Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
wtorek, 24 marca, 2026
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Copyright 2025 - All Right Reserved
Cykliczne Spotkania Podróżników

Jotunheimen

przez Albin Marciniak 2010-10-02
Napisane przez Albin Marciniak
4.X godz.19.00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków pl. Wszystkich Świętych 8
Jotunheimen
Sebastian Fijak

W krainie olbrzymów- Jotunheimen 2009…Norwegia to kraj niezwykły- długi, górzysty o legendarnych widokach i… cenach żywności. Dotychczas moja praca i górskie hobby oscylowało wokół bardziej znanych Alp. Jotunheimen wydawało mi sie dotąd górami zbyt niskimi i odległymi, by sie nimi interesować. Cóz za błąd! Zagłębmy sie, więc razem w krainę przesiąknietą opowieściami o trollach, smokach, gdzie nawet kościoły chronione są przez nordyckich bożków.

W Norge wyżej się nie da

 

 

Sebastian Fijak jest międzynarodowym przewodnikiem górskim UIMLA
http://www.fijak.pl/

2010-10-02 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Jotunheimen

przez Albin Marciniak 2010-10-02
Napisane przez Albin Marciniak
4.X godz.19.00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków pl. Wszystkich Świętych 8
Jotunheimen
Sebastian Fijak

W krainie olbrzymów- Jotunheimen 2009…Norwegia to kraj niezwykły- długi, górzysty o legendarnych widokach i… cenach żywności. Dotychczas moja praca i górskie hobby oscylowało wokół bardziej znanych Alp. Jotunheimen wydawało mi sie dotąd górami zbyt niskimi i odległymi, by sie nimi interesować. Cóz za błąd! Zagłębmy sie, więc razem w krainę przesiąknietą opowieściami o trollach, smokach, gdzie nawet kościoły chronione są przez nordyckich bożków.

W Norge wyżej się nie da

 

 

Sebastian Fijak jest międzynarodowym przewodnikiem górskim UIMLA
http://www.fijak.pl/

2010-10-02 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Jotunheimen

przez Albin Marciniak 2010-10-02
Napisane przez Albin Marciniak
4.X godz.19.00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków pl. Wszystkich Świętych 8
Jotunheimen
Sebastian Fijak

W krainie olbrzymów- Jotunheimen 2009…Norwegia to kraj niezwykły- długi, górzysty o legendarnych widokach i… cenach żywności. Dotychczas moja praca i górskie hobby oscylowało wokół bardziej znanych Alp. Jotunheimen wydawało mi sie dotąd górami zbyt niskimi i odległymi, by sie nimi interesować. Cóz za błąd! Zagłębmy sie, więc razem w krainę przesiąknietą opowieściami o trollach, smokach, gdzie nawet kościoły chronione są przez nordyckich bożków.

W Norge wyżej się nie da

 

 

Sebastian Fijak jest międzynarodowym przewodnikiem górskim UIMLA
http://www.fijak.pl/

2010-10-02 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Newsy

Światowy Dzień Turystyki

przez Albin Marciniak 2010-09-27
Napisane przez Albin Marciniak
http://dziennikturystyczny.pl/wp-content/uploads/2010/05/wtd2010.gif

Światowy Dzień Turystyki

Oficjalne obchody Światowego Dnia Turystyki w 2010 r. odbędą się 27 września w prowincji Guangdong w Chinach. Obejmą szereg imprez kulturalnych, skupionych wokół tegorocznego tematu. Sekretarz Generalny zaprasza do przyłączenia się do globalnej kampanii i promowania istotnych związków między turystyką a różnorodnością biologiczną, poprzez wykorzystywanie i rozpowszechnianie oficjalnego przesłania oraz logo WTD w krajowych obchodach.
Sekretarz Generalny zachęca również do  umieszczania zdjęć i informacji z obchodów WTD, a także podejmowanych inicjatyw w zakresie turystyki i różnorodności biologicznej na oficjalnej stronie internetowej Światowego Dnia Turystyki.

http://www.unwto.org/images/en/cabecera_peq.gif

Źródło:
http://www.wegrow.com.pl/g2/2009_11/2760_filebig.jpg

Turystyka i różnorodności biologicznej są wzajemnie zależne. UNWTO zamierza podnosić społeczną świadomość i wzywa podmioty z sektora turystycznego i turystów do stania się częścią globalnej odpowiedzialności wobec unikatowych gatunków i ekosystemów, które tworzą naszą planetę – powiedział sekretarz generalny UNWTO Taleb Rifai.


Photo Competition Winners


http://www.unwto.org/worldtourismday/photocompetition/winners.php?lang=E

2010-09-27 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Newsy

Światowy Dzień Turystyki

przez Albin Marciniak 2010-09-27
Napisane przez Albin Marciniak
http://dziennikturystyczny.pl/wp-content/uploads/2010/05/wtd2010.gif

Światowy Dzień Turystyki

Oficjalne obchody Światowego Dnia Turystyki w 2010 r. odbędą się 27 września w prowincji Guangdong w Chinach. Obejmą szereg imprez kulturalnych, skupionych wokół tegorocznego tematu. Sekretarz Generalny zaprasza do przyłączenia się do globalnej kampanii i promowania istotnych związków między turystyką a różnorodnością biologiczną, poprzez wykorzystywanie i rozpowszechnianie oficjalnego przesłania oraz logo WTD w krajowych obchodach.
Sekretarz Generalny zachęca również do  umieszczania zdjęć i informacji z obchodów WTD, a także podejmowanych inicjatyw w zakresie turystyki i różnorodności biologicznej na oficjalnej stronie internetowej Światowego Dnia Turystyki.

http://www.unwto.org/images/en/cabecera_peq.gif

Źródło:
http://www.wegrow.com.pl/g2/2009_11/2760_filebig.jpg

Turystyka i różnorodności biologicznej są wzajemnie zależne. UNWTO zamierza podnosić społeczną świadomość i wzywa podmioty z sektora turystycznego i turystów do stania się częścią globalnej odpowiedzialności wobec unikatowych gatunków i ekosystemów, które tworzą naszą planetę – powiedział sekretarz generalny UNWTO Taleb Rifai.


Photo Competition Winners


http://www.unwto.org/worldtourismday/photocompetition/winners.php?lang=E

2010-09-27 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Newsy

Weekend z muzeami

przez Albin Marciniak 2010-09-25
Napisane przez Albin Marciniak
http://krakow.pl/pliki/3746/4

Weekend z muzeami Kazimierza i Podgórza


Foto: www.krakow.pl

Prezydent Miasta Krakowa Jacek Majchrowski zaprasza na weekend z muzeami Kazimierza i Podgórza. W dniach 2-3 października (sobota/niedziela) bezpłatnie będzie można zwiedzić pięć krakowskich muzeów: Starą Synagogę, Aptekę pod Orłem, Fabrykę Emalia Oskara Schindlera, Muzeum Inżynierii Miejskiej i Dom Historii Podgórza.

30 września (we czwartek) zostanie uroczyście otwarta Kładka Ojca Laetusa Bernatka, która połączy kazimierski i podgórski brzeg Wisły. Z tej okazji, w weekend 2-3 października, wstęp do pięciu krakowskich muzeów, zlokalizowanych właśnie w tych dwóch częściach Krakowa, będzie wolny.

W pierwszy październikowy weekend, w godz. 9:00-17:00 bezpłatnie będzie można zwiedzić Starą Synagogę (www.mhk.pl/oddzialy/stara_synagoga). Na stałej wystawie „Dzieje i kultura Żydów krakowskich” eksponowane są najcenniejsze zabytki muzealnej kolekcji judaików. W dawnych modlitewnikach – męskiej i kobiecej, na parterze Starej Bożnicy, wystawione są przedmioty żydowskiej sztuki obrzędowej. W muzeum można również podziwiać malarstwo portretowe i ikonografię dzielnicy żydowskiej na Kazimierzu oraz dokumentującą zagładę Żydów krakowskich w latach II wojny światowej.

Na bezpłatne zwiedzanie zaprasza też Apteka pod Orłem – w godz. 9:30-17:00 (www.mhk.pl/oddzialy/apteka_pod_orlem). Apteka pod Orłem zajmuje pomieszczenia dawnej apteki mgr Tadeusza Pankiewicza, która w latach okupacji niemieckiej znajdowała się w centrum krakowskiego getta. Stała wystawa  „Apteka w getcie krakowskim” opowiada o krakowskim farmaceucie, Tadeuszu Pankiewiczu – jedynym Polaku zamieszkałym w getcie, i polskim personelu, którzy wspólnie nieśli stałą pomoc mieszkańcom getta. Apteka Tadeusza Pankiewicza, pełniąca całodobowy dyżur, była miejscem kontaktów, spotkań, informacji. Każdy, kto zwrócił się tu o pomoc był pewien, że ją otrzyma.

W dniach 2-3 października za darmo będzie również można zwiedzić muzeum Fabryka Emalia Oskara Schindlera (w godz. 10:00-20:00), a w nim m.in. stałą wystawę „Kraków – czas okupacji (1939-1945)”, która poświęcona jest dziejom Krakowa i jego mieszkańców w latach wojny. Ekspozycja podzielona jest na kilkanaście segmentów tematycznych: wojna 1939 r., rola Krakowa, jako ośrodka władzy Generalnego Gubernatorstwa, życie codzienne i rodzinne, los Żydów krakowskich, opór i tajne państwo, czy wreszcie dzieje fabryki, ludzi w niej pracujących i jej właściciela Oskara Schindlera. Ważnym łącznikiem segmentów wystawy jest symboliczna ulica krakowska, na której spotykali się Polacy, Żydzi i Niemcy.

Uwaga!!! Aby zwiedzić wystawę w Muzeum Fabryka Emalia Oskara Schindlera w czasie weekendu z muzeami, należy zarezerwować bilety przez stronę www.bilety.mhk.pl. Po rezerwacji będzie można odebrać w kasie bezpłatny bilet (ich liczba jest ograniczona – każdego dnia do muzeum może wejść maksymalnie 1018 osób). Płatne będzie natomiast oprowadzanie przez przewodnika (150zł) – na życzenie zwiedzającego.

W czasie weekendu z muzeami będzie można również obejrzeć ekspozycje w Muzeum Inżynierii Miejskiej (w godz. 10:00-16:00) – m.in. ciekawą kolekcję samochodów i motocykli polskiej produkcji (www.mimk.com.pl), i w Domu Historii Podgórza (10:00-14:00).

Weekend z muzeami Kazimierza i Podgórza:

9:00-17:00 Stara Synagoga (ul. Szeroka 24),

9:30-17:00 Apteka Pod Orłem (pl. Bohaterów Getta 18)

10:00-20:00 Fabryka Emalia Oskara Schindlera (ul. Lipowa 4)

10:00-16:00 Muzeum Inżynierii Miejskiej (ul. Św. Wawrzyńca 15)

10:00-14:00 Dom Historii Podgórza (ul. Limanowskiego 13) (JK)

9.00-17.00

Stara Synagoga

ul. Szeroka 24

Najcenniejsze zabytki muzealnej kolekcji judaików eksponowane są na stałej wystawie „Z Dziejów i Kultury Żydów w Krakowie”. W dawnych modlitewniach męskiej i kobiecej na parterze Starej Bożnicy wystawione są przedmioty żydowskiej sztuki obrzędowej, zaprezentowane w trzech głównych grupach tematycznych: synagoga, święta i obrzędy doroczne, życie prywatne i rodzinne. W dwóch salach na pierwszym piętrze muzeum znajduje się dalsza część ekspozycji, prezentująca malarstwo portretowe i ikonografię dzielnicy żydowskiej na Kazimierzu oraz dokumentująca zagładę Żydów krakowskich w latach II wojny światowej.

 

 

9.30-17.00

Apteka Pod Orłem

pl. Bohaterów Getta 18

Apteka pod Orłem zajmuje pomieszczenia dawnej apteki mgr Tadeusza Pankiewicza, która w latach okupacji niemieckiej znajdowała się w centrum krakowskiego getta. Jest to miejsce, gdzie w szczególny sposób wiązały się losy Polaków i Żydów. Mgr Tadeusz Pankiewicz – jedyny Polak zamieszkały w getcie wraz z polskim personelem nieśli stałą pomoc mieszkańcom getta. Apteka, pełniąca całodobowy dyżur, była miejscem kontaktów, spotkań, informacji. Każdy kto zwrócił się tu o pomoc był pewien, że ją otrzyma.

 

10.00-20.00

Fabryka Emalia Oskara Schindlera

ul. Lipowa 4

Stała pt. Kraków – czas okupacji (1939-1945) poświęcona jest dziejom Krakowa i jego mieszkańców w latach wojny. Ekspozycja podzielona jest na kilkanaście segmentów tematycznych: wojna 1939 r., rola Krakowa, jako ośrodka władzy Generalnego Gubernatorstwa, życie codzienne i rodzinne, los Żydów krakowskich, opór i tajne państwo, czy wreszcie dzieje fabryki, ludzi w niej pracujących i jej właściciela Oskara Schindlera. Ważnym łącznikiem segmentów wystawy jest symboliczna ulica krakowska, na której spotykali się Polacy, Żydzi i Niemcy.

Uwaga! Aby odwiedzić Muzeum należy wcześniej dokonać internetowej rezerwacji wejściówek na stronie www.bilety.mhk.pl

 

10.00-16.00

Muzeum Inżynierii Miejskiej

ul. św. Wawrzyńca 15

Muzeum Inżynierii Miejskiej gromadzi obiekty ilustrujące rozwój techniki, przemysłu i inżynierii miejskiej. Zbiory muzeum obejmują także reprezentatywną kolekcję samochodów i motocykli polskiej produkcji. Muzeum prowadzi także działalność na rzecz edukacji dzieci i młodzieży w zakresie historii nauki, techniki i przemysłu. Ekspozycje Muzeum są prezentowane we wnętrzach hal dawnej zajezdni tramwajowej na krakowskim Kazimierzu: w hali tramwaju konnego z 1882 r., hali  wąskotorowego tramwaju elektrycznego, datowanej na rok 1900 oraz  hali tramwaju elektrycznego normalnotorowego z 1913 roku.

 

10.00-14.00

Dom Historii Podgórza

ul. Limanowskiego 13

W salach Domu Historii Podgórza można oglądać ekspozycję stałą, na którą składają się eksponaty podarowane placówce przez instytucje oraz mieszkańców Podgórza. Działalność Domu Historii Podgórza obejmuje również wykłady i prelekcje na temat historii Podgórza. Mają tu również miejsce wystawy czasowe – nawiązujące tematyką do historii i czasów współczesnych Podgórza – fotografii, pocztówek, projektów architektonicznych budynków i innych form plastycznych.

http://krakow.pl/kultura/2453,artykul,weekend_z_muzeami.html

2010-09-25 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Newsy

Weekend z muzeami

przez Albin Marciniak 2010-09-25
Napisane przez Albin Marciniak
http://krakow.pl/pliki/3746/4

Weekend z muzeami Kazimierza i Podgórza


Foto: www.krakow.pl

Prezydent Miasta Krakowa Jacek Majchrowski zaprasza na weekend z muzeami Kazimierza i Podgórza. W dniach 2-3 października (sobota/niedziela) bezpłatnie będzie można zwiedzić pięć krakowskich muzeów: Starą Synagogę, Aptekę pod Orłem, Fabrykę Emalia Oskara Schindlera, Muzeum Inżynierii Miejskiej i Dom Historii Podgórza.

30 września (we czwartek) zostanie uroczyście otwarta Kładka Ojca Laetusa Bernatka, która połączy kazimierski i podgórski brzeg Wisły. Z tej okazji, w weekend 2-3 października, wstęp do pięciu krakowskich muzeów, zlokalizowanych właśnie w tych dwóch częściach Krakowa, będzie wolny.

W pierwszy październikowy weekend, w godz. 9:00-17:00 bezpłatnie będzie można zwiedzić Starą Synagogę (www.mhk.pl/oddzialy/stara_synagoga). Na stałej wystawie „Dzieje i kultura Żydów krakowskich” eksponowane są najcenniejsze zabytki muzealnej kolekcji judaików. W dawnych modlitewnikach – męskiej i kobiecej, na parterze Starej Bożnicy, wystawione są przedmioty żydowskiej sztuki obrzędowej. W muzeum można również podziwiać malarstwo portretowe i ikonografię dzielnicy żydowskiej na Kazimierzu oraz dokumentującą zagładę Żydów krakowskich w latach II wojny światowej.

Na bezpłatne zwiedzanie zaprasza też Apteka pod Orłem – w godz. 9:30-17:00 (www.mhk.pl/oddzialy/apteka_pod_orlem). Apteka pod Orłem zajmuje pomieszczenia dawnej apteki mgr Tadeusza Pankiewicza, która w latach okupacji niemieckiej znajdowała się w centrum krakowskiego getta. Stała wystawa  „Apteka w getcie krakowskim” opowiada o krakowskim farmaceucie, Tadeuszu Pankiewiczu – jedynym Polaku zamieszkałym w getcie, i polskim personelu, którzy wspólnie nieśli stałą pomoc mieszkańcom getta. Apteka Tadeusza Pankiewicza, pełniąca całodobowy dyżur, była miejscem kontaktów, spotkań, informacji. Każdy, kto zwrócił się tu o pomoc był pewien, że ją otrzyma.

W dniach 2-3 października za darmo będzie również można zwiedzić muzeum Fabryka Emalia Oskara Schindlera (w godz. 10:00-20:00), a w nim m.in. stałą wystawę „Kraków – czas okupacji (1939-1945)”, która poświęcona jest dziejom Krakowa i jego mieszkańców w latach wojny. Ekspozycja podzielona jest na kilkanaście segmentów tematycznych: wojna 1939 r., rola Krakowa, jako ośrodka władzy Generalnego Gubernatorstwa, życie codzienne i rodzinne, los Żydów krakowskich, opór i tajne państwo, czy wreszcie dzieje fabryki, ludzi w niej pracujących i jej właściciela Oskara Schindlera. Ważnym łącznikiem segmentów wystawy jest symboliczna ulica krakowska, na której spotykali się Polacy, Żydzi i Niemcy.

Uwaga!!! Aby zwiedzić wystawę w Muzeum Fabryka Emalia Oskara Schindlera w czasie weekendu z muzeami, należy zarezerwować bilety przez stronę www.bilety.mhk.pl. Po rezerwacji będzie można odebrać w kasie bezpłatny bilet (ich liczba jest ograniczona – każdego dnia do muzeum może wejść maksymalnie 1018 osób). Płatne będzie natomiast oprowadzanie przez przewodnika (150zł) – na życzenie zwiedzającego.

W czasie weekendu z muzeami będzie można również obejrzeć ekspozycje w Muzeum Inżynierii Miejskiej (w godz. 10:00-16:00) – m.in. ciekawą kolekcję samochodów i motocykli polskiej produkcji (www.mimk.com.pl), i w Domu Historii Podgórza (10:00-14:00).

Weekend z muzeami Kazimierza i Podgórza:

9:00-17:00 Stara Synagoga (ul. Szeroka 24),

9:30-17:00 Apteka Pod Orłem (pl. Bohaterów Getta 18)

10:00-20:00 Fabryka Emalia Oskara Schindlera (ul. Lipowa 4)

10:00-16:00 Muzeum Inżynierii Miejskiej (ul. Św. Wawrzyńca 15)

10:00-14:00 Dom Historii Podgórza (ul. Limanowskiego 13) (JK)

9.00-17.00

Stara Synagoga

ul. Szeroka 24

Najcenniejsze zabytki muzealnej kolekcji judaików eksponowane są na stałej wystawie „Z Dziejów i Kultury Żydów w Krakowie”. W dawnych modlitewniach męskiej i kobiecej na parterze Starej Bożnicy wystawione są przedmioty żydowskiej sztuki obrzędowej, zaprezentowane w trzech głównych grupach tematycznych: synagoga, święta i obrzędy doroczne, życie prywatne i rodzinne. W dwóch salach na pierwszym piętrze muzeum znajduje się dalsza część ekspozycji, prezentująca malarstwo portretowe i ikonografię dzielnicy żydowskiej na Kazimierzu oraz dokumentująca zagładę Żydów krakowskich w latach II wojny światowej.

 

 

9.30-17.00

Apteka Pod Orłem

pl. Bohaterów Getta 18

Apteka pod Orłem zajmuje pomieszczenia dawnej apteki mgr Tadeusza Pankiewicza, która w latach okupacji niemieckiej znajdowała się w centrum krakowskiego getta. Jest to miejsce, gdzie w szczególny sposób wiązały się losy Polaków i Żydów. Mgr Tadeusz Pankiewicz – jedyny Polak zamieszkały w getcie wraz z polskim personelem nieśli stałą pomoc mieszkańcom getta. Apteka, pełniąca całodobowy dyżur, była miejscem kontaktów, spotkań, informacji. Każdy kto zwrócił się tu o pomoc był pewien, że ją otrzyma.

 

10.00-20.00

Fabryka Emalia Oskara Schindlera

ul. Lipowa 4

Stała pt. Kraków – czas okupacji (1939-1945) poświęcona jest dziejom Krakowa i jego mieszkańców w latach wojny. Ekspozycja podzielona jest na kilkanaście segmentów tematycznych: wojna 1939 r., rola Krakowa, jako ośrodka władzy Generalnego Gubernatorstwa, życie codzienne i rodzinne, los Żydów krakowskich, opór i tajne państwo, czy wreszcie dzieje fabryki, ludzi w niej pracujących i jej właściciela Oskara Schindlera. Ważnym łącznikiem segmentów wystawy jest symboliczna ulica krakowska, na której spotykali się Polacy, Żydzi i Niemcy.

Uwaga! Aby odwiedzić Muzeum należy wcześniej dokonać internetowej rezerwacji wejściówek na stronie www.bilety.mhk.pl

 

10.00-16.00

Muzeum Inżynierii Miejskiej

ul. św. Wawrzyńca 15

Muzeum Inżynierii Miejskiej gromadzi obiekty ilustrujące rozwój techniki, przemysłu i inżynierii miejskiej. Zbiory muzeum obejmują także reprezentatywną kolekcję samochodów i motocykli polskiej produkcji. Muzeum prowadzi także działalność na rzecz edukacji dzieci i młodzieży w zakresie historii nauki, techniki i przemysłu. Ekspozycje Muzeum są prezentowane we wnętrzach hal dawnej zajezdni tramwajowej na krakowskim Kazimierzu: w hali tramwaju konnego z 1882 r., hali  wąskotorowego tramwaju elektrycznego, datowanej na rok 1900 oraz  hali tramwaju elektrycznego normalnotorowego z 1913 roku.

 

10.00-14.00

Dom Historii Podgórza

ul. Limanowskiego 13

W salach Domu Historii Podgórza można oglądać ekspozycję stałą, na którą składają się eksponaty podarowane placówce przez instytucje oraz mieszkańców Podgórza. Działalność Domu Historii Podgórza obejmuje również wykłady i prelekcje na temat historii Podgórza. Mają tu również miejsce wystawy czasowe – nawiązujące tematyką do historii i czasów współczesnych Podgórza – fotografii, pocztówek, projektów architektonicznych budynków i innych form plastycznych.

http://krakow.pl/kultura/2453,artykul,weekend_z_muzeami.html

2010-09-25 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Ameryka Południowa

Trzy Gujany

przez Albin Marciniak 2010-09-25
Napisane przez Albin Marciniak

Trzy Gujany

W poniższym tekście opiszemy Trzy Gujany, czyli Gujanę Brytyjską, Surinam oraz departament zamorski Francji, Gujanę Francuską.

20 wrzesień 2010r

Tranzytowego przejazdu przez terytorium Brazylii nie będziemy opisywać, gdyż było to 400 km. drogi po niezbyt interesujących, płaskich terenach sawanny, a technicznie to przymus, ponieważ granica pomiędzy Wenezuelą a Gujaną jest zamknięta, ze względu na nie rozwiązany od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku konflikt graniczny.

Ranek nieco organizacyjny, rozpoczynamy od tego, że zastajemy nasz pojazd bez powietrza w jednym z kół. Na szczęście tuż obok, znajduje się siermiężny warsztat wulkanizacyjny i usuwamy defekt, a powodem są nasze wyczyny off – roadowe na Sabanie, błoto na wybojach wdarło się pomiędzy felgę a krawędź opony i powietrze puszczało, po rozebraniu i wyczyszczeniu wszystko jest już w jak najlepszym porządku. Jedziemy na wschód drogą nr Br 401 z Boa Vista do Bonfim, granicznej osady, gdzie przeprawiamy się z Brazylii do Gujany poprzez nowy most na rzece Takutu, oddany do użytku dopiero rok temu. Najpierw po przekroczeniu granicy i wjeździe na terytorium Gujany następuje małe nieporozumienie i celnik informuje nas, że to przejście jest dostępne tylko dla obywateli Brazylii i Gujany, po czym po wyjaśnieniu sprawy przez czarnoskórego naczelnika tegoż urzędu i sprawdzeniu wiz, nakazuje przeprowadzić czynności odprawowe! Nam już przeszła gęsia skórka po całym ciele, a mnie ukazała się cała droga objazdowa do Gujany Francuskiej przez Manaus w Brazylii, potężną rzekę Amazonkę i wjazd od południa do tego kraju, gdzie ze stolicy Cayenne mamy wykupione już bilety powrotne do Polski. Oczywiście wszystko się szybko wyjaśniło i następuje procedura odprawy, nas i naszej Toyoty. Dostajemy przewodnika i jedziemy do przygranicznej osady Lethem po stronie Gujany, aby w miejscowym supermarkecie wykupić specjalne ubezpieczenie na auto (za miesiąc zapłaciliśmy 17$), oraz zrobić ksero wszystkich potrzebnych dokumentów. Całość przebiega w spokoju i przyjacielskiej atmosferze, już od niepamiętnych czasów, nikt spoza sąsiadujących państw, nie przekraczał tej granicy własnym pojazdem. Wypisywanie przeróżnych kwitków, świstków oraz notowanie „na piechotę” danych pojazdu do różnych zeszytów, zajęło trzem osobom, prawie trzy godziny. Wszystko odbywało się w zwolnionym tempie, jak w telewizyjnej powtórce. Po tym czasie jesteśmy już wolni i możemy kontynuować jazdę po terytorium Gujany Brytyjskiej, jadąc tak jak w Wielkiej Brytanii, czyli po lewej stronie szosy – mam już w tym spore doświadczenie po wojażach w Australii, Nowej Zelandii i Anglii. Okazało się również, że człowiek od ubezpieczeń, poza sklepem jest również właścicielem hotelu o szumnej nazwie Savanna Inn i tam też za sumę 35$ wynajmujemy dwuosobowy pokój z wszelakimi wygodami, a jego pracownik, czarny kucharz przygotowuje nam wspaniałą obiadokolację za sumę 12$ za dwie osoby (1 USD = 200 GYD – gujańskie dolary). Ponieważ nasze doświadczenia kulinarne, tak te wenezuelskie jak i brazylijskie, spowodowały u nas zatracenie poczucia smaku, gdyż potrawy miały tekturowo – trawiasty smak, albo były całkowicie jego pozbawione. W tymże hotelu niezwykłej atmosfery dodają rozwrzeszczane papugi – jest wspaniale i do tego dystyngowanie, czujemy się jak za minionych czasów kolonialnych , tych oglądanych na filmach sprzed wielu, wielu lat.

21 wrzesień 2010r

drzewa…drzewa…drzewa… i tak przez 10 godzin przemierzamy dzisiejsze 320 km. Pokonujemy rozległy interior Gujany Brytyjskiej bitą drogą, przypominającą nasz dukt leśny tyle, że tutaj możemy wjechać do lasu deszczowego i przemierzać go, aż do samej stolicy tego państwa Georgetown, a dystans ten od granicy z Brazylią w Lethem mierzy 565 km. Podróż umilają nam miliony cytrynowych motyli, które wprowadzają nas w stan migotania źrenic. Po drodze przeprawiamy się pontonem motorowym przez rzekę Essequibo, w pobliżu osady Kurupukari. Właśnie na obszarze za rzeką, w 1996r utworzono specjalną strefę ochrony dziewiczego, nienaruszonego obszaru lasów deszczowych, najlepiej zachowanych na naszym globie o powierzchni 3710 km² noszących nazwę Iwokrama. Cóż więcej napisać o dzisiejszym dniu: natura, natura, natura, dzikość i nieskalanie cywilizacją, jednym słowem –  wspaniale. Po pokonaniu stu  tysięcy błotnych dziur, zatorów z powalonych drzew, docieramy z objawami wstrząsu mózgu do celu i zatrzymujemy się  w Mabura Hill, małej osadzie związanej z wyrębem drzewa – tutaj też dostajemy pełny obraz tej podstawowej gałęzi „przemysłu” Gujany – czyli rabunkowej wycinki lasów deszczowych tych ulokowanych już za rzeką i eksportu tego niezwykle cennego surowca do Chin, Wietnamu i Indii. Spanko w hotelu Toyota Inn pomiędzy posterunkiem policji i knajpą prowadzoną przez Malezyjczyków w której to tymczasem na otwartym tarasie razem z tubylcami oglądamy w telewizji koncert najlepszej brazylijskiej grupy Banda Calypso.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-1/img_8854.jpg

22 wrzesień 2010r

Ponieważ znajdujemy się w odległości zaledwie 100 km od najsłynniejszego wodospadu Gujany Kaieteur Falls, a właśnie od osady Mabura Hill, droga odbija do Mahdia i dalej Kangarumy, skąd ponoć wg. inf. wielkiego podróżnika, kolegi Wojtka Dąbrowskiego, można się przeprawić drogą wodną, na przemian z pieszą pod sam wodospad. Miejscowy szef posterunku policji, który zna dokładnie możliwości, po konsultacji z posterunkiem w Mahdia , jednak dementuje i odradza takie rozwiązanie. Sprawa jest niezwykle trudna, gdyż droga pod wodospad to kilka przepraw łodziami na przemian z pieszą wędrówką w górę rzeki Potaro. Bez wcześniejszego uzgodnienia dokładnego  planu i czasów pokonywania tych odcinków, podróż taka może zająć kilka dni. Nie ma tam żadnego biura podróży, gdyż nikt nie przybywa tam na własną rękę, a wszystkie takie wyprawy są przygotowywane i prowadzone przez nieliczne, wyspecjalizowane agencje turystyczne w Georgetown. Cóż robić, pomimo że jesteśmy tak blisko ruszamy w kierunku stolicy Gujany. Droga bez zmian, czyli taka jaką nasza Toyota lubi najbardziej, błotko, wyrwy i tak na całej trasie do Linden, gdzie po raz pierwszy w Gujanie od wyjazdu w Lethem pojawia się asfalt. Nasz dzisiejszy plan to dotrzeć do miejscowości Bartica usytuowanej u zbiegu rzek Mazaruni, Cujuni i Essequibo. W połowie drogi do Georgetown dostajemy jednak informację, że należy tam jechać przez Linden, gdyż ze stolicy to przeprawa promowa niezwykle kosztowna i wielogodzinna. Dostaliśmy 160km w plecy, ale cóż robić wracamy i dalej leśnym duktem do przeprawy motorowym pontonem na drugą stronę rzeki Essequibo. A tu następny „zong”, aby się przeprawić wraz z pojazdem w ten rejon potrzebne specjalne zezwolenie dla naszej Toyoty, które wystawiają ponoć w stolicy! Ręce opadają, pokazujemy zaznaczone na mapie atrakcje turystyczne, tłumaczymy, że my przecież turyści w podróży po tym państwie. Pozginaliśmy się uprzejmie niczym chińskie gejsze i jakoś dali się przekonać, lecz sporo nas to kosztowało 45$ USD – i tak naprawdę nie wiemy do końca, czy to była łapówka, czy tyle kosztuje w rzeczywistości przeprawa przez rzekę. Po zjeździe z pontonu jeszcze półtorej godziny „wyrypy” w lesie i jesteśmy w Bartica . Wynajmujemy pokój tuż nad rzeką (8000 GYD = 40 USD – klima, łazienka). Oj !, bez gujańskiego rumu „El Dorado”, nie moglibyśmy odreagować wszystkich dzisiejszych przeżyć i tych 11godzin jazdy po „poligonie” w lesie deszczowym, gdzie oczy widzą tylko dwa kolory, zieleń drzew i pomarańczowy kolor ziemi. Po oględzinach naszego autka, stwierdzamy, że nie jest już srebrne.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-2/img_8923.jpg

