parada_smokow-2010/4928_DSC4368
4929_DSC4371
4929_DSC4371 relacje/parada_smokow-2010/4929_DSC4371
4930_DSC4373
4930_DSC4373 relacje/parada_smokow-2010/4930_DSC4373
4931_DSC4712
4931_DSC4712 relacje/parada_smokow-2010/4931_DSC4712
4932_DSC4410
4932_DSC4410 relacje/parada_smokow-2010/4932_DSC4410
4934_DSC4412
4934_DSC4412 relacje/parada_smokow-2010/4934_DSC4412
4935_DSC4420
4935_DSC4420 relacje/parada_smokow-2010/4935_DSC4420
4936_DSC4423
4936_DSC4423 relacje/parada_smokow-2010/4936_DSC4423
4937_DSC4424
4937_DSC4424 relacje/parada_smokow-2010/4937_DSC4424
4938_DSC4426
4938_DSC4426 relacje/parada_smokow-2010/4938_DSC4426
4940_DSC4429
4940_DSC4429 relacje/parada_smokow-2010/4940_DSC4429
4941_DSC4431
4941_DSC4431 relacje/parada_smokow-2010/4941_DSC4431
4944_DSC4452
4944_DSC4452 relacje/parada_smokow-2010/4944_DSC4452
4945_DSC4453
4945_DSC4453 relacje/parada_smokow-2010/4945_DSC4453
4946_DSC4455
4946_DSC4455 relacje/parada_smokow-2010/4946_DSC4455
4947_DSC4457
4947_DSC4457 relacje/parada_smokow-2010/4947_DSC4457
4948_DSC4461
4948_DSC4461 relacje/parada_smokow-2010/4948_DSC4461
4949_DSC4466
4949_DSC4466 relacje/parada_smokow-2010/4949_DSC4466
4950_DSC4476
4950_DSC4476 relacje/parada_smokow-2010/4950_DSC4476
4951_DSC4495
4951_DSC4495 relacje/parada_smokow-2010/4951_DSC4495
4953_DSC4499
4953_DSC4499 relacje/parada_smokow-2010/4953_DSC4499
4954_DSC4500
4954_DSC4500 relacje/parada_smokow-2010/4954_DSC4500
4956_DSC4523
4956_DSC4523 relacje/parada_smokow-2010/4956_DSC4523
4957_DSC4527
4957_DSC4527 relacje/parada_smokow-2010/4957_DSC4527
4958_DSC4530
4958_DSC4530 relacje/parada_smokow-2010/4958_DSC4530
4959_DSC4529
4959_DSC4529 relacje/parada_smokow-2010/4959_DSC4529
4960_DSC4533
4960_DSC4533 relacje/parada_smokow-2010/4960_DSC4533
4961_DSC4534
4961_DSC4534 relacje/parada_smokow-2010/4961_DSC4534
4962_DSC4536
4962_DSC4536 relacje/parada_smokow-2010/4962_DSC4536
4963_DSC4539
4963_DSC4539 relacje/parada_smokow-2010/4963_DSC4539
4964_DSC4541
4964_DSC4541 relacje/parada_smokow-2010/4964_DSC4541
4965_DSC4547
4965_DSC4547 relacje/parada_smokow-2010/4965_DSC4547
4967_DSC4550
4967_DSC4550 relacje/parada_smokow-2010/4967_DSC4550
4968_DSC4562
4968_DSC4562 relacje/parada_smokow-2010/4968_DSC4562
4969_DSC4570
4969_DSC4570 relacje/parada_smokow-2010/4969_DSC4570
4970_DSC4573
4970_DSC4573 relacje/parada_smokow-2010/4970_DSC4573
4971_DSC4582
4971_DSC4582 relacje/parada_smokow-2010/4971_DSC4582
4972_DSC4596
4972_DSC4596 relacje/parada_smokow-2010/4972_DSC4596
4974_DSC4601
4974_DSC4601 relacje/parada_smokow-2010/4974_DSC4601
4975_DSC4602
4975_DSC4602 relacje/parada_smokow-2010/4975_DSC4602
4977_DSC4610
4977_DSC4610 relacje/parada_smokow-2010/4977_DSC4610
4979_DSC4619
4979_DSC4619 relacje/parada_smokow-2010/4979_DSC4619
4980_DSC4622
4980_DSC4622 relacje/parada_smokow-2010/4980_DSC4622
4981_DSC4631
4981_DSC4631 relacje/parada_smokow-2010/4981_DSC4631
4982_DSC4632
4982_DSC4632 relacje/parada_smokow-2010/4982_DSC4632
4983_DSC4639
4983_DSC4639 relacje/parada_smokow-2010/4983_DSC4639
4984_DSC4643
4984_DSC4643 relacje/parada_smokow-2010/4984_DSC4643
4985_DSC4647
4985_DSC4647 relacje/parada_smokow-2010/4985_DSC4647
4986_DSC4649
4986_DSC4649 relacje/parada_smokow-2010/4986_DSC4649
4987_DSC4652
4987_DSC4652 relacje/parada_smokow-2010/4987_DSC4652
4988_DSC4655
4988_DSC4655 relacje/parada_smokow-2010/4988_DSC4655
4989_DSC4660
4989_DSC4660 relacje/parada_smokow-2010/4989_DSC4660
4991_DSC4668
4991_DSC4668 relacje/parada_smokow-2010/4991_DSC4668
4993_DSC4671
4993_DSC4671 relacje/parada_smokow-2010/4993_DSC4671
4994_DSC4674
4994_DSC4674 relacje/parada_smokow-2010/4994_DSC4674
4995_DSC4676
4995_DSC4676 relacje/parada_smokow-2010/4995_DSC4676
4996_DSC4679
4996_DSC4679 relacje/parada_smokow-2010/4996_DSC4679
4997_DSC4682
4997_DSC4682 relacje/parada_smokow-2010/4997_DSC4682
4998_DSC4685
4998_DSC4685 relacje/parada_smokow-2010/4998_DSC4685
4999_DSC4687
4999_DSC4687 relacje/parada_smokow-2010/4999_DSC4687
5000_DSC4688
5000_DSC4688 relacje/parada_smokow-2010/5000_DSC4688
5001_DSC4689
5001_DSC4689 relacje/parada_smokow-2010/5001_DSC4689
5002_DSC4690
5002_DSC4690 relacje/parada_smokow-2010/5002_DSC4690
5004_DSC4692
5004_DSC4692 relacje/parada_smokow-2010/5004_DSC4692
5005_DSC4694
5005_DSC4694 relacje/parada_smokow-2010/5005_DSC4694
5006_DSC4700
5006_DSC4700 relacje/parada_smokow-2010/5006_DSC4700
5007_DSC4710
5007_DSC4710 relacje/parada_smokow-2010/5007_DSC4710
5008_DSC4705
5008_DSC4705 relacje/parada_smokow-2010/5008_DSC4705
5009_DSC4708
5009_DSC4708 relacje/parada_smokow-2010/5009_DSC4708
2010-08-29 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Newsy

Starosądecki Jarmark Rzemiosła

przez Redakcja 2010-08-27
Napisane przez Redakcja

http://img.iap.pl/s/565/8263/Edytor/Image/a_06.jpg


Starosądecki Jarmark Rzemiosła
w dniach 28-29 sierpnia 2010r.

Starosądecki Jarmark Rzemiosła

Obrzędy związane ze świętem plonów, zapach wiejskiego chleba z łopaty i smakowitych potraw regionalnych, śpiewy i tańce zespołów folklorystycznych z Węgier, Słowacji i Polski to tylko niektóre z atrakcji które czekają na odwiedzających Stary Sącz w ostatni weekend  sierpnia. W tych dniach zabytkowy średniowieczny Rynek karpackiego miasteczka zapełni się kramami i gwarem nawiązując do wielowiekowej tradycji.

W dniach 28 – 29 sierpnia 2010 r. odbędzie się Starosądecki Jarmark Rzemiosła Jarmark rozpoczyna się o godzinie 11.00, a występy zespołów regionalnych będzie można podziwiać od godziny 14.00 do 20.00.

Warto zajrzeć do Starego Sącza aby poczuć niezwykłą atmosferę towarzyszącą dniom targowym sprzed wieków. Tegoroczny Jarmark również nawiązuje do dawnych tradycji. Przez te dwa dni można będzie przenieść się w czasie i na własne oczy zobaczyć jak twórcy ludowi z Polski, Słowacji i Węgier lepią garnki, plotą kosze, haftują i wyczarowują kwiaty z wielobarwnej bibuły i biżuterię z koralików.

Będzie można obejrzeć i kupić dzbanki, łyżniki, misy i garnuszki, tkane chodniki i narzuty, figurki z wosku pszczelego, szydełkowe aniołki, zabawki ludowe, wyroby z lnu i skóry , drewniane rzeźby, obrazy.  Dla amatorów kulinarnych wrażeń też nie zabraknie atrakcji.  Chleb wiejski z łopaty, podpłomyki, smalec, marynowane grzyby to tylko niektóre  z tradycyjnych potraw polskich, słowackich i węgierskich, którymi można się będzie raczyć podczas jarmarku.

A wszystko to przy ludowych tańcach i śpiewach polskich, słowackich i węgierskich  zespołów. Na rynku wystąpią  zespoły Duna Gönge z Węgier, Levoczanie i Plaveč ze Słowacji, Małe Podegrodzie, Dolina Słomki ze Stronia, Sądeczoki, Starosądeczanie, Lipniczanie, Mali Starosądeczanie oraz Kapela Ciupaga. Słowacy przedstawią stare obrzędy weselne i obrzędy związane ze świętem plonów a zespól ludowy „Morsy” z Dębicy w niedzielę o 15.30 przedstawi inscenizację najbogatszego obrzędu ludowego jakim był obrzęd weselny, z błogosławieństwem, oczepinami, przyśpiewkami i tańcami.

W Jarmarku weźmie udział ponad 60 rzemieślników z Lewoczy na Słowacji, z miasta Dunakeszi na Węgrzech oraz Rabki, Jordanowa, Bobowej, Gorlic, Nowego Sącza, Jedlicza, Jazowska, Bystrej, Dukli, Rzeszowa, Sękowej, Ropicy Górnej, Florynki, Mszany Dolnej, Mystkowa, Pisarzowej , Kamionki i Starego Sącza.

Będzie głośno , kolorowo i wielojęzycznie.

