Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
wtorek, 24 marca, 2026
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Copyright 2025 - All Right Reserved
Newsy

Podziemia Rynku WIELKIE OTWARCIE

przez Albin Marciniak 2010-09-07
Napisane przez Albin Marciniak
http://www.krakow.pl/portal_glowny/pliki/2931


Podziemia Rynku WIELKIE OTWARCIE 24.09

http://www.krakow.pl/portal_glowny/pliki/3031/4

http://www.youtube.com/watch?v=Aq1a07LMcZI&feature=player_embedded

„Podziemia Rynku” czyli krakowski spektakl wrażeń…

Kraków jest tak stary, że nikt nie zna w pełni jego wielkiej historii. Kopiec Kraka pamięta jeszcze czasy Celtów i legendarnych Awarów. To tu żyli słowiańscy książęta i królowie, którzy decydowali o kształcie miasta mającego stać się stolicą jednego z najpotężniejszych państw średniowiecznej Europy.

Od 24 września będziemy mogli oglądać pierwsze w Polsce, unikalne w skali światowej podziemne muzeum. Wystawa nosząca tytuł „Śladami europejskiej tożsamości Krakowa” będzie multimedialnym widowiskiem, podróżą w czasie. Zwiedzający będą mogli nie tylko zobaczyć, ale i dotknąć historii z początków legendarnego miasta.
W parku archeologicznym, znajdującym się 8 metrów pod powierzchnią rynku, zobaczymy niespotykany w Europie przekrój wielkiego, tętniącego życiem, średniowiecznego Krakowa. Odnalezione zabytki świadczą o ciągłości handlu, który w tym miejscu trwa nieprzerwanie od ponad 800 lat.

Podziemne muzeum to:

700 zabytków archeologicznych

500 elektronicznych odwzorowań zabytków

8 filmów animowanych

5 filmów dokumentalnych

7 manekinów i makiet

600 rekonstrukcji cyfrowych 3D

30 stanowisk multimedialnych

25 gablot

64 kamery cyfrowe

25 ekranów plazmowych

13 ekranów LCD

104 playery

160 konwerterów sygnału

27 projektorów multimedialnych

37 monitorów dotykowych

270 stopni – ekran projekcyjny

3 metry – ekran parowy

98 głośników

28 tys. m kabli

5 hologramów

150 audiobooków

.

a tak wyglądały prace przed otwarciem:

www.klubpodroznikow.com/relacje/podziemia/608-podziemny-krakow-

.

Kilka słów o badaniach archeologicznych

Badania archeologiczne na krakowskim Rynku Głównym rozpoczęto w sierpniu 2005 roku w związku z wymianą nawierzchni i budową podziemnych kubatur przeznaczonych na potrzeby Muzeum Historycznego Miasta Krakowa i do obsługi Sukiennic. Wykopy szerokopłaszczyznowe (przy południowej krawędzi Sukiennic, w uliczce pomiędzy Kramami Bogatymi oraz w północno-wschodniej części placu) objęły w sumie około 22 arów (ok. 5%) powierzchni Rynku. Prace badawcze prowadzono także w obrębie Wagi Wielkiej, odsłonięto korony murów Wagi Małej i Kramów Bogatych, odgruzowując jednocześnie całe zachodnie ich pasmo oraz kilkanaście komór w paśmie wschodnim.

Prócz licznych, często unikatowych zabytków obrazujących życie codzienne krakowskich mieszczan w średniowieczu, badania przyniosły także wiele nowych, niezwykle istotnych informacji dotyczących zmian w zagospodarowaniu przestrzeni rynkowej oraz historii funkcjonujących tutaj obiektów. Stwierdzono na przykład, że:

· w wieku XI istniało na terenie dzisiejszego Rynku rozległe cmentarzysko, na którym chowano zmarłych mieszkańców wczesnośredniowiecznego ośrodka miejskiego;

· w wieku XII na jego miejscu powstaje osada otwarta charakteryzująca się regularną zabudową;

· najstarszymi murowanymi obiektami na Rynku lokacyjnego miasta były wybudowane w trzeciej ćwierci XIII w. Kramy Bogate, składające się z sześciu lub ośmiu sześciokomorowych budynków zlokalizowanych po obu stronach brukowanego traktu, stanowiącego przedłużenie ul. Św. Jana;

· murowana zabudowa śródrynkowa w formie funkcjonującej jeszcze w wieku XIX powstała dopiero w drugiej połowie wieku XIV;

· aż do czasów nowożytnych plac rynkowy posiadał gruntowną nawierzchnię;

· kamienne bruki występowały jedynie w bezpośrednim sąsiedztwie murowanych budowli lub w formie prowadzących do nich ciągów komunikacyjnych.

Dr Cezary Buśko

podziemia - szkielet

Co znaleziono pod ziemią
http://www.krakow.pl/portal_glowny/pliki/3079/2

jak powstawały materiały multimedialne
http://www.krakow.pl/podziemia_rynku/1968,artykul,zobacz_takze___.html

Odwiedź bezpłatnie

Bilety bezpłatne będę dostępne od 20 września w dwóch punktach InfoKraków na ul. św. Jana oraz w Pawilonie Wyspiańskiego (jedna osoba będzie mogła dostać maksymalnie dwa bilety)

Na bilecie będzie podana data zwiedzania (na kolejny dni 24, 25, 26 września 2010 r.)

Nr grupy zwiedzania ………..

Nr kolejny biletu ……………

Godzina wejścia ……………

a także informacja że wejście grupami odbywać się będzie co 15 minut.

www.krakow.pl/podziemia_rynku/1973,artyk…iedz_bezplatnie.html

2010-09-07 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Kościoły i obiekty sakralneZabytki sakralne

Kościół św. Mikołaja w Lesznie  z XIV w.

przez Albin Marciniak 2010-09-07
Napisane przez Albin Marciniak

Zabytkowy kościół św. Mikołaja w Lesznie  z XIV w.

 

   Pierwsze wzmianki o kościele św. Mikołaja i Matki Boskiej pochodzą z XIV w.  W 1450 roku była to już murowana świątynia, zapewne jednonawowa, ozdobiona nagrobkami Leszczyńskich, którzy od wsi pierwotnie zwanej Leszczyno przybrali swe nazwisko. Nazwa Leszno występuje dopiero od 1547 roku, kiedy założono tu miasto. W tym czasie właściciel miasta stali się protestantami (1553) i oddali kościół wraz z całym uposażeniem Braciom Czeskim w roku 1555. 

 

 


Miasto bogaciło się i rozbudowywało więc i kościół został w XVI w. wydatnie powiększony przez dobudowanie w stylu renesansowym obu wież oraz naw bocznych.
W roku 1640 dziedzic Leszna Bogusław Leszczyński, podskarbi wielki koronny wrócił do katolicyzmu, zaczęto więc starania o zwrot kościoła parafialnego, uwieńczone w 1652 roku dekretem trybunału królewskiego.
Podczas wojny polko-szwedzkiej (1655-1660) Leszno zostało doszczętnie spalone, a wraz z nim wszystkie kościoły.
Kościół św. Mikołaja odbudować miał magistrat, składający się z protestantów, więc odbudowa postępowała bardzo wolno. Do 1685 roku pokryto dachem jedynie niewielka część kościoła, co umożliwiło ponowne odprawianie nabożeństw.
Wkrótce, staraniem dziedziców Leszna ks. biskupa Bogusława i Rafała Leszczyńskich przystąpiono do planowanej odbudowy i przebudowy świątyni. Pracami kierowali włoscy architekci Jan Catenazzi i Pompeo Ferrari, twórca wspaniałego wystroju wnętrza w stylu pięknego włoskiego baroku.

 

 

W roku 1707 miasto zostało ponownie całkowicie spalone. W kościele parafialnym spłonął dach i strzeliste hełmy wież, co hamowało prace nad przebudową i ozdabianiem świątyni. Wówczas powiększono kościół o czwarte przęsło, w środku którego zbudowano nad prezbiterium kopułę, wówczas jedynie w stanie surowym.
Wizytacja z 1719 roku wspomina o istnieniu 8 ołtarzy, w tym głównego św. Krzyża, ozdobionego baldachimem, a nadto stwierdza piękne przyozdobienie kościoła, za wyjątkiem prezbiterium.
Do 1726 roku wymalowano kopułę, postawiono ambonę oraz nowy ołtarz św. Michała. Dach kościoła silnie załamany nad bocznymi nawami bocznymi został pokryty gontami, posadzki zaś wyłożono cegłami.
W 1737 roku kościół był już całkowicie odbudowany; przybyła figura św. Jana Nepomucena oraz dwa piękne nagrobki obu braci restauratorów. Nagrobki te nie zostały ukończone, zapewne z powodu śmierci ich twórcy – Ferrariego.
W tym czasie Leszno kupił Aleksander Sułkowski, który ufundował w 1744 roku nowy, wielki ołtarz. Umieszczono w nim obraz św. Trójcy, znajdujący się uprzednio w ołtarzu obok nagrobka ks. biskupa Leszczyńskiego. Krzyż z wielkiego ołtarza umieszczono na miejscu przeniesionego obrazu św. Trójcy.
Podczas pożaru miasta w 1790 roku spłonął oryginalnie łamany dach kościoła oraz wysmukłe hełmy obu wież. Straty naprawił ks. Szymon Trzepaczyński, ale nie przywrócono już dawnych hełmów wież, ani osobnych dachów nad nawami bocznymi. Z inicjatywy ks. Antoniego Tyca dokonano odnowienia wnętrza świątyni.
Konsekracja kościoła pw. św. Mikołaja biskupa nastąpiła dopiero 20 czerwca 1841 roku. Konsekracji dokonał abp Marcin Dunin.
Kościół bez zasadniczych zmian przetrwał do początku XX w. W latach 1905-1908 z inicjatywy ks. Józefa Tascha rozbudowano pierwotną część prezbiterialną. Dobudowano transept i prezbiterium wraz z przyległymi pomieszczeniami: zakrystią i kaplicą chrzcielną, do których przylegają niewielkie wieże, mieszczące w sobie klatki schodowe. W takiej postaci kościół przetrwał do dziś.



W latach 50-tych ubiegłego wieku z inicjatywy ks. Teodora Korcza rozpoczęto prace konserwatorskie. Do wnętrza wprowadzono kilka istotnych zmian. W 1956 r. urządzono kaplicę chrzcielną, a w latach 1970-1974 pod kopułką pierwotnego prezbiterium ustawiono nowy ołtarz soborowy. Od roku 1973 południowa wnęka przęsła międzywieżowego funkcjonowała jako Kaplica Wieczystej Adoracji Najświętszego Sakramentu.
W roku 2000 kościół parafialny pw. ś. Mikołaja został ustanowiony przez papieża Jana Pawła II kolegiatą.
Ostatnie lata to kompleksowe odnowienie świątyni, m.in. odnowiono ołtarz główny i ołtarze boczne, polichromię i sztukaterię całej świątyni. Zainstalowano nowe barokowe żyrandole. Ufundowano figurę Sługi Bożego Jana Pawła II oraz obrazy Miłosierdzia Bożego i św. siostry Faustyny. 
W ubiegłym roku w dniu święta patronalnego ks. abp Stanisław Gądecki dokonał poświęcenia nowej Kaplicy Adoracji Najświętszego Sakramentu, która znajduje się obok ołtarza soborowego.
Aktualnie prowadzone są prace z osuszaniem murów kolegiaty. Planowane zakończenie na jeden z kolejnych odpustów.



1-
1- relacje/kosciol_w_lesznie/1-
1-DSC_7809
1-DSC_7809 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7809
1-DSC_7811
1-DSC_7811 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7811
1-DSC_7814
1-DSC_7814 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7814
1-DSC_7817
1-DSC_7817 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7817
1-DSC_7818
1-DSC_7818 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7818
1-DSC_7819
1-DSC_7819 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7819
1-DSC_7821
1-DSC_7821 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7821
1-DSC_7822
1-DSC_7822 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7822
1-DSC_7823
1-DSC_7823 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7823
1-DSC_7825
1-DSC_7825 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7825
1-DSC_7826
1-DSC_7826 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7826
1-DSC_7827
1-DSC_7827 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7827
1-DSC_7828
1-DSC_7828 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7828
1-DSC_7830
1-DSC_7830 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7830
1-DSC_7831
1-DSC_7831 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7831
1-DSC_7832
1-DSC_7832 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7832
1-DSC_7833
1-DSC_7833 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7833
1-DSC_7834
1-DSC_7834 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7834
1-DSC_7835
1-DSC_7835 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7835
1-DSC_7836
1-DSC_7836 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7836
1-DSC_7838
1-DSC_7838 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7838
1-DSC_7839
1-DSC_7839 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7839
1-DSC_7841
1-DSC_7841 relacje/kosciol_w_lesznie/1-DSC_7841
2-DSC_7812
2-DSC_7812 relacje/kosciol_w_lesznie/2-DSC_7812
3-DSC_7813
3-DSC_7813 relacje/kosciol_w_lesznie/3-DSC_7813
4-DSC_7814
4-DSC_7814 relacje/kosciol_w_lesznie/4-DSC_7814
5-DSC_7815
5-DSC_7815 relacje/kosciol_w_lesznie/5-DSC_7815


2010-09-07 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Góry

Zima w lecie

przez Albin Marciniak 2010-09-06
Napisane przez Albin Marciniak



Mimo że trwa jeszcze kalendarzowe lato to w Tatrach prawdziwa zima.
Powyżej 1500 m miejscami utworzone są zaspy a ze stoków zeszły już pierwsze lawiny.
W ostatni wekend padał deszcz i deszcz ze śniegiem a w wyższych partiach śnieg.
Na wschodnich stokach Mł. Królowej Kopy od kilku dni jagodami zajadała się niedźwiedzica z 2 młodych ale w niedzielę śnieg przerwał śnieg pałaszowanie.
Warunki na szlakach powyżej schronisk są trudne a opady i mgła znacznie utrudniają wędrówki.
TOPR odradza wszelkich wycieczek powyżej górnej granicy lasu.
Mamy nadzieję że w Tatry powróci jeszcze prawdziwa złota jesień a zima nadejdzie dopiero w listopadzie.