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-2/img_9015.jpg

23.wrzesień 2010r

Dzisiejszy dzień przeznaczamy na zwiedzenie głównych miejsc turystycznych, które oferuje ten rejon zbiegu trzech głównych rzek Gujany. W pobliskim Guest House ‘D’ Factor Interior po prze negocjowaniu ceny za wynajęcie szybkiej łodzi, wykupujemy wyprawę do wodospadów Marshall Falls i Fortu Kyke-over-Al. Ponieważ jesteśmy jedynymi turystami i to od kilku dni, więc z proponowanych 32.000 GYD , płacimy 25.000 GYD, więcej się już nie dało zbić bo zobaczyliśmy już łzy w oczach  właścicieli, gdyż silnik150KM Yamahy potrzebuje sporo paliwa, a ono jak na te warunki nie należy do tanich( 1litr – 1 USD). Płyniemy na ponad czterogodzinny rejs po rzekach Essequibo, Mazaruni i Cuyuni. Po drodze mijamy zabudowania więzienne Prison Compound, które to od czasów kolonialnych do chwili obecnej przyjmuje „pensjonariuszy”, a jest ich tam obecnie około tysiąca, z czego wielu za narkotyki. U zbiegu tych dwóch ostatnich rzek, na małej wyspie ulokowany jest po holenderski fort z czasów kiedy to, oni jako pierwsi  kolonizatorzy tych terenów w 1616r ( na tablicy znajduje się data 1613, jednak w/g naszego przewodnika jest ona błędna ) założyli tu pierwszą plantację trzciny cukrowej. Z fortu pozostała jedynie ceglana ościeżnica drzwiowa, usytuowana w cieniu wielkiego mangowca. Płynąc do wodospadów, dowiadujemy się istotnych informacji o funkcjonowaniu tego małego miasteczka, żyjącego z kopalin, a szczególnie z wypłukiwania złota z piasków dna rzeki Mazaruni. Przeciętny Gujańczyk, pracujący w państwowych przedsiębiorstwach pobiera wynagrodzenie wartości 200 USD miesięcznie, tutaj pracując w prywatnych kopalniach tego kruszcu, może zarobić nawet 10 razy więcej i to za tydzień pracy, no to już prawie El Dorado. Ostatni fragment trasy to marsz przez dżunglę, około pół godziny, wynagrodzony baraszkowaniem w przyjemnej wodzie spadającej z kilku metrów w dół.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-3a/img_9128.jpg

Teraz, po powrocie z tej wycieczki mamy takie odczucie, że jest to wszystko tu mocno przereklamowane, jak w podobnych miejscach np. w Anglii, gdzie wielkie Lasy Sherwood, są obecnie jedynie sporym zagajnikiem – to również reklamowe pozostałości pokolonialne po Brytyjczykach. Ponieważ Gujana, poza rzekami i lasami nie ma tak naprawdę nic więcej do zaoferowania, więc jesteśmy, lub raczej musimy być zadowoleni z tego co zobaczyliśmy. Resztę dnia spędzamy na spacerowaniu i podglądaniu tętniącego muzycznym życiem miasteczka i jego czarnych mieszkańców. Odwiedzamy  wiele stoisk, straganów na bazarze jak i usytuowanych przy ulicach. Pieczywo jak i podawana żywność w restauracjach są wstrętne, a na noc najlepiej zażyć sporą dawkę rumu, gdyż mogą zaistnieć problemy z zaśnięciem, muzyka ostro gra i zabawa kończy się dopiero nad ranem. Pierwszy raz w podróży po Ameryce Południowej zobaczyliśmy wolno spacerujące po mieście krowy, konie i szczury, szukające pożywienia w przydomowych rynsztokach, od czego nieźle ciągnie po nosie i czujemy się jak w wylęgarni smoków.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-3b/img_9172.jpg

24 wrzesień 2010r

Noc upłynęła pod znakiem głośnej muzyki i naszego czuwania, by nie przespać 4.00 rano. Ponieważ około pierwszej komuś zaciął się adapter, do naszej „pobudki” leciał jeden utwór, a kiedy przyszło nam powstać, byliśmy kompletnie niewyspani, ale utwór znaliśmy na pamięć. Jeszcze wczoraj zabukowaliśmy rejs statkiem rzecznym po Mazaruni z Bartica do Parika. Nie daje to jednak pewności, że ta najtańsza forma transportu wraz z autem zostanie zrealizowana, jeśli nie będziemy na tyle w przodzie kolejki, aby załapać się na miejsce (4000GYD auto + po 500od osoby). Tak więc chief przystani radził, by o 4.30 być przy bramie. Cała reszta poszła już gładko, Toyotę ulokowaliśmy na pokładzie i o 6.00 ruszamy w pięciogodzinny rejs do portu Parika, skąd już dalej brzegiem Atlantyku mamy tylko 45 km do Georgetown. Po drodze kilkukrotnie statek zatrzymuje się, aby dobrać i wysadzić pasażerów, których dowożą łódkami i motorówkami z niespotykana ilością bagaży i towarów wiezionych na targ do stolicy Gujany. Mamy przy okazji możliwość podziwiać, jeden z poważniejszych zabytków tego państwa, gdyż ten środek przeprawowy ma już 60 lat, od kiedy to został wyprodukowany w Glasgow.  Ciągle przyglądamy się bacznie ludziom i to co powtarza się odnotowujemy, a co daje nam obraz społeczeństwa, gdzie przeważają hindusi i ich kolorowo – złoty styl, czarni obwieszeni złotem, gdzie średnia sygnetów u mężczyzn wynosi trzy i koniecznie złoty zegarek, a liczba bransolet i naszyjników u kobiet jest nie do oszacowania oraz koniecznie pomalowane paznokcie u stóp. Dużą grupę tworzą wyznawcy ruchu religijnego Rastafari, a mnóstwo młodych chłopców wygląda jak kopie amerykańskich raperów. Po wyładunku poruszamy się polderami, osuszonymi jeszcze przez Holendrów, terenami nad atlantyckimi, poprzecinanymi systemami kanałów, zapór i tam. Jedno od razu rzuca się w oczy, na tym dojazdowym odcinku, mamy wrażenie, że znajdujemy się w kolonialnych Indiach. Hinduską dominację widać na każdym kroku. Jeszcze tylko przeprawa ponad 2 km pontonowym mostem i znajdujemy się na przedmieściach Georgetown. Nim przedmieścia się skończyły, okazało się, że przejechaliśmy już centrum tego miasta, pozostające do tej pory w większości zabudowane drewniana architekturą. Niezwykle specyficzne miasto. Tu czas zatrzymał się, jakby 100 lat temu w brytyjskiej strefie kolonizacyjnej.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-4a/img_9236.jpg

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-4a/img_9262.jpg

 

Jeszcze tego dnia, wykupujemy na niedzielę lot nad wodospad Kaieteur Falls za cenę 370 $ USD za dwie osoby (Wonderland Tours www.wonderlandtoursgy.com ), resztę dnia poświęcamy na sprawy porządkowe, wreszcie udało się nam umyć autko i dokręcić kilka śrubek. Wynajęliśmy pokój w Hotelu Ariantze, w samym centrum z miejscem strzeżonym dla autka. Dopiero jutro dowiemy się, czy nasza wyprawa nad wodospad dojdzie do skutku, gdyż sama zapłata nie daje żadnych gwarancji lotu, tak więc czekamy na wieści, czy zebrała się grupa chętnych. Powodem takich manewrów jest skromna, a wręcz znikoma ilość turystów. Po tych kilku dniach w Gujanie, odnotowaliśmy niezwykle dziwne posługiwanie się językiem angielskim, jakimś poplątanym z dodatkiem slangu i zniekształceniami. Dodatkową trudnością okazało się uzyskiwanie informacji odnośnie poruszania się, gdyż nie ma tu żadnych kierunkowskazów, znaków drogowych i do tego ten nieskoordynowany lewostronny ruch. I tu niespodzianka, po zadaniu trzy razy tego samego pytania, następowało oświecenie i uzyskiwaliśmy odpowiedź, czasem błędną, a czasem musiało zebrać się kilka osób, by wygenerować jakąś myśl. No cóż, przeważnie przyjazny uśmiech z widokiem na złote tarasy rekompensował wszystko.

 

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-4b/img_9319.jpg

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-4b/img_9347.jpg

więcej zdjęć z tej wyprawy na stronie Wojtka i Wioli
http://www.wojtektravel.pl/index.php/wyprawy/4-ameryka-pd-etapii/4-trzy-gujany/

2010-09-25 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Ameryka Południowa

Trzy Gujany

przez Albin Marciniak 2010-09-25
Napisane przez Albin Marciniak

Trzy Gujany

W poniższym tekście opiszemy Trzy Gujany, czyli Gujanę Brytyjską, Surinam oraz departament zamorski Francji, Gujanę Francuską.

20 wrzesień 2010r

Tranzytowego przejazdu przez terytorium Brazylii nie będziemy opisywać, gdyż było to 400 km. drogi po niezbyt interesujących, płaskich terenach sawanny, a technicznie to przymus, ponieważ granica pomiędzy Wenezuelą a Gujaną jest zamknięta, ze względu na nie rozwiązany od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku konflikt graniczny.

Ranek nieco organizacyjny, rozpoczynamy od tego, że zastajemy nasz pojazd bez powietrza w jednym z kół. Na szczęście tuż obok, znajduje się siermiężny warsztat wulkanizacyjny i usuwamy defekt, a powodem są nasze wyczyny off – roadowe na Sabanie, błoto na wybojach wdarło się pomiędzy felgę a krawędź opony i powietrze puszczało, po rozebraniu i wyczyszczeniu wszystko jest już w jak najlepszym porządku. Jedziemy na wschód drogą nr Br 401 z Boa Vista do Bonfim, granicznej osady, gdzie przeprawiamy się z Brazylii do Gujany poprzez nowy most na rzece Takutu, oddany do użytku dopiero rok temu. Najpierw po przekroczeniu granicy i wjeździe na terytorium Gujany następuje małe nieporozumienie i celnik informuje nas, że to przejście jest dostępne tylko dla obywateli Brazylii i Gujany, po czym po wyjaśnieniu sprawy przez czarnoskórego naczelnika tegoż urzędu i sprawdzeniu wiz, nakazuje przeprowadzić czynności odprawowe! Nam już przeszła gęsia skórka po całym ciele, a mnie ukazała się cała droga objazdowa do Gujany Francuskiej przez Manaus w Brazylii, potężną rzekę Amazonkę i wjazd od południa do tego kraju, gdzie ze stolicy Cayenne mamy wykupione już bilety powrotne do Polski. Oczywiście wszystko się szybko wyjaśniło i następuje procedura odprawy, nas i naszej Toyoty. Dostajemy przewodnika i jedziemy do przygranicznej osady Lethem po stronie Gujany, aby w miejscowym supermarkecie wykupić specjalne ubezpieczenie na auto (za miesiąc zapłaciliśmy 17$), oraz zrobić ksero wszystkich potrzebnych dokumentów. Całość przebiega w spokoju i przyjacielskiej atmosferze, już od niepamiętnych czasów, nikt spoza sąsiadujących państw, nie przekraczał tej granicy własnym pojazdem. Wypisywanie przeróżnych kwitków, świstków oraz notowanie „na piechotę” danych pojazdu do różnych zeszytów, zajęło trzem osobom, prawie trzy godziny. Wszystko odbywało się w zwolnionym tempie, jak w telewizyjnej powtórce. Po tym czasie jesteśmy już wolni i możemy kontynuować jazdę po terytorium Gujany Brytyjskiej, jadąc tak jak w Wielkiej Brytanii, czyli po lewej stronie szosy – mam już w tym spore doświadczenie po wojażach w Australii, Nowej Zelandii i Anglii. Okazało się również, że człowiek od ubezpieczeń, poza sklepem jest również właścicielem hotelu o szumnej nazwie Savanna Inn i tam też za sumę 35$ wynajmujemy dwuosobowy pokój z wszelakimi wygodami, a jego pracownik, czarny kucharz przygotowuje nam wspaniałą obiadokolację za sumę 12$ za dwie osoby (1 USD = 200 GYD – gujańskie dolary). Ponieważ nasze doświadczenia kulinarne, tak te wenezuelskie jak i brazylijskie, spowodowały u nas zatracenie poczucia smaku, gdyż potrawy miały tekturowo – trawiasty smak, albo były całkowicie jego pozbawione. W tymże hotelu niezwykłej atmosfery dodają rozwrzeszczane papugi – jest wspaniale i do tego dystyngowanie, czujemy się jak za minionych czasów kolonialnych , tych oglądanych na filmach sprzed wielu, wielu lat.

21 wrzesień 2010r

drzewa…drzewa…drzewa… i tak przez 10 godzin przemierzamy dzisiejsze 320 km. Pokonujemy rozległy interior Gujany Brytyjskiej bitą drogą, przypominającą nasz dukt leśny tyle, że tutaj możemy wjechać do lasu deszczowego i przemierzać go, aż do samej stolicy tego państwa Georgetown, a dystans ten od granicy z Brazylią w Lethem mierzy 565 km. Podróż umilają nam miliony cytrynowych motyli, które wprowadzają nas w stan migotania źrenic. Po drodze przeprawiamy się pontonem motorowym przez rzekę Essequibo, w pobliżu osady Kurupukari. Właśnie na obszarze za rzeką, w 1996r utworzono specjalną strefę ochrony dziewiczego, nienaruszonego obszaru lasów deszczowych, najlepiej zachowanych na naszym globie o powierzchni 3710 km² noszących nazwę Iwokrama. Cóż więcej napisać o dzisiejszym dniu: natura, natura, natura, dzikość i nieskalanie cywilizacją, jednym słowem –  wspaniale. Po pokonaniu stu  tysięcy błotnych dziur, zatorów z powalonych drzew, docieramy z objawami wstrząsu mózgu do celu i zatrzymujemy się  w Mabura Hill, małej osadzie związanej z wyrębem drzewa – tutaj też dostajemy pełny obraz tej podstawowej gałęzi „przemysłu” Gujany – czyli rabunkowej wycinki lasów deszczowych tych ulokowanych już za rzeką i eksportu tego niezwykle cennego surowca do Chin, Wietnamu i Indii. Spanko w hotelu Toyota Inn pomiędzy posterunkiem policji i knajpą prowadzoną przez Malezyjczyków w której to tymczasem na otwartym tarasie razem z tubylcami oglądamy w telewizji koncert najlepszej brazylijskiej grupy Banda Calypso.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-1/img_8854.jpg

22 wrzesień 2010r

Ponieważ znajdujemy się w odległości zaledwie 100 km od najsłynniejszego wodospadu Gujany Kaieteur Falls, a właśnie od osady Mabura Hill, droga odbija do Mahdia i dalej Kangarumy, skąd ponoć wg. inf. wielkiego podróżnika, kolegi Wojtka Dąbrowskiego, można się przeprawić drogą wodną, na przemian z pieszą pod sam wodospad. Miejscowy szef posterunku policji, który zna dokładnie możliwości, po konsultacji z posterunkiem w Mahdia , jednak dementuje i odradza takie rozwiązanie. Sprawa jest niezwykle trudna, gdyż droga pod wodospad to kilka przepraw łodziami na przemian z pieszą wędrówką w górę rzeki Potaro. Bez wcześniejszego uzgodnienia dokładnego  planu i czasów pokonywania tych odcinków, podróż taka może zająć kilka dni. Nie ma tam żadnego biura podróży, gdyż nikt nie przybywa tam na własną rękę, a wszystkie takie wyprawy są przygotowywane i prowadzone przez nieliczne, wyspecjalizowane agencje turystyczne w Georgetown. Cóż robić, pomimo że jesteśmy tak blisko ruszamy w kierunku stolicy Gujany. Droga bez zmian, czyli taka jaką nasza Toyota lubi najbardziej, błotko, wyrwy i tak na całej trasie do Linden, gdzie po raz pierwszy w Gujanie od wyjazdu w Lethem pojawia się asfalt. Nasz dzisiejszy plan to dotrzeć do miejscowości Bartica usytuowanej u zbiegu rzek Mazaruni, Cujuni i Essequibo. W połowie drogi do Georgetown dostajemy jednak informację, że należy tam jechać przez Linden, gdyż ze stolicy to przeprawa promowa niezwykle kosztowna i wielogodzinna. Dostaliśmy 160km w plecy, ale cóż robić wracamy i dalej leśnym duktem do przeprawy motorowym pontonem na drugą stronę rzeki Essequibo. A tu następny „zong”, aby się przeprawić wraz z pojazdem w ten rejon potrzebne specjalne zezwolenie dla naszej Toyoty, które wystawiają ponoć w stolicy! Ręce opadają, pokazujemy zaznaczone na mapie atrakcje turystyczne, tłumaczymy, że my przecież turyści w podróży po tym państwie. Pozginaliśmy się uprzejmie niczym chińskie gejsze i jakoś dali się przekonać, lecz sporo nas to kosztowało 45$ USD – i tak naprawdę nie wiemy do końca, czy to była łapówka, czy tyle kosztuje w rzeczywistości przeprawa przez rzekę. Po zjeździe z pontonu jeszcze półtorej godziny „wyrypy” w lesie i jesteśmy w Bartica . Wynajmujemy pokój tuż nad rzeką (8000 GYD = 40 USD – klima, łazienka). Oj !, bez gujańskiego rumu „El Dorado”, nie moglibyśmy odreagować wszystkich dzisiejszych przeżyć i tych 11godzin jazdy po „poligonie” w lesie deszczowym, gdzie oczy widzą tylko dwa kolory, zieleń drzew i pomarańczowy kolor ziemi. Po oględzinach naszego autka, stwierdzamy, że nie jest już srebrne.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-2/img_8923.jpg

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-2/img_9015.jpg

23.wrzesień 2010r

Dzisiejszy dzień przeznaczamy na zwiedzenie głównych miejsc turystycznych, które oferuje ten rejon zbiegu trzech głównych rzek Gujany. W pobliskim Guest House ‘D’ Factor Interior po prze negocjowaniu ceny za wynajęcie szybkiej łodzi, wykupujemy wyprawę do wodospadów Marshall Falls i Fortu Kyke-over-Al. Ponieważ jesteśmy jedynymi turystami i to od kilku dni, więc z proponowanych 32.000 GYD , płacimy 25.000 GYD, więcej się już nie dało zbić bo zobaczyliśmy już łzy w oczach  właścicieli, gdyż silnik150KM Yamahy potrzebuje sporo paliwa, a ono jak na te warunki nie należy do tanich( 1litr – 1 USD). Płyniemy na ponad czterogodzinny rejs po rzekach Essequibo, Mazaruni i Cuyuni. Po drodze mijamy zabudowania więzienne Prison Compound, które to od czasów kolonialnych do chwili obecnej przyjmuje „pensjonariuszy”, a jest ich tam obecnie około tysiąca, z czego wielu za narkotyki. U zbiegu tych dwóch ostatnich rzek, na małej wyspie ulokowany jest po holenderski fort z czasów kiedy to, oni jako pierwsi  kolonizatorzy tych terenów w 1616r ( na tablicy znajduje się data 1613, jednak w/g naszego przewodnika jest ona błędna ) założyli tu pierwszą plantację trzciny cukrowej. Z fortu pozostała jedynie ceglana ościeżnica drzwiowa, usytuowana w cieniu wielkiego mangowca. Płynąc do wodospadów, dowiadujemy się istotnych informacji o funkcjonowaniu tego małego miasteczka, żyjącego z kopalin, a szczególnie z wypłukiwania złota z piasków dna rzeki Mazaruni. Przeciętny Gujańczyk, pracujący w państwowych przedsiębiorstwach pobiera wynagrodzenie wartości 200 USD miesięcznie, tutaj pracując w prywatnych kopalniach tego kruszcu, może zarobić nawet 10 razy więcej i to za tydzień pracy, no to już prawie El Dorado. Ostatni fragment trasy to marsz przez dżunglę, około pół godziny, wynagrodzony baraszkowaniem w przyjemnej wodzie spadającej z kilku metrów w dół.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-3a/img_9128.jpg

Teraz, po powrocie z tej wycieczki mamy takie odczucie, że jest to wszystko tu mocno przereklamowane, jak w podobnych miejscach np. w Anglii, gdzie wielkie Lasy Sherwood, są obecnie jedynie sporym zagajnikiem – to również reklamowe pozostałości pokolonialne po Brytyjczykach. Ponieważ Gujana, poza rzekami i lasami nie ma tak naprawdę nic więcej do zaoferowania, więc jesteśmy, lub raczej musimy być zadowoleni z tego co zobaczyliśmy. Resztę dnia spędzamy na spacerowaniu i podglądaniu tętniącego muzycznym życiem miasteczka i jego czarnych mieszkańców. Odwiedzamy  wiele stoisk, straganów na bazarze jak i usytuowanych przy ulicach. Pieczywo jak i podawana żywność w restauracjach są wstrętne, a na noc najlepiej zażyć sporą dawkę rumu, gdyż mogą zaistnieć problemy z zaśnięciem, muzyka ostro gra i zabawa kończy się dopiero nad ranem. Pierwszy raz w podróży po Ameryce Południowej zobaczyliśmy wolno spacerujące po mieście krowy, konie i szczury, szukające pożywienia w przydomowych rynsztokach, od czego nieźle ciągnie po nosie i czujemy się jak w wylęgarni smoków.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-3b/img_9172.jpg

24 wrzesień 2010r

Noc upłynęła pod znakiem głośnej muzyki i naszego czuwania, by nie przespać 4.00 rano. Ponieważ około pierwszej komuś zaciął się adapter, do naszej „pobudki” leciał jeden utwór, a kiedy przyszło nam powstać, byliśmy kompletnie niewyspani, ale utwór znaliśmy na pamięć. Jeszcze wczoraj zabukowaliśmy rejs statkiem rzecznym po Mazaruni z Bartica do Parika. Nie daje to jednak pewności, że ta najtańsza forma transportu wraz z autem zostanie zrealizowana, jeśli nie będziemy na tyle w przodzie kolejki, aby załapać się na miejsce (4000GYD auto + po 500od osoby). Tak więc chief przystani radził, by o 4.30 być przy bramie. Cała reszta poszła już gładko, Toyotę ulokowaliśmy na pokładzie i o 6.00 ruszamy w pięciogodzinny rejs do portu Parika, skąd już dalej brzegiem Atlantyku mamy tylko 45 km do Georgetown. Po drodze kilkukrotnie statek zatrzymuje się, aby dobrać i wysadzić pasażerów, których dowożą łódkami i motorówkami z niespotykana ilością bagaży i towarów wiezionych na targ do stolicy Gujany. Mamy przy okazji możliwość podziwiać, jeden z poważniejszych zabytków tego państwa, gdyż ten środek przeprawowy ma już 60 lat, od kiedy to został wyprodukowany w Glasgow.  Ciągle przyglądamy się bacznie ludziom i to co powtarza się odnotowujemy, a co daje nam obraz społeczeństwa, gdzie przeważają hindusi i ich kolorowo – złoty styl, czarni obwieszeni złotem, gdzie średnia sygnetów u mężczyzn wynosi trzy i koniecznie złoty zegarek, a liczba bransolet i naszyjników u kobiet jest nie do oszacowania oraz koniecznie pomalowane paznokcie u stóp. Dużą grupę tworzą wyznawcy ruchu religijnego Rastafari, a mnóstwo młodych chłopców wygląda jak kopie amerykańskich raperów. Po wyładunku poruszamy się polderami, osuszonymi jeszcze przez Holendrów, terenami nad atlantyckimi, poprzecinanymi systemami kanałów, zapór i tam. Jedno od razu rzuca się w oczy, na tym dojazdowym odcinku, mamy wrażenie, że znajdujemy się w kolonialnych Indiach. Hinduską dominację widać na każdym kroku. Jeszcze tylko przeprawa ponad 2 km pontonowym mostem i znajdujemy się na przedmieściach Georgetown. Nim przedmieścia się skończyły, okazało się, że przejechaliśmy już centrum tego miasta, pozostające do tej pory w większości zabudowane drewniana architekturą. Niezwykle specyficzne miasto. Tu czas zatrzymał się, jakby 100 lat temu w brytyjskiej strefie kolonizacyjnej.

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-4a/img_9236.jpg

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-4a/img_9262.jpg

 

Jeszcze tego dnia, wykupujemy na niedzielę lot nad wodospad Kaieteur Falls za cenę 370 $ USD za dwie osoby (Wonderland Tours www.wonderlandtoursgy.com ), resztę dnia poświęcamy na sprawy porządkowe, wreszcie udało się nam umyć autko i dokręcić kilka śrubek. Wynajęliśmy pokój w Hotelu Ariantze, w samym centrum z miejscem strzeżonym dla autka. Dopiero jutro dowiemy się, czy nasza wyprawa nad wodospad dojdzie do skutku, gdyż sama zapłata nie daje żadnych gwarancji lotu, tak więc czekamy na wieści, czy zebrała się grupa chętnych. Powodem takich manewrów jest skromna, a wręcz znikoma ilość turystów. Po tych kilku dniach w Gujanie, odnotowaliśmy niezwykle dziwne posługiwanie się językiem angielskim, jakimś poplątanym z dodatkiem slangu i zniekształceniami. Dodatkową trudnością okazało się uzyskiwanie informacji odnośnie poruszania się, gdyż nie ma tu żadnych kierunkowskazów, znaków drogowych i do tego ten nieskoordynowany lewostronny ruch. I tu niespodzianka, po zadaniu trzy razy tego samego pytania, następowało oświecenie i uzyskiwaliśmy odpowiedź, czasem błędną, a czasem musiało zebrać się kilka osób, by wygenerować jakąś myśl. No cóż, przeważnie przyjazny uśmiech z widokiem na złote tarasy rekompensował wszystko.

 

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-4b/img_9319.jpg

http://www.wojtektravel.pl/wp-content/gallery/guj-4b/img_9347.jpg

więcej zdjęć z tej wyprawy na stronie Wojtka i Wioli
http://www.wojtektravel.pl/index.php/wyprawy/4-ameryka-pd-etapii/4-trzy-gujany/

2010-09-25 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Newsy

Fontanna

przez Albin Marciniak 2010-09-24
Napisane przez Albin Marciniak



Nowa szklana fontanna krakowskiego Rynku
Falstart czy udana premiera ?

Dzięki unikalnej konstrukcji fontanna będzie pozwalała na specjalną grę świateł i cieni.
Budowa wodotrysku pochłonęła ok. 2,5 mln zł.
Konkurs wygrał zespół autorski z udziałem Marii Ponikiewskiej-Arct, Krystyny Styrny-Bartkowicz i Wiesława Michała pt. „Kryształ”.
Zwycię koncepcji zastąpi kamienny wodotrysk zaprojektowany przez profesora Wiktora Zina. Ta zwana potocznie „kanapą” fontanna zdobiła Rynek do 2005 roku.
Zwycięska koncepcja zastąpiła kamienny wodotrysk zaprojektowany przez profesora Wiktora Zina. Ta potocznie zwana „kanapą” fontanna zdobiła Rynek do 2005 roku.

jeszcze na początku maja była to tylko dziura w płycie rynku



Na początku tygodnia niemrawo toczyły się prace pod wielkim białym namiotem
a na kilka godzin przed uroczystą premierą nadal jest wiele brakujących elementów.
Czy tak to miało wyglądać ? Co prawda w nocy wszystkie koty są czarne a kolorowe światła i woda z wielu dysz odwróci uwagę publiczności …
foto:Albin Marciniak
5411DSC_6261
5411DSC_6261 art_inne/fontanna/5411DSC_6261
5412DSC_6267
5412DSC_6267 art_inne/fontanna/5412DSC_6267
5413DSC_6268
5413DSC_6268 art_inne/fontanna/5413DSC_6268
5414DSC_6270
5414DSC_6270 art_inne/fontanna/5414DSC_6270
5415DSC_6272
5415DSC_6272 art_inne/fontanna/5415DSC_6272
5416DSC_6273
5416DSC_6273 art_inne/fontanna/5416DSC_6273
5417DSC_6276
5417DSC_6276 art_inne/fontanna/5417DSC_6276
5418DSC_6277
5418DSC_6277 art_inne/fontanna/5418DSC_6277
5419DSC_6278
5419DSC_6278 art_inne/fontanna/5419DSC_6278
5420DSC_6187
5420DSC_6187 art_inne/fontanna/5420DSC_6187
5421DSC_6189
5421DSC_6189 art_inne/fontanna/5421DSC_6189
5422DSC_6191
5422DSC_6191 art_inne/fontanna/5422DSC_6191
5423DSC_6192
5423DSC_6192 art_inne/fontanna/5423DSC_6192
5427DSC_6290
5427DSC_6290 art_inne/fontanna/5427DSC_6290
5428DSC_6294
5428DSC_6294 art_inne/fontanna/5428DSC_6294
5429DSC_6296
5429DSC_6296 art_inne/fontanna/5429DSC_6296
5435DSC_6329
5435DSC_6329 art_inne/fontanna/5435DSC_6329
5436DSC_6356
5436DSC_6356 art_inne/fontanna/5436DSC_6356


2010-09-24 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Newsy

Fontanna

przez Albin Marciniak 2010-09-24
Napisane przez Albin Marciniak



Nowa szklana fontanna krakowskiego Rynku
Falstart czy udana premiera ?

Dzięki unikalnej konstrukcji fontanna będzie pozwalała na specjalną grę świateł i cieni.
Budowa wodotrysku pochłonęła ok. 2,5 mln zł.
Konkurs wygrał zespół autorski z udziałem Marii Ponikiewskiej-Arct, Krystyny Styrny-Bartkowicz i Wiesława Michała pt. „Kryształ”.
Zwycię koncepcji zastąpi kamienny wodotrysk zaprojektowany przez profesora Wiktora Zina. Ta zwana potocznie „kanapą” fontanna zdobiła Rynek do 2005 roku.
Zwycięska koncepcja zastąpiła kamienny wodotrysk zaprojektowany przez profesora Wiktora Zina. Ta potocznie zwana „kanapą” fontanna zdobiła Rynek do 2005 roku.

jeszcze na początku maja była to tylko dziura w płycie rynku



Na początku tygodnia niemrawo toczyły się prace pod wielkim białym namiotem
a na kilka godzin przed uroczystą premierą nadal jest wiele brakujących elementów.
Czy tak to miało wyglądać ? Co prawda w nocy wszystkie koty są czarne a kolorowe światła i woda z wielu dysz odwróci uwagę publiczności …
foto:Albin Marciniak
5411DSC_6261
5411DSC_6261 art_inne/fontanna/5411DSC_6261
5412DSC_6267
5412DSC_6267 art_inne/fontanna/5412DSC_6267
5413DSC_6268
5413DSC_6268 art_inne/fontanna/5413DSC_6268
5414DSC_6270
5414DSC_6270 art_inne/fontanna/5414DSC_6270
5415DSC_6272
5415DSC_6272 art_inne/fontanna/5415DSC_6272
5416DSC_6273
5416DSC_6273 art_inne/fontanna/5416DSC_6273
5417DSC_6276
5417DSC_6276 art_inne/fontanna/5417DSC_6276
5418DSC_6277
5418DSC_6277 art_inne/fontanna/5418DSC_6277
5419DSC_6278
5419DSC_6278 art_inne/fontanna/5419DSC_6278
5420DSC_6187
5420DSC_6187 art_inne/fontanna/5420DSC_6187
5421DSC_6189
5421DSC_6189 art_inne/fontanna/5421DSC_6189
5422DSC_6191
5422DSC_6191 art_inne/fontanna/5422DSC_6191
5423DSC_6192
5423DSC_6192 art_inne/fontanna/5423DSC_6192
5427DSC_6290
5427DSC_6290 art_inne/fontanna/5427DSC_6290
5428DSC_6294
5428DSC_6294 art_inne/fontanna/5428DSC_6294
5429DSC_6296
5429DSC_6296 art_inne/fontanna/5429DSC_6296
5435DSC_6329
5435DSC_6329 art_inne/fontanna/5435DSC_6329
5436DSC_6356
5436DSC_6356 art_inne/fontanna/5436DSC_6356


2010-09-24 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Gobi rowerami

przez Albin Marciniak 2010-09-20
Napisane przez Albin Marciniak
27.IX godz.19.00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków pl. Wszystkich Świętych 8
Wyprawa przez pustynię Gobi
Karol Kleszyk
Piotr Waksmundzki

Rowerami przez pustynię Gobi

Palące słońce, wiejący wiatr, do tego pustynna burza, skorpiony, brak wody i piach, który
zaciera szlak. W takich warunkach przejechaliśmy na rowerach blisko 1.500 kilometrów
jadąc przez pustynię Gobi. Zapraszamy wszystkich, którzy lubią ekstremalne przygody do
klubu podróżników.

Karol Kleszyk
Piotr Waksmundzki

Oknoplast na pustyni Gobii

Kliknij twarz wybranej osoby na zdjęciu, aby dodać znacznik.

http://www.wyprawyrowerem.pl/

 

Rowerem przez pustynię Gobi

Palące słońce, wiejący wiatr, do tego pustynna burza, skorpiony, brak wody i piach, który zacierał szlak. W takich warunkach starachowiczanin Piotr Waksmundzki wraz z towarzyszem podróży Karolem Kleszykiem pokonali na rowerach blisko 1.600 kilometrów jadąc przez pustynię Gobi. Takiego wyczynu dokonali jako pierwsi i jedyni dotąd na świecie. Zajęło im to blisko trzy tygodnie i chociaż łatwo nie było, sprostali wyzwaniu.

Znajomość przez internet

22-letni Piotr Waksmundzki ze Starachowic jest studentem IV roku mechatroniki na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Zamiłowanie do jazdy na rowerze cechowało go od dziecka. Miał pięć lat, kiedy posiadł umiejętność jazdy na dwóch kółkach. Początkowo była to tylko zabawa, przejażdżki z kolegami po osiedlu, najdłuższa trasa prowadziła do Radomia. Nic nie wskazywało na to, że rower stanie się nieodzownym towarzyszem podróży. Aż do dnia pamiętnego zakładu z koleżanką. Piotr był wówczas w szkole średniej.

– Założyłem się z dziewczyną, że dojadę na rowerze do Krakowa. Udało się, chociaż wtedy był to dla mnie straszny wysiłek. Najbardziej bolały mnie kolana, zakwasy dawały się we znaki. Ale tak to się zaczęło. Pomyślałem wtedy, że skoro do Krakowa dałem radę, to dlaczego by np. do Wiednia nie pojechać – wspomina 22-latek.

I tak zaczęło się szperanie w internecie w poszukiwaniu osób tak samo „pozytywnie zakręconych”. Piotr szukał kompana na wspólną wycieczkę rowerową do Wiednia. Wówczas odezwał się 27-letni Karol Kleszyk spod Tarnowa. Trzy lata temu odbyli pierwszą wspólną wyprawę.

Po Wiedniu była Marsylia… też na rowerze. Potem na jakiś czas drogi Piotra i Karola rozeszły się. Piotr przemierzał na rowerze Zachód, Karol uderzył bardziej na Wschód.

Spontaniczna decyzja

Ich drogi zeszły się ponownie w ub. roku. Decyzja o podróży do Mongolii przyszła bardzo spontanicznie.

– Nie widzieliśmy się przez rok. Szukaliśmy jakiegoś nowego wyzwania. Wtedy Karol usłyszał od kogoś o Mongolii, że ciężki teren, że pustynia. Stwierdziliśmy, dlaczego nie – dodaje Piotr.

Przygotowania do nie lada wyprawy trwały od listopada ub. roku. Kompletowanie sprzętu, zbieranie informacji na temat miejsca i klimatu, do którego prowadził cel podróży oraz godziny treningów tak, by ciało nie odmówiło posłuszeństwa przy okazji morderczego wysiłku. W końcu wyjazd. Kierunek – Mongolia. 4 sierpnia br. rządni przygód Polacy wylecieli z warszawskiego lotniska Okęcie do Ułan Bator, stolicy Mongolii. Jedyny bagaż, jaki wzięli ze sobą to rowery. Pozostały bagaż (paczka z jedzeniem i ubraniami) poleciały wcześniej osobno. W Ułan Bator czekał na nich bus, którym dojechali do miejscowości Altay. 7 sierpnia byli gotowi zmierzyć się z wyzwaniem.

Łatwo nie było

Stanęli na stracie, wyposażeni w cztery 240-litrowe baniaki wody, ok. 25 kilogramów jedzenia, które miało wystarczyć na trzy tygodnie, poza tym namiot, cztery butle gazowe, kuchenka do gotowania, ubrania, urządzenie do filtracji wody, telefon satelitarny, leki na odwodnienie i inne przypadłości itp. – każdy miał dodatkowe obciążenie o wadze ok. 60 kg. Słowem, przygotowani na każdą ewentualność.

– Na samej pustyni byliśmy 17 pełnych dni. Przejechaliśmy a czasem przeszliśmy w sumie 1.590 km. Warunki były bardzo trudne. Tamtejszy klimat jest bardzo ostry. Charakteryzuje go bardzo ciepłe lato i zimna zima. Do tego bardzo wietrznie o każdej porze roku. Ze względu na wiatr pojechaliśmy na wschód, bo wiatr miał wiać na wschód. Ale to niestety nie potwierdziło się. Poza tym różne wysokości terenu. Średnia wysokość Mongolii to 1 580 m. n.p.m. Dwa razy byliśmy poniżej 1.000 m, najwyżej byliśmy na wysokości 2.500 m. We znaki dawała się też różnica temperatur. W dzień było ok. 33 st. C, ale ze względu na wiatr w ogóle się tego nie odczuwało. Nocą temperatura spadała do 5 st. C. – mówi P. Waksmundzki.

Oprócz warunków klimatycznych, we znaki dawała się topografia terenu. Chociaż podróżnicy byli wyposażeni w odpowiedni sprzęt i mapy, niekiedy trudno było odnaleźć właściwą drogę.

 Cztery razy zgubiliśmy się. Według kompasu, niby drogi pasowały, ale skrzyżowania rozwidlały się i nie wiadomo było, w którym kierunku jechać. Żadnych drogowskazów – tylko jeden udało nam się zobaczyć na trasie. Poza tym był zamazany, odnawiany przez kogoś odręcznie. Trudno było temu ufać – dodaje.

Niezawodny sprzęt i zdrowie

W trudach podróży nieocenione okazało się zdrowie, które na całe szczęście nie szwankowało u rowerzystów. Niezawodny był sprzęt, kompletowany przez długie miesiące. Rowery były składane, począwszy od szprych po siodełko, które musiało być nad wyraz wygodne. W końcu trzeba było siedzieć na nim całe dnie.

Rowery okazały się bardzo wytrzymałe. Nie mieliśmy z nimi żadnych problemów. Droga miejscami była jak tarka – mulda na muldzie. Bardzo trudno było po tym jechać. Zdarzało się, że musieliśmy tak jechać nawet kilka dni. Średnio pokonywaliśmy dziennie ok. 100 km. Raz udało nam się przejechać nawet 130 km. Ale bywały dni kiedy zamiast jechać, prowadziliśmy rowery przez 40 km po sypkim niczym piasek żwirku, bo inaczej się nie dało – mówi Piotr.

Problemy z wodą

Nieprzewidziane okoliczności na szlaku powodowały problemy z wodą.

 Raz mieliśmy taką sytuację. Nie wiedzieliśmy kompletnie gdzie jesteśmy, współrzędne na mapie w ogóle nie pokrywały się, a woda kończyła się. Rzadko tam można było kogokolwiek spotkać. Widywaliśmy średnio jedną osobę dziennie. Najczęściej był to jakiś pasterz z kozą na motorze. Zdarzyło się, że przez trzy dni nie uświadczyliśmy żywego ducha. Poczuliśmy już lekki niepokój, kiedy zobaczyliśmy skałkę a w niej wodę. Odetchnęliśmy z ulgą. Zrobiliśmy zapas i ruszyliśmy dalej. Dzięki urządzeniu do oczyszczania wody, nadawała się ona do picia – dodaje.

Mongolska gościnność

Choć nasi podróżnicy nie często mieli okazję obcować z tamtejszą ludnością, kilka razy mieli okazję doświadczyć mongolskiej gościnności.

Ludzie są bardzo przyjaźni. Kiedy już udało nam się kogoś spotkać, zawsze nas do siebie zapraszali, częstowali czym mieli, najczęściej wódką, którą mieli zawsze przy sobie pod ubraniem. Dopytywali skąd jesteśmy, co tu robimy i dokąd zmierzamy. Mieliśmy problemy z porozumieniem, ale kilka zdań, zwłaszcza jeśli chodzi o drogę, mieliśmy wyuczonych. Zdarzało się, że kosztowaliśmy ich jedzenia, bo już swojego mieliśmy dość (ile można jeść gotowany makaron z sosem z torebki). Byliśmy jednak ostrożni przed tym, co nieznane. Chociaż zakrapiane alkoholem nie mogło przecież zaszkodzić – mówi z uśmiechem 22-latek. – Z noclegu też niechętnie korzystaliśmy, bo oni chcieli gościć się przez całą noc a my woleliśmy odpocząć. Raz skusiliśmy się jednak na grę w piłkę oraz „kości”. Trudności językowe utrudniały zrozumienie zasad tej gry. Służyła im do tego kość z kolana barana (z każdej strony była inna). Po jakimś czasie załapaliśmy, w czym tkwią różnice.

Niebezpieczne momenty

Do trudów i wysiłku spowodowanych drogą dołączały się sytuacje stresowe. Niepokój przychodził wtedy, kiedy brakowało wody. Zagrożenie powodowały pustynne wiatry, kiedy zwiewały namiot każdej nocy oraz egzotyczne zwierzęta. Najbardziej niebezpieczne były skorpiony. Napotykane po drodze wielbłądy dzikie i hodowlane czy jaszczurki nie były groźne.

– Jest takie powiedzenie: „patrz do buta a będzie skorpion”. Początkowo bagatelizowałem to, ale raz założyłem jednego buta a obok drugiego był skorpion. Na szczęście nie padłem jego ofiarą – mówi Piotr.

Choć tamtejsza ludność jest przyjaźnie nastawiona do obcych, jeszcze w Ułan Bator, Polacy mieli małą utarczkę z Mongołami. Zaczepiali ich, ale obyło się bez większych problemów. O tym, że żyją i mają się dobrze informowali rodzinę średnio co dwa, trzy dni. Służył im do tego telefon satelitarny, który sprawdził się doskonale.

Warto było

Do kraju wrócili 2 września. Zmęczeni i wyczerpani (Piotr schudł 9 a Karol – 7 kg), ale szczęśliwi, że udało się sprostać wyzwaniu.

 Były momenty, że myślałem: po co mi to było. Największe wątpliwości były wtedy, kiedy zamiast jechać, trzeba było pchać rower. Ale cieszę, że podjęliśmy się tej wyprawy. Na pewno tego nie żałuję. Człowiek mógł się sprawdzić w trudnych warunkach, zdany tylko na siebie a każdy dzień był kolejną niewiadomą i nie wiadomo było, co się mogło zdarzyć. Wiem, że kolejne wyprawy jeszcze przede mną. Dokąd? Na razie nie wiem, decyzja zapewne będzie spontaniczna – zapowiada Piotr Waksmundzki.

Ewelina Jamka

2010-09-20 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 275
  • 276
  • 277
  • 278
  • 279
  • …
  • 299

Archiwa

  • marzec 2026
  • luty 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • październik 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • kwiecień 2025
  • marzec 2025
  • luty 2025
  • styczeń 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • sierpień 2021
  • lipiec 2021
  • czerwiec 2021
  • maj 2021
  • kwiecień 2021
  • marzec 2021
  • luty 2021
  • styczeń 2021
  • grudzień 2020
  • listopad 2020
  • październik 2020
  • wrzesień 2020
  • sierpień 2020
  • lipiec 2020
  • czerwiec 2020
  • maj 2020
  • kwiecień 2020
  • marzec 2020
  • luty 2020
  • styczeń 2020
  • grudzień 2019
  • listopad 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • lipiec 2019
  • czerwiec 2019
  • maj 2019
  • kwiecień 2019
  • marzec 2019
  • luty 2019
  • styczeń 2019
  • grudzień 2018
  • listopad 2018
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • lipiec 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • kwiecień 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • sierpień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • marzec 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015
  • czerwiec 2015
  • maj 2015
  • kwiecień 2015
  • marzec 2015
  • luty 2015
  • styczeń 2015
  • grudzień 2014
  • listopad 2014
  • październik 2014
  • wrzesień 2014
  • sierpień 2014
  • lipiec 2014
  • czerwiec 2014
  • maj 2014
  • kwiecień 2014
  • marzec 2014
  • luty 2014
  • styczeń 2014
  • grudzień 2013
  • listopad 2013
  • październik 2013
  • wrzesień 2013
  • sierpień 2013
  • lipiec 2013
  • czerwiec 2013
  • maj 2013
  • kwiecień 2013
  • marzec 2013
  • luty 2013
  • styczeń 2013
  • grudzień 2012
  • listopad 2012
  • październik 2012
  • wrzesień 2012
  • sierpień 2012
  • lipiec 2012
  • czerwiec 2012
  • maj 2012
  • kwiecień 2012
  • marzec 2012
  • luty 2012
  • styczeń 2012
  • grudzień 2011
  • listopad 2011
  • październik 2011
  • wrzesień 2011
  • sierpień 2011
  • lipiec 2011
  • czerwiec 2011
  • maj 2011
  • kwiecień 2011
  • marzec 2011
  • luty 2011
  • styczeń 2011
  • grudzień 2010
  • listopad 2010
  • październik 2010
  • wrzesień 2010
  • sierpień 2010
  • lipiec 2010
  • czerwiec 2010
  • maj 2010
  • kwiecień 2010
  • marzec 2010
  • luty 2010
  • styczeń 2010
  • grudzień 2009
  • listopad 2009
  • październik 2009
  • wrzesień 2009
  • sierpień 2009
  • lipiec 2009
  • czerwiec 2009
  • maj 2009
  • kwiecień 2009
  • styczeń 2009
  • listopad 2008
  • październik 2008

Kategorie

  • Administracyjna
  • Afryka
  • Akcje eko
  • Aktualności
  • Aktualności inne
  • Albania
  • Aleja Podróżników
  • Ameryka Północna
  • Ameryka Południowa
  • Ameryka Środkowa i Karaiby
  • Artykuły testowe
  • Australia i Oceania
  • Austria
  • Azja
  • Bez kategorii
  • Biegi
  • BUŁGARIA
  • Chorwacja
  • Ciekawostki
  • Cykliczne Spotkania Podróżników
  • CZARNOGÓRA
  • Czechy
  • Czyste Góry Czyste Szlaki
  • Czyste Tatry
  • Czyste Tatry
  • Dania
  • Dolny Śląsk
  • Europa
  • Festiwale
  • Filmy
  • Francja
  • Góry
  • HISZPANIA
  • HOLANDIA
  • Konkurs Fotograficzny
  • Konkursy
  • Konkursy inne
  • Korona
  • Kościoły i obiekty sakralne
  • KOSOWO
  • Książka
  • Kuchnia
  • Kuchnie świata
  • Kujawsko-pomorskie
  • LITWA
  • Łódzkie
  • Lotniska i powietrze
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • LUKSEMBURG
  • MACEDONIA
  • Małopolskie
  • Malta
  • Materiał zewnętrzny
  • Miasta
  • Miejsca wyjątkowe
  • Muzea
  • Najciekawsze szlaki piesze i rowerowe w Europie
  • Newsy
  • NIEMCY
  • NORWEGIA
  • Opolskie
  • Parowozownie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Podziemia
  • Podziemia
  • Podziemia turystyczne w Europie Underground in Europe
  • Polecamy
  • Polska
  • Pomorskie
  • Portugalia
  • PRACE KONKURSOWE POLSKA
  • PRACE KONKURSOWE ŚWIAT
  • Projekt 4 Pory Roku
  • Projekt Mali Melomani
  • Projekt Mali Melomani II
  • Recenzje sprzętu
  • Reklama
  • Robocze inne
  • ROSJA
  • Rower
  • Różne media
  • Rumunia
  • Schroniska
  • SERBIA
  • Skanseny w Polsce
  • Śląskie
  • Slowacja
  • Slowenia
  • Spływy kajakowe
  • Spotkania autorskie
  • Spotkania, zloty, imprezy podróżników
  • Sprzęt
  • Świat
  • Świętokrzyskie
  • SZWAJCARIA
  • Tanie loty
  • Tatromaniak
  • Testy sprzętu
  • Twierdze i Forty
  • Ukraina
  • unesco
  • Via Adriatica Trail
  • Warmińsko-mazurskie
  • Warsztaty i plenery fotograficzne
  • WĘGRY
  • WIELKA BRYTANIA
  • Wielkopolskie
  • WŁOCHY
  • Woda
  • Wspomnienia z podróży
  • Wystawy
  • Wywiady
  • Zabytki sakralne
  • Zachodniopomorskie
  • Zamki i pałace
  • Zostań w domu nie odwołuj

Obserwuj nas

Top Selling Multipurpose WP Theme

Ostatnie posty

  • Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim

    2026-03-22
  • Jeziora Plitwickie – fenomen przyrodniczy w Chorwacji

    2026-03-22
  • krokusy w Tatrach – gdzie można podziwiać szafrany spiskie?

    2026-03-22
  • Park Gródek Polskie Malediwy w Jaworznie

    2026-03-21
  • Opole nie tylko na weekend – kameralne miasto otoczone zielenią.

    2026-03-21
  • Najpiękniejsze jaskinie Słowacji udostępnione turystycznie

    2026-03-21

Kanał społecznościowy

Kanał społecznościowy

Wybór redaktorów

zamek Drakuli w Poenari

2016-01-25

Rezerwat Groapa Ruginoasa, Góry Bihor w Rumunii

2022-08-06

Zamek – Twierdza Rupea w Rumunii

2022-08-09

Rezerwat Cheile Turzii – wąwóz Turda

2024-01-23

Zamek Drakuli w Hunedoarze w Rumunii

2024-03-03

Klub Podróżników Śródziemie

Ogólnopolski portal podróżniczy poświęcony odkrywaniu Polski i świata. Od znanych miast i zabytków, przez górskie szlaki i podziemia, po miejsca nieoczywiste i zapomniane.

Rzetelne relacje, autorskie przewodniki oraz praktyczne wskazówki dla turystów, pasjonatów historii i miłośników aktywnego podróżowania.

Odkrywaj świat z nami – świadomie, krok po kroku i z pasją.

Ciekawe w województwach

    • Dolnośląskie
    • Kujawsko-pomorskie
    • Lubelskie
    • Lubuskie
    • Łódzkie
    • Małopolskie
    • Mazowieckie
    • Opolskie
    • Podkarpackie
    • Podlaskie
    • Pomorskie
    • Śląskie
    • Świętokrzyskie
    • Warmińsko-mazurskie
    • Wielkopolskie
    • Zachodniopomorskie
dhosting

Polecane

Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim
Jeziora Plitwickie – fenomen przyrodniczy w Chorwacji
krokusy w Tatrach – gdzie można podziwiać szafrany spiskie?
Park Gródek Polskie Malediwy w Jaworznie

Ostatnio dodane

Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim
Jeziora Plitwickie – fenomen przyrodniczy w Chorwacji
krokusy w Tatrach – gdzie można podziwiać szafrany spiskie?
Park Gródek Polskie Malediwy w Jaworznie
Facebook Twitter Youtube Linkedin Envelope Rss

klubpodroznikow.com – Copyright & Copy 2025/26

Created by Konfig.Info

  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Home
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat

Wybór redaktorów

  • Sighișoara miasto w środkowej Rumunii w Siedmiogrodzie

    2026-02-02
  • Góry solne w Rumunii – Muntele de sare

    2026-02-01
  • Droga Transfogaraska w Rumunii

    2025-09-17
  • Wulkany błotne w Rumunii, wyjątkowy rezerwat przyrody

    2024-08-20
  • Jaskinia Meziad, Peşteră

    2024-08-20
  • Kopalnia soli Salina Turda w Rumunii

    2024-08-17
@2021 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign
Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego działania serwisu oraz analiz ruchu. Zobacz politykę prywatności .