 

PROGRAM
28 sierpnia 2010r. sobota
Godz.11.00   – kiermasz wyrobów rzemieślniczych
Godz.14.10   – Zespół  DOLINA SŁOMKI ze Stronia
Godz.14.40   – SĄDECZOKI
Godz.15.05   – Zespół PLAVEČ ze Słowacji
Godz.15.30   – DOLINA SŁOMKI ze Stronia
Godz.16.00   – Zespół LEVOČAN ze Słowacji
Godz.16.30   – Zespół regionalny „LIPNICZANIE”
Godz.17.00   – Kapela „SIWY DYM” z Rabki
Godz.18.30   – Zespół PLAVEČ ze Słowacji
Godz.19.00   – Zespół LEVOČAN ze Słowacji
Godz.19.30   – Duna Gönge z Węgier
29 sierpnia 2010r.niedziela
Godz.11.00   – kiermasz wyrobów rzemieślniczych
Godz.14.10   – MAŁE PODEGRODZIE
Godz.14.30   – Zespół Ludowy MORSY z Dębicy
Godz.16.00   – DUNA GÖNGE z Węgier
Godz.17.00   – Zespół PLAVEČ ze Słowacji
Godz.17.30   – Zespół LEVOČAN  ze Słowacji
Godz.18.00   – STAROSĄDECZANIE
Godz.19.00   – KAPELA CIUPAGA z Łącka

„Perły” z klimatem
Stary Sącz – Lewocza
Nieprzypadkowo dwa miasta po obu stronach polsko – słowackiej miedzy, Stary Sącz o Lewocza, połączyły się kilkanaście lat temu więzami partnerskimi, a ostatnio wspólnie opracowanym i wdrożonym – pod auspicjami Unii Europejskiej – do realizacji projektem „Stary Sącz – Lewocza – karpackie miasteczka z klimatem”
Wspólne przedsięwzięcie obu samorządów, połączonych od 1995 r. umową partnerską, zakłada waloryzację dziedzictwa kulturowego, działania edukacyjne, turystyczne i promocyjne, poprawiające estetykę historycznej przestrzeni miejskiej i dostępność turystyczną (oznakowanie, informacja), organizację bliźniaczych wydarzeń kulturalnych: starosądeckiego „Jarmarku Sztuki” i „Dni Mistrza Pawła”. Oba miasta, dwie „perły” (beskidzka i spiska), wiele łączy: podobieństwa historyczne (były często odwiedzane przez średniowiecznych monarchów), cenne zabytki architektury i kultury, a także pamiętne pielgrzymi Jana Pawła II.
3 lipca 1995r. w Lewoczy, w sanktuarium maryjnym na Mariańskiej Górze, polski papież celebrował mszę św. dla kilkuset tysięcy wiernych, modląc się u stóp rzeźby Miłosiernej Panny Marii, która z otwartymi rękami wita tu od stuleci zastępy pielgrzymów. W 2005r. Lewocza i Mariańska Góra zostały włączone w grono światowych center pielgrzymkowych, jak Lourdes, Mariazell, Częstochowa czy Fatima. Początek historii powstania i tradycji lewockiej świątyni przypada na połowę XIII w.
Wtedy też księżna Kinga przejęła Sącz oraz ziemię sądecką, wiążąc dzieje Starego Sącza z klasztorem Panien Klarysek, które przez następne pięćset lat były właścicielkami tych ziem. I oto bogatą historię Starego Sącza zwieńczyło pod koniec XX wieku (16 czerwca 1999r.) wydarzenie niecodzienne: przyjazd Ojca Świętego Jana Pawła II, kanonizacja księżnej Kingi i spotkanie z 600 tyś. pielgrzymów – największego zgromadzenia ludności w dziejach Starosądecczyzny, którą papież uhonorował następującymi słowami: „Ta ziemia od lat była mi bardzo bliska …”.
Stary Sącz i Lewocza mają piękne rynki, podejmują duże starania o renowację historycznej przestrzeni publicznej, godząc dbałość o zachowanie zabytków z wymogami współczesnej cywilizacji. W wieczornej ciszy zaułków, przy odrobinie wyobraźni, można usłyszeć tętent koni z kupieckich karawan przemierzających tysiącletni szlak handlowy znad Bałtyku na Węgry. Na lewackim rynku stoi jeden z najcenniejszych zabytków Słowacji – kościół św. Jakuba, prawdziwy skarbiec sztuki dawnych epok, z głównym ołtarzem pięciu świętych Janów – dziełem mistrza Pawła z Lewoczy, żyjącego i tworzącego na przełomie XV i XVI w. natomiast Stary Sącz ma klasztor księżnej Kingi wpisany od ponad siedmiu wieków w historię naszej ojczyzny, z przyklasztornym kościołem św. Trójcy, z grobami świętej Kingi i królowej Jadwigi (żony Władysława Łokietka, matki Kazimierza Wielkiego, prababki świętej Jadwigi), czy wreszcie z wybitnym dziełem XVII – wiecznej snycerki – amboną w kształcie drzewa Jessego i ołtarzami włoskiego mistrza Baltazara Fontany.
Zasługi obu ośrodków dla tradycji, kultury oraz tożsamości regionalnej i narodowej oraz ich wkład w dorobek Europy są nieocenione. Nic zatem dziwnego, że Stary Sącz i Lewocza przyciągają ciągle nowych pielgrzymów, miłośników sztuki, turystów, są doskonałą bazą wypadową na wycieczki górskie.
Partnerem wiodącym projektu jest Miasto Stary Sącz, a kolejnymi partnerami: Miasto Lewocza oraz Fundacja Rozwoju Ziem Górskich.
(LEŚ)

http://www.starysacz-lewocza.pl/pl

2010-08-27 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Aktualności inne

Krakowski Festyn Średniowieczny

przez Redakcja 2010-08-25
Napisane przez Redakcja
http://festynkrakow.pl/img/bg_t.jpg

Mamy zaszczyt zaprosić Państwa na I Krakowski Festyn Średniowieczny. Jest to pionierskie i pierwsze realizowane na tak olbrzymią skalę wydarzenie w Mieście Królów Polskich.

Festyn odbywa się na terenach Muzeum Lotnictwa Polskiego
29 sierpnia 2010

Podczas Festynu zapraszamy na:

  • pokazy walk rycerskich
  • pokazy łucznicze
  • pokazy tańców dworskich
  • pokazy narzędzi tortur
  • pokazy zespołów regionalnych
  • pokazy tancerzy ognia
  • muzykę średniowieczną
  • warsztaty dla dzieci i dorosłych
  • zabawę w zaimprowizowanej wiosce rzemieślniczej
  • zakupy na kramach

 

 

Pierwszy Krakowski Festyn Średniowieczny jest imprezą mającą na celu poszerzenie horyzontów oraz zdobycie nowej wiedzy na temat epoki wielkich grodów, królów, rycerzy i ich pięknych dam.

 

Podczas Festynu zapraszamy na:


pokazy walk rycerskich:

Swoją obecność potwierdziły znakomite bractwa rycerskie z całego kraju takie jak: Zakon Rycerski Szpitala Jana Jerozolimskiego Domu Krakowskiego czy Bractwo Rycerskie Miasta Nowa Dęba.

Naszą chlubą jest również to, iż wszelkie walki są zgodne z zasadami Ruchu Rycerskiego którego początki w Polsce sięgają lat siedemdziesiątych.

pokazy łucznicze

Zadbaliśmy również o to, że swoją obecnością zaszczycą nas bractwa łucznicze, które zaprezentują swoje umiejętności oraz umożliwią wszystkim przybyłym spróbowania swoich sił w tym trudnym a zarazem ciekawym fachu.


pokazy tańców dworskich

Całą imprezę ubogacą także tancerze którzy w strojach z tej epoki będą prezentować technikę oraz temperament dawnych zabaw zachęcając do przyłączenia się wszystkich przybyłych. Na Festynie zaprezentuje się między innymi Zespół Tańca Dworskiego „Gratia luvenis”


pokazy narzędzi tortur

Czyli to co większość uważa za najbardziej interesujące, każdy będzie mógł na własne oczy zobaczyć jak wyglądały, dotknąć a nawet wcielić się w rolę skazańca i wypróbować te narzędzia na własnej skórze.


Urozmaiceniem całej imprezy będą występy zespołów pieśni i tańca które swoim pozytywnym nastawieniem i radością życia rozweselą każdego nawet najbardziej posępnego gościa.


pokazy tancerzy ognia

Jednym z najbardziej efektownych i emocjonujących elementów Festynu będzie występ znakomitej grupy tancerzy ognia z Warszawy która zaprezentuje wszystkim jak należy obchodzić się z ogniem.

Na Finał imprezy grupa przygotuje wielki, trwający około godziny fireshow z licznymi efektami świetlnymi oraz dźwiękowymi, będzie to pierwszy taki występ na tego typu darmowej imprezie.


muzykę średniowieczną

Na całym terenie Festynu doskonale słyszalna będzie średniowieczna muzyka świetnie oddająca klimat epoki.


warsztaty dla dzieci i dorosłych

Wspólnie z Staromiejskim Centrum Kultury Młodzieży oraz Benedyktyńskim Instytutem Kultury „Chronić dobro” przygotujemy warsztaty dla wszystkich uczestników zarówno dla dorosłych jak i dla najmłodszych.

Każdy z Państwa będzie miał możliwość przystąpienia do warsztatów kowalskich, tkackich czy garncarskich, jak również każdy będzie mógł nauczyć się pisania gęsim piórem.


zabawę w zaimprowizowanej wiosce rzemieślniczej

Swoje przybycie zapowiedziało już liczne grono rzemieślników z całej Polski a także z krańców Europy, odwiedzą nas tacy specjaliści jak: płatnerze, bednarze, stolarze, pszczelarze, wikliniarze, kowale którzy będą prezentować średniowieczne metody wytwarzania swoich produktów. Oczywiście zapraszamy wszystkich gości do przyłączenia się i spróbowania się w zawodach o których już dawno zapomniano. Wszystkie cechy rzemieślnicze umieścimy w stworzonej przez nas wiosce rzemieślniczej tak aby każdy kto do niej wejdzie poczuł się jak gdyby został przeniesiony do innej epoki.


zakupy na kramach

Zawsze fascynowała nas kultura z przed lat, fascynują nas dzieła średniowiecznych artystów i rzemieślników, a czy nie byłoby miło gdyby w naszej kolekcji znalazła się np. zbroja średniowiecznego rycerza czy amulet odczyniający złe uroki.

Nic prostszego, u przybyłych kupców na naszym Festynie będzie można nabyć zupełnie wszystko co może się kojarzyć ze średniowieczem.


przedstawienia teatralne

Na Festyn zaprosiliśmy również grupy teatralne które przedstawią dla naszych gości spektakle interesujące zarówno dorosłych jak również dzieci.

W ciągu całego dnia przewidujemy około pięciu różnych spektakli dostosowanych do pory dnia oraz wieku przybyłych.


zagroda ze zwierzętami

W planach mamy również stworzenie średniowiecznej zagrody dla zwierząt w której każdy będzie mógł zaserwować sobie przejażdżkę na osiołku czy zobaczyć w jak w praktyce wygląda strzyżenie owiec. W naszej zagrodzie znajdą się również kozy, daniele oraz inne okazy fauny.


posilenie się przysmakami tradycyjnej kuchni polskiej

Przypomnijmy sobie jak smakuje tradycyjny polski bigos przyrządzany z tych samych składników z których przyrządzali go nasi pradziadowie, delektujmy się smakiem tradycyjnych pierożków oraz smażonej golonki, a jeśli nasycą państwo już swój głód, zapraszamy na stoiska z miodami, grzańcami oraz innymi produktami którymi chlubi się nasz kraj.

spotkania z wróżką

Zawodowa krakowska czarownica, specjalizująca się w magii słowiańskiej, odczynianiu uroków i czytaniu przyszłości z kart Tarota zaszczyci swoją obecnością i z pewnością pomoże każdemu kto tylko się do niej zgłosi w podjęciu trudnej decyzji życiowej.

http://festynkrakow.pl/

Organizatorzy

digicorp s.c. Beata Vogt, Piotr Vogt

Jesteśmy młodym krakowskim przedsiębiorstwem. Swoją siedzibę obraliśmy przy ul. Szlak — blisko centrum krakowskiego życia kulturalnego. Działamy w branży organizacji imprez masowych, eventów, ślubów, szkoleń, itp.. Na naszych imprezach zapewniamy: oprawę muzyczną, wynajem i dekorację Sali, zdjęcia, dodatkowe atrakcje, efekty specjalne, przygotowywanie imiennych zaproszeń, ochronę, w razie potrzeby wyżywienie. Spełniamy każde życzenie klienta, a by on nie musiał się niczym martwić – lecz delektował się zabawą i wspaniałą atmosferą!


Jesteśmy jedną z nielicznych firm zapewniających kompleksową obsługę danej imprezy. Mimo, iż jesteśmy młodym przedsiębiorstwem mamy na swym koncie wiele sukcesów i współpracujemy z najlepszymi.

Muzeum Lotnictwa Polskiego
w Krakowie

Część obiektów dawnego lotniska jest obecnie używana przez Muzeum. Zajmuje ono ocalałe polskie obiekty lotniskowe, w skład których wchodzi duży hangar lotniczy i zaplecze garażowo-magazynowe, zbudowane na przełomie lat 20- i 30-tych oraz dwa małe budynki zbudowane przez Niemców w okresie ostatniej wojny.

2010-08-25 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Azja

Indie

przez Redakcja 2010-08-25
Napisane przez Redakcja

Przeprowadzka, czyli Magda i Przemek w podróży
„Tak więc sprzedaliśmy wszystko co mieliśmy, rzuciliśmy pracę i ruszyliśmy w drogę”

Indie północne – informacje praktyczne

Posted on 24 Sierpień 2010 by Magda

Informacje zebrane na trasie Varanasi-Agra-Jaipur-Pushkar-Bundi-Udaipur-Jodhpur-Jaisalmer-Amritsar-Dharamsala-Manali-Srinagar-Ladakh-Manali-Chandigar-Haridwar-Delhi

Wiza

Niezbędna. Nie ma możliwości jej uzyskania na granicy czy lotnisku. Koniecznie trzeba o nią wystąpić wcześniej. My ubiegaliśmy się o wizę w indyjskiej placówce dyplomatycznej w Kathmandu, co wszystkim szczerze odradzamy. Zabiera to jakieś 2 tygodnie i wymaga trzech długich wizyt w konsulacie, gdzie efektywność pracy jest żadna.

Pieniądze i koszty

Walutą Indii jest rupia. W czasie naszego pobytu w Indiach US$1 = około 47 rupii. Indie są bardzo tanie. Nasze średnie dzienne wydatki wyniosły po 1000 rupii ($21) na osobę w Ladakh i po 750 rupii ($15) na osobę w pozostałej części kraju. Przy czym w Ladakh kilkakrotnie wypożyczaliśmy samochód z kierowcą, co nie jest tam tanie, a w reszcie Indii większość nocy spędzaliśmy w klimatyzowanych pokojach (z powodu nieopisanych upałów), co podniosło koszty. Więc da się taniej.

Bankomaty są powszechne i nie ma z nimi problemu (może poza Indusami, którzy namiętnie zaglądają przez ramię jak się wyciąga kasę – trzeba ich po prostu stanowczo przegonić to się odsuną ;))

Przykładowe ceny:
– dwójka z łazienką, z wiatrakiem – od 200r za norę. Coś miłego od 300r
– dwójka z łazienką, z klimą – od 500r
– masala dosa – od 35r
– thali – od 40r w podłej knajpie, od 60r w miłej, czystej restauracji
– internet – od 20r/h w Delhi do 90r/h w Leh
– woda 1l – 10-12r
– napoje gazowane 0.5l – 12r
– piwo w sklepie – 70r

Na praktycznie każdym towarze sprzedawanym w jakimś opakowaniu nadrukowana jest maksymalna cena tego towaru. Czasem sprzedawca żąda ceny wyższej niż ta sugerowana i wtedy trzeba się targować. Faktem jest, że turyści prawie zawsze muszą zapłacić tą maksymalną cenę narzuconą przez producenta, podczas gdy lokalsi płacą mniej.

Transport

Na długich trasach zdecydowanie warto wybrać pociąg. Dokładne informacje o kolei w Indiach, o klasach pociągów itp można znaleźć tutaj. Bilety można kupić na miejscu w kasie lub przez internet. Na większych stacjach są osobne kasy dla turystów. Jeśli takich kas nie ma trzeba się przygotować na sporo czekania i przepychania. Rozkład pociągów i orientacyjne ceny można sprawdzić na stronie ClearTrip. Można też przez nią kupić bilet. Trzecia opcja zakupu to wizyta w jednym z wielu lokalnych biur podróży, które za niewielką prowizję kupią bilet. Jeśli na Clear Trip dostajemy info, że biletu na daną trasę nie ma, warto wybrać się na dworzec albo do biura podróży. Tam kasjerzy mają dostęp do tzw. tourist quota, czyli biletów zarezerwowanych specjalnie dla turystów, które nie pokazują się na Clear trip.

Na krótkich trasach warto wybrać autobus, bo z naszego doświadczenia autobusy są w miarę punktualne (czego nie można powiedzieć o pociągach). Autobusy są państwowe i prywatne. Państwowe są niesamowicie tanie, ale zazwyczaj w bardzo kiepskim stanie i brudne. Prywatne ciut droższe, ale nadal tanio. Lepszy stan techniczny i komfort niż w państwowych. W Radżastanie powszeche są autobusy sypialne.

Na bardzo krótkie trasy typu dworzec – hostel najlepsze są riksze. Rowerowe są bardzo tanie, motorowe ciut droższe. Trzeba się mocno targować, bo kierowcy mają tendencję do rzucania cenami w kosmosu.

Varanasi

  • riksha motorwa z dworca kolejowego nad rzekę – około 50r
  • guest housy nad Gangesem w okolicach głównego ghatu – od 250r za dwójkę z łazienką
  • wynajęcie łodzi rano – cena wywoławcza to około 50r za osobę za godzinę. Rejsy w ciągu dnia są tańsze
  • codziennie o zachodzie słońca przy głównym ghacie zaczyna się ceremonia, którą koniecznie trzeba zobaczyć. Warto przyjść godzinę wcześniej, żeby zając dobre miejsce
  • internet 20r/h
  • dobre i niedrogie jedzenie w backpackerskiej knajpie Mona Lisa

Agra

  • riksha motorowa z dworca Agra Fort pod Taj Mahal – 40r
  • Hotel Raj 150m od południowej bramy Taj Mahal, 450r za dwójkę z klimą
  • riksha na punkt widokowy po drugiej stronie rzeki – 150r w dwie strony
  • wejście na ten punkt widokowy – 100r, ale wystarczy iść jakieś 150m wzdłuż płotu okalającego to miejsce, żeby dojść do punktu z identycznym widokiem, tyle że darmowego
  • autobus prywatny delux do Jaipur odjeżdża z miejsca jakieś 100m od dworca autobusowego. 211r za non-AC, co godzinę. O 6.30 i 14.30 AC za 324r
  • Wejście do Taj Mahal kosztuje 750r. W cenie mała butelka wody i ochraniacze na buty

Delhi

  • dziesiątki hosteli i hoteli w dzielnicy Paharganj
  • zatrzymaliśmy się w hotelu Raj. 650r za dwójkę z klimą. Elegancko
  • przejazd metrem kosztuje od 10r (drożej na dłuższe dystanse)
  • internet 20r/h

Radżastan

  • Jaipur – bardzo dużo hoteli w okolicach dworca autobusowego. Dwójka z klimą od 500r; wejście do pałacu – 300r; autobusy do większości miast w Radżastanie z dworca autobusowego
  • Pushkar – Milkman Guesthouse, dwójka z klimą za 500r; częste autobusy do Ajmer. Tam można przesiąść się na wiele różnych kierunków
  • Bundi – dwójki z wiatrakiem od 200r; wejście do fortu 60r + 50r pozwolenie na aparat
  • Udaipur – wiele guesthousów w okolicach jeziora. Dwójki z klimą od 500r, bez klimy od 300r; wejście do pałacu – 300r; wejście na pokaz tradycyjnych tańców – 110r w tym pozwolenie na aparat
  • Jodhpur – dwójka z klimą od 500r; wejście do fortu 300r; riksza z centrum do fortu 50r; riksza z centrum do dworca kolejowego – 30r
  • Jaisalemer – dwójka z klimą od 500r; wejście do fortu bezpłatnie, poza muzeum

Amritsar

  • dziesiątki hosteli i hoteli w okolicach świątyni. Dwójka z klimą od 500r
  • można bezpłatnie spać w dormitorium na terenie świątyni. Osobne dormitorium dla obcokrajowców. Dotacja mile widziana
  • wejście do świątyni jest bezpłatne
  • bezpośredni autobus do Dharamsali, 11.15 rano, 160r za osobę

Daramshala

  • dojazd z dolej Dharamsali do górnej (McLeod ganj) – 10r autobusem
  • dziesiątki guesthousów w McLeod Ganj, dwójka bez łazienki od 150r, z łazienką od 300r
  • lokalne agencje organizują trekingi po okolicach (np. Kullu Valley)
  • autobusy do Manali – lokalny o 6.00 z głównego placu w McLaod Ganj, 10-12h, 290r, nocny turystyczny – około 600r

Manali

  • najtańsze guest housy są w Old Manali. To jakieś 30min pieszo pod górkę od dworca autobusowego. Dwójka z łazienką od 150r (podły i brudny pokój). Coś lepszego od 300r
  • najtańsze jedzenie w lokalnych restauracje w okolicach dworca autobusowego. Restauracje w Old Manali są drogie

Chandigarh

  • nie ma tanich guest housów. Najtańszy hotel jaki udało nam się znaleźć kosztował 800r za dwójkę z klimą. Niestety nie pamiętamy nazwy, ale było to jakieś 10min spacerek od głównego dworca autobusowego, przy ulicy Himalaya Marg, bardzo blisko Hostelu Piccadily

Haridwar

  • dużo guest housów, czysta dwójka bez klimty od 300r

Ladakh

  • Dotrzeć można drogą lądową lub powietrzną. Loty są przez cały rok tylko do Delhi i do Srinagar. Lądem można dojechać na dwa sposoby. Pierwsza, najkrótsza trasa wiedzie przez Manali do Leh. Ta droga otwarta jest tylko kilka miesięcy w roku (zazwyczaj od połowy czerwca do końca wrzesnia). Trasa ma 473km i jej pokonanie zajmuje co najmniej 20h (jeep), a nawet 2 dni (zwykły autobus). Druga opcja to trasa przez Jammu i Srinagar. Zajmuje więcej czasu, ale ta droga jest otwarta przez dłuższy czas (Jammu-Srinagar w zasadzie przez cały rok, Srinagar-Leh przez co najmniej 6 miesięcy w roku).
  • Koszt przejazdu na trasie Manali-Leh to jakieś 15tys rupii za jeep (do 6 osób). Można też jechać autobusem lub minibusem. Minibus kosztuje około 1500-1800r za osobę, jedzie co najmniej 20h. Autobus zwykły (dla lokalsów) kosztuje około 900r i jedzie 2 dni (z noclegiem na trasie). Jest jeszcze luksusowy autobus klimatyzowany. 1800r, dwa dni.
  • Koszt przejazdu na trasie przez Jammu i Srinagar. Z Jammu do Srinagar można pojechać autobusem (200r), minibusem (300r) albo jeepem (400r). Dojazd zajmuje od 7 do 12h w zależności od pojazdu. Z Jammu do Srinagar jest wybór pomiędzy autobusem (2 dni, z noclegiem w Kargil, około 500r) albo jeepem (3tys za osobę, jakieś 12h jazdy). Wybierając tą trasę warto wcześniej na bieżąco obserwować sytuację w okolicach Srinagar (częste strajki i zamieszki)
  • Stolicą Ladakh jest Leh. Większość guest housów znajduje się w dzielnicy Changspa. Przyzwoitą dwójkę z łazienką można znaleźć od 300r.
  • W Changspa jest kilkadziesiąt agencji organizujących treki, wycieczki itp itd.
  • W wiele popularnych miejsc wokół Leh można dojechać lokalnym autobusem. To może być jednak dosyć czasochłonne. Wtedy warto wynająć samochód. Nie jest to tanie, więc najlepiej znaleźć kilka dodatkowych osób. Wszystkie samochody wożące turystów po Ladakh mają jednakowe ceny. Każdy kierowca ma książeczkę z listą wszystkich możliwych tras i z cenami. Ceny są za samochód. Do typowego samochodu wchodzi zazwyczaj max 6 pasażerów. Można uzyskać zniżkę (5-10%) po prostu o nią pytając. Przykładowe ceny: 3-dniowa wycieczka do Nubra Valley 5000r, 1-dniowa wycieczka do Pangong Lake – 5000r; 3-dniowa wycieczke do Tso Moriri – 8000r; 3-dniowy przejazd z Leh do Manali przez Tso Moriri i Tso Kar – 18000r, 1-dniowa wycieczka do monasterów wzdłuż drogi do Srinagar (Lamayuru, Alachi itd) – 3500r. Na wycieczki do pewnych miejsc potrzebne są pozwolenia. Można je załatwić przez każdą agencję. Pozwolenie kosztuje zazwyczaj 100-150r, jest ważne 5 dni i może być ważne na kilka miejsc (trzeba to zaznaczyć wypełniając formularz).

http://careerbreak.wordpress.com/

2010-08-25 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Ameryka Środkowa i Karaiby

Ekwador i Galapagos

przez Redakcja 2010-08-25
Napisane przez Redakcja

Po wielu perypetiach meldujemy się po raz pierwszy z drugiego etapu podróży po Ameryce Południowej. Rozpoczęliśmy go wyprawą na Galapagos, a później nad Ocean Spokojny na wybrzeże Ekwadoru.
Wojtek i Wiola

Relacje z tej części podróży:

1-Ekwador i Galapagos

11÷12 sierpień 2010r

Rozpoczynamy II etap podróży po Ameryce Południowej przelotem liniami KLM (4900zł od os.w obie strony) z Warszawy do Quito, powrót z Caenne _ Gujana Francuska. Długi lot z dwoma międzylądowaniami, jedno na holenderskiej wyspie Bonaire (czyt. Boner – wyspa na Morzu Karaibskim u wybrzeży Wenezueli, wchodząca w skład Antyli Holenderskich), drugie w Guayaquil już na terytorium Ekwadoru. Prosto z samolotu meldujemy się w Polskim Konsulacie, aby po prawie pół rocznej przerwie przygotować nasza Toyotę do dalszej podróży. Na szczęście skrzynka z narzędziami dotarła wraz z nami i od tej pory mam już pod ręką cały potrzebny warsztat, jak wiecie tą pierwszą ukradli nam w porcie w Buenos Aires podczas wyładunku auta ze statku. Samochód w jak najlepszym porządku wymagał jedynie zabiegów kosmetycznych i sporego przepakowania bagaży. Przejmujemy dokumentację związaną z przedłużeniem pobytu naszej Toyoty od Tomka, pracownika konsulatu i dość wcześnie udajemy się na spoczynek zmożeni pięciogodzinną różnicą czasu pomiędzy Polską a Ekwadorem.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/galapagos-1/img_2051.jpg

13 ÷16 sierpień 2010r

Już o 8.00 ruszamy ponownie na lotnisko, tym razem na krajowe, aby odbyć lot na wyspy Galapagos. Dosłownie na cztery dni przed wylotem do Ekwadoru wykupiliśmy wycieczkę po tym archipelagu w opcji „last minute”, w tamtejszym biurze podróży „Columbus Travel”(czterodniowy rejs szesnastomiejscowym katamaranem kosztował tylko 720$ (!?) do tego jeszcze przelot w obie strony 400$ – analizując ceny już od dawna, ta wersja okazała się niezwykle atrakcyjną ofertą, gdyż normalnie koszt takiej podróży wahał się od 1700 do 2200$ za jedną osobę).Wyprawa na wyspy wiąże się z poważnymi kosztami. Odwiedzają je zatem głównie zapaleni miłośnicy przyrody, a nie przeciętni turyści. W skład archipelagu wchodzi 13 większych wysp i wiele małych wysepek. Najsłynniejszym gościem był niewątpliwie Karol Darwin, który przebywał tam w 1835 roku, co do chwili obecnej pamiętają jeszcze niektóre żółwie. Po dwóch godzinach lądujemy na naturalnym lotnisku na wyspie Santa Cruz, płacimy 100$ od osoby za wstęp do Narodowego Parku Galapagos i już po kilku chwilach pracownik biura wiezie nas do portu, gdzie kwaterujemy się w wygodnej, dwuosobowej kajucie z łazienką, na pokładzie katamaranu o nazwie Archipell II.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/galapagos-1/img_2142.jpg

Nie będziemy opisywali wszystkich wysp i wysepek odwiedzonych na trasie, przekażemy jedynie, że dłuższe płynięcia podczas tej czterodniowej podróży odbywały się nocą, do dyspozycji mieliśmy ponadto dwie motorówki, które dowoziły nas na ląd i umożliwiały pływanie oraz nurkowanie wzdłuż rafy, aby podziwiać świat podwodny tego archipelagu. Podczas lądowych eskapad, cały czas obsługiwał nas przewodnik mówiący również płynnie w języku angielskim. Mauricio Hurtado okazał się fascynatem i profesjonalistą w tym co robi, gdyż oprowadzając nas po wyspach wykazał się niesamowitą wiedzą, nie zapominając o przywoływaniu nas do porządku. Turysta na Galapagos ma silnie ograniczone prawa do swobodnego poruszania się jak i dotykania czegokolwiek. Kilka przykładów, już w samolocie nasze bagaże były popryskane nieznaną substancją, obowiązek otrzepywania się z piasku po opuszczeniu danego miejsca, zachować odległość metra od każdego zwierzątka, zakaz używania lampy błyskowej i na koniec zakaz zabierania ze sobą nawet najmniejszego kamyczka. Obsługa w ilości siedmiu osób dwoiła się i troiła, by zapewnić wysoki komfort podróżowania.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/galapagos-1/img_2105.jpg

William nasz bezpośredni dostawca cudów na stół, ze stałym uśmiechem na ustach przynosił z uporem maniaka co raz to nowe smakołyki. W przerwach od wkładania w nas tej masy kolorowych pyszności, obsługiwał bar. Kulinaria przerosły nasze najśmielsze oczekiwania, po dłuższym rejsie musieliby nas wynieść lub wyrzucić za burtę, gdyż z przejedzenia sami już nie bylibyśmy w stanie się poruszać, jak wiemy kula jest kształtem doskonałym, lecz mocno ograniczyło by nam to podróżowanie, zwłaszcza na motocyklu w późniejszym czasie.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/galapagos-1/img_2079.jpg

