Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
czwartek, 26 marca, 2026
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Copyright 2025 - All Right Reserved
Ameryka Północna

Canada – Pangaea Young Explorers

przez Albin Marciniak 2011-10-11
Napisane przez Albin Marciniak

 

3 tygodnie spędzone tam, gdzie Kanada nie pachnie żywicą
Zuzanna Łukasik
relacja z wyprawy do Nunavut

foto: Zuzanna Łukasik

Mój udział w ekspedycji do położonego najdalej na północ regionu Kanady możliwy był
dzięki międzynarodowemu projektowi Pangaea Young Explorers Program. 11 lat temu
podróżnik-odkrywca z RPA samotnie przemierzył Ziemię wzdłuż równika, korzystając
wyłącznie z siły własnych mięśni. Dziś Mike Horn, obywatel Szwajcarii, zabiera na
swe wyprawy młodzież z całego świata, realizując założenia projektu Pangaea. Są nimi:
przekazanie dorastającej generacji wiedzy o otaczającym ich świecie, umożliwienie
doświadczenia jego piękna i wreszcie zaangażowanie w jego ochronę. Program zrzesza
młodych ludzi z całego świata, pozwala nawiązać międzynarodowe przyjaźnie, współpracę i
osiągnąć zacznie więcej niż bylibyśmy w stanie zrobić to sami!
Osią programu jest 12 wypraw zaplanowanych na 4 lata, każda do innego, fascynującego
miejsca. Do tej pory Mike zabrał nastolatków do Nowej Zelandii (Polka – Zofia Drapella
uczestniczyła w ekspedycji), Indii, Pakistanu, Mongolii czy na Magnetyczny Biegun
Północny. Każdej wyprawie towarzyszy też projekt środowiskowy, mający przybliżyć
młodych do rozwiązania problemów odwiedzanego regionu. Ponadto stale przeprowadzane są
inne projekty, realizowane we współpracy ze sponsorami projektu: m.in. firmą Geberit.
Każdą z wypraw poprzedza 10-dniowy obóz treningowo-selekcyjny w Szwajcarii, podczas
którego spośród 16 zaproszonych nastolatków wybiera się ósemkę, która będzie towarzyszyła
Mike’owi w ekspedycji. I tak już po raz dziewiąty ośmiu młodych, z 3 kontynentów
i 6 krajów, otrzymało bilet do realizacji marzeń. A wszyscy marzyliśmy o Nunavut.
Reprezentowaliśmy nie swoje ojczyzny, a całe pokolenie młodzieży w walce o ochronę Ziemi
dla przyszłych pokoleń.

 

foto: Zuzanna Łukasik

 

Droga na północ

Kanada w okolicach Ottawy, gdzie powoli zlatują się wszyscy uczestnicy wyprawy, okazała
się płaska, duszna i deszczowa. Tylko ze stolicy tego ogromnego i różnorodnego państwa
dostać się można do Nunavut, czyli najbardziej wysuniętego na północ terytorium. Innym
określeniem może być ‘kraina, gdzie puszka coca-coli to koszt 9 dolarów kanadyjskich’,
a to znakomicie tłumaczy potrzebę zakupów, jakie zrobiliśmy jeszcze przed wyjazdem.
Kilka sklepowych wózków, po brzegi wypchanych zapasami jedzenia na 3 tygodnie dla 24
osób ustawiło się w kolejce do kas. To nie tylko największe zakupy mojego życia, ale także
prawdopodobnie w historii sklepu. Następnie przychodzi nam upchać nadprogramowy bagaż
do i tak już przepełnionych toreb. Rezygnujemy z dodatkowych T-shirtów czy pary spodni,
zostaje tylko to, co naprawdę niezbędne w Arktyce.

 

foto: Zuzanna Łukasik

Na szczęście okazuje się, że limity bagażowe w samolotach do Nunavut zakładają przewóz
niebotycznych ilości jedzenia i cudem unikamy nadbagażu. Ze stolicy Kanady do jednych
z najbardziej wysuniętych na północ osad ludzkich kursują samoloty dwóch linii: First Air
oraz Canadian North. Wylot maszyn obu linii odbywa się w odstępie niespełna pół godziny,
toteż fakt, iż nasza grupa została rozbita na dwie mniejsze nie wydaje się kłopotliwym. Wraz
z trójką innych Young Explorers wsiadamy na pokład – podróż odbędzie się dwuetapowo,
ponieważ dopiero z Iqaluit, stolicy regionu, dostać można się do pomniejszych miejscowości.

Lotnisko w Iqaluit jest bardzo małe, ale wciąż jeszcze przypomina europejskie porty
lotnicze. Asfaltowe lądowisko, hala przylotów, stanowisko do kontroli pasażerów. Ci lecący
dalej na północ nie są jednak poddawani kontroli. Po krótkiej przerwie znów znaleźliśmy
się w powietrzu, tym razem kierując się już prosto do Clyde River, gdzie rozpocząć się
miała dziewiąta ekspedycja programu Pangaea Young Explorers. Spodziewaliśmy się już
rychłego lądowania, kiedy jedna ze stewardess oznajmiła, że z powodu braku paliwa w
Clyde River, cel podróży został zmieniony i polecimy do… Pond Inlet, oddalonego o jedyne
500km na północ. Na pytanie, kiedy i jak dotrzemy do Clyde oraz gdzie ew. spędzimy
noc odpowiedziano nam wzruszeniem ramion. Pozostali pasażerowie nie wydawali się
zaskoczeni. Postanowiliśmy cieszyć się zapierającymi dech w piersiach widokami zza okien
i zapomnieć o kłopocie. Szczęśliwie jeszcze tego samego wieczoru zorganizowano lot
zastępczy i znaleźliśmy się w Clyde. Jak się okazało, jako pierwsza grupa, gdyż pozostali
zawrócili do Iqaluit. Przez następny dzień warunki pogodowe (deszcz oraz mgła spowijająca
miasteczko) nie umożliwiły lądowania samolotu i całą ekipą spotkaliśmy się dopiero 16
sierpnia…

łodź Pangaea w okoliach Nowej Zelandii

Życie na łodzi

W Nunavut nikt nie czeka na turystów. Tylko 3 przewodniki, wszystkie napisane w języku
angielskim i adresowane do wspinaczy skałkowych, oprowadzą nas po Nunavut. Jeden
z nich opisuje konieczność jak najszybszego marszu przez pierwsze pięć kilometrów
lądu: tam prawdopodobieństwo spotkania niedźwiedzia polarnego jest największe. Mimo
to Clyde River posiada swój hotel – rekomendacji nie słyszałam. Nasza ekspedycja jest
kontynuacją przeprawy Mike’a Horna przez Przejście Północno-Zachodnie. Planujemy
opłynąć Ziemię Baffina od wschodniego wybrzeża po drodze korzystając z cudów tej wyspy.
Życie na Pangaei – 35-metrowej łodzi wykonanej z aluminium – jest najpewniej najbardziej
ekscytującym i jednocześnie najtańszym sposobem na zwiedzanie Nunavut.

Pierwszego poranka, kiedy już całą grupą znajdujemy się w Clyde River pada komenda ‘all
hands on deck.’ Podnosimy kotwice i z użyciem silnika ustawiamy łódź z wiatrem. Sporo
wysiłku, pokrzykiwania, pomyłek i 500 metrów kwadratowych żagli wykorzystuje niezwykłą
sile wiatru by poruszyć imponujący jacht. Na twarzy czuję chłód arktycznego powietrza, w
sercu czystą radość. Przysiadam się do przyjaciół obserwujących wodę z dziobu.

Pozostajemy nieruchomi w zachwycie aż wreszcie ktoś krzyczy: niedźwiedź polarny! Nie
spędziliśmy nawet 10 minut na wodzie a juz spotykamy niedźwiedzia! A jeszcze tego samego
dnia rozmawiałam z kobieta mieszkającą w Clyde od 8 lat i powiedziała mi, ze nie widziała
do tej pory niedźwiedzia polarnego…

Największym niebezpieczeństwem na trasie naszej wyprawy nie są jednak szczytowi
drapieżnicy kanadyjskiej Arktyki, a… góry lodowe. Aluminium, materiał konstrukcyjny
kadłuba Pangaei, nadaje łodzi właściwości bardzo przydatne w żeglarstwie po Oceanie
Arktycznym. W sytuacji zderzenia z górą lodową metal nie załamie się, a odkształci, tylko
nieznacznie wpływając na pływalność jachtu. My jednak pragniemy unikać takich przygód
i dlatego każdy z załogi dwa razy dziennie staje na wachcie, kontrolując stan łodzi oraz

wypatrując odłamków lodowca z północnej Grenlandii, unoszonych przez prądy morskie w
okolice Ziemi Baffina.

Mieliśmy też okazję stanąć na górze lodowej i poczuć, jak pływa się po wodzie… na wodzie!

foto: Dmitry Sharomov

Przez niekończącą się biel – przeprawa przez lodowiec

Wraz z końcem mojej wachty dotarliśmy tam, gdzie Sam Fiord najgłębiej wcina się w Ziemię
Baffina. W odludnym regionie Nunavut to jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc, a
wszystko dzięki imponującej górze Thor, która zapewnia miłośnikom wspinaczki ponad 1200
metrów pionowej skały do zdobycia. Celem naszej żeglugi nie była jednak lita skała, a lód
liczący sobie jedyne 5 tysięcy lat, niemal w całości pokrywający czapą północną cześć Ziemi
Baffina. Czekało nas 50 kilometrowa przeprawa przez nienazwany lodowiec.

foto: Dmitry Sharomov

Trudno jest mi opisać wspinaczkę przez niekończącą sie biel. Choć powiedzieć, ze lodowiec
jest biały, to kłamstwo. Z czasem zaczęliśmy rozróżniać rodzaje lodu i śniegu, dostrzegać
subtelne różnice w barwie. Jest wiele odcieni błękitu i szarości. Rdzawe, brunatne skały
znaczą miejsce, gdzie niegdyś sięgał lodowiec. Zanim dotarliśmy do czoła, musieliśmy
przemierzyć piaszczysta plażę naznaczona śladami łap niedźwiedzi polarnych, wspiąć sie po
morenie lodowca przenosząc plecaki, namioty, zapas jedzenia i oczywiście sanie, na których
z czasem cały ten ekwipunek miał sie znaleźć. Zostaliśmy wyposażeni w raki, kije oraz
specjalne uprzęże, by w razie konieczności, dla bezpieczeństwa, połączyć cala grupę lina.
Przed opuszczeniem pokładu Pangaei, odbyliśmy także szkolenie w zakresie użycia zestawów
ratunkowych.

I znów, zanim udało sie nam dopasować raki i uprzęże, zanim rozdzieliliśmy miedzy siebie
ekwipunek, zauważyliśmy 3 niedźwiedzie na zboczu lodowca. Matka z dwójka młodych,
wspinali sie po stromym stoku. Po sukcesie przeniesienia pustych sani przez morenę
czołową, ciągnięcie ich, nawet obciążonych ekwipunkiem niezbędnym do przetrwania na
lodowej pustyni, wydawało się łatwe. Kłopotu nie sprawiały potężne szczeliny, wyżłobione
przez stopiony lód, ani nawet drobne wzniesienia. Do czasu. Zmęczenie nadeszło po kilku
godzinach wraz z największym wyzwaniem dnia: dwugodzinną wspinaczką po stromym
stoku. Walczyliśmy nie tylko z wyczerpaniem, ale także z chęcią ciągłego robienia zdjęć.
Nawet najgorsze kadrowanie nie zepsułoby piękna roztaczającego się przed nami krajobrazu!

W takich chwilach człowiek czuje się bardzo mały. Otoczeni przez kilkutysięczno letni
lód powoli niszczący najstarsze skały świata, wielkości mrówek na tle bezmiaru szarości.
Wreszcie dochodzimy na do najwyższego punktu lodowca. Tacy mali, a jednak tam
dotarliśmy; dzięki własnym siłom. 50 km później te były już na wyczerpaniu, kiedy po raz
ostatni przenosiliśmy sanie przez morenę lodowcową.

foto: Zuzanna Łukasik

Noc na skale

Jak już pisałam, Ziemia Baffina cieszy się w świecie sławą Mekki dla amatorów wspinaczki.
Może tylko Mekka jest bardziej dostępna niż ta północna wyspa, nieprzyjazna żeglarzom.
Fiord wcina się głęboko w ląd, lecz nie tworzy zatoczek, gdzie można by rzucić kotwicę.

Pangaeę przymocowujemy do skały pionowo wyrastającej z wody. Kilkaset metrów kamienia
nad nami i tyle samo w dół. Witajcie w pionowym świecie.
Celem tej części ekspedycji było zdobycie półki skalnej położonej 200 metrów powyżej
linii wody. Profesjonalni wspinacze otworzyli ścieżkę, gdy my forsowaliśmy lodowiec,
teraz techniką małpowania 18 osób miało się znaleźć na szczycie skały. Zostaliśmy
prawdopodobnie największą grupą jednocześnie wspinającą się po jednej ścieżce. Poczucie
bezpieczeństwa wzrasta wraz z ilością osób uczestniczących we wspinaczce.

Po całym dniu wspinaczki (8 punktów przepięcia na całej długości ściany, każdy z nich był
miejscem odpoczynku – zdobywaliśmy szczyt etapowo) półka skalna z trudem mieściła
wszystkich uczestników, zapas wody, dodatkowe liny, 8 namiotów ścianowych (portaledge)
oraz… turystyczny grill, na którym smaku nabierały kiełbaski. Wkrótce wszyscy zajadali się
hot-dogami mając przed sobą widok zarezerwowany dla tych, którzy odważyli się pokonać
200 metrów przewyższenia.

Canadian Arctic  Expedition to  Baffin island.  Climbing the wall 180 m
foto: Dmitry Sharomov

Przez tundrę, piasek, skały wulkaniczne

Nie ma chyba rodzaju terenu, którego nie doświadczymy w Nunavut. Popularna definicja
Arktyki mówi, że kraina lodu zaczyna się tam, gdzie kończą drzewa, bowiem okres
wegetacyjny roślin nie pozwala na utworzenie nasion. Jednocześnie warunki klimatyczne
typowe dla Arktyki występują na tym obszarze na tyle krótko, że nie wykształciły się
jeszcze gatunki roślin niepowtarzalne w żadnym innym miejscu na świecie. Spotkamy więc
karłowatych przedstawicieli przyrody wysokich partii gór, nawet europejskich.

foto: Zuzanna Łukasik

Nie chcąc deptać roślin tundry, początkowo szukałam ścieżek wiodących przez pole pełne
traw i kwiatów. Dopiero po chwili przyszła myśl ‘zaraz, przecież tu NIE MA ŚCIEŻEK.
Tutaj nikt nie chodzi!’. Flora i tym samym fauna zawdzięcza w Arktyce istnienie aktywnej
warstwie wiecznej zmarzliny, czyli tej części, która odtaja na okres letni. Jest to najczęściej
płytka warstwa gleby, umożliwiająca procesy organiczne takie jak wzrost roślin. Wieczna
zmarzlina przechowuje największe na świecie pokłady węgla – szacuje się, że nawet 2/3
dostępnego na Ziemi. Uwolniony w procesach organicznych przedostaje się do atmosfery i
napędza efekt cieplarniany. Jest to samonapędzające się koło, wyniszczające powoli wrażliwy
ekosystem Arktyki. Grubiejąca warstwa aktywna wiecznej zmarzliny tworzy grzęzawisko
niebezpieczne dla reniferów. Zmienia to ich ścieżki migracyjne, przyciąga jedne gatunki
zwierząt i odpycha inne.

Topniejące lodowce nanoszą zarówno drobny piasek na plaże Ziemi Baffina jak i
gigantyczne głazy, świadczące o potędze siły wody. Ale kto spodziewałby się w tym
regionie wulkanów? To one tworzą Pasmo Innuickie (Arctic Cordillera) i w dużej mierze
są to skały wulkanicznego pochodzenia. Szczyty strome, kamieniste, trudno dostępne.
My postanowiliśmy zdobyć jeden z nich. Po drodze czekała nas wspinaczka przez kanion
wodospadu, utworzony przez wodę topniejącego lodowca. Tego dnia rozbiliśmy obóz
z kamieni – zbudowaliśmy niską ściankę chroniącą nas od wiatru. Nas, bez namiotów,
opatulonych w grube śpiwory, puchowe kurtki, czapki, rękawiczki. Widok rozgwieżdżonego,
czystego nieba wart był nieprzespanej (z powodu zimna) nocy.

foto: Zuzanna Łukasik

W bliskiej relacji z Naturą

Urzekająca jest dzikość Nunavut. Przemierzaliśmy kanadyjską Arktykę przez 3 tygodnie i
tylko dwukrotnie spotkaliśmy innych ludzi, a było to, gdy zawinęliśmy do ‘przystani’ dwóch
z dwudziestu sześciu miejscowości w obrębie ponad 2 milionów kilometrów kwadratowych.
Osady nie są połączone żadnymi drogami (poza morską i powietrzną, ale na takie podróże
mało kto może sobie pozwolić) i, mimo że ukształtowane przez tą samą trudną ziemię, różnią
się między sobą niezwykle. Najwyraźniej owe różnice oddają wierzenia medycyny ludowej:
w niektórych miejscowościach uważa się że okłady z foczego tłuszczu uśmierzają bóle, a w
innych mają pomagać na krwotok.

Inuici to jedyna narodowość, która zdołała przetrwać w Arktyce przez wieki mimo braku
zdobyczy cywilizacyjnych w europejskim rozumieniu tego słowa. Mieli za to własne
osiągnięcia, jak np. konstrukcja kajaku, umożliwiająca polowanie na wodach Oceanu
Arktycznego, lub też sposoby łowieckie pozwalające schwytać foki w okresie zimowym,
kiedy te pływają pod powierzchnią lodu, wynurzając się tylko z rzadka, by zaczerpnąć
powietrza przez tzw. ‘dziury oddechowe’ (breathing holes).

Dzisiaj świat Inuitów nie przypomina już tego sprzed kilkudziesięciu lat. W społeczeństwie
ludów Arktyki zaszły niewyobrażalne zmiany. Tę samą społeczność stanowią starsi ludzie,
wychowani w namiotach nomadów (wykonane ze skór renifera zwanego caribou, lub igloo),
przyzwyczajeni do klarownych podziałów obowiązków pomiędzy członkami rodziny, których
przetrwanie uzależnione było od wyniku polowania; ale i moi równolatkowie, mieszkający od
urodzenia w ogrzewanych domach europejskich standardów, fani coli i słodyczy, uzbrojeni
w najnowocześniejszy sprzęt multimedialny. Skutery śnieżne i quady zastąpiły psie zaprzęgi,
ubrania z goreteksu nieprzemakalne focze skóry. Nie ma też wzajemnego zrozumienia
pomiędzy pokoleniami.

2011-10-11 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Recenzje sprzętu

Garmin eTrex – recenzja

przez Albin Marciniak 2011-10-09
Napisane przez Albin Marciniak
Garmin eTrex H

Model Garmin eTrex H pochodzi co prawda z końca ubiegłego wieku, ale jednak wciąż jest dośc popularny – głównie zapewne przez swoją cenę oscylującą w okolicach 300 zł. Jak na naprawdę solidnie wykonany odbiornik GPS, wytrzymujący przyspieszenia do 6 g i zanurzenie w wodzie na głębokość 1 m przez 30 min, wydaje mi się to zdecydowanie niewygórowaną ceną.

Urządzenie jest wykonane z bardzo solidnego tworzywa i – w celu uszczelnienia – zabezpieczone gumową taśmą, która dodatkowo wyraźnie poprawia jego uchwyt i obsługę. Jak zwykle u tego producenta ergonomia użytkowania jest doprowadzona do perfekcji. Tego Garmina rzeczywiście da się bardzo łatwo obsługiwać jedną ręką nie rozpraszając się podczas wędrówki. Do tego układ wszystkich ekranów i opcji jest rozmieszczony tak intuicyjnie, że instrukcja obsługi zasadniczo niemal nie jest potrzebna, a pozwala tylko odkryć dodatkowe możliwości, o których moglibyśmy nie mieć pojęcia: najlepsze czasy polowań/połowów oraz godziny wschodów i zachodów Słońca i Księżyca.
Odbiornik posiada ekran LCD o wymiarach 2,8 x 5,4 cm i czterech poziomach szarości, podświetlany na żądanie bardzo wyraźnym i przyjemnym, pomarańczowym światłem. Na bokach urządzenia umieszczono pięć przycisków sterujących jego funkcjami. Można by trochę narzekać na to, że wymagają one użycia pewnej siły do operowania nimi, ale z doświadczenia wiem, że w tym przypadku jest to zaletą: nieporządane funkcje nie włączą się nam „same” w kieszeni.
Jak przystało na tak „sędziwy” model nie posiada on możliwości wgrania do swojej pamięci map. Jego funkcjonalność opiera się wyłącznie na określeniu przy pomocy satelitów własnej pozycji oraz na wyznaczeniu kursu do wskazanego punktu i dlatego zdecydowanie polecam zabranie ze sobą i używanie cały czas mapy papierowej – szczególnie zgodnej ze współrzędnymi GPS.
Podobnie polecam zabranie ze sobą choćby najprostszego kompasu magnetycznego, gdyż (jak już się kiedyś przekonałem) satelitarny kompas odbiornika pokazuje poprawnie kierunki świata wyłącznie jeśli się poruszamy i to stosunkowo szybko.
Garmin eTrex H potrafi na bieżąco zapisywać ślad pokonywanej trasy i umożliwia także powrót po nim (track back) do punktu wyjścia. Zrzucenie zapisanego śladu na dysk komputera, a później na przykład do serwisu Trail.pl, wymaga podłączenia do nieco już archaicznego portu COM (RS232) kablem, który niestety nie jest standardowo dołączany do zestawu.
Urządzenie umożliwia też zdefiniowanie, z zapisanych bądź tworzonych na bieżąco POI, 20 różnych tras po maksymalnie 125 punktów każda, a następnie nawigowanie po nich od punktu do punktu.
Producent deklaruje czas pracy urządzenia na jednym komplecie baterii alkalicznych na poziomie 17 h pracy ciągłej, a nawet 22 h przy włączonym trybie oszczędzania baterii. Mnie nie udało się rozłądować jednego kompletu nowych, w pełni naładowanych akumulatorów Energizer 2000 mAh ciągu całej doby zabawy urządzeniem, z pracującym podświetleniem, trybem WAAS (kompletnie bezużytecznym poza Ameryką Północną, a silnie zwiększającym zapotrzebowanie na energię) i z bardzo trudnymi warunkami odbioru (w mieszkaniu na parterze).
Od razu chciałbym uczulić użytkowników urządzeń zasilanych bateriami na fakt, że co prawda akumulatory NiMH i podobne sa świetną inwestycją ze względu na koszty użytkowania, ale zawsze powinniśmi mieć w zanadrzu komplet zwykłych baterii alkalicznych. Ze powodu swojej charakterystyki rozładowania nie zaskoczą nas tak jak gwałtownie rozładowujące się na granicy swojej pojemności akumulatorki (myślę, że doskonale wiecie o co chodzi jako codzienni użytkownicy telefonów komórkowych).
Szczególnie ważne jest to w tak ważnych urządzeniach jak detektory lawinowe czy czołówki, ale warto też pamiętać o tym w przypadku odbiorników GPS.


https://buy.garmin.com/shop/shop.do?pID=8705&ra=true

http://blog.f-seidel.de/images/qlandkartescreen2.jpg
http://blog.f-seidel.de/?p=32

2011-10-09 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Azja

Stopem po Libanie

przez Albin Marciniak 2011-10-09
Napisane przez Albin Marciniak


Stopem po Libanie

Monika Stypuła

Moja przygoda rozpoczęła się w grudniu 2010r. kiedy kupiłam swoją przepustkę do
dwutygodniowej przygody na Bliskim Wschodzie. W Bejrucie wylądowałam o północy 7 maja 2011.
Wczesnym rankiem, wychodząc z terminala po przespanej na podłodze nocy, moje
stopy stanęły na kontynencie azjatyckim, w kraju o którym do tej
pory nie miałam pojęcia, a kraju, który miał mnie później zachwycić.

Liban to kraj dwujęzyczny, poza językiem arabskim, większość mieszkańców włada
francuskim, ze względu na fakt historyczny, jakim była przynależność terytorialna kraju do
Francji. Porozumiewanie się po angielsku nie stanowi problemu, językiem tym włada znaczna
część obywateli, od dzieci, przez młodych mieszkających w odciętych od cywilizacji
wioskach, po pasterzy (i nie ma tu ironii). Drut kolczasty, okopy z worków z
piaskiem, rogatki na ulicach, wozy pancerne w centrach miast. To nie opis
filmu wojennego, a smutnej, libańskiej rzeczywistości. Po kilku dniach człowiek
przyzwyczaja się do codziennego widoku żołnierzy z karabinami w ręku.
Przywołuje to jednak na myśl trudną historię kraju, który zaledwie 6 lat temu
stał się w pełni wolnym państwem, po latach okupacji syryjskiej.

Mimo wielu bolesnych przeżyć wojna nie odcisnęła negatywnego piętna na charakterach Libańczyków.
Wciąż są to ludzie życzliwi, otwarci i pomocni. Spotkałam się z niezliczoną ilością ofert pomocy i
rad. Ludzie skłonni są do gościny, poczęstunku, choć sami niewiele mają. Mimo niespełna równej ilości
Muzułman i Chrześcijan, zarówno w życiu codziennym, jak i w rządzie, ludzie żyją w zgodzie i
harmonii. Da się jednak dostrzec ośrodki wyłącznie monoteistyczne, gdzie olbrzymie figury Matki
Boskiej niwelują istnienie meczetów. W dużych miastach kultury te przenikają się, a granice zacierają.

Liban to kolebka smaków, zapachów, kolorów. Na sukach obok siebie stoją stragany
tandetnych chińskich podróbek markowych firm i worki pełne kolorowych przypraw, ziół,
orzechów. Falafel i shawarma to tutaj typowe fast foody, a do tego manusz, mój ulubiony
pieczony placek z roztopionym, słonym serem. Co do picia? Podczas upałów świetnie orzeźwia bezalkoholowe piwo
jabłkowe, cytrynowe, czy malinowe Laziza, wyjątkowo udane dziecko największego browaru
Almaza. Narodowych potraw nie sposób zliczyć, warto więc zacząć od hummusu
podawanego z chlebem pita – pasty z ciecierzycy, która pochodzi właśnie z Libanu, a
popularna jest na całym Bliskim Wschodzie.

Liban to kraj ogromnie bogaty wróżnorodne dobra turystyczne. Na długości 180 km i szerokości 50km
odnalazłam przyjemnie ciepłe Morze Śródziemne, wysokie, zaśnieżone góry
Liban i żyzną Dolinę Bekaa z winnicami. W całym kraju znajduje się
5 obiektów wpisanych na listę UNESCO, z czego 4 to ruiny
starożytnych miast, których niektóre fragmenty zachowały się w stanie
niemal idealnym. Najnowszą pozycją
na Liście jest Dolina Qadisha wraz z Lasem Bożych Cedrów, które to drzewa są chlubą
narodu i jego najznamienitszą wizytówką.

Polecam odkrywanie Libanu na własną rękę, z plecakiem na plecach, przysłowiowymi
kilkoma dolarami w kieszeni i mnóstwem determinacji w poznawaniu miejsc prawie lub
wcale nie dostrzeżonych przez zachodnich turystów. Dziś świat stoi otworem, za kilkaset
złotych możesz poznać zupełnie obcy kraj. Ja spróbowałam, a Ty?

Informacje praktyczne:
Przelot: brak bezpośrednich połączeń z Polski, loty kombinowane, koszt ok. 1200-1600zł w
dwie strony (w promocji nawet 600zł)
Ceny: nieco niższe niż w Polsce
Waluta: funt libański 1000LBP=1,80zł
Języki: arabski, francuski, angielski
Komunikacja: popularny „serwis”, małe autobusy – bardzo tanie, działający bardzo dobrze
„stop”

2011-10-09 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Stopem po Libanie

przez Albin Marciniak 2011-10-09
Napisane przez Albin Marciniak
31.10.2011 godz. 19:00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków Piwnica pod Baranami
Stopem po Libanie
Monika Stypuła
Mateusz Kosibowicz
Stopem po Libanie

Monika Stypuła

Mateusz Kosibowicz

Moja przygoda rozpoczęła się w grudniu 2010r. kiedy kupiłam swoją przepustkę do
dwutygodniowej przygody na Bliskim Wschodzie. W Bejrucie wylądowałam o północy 7 maja 2011.
Wczesnym rankiem, wychodząc z terminala po przespanej na podłodze nocy, moje
stopy stanęły na kontynencie azjatyckim, w kraju o którym do tej
pory nie miałam pojęcia, a kraju, który miał mnie później zachwycić…

Na barwną opowieść z tej podróży zapraszamy do Piwnicy pod Baranami
a tych którzy nie będą mogli dotrzeć na slajdowisko, zapraszamy do wysłuchania rozmowy z ekipą
na antenie Radia Plus 106.1 o godz. 18.37 także w poniedziałek

2011-10-09 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania PodróżnikówFestiwale

Festiwal Buddyjski

przez Albin Marciniak 2011-10-09
Napisane przez Albin Marciniak
24.10.2011 godz. 19:00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków Piwnica pod Baranami
Festiwal Buddyjski
Klaudia Żerebiec

24.10.2011 godz. 19:00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków Piwnica pod Baranami

Wieczór Buddyzmu Diamentowej Drogi w Piwnicy Pod Baranami, prezentacja projektu filmowego „Lama 24h”, spotkanie z ekipą filmową,
wykład „Związek ucznia z nauczycielem”,
Klaudia Żerebiec

Cel Festiwali

Celem Festiwali jest zaprezentowanie ginącej kultury buddyzmu tybetańskiego oraz dostarczenie rzetelnej informacji i praktycznej wiedzy na temat nauk Buddyzmu Diamentowej Drogi, które zostały przeniesione z Dalekiego Wschodu w latach 70-tych przez Lamę Ole Nydahla oraz jego żonę Hannah na prośbę XVI Karmapy. Znalazły one praktyczne zastosowanie w codziennym życiu ludzi mieszkających na Zachodzie. Od 35 lat są obecne również w Polsce.

Uczestnicy Festiwali będą mogli dowiedzieć się więcej o naukach buddyjskich stanowiących ścieżkę rozwoju, którą wybrało wielu europejczyków, poszukujących uniwersalnych wartości pasujących do intensywnego życia nowoczesnej Europy. Jest to okazja dla wszystkich tych, którzy chcą zapoznać się z praktyką buddyjską, dzięki której ludzie mogą stać się samodzielni, a ich życie pełne znaczenia.

W czasie trwających festiwali nauki buddyjskie będą prezentowane zarówno w teorii jak i praktyce, zgodnie z tradycją Karma Kagyu, jednej z czterech głównych szkół Buddyzmu Tybetańskiego.

– o festiwalach – www.przestrzenumyslu.pl
– o Fundacji Stupa House – www.fsh.pl
– o buddyzmie Diamentowej Drogi w Polsce – www.buddyzm.pl


Festiwal na 35-lecie buddyzmu Diamentowej Drogi w Polsce

35 lat temu w Polsce Irena Szewińska ustanowiła rekord świata w biegu na 400 metrów, a na świat
przyszli: Natalia Kukulska, Agnieszka Chylińska i bracia: Marcin i Michał Żewłakow. W tym samym
roku – 1976 – w naszym kraju powstał pierwszy ośrodek buddyjski Diamentowej Drogi. Z okazji
35-lecia buddyzmu Diamentowej Drogi w Polsce rozpoczął się IV Ogólnopolski Festiwal Kultury
Buddyjskiej „Przestrzeń Umysłu” trwający od połowy września do początku grudnia br. Festiwal ten,
składający się z wykładów, pokazów filmów, wystaw i imprez muzycznych, odbędzie się w 12
miastach Polski m.in. w Krakowie, Warszawie i Trójmieście. Jak w poprzednich latach, festiwal
organizowany jest przez Fundację Stupa House. Głównym partnerem jest Buddyjski Związek
Diamentowej Drogi linii Karma Kagyu.

Na festiwal składają się różne wydarzenia kulturalne:
– wykłady, prowadzone przez polskich i zagranicznych nauczycieli buddyzmu Diamentowej Drogi,
– panele dyskusyjne organizowane z lokalnymi uniwersytetami (w wybranych miastach), w których
wezmą udział zarówno nauczyciele buddyjscy jak i niezwiązani z buddyzmem reprezentanci różnych
dyscyplin naukowych od filozofii i psychologii po fizykę i ekonomię,
– dni otwarte w lokalnych ośrodkach buddyjskich,
– wystawy sztuki z Nepalu, Tybetu oraz Bhutanu,
– pokazy filmów o Tybecie i buddyzmie tybetańskim,
– prezentacje fotografii z Indii, Tybetu, Bhutanu czy Nepalu,
– promocje książek oraz
– projekty muzyczne i koncerty.
Zwieńczeniem festiwalu 17-18 grudnia br. będzie wizyta w Gdańsku 70-letniego Duńczyka – Lamy Ole
Nydahla, który przez ponad 40 lat swojej pracy założył ponad 600 ośrodków buddyzmu Diamentowej Drogi
na całym świecie (w tym 70 w Polsce).
Niektóre z poszczególnych festiwali otrzymały publiczne wsparcie finansowe – np. na Dolnym Śląsku festiwal
jest dofinansowany ze środków Samorządu Województwa Dolnośląskiego a w Gdańsku ze środków Urzędu
Miasta Gdańska.
35-lecie buddyzmu Diamentowej Drogi w Polsce
Nauki o buddyzmie Diamentowej Drogi zostały przeniesione na Zachód z Dalekiego Wschodu w latach
70-tych przez Duńczyka, Lamę Ole Nydahla oraz jego żonę Hannah na prośbę tybetańskiego Lamy – XVI
Karmapy. Od 35 lat są obecne również w Polsce.
„Ośrodek w Krakowie jest najstarszym polskim ośrodkiem buddyzmu Diamentowej Drogi. Działa od 1976
roku – daty pierwszej wizyty naszego głównego nauczyciela, Lamy Ole Nydahla. Obecnie mamy ponad 70
ośrodków buddyjskich w całym kraju. Można w nich uzyskać podstawowe informacje o buddyzmie oraz
wziąć udział w prowadzonej w języku polskim medytacji” – mówi przewodniczący Buddyjskiego Związku
Diamentowej Drogi linii Karma Kagyu Marek Rosiński.

2011-10-09 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Góry

Koniec jesieni w Tatrach

przez Albin Marciniak 2011-10-08
Napisane przez Albin Marciniak

Pożegnanie Tatrzańskiej Jesieni
To był ostatni pogodny weekend tej jesieni w Tatrach. Kolejne dni będą zapewne pochmurne i z opadami śniegu zwiększającymi grubość pokrywy nie tylko w partiach szczytowych Tatr. W niedzielę przy słonecznej pogodzie amatorów pieszych wędrówek było całkiem sporo ale szlaki powyżej linii lasów były mocno oblodzone. W partiach szczytowych warunki sąbardzo trudne wymagające dużych umiejętności w poruszaniu się w takich warunkach. Nie przeszkadzało to jednak w podziwianiu piękna Tatr z każdej perspektywy. A widoki były fantastyczne.

 
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/79577938DSC_7519-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7958DSC_7304-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7959DSC_7484-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7960DSC_7412-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7961DSC_7573-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7962DSC_7570-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7963DSC_7564-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7964DSC_7552-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7965DSC_7549-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7966DSC_7558-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7968DSC_7543-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7970DSC_7561-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7972DSC_7531-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7973DSC_7567-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7975DSC_7382-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7977DSC_7427-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7978DSC_7343-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7979DSC_7360-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7980DSC_7509-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7981DSC_7502-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7982DSC_7506-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7983DSC_7490-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7984DSC_7493-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7985DSC_7487-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7987DSC_7433-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7990DSC_7478-HDR(3)-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7992DSC_0438-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7994DSC_0440-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7995DSC_0441-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7996DSC_0444-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7997DSC_0210-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7998DSC_0443-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/7999DSC_0431-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/8000DSC_0423-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/8001DSC_0427-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/8002DSC_0426-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/8004DSC_0421-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/8007DSC_0434-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/8008DSC_0433-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/8009DSC_0432-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/8010DSC_0407-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/8012DSC_0429-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/8013DSC_0437-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/8014DSC_0403-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/8015DSC_0370-HDR-1.JPG
 
http://alejapodroznikow.org.pl/images/stories/relacje/tatry_koniec.jesieni/8016DSC_0351-HDR-1.JPG


zapraszamy także do innych galerii Tatr

alt

 

2011-10-08 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Francja

Prowansja pachnąca lawendą

przez Klub Podróżników 2011-10-07
Napisane przez Klub Podróżników
CIMG2534
 

PROWANSJA PACHNĄCA LAWENDĄ

Katarzyna Krawiec
(relacja konkursowa)
 
Dzień 1
Wyjeżdżamy z Uster. Nie zapowiada się zbyt przyjemnie bo widać długą wstążkę samochodów jadących do Zurychu. Na razie jeszcze nie jest gorąco, ale pewnie szybko się to zmieni. Decydujemy się omijać płatne autostrady  i jechać routes nationales , wzdłuż autostrad , których zaletą jest to, że nie są płatne i oferują przepiękne widoki. Są jednak dłuższe: o wiele dłuższe. Poruszamy się w żółwim tempie i często na odcinku kilkudziesięciu kilometrów jesteśmy jedynymi podróżującymi… Za niedługo będziemy krążyć, krążyć i …. Krążyć. Fakt, w minutę po przekroczeniu granicy zaczynają się ronda. Fela (nasz GPS) nie nadąża z informacjami, a my za Felą. Wjeżdżamy do krainy rond. Przejechałyśmy może z 6 km a minęłyśmy może ze 6 rond. Jak do tej pory. Postanowiłam więc je liczyć i do końca drogi wyszło… 59. Niezły wynik. Trzeba przyznać, że ronda we Francji są o wiele ładniejsze niż te w Szwajcarii. Są udekorowane, ukwiecone, a w Szwajcarii po prostu na środku drogi usypano kupę kamieni i … jest rondo.
Z utęsknieniem patrzymy na autostradę, po której śmigają ci szczęśliwcy, którzy nie byli tak skąpi jak my by zapłacić parę euro więcej
Przejeżdżamy przez Grenoble. Droga niezła, ale Alpy nie dają za wygraną. Jedziemy otoczone z czterech stron przez górskie szczyty, gdzieniegdzie ośnieżone. Zakręt na zakręcie.
Zbliżamy się powoli do Mison, zostało nam kilkadziesiąt kilometrów, a góry nie znikają. Nie błądzimy zbyt długo i w końcu dojeżdżamy na miejsce przeznaczenia. Wioska składa się może z 4 domów a reszta to sady jabłkowe, pola (niestety nie lawendy) i … góry.
Pierwsze odkrycie: Prowansja jest GÓRZYSTA. Nie jest płaska. Jakoś inaczej sobie ją wyobrażałam . Wprawdzie domyślałam się, że nie będzie to równina, ale Alpy?!
GDZIE LAWENDA?
Trafiamy w końcu na miejsce. Olivier i Chantal, nasi gospodarze, są przemili.

Przy wejściu rośnie olbrzymia lipa. Pachnie już z daleka. Urzęduje w niej cała chmara pszczół, brzęczą jak szalone. Cała, pijana radością życia orkiestra symfoniczna. Monotonne mruczando towarzyszy nam przez cały posiłek. Zapach lipy zresztą też.

Słyszę też cykady. Olivier wprawdzie mówi, że to „grillons”, świerszcze, na cykady jeszcze trochę za wcześnie, śpiewają w dzień, gdy temperatura jest wyższa niż 23 stopnie, ale ja i tak wiem swoje . To muszą być cykady. Jesteśmy przecież w Prowansji, prawda? A cykada to urzędowy owad tego regionu .
 
Dzień 4
Wczoraj nie potrafiłyśmy się zdecydować gdzie jechać. Do naszego, zresztą dość już napiętego planu, Chantal i Olivier dodali jeszcze swoje propozycje… Kompletnie nie wiem co wybrać. Chciałabym pojechać wszędzie, zobaczyć wszystko a czas nam nie pozwala. Nawet już nie pieniądze, tylko ten cholerny czas…. Dlaczego mamy go tak mało?!!
W końcu wybieramy Grand Canyon de Verdon  – Wielki Kanion rzeki Verdon, podobno po Wielkim Kanionie Kolorado, największy w Europie. Jedziemy drogą N 85, słynną Droga Napoleona, którą przebył w roku 1815 po ucieczce z Elby, aby jeszcze na 100 dni stać się cesarzem Francuzów. Niedaleko znajduje się malutka wioska Moustiers Ste Marie, uroczo wkomponowana w skały. Zostawiamy samochód na dolnym parkingu  i pniemy się mozolnie w górę. Po drodze przyglądamy się wąskim uliczkom, wąskim jezdniom i zeszłowiecznym domom, którym pewne zaniedbanie dodaje jedynie uroku. Na dworze trwa słoneczna wibracja. Powietrze pachnie upałem, po drodze mijają nas stadka Niemców, którzy coś tam szwargoczą w swoim języku.
Widać, że miasteczko jest już bardziej znane. Zresztą leży na trasie do Canyonu, który każdy szanujący się turysta w Prowansji zobaczyć musi.
Z Moustiers Ste Marie jedziemy na podbój Wielkiego Kanionu Verdon. Zaczyna się tuż za miasteczkiem jeziorem Ste Croix (Świętego Krzyża). Woda niebieska jak chaber, jak niebo. Kolor intensywny, gęsty, jaskrawy. Krajobraz wygląda jak obrazek gotowy do powieszenia na ścianę. Jak tu oderwać się od takiego widoku? Zatrzymujemy się na kolejnych wirażach fotografując jezioro z coraz to innej perspektywy (i wysokości). Nie mamy na to jednak zbyt dużo czasu: trzeba zrobić miejsce innym amatorom spragnionym tego widoku. A jest co podziwiać: zielona wstążka rzeki Verdon , z początku dosyć szeroka, a potem cienka jak niteczka, wije się na dole otoczona przez skalny wąwóz. Obrazek dokładnie taki sam jak w przewodniku, a może nawet lepszy, bo widziany na własne oczy… W miasteczku ST Paloud-du-Verdon wjeżdżamy na Route des Cretes , widowiskową drogę, z której najlepiej widać Kanion. Jedziemy często o kilka centymetrów od skał  Droga, a raczej ścieżka wije się wzdłuż olbrzymiej przepaści. Jeśli nie spadniemy – obiecuję odmówić ze trzy zdrowaśki. Albo nawet cztery.
Nie spadłyśmy.
W drodze jeszcze zahaczyłyśmy o Sisteron  – warowne miasteczko wykute w skale (a jakże). Miasteczko nazywane „Wrotami Prowansji” jest usytuowane na wysokości 485 mnpm, na drodze Napoleona, nad brzegiem rzeki Durance.
Zrobiłyśmy sobie piknik przed jedną trzech chyba baszt i wróciłyśmy do domu.
Lawenda nieśmiało zaczyna kwitnąć. Powoli, powoli na polach robi się fioletowo. Po drodze do Kanionu widziałyśmy jej trochę. Poczekamy parę dni. Może się ośmieli i pola wypełnią się fioletem. Jej zapach unosi się już jednak delikatnie w powietrzu. Fioletowy, delikatny, lekko słodkawy. Nie narzuca się, nie drażni, nie pcha do nosa… Trzeba go poszukać.
Żałuję, że nie jestem obdarzona bardziej wrażliwym zmysłem powonienia…
Dzień 8
Dzisiaj jedziemy do niewielkiej wioski Pontis, oddalonej o około 7 km, gdzie mamy nadzieję odnaleźć demoiselles coiffees – „uczesane panienki”, które są niczym innym jak tylko stalaktopodobnymi wykwitami skalnymi .
Mijamy urocze miasteczko, a raczej wioskę (2 domy i kościółek) Pontis i … Panienek nie widać. Według mapy powinny gdzieś tu być. Zostawiamy auto na mikroskopijnym parkingu przed kościołem i wyruszamy na poszukiwanie kamiennych piękności. Spacer po upale (do góry oczywiście) do najprzyjemniejszych nie należy. Toniemy w letnim skwarze. Słońce leje żar na omdlałe drzewa, suche chwasty i dwie sylwetki pnące się mozolnie w górę. Wyprażone w słońcu rośliny mają zaskakująco matowy, oliwkowozielony , pastelowy kolor. Idziemy, idziemy… Panienek ani śladu. Spotkana po drodze dobra dusza radzi, aby podjechać ze 2 kilometry samochodem, zatrzymać się przy betonowym słupku , wychylić i … panienki będą nasze. Wracamy więc i kontynuujemy naszą podróż autem. Z trudem zakręcamy, wykręcamy szyje, wytrzeszczamy oczy … nadal ani śladu panienek. Napotkana para Francuzów też nie ma pojęcia gdzie szukać tych dam. Oni również błądzą w nadziei zobaczenia nieruchomych postaci. Żegnamy się z życzeniem spotkania się przy panienkach.
Trudno. Decydujemy się zawrócić. Jedziemy na dół i nagle… widzimy nic innego jak tylko poszukiwane skałki. Są jednak prawie niewidoczne, z 10 km od nas i wcale nie są imponujące. Zjeżdżamy drogą i kierując się tym razem drogowskazami zjeżdżamy na parking, gdzie cykamy kilka fotek w objęciach panienek.
Czas na posiłek. Zatrzymujemy się w jeszcze mniejszym miasteczku Lauzet-Ubaye, gdzie są 3 domy, kościół kościół … hotel (!!). Ciekawe po co? Wszystkie sklepy są zamknięte, mieszkańców, ani turystów nie widać, w witrynach spotykamy jedynie pajęczyny i śpiące pająki. Miasteczko – widmo. Udaje nam się kupić napoje w hotelu i mamy całkiem przyjemny piknik nad brzegiem małego jeziorka .
W drodze powrotnej natykamy się całkiem przypadkowo na drogowskaz wskazujący następne „uczesane panienki”. Wiemy o ich istnieniu, sprawdzałyśmy na mapie, są niedaleko miejscowości Theus, ale po męczących poszukiwaniach tych pierwszych, sprawa drugich jakoś za obopólną zgodą jakoś przycichła… No ale jeśli mamy już drogowskaz… Skoro są po drodze zobaczymy również i te piękności. To tylko … 5 kilometrów. Co to dla nas? Nie pisało co prawda, że znajdują się one na wysokości chyba 2000 metrów! Do dróg pełnych zawijasów już zdążyłyśmy się przyzwyczaić, ale te są kręte jak rogi muflona i wąskie jak wstążka.
Po drodze mijamy pola pełne maków i jakiegoś fioletowego kwiecia (nie lawendy, niestety). Wyglądają one jak dzieło artysty malarza. Szalonego impresjonisty, który dysponował farbami w jedynie dwóch kolorach: czerwonym i niebieskim i chlapał tymi kolorami jak popadło, w sposób niezorganizowany, chaotyczny i nieprzemyślany, malując jeszcze dodatkowo gdzieniegdzie jasne bryły snopków siana .
W końcu, chyba po 20 km SĄ. Balują sobie w miejscu nazwanym Salle de bal” – sala balowa. Jest ich chyba więcej niż w Pontis, w każdym razie są jaśniejsze i widzimy je z bliska. Te Panie są w dosyć zaawansowanym wieku. Najstarsze dochodzą do 30 000 lat. Fajne są, każda inna: jedne szczupłe, inne z wyraźną kamienną nadwagą, a jeszcze inne wyglądają jak wiedźmy pokryte brodawkami. Fakt faktem wszystkie są „uczesane”. Na szczycie każdej kolumny spoczywa kamienny kok.
Dzień 9
Dzisiaj „lawendowy” dzień. Wyruszamy na poszukiwanie lawendy. Przed nami Sault , Gordes i Roussillon. Miasteczka z pierwszych stron przewodników, jedne z najpiękniejszych we Francji, otoczone polami lawendy. Tak przynajmniej piszą. A jak będzie – zobaczymy.
Przejeżdżamy przez przełęcz Gorges de la Meouge . Znowu serpentyny  wijące się jak węże, przepaście, których dna nie widać. Tak jest do samego Sault. Lawendy jest bardzo dużo, pola ciągną się po prawej i po lewej stronie. Od razu widać, że Sault jest jednym z głównych producentów fioletowej rośliny. Lawendowy raj ciągnie się aż do murów miasteczka. Szkoda tylko, że fioletowa zazwyczaj lawenda jest… ZIELONA !!  Gdzieniegdzie nieśmiało pokazują się fioletowe kwiatuszki, ale daleko im do intensywnej barwy fioletu krzyczącej z każdej pocztówki. Musimy się nieźle nagimnastykować, żeby pod odpowiednim kątem, w odpowiednim oświetleniu i z odpowiedniej odległości wydobyć z zielonych pędów trochę fioletowego uśmiechu.
Na pocieszenie kupuję sobie mydełka i saszetki lawendy. Sprzedawca w sklepie informuje, że lawenda w pełni zakwitnie za około 7-10 dni. Tylko, że my niestety wtedy będziemy już w Polsce.
Następny punkt programu: Gordes. To około 80 km od Sault. Zatrzymujemy się od czasu do czasu przy polach gdzie lawenda nieco pośpieszyła się z kwitnięciem i robimy zdjęcia. W końcu Prowansja to lawenda… Chociaż pomału zaczynam zmieniać zdanie. Prowansja to WSZYSTKO. Góry, jeziora, plaże, maki, lawenda… Wszystko
Przed nami pojawia się Gordes. Rzeczywiście miasteczko sprawia wrażenie zawieszonego między niebem a ziemią. Z daleka wygląda jak wielka, postrzępiona skała, dopiero kiedy podjeżdżamy bliżej można rozróżnić poszczególne kontury zabudowań. BAJKA. Brakuje tylko księżniczki na wieży (wieża na pewno by się znalazła) i rycerza przybywającego na ratunek. Po drodze zabieramy parę autostopowiczów, którzy jadą bardziej na południe. Za bardzo nie możemy im pomóc, podwozimy ich tylko do Gordes, dalej muszą radzić sobie sami.
Od razu widać, że miasteczko jest turystyczne. Kręte uliczki, stare domy… Gdyby nie turyści, można by powiedzieć, że czas się tu zatrzymał: XIII, XIV wiek zaklęty w kamiennych murach. Znajdujemy jedną wyjątkowo urokliwą uliczkę: słońce wypełnia ją jak złocisty miód butelkę i zatapia wszystko w brzoskwiniowej pozłocie, niestety wcale nie orzeźwiającej jak wspomniany owoc… Oczywiście przerwa na zdjęcia.
Decydujemy się na Abbaye de Senanque, cysterskie opactwo, podobno jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w Prowansji, na równi z lawendą . To również niedaleko, jakieś 3,4 kilometry od Gordes. Z daleka widzimy już zaparkowane  samochody, więc na pewno trafimy bez trudu.
Jest. Wyrasta nagle pomiędzy płaskowyżem Vaucluse, polami lawendy  i polami pierzastego, złotego zboża. Widoczek rzeczywiście pocztówkowy. Opactwo można zwiedzać, żyje tam sobie jeszcze w spokoju paru mnichów, którzy żyją z uprawy lawendy, wyrobu miodu i …. turystów oczywiście. Nie widziałyśmy żadnego, pewnie o tej porze odprawiali swoje modły .

Wracając z opactwa Senanque, na wpół uduszone od upału i prawie ślepe od białego żwiru ( i kurzu) na drodze, instalujemy się w rozpalonym, niebieskim , blaszanym pudełku i jedziemy na podbój Roussillon, oddalonego o około 20 km (wg Feli) a 14 km wg drogowskazów. Za parę minut widzimy już wyrastające z ziemi czerwone skałki ochry . Jak dla mnie wyglądają mało romantycznie: jak kawałki wątroby – ale potem z bliska musze przyznać, że są naprawdę ładne.

Co zobaczyłyśmy w miasteczku… O tym już opowiem innym razem

co niestety potem okazało się być niezbyt dobrą decyzją

to też nie do końca prawda: routes nationales czasami rzeczywiście biegły wzdłuż autostrad, najczęściej jednak owijały autostradę jak bluszcz z prawa i lewa, tak że droga wydłużała się niemiłosiernie…

może nie parę euro. Sam przejazd przez tunel Mont Blanc kosztuje 37 euro, a autostrada Słońca łącząca Grenoble z Niceą – około 30 euro
wprawdzie zawsze czytałam, że „lawenda rośnie na stokach”, ale jakoś nigdy nie skojarzyłam tego z górzystym krajobrazem…
tak naprawdę to są Alpy, ale w odróżnieniu od Alp wysokich, nazywane są Les Alpes de Haute Provence (Alpy Górnej Prowansji) , lub Les Alpilles – Alpiki?
Olivier jednak miał rację. Dźwięku cykad nie da się porównać (i pomylić) z niczym innym. O tym mamy okazję przekonać się dopiero na Lazurowym Wybrzeżu
podobna jest do spłaszczonej muchy, nie grzeszy urodą. Jej podobiznę wykonaną w metalu, plastiku, papierze a nawet … mydle, spotykamy wszędzie do końca naszej podróży.
Odległość od Les Coudoulets, miejsca gdzie mieszkamy, około 82 kilometrów. W Prowansji jednak nie oblicza się odległości na kilometry, ale na czas, który potrzeba aby ją przebyć. Po dzisiejszym dniu już wiemy dlaczego: na przebycie około 50 km potrzebne są 2,3 godziny a to dlatego, że jechać trzeba bardzo ostrożnie ponieważ szosa wije się stromo w górę, trzeba uważać na zakrętach, a poza tym TRZEBA zatrzymywać się w wyznaczonych punktach widokowych na podziwianie krajobrazów. OBOWIĄZKOWO.
Tym razem to dobry pomysł. Trzeba trochę podejść do góry, to fakt, ale w centrum miasteczka trudno znaleźć jakiekolwiek wolne miejsce na parking.
Droga nie należy do łatwych, jest wąska, kręta, miejsca widokowe są liczne, ale niezbyt duże: kierowcy często zostawiają samochody na poboczu, co stwarza dodatkowe niebezpieczeństwo
Verdon – znaczy po prowansalsku „dar zieleni”

to nie jedyna droga, ale podobno z tej właśnie roztaczają się najpiękniejsze widoki. „Crete” znaczy po polsku urwisko, gzyms.

Prowansja 230 mln lat temu jest pokryta przez morze, osady na dnie morza kumulują się, spiętrzają i w postaci białego wapienia obecnie możemy je teraz podzwiać. Z białego wapienia zbudowane są skały Kanionu Verdon, Mont Ventoux a także wzgórza Luberon
Do Sisteron będziemy jeszcze wracać ze dwa razy. Blisko Mison, ok. 7 kilometrów
W morenach (mieszaninie drewna, piasku, kamyczków i skał ) pozostawionych przez lodowce erozja jest zatrzymana przez skały, które chronią kolumnę i powodują powstanie „panienek”
Iza się uparła, że dalej drogi nie ma i trzeba iść piechotą. NIEPRAWDA!!
Nic dziwnego, są to bowiem drzewka oliwne
kolejny typowy „towar” Prowansji: jezioro. To kraina tysiąca jezior mniejszych… rond, mniejszych i większych. Każda najmniejsza wioseczka ma kościół, hotel i obowiązkowo jezioro czy jeziorko  oraz rondo dekorowane czasem w najdziwniejszy sposób.
to były raczej okrągłe bele, dla celów fotografii artystycznej chciałam się na jedną z nich wdrapać, ale nie dałam rady
po prostu kamień
jeden z największym producentów lawendy
Gorge to po francusku gardło
na jednej z takich serpentyn mamy bliskie spotkanie z samochodem, którego kierowca chciał sobie skrócić zakręt i trochę wjechał na nasz pas. Obyło się jednak tylko na strachu.
Po powrocie okazało się, że nasza ogródkowa lawenda kwitnie fioletem, aż kłuje w oczy. I jak tu nie powiedzieć, że świat stanął na głowie?
Robactwo niestety też i to w nadmiarze
prawda, przechodząc obok sklepików z pamiątkami ZAWSZE wypatrzyłyśmy pocztówkę z cysterskim opactwem.
Wszędzie i byle jak. Nie trzeba się potem dziwić, że samochody Prowansalczyków są w takim kiepskim stanie: noszą ślady licznych kolizji i „spotkań trzeciego stopnia”.
Tym razem ta była NAPRAWDĘ fioletowa
buissness jednak równie dobrze im wychodzi: Iza zgubiła się chyba na godzinę w butiku i wyszła stamtąd taszcząc jakieś pocztówki, książeczki itp
naturalna skała pylasta o barwie od żółtej do brązowej. Powstaje przez zmieszanie glinokrzemianów i substancji barwnych, głównie tlenków żelaza. Ilość i rozdrobnienie tlenków wpływa na uzyskaną barwę.

CIMG2534

CIMG2674

CIMG2822

CIMG2909

CIMG2930

CIMG3246

CIMG3259

CIMG3560

CIMG3687

CIMG3819

CIMG3900

CIMG3930

CIMG3214 (2)

2011-10-07 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Francja

Prowansja pachnąca lawendą

przez Klub Podróżników 2011-10-07
Napisane przez Klub Podróżników
CIMG2534
 

PROWANSJA PACHNĄCA LAWENDĄ

Katarzyna Krawiec
(relacja konkursowa)
 
Dzień 1
Wyjeżdżamy z Uster. Nie zapowiada się zbyt przyjemnie bo widać długą wstążkę samochodów jadących do Zurychu. Na razie jeszcze nie jest gorąco, ale pewnie szybko się to zmieni. Decydujemy się omijać płatne autostrady  i jechać routes nationales , wzdłuż autostrad , których zaletą jest to, że nie są płatne i oferują przepiękne widoki. Są jednak dłuższe: o wiele dłuższe. Poruszamy się w żółwim tempie i często na odcinku kilkudziesięciu kilometrów jesteśmy jedynymi podróżującymi… Za niedługo będziemy krążyć, krążyć i …. Krążyć. Fakt, w minutę po przekroczeniu granicy zaczynają się ronda. Fela (nasz GPS) nie nadąża z informacjami, a my za Felą. Wjeżdżamy do krainy rond. Przejechałyśmy może z 6 km a minęłyśmy może ze 6 rond. Jak do tej pory. Postanowiłam więc je liczyć i do końca drogi wyszło… 59. Niezły wynik. Trzeba przyznać, że ronda we Francji są o wiele ładniejsze niż te w Szwajcarii. Są udekorowane, ukwiecone, a w Szwajcarii po prostu na środku drogi usypano kupę kamieni i … jest rondo.
Z utęsknieniem patrzymy na autostradę, po której śmigają ci szczęśliwcy, którzy nie byli tak skąpi jak my by zapłacić parę euro więcej
Przejeżdżamy przez Grenoble. Droga niezła, ale Alpy nie dają za wygraną. Jedziemy otoczone z czterech stron przez górskie szczyty, gdzieniegdzie ośnieżone. Zakręt na zakręcie.
Zbliżamy się powoli do Mison, zostało nam kilkadziesiąt kilometrów, a góry nie znikają. Nie błądzimy zbyt długo i w końcu dojeżdżamy na miejsce przeznaczenia. Wioska składa się może z 4 domów a reszta to sady jabłkowe, pola (niestety nie lawendy) i … góry.
Pierwsze odkrycie: Prowansja jest GÓRZYSTA. Nie jest płaska. Jakoś inaczej sobie ją wyobrażałam . Wprawdzie domyślałam się, że nie będzie to równina, ale Alpy?!
GDZIE LAWENDA?
Trafiamy w końcu na miejsce. Olivier i Chantal, nasi gospodarze, są przemili.

Przy wejściu rośnie olbrzymia lipa. Pachnie już z daleka. Urzęduje w niej cała chmara pszczół, brzęczą jak szalone. Cała, pijana radością życia orkiestra symfoniczna. Monotonne mruczando towarzyszy nam przez cały posiłek. Zapach lipy zresztą też.

Słyszę też cykady. Olivier wprawdzie mówi, że to „grillons”, świerszcze, na cykady jeszcze trochę za wcześnie, śpiewają w dzień, gdy temperatura jest wyższa niż 23 stopnie, ale ja i tak wiem swoje . To muszą być cykady. Jesteśmy przecież w Prowansji, prawda? A cykada to urzędowy owad tego regionu .
 
Dzień 4
Wczoraj nie potrafiłyśmy się zdecydować gdzie jechać. Do naszego, zresztą dość już napiętego planu, Chantal i Olivier dodali jeszcze swoje propozycje… Kompletnie nie wiem co wybrać. Chciałabym pojechać wszędzie, zobaczyć wszystko a czas nam nie pozwala. Nawet już nie pieniądze, tylko ten cholerny czas…. Dlaczego mamy go tak mało?!!
W końcu wybieramy Grand Canyon de Verdon  – Wielki Kanion rzeki Verdon, podobno po Wielkim Kanionie Kolorado, największy w Europie. Jedziemy drogą N 85, słynną Droga Napoleona, którą przebył w roku 1815 po ucieczce z Elby, aby jeszcze na 100 dni stać się cesarzem Francuzów. Niedaleko znajduje się malutka wioska Moustiers Ste Marie, uroczo wkomponowana w skały. Zostawiamy samochód na dolnym parkingu  i pniemy się mozolnie w górę. Po drodze przyglądamy się wąskim uliczkom, wąskim jezdniom i zeszłowiecznym domom, którym pewne zaniedbanie dodaje jedynie uroku. Na dworze trwa słoneczna wibracja. Powietrze pachnie upałem, po drodze mijają nas stadka Niemców, którzy coś tam szwargoczą w swoim języku.
Widać, że miasteczko jest już bardziej znane. Zresztą leży na trasie do Canyonu, który każdy szanujący się turysta w Prowansji zobaczyć musi.
Z Moustiers Ste Marie jedziemy na podbój Wielkiego Kanionu Verdon. Zaczyna się tuż za miasteczkiem jeziorem Ste Croix (Świętego Krzyża). Woda niebieska jak chaber, jak niebo. Kolor intensywny, gęsty, jaskrawy. Krajobraz wygląda jak obrazek gotowy do powieszenia na ścianę. Jak tu oderwać się od takiego widoku? Zatrzymujemy się na kolejnych wirażach fotografując jezioro z coraz to innej perspektywy (i wysokości). Nie mamy na to jednak zbyt dużo czasu: trzeba zrobić miejsce innym amatorom spragnionym tego widoku. A jest co podziwiać: zielona wstążka rzeki Verdon , z początku dosyć szeroka, a potem cienka jak niteczka, wije się na dole otoczona przez skalny wąwóz. Obrazek dokładnie taki sam jak w przewodniku, a może nawet lepszy, bo widziany na własne oczy… W miasteczku ST Paloud-du-Verdon wjeżdżamy na Route des Cretes , widowiskową drogę, z której najlepiej widać Kanion. Jedziemy często o kilka centymetrów od skał  Droga, a raczej ścieżka wije się wzdłuż olbrzymiej przepaści. Jeśli nie spadniemy – obiecuję odmówić ze trzy zdrowaśki. Albo nawet cztery.
Nie spadłyśmy.
W drodze jeszcze zahaczyłyśmy o Sisteron  – warowne miasteczko wykute w skale (a jakże). Miasteczko nazywane „Wrotami Prowansji” jest usytuowane na wysokości 485 mnpm, na drodze Napoleona, nad brzegiem rzeki Durance.
Zrobiłyśmy sobie piknik przed jedną trzech chyba baszt i wróciłyśmy do domu.
Lawenda nieśmiało zaczyna kwitnąć. Powoli, powoli na polach robi się fioletowo. Po drodze do Kanionu widziałyśmy jej trochę. Poczekamy parę dni. Może się ośmieli i pola wypełnią się fioletem. Jej zapach unosi się już jednak delikatnie w powietrzu. Fioletowy, delikatny, lekko słodkawy. Nie narzuca się, nie drażni, nie pcha do nosa… Trzeba go poszukać.
Żałuję, że nie jestem obdarzona bardziej wrażliwym zmysłem powonienia…
Dzień 8
Dzisiaj jedziemy do niewielkiej wioski Pontis, oddalonej o około 7 km, gdzie mamy nadzieję odnaleźć demoiselles coiffees – „uczesane panienki”, które są niczym innym jak tylko stalaktopodobnymi wykwitami skalnymi .
Mijamy urocze miasteczko, a raczej wioskę (2 domy i kościółek) Pontis i … Panienek nie widać. Według mapy powinny gdzieś tu być. Zostawiamy auto na mikroskopijnym parkingu przed kościołem i wyruszamy na poszukiwanie kamiennych piękności. Spacer po upale (do góry oczywiście) do najprzyjemniejszych nie należy. Toniemy w letnim skwarze. Słońce leje żar na omdlałe drzewa, suche chwasty i dwie sylwetki pnące się mozolnie w górę. Wyprażone w słońcu rośliny mają zaskakująco matowy, oliwkowozielony , pastelowy kolor. Idziemy, idziemy… Panienek ani śladu. Spotkana po drodze dobra dusza radzi, aby podjechać ze 2 kilometry samochodem, zatrzymać się przy betonowym słupku , wychylić i … panienki będą nasze. Wracamy więc i kontynuujemy naszą podróż autem. Z trudem zakręcamy, wykręcamy szyje, wytrzeszczamy oczy … nadal ani śladu panienek. Napotkana para Francuzów też nie ma pojęcia gdzie szukać tych dam. Oni również błądzą w nadziei zobaczenia nieruchomych postaci. Żegnamy się z życzeniem spotkania się przy panienkach.
Trudno. Decydujemy się zawrócić. Jedziemy na dół i nagle… widzimy nic innego jak tylko poszukiwane skałki. Są jednak prawie niewidoczne, z 10 km od nas i wcale nie są imponujące. Zjeżdżamy drogą i kierując się tym razem drogowskazami zjeżdżamy na parking, gdzie cykamy kilka fotek w objęciach panienek.
Czas na posiłek. Zatrzymujemy się w jeszcze mniejszym miasteczku Lauzet-Ubaye, gdzie są 3 domy, kościół kościół … hotel (!!). Ciekawe po co? Wszystkie sklepy są zamknięte, mieszkańców, ani turystów nie widać, w witrynach spotykamy jedynie pajęczyny i śpiące pająki. Miasteczko – widmo. Udaje nam się kupić napoje w hotelu i mamy całkiem przyjemny piknik nad brzegiem małego jeziorka .
W drodze powrotnej natykamy się całkiem przypadkowo na drogowskaz wskazujący następne „uczesane panienki”. Wiemy o ich istnieniu, sprawdzałyśmy na mapie, są niedaleko miejscowości Theus, ale po męczących poszukiwaniach tych pierwszych, sprawa drugich jakoś za obopólną zgodą jakoś przycichła… No ale jeśli mamy już drogowskaz… Skoro są po drodze zobaczymy również i te piękności. To tylko … 5 kilometrów. Co to dla nas? Nie pisało co prawda, że znajdują się one na wysokości chyba 2000 metrów! Do dróg pełnych zawijasów już zdążyłyśmy się przyzwyczaić, ale te są kręte jak rogi muflona i wąskie jak wstążka.
Po drodze mijamy pola pełne maków i jakiegoś fioletowego kwiecia (nie lawendy, niestety). Wyglądają one jak dzieło artysty malarza. Szalonego impresjonisty, który dysponował farbami w jedynie dwóch kolorach: czerwonym i niebieskim i chlapał tymi kolorami jak popadło, w sposób niezorganizowany, chaotyczny i nieprzemyślany, malując jeszcze dodatkowo gdzieniegdzie jasne bryły snopków siana .
W końcu, chyba po 20 km SĄ. Balują sobie w miejscu nazwanym Salle de bal” – sala balowa. Jest ich chyba więcej niż w Pontis, w każdym razie są jaśniejsze i widzimy je z bliska. Te Panie są w dosyć zaawansowanym wieku. Najstarsze dochodzą do 30 000 lat. Fajne są, każda inna: jedne szczupłe, inne z wyraźną kamienną nadwagą, a jeszcze inne wyglądają jak wiedźmy pokryte brodawkami. Fakt faktem wszystkie są „uczesane”. Na szczycie każdej kolumny spoczywa kamienny kok.
Dzień 9
Dzisiaj „lawendowy” dzień. Wyruszamy na poszukiwanie lawendy. Przed nami Sault , Gordes i Roussillon. Miasteczka z pierwszych stron przewodników, jedne z najpiękniejszych we Francji, otoczone polami lawendy. Tak przynajmniej piszą. A jak będzie – zobaczymy.
Przejeżdżamy przez przełęcz Gorges de la Meouge . Znowu serpentyny  wijące się jak węże, przepaście, których dna nie widać. Tak jest do samego Sault. Lawendy jest bardzo dużo, pola ciągną się po prawej i po lewej stronie. Od razu widać, że Sault jest jednym z głównych producentów fioletowej rośliny. Lawendowy raj ciągnie się aż do murów miasteczka. Szkoda tylko, że fioletowa zazwyczaj lawenda jest… ZIELONA !!  Gdzieniegdzie nieśmiało pokazują się fioletowe kwiatuszki, ale daleko im do intensywnej barwy fioletu krzyczącej z każdej pocztówki. Musimy się nieźle nagimnastykować, żeby pod odpowiednim kątem, w odpowiednim oświetleniu i z odpowiedniej odległości wydobyć z zielonych pędów trochę fioletowego uśmiechu.
Na pocieszenie kupuję sobie mydełka i saszetki lawendy. Sprzedawca w sklepie informuje, że lawenda w pełni zakwitnie za około 7-10 dni. Tylko, że my niestety wtedy będziemy już w Polsce.
Następny punkt programu: Gordes. To około 80 km od Sault. Zatrzymujemy się od czasu do czasu przy polach gdzie lawenda nieco pośpieszyła się z kwitnięciem i robimy zdjęcia. W końcu Prowansja to lawenda… Chociaż pomału zaczynam zmieniać zdanie. Prowansja to WSZYSTKO. Góry, jeziora, plaże, maki, lawenda… Wszystko
Przed nami pojawia się Gordes. Rzeczywiście miasteczko sprawia wrażenie zawieszonego między niebem a ziemią. Z daleka wygląda jak wielka, postrzępiona skała, dopiero kiedy podjeżdżamy bliżej można rozróżnić poszczególne kontury zabudowań. BAJKA. Brakuje tylko księżniczki na wieży (wieża na pewno by się znalazła) i rycerza przybywającego na ratunek. Po drodze zabieramy parę autostopowiczów, którzy jadą bardziej na południe. Za bardzo nie możemy im pomóc, podwozimy ich tylko do Gordes, dalej muszą radzić sobie sami.
Od razu widać, że miasteczko jest turystyczne. Kręte uliczki, stare domy… Gdyby nie turyści, można by powiedzieć, że czas się tu zatrzymał: XIII, XIV wiek zaklęty w kamiennych murach. Znajdujemy jedną wyjątkowo urokliwą uliczkę: słońce wypełnia ją jak złocisty miód butelkę i zatapia wszystko w brzoskwiniowej pozłocie, niestety wcale nie orzeźwiającej jak wspomniany owoc… Oczywiście przerwa na zdjęcia.
Decydujemy się na Abbaye de Senanque, cysterskie opactwo, podobno jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w Prowansji, na równi z lawendą . To również niedaleko, jakieś 3,4 kilometry od Gordes. Z daleka widzimy już zaparkowane  samochody, więc na pewno trafimy bez trudu.
Jest. Wyrasta nagle pomiędzy płaskowyżem Vaucluse, polami lawendy  i polami pierzastego, złotego zboża. Widoczek rzeczywiście pocztówkowy. Opactwo można zwiedzać, żyje tam sobie jeszcze w spokoju paru mnichów, którzy żyją z uprawy lawendy, wyrobu miodu i …. turystów oczywiście. Nie widziałyśmy żadnego, pewnie o tej porze odprawiali swoje modły .

Wracając z opactwa Senanque, na wpół uduszone od upału i prawie ślepe od białego żwiru ( i kurzu) na drodze, instalujemy się w rozpalonym, niebieskim , blaszanym pudełku i jedziemy na podbój Roussillon, oddalonego o około 20 km (wg Feli) a 14 km wg drogowskazów. Za parę minut widzimy już wyrastające z ziemi czerwone skałki ochry . Jak dla mnie wyglądają mało romantycznie: jak kawałki wątroby – ale potem z bliska musze przyznać, że są naprawdę ładne.

Co zobaczyłyśmy w miasteczku… O tym już opowiem innym razem

co niestety potem okazało się być niezbyt dobrą decyzją

to też nie do końca prawda: routes nationales czasami rzeczywiście biegły wzdłuż autostrad, najczęściej jednak owijały autostradę jak bluszcz z prawa i lewa, tak że droga wydłużała się niemiłosiernie…

może nie parę euro. Sam przejazd przez tunel Mont Blanc kosztuje 37 euro, a autostrada Słońca łącząca Grenoble z Niceą – około 30 euro
wprawdzie zawsze czytałam, że „lawenda rośnie na stokach”, ale jakoś nigdy nie skojarzyłam tego z górzystym krajobrazem…
tak naprawdę to są Alpy, ale w odróżnieniu od Alp wysokich, nazywane są Les Alpes de Haute Provence (Alpy Górnej Prowansji) , lub Les Alpilles – Alpiki?
Olivier jednak miał rację. Dźwięku cykad nie da się porównać (i pomylić) z niczym innym. O tym mamy okazję przekonać się dopiero na Lazurowym Wybrzeżu
podobna jest do spłaszczonej muchy, nie grzeszy urodą. Jej podobiznę wykonaną w metalu, plastiku, papierze a nawet … mydle, spotykamy wszędzie do końca naszej podróży.
Odległość od Les Coudoulets, miejsca gdzie mieszkamy, około 82 kilometrów. W Prowansji jednak nie oblicza się odległości na kilometry, ale na czas, który potrzeba aby ją przebyć. Po dzisiejszym dniu już wiemy dlaczego: na przebycie około 50 km potrzebne są 2,3 godziny a to dlatego, że jechać trzeba bardzo ostrożnie ponieważ szosa wije się stromo w górę, trzeba uważać na zakrętach, a poza tym TRZEBA zatrzymywać się w wyznaczonych punktach widokowych na podziwianie krajobrazów. OBOWIĄZKOWO.
Tym razem to dobry pomysł. Trzeba trochę podejść do góry, to fakt, ale w centrum miasteczka trudno znaleźć jakiekolwiek wolne miejsce na parking.
Droga nie należy do łatwych, jest wąska, kręta, miejsca widokowe są liczne, ale niezbyt duże: kierowcy często zostawiają samochody na poboczu, co stwarza dodatkowe niebezpieczeństwo
Verdon – znaczy po prowansalsku „dar zieleni”

to nie jedyna droga, ale podobno z tej właśnie roztaczają się najpiękniejsze widoki. „Crete” znaczy po polsku urwisko, gzyms.

Prowansja 230 mln lat temu jest pokryta przez morze, osady na dnie morza kumulują się, spiętrzają i w postaci białego wapienia obecnie możemy je teraz podzwiać. Z białego wapienia zbudowane są skały Kanionu Verdon, Mont Ventoux a także wzgórza Luberon
Do Sisteron będziemy jeszcze wracać ze dwa razy. Blisko Mison, ok. 7 kilometrów
W morenach (mieszaninie drewna, piasku, kamyczków i skał ) pozostawionych przez lodowce erozja jest zatrzymana przez skały, które chronią kolumnę i powodują powstanie „panienek”
Iza się uparła, że dalej drogi nie ma i trzeba iść piechotą. NIEPRAWDA!!
Nic dziwnego, są to bowiem drzewka oliwne
kolejny typowy „towar” Prowansji: jezioro. To kraina tysiąca jezior mniejszych… rond, mniejszych i większych. Każda najmniejsza wioseczka ma kościół, hotel i obowiązkowo jezioro czy jeziorko  oraz rondo dekorowane czasem w najdziwniejszy sposób.
to były raczej okrągłe bele, dla celów fotografii artystycznej chciałam się na jedną z nich wdrapać, ale nie dałam rady
po prostu kamień
jeden z największym producentów lawendy
Gorge to po francusku gardło
na jednej z takich serpentyn mamy bliskie spotkanie z samochodem, którego kierowca chciał sobie skrócić zakręt i trochę wjechał na nasz pas. Obyło się jednak tylko na strachu.
Po powrocie okazało się, że nasza ogródkowa lawenda kwitnie fioletem, aż kłuje w oczy. I jak tu nie powiedzieć, że świat stanął na głowie?
Robactwo niestety też i to w nadmiarze
prawda, przechodząc obok sklepików z pamiątkami ZAWSZE wypatrzyłyśmy pocztówkę z cysterskim opactwem.
Wszędzie i byle jak. Nie trzeba się potem dziwić, że samochody Prowansalczyków są w takim kiepskim stanie: noszą ślady licznych kolizji i „spotkań trzeciego stopnia”.
Tym razem ta była NAPRAWDĘ fioletowa
buissness jednak równie dobrze im wychodzi: Iza zgubiła się chyba na godzinę w butiku i wyszła stamtąd taszcząc jakieś pocztówki, książeczki itp
naturalna skała pylasta o barwie od żółtej do brązowej. Powstaje przez zmieszanie glinokrzemianów i substancji barwnych, głównie tlenków żelaza. Ilość i rozdrobnienie tlenków wpływa na uzyskaną barwę.

CIMG2534

CIMG2674

CIMG2822

CIMG2909

CIMG2930

CIMG3246

CIMG3259

CIMG3560

CIMG3687

CIMG3819

CIMG3900

CIMG3930

CIMG3214 (2)

2011-10-07 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Spotkania, zloty, imprezy podróżników

Rajd Górski

przez Albin Marciniak 2011-10-04
Napisane przez Albin Marciniak


Klub Podróżników Śródziemie
rekomenduje

http://beskidtrek.pl/images/stories/remote/http--e-beskidy.com-images-stories-turystykon-Poznaj_Beskidy.jpg

II Rajd Górski Szlakami Beskidzkiej 5

19-20.XI.2011

Ogólnopolska Akcja „Poznaj Beskidy” serdecznie zaprasza na ogólnopolski II Rajd Górski Szlakami Beskidzkiej 5, który odbędzie się w dniach 19-20 listopada 2011 r. Wzorem poprzedniego Rajdu, który spotkał się z bardzo dobrymi ocenami uczestniczących w nim Turystów, trasy rajdowe wytyczyliśmy pięknymi widokowo szlakami. Tak jak w poprzednim, skalę trudności dobraliśmy w taki sposób, by mógł w rajdzie uczestniczyć każdy, bez względu na wiek, kondycję oraz umiejętności turystyczne. Wprowadziliśmy małe zmiany polegające na rywalizacji Uczestników tak, by wyróżnieni otrzymali pamiątkowe puchary i dyplomy.

Rajd rozpocznie się 19 listopada w Ustroniu, skąd górami Uczestnicy dojdą do Brennej, gdzie będą nocowali w pokojach z łazienkami. Wieczorem odbędzie się turystyczna impreza z konkursami i nagrodami przy ognisku połączona z pieczeniem kiełbasek. Drugiego dnia rano rajdowicze wyruszą na szlaki prowadzące do Wisły, gdzie wszyscy otrzymają ciepły turystyczny posiłek. W Wiśle na rynku odbędzie się uroczyste zakończenie Rajdu, wręczenie pucharów i dyplomów oraz pożegnanie Uczestników Rajdu. Rozpoczęcie i zakończenie Rajdu zaplanowano tak, by czas pasował do rozkładu jazdy pociągów. Tak jak na poprzednim Rajdzie, i tym razem będzie można zdobywać punkty do odznaki GOT.

Rajd będzie posiadał obsługę licencjonowanego przewodnika beskidzkiego.

Wszystkie informacje na temat rajdu oraz zgłoszenia prosimy kierować pod nr tel. 604 440 870 (Adam Groński) lub e-mailem na [email protected] .

http://beskidtrek.pl

http://beskidtrek.pl/images/stories/mat_do_art/2011/ii_rajd_szlakami_beskidzkiej5/program_rajdu.jpg

patronat medialny:

Beskidzkiego Serwisu Internetowego E-Beskidy.com

Beskidzki Serwis Internetowy E-Beskidy.com

Magazynu Turystyki Beskidzkiej Beskidtrek

Magazyn Turystyki Beskidzkiej Beskidtrek

Portalu Informacyjnego Gminy Brenna wBrennej.pl

Portal Informacyjny Gminy Brenna wBrennej.pl: Rozrywka, Turystyka, Kultura

Serwisu Społecznościowego Trail.pl

Serwis Społecznościowy Trail.pl - szlaki, mapy, GPS

Portalu BB365.info

BB365 - informacje Bielsko-Biała, Żywiec, Cieszyn, Pszczyna

Portalu Turystycznego Eskapadowcy.pl

Portal turystyczny - podróże, wakacje, turystyka, wyprawy, wycieczki - Eskapadowcy.pl

Portalu Turystycznego PolskaNaWakacjach.pl

Portal turystyczny PolskaNaWakacjach.pl
2011-10-04 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Podziemia

Schron kolejowy – tunel schronowy w Stępinie

przez Albin Marciniak 2011-09-30
Napisane przez Albin Marciniak
Schron Kolejowy Stępina 4
  Tunel schronowy w Stępinie to unikatowy zabytek II wojny światowej i jeden z czterech tego typu obiektów w Polsce. Powstał jako część kwatery głównej Hitlera „Anlage Süd” i do dziś zachwyca rozmachem oraz historią, którą można poznać, odwiedzając trasę turystyczną „Kwatera Dowodzenia”.
 
 
Schron Kolejowy Stępina 4
 
 

Wiosną 1940r. Naczelne Dowództwo Wojsk Lądowych hitlerowskiego Wermachtu wybrało Podkarpacie na lokalizację jednej z wysuniętych kwater dowodzenia, przygotowanych dla kierowania operacją zmierzającą do opanowania ZSRR. Jeden z głównych obiektów zlokalizowano we wsi Stępina. Prace budowlane rozpoczęto w lecie 1940r. Projektowanie i wykonawstwo spoczywało na największej niemieckiej organizacji budowlanej – Organizacji Todta.

 
 

 Schron Kolejowy Stępina 1

 

 Dla zamaskowania rzeczywistego przeznaczenia inwestycji, oficjalnie przedsięwzięcie zarejestrowano jako budowa jednego z zakładów dla berlińskiej firmy chemicznej „Askania – Werke”. Plac budowy objęty był ścisłą ochroną wojskowo-policyjną i dostęp do wznoszonych schronów żelbetonowych mieli tylko upoważnieni Niemcy. Łącznie zatrudnionych było ok. 3-6 tysięcy ludzi. Budowę zakończono w lecie 1941r.
Kompleks w Stępinie został zbudowany w latach 1940-1941 przez Organizację Todt. W jego skład wchodziło kilkadziesiąt obiektów o różnym przeznaczeniu (schrony, bunkry strażnicze, kwatery, budynki zaplecza technicznego itp.), z których zachowało się siedem budowli o konstrukcji żelbetowej, w tym największa z nich, naziemny tunel schronowy dla pociągów sztabowych Hitlera.
 
 
 
 
Schron Kolejowy Stępina 8
 
 
Tunel w Stępinie, nazywany schronem nr 1, ma 393 metry długości i ściany o grubości przekraczającej 2 metry; jego cechą charakterystyczną jest lekko łukowaty kształt, utrudniający bezpośrednie trafienie bombą lotniczą. Schron nr 1, zabezpieczony przed atakiem chemicznym za pomocą systemu śluz i urządzeń wentylacyjno-filtrujących, był połączony specjalnym podziemnym kanałem z tzw. schronem nr 2, również zachowanym, położonym w odległości 80 metrów i pełniącym funkcję zaplecza technicznego i magazynowego. W odległości 600 metrów od schronu kolejowego znajdowało się trawiaste lądowisko dla samolotów, obecnie częściowo zabudowane.
 
 
 

Schron Kolejowy Stępina 5

 
 
Na terenie dawnej kwatery Hitlera w Stępinie zachowało się również pięć żelbetowych schronów bojowych usytuowanych w różnych odległościach od tunelu (tzw. schrony nr 3-7); znajdują się one na gruntach prywatnych. Pierwotnie na terenie kompleksu stała także drewniana willa przeznaczona dla najwyższych rangą wojskowych przebywających na terenie kwatery. W czasie II wojny światowej całość kompleksu była silnie strzeżona; w celach maskujących prace budowlane w Stępinie zarejestrowano jako inwestycję firmy chemicznej „Askania Werke” z Berlina.
 
W dniach 27-28 sierpnia 1941 roku na terenie kwatery w Stępinie doszło do spotkania Hitlera z Benito Mussolinim; w tunelu schronowym zatrzymał się wówczas pociąg sztabowy Hitlera. W 1944 roku schrony w Stępinie były przez krótki okres użytkowane przez szpital polowy Armii Czerwonej. W późniejszym okresie przejęło je Ludowe Wojsko Polskie, które w latach 60. XX wieku wydzierżawiło schrony nr 1 i 2 Narodowemu Bankowi Polskiemu, a później Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej w Stępinie, która do 1990 roku wykorzystywała je jako część pieczarkarni. W 2000 roku schron nr 1 został wykreślony z ewidencji wojskowej i przekazany gminie Frysztak; pozostałe schrony skreślono z ewidencji wojskowej w latach 70. XX wieku.
 
 
 
Schron Kolejowy Stępina 2
 
 
Obecnie tunel schronowy w Stępinie pełni rolę atrakcji turystycznej i jest udostępniony do zwiedzania.
 
Jest obiektem unikatowym na skalę europejską. Wśród czterech niemieckich kwater ze schronami dla pociągów zachowanych po wojnie, tylko obiekty w Stępinie – Cieszynie oraz w Konewce, były przeznaczone dla najwyższych rangą dowódców wojskowych. Faktem jest też, że w 1941 roku doszło tu do spotkania Hitlera z Mussolinim.

 
 
 

INFORMACJA:

ZWIEDZANIE W INNE DNI I GODZINY (cały rok) JEST MOŻLIWE
PO UMÓWIENIU TELEFONICZNYM

           Bilety wstępu:  7 zł – normalny
 5 zł – ulgowy – przysługuje dzieciom do lat 16.  Dzieci do lat 5 – bezpłatnie.

                Przewodnik: tylko dla grup powyżej 15 osób – dopłata 1 zł od osoby

Zwiedzanie trasy „Kwatera Dowodzenia” trwa około 1 godz.

tel. 880 061 040

http://www.schronkolejowy.pl/
 
 
 
 
Schron Kolejowy Stępina 9
 
 
 
 
Schron Kolejowy Stępina 7
 
 

 
Tunel schronowy w Stępinie Cieszynie 2
 
 

 
 
 
 

 

 
NAJPIĘKNIEJSZE PODZIEMIA TURYSTYCZNE W POLSCE
 
 

 NAJPIĘKNIEJSZE PODZIEMIA

 

 

 

2011-09-30 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Podziemia

Podziemia Rynku w Krakowie – otwarcie

przez Albin Marciniak 2011-09-29
Napisane przez Albin Marciniak
Podziemia Rynku w Krakowie 41

Podziemia Rynku w Krakowie

 
    Jesienne i zimowe miesiące nie sprzyjają turystom chcącym spacerować uliczkami starego Krakowa i Kazimierza. Nie można posiedzieć leniwie w kawiarnianym ogródku na rynku chłonąc atmosferę i magię Krakowa. Można za to spędzić przyjemnie czas w podziemiach Krakowskiego Rynku zagłębiając się w jego tysiącletnią historię.
Jeszcze na początku maja robiąc zdjęcia przed „Nocami Muzeów” widziałem tylko rozkopany plac budowy.  Na 2 tygodnie przed wrześniowym otwarciem także było jeszcze sporo do zrobienia. Dzisiejsza moja wizyta z aparatem odbyła się już we wnętrzach w pełni zrealizowanego muzeum jakie ogląda się z przyjemnością i zaciekawieniem. Turyści z całego świata odwiedzają Kraków przez cały rok i myślę że to miejsce będzie ulubionym zaraz po Wawelu.
 
Cała historia skupiona w jednym miejscu w przyjemnym klimacie, a do tego kawa w podziemiach dopełnia całości.  Na wystawie obowiązuje zakaz fotografowania z użyciem lamp błyskowych i statywów. Grupy mogą zwiedzać wystawę wyłącznie pod opieką przewodników muzealnych lub przewodników miejskich, którzy zaliczyli niezbędne szkolenie organizowane przez muzeum i uprawniające do oprowadzania po wystawie.
 
 
 
 Podziemia Rynku w Krakowie 41
 
 
 
Podziemne muzeum to:

700 zabytków archeologicznych
500 elektronicznych odwzorowań zabytków
8 filmów animowanych
5 filmów dokumentalnych
7 manekinów i makiet
600 rekonstrukcji cyfrowych 3D
30 stanowisk multimedialnych
25 gablot
64 kamery cyfrowe
25 ekranów plazmowych
13 ekranów LCD
104 playery
160 konwerterów sygnału
27 projektorów multimedialnych
37 monitorów dotykowych
270 stopni – ekran projekcyjny
3 metry – ekran parowy
98 głośników
28 tys. m kabli
5 hologramów
150 audiobooków

 

 Podziemia Rynku w Krakowie 42
 
 
Wielkia inwestycja wiązała sie z ogromnymi pracami na oraz pod rynkiem.
 
 
 
tak było w maju 2010 (galeria)
 
 
 
alt

 
 
Podziemia Rynku w Krakowie obecnie


 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 1
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 2
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 3
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 4
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 5
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 6
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 7
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 8
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 9
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 10
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 11
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 12
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 13
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 14
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 15
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 16
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 17
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 18
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 19
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 20
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 21
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 22
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 23
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 24
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 25
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 26
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 27
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 28
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 29
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 30
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 31
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 32
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 33
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 34
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 35
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 36
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 37
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 38
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 39
 
 
 
Podziemia Rynku w Krakowie 40
 
 
 
 
2011-09-29 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Góry

Jesienna Orla Perć

przez Albin Marciniak 2011-09-29
Napisane przez Albin Marciniak
https://klubpodroznikow.com/images/stories/relacje/jesienna_orla/7453DSC_2540.JPG

Kolejny wyjazd w Tatry i jak zwykle szczęście z idealną pogodą.

Po piątkowym wieczorze w schronisku w 5 Stawach nastał sobotni leniwy poranek. Słońce, kilka chmurek dla kontrastu i dosyć silny wiatr zachęciły mnie do wyjścia ze schroniska na spacer po dolinie. Początkowo zamiarem było leniwe przejście doliny i ewentualne wejście na Kozią Przełęcz ale… no właśnie zawsze pojawia się jakieś ale. Po dojściu na przełęcz i przywitaniu się z dobrze znajomą drabinką owianą wieloma legendami, stwierdziłem że profanacją było by schodzenie tą samą drogą a pogoda taka piękną…

 

https://klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2011/09/7453DSC_2540-935.JPG

Kilka chwil dla nasycenia się widokami i powolna wspinaczka częścią Orlej Perci.
Mimo że była to jesienna sobota i wręcz wymarzona pogoda, to aż do Koziego Wierchu spotkałem zaledwie 5 osób.
W sezonie letnim bywają tu tłumy i w newralgicznych miejscach tworzą się zatory a ten weekend w Tatrach był taki jakiego szukają samotnicy wędrujący po górach. W schronisku sobotni wieczór był umiarkowany a piątek wręcz pustawy.
W niedzielę schodząc przez Świstówkę wstąpiłem do Morskiego Oka na śniadanie i nawet tam w niedzielne przedpołudnie było zaledwie kilka osób co zachęciło nawet do rekreacyjnego odwiedzenia Tatr przez samego naczelnika TOPR Jana Krzysztofa.
Obecny okres jest idealny dla szukających ciszy i spokoju w Tatrach z pięknymi kolorami na wszystkich szlakach.

 

https://klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2011/09/legendarna-drabinka-650.JPG

drabinka na Koziej Przełęczy

 

https://klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2011/09/z-naczelnikiem-TOPR-Janem-Krzysztofem-8e0.JPG

z naczelnikiem TOPR

 

foto:Albin Marciniak

2011-09-29 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 258
  • 259
  • 260
  • 261
  • 262
  • …
  • 299

Archiwa

  • marzec 2026
  • luty 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • październik 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • kwiecień 2025
  • marzec 2025
  • luty 2025
  • styczeń 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • sierpień 2021
  • lipiec 2021
  • czerwiec 2021
  • maj 2021
  • kwiecień 2021
  • marzec 2021
  • luty 2021
  • styczeń 2021
  • grudzień 2020
  • listopad 2020
  • październik 2020
  • wrzesień 2020
  • sierpień 2020
  • lipiec 2020
  • czerwiec 2020
  • maj 2020
  • kwiecień 2020
  • marzec 2020
  • luty 2020
  • styczeń 2020
  • grudzień 2019
  • listopad 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • lipiec 2019
  • czerwiec 2019
  • maj 2019
  • kwiecień 2019
  • marzec 2019
  • luty 2019
  • styczeń 2019
  • grudzień 2018
  • listopad 2018
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • lipiec 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • kwiecień 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • sierpień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • marzec 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015
  • czerwiec 2015
  • maj 2015
  • kwiecień 2015
  • marzec 2015
  • luty 2015
  • styczeń 2015
  • grudzień 2014
  • listopad 2014
  • październik 2014
  • wrzesień 2014
  • sierpień 2014
  • lipiec 2014
  • czerwiec 2014
  • maj 2014
  • kwiecień 2014
  • marzec 2014
  • luty 2014
  • styczeń 2014
  • grudzień 2013
  • listopad 2013
  • październik 2013
  • wrzesień 2013
  • sierpień 2013
  • lipiec 2013
  • czerwiec 2013
  • maj 2013
  • kwiecień 2013
  • marzec 2013
  • luty 2013
  • styczeń 2013
  • grudzień 2012
  • listopad 2012
  • październik 2012
  • wrzesień 2012
  • sierpień 2012
  • lipiec 2012
  • czerwiec 2012
  • maj 2012
  • kwiecień 2012
  • marzec 2012
  • luty 2012
  • styczeń 2012
  • grudzień 2011
  • listopad 2011
  • październik 2011
  • wrzesień 2011
  • sierpień 2011
  • lipiec 2011
  • czerwiec 2011
  • maj 2011
  • kwiecień 2011
  • marzec 2011
  • luty 2011
  • styczeń 2011
  • grudzień 2010
  • listopad 2010
  • październik 2010
  • wrzesień 2010
  • sierpień 2010
  • lipiec 2010
  • czerwiec 2010
  • maj 2010
  • kwiecień 2010
  • marzec 2010
  • luty 2010
  • styczeń 2010
  • grudzień 2009
  • listopad 2009
  • październik 2009
  • wrzesień 2009
  • sierpień 2009
  • lipiec 2009
  • czerwiec 2009
  • maj 2009
  • kwiecień 2009
  • styczeń 2009
  • listopad 2008
  • październik 2008

Kategorie

  • Administracyjna
  • Afryka
  • Akcje eko
  • Aktualności
  • Aktualności inne
  • Albania
  • Aleja Podróżników
  • Ameryka Północna
  • Ameryka Południowa
  • Ameryka Środkowa i Karaiby
  • Artykuły testowe
  • Australia i Oceania
  • Austria
  • Azja
  • Bez kategorii
  • Biegi
  • BUŁGARIA
  • Chorwacja
  • Ciekawostki
  • Cykliczne Spotkania Podróżników
  • CZARNOGÓRA
  • Czechy
  • Czyste Góry Czyste Szlaki
  • Czyste Tatry
  • Czyste Tatry
  • Dania
  • Dolny Śląsk
  • Europa
  • Festiwale
  • Filmy
  • Francja
  • Góry
  • HISZPANIA
  • HOLANDIA
  • Konkurs Fotograficzny
  • Konkursy
  • Konkursy inne
  • Korona
  • Kościoły i obiekty sakralne
  • KOSOWO
  • Książka
  • Kuchnia
  • Kuchnie świata
  • Kujawsko-pomorskie
  • LITWA
  • Łódzkie
  • Lotniska i powietrze
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • LUKSEMBURG
  • MACEDONIA
  • Małopolskie
  • Malta
  • Materiał zewnętrzny
  • Miasta
  • Miejsca wyjątkowe
  • Muzea
  • Najciekawsze szlaki piesze i rowerowe w Europie
  • Newsy
  • NIEMCY
  • NORWEGIA
  • Opolskie
  • Parowozownie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Podziemia
  • Podziemia
  • Podziemia turystyczne w Europie Underground in Europe
  • Polecamy
  • Polska
  • Pomorskie
  • Portugalia
  • PRACE KONKURSOWE POLSKA
  • PRACE KONKURSOWE ŚWIAT
  • Projekt 4 Pory Roku
  • Projekt Mali Melomani
  • Projekt Mali Melomani II
  • Recenzje sprzętu
  • Reklama
  • Robocze inne
  • ROSJA
  • Rower
  • Różne media
  • Rumunia
  • Schroniska
  • SERBIA
  • Skanseny w Polsce
  • Śląskie
  • Slowacja
  • Slowenia
  • Spływy kajakowe
  • Spotkania autorskie
  • Spotkania, zloty, imprezy podróżników
  • Sprzęt
  • Świat
  • Świętokrzyskie
  • SZWAJCARIA
  • Tanie loty
  • Tatromaniak
  • Testy sprzętu
  • Twierdze i Forty
  • Ukraina
  • unesco
  • Via Adriatica Trail
  • Warmińsko-mazurskie
  • Warsztaty i plenery fotograficzne
  • WĘGRY
  • WIELKA BRYTANIA
  • Wielkopolskie
  • WŁOCHY
  • Woda
  • Wspomnienia z podróży
  • Wystawy
  • Wywiady
  • Zabytki sakralne
  • Zachodniopomorskie
  • Zamki i pałace
  • Zostań w domu nie odwołuj

Obserwuj nas

Top Selling Multipurpose WP Theme

Ostatnie posty

  • Skansen Przemysłu Naftowego Magdalena w Gorlicach

    2026-03-25
  • Skansen Józefa Chełmowskiego w Brusach – artysta z innego świata

    2026-03-24
  • Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim

    2026-03-22
  • Jeziora Plitwickie – fenomen przyrodniczy w Chorwacji

    2026-03-22
  • krokusy w Tatrach – gdzie można podziwiać szafrany spiskie?

    2026-03-22
  • Park Gródek Polskie Malediwy w Jaworznie

    2026-03-21

Kanał społecznościowy

Kanał społecznościowy

Wybór redaktorów

zamek Drakuli w Poenari

2016-01-25

Rezerwat Groapa Ruginoasa, Góry Bihor w Rumunii

2022-08-06

Zamek – Twierdza Rupea w Rumunii

2022-08-09

Rezerwat Cheile Turzii – wąwóz Turda

2024-01-23

Zamek Drakuli w Hunedoarze w Rumunii

2024-03-03

Klub Podróżników Śródziemie

Ogólnopolski portal podróżniczy poświęcony odkrywaniu Polski i świata. Od znanych miast i zabytków, przez górskie szlaki i podziemia, po miejsca nieoczywiste i zapomniane.

Rzetelne relacje, autorskie przewodniki oraz praktyczne wskazówki dla turystów, pasjonatów historii i miłośników aktywnego podróżowania.

Odkrywaj świat z nami – świadomie, krok po kroku i z pasją.

Ciekawe w województwach

    • Dolnośląskie
    • Kujawsko-pomorskie
    • Lubelskie
    • Lubuskie
    • Łódzkie
    • Małopolskie
    • Mazowieckie
    • Opolskie
    • Podkarpackie
    • Podlaskie
    • Pomorskie
    • Śląskie
    • Świętokrzyskie
    • Warmińsko-mazurskie
    • Wielkopolskie
    • Zachodniopomorskie
dhosting

Polecane

Skansen Przemysłu Naftowego Magdalena w Gorlicach
Skansen Józefa Chełmowskiego w Brusach – artysta z innego świata
Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim
Jeziora Plitwickie – fenomen przyrodniczy w Chorwacji

Ostatnio dodane

Skansen Przemysłu Naftowego Magdalena w Gorlicach
Skansen Józefa Chełmowskiego w Brusach – artysta z innego świata
Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim
Jeziora Plitwickie – fenomen przyrodniczy w Chorwacji
Facebook Twitter Youtube Linkedin Envelope Rss

klubpodroznikow.com – Copyright & Copy 2025/26

Created by Konfig.Info

  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Home
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat

Wybór redaktorów

  • Sighișoara miasto w środkowej Rumunii w Siedmiogrodzie

    2026-02-02
  • Góry solne w Rumunii – Muntele de sare

    2026-02-01
  • Droga Transfogaraska w Rumunii

    2025-09-17
  • Wulkany błotne w Rumunii, wyjątkowy rezerwat przyrody

    2024-08-20
  • Jaskinia Meziad, Peşteră

    2024-08-20
  • Kopalnia soli Salina Turda w Rumunii

    2024-08-17
@2021 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign
Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego działania serwisu oraz analiz ruchu. Zobacz politykę prywatności .