Projekt Arado – zaginione laboratorium Hitlera

Lubawska 1
58-400 Kamienna Góra
Dla lepszego poznania podziemi w Polsce polecamy 80 obiektów do zwiedzania





















































Wybudowanie kościoła na górze, z dala od większych osiedli ludzkich było zapewne przyczyną powstania legend o tym kościele. Jedna z nich mówi, że pewnego razu zamożny kupiec wracał z podróży, wioząc ze sobą dużą sumę pieniędzy za sprzedane towary. Był już był blisko domu, kiedy napotkał zbójców na drodze. Nie wiedząc, co zrobić, upadł na kolana i zawołał: „Krzyżu Święty ratuj mnie!” I wówczas to, jak podaje legenda, na niebie pośród chmur pojawił się ognisty krzyż (którego wyobrażenie znajduje się na polichromii sufitowej kościoła). Według innej wersji – zbójcy skamienieli (a dowodem mają być fragmenty kamiennych rzeźb z ludzkimi sylwetkami, które znajdują się w parkanie okalającym teren kościoła). Na miejscu tego zdarzenia wytrysnęło cudowne źródełko zwane „Pocieszną wodą”, któremu przypisuje się niezwykłe właściwości, jak leczenie chorób oczu czy nóg (znajduje się ono ok. 200 m od kościoła, po drugiej stronie zakopianki, jadąc w kierunku Krakowa). Jako wotum dziękczynne za cudowne uratowanie kupiec ufundował ten kościół.
Inna legenda mówi, że kupiec widząc zbójów rzucił się do ucieczki. Zbójcy doganiali go, byli już coraz bliżej. Spodziewając się najgorszego, zaczął wzywać bożej pomocy. Nagle wszystko wokół spowiła mgła tak gęsta, że nic widać nie było. Zbójcy wycofali się, a kupiec w miejscu ocalenia jako wotum postawił kościółek. Być może legenda wzięła się stąd, że podczas jazdy szosą z kierunku Zakopanego w okolicy Rdzawki na odcinku ok. 2 km bardzo często nagle wjeżdża się w gęstą mgłę, która równie niespodziewanie ustępuje (zjawisko spowodowane jest nieckowatym obniżeniem terenu).
W rzeczywistości kościół powstał w 1757 na miejscu dawnej kaplicy, z fundacji Jana Wielopolskiego, wojewody sandomierskiego. Niekiedy to z jego osobą wiąże się legendę o bogatym kupcu, który podróżował szlakiem handlowym łączącym Polskę z Austro-Węgrami. W roku 1994 kościół został przez nieznanych sprawców podpalony. Uratowany został tylko dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności: akurat Zakopianką wracała specjalistyczna jednostka Straży Pożarnej z Krakowa. Dzięki błyskawicznej akcji udało się kościół uratować, spłonęła tylko jedna ściana z zabytkową rzeźbą Ukrzyżowania. Wkrótce dzięki ofiarności miejscowej społeczności kościół został odbudowany.
Świątynia ma konstrukcję zrębową. Prezbiterium i częściowo nawę okalają soboty. W roku 1901 ściany i stropy zostały pokryte polichromią składającą się m.in. z motywów architektonicznych, figuralnych i ornamentalnych, a w 1975 zostały odnowione. Podczas pożaru w 1994 zostały zniszczone w dużym stopniu. Obecnie można oglądać je zrekonstruowane. Charakterystyczną cecha tego kościoła są tzw. soboty – otaczające kościół niskie podcienia wsparte na słupach i przykryte jednospadowym dachem. Dawały one schronienie pielgrzymom, którzy już w sobotę z dalekich okolic przychodzili na niedzielne nabożeństwo (a szczególnie na odpust).
foto: Albin Marciniak





za utrudnienia przepraszamy
Trzy odsłony Afryki
Kamila Kielar
Zbigniew Gałęza
Małgorzata Gazda
Etap XXIV Afryki Nowaka od początku był wyjątkowy – miał to być finał, miała być Algieria, miał być masowy przejazd rowerowy. I to prawda, wyjątkowo było, ale nie w Algierii, tylko w Tunezji i nie na finale, tylko na etapie specjalnym. Pomimo przeciwności wyjazd nie tylko się odbył, ale był również zupełnie nowatorskim przedsięwzięciem, w którym wzięło udział 16 osób. Tunezja, czyli kraj który kojarzy się z wakacjami w kurortach all-inclusive, okazała się krajem wciąż mało znanym, obfitującym w przygody, dzikie miejsca i jak wszędzie w Afryce – niezwykle przyjaznych ludzi. Dowiecie się, jak się złapać rowero-autostop, jak szybko można przepchać jednoślad przez pustynię, jak się jeździ w rowerowej karawanie i co Nowak ma wspólnego z Georgem Lucasem. Inna sprawa, że każdy kraj z perspektywy siodełka rowerowego wygląda zupełnie inaczej. I właśnie to inne spojrzenie zobaczycie na slajdowisku.
foto: Kamila Kielar
Mimo że czasem mają siebie dość, wciąż razem poznają świat i nie zamierzają przestać. Twierdzą, że wystarczy wyjść z domu, by kilka dni później znaleźć się w wymarzonym miejscu, niekoniecznie wydając na to fortunę. Bartek Szaro i Patryk Świątek, koledzy z liceum i laureaci konkursu Blog Roku 2011, na przekór wszystkiemu i wszystkim udowadniają, że to co niemożliwe, nie istnieje.
Karolina Gołda: Kiedy mieliście 14 – 15 lat, w wolnym czasie graliście w piłkę, a Wasze koleżanki przelewały myśli na kartki kolorowych zeszytów z kłódeczkami. Pomyślelibyście wtedy, że przyjdzie Wam kiedyś pisać pamiętnik? Internetowy, bo internetowy, ale jednak pamiętnik?
Bartek Szaro: Nigdy wcześniej o tym nie myślałem. Pomysł pisania internetowego pamiętnika narodził się dopiero po naszym drugim wyjeździe.
Patryk Świątek: W liceum pisałem do szkolnej gazety, którą stworzyliśmy ze znajomymi, ale nigdy w życiu nie myślałem o blogu. Nawet jak zaczęliśmy pisać relacje na naszą stronę to nie uważaliśmy, że to jest blog i że jesteśmy blogerami. Opisywaliśmy swoje wyjazdy, żeby znajomi mogli o nich czytać i żebyśmy my pamiętali je za kilka lat. Później okazało się, że fakt, faktem, to jest blog. Szczególnie jak wygraliśmy konkurs Blog Roku 2011.
Bartek: Ale nie czujemy się częścią blogosfery. Dla nas to bardziej zabawa niż istnienie w jakiejś społeczności.
A jak zaczęliście prowadzić bloga to mieliście świadomość, że może on zdobyć ogromną popularność i taką nagrodę?
Bartek: Nie. Śledzę blogi ludzi, którzy podróżują dookoła świata, przemieszczają się z Kairu do Kapsztadu, szukają Shangri-La, czy robią mnóstwo innych rzeczy, a my nie jesteśmy podróżnikami, nie przejechaliśmy na rowerze Ameryki Południowej i nie zrobiliśmy nie wiadomo czego. Po prostu staramy się promować podróżowanie na własną rękę. Nigdy nie przypuszczałem, że nasza idea spotka się z aż taką aprobatą internautów.
Patryk: Jak już wcześniej wspomniałem, założyliśmy tego bloga na potrzeby naszych znajomych. Najpierw wymyśliliśmy nazwę „Paragon z podróży” a później stwierdziliśmy, że możemy zbierać paragony od innych ludzi. Narodziła się idea do nazwy. Z czasem okazało się, że nasz blog i nasze przygody też mają szansę wypłynąć pośród innych, jednak wygrana w konkursie była poza jakimkolwiek wyobrażeniem.
Mówi się, że najtrudniejszy pierwszy krok. Pamiętam moją pierwszą podróż stopem. Dziwne uczucie towarzyszyło chwili, w której przyszło mi stanąć na poboczu i czekać aż ktoś się zlituje. A Wy co czuliście, kiedy pierwszy raz kciuki poszły w górę?
Bartek: To było dość tajemnicze. Mieliśmy pewnie podobne odczucia do twoich, bo wiele czytaliśmy o funkcjonowaniu autostopu. Trochę nieśmiało wydreptaliśmy na pobocze i podnieśliśmy kciuki, a właściwie tabliczkę z nazwą miejscowości.
Patryk: To był nasz pierwszy klasyczny stop. Jeśli chodzi o pierwszy w ogóle to zagadaliśmy kierowcę tira, który zabrał nas do Budapesztu, więc nie było tego elementu stresu, kiedy się stoi przy drodze.
Bartek: Tak, ale mówiąc o pierwszym klasycznym podejściu to pewnie czuliśmy się tak, jak większość osób. Nie zrobiliśmy niczego szczególnego, ale było w nas takie emocjonalne zaskoczenie, czy faktycznie ktoś się zatrzyma, czy to tylko tak między bajki można włożyć. Na szczęście okazało się, że to działa.
A jakie mieliście wrażenia, kiedy dotarliście do tego celu, który na początku wydawał się taki nierealny?
Patryk: Przede wszystkim byliśmy bardzo zaskoczeni, ponieważ to okazało się znacznie prostsze niż zakładaliśmy. Miałem wrażenie, że to przygoda naszego życia. Stwierdziliśmy, że skoro takie rzeczy można robić to jedziemy dalej.
Bartek: Potem zdecydowaliśmy, że jedziemy na Olimp, a później gdzie ktoś jechał to zabieraliśmy się z nim i mieliśmy z tego niezłą zabawę.
Na Waszym blogu przeczytałam, że „frywolna forma podróżowania (…) kreuje nieprzewidywalne ciągi zdarzeń utwierdzające w przekonaniu, że wszystko jest możliwe”. Zastanawiam się, kiedy poczuliście, że tak naprawdę możecie wszystko?
Patryk: Myślę, że właśnie wtedy, kiedy dojechaliśmy do Grecji. Udało nam się dotrzeć na półwysep, na który naprawdę ciężko dostać się stopem. Moment, w którym znaleźliśmy się w tym kraju, był przełomowy. Zrozumieliśmy, że nie musimy określać sobie minimalnych celów tylko możemy je stawiać dużo większe.
Bartek: Nie wiem czy potrafiłbym wskazać jakiś inny moment. Skoro wtedy się udało, to dlaczego następne rzeczy miałyby się nie udać? Gdyby ktoś miał teraz wolny czas i miałbym z nim jutro jechać stopem do Wietnamu czy Singapuru to nie czułbym, że to jakieś specjalne wyzwanie. Każdy może to zrobić. To tylko kwestia wyjścia z domu i podjęcia decyzji, że da się coś takiego zrealizować.
Napisaliście kiedyś, że „unikatowe miejsca zawsze pamięta się na długo”. Które z odwiedzonych miejsc najbardziej zapadło Wam w pamięć?
Patryk: Mnie najbardziej podobało się Maroko. Bardzo tani kraj, fajne, niedrogie hotele, fantastyczne jedzenie i świeże soki za bezcen. Za nieduże pieniądze można tam dotrzeć, transport wewnątrz kraju też niewiele kosztuje. Z konkretnych miejsc zapadły mi w pamięć wodospady Uzud i 20-metrowe kaskady.
Bartek: Z tych, które dotychczas zobaczyliśmy to Swanetia a na resztę jeszcze czekam.
Z dala od domu przygody przeżywa się niemal każdego dnia. O jednych pamięta się zawsze, inne szybko się zapomina. Zastanawiam się jaka była najbardziej nieprawdopodobna historia, która przydarzyła się Wam do tej pory?
Bartek: W Tiznicie spotkaliśmy parkingowego, który spędził 3 lata w więzieniu w Rabacie i tam poznał pewnego Polaka. W czasie rozmowy okazało się, że to znajomy jednego z naszych kolegów, który był tam z nami.
Patryk: W głowie się nie mieści, że coś takiego jest możliwe. Dzięki temu nie musieliśmy płacić 3zł za parking.
O, to dużo zyskaliście, bo w końcu 3zł dla Was…
Bartek: No tak, właściwie największe wrażenie zrobił na nas fakt, że nie musieliśmy płacić za ten parking.
Czego Wam najbardziej brakuje po powrocie z podróży?
Bartek: Pieniędzy!
Patryk: To fakt, ale mimo to bardzo lubię wracać do domu. Chociaż na wyjeździe człowiek wizualizuje powrót, który w zderzeniu z rzeczywistością okazuje się nieco inny. Wyobraża sobie, że zrobi to, tamto, że ze wszystkimi porozmawia, itd. Na początku jest fajnie, ale potem trzeba wrócić do normalnego życia. Obowiązki, brak przygód z dnia na dzień. Tam budzisz się rano, jesteś w jakimś fantastycznym miejscu, leżysz na plaży, patrzysz na góry, słońce i masz ochotę zrobić dosłownie wszystko. Teraz przyjeżdżasz do domu, gdzie czas bardzo szybko płynie, ale tak naprawdę nic się nie dzieje. To taka jakby strata czasu.
Nauczyliście się czegoś podczas wspólnych wypadów?
Bartek: Machać łapami, żeby się z ludźmi dogadać i obcować z drugim człowiekiem 24 godziny na dobę przez miesiąc.
I nie macie siebie dość?
Patryk: Pewnie, że mamy!
Bartek: Mamy, ale mimo to czasem jeszcze ze sobą rozmawiamy.
Patryk: Ja z nim już nigdzie nie jadę! – tak jest po każdym wyjeździe. To nie wygląda tak jak w domu, że możesz z kimś porozmawiać, poczytać coś, obejrzeć jakiś serial, albo robić jeszcze coś innego. Tam jesteś cały czas w tym namiocie, głowa obok głowy, non stop. Nawet nie ma kiedy się rozdzielić.
Żałujecie czegoś, co zdarzyło się w czasie Waszych wyjazdów?
Patryk: Wszystko, co się dzieje, zazwyczaj wynika z przypadku. Zarówno te dobre rzeczy, jak i te złe. Czasem jest fajnie, czasem gorzej. Jeżeli czegoś nie zrobiłem, mogę tego żałować, ale to do niczego nie prowadzi. Zawsze można do czegoś wrócić, coś poprawić, coś zrobić. Staramy się wyciągać pozytywy z wszystkich rzeczy. Nie pojechaliśmy tam, ale za to udało nam się zrobić to. Nie zrobiliśmy tego, ale dzięki temu spotkaliśmy takich ludzi i to nam jeszcze więcej dało. To wszystko jest kwestią nastawienia.
Napisaliście kiedyś, że udowodniliście, iż nic oprócz silnej osobowości nie jest potrzebne do podróżowania. Można wejść na Kazbek w skarpetkach zamiast rękawiczek i rozmawiać po rosyjsku nie znając tego języka. Co jeszcze chcecie udowodnić innym?
Bartek: Ludzie pytają nas jak to wszystko zrobić. Chcemy im pokazać, że jeżeli marzą o podróżowaniu po świecie, robieniu jakichś trekkingów, nurkowaniu w jeziorach w Rowie Mariańskim czy skakaniu na jednej nodze po Antarktydzie, to mogą to zrobić. Wszystko siedzi w ludzkiej głowie.
Jesienią do księgarni ma trafić książka…
Patryk: Podpisaliśmy umowę i zaczynamy nad nią pracować. Jeżeli się postaramy, to jesienią znajdzie się w księgarniach. To będzie taki poradnik podróżowania w naszym stylu, tzn. z dodatkiem tych paragonów z podróży.
Bartek: Przemycimy też kilka opowieści o naszych wariackich akcjach.
W wakacje Indie i Nepal, jakieś konkretne plany na ten wyjazd czy znów spontan?
Patryk: Mamy w planie wejść na dwa sześciotysięczniki i na razie jest to jedyne, co chcemy tak naprawdę zrobić.
Bartek: Ja kreuję jakiś plan, ale rzeczywistość zweryfikuje co tam naprawdę się wydarzy.
Ale weźmiecie ze sobą rękawiczki?
Patryk: Nie!
Jak to nie?
Patryk: Nie, bo kupimy je w Nepalu.
Bartek: Tam są tanie, dobre, markowe rękawiczki.
Wyobraźcie sobie siebie za 20 – 30 lat. Idziecie na zebranie rodziców do szkoły, w której spędziliście młodość. Teraz uczą się tam Wasze dzieci. Po zebraniu siadacie na ławce na której wszystko się zaczęło. Co wtedy czujecie i jak wspominacie dzień, w którym wypowiedzianych zostało tych kilka magicznych słów: „jedziemy na południe”?
Patryk: Nasza szkoła nadaje się do takich wspominek. Ma 350lat, chodziło do niej kilka sławnych osób i może na tej ławce coś jeszcze mądrzejszego wymyślili. Jeśli tego liceum nikt nie wyburzy, to pewnie kiedyś tak sobie usiądziemy. Z resztą już ostatnio to zrobiliśmy a minęły dopiero 3 lata. Wspominaliśmy o czym wtedy myśleliśmy i co z tego wyszło.
Bartek: Już jest fajnie a pewnie za 20 lat to będzie jeszcze bardziej sentymentalne wspomnienie.
Patryk: Jedno jest pewne. Gdybyśmy wtedy nie usiedli na tej ławeczce i nie dogadali się, to nasze życie wyglądałoby zupełnie inaczej…
Pacanów – wieś Koziołka Matołka
Pacanów leży na skrzyżowaniu dróg łączących Kielce z Tarnowem oraz dawnego szlaku książęcego – królewskiego łączącego Kraków z Sandomierzem. Jan Długosz podaje, że założycielem Pacanowa był Seminarius. Na jego prośbę ówczesny biskup krakowski Maur w latach 1109-1118 poświęcił świątynię w Pacanowie i uposażył ją dziesięcinami. Erygował w Pacanowie – pierwszą „wiejską” parafię, nie związaną z podlegającą księciu kasztelanią.
W Pacanowie znajduje się Europejskie Centrum Bajki im. Koziołka Matołka – dziecięce centrum kultury, oficjalnie otwarte 24 lutego 2010 roku.
Kiedy w 2003r. w Pacanowie zorganizowano pierwszy Festiwal Kultury Dziecięcej stało się to bodźcem do stworzenia nowoczesnego dziecięcego ośrodka kultury o znaczeniu międzynarodowym, którego zadaniem jest bawiąc uczyć. Nie ma w Polsce lepszego miejsca na taką działalność jak właśnie Pacanów, którego po całym świecie szukał rezolutny Koziołek Matołek.
Od 2010r. Europejskie Centrum Bajki działa w nowej siedzibie- w wielofunkcyjnym obiekcie dla dzieci znajduje się biblioteka z czytelnią i księgarnią, sala kinowa i teatralna oraz sale warsztatowe. Budynek otaczają ogród zmysłów z altanami, a także kuźnia, która ma upamiętniać słynnych kowali z bajki „120 Przygód Koziołka Matołka”. Nad stawem swoje miejsce znalazł amfiteatr
😉
Justyna Wilkowska i Michał Kopyczok
Meksyk to kraj kontrastów, które widać na każdym kroku. W sposobie życia ludzi, między biednymi
a bogatymi, Północą a Południem, pustynią a lasem tropikalnym, miastem a wsią. I największy chyba
kontrast, zderzenie dwóch kultur, zapoczątkowane w XVI wieku spotkaniem białych Hiszpanów
i czerwonoskórych plemion indiańskich, a trwające do dziś . Wystarczy przejść się uliczkami San
Cristobal de las Casas, albo przejechać wzdłuż wybrzeży Jukatanu, żeby zobaczyć, jak te dwie kultury
ciągle mieszają się ze sobą, nawzajem na siebie wpływając.
Dla nas jednak podstawowym kontrastem Meksyku była różnica między tym, jak sobie Meksyk
wyobrażaliśmy i tym, co zobaczyliśmy na miejscu. Wyruszyliśmy do Meksyku licząc na dziką
backpackerską przygodę, przedzieranie się przez las tropikalny i walkę z komarami. Mieliśmy bogaty
plan zakładający przejechanie ponad 4000 kilometrów w 17 dni, przedostanie się przez rzeczną
granicę do Gwatemali i odwiedzenie maleńkiego Belize.
I co? To, co miało być dzikie – dzikie nie było, to, co nie miało sprawić trudności – zaskakiwało, to,
przez co mieliśmy chyłkiem tylko przemknąć – przyciągało nas na dłużej. Zapraszamy na ekspresową,
ale fascynującą podróż przez Meksyk, Gwatemalę i Belize.
Będzie można dowiedzieć się między innymi…
… dlaczego dobrze wiedzieć, co to znaczy cordero , a co to pollo?
… co można kupić w meksykańskim metrze i dlaczego wszystko?
… jak pojechać taksówką za pół darmo?
… dlaczego nie należy bać się uzbrojonych celników w Gwatemali?
… co można włożyć do kanapki?
… w czym przeszkadza bycie białym?
… na ile sposobów można zjeść banana?
… ile godzin można przeleżeć nieruchomo w hamaku?
… dlaczego nie należy degustować mezcalu przed południem?
… gdzie znajduje się najszersze drzewo świata?
Więcej zdjęć na: http://e-chev.pl/gallery/meksyk/index.html
Bezdroża Ameryki
Peru-Chile-Brazylia
Elżbieta Wiejaczka
Spieszyliśmy się. Mieliśmy tylko 25 dni, a chcieliśmy zobaczyć „wszystko co najlepsze w Ameryce”. Święte miasto Inków i wodospad Iguacu. Dżunglę amazońską i karnawał w Rio. Próbowaliśmy pieczonej świnki morskiej, piranii i alpaki. Przemycaliśmy żółty ser. Doświadczyliśmy powodzi na Atakamie – najsuchszej pustyni świata. Karmiliśmy manaty, mocowaliśmy się z anakondą, goniliśmy koati. Najwięcej emocji? W buggy na wydmach w Ica. I jeszcze, kiedy próbowano nas oszukać. I kiedy nie zdążyliśmy na samolot…
SPA INACZEJ CZYLI SUPER PROGRAM ACONCAGUA
Marta Kurdziel i Bartek Białas
Codziennie świeże pieczywo i kilkanaście rodzajów wędlin do wyboru, kąpiele źródlane i tajski
masaż, apartament w XVIII wiecznym stylu z pięknym widokiem na góry vs jedzenie z proszków, brak
bieżącej wody, siniaki na biodrach i ramionach od kilkunastokilogramowych plecaków i dzielenie
2,5 m2 z drugą osobą w namiocie w sercu gór – podjęcie decyzji, którą opcje wypoczynku wybrać
trudności nam nie sprawiło.
Tego wieczoru zabierzemy Was na wierzchołek najwyżej góry obu Ameryk i pokażemy z czego słynie
Mendoza
Zapraszamy Marta Kurdziel i Bartek Białas
film z wejścia(„dreaming about summit”):


Malaryczna dżungla, brak sanepidu, problemy z transportem, wszechobecna bieda, …, ale i życzliwi ludzie, niesamowite widoki i przestrzeń nieskażona masowa turystyką – o realiach podróży przez Birmę opowie miłośnik Azji Południowo Wschodniej, student UJ, Roman Husarski.
W drugiej części wieczoru, doktorant UJ, ekspert CSPA (Centrum Studiów Polska – Azja), pierwszy analityk w kraju, który użył określenia „odwilż birmańska”: Michał Lubina, który niedawno wrócił z Birmy, opowie nam o zmianach, odwilży, wyborach i aktualnym obrazie tego niesamowitego kraju.
Opis projektu:
PUWT 2010/11 to niezmiernie różnorodne przedsięwzięcie dwóch młodych podróżników,
doktorantów Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. W ciągu niespełna półtorej roku
na pokładzie samolotów przemierzyli ponad 135 tys. km (0,35 drogi na księżyc), 32 tys.
km lądem we wszystkich strefach klimatycznych, kilkaset km pieszo – od upalnych złotych
plaż po mroźne lodowce oraz kilka km w pionie w górach i skałach sześciu kontynentów.
W trakcie podróży osiągnęli wiele zamierzonych celów od wytyczenia dwóch nowych dróg
wspinaczkowych w Andach przez realizacje kilku projektów badawczych po prelekcje z
zakresu glacjologii i ochrony środowiska m.in. w Ambasadach Rzeczpospolitej Polskiej w
Limie oraz Kuala Lumpur.
Projekt składał się z V etapów:
I – UP El Carnicero DSCC Expedition 2010
II – UP Aoraki DSCC New Zealand Expedition 2011
III – UP South Africa Journey 2011
IV – UP Thai-Malay Peninsula Journey 2011
V – UP Ring Of The Fire Expedition 2011
Podczas pokazu autorzy podsumują PUWT 2010/11 oraz dokładniej opowiedzą o
finalizujących projekt dwóch ostatnich wyprawach. Przeniesiemy się zatem do Singapuru,
Malezji oraz Japonii.
Prelegentami będą Michał Apollo i Marek Żołądek, doktoranci Uniwersytetu Pedagogicznego
w Krakowie, członkowie Klubu Wysokogórskiego Warszawa oraz Polskiego Towarzystwa
Geograficznego. Od 2004 roku wspólnie zorganizowali 11 ekspedycji sportowo – naukowych
w najdalsze zakątki naszego globu oraz kilkanaście wyjazdów na „Starym Kontynencie”.
Wspinali się w różnych rejonach świata, wliczając Himalaje, Andy, Kaukaz, Alpy
Południowe, Alpy Japońskie, Góry Skaliste, góry Alaski, Appalachy, Kilimandżaro, Góry
Smocze, Góry Przylądkowe, Wielkie Góry Wododziałowe, Alpy, Góry Betyckie, Karpaty.
Odwiedzili blisko 50 krajów na sześciu kontynentach. Zapaleni podróżnicy, pasjonaci
fotografii, autorzy kilkudziesięciu artykułów o tematyce popularnonaukowej oraz kilkunastu
publikacji naukowych. Swe dokonania prezentowali na największych festiwalach o tematyce
podróżniczej w Polsce, oraz na prelekcjach w Stanach Zjednoczonych, Peru, Malezji i RPA.
Na wyjazdach prócz wspinaczki zajmują się badaniami z dziedziny ochrony środowiska i
glacjologii (opieka merytoryczna prof. Jan Lach, prof. Roman Malarz). Autorzy kilku nowych
dróg wspinaczkowych w górach świata, m.in. zdobywcy dziewiczego szczytu Himalajach
– Masala Peak 5650 m n.p.m., za który zostali nominowany do prestiżowej nagrody
Polskiego Związku Alpinizmu „Jedynka”. Od 2008 r. współpracują z Pismem Uniwersytetu
Pedagogicznego „Konspekt”, od 2011 r. z Pismem Samorządu Studentów Uniwersytetu
Pedagogicznego Studens Scribit. Uczestnicy są w grupie testowej namiotów Marabut, teamie
Tatra Trade Zakopane oraz ekspertami sprzętowymi ogólnopolskiego portalu ceneria.pl.
Gozo – wyspa archipelagu Wysp Maltańskich
Druga co do wielkości wyspa archipelagu Wysp Maltańskich, położona 6 km na północny zachód od Malty.
Przybiliśmy do portu Mgrr Harbour, malownicze miasteczko, nowoczesny dworzec promowy, port i marina, sklepiki i trasy wylotowe w głąb wyspy.
Powierzchnia Gozo to 67 km2, na krajobraz składają się głównie skaliste klify, małe zatoczki, typowa roślinność to oleandry, a wystające z morza skały tworzą oryginalne figury i groty. Udajemy się do Dwejra Bay, dzikiej skalistej zatoki z monolitycznych skał, tu natura wyrzeźbiła niesamowite figury i groty skalne, którymi zawładnęło morze i wiatr. Rozpoznawalną skałą kojarzoną z Gozo jest tzw. „Lazurowe okno” (Azure Window), wyrzeźbiona przez naturę skała z wrotami przez które widzimy morską otchłań i inne skalne posągi.
Przyciągają równie piękne: „Fungus Rock”, „Ta’ Cenc Cliffs”, urzekają zatoczka Mgar ix-Xini. Białe skały wapienne z niebieskim morzem tworzą bajeczną scenografię także dla nurków, bowiem jest tu raj dla nurkowania, podwodne skały, groty, kominy, czeluście pełne tajemnic i uroku przyciągają. Historia mówi że na wyspie Gozo przebywał siedem lat Odyseusz którego więziła nimfa Calipso.
Następnie Victoria albo Rabat stolica wyspy Gozo. Victoria jest głównym miastem wyspy i jeżeli cokolwiek się na niej dzieje to w 90 procentach jedynie tutaj, na reszcie wyspy panuje taki spokój, którego można wyspom pozazdrościć. Jej nazwę mieszkańcy zawdzięczają prośbie biskupa skierowanej do rządu brytyjskiego, aby największe miasto wyspy Gozo uzyskało nazwę na cześć 50 rocznicy koronacji królowej Wiktorii. Nazwę z Rabat, która jest nadal nieoficjalnie używana zmieniono w 1887 roku na Victoria.
Zabytkowa i monumentalna budowla na wyspie Gozo to Citadel (The Gran Castello), która wsławiła się udaną obroną przed oblężeniem tureckim w 1565. Warto wiedzieć, że Ministerstwo Kultury Malty organizuje w lipcu i sierpniu 2010 r. imprezę „Gran Castello Summer Nights 2010 – Cittadella, Gozo” w programie tej imprezy przewidziane są: wieczory muzyczne pod gwiazdami, opery, operetki i musicale także pokazywane na dużych ekranach, wieczór muzyki neapolitańskiej, festiwal wina organizowany przez Marsovin, interaktywne gry przedstawiające historię średniowiecza, impreza „Sweet Music” (opera i musicale), teatr grecki, degustacje i pokazy kulinarne kuchni lokalnej przy muzyce folklorystycznej i pokazach sztucznych ogni. To w największym skrócie. Wracam do omawiania obiektu, na terenie Cytadeli znajdujemy Katedrę z dobudowanymi ostatnio pomnikami papieży którzy odwiedzili to miejsce w tym Ojca Św. Jana Pawła II. Katedra zaprojektowana przez Lorenzo Gafa wybudowana w 1697 r. i rozbudowana w 1711 r., wew. w kopule piękny obraz trompe l’oeil Antonio Manuele. Wewnątrz Cytadeli Muzeum Katedralne w nim bezcenne szaty, przedmioty ze srebra, złota, używane w świętej posłudze. Dzisiejsza cytadela to małe miasto, w którym nadal zamieszkują ludzie, a życie toczy się swoim rytmem.
Życie Victorii koncentruje się głównie wokół placów, gdzie mieszkańcy wraz z turystami mogą zasiąść pod parasolkami ogródków kawiarnianych i restauracji. Jednym z takich placów jest Pjazza Indipendenza (Plac Niepodległości), gdzie rozstawione były stoliki restauracyjne, a czas umilała miejscowa kapela złożona z sędziwych już wiekiem członków, grających lokalne melodie.
Po wyspie można poruszać się pieszo (obszar wszystkich maltańskich wysp – 316 km2 – jest niemal tysiąckrotnie mniejszy niż obszar Polski). Na wszystkich maltańskich wysepkach sprawnie funkcjonuje sieć autobusów i busów. Główny terminal autobusowy znajduje się przy Main Gate St., a w małych miasteczkach przystanek autobusowy znajduje się zawsze w pobliżu placu przy kościele. Popularnym środkiem transportu są tu również zabytkowe dorożki. Obowiązuje ruch lewostronny, nie ma sieci kolejowej.
Na granicy
Wraz z momentem wejścia Malty do Unii Europejskiej (1 maja 2004 r.) Polacy mogą wjechać na Maltę na podstawie paszportu lub dowodu osobistego (zarówno starego, ważnego maksymalnie do 31 grudnia 2007 r., jak i nowego typu). Obowiązek posiadania wizy został całkowicie zniesiony.
Opieka medyczna
Wybierając się na Gozo nie potrzebujemy specjalnych szczepień, nie ma tu żadnych zagrożeń epidemiologicznych. Opieka medyczna jest dobrze rozwinięta, szpitale są nowoczesne i dobrze wyposażone.
MIEJSCA NURKOWE – GOZO
Coral Cave
Płynąc przez obszar zwany ogrodami możemy dotrzeć do niewielkiego klinowatego pęknięcia w ścianie skalnego występu opadającego 25 metrów w głąb błękitu. Podążając w dół i w lewo, na głębokości 18 metrów natrafimy na ogromną szczelinę otwierającą Koralową Jaskinię. Sufit jaskini posiada znakomite okazy twardych korali oraz koników morskich często poszukujących schronienia w tym miejscu.
Inland Sea
Wystarczy chwilę popłynąć przez tak zwane morze śródlądowe, aby za chwilę delikatnie zanurkować na maksymalną głębokość 25 metrów w okolice jaskini. Płynąc przez ogromny tunel wapiennego klifu, głęboko błękitny kolor pod sam koniec oprawiony jest skalnymi pęknięciami. Trasa wyprowadza nas na otwarte morze oraz pięć dziesięciometrowy uskok. Eksploracja zarówno prawej jak i lewej ściany oferuje fantastyczne życie morskie, co niesie satysfakcję każdemu nurkowi.
Crocodile Rock
Obserwowana z lądu ta przybrzeżna skała kształtem przypomina krokodyla. Nurkowanie może być wykonywane z brzegu, ale częściej odbywa się z łodzi. Zanurzenie zaczyna się od płytkiej od 6 do 8 metrów pod wodą laguny. zaledwie po kilku metrach wpływamy nad stromy uskok o głębokości wynoszącej do 45 metrów. Nurkując wzdłuż ściany możemy cieszyć się towarzystwem grouperów, ławic salemy, serioli i tuńczyka.
Ta’Cenc Cliffs
Miejsce znajduje się pod najwyższym klifem w Gozo. Lawirując pomiędzy rozsianymi po morzu głazami możemy napotkać homary i wiele barwnych ślimaków.
Blue Hole
Znana na całym świecie Błękitna Jama położona jest na zachodnim brzegu Gozo w miejscu zwanym Dwejra. Wejście do laguny oferuje nurkom różnorodne możliwości osobom prezentującym każdy poziom umiejętności. Oszałamiające jaskinie, fantastyczne ściany i krystalicznie czyste lazurowe wody zasłużenie zdobyły opinie jednego z najlepszych miejsc do nurkowania na świecie.
Xwejni
Struktura kilku pozostałych tradycyjnych solnych basenów przypominająca mozaikę stanowi jedynie preludium dla wrażeń pochodzących z tego miejsca. W czasie nurkowania, klucząc wzdłuż kanałów możemy cieszyć się z obserwacji różnorodnego życia morskiego, między innymi węgorzy, ośmiornic, rozgwiazd, muren czy jeżowców.
Double Arch Reef
Nurkowanie z brzegu warte jest każdego ruchu płetwą. Nazwa tego spektakularnego miejsca pochodzi od unikalnej geologicznej formacji, gdzie dwa łuki, jeden nad drugim, przeszywają przybrzeżną rafę. Ze względu na swoje położenie, obfituje w tysiące dascylusów oraz ławice przeróżnych leszczy. Często, przy odpowiednich prądach mamy szansę natknąć się na ogromne ławice polujących barakud.
Catherdral Cave (The Blue Dome)
Dana jaskinia znajduje się w dolinie Ghasri. Nurkowanie może odbywać się z brzegu aczkolwiek wymaga przejścia kilku wykutych w skale stromych stopni. U wylotu doliny, na głębokości 18 metrów znajdziemy duże wejście prowadzące do kopulastego sklepienia zwanego Katedrą. Wewnątrz znajdują się głazy pokryte kolorową gąbką i miękkim koralem. W trakcie nurkowania mamy sposobność wynurzenia się bezpośrednio pod kopułą, gdzie będziemy otoczeni elektryzującym, niebieskim światłem pochodzącym z podwodnego przejścia. Jest to miejsce zdecydowanie godne wysiłku.
Reqqa Reef
Nurkowanie odbywa się wzdłuż głębokiej na 40 metrów ściany. Dalszy ciąg ma na rafie występującej na stałym lądzie, której najpłytsza część znajduje się 18 metrów pod powierzchnią wody. Ogromne głazy opierające się o ścianę klifu sprawiają wrażenie umieszczonych tam umyślnie. Stanowią doskonałe schronienie dla grouperów,
denteksów, ośmiornic i skrzydlic.
Billinghurst Cave
Jaskinia Billinghurst znajduje się na północnej stronie wyspy. Szczyt wejścia do jaskini znajduje się zaledwie kilka metrów pod powierzchnią, a jego dno jest na 27 metrach. Wystarczy jeden odważny krok ze szczytu klifu nad jaskinią i już możemy płynąć przez pięć dziesięciometrową jaskinię podziwiając mnóstwo wielobarwnych gąbek, miękkiego koralu czy virgin lace coral. Możliwe jest wynurzenie się w końcowej części tunelu aczkolwiek tak głęboką eksplorację zaleca się jedynie doświadczonym nurkom z odpowiednim ekwipunkiem.
Xlendi Bay
Xlendi jest jednym z ośrodków turystycznych Gozo. Zatoka znajduje się na końcu długiego wąskiego wcięcia osłoniętego od północy stromym klifem. Południowa część obfituje w bary, kawiarnie, restauracje i hotele. Tunel przebiega przez klify i prowadzi do otwartego morza. Nurkowanie zaczyna się w zatoce na głębokości 9 metrów. Płynąc przez tunel mający wspaniałe wejście, możemy spotkać barweny i kolorowe kabryle
żywiące się z posadzki tunelu licznymi garbikami i neonami. Koniec tunelu zwabi nas intensywnie błękitnym światłem pochodzącym z wyjścia. Na zewnątrz natkniemy się na głazy i rafę o kształcie piramidy obfitujące w barakudy.
Fessej Rock
Ogromny szczyt wznosi się z głębokości sześćdziesięciu metrów. Nurkując z łodzi, nabieramy głębokości okrążając skałę w towarzystwie barakud i wszechobecnych grouperów.
Xlendi Wreck
Jest to dawny prom MV Xlendi, kóry został zatopiony i umieszczony na głębokości 40m. Jego wielkość jest imponująca, a fakt, iż wylądował do góry dnem może zaskoczyć nie jednego nurka. Przebywając na takiej głębokości należy wziąć pod uwagę możliwość wystąpienia efektu narkozy azotowej.