Ponownie po kilku miesiącach przerwy, jesteśmy na podobnym skrawku świata, co do geologicznej struktury, jak niedawno zwiedzana przez nas z motocykla europejska, wulkaniczna wyspa Islandia. Tu proces tworzenia niektórych wysp zakończył się dopiero 120 lat temu, a raczej jeszcze tak naprawdę dalej trwa. Nie będziemy zanudzać tymi informacjami, więc skupimy się jedynie na najwspanialszym doznaniu, jakim jest obcowanie z nienaruszoną naturą i przede wszystkim ze zwierzętami, które nie obawiają się człowieka, a co do gatunków to wiele z nich endemicznie występuje jedynie tutaj na naszym globie. Największe wrażenie robią na nas wielkie żółwie morskie i błotne zwane słoniowatymi, morskie i lądowe iguany, oraz całe mnóstwo przeróżnych ptaków z tymi najciekawszymi; niebieskonogimi głuptakami, oraz nadymającymi wielkie czerwone wole fregatami (samce). Jesteśmy z całym tym środowiskiem dosłownie na wysunięcie dłoni. Świat podwodny widziany podczas nurkowych seansów to fantazja kolorów i niezwykłość wielu gatunków ryb, krabów i innych morskich zwierząt. Żal opuszczać ten wspaniały region, lecz szybko mijają chwile podczas tej morskiej wyprawy, gdzie nie dano nam czasu na odrobinę nudy. Czwartego dnia po południu lecimy z powrotem tym razem z wyspy San Cristobal do stolicy Ekwadoru Quito.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/galapagos-1/img_2047.jpg

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/galapagos-1/img_2081.jpg

Jeszcze tego dnia wieczorem spotykamy się w mieszkaniu konsula Tomka Morawskiego z jego dziećmi oraz polonijną grupą i jak przy takich okazjach bywa „rozmowy Polaków w świecie” trwały do późnej nocy. Wiele ciekawych nowych informacji, gdyż w spotkaniu uczestniczyli również księża werbiści pełniący obecnie działalność misyjną w tym państwie.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/galapagos-3/img_2347.jpg

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/galapagos-3/img_2350.jpg

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/galapagos-3/img_2366.jpg

17 sierpień 2010r

Następnego dnia ruszamy już naszą Toyotą spod drzwi konsulatu (Consulado de Polonia Leonidas Plaza No. 24-423 y Luis Cordero, Casilla 9461, Quito, Ecuador, tel. (00-593-2) 2229-293, 254-62-96, fax. (00-593-2) 2566-787, tel. komórkowy: (00-593) 985 04 761, e-mail: [email protected], [email protected] ) do miejscowości Same. Najpierw na północ drogą w kierunku na „Mitad del Mundo”, aby odwiedzić punkt wyznaczający środek świata znajdujący się na równiku – tam też go przekroczyliśmy! Dalej na zachód przez górzyste tereny porośnięte bujną roślinnością tropikalną do miejscowości La Independencia. Zjeżdżając z wysokości oscylującej w granicach 3000m.n.p.m prawie do zera. Następnie dr. Nr 25 na północ do portowego, dużego miasta Esmeraldas. Ostatni odcinek ponownie na zachód wybrzeżem Pacyfiku. Późnym wieczorem meldujemy się w posiadłości Tomka w Same nad Oceanem Spokojnym, gdzie spotykamy Arka, kapelana wojskowego armii kanadyjskiej, który od 25 lat mieszka w Kanadzie, a pochodzi ze Stalowej Woli. Przyjechał tu na wakacyjny odpoczynek po trudach misji wojskowych, również tych w Afganistanie. Mamy wiele tematów porównawczych gdyż ja również brałem niegdyś udział w takiej misji na Bliskim Wschodzie, będąc żołnierzem VIII zmiany polskiego kontyngentu wojskowego ONZ stacjonującego w tamtych czasach w Ismailii (Egipt) i na Wzgórzach Golan (Syria), gdzie właśnie wspólnie również z Kanadyjczykami uczestniczyliśmy przez pół roku w takiej misji. Po ponad 30 latach z rozmów wynika, że wiele się nie zmieniło, kiedyś wylatywały w powietrze pojazdy wojskowe na minach i nadal jest to największe zagrożenie śmiercią żołnierzy na tych terenach.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/galapagos-4/img_2589.jpg

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/galapagos-4/img_2573.jpg

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/galapagos-4/img_2583.jpg

18÷20 sierpień 2010r

Rankiem razem z Arkiem jedziemy na południe w okolice Mompiche do posiadłości Cabanias del Mar należącej również do Tomka a usytuowanej nad Pacyfikiem na porośniętej palmami kokosowymi piaszczystej, szerokiej plaży. Ostatnie kilkadziesiąt kilometrów błotnistym traktem w dżungli, a później plażą, pokonując wpływające do oceanu rzeki. Jeśli ktoś sobie może wyobrazić „raj”, to właśnie tak on chyba powinien wyglądać. Tu przez te dni oddajemy się wszystkim czynnościom, które są przypisane do atrybutów takiego miejsca. Plażowanie, kąpiele w ciepłej wodzie oceanu, wspaniały klimat i choć to równik, to temperatury w okolicy 26ºC i wieje cudowny wietrzyk od morza.

Jak to w raju bywa, również miejscowe kulinaria w postaci owoców morza były z pierwszej półki; langusty, kraby, krewetki i inne oceaniczne cuda, a do tego nowo poznane tropikalne owoce i naturalne soki z nich wytwarzane. Między innymi poznaliśmy owoc który wygląda jak małe, żółte bananki, a smakuje jak porzeczka oraz największy owoc na świecie o nazwie yafri, podawany jest tu w postaci koktajlu z mlekiem, wanilią, cukrem i lodem. Lodu nie polecamy, gdyż może być różnie, woda do jego wytworzenia może pochodzić np. z kałuży, a nie przewidujemy pozostania tutaj dłużej niż to konieczne. Nad całością czuwa murzyn z Kolumbii o imieniu Jorge i to on zdobywał dla nas kokosy z palmy, by rozprawić się z nimi maczetą i podać nam do konsumpcji. Był czas również na bardziej przyziemne czynności i wysprzątaliśmy dokładnie nasze autko. Aż żal opuszczać ten raj, ale mamy jeszcze dużo ciekawych miejsc przed sobą. Wieczorem ponownie tą samą drogą, jak trzy dni temu wracamy do Same.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/mompiche-1/img_2765.jpg

21 sierpień 2010r

Rano ruszamy wzdłuż brzegu Pacyfiku na wschód, aż do miejscowości San Lorenzo, przedzierając się najpierw przez zatłoczone i bardzo nieciekawe, wielkie portowe miasto Esmeraldas. Natomiast San Lorenzo, wciśnięty w sam róg pomiędzy oceanem i Kolumbią, to mała mieścina bez wyraźnego charakteru. Dalej kierujemy się wzdłuż granicy z Kolumbią na południe, gdzie pierwszy fragment trasy przebiega przez regularną tropikalną dżunglę. Mamy szczęście, gdyż przemieszczamy się świeżo co wyremontowaną, niegdyś bardzo kiepską drogę. Krajobrazy zmieniają się w im wyższe partie Andów wjeżdżamy, tym bardziej surowe zbocza, porośnięte skąpą niskopienną roślinnością. Parokrotnie nasz GPS pokazuje, że przekraczamy wysokość 3000m.n.p.m. Ile razy już przekroczyliśmy podczas tej podróży to pasmo górskie?, już straciłem rachubę , ale chyba około piętnastu. Późnym wieczorem docieramy do granicznego miasta Tulcan, gdzie wynajmujemy pokój w hostelu. Tu też kończymy naszą przygodę z Ekwadorem.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/mompiche-2/img_2837.jpg

Podsumowanie:

…w zamęcie idei i dróg…zastępczych recept na wszystko…doświadczyliśmy obcych w oku widzeń…na wycieczce z treściami i obrazami…od których, aż nas dreszcze przeszywają…spanoszone tym wszystkim głowy…ogłaszają dopełnienie źrenic…naraz wszystko takie zagęszczone pięknem…poza granicą dotyku…/…powracamy w inną rzeczywistość…gdzie wielu lęka się redukcji do zera…z powodu diety portfela…muszą przejrzeć się w czystce i udawać sabotaż…czasem muszą to wszystko podzielić przez zero…i obnosić się z tym wynikiem siedząc…no cóż…życie dokonuje się w kieszeniach świata…a nikt nigdy nie obiecał, że będzie sprawiedliwe…ale nie powinno tak być…że bogactwo graniczące ze skrajnym ubóstwem…stało się normą…gdzie równiejsi usankcjonowali patologię równych…to szatańska podnieta…to jak oglądanie filmu z precyzją aparatu rentgenowskiego…który sępiąc swoje zdjęcia…kończy się tragicznie…jak to już w historii świata bywało…

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/ekwadorii/img_2944.jpg

http://www.wojtektravel.pl/index.php/wyprawy/4-ameryka-pd-etapii/1-ekwador-wraz-z-galapagos/

https://www.wojtektravel.pl

 

2010-08-25 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Wystawy

Kolory Mojego Świata

przez Redakcja 2010-08-24
Napisane przez Redakcja
„Kolory Mojego Świata” Arnold Ochman
29 sierpień · 18:00
Plaża Kraków – pod Hotelem Forum, w zakolu Wisły
ul. Ludwinowska 2   Kraków, Poland

Zapraszamy na wernisaż wystawy
29 sierpień godz. 18:00


„Kolory Mojego Świata”

Arnold Ochman
http://user.img.digart.pl/data/users/f/zdjecie/76488.jpg

Laureat licznych konkursów fotograficznych, realizowanych m.in. przez: TV planete.pl, onet.pl, wp.pl, dziennik.pl, klubpodroznikow.com, obiezyswiat.com, national-geographic.pl. Zdobywca pierwszego miejsca w konkursie Świat Obrazu, nagrody specjalnej konkursu fotograficznego NORTH. Karl Tailor uhonorował go wyróżnieniem. Szkoleniowiec w ramach projektu PHOTO-MAGIA 2010. Fotografie Arnolda Ochmana ukazały się w kilkunastu gazetach w Polsce i Wielkiej Brytanii. Jedna z nich zdobi kalendarz TV Planete na rok 2010. Zaprezentowane zostały także podczas Travel Show 2010 w Londynie, w ramach którego TNT Magazine uhonorowało ich Autora nagrodą w konkursie fotograficznym „Love Britain”. Laureat konkursu „Artysta to też lekarz” pod patronatem Fundacji tak dla zdrowia i Kiwi ART. Od 2005 roku mieszka w Szkocji.
„Szkocja jest dla mnie rajem fotograficznym. Luksusem Szkocji jest możliwość fotografowania w jednym dniu morza, gór, lasów i jezior, bez konieczności pokonywanie dużej ilości kilometrów”.
„Jako fotograf nie lubię się spieszyć. Krajobraz daje mi ten komfort, że przed wykonaniem fotografii mogę przysiąść i patrzeć na niego bez ograniczenia, wrócić do danego miejsca w bardziej sprzyjającej do fotografowania porze. Kocham wyjazdy w plener, planowanie miejsc, wędrówkę”.

https://www.arnoldochman.pl

przykładowe prace autora

http://www.obcasy.pl/pic/image/Nowa_Zelandia_Arnold%20Ochman-Szkocja%202.jpg

http://www.photographers.com/gallery/Arnold_Ochman/b3cac11cb2e96ef3a37797bdd73096ad_full.jpg

http://www.boingo.com/blog/wp-content/uploads/2010/06/Arnold-Ochman-Szkocja-4.jpg

http://media.picfor.me/00115D67/by-Arnold-Ochman-uploaded-by-GOTINHA-category-tags-woman-red-sunset-landscape-woman-red-landscape-sunset-lighting_large.jpg

http://media.oferty.onet.eu/files/instance-02/main_photo/2009/12/05/00/37/e5bd7d65ca618d2f5c2b595a6c37a1db-311x233.jpg
http://media.oferty.onet.eu/files/instance-01/main_photo/2009/12/05/01/04/c9bcda8faabacacd6819714d92a1727e-520x520.jpg

2010-08-24 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Magdalena Sawkiewicz „.ch  .li” 2 punkty na mapie Europy

przez Redakcja 2010-08-21
Napisane przez Redakcja
30.VIII godz.19.00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków pl. Wszystkich Świętych 8
Magdalena Sawkiewicz
„.ch  .li” 2 punkty na mapie Europy

Czy deszcz i brak zaplanowanej trasy oznaczają nieudany wyjazd wakacyjny?
Czy krótki choćby pobyt we wnętrzu lodowca pozwala skutecznie zapomnieć o uciążliwych upałach?
Gdzie można zobaczyć pociąg duchów i dlaczego lepiej nie mieć z nim do czynienia?

O tym i owym, w kilku słowach (i zdjęciach) opowiem na poniedziałkowym spotkaniu w Śródziemiu. Zapraszam do odwiedzenia Szwajcarii i Liechtensteinu – dwóch niewielkich, malowniczych punktów na mapie Europy.

2010-08-21 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Eiger i Finster

przez Redakcja 2010-08-19
Napisane przez Redakcja
23.VIII godz.19.00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków pl. Wszystkich Świętych 8
Grzegorz Stodolny
„alpejscy bracia Eiger i Finster”

 

„Alpejscy bracia Eiger i Finster” lub „helikopter, trzy lodowce i Alpy”
to  opowieść Grzegorza o niesamowitych przygodach w Alpach.
Na pewno będzie „straszno i śmieszno”

 

Eiger – jeden z najbardziej znanych szczytów alpejskich, którego północną
ścianę obserwowały wszystkie europejskie media w latach trzydziestych XX
wieku, zasłynął ze swej niedostępności. Mimo, że nie jest
czterotysięcznikiem, w jego okolice co roku ściągają tłumy turystów, aby
przejechać koleją przez środek góry oraz podziwiać najwyższą ścianę w
Europie. Finsteraarhorn to natomiast najwyższy szczyt Alp Berneńskich
liczący sobie 4274m n.p.m. położony pośród górskich lodowców jest oddalony
od najbliższej cywilizacji o ok 1 dzień drogi, a brak zasięgu sprawia, że
całkowicie możemy odetchnąć od jakiegokolwiek kontaktu z cywilizacją. Te
dwie góry południowej Szwajcarii stały się celem trzech krakowskich
studentów, którzy wyruszyli na swoją pierwszą alpejską wyprawę.

Grzegorz Stodolny – student Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, absolwent
Akademii Fotografii, dziennikarz magazynu turystki górskiej NPM

https://www.stodolny.com.pl

2010-08-19 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Miasta

Rowerem

przez Redakcja 2010-08-18
Napisane przez Redakcja

Autor: Sebastian Redziak

 

Trzech śmiałków: Sebastian Redziak, Piotr Simka i Paweł Matejski postanowiło spędzić nietypowo wakacyjny czas. 17 lipca 2010 roku to dzień, w którym rozpoczęliśmy wyprawę rowerową z Sosnowca na zachodni kraniec Polski. Był to już drugi etap podróży do najdalej wysuniętych punktów w Polsce (w 2009 roku – Przylądek Rozewie). Trasa przebiegała przez duże miasta naszego kraju. Podczas wyprawy zwiedziliśmy Opole, Wrocław czy Poznań oraz wiele małych i urokliwych miasteczek i wsi, których nie sposób wymienić. Nie straszna nam była ulewa, wiatr czy żar z nieba. W pełni przygotowani do „niespodzianek” aury pędziliśmy na swoich dwukołowych maszynach aby dotrzeć do celu – Osinów Dolny. Dzięki znajomym w różnych miastach Polski mogliśmy skorzystać z ich pomocy podczas odpoczynku, czy wysuszeniu i ogrzaniu się w trakcie ulewy w Opolu. Również podczas noclegów znajomi nas nie zawiedli, jak np. Marysia w Gliwicach czy znajomi Pawła we Wrocławiu. Naszym „nocnym” domem był również namiot. Rozbijaliśmy go w różnych miastach Polski. W trakcie wyprawy nasza trasa jak zwykle uległa lekkiej modyfikacji. W Kostrzynie nad Odrą przekroczyliśmy granicę Polsko – Niemiecką i kierowaliśmy się w stronę Berlina. Pierwszy nocleg „na obczyźnie” mieliśmy w urokliwym niemieckim miasteczku Falkenhagen, nad ciepłym i czystym jeziorkiem. Kolejny dzień jazdy był niezwykle przyjemny, ponieważ wjeżdżaliśmy do stolicy Niemiec – Berlina. Tutaj na pochwałę zasługują piękne i w wyśmienitym stanie ścieżki dla rowerzystów. Każda ulica jest przeznaczona dla bicyklów. Rowerzysta na niemieckiej drodze traktowany jest z szacunkiem – nie to, co na polskich drogach… Po dojechaniu do Berlina obowiązkowe zwiedzanie i zdjęcia wśród wspaniałych atrakcji tego miasta, tj.: Fernsehturm (Wieża Telewizyjna), Reichstag (budynek parlamentu), Berliner Dom (ewangelicka katedra), Brandenburger Tor (Brama Brandenburska), słynna ulica Unter den Linden czy pozostałości Muru berlińskiego oraz wiele innych. Miło zwiedzało się niemiecką stolicę, ale „wszystko co dobre, szybko się kończy”, a słońce chyliło się ku zachodowi więc był najwyższy czas na wyjechanie z centrum miasta i szukanie noclegu. Ta noc okazała się jedną z najgorszych. W nocy rozszalała się burza i strasznie padał deszcz. O 5 rano musieliśmy uciekać z namiotu bo cały przemakał. Schronienie znaleźliśmy przy okolicznym sklepie ogrodniczym, pod jedną z wiat. Cali przemoczeni zjedliśmy małe śniadanie, przebraliśmy się i w pełnym przygotowaniu „przeciwdeszczowym” ruszyliśmy dalej aby dojechać do celu wyprawy – Osinów Dolny. Było tam już całkiem niedaleko, ale ciągle padający deszcz utrudniał podróż rowerem. W końcu około południa wyprawa dotarła do swojego celu – najdalej na zachód wysunięty punkt Polski czyli Osinów Dolny 14°07´ E został zdobyty.
Po przejechaniu prawie 800 km w 7 dni, w różnych warunkach pogodowych – od upałów po silne deszcze i wiatr, wyjazd oficjalne dobiegł końca. Pozostały po nim niezatarte wspomnienia, które na pewno na długo utkwią w naszych pamięciach. W pamięciach, w których rodzą się kolejne pomysły na równie ciekawe i wspaniałe wyprawy. Może już za rok…
Wyprawa udała się dzięki dobrym ludziom spotkanym na naszej drodze, którzy ugościli nas na noc, wskazywali dobre kierunki jazdy. Nie możemy zapomnieć o naszych sponsorach, z którymi było o wiele lżej pokonać tę trasę.
Więcej zdjęć na stronie wypraw https://www.wyprawy.zafriko.pl

2010-08-18 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Robocze inne

Piszą dla nas

przez Redakcja 2010-08-16
Napisane przez Redakcja
Piszą dla nas

Klub Podróżników Śródziemie to portal ludzi aktywnych a podróże są dla nas  sensem życia.


Nasza działalność to nie tylko cykliczne spotkania Miłośników Podróży i relacje z bliższych wyjazdów czy dalszych wypraw, ale także:
# patronujemy wyprawy sympatyków Klubu Podróżników Śródziemie,
# promujemy wyprawy i ekspedycje,
# organizujemy po wyprawowe wystawy zdjęć,
# organizujemy wspólne wyjazdy i wyprawy,
# pomagamy w nawiązywaniu kontaktów ze sponsorami i patronami dla osób, które mają fajny pomysł na wyprawę,
# służymy poradami i wskazówkami dla planujących podróże i wyprawy nawet w najdalsze zakątki świata,

Ty także możesz być autorem poniedziałkowego slajdowiska.
Napisz do nas i prześlij propozycję swojej prezentacji. Opisz w kilku zdaniach cel i przebieg wyjazdu/wyprawy i dołącz kilka zdjęć.
Możesz zostać redaktorem naszego serwisu pisząc o podróżach własnych i nie tylko. Inni już do nas dołączyli.

[email protected]


 

http://images41.fotosik.pl/282/5a314c18f3fd9222.jpg
Michał Parwa
 
O mnie

Michał Parwa – z wykształcenia geograf i pilot wycieczek. Dziennikarz na stałe związany z Magazynem Turystyki Górskiej „n.p.m.”. Fotografie i reportaże ze swoich podróży publikuje także na łamach ”Rowertouru”, „Gazety Wyborczej” i „Onet.pl”. Amator fotografii, podróży dalekich i bliskich, który dzieli swoje serce między góry i rower.

„Najlepsza jest noc w obcym kraju. O zmierzchu porzuca się jakąś okolicę, ponieważ okazała się beznadziejnie nudna.(…) Bo jechać to jest nic. Najważniejsze zaczyna się potem(…)”
Tymi słowami Andrzej Stasiuk rozpoczyna swoje „Fado” a ja, całkiem bezpretensjonalnie, traktuje je jak motto.
Urodziłem się kiedy podpisywano układ w luksemburskim Schengen. Pierwsze kroki stawiałem na zboczach Diablaka. Dzieciństwo pochłonęły góry i obecność na pokładach dalekobieżnych autobusów. Temu wszystkiemu zawdzięczam wizyty w większości krajów naszego kontynentu.
Od dłuższego czasu w podróży towarzyszy mi fotografia, której dopiero się uczę. Chwile spędzone w kraju najczęściej poświęcam ukochanym Beskidom. Staram się odwiedzać zapomniane miejsca i szlaki, które popularyzuje dzięki zdjęciom i słowom. Relacje ze swoich wedrówek po świecie publikuje m.in. na łamach „Gazety Wyborczej”, Magazynu Turystyki Górskiej „n.p.m”, „Rowertouru” czy „Manko”. Często można mnie spotkać w Klubie Podróżnikow „Środziemie” na krakowskim Placu Wszystkich Świetych, gdzie zdarza mi się prowadzić prelekcje ale przede wszystkim uczestniczyć w fantastycznych spotkaniach globtroterów. Mam nadzieję, że przez swoje fotografie, artykuły i slajdowiska pomogam ludziom znaleźć swoje miejsce na Ziemi, którego ja wciąż szukam.

obecnie kierownik w zumi.pl

zkarola
 
https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/08/2718_4dab4f57bd088-b4c.jpg
Karolina Zięba

Studentka architektury krajobrazu czynnie ingerująca w otaczającą przestrzeń. Miejscem działań są krakowskie zakamarki i tak do skutku doszła m.in. akcja „Czerwona Huśtawka” – czerpiąc i rozpowszechniając projekt zainicjowany w Teksasie. Żywo zainteresowana Land Artem. Również wolontariat nie jest mi obcy, działałam w projekcie instalacji artystycznych „ogrody tymczasowe, mobilne, nomadyczne” na terenie Krakowa, by urozmaicić przestrzeń, spróbować oswoić brzydotę, z którą spotykamy się na co dzień w niektórych miejscach.

Od zawsze bliski był mi naturalny krajobraz, cisza i zmiany… już w dzieciństwie zaszczepiono we mnie ducha podróżnika wyciągając na szczyty, czy przypinając w siodełku na dłuższe wyprawy. Potem był młodzieżowy klub turystyczny PTTK i wreszcie samodzielne wyjazdy,  teraz studenckie i inne małe wypady. W górach ogarnia mnie to nieuchwytne coś, czego nie czuję nigdzie indziej, a co napełnia mnie nieuzasadnionym (a może przeciwnie?), wewnętrznym optymizmem. Nie lubię stagnacji, schematyczności… Z każdego wyjazdu zostawiam wiele w swojej pamięci, a resztę zapisuję, publikuję obecnie na stronie Klubu Podróżników „Śródziemie”. Nie może obejść się oczywiście bez zdjęć, a w fotografię powoli się wgryzam.  W poniedziałki można mnie spotkać w Piwnicy pod Baranami,  na i po slajdowiskach 🙂

Z innych rzeczy.. uwielbiam transowość bębnów zasadniczo z każdej kultury: bębny afrykańskie, bębenki z Indii, ze Środkowego Wschodu, bębny celtyckie…  Lubię trud, burzę, tęczę, słoneczniki, gwiazdy, noc w śpiworze


nick: pioggerella
 
Karolina Gołda

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej. Uwielbia mówić, mówić i mówić, lecz kiedy trzeba, zamyka usta na kłódkę i słucha.
Kocha siatkówkę, piłkę nożną i piłkę ręczną. Miłością do sportu zaraził ją tata, z którym na mecze jeździła od dziecka. Już jako mała dziewczynka wiedziała m.in. co oznacza termin „spalony”. 🙂
– Świat poznaję poprzez wyjazdy na mecze. Niestraszna mi nocna podróż autostopem czy nocleg na dworcu z bezdomnymi. W obcych miastach nigdy nie pytam ludzi dokąd pójść – jeśli się zgubię, chcę sama odnaleźć drogę. Mała mapka z Internetu wystarczy.
Między jednym gwizdkiem a drugim, odkrywam piękne, często niedoceniane, miejsca. Kiedy wyjeżdżam, nie rozstaję się z aparatem. Drzewo, strumyk, kamyk, most, kamienica, drewniana chata – we wszystkim potrafię odnaleźć piękno i staram się je uwiecznić.
W życiu najważniejsze jest dla mnie spełnianie marzeń. Wychodzę z założenia, że nie ma rzeczy niemożliwych i chcę przekonać do tego innych ludzi. Kiedyś myślałam, że po klasie matematyczno-informatycznej będę na studiach liczyć, liczyć i liczyć, dziś – piszę, nagrywam, montuję. Robię to, co naprawdę mnie kręci. Jeśli ktoś mówi: chcieć nie znaczy móc. Odpowiadam krótko: zmień myślenie!
obecnie pracuje już w redakcji onet.pl



Piszesz ? podróżujesz ? a może piszesz „do szuflady” ?
Dołącz do nich, dziel się pasją podróżowania i swoim doświadczeniem. To dobry sposób by rozpocząć karierę dziennikarską.
Podziel się swoimi tekstami czy zdjęciami tworząc fotorelacje. Tutaj każdy ma szansę być zauważony.
[email protected]
2010-08-16 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 271
  • 272
  • 273
  • 274
  • 275
  • …
  • 288

Archiwa

  • sierpień 2026
  • lipiec 2026
  • czerwiec 2026
  • maj 2026
  • kwiecień 2026
  • marzec 2026
  • luty 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • październik 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • kwiecień 2025
  • marzec 2025
  • luty 2025
  • styczeń 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • sierpień 2021
  • lipiec 2021
  • czerwiec 2021
  • maj 2021
  • kwiecień 2021
  • marzec 2021
  • luty 2021
  • styczeń 2021
  • grudzień 2020
  • listopad 2020
  • październik 2020
  • wrzesień 2020
  • sierpień 2020
  • lipiec 2020
  • czerwiec 2020
  • maj 2020
  • kwiecień 2020
  • marzec 2020
  • luty 2020
  • styczeń 2020
  • grudzień 2019
  • listopad 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • lipiec 2019
  • czerwiec 2019
  • maj 2019
  • kwiecień 2019
  • marzec 2019
  • luty 2019
  • styczeń 2019
  • grudzień 2018
  • listopad 2018
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • lipiec 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • kwiecień 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • sierpień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • marzec 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015
  • czerwiec 2015
  • maj 2015
  • kwiecień 2015
  • marzec 2015
  • luty 2015
  • styczeń 2015
  • grudzień 2014
  • listopad 2014
  • październik 2014
  • wrzesień 2014
  • sierpień 2014
  • lipiec 2014
  • czerwiec 2014
  • maj 2014
  • kwiecień 2014
  • marzec 2014
  • luty 2014
  • styczeń 2014
  • grudzień 2013
  • listopad 2013
  • październik 2013
  • wrzesień 2013
  • sierpień 2013
  • lipiec 2013
  • czerwiec 2013
  • maj 2013
  • kwiecień 2013
  • marzec 2013
  • luty 2013
  • styczeń 2013
  • grudzień 2012
  • listopad 2012
  • październik 2012
  • wrzesień 2012
  • sierpień 2012
  • lipiec 2012
  • czerwiec 2012
  • maj 2012
  • kwiecień 2012
  • marzec 2012
  • luty 2012
  • styczeń 2012
  • grudzień 2011
  • listopad 2011
  • październik 2011
  • wrzesień 2011
  • sierpień 2011
  • lipiec 2011
  • czerwiec 2011
  • maj 2011
  • kwiecień 2011
  • marzec 2011
  • luty 2011
  • styczeń 2011
  • grudzień 2010
  • listopad 2010
  • październik 2010
  • wrzesień 2010
  • sierpień 2010
  • lipiec 2010
  • czerwiec 2010
  • maj 2010
  • kwiecień 2010
  • marzec 2010
  • luty 2010
  • styczeń 2010
  • grudzień 2009
  • listopad 2009
  • październik 2009
  • wrzesień 2009
  • sierpień 2009
  • lipiec 2009
  • czerwiec 2009
  • maj 2009
  • kwiecień 2009
  • styczeń 2009
  • listopad 2008
  • październik 2008

Kategorie

  • Administracyjna
  • Afryka
  • Akcje eko
  • Aktualności
  • Aktualności inne
  • Albania
  • Aleja Podróżników
  • alejapodroznikow
  • Ameryka Północna
  • Ameryka Południowa
  • Ameryka Środkowa i Karaiby
  • Artykuły testowe
  • Australia i Oceania
  • Austria
  • Azja
  • Bez kategorii
  • Biegi
  • BUŁGARIA
  • Chorwacja
  • Ciekawostki
  • Cykliczne Spotkania Podróżników
  • CZARNOGÓRA
  • Czechy
  • Czyste Góry Czyste Szlaki
  • Czyste Tatry
  • Czyste Tatry
  • Dania
  • Dolny Śląsk
  • Europa
  • Festiwale
  • Filmy
  • Francja
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Góry
  • HISZPANIA
  • HOLANDIA
  • Kolej
  • Konkurs Fotograficzny
  • Konkursy
  • Konkursy inne
  • Korona
  • Kościoły i obiekty sakralne
  • KOSOWO
  • Książka
  • Kuchnia
  • Kuchnie świata
  • Kujawsko-pomorskie
  • LITWA
  • Łódzkie
  • Lotniska i powietrze
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • LUKSEMBURG
  • MACEDONIA
  • Małopolskie
  • Malta
  • Materiał zewnętrzny
  • Miasta
  • Miejsca wyjątkowe
  • Muzea
  • Najciekawsze szlaki piesze i rowerowe w Europie
  • Newsy
  • NIEMCY
  • noclegi
  • NORWEGIA
  • Opolskie
  • Parowozownie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Podziemia turystyczne w Europie Underground in Europe
  • Podziemia turystyczne w Polsce
  • Podziemia w Europie i na świecie
  • Polecamy
  • Polska
  • Pomorskie
  • Portugalia
  • PRACE KONKURSOWE POLSKA
  • PRACE KONKURSOWE ŚWIAT
  • Projekt 4 Pory Roku
  • Projekt Mali Melomani
  • Projekt Mali Melomani II
  • Recenzje sprzętu
  • Reklama
  • Robocze inne
  • ROSJA
  • Rower
  • Różne media
  • Rumunia
  • Schroniska górskie w Polsce
  • SERBIA
  • Skanseny w Polsce
  • Śląskie
  • Slowacja
  • Slowenia
  • Spływy kajakowe
  • Spotkania autorskie
  • Spotkania, zloty, imprezy podróżników
  • Sprzęt
  • Świat
  • Świętokrzyskie
  • SZWAJCARIA
  • Tanie loty
  • Tatromaniak
  • Testy sprzętu
  • Twierdze i Forty
  • Ukraina
  • unesco
  • Via Adriatica Trail
  • Warmińsko-mazurskie
  • Warsztaty i plenery fotograficzne
  • WĘGRY
  • WIELKA BRYTANIA
  • Wielkopolskie
  • WŁOCHY
  • Woda
  • Wspomnienia z podróży
  • Wystawy
  • Wywiady
  • Zabytki sakralne
  • Zachodniopomorskie
  • Zamki i pałace
  • Zostań w domu nie odwołuj

Obserwuj nas

Top Selling Multipurpose WP Theme

Ostatnie posty

  • Czyste Góry Czyste Szlaki, Beskid Sądecki

    2026-08-06
  • Najpiękniejsze miejsca UNESCO w Tunezji

    2026-08-05
  • Ogólnopolski Zlot Podróżników, Piwniczna-Zdrój 2026

    2026-08-03
  • Sidi Bou Said niebiesko-białe miasto w Tunezji

    2026-08-03
  • Opactwo Mniszek Benedyktynek w Staniątkach

    2026-08-03
  • Nowy ILS w Kraków Airport

    2026-08-03

Kanał społecznościowy

Kanał społecznościowy

Wybór redaktorów

zamek Drakuli w Poenari

2016-01-25

Rezerwat Groapa Ruginoasa, Góry Bihor w Rumunii

2022-08-06

Zamek Drakuli w Hunedoarze w Rumunii

2024-03-03

Kopalnia złota Rosia Montana w Rumunii

2024-08-17

Kopalnia soli Salina Turda w Rumunii

2024-08-17

FIND US

[icon_bar icon="icon-facebook" link="https://www.facebook.com/groups/betheme" target="" size="small" social="facebook"][icon_bar icon="icon-gplus" link="#" target="" size="small" social="google"][icon_bar icon="icon-x-twitter" link="#" target="" size="small" social="twitter"][icon_bar icon="icon-vimeo" link="#" target="" size="small" social="vimeo"][icon_bar icon="icon-play" link="https://www.youtube.com/@MuffinGroup" target="" size="small" social="youtube"]

Najnowsze komentarze

  1. KlubowiczAdmin - Najpiękniejsze zamki i obiekty obronne w Polsce polecane do zwiedzania
  2. KlubowiczAdmin - Jak spać spokojnie w krainie niedźwiedzi – sprawdzony sposób z Via Adriatica
  3. Maciej - Jak spać spokojnie w krainie niedźwiedzi – sprawdzony sposób z Via Adriatica
  4. krzysiek - Jak spać spokojnie w krainie niedźwiedzi – sprawdzony sposób z Via Adriatica
  5. KlubowiczAdmin - Największe zabytkowe amfiteatry na świecie – TOP 10

Kategorie

  • Administracyjna
  • Afryka
  • Akcje eko
  • Aktualności
  • Aktualności inne
  • Albania
  • Aleja Podróżników
  • alejapodroznikow
  • Ameryka Północna
  • Ameryka Południowa
  • Ameryka Środkowa i Karaiby
  • Artykuły testowe
  • Australia i Oceania
  • Austria
  • Azja
  • Bez kategorii
  • Biegi
  • BUŁGARIA
  • Chorwacja
  • Ciekawostki
  • Cykliczne Spotkania Podróżników
  • CZARNOGÓRA
  • Czechy
  • Czyste Góry Czyste Szlaki
  • Czyste Tatry
  • Czyste Tatry
  • Dania
  • Dolny Śląsk
  • Europa
  • Festiwale
  • Filmy
  • Francja
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Góry
  • HISZPANIA
  • HOLANDIA
  • Kolej
  • Konkurs Fotograficzny
  • Konkursy
  • Konkursy inne
  • Korona
  • Kościoły i obiekty sakralne
  • KOSOWO
  • Książka
  • Kuchnia
  • Kuchnie świata
  • Kujawsko-pomorskie
  • LITWA
  • Łódzkie
  • Lotniska i powietrze
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • LUKSEMBURG
  • MACEDONIA
  • Małopolskie
  • Malta
  • Materiał zewnętrzny
  • Miasta
  • Miejsca wyjątkowe
  • Muzea
  • Najciekawsze szlaki piesze i rowerowe w Europie
  • Newsy
  • NIEMCY
  • noclegi
  • NORWEGIA
  • Opolskie
  • Parowozownie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Podziemia turystyczne w Europie Underground in Europe
  • Podziemia turystyczne w Polsce
  • Podziemia w Europie i na świecie
  • Polecamy
  • Polska
  • Pomorskie
  • Portugalia
  • PRACE KONKURSOWE POLSKA
  • PRACE KONKURSOWE ŚWIAT
  • Projekt 4 Pory Roku
  • Projekt Mali Melomani
  • Projekt Mali Melomani II
  • Recenzje sprzętu
  • Reklama
  • Robocze inne
  • ROSJA
  • Rower
  • Różne media
  • Rumunia
  • Schroniska górskie w Polsce
  • SERBIA
  • Skanseny w Polsce
  • Śląskie
  • Slowacja
  • Slowenia
  • Spływy kajakowe
  • Spotkania autorskie
  • Spotkania, zloty, imprezy podróżników
  • Sprzęt
  • Świat
  • Świętokrzyskie
  • SZWAJCARIA
  • Tanie loty
  • Tatromaniak
  • Testy sprzętu
  • Twierdze i Forty
  • Ukraina
  • unesco
  • Via Adriatica Trail
  • Warmińsko-mazurskie
  • Warsztaty i plenery fotograficzne
  • WĘGRY
  • WIELKA BRYTANIA
  • Wielkopolskie
  • WŁOCHY
  • Woda
  • Wspomnienia z podróży
  • Wystawy
  • Wywiady
  • Zabytki sakralne
  • Zachodniopomorskie
  • Zamki i pałace
  • Zostań w domu nie odwołuj

Nasz magazyn

Vitae adipiscing turpis. Aenean ligula nibh in, molestie id viverra a, dapibus at dolor. Aenean ligula nibh in molestie id.

Reklama

SIGN UP FOR
NEWSLETTER

Aenean ligula nibh, mole stie id viverra a, dapibus ante lobortis

[button title="Subscribe" link="#"]

Tagi

afryka Albin Marciniak Albin Marciniak podróżnik azja Chorwacja Czyste Góry Czyste Szlaki Czyste Tatry foto: Albin Marciniak góry jaskinie katakumby Klub Podróżników Klub Podróżników Śródziemie konkurs Konkurs fotograficzny kopalnie Kościoły i obiekty sakralne Kraków Kraków Airport mapa zamków maroko military mine muzeum najpiękniejsze podziemia w Europie do zwiedzania Orla Perć Piwnica pod Baranami podziemia w Polsce podziemia świata polska polska na weekend RYANAIR schronisko skansen slajdowisko słowacja tatry The most beautiful underground in Europe to explore Underground cave w Krakowie w Polsce wyprawa zamek Zamki Polskie Zamki w Polsce

Klub Podróżników Śródziemie

Ogólnopolski portal podróżniczy poświęcony odkrywaniu Polski i świata. Od znanych miast i zabytków, przez górskie szlaki i podziemia, po miejsca nieoczywiste i zapomniane.

Rzetelne relacje, autorskie przewodniki oraz praktyczne wskazówki dla turystów, pasjonatów historii i miłośników aktywnego podróżowania.

Odkrywaj świat z nami – świadomie, krok po kroku i z pasją.

Ciekawe w województwach

    • Dolnośląskie
    • Kujawsko-pomorskie
    • Lubelskie
    • Lubuskie
    • Łódzkie
    • Małopolskie
    • Mazowieckie
    • Opolskie
    • Podkarpackie
    • Podlaskie
    • Pomorskie
    • Śląskie
    • Świętokrzyskie
    • Warmińsko-mazurskie
    • Wielkopolskie
    • Zachodniopomorskie

Polecane

Czyste Góry Czyste Szlaki, Beskid Sądecki
Najpiękniejsze miejsca UNESCO w Tunezji
Ogólnopolski Zlot Podróżników, Piwniczna-Zdrój 2026
Sidi Bou Said niebiesko-białe miasto w Tunezji

Ostatnio dodane

Czyste Góry Czyste Szlaki, Beskid Sądecki
Najpiękniejsze miejsca UNESCO w Tunezji
Ogólnopolski Zlot Podróżników, Piwniczna-Zdrój 2026
Sidi Bou Said niebiesko-białe miasto w Tunezji
Facebook Twitter Youtube Linkedin Envelope Rss

klubpodroznikow.com – Copyright & Copy 2025/26

Created by Konfig.Info

  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt Klub Podróżników Śródziemie
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Home
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat

Wybór redaktorów

  • Wulkany błotne w Rumunii, wyjątkowy rezerwat przyrody

    2026-06-22
  • Sighișoara miasto w środkowej Rumunii w Siedmiogrodzie

    2026-06-18
  • Rezerwat Cheile Turzii – wąwóz Turda

    2026-05-29
  • Góry solne w Rumunii – Muntele de sare

    2026-04-10
  • Droga Transfogaraska w Rumunii

    2025-09-17
  • Jaskinia Meziad, Peşteră

    2024-08-20
@2021 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign