Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
poniedziałek, 23 marca, 2026
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Copyright 2025 - All Right Reserved
Ameryka Południowa

Sao Paolo

przez Albin Marciniak 2010-06-23
Napisane przez Albin Marciniak

alt

13 lipca 2008, sobota

Samolot Frankfurt – Sao Paolo

Uff! Wreszcie ta chwila!

Jak cudnie oderwać sie od ziemi ku przygodzie! Ku Nowemu Światu, naprawdę  dla mnie nowemu, tak bardzo kuszącemu samą swoją nazwą!

Jak cudnie oderwać sie od Europy, korporacji, interesów i anglojęzycznego bełkotu!

W Cochabambie czeka na mnie Kasia. To zadziwiające, że dziewczyna, którą 3 lata temu poznałam w pociągu, przez kolejne 2 lata stała się moja bardzo bliską przyjaciółką, a rok temu, jedynie dzięki faktowi, że zapoznałam ją z Dariem, znajomym misjonarzem pracującym w Boliwii, postanowiła spełnić swoje marzenie i wyjechać na misje do Ameryki Południowej…

Obok mnie siedzi Monika, która na razie pozostaje dla mnie zagadką… Jeszcze do niedawna moja przełożona w korporacji, a obecnie wspólniczka latynoskiej przygody. Co kierowało Moniką, ze dopytywała mnie w pracy o szczegóły planowanej przeze mnie wyprawy? Dlaczego w efekcie sama zdecydowała się na tę podróż?

Monika ma dziś urodziny. Dlatego podziwianie ostatniego w tym miesiącu widoku europejskich chmur uzupełniamy degustacją ostatniego w tym miesiącu europejskiego wina.1 ¨Za podroż!¨ ¨Za Nowy Świat!¨ ¨Za szczęście przez kolejny rok!¨

Podarowałam Monice ¨Przesadnik kynologiczny¨.  Mało ją jeszcze znam, ale nie mam żadnych wątpliwości co do jej fascynacji tajnikami świata psiego.

Czeka nas 11 godzin lotu do brazylijskiej stolicy, potem przesiadka na samolot do Asunción w Paragwaju, następnie do Santa Cruz już w Boliwii i z Santa Cruz do Cochabamby. Do celu mamy dotrzeć jutro kolo 22-giej.

A potem? Podbój Nowego Świata!

*

Lecimy brazylijskimi liniami TAM. Obsługa fantastyczna, samolot luksusowy. Każdy może oglądać inny film we własnym telewizorku wbudowanym w fotel. Dali nam skarpetki, grzebyczki i szczoteczki do zębów. Jedzenie pyszne. Wszystko o wiele przyjemniejsze i przyjaźniejsze, niż w liniach północnoamerykańskich. Juz sam ten przedsmak Nowego Świata podoba mi się! Bawi mnie jedynie to, ze tutaj faktycznie nie uświadczy się anglojęzycznego bełkotu… Obsługa samolotu komunikuje się z pasażerami (z nami dwiema to raczej należy powiedzieć ¨usiłuje sie komunikować¨) po portugalsku i hiszpańsku.

Jest noc. Widzę pod nami oświetlone brazylijskie miasteczka. Noc jest tajemnicą. Zupełnie jak życie. Zupełnie jak kobieta. Czuję się tajemnicą! Ciągle mam poczucie, że nie znam siebie do końca, że mogę samą siebie zaskoczyć… nie wiem, co się ze mną będzie działo podczas tej podroży…

Ciekawa jestem spotkania z Kasią.

Przed wyjazdem kupiłam mapy Brazylii, Boliwii, Paragwaju, Urugwaju i Peru. Jakoś mam przeczucie, że przydadzą się, nie tylko teraz podczas tych 20 dni…

15 lipca 2008, poniedziałek, Cochabamba, Boliwia

Dopiero dziś dotarłyśmy do Cochabamby…

Kasia odebrała nas z lotniska. Spotkanie z Kasia po roku było takie, jakbyśmy rozstały się wczoraj. Jednak z prawdziwymi przyjaciółmi tak jest, że czas mija, a to, co ludzi łączy, trwa.

Niesamowity jest ten Dom Dziecka, Hogar de Niñas San Francisco, gdzie Kasia jest wolontariuszką, a my będziemy gościć przez kilka dni. Poczułam się tutaj jak w domu. W Hogar mieszka 70 dziewczynek i pracują 3 siostry. Polka, Siostra Ania, jest dyrektorką. Dwie Boliwijki pomagają jej. Atmosfera jest bardzo serdeczna. Mam wrażenie, że te dzieci są tutaj na kolonii!! Że są radosne i wspaniale sie bawią. Bardzo czule powitały mnie i Monikę. Z tego wnioskuję, że pewnie jednak bardzo brakuje im uwagi, bo oblepiły nas nieziemsko. Zauroczyły mnie bardzo. Są śliczne!! A Siostra Ania od razu wydala mi się bardzo otwartą osobą.

W Asuncion wylądowałyśmy o 12. Miałyśmy 6 godzin do następnego lotu, zatem postanowiłyśmy wykorzystać ten czas i zobaczyć miasto.

Lotnisko w Asuncion ma wygląd mocno pachnący PRL-em. Nie bardzo wiadomo, o co w nim chodzi, gdzie należy się przemieszczać i w jakim celu. Z naszym hiszpańskim w wydaniu zaledwie zarodkowym, miałyśmy strach, że pogubimy się, mimo iż lotnisko jest niewielkie. Tłum ludzi, kilka kolejek, przepychanki i panowie strażnicy. Ktoś wbił nam pieczątki w paszporcie i kazał iść do innej kolejki. Zdezorientowane, postanowiłyśmy śledzić babcię z maleta (walizką), bo ona zna hiszpański i też ma lecieć do Santa Cruz. Babcia szybko wyczuła, że jesteśmy jej wiernymi towarzyszkami i zdecydowała się zostawić nam swoją walizkę, żeby iść coś posprawdzać.

Po 40 minutach czatowania z walizką babci przy kawiarence Havana z przepyszną  
(i odpowiednio drogą) kawą, babcia wróciła i zakomunikowała, ze ona wychodzi poza lotnisko. Cudnie, bo my chcemy zrobić to samo! Procedura wychodzenia z lotniska uruchomiła lawinę zjawisk dla Europejek niepojętych. Musiałyśmy przejść przez jakieś kontrole (które zdawały się niczego kompletnie nie sprawdzać), wypełniać jakieś druczki i wszędzie oczywiście czekać sporą chwilę, aż ktoś się wzruszy faktem, że stoimy i czekamy. Babcia była wesoła i beztroska, co oznaczało, że to jest po prostu tutejszy standard obsługi klienta.

W końcu udało się nam wyjść. W informacji pobrałyśmy plan Asuncion, dowiedziałyśmy się, gdzie jest przystanek autobusowy i że linia 30 jedzie do centrum.

Czekamy na przystanku, szybko pojawia się 30. W autobusie dostaję lekkiej głupawki, bo nigdy czegoś takiego nie widziałam. Rozklekotany mercedes pewnie z lat 40, pstrokaty, wylepiony plakatami gwiazd rocka i hasłami typu ¨Jesus te ama¨. Jak tylko autobus się zatrzyma, wsiadają dzieci. Jadą jeden przystanek, a w międzyczasie sprzedają pasażerom, co się da: gumy do żucia, galaretki, wafelki, szczoteczki do zębów, grzebienie i prezerwatywy.

Towarzystwo w busiku jest ciemnoskóre, zaczynamy czuć, jak to jest wyróżniać się w tłumie. Zrozumiałam, ze w Nowym Świecie będę mięć etykietkę gringo i ze jest to etykietka zwabiająca mnóstwo spojrzeń, niekoniecznie sympatycznych…

W trakcie jazdy 16-letnia pasażerka, o której pomyślałam, ze podróżuje z malutką siostrzyczką, bez żadnego obciachu wyciągnęła pierś i zaczęła karmić dziecko. Szybko spostrzegłam tez inne matki w podobnym wieku.

Po 20 minutach wysiadamy w centrum Asuncion. Jest szkaradne i brudne, nie ma właściwie na czym zawiesić oka. Kilka wielkich gmachów w mocno socjalizującym stylu, część z nich w stanie totalnej rudery, ze dwa odświeżone, a większość z odrestaurowaną jedynie frontalną ścianą…

30 metrów od budynku parlamentu rozciągają się slumsy. Brud, smród, widok przygnębiający. Obchodzimy w kółko Parlament, co szybko zauważa strażnik i gwizda na nas. Wszyscy ludzie patrzą się… Okazuje się, ze tą stroną trawnika chodzić nie wolno.

Zrozumiałam, że w Paragwaju rządzi logika i zasady, które dla miejscowych są oczywiste, a ja nie mam pojęcia o ich istnieniu.

Postanawiamy wracać na lotnisko. Jest 16.00. Idziemy na przystanek, łapiemy 30, ja jeszcze kontrolnie pytam kierowcy, czy aby na pewno jedzie na aeropuerto.

  • Si, señorita! – usłyszałam odpowiedź.

Płacimy za bilety, siadamy. Jedziemy inna droga, bo w Asuncion dużo ulic jest jednokierunkowych (a przynajmniej ja sobie tak tłumaczyłam fakt powrotu inną drogą).

Po 20 minutach zaczynam się niepokoić. Wyjechaliśmy z miasta, a nic nie przypomina terenów w pobliżu lotniska…

  • Nie denerwuj się, na pewno jedziemy dobrze, przecież się pytałaś szofera – mówi Monika.

OK. Wylutowuje się, ale tylko na kolejne 10 minut jazdy, po których… kończy się asfalt!! Jedziemy przez jakąś zapadłą wieś…

Pytam pani siedzącej przed nami, kiedy dojedziemy na lotnisko.

  • Ale my nie jedziemy na lotnisko! – mówi señora. – Autobus zaraz ma przystanek końcowy!

Znieruchomiałam. Wszyscy ludzie wysiedli oprócz nas, 2 gringo… Kierowca przejechał za jakąś bramę  i znalazłyśmy się w szczerym polu, gdzie było zaparkowanych ze 30 innych busów, a na środku stał Pan-z-Duzym–Karabinem (perfekcyjnie tworzyli całość).

Kierowca ostentacyjnie wyszedł  z busa, demonstrując gdzie nas ma… Idziemy za nim. Załazkiem hiszpańskiego pytam go, dlaczego nas okłamał, że jedzie na lotnisko. Koleś głupio się śmieje. Proszę go, aby wskazał na mojej mapie, gdzie jesteśmy.

  • Nie ma tego na tej mapie – odparł.

Pan-z-Duzym–Karabinem podszedł  zbadać sytuacje. Mówię mu, co zaszło. Pan przygląda się nam badawczo. Patrzę na zegarek:16.45.. Tracę kompletnie nerwy.

  • Panie, zwariował pan? Zabawia się pan w żartownisia, a my o 18 mamy samolot! Jak my teraz dotrzemy na lotnisko?

Monika, totalnie opanowana, zwraca mi uwagę, że mówię po polsku… Odpowiadam, że na jedno w sumie wychodzi, bo tyle samo rozumiem tych panow, jak oni tak szybko nawijają do mnie w Castellano, jak oni mnie.

Pan-z-Duzym–Karabinem okazał  się jednak być po naszej stronie. Kazał szoferowi wsiadać do busa i odwieść nas w miejsce, gdzie mamy szanse złapać taksówkę. Od lotniska dzieli nas jakieś pół godziny drogi…

Szofer, przyodziawszy się we wszelkie oznaki obrazy i niezadowolenia, posłusznie spełnił polecenie. Wtoczył się do swego pojazdu i machnął, że i my mamy wskakiwać. Siła perswazji Pana-z-Duzym–Karabinem to jednak prawdziwa siła perswazji.

Jedziemy po wertepiastej drodze, kierowca wpuszcza niemalże w locie innych pasażerów, nie sprzedaje im biletów, robi kurs ¨na lewo¨, opłaty za przejazd wkłada do kieszeni. Nagle krzyczy:

  • Alli tienen taxi! Tu macie taksowkę! – I wyrzuca nas z busa.

Przebiegamy przez ulicę, faktycznie, stoi jedna taksówka. W taksówce nie ma nikogo, jednak ja już się do niej pakuję… Przychodzi szofer. 17.15.

  • Aeropuerto, por favor. Muy rápido! – mówimy i tłumaczymy, że o 18 odlatuje nasz samolot do Boliwii.

Pan taksówkarz robi, co może. Jesteśmy jednak w Paragwaju, gdzie… życie zaczyna się, jak przestanie być nieznośnie gorąco. Czyli po 17… Nagle, jak spod ziemi, pojawiło się multum aut, zrobił się wielki korek. Już straciłam nadzieje na nasze wakacje…

  • Nie martw się, Madzia. Przecież wiesz, że MUSIMY dolecieć do Cochabamby. Spokojnie – mówi Monika. Pomyślałam, ze chyba nie znam człowieka, co zachowuje zimniejszą krew w opresji..

Taksówkarz pokazuje wirtuozerię swojego fachu. Jedzie parkingiem, zatoczką, pomiędzy autami… Tego wyprzedzi na ciągłej, tego chodnikiem… W efekcie o 17.53 pojawiamy się na lotnisku. Nie wiem jeszcze, czy mogę reanimować moją nadzieję, czy należy ją już ostatecznie pogrzebać.

Szukamy naszych nazwisk na tablicach Last Call. Patrzymy, a tu niespodzianka! Lot z Asuncion do Santa Cruz jest opóźniony o całą godzinę!!!

Uff! Chwała Niebiosom!

Poczułam, że w nerwach straciłam tysiące kalorii. Idziemy na gorąca czekoladę do ekskluzywnej Havany. Ufff… to jest czas prawdziwej ulgi…

Niestety, o 19 nasz samolot nie odleciał. Uczynił to dopiero o 20.30. Przez to opóźnienie nie zdążyłyśmy na przesiadkę w Santa Cruz…

Po godzinie sterczenia na lotnisku w Santa Cruz, odebrałyśmy bagaże. Kolejną godzinę czekałyśmy na przydzielenie nam lotu do Cochabamby na następny dzień. Wszystko trwało koszmarnie długo, gdyż grupka osób miała bilety wykupione oddzielnie: z Asuncion do Santa Cruz i z Santa Cruz do Cochabamby. Żadne linie lotnicze nie odpowiadają w takiej sytuacji za to, że samolot, na który maja wykupione bilety, juz odleciał… Pasażerowie ci robili cos w stylu demonstracji, żeby wskórać cokolwiek. Cała obsługa lotniska skupiała się na nich, reszty klientów nie brano pod uwagę. Demonstracja nie przyniosła żadnych efektów, ale po godzinie ludzie zaczęli tracić siłę na krzyki i tupanie. Obsługa lotniska podeszła do swoich stanowisk i zajęła się swoja praca i przy okazji nami…

Otrzymałyśmy bilety na poniedziałkowy samolot o 7 rano. O 5.30 kazano nam przybyć na lotnisko. Była 23. Polecono nam wyjść przed lotnisko i czekać na bus, który zawiezie nas do hotelu.

Wsiadłyśmy do busa. Walizki wszystkich pasażerów (a bus był pełny) przywiązano sznurkami do dachu. Zaczęłam się bać o mój przewoźny sklepik monopolowy, który mieścił sie w moim bagażu i którego jedna część miała stanowić podarunki dla Kasi, siostry Ani i Daria, a druga część miała nam służyć jako obrona europejskich żołądków przed boliwijskimi amebami…

Siedzimy w busie. Wchodzi gostek i krzyczy po hiszpańsku:

  • Kto ma bilety na jutro na 7 rano?
  • My – mówię, ciesząc się niezmiernie, ze zrozumiałam, o co pyta.
  • Bueno. Vayan conmigo. Dobrze. Proszę iść za mną.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, gdy siedzi się na samym końcu pojazdu, a tłumek pasażerów zrobił pożytek z dodatkowych rozkładanych krzesełek, które znajdowały się w przejściu… Ale jakoś się udalo. Zaczęto szukać naszych bagaży na dachu busa, odplątywać je od całej fantazyjnej konstrukcji, a nam kazano przesiąść się do taksówki. Okazało się, że całe to zamieszanie jest jedynie wynikiem troski o klienta. Operacja przepisywania biletów jeszcze trwała, zatem pomyślano, że będzie nam wygodniej, jak pojedziemy do hotelu taksówką i zdążymy zdrzemnąć się choć chwilę tej nocy.

15 minut zajęła zmiana vouchera przy naszym bilecie z takiego, który gwarantował transport busem, na taksówkowy. W praktyce ruszyłyśmy równo z busem.

Jazda do hotelu trwała pół godziny. Równo o północy znalazłyśmy się przy recepcji. Hotel był wypasiony. Otrzymałyśmy dwuosobowy apartament z jaquzi. Z okna było widać hotelowy basen. Nie sposób było jednak z niego skorzystać – taksówkarz umówił się z nami na 5.15…

Kąpiel fajna rzecz. I kilka godzin snu. Nawet nie zdążyłam za bardzo przejąć się faktem, że Kasia nic nie wie o naszych przygodach, bo prawdę mówiąc juz od 4 godzin powinnyśmy być w Cochabambie… Nie miałam numeru telefonu Kasi – ba, nawet nie wpadłam na to, że w Boliwii też funkcjonują telefony komórkowe. Internetu dla klientów w hotelu nie było…

Bez śniadania i bez porannej kawy jedziemy rano na lotnisko. Szybko przechodzimy przez odprawę. Czułam się skrajnie wyczerpana przygodami i brakiem snu (zamieniłam godzinę snu na przyjemne doznania w jaquzi), jakąś deska ratunku wydawała mi się kawa. Niestety, w części lotniska za odprawą celną nie było kafeterii, gdzie można było zapłacić kartą, ani też nie było kantoru, gdzie można byłoby wymienić dolary na boliviano. Odczułam lekką frustrację. Nagle pewien starszy pan kupił kawę dla mnie i dla Moniki. Potem okazało się, że jest on członkiem jakiejś sekty. Tak czy siak, jego gest serca postawił mnie na nogi.

Do Cochabamby wylecieliśmy z godzinnym opóźnieniem. Szczerze mówiąc, dziękowałam Bogu, ze lecimy za dnia, widok Andów z samolotu był olśniewający!

Kasia czekała na lotnisku. Na szczęście! Poprzedniego dnia udało się jej dopytać o losy 2 zagubionych w czasie i przestrzeni koleżanek z Europy.

Pierwszy moment w Cochabambie, jeszcze ten na płycie lotniska, był niesamowity. Cochabambę otaczają góry. Czułam, że to miejsce jest teraz moim miejscem. Właściwym dla mnie miejscem, cokolwiek to znaczy… 

 

4 listopada 2008

kiedy już dostaję  bzika,  
myślę gdzieś jest Ameryka 
Południowa 
przygodowa 
limonowa 
i salsowa 
z kokosami 
dżunglą 
psami 
inca colą 
hamakami 
w nich Indianie w czapkach z piór 
wyśpiewują Duchom Gór 
fajkę palą 
ziele żują 
świat w zadumie  
obserwują 
a szamani z moskitami 
pobrzękują zaklęciami  
świątek piątek i mañana  
kolej życia taka sama  
świnki morskie 
w każdym mieście 
kuszą z rusztu 
‘zjedz mnie wreszcie’ 
dla gardzących o poranku  
świnką/kurą/małpką w garnku 
alternatywa śniadania 
to papaja miksowana 
z: 
– czirimoją 
– bananami 
– markują 
– melonami 
– mango  
– tumbo 
– ananasem 
– kiwi 
– liczi. 
jest frykasem!  
lecz bez względu  
co spożyjesz 
jest ci lekko 
wiesz że żyjesz 
coś cię niesie  
pod obłoki 
kondor? 
salsa?  
napar z koki? 
wracam do Nowego Świata 
z bzikiem swojsko w tych klimatach  
jest tam kauczuk szczęście złoto 
znajdę swoje – i  z powrotem !

Z pozdrowieniami Best regards Saludos cordiales

Madzia i Marcin Musiałowie

Podróżnicy

Magdalena Moll-Musiał +48 516 340 127

Marcin Musiał +48 512 355 237

 

2010-06-23 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Ameryka Południowa

Sao Paolo

przez Albin Marciniak 2010-06-23
Napisane przez Albin Marciniak

alt

13 lipca 2008, sobota

Samolot Frankfurt – Sao Paolo

Uff! Wreszcie ta chwila!

Jak cudnie oderwać sie od ziemi ku przygodzie! Ku Nowemu Światu, naprawdę  dla mnie nowemu, tak bardzo kuszącemu samą swoją nazwą!

Jak cudnie oderwać sie od Europy, korporacji, interesów i anglojęzycznego bełkotu!

W Cochabambie czeka na mnie Kasia. To zadziwiające, że dziewczyna, którą 3 lata temu poznałam w pociągu, przez kolejne 2 lata stała się moja bardzo bliską przyjaciółką, a rok temu, jedynie dzięki faktowi, że zapoznałam ją z Dariem, znajomym misjonarzem pracującym w Boliwii, postanowiła spełnić swoje marzenie i wyjechać na misje do Ameryki Południowej…

Obok mnie siedzi Monika, która na razie pozostaje dla mnie zagadką… Jeszcze do niedawna moja przełożona w korporacji, a obecnie wspólniczka latynoskiej przygody. Co kierowało Moniką, ze dopytywała mnie w pracy o szczegóły planowanej przeze mnie wyprawy? Dlaczego w efekcie sama zdecydowała się na tę podróż?

Monika ma dziś urodziny. Dlatego podziwianie ostatniego w tym miesiącu widoku europejskich chmur uzupełniamy degustacją ostatniego w tym miesiącu europejskiego wina.1 ¨Za podroż!¨ ¨Za Nowy Świat!¨ ¨Za szczęście przez kolejny rok!¨

Podarowałam Monice ¨Przesadnik kynologiczny¨.  Mało ją jeszcze znam, ale nie mam żadnych wątpliwości co