foto:Albin Marciniak

5040DSC_5244
5040DSC_5244 relacje/zima w lecie/5040DSC_5244
5041_DSC4855
5041_DSC4855 relacje/zima w lecie/5041_DSC4855
5042_DSC4923
5042_DSC4923 relacje/zima w lecie/5042_DSC4923
5043_DSC4924
5043_DSC4924 relacje/zima w lecie/5043_DSC4924
5045_DSC4926
5045_DSC4926 relacje/zima w lecie/5045_DSC4926
5046_DSC4929
5046_DSC4929 relacje/zima w lecie/5046_DSC4929
5049_DSC4942
5049_DSC4942 relacje/zima w lecie/5049_DSC4942
5050_DSC4943
5050_DSC4943 relacje/zima w lecie/5050_DSC4943
5052_DSC4945
5052_DSC4945 relacje/zima w lecie/5052_DSC4945
5054_DSC4947
5054_DSC4947 relacje/zima w lecie/5054_DSC4947
5055_DSC4948
5055_DSC4948 relacje/zima w lecie/5055_DSC4948
5060_DSC4957
5060_DSC4957 relacje/zima w lecie/5060_DSC4957
5061_DSC4969
5061_DSC4969 relacje/zima w lecie/5061_DSC4969
5063_DSC4993
5063_DSC4993 relacje/zima w lecie/5063_DSC4993
5064_DSC5000
5064_DSC5000 relacje/zima w lecie/5064_DSC5000
5065_DSC5002
5065_DSC5002 relacje/zima w lecie/5065_DSC5002
5066_DSC5003
5066_DSC5003 relacje/zima w lecie/5066_DSC5003
5067_DSC5004
5067_DSC5004 relacje/zima w lecie/5067_DSC5004
5068_DSC5005
5068_DSC5005 relacje/zima w lecie/5068_DSC5005
5069_DSC5006
5069_DSC5006 relacje/zima w lecie/5069_DSC5006
5070_DSC5007
5070_DSC5007 relacje/zima w lecie/5070_DSC5007
5071_DSC5008
5071_DSC5008 relacje/zima w lecie/5071_DSC5008
5072_DSC5009
5072_DSC5009 relacje/zima w lecie/5072_DSC5009
5073_DSC5010
5073_DSC5010 relacje/zima w lecie/5073_DSC5010
5074_DSC5020
5074_DSC5020 relacje/zima w lecie/5074_DSC5020
5075_DSC5027
5075_DSC5027 relacje/zima w lecie/5075_DSC5027
5082_DSC5073
5082_DSC5073 relacje/zima w lecie/5082_DSC5073
5083_DSC5075
5083_DSC5075 relacje/zima w lecie/5083_DSC5075
5084_DSC5076
5084_DSC5076 relacje/zima w lecie/5084_DSC5076
5085_DSC5078
5085_DSC5078 relacje/zima w lecie/5085_DSC5078
5086_DSC5167
5086_DSC5167 relacje/zima w lecie/5086_DSC5167
5087_DSC5168
5087_DSC5168 relacje/zima w lecie/5087_DSC5168
5094_DSC5180
5094_DSC5180 relacje/zima w lecie/5094_DSC5180
5095_DSC5191
5095_DSC5191 relacje/zima w lecie/5095_DSC5191
5096_DSC5198
5096_DSC5198 relacje/zima w lecie/5096_DSC5198
5097_DSC5199
5097_DSC5199 relacje/zima w lecie/5097_DSC5199
5098_DSC5207
5098_DSC5207 relacje/zima w lecie/5098_DSC5207
5099_DSC5208
5099_DSC5208 relacje/zima w lecie/5099_DSC5208
5101DSC_4972
5101DSC_4972 relacje/zima w lecie/5101DSC_4972
5102DSC_4974
5102DSC_4974 relacje/zima w lecie/5102DSC_4974
5103DSC_4975
5103DSC_4975 relacje/zima w lecie/5103DSC_4975
5104DSC_4976
5104DSC_4976 relacje/zima w lecie/5104DSC_4976
5105DSC_4978
5105DSC_4978 relacje/zima w lecie/5105DSC_4978
5106DSC_4991
5106DSC_4991 relacje/zima w lecie/5106DSC_4991
5109DSC_5011
5109DSC_5011 relacje/zima w lecie/5109DSC_5011
5110DSC_5015
5110DSC_5015 relacje/zima w lecie/5110DSC_5015
5113DSC_5088
5113DSC_5088 relacje/zima w lecie/5113DSC_5088
5114DSC_5089
5114DSC_5089 relacje/zima w lecie/5114DSC_5089
5115DSC_5091
5115DSC_5091 relacje/zima w lecie/5115DSC_5091
5116DSC_5092
5116DSC_5092 relacje/zima w lecie/5116DSC_5092
5117DSC_5093
5117DSC_5093 relacje/zima w lecie/5117DSC_5093
5119DSC_5096
5119DSC_5096 relacje/zima w lecie/5119DSC_5096
5120DSC_5097
5120DSC_5097 relacje/zima w lecie/5120DSC_5097
5121DSC_5098
5121DSC_5098 relacje/zima w lecie/5121DSC_5098
5122DSC_5099
5122DSC_5099 relacje/zima w lecie/5122DSC_5099
5124DSC_5101
5124DSC_5101 relacje/zima w lecie/5124DSC_5101
5125DSC_5102
5125DSC_5102 relacje/zima w lecie/5125DSC_5102
5126DSC_5103
5126DSC_5103 relacje/zima w lecie/5126DSC_5103
5127DSC_5104
5127DSC_5104 relacje/zima w lecie/5127DSC_5104
5128DSC_5105
5128DSC_5105 relacje/zima w lecie/5128DSC_5105
5129DSC_5109
5129DSC_5109 relacje/zima w lecie/5129DSC_5109
5130DSC_5113
5130DSC_5113 relacje/zima w lecie/5130DSC_5113
5131DSC_5115
5131DSC_5115 relacje/zima w lecie/5131DSC_5115
5132DSC_5116
5132DSC_5116 relacje/zima w lecie/5132DSC_5116
5133DSC_5117
5133DSC_5117 relacje/zima w lecie/5133DSC_5117
5134DSC_5119
5134DSC_5119 relacje/zima w lecie/5134DSC_5119
5135DSC_5120
5135DSC_5120 relacje/zima w lecie/5135DSC_5120
5136DSC_5122
5136DSC_5122 relacje/zima w lecie/5136DSC_5122
5137DSC_5123
5137DSC_5123 relacje/zima w lecie/5137DSC_5123
5138DSC_5125
5138DSC_5125 relacje/zima w lecie/5138DSC_5125
5140DSC_5133
5140DSC_5133 relacje/zima w lecie/5140DSC_5133
5141DSC_5135
5141DSC_5135 relacje/zima w lecie/5141DSC_5135
5142DSC_5137
5142DSC_5137 relacje/zima w lecie/5142DSC_5137
5143DSC_5156
5143DSC_5156 relacje/zima w lecie/5143DSC_5156
5144DSC_5209
5144DSC_5209 relacje/zima w lecie/5144DSC_5209


2010-09-06 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Góry

Zima w lecie

przez Albin Marciniak 2010-09-06
Napisane przez Albin Marciniak



Mimo że trwa jeszcze kalendarzowe lato to w Tatrach prawdziwa zima.
Powyżej 1500 m miejscami utworzone są zaspy a ze stoków zeszły już pierwsze lawiny.
W ostatni wekend padał deszcz i deszcz ze śniegiem a w wyższych partiach śnieg.
Na wschodnich stokach Mł. Królowej Kopy od kilku dni jagodami zajadała się niedźwiedzica z 2 młodych ale w niedzielę śnieg przerwał śnieg pałaszowanie.
Warunki na szlakach powyżej schronisk są trudne a opady i mgła znacznie utrudniają wędrówki.
TOPR odradza wszelkich wycieczek powyżej górnej granicy lasu.
Mamy nadzieję że w Tatry powróci jeszcze prawdziwa złota jesień a zima nadejdzie dopiero w listopadzie.

foto:Albin Marciniak

5040DSC_5244
5040DSC_5244 relacje/zima w lecie/5040DSC_5244
5041_DSC4855
5041_DSC4855 relacje/zima w lecie/5041_DSC4855
5042_DSC4923
5042_DSC4923 relacje/zima w lecie/5042_DSC4923
5043_DSC4924
5043_DSC4924 relacje/zima w lecie/5043_DSC4924
5045_DSC4926
5045_DSC4926 relacje/zima w lecie/5045_DSC4926
5046_DSC4929
5046_DSC4929 relacje/zima w lecie/5046_DSC4929
5049_DSC4942
5049_DSC4942 relacje/zima w lecie/5049_DSC4942
5050_DSC4943
5050_DSC4943 relacje/zima w lecie/5050_DSC4943
5052_DSC4945
5052_DSC4945 relacje/zima w lecie/5052_DSC4945
5054_DSC4947
5054_DSC4947 relacje/zima w lecie/5054_DSC4947
5055_DSC4948
5055_DSC4948 relacje/zima w lecie/5055_DSC4948
5060_DSC4957
5060_DSC4957 relacje/zima w lecie/5060_DSC4957
5061_DSC4969
5061_DSC4969 relacje/zima w lecie/5061_DSC4969
5063_DSC4993
5063_DSC4993 relacje/zima w lecie/5063_DSC4993
5064_DSC5000
5064_DSC5000 relacje/zima w lecie/5064_DSC5000
5065_DSC5002
5065_DSC5002 relacje/zima w lecie/5065_DSC5002
5066_DSC5003
5066_DSC5003 relacje/zima w lecie/5066_DSC5003
5067_DSC5004
5067_DSC5004 relacje/zima w lecie/5067_DSC5004
5068_DSC5005
5068_DSC5005 relacje/zima w lecie/5068_DSC5005
5069_DSC5006
5069_DSC5006 relacje/zima w lecie/5069_DSC5006
5070_DSC5007
5070_DSC5007 relacje/zima w lecie/5070_DSC5007
5071_DSC5008
5071_DSC5008 relacje/zima w lecie/5071_DSC5008
5072_DSC5009
5072_DSC5009 relacje/zima w lecie/5072_DSC5009
5073_DSC5010
5073_DSC5010 relacje/zima w lecie/5073_DSC5010
5074_DSC5020
5074_DSC5020 relacje/zima w lecie/5074_DSC5020
5075_DSC5027
5075_DSC5027 relacje/zima w lecie/5075_DSC5027
5082_DSC5073
5082_DSC5073 relacje/zima w lecie/5082_DSC5073
5083_DSC5075
5083_DSC5075 relacje/zima w lecie/5083_DSC5075
5084_DSC5076
5084_DSC5076 relacje/zima w lecie/5084_DSC5076
5085_DSC5078
5085_DSC5078 relacje/zima w lecie/5085_DSC5078
5086_DSC5167
5086_DSC5167 relacje/zima w lecie/5086_DSC5167
5087_DSC5168
5087_DSC5168 relacje/zima w lecie/5087_DSC5168
5094_DSC5180
5094_DSC5180 relacje/zima w lecie/5094_DSC5180
5095_DSC5191
5095_DSC5191 relacje/zima w lecie/5095_DSC5191
5096_DSC5198
5096_DSC5198 relacje/zima w lecie/5096_DSC5198
5097_DSC5199
5097_DSC5199 relacje/zima w lecie/5097_DSC5199
5098_DSC5207
5098_DSC5207 relacje/zima w lecie/5098_DSC5207
5099_DSC5208
5099_DSC5208 relacje/zima w lecie/5099_DSC5208
5101DSC_4972
5101DSC_4972 relacje/zima w lecie/5101DSC_4972
5102DSC_4974
5102DSC_4974 relacje/zima w lecie/5102DSC_4974
5103DSC_4975
5103DSC_4975 relacje/zima w lecie/5103DSC_4975
5104DSC_4976
5104DSC_4976 relacje/zima w lecie/5104DSC_4976
5105DSC_4978
5105DSC_4978 relacje/zima w lecie/5105DSC_4978
5106DSC_4991
5106DSC_4991 relacje/zima w lecie/5106DSC_4991
5109DSC_5011
5109DSC_5011 relacje/zima w lecie/5109DSC_5011
5110DSC_5015
5110DSC_5015 relacje/zima w lecie/5110DSC_5015
5113DSC_5088
5113DSC_5088 relacje/zima w lecie/5113DSC_5088
5114DSC_5089
5114DSC_5089 relacje/zima w lecie/5114DSC_5089
5115DSC_5091
5115DSC_5091 relacje/zima w lecie/5115DSC_5091
5116DSC_5092
5116DSC_5092 relacje/zima w lecie/5116DSC_5092
5117DSC_5093
5117DSC_5093 relacje/zima w lecie/5117DSC_5093
5119DSC_5096
5119DSC_5096 relacje/zima w lecie/5119DSC_5096
5120DSC_5097
5120DSC_5097 relacje/zima w lecie/5120DSC_5097
5121DSC_5098
5121DSC_5098 relacje/zima w lecie/5121DSC_5098
5122DSC_5099
5122DSC_5099 relacje/zima w lecie/5122DSC_5099
5124DSC_5101
5124DSC_5101 relacje/zima w lecie/5124DSC_5101
5125DSC_5102
5125DSC_5102 relacje/zima w lecie/5125DSC_5102
5126DSC_5103
5126DSC_5103 relacje/zima w lecie/5126DSC_5103
5127DSC_5104
5127DSC_5104 relacje/zima w lecie/5127DSC_5104
5128DSC_5105
5128DSC_5105 relacje/zima w lecie/5128DSC_5105
5129DSC_5109
5129DSC_5109 relacje/zima w lecie/5129DSC_5109
5130DSC_5113
5130DSC_5113 relacje/zima w lecie/5130DSC_5113
5131DSC_5115
5131DSC_5115 relacje/zima w lecie/5131DSC_5115
5132DSC_5116
5132DSC_5116 relacje/zima w lecie/5132DSC_5116
5133DSC_5117
5133DSC_5117 relacje/zima w lecie/5133DSC_5117
5134DSC_5119
5134DSC_5119 relacje/zima w lecie/5134DSC_5119
5135DSC_5120
5135DSC_5120 relacje/zima w lecie/5135DSC_5120
5136DSC_5122
5136DSC_5122 relacje/zima w lecie/5136DSC_5122
5137DSC_5123
5137DSC_5123 relacje/zima w lecie/5137DSC_5123
5138DSC_5125
5138DSC_5125 relacje/zima w lecie/5138DSC_5125
5140DSC_5133
5140DSC_5133 relacje/zima w lecie/5140DSC_5133
5141DSC_5135
5141DSC_5135 relacje/zima w lecie/5141DSC_5135
5142DSC_5137
5142DSC_5137 relacje/zima w lecie/5142DSC_5137
5143DSC_5156
5143DSC_5156 relacje/zima w lecie/5143DSC_5156
5144DSC_5209
5144DSC_5209 relacje/zima w lecie/5144DSC_5209


2010-09-06 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Kazbek

przez Albin Marciniak 2010-09-01
Napisane przez Albin Marciniak
http://www.klubpodroznikow.com/images/fbfiles/images/DSCN2309__.JPG
13.IX godz.19.00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków pl. Wszystkich Świętych 8
Grzegorz Drabik
„Kazbek i Jabal Toubkal – góry moich marzeń”

Od dawna marzyłem o swojej pierwszej „wielkiej górze”. Wybór padł na Kazbeka. Z kilku powodów: jest pięciotysięcznikiem, dojście pod szczyt jest wyjątkowo malownicze, góra leży w kraju który zachwyca nie tylko przyrodą ale też kulturą i historią. Piramida szczytowa Kazbeka śniła mi się po nocach, aż wreszcie pewnego dnia marzenie stało się jawą. Wysiadłem z zatłoczonej marszrutki na Gruzińskiej Drodze Wojennej i zobaczyłem go. Przyciągał jak magnes. Ale na zdobyciu Kazbeka nie skończyło się odkrywanie Gruzji. Jak się okazało, piękno tego kraju leży gdzieś pomiędzy wysoką górą, krową na moście, ciszą w świątyni, dużą ilością śniegu, psem z obciętymi uszami, budowlami z początku Naszej Ery, serem i czaczą na bazarze, kamiennymi miastami, pijanymi dżdżownicami, zapachem kwiatów na wysokich halach a… rosołkiem z chinkali 😉 Strona wyprawy: www.kazbekexpedition.pl.

Kolejna opowieść tego wieczoru to historia wejścia na Jabal Toubkal (najwyższy szczyt Atlasu Wysokiego, położony w Maroku) przez grupę zupełnie zwykłych ludzi, których połączyło jedno: kochają góry i potrafią pięknie o nich pisać. Pięciu uczestników wyprawy jest laureatami konkursu National Geographic Traveler na opowiadanie pt. „Góra moich marzeń”. Usłyszycie i zobaczycie, że wysokie góry nie są miejscem dostępnym jedynie dla herosów, daleko ważniejsza jest wola walki i pragnienie wejścia na szczyt. Ale będzie też krew, pot i łzy 😉
Grzegorz Drabik – turysta i fotograf, te dwie pasje łączy odwiedzając góry o każdej porze roku i w każdej wolnej chwili, co wspaniałomyślnie wybacza mu rodzina. Zawodowo zajmuje się szkoleniem sprzedawców w Intersport Polska, ze szczególnym uwzględnieniem tematyki outdoor.

http://www.kazbekexpedition.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=53&Itemid=53

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/DSCN2309__-acd.JPG
http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/DSC06393__-b25.JPG
http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/07-20100901-2-af3.JPG
http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/07-20100901-28a.JPG
http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/07-21b.JPG
http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/5__-581.JPG
2010-09-01 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Kazbek

przez Albin Marciniak 2010-09-01
Napisane przez Albin Marciniak
http://www.klubpodroznikow.com/images/fbfiles/images/DSCN2309__.JPG
13.IX godz.19.00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków pl. Wszystkich Świętych 8
Grzegorz Drabik
„Kazbek i Jabal Toubkal – góry moich marzeń”

Od dawna marzyłem o swojej pierwszej „wielkiej górze”. Wybór padł na Kazbeka. Z kilku powodów: jest pięciotysięcznikiem, dojście pod szczyt jest wyjątkowo malownicze, góra leży w kraju który zachwyca nie tylko przyrodą ale też kulturą i historią. Piramida szczytowa Kazbeka śniła mi się po nocach, aż wreszcie pewnego dnia marzenie stało się jawą. Wysiadłem z zatłoczonej marszrutki na Gruzińskiej Drodze Wojennej i zobaczyłem go. Przyciągał jak magnes. Ale na zdobyciu Kazbeka nie skończyło się odkrywanie Gruzji. Jak się okazało, piękno tego kraju leży gdzieś pomiędzy wysoką górą, krową na moście, ciszą w świątyni, dużą ilością śniegu, psem z obciętymi uszami, budowlami z początku Naszej Ery, serem i czaczą na bazarze, kamiennymi miastami, pijanymi dżdżownicami, zapachem kwiatów na wysokich halach a… rosołkiem z chinkali 😉 Strona wyprawy: www.kazbekexpedition.pl.

Kolejna opowieść tego wieczoru to historia wejścia na Jabal Toubkal (najwyższy szczyt Atlasu Wysokiego, położony w Maroku) przez grupę zupełnie zwykłych ludzi, których połączyło jedno: kochają góry i potrafią pięknie o nich pisać. Pięciu uczestników wyprawy jest laureatami konkursu National Geographic Traveler na opowiadanie pt. „Góra moich marzeń”. Usłyszycie i zobaczycie, że wysokie góry nie są miejscem dostępnym jedynie dla herosów, daleko ważniejsza jest wola walki i pragnienie wejścia na szczyt. Ale będzie też krew, pot i łzy 😉
Grzegorz Drabik – turysta i fotograf, te dwie pasje łączy odwiedzając góry o każdej porze roku i w każdej wolnej chwili, co wspaniałomyślnie wybacza mu rodzina. Zawodowo zajmuje się szkoleniem sprzedawców w Intersport Polska, ze szczególnym uwzględnieniem tematyki outdoor.

http://www.kazbekexpedition.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=53&Itemid=53

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/DSCN2309__-acd.JPG
http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/DSC06393__-b25.JPG
http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/07-20100901-2-af3.JPG
http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/07-20100901-28a.JPG
http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/07-21b.JPG
http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/5__-581.JPG
2010-09-01 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Kazbek

przez Albin Marciniak 2010-09-01
Napisane przez Albin Marciniak
http://www.klubpodroznikow.com/images/fbfiles/images/DSCN2309__.JPG
13.IX godz.19.00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków pl. Wszystkich Świętych 8
Grzegorz Drabik
„Kazbek i Jabal Toubkal – góry moich marzeń”

Od dawna marzyłem o swojej pierwszej „wielkiej górze”. Wybór padł na Kazbeka. Z kilku powodów: jest pięciotysięcznikiem, dojście pod szczyt jest wyjątkowo malownicze, góra leży w kraju który zachwyca nie tylko przyrodą ale też kulturą i historią. Piramida szczytowa Kazbeka śniła mi się po nocach, aż wreszcie pewnego dnia marzenie stało się jawą. Wysiadłem z zatłoczonej marszrutki na Gruzińskiej Drodze Wojennej i zobaczyłem go. Przyciągał jak magnes. Ale na zdobyciu Kazbeka nie skończyło się odkrywanie Gruzji. Jak się okazało, piękno tego kraju leży gdzieś pomiędzy wysoką górą, krową na moście, ciszą w świątyni, dużą ilością śniegu, psem z obciętymi uszami, budowlami z początku Naszej Ery, serem i czaczą na bazarze, kamiennymi miastami, pijanymi dżdżownicami, zapachem kwiatów na wysokich halach a… rosołkiem z chinkali 😉 Strona wyprawy: www.kazbekexpedition.pl.

Kolejna opowieść tego wieczoru to historia wejścia na Jabal Toubkal (najwyższy szczyt Atlasu Wysokiego, położony w Maroku) przez grupę zupełnie zwykłych ludzi, których połączyło jedno: kochają góry i potrafią pięknie o nich pisać. Pięciu uczestników wyprawy jest laureatami konkursu National Geographic Traveler na opowiadanie pt. „Góra moich marzeń”. Usłyszycie i zobaczycie, że wysokie góry nie są miejscem dostępnym jedynie dla herosów, daleko ważniejsza jest wola walki i pragnienie wejścia na szczyt. Ale będzie też krew, pot i łzy 😉
Grzegorz Drabik – turysta i fotograf, te dwie pasje łączy odwiedzając góry o każdej porze roku i w każdej wolnej chwili, co wspaniałomyślnie wybacza mu rodzina. Zawodowo zajmuje się szkoleniem sprzedawców w Intersport Polska, ze szczególnym uwzględnieniem tematyki outdoor.

http://www.kazbekexpedition.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=53&Itemid=53

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/DSCN2309__-acd.JPG
http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/DSC06393__-b25.JPG
http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/07-20100901-2-af3.JPG
http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/07-20100901-28a.JPG
http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/07-21b.JPG
http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/5__-581.JPG
2010-09-01 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Himalaje

przez Albin Marciniak 2010-09-01
Napisane przez Albin Marciniak
http://www.klubpodroznikow.com/images/fbfiles/images/20002-20100901.JPG
6.IX godz.19.00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków pl. Wszystkich Świętych 8
Wiktor Rozmus
Nepal i Himalaje drogą do Everest Base Camp
Nepal mały Kraj wyizolowany przez wieki malarycznymi dolinami z południa i wysokimi, niedostępnymi Himalajami z północy. Do niedawna jeszcze monarchia ze swoim królem, obecnie republika. Czas zatrzymał się tam w miejscu. Śladami pierwszych zdobywców Everestu podążymy ze stolicy do Lukli skąd rozpoczniemy treking do pierwszej bazy pod Everestem. Miejsca w którym rodzą się legendy o wielkiej górze, niegdyś zwanej poprostu szczytem XV. Po nepalsku – Czomolungma, po Tybetańsku – Sagarmatha, dla reszty świata Everest od nazwiska mierniczego George’a Everesta. W drodze powrotnej zatrzymamy się na chwilę w Nepalu oraz Indiach.

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/20002-20100901-b7d.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/30003-37c.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/40004-e18.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/50005-cb9.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/60006-b5b.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/80008-c24.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/70007-9fa.JPG

zdjęcia i relacje do pobrania
http://www.wiktor.boo.pl/files/Himalaje_EBC.zip

2010-09-01 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Himalaje

przez Albin Marciniak 2010-09-01
Napisane przez Albin Marciniak
http://www.klubpodroznikow.com/images/fbfiles/images/20002-20100901.JPG
6.IX godz.19.00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków pl. Wszystkich Świętych 8
Wiktor Rozmus
Nepal i Himalaje drogą do Everest Base Camp
Nepal mały Kraj wyizolowany przez wieki malarycznymi dolinami z południa i wysokimi, niedostępnymi Himalajami z północy. Do niedawna jeszcze monarchia ze swoim królem, obecnie republika. Czas zatrzymał się tam w miejscu. Śladami pierwszych zdobywców Everestu podążymy ze stolicy do Lukli skąd rozpoczniemy treking do pierwszej bazy pod Everestem. Miejsca w którym rodzą się legendy o wielkiej górze, niegdyś zwanej poprostu szczytem XV. Po nepalsku – Czomolungma, po Tybetańsku – Sagarmatha, dla reszty świata Everest od nazwiska mierniczego George’a Everesta. W drodze powrotnej zatrzymamy się na chwilę w Nepalu oraz Indiach.

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/20002-20100901-b7d.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/30003-37c.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/40004-e18.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/50005-cb9.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/60006-b5b.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/80008-c24.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/70007-9fa.JPG

zdjęcia i relacje do pobrania
http://www.wiktor.boo.pl/files/Himalaje_EBC.zip

2010-09-01 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Himalaje

przez Albin Marciniak 2010-09-01
Napisane przez Albin Marciniak
http://www.klubpodroznikow.com/images/fbfiles/images/20002-20100901.JPG
6.IX godz.19.00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków pl. Wszystkich Świętych 8
Wiktor Rozmus
Nepal i Himalaje drogą do Everest Base Camp
Nepal mały Kraj wyizolowany przez wieki malarycznymi dolinami z południa i wysokimi, niedostępnymi Himalajami z północy. Do niedawna jeszcze monarchia ze swoim królem, obecnie republika. Czas zatrzymał się tam w miejscu. Śladami pierwszych zdobywców Everestu podążymy ze stolicy do Lukli skąd rozpoczniemy treking do pierwszej bazy pod Everestem. Miejsca w którym rodzą się legendy o wielkiej górze, niegdyś zwanej poprostu szczytem XV. Po nepalsku – Czomolungma, po Tybetańsku – Sagarmatha, dla reszty świata Everest od nazwiska mierniczego George’a Everesta. W drodze powrotnej zatrzymamy się na chwilę w Nepalu oraz Indiach.

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/20002-20100901-b7d.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/30003-37c.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/40004-e18.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/50005-cb9.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/60006-b5b.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/80008-c24.JPG

http://www.klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2010/09/70007-9fa.JPG

zdjęcia i relacje do pobrania
http://www.wiktor.boo.pl/files/Himalaje_EBC.zip

2010-09-01 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Ameryka Południowa

Kolumbia

przez Albin Marciniak 2010-09-01
Napisane przez Albin Marciniak


Kolumbia

22 sierpień 2010r

Jeszcze przed opuszczeniem Ekwadoru w Tulcan, odwiedzamy miejscowy targ, gdzie od rodzajów i gatunków, nowych dotąd nie spotkanych owoców i warzyw, można dostać zawrotu głowy. Wiola tylko biega ze swoim notesikiem i zapisuje ich nazwy, jeśli można to testujemy ich smaki. Sprzedawcy bardzo chętnie informują co jest czym i jak działa na organizm. O rodzajach i ilości specyfików naturalnego lecznictwa i różnorodności ziół trudno by pisać. Na każdą przypadłość jest odpowiednie lekarstwo, wypróbowane od historycznych czasów, jeszcze przez Inków, głównie jednak pochodzenia peruwiańskiego. To, że tutaj wszyscy cieszą się świetnym zdrowiem i mają siły za trzech, to chyba o czymś świadczy. Po wywiadzie mamy informację, że w Kolumbii paliwo jest trzy razy droższe i na granicę z tym państwem, jedziemy już zatankowani na maxa. Tam przeżywamy chwile stresu, gdyż okazuje się ,że dokumenty przedłużające nasz legalny pobyt auta są jedynie kopiami, a tu wymagany jest oryginał, pomimo, że w systemie komputerowym ekwadorskiego urzędu celnego wszystko figuruje i jest jak najbardziej prawidłowo odnotowane. Szok! Co robić? Jesteśmy przecież ponad 400km od Quito i dzisiaj niedziela!?. Telefon do konsula, mamy szczęście, że odebrał. Po wielu rozmowach i deklaracjach, za wstawiennictwem i potwierdzeniem, że Konsulat Polski dośle w oryginale ten dokument, po dwóch godzinach opuszczamy Ekwador i stajemy na granicznym kolumbijskim posterunku. Odprawa trwa 15min. i przebiega już bez żadnych problemów. Naładowani wieloma nieciekawymi oraz zastraszającymi informacjami, na temat bezpieczeństwa w tym kraju, mając oczy wokół głowy ruszamy na północ do miasta Pasto. Na pierwszym punkcie opłat za drogę chcemy płacić dolarami, gdyż nie posiadamy jeszcze ichniejszej waluty. Miła pani podpowiada nam, byśmy poprosili policjantów obok, by zamienili nam potrzebną kwotę i tu niespodzianka, rozpoczął się mały quiz. Dałam do wymiany tylko 10$ i byłam orżnięta o 100% . Gdy tłumaczyłam, że to nie jest taki przelicznik, policjanci mieli sporo uciechy z tego, że są tacy cwani, a turysta to taka rzadkość, że to wręcz okazja, by w majestacie prawa okradać i głupio się uśmiechać, a potem twierdzić, że się nie rozumie. Po dojechaniu do Pasto wymieniliśmy pieniądze, 1$ = 1850 peso kolumbijskie i dalej kierujemy się do kolonialnego, ponoć najpiękniejszego miasta Popayan. Trasa biegnąca przez Andy, to nie dość, że jedna wielka huśtawka pokonywanych wysokości od 600 do ponad 3000m.n.p.m, to również różnica temperatur od 9 oC do 37 oC, a do tego zakręt na zakręcie, gdzie trudno by znaleźć odcinek prosty powyżej 100m. Wyprzedzenie nawet wolno jadących ciężarówek, jeśli nie jest się miejscowym kaskaderem prowadzącym rejsowy autobus, graniczy z cudem, na samą myśl, że musiałbym przemieszczać się takim środkiem transportu z kierowcami szaleńcami, przechodzi mi gęsią skórką po ciele. Jedno co od razu uderza, to wszechobecny porządek, czystość na ulicach i wizualne wrażenie, że jest to kraj na wyższym poziomie cywilizacyjnym niż Ekwador. Nawet w przydrożnych barach czystość w toaletach, o jakim byłoby dobrze pomarzyć w Polsce. Szokuje różnorodność andyjskich krajobrazów, monstrualnie wielkie góry, raz porośnięte tropikalną, bujną roślinnością, a już za chwilę surowe, wyjęte z pustynnego wizerunku, prawie tak jak w Chile, czy Argentynie. Nie robimy dzisiaj zbyt wiele zdjęć, gdyż masywy te zasnuwa dziwna mgła przypominająca brunatny dym, co skutecznie nie daje klarowności i przejrzystości widzianych obrazów. Ludzie uprzejmi i uczynni. Wyrabiając w porywach przeciętną 35km/h, po siedmiu godzinach mozolnej jazdy i pokonaniu 300km docieramy do Popayan, przejechawszy ponoć najniebezpieczniejszy odcinek tego kraju – taką inf. przekazywały wszystkie przewodniki i ludzie wydający opinię o tym państwie .To tu właśnie dokonywano niegdyś największą liczbę porwań dla milionowych okupów, między innymi również turystów. Pięknie zachowane kolonialne stare miasto założone przez Hiszpanów na początku XVIw. Wynajmujemy pokój w hotelu, dwie ulice od Placa de Armas i już po ciemku zachęceni przez obsługę udajemy się w miasto. Spokój, porządek, wspaniale, próbujemy powoli odsuwać myśli o wszechobecnym zagrożeniu. Zaskakuje to, że jakby całe miasto zostało odnowione w jednym czasie, bo wszystkie budowle świeżo odrestaurowane i wymalowane. Jesteśmy pod wielkim i pozytywnym wrażeniem wszystkiego, co jak dotychczas spotkało nas w Kolumbii. Jedno zastanawia, nie spotkaliśmy jak dotychczas żadnego innego turysty spoza tego kraju.

img_2993
img_2994
img_2995


img_2996
img_2998
img_2999


img_3001
img_3002
img_3007

23 sierpień 2010r

Rano ponownie ruszamy „z buta” w do starego centrum Popayan. Pięknie zachowany układ urbanistyczny pozostały jeszcze w schedzie po Hiszpanach. W przeciwieństwie do wczorajszego wieczora, dzisiaj ten rejon tętni swoim życiem, pozbawionym jednak tej swoistej, turystycznej atmosfery tak, jak w innych tego typu miastach w Ameryce Południowej. Tu kompletnie nie ma tej grupy ludzi, podczas naszej wędrówki napotkaliśmy, jedynie trójkę młodych ludzi zwiedzających jeden z kościołów.

W południe ruszamy na północ drogą nr 25 do Cali, trzeciego pod względem wielkości miasta Kolumbii. Nieciekawe miasto przemysłowe, bez żadnego charakteru, nie warto nawet wjeżdżać do centrum. My objechaliśmy go w miarę szczegółowo. Dalej kierujemy się do miejscowości Armenia najpierw drogą nr. 23 do miasta Buga, po drodze doznając przyjemności kulinarnych w przydrożnym zajeździe. Wspaniała ryba tilapia plus miejscowe dodatki i do tego puchar soku z guanabany. Przejeżdżamy przez tereny upraw trzciny cukrowej i tu okazuje się że pojazdy drogowe do przewozu tego surowca do produkcji cukru przebiły swoją wielkością i długością te widziane przeze mnie na terenie interioru australijskiego, tam były trzy przyczepy wielkości TIR-a, tu aż cztery. Później drogą nr.25 do La Paila i dalej nr.40 do miasta o szumnej nazwie Armenia. Myśleliśmy, że ta nazwa będzie adekwatna do tego co zaoferuje nam to miejsce, okazało się niestety, że podobnie jak Cali, to miejsce jest klęską w znaczeniu turystycznym, Już o 18.00 robi się ciemno, o 18.20 jest już totalna noc, a tu nawet nie ma hotelu, czy też hostelu . Na szczęście tuż przed miastem w górach widzieliśmy wiele pięknych posiadłości i jak wynikało z reklamowanej nazwy przejeżdżaliśmy „strefę wakacyjną”. Wracamy więc do tego miejsca i w pierwszej oferowanej „fince”(posiadłości ziemskiej) wynajmujemy pokój. Do dyspozycji mamy basen, jacuzzi, cały ukwiecony ogród i obsługę na każde zawołanie. A to wszystko za jedyne 80.000 peso (ok.110zł). Wspaniały klimat tego miejsca, na wysokości 1900m.n.p.m, temperatura jak w nasze piękne lato, soczysta zieleń, świeżość i kompletny brak owadów. Tu też po raz pierwszy korzystamy z internetu i uaktualniamy wiadomości na stronie internetowej z naszej podróży. Nazbierało się tych informacji, toteż w kompletnej ciszy, gdyż jesteśmy jedynymi gośćmi molestujemy komputer przez kilka godzin.


img_3197
img_3207
img_3212

24 sierpień 2010r

Po porannym pływaniu i śniadaniu, które również było w cenie, ruszamy w kierunku stolicy, Bogoty. Mamy do pokonania jedynie 300km. Po trzech godzinach przebyliśmy jedynie 90km. Droga nr 40 do Ibague okazała się drogą przez mękę. Potężne ciężarówki, szybkie autobusy, motocykle, rowery, a my, jesteśmy uczestnikami spektaklu pod tytułem, kiedy się któryś z tych kaskaderów rozbije. Trudno opisać obrazowo jakie szaleństwo trwa na drodze, kiedy stromizny podjazdów i zjazdów są takie, że można zobaczyć z okna dach własnego auta, a zakręt przechodzi w zakręt bez jednego metra prostej. Najbardziej „winklaste” Alpy to przy tym „pikuś”. Współczujemy tym kierowcom, którzy całe życie wycinają te „winkielki” takimi niezgrabnymi ciężarówkami o wizerunku potwora – koszmar. Docieramy do Ibague i ponowne rozczarowanie, miasto brzydkie i nic do dodania. Próbujemy coś pozytywnego zobaczyć w tym miejscu – niestety nawet po czterokrotnym objechaniu centrum, nie udało się nic dostrzec.

Uciekamy więc z tego miejsca w „te pędy”.Do Bogoty docieramy już o zmroku i przeżywamy chwile grozy, gdyż to co dzieje się na drogach prowadzących przez przedmieścia do centrum, można określić tylko słowami „totalna bonanza na śmietniku”, nawet zapach wkomponował się w tą atmosferę – smród jakby zendrówkę rozerwało. Prawie półtorej godziny mozolnie i uporczywie przedzieramy się do centrum tej ponad siedmiomilionowej aglomeracji. Jakimś niezwykłym trafem udaje się nam dotrzeć do starej części miasta i wynająć pokój w hotelu, gdzie nasz pojazd znajduje również bezpieczne schronienie w garażu (85.000 peso pok. 2 os.+ 5.000garaż). To był trudny dzień – szczególnie dla mnie kierującego pojazdem nie dość, że miałem od 9.00 oczy naokoło głowy, to jeszcze w końcowej jeździe w poprzek głowy. Dzień kończymy spacerem po centrum Bogoty, gdzie na każdym kroku spotykamy się z patologią i niezwykłością tego miejsca w negatywnym znaczeniu tego słowa! Najciekawsze zdarzenia zaobserwowane w czasie tego oraz poprzednich dni to niezwykle barwne kwiaty, wszędzie nieobliczalna ich ilość, potężna podaż owoców na każdym kroku i zakręcie, propozycja korzystania z telefonów komórkowych na minuty, które to są podłączone do spodni właściciela łańcuchami lub linkami, pierwszy raz w życiu spotkałam się z zadziwiająco cyrkowym oświetleniem samochodów oraz ciężarówek, kolorowe diody mrugają dosłownie wszędzie, na wycieraczkach, rejestracji, z góry, z boku, z przodu i tyłu, przy dłuższej jeździe za takimi pojazdami można dostać migotania źrenic, ponieważ uwielbiam słodycze, mam tutaj do wyboru wszystko co jest mega dulce, najczęściej jest to w postaci “słodkich przystanków”, zaskakują również zabezpieczenia sklepów oraz domów, wygląda to tak, że wszędzie są kraty, drut kolczasty, ochroniarz i nieodparte wrażenie, że człowiek w obawie o życie i dobra materialne, de facto stworzył sobie prywatne więzienie, no cóż choć zagrożenie już minęło zabezpieczenia pozostały. Od kilku lat prowadzona jest ostra walka z partyzantką i udało się ich wcisnąć w strefy dżungli, a miast i dróg chroni policja i wojsko. Tak więc Kolumbia normalnieje i staje się bezpiecznym krajem. Na wstępie mieliśmy katalogową opinię o tym kraju, z każdą chwilą puszcza nas strach przed tym co było wiedzą zniechęcającą do tego kraju. A tutaj cudowne miejsca, oczywiście poza dużymi miastami, świeża, urozmaicona żywność, wspaniała kawa, soki i niezwykle uprzejmi ludzie, ciekawi wszystkiego i szkoda, że w Europie coraz mniej takich osób, no cóż wyższa cywilizacja zobowiązuje do innych zachowań, niekoniecznie dobrych, ale nie nam to oceniać.

img_3241
img_3243

25 sierpień 2010r

Ze względu na układ geograficzny tej strefy w której obecnie przebywamy i co za tym idzie fakt, że o szóstej rano jest już jasno, a dzień kończy się o 18.00 i zapada noc, tak więc o 8.00 idziemy w miasto. Niestety kiepska pogoda – leje i zimno. Bogota położona jest na wysokości 2650m.n.p.m więc i temperatury nie rozpieszczają, jest 12 oC. Rozpoczynamy od ścisłego centrum mieszącego się opodal naszego hotelu, czyli okolic placu Boliwara, gdzie usytuowana jest katedra, wiele innych kościołów i budynków rządowych. Wszędzie mnóstwo policji i wojska czuwających nad bezpieczeństwem. Nie czujemy się absolutnie zagrożeni, ludzie są bardzo przyjaźni i uczynni. Następnie odwiedzamy starą część stolicy zwaną Candelaria, położoną na pd-wsch. zboczach miasta. Wspaniale zachowana kolonialna zabudowa, spokój, kolorowo oraz klimatyczna atmosfera tego miejsca.

Po południu przejeżdżamy do pn. części Bogoty, gdzie mieści się Polska Ambasada (Carrera 21 Bis No.104A-15, tel +5712140400 ). Przejazd przez zatłoczone, paskudne i rozległe miasto zajmuje ponad 1.5h – streszczając temat, jazda w Kolumbii, a szczególnie w mieście, to jeden wielki koszmar, potężne natężenie ruchu i brak jego organizacji, takie manewry przeżyłem jak dotychczas tylko w Tiranie i Kairze. Na szczęście jedno czego przestrzegają, to sygnalizacje na skrzyżowaniach ze światłami. W pięknym budynku naszej placówki dyplomatycznej przywitała nas pani Mirosława Kubas – Paradowska, a po czasie dołączył pan Konsul Piotr Wyziński . W przyjacielskiej podróżniczej atmosferze, z zaciekawieniem odbierali relacje z naszej obecnej wyprawy, oraz przekazali nam wszystkie istotne informacje na temat obecnej sytuacji w Kolumbii i o tym na co należy szczególnie zwrócić uwagę, jak dalej jechać, z kim się spotkać na trasie i co zwiedzić. Tam też dostajemy namiary na polską misję księży Palotynów stacjonujących w Medellin. Późnym popołudniem wyruszamy spod budynku ambasady w kierunku tego miasta drogą nr 50. Ponownie wysokie góry i prawie cały czas niekończący się ciąg ciężarówek, zastanawia fakt, czy wszystkie te potwory z całego świata, nagle znalazły się w jednym kraju? Po trzech godz. mozolnej jazdy i przejechaniu tylko 90km zatrzymujemy się na nocleg w małej kameralnej miejscowości Guaduas i wynajmujemy pokój w hostelu za jedyne 30.000peso (ok.44 zł).Jeszcze tego dnia zwiedzamy główny plac, podpatrując świetnie zachowaną kolonialną zabudowę wokół niego.

img_3742
img_3743


img_3744
img_3745
img_3747

26 sierpień 2010r

Rano wracamy, aby zrobić dokumentację w postaci fotek i jesteśmy zagarnięci z ulicy przez niezwykle uczynnego strażaka, który postanowił nam pokazać najciekawsze, historyczne miejsca które się tutaj znajdują. Okazuje się, że właśnie to miejsce jest ściśle związane z powstaniem niepoległej Kolumbii, to tu mieszkała Policarpa Salavarrieta, potocznie nazywana Poli, a którą to wspólnie z Boliwarem czczą mieszkańcy tego państwa za czyny, które doprowadziły do wyzwolenia spod okupacji hiszpańskiej. Była ona również związana z działającym w owym czasie browarem piwnym i do tej pory Kolumbijczycy trącając się pucharem piwa, jako toast wypowiadają słowa „poli”. Jej wizerunek znajduje się na banknocie 10.000 peso. Gdybyśmy nie nalegali na wyjazd i brak czasu, to chyba spędzilibyśmy tam cały dzień. Po dwóch godzinach zwiedziwszy najistotniejsze miejsca tego miasteczka ruszyliśmy w kierunku Medellin.

W miejscowości Honda, po pokonaniu górskiego pasma Andów i wjechaniu w tropikalną strefę, zjechaliśmy z drogi nr.50 na drogę nr.85, biegnącą na północ wzdłuż największej rzeki Kolumbii „Rio Magdalena”. Mozolna jazda, nie dość, że w niewyobrażalnie, wielkim ruchu ciężarówek, to na dodatek na mostach przez tą potężną rzekę ruch wahadłowy, gdzie każdy dwoi się i troi, aby zająć dogodną pozycję po zmianie kierunku przemieszczania na drugą stronę. Wszelkiej maści handlarze w tej „zadymie” próbują dosłownie na siłę wciskać oferowane przez siebie produkty, od zawartości sklepu spożywczego po całe AGD. W Cane Alegre odbijamy na zachód w drogę nr.60, ponownie prowadzącą w góry. Późnym popołudniem docieramy do Medellin – stolicy regionu Anticquia, niegdysiejszej siedziby największego kartelu narkotykowego, której przywódcą był Pablo Escobar. Po krótkich poszukiwaniach stajemy w progach domu „Casa Visente Palotti” (Medelin, Calle 60No.50-24 tel. +57 4 2542459), w którym prowadzą swoją misję księża Palotyni z Polski – ks. Mariusz, Adam i Wojtek serdecznie nas witają, proponując wspólną kolację i dach nad głową na dzisiejszą noc. Okazuje się, że mamy wspólnego znajomego, mój kolega Zbyszek Sareło, również ksiądz Palotyn, z którym to przecieraliśmy jako jedni z pierwszych motocyklowe, syberyjskie szlaki latem 2002r, był niegdyś ich surowym profesorem. Jeszcze tego dnia, w towarzystwie kleryka Diego udajemy się na wzgórze Cerro Nutibara, na którym to mieści się replika typowej wioski regionu Antioquii, przypominająca bardziej skansen. Jest to również miejsce z którego roztacza się najpiękniejsza panorama, tego drugiego co do wielkości, trzy milionowego miasta Kolumbii. Należy nadmienić, iż to jedyne miasto w tym kraju posiadające świetnie funkcjonujące metro. Przy kolacji Polaków w świecie rozmowy, księża niestety mają dzisiaj wiele obowiązków i spotkań, tak więc o dłuższej biesiadzie nie mogło być mowy. Był jednak także podróżniczo motocyklowy temat, gdyż Wojtek i Adam dosiadają tutaj bardzo popularne w tym kraju, małe, zwrotne w mieście motocykle, jeden produkowanego w Indiach Bajaja Pulsar 180DTS-i, drugi Hondę 150. Obaj odbyli niedawno na tych pojazdach podróż do Cartageny i z powrotem, ponad 1500km.

img_3868
img_3897


img_3916
img_3923

27.sierpień 2010r

Rano przy śniadaniu dalszy ciąg wiadomości o funkcjonowaniu tego miasta oraz stanie bezpieczeństwa na dzień dzisiejszy w Kolumbii. Wiele zmieniło się na lepsze, ale nadal sytuacja jest daleka od normalności. Poprzedni prezydent Alvaro Uribe, neokonserwatywny polityk kolumbijski, z zawodu prawnik, w maju 2002 wygrał wybory prezydenckie, od tego czasu konsekwentnie rozbija lewicową partyzantkę. W ciągu dwóch kadencji rozwiązał wiele problemów. Przede wszystkim zepchnął partyzantów z pseudo komunistycznej grupy FARC – „Guerrilla” w odległe, przygraniczne z Ekwadorem i Wenezuelą tereny dżungli, zlikwidował również paramilitarne odziały teoretycznie założone, aby wspierały wojsko i broniły mieszkańców, a które z czasem przekształciły się w odziały będące poza prawem i działające jak typowi bandyci. Jego zaciekłość w walce stabilizującej życie mieszkańców tego kraju wynikała również z tego, że „Guerrilla” zabili jego ojca, właściciela posiadłości ziemskiej uprawiającego kawę. Niestety rozbite odziały przeistoczyły się w mniejsze grupy nadal handlujące kokainą i haszyszem, a bojówkarze paramilitarnej grupy ELN potworzyli w wielkich miastach wiele gangów narkotykowych, zajmujących się również pobieraniem od mieszkańców miasta, każdego miesiąca „opłaty porządkowej”. Poza tym ogromna ilość „barrios”, czyli mieszkańców faweli, to wręcz plaga niekończącej się patologii, rodzącej brutalność i bezwartościowość życia ludzkiego. Jednak na pewno od ośmiu lat jest dużo łatwiej żyć ludziom w tym kraju. Po śniadaniu ruszamy na północ drogą nr.25 w kierunku Cartageny. Do Taraza przejeżdżamy przez potężne góry osnute we mgle, po zjeździe upalny tropik z temperaturami powyżej 30oC. Wkraczamy w świat skrajnej nędzy, domki z patyków, pokryte czarną folią, ludzie wyciągający ręce po jałmużnę, niezliczona ilość brudnych dzieci i wszędzie wiszące suszące się ubrania. I tu właśnie świetnie potwierdza się znane powiedzenie „kiedy bogatym przybywa złota, biednym przybywa dzieci”. W Planeta Rica zbaczamy z trasy w drogę nr 23 do Monteria i tam też wynajmujemy pokój w hotelu. Tu wtrącimy jeszcze nasze spostrzeżenia po przebyciu już wielu km tego kraju – przekazujemy nazwy i zakres obowiązków nowych stanowisk pracy, których dotychczas nikt w Polsce nie zna i nigdy nie zafunkcjonowały, a my wymyśliliśmy ich nazwy: „Drzwiowy” – wiszący na przednich drzwiach autobusu pracownik zagarniający i wypychający, w zależności od potrzeby pasażerów z ulicy, prawie w biegu, bez zatrzymania pojazdu. „Pałkowy” – bambusową pałką ostukuje wszystkie koła pojazdu sprawdzając ich stan, po czym podchodzi do okna przekazuje informację, że wszystko jest OK i wyciąga rękę po opłatę. „Flagowy” – machając czerwoną chorągwią, zagarnia przejeżdżających do swojej knajpy i ustawia na miejscu parkingowym. „Resztowy” – na bramkach gdzie pobiera się opłaty za przejazd (sporo – za odcinek ok. 40km 7.000peso – motocykle bez opłaty), pyta w kolejce jakim banknotem będziemy płacić, krzyczy do kasy przekazując tą informację, a panienka w okienku już przygotowuje odliczoną resztę – myślimy, że to stanowisko ma wielką przyszłość w sytuacji kiedy w Polsce powstanie w najbliższym czasie, tak wiele nowych płatnych odcinków autostrad?!

Ponieważ największe miasta Kolumbii są już za nami, chciałabym uściślić ich charakter w kilku słowach, by oddać ich skrajną atmosferę oraz funkcjonowanie, scalając to w jedność, gdyż podobieństwa były jakże uderzające.

…brzemienna deszczem śliska paszcza nieba…odracza słońce na kiedyś tam…by z szumem wycieczyć się milimetrami sześciennymi…zalewając to bezszczelne miasto…by spłukać choć trochę jego brudu…zakurzone postacie wyglądając z wewnątrz…pragnące czegoś…mając nadzieję na cokolwiek…uwierzą we wszystko…każdego dnia szukają przestrzeni gdzie…wielka wiara stłumi lęk…walcząc z własnym istnieniem…wstępują w labirynt niepewności…ich funkcjonowanie, to jak opowieść wariata…pełna wrzasku i wściekłości…nic nie znacząca…jedyne…tak jeszcze odległe marzenie…by kiedyś na pulpicie rzeczywistości…zobaczyć słońce…

…Wiola…

img_4042
img_4050


img_4059
img_4061
img_4062


img_4064
img_4066
img_4072


img_4073
img_4080
img_4081

28 sierpień 2010r

Rano z miejscowości Monteria ruszamy drogą nr.21 i później nr.90 do Tolu. Po 100km jazdy jeszcze przed tą miejscowością, dojechawszy do brzegów Morza Karaibskiego, zatrzymaliśmy się w skromnym kurorcie tuż za Covenas i wynajęliśmy pokój w w pensjonacie tuż przy samej plaży (50.000peso- 73zł pok 2os. z klimą i łazienką – super warunki). Temperatura wody prowokuje, gdyż chyba jest dokładnie taka sama jak powietrza i wynosi 32oC . W ramach działalności tego hoteliku wchodzi również organizacja morskiej eskapady na wyspę do Parque Nacional Corales del Rosario y San Bernardo, aby podziwiać jedyne w swoim rodzaju rafy koralowe nadające morzu niezwykłe kolory, od turkusowego po purpurowy, na którą to wyruszamy już jutro rano za cenę 130.000peso – 200zł za dwie osoby z transportem lądowo morskim (35km od brzegu) obiadkiem i wejściówkami. Resztę dnia, aż do zachodu słońca przeznaczamy dzisiaj na morsko – plażowe igraszki. Ponieważ Wojtek miał jeszcze do zrobienia kilka dodatkowych zabezpieczeń w autku, ja postanowiłam popaść w pełną integrację z autochtonami. Jak tylko poznałam Casandrę to już miałam zapewniony masaż i trencę ( mini warkoczyki) oraz chacirę (kolorowe koraliki) na głowie. Powiem tylko, że kiedy to wszystko zobaczył Wojtek, wrócił się do hotelu po rum. Już w ciemnościach zjedliśmy rybkę i oddaliśmy się podsłuchiwaniu wieczornego życia plaży. Przemierzywszy całe Andy od Ziemi Ognistej po Morze Karaibskie, od południa na północ Ameryki Łacińskiej, mamy więc dzisiaj święto!

Parę informacji o tym, z czym spotykamy się i widzimy na trasie poznając życie Kolumbijczyków:

wszystkie drogi asfaltowe są w tym kraju płatne, a płaci się sporo, bo około 6.000peso – 9zł za każde przejechane 40÷50km, jedyny wyjątek to motocykle przejeżdżające specjalnym torem przez bramki, których ruch właśnie z tego powodu jest ogromny. Co do dróg, to pomimo ich wielkiego zatłoczenia, stan jest ponad poprawny i życzylibyśmy sobie takich u nas w kraju, biorąc pod uwagę fakt, że poruszamy się po górzystych, andyjskich terenach. Co do motocykli i motocyklistów to działają tu bardzo skutecznie kamizelki i to z wyraźnym, odblaskowym nr. rejestracyjnym, który jest również powtórzony na tylnej części kasku – właśnie ta idea, gdyby funkcjonowała w Polsce uratowałaby wielu młodych szaleńców, których nie ma już pośród nas, ponieważ zginęli z braku wyobraźni i doświadczenia – popieramy w całej rozciągłości ideę wprowadzenia obowiązkowo kamizelek odblaskowych w Polsce, widząc to jak wspaniale funkcjonują w tym kraju nawet przy tak wysokich temperaturach. Paliwo w Kolumbii pomimo wielkich złóż występujących w tym kraju jest drogie w porównaniu np. do Ekwadoru, czy Wenezueli i w przeliczeniu wynosi ok. 3.00zł za litr, doliczając opłaty za drogi koszt przejazdu za jeden kilometr jest zbliżony do polskiego. Ponieważ nasza podróż ma również kulinarny charakter, więc trochę o jedzeniu. Posiłki różnego typu podawane z naturalnymi sokami dostępne są przy drodze praktycznie wszędzie. Wszystko jest świeże, a soki z leczniczych owoców takich jak guanavana, wykluczają najgorsze schorzenia organizmu, więc pijemy je litrami, licząc na długowieczność. Ceny żywności są niższe niż w Polsce, a jeśli chodzi o alkohol, to do dyspozycji jest cała gama kolumbijskich rumów i nic poza tym, pozostałe trunki są obcego pochodzenia. Wykluczając patologię dużych miast, ludzie są niesamowicie życzliwi, zawsze uśmiechnięci, grzeczni i uczynni. W Kolumbii mieszka około 40 milionów ludzi z czego 20 żyje w biedzie, a 10 z tych 20, w skrajnej nędzy. Maksymalnie bogatych ludzi jest niewielu, gdyż mówi się tutaj o około 100 rodzinach, w rękach których jest prawie wszystko co najwartościowsze. Pamiętajmy również że Kolumbijczycy tak naprawdę zamieszkują tylko 1/3 terytorium swojego kraju i że obszary całej Amazonii to nieodkryte dla świata tereny i źródło wielkiego bogactwa. Jeszcze jedno co rzuca się nam w oczy to brak produktów z Chin, prawie wszystko jest Made in Columbia, czasem Made in India. Państwo to obecnie wrzuca do budżetu dochody z węgla, ropy, przemysłu chemicznego, kawy, kwiatów, owoców oraz trzciny cukrowej. A teraz konkrety, czyli kokaina, haszysz, złoto i szmaragdy, ale to już inna historia.

img_4168
img_4177


img_4184
img_4189
img_4191


img_4199
img_4204

29 sierpień 2010r

Dzień rozpoczynamy od przejazdu szybkim autobusem „z drzwiowym”w kierunku Tolu, czyli masowym środkiem transportu, wbrew temu, jak zarzekaliśmy się wcześniej, że nigdy do takiego nie wsiądziemy, gdyż nie chcemy być wiezieni przez szybkiego kierowcę z polem widoczności na jezdnię „jednookiego szaleńca”– no cóż ten przejazd był wkalkulowany i opłacony w programie wycieczki, więc poszliśmy odważnie na całość. Następnie przesiadka na bardzo chwiejny rower o trzech kołach, by dotrzeć do przystani i już dalej szybką, 200 konną, łodzią motorową na archipelag.

img_4279
img_4284


img_4289
img_4293
img_4296


img_4299
img_4302

Park Narodowy do którego zmierzamy, to archipelag wielu wysp ciągnący się wzdłuż wybrzeża od Tolu, aż po Cartagenę, na niektórych z nich, z trudem zmieściłby się pojedynczy dom, a rafy koralowe otaczające je, nadają morzu niezwykłe kolory. Między innymi tutaj mieli swe bazy niegdyś słynni piraci z Karaibów pod przywództwem Francisa Drake´a, który to wielokrotnie napadał i rabował Cartaginę. Jadą z nami dwie Australijki, to dwie pierwsze turystki, które od wielu dni napotkaliśmy na naszej trasie. Archipelag San Bernardo to taki raj nie skażony jeszcze masową turystyką, więc ceny są jeszcze niskie. Na pierwszej wyspie Isla Palma, odwiedziliśmy potężne akwarium, tam też po specjalnie przygotowanych podestach wędrujemy w bagnistym ekosystemie, by obserwować roślinność i zwierzęta. Między innymi możemy przyjrzeć się z bliska różowym flamingom i pogłaskać krokodyla. Następnie mijamy kolejne wyspy, by dotrzeć na tą właściwą. Tam też za już setną namową Wojtka podjęłam wyzwanie, by nauczyć się pływać, dodatkową mobilizacją była poznana tam piękna kilkuletnia dziewczynka, która tak świetnie pływała, że ze wstydu wzięłam się do „roboty”i poszło expresem.

img_4330
img_4332


img_4335
img_4337

Mamy więc okazją aby to uczcić stosownym toastem, oczywiście na bazie miejscowego rumu – Wiola nauczyła się pływać! Serwowane jedzonko było świeże i pyszne, ale gdyby popatrzeć na warunki w jakich jest ono przygotowywane to jesteśmy skłonni twierdzić, iż nasz sanepid zamknąłby te kuchnie na zawsze jak i wszystkie tego typu w Ameryce Południowej, po czym wystosowałby oficjalny protest w sprawie ochrony zdrowia i życia człowieka do odpowiednich służb. Powrót do Tolu i przejazd tym razem na pace Dodge pickupa, „drzwiowy” stoi na opuszczonej do poziomu tylnej klapie, bardzo głośno gra muzyka i jest przewiewnie, aż oczy wysychają. Przesiadka do Toyoty i w drogę do Cartageny, cały czas na północny wschód drogą nr.90. Koszmarne ciągnące się w nieskończoność przedmieścia, przypominające gruzowisko zmiksowane ze śmietnikiem. Po wjeździe za mury cytadeli do starego miasta, czyli centrum historycznego, obraz diametralnie się zmienia i jesteśmy w świetnie utrzymanej i zachowanej części kolonialnej Hiszpanii. Po małych perypetiach i szokującej rozbieżności cenowej oferowanych noclegów, wynajmujemy pokój w hostalu za 60.000peso, ale na zewnątrz starych murów obronnych, jednak dalej to strefa turystyczna z kolonialną zabudową i do tego tętniąca życiem normalnych Kolumbijczyków.

img_4444
img_4447
img_4450

30 sierpień 2010r

Rano idziemy w stare miasto za murami. Pierwszy raz na taką skalę widzimy turystów. Ponoć to najbezpieczniejszy rejon Kolumbii. Spacerujemy w 35oC i dużej wilgotności powietrza, więc saunę mamy gratis. Tu widzimy jak niegdyś Hiszpanie zabezpieczyli ten port przed najazdami piratów, po najokrutniejszym, dokonanym przez Dreake´a w 1586r i postanowili zrobić z miasta, port – twierdzę. Potężne, świetnie zachowane mury obronne uchroniły to miasto przed następnymi wiele razy. Wspaniała zabudowa, wąskie uliczki w nienaruszonym stanie od XVII w. i te malownicze domy z zabudowanymi balkonami i antresolami. Prawie każdy z nich w swym środku posiada atrialny dziedziniec, który jest jakby ogrodem botanicznym. Przez cały nasz przejazd, jak i tu w Cartagenie, żywimy się w małych barach, gdzie jadają kolombijczycy i jest bardzo rodzinnie, turyści bojąc się wszystkiego, co również podają nasze przewodniki, jadają w hotelowych restauracjach. Dopiero popołudniu wyjeżdżamy z miasta nadmorskim bulwarem, przechodzącym następnie w drogę nr 90A prowadzącą do największego portowego miasta Kolumbii, Barranquilla. Po drodze tuż za Loma Arena zjeżdżamy z trasy pod wulkan „Vulcan de Lodo El Tatumo”. Przeżywamy szok, gdyż w jego kraterze możemy zażyć kąpieli w bulgoczącym gęstym błocie. Coś niezwykłego, z trudem można się poruszać, nie dość, że nie ma gruntu pod norami, to błoto wypycha w górę i uniemożliwia skutecznie przemieszczanie, tu na własnej skórze można przeżyć stan tonięcia w bezkresnym błocie widzianym niegdyś w filmach typu „western”. W wulkanie do dyspozycji masażysta, a po zejściu kobieta zapewnia mycie w pobliskiej lagunie. Proponowano nam pełny serwis, lecz nasza kondycja fizyczna zapewnia samowystarczalność w tym temacie. Nie ochłonąwszy jeszcze po tych wrażeniach przejeżdżamy nieciekawe Barranquilla i kierujemy się drogą nr 90 na najstarszy kolonialny port założony przez Hiszpanów w 1525r, Santa Marta. Do miasta wjeżdżamy tuż po burzy, którą obserwowaliśmy po drodze w postaci pięknych błyskawic rozświetlających niebo. Miasto zalane wodą i tu nasza Toyota niemal jak amfibia przedzierała się przez ulice niczym weneckie kanały. W samym centrum starego miasta wynajmujemy pokój w hoteliku z garażem za jedyne 60.000peso – 90zł.

img_4506
img_4516


img_4517
img_4520
img_4521


img_4523
img_4526
img_4530

http://www.wojtektravel.pl/index.php/wyprawy/4-ameryka-pd-etapii/2-kolumbia/

2010-09-01 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Ameryka Południowa

Kolumbia

przez Albin Marciniak 2010-09-01
Napisane przez Albin Marciniak


Kolumbia

22 sierpień 2010r

Jeszcze przed opuszczeniem Ekwadoru w Tulcan, odwiedzamy miejscowy targ, gdzie od rodzajów i gatunków, nowych dotąd nie spotkanych owoców i warzyw, można dostać zawrotu głowy. Wiola tylko biega ze swoim notesikiem i zapisuje ich nazwy, jeśli można to testujemy ich smaki. Sprzedawcy bardzo chętnie informują co jest czym i jak działa na organizm. O rodzajach i ilości specyfików naturalnego lecznictwa i różnorodności ziół trudno by pisać. Na każdą przypadłość jest odpowiednie lekarstwo, wypróbowane od historycznych czasów, jeszcze przez Inków, głównie jednak pochodzenia peruwiańskiego. To, że tutaj wszyscy cieszą się świetnym zdrowiem i mają siły za trzech, to chyba o czymś świadczy. Po wywiadzie mamy informację, że w Kolumbii paliwo jest trzy razy droższe i na granicę z tym państwem, jedziemy już zatankowani na maxa. Tam przeżywamy chwile stresu, gdyż okazuje się ,że dokumenty przedłużające nasz legalny pobyt auta są jedynie kopiami, a tu wymagany jest oryginał, pomimo, że w systemie komputerowym ekwadorskiego urzędu celnego wszystko figuruje i jest jak najbardziej prawidłowo odnotowane. Szok! Co robić? Jesteśmy przecież ponad 400km od Quito i dzisiaj niedziela!?. Telefon do konsula, mamy szczęście, że odebrał. Po wielu rozmowach i deklaracjach, za wstawiennictwem i potwierdzeniem, że Konsulat Polski dośle w oryginale ten dokument, po dwóch godzinach opuszczamy Ekwador i stajemy na granicznym kolumbijskim posterunku. Odprawa trwa 15min. i przebiega już bez żadnych problemów. Naładowani wieloma nieciekawymi oraz zastraszającymi informacjami, na temat bezpieczeństwa w tym kraju, mając oczy wokół głowy ruszamy na północ do miasta Pasto. Na pierwszym punkcie opłat za drogę chcemy płacić dolarami, gdyż nie posiadamy jeszcze ichniejszej waluty. Miła pani podpowiada nam, byśmy poprosili policjantów obok, by zamienili nam potrzebną kwotę i tu niespodzianka, rozpoczął się mały quiz. Dałam do wymiany tylko 10$ i byłam orżnięta o 100% . Gdy tłumaczyłam, że to nie jest taki przelicznik, policjanci mieli sporo uciechy z tego, że są tacy cwani, a turysta to taka rzadkość, że to wręcz okazja, by w majestacie prawa okradać i głupio się uśmiechać, a potem twierdzić, że się nie rozumie. Po dojechaniu do Pasto wymieniliśmy pieniądze, 1$ = 1850 peso kolumbijskie i dalej kierujemy się do kolonialnego, ponoć najpiękniejszego miasta Popayan. Trasa biegnąca przez Andy, to nie dość, że jedna wielka huśtawka pokonywanych wysokości od 600 do ponad 3000m.n.p.m, to również różnica temperatur od 9 oC do 37 oC, a do tego zakręt na zakręcie, gdzie trudno by znaleźć odcinek prosty powyżej 100m. Wyprzedzenie nawet wolno jadących ciężarówek, jeśli nie jest się miejscowym kaskaderem prowadzącym rejsowy autobus, graniczy z cudem, na samą myśl, że musiałbym przemieszczać się takim środkiem transportu z kierowcami szaleńcami, przechodzi mi gęsią skórką po ciele. Jedno co od razu uderza, to wszechobecny porządek, czystość na ulicach i wizualne wrażenie, że jest to kraj na wyższym poziomie cywilizacyjnym niż Ekwador. Nawet w przydrożnych barach czystość w toaletach, o jakim byłoby dobrze pomarzyć w Polsce. Szokuje różnorodność andyjskich krajobrazów, monstrualnie wielkie góry, raz porośnięte tropikalną, bujną roślinnością, a już za chwilę surowe, wyjęte z pustynnego wizerunku, prawie tak jak w Chile, czy Argentynie. Nie robimy dzisiaj zbyt wiele zdjęć, gdyż masywy te zasnuwa dziwna mgła przypominająca brunatny dym, co skutecznie nie daje klarowności i przejrzystości widzianych obrazów. Ludzie uprzejmi i uczynni. Wyrabiając w porywach przeciętną 35km/h, po siedmiu godzinach mozolnej jazdy i pokonaniu 300km docieramy do Popayan, przejechawszy ponoć najniebezpieczniejszy odcinek tego kraju – taką inf. przekazywały wszystkie przewodniki i ludzie wydający opinię o tym państwie .To tu właśnie dokonywano niegdyś największą liczbę porwań dla milionowych okupów, między innymi również turystów. Pięknie zachowane kolonialne stare miasto założone przez Hiszpanów na początku XVIw. Wynajmujemy pokój w hotelu, dwie ulice od Placa de Armas i już po ciemku zachęceni przez obsługę udajemy się w miasto. Spokój, porządek, wspaniale, próbujemy powoli odsuwać myśli o wszechobecnym zagrożeniu. Zaskakuje to, że jakby całe miasto zostało odnowione w jednym czasie, bo wszystkie budowle świeżo odrestaurowane i wymalowane. Jesteśmy pod wielkim i pozytywnym wrażeniem wszystkiego, co jak dotychczas spotkało nas w Kolumbii. Jedno zastanawia, nie spotkaliśmy jak dotychczas żadnego innego turysty spoza tego kraju.

img_2993
img_2994
img_2995


img_2996
img_2998
img_2999


img_3001
img_3002
img_3007

23 sierpień 2010r

Rano ponownie ruszamy „z buta” w do starego centrum Popayan. Pięknie zachowany układ urbanistyczny pozostały jeszcze w schedzie po Hiszpanach. W przeciwieństwie do wczorajszego wieczora, dzisiaj ten rejon tętni swoim życiem, pozbawionym jednak tej swoistej, turystycznej atmosfery tak, jak w innych tego typu miastach w Ameryce Południowej. Tu kompletnie nie ma tej grupy ludzi, podczas naszej wędrówki napotkaliśmy, jedynie trójkę młodych ludzi zwiedzających jeden z kościołów.

W południe ruszamy na północ drogą nr 25 do Cali, trzeciego pod względem wielkości miasta Kolumbii. Nieciekawe miasto przemysłowe, bez żadnego charakteru, nie warto nawet wjeżdżać do centrum. My objechaliśmy go w miarę szczegółowo. Dalej kierujemy się do miejscowości Armenia najpierw drogą nr. 23 do miasta Buga, po drodze doznając przyjemności kulinarnych w przydrożnym zajeździe. Wspaniała ryba tilapia plus miejscowe dodatki i do tego puchar soku z guanabany. Przejeżdżamy przez tereny upraw trzciny cukrowej i tu okazuje się że pojazdy drogowe do przewozu tego surowca do produkcji cukru przebiły swoją wielkością i długością te widziane przeze mnie na terenie interioru australijskiego, tam były trzy przyczepy wielkości TIR-a, tu aż cztery. Później drogą nr.25 do La Paila i dalej nr.40 do miasta o szumnej nazwie Armenia. Myśleliśmy, że ta nazwa będzie adekwatna do tego co zaoferuje nam to miejsce, okazało się niestety, że podobnie jak Cali, to miejsce jest klęską w znaczeniu turystycznym, Już o 18.00 robi się ciemno, o 18.20 jest już totalna noc, a tu nawet nie ma hotelu, czy też hostelu . Na szczęście tuż przed miastem w górach widzieliśmy wiele pięknych posiadłości i jak wynikało z reklamowanej nazwy przejeżdżaliśmy „strefę wakacyjną”. Wracamy więc do tego miejsca i w pierwszej oferowanej „fince”(posiadłości ziemskiej) wynajmujemy pokój. Do dyspozycji mamy basen, jacuzzi, cały ukwiecony ogród i obsługę na każde zawołanie. A to wszystko za jedyne 80.000 peso (ok.110zł). Wspaniały klimat tego miejsca, na wysokości 1900m.n.p.m, temperatura jak w nasze piękne lato, soczysta zieleń, świeżość i kompletny brak owadów. Tu też po raz pierwszy korzystamy z internetu i uaktualniamy wiadomości na stronie internetowej z naszej podróży. Nazbierało się tych informacji, toteż w kompletnej ciszy, gdyż jesteśmy jedynymi gośćmi molestujemy komputer przez kilka godzin.


img_3197
img_3207
img_3212

24 sierpień 2010r

Po porannym pływaniu i śniadaniu, które również było w cenie, ruszamy w kierunku stolicy, Bogoty. Mamy do pokonania jedynie 300km. Po trzech godzinach przebyliśmy jedynie 90km. Droga nr 40 do Ibague okazała się drogą przez mękę. Potężne ciężarówki, szybkie autobusy, motocykle, rowery, a my, jesteśmy uczestnikami spektaklu pod tytułem, kiedy się któryś z tych kaskaderów rozbije. Trudno opisać obrazowo jakie szaleństwo trwa na drodze, kiedy stromizny podjazdów i zjazdów są takie, że można zobaczyć z okna dach własnego auta, a zakręt przechodzi w zakręt bez jednego metra prostej. Najbardziej „winklaste” Alpy to przy tym „pikuś”. Współczujemy tym kierowcom, którzy całe życie wycinają te „winkielki” takimi niezgrabnymi ciężarówkami o wizerunku potwora – koszmar. Docieramy do Ibague i ponowne rozczarowanie, miasto brzydkie i nic do dodania. Próbujemy coś pozytywnego zobaczyć w tym miejscu – niestety nawet po czterokrotnym objechaniu centrum, nie udało się nic dostrzec.

Uciekamy więc z tego miejsca w „te pędy”.Do Bogoty docieramy już o zmroku i przeżywamy chwile grozy, gdyż to co dzieje się na drogach prowadzących przez przedmieścia do centrum, można określić tylko słowami „totalna bonanza na śmietniku”, nawet zapach wkomponował się w tą atmosferę – smród jakby zendrówkę rozerwało. Prawie półtorej godziny mozolnie i uporczywie przedzieramy się do centrum tej ponad siedmiomilionowej aglomeracji. Jakimś niezwykłym trafem udaje się nam dotrzeć do starej części miasta i wynająć pokój w hotelu, gdzie nasz pojazd znajduje również bezpieczne schronienie w garażu (85.000 peso pok. 2 os.+ 5.000garaż). To był trudny dzień – szczególnie dla mnie kierującego pojazdem nie dość, że miałem od 9.00 oczy naokoło głowy, to jeszcze w końcowej jeździe w poprzek głowy. Dzień kończymy spacerem po centrum Bogoty, gdzie na każdym kroku spotykamy się z patologią i niezwykłością tego miejsca w negatywnym znaczeniu tego słowa! Najciekawsze zdarzenia zaobserwowane w czasie tego oraz poprzednich dni to niezwykle barwne kwiaty, wszędzie nieobliczalna ich ilość, potężna podaż owoców na każdym kroku i zakręcie, propozycja korzystania z telefonów komórkowych na minuty, które to są podłączone do spodni właściciela łańcuchami lub linkami, pierwszy raz w życiu spotkałam się z zadziwiająco cyrkowym oświetleniem samochodów oraz ciężarówek, kolorowe diody mrugają dosłownie wszędzie, na wycieraczkach, rejestracji, z góry, z boku, z przodu i tyłu, przy dłuższej jeździe za takimi pojazdami można dostać migotania źrenic, ponieważ uwielbiam słodycze, mam tutaj do wyboru wszystko co jest mega dulce, najczęściej jest to w postaci “słodkich przystanków”, zaskakują również zabezpieczenia sklepów oraz domów, wygląda to tak, że wszędzie są kraty, drut kolczasty, ochroniarz i nieodparte wrażenie, że człowiek w obawie o życie i dobra materialne, de facto stworzył sobie prywatne więzienie, no cóż choć zagrożenie już minęło zabezpieczenia pozostały. Od kilku lat prowadzona jest ostra walka z partyzantką i udało się ich wcisnąć w strefy dżungli, a miast i dróg chroni policja i wojsko. Tak więc Kolumbia normalnieje i staje się bezpiecznym krajem. Na wstępie mieliśmy katalogową opinię o tym kraju, z każdą chwilą puszcza nas strach przed tym co było wiedzą zniechęcającą do tego kraju. A tutaj cudowne miejsca, oczywiście poza dużymi miastami, świeża, urozmaicona żywność, wspaniała kawa, soki i niezwykle uprzejmi ludzie, ciekawi wszystkiego i szkoda, że w Europie coraz mniej takich osób, no cóż wyższa cywilizacja zobowiązuje do innych zachowań, niekoniecznie dobrych, ale nie nam to oceniać.

img_3241
img_3243

25 sierpień 2010r

Ze względu na układ geograficzny tej strefy w której obecnie przebywamy i co za tym idzie fakt, że o szóstej rano jest już jasno, a dzień kończy się o 18.00 i zapada noc, tak więc o 8.00 idziemy w miasto. Niestety kiepska pogoda – leje i zimno. Bogota położona jest na wysokości 2650m.n.p.m więc i temperatury nie rozpieszczają, jest 12 oC. Rozpoczynamy od ścisłego centrum mieszącego się opodal naszego hotelu, czyli okolic placu Boliwara, gdzie usytuowana jest katedra, wiele innych kościołów i budynków rządowych. Wszędzie mnóstwo policji i wojska czuwających nad bezpieczeństwem. Nie czujemy się absolutnie zagrożeni, ludzie są bardzo przyjaźni i uczynni. Następnie odwiedzamy starą część stolicy zwaną Candelaria, położoną na pd-wsch. zboczach miasta. Wspaniale zachowana kolonialna zabudowa, spokój, kolorowo oraz klimatyczna atmosfera tego miejsca.

Po południu przejeżdżamy do pn. części Bogoty, gdzie mieści się Polska Ambasada (Carrera 21 Bis No.104A-15, tel +5712140400 ). Przejazd przez zatłoczone, paskudne i rozległe miasto zajmuje ponad 1.5h – streszczając temat, jazda w Kolumbii, a szczególnie w mieście, to jeden wielki koszmar, potężne natężenie ruchu i brak jego organizacji, takie manewry przeżyłem jak dotychczas tylko w Tiranie i Kairze. Na szczęście jedno czego przestrzegają, to sygnalizacje na skrzyżowaniach ze światłami. W pięknym budynku naszej placówki dyplomatycznej przywitała nas pani Mirosława Kubas – Paradowska, a po czasie dołączył pan Konsul Piotr Wyziński . W przyjacielskiej podróżniczej atmosferze, z zaciekawieniem odbierali relacje z naszej obecnej wyprawy, oraz przekazali nam wszystkie istotne informacje na temat obecnej sytuacji w Kolumbii i o tym na co należy szczególnie zwrócić uwagę, jak dalej jechać, z kim się spotkać na trasie i co zwiedzić. Tam też dostajemy namiary na polską misję księży Palotynów stacjonujących w Medellin. Późnym popołudniem wyruszamy spod budynku ambasady w kierunku tego miasta drogą nr 50. Ponownie wysokie góry i prawie cały czas niekończący się ciąg ciężarówek, zastanawia fakt, czy wszystkie te potwory z całego świata, nagle znalazły się w jednym kraju? Po trzech godz. mozolnej jazdy i przejechaniu tylko 90km zatrzymujemy się na nocleg w małej kameralnej miejscowości Guaduas i wynajmujemy pokój w hostelu za jedyne 30.000peso (ok.44 zł).Jeszcze tego dnia zwiedzamy główny plac, podpatrując świetnie zachowaną kolonialną zabudowę wokół niego.

img_3742
img_3743


img_3744
img_3745
img_3747

26 sierpień 2010r

Rano wracamy, aby zrobić dokumentację w postaci fotek i jesteśmy zagarnięci z ulicy przez niezwykle uczynnego strażaka, który postanowił nam pokazać najciekawsze, historyczne miejsca które się tutaj znajdują. Okazuje się, że właśnie to miejsce jest ściśle związane z powstaniem niepoległej Kolumbii, to tu mieszkała Policarpa Salavarrieta, potocznie nazywana Poli, a którą to wspólnie z Boliwarem czczą mieszkańcy tego państwa za czyny, które doprowadziły do wyzwolenia spod okupacji hiszpańskiej. Była ona również związana z działającym w owym czasie browarem piwnym i do tej pory Kolumbijczycy trącając się pucharem piwa, jako toast wypowiadają słowa „poli”. Jej wizerunek znajduje się na banknocie 10.000 peso. Gdybyśmy nie nalegali na wyjazd i brak czasu, to chyba spędzilibyśmy tam cały dzień. Po dwóch godzinach zwiedziwszy najistotniejsze miejsca tego miasteczka ruszyliśmy w kierunku Medellin.

W miejscowości Honda, po pokonaniu górskiego pasma Andów i wjechaniu w tropikalną strefę, zjechaliśmy z drogi nr.50 na drogę nr.85, biegnącą na północ wzdłuż największej rzeki Kolumbii „Rio Magdalena”. Mozolna jazda, nie dość, że w niewyobrażalnie, wielkim ruchu ciężarówek, to na dodatek na mostach przez tą potężną rzekę ruch wahadłowy, gdzie każdy dwoi się i troi, aby zająć dogodną pozycję po zmianie kierunku przemieszczania na drugą stronę. Wszelkiej maści handlarze w tej „zadymie” próbują dosłownie na siłę wciskać oferowane przez siebie produkty, od zawartości sklepu spożywczego po całe AGD. W Cane Alegre odbijamy na zachód w drogę nr.60, ponownie prowadzącą w góry. Późnym popołudniem docieramy do Medellin – stolicy regionu Anticquia, niegdysiejszej siedziby największego kartelu narkotykowego, której przywódcą był Pablo Escobar. Po krótkich poszukiwaniach stajemy w progach domu „Casa Visente Palotti” (Medelin, Calle 60No.50-24 tel. +57 4 2542459), w którym prowadzą swoją misję księża Palotyni z Polski – ks. Mariusz, Adam i Wojtek serdecznie nas witają, proponując wspólną kolację i dach nad głową na dzisiejszą noc. Okazuje się, że mamy wspólnego znajomego, mój kolega Zbyszek Sareło, również ksiądz Palotyn, z którym to przecieraliśmy jako jedni z pierwszych motocyklowe, syberyjskie szlaki latem 2002r, był niegdyś ich surowym profesorem. Jeszcze tego dnia, w towarzystwie kleryka Diego udajemy się na wzgórze Cerro Nutibara, na którym to mieści się replika typowej wioski regionu Antioquii, przypominająca bardziej skansen. Jest to również miejsce z którego roztacza się najpiękniejsza panorama, tego drugiego co do wielkości, trzy milionowego miasta Kolumbii. Należy nadmienić, iż to jedyne miasto w tym kraju posiadające świetnie funkcjonujące metro. Przy kolacji Polaków w świecie rozmowy, księża niestety mają dzisiaj wiele obowiązków i spotkań, tak więc o dłuższej biesiadzie nie mogło być mowy. Był jednak także podróżniczo motocyklowy temat, gdyż Wojtek i Adam dosiadają tutaj bardzo popularne w tym kraju, małe, zwrotne w mieście motocykle, jeden produkowanego w Indiach Bajaja Pulsar 180DTS-i, drugi Hondę 150. Obaj odbyli niedawno na tych pojazdach podróż do Cartageny i z powrotem, ponad 1500km.

img_3868
img_3897


img_3916
img_3923

27.sierpień 2010r

Rano przy śniadaniu dalszy ciąg wiadomości o funkcjonowaniu tego miasta oraz stanie bezpieczeństwa na dzień dzisiejszy w Kolumbii. Wiele zmieniło się na lepsze, ale nadal sytuacja jest daleka od normalności. Poprzedni prezydent Alvaro Uribe, neokonserwatywny polityk kolumbijski, z zawodu prawnik, w maju 2002 wygrał wybory prezydenckie, od tego czasu konsekwentnie rozbija lewicową partyzantkę. W ciągu dwóch kadencji rozwiązał wiele problemów. Przede wszystkim zepchnął partyzantów z pseudo komunistycznej grupy FARC – „Guerrilla” w odległe, przygraniczne z Ekwadorem i Wenezuelą tereny dżungli, zlikwidował również paramilitarne odziały teoretycznie założone, aby wspierały wojsko i broniły mieszkańców, a które z czasem przekształciły się w odziały będące poza prawem i działające jak typowi bandyci. Jego zaciekłość w walce stabilizującej życie mieszkańców tego kraju wynikała również z tego, że „Guerrilla” zabili jego ojca, właściciela posiadłości ziemskiej uprawiającego kawę. Niestety rozbite odziały przeistoczyły się w mniejsze grupy nadal handlujące kokainą i haszyszem, a bojówkarze paramilitarnej grupy ELN potworzyli w wielkich miastach wiele gangów narkotykowych, zajmujących się również pobieraniem od mieszkańców miasta, każdego miesiąca „opłaty porządkowej”. Poza tym ogromna ilość „barrios”, czyli mieszkańców faweli, to wręcz plaga niekończącej się patologii, rodzącej brutalność i bezwartościowość życia ludzkiego. Jednak na pewno od ośmiu lat jest dużo łatwiej żyć ludziom w tym kraju. Po śniadaniu ruszamy na północ drogą nr.25 w kierunku Cartageny. Do Taraza przejeżdżamy przez potężne góry osnute we mgle, po zjeździe upalny tropik z temperaturami powyżej 30oC. Wkraczamy w świat skrajnej nędzy, domki z patyków, pokryte czarną folią, ludzie wyciągający ręce po jałmużnę, niezliczona ilość brudnych dzieci i wszędzie wiszące suszące się ubrania. I tu właśnie świetnie potwierdza się znane powiedzenie „kiedy bogatym przybywa złota, biednym przybywa dzieci”. W Planeta Rica zbaczamy z trasy w drogę nr 23 do Monteria i tam też wynajmujemy pokój w hotelu. Tu wtrącimy jeszcze nasze spostrzeżenia po przebyciu już wielu km tego kraju – przekazujemy nazwy i zakres obowiązków nowych stanowisk pracy, których dotychczas nikt w Polsce nie zna i nigdy nie zafunkcjonowały, a my wymyśliliśmy ich nazwy: „Drzwiowy” – wiszący na przednich drzwiach autobusu pracownik zagarniający i wypychający, w zależności od potrzeby pasażerów z ulicy, prawie w biegu, bez zatrzymania pojazdu. „Pałkowy” – bambusową pałką ostukuje wszystkie koła pojazdu sprawdzając ich stan, po czym podchodzi do okna przekazuje informację, że wszystko jest OK i wyciąga rękę po opłatę. „Flagowy” – machając czerwoną chorągwią, zagarnia przejeżdżających do swojej knajpy i ustawia na miejscu parkingowym. „Resztowy” – na bramkach gdzie pobiera się opłaty za przejazd (sporo – za odcinek ok. 40km 7.000peso – motocykle bez opłaty), pyta w kolejce jakim banknotem będziemy płacić, krzyczy do kasy przekazując tą informację, a panienka w okienku już przygotowuje odliczoną resztę – myślimy, że to stanowisko ma wielką przyszłość w sytuacji kiedy w Polsce powstanie w najbliższym czasie, tak wiele nowych płatnych odcinków autostrad?!

Ponieważ największe miasta Kolumbii są już za nami, chciałabym uściślić ich charakter w kilku słowach, by oddać ich skrajną atmosferę oraz funkcjonowanie, scalając to w jedność, gdyż podobieństwa były jakże uderzające.

…brzemienna deszczem śliska paszcza nieba…odracza słońce na kiedyś tam…by z szumem wycieczyć się milimetrami sześciennymi…zalewając to bezszczelne miasto…by spłukać choć trochę jego brudu…zakurzone postacie wyglądając z wewnątrz…pragnące czegoś…mając nadzieję na cokolwiek…uwierzą we wszystko…każdego dnia szukają przestrzeni gdzie…wielka wiara stłumi lęk…walcząc z własnym istnieniem…wstępują w labirynt niepewności…ich funkcjonowanie, to jak opowieść wariata…pełna wrzasku i wściekłości…nic nie znacząca…jedyne…tak jeszcze odległe marzenie…by kiedyś na pulpicie rzeczywistości…zobaczyć słońce…

…Wiola…

img_4042
img_4050


img_4059
img_4061
img_4062


img_4064
img_4066
img_4072


img_4073
img_4080
img_4081

28 sierpień 2010r

Rano z miejscowości Monteria ruszamy drogą nr.21 i później nr.90 do Tolu. Po 100km jazdy jeszcze przed tą miejscowością, dojechawszy do brzegów Morza Karaibskiego, zatrzymaliśmy się w skromnym kurorcie tuż za Covenas i wynajęliśmy pokój w w pensjonacie tuż przy samej plaży (50.000peso- 73zł pok 2os. z klimą i łazienką – super warunki). Temperatura wody prowokuje, gdyż chyba jest dokładnie taka sama jak powietrza i wynosi 32oC . W ramach działalności tego hoteliku wchodzi również organizacja morskiej eskapady na wyspę do Parque Nacional Corales del Rosario y San Bernardo, aby podziwiać jedyne w swoim rodzaju rafy koralowe nadające morzu niezwykłe kolory, od turkusowego po purpurowy, na którą to wyruszamy już jutro rano za cenę 130.000peso – 200zł za dwie osoby z transportem lądowo morskim (35km od brzegu) obiadkiem i wejściówkami. Resztę dnia, aż do zachodu słońca przeznaczamy dzisiaj na morsko – plażowe igraszki. Ponieważ Wojtek miał jeszcze do zrobienia kilka dodatkowych zabezpieczeń w autku, ja postanowiłam popaść w pełną integrację z autochtonami. Jak tylko poznałam Casandrę to już miałam zapewniony masaż i trencę ( mini warkoczyki) oraz chacirę (kolorowe koraliki) na głowie. Powiem tylko, że kiedy to wszystko zobaczył Wojtek, wrócił się do hotelu po rum. Już w ciemnościach zjedliśmy rybkę i oddaliśmy się podsłuchiwaniu wieczornego życia plaży. Przemierzywszy całe Andy od Ziemi Ognistej po Morze Karaibskie, od południa na północ Ameryki Łacińskiej, mamy więc dzisiaj święto!

Parę informacji o tym, z czym spotykamy się i widzimy na trasie poznając życie Kolumbijczyków:

wszystkie drogi asfaltowe są w tym kraju płatne, a płaci się sporo, bo około 6.000peso – 9zł za każde przejechane 40÷50km, jedyny wyjątek to motocykle przejeżdżające specjalnym torem przez bramki, których ruch właśnie z tego powodu jest ogromny. Co do dróg, to pomimo ich wielkiego zatłoczenia, stan jest ponad poprawny i życzylibyśmy sobie takich u nas w kraju, biorąc pod uwagę fakt, że poruszamy się po górzystych, andyjskich terenach. Co do motocykli i motocyklistów to działają tu bardzo skutecznie kamizelki i to z wyraźnym, odblaskowym nr. rejestracyjnym, który jest również powtórzony na tylnej części kasku – właśnie ta idea, gdyby funkcjonowała w Polsce uratowałaby wielu młodych szaleńców, których nie ma już pośród nas, ponieważ zginęli z braku wyobraźni i doświadczenia – popieramy w całej rozciągłości ideę wprowadzenia obowiązkowo kamizelek odblaskowych w Polsce, widząc to jak wspaniale funkcjonują w tym kraju nawet przy tak wysokich temperaturach. Paliwo w Kolumbii pomimo wielkich złóż występujących w tym kraju jest drogie w porównaniu np. do Ekwadoru, czy Wenezueli i w przeliczeniu wynosi ok. 3.00zł za litr, doliczając opłaty za drogi koszt przejazdu za jeden kilometr jest zbliżony do polskiego. Ponieważ nasza podróż ma również kulinarny charakter, więc trochę o jedzeniu. Posiłki różnego typu podawane z naturalnymi sokami dostępne są przy drodze praktycznie wszędzie. Wszystko jest świeże, a soki z leczniczych owoców takich jak guanavana, wykluczają najgorsze schorzenia organizmu, więc pijemy je litrami, licząc na długowieczność. Ceny żywności są niższe niż w Polsce, a jeśli chodzi o alkohol, to do dyspozycji jest cała gama kolumbijskich rumów i nic poza tym, pozostałe trunki są obcego pochodzenia. Wykluczając patologię dużych miast, ludzie są niesamowicie życzliwi, zawsze uśmiechnięci, grzeczni i uczynni. W Kolumbii mieszka około 40 milionów ludzi z czego 20 żyje w biedzie, a 10 z tych 20, w skrajnej nędzy. Maksymalnie bogatych ludzi jest niewielu, gdyż mówi się tutaj o około 100 rodzinach, w rękach których jest prawie wszystko co najwartościowsze. Pamiętajmy również że Kolumbijczycy tak naprawdę zamieszkują tylko 1/3 terytorium swojego kraju i że obszary całej Amazonii to nieodkryte dla świata tereny i źródło wielkiego bogactwa. Jeszcze jedno co rzuca się nam w oczy to brak produktów z Chin, prawie wszystko jest Made in Columbia, czasem Made in India. Państwo to obecnie wrzuca do budżetu dochody z węgla, ropy, przemysłu chemicznego, kawy, kwiatów, owoców oraz trzciny cukrowej. A teraz konkrety, czyli kokaina, haszysz, złoto i szmaragdy, ale to już inna historia.

img_4168
img_4177


img_4184
img_4189
img_4191


img_4199
img_4204

29 sierpień 2010r

Dzień rozpoczynamy od przejazdu szybkim autobusem „z drzwiowym”w kierunku Tolu, czyli masowym środkiem transportu, wbrew temu, jak zarzekaliśmy się wcześniej, że nigdy do takiego nie wsiądziemy, gdyż nie chcemy być wiezieni przez szybkiego kierowcę z polem widoczności na jezdnię „jednookiego szaleńca”– no cóż ten przejazd był wkalkulowany i opłacony w programie wycieczki, więc poszliśmy odważnie na całość. Następnie przesiadka na bardzo chwiejny rower o trzech kołach, by dotrzeć do przystani i już dalej szybką, 200 konną, łodzią motorową na archipelag.

img_4279
img_4284


img_4289
img_4293
img_4296


img_4299
img_4302

Park Narodowy do którego zmierzamy, to archipelag wielu wysp ciągnący się wzdłuż wybrzeża od Tolu, aż po Cartagenę, na niektórych z nich, z trudem zmieściłby się pojedynczy dom, a rafy koralowe otaczające je, nadają morzu niezwykłe kolory. Między innymi tutaj mieli swe bazy niegdyś słynni piraci z Karaibów pod przywództwem Francisa Drake´a, który to wielokrotnie napadał i rabował Cartaginę. Jadą z nami dwie Australijki, to dwie pierwsze turystki, które od wielu dni napotkaliśmy na naszej trasie. Archipelag San Bernardo to taki raj nie skażony jeszcze masową turystyką, więc ceny są jeszcze niskie. Na pierwszej wyspie Isla Palma, odwiedziliśmy potężne akwarium, tam też po specjalnie przygotowanych podestach wędrujemy w bagnistym ekosystemie, by obserwować roślinność i zwierzęta. Między innymi możemy przyjrzeć się z bliska różowym flamingom i pogłaskać krokodyla. Następnie mijamy kolejne wyspy, by dotrzeć na tą właściwą. Tam też za już setną namową Wojtka podjęłam wyzwanie, by nauczyć się pływać, dodatkową mobilizacją była poznana tam piękna kilkuletnia dziewczynka, która tak świetnie pływała, że ze wstydu wzięłam się do „roboty”i poszło expresem.

img_4330
img_4332


img_4335
img_4337

Mamy więc okazją aby to uczcić stosownym toastem, oczywiście na bazie miejscowego rumu – Wiola nauczyła się pływać! Serwowane jedzonko było świeże i pyszne, ale gdyby popatrzeć na warunki w jakich jest ono przygotowywane to jesteśmy skłonni twierdzić, iż nasz sanepid zamknąłby te kuchnie na zawsze jak i wszystkie tego typu w Ameryce Południowej, po czym wystosowałby oficjalny protest w sprawie ochrony zdrowia i życia człowieka do odpowiednich służb. Powrót do Tolu i przejazd tym razem na pace Dodge pickupa, „drzwiowy” stoi na opuszczonej do poziomu tylnej klapie, bardzo głośno gra muzyka i jest przewiewnie, aż oczy wysychają. Przesiadka do Toyoty i w drogę do Cartageny, cały czas na północny wschód drogą nr.90. Koszmarne ciągnące się w nieskończoność przedmieścia, przypominające gruzowisko zmiksowane ze śmietnikiem. Po wjeździe za mury cytadeli do starego miasta, czyli centrum historycznego, obraz diametralnie się zmienia i jesteśmy w świetnie utrzymanej i zachowanej części kolonialnej Hiszpanii. Po małych perypetiach i szokującej rozbieżności cenowej oferowanych noclegów, wynajmujemy pokój w hostalu za 60.000peso, ale na zewnątrz starych murów obronnych, jednak dalej to strefa turystyczna z kolonialną zabudową i do tego tętniąca życiem normalnych Kolumbijczyków.

img_4444
img_4447
img_4450

30 sierpień 2010r

Rano idziemy w stare miasto za murami. Pierwszy raz na taką skalę widzimy turystów. Ponoć to najbezpieczniejszy rejon Kolumbii. Spacerujemy w 35oC i dużej wilgotności powietrza, więc saunę mamy gratis. Tu widzimy jak niegdyś Hiszpanie zabezpieczyli ten port przed najazdami piratów, po najokrutniejszym, dokonanym przez Dreake´a w 1586r i postanowili zrobić z miasta, port – twierdzę. Potężne, świetnie zachowane mury obronne uchroniły to miasto przed następnymi wiele razy. Wspaniała zabudowa, wąskie uliczki w nienaruszonym stanie od XVII w. i te malownicze domy z zabudowanymi balkonami i antresolami. Prawie każdy z nich w swym środku posiada atrialny dziedziniec, który jest jakby ogrodem botanicznym. Przez cały nasz przejazd, jak i tu w Cartagenie, żywimy się w małych barach, gdzie jadają kolombijczycy i jest bardzo rodzinnie, turyści bojąc się wszystkiego, co również podają nasze przewodniki, jadają w hotelowych restauracjach. Dopiero popołudniu wyjeżdżamy z miasta nadmorskim bulwarem, przechodzącym następnie w drogę nr 90A prowadzącą do największego portowego miasta Kolumbii, Barranquilla. Po drodze tuż za Loma Arena zjeżdżamy z trasy pod wulkan „Vulcan de Lodo El Tatumo”. Przeżywamy szok, gdyż w jego kraterze możemy zażyć kąpieli w bulgoczącym gęstym błocie. Coś niezwykłego, z trudem można się poruszać, nie dość, że nie ma gruntu pod norami, to błoto wypycha w górę i uniemożliwia skutecznie przemieszczanie, tu na własnej skórze można przeżyć stan tonięcia w bezkresnym błocie widzianym niegdyś w filmach typu „western”. W wulkanie do dyspozycji masażysta, a po zejściu kobieta zapewnia mycie w pobliskiej lagunie. Proponowano nam pełny serwis, lecz nasza kondycja fizyczna zapewnia samowystarczalność w tym temacie. Nie ochłonąwszy jeszcze po tych wrażeniach przejeżdżamy nieciekawe Barranquilla i kierujemy się drogą nr 90 na najstarszy kolonialny port założony przez Hiszpanów w 1525r, Santa Marta. Do miasta wjeżdżamy tuż po burzy, którą obserwowaliśmy po drodze w postaci pięknych błyskawic rozświetlających niebo. Miasto zalane wodą i tu nasza Toyota niemal jak amfibia przedzierała się przez ulice niczym weneckie kanały. W samym centrum starego miasta wynajmujemy pokój w hoteliku z garażem za jedyne 60.000peso – 90zł.

img_4506
img_4516


img_4517
img_4520
img_4521


img_4523
img_4526
img_4530

http://www.wojtektravel.pl/index.php/wyprawy/4-ameryka-pd-etapii/2-kolumbia/

2010-09-01 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 277
  • 278
  • 279
  • 280
  • 281
  • …
  • 299

Archiwa

  • marzec 2026
  • luty 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • październik 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • kwiecień 2025
  • marzec 2025
  • luty 2025
  • styczeń 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • sierpień 2021
  • lipiec 2021
  • czerwiec 2021
  • maj 2021
  • kwiecień 2021
  • marzec 2021
  • luty 2021
  • styczeń 2021
  • grudzień 2020
  • listopad 2020
  • październik 2020
  • wrzesień 2020
  • sierpień 2020
  • lipiec 2020
  • czerwiec 2020
  • maj 2020
  • kwiecień 2020
  • marzec 2020
  • luty 2020
  • styczeń 2020
  • grudzień 2019
  • listopad 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • lipiec 2019
  • czerwiec 2019
  • maj 2019
  • kwiecień 2019
  • marzec 2019
  • luty 2019
  • styczeń 2019
  • grudzień 2018
  • listopad 2018
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • lipiec 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • kwiecień 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • sierpień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • marzec 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015
  • czerwiec 2015
  • maj 2015
  • kwiecień 2015
  • marzec 2015
  • luty 2015
  • styczeń 2015
  • grudzień 2014
  • listopad 2014
  • październik 2014
  • wrzesień 2014
  • sierpień 2014
  • lipiec 2014
  • czerwiec 2014
  • maj 2014
  • kwiecień 2014
  • marzec 2014
  • luty 2014
  • styczeń 2014
  • grudzień 2013
  • listopad 2013
  • październik 2013
  • wrzesień 2013
  • sierpień 2013
  • lipiec 2013
  • czerwiec 2013
  • maj 2013
  • kwiecień 2013
  • marzec 2013
  • luty 2013
  • styczeń 2013
  • grudzień 2012
  • listopad 2012
  • październik 2012
  • wrzesień 2012
  • sierpień 2012
  • lipiec 2012
  • czerwiec 2012
  • maj 2012
  • kwiecień 2012
  • marzec 2012
  • luty 2012
  • styczeń 2012
  • grudzień 2011
  • listopad 2011
  • październik 2011
  • wrzesień 2011
  • sierpień 2011
  • lipiec 2011
  • czerwiec 2011
  • maj 2011
  • kwiecień 2011
  • marzec 2011
  • luty 2011
  • styczeń 2011
  • grudzień 2010
  • listopad 2010
  • październik 2010
  • wrzesień 2010
  • sierpień 2010
  • lipiec 2010
  • czerwiec 2010
  • maj 2010
  • kwiecień 2010
  • marzec 2010
  • luty 2010
  • styczeń 2010
  • grudzień 2009
  • listopad 2009
  • październik 2009
  • wrzesień 2009
  • sierpień 2009
  • lipiec 2009
  • czerwiec 2009
  • maj 2009
  • kwiecień 2009
  • styczeń 2009
  • listopad 2008
  • październik 2008

Kategorie

  • Administracyjna
  • Afryka
  • Akcje eko
  • Aktualności
  • Aktualności inne
  • Albania
  • Aleja Podróżników
  • Ameryka Północna
  • Ameryka Południowa
  • Ameryka Środkowa i Karaiby
  • Artykuły testowe
  • Australia i Oceania
  • Austria
  • Azja
  • Bez kategorii
  • Biegi
  • BUŁGARIA
  • Chorwacja
  • Ciekawostki
  • Cykliczne Spotkania Podróżników
  • CZARNOGÓRA
  • Czechy
  • Czyste Góry Czyste Szlaki
  • Czyste Tatry
  • Czyste Tatry
  • Dania
  • Dolny Śląsk
  • Europa
  • Festiwale
  • Filmy
  • Francja
  • Góry
  • HISZPANIA
  • HOLANDIA
  • Konkurs Fotograficzny
  • Konkursy
  • Konkursy inne
  • Korona
  • Kościoły i obiekty sakralne
  • KOSOWO
  • Książka
  • Kuchnia
  • Kuchnie świata
  • Kujawsko-pomorskie
  • LITWA
  • Łódzkie
  • Lotniska i powietrze
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • LUKSEMBURG
  • MACEDONIA
  • Małopolskie
  • Malta
  • Materiał zewnętrzny
  • Miasta
  • Miejsca wyjątkowe
  • Muzea
  • Najciekawsze szlaki piesze i rowerowe w Europie
  • Newsy
  • NIEMCY
  • NORWEGIA
  • Opolskie
  • Parowozownie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Podziemia
  • Podziemia
  • Podziemia turystyczne w Europie Underground in Europe
  • Polecamy
  • Polska
  • Pomorskie
  • Portugalia
  • PRACE KONKURSOWE POLSKA
  • PRACE KONKURSOWE ŚWIAT
  • Projekt 4 Pory Roku
  • Projekt Mali Melomani
  • Projekt Mali Melomani II
  • Recenzje sprzętu
  • Reklama
  • Robocze inne
  • ROSJA
  • Rower
  • Różne media
  • Rumunia
  • Schroniska
  • SERBIA
  • Skanseny w Polsce
  • Śląskie
  • Slowacja
  • Slowenia
  • Spływy kajakowe
  • Spotkania autorskie
  • Spotkania, zloty, imprezy podróżników
  • Sprzęt
  • Świat
  • Świętokrzyskie
  • SZWAJCARIA
  • Tanie loty
  • Tatromaniak
  • Testy sprzętu
  • Twierdze i Forty
  • Ukraina
  • unesco
  • Via Adriatica Trail
  • Warmińsko-mazurskie
  • Warsztaty i plenery fotograficzne
  • WĘGRY
  • WIELKA BRYTANIA
  • Wielkopolskie
  • WŁOCHY
  • Woda
  • Wspomnienia z podróży
  • Wystawy
  • Wywiady
  • Zabytki sakralne
  • Zachodniopomorskie
  • Zamki i pałace
  • Zostań w domu nie odwołuj

Obserwuj nas

Top Selling Multipurpose WP Theme

Ostatnie posty

  • Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim

    2026-03-22
  • Jeziora Plitwickie – fenomen przyrodniczy w Chorwacji

    2026-03-22
  • krokusy w Tatrach – gdzie można podziwiać szafrany spiskie?

    2026-03-22
  • Park Gródek Polskie Malediwy w Jaworznie

    2026-03-21
  • Opole nie tylko na weekend – kameralne miasto otoczone zielenią.

    2026-03-21
  • Najpiękniejsze jaskinie Słowacji udostępnione turystycznie

    2026-03-21

Kanał społecznościowy

Kanał społecznościowy

Wybór redaktorów

zamek Drakuli w Poenari

2016-01-25

Rezerwat Groapa Ruginoasa, Góry Bihor w Rumunii

2022-08-06

Zamek – Twierdza Rupea w Rumunii

2022-08-09

Rezerwat Cheile Turzii – wąwóz Turda

2024-01-23

Zamek Drakuli w Hunedoarze w Rumunii

2024-03-03

Klub Podróżników Śródziemie

Ogólnopolski portal podróżniczy poświęcony odkrywaniu Polski i świata. Od znanych miast i zabytków, przez górskie szlaki i podziemia, po miejsca nieoczywiste i zapomniane.

Rzetelne relacje, autorskie przewodniki oraz praktyczne wskazówki dla turystów, pasjonatów historii i miłośników aktywnego podróżowania.

Odkrywaj świat z nami – świadomie, krok po kroku i z pasją.

Ciekawe w województwach

    • Dolnośląskie
    • Kujawsko-pomorskie
    • Lubelskie
    • Lubuskie
    • Łódzkie
    • Małopolskie
    • Mazowieckie
    • Opolskie
    • Podkarpackie
    • Podlaskie
    • Pomorskie
    • Śląskie
    • Świętokrzyskie
    • Warmińsko-mazurskie
    • Wielkopolskie
    • Zachodniopomorskie
dhosting

Polecane

Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim
Jeziora Plitwickie – fenomen przyrodniczy w Chorwacji
krokusy w Tatrach – gdzie można podziwiać szafrany spiskie?
Park Gródek Polskie Malediwy w Jaworznie

Ostatnio dodane

Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim
Jeziora Plitwickie – fenomen przyrodniczy w Chorwacji
krokusy w Tatrach – gdzie można podziwiać szafrany spiskie?
Park Gródek Polskie Malediwy w Jaworznie
Facebook Twitter Youtube Linkedin Envelope Rss

klubpodroznikow.com – Copyright & Copy 2025/26

Created by Konfig.Info

  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Home
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat

Wybór redaktorów

  • Sighișoara miasto w środkowej Rumunii w Siedmiogrodzie

    2026-02-02
  • Góry solne w Rumunii – Muntele de sare

    2026-02-01
  • Droga Transfogaraska w Rumunii

    2025-09-17
  • Wulkany błotne w Rumunii, wyjątkowy rezerwat przyrody

    2024-08-20
  • Jaskinia Meziad, Peşteră

    2024-08-20
  • Kopalnia soli Salina Turda w Rumunii

    2024-08-17
@2021 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign
Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego działania serwisu oraz analiz ruchu. Zobacz politykę prywatności .