Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
piątek, 27 marca, 2026
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Copyright 2025 - All Right Reserved
Podziemia

Pętla Boryszyńska

przez Albin Marciniak 2012-07-29
Napisane przez Albin Marciniak

Pętla Boryszyńska


będąca częścią dużego założenia pn. Międzyrzecki Rejon Umocniony
 
 
   Pętla Boryszyńska – umowna nazwa używana na określenie części podziemi Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego (niem.Ostwall albo Festungsfront im Oder-Warthe Bogen (OWB)), mającej stanowić zaplecze niewybudowanej baterii pancernej nr 5. Długość odcinka podziemnej trasy turystycznej dostępnego do zwiedzania wynosi 5 km (do kilkunastu kilometrów poza trasą standardową). Pętla Boryszyńska znajduje się w pobliżu miejscowości Boryszyn w gminie Lubrza, w województwie lubuskim. Pętla Boryszyńska znana jest także z powodu wielu zamieszkujących tu nietoperzy.
 
 
Zespół bunkrów położony jest na skraju wsi Boryszyn. Główny obiekt MRU tj. Międzyrzecki Rejon Umocniony położony jest kilka kilometrów dalej, na skraju wsi Pniewo.
 
 
 
 
 
 
 
    Międzyrzecki Rejon Umocniony – a właściwie z niemieckiego Front Ufortyfikowany Łuku Odry i Warty (Festungsfront Oder-Warthe Bogen) – jako jeden z największych założeń obronnych w Europie, z wyjątkowymi rozwiązaniami konstrukcyjnymi czy unikatowymi pancerzami, stanowi doskonały przykład niemieckiej sztuki fortyfikacyjnej lat 30-tych XX wieku. Współcześnie udostępniony do zwiedzania stanowi największą atrakcję turystyczną Ziemi Lubuskiej. W dzisiejszych czasach mroczne zakamarki MRU stały się idealnym miejscem schronienia dla nietoperzy, uwielbiających warunki panujące w podziemiach systemu – stała temperatura 8-10 stopni, niezmienna wilgotność oraz mrok – przyciąga to co zimy ok. 30 000 sztuk tych „latających myszy”. Właśnie ze względu na ochronę przesypiających zimę nietoperzy większość podziemnych tuneli udostępniona jest turystom tylko w okresie letnim – od kwietnia do października. Podziemia, prócz niewielkich skrzydlatych stworzeń kryją także mnóstwo tajemnic, w dużej części zgłębionej przez naszych przewodników. To od nich proponujemy dowiedzieć się więcej szczegółów niesamowitej historii tego praktycznie nigdy nie wykorzystanego systemu. Rozpoczyna się ona właściwie już po I Wojnie Światowej – osłabione wojną Niemcy zostały także mocno ograniczone zakazami, co więcej, postanowieniami Traktatu Wersalskiego oddały Francji Alzację i Lotaryngię.
 
 
 
 
 
 
   To właśnie po to, by odzyskać te ziemie Niemcy planowały atak na Francję, sytuację komplikował jednak fakt, że uderzenie na sojusznika Polski spowodowałoby, że Niemcy byłyby zmuszone do walki na dwóch frontach. Z tej przyczyny już pod koniec lat 20-tych rozpoczęto budowę umocnień na wschodnich terenach Niemiec wzdłuż granicy z Polską. Po dojściu do władzy Hitlera plany tych fortyfikacji zostały rozbudowane do 3 ogromnych systemów broniących wschodnich granic Niemiec. W latach 1934-1938 na północ od Warty budowany był Wał Pomorski (Pommernstellung), na południu Umocnienia Odry (Oderstellung), a w centralnej części, pomiędzy Wartą i Odrą – Ufortyfikowany Łuk Odry i Warty (Festungsfront Oder-Warthe Bogen – OWB), po wojnie przemianowany na Międzyrzecki Rejon Umocniony. Oprócz ponad setki obiektów naziemnych (z ponad 300 planowanych) miała powstać także ogromna podziemna sieć korytarzy – plan ten zrealizowano w niewielkim stopniu – powstało ledwie ok. 30 km tuneli łączących ze sobą dwupoziomowe wieże pancerne. Te ostatnie, uzbrojone m.in. w miotacz płomieni, wyrzutnię granatów czy kopuły strzelnicze z km-ami połączone zostały z systemem tuneli szybami komunikacyjnymi o głębokości 15-40 metrów i dzięki temu dawały dostęp do ukrytych w podziemiach magazynów broni, jedzenia, ubrań, koszarów czy dworców kolejki wąskotorowej. W 1938 r. do przerwania budowy umocnień zmusiła Hitlera zmiana strategii – planował już atak, a nie obronę przed Polską – oraz koszty budowy – zamiast istniejącej części systemu można było stworzyć ok. 10 dywizji pancernych. Pomimo tego, że system był uzbrojony i gotowy do walki, ze względu na brak przeszkolonych żołnierzy nigdy nie został tak naprawdę wykorzystany – trwające 3 dni walki nie zatrzymały pochodu sowieckiej armii.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
dojazd
 
Wejście do Podziemnej Trasy Turystycznej Pętla Boryszyńska znajduje się na wschód od wsi Boryszyn, gmina Lubrza, powiat świebodziński w województwie lubuskim, niedaleko skrzyżowania dwóch głównych dróg S3 (Gorzów-Zielona Góra) i S2 (Berlin – Frankfurt-Poznań)
Aby tu dojechać, należy z północnej obwodnicy Świebodzina skręcić na Lubrzę (droga S2 / E30).
Jadący z północy na południe mogą już w miejscowości Kaława skręcić na światłach w prawo kierując się na Pniewo, Wysoką i docelowo Boryszyn (droga S3 / E65).
Już od drogi S3 i S2 będą Państwa prowadzić ogromne brązowo-białe tablice z napisem „Ostwall / Pętla Boryszyńska”.
Uwaga! Nie ma zjazdu z Autostrady A2 (wschód – zachód)! Najbliższe zjazdy to Nowy Tomyśl (45km) i Trzciel (30km) od strony wschodniej oraz Torzym (ok. 25 km) od strony zachodniej.
Posiadacze GPS mogą kierować się na 52.355360, 15.466862 (+52° 21′ 19.30″, +15° 28′ 0.70″)
 
 

 

 

NAJPIĘKNIEJSZE PODZIEMIA TURYSTYCZNE W POLSCE
 
 

 NAJPIĘKNIEJSZE PODZIEMIA

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
2012-07-29 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Aktualności inne

Najniebezpieczniejsze rośliny świata

przez Karolina Zięba-Kulawik 2012-07-26
Napisane przez Karolina Zięba-Kulawik

 
Najniebezpieczniejsze rosliny świata oraz

niebezpieczne rośliny w Polsce


 
Groźne rośliny dla nieroztropnych turystów


opracowanie Karolina Zięba
 
 
 
Jeżeli wybieracie się w egzotyczną podróż, czy też niedaleką wędrówkę uważajcie na często piękną i niezwykłą roślinność, która czasami jest trująca a nawet zabija. Na świecie istnieje szereg drapieżnych roślin polujących na insekty, ale istnieje też szczególnie niebezpieczna grupa, która potrafi zabić człowieka…
W powszechnej świadomości Polska, w odróżnieniu od krajów tropikalnych, jawi się jako kraj stosunkowo bezpieczny, w którym rośliny nie stanowią zagrożenia dla człowieka. Nic bardziej mylnego – wiele gatunków naszej rodzimej flory może stwarzać realne niebezpieczeństwo.
Lista trujących, doświadczalnie poznanych przez człowieka roślin, jest ciągle otwarta. Zawarte w roślinach trucizny mają na celu chronić je przed pasożytami, chorobami czy przed zjadaniem przez zwierzęta. Warto poznać te najbardziej niebezpieczne i trujące rośliny.

 
Hippomane mancinella – najgroźniejszy owoc świata

Owoce należą do najbardziej toksycznych na świecie, nazwa drzewa pochodzi z hiszpańskiego języka „manzanilla de la muerte” czyli ” małe jabłuszko śmierci”. Rosną w dżunglach i występują na kontynentach obu ameryk , także spotykane są w rejonie wysp Bahama oraz Karaibów.
Pnie mają wysokość do 15 metrów. Jest tak niebezpieczne dla człowieka, że przechadzka po tropikalnym lesie i otarcie się o korę , powoduje silne bóle brzucha , wymioty, pęcherze na skórze i opuchlizny na ciele . Szczególnie groźne jest podczas deszczu, kiedy wydziela z siebie silne toksyny. Użycie drewna mancinelli do rozpalenia ognia jest nierozsądnym pomysłem , dym jest silnie trujący i przedostanie się jego do oczu, może spowodować utratę wzroku. Jednak najsilniejsze związki trucizny zawarte są w samym owocu. Wyciśnięty biały sok z jednego jabłka mancinella,  jest w stanie uśmiercić wiele osób, tubylcy używają tego soku do zatruwania strzał , które później używają do polowań na zwierzynę. Drzewo służyło miejscowym do torturowania wrogów, nieszczęśnika przywiązywano do pnia i po jakimś czasie umierał on w straszliwych bólach i męczarniach .
W obecnych czasach, specjalne służby leśne ciągle przeszukują połacie dżungli, oznaczając miejsca i szlaki turystyczne, gdzie rosną drzewa śmierci . Podróżnik wchodzący do dżungli może spotkać na swojej drodze, specjalne tablice informacyjne lub wyryte na pniach czerwone znaki X, więc należy trzymać się z daleka od tych roślin.
Ciekawostką jest ,że sok z owoców hippomane mancinella wykorzystywany jest w medycynie. Mocno rozcieńczony, chorzy stosują jako lekarstwo homeopatyczne na różnego rodzaju dolegliwości.

 
 

 


Rącznik pospolity (Ricinus communis L)

Pijąc olej rycynowy znany z wielu leczniczych właściwości mało kto zdaje sobie sprawę, że powstaje z najbardziej na świecie trującej rośliny – rącznika pospolitego. Wszystkie części rącznika zawierają rycynę, która jest białkiem o silnych właściwościach toksycznych. Największe jej stężenie (od 1 do 5%) występuje w nasionach. Jedno zjedzone nasionko zabije człowieka w ciągu 2 dni. Brak antidotum, a śmierć jest powolna i bolesna. Co ciekawe człowiek jest wyjątkowo uwrażliwiony na rycynę, bo to samo nasienie rącznika zjedzone przez kaczkę zabije ją dopiero po 80 dniach.
Rycyna nie miesza się z olejami, co umożliwia produkcję nieszkodliwego dla ludzi oleju rycynowego (który nie zawiera rycyny).
 

 

 


Australijska pokrzywa

To jedna z najbardziej bolesnych w kontakcie roślin świata. Dotknięcie liścia powoduje tak silny ból, że nawet najtwardsi faceci potrafią wyć jak małe dzieci. Co gorsza, w odróżnieniu od zwykłej pokrzywy, efekty działania pokrzywy australijskiej mogą trwać tygodniami a nawet miesiącami. Były przypadki iż człowiek, który, zupełnie przypadkowo przechodząc obok niej w lesie, dotknął liścia – jego ręka została sparaliżowana tymczasowo, zaś ból odczuwał przez kilka tygodni. Istnieją opowieści że w zaroślach pełnych tej pokrzywy można spotkać masę szkieletów jaszczurek, które nieopatrznie się jej dotknęły a nawet szkielety większych zwierząt jak wallaby, roślina potrafi zabić… dorosłego konia. Nie istnieje żadna odtrutka na jad tej rośliny – tak naprawdę, jego struktura nie jest nawet dobrze poznana przez naukowców.
Na pocieszenie można dodać, że człowieka nie zabija. Ale boli tak, że chce się umrzeć. Szczęśliwie też, roślina nie powoduje żadnych uszkodzeń narządów, powoduje jedynie ból, bez żadnych innych objawów.
I co najgorsze w tym wszystkim – to że mało kto wie, że taka roślina w ogóle istnieje. Poza Australią wszyscy mówią o pająkach, wężach i rekinach, nikt nigdy nie wspomniał zaś o tej pokrzywie. No, w końcu to tylko pokrzywa… (na zdjęciu poniżej młody krzew o wysokości ok. 50cm, choć rozmaite jego odmiany wyrastają nawet do 20 metrów)

źródło: elijah-blog
 
 


Mala Mujer (Cnidoscolus angustidens)

Mala Mujer, co tłumaczy się jako 'złe’ lub 'złe kobiety’- w języku hiszpańskim. Występuje na skalistych zboczach do 1500m n.p.m w południowej Arizonie. Można tę roślinę rozpoznać po ciemnozielonych, klonowatych liściach z małymi, białymi kropkami (nasada włosków). Cała roślina pokryta jest ostrymi włoskami, które w kontakcie mogą powodować poważne zapalenie skóry. Mala Mujer to jedna z najbardziej bolesnych roślin tego typu, ból może trwać kilka godzin, a wysypka kilka dni (czerwone, purpurowe lub brązowe zabarwienie skóry)

 

 
 
 
 
 
 

Difenbachia, diffenbachia (Dieffenbachia Schott)

Rodzaj roślin obejmujący 57 gatunków, pochodzących z tropikalnej Ameryki, od Meksyku do Argentyny i Paragwaju. Difenbachie zasiedlają wilgotne i zacienione stanowiska nizinne w wilgotnych lasach równikowych.
Cała roślina jest bardzo silnie trująca. Poziom reakcji ludzi i zwierząt na toksyczność difenbachii zależy jednak od ich wieku i ogólnego stanu zdrowia, a także gatunku rośliny i spożytej ilości. W większości przypadków reakcje są słabe i mijają szybko bez konieczności zastosowania jakiegokolwiek leczenia.
Wszystkie części difenbachii zawierają kryształy szczawianu wapnia, które po uszkodzeniu komórki są wyrzucane z pewną siłą na zewnątrz, a także czysty kwas szczawiowy i rozpuszczalne szczawiany. Kontakt z rośliną, a szczególnie jej przypadkowe uszkodzenie, może wywołać stan zapalny skóry, objawiający się swędzeniem, pieczeniem, wystąpieniem wykwitów i pęcherzy. Efekt ten może trwać do 24 godzin. Dostanie się soku rośliny do oka powoduje silny ból, wrażliwość na światło, skurcze powiek i łzawienie. Symptomy te są czasowe, mogą jednak trwać do kilku miesięcy. Kontakt rośliny z błonami śluzowymi jamy ustnej powoduje ich silne podrażnienie, objawiające się silnym bólem, obrzękiem, drętwieniem i wystąpieniem pęcherzy w miejscu bezpośredniego kontaktu. Dostanie się soku roślin do strun głosowych może wywołać ich paraliż, prowadzący do utraty zdolności mówienia, trwającej nawet do 10 dni. Spożycie difenbachii prowadzi do mdłości, biegunki, zaburzeń rytmu serca, odurzenia i paraliżu, a także wywołuje czasową bezpłodność. Nie istnieje specyficzne remedium na zatrucie difenbachią. W przypadku wystąpienia objawów ocznych należy szybko przemyć oczy dużą ilością wody. W przypadku objawów ze strony jamy ustnej należy płukać ją wodą, mlekiem (nie połykać) oraz ssać kostki lodu. W razie wystąpienia gwałtownej reakcji konieczny jest szybki kontakt z lekarzem.

 
 
 
 
 

Złotokap zwyczajny, z. pospolity (Laburnum anagyroides Medik.)

Pochodzi z południowo-wschodniej Europy. W Polsce nie występuje dziko, jest uprawiany jako roślina ozdobna. Jest jednym z kilku najpospolitszych w Europie krzewów trujących!
Wszystkie części rośliny zawierają trujące alkaloidy. Trucizna paraliżująca nerwy, znajduje się przede wszystkim w kwiatach, nasionach i korzeniach; przy czym najwięcej jest jej w nasionach (1,5%), w liściach jest już pięciokrotnie mniej. Szczególnie wrażliwe na zatrucia są konie (dawka śmiertelna to 0,5 g na 1 kg masy zwierzęcia), odporne są natomiast owce, kozy i zające. Zatrucia zdarzają się też u ludzi, zwłaszcza zagrożone są dzieci. W ich przypadku śmierć może nastąpić po spożyciu 2-10 nasion złotokapu. Do zatruć dojść może tez w przypadku spożycia miodu zbieranego przez pszczoły z kwiatów złotokapu.

 
 

 
 
 

Belladonna – pokrzyk wilcza jagoda (Atropa belladonna L)

Ma wiele nazw zwyczajowych: wilcza wiśnia, wilcza jagoda, psinki, leśna tabaka, belladonna. Występuje w Europie, Afryce Północnej, Azji Zachodniej. Cała roślina jest trująca, ale największe stężenie trujących alkaloidów znajduje się w korzeniach i owocach. Za dawkę śmiertelną uznaje się zjedzenie już 10–20 owoców przez dorosłych i 3–4 przez dzieci. Pierwszymi objawami zatrucia jest silne pobudzenie i euforyczne halucynacje. Następnie pobudzenie nasila się aż do wystąpienia napadów szału, nierozpoznawania otoczenia, światłowstrętu, występują m.in. zaburzenia mowy, w końcu utrata przytomności i w skrajnych przypadkach zgon w wyniku porażenia oddechu podczas śpiączki. Jagody (owoce belladony) służyły niegdyś do trucia wilków, stąd nazwa wilcza jagoda.

 

 

 
Owoc
 
 
 

Modilgroszek pospolity (Abrus precatorius)

Wywodzi się z Indonezji, ale występuje we wszystkich krajach tropikalnych i subtropikalnych.
To niewielkie pnącze, o pierzastych liściach i wijących się pędach. Roślina wydaje jaskrawoczerwone nasiona, opatrzone w miejscu szwu czarną plamką. W Afryce Zachodniej używane są one do sporządzania naszyjników, w Indiach wyrabia się z nich różańce. W Ghanie nasiona modligroszku były niegdyś używane zamiast odważników do ważenia złota.
Trujące są przede wszystkim nasiona, w których zawarty jest abrin. Nasiona są powszechnie używane jako koraliki w biżuterii lub do produkcji niektórych lokalnych instrumentów muzycznych. Działanie abrinu jest bardzo podobne do działania rycyny, z tą różnicą że abrin jest około 75 razy mocniejszy…

 
 
 
 
 
 

Tojad (Aconitum L.)

Roślina z rodziny jaskrowatych, zwyczajowo bywa nazywana mordownikiem – z racji trujących właściwości. Ta całkiem ładna, roślina o fioletowych kwiatach zawiera akonitynę – substancję o działaniu przeciwbólowym, stosowaną także w małych dawkach w leczeniu. Ale w odrobinę większych potrafi zabić. Plemię Ainu, żyjące w Japonii i Rosji, nakładało tojad na czubek strzały podczas polowań, co skutecznie szybko uśmiercało zwierzynę. Dla człowieka trujące jest spożycie tojadu w większej ilości (ok. 20 ml), co może spowodować śmierć w ciągu 2-6 godzin.
Tojad uważany jest za najbardziej trującą roślinę europejską. Już samo zerwanie i podrażnienie skóry toksycznym alkaloidem znajdującym się we wszystkich częściach rośliny może spowodować zapalenie skóry i ciężkie zatrucie. Spożycie korzenia tojadu może być śmiertelne. Równie groźny jest tojad lisi porastający wąwozy i lasy łęgowe.

 
 
 
 
 
 

Szalej jadowity (Cicuta L.)

Roślina z rodziny selerowatych, ale w przeciwieństwie do selera, nie polecamy spożywać szaleja jadowitego. Cała roślina jest bardzo silnie trująca, a szczególnie łodyga i kłącza. Zawiera toksyczny i trujący alkohol – cykutoksynę. Objawy zatrucia występują po około 20 minutach po spożyciu. Po czym poznacie, że ktoś właśnie zjadł szalej? Będzie miał ślinotok, pieczenie w jamie ustnej, mdłości, wymioty, rozszerzenie źrenic, drgawki, straci świadomość i będzie miał trudności w oddychaniu. Tradycja literacka głosi, że wskutek otrucia cykutą zmarł między innymi Sokrates.

 
 
 
 
 

Bligia pospolita, aka (Blighia sapida)

Owoc ackee, w Polsce znanej pod nazwą bligii pospolitej, to popularny składnik w kuchni jamajskiej oraz krajach Afryki Zachodniej. Bligia ma gruszkowaty kształt i koralowy kolor. Jednak należy mieć pewność, że owoc jest dojrzały. W przeciwnym wypadku posiłek może być ostatnim, który zjesz w życiu! Niedojrzałe owoce zawierają niebezpieczną dla zdrowia toksynę, która wywołuje wymioty, zatrucia i może doprowadzić do śmierci. Dojrzały owoc ma intensywny, czerwony kolor. Bardzo ważne jest, by samoistnie pękł, ukazując swoje nasiona otoczone delikatnym miąższem. Dla stuprocentowej pewności najlepiej jednak wybrać gotowe, zapuszkowane owoce eksportowane najczęściej z Jamajki.
 
 
 
 
Zamknięty owoc

 

 
Dojrzały owoc
 
 
 
 
 
 
 

Durian właściwy (Durio zibethinus)

W krajach Azji Południowej durian to największy przysmak wśród owoców. Nie sposób przejść obok niego obojętnie ze względu na interesujący wygląd oraz specyficzny zapach, który wydziela. Ze względu na ten charakterystyczny odór przypominający mieszankę terpentyny, zepsutej cebuli i migdałów zakazuje się przewożenia owocu w środkach transportu publicznego czy przechowywania w hotelach.
Z wyglądu durian przypomina owalną, najeżoną kolcami kulę. Dojrzały owoc osiąga dorodne rozmiary. Przeciętnie waży nieco ponad 3 kg. Esencja smaku duriana skrywa się pod twardą łupiną. Po przekrojeniu owocu widać delikatny, jasny miąższ o kremowej konsystencji i słodkim, lekko migdałowym smaku.
Sięgając po duriana należy jednak odstawić wszelki alkohol. Jak dowiedli japońscy naukowcy z Uniwersytetu w Tsukuba, owoc poza bogactwem witamin zawiera też specyficzne siarczany, które uniemożliwiają metabolizm alkoholu w organizmie. Mieszanka owocu z alkoholem grozi więc silnym uszkodzeniem wątroby, a w drastycznych przypadkach śmiertelnym zatruciem alkoholowym.
Owoc rośnie na wysokich drzewach osiągających nawet do 40 m. Spadający kolczasty owoc może zranić lub nawet zabić, dlatego uważany jest za „najniebezpieczniejszy owoc świata”.

 
 

 
 
 
 
 
 
 

Maniok jadalny (Manihot esculenta)

Kolejną niebezpieczną dla zdrowia rośliną jest maniok. Mimo to, znany w innych rejonach świata jako cassava czy yuca, bogaty w węglowodany maniok jest podstawą żywienia w wielu krajach. Najczęściej jego bulwy są suszone i przerabiane na mąkę lub granulki, czyli tapiokę. Jednak poza celami spożywczymi, z manioku wyrabia się np. kauczuk.
Niestety maniok zawiera duże ilości trującego cyjanku. W jednym kilogramie świeżych korzeni manioku znajduje się (w zależności od jego odmiany) od 20 do 100 mg cyjanku. Śmiertelna dawka dla człowieka to 50 mg. Dlatego zarówno jego liście jak i bulwy nie mogą być spożywane na surowo i bez odpowiedniego przygotowania. W celu usunięcia z nich szkodliwych substancji, obraną roślinę namacza się w wodzie przez ok. dobę

 
 
Bulwy
 
 
 
 

Alokazja amazońska (Alocasia ×amazonica nom. inv.  Alocasia ×mortfontanensis André)

Zaliczana jest do roślin trujących. Nazwą tej rośliny nie należy się jednakże w ogóle sugerować, albowiem z Amazonią nie posiada ona kompletnie niczego wspólnego. Ojczyzną tej rośliny są natomiast wyspy należące do Archipelagu Malajskiego. Ze względu na swój bardzo ozdobny wygląd, dość często hoduje się ją zarówno w szklarniach, jak i w domach. Jest to bylina. Maksymalna wysokość, jaką potrafi osiągnąć wynosi około trzydziestu centymetrów. Trujący jest mleczny sok przez nią wydzielany. Zdecydowanie najbardziej dekoracyjne są liście alokazji amazońskiej. Są one bardzo duże i mają strzałkowaty kształt. Jeżeli chodzi natomiast o kwiaty, to są one zebrane w charakterystyczną kolbę i wydzielają bardzo przyjemny aromat. W domowych hodowlach jednakże bardzo rzadko się zdarza, aby roślina ta zakwitła. Ponadto nie należy ona do roślin najłatwiejszych w uprawie, ponieważ jest niesamowicie wymagająca odnośnie odpowiednich warunków. W niektórych częściach świata jak na Nowej Gwinei jej liście oraz łodyga są traktowane jako warzywo – trzeba je tylko wcześniej ugotować, co i tak jest dość ryzykowne, albowiem nawet po obróbce termicznej roślina nie traci całkowicie swoich trujących właściwości. Powyżej wymienione części są trujące także i na surowo – a to za sprawą wydzielanego przez nie soku mlecznego.

 
 
 
 
 
 
 

Gelsemium sempervirens

Roślina strefy umiarkowanej i tropikalnej w Ameryce, wyst. W Gwatemali. W innych miejscach uprawiany jako pospolity krzew ogrodowy.Wszystkie części tej rośliny zawierają toksyczne związki nie powinny być spożywane. Sok może powodować podrażnienie skóry u osób wrażliwych. Dzieci zostały zatrute przez ssanie nektaru z kwiatów. nektar jest również toksyczny dla pszczół i powoduje śmierć.Pomimo zagrożeń, jest to popularna roślina w ogrodzie w cieplejszych obszarach.

 
 
 
 
 
 
 

Actaea pachypoda (Doll’s-eyes, White Baneberry)

Naturalnie występuje w Ameryce Północnej. Owoce są bardzo trujące, cała roślina jest uważana za trującą dla ludzi. Jagody zawierają toksyny, które mają niekorzystny wpływ na ludzkie serce, mięśnie i są najbardziej trującą częścią rośliny. Spożycie owoców może prowadzić do zatrzymania akcji serca i śmierci. Owoce są nieszkodliwe dla ptaków. Indianie i osadnicy wykonywali herbatę z korzeni tej rośliny w celu uśmierzenia bólu porodu.

 
 
 
 
 
 
 

Oleander (Nerium L.)

Przedstawiciele (dwa gatunki) występują w stanie dzikim na obszarze śródziemnomorskim, podzwrotnikowym: Azja, Japonia, często przy wysychających korytach strumieni. Zatruć można się po spożyciu liści, pędów i kwiatów, które zawierają glikozydy nasercowe.

 

 
 
 
 
 
 

Roślina groźna dla owadów, popularnie nazywana rosiczką:

Muchołówka amerykańska (Dionaea muscipula)

Jest to roślina występująca w naturze wyłącznie w Karolinie Północnej i Karolinie Południowej (Ameryka Północna). Liście przekształcone w pułapki (tzw. liście pułapkowe), wabiące ofiary słodkim nektarem i czerwonym ubarwieniem. Jest byliną mięsożerną. Jeśli potencjalna ofiara potrąci znajdujący się na liściach pułapkowych jeden włosek dwa razy, bądź pojedynczo dwa inne w odstępie mniejszym niż ok. pół minuty, pułapka zamyka się w czasie zwykle krótszym od 1 sekundy. Roślina rozpoczyna wydzielanie enzymów trawiennych. Trawienie trwa ok. 7-8 dni, w zależności od wielkości ofiary. Po zakończeniu tego procesu pułapka otwiera się i czyha na kolejnego owada (liczba zamknięć pułapki jest ograniczona do około 2-4, czasami do 1). Jeżeli pułapka nie nadaje się już do łapania zdobyczy, usycha, zaś na jej miejsce szybko wyrasta nowa.

 
 
 
 
 

Rośliny popularne w Polsce:

Barszcz Sosnowskiego

Barszcz niczym gigantyczny koper tyle tylko, że ma większe liście i białe kwiaty. Roślina niebezpieczna dla ludzi i zwierząt. Osiąga nawet 4 metry wysokości. Sok barszczu jest parzący, a sama roślina trująca i silnie alergizująca. Przeniesienie najmniejszej ilości soku do oczu może spowodować przejściową lub nawet permanentną ślepotę. Należy spodziewać się zapalenia skóry, pojawią się pęcherze, może dojść do zapalenia spojówek. Problemy skórne przypominają oparzenie, proces gojenie jest trudny i długotrwały.

 

 

Więcej informacji: http://www.klubpodroznikow.com/aktualnosci/61-inne/1384-uwaaj-na-barszcz-sosnowskiego-rolin-ktora-parzy

 

 

 

 

Bieluń dziędzierzawa (Datura stramonium L.)

Pochodzi z Meksyku, rozprzestrzenił się w wielu regionach świata. Obecnie występuje w całej Eurazji i Ameryce Północnej. W Polsce występujący pospolicie. Roślina jest silnie trującym chwastem ruderalnym (wszystkie części rośliny po spożyciu są niebezpieczne). Zatrucia przypadkowe zdarzają się niekiedy u dzieci, nierzadko u młodzieży eksperymentującej ze środkami odurzającymi. Dla kilkuletniego dziecka spożycie, i zwykle rozgryzienie 5-10 nasion jest w stanie zakończyć się śmiercią. Dla dorosłego człowieka staje się niebezpieczne spożycie 15-25 nasion. Mimo silnych halucynacji efekty są nieprzyjemne z powodu znacznych efektów ubocznych. Eksperymenty z rośliną kończą się zwykle na jednej lub kilku próbach. Bywa, że spożyta zostaje zbyt silna dawka, co prowadzi do hospitalizacji lub śmierci.

 

 
 
 
 
 

Blekot pospolity (Aethusa cynapium L.)

Występuje w prawie całej Europie, a także na Kaukazie i w Azji Zachodniej. W Polsce jest pospolity, aż po niższe położenia górskie.
Ziele i kłącze zawierają toksyczne związki chemiczne. Powodują silne podrażnienie błon śluzowych przewodu pokarmowego, w większych dawkach powoduje paraliż współczulnego układu nerwowego. Objawami zatrucia są: brak apetytu, drgawki, rozszerzenie źrenic, zaburzenia równowagi, paraliż, śmierć. U świni obserwowano krwotok z płuc i silną biegunkę. Roślina ma gorzki i piekący smak, można jednak pomylić jej liście z podobnymi liśćmi (nać) pietruszki – blekot bowiem często rośnie w uprawach rolniczych jako chwast. Zwierzęta rzadko ulegają zatruciu tą rośliną, omijają ją bowiem ze względu na jej zapach i piekący smak

 
 
 
 
 
 
 

Konwalia majowa (Convallaria majalis L.)

Wszystkie części rośliny są trujące, przy czym szczególnie wrażliwe na zatrucia są dzieci. Opisano zatrucia śmiertelne u dzieci po zjedzeniu kilku jagód czy wypiciu wody z wazonu, w którym stał bukiet konwalii. Trujące są także perfumy z konwalii (m.in. do zatrucia śmiertelnego doszło po zastosowaniu lewatywy z użyciem gliceryny perfumowanej wyciągiem z konwalii). Konwalia powoduje także zatrucia wśród zwierząt, zwłaszcza gęsi i kaczek, rzadziej i tylko po spożyciu dużej ilości – koni i bydła. Udokumentowano także padnięcie psa po zjedzeniu liści konwalii. Zatrucie objawia się u ludzi i zwierząt zaburzeniami w czynnościach przewodu pokarmowego (nudności, wymioty i biegunka), bólami i zawrotami głowy, ogólnym osłabieniem, zaburzeniem postrzegania barw (wszystko zdaje się być żółte) oraz pracy serca. Dochodzi do zaburzeń rytmu serca, spadku ciśnienia tętniczego, częste są zaburzenia gospodarki potasem (hipokaliemia lub hiperkaliemia), w ciężkich przypadkach śmierć następuje w wyniku zapaści przez migotanie komór. Kontakt skóry z liśćmi może wywołać u osób wrażliwych słabe podrażnienia. Także proszek z wysuszonego ziela działa drażniąco na błony śluzowe nosa, powodując kichanie i dlatego praca z surowcem zielarskim wymaga stosowania masek z wilgotnej gazy.

 

 
Kwiat

Owoc
 
 
 
 
 
 

Cis pospolity (Taxus baccata L.)

Występuje naturalnie w Europie; na północy do południowej Skandynawii, na wschodzie do Iranu (w Azji) oraz w północnej Afryce. Największe osobniki znane są z Kaukazu i Szkocji (Fortingall), gdzie osiągają do 32 m wysokości i 9 m obwodu pnia.
Cis pospolity rośnie w Polsce w stanie dzikim i często jest sadzony jako krzew ozdobny w parkach, ogrodach na cmentarzach, zawiera toksyczną taksynę i inne szkodliwe substancje. Z tego względu jest bardzo niebezpieczny nie tylko dla ludzi, ale również dla zwierząt. Znany jest przypadek padnięcia konia w pięć minut po zjedzeniu igieł i gałązek cisa.
Cis pospolity to zimozielona roślina iglasta w postaci niewysokiego drzewa lub krzewu. Jest gatunkiem objętym ścisłą ochroną gatunkową. Najliczniej rośnie na Pojezierzu Pomorskim i Śląsku, w Małopolsce, Podkarpaciu oraz Górach Świętokrzyskich. Zawiera substancje, które są wykorzystywane do produkcji leków przeciwnowotworowych.
Ma właściwości trujące. Toksyczne są wszystkie części rośliny (zwłaszcza igły i nasiona), poza charakterystyczną, czerwoną osnówką nasienia. Trucizna uszkadza serce, nerki i ośrodkowy układ nerwowy, u kobiet w ciąży wywołuje poronienie.

 
 

Glistnik jaskółcze ziele (Chelidonium majus L.)

To gatunek pospolity w całej Polsce. Roślina o bogatym składzie chemicznym. Jej sok w medycynie ludowej służy do leczenia kurzajek.
Zdarzają się zatrucia spowodowane spożyciem dużej ilości glistnika lub jego przetworów. Przytrafiają się one narkomanom próbującym stosowania glistnika w zastępstwie maku lekarskiego oraz osobom, które nadużyją leków z alkaloidami glistnika. Toksyczne działanie mają alkaloidy izochinolinowe. Objawem zatrucia jest ból i pieczenie w jamie ustnej, ślinotok, ból brzucha i biegunka, czasem krwawa. W ostrych przypadkach zdarzają się zawroty, zaburzenia świadomości (do głębokiej śpiączki włącznie), spadek ciśnienia tętniczego, tachykardia. Najpoważniejsze objawy dotyczą zaburzeń funkcji układu krążenia, do zapaści włącznie. Zarejestrowano przypadki zatruć śmiertelnych (w przypadku dzieci). W przypadku spożycia glistnika należy jak najszybciej podać osłaniająco białko jaja kurzego lub chude mleko, a następnie wykonać płukanie żołądka. Sok glistnika może powodować także podrażnienie skóry (pieczenie, obrzęk, owrzodzenie) oraz spojówek (pieczenie, łzawienie). Zatrucia zwierząt w zasadzie się nie zdarzają, ponieważ te unikają glistnika z powodu nieprzyjemnego zapachu i smaku. Sporadycznie u bydła obserwowano po spożyciu dużych dawek ślinotok, senność, chwiejny chód i silne pragnienie. Dawki do 0,5 kg zielonej masy glistnika nie powodowały jednak objawów zatrucia

 
 
 
 
 
 
 

Śnieguliczka (Symphoricarpos Duhamel)

Ma białe owoce, których sok powoduje na skórze zmiany o charakterze uczuleniowym. Połknięcie kilku owoców przez małe dziecko może wywołać biegunkę i zaburzenia układu nerwowego (najpierw pobudzenie, potem senność i zaburzenia świadomości).

 
 
 
 
 
 

Wawrzynek wilczełyko (Daphne mezereum L.)

Cała roślina jest bardzo silnie trująca. Zjedzenie 10-12 dojrzałych owoców może spowodować śmierć dorosłego człowieka, dla dziecka nawet 1-2 owoce mogą być śmiertelne. Ma słodko-cierpki smak. Pierwszymi objawami zatrucia jest pieczenie i drętwienie ust, puchnięcie warg, krtani i twarzy, ślinotok, chrypka oraz trudności w połykaniu. Potem pojawiają się silne bóle brzucha i głowy, odurzenie, skurcze, wymioty i krwawe biegunki. Śmierć występuje wskutek zatrzymania krążenia (zapaść). Roślina działa szkodliwie również na skórę i błony śluzowe; już sam kontakt z nią, bez doustnego spożycia, może powodować zaczerwienienie i obrzęki oraz pojawienie się pęcherzy na skórze

 
 
 
 
 
 
 
 

Trzmielina pospolita, t. zwyczajna (Euonymus europaeus L.)

Roślina silnie trująca: wszystkie części rośliny, ale przede wszystkim owoce. Zatrucie trzmieliną zwyczajną powoduje osłabienie, wymioty, biegunkę, dreszcze, konwulsje, zaburzenia w pracy serca, paraliż, a w końcu śmierć. Za śmiertelną dla dorosłego człowieka dawkę uważa się 35 owoców.

 
 
Dojrzałe owoce

 

Kwiaty
 
 
 
 
 

Kalina koralowa (Viburnum opulus L.)

Na zawarte w owocach trujące związki wrażliwe są małe dzieci, także bydło i konie, przy czym objawy zatrucia występują tylko po spożyciu dużych ilości owoców. Według niektórych autorów także kora i liście są lekko trujące. Objawami zatrucia jest rozszerzenie źrenic oraz ostry nieżyt przewodu pokarmowego z mdłościami, wymiotami, ewentualnie biegunką. W skrajnych przypadkach dochodzą do tego zaburzenia świadomości i rytmu serca, duszności, zaburzenia mowy, pojawienie się krwi w moczu w wyniku uszkodzenia nerek, w końcu nawet utrata przytomności i śmierć. Zwykle jednak zatrucia kaliną mają łagodny przebieg. Według niektórych autorów owoce po przetworzeniu, zwłaszcza po przegotowaniu, są nieszkodliwe i nadają się do spożycia.

 
 
 
 
 

Ligustr pospolity (Ligustrum vulgare L.)

Popularna roślina na żywopłoty o czarnych błyszczących jagodach. Zjedzenie zaledwie kilku owoców wywołuje nudności, obfite wymioty, bóle brzucha i gwałtowną biegunkę. W większej ilości mogą spowodować drgawki a nawet zapaść.

Owoce ligustru pospolitego
 
 
 
 

Wiciokrzew, suchodrzew (Lonicera L.)

Bardzo groźne jest zjedzenie nawet kilku owoców. Typowe objawy to: wymioty, biegunka, zaburzenia rytmu serca i oddychania.

 

 

2012-07-26 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Spotkania, zloty, imprezy podróżników

Muzyczna Zohylina

przez Albin Marciniak 2012-07-26
Napisane przez Albin Marciniak
http://zohylina.glodowka.com.pl/templates/zohy2011/images/topheader.png

Muzyczna Zohylina 2012

Muzyczna Zohylina zaprasza na spotkanie z muzyką niebanalną, ze światem wzruszeń i wyjątkowych wrażeń…

W dniach 23-25 sierpnia 2012 r. tradycyjnie już na pożegnanie lata Fundacja Harcerstwa Polskiego Schronisko Głodówka oraz ludzie wokół niej skupieni organizują festiwal Muzyczna Zohylina. W projekt zaangażowani są artyści, którzy mieli okazję odwiedzić to magiczne miejsce, jakim niewątpliwie jest Schronisko na Głodówce.

Dzięki współpracy z muzykami, poetami, plastykami Muzyczna Zohylina, czyli Otwarte Spotkania Artystyczne, z roku na rok staje się przedsięwzięciem dojrzalszym, a jej program poszerza się o kolejne dziedziny sztuki, odkrywając przed uczestnikami Zohyliny różne rodzaje muzyki, poezji, promując jednocześnie dokonania młodych twórców. W poprzednich edycjach festiwalu na scenie Głodówki wystąpili m. in.: Czerwony Tulipan, Lao Che, Basia Stępniak-Wilk, Carrantuohill, Harlem, Federacja, Psio Crew, Pustki, Armia, Ankh i wielu, wielu innych.

Festiwalowi towarzyszy Konkurs Piosenki Różnej, skierowany do młodych muzyków, którzy mogą zaprezentować swoje utwory przed profesjonalnym Jury i poszukać szansy na rozpoczęcie muzycznej kariery. A szansa będzie realna, gdyż wśród nagród znajdzie się nagranie i wydanie płyty.

„Zohylina” to w gwarze góralskiej miejsce osłonięte od wiatru, gdzie można się schronić, znaleźć dla siebie azyl, przeczekać zły czas. Muzyczna Zohylina to taki właśnie projekt; to azyl dla sztuki prawdziwej, niekomercyjnej, gdzie artyści i odbiorcy mogą realizować swe pasje, niekoniecznie dopasowując je do aktualnych trendów, wymogów finansowych i oczekiwań mas. Jednocześnie, realizując kolejne edycje festiwalu, organizatorzy pragną nawiązywać do najlepszych tradycji Podhala, w które wpisują się dokonania: Witkacego, Kasprowicza, Karłowicza i wielu innych. A to wszystko w przepięknej scenerii Głodówki gdzie na wysokości 1138 m można podziwiać najpiękniejszą panoramę tatrzańską.

Nazwa Muzycznej Zohyliny na stałe już wpisała się w krajobraz kulturalny regionu, przyciągając także miłośników muzyki z odległych nawet zakątków kraju, a nawet Europy. Jednak tegoroczna, 5. już edycja festiwalu będzie mieć wyjątkowy, urodzinowy charakter; m. in. gwiazdą tegorocznej Zohyliny będzie zespół Raz, Dwa, Trzy.

 

Program V Otwartych Spotkań Artystycznych MUZYCZNA ZOHYLINA

 

22.08.2012 Środa

Godz. 19.30 – Hotel Stamary – inauguracja Festiwalu – spektakl Sceny A2: Napis Geralda Sibleyras’a

 

23.08.2012 Czwartek

Godz. 19:00 – Pod Wiatr

Godz. 21:00 – Perły i Łotry

Godz. 23:00 – Angela Gaber

 

24.08.2012 Piątek

Godz. 9:00-16:00 – Konkurs Piosenki Różnej

Godz. 17:00-19:00 – Koncert laureatów Konkursu Piosenki Różnej 2012

Godz. 19:00 – Elżbieta Adamiak

Godz. 21:00 – Zakaz W

Ok. Godz. 23:00 – „Pobijamy rekord” – tańce integracyjne

Godz. 23.30 – Hanka Wójciak

 

25.08.2012 Sobota

Godz. 18:00 – Bez Jacka

Godz. 19:30 – Fonetyka

Godz. 21:00 – Raz, Dwa, Trzy

Godz. 23.00 – Fireshow

pełny opis wykonawców:
http://zohylina.glodowka.com.pl/index.php?option=com_k2&view=item&layout=item&id=80&Itemid=29

Karnety i bilety

Karnet obejmujący wszystkie wydarzenia Festiwalu – 30,- zł
Bilet na wybrany dzień Festiwalu – 20,- zł

Dzieci do 12 roku życia – wstęp bezpłatny
Karnety i bilety do nabycia w Schronisku Głodówka,
tel. 18 20 77 188
mail: [email protected]

Strona projektu: www.zohylina.glodowka.com.pl

Informator

BIURO ORGANIZACYJNE:

Schronisko Głodówka
Polana Głodówka
34-530 Bukowina Tatrzańska
e-mail: [email protected]

www.zohylina.glodowka.com.pl

 

Patronaty i sponsorzy
http://zohylina.glodowka.com.pl/index.php?option=com_k2&view=itemlist&layout=category&task=category&id=6&Itemid=6

Przyjaciele
bury miś

giełda

rozsypaniec_5

srodziemie

logo_czyste_tatry

zapiecek

23mk1
2012-07-26 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Spotkania, zloty, imprezy podróżników

Mistrzostwa Polski Nordic Walking 2012

przez Karolina Zięba-Kulawik 2012-07-20
Napisane przez Karolina Zięba-Kulawik
Klub Podrózników Śródziemie zaprasza wszystkich do Złotoryi na

BENEVITA
MIĘDZYNARODOWE
MISTRZOSTWA POLSKI
NORDIC WALKING
ZŁOTORYJA 2012

Stolica Polskiego Złota w Krainie Wygasłych Wulkanów
Największa impreza Nordic Walking w Polsce

CEL: Popularyzacja Nordic Walking – nowoczesnych form ruchu oraz promocja aktywności fizycznej i sportu dla wszystkich wśród ludzi w różnym wieku z różnych środowisk społecznych

TERMIN: 25.08.2012 – 26.08.2012r.

a) 25.08.2012 (sobota):

– od g. 9.00 – rywalizacja sportowa NW na 4 dystansach, ul. Lubelska,
Złotoryja:
250 m – DZIECI – START godz. 9.00
Dekoracja dzieci: ok.9.15
4 km w poszczególnych kategoriach wiekowych(+ Drużyna – Rodzina, + Niepełnosprawni)- załącznik nr 3 – START godz. 9.30
8 km w poszczególnych kategoriach wiekowych (+ Służby Mundurowe) – START -godz. 10.30
16 km w poszczególnych kategoriach wiekowych – START godz. 12.00
Dekoracja zwycięzców z dyst. 4 km, 8 km, 16 km odbędzie się ok. godziny 14.00

– g. 19.00 – 22.00- ognisko z nauką płukania złota przy pochodniach, Kopalnia Złota AURELIA, Złotoryja

b) 26.08.2012 (niedziela):

-g. 11.00 – 13.00 – Po złoto marsz! – rekreacyjny marsz ze zwiedzaniem zabytków Złotoryi

– zbiórka chętnych uczestników: hala sportowa Tęcza, ul. Wilcza 43, Złotoryja
– UDZIAŁ JEST BEZPŁATNY, WSTĘP DO ZABYTKÓW: 5 ZŁ / OS. za wszystkie zabytki

Regulamin– http://www.mmpnw.pl/index.php?k=1

UWAGA!
ZGŁOSZENIA SĄ MOŻLIWE DO 22.08.2012 G. 24.00- PO TYM TERMINIE LISTY ZOSTAJĄ ZAMYKANE. ZAPISY PO TYM TERMINIE NIE BĘDĄ MOŻLIWE

24.08.2012 (piątek)
BIURO ZAWODÓW CZYNNE: od15.00 – 20.00
ul. Lubelska, Złotoryja (stadion, miejsce zawodów)

25.08.2012 (sobota)
BIURO ZAWODÓW CZYNNE: od 6.00 – 8.30
ul. Lubelska, Złotoryja (stadion, miejsce zawodów)

strona zawodów
http://www.mmpnw.pl/

Fotorelacja z  zawodów w 2011

Atrakcje w Złotoryi

kopalnia-aurelia

 

2012-07-20 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Aktualności inne

Barszcz Sosnowskiego

przez Karolina Zięba 2012-07-18
Napisane przez Karolina Zięba
Uważaj na roślinę, która parzy!
Barszcz Sosnowskiego

Co roku zwiększa się liczba osób poszkodowanych przez Barszcz Sosnowskiego. Jest to jedno z największych zagrożeń czyhających na turystów i osoby, które pojadą na działkę, nad morze, nad jezioro, w góry albo po prostu pójdą na spacer na grzyby. W ostatnich tygodniach jego okazy napotykałam na łąkach, w lasach, a nawet przy wejściach na szlaki turystyczne. Oparzenia, blizny i wizyta na intensywnej terapii to z pewnością nie najlepsza pamiątka z wakacji…


Zagrożenie dla ludzi

Zawarte w wodnistym soku oraz w wydzielinie włosków gruczołowych furanokumaryny stanowią zagrożenie dla zdrowia ludzi. Związki te w kontakcie ze skórą i w obecności światła słonecznego, w szczególności ultrafioletu, powodują oparzenia II i III stopnia. Objawy pojawiają się przy naświetleniu promieniowaniem ultrafioletowym już po kilkunastu minutach od kontaktu, przy czym największa wrażliwość i natężenie pojawiania się objawów następuje w ciągu od 30 minut do 2 godzin od kontaktu z rośliną. Ponieważ zanim pojawią się objawy oparzeń, mija długi czas, przy nieświadomości ryzyka ofiary oparzeń nierzadko intensywnie i długo mają do czynienia z rośliną (narażone są zwłaszcza dzieci, pracownicy zajmujący się utrzymaniem zieleni, rolnicy). Na siłę reakcji wpływ ma osobista wrażliwość poszczególnych osób, a poza tym zwiększa się ona w wysokich temperaturach i przy dużej wilgotności powietrza, w tym także w przypadku silnego spocenia się. W ciągu 24 godzin nasilają się objawy w postaci zaczerwienienia skóry (erythema) i pęcherzy z surowiczym płynem (oedema). Stan zapalny utrzymuje się przez około 3 dni. Po tygodniu miejsca podrażnione ciemnieją (następuje hiperpigmentacja) i stan taki może utrzymywać się przez kilka miesięcy. Miejsca podrażnione na skórze zachowują wrażliwość na światło ultrafioletowe nawet przez kilka lat. Dodatkowo odkryto także działanie kancerogenne i teratogenne niektórych furanokumaryn wytwarzanych przez ten gatunek.

Barszcz Sosnowskiego pochodzi z rejonu Kaukazu, skąd został rozprzestrzeniony na rozległych obszarach Europy środkowej i wschodniej, gdzie stał się rośliną inwazyjną. Od lat 50. do 70. XX wieku wprowadzany był do uprawy w różnych krajach bloku wschodniego jako roślina pastewna. Po niedługim czasie, z powodu problemów z uprawą i zbiorem, głównie ze względu na zagrożenie dla zdrowia, uprawy były porzucane. Roślina w szybkim tempie zaczęła rozprzestrzeniać się spontanicznie. Gatunek okazał się bardzo kłopotliwym przybyszem, ponieważ sok ze świeżych roślin wywołuje zmiany skórne, jest niezwykle trudny do zwalczenia, powoduje degradację środowiska przyrodniczego i ogranicza dostępność terenu. Barszcz Sosnowskiego objęty jest prawnym zakazem hodowli, rozmnażania i sprzedaży na terenie Polski. Do północno-zachodniej Rosji barszcz Sosnowskiego trafił już w 1947, gdzie po kilkuletniej hodowli uznany został za wartościową roślinę pastewną i zaczął być rozpowszechniany w różnych krajach bloku wschodniego. Gatunek trafił także do kolekcji różnych ogrodów botanicznych.

Do Polski sprowadzony został w końcu lat 50. XX wieku i początkowo był przedmiotem badań nad właściwościami leczniczymi, prowadzonych w Ogrodzie Roślin Leczniczych Akademii Medycznej we Wrocławiu. W latach 60. XX wieku barszcz trafił w Polsce do uprawy, głównie w państwowych gospodarstwach rolnych. Po zaniechaniu upraw porzucano je.
W warunkach środkowoeuropejskich okazał się być bardzo żywotny, zaczął się skutecznie rozprzestrzeniać i na terenie Polski już niedługo po wprowadzeniu do uprawy uznany został już za trwałego antropofita. W latach 80. XX wieku barszcz Sosnowskiego zaczął być opisywany jako gatunek inwazyjny, początkowo zwłaszcza w krajach bałtyckich. W połowie lat 90. XX wieku rejestrowany był w Polsce w wielu rejonach dawnych upraw i w odległości kilku kilometrów od nich. Liczebność i rozprzestrzenienie tego gatunku od tego czasu stale wzrasta. Spotykany jest obecnie już na całym niżu Polski, szczególnie liczny jest na Podhalu w dolinach rzecznych. Zaliczany jest do najgroźniejszych gatunków inwazyjnych w Polsce. W krajach byłego Związku Radzieckiego roślina nazywana jest od końca lat 90. XX wieku „zemstą Stalina” (ros. месть Сталина), ponieważ sprowadzona została z Kaukazu niedługo przed jego śmiercią. Stanowi rosnący problem na Białorusi i w europejskiej części Rosji.
Rozety liści wiosną

Kwiatostan

Liść

Barszcz Sosnowskiego – oceniony obecnie jako jedna z najbardziej niebezpiecznych roślin inwazyjnych w Polsce.
Zwalczanie
Gatunek nie powinien być uprawiany ze względu na zagrożenie dla zdrowia i szkody powodowane w środowisku przyrodniczym. Przynajmniej na obszarach chronionych i w pobliżu miejsc zamieszkanych powinien być zwalczany. W Polsce zabronione jest bez odpowiedniego zezwolenia sprowadzanie do kraju, przetrzymywanie, prowadzenie hodowli, rozmnażanie i sprzedaż tego gatunku. Problemem przy tym jest ogromna zdolność do regeneracji oraz wielka ilość nasion znajdujących się w glebie i zachowujących zdolność do kiełkowania przez kilka lat. Stanowiska barszczu można niszczyć ręcznie lub mechanicznie (poprzez wykopywanie roślin lub ścinanie kwitnących pędów) oraz chemicznie (np. za pomocą preparatu Roundup), przy czym optymalnym rozwiązaniem jest działanie konsekwentne i skoordynowane w dużej skali, z użyciem różnych metod w zależności od wielkości populacji i miejsc jej występowania.
Ze względu na wysokie koszty i uciążliwość zwalczania tej rośliny istotna jest konsekwencja w powstrzymywaniu inwazji i zwalczanie jej ognisk zwłaszcza w czasie, gdy na stanowiskach barszcz rośnie w postaci nielicznych jeszcze roślin.
Oparzenia spowodowane Barszczem Sosnowskiego:

Jeśli dojdzie do kontaktu z rośliną, trzeba skórę jak najszybciej zmyć wodą z mydłem, a przede wszystkim chronić przed słońcem przez co najmniej 48 godzin. Warto też skontaktować się z lekarzem.

UWAGA!

Należy unikać bezpośredniego kontaktu z tą rośliną. W razie konieczności należy chronić skórę, ubierając się szczelnie, najlepiej w strój z materiałów syntetycznych, wodoodpornych, w tym rękawice z długimi rękawami. Materiały z włókien naturalnych (bawełniane, lniane) wchłaniają sok i są penetrowane przez włoski roślin. Chronić należy także oczy zakładając gogle, ewentualnie okulary. Jeżeli doszło do kontaktu z rośliną, należy niezwłocznie i dokładnie obmyć skórę wodą z mydłem i unikać ekspozycji podrażnionych miejsc na światło słoneczne przynajmniej przez 48 godzin. W przypadku kontaktu soku roślin z oczami należy je przemyć dokładnie wodą i chronić przed światłem (nosić okulary z filtrem chroniącym przed ultrafioletem).

Tekst na podstawie: wikipedia.pl
Zdjęcia: wikipedia.pl

2012-07-18 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
FestiwaleSpotkania, zloty, imprezy podróżników

FESTIWAL SŁOWIAN

przez Albin Marciniak 2012-07-10
Napisane przez Albin Marciniak

XVIII FESTIWAL SŁOWIAN I WIKINGÓW

„Świętosława zwana STORRADĄ. Matka królów.”

03 – 05. 08.2012


Idea: Chcemy przypomnieć oraz spopularyzować jedną z największych Polek jakie kiedykolwiek żyły:
Świętosława – Sygryda Storrada:- Córka Mieszka i Dobrawy, siostra Bolesława Chrobrego. Niezwykła władczyni, największa Polka jaka kiedykolwiek żyła. Decyzją Mieszka została żoną króla Szwecji Eryka Zwycięskiego, choć zakochana była w młodziutkim Olafie Tryggvasonie . Urodziła króla Szwecji Olofa Skotkonunga. Po śmierci męża nie zgodziła się na ślub z, już wtedy królem Norwegii, Olafem Tryggvasonem, wyszła za Svena Widłobrodego. Z tego związku narodzili się między innymi Harald II, król Danii i Kanut Wielki, król Anglii. Znieważona przez Trygvassona  doprowadziła do koalicji Duńsko – Szwedzkiej (w bitwie brali udział wojowie Bolesława Chrobrego oraz Jomswikingowie) i pokonała legendarnego wikinga.
Zmarła najprawdopodobniej w Anglii gdzie mieszkała u syna syna Kanuta Wielkiego.


PROGRAM XVIII FESTIWALU SŁOWIAN I WIKINGÓW

„Świętosława zwana STORRADĄ. Matka królów.”
W festiwalowej osadzie odbywać się będą całodniowe pokazy licznych dziedzin życia ludzi we wczesnym średniowieczu: Wszyscy goście festiwalowi uczestniczyć będą mogli w różnorodnych formach działań, poprzez które poznawać będą bogate życie naszych przodków, wśród nich:
– prezentacje wczesnośredniowiecznych rzemiosł (garncarstwo, bednarstwo, kowalstwo, złotnictwo-jubilerstwo, szewstwo-skórnictwo, bursztyniarstwo, snycerstwo, rogownictwo,  wikliniarstwo, mennictwo itp.); goście festiwalowi nie tylko będą mogli poznać tajniki różnorodnych prezentowanych rzemiosł, ale w wielu przypadkach będą mogli także wspomóc rzemieślników przy ich pracy;
– wczesnośredniowieczne karczmy, gdzie będzie można skosztować przysmaków, którymi żywiono się 1000 lat temu;
– wczesnośredniowieczne obozowiska Słowian i Wikingów, na których przyjrzeć się będzie można uzbrojeniu sprzed tysiąca lat; jeśli spośród zwiedzających znajdą się odważni, będą mogli nie tylko przymierzyć niektóre elementy uzbrojenia, ale również spróbować swych sił w walce;
– stanowiska strzelania z łuku, rzucania oszczepem oraz inne, na których będzie można przekonać się o skuteczności i tajnikach posługiwania się niektórymi rodzajami wczesnośredniowiecznej broni;
– plac zabaw , na którym wszystkie dzieci będą mogły wziąć udział w specjalnie dla nich przygotowanych pracach wczesnośredniowiecznych rzemieślników, różnorodnych turniejach oraz grach i zabawach wczesnośredniowiecznych dzieci; wszystkie te atrakcje połączone będą z konkursami (prowadzi Publiczne Gimnazjum w Wolinie)
Cała osada żyjąc swoim życiem, ukazywać będzie zwiedzającym barwny świat wczesnego średniowiecza, z którego powrócą oni nie tylko z niezapomnianymi wrażeniami, ale również z wiedzą, której często próżno szukać w książkach.
Występy grup muzyki dawnej na przemian z grami i zabawami wczesnośredniowiecznymi
Grupy muzyczne – PERCIVAL (Polska), Gędżba (Polska), Stary Olsa (Bialoruś), Lutaṥ (Białoruś),  Ęzibaba (Polska), Cornucopia (Białoruś), “DiGrease’s Buffoon Theatre”(Białoruś), Ostrovia (Polska)
Gry i zabawy – “DiGrease’s Buffoon Theatre”(Białoruś) , „Birka Boys” (Szwecja)

PIĄTEK 03.08.2012
11.00 – Uroczyste otwarcie Festiwalu oraz przedstawienie grup i prezentacja okrętów.
12.00 – Obrzęd niecenia ognia świdrem ogniowym
Na zakończenie uroczystości powitania gości zostanie rozpalony ogień, przy użyciu świdra ogniowego. Zostanie on rozniesiony do wszystkich chat i obozowisk festiwalowych.
12.30 – Wyścigi słowiańskich i wikińskich łodzi
Repliki wczesnośredniowiecznych łodzi są stałym elementem Festiwalu.
12.30 – pokaz sokolniczy na placu bitwy
12.30-Turniej łuczniczy
13.00 – Wymiar sprawiedliwości we wczesnym średniowieczu: Mir Świątynny i Holmgang wg Kormakssaga, Svarfdælasaga, Egils saga Skallagrímssona
13.30 – Bieg Niewiast
Cykl konkurencji sprawnościowych dla Niewiast
– obieranie warzyw mieczem
– przeniesienie wiadra z wodą
– naprowadzenie głosem ślepego wojownika na kapustę, którą będzie musiał przeciąć mieczem
– rzut sakiewką do kosza
– przyciągnięcie pijanego męża do domu
– znalezienie jajka w koszu z sianem
–  rozebranie wojownika
14.00 – Przyjęcie młodego wojownika do drużyny,  Mir Świątynny oraz Sąd Boży:  
na motywach Helmolda (ks. I/84) oraz Tacyta (40);Pliniusza VIII 80-82; oraz Holmgang wg Kormakssaga, Svarfdaelasaga, Egils saga Skallagrímssona
Młody wojownik – syn wikińskiego najemnika – wsławiony w swym pierwszym boju składa w świątyni daninę ze zdobytych przez siebie łupów;
w uznaniu swych dokonań zostaje przyjęty w poczet wojowników drużyny grodowej – rytuał inicjacyjny oraz nawiązanie do wilkołactwa.
15.00- Powrót drużyny świątynnej z wyprawy wojennej
wg zapisów Saxona Gramatyka o Arkonie Drużyna świątynna powraca z wyprawy – Drużyna świątynna powraca z wyprawy – składają łupy pod posągiem:
broń, kosztowności, niewolników – jeden z niewolników zostaje złożony
w ofierze u stóp posągu, pozostali przydzieleni do wyznaczonych prac
15.30 Świętosława -Sygrydą Storradą. Inscenizacja przedstawiająca związek młodej Świętosławy z młodym Olafem Tryggvasona. Ojciec księżniczki decyduje się jednak wydać ją za mąż za szwedzkiego Eryka Zwycięskiego… (plac bitwy)
16.00 – Bitwa Słowian i wikingów
Na polu bitwy rozgrywać się będą walki między dwoma obozami wojów. Weźmie w nich udział około 400 uczestników. Waleczniejsza i bardziej zaprawiona w boju armia pokona słabszą, a wynik nie będzie znany aż do ostatniego woja.
17.00 – Targ niewolników
Kroniki, mówią o Słowianach jako o ludziach handlujących osobami wziętymi w niewolę. Będzie, na co popatrzeć, a i woja, zdatnego do pracy zakupić.
17.30 – występy grup muzycznych  i nauka tańca
18.00 – Eliminacje do turnieju walk indywidualnych o nagrodę Jarla Jomsborga
Każda grupa chętna wziąć udział w turnieju wystawia po dwóch wojów. Turniej ten jest wyłącznie dla uczestników Festiwalu, ale ma on charakter pokazu i prezentacji sposobów walki.
19.00 – Obrzęd przejścia, Pogrzeb poległego setnika-. Ceremonia odbędzie się na podstawie przekazów historycznych o takich wydarzeniach
19.30 –  Wczesnośredniowieczne gry i zabawy w wykonaniu szwedzkiej grupy Birka Boys
SOBOTA 04.08.2012
10.00 – 20.00 Prezentacja wczesnośredniowiecznych rzemiosł, kuchni oraz obozu Słowian i Wikingów;
Wszyscy rzemieślnicy przybyli na Festiwal przedstawiają swoje wczesnośredniowieczne zawody. Można nie tylko podpatrzeć jak w dawnych czasach np. lepiono garnki, ale samemu usiąść za kołem garncarskim i wykonać własnoręcznie replikę naczynia. Inne prezentacje to: tkactwo, produkcja wiaderek z kory, jubilerstwo, bursztynnictwo, snycerstwo, rogownictwo, skórnictwo, wikliniarstwo, młynarstwo, bicie monet, wytop żelaza, szycie książek, warzenie soli, produkcja witraży i in.
10.00 – 20.00 Wczesnośredniowieczne gry i zabawy oraz występy grup muzyki dawnej
Przez cały czas trwania Festiwalu będą się odbywać gry, zabawy i konkursy, zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Dźwięki muzyki dawnej także będą umilały czas w ciągu tych trzech dni.
10.30 – Wczesnośredniowieczne gry i zabawy w wykonaniu szwedzkiej grupy Birka Boys
11.00 –  Misje i demokracja plemienna
„Jak w roku 1123 żercy ocalili życie misjonarza” -wg Ebbona (ks. I,
rozdz. 1) oraz Thietmara (ks. VI, rozdz. 25)
misjonarz hiszpański Bernard pod pozorem nawracania pogan próbuje zbezcześcić sanktuarium wolińskie – pojmany przez straż wydany zostaje kapłanom – wolinianie zgromadzeni wokół świątyni domagają się ukarania winnego śmiercią – kapłani zwołują wiec na mocy postanowienia którego misjonarz wydalony zostaje z Wolina z dożywotnim zakazem powrotu
11.30- Bitwa o most- turniej drużyn  5 osobowych przygotowany przez grupę SILVER WOLF z Moskwy.
12.00 –,,Mroki średniowiecza”- Spektakl historyczno-fantastyczny Teatru Rozrywki Trójkąt
12.00 Sygryda i upadek Olafa. Sygryda – wdowa po Eryku Zwycięskim rozprawia się z kolejnymi zalotnikami. Były ukochany Olaf Tryggvason policzkuje ją… Sygryda wyda mu bitwę. Duńczycy, Szwedzi, Polanie i Jomswikingowie stoczą bitwę z armią Norweską (inscenizacja na placu, bitwa łodzi na Dziwnie)
13.00 – Turniej walk indywidualnych o nagrodę Jarla Jomsborga turnieju i wręczenie nagrody
14.00 – Percival&Radbor przedstawiają słowiańskie legendy „…jaki Znak twój? …skąd twój Ród?” – opowieść muzyczna dla najmłodszych
15.00-Konkurs na strój kobiecy
16.00 Wróżba z koniem i włóczniami wg Thietmara (ks. VI, rozdz. 24)
Bractwo Wojowników Kruki
– Bitwa Słowian i Wikingów
Na polu bitwy rozgrywać się będą walki między dwoma obozami wojów. Weźmie w nich udział około 400 uczestników. Waleczniejsza i bardziej zaprawiona w boju armia pokona słabszą, a wynik nie będzie znany aż do ostatniego woja.

17.00 – Konkurs na najdostojniejszą brodę wikińską oraz warkocz kobiecy.
Jest to konkurs otwarty, w którym mogą wziąć udział zarówno uczestnicy jak i turyści. Oceniana jest długość, kolor, uczesanie i inne ozdoby brody, a Jury będzie się składać wyłącznie z Pań zwiedzających Festiwal

18.00 – Konkurs na przedstawienie sagi wikińskiej lub legendy słowiańskiej
Każda grupa będzie mogła zaprezentować w formie krótkiego (10 min) przedstawienia wybrany przez siebie mit. Sposób przedstawienia jest dowolny: wiersz, proza, pantomima, …
Uczestnicy zostaną poinformowani wcześniej o tym konkursie.
19.00- Rozstrzygnięcie konkursu na jadło wczesnośredniowieczne – Spośród wszystkich średniowiecznych potraw przygotowanych przez uczestników, wyłonione zostaną te najsmaczniejsze
20.00 – pod warunkiem chętnej pary-Słowiański obrzęd zaślubin. Ceremonia odbędzie się na podstawie przekazów historycznych o takich wydarzeniach
21.00- koncert projektu Percival&Radbor z materiałem „Słowiański Mit o Stworzeniu Świata” oraz …jaki Znak twój? …skąd nasz Ród?”

NIEDZIELA 06.08.2012
10.00 – 18.00 Prezentacja wczesnośredniowiecznych rzemiosł, kuchni i obozu Słowian i wikingów
Wszyscy rzemieślnicy przybyli na Festiwal przedstawiają swoje wczesnośredniowieczne zawody. Można nie tylko podpatrzeć jak w dawnych czasach np. lepiono garnki, ale samemu usiąść za kołem garncarskim i wykonać własnoręcznie replikę naczynia. Inne prezentacje to: tkactwo, produkcja wiaderek z kory, jubilerstwo, bursztyniarstwo, snycerstwo, rogownictwo, skórnictwo, wikliniarstwo, młynarstwo, bicie monet, wytop żelaza, szycie książek, warzenie soli, produkcja witraży i in.
10.00 – 18.00 Wczesnośredniowieczne gry i zabawy oraz występy grup muzyki dawnej
Przez cały czas trwania Festiwalu będą się odbywać gry, zabawy i konkursy, zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Dźwięki muzyki dawnej także będą umilały czas w ciągu tych trzech dni..
11.00 – Wczesnośredniowieczne gry i zabawy w wykonaniu szwedzkiej grupy Birka Boys
1200- Obrzęd ofiarowania – o pomyślne żniwa i obfity plon. Ceremonia odbędzie się na podstawie przekazów historycznych o takich wydarzeniach
12.30- Targ niewolnic
Kroniki, mówią o Słowianach jako o ludziach handlujących osobami wziętymi w niewolę. Będzie na co popatrzeć, a i niewolnice, zdatną do pracy zakupić
13.00–  Pokaz sił słowiańskich i wikińskich okrętów.
Wszystkie repliki wczesnośredniowiecznych łodzi wezmą udział w konkursie przeciągania liny. Zasady takie same jak zazwyczaj ale łodzie, rzecz wiadoma, muszą się siłować na wodzie. Część załogi wiosłuje, a reszta ciągnie liny
14.00 –  Test wikinga
15.00- „Mroki średniowiecza”- Spektakl historyczno-fantastyczny Teatru Rozrywki Trójkąt
15.00 Matka Królów. Sygryda jest na dworze swojego brata Bolesława Chrobrego. W Danii umarł Swen Widłobrody, król, który wypędził swą żonę Sygrydę… Po matkę przybywają synowie Harald II, król Danii, Kanut Wielki -król Wielkiej Brytani. Spotykają przyrodniego brata, króla Szwecji Olafa Skotkonunga
16.00 – Bitwa Słowian i wikingów
Na polu bitwy rozgrywać się będą walki między dwoma obozami wojów. Weźmie w nich udział około 400 uczestników. Waleczniejsza i bardziej zaprawiona w boju armia pokona słabszą, a wynik nie będzie znany aż do ostatniego woja.
17.00 – Występ grupy muzyki dawnej
18.00 – zakończenie Festiwalu Słowian i Wikingów

http://www.jomsborg-vineta.com

film z Festiwalu

{youtube}9GG-_89I35k{/youtube}

fotorelacja z poprzednich festiwali

http://www.klubpodroznikow.com/spotkania-i-zloty-podronikow/966-festiwal-wikingow

http://www.klubpodroznikow.com/spotkania-i-zloty-podronikow/713-zlot-wikingow#AVPlayerID_71e11a94

2012-07-10 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Podlaskie

przez Albin Marciniak 2012-07-09
Napisane przez Albin Marciniak
13.08.2012 godz. 19:00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków Piwnica pod Baranami
Tomasz Tomaszewski
„Zapewnia się atmosferę życzliwości. Podlaskie”

Klub Podróżników Śródziemie
z wielką przyjemnością zaprasza
na wieczór autorski

Tomasza Tomaszewskiego
autorem wystawy
„Zapewnia się atmosferę życzliwości. Podlaskie”

Po blisko rocznej współpracy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego ze światowej sławy fotografem Tomaszem Tomaszewskim, przejechaniu wzdłuż i wszerz terenu województwa, powstał wyjątkowy fotoreportaż, którego ideą jest pokazanie różnorodności kulturowej i przyrodniczej Podlaskiego.
Tomasz Tomaszewski jest cenionym fotografem pracuje między innymi dla „National Geographic. Do pracy nad  wystawą został zaproszony przez Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego

„Zapewnia się atmosferę życzliwości” tworzą 61 wybrane fotografie, które w sposób wyjątkowy przybliżają piękno i charakter tego regionu. To kraina spotkań, w której kultury nie ulegają zderzeniu, ale mieszają się tworząc przedziwny, tajemniczy i energetyzujący tygiel. Poprzez swoją zagadkowość jest to miejsce inspirujące, którego bogactwo różnorodności poszerza horyzonty, stając się motorem napędowym dla osób, które je odnajdują. Takiego spotkania różnych światów, które w sposób zaskakujący czerpią inspirację z Podlaskiego będzie można doświadczyć podczas prezentacji wystawy w Katowicach, Krakowie i Warszawie.

Członek Związku Polskich Artystów Fotografików, agencji Visum Archiv w Hamburgu, agencji Image Collection w Waszyngtonie oraz American Society of Magazine Photographers. Zajmuje się fotografią prasową, publikował swoje zdjęcia zarówno w najważniejszych pismach polskich jak i w największych magazynach zagranicznych, między innymi: Stern, Paris Match, GEO, New York Times, Time, Fortune, Vogue, Die Zeit, Elle. Wydał kilka książek autorskich: OSTATNI – Współcześni Żydzi Polscy (tekst Małgorzata Niezabitowska), W poszukiwaniu Ameryki (tekst Małgorzata Niezabitowska), Cyganie Polscy (tekst Jerzy Ficowski), W Centrum, Niezwykła Hiszpania, Rzut Beretem oraz ilustrował swoimi pracami kilkanaście prac zbiorowych. Autor wielu wystaw indywidualnych w USA, Kanadzie, Wielkiej Brytanii, Izraelu, Japonii, Holandii, Włoszech, Irlandii, Niemczech, Polsce i na Madagaskarze. Laureat polskich oraz międzynarodowych nagród fotograficznych. Od dwudziestu lat współpracuje z magazynem National Geographic, w którym opublikował 18. esejów fotograficznych, a od roku 1999 jest głównym konsultantem jego polskiej edycji. Uczy fotografii w Polsce, USA, Niemczech i we Włoszech.

Kraków, 12.08.2012 (niedziela)
Plac przy Centrum Obsługi Ruchu Turystycznego
Dance&Fashion. Podlaskie zaprasza.
Otwarcie wystawy fotografii prezentującej piękno Podlasia
http://www.wrotapodlasia.pl

http://www.wrotapodlasia.pl/Upload/Posting/%7B679ffe41-59ff-4462-917d-2058f576ab00%7D/Image/Podlasie_T_Tomaszewski_6%20copy.jpg

http://www.wrotapodlasia.pl/Upload/Posting/%7B679ffe41-59ff-4462-917d-2058f576ab00%7D/Image/Podlasie_T_Tomaszewski_19%20copy.jpg

http://www.wrotapodlasia.pl/Upload/Posting/%7B679ffe41-59ff-4462-917d-2058f576ab00%7D/Image/Podlasie_T_Tomaszewski_36%20copy.jpg

2012-07-09 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

zielona wyspa

przez Albin Marciniak 2012-07-06
Napisane przez Albin Marciniak
06.08.2012 godz. 19:00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków Piwnica pod Baranami
Wojtek Ziemnicki
Islandia – czasem zielona wyspa

„Islandia – czasem zielona wyspa”
Wojtek Ziemnicki
06.08.2012 godz. 19:00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków Piwnica pod Baranami
o godz. 18,37 zapraszamy na antenę Radia Plus 106.1

Islandia…kraj tyleż groźny, co beznamiętnie piękny i czarujący. Z liczbą grubo ponad stu wulkanów, stanowi istny przedsionek piekieł, jednak w słoneczne dni potrafi onieśmielić każdego, intensywnością prezentowanych barw. Położone w jej granicach lodowce dzierżą miano jednych z największych i najniebezpieczniejszych na świecie. Wzmożona aktywność wulkaniczna powoduje w ich rejonie ogromne powodzie, które w niczym nie przypominają tych corocznie nawiedzających Polskę.

Wnętrze wyspy jest jedną wielką lawową pustynią, zaś okalająca ją droga łączy w jedną całość jedynie kilka przyklejonych do wybrzeża niewielkich miasteczek. Jej mieszkańcy zajadają się baranimi jądrami, a dobre piwo można kupić w sklepach jedynie między godziną 13, a 18.

To wyspa, którą szczególnie upodobali sobie nasi rodacy, którzy dziś tworzą najliczniejszą na niej mniejszość narodową, a tak powszechny w naszym kraju wafelek Prince Polo, jest przez Islandczyków, obok Coca Coli, najbardziej lubianym importowym przysmakiem.

Islandia to kraj, w którym mityczne elfy wytyczają bieg dróg, a wszędobylskie trolle potrafią postraszyć niejednego podróżnego. Tu pogoda zmienia się szybciej niż w kalejdoskopie, a wiejący nieprzerwanie od setek lat wiatr, panuje niepodzielnie na jej terenach. Jej powierzchnia tak bardzo przypomina księżycowy krajobraz, że to właśnie Islandię upodobali sobie przygotowujący się do wyprawy na Księżyc astronauci z NASA.

Dziś mało kto wie, że to na Islandii obradował najstarszy parlament w dziejach nowożytnego świata, a mieszkańcy tej wyspy odkryli Amerykę na długo przed Kolumbem.

Tylko tutaj stanąć można jedną nogą w Ameryce, a drugą w Europie i tylko tutaj dostrzec można „na żywo” geologiczne procesy, które w innych częściach globu zachodzą przez miliony lat.

Ta wyspa jednych zachwyca, dla innych stanowi jedynie mało gościnne środowisko. Jedno jest jednak pewne…W sercu każdego odciska piętno i nikogo nie pozostawia obojętnym.

O Islandii oraz o swej samotnej wyprawie rowerowej dookoła tej wyspy opowie Wojtek Ziemnicki.

http://www.szewskapasja.type.pl/islandia/galeria.html

Samą podróż udało mi się opisać w książce  pt.: „Islandia – czasem zielona wyspa” ( w przygotowaniu)

fragment ksiązki :

Rozdział IV

Islandia…czasem zielona wyspa.

Moje myśli dawno już zdominowały marzenia o noclegu w ciepłym i suchym śpiworze. Pędzony bardziej siłą woli, aniżeli własnych mięśni, coraz słabiej naciskałem rowerowe pedały. Podmiejska okolica prezentowała się iście wybornie. Wszystko zdawało się ociekać sokiem barw, tak bardzo przykurzonych na pokonanej niedawno lawowej pustyni. Pełen zachwytu nad cudem natury, jakim bez wątpienia była okolica Kirkjubæjarklaustur, co chwilę sięgałem po trzymany pod ręką aparat. Do tej chwili podziwiane przeze mnie islandzkie kolory niczym nie różniły się od barw deszczowej Szkocji, czy mglistego Londynu. Wystarczyło jednak kilka promieni słońca, by krajobraz przerodził się w iście baśniową scenerię.

Islandia…czasem zielona wyspa…chciałoby się powiedzieć.

Kirkjubæjarklaustur stanowił swego rodzaju półmetek dla podróżujących południowym wybrzeżem wyspy. Dla mnie miasto to zapoczątkowywało ponad dwudniową jazdę u stóp największego europejskiego lodowca Vatnajökull, którego długość wynosi około 200 km, a szerokość ponad 100 km, przy jednoczesnej ponad kilometrowej wysokości pokrywy lodowej. Nim jednak przyszło mi zmierzyć się z tym spędzającym sen z powiek gigantem, z ogromną przyjemnością wyciągnąłem znajdujące się w pokrowcu namiotowe śledzie i czym prędzej postawiłem namiot. Możliwość schowania się w jego wnętrzu, była najlepszą nagrodą, jaka mogła mnie spotkać po całodziennym pedałowaniu. Temperatura w jego wnętrzu zazwyczaj niewiele tylko przekraczała tę odnotowywaną na zewnątrz, jednak osłona przed zimnym wiatrem rekompensowała wszystko, aż nadto. Poza tym na ogromnej otwartej przestrzeni, namiot był jedynym miejscem, w którym mogłem poczuć odrobinę prywatności i spokoju. W ten wyjątkowo słoneczny islandzki wieczór, długo jeszcze siedziałem na progu namiotu spoglądając na rozpromienioną słońcem okolicę, ciesząc się nadzwyczaj piękną, jak na Islandię pogodą.

 

Kirkjubæjarklaustur często nazywane jest przez miejscowych po prostu Kirk
-ja. Będąca w powszechnym użyciu krótsza nazwa szczególnie podoba się odwiedzającym wyspę cudzoziemcom, którzy nierzadko łamią sobie język, próbując wymówić trudne islandzkie słowa. Miasto to początkowo było małą celtycką osadą monastyczną, jednak z powodu nietolerancji sąsiadujących z mnichami wikingów, osada ta została przez mnichów opuszczona. Rzucona przy tym klątwa, miała na wieki odstraszać żądnych nowych ziem wikingów. Mimo tego kolejni pionierzy osiedlili się w zielonej oazie południa wyspy. Wśród nich był pewien samotnik imieniem Ketill, który porzucając wiarę w skandynawskie bóstwa, postanowił w tym miejscu zacząć nowe, nie-pogańskie życie. Każdy jednak inny z jego pobratymców, chcąc osiedlić się na tym terenie, przypłacić to musiał życiem.

 

Dalsza historia miasteczka w mniejszym lub większym stopniu związana była z coraz bardziej dominującym wśród miejscowej ludności chrześcijaństwem, jednak najważniejsze karty w dziejach miasta, zapisał leżący nieopodal wulkan Laki. Podczas pamiętnej erupcji w roku 1783, niemal wszyscy mieszkańcy osady zginęli, podobnie zresztą, jak ich hodowlane zwierzęta. Gdy wydobywająca się z wulkanu i płynąca w stronę miasta ogromna fala lawy niszczyła wszystko na swojej drodze, ludzie bezradnie rozkładali ręce. Wtedy to miejscowy kaznodzieja Jón Steingrímsson, w obecności wszystkich mieszkańców miasteczka, wygłosił cudowne kazanie w stojącym na drodze rozpędzonej lawy kościele. Widok zmieniającej swój nurt i opływającej kościółek, rozgrzanej do czerwoności fali, poczytany został przez mieszkańców za cud. Na pamiątkę tego wydarzenia postawiona została pamiątkowa tablica, by nigdy nie zapomniano o tzw. Ogniach Skaftá.

 

Dziś miasteczko liczy sobie zaledwie kilkuset stałych mieszkańców, jednak pomimo tak małej liczby ludności, jest jedną z większych osad na południu wyspy. Pozostałe umieszczone na mapach w tej części wyspy nazwy, oznaczają w rzeczywistości nierzadko pojedyncze gospodarstwa rolne, czy też ich niewielkie skupiska. Warto zatem pamiętać, planując wyjazd na wyspę, że to co dla europejczyka z kontynentu bywa nazywane miasteczkiem, tu rozumiane jest zupełnie inaczej. Senna atmosfera Kirk-ja, wtapia się w ogólny bieg czasu na Islandii. Niespieszne tempo życia mieszkańców, doskonale współgra ze skłaniającą do lenistwa pogodą. Obserwując z wolna mijający na Islandii czas, ma się wrażenie, że jedynie pojawiające się często na niebie chmury, pędzą tutaj jak szalone.

 

Dla mnie jednak dzień powoli się kończył i za żadne skarby świata, nie miałem ochoty się spieszyć. Postawienie namiotu było zaś istną nagrodą za całodzienny morderczy wysiłek. Kupione w przydrożnej stacji benzynowej piwo (w wersji light) smakowało nader wybornie, a pogoda zachęcała do spędzenia choćby kilku chwil przed rozstawionym kilka minut wcześniej namiotem.

 

Sącząc powoli nad wyraz chłodne (zapewne na rozgrzewkę…) piwo, spoglądałem teraz na oddalone o kilkaset metrów budynki Kirk
-ja. Smak piwa odprężał mnie nadzwyczaj skutecznie, jednak jeszcze dwadzieścia lat wcześniej, jego spożycie było na wyspie absolutnie zakazane. Nawet dziś ten złocisty trunek sprzedawany jest w sklepach, jedynie od godziny 13 do 18. W pozostałym czasie możliwe jest tylko nabycie piwa w wersji light. Przez niemal cały XX wiek islandzki rząd silną ręką pilnował wprowadzonej na początku stulecia (w 1915 r.) prohibicji, jednak zapotrzebowanie na mocniejsze doznania w nadzwyczaj depresyjnym klimacie spowodowało, że 1 marca 1989 roku zezwolono na sprzedaż piwa. O randze tego wydarzenia niech świadczy fakt, że głosowanie w parlamencie nad dopuszczeniem trunku do sprzedaży, oglądała przed telewizorami rekordowa liczba widzów. Od tego pamiętnego wydarzenia co roku na Islandii 1 marca obchodzony jest przez wszystkich bardzo hucznie, jako Dzień Piwa. Słynący z nocnego życia Reykjavik przyciąga wtedy rzesze turystów z innych krajów, w szczególności z Wielkiej Brytanii. Piwo leje się hektolitrami, a zabawa trwa do białego rana we wszystkich islandzkich barach.

 

Tak czy inaczej nawet niewielka ilość alkoholu (wersja light zawiera go zaledwie 2,25 %) skutecznie uśmierzyła ból nadwyrężonych mięśni i szybko wprawiła mnie w głęboki sen. Była sobota 19 czerwca, a rowerowy licznik wskazywał już 256 pokonanych kilometrów. Do założonych prawie 1500 było jeszcze daleko, ale i tak nie spodziewałem się nocować w sobotę tak daleko od stolicy.

 

Silny wiatr gwizdał na zewnątrz tak głośno, że obudziłem się tego dnia nad wyraz wcześnie. Świecące jasno słońce zachęcało skutecznie do wcześniejszego niż zwykle opuszczenia namiotu. Tak też uczyniłem nie zastanawiając się nad tym zbyt długo. Mam wrażenie, że gdyby za każdym razem w nowym dniu Islandia witała mnie w blasku słońca, oświetlającego soczyście zielone zbocza okolicznych wzgórz, śmiało mógłbym nazwać tę wyspę rajem na Ziemi. Niestety częściej wyspa okryta jest turbanem z chmur i sprawia raczej mało optymistyczne wrażenie. Tym razem jednak pogoda postanowiła dać mi nieco odpocząć od często padającego do tej pory deszczu. Cieszyłem się na to słonko podwójnie, gdyż czekał mnie właśnie najmniej bezpieczny, jak mi się zdawało, odcinek drogi. Zbliżałem się bowiem nieuchronnie do potężnego lodowca Vatnajökull, który sam w sobie nie stanowił co prawda żadnego niebezpieczeństwa, jednak kilka naprawdę groźnych wulkanów umiejscowionych pod jego lodową czapą, mogło w każdej chwili wywołać nie lada powódź na południowym wybrzeżu. Co prawda komunikaty sejsmologiczne milczały w tej kwestii, jednak biorąc pod uwagę nieprzewidywalność islandzkiej natury, moja wyobraźnia wręcz szalała…

 

Niedzielne słoneczne przedpołudnie wypędziło z domów na łono natury chyba wszystkich Islandczyków. Mijające mnie, często zapakowane po brzegi autokary oraz bardziej rodzinne kampery, potwierdzały jedynie moje przypuszczenia o turystycznym nalocie, na co ciekawsze miejsca w okolicy. Już za pierwszymi górami okalającymi miasto, krajobraz szybko się zmienił. Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, otaczające drogę skały, znów przybrały bladozieloną barwę, a wiejący teraz na otwartej przestrzeni zimny wiatr znad lodowca, szybko ostudził mój zapał do dalszej jazdy.

 

Daleko na horyzoncie dostrzec wreszcie mogłem zarysy ogromnej bryły lodu. Wiejący z kierunku lodowca wiatr, niósł ze sobą lodowate powietrze. Walka z jego silnymi podmuchami była z natury rzeczy nierówna, jednak mimo przeciwności losu, uparcie podążałem przed siebie. Rozwiewany na wszystkie strony pył wgryzał się w każdy zakamarek bagażu, jak i mojego ciała. Czasem jakiś pojedynczy podmuch spowalniał osiąganą przeze mnie prędkość do zera. Nie miałem siły, a każdy metr był wyzwaniem dla coraz bardziej zmęczonych nóg. Wtedy zrozumiałem po raz kolejny, że psychika w tej walce jest równie ważna, a może i ważniejsza, od najlepszego nawet przygotowania fizycznego.

 

Lodowiec z wolna zajmował coraz więcej miejsca na horyzoncie. Widoczne z odległości wielu kilometrów, schodzące w stronę oceanu, ogromne lodowe jęzory, jak choćby Skeiđarárjökull czy Skaftafellsjökull, zwiastowały początek zupełnie innego świata. Przez ostatnie dni często zastanawiałem się nad jego wyglądem i teraz mogłem wreszcie zweryfikować wcześniejsze wyobrażenia z rzeczywistością. Pomimo majestatycznego piękna tego lodowca, chciałem mimo wszystko, jak najszybciej mieć za sobą ten, źle wpływający na moją psychikę, odcinek drogi.

 

Powierzchnia Vatnajökull wraz z pozostałymi islandzkimi lodowcami, takimi jak choćby Hofsjökull, Langjökull, czy pozostawiony w daleko w tyle Mýrdalsjökull, stanowi ponad 11% powierzchni całej wyspy. I mimo, że nie uważa się ich dziś za pozostałość dawnego lądolodu, jaki występował przez tysiąclecia na wyspie, sprawiają one wrażenie pamiętających początki wyspy. Fantazyjne rzeźby stworzone na ich powierzchni przez naturę, zachwycają swym bezgranicznym pięknem. Wespół z wulkanami, stanowią jednak one iście wybuchową mieszankę. Skrywane przez wieki pod ich powierzchnią ogromne wulkany, co jakiś czas przypominają o swym istnieniu, powodując ogromne powodzie (hlaupjökull). Jeszcze przed wyjazdem spędzały mi one sen z powiek. Co prawda aktywność sejsmiczna na wyspie oraz stan infrastruktury drogowej jest nieustannie monitorowany, jednak wszelkie alarmy i informacje o powodziach, kierowane są raczej do zmotoryzowanej części użytkowników dróg. Dla mnie, z rowerem przy boku, jakiekolwiek doniesienia o powstałej z nagła fali powodziowej i tak nie miałyby żadnego znaczenia. Pokonując drogę ze średnią prędkością 15 km/h, nie uciekłbym bowiem zbyt daleko przed żywiołem.

 

Położone na południe od lodowca tereny Skeiđarársandur są zupełnie niezamieszkałe. Znajduje się tam jedynie szara, kamienista ziemia, poprzecinana dziesiątkami mniejszych i większych rzek, spływających z lodowca wprost do oceanu. Jeszcze nie tak dawno, przed wybudowaniem obwodnicy spajającej wszystkie najodleglejsze islandzkie miejscowości w jedną całość, ten fragment drogi można było pokonać jedynie konno z pomocą któregoś z mieszkańców Núpsstađur, doskonale znających te niegościnne tereny. Dziś drogę w tym miejscu urozmaicają solidnej konstrukcji mosty, które jednak, jak bywało choćby w 1996 roku w wyniku ogromnej powodzi, mogą w każdej chwili zniknąć z powierzchni ziemi. Częste piaskowe burze w tym rejonie Islandii, potwierdzają jedynie piekielny charakter tego odcinka drogi.

 

W rejonie lodowca Vatnajökull znajdują się przyciągające rzesze turystów ogromne tereny rekreacyjne. Utworzony w 1967 roku Park Narodowy Skaftafell rozciąga się na powierzchni ponad półtora tysiąca kilometrów kwadratowych. Organizowane na szeroką skalę off-roadowe samochodowe wyprawy, czy choćby piesze wędrówki po lodowcu stanowią nie lada gratkę dla najbardziej nawet wybrednych , szukających mocnych wrażeń turystów.

 

Skupiając się na drodze i odmierzając kolejne pokonywane z mozołem kilometry, nie bardzo jednak miałem ochotę na dodatkową dawkę adrenaliny. Mijane kolejno żółte przydrożne słupki, przykuwały moją uwagę, skutecznie pozwalając zapomnieć o otaczającej mnie skalnej pustyni. Pokonywane co kilka kilometrów mosty uświadamiały z kolei potęgę i siłę, z jaką z wysokich gór spływała tędy woda. Pokonanie tego odcinka drogi rowerem, bez asfaltowej wstęgi, jeszcze niedawno w ogóle nie było możliwe. Byłem zatem urodzonym w odpowiednim czasie szczęśliwcem, któremu nowoczesna myśl inżynieryjna, pozwalała zrealizować tlące się od dawna w głowie szalone marzenie.

 

Tego dnia udało mi się minąć kolejne lodowcowe jęzory Skeiđarárjökull, Skaftafellsjökull i Svinafellsjökull. Zbliżałem się powoli do największego z nich Öræfajökull. To nad jego powierzchnią wznosi się najwyższy islandzki szczyt, mierzący 2119 m n.p.m. Hvannadalshnúkur, który jak przystało na Islandię, jest jednocześnie wulkanem. Okalająca go droga, pokierowała mnie najpierw w stronę południowego wschodu, by na wysokości wierzchołka góry zmienić kierunek na północno-wschodni. W mniejszej niż dotychczas odległości od oceanu miała mnie teraz zaprowadzić, aż do oddalonego o ponad sto kilometrów miasta Höfn. Nim to jednak nastąpiło, czekał mnie nocleg u podnóża pobliskiego Hvannadalshnúkur.

 

Teren w jego okolicy był nieco bardziej zielony, niż jeszcze kilkadziesiąt kilometrów wcześniej. Nadawał się więc idealnie do rozbicia namiotu. Słoneczna pogoda zachęcała mimo wiejącego silnie wiatru, do krótkiego choćby odpoczynku na zewnątrz, w cieniu namiotu. Oddalony o kilka kilometrów i schowany pod lodową czapą najwyższy islandzki szczyt wyglądał nader spokojnie i nic nie wskazywało na jego wulkaniczne pochodzenie. Ja zaś cieszyłem się niezmiernie, że mimo tak trudnych warunków udało mi się dołożyć kolejnych 91 km.

 

 

2012-07-06 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Wywiady

Inny swiat

przez Albin Marciniak 2012-07-06
Napisane przez Albin Marciniak

Inny świat

Piękne świątynie a obok slumsy, zamiast mleka krewetki, niezliczona ilość transseksualistów w najbardziej schrystianizowanym państwie Azji. Naiwność, niepunktualność, serdeczność, radość. O życiu w państwie wyspiarskim położonym w południowo-wschodniej Azji opowiada nie-tubylec i nie-turysta – Agnieszka Doberschuetz, która na Filipinach spędziła z rodziną blisko trzy lata.

Karolina Gołda: Kilka lat temu Twój mąż dostał propozycję pracy na Filipinach. Dużo czasu minęło, zanim zgodziłaś się na ten wyjazd?

Agnieszka Doberschuetz: Przez długi czas mieszkaliśmy osobno. Mąż gdzie indziej, ja z dziećmi gdzie indziej. Męczyło nas to dojeżdżanie do siebie, więc chcieliśmy coś zmienić. A jednocześnie nie chcieliśmy jeszcze wracać do Polski. Kiedyś przyjechał w środku nocy i powiedział, że możemy jechać na Filipiny. Od razu się zgodziłam.

Co wiedziałaś o Filipinach?

Niewiele. Jestem słaba z geografii, więc musiałam sprawdzić, gdzie dokładnie leżą. Mąż miał wcześniej kontakt z Filipińczykami, dlatego trochę mi o nich opowiedział. Przez znajomych dowiedzieliśmy jak wygląda kwestia szpitali, lekarzy i szkół. Okazało się, że wszystko jest na całkiem dobrym, cywilizowanym poziomie. Szkołom podstawowym nie można nic zarzucić. Prywatne szpitale nie są drogie, dlatego założyliśmy, że możemy sobie na to pozwolić, zaryzykować i pojechać.

Jak Wasze dzieci zareagowały na tak daleką przeprowadzkę?

Starsza córka przeżyła wyjazd emocjonalnie. Wyrwanie pięciolatki z jej kontekstu socjalnego to dla niej szok. Na początku w ogóle nie mówiła po angielsku, ale potem coś w niej pękło i zżyła się. Młodsza tam zaczęła stawiać pierwsze kroki i wypowiadać pierwsze słowa. Do dziś pyta kiedy wrócimy do domu.

Przyjechaliście wtedy na miejsce i…

I od razu zaskoczenie. Przyjechaliśmy do Cebu o pierwszej w nocy, a tam czekała na nas kobieta, którą przysłali nasi znajomi. Na Filipinach posiadanie służby to norma, nam nie mieściło się to w głowie. Nie chcieliśmy mieć kogoś takiego, ale ponieważ nie ma tam żłobków, później musieliśmy się zdecydować na nianię z powodu pracy. I czyjaś niania przyszła wtedy w środku nocy, żeby nas przywitać i pokazać nam dom. Poprosiliśmy wtedy o mleko dla młodszej córki, a tam wielkie zdziwienie – mleka nie ma.

A co jest?

Są krewetki, jest ryż. I tak roczny dzieciak, chcąc nie chcąc, musiał wcinać krewetki. Zajada je do dzisiaj, a przy tym jest zdrowa i odporna. Ma trochę naleciałości filipińskich – jak nie musi jeść widelcem to woli palcami albo zdejmuje buty na dworze, niezależnie od pogody.

Jak wygląda życie mieszkańców Cebu?

Ludzie żyją tam na dużo wolniejszych obrotach. Prawie w ogóle nie chodzą, a jeśli już to jak ślimaki. Jak ktoś ze mną miał gdzieś iść to się modlił, bo wiedział, że będzie truchtał za mną. Oni wszystko robią wolniej ze względów ekonomicznych. Im szybciej, tym więcej energii się traci, zwłaszcza kiedy jest gorąco. Tamtejsze temperatury lubi się na wakacjach, ale do życia i do ciężkiej pracy są zabójcze. Stąd Filipińczycy chodzą wolno, pracują wolno, są mało produktywni i śpią zawsze w południe. Nie chcę ich nazwać leniwymi, ale bardzo wolno płynie im czas. I nie znają takiego pojęcia jak punktualność.

Coś tam szokuje obcokrajowców?

Nas zszokowała ilość transseksualistów i fakt, że ludzie są niezwykle otwarci na nich. To niesłychanie chrześcijański kraj, a przypuszczam, że w Polsce to nie miałoby racji bytu. Tam liczy się wierna duszyczka. Nieważne kto, ważne, że jest.

Jest coś, co zaskoczyło Cię tam wyjątkowo pozytywnie?

Serdeczność wobec nas i szacunek, jakim nas darzono. Chcieliśmy, żeby mówiono do nas po imieniu, ale zawsze byliśmy panią i panem.

A negatywnie?

Na Filipiny przyjeżdża mnóstwo obcokrajowców na emeryturze. Znajdują sobie młodociane kochanki albo żony, a potem źle je traktują. To jest po prostu niesmaczne.

Jacy są Filipińczycy?

Niestety dość naiwni. Żyją w takim zaufaniu Bogu, że wszystko będzie dobrze i nie trzeba nic odkładać na jutro. Zdarzało się, że już następnego dnia po wypłacie przychodzili po zaliczkę, bo wszystko wydali. Często we wnioskach do urzędów skarbowych albo ubezpieczeniowych wpisywali na utrzymaniu dzieci rodzeństwa. Nie mogliśmy im wytłumaczyć, że ulgi przysługują tylko na własne dzieci. Ktoś odpowiadał, że nie ma własnych, ale utrzymuje dzieci siostry, brata, kuzyna, itd. Nieraz dziesiątkami osób opiekuje się jedna.

Czego Polacy mogliby się od nich nauczyć?

Pozytywnego spojrzenia na świat. Radości z tego co jest, a nie marudzenia, że czegoś nie ma albo coś mogłoby być lepsze. Są niezwykle pogodni i nie zrażają się tym, że mają naprawdę ciężko. Takiej biedy jak tam, nie widziałam nigdzie. I jednocześnie bogactwa, które niektórzy posiadają.

Czyli Filipiny to kraj kontrastów?

Mega kontrastów.

Gdzie je można zobaczyć?

Np. idąc ulicą widzimy śliczne, wygłaskane świątynie chińskie albo nowoczesne centra handlowe, a zaraz obok slumsy. Tam ludzie nie dbają o środowisko i chyba nie wiedzą, do czego ta niedbałość może doprowadzić.

Co dla Filipińczyków jest najważniejsze?

Bóg, honor, ojczyzna. Przede wszystkim Bóg, Jezus – młodzi ludzie noszą na rękach kolorowe gumeczki z napisem „Jezu, kocham Ciebie”. Nie wstydzą się tej miłości. Chodzą do kościoła przede wszystkim dlatego, że chcą i wierzą, a nie dlatego, że rodzice im kazali. Poza tym państwo, flaga, prezydent – świętość. Nieważne czy to prezydent na którego głosowałam, czy nie – teraz przewodzi mojemu państwu, więc należą mu się honory i szacunek. Nie można śpiewać hymnu w innym rytmie czy aranżacji, niż jest to konstytucyjnie uznane, bo można pójść do więzienia.

Mają jakieś nietypowe zwyczaje?

Mają bardzo dużo zabobonów. Biała pani w domu albo zjawa bez głowy na motorze. Są niezwykle przesądni. Z jednej strony wierzą w jedynego Boga, a z drugiej opowiadają takie bzdury i w nie też wierzą. Jest np. taka wyspa „chirurgów”, Siquijor, gdzie szamani podobno wycinają wyrostki nie używając narzędzi i nie spada przy tym kropla krwi. To oczywiście show, które bardzo chciałam zobaczyć, ale żaden Filipińczyk nie zgodził się tam ze mną pojechać. Boją się jechać na tę wyspę!

Jak się bawią na Filipinach?

Spotykają się od rana i śpiewają. A przy tym piją paskudne piwo ze spirytusem, wino z kokosa lub z liści palmowych, albo tani, pyszny rum. Ale się nie upijają!

„To są Filipiny” – wytłumaczenie na wszystko?

Do ostatniego dnia zdarzały się momenty, w których opadały nam szczęki. Krótkie wytłumaczenie – po prostu Filipiny. Tam widzieliśmy ciężarówkę bez żadnej plandeki, stojącą w korku i wiozącą gigantyczną kostkę lodu spożywczego. Tam rodzą się dzieci w ambulansach, które nie mogą przecisnąć się przez zakorkowane ulice. Najróżniejsze „cuda wianki” – Filipiny.

Nie-tubylec, nie-turysta – kto bardziej?

Jestem kimś pomiędzy. Pod koniec pobytu moi przyjaciele fotografowie powiedzieli mi, że mówili na mnie „balans bieli”, „biała pani” albo „puti”. „Puti” to też biała. Byłam obca, ale jednocześnie swoja. Dostawaliśmy zaproszenia na typowe imprezy, gdzie np. zabijano dla nas kaczkę. Zostaliśmy też rodzicami chrzestnymi. Ludzie byli dla nas niesamowicie serdeczni, a jednocześnie traktowali nas, jakbyśmy byli kimś lepszym. Często nie wiedzieliśmy czy oni naprawdę nas lubią czy tylko czegoś oczekują.

Dlaczego?

Wydawaliśmy dużo rzeczy. Oddawaliśmy ubrania, z których dzieci wyrosły, a kiedy ktoś przyszedł zawsze dostał jedzenie. Naszą nianię traktowaliśmy jak członka rodziny, a nie jak służbę. Ludzie uważali nas za dziwolągów, bo nie zachowywaliśmy się, jak reszta obcokrajowców.

Prawie 3 lata w tak odległym kraju – tęsknisz?

Tak. Nie mieszkałam w Polsce przez 17 lat. Jeździłam z miejsca na miejsce. Nagle wróciłam tutaj i po roku jeszcze nie czuję się jak w domu. Tam już dawno byłam u siebie.

Czego Ci najbardziej brakuje?

Czasami mówię, że słońca. Choć tam był to faktor, który mnie zniechęcał. Brakuje mi też owoców i morza. Wody, spokoju oraz bezpiecznej odległości od krewnych i znajomych. Tam byłam sama ze sobą i ze swoją najbliższą rodziną.

Filipiny jednym słowem?

Inny świat…

 

2012-07-06 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Konkurs Fotograficzny

finalisci NG4

przez Albin Marciniak 2012-06-20
Napisane przez Albin Marciniak


Galeria finałowa
http://www.klubpodroznikow.com/galeria/final-najpiekniejsza-gora-swiata-4

Galeria prac nadesłanych na konkurs
http://www.klubpodroznikow.com/galeria/najpiekniejsza-gora-swiata4

Konkurs fotograficzny Najpiękniejsza góra świata 4
4 edycja – 2012
2012-06-20 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Książka

Alpy Julijskie przewodnik

przez Redakcja 2012-06-19
Napisane przez Redakcja

Alpy Julijskie – przewodnik

Nowy przewodnik dla koneserów po górach najpiękniejszych – oczywiście, poza Tatrami.

 

Wszystkich miłośników Gór > Alp >> Alp Wschodnich >>> Alp Julijskich zachęcamy do zapoznania się z nowym wydaniem przewodnika po Julijcach.

Przewodnik zawiera opisy tras na najwyższe szczyty Alp Julijskich, w tym via ferraty i łatwe wycieczki.
Przewodnik składa się z:
– części monograficznej: m.in. informacje na temat geologii i morfologii, hydrografii, klimatu, przyrody i jej ochrony, historii odkrywania i zdobywania gór, o Polakach w Alpach Julijskich, zagospodarowaniu turystycznym i zachowaniu bezpieczeństwa na górskich szlakach, niezbędnym wyposażeniu i sprzęcie;
– części szczegółowej: dokładny opis 33 tras górskich (1-3 dniowych, z wariantami), m. in. na Triglav (2864), Jôf di Montasio (2753), Škrlaticę (2740), Mangart (2679), Jôf Fuart (2666), Jalovec (2645), Prisojnik (2547), Malą Mojstrovkę (2332), Rombon (2208), wśród nich via ferraty oraz zwiedzanie wspaniałej Doliny Soczy;
– informacji praktycznych: m.in. adresy i telefony do schronisk, adresy i strony internetowe;
– skorowidza nazw z obszaru Alp Julijskich.

 

 

Możliwość nabycia go – bezpośrednio w Krakowie lub poprzez wysyłkę pocztą – więcej informacji: [email protected] lub tel. 502 398 727.

Przewodnik „Alpy Julijskie (Słowenia – Włochy)” to: 271 stron (o 80 stron więcej niż w wyd. I), 150 kolorowych fotografii, mapki szkicowe tras; format kieszonkowy, papier kredowy, oprawa trwała – szyta i klejona.

 

Napisz! Zadzwoń! Poradź się przed wyjazdem! A potem może spotkamy się w Alpach Julijskich.
pozdrawiam podrózników
Jacek Płonczyński

Jacek Płonczyński

  • jestem Krakowianinem,
  • z zamiłowania turystą, z górami związanym od dzieciństwa;
  • z wykształcenia jestem geologiem, z zawodu – kartografem geologicznym, autorem map geologicznych okolic Krakowa (rejon Krzeszowic, Ojcowskiego Parku Narodowego, Puszczy Niepołomickiej) i innych terenów;
  • przewodnikiem tatrzańskim zostałem w 1977 roku w Studenckim Kole Przewodników Górskich (SKPG) w Krakowie, w 1983 roku uzyskałem uprawnienia państwowe; od tamtej pory należę do Koła Przewodników Tatrzańskich im. Macieja Sieczki w Krakowie ( www.przewodnicy-tatry.pl ), od 2005 roku jestem przewodnikiem w Stowarzyszeniu Międzynarodowych Przewodników Górskich LIDER (UIMLA) – www.przewodnik-lider.pl;
  • organizowałem, kierowałem lub uczestniczyłem w wielu wyjazdach i wyprawach; odwiedziłem Kaukaz Zachodni, Himalaje Nepalu (trekking wokół Annapurny), Himalaje Indyjskie (Dolina Kullu) i Tybet Zachodni (Spiti, Kinnaur), Atlas Wschodni, Aladag (turecki Taurus Centralny), Apeniny, góry Bułgarii, Rumunii, Chorwacji, Czarnogóry, Albanii, Grecji, Korsyki, Sardynii, Hiszpanii, Skandynawii oraz różne masywy Alp (Alpy Julijskie, Alpy Karnickie, Alpy Sawińskie, Karawanki, Dachstein, Wysokie Taury, Dolomity, Ortles-Cevedale, Alpy Berneńskie, Alpy Walijskie, Gran Paradiso i inne);
  • jestem autorem przewodnika wysokogórskiego „Perciami Alp Julijskich (Słowenia – Włochy)”, wyd. pierwsze 2003 r.;
  • od 2001 r. współredaguję czasopismo przewodników tatrzańskich z Krakowa „Maćkowa Perć” – www.przewodnicy-tatry.pl/wydawnictwa;
  • fotografuję amatorsko – indywidualne wystawy fotograficzne: „Perciami Alp Julijskich” Kraków-Sucha Beskidzka 2000; „Moje Podlasie” Kraków 2000; „Geologia i pejzaż”, Kraków 2001; „Barwy Gór” Kraków-Zakopane 2002; „Tatry i Przewodnicy”, wystawa z okazji 50-lecia KPT im. M. Sieczki, Kraków 2004; „Góry, chmury i …” Kraków 2005; „W stronę Tybetu” Kraków 2005, 2008;
  • od wielu lat zajmuję się animacją kultury turystyki górskiej, popularyzuję góry i podróżowanie na prelekcjach wygłaszanych w Krakowie i w innych miejscowościach, od kilku lat prowadzę cykle foto-prelekcji o górach, m. in. comiesięczne „Spotkania z górami” w Wojskowym Ośrodku Kultury w Krakowie, jesienno-zimowe górskie i podróżnicze slajdowiska w Krakowskim Klubie Przodowników Turystyki Górskiej ( www.kkptg.pl ) przy Centralnym Ośrodku Turystyki Górskiej PTTK , kładąc szczególny nacisk na bezpieczeństwo na górskich szlakach oraz na ekologię.
http://jacekplonczynski.pl/
2012-06-19 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Filipiny

przez Albin Marciniak 2012-06-12
Napisane przez Albin Marciniak
25.06.2012 godz. 19:00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków Piwnica pod Baranami
„Filipiny – inny świat?”
Agnieszka Doberschuetz
„Filipiny – inny świat?”
Agnieszka Doberschuetz

Filipiny to kraj, o którym przeciętny zjadacz chleba niewiele wie. Wydają się
odległe, obce, egzotyczne, ale nie dość interesujące, by stać się popularnym celem
turystycznym. Wbrew pozorom, wiele jednak łączy Polskę i Filipiny, które są najbardziej
schrystianizowanym państwem Azji. Mentalność Filipińczyków, tak odmienna od
europejskiej, jest zarazem swojska, sprzyjająca asymilacji. Przede wszystkim Filipiny
zaskakują jednak sprzecznościami, kontrastami, paradoksami.

Agnieszka Doberschuetz, która na Filipinach spędziła wraz z rodziną blisko trzy lata,
opowie o swoich doświadczeniach (fascynacjach, tęsknotach i dylematach) z trudnej
pozycji nie-tubylca, ale i nie-turysty oraz zaprezentuje swoje fotografie.
Zapraszamy!

Filipiny – inny swiat

Amunicja i papierosy dostepne na sztuki


JPII wielki bohater i na Filipinach

Przyplyw spokoju


Samotnosc w sieci


Sinulog – wielkie swieto Jezuska


Usmiech ponad wszystko

Wielkanocna szopka

foto: Agnieszka Doberschuetz

2012-06-12 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 247
  • 248
  • 249
  • 250
  • 251
  • …
  • 299

Archiwa

  • marzec 2026
  • luty 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • październik 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • kwiecień 2025
  • marzec 2025
  • luty 2025
  • styczeń 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • sierpień 2021
  • lipiec 2021
  • czerwiec 2021
  • maj 2021
  • kwiecień 2021
  • marzec 2021
  • luty 2021
  • styczeń 2021
  • grudzień 2020
  • listopad 2020
  • październik 2020
  • wrzesień 2020
  • sierpień 2020
  • lipiec 2020
  • czerwiec 2020
  • maj 2020
  • kwiecień 2020
  • marzec 2020
  • luty 2020
  • styczeń 2020
  • grudzień 2019
  • listopad 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • lipiec 2019
  • czerwiec 2019
  • maj 2019
  • kwiecień 2019
  • marzec 2019
  • luty 2019
  • styczeń 2019
  • grudzień 2018
  • listopad 2018
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • lipiec 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • kwiecień 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • sierpień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • marzec 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015
  • czerwiec 2015
  • maj 2015
  • kwiecień 2015
  • marzec 2015
  • luty 2015
  • styczeń 2015
  • grudzień 2014
  • listopad 2014
  • październik 2014
  • wrzesień 2014
  • sierpień 2014
  • lipiec 2014
  • czerwiec 2014
  • maj 2014
  • kwiecień 2014
  • marzec 2014
  • luty 2014
  • styczeń 2014
  • grudzień 2013
  • listopad 2013
  • październik 2013
  • wrzesień 2013
  • sierpień 2013
  • lipiec 2013
  • czerwiec 2013
  • maj 2013
  • kwiecień 2013
  • marzec 2013
  • luty 2013
  • styczeń 2013
  • grudzień 2012
  • listopad 2012
  • październik 2012
  • wrzesień 2012
  • sierpień 2012
  • lipiec 2012
  • czerwiec 2012
  • maj 2012
  • kwiecień 2012
  • marzec 2012
  • luty 2012
  • styczeń 2012
  • grudzień 2011
  • listopad 2011
  • październik 2011
  • wrzesień 2011
  • sierpień 2011
  • lipiec 2011
  • czerwiec 2011
  • maj 2011
  • kwiecień 2011
  • marzec 2011
  • luty 2011
  • styczeń 2011
  • grudzień 2010
  • listopad 2010
  • październik 2010
  • wrzesień 2010
  • sierpień 2010
  • lipiec 2010
  • czerwiec 2010
  • maj 2010
  • kwiecień 2010
  • marzec 2010
  • luty 2010
  • styczeń 2010
  • grudzień 2009
  • listopad 2009
  • październik 2009
  • wrzesień 2009
  • sierpień 2009
  • lipiec 2009
  • czerwiec 2009
  • maj 2009
  • kwiecień 2009
  • styczeń 2009
  • listopad 2008
  • październik 2008

Kategorie

  • Administracyjna
  • Afryka
  • Akcje eko
  • Aktualności
  • Aktualności inne
  • Albania
  • Aleja Podróżników
  • Ameryka Północna
  • Ameryka Południowa
  • Ameryka Środkowa i Karaiby
  • Artykuły testowe
  • Australia i Oceania
  • Austria
  • Azja
  • Bez kategorii
  • Biegi
  • BUŁGARIA
  • Chorwacja
  • Ciekawostki
  • Cykliczne Spotkania Podróżników
  • CZARNOGÓRA
  • Czechy
  • Czyste Góry Czyste Szlaki
  • Czyste Tatry
  • Czyste Tatry
  • Dania
  • Dolny Śląsk
  • Europa
  • Festiwale
  • Filmy
  • Francja
  • Góry
  • HISZPANIA
  • HOLANDIA
  • Konkurs Fotograficzny
  • Konkursy
  • Konkursy inne
  • Korona
  • Kościoły i obiekty sakralne
  • KOSOWO
  • Książka
  • Kuchnia
  • Kuchnie świata
  • Kujawsko-pomorskie
  • LITWA
  • Łódzkie
  • Lotniska i powietrze
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • LUKSEMBURG
  • MACEDONIA
  • Małopolskie
  • Malta
  • Materiał zewnętrzny
  • Miasta
  • Miejsca wyjątkowe
  • Muzea
  • Najciekawsze szlaki piesze i rowerowe w Europie
  • Newsy
  • NIEMCY
  • NORWEGIA
  • Opolskie
  • Parowozownie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Podziemia
  • Podziemia
  • Podziemia turystyczne w Europie Underground in Europe
  • Polecamy
  • Polska
  • Pomorskie
  • Portugalia
  • PRACE KONKURSOWE POLSKA
  • PRACE KONKURSOWE ŚWIAT
  • Projekt 4 Pory Roku
  • Projekt Mali Melomani
  • Projekt Mali Melomani II
  • Recenzje sprzętu
  • Reklama
  • Robocze inne
  • ROSJA
  • Rower
  • Różne media
  • Rumunia
  • Schroniska
  • SERBIA
  • Skanseny w Polsce
  • Śląskie
  • Slowacja
  • Slowenia
  • Spływy kajakowe
  • Spotkania autorskie
  • Spotkania, zloty, imprezy podróżników
  • Sprzęt
  • Świat
  • Świętokrzyskie
  • SZWAJCARIA
  • Tanie loty
  • Tatromaniak
  • Testy sprzętu
  • Twierdze i Forty
  • Ukraina
  • unesco
  • Via Adriatica Trail
  • Warmińsko-mazurskie
  • Warsztaty i plenery fotograficzne
  • WĘGRY
  • WIELKA BRYTANIA
  • Wielkopolskie
  • WŁOCHY
  • Woda
  • Wspomnienia z podróży
  • Wystawy
  • Wywiady
  • Zabytki sakralne
  • Zachodniopomorskie
  • Zamki i pałace
  • Zostań w domu nie odwołuj

Obserwuj nas

Top Selling Multipurpose WP Theme

Ostatnie posty

  • Skansen Przemysłu Naftowego Magdalena w Gorlicach

    2026-03-25
  • Skansen Józefa Chełmowskiego w Brusach – artysta z innego świata

    2026-03-24
  • Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim

    2026-03-22
  • Jeziora Plitwickie – fenomen przyrodniczy w Chorwacji

    2026-03-22
  • krokusy w Tatrach – gdzie można podziwiać szafrany spiskie?

    2026-03-22
  • Park Gródek Polskie Malediwy w Jaworznie

    2026-03-21

Kanał społecznościowy

Kanał społecznościowy

Wybór redaktorów

zamek Drakuli w Poenari

2016-01-25

Rezerwat Groapa Ruginoasa, Góry Bihor w Rumunii

2022-08-06

Zamek – Twierdza Rupea w Rumunii

2022-08-09

Rezerwat Cheile Turzii – wąwóz Turda

2024-01-23

Zamek Drakuli w Hunedoarze w Rumunii

2024-03-03

Klub Podróżników Śródziemie

Ogólnopolski portal podróżniczy poświęcony odkrywaniu Polski i świata. Od znanych miast i zabytków, przez górskie szlaki i podziemia, po miejsca nieoczywiste i zapomniane.

Rzetelne relacje, autorskie przewodniki oraz praktyczne wskazówki dla turystów, pasjonatów historii i miłośników aktywnego podróżowania.

Odkrywaj świat z nami – świadomie, krok po kroku i z pasją.

Ciekawe w województwach

    • Dolnośląskie
    • Kujawsko-pomorskie
    • Lubelskie
    • Lubuskie
    • Łódzkie
    • Małopolskie
    • Mazowieckie
    • Opolskie
    • Podkarpackie
    • Podlaskie
    • Pomorskie
    • Śląskie
    • Świętokrzyskie
    • Warmińsko-mazurskie
    • Wielkopolskie
    • Zachodniopomorskie
dhosting

Polecane

Skansen Przemysłu Naftowego Magdalena w Gorlicach
Skansen Józefa Chełmowskiego w Brusach – artysta z innego świata
Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim
Jeziora Plitwickie – fenomen przyrodniczy w Chorwacji

Ostatnio dodane

Skansen Przemysłu Naftowego Magdalena w Gorlicach
Skansen Józefa Chełmowskiego w Brusach – artysta z innego świata
Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim
Jeziora Plitwickie – fenomen przyrodniczy w Chorwacji
Facebook Twitter Youtube Linkedin Envelope Rss

klubpodroznikow.com – Copyright & Copy 2025/26

Created by Konfig.Info

  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Home
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat

Wybór redaktorów

  • Sighișoara miasto w środkowej Rumunii w Siedmiogrodzie

    2026-02-02
  • Góry solne w Rumunii – Muntele de sare

    2026-02-01
  • Droga Transfogaraska w Rumunii

    2025-09-17
  • Wulkany błotne w Rumunii, wyjątkowy rezerwat przyrody

    2024-08-20
  • Jaskinia Meziad, Peşteră

    2024-08-20
  • Kopalnia soli Salina Turda w Rumunii

    2024-08-17
@2021 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign
Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego działania serwisu oraz analiz ruchu. Zobacz politykę prywatności .