Przejdź do treści
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
sobota, 9 maja, 2026
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Copyright 2025 - All Right Reserved
Książka

Rowerem na igrzyska

przez Albin Marciniak 2010-03-24
Napisane przez Albin Marciniak
 Krzysztof Skok
Rowerem na igrzyska

czy mieliście kiedyś prawdziwe marzenie, takie, które nie daje wam spać po nocach, wędruje niczym cień, krok w krok za codziennością i kołacze do głowy kiedy szukacie wytchnienia?

Czy chcieliście czegoś tak bardzo, że oddaliście w zamian miesiące a może lata życia?

Czy poczuliście kiedyś ze świat może zmienić się z powodu Waszego pozornie nierealnego marzenia?

 

Krzysztof Skok chciał zobaczyć Chiny, być na Igrzyskach Olimpijskich, podróżować na rowerze i nie bał się zaryzykować, aby ten plan zrealizować. Poświecił wiele dla jednej idei: przeżyć przygodę, która nie będzie studenckim wygłupem, ale pełną pasji wyprawą po poznanie: ludzi, kultur, sportu i siebie. Swoje dokonania spisał w postaci pamiętnika, dzień po dniu przedstawiający jego obserwacje, odczucia, przygody. Czy warto przeczytać tę książkę? A czy chciałbyś poznać człowieka pełnego pasji, który miał prawdziwe marzenie?

Cytat wyprawy:

„Życie jest podobne do drogi pełnej zakrętów,

Widzimy tylko odcinek do kolejnego zakrętu,

Ale wiemy, że Bóg ogarnia wzrokiem całą drogę”.

A. Kner

Miał marzenie, ale żadnego doświadczenia w podróżowaniu rowerem. Wszyscy kręcili głową z politowaniem mówiąc: Do tej pory nawet 100 km nie przejechałeś jednego dnia, a teraz chcesz w cztery miesiące pokonać 10 tys. km.!” Ale był wytrwały, a z każdym dniem rosła grupa entuzjastów, która chciała mu pomóc w przygotowaniach. W 5 miesięcy znalazł sponsorów, przygotował kondycję fizyczną, a przede wszystkim nauczył się co to są sakwy i piasty. Zwolnił się z pracy i 8.04.2008 roku wyruszył z Sopotu na Igrzyska Olimpijskie do Pekinu. Podczas czteromiesięcznej podróży przeżył wspaniałą przygodę, doświadczył wiele wrażeń i nie zapomnianych chwil. Pokonał 10255 km, aby dotrzeć do celu. Na miejscu czekała go wspaniała nagroda – widział jak nasi reprezentanci zdobywają złote medale, był specjalnym gościem w Wiosce Olimpijskiej. Mógł do wracać kraju samolotem ze sportowcami, ale to było zbyt banalne. Wolał przedostać się do Władywostoku, aby stamtąd ruszyć w tygodniową podróż pociągiem kolei transsyberyjskiej do Moskwy.

 

Wyprawa rowerowa „Pekin 2008”

 

Nie miałem pieniędzy, ale miałem marzenia – pojechać na Igrzyska Olimpijskie, zwiedzać „Wschód”, podróżować rowerem. Tak zrodził się pomysł wyprawy rowerowej „Pekin 2008”. Kiedy mój serdeczny kolega Sławek Chojnacki dowiedział się o wyprawie, stworzył stronę www.Rowerem.zeHej.pl. Zbieranie funduszy szło bardzo ciężko, ponieważ wszyscy pukali się w czoło mówiąc: „Do tej pory nawet 100 km nie przejechałeś jednego dnia, a teraz chcesz w cztery miesiące pokonać 10 tys. km.!”. A jednak udało się znaleźć sponsorów i 8 kwietnia 2008 roku ruszyłem z Sopotu do Pekinu w samotną podróż rowerową na Igrzyska Olimpijskie, aby móc kibicować „biało – czerwonym”. Trasa prowadziła przez Polskę (Lidzbark Warmiński, Św. Lipka, Giżycko, Suwałki, Sejny), Litwę (Wilno, Niemenczyn), Łotwę (Daugavpils), Rosję (Katyń, Moskwę, Kazań, Ufę, Omsk, Krasnojarsk, Irkuck, jez. Bajkał), Mongolię (Darhan, Ułan Bator, Sajnszand) do Chin (Jining, Datong, Góry Wutai Shan, Wielki Mur Chiński w Badaling).

Po drodze chciałem jak najwięcej zobaczyć i zwiedzić, a także złożyć hołd Polakom, którzy oddali życie za wolną Ojczyznę. Zapaliłem znicz na Cmentarzu na Rossie, byłem w Memoriale Katyń i pod pomnikiem we wsi Miszycha, upamiętniającym powstanie polskich zesłańców na Zabajkalu w 1866 roku. Zwiedzałem także Włodzimierz, starówkę w Niżnym Nowgorodzie, Kreml w Kazaniu, Nowosybirsk, byłem w trakcie stanu wyjątkowego na Placu Suche Batora w Ułan Bator, a przed Wielkim Chińskim Murem spotkałem „naszych” reprezentantów w łucznictwie na IO Pekin 2008.

W podróż zabrałem ze sobą namiot, ale nie rozstawiłem go ani razu, a w hotelu spałem 7 nocy. Chciałem poznać, jak żyją ludzie, których widywałem w drodze, więc nocowałem w ich domach (jurtach). Wszędzie witano mnie z niezwykłą serdecznością, ciekawością, zainteresowaniem, a czasami podziwem czy śmiechem, ale najważniejsze było dla mnie, że poznawałem ciekawych ludzi. Chcieli ze mną rozmawiać, zrobić pamiątkowe zdjęcie i to zarówno na Placu Czerwonym, jak i na szlaku Pustyni Gobi.

Na początku miałem pecha. Do Moskwy jechałem głównie w przy padającym deszczu i w zimnie, a na dodatek na wyjeździe ze Smoleńska nabawiłem się kontuzji lewego kolana. Z bólem dotarłem do Moskwy, gdzie jeden lekarz stwierdził, że trzeba operować kolano, a trzech zaleciło odpoczynek, aż przestanie boleć – „może 2 tygodnie, może 2 miesiące”. Ubezpieczyciel nakazał powrót do kraju. Byłem załamany, przecież ledwo przejechałem 1750 km. Postanowiłem jednak walczyć. SMSwa konsultacja z lekarzami z Polski dała mi nadzieję, że może jednak się uda. Po 12 dniach przerwy ruszyłem w dalszą drogę, aby po 3 kolejnych doznać takiego zatrucia, że traciłem świadomość. Kiedy wyleczyłem zatrucie okazało się, że kolano także nie boli.

Jechałem więc coraz szybciej, a podróży towarzyszyła modlitwa. Po jakimś czasie modliła się o powodzenie mojej wyprawy cała Syberia, a szczególnie pracujący tam misjonarze z Polski i całego świata. Byłem oficjalnie witany na początku Mszy Św. w każdym Kościele, a po nich były organizowane ze mną spotkania, często bardzo spontaniczne. Kiedy wydawało się, że już ze zdrowiem jest wszystko porządku, pewnego dnia wieczorem schodząc z roweru okazało się, że nie mogę chodzić – padła lewa łydka (159 km w deszczu pod wiatr w dość mocnym tempie). Zauważyło to dwóch Czeczenów, którzy zorganizowali mi w pobliskim motelu bezpłatny nocleg – tym sposobem spędziłem 1 z 7 nocy w hotelu. Dzień odpocząłem i ruszyłem dalej.

Jednak bodajże najtrudniejszym etapem był odcinek Irkuck – Sljudianki. W Irkucku dokonałem planowanej wymiany przerzutki, łańcucha oraz przednich i tylnich zębatek. Nie miałem przedniej zębatki ze sobą i musiałem ją kupić na miejscu. Nie było oryginalnej, więc założyli z mniejszą ilością ząbków. Kiedy następnego dnia ruszyłem w drogę okazało się, że nie mogę przyzwyczaić się do nowych przełożeń. Na dodatek przez cały dzień bez przerwy lało i wiał wiatr, a droga to było 105 km przez góry. Do Sljudianki dotarłem kompletnie wyczerpany.

Po przekroczeniu granicy rosyjsko – mongolskiej byłem kompletnie wyczerpany. W czerwcu przejechałem prawie 3,5 tys. km, a tylko pierwsze 700 km było płaskie. Dalej były tylko podjazdy i zjazdy. Musiałem jednak się spieszyć, aby zostawić na wizie 2 tygodnie na powrót. Wówczas musiałem zmodyfikować swoje plany – nie miałem już siły, aby jechać do Pekinu przez rejony Lanzhou i Szanghaju. Armia Terakotowa musi poczekać. Tempo jazdy zmniejszyło się, a więc czasu poświęciłem na obserwację życia Mongołów. Wówczas też się trochę działo – akurat były wybory, a 2 dni po nich w wyniku zamieszek została wprowadzona godzina policyjna i prohibicja w Ułan Bator. Mi to jednak nie przeszkodziło spędzić wieczoru przy piwku z trzema rodakami, którzy przyjechali z Polski do Mongolii na motorach.

W Ułan Bator po raz ostatni także spotkałem misję katolicką – kolejna była dopiero w Pekinie. 250 km za Ułan Bator skończyła się droga, były już tylko szlaki przez kolejne 450 km do granicy z Chinami. Podczas podróży przez Pustynię w pierwszej części do miasta Sajnszand jechał trzymając się budowanej przez Chińczyków drogi. Ale ostatnie 200 km to już tylko miałem za drogowskazy słupy energetyczne. Bywało, że całymi godzinami nikogo nie widziałem, a jednego dnia na 100 km odcinku spotkałem tylko jedną osadę. Ale każdy z napotkanych ludzi sam się zatrzymywał i wręczał mi butelkę wody, a czasami nawet częstował jedzeniem.

W Mongolii było mało domów (były w kilku osadach i miasteczkach), które zastąpiły jurty. Jadąc, czasami gdzieś na horyzoncie widziałem stada pasących się owiec, kóz, bądź koni (czasami były jaki i wielbłądy), a gdy podjeżdżałem bliżej, coraz jaśniej wynurzały się kontury jurty. Gdy zbliżyłem się do domostwa mongolskich koczowników, to obok jurty mogłem zauważyć elegancki jeep, antenę satelitarną i baterię słoneczną, a w środku było DVD i TV. Mongołowie witali niezwykle gościnnie, chociaż czasami porozumiewaliśmy się tylko na migi. Częstowali czym mogli, ale do smaku solonej herbaty z mlekiem i bez cukru nie udało mi się przyzwyczaić.

Szybko okazało się, że Chińczycy wcale nie znają geografii lub znają ją bardzo słabo. Nikt nie wiedział, gdzie jest Polska, czy nawet Europa. Jak się później dowiedziałem, w Chinach nauczają tylko geografii własnego kraju. I widocznie dlatego pewna studentka, która znała podstawy angielskiego i rosyjskiego, pytała się mnie, w jakim języku w Polsce się rozmawia – rosyjskim czy angielskim! Tym niemniej, gdy się rozchodziła wieść, że cudzoziemiec jedzie na „ich” olimpiadę, od razu stawałem się gwiazdą i byłem w centrum zainteresowania wszystkich. Z tym też wiązał się inny problem – każdy chciał mnie karmić. Nie można było odmówić, żeby nikogo nie urazić, więc jadłem i jadłem. Najadłem się chińskich potraw, z których najbardziej smakował mi coubenz. No i wszyscy pozdrawiali mnie okrzykiem „hello”!

Mając sporo czasu w Państwie Środka, dużo zwiedzałem. Widziałem starówkę w Datong, Groty Yungang, najstarszą drewnianą pagodę w Chinach w miasteczku Yingxian i Wiszącą Świątynię koło Hunyuan. A 400 km przed Pekinem zboczyłem z głównej drogi, aby przez kolejne trzy dni podróżować w górach Wutai Shan. Aby dotrzeć do pierwszego (najwyższego) szczytu, położonego na 3056 m.n.p.m musiałem pokonać 34 km podjazd, po którym było 5 km płaskiego i kolejne 6 km wspinaczki. Ale udało się. Do czterech pozostałych szczytów (od 2474 do 2890 m.n.p.m) prowadziły już tylko żwirowe, kamieniste drogi. Nie odpuściłem jednak. Spędziłem w górach 2 noce, korzystając z gościnności żyjących tam mnichów. Zdobycie 5 szczytów Wutai Shan kosztowało mnie jednak kontuzją obu kolan (bolały mnie już do końca).

1 sierpnia 208 roku skończyła się zabawa. W Chinach zaczęła się „Akcja Pekin” i zaczęły się kontrole na granicach prowincji, rejonów, itd. Na dodatek zaraz pierwszego dnia milicja próbowała mnie zmusić do nocowania w przez nich wskazanym hotelu. Nie zgodziłem się na to i od tego momentu zaczęli mnie pilnować, a następnego dnia przez kolejne 4 rejony (gminy) jechać za mną, momentami kilka metrów za rowerem. Jeżeli zaś zagabywałem kogoś z miejscowych, milicjanci później przepytywali tę osobę, o co pytałem, jakie pytania zadawałem, itd.

Na cztery dni przed rozpoczęciem Igrzysk, spotkałem 12 osobową grupę rowerzystów jadących z Amsterdamu, wspieraną przez 2 kierowców i chińskiego „przewodnika”. Podróżowałem z nimi ponad dobę. Ich spotkanie ułatwiło mi wjazd w rejon Pekinu, przed którym na 120 i 110 km były ustawione posterunki kontrolne. Moi nowi towarzysze podróży powiedzieli swojemu przewodnikowi, że albo jadę z nimi, albo oni zostają ze mną. A że na nich już czekał z oficjalnym powitaniem w Pekinie Ambasador Holandii, więc odprawy były szybkie i bez pytań. Jednak na 70 km przed metą rozstaliśmy się – oni mieli do końca podróży tylko dobę, a ja jeszcze trzy. Wykorzystałem to na zwiedzanie. M.in. trasą kolarską z Igrzysk Olimpijskich podjeżdżałem pod Wielki Mur Chiński w Badalingu, a po Murze chodziłem przy dziennym i sztucznym oświetleniu. Niedaleko od niego nocowałem pod gołym niebem, pilnowany przez jednego z wolontariuszy, aby nic mi się nie stało. A następnego dnia obok kas biletowych poznałem sztab szkoleniowy i polskich zawodników startujących w łucznictwie podczas Igrzysk Olimpijskich.

Do Pekinu dotarłem szczęśliwie i zgodnie z planem 8.08.2008 roku. Mój rower w Pekinie był dla mnie niesamowitym bonusem. Konsulat RP znalazł mi niedrogi hotel z dwuosobowym pokojem do mojej dyspozycji (rower musiał być bezpieczny) oraz byłem na przyjęciu w Ambasadzie Polskiej z okazji „Dnia Polskiego” na Igrzyskach Olimpijskich. Byłem specjalnym gościem w wiosce olimpijskiej, którą zwiedziłem w towarzystwie Leszka Blanika. Poznałem osobiście kierownictwo Polskiej Misji Olimpijskiej włącznie z jej szefem, Panem Kajetanem Broniewskim. Miałem także możliwość zobaczenia warunków, w jakich mieszkali nasi sportowcy oraz porozmawiania z kilkoma naszymi sportowcami. Jeszcze w kraju kupiłem 11 biletów na zawody i okazało się, że miałem wyjątkowe szczęście – byłem świadkiem zdobycia przez reprezentantów Polski trzech złotych medali. Udało się także dokupić kolejne bilety lub też wejść na „zużyte” bilety – na takie numery polskich kibiców służby porządkowe nie były przygotowane. Tak wszedłem zawody, podczas których Jelena Isinbajewa pobiła rekord świata w skoku o tyczce.

Niestety, ale przygoda szybko się skończyła. Pomimo wydłużenia pobytu w Pekinie, 20.08.2008 roku wieczorem ruszyłem do Władywostoku. Po trzech dobach przygód udało się przedostać do Władywostoku, gdzie dzień później wsiadłem do pociągu kolei transsyberyjskiej. Po tygodniu podróży dotarłem do Moskwy. Stamtąd był już tylko pociąg przez Kaliningrad do Malborka i 10 km podróży rowerem do domu rodzinnego w Dąbrówce Malborskiej.

Pełna przygód, ciekawych spotkań, doznań i wrażeń, a także wymagająca wiele wyrzeczeń, samozaparcia, odporności psychicznej i fizycznej wyprawa rowerowa „Pekin 2008” trwała 148, z czego 123 na rowerze (10255 km, 596 godz.). Najdłuższy etap w podróży był z Sejn do Niemenczyna – 202 km.

 

Najważniejsze cele podróży

  • obejrzenie zmagań polskich sportowców na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie,

  • pokonanie rowerem trasy Sopot – Pekin,

  • poznanie kultury i obyczajów mieszkańców Rosji, Mongolii i Chin,

  • przejechanie jednym pociągiem całej trasy kolei transsyberyjskiej,

  • popularyzacja międzynarodowej turystyki rowerowej,

 

 

Patronat honorowy

  • Arcybiskup Tadeusz Gocłowski – Metropolita Gdański,

  • Polski Komitet Olimpijski,

  • Pan Marek Kamiński – podróżnik i polarnik,

  • prof. UG dr hab. Andrzej Ceynowa– Rektor Uniwersytetu Gdańskiego,

  • Pan Jacek Karnowski – Prezydent Miasta Sopot,

  • Pan Paweł Adamowicz – Prezydent Miasta Gdańska,

  • Pan Arkadiusz Rybicki – Poseł PO na Sejm RP,

  • Pan Józef Poltrok – Konsul Honorowy Litwy w Gdańsku,

  • Pan Krzysztof Figel – Konsul Honorowy Łotwy w Gdańsku,

 

Sponsorzy:

  • SKOK Stefczyka – Główny Sponsor Wyprawy,

  • Uniwersytet Gdański,

  • ENERGA Zakład Elektrowni Wodnych w Straszynie,

  • Miasto SOPOT,

  • Parlament Studentów Uniwersytetu Gdańskiego,

  • GIANT Polska Sp. z o.o.,

  • Cumulus – producent profesjonalnych śpiworów i sakw rowerowych,

  • Sklep rowerowy ŻUCHLIŃSKI w Gdyni ,

  • Extrawheel,

  • Centrum Medyczno – Rehabilitacyjne REVIMED w Gdańsku,

 

Uczestnik wyprawy

Krzysztof Przemysław Skok z Dąbrówki Malborskiej. Ukończył politologię, zarządzanie i marketing na Uniwersytecie Gdańskim oraz Europejskie Studia Specjalne na Politechnice Gdańskiej. Pasjonat coraz to nowszych wyzwań, spełniający swoje marzenia w podróży. Najważniejsze z nich to: Litwa 2001, Kazachstan 2004, Ukraina i Mołdawia 2006, Zakaukazie (Gruzja, Armenia, Azerbejdżan) 2007. W 2008 roku odbył samotną wyprawę rowerową „Pekin 2008” (Litwa, Łotwa, Rosja, Mongolia i Chiny).

 

kontakt: [email protected], www.Rowerem.zeHej.pl

 

 

 

2010-03-24 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Japonia bez Tajemnic

przez Albin Marciniak 2010-03-24
Napisane przez Albin Marciniak
5.04 godz. 19.00
Wojtek Szywalski
Japonia oczami gaijina, czyli przełamując stereotypy.
Klub Podróżników Śródziemie
Plac Wszystkich Świętych 8
godz. 19.00
Japonia oczami gaijina, czyli przełamując stereotypy.

Czarny garnitur, biała koszula, kamienna twarz – stereotypowy Japończyk?

Tłoczno, duszno, szybko i egzotycznie – stereotypowa Japonia?

Kraj który stał się moim domem na blisko dwa miesiące okazał się mi
bliższy niż oczekiwałem.

Japończycy, których zapamiętałem to otwarci, niesamowicie rodzinni i
ciekawi ludzie, cieszący się każdą wolną chwilą.

Na szczycie Góry Fuji zatknąłem wirtualną polska flagę 😉
Udało mi się odwiedzić również inne interesujące miejsca jak Nara –
będąca starożytną stolicą Japonii, Toei Uzumasa Movie Land – takie
japońskie Bolywood 😉 oraz Iga – miasto słynące ze szkoły Ninja.

Kyoto w którym pracowałem wspominam ciepło bo ma w sobie tego samego
ducha co Kraków i choć nie jestem zawodowym podróżnikiem i
fotografikiem wierzę, że przynajmniej w części moja prezentacja odda
klimat tamtego miejsca i czasu.

Zapraszam do wspólnej podróży.

Wojtek Szywalski

[email protected]
twitter.com/wojteksz
www.auto-maton.com

alt

alt
alt

alt
2010-03-24 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Wspomnienia z podróży

Prowansja pachnąca lawendą – Katarzyna Krawiec

przez Albin Marciniak 2010-03-24
Napisane przez Albin Marciniak
CIMG2534

Prowansja pachnąca lawendą – Katarzyna Krawiec

 

CIMG2534

 
 
Dzień 1
Wyjeżdżamy z Uster. Nie zapowiada się zbyt przyjemnie bo widać długą wstążkę samochodów jadących do Zurychu. Na razie jeszcze nie jest gorąco, ale pewnie szybko się to zmieni. Decydujemy się omijać płatne autostrady  i jechać routes nationales , wzdłuż autostrad , których zaletą jest to, że nie są płatne i oferują przepiękne widoki. Są jednak dłuższe: o wiele dłuższe. Poruszamy się w żółwim tempie i często na odcinku kilkudziesięciu kilometrów jesteśmy jedynymi podróżującymi… Za niedługo będziemy krążyć, krążyć i …. Krążyć. Fakt, w minutę po przekroczeniu granicy zaczynają się ronda. Fela (nasz GPS) nie nadąża z informacjami, a my za Felą. Wjeżdżamy do krainy rond. Przejechałyśmy może z 6 km a minęłyśmy może ze 6 rond. Jak do tej pory. Postanowiłam więc je liczyć i do końca drogi wyszło… 59. Niezły wynik. Trzeba przyznać, że ronda we Francji są o wiele ładniejsze niż te w Szwajcarii. Są udekorowane, ukwiecone, a w Szwajcarii po prostu na środku drogi usypano kupę kamieni i … jest rondo.
Z utęsknieniem patrzymy na autostradę, po której śmigają ci szczęśliwcy, którzy nie byli tak skąpi jak my by zapłacić parę euro więcej
Przejeżdżamy przez Grenoble. Droga niezła, ale Alpy nie dają za wygraną. Jedziemy otoczone z czterech stron przez górskie szczyty, gdzieniegdzie ośnieżone. Zakręt na zakręcie.
Zbliżamy się powoli do Mison, zostało nam kilkadziesiąt kilometrów, a góry nie znikają. Nie błądzimy zbyt długo i w końcu dojeżdżamy na miejsce przeznaczenia. Wioska składa się może z 4 domów a reszta to sady jabłkowe, pola (niestety nie lawendy) i … góry.
Pierwsze odkrycie: Prowansja jest GÓRZYSTA. Nie jest płaska. Jakoś inaczej sobie ją wyobrażałam . Wprawdzie domyślałam się, że nie będzie to równina, ale Alpy?!
GDZIE LAWENDA?
Trafiamy w końcu na miejsce. Olivier i Chantal, nasi gospodarze, są przemili.

Przy wejściu rośnie olbrzymia lipa. Pachnie już z daleka. Urzęduje w niej cała chmara pszczół, brzęczą jak szalone. Cała, pijana radością życia orkiestra symfoniczna. Monotonne mruczando towarzyszy nam przez cały posiłek. Zapach lipy zresztą też.

Słyszę też cykady. Olivier wprawdzie mówi, że to „grillons”, świerszcze, na cykady jeszcze trochę za wcześnie, śpiewają w dzień, gdy temperatura jest wyższa niż 23 stopnie, ale ja i tak wiem swoje . To muszą być cykady. Jesteśmy przecież w Prowansji, prawda? A cykada to urzędowy owad tego regionu .
 
Dzień 4
Wczoraj nie potrafiłyśmy się zdecydować gdzie jechać. Do naszego, zresztą dość już napiętego planu, Chantal i Olivier dodali jeszcze swoje propozycje… Kompletnie nie wiem co wybrać. Chciałabym pojechać wszędzie, zobaczyć wszystko a czas nam nie pozwala. Nawet już nie pieniądze, tylko ten cholerny czas…. Dlaczego mamy go tak mało?!!
W końcu wybieramy Grand Canyon de Verdon  – Wielki Kanion rzeki Verdon, podobno po Wielkim Kanionie Kolorado, największy w Europie. Jedziemy drogą N 85, słynną Droga Napoleona, którą przebył w roku 1815 po ucieczce z Elby, aby jeszcze na 100 dni stać się cesarzem Francuzów. Niedaleko znajduje się malutka wioska Moustiers Ste Marie, uroczo wkomponowana w skały. Zostawiamy samochód na dolnym parkingu  i pniemy się mozolnie w górę. Po drodze przyglądamy się wąskim uliczkom, wąskim jezdniom i zeszłowiecznym domom, którym pewne zaniedbanie dodaje jedynie uroku. Na dworze trwa słoneczna wibracja. Powietrze pachnie upałem, po drodze mijają nas stadka Niemców, którzy coś tam szwargoczą w swoim języku.
Widać, że miasteczko jest już bardziej znane. Zresztą leży na trasie do Canyonu, który każdy szanujący się turysta w Prowansji zobaczyć musi.
Z Moustiers Ste Marie jedziemy na podbój Wielkiego Kanionu Verdon. Zaczyna się tuż za miasteczkiem jeziorem Ste Croix (Świętego Krzyża). Woda niebieska jak chaber, jak niebo. Kolor intensywny, gęsty, jaskrawy. Krajobraz wygląda jak obrazek gotowy do powieszenia na ścianę. Jak tu oderwać się od takiego widoku? Zatrzymujemy się na kolejnych wirażach fotografując jezioro z coraz to innej perspektywy (i wysokości). Nie mamy na to jednak zbyt dużo czasu: trzeba zrobić miejsce innym amatorom spragnionym tego widoku. A jest co podziwiać: zielona wstążka rzeki Verdon , z początku dosyć szeroka, a potem cienka jak niteczka, wije się na dole otoczona przez skalny wąwóz. Obrazek dokładnie taki sam jak w przewodniku, a może nawet lepszy, bo widziany na własne oczy… W miasteczku ST Paloud-du-Verdon wjeżdżamy na Route des Cretes , widowiskową drogę, z której najlepiej widać Kanion. Jedziemy często o kilka centymetrów od skał  Droga, a raczej ścieżka wije się wzdłuż olbrzymiej przepaści. Jeśli nie spadniemy – obiecuję odmówić ze trzy zdrowaśki. Albo nawet cztery.
Nie spadłyśmy.
W drodze jeszcze zahaczyłyśmy o Sisteron  – warowne miasteczko wykute w skale (a jakże). Miasteczko nazywane „Wrotami Prowansji” jest usytuowane na wysokości 485 mnpm, na drodze Napoleona, nad brzegiem rzeki Durance.
Zrobiłyśmy sobie piknik przed jedną trzech chyba baszt i wróciłyśmy do domu.
Lawenda nieśmiało zaczyna kwitnąć. Powoli, powoli na polach robi się fioletowo. Po drodze do Kanionu widziałyśmy jej trochę. Poczekamy parę dni. Może się ośmieli i pola wypełnią się fioletem. Jej zapach unosi się już jednak delikatnie w powietrzu. Fioletowy, delikatny, lekko słodkawy. Nie narzuca się, nie drażni, nie pcha do nosa… Trzeba go poszukać.
Żałuję, że nie jestem obdarzona bardziej wrażliwym zmysłem powonienia…
 
Dzień 8
Dzisiaj jedziemy do niewielkiej wioski Pontis, oddalonej o około 7 km, gdzie mamy nadzieję odnaleźć demoiselles coiffees – „uczesane panienki”, które są niczym innym jak tylko stalaktopodobnymi wykwitami skalnymi .
Mijamy urocze miasteczko, a raczej wioskę (2 domy i kościółek) Pontis i … Panienek nie widać. Według mapy powinny gdzieś tu być. Zostawiamy auto na mikroskopijnym parkingu przed kościołem i wyruszamy na poszukiwanie kamiennych piękności. Spacer po upale (do góry oczywiście) do najprzyjemniejszych nie należy. Toniemy w letnim skwarze. Słońce leje żar na omdlałe drzewa, suche chwasty i dwie sylwetki pnące się mozolnie w górę. Wyprażone w słońcu rośliny mają zaskakująco matowy, oliwkowozielony , pastelowy kolor. Idziemy, idziemy… Panienek ani śladu. Spotkana po drodze dobra dusza radzi, aby podjechać ze 2 kilometry samochodem, zatrzymać się przy betonowym słupku , wychylić i … panienki będą nasze. Wracamy więc i kontynuujemy naszą podróż autem. Z trudem zakręcamy, wykręcamy szyje, wytrzeszczamy oczy … nadal ani śladu panienek. Napotkana para Francuzów też nie ma pojęcia gdzie szukać tych dam. Oni również błądzą w nadziei zobaczenia nieruchomych postaci. Żegnamy się z życzeniem spotkania się przy panienkach.
Trudno. Decydujemy się zawrócić. Jedziemy na dół i nagle… widzimy nic innego jak tylko poszukiwane skałki. Są jednak prawie niewidoczne, z 10 km od nas i wcale nie są imponujące. Zjeżdżamy drogą i kierując się tym razem drogowskazami zjeżdżamy na parking, gdzie cykamy kilka fotek w objęciach panienek.
Czas na posiłek. Zatrzymujemy się w jeszcze mniejszym miasteczku Lauzet-Ubaye, gdzie są 3 domy, kościół kościół … hotel (!!). Ciekawe po co? Wszystkie sklepy są zamknięte, mieszkańców, ani turystów nie widać, w witrynach spotykamy jedynie pajęczyny i śpiące pająki. Miasteczko – widmo. Udaje nam się kupić napoje w hotelu i mamy całkiem przyjemny piknik nad brzegiem małego jeziorka .
W drodze powrotnej natykamy się całkiem przypadkowo na drogowskaz wskazujący następne „uczesane panienki”. Wiemy o ich istnieniu, sprawdzałyśmy na mapie, są niedaleko miejscowości Theus, ale po męczących poszukiwaniach tych pierwszych, sprawa drugich jakoś za obopólną zgodą jakoś przycichła… No ale jeśli mamy już drogowskaz… Skoro są po drodze zobaczymy również i te piękności. To tylko … 5 kilometrów. Co to dla nas? Nie pisało co prawda, że znajdują się one na wysokości chyba 2000 metrów! Do dróg pełnych zawijasów już zdążyłyśmy się przyzwyczaić, ale te są kręte jak rogi muflona i wąskie jak wstążka.
Po drodze mijamy pola pełne maków i jakiegoś fioletowego kwiecia (nie lawendy, niestety). Wyglądają one jak dzieło artysty malarza. Szalonego impresjonisty, który dysponował farbami w jedynie dwóch kolorach: czerwonym i niebieskim i chlapał tymi kolorami jak popadło, w sposób niezorganizowany, chaotyczny i nieprzemyślany, malując jeszcze dodatkowo gdzieniegdzie jasne bryły snopków siana .
W końcu, chyba po 20 km SĄ. Balują sobie w miejscu nazwanym Salle de bal” – sala balowa. Jest ich chyba więcej niż w Pontis, w każdym razie są jaśniejsze i widzimy je z bliska. Te Panie są w dosyć zaawansowanym wieku. Najstarsze dochodzą do 30 000 lat. Fajne są, każda inna: jedne szczupłe, inne z wyraźną kamienną nadwagą, a jeszcze inne wyglądają jak wiedźmy pokryte brodawkami. Fakt faktem wszystkie są „uczesane”. Na szczycie każdej kolumny spoczywa kamienny kok.
 
Dzień 9
Dzisiaj „lawendowy” dzień. Wyruszamy na poszukiwanie lawendy. Przed nami Sault , Gordes i Roussillon. Miasteczka z pierwszych stron przewodników, jedne z najpiękniejszych we Francji, otoczone polami lawendy. Tak przynajmniej piszą. A jak będzie – zobaczymy.
Przejeżdżamy przez przełęcz Gorges de la Meouge . Znowu serpentyny  wijące się jak węże, przepaście, których dna nie widać. Tak jest do samego Sault. Lawendy jest bardzo dużo, pola ciągną się po prawej i po lewej stronie. Od razu widać, że Sault jest jednym z głównych producentów fioletowej rośliny. Lawendowy raj ciągnie się aż do murów miasteczka. Szkoda tylko, że fioletowa zazwyczaj lawenda jest… ZIELONA !!  Gdzieniegdzie nieśmiało pokazują się fioletowe kwiatuszki, ale daleko im do intensywnej barwy fioletu krzyczącej z każdej pocztówki. Musimy się nieźle nagimnastykować, żeby pod odpowiednim kątem, w odpowiednim oświetleniu i z odpowiedniej odległości wydobyć z zielonych pędów trochę fioletowego uśmiechu.
Na pocieszenie kupuję sobie mydełka i saszetki lawendy. Sprzedawca w sklepie informuje, że lawenda w pełni zakwitnie za około 7-10 dni. Tylko, że my niestety wtedy będziemy już w Polsce.
Następny punkt programu: Gordes. To około 80 km od Sault. Zatrzymujemy się od czasu do czasu przy polach gdzie lawenda nieco pośpieszyła się z kwitnięciem i robimy zdjęcia. W końcu Prowansja to lawenda… Chociaż pomału zaczynam zmieniać zdanie. Prowansja to WSZYSTKO. Góry, jeziora, plaże, maki, lawenda… Wszystko
Przed nami pojawia się Gordes. Rzeczywiście miasteczko sprawia wrażenie zawieszonego między niebem a ziemią. Z daleka wygląda jak wielka, postrzępiona skała, dopiero kiedy podjeżdżamy bliżej można rozróżnić poszczególne kontury zabudowań. BAJKA. Brakuje tylko księżniczki na wieży (wieża na pewno by się znalazła) i rycerza przybywającego na ratunek. Po drodze zabieramy parę autostopowiczów, którzy jadą bardziej na południe. Za bardzo nie możemy im pomóc, podwozimy ich tylko do Gordes, dalej muszą radzić sobie sami.
Od razu widać, że miasteczko jest turystyczne. Kręte uliczki, stare domy… Gdyby nie turyści, można by powiedzieć, że czas się tu zatrzymał: XIII, XIV wiek zaklęty w kamiennych murach. Znajdujemy jedną wyjątkowo urokliwą uliczkę: słońce wypełnia ją jak złocisty miód butelkę i zatapia wszystko w brzoskwiniowej pozłocie, niestety wcale nie orzeźwiającej jak wspomniany owoc… Oczywiście przerwa na zdjęcia.
Decydujemy się na Abbaye de Senanque, cysterskie opactwo, podobno jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w Prowansji, na równi z lawendą . To również niedaleko, jakieś 3,4 kilometry od Gordes. Z daleka widzimy już zaparkowane  samochody, więc na pewno trafimy bez trudu.
Jest. Wyrasta nagle pomiędzy płaskowyżem Vaucluse, polami lawendy  i polami pierzastego, złotego zboża. Widoczek rzeczywiście pocztówkowy. Opactwo można zwiedzać, żyje tam sobie jeszcze w spokoju paru mnichów, którzy żyją z uprawy lawendy, wyrobu miodu i …. turystów oczywiście. Nie widziałyśmy żadnego, pewnie o tej porze odprawiali swoje modły .

Wracając z opactwa Senanque, na wpół uduszone od upału i prawie ślepe od białego żwiru ( i kurzu) na drodze, instalujemy się w rozpalonym, niebieskim , blaszanym pudełku i jedziemy na podbój Roussillon, oddalonego o około 20 km (wg Feli) a 14 km wg drogowskazów. Za parę minut widzimy już wyrastające z ziemi czerwone skałki ochry . Jak dla mnie wyglądają mało romantycznie: jak kawałki wątroby – ale potem z bliska musze przyznać, że są naprawdę ładne.

Co zobaczyłyśmy w miasteczku… O tym już opowiem innym razem

co niestety potem okazało się być niezbyt dobrą decyzją

to też nie do końca prawda: routes nationales czasami rzeczywiście biegły wzdłuż autostrad, najczęściej jednak owijały autostradę jak bluszcz z prawa i lewa, tak że droga wydłużała się niemiłosiernie…

może nie parę euro. Sam przejazd przez tunel Mont Blanc kosztuje 37 euro, a autostrada Słońca łącząca Grenoble z Niceą – około 30 euro
wprawdzie zawsze czytałam, że „lawenda rośnie na stokach”, ale jakoś nigdy nie skojarzyłam tego z górzystym krajobrazem…
tak naprawdę to są Alpy, ale w odróżnieniu od Alp wysokich, nazywane są Les Alpes de Haute Provence (Alpy Górnej Prowansji) , lub Les Alpilles – Alpiki?
Olivier jednak miał rację. Dźwięku cykad nie da się porównać (i pomylić) z niczym innym. O tym mamy okazję przekonać się dopiero na Lazurowym Wybrzeżu
podobna jest do spłaszczonej muchy, nie grzeszy urodą. Jej podobiznę wykonaną w metalu, plastiku, papierze a nawet … mydle, spotykamy wszędzie do końca naszej podróży.
Odległość od Les Coudoulets, miejsca gdzie mieszkamy, około 82 kilometrów. W Prowansji jednak nie oblicza się odległości na kilometry, ale na czas, który potrzeba aby ją przebyć. Po dzisiejszym dniu już wiemy dlaczego: na przebycie około 50 km potrzebne są 2,3 godziny a to dlatego, że jechać trzeba bardzo ostrożnie ponieważ szosa wije się stromo w górę, trzeba uważać na zakrętach, a poza tym TRZEBA zatrzymywać się w wyznaczonych punktach widokowych na podziwianie krajobrazów. OBOWIĄZKOWO.
Tym razem to dobry pomysł. Trzeba trochę podejść do góry, to fakt, ale w centrum miasteczka trudno znaleźć jakiekolwiek wolne miejsce na parking.
Droga nie należy do łatwych, jest wąska, kręta, miejsca widokowe są liczne, ale niezbyt duże: kierowcy często zostawiają samochody na poboczu, co stwarza dodatkowe niebezpieczeństwo
Verdon – znaczy po prowansalsku „dar zieleni”

to nie jedyna droga, ale podobno z tej właśnie roztaczają się najpiękniejsze widoki. „Crete” znaczy po polsku urwisko, gzyms.

Prowansja 230 mln lat temu jest pokryta przez morze, osady na dnie morza kumulują się, spiętrzają i w postaci białego wapienia obecnie możemy je teraz podzwiać. Z białego wapienia zbudowane są skały Kanionu Verdon, Mont Ventoux a także wzgórza Luberon
Do Sisteron będziemy jeszcze wracać ze dwa razy. Blisko Mison, ok. 7 kilometrów
W morenach (mieszaninie drewna, piasku, kamyczków i skał ) pozostawionych przez lodowce erozja jest zatrzymana przez skały, które chronią kolumnę i powodują powstanie „panienek”
Iza się uparła, że dalej drogi nie ma i trzeba iść piechotą. NIEPRAWDA!!
Nic dziwnego, są to bowiem drzewka oliwne
kolejny typowy „towar” Prowansji: jezioro. To kraina tysiąca jezior mniejszych… rond, mniejszych i większych. Każda najmniejsza wioseczka ma kościół, hotel i obowiązkowo jezioro czy jeziorko  oraz rondo dekorowane czasem w najdziwniejszy sposób.
to były raczej okrągłe bele, dla celów fotografii artystycznej chciałam się na jedną z nich wdrapać, ale nie dałam rady
po prostu kamień
jeden z największym producentów lawendy
Gorge to po francusku gardło
na jednej z takich serpentyn mamy bliskie spotkanie z samochodem, którego kierowca chciał sobie skrócić zakręt i trochę wjechał na nasz pas. Obyło się jednak tylko na strachu.
Po powrocie okazało się, że nasza ogródkowa lawenda kwitnie fioletem, aż kłuje w oczy. I jak tu nie powiedzieć, że świat stanął na głowie?
Robactwo niestety też i to w nadmiarze
prawda, przechodząc obok sklepików z pamiątkami ZAWSZE wypatrzyłyśmy pocztówkę z cysterskim opactwem.
Wszędzie i byle jak. Nie trzeba się potem dziwić, że samochody Prowansalczyków są w takim kiepskim stanie: noszą ślady licznych kolizji i „spotkań trzeciego stopnia”.
Tym razem ta była NAPRAWDĘ fioletowa
buissness jednak równie dobrze im wychodzi: Iza zgubiła się chyba na godzinę w butiku i wyszła stamtąd taszcząc jakieś pocztówki, książeczki itp
naturalna skała pylasta o barwie od żółtej do brązowej. Powstaje przez zmieszanie glinokrzemianów i substancji barwnych, głównie tlenków żelaza. Ilość i rozdrobnienie tlenków wpływa na uzyskaną barwę.

CIMG2674

 

CIMG2822

 

CIMG2909

 

CIMG2930

 

CIMG3246

 

CIMG3259

 

CIMG3560

 

CIMG3687

 

CIMG3819

 

CIMG3900

 

CIMG3930

 

CIMG3214 (2)

 
 
2010-03-24 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Wspomnienia z podróży

Damaszek – miasto, które nigdy nie zasypia – Lucyna Sak

przez Albin Marciniak 2010-03-24
Napisane przez Albin Marciniak

 

{edocs}konkursy/relacja2010/Sak_lucyna.doc,700,900{/edocs}
2010-03-24 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Aktualności

Dla kogo 1 procent?…

przez Albin Marciniak 2010-03-18
Napisane przez Albin Marciniak
 

 

 

Już można głosować na kreacje zgłoszone w trzeciej edycji konkursu 100% z 1% organizowanego przez Tygodnik Newsweek i Akademię Rozwoju Filantropii w Polsce.

Podobnie jak w ubiegłym roku kreacje reklamowe będą oceniane dwuetapowo: przez internautów oraz przez jurorów. GŁOSOWANIE TRWA DO 11 kwietnia 2010r.

GŁOSUJ NA NAJLEPSZE KREACJE!

Około 6,3 tys. podmiotów, w tym stowarzyszeń, fundacji, klubów sportowych sportowe, a nawet ochotniczą straż pożarną mają do wyboru podatnicy, którzy chcą przekazać 1 proc. podatku organizacji pożytku publicznego.

Już od kilku lat podatnicy mają możliwość przekazania 1 proc. swojego podatku na rzecz organizacji pożytku publicznego (OPP). Co roku w pierwszym kwartale, czyli okresie rozliczeń podatkowych, organizacje starają się zachęcić do przekazania 1 proc. właśnie im. Choć Polaków wciąż jeszcze trzeba przekonywać, że w ogóle warto to robić – jak pokazały przeprowadzone w 2006 r. badania CBOS – z możliwości przekazywania 1 proc. organizacjom pozarządowym korzysta jedynie 9 proc. podatników. Jednak z roku na rok odsetek ten rośnie.

By przekonać więcej Polaków do przekazania swojego 1 proc. na cele charytatywne czy społeczne. „Newsweek” już po raz drugi organizuje konkurs „100% z 1 %” na najlepszą kampanię tego typu.

– Odpis 1 proc. jest wciąż rozwiązaniem stosunkowo nowym, w tym roku będziemy mogli skorzystać z niego po raz szósty. W ciągu pięciu lat liczba podatników, którzy przekazali swój 1 proc. wzrosła ponad 60-krotnie (w 2008 r. było ich nieco ponad 5 mln), a przekazywane tą drogą środki zwiększyły się prawie 30-krotnie (do poziomu prawie 300 mln zł w 2008 r.). Wierzę, że ta tendencja wzrostowa utrzyma się także w tym roku i w latach następnych – powiedział Tomasz Schimanek, ekspert Akademii Rozwoju Filantropii.

W zeszłym roku procedurę przekazywania 1 proc. uproszczono – obecnie to nie podatnik, a urząd skarbowy w jego imieniu przeleje kwotę wybranej organizacji, wystarczy w odpowiedniej rubryce PIT-u wpisać nazwę organizacji, jej numer KRS (numer wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego) i wyliczoną wcześniej kwotę 1 proc. podatku. – Pierwszy rok nowej formy przekazywania 1 proc. przyniósł trochę zamieszania i problemów z przekazywaniem odpisu przez urzędy skarbowe. Większość z nich wynikała z tego, że podawane przez podatników w PIT-ach nazwy organizacji nie były zgodne z nazwami podanymi w oficjalnym wykazie organizacji pożytku publicznego publikowanym przez Ministra Pracy i Polityki Społecznej
czytaj dalej

2010-03-18 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Bułgaria – daj się zaskoczyć

przez Albin Marciniak 2010-03-18
Napisane przez Albin Marciniak
29.III.2010 godz. 19.00
Bułgaria – daj się zaskoczyć!”
Karolina Nowak i Ivaylo Botoucharov
Klub Podróżników Śródziemie
Plac Wszystkich Świętych 8

godz. 19.00

„Bułgaria – daj się zaskoczyć!”
Karolina Nowak i Ivaylo Botoucharov
Bułgaria to kraj, który nam Polakom kojarzy się głównie z pięknymi nadmorskimi kurortami, bajkowymi hotelami wypełnionymi tłumami turystów spragnionych leniwego wypoczynku na plaży. To jednak nie jedyne oblicze tego kraju. Piękno bułgarskiej przyrody może zaskoczyć nawet najbardziej wymagających i doświadczonych turystów. Jest tu wiele zakątków, o których istnieniu wiedzą tylko sami mieszkańcy tego kraju. My zamierzamy pokazać Wam Bułgarię z zupełnie innej perspektywy.

alt

alt

alt

alt
2010-03-18 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Konkurs Fotograficzny

Wspomnienia 2010

przez Albin Marciniak 2010-03-17
Napisane przez Albin Marciniak
alt
KONKURS ROZSTRZYGNIĘTY!!!
2010-03-17 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Wspomnienia z podróży

Samochodem poprzez Colorado, Utah i Arizonę – Jola i Tomek (2)

przez Albin Marciniak 2010-03-17
Napisane przez Albin Marciniak
{edocs}konkursy/relacja2010/Jola_Tomek.doc,700,900{/edocs}

 

2010-03-17 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Wspomnienia z podróży

Odkrywając Amerykę – Olka Szymańska

przez Albin Marciniak 2010-03-17
Napisane przez Albin Marciniak
{edocs}konkursy/relacja2010/Olka_Szymanska.ppt,700,900{/edocs}

 

2010-03-17 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Spotkania, zloty, imprezy podróżników

Skitury na Wierchach

przez Albin Marciniak 2010-03-11
Napisane przez Albin Marciniak
 

Zawody Ski Tourowe na Starych Wierchach

 

 

Zchronisko na Starych Wierchach oferuje :
OFERTA SKI-TOUROWA – WYPOŻYCZANIE NART (30ZŁ/DOBA)
Wczasy ski-tourowe, wycieczki ski-tourowe, wypożyczanie nart
możliwość korzystania z usług instruktora i przewodnika ski-tourowego
dla grup i turystów indywidualnych.
http://www.starewierchy.pl/
 
2010-03-11 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Tybet poza Tybetem

przez Albin Marciniak 2010-03-09
Napisane przez Albin Marciniak
22.III.2010 godz. 19.00
Północny Yunnan i zachodni Syczuan, czyli Tybet poza Tybetem.
Łukasz Beluch, Rafał Woś
Klub Podróżników Śródziemie
Plac Wszystkich Świętych 8

godz. 19.00

 

Północny Yunnan i zachodni Syczuan, czyli Tybet poza Tybetem.
Łukasz Beluch, Rafał Woś

Co zrobić, gdy chcielibyśmy zasmakować kultury tybetańskiej i poznać ludność tam mieszkającą? Rozwiązanie jest proste, jechać do Tybetu. Ale co zrobić, gdy nie stać nas na wydanie kilku tysięcy złotych na specjalne pozwolenia wymagane na taką wyprawę? Odwiedzić pogranicze Yunnanu, Syczuanu i Tybetu. Na slajdowisku przedstawiona zostanie fotorelacja z fragmentu trasy ubiegłorocznej wyprawy Chiny2009.pl Skupimy się na miastach północnego Yunnanu, takich jak Dali, Lijang, Shangrila, odwiedzimy, zamieszkany przez chińską mniejszość etniczną Naxi, Wąwóz Skaczącego Tygrysa. Następnie podążać będziemy kursowym Golden Dragonem (chińska marka autobusów) jedną z najwyżej położonych dróg na świecie, mianowicie Tibet-Sichuan Highway, pokonamy kilka przełęczy położonych wyżej, niż Mont Blanc. Spędzimy wspaniałe chwile w Litangu, mieście, gdzie większość ludności to Tybetańczycy. Popodglądamy życie w miejscowym klasztorze Litang Gompa. Będziemy świadkami niezwykłego pogrzebu- Sky Burial, gdzie ciało zmarłego zjadają sępy na oczach jego rodziny. Odwiedzimy również wioskę Nomadów wypasających jaki, by na koniec przenieść się do północnego Syczuanu, gdzie są dwa wspaniałe parki narodowe- Huanglong i Jiuzhaigou.

Oprócz tego powiemy troszkę więcej praktycznych porad dotyczących tego rzadko odwiedzanego przez turystów zorganizowanych regionu Chin. Pokażemy, że może on być wspaniałą alternatywą dla właściwego Tybetu, gdyż obfituje on również w przepiękne widoki, dziewiczą przyrodę, oraz zamieszkany jest przez Tybetańczyków, ponieważ jednak administracyjnie jest to Syczuan i Yunnan, nie są wymagane pozwolenia na swobodne poruszanie się.

alt

 

alt

alt

alt
W trakcie spotkania
Stowarzyszenie Entuzjastów Yerba Mate (SEYM)
Yerba Mate Enthusiasts Association
zaprasza na degustację herbat chińskich
Prowadzenie – Bartłomiej Chodyń
Prezes SEYM Kraków

http://static.goldenline.pl/user_photo/018/user_594962_1c8844_huge.jpg

2010-03-09 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Wspomnienia z podróży

Wspomnienia z podróży

przez Albin Marciniak 2010-03-09
Napisane przez Albin Marciniak
baner strona konkurs 8
baner strona konkurs 8

 

konkurs plakat 2

 

2010-03-09 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 291
  • 292
  • 293
  • 294
  • 295
  • …
  • 300

Archiwa

  • maj 2026
  • kwiecień 2026
  • marzec 2026
  • luty 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • październik 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • kwiecień 2025
  • marzec 2025
  • luty 2025
  • styczeń 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • sierpień 2021
  • lipiec 2021
  • czerwiec 2021
  • maj 2021
  • kwiecień 2021
  • marzec 2021
  • luty 2021
  • styczeń 2021
  • grudzień 2020
  • listopad 2020
  • październik 2020
  • wrzesień 2020
  • sierpień 2020
  • lipiec 2020
  • czerwiec 2020
  • maj 2020
  • kwiecień 2020
  • marzec 2020
  • luty 2020
  • styczeń 2020
  • grudzień 2019
  • listopad 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • lipiec 2019
  • czerwiec 2019
  • maj 2019
  • kwiecień 2019
  • marzec 2019
  • luty 2019
  • styczeń 2019
  • grudzień 2018
  • listopad 2018
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • lipiec 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • kwiecień 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • sierpień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • marzec 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015
  • czerwiec 2015
  • maj 2015
  • kwiecień 2015
  • marzec 2015
  • luty 2015
  • styczeń 2015
  • grudzień 2014
  • listopad 2014
  • październik 2014
  • wrzesień 2014
  • sierpień 2014
  • lipiec 2014
  • czerwiec 2014
  • maj 2014
  • kwiecień 2014
  • marzec 2014
  • luty 2014
  • styczeń 2014
  • grudzień 2013
  • listopad 2013
  • październik 2013
  • wrzesień 2013
  • sierpień 2013
  • lipiec 2013
  • czerwiec 2013
  • maj 2013
  • kwiecień 2013
  • marzec 2013
  • luty 2013
  • styczeń 2013
  • grudzień 2012
  • listopad 2012
  • październik 2012
  • wrzesień 2012
  • sierpień 2012
  • lipiec 2012
  • czerwiec 2012
  • maj 2012
  • kwiecień 2012
  • marzec 2012
  • luty 2012
  • styczeń 2012
  • grudzień 2011
  • listopad 2011
  • październik 2011
  • wrzesień 2011
  • sierpień 2011
  • lipiec 2011
  • czerwiec 2011
  • maj 2011
  • kwiecień 2011
  • marzec 2011
  • luty 2011
  • styczeń 2011
  • grudzień 2010
  • listopad 2010
  • październik 2010
  • wrzesień 2010
  • sierpień 2010
  • lipiec 2010
  • czerwiec 2010
  • maj 2010
  • kwiecień 2010
  • marzec 2010
  • luty 2010
  • styczeń 2010
  • grudzień 2009
  • listopad 2009
  • październik 2009
  • wrzesień 2009
  • sierpień 2009
  • lipiec 2009
  • czerwiec 2009
  • maj 2009
  • kwiecień 2009
  • styczeń 2009
  • listopad 2008
  • październik 2008

Kategorie

  • Administracyjna
  • Afryka
  • Akcje eko
  • Aktualności
  • Aktualności inne
  • Albania
  • Aleja Podróżników
  • Ameryka Północna
  • Ameryka Południowa
  • Ameryka Środkowa i Karaiby
  • Artykuły testowe
  • Australia i Oceania
  • Austria
  • Azja
  • Bez kategorii
  • Biegi
  • BUŁGARIA
  • Chorwacja
  • Ciekawostki
  • Cykliczne Spotkania Podróżników
  • CZARNOGÓRA
  • Czechy
  • Czyste Góry Czyste Szlaki
  • Czyste Tatry
  • Czyste Tatry
  • Dania
  • Dolny Śląsk
  • Europa
  • Festiwale
  • Filmy
  • Francja
  • Góry
  • HISZPANIA
  • HOLANDIA
  • Konkurs Fotograficzny
  • Konkursy
  • Konkursy inne
  • Korona
  • Kościoły i obiekty sakralne
  • KOSOWO
  • Książka
  • Kuchnia
  • Kuchnie świata
  • Kujawsko-pomorskie
  • LITWA
  • Łódzkie
  • Lotniska i powietrze
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • LUKSEMBURG
  • MACEDONIA
  • Małopolskie
  • Malta
  • Materiał zewnętrzny
  • Miasta
  • Miejsca wyjątkowe
  • Muzea
  • Najciekawsze szlaki piesze i rowerowe w Europie
  • Newsy
  • NIEMCY
  • NORWEGIA
  • Opolskie
  • Parowozownie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Podziemia
  • Podziemia
  • Podziemia turystyczne w Europie Underground in Europe
  • Polecamy
  • Polska
  • Pomorskie
  • Portugalia
  • PRACE KONKURSOWE POLSKA
  • PRACE KONKURSOWE ŚWIAT
  • Projekt 4 Pory Roku
  • Projekt Mali Melomani
  • Projekt Mali Melomani II
  • Recenzje sprzętu
  • Reklama
  • Robocze inne
  • ROSJA
  • Rower
  • Różne media
  • Rumunia
  • Schroniska
  • SERBIA
  • Skanseny w Polsce
  • Śląskie
  • Slowacja
  • Slowenia
  • Spływy kajakowe
  • Spotkania autorskie
  • Spotkania, zloty, imprezy podróżników
  • Sprzęt
  • Świat
  • Świętokrzyskie
  • SZWAJCARIA
  • Tanie loty
  • Tatromaniak
  • Testy sprzętu
  • Twierdze i Forty
  • Ukraina
  • unesco
  • Via Adriatica Trail
  • Warmińsko-mazurskie
  • Warsztaty i plenery fotograficzne
  • WĘGRY
  • WIELKA BRYTANIA
  • Wielkopolskie
  • WŁOCHY
  • Woda
  • Wspomnienia z podróży
  • Wystawy
  • Wywiady
  • Zabytki sakralne
  • Zachodniopomorskie
  • Zamki i pałace
  • Zostań w domu nie odwołuj

Obserwuj nas

Top Selling Multipurpose WP Theme

Ostatnie posty

  • III Edycja Konkursu Pamiątek Turystycznych „Pamiątka z Polski – Polish Souvenirs”

    2026-05-09
  • Cztery polskie kopalnie wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO

    2026-05-09
  • Gotyckie obiekty sakralne we Wrocławiu

    2026-05-09
  • Małopolski szlak rowerowy Zamki w Dolinie Dunajca

    2026-05-08
  • TOP kierunki turystyczne 2026 – gdzie jechać zamiast Dubaju i Bliskiego Wschodu

    2026-05-07
  • Trogir – perła Dalmacji i jedno z najpiękniejszych miast Chorwacji

    2026-05-07

Kanał społecznościowy

Kanał społecznościowy

Wybór redaktorów

zamek Drakuli w Poenari

2016-01-25

Rezerwat Groapa Ruginoasa, Góry Bihor w Rumunii

2022-08-06

Zamek – Twierdza Rupea w Rumunii

2022-08-09

Rezerwat Cheile Turzii – wąwóz Turda

2024-01-23

Zamek Drakuli w Hunedoarze w Rumunii

2024-03-03

FIND US

[icon_bar icon="icon-facebook" link="https://www.facebook.com/groups/betheme" target="" size="small" social="facebook"][icon_bar icon="icon-gplus" link="#" target="" size="small" social="google"][icon_bar icon="icon-x-twitter" link="#" target="" size="small" social="twitter"][icon_bar icon="icon-vimeo" link="#" target="" size="small" social="vimeo"][icon_bar icon="icon-play" link="https://www.youtube.com/@MuffinGroup" target="" size="small" social="youtube"]

Najnowsze komentarze

  1. KlubowiczAdmin - Największe zabytkowe amfiteatry na świecie – TOP 10
  2. Anonim - Największe zabytkowe amfiteatry na świecie – TOP 10
  3. KlubowiczAdmin - Jak spać spokojnie w krainie niedźwiedzi – sprawdzony sposób z Via Adriatica
  4. Artur - Jak spać spokojnie w krainie niedźwiedzi – sprawdzony sposób z Via Adriatica
  5. Marek - Najpiękniejsze zamki i obiekty obronne w Polsce polecane do zwiedzania

Kategorie

  • Administracyjna
  • Afryka
  • Akcje eko
  • Aktualności
  • Aktualności inne
  • Albania
  • Aleja Podróżników
  • Ameryka Północna
  • Ameryka Południowa
  • Ameryka Środkowa i Karaiby
  • Artykuły testowe
  • Australia i Oceania
  • Austria
  • Azja
  • Bez kategorii
  • Biegi
  • BUŁGARIA
  • Chorwacja
  • Ciekawostki
  • Cykliczne Spotkania Podróżników
  • CZARNOGÓRA
  • Czechy
  • Czyste Góry Czyste Szlaki
  • Czyste Tatry
  • Czyste Tatry
  • Dania
  • Dolny Śląsk
  • Europa
  • Festiwale
  • Filmy
  • Francja
  • Góry
  • HISZPANIA
  • HOLANDIA
  • Konkurs Fotograficzny
  • Konkursy
  • Konkursy inne
  • Korona
  • Kościoły i obiekty sakralne
  • KOSOWO
  • Książka
  • Kuchnia
  • Kuchnie świata
  • Kujawsko-pomorskie
  • LITWA
  • Łódzkie
  • Lotniska i powietrze
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • LUKSEMBURG
  • MACEDONIA
  • Małopolskie
  • Malta
  • Materiał zewnętrzny
  • Miasta
  • Miejsca wyjątkowe
  • Muzea
  • Najciekawsze szlaki piesze i rowerowe w Europie
  • Newsy
  • NIEMCY
  • NORWEGIA
  • Opolskie
  • Parowozownie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Podziemia
  • Podziemia
  • Podziemia turystyczne w Europie Underground in Europe
  • Polecamy
  • Polska
  • Pomorskie
  • Portugalia
  • PRACE KONKURSOWE POLSKA
  • PRACE KONKURSOWE ŚWIAT
  • Projekt 4 Pory Roku
  • Projekt Mali Melomani
  • Projekt Mali Melomani II
  • Recenzje sprzętu
  • Reklama
  • Robocze inne
  • ROSJA
  • Rower
  • Różne media
  • Rumunia
  • Schroniska
  • SERBIA
  • Skanseny w Polsce
  • Śląskie
  • Slowacja
  • Slowenia
  • Spływy kajakowe
  • Spotkania autorskie
  • Spotkania, zloty, imprezy podróżników
  • Sprzęt
  • Świat
  • Świętokrzyskie
  • SZWAJCARIA
  • Tanie loty
  • Tatromaniak
  • Testy sprzętu
  • Twierdze i Forty
  • Ukraina
  • unesco
  • Via Adriatica Trail
  • Warmińsko-mazurskie
  • Warsztaty i plenery fotograficzne
  • WĘGRY
  • WIELKA BRYTANIA
  • Wielkopolskie
  • WŁOCHY
  • Woda
  • Wspomnienia z podróży
  • Wystawy
  • Wywiady
  • Zabytki sakralne
  • Zachodniopomorskie
  • Zamki i pałace
  • Zostań w domu nie odwołuj

Nasz magazyn

Vitae adipiscing turpis. Aenean ligula nibh in, molestie id viverra a, dapibus at dolor. Aenean ligula nibh in molestie id.

Reklama

SIGN UP FOR
NEWSLETTER

Aenean ligula nibh, mole stie id viverra a, dapibus ante lobortis

[button title="Subscribe" link="#"]

Tagi

Albin Marciniak Albin Marciniak podróżnik Chorwacja Czyste Góry Czyste Szlaki Czyste Tatry foto foto: Albin Marciniak góry jaskinie katakumby Klub Podróżników Klub Podróżników Śródziemie konkurs Konkurs fotograficzny kopalnie Kościoły i obiekty sakralne Kraków Kraków Airport mapa zamków maroko military mine muzeum najpiękniejsze podziemia w Europie do zwiedzania Orla Perć Piwnica pod Baranami podziemia podziemia w Polsce PODZIEMNA TRASA TURYSTYCZNA polska polska na weekend RYANAIR schronisko skansen slajdowisko szlaki w Tatrach słowacja tatry The Beauty Of This World The most beautiful underground in Europe to explore Underground cave UNESCO w Europie w Krakowie w Polsce

Klub Podróżników Śródziemie

Ogólnopolski portal podróżniczy poświęcony odkrywaniu Polski i świata. Od znanych miast i zabytków, przez górskie szlaki i podziemia, po miejsca nieoczywiste i zapomniane.

Rzetelne relacje, autorskie przewodniki oraz praktyczne wskazówki dla turystów, pasjonatów historii i miłośników aktywnego podróżowania.

Odkrywaj świat z nami – świadomie, krok po kroku i z pasją.

Ciekawe w województwach

    • Dolnośląskie
    • Kujawsko-pomorskie
    • Lubelskie
    • Lubuskie
    • Łódzkie
    • Małopolskie
    • Mazowieckie
    • Opolskie
    • Podkarpackie
    • Podlaskie
    • Pomorskie
    • Śląskie
    • Świętokrzyskie
    • Warmińsko-mazurskie
    • Wielkopolskie
    • Zachodniopomorskie
dhosting

Polecane

III Edycja Konkursu Pamiątek Turystycznych „Pamiątka z Polski – Polish Souvenirs”
Cztery polskie kopalnie wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO
Gotyckie obiekty sakralne we Wrocławiu
Małopolski szlak rowerowy Zamki w Dolinie Dunajca

Ostatnio dodane

III Edycja Konkursu Pamiątek Turystycznych „Pamiątka z Polski – Polish Souvenirs”
Cztery polskie kopalnie wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO
Gotyckie obiekty sakralne we Wrocławiu
Małopolski szlak rowerowy Zamki w Dolinie Dunajca
Facebook Twitter Youtube Linkedin Envelope Rss

klubpodroznikow.com – Copyright & Copy 2025/26

Created by Konfig.Info

  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Home
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat

Wybór redaktorów

  • Góry solne w Rumunii – Muntele de sare

    2026-04-10
  • Sighișoara miasto w środkowej Rumunii w Siedmiogrodzie

    2026-02-02
  • Droga Transfogaraska w Rumunii

    2025-09-17
  • Wulkany błotne w Rumunii, wyjątkowy rezerwat przyrody

    2024-08-20
  • Jaskinia Meziad, Peşteră

    2024-08-20
  • Kopalnia soli Salina Turda w Rumunii

    2024-08-17
@2021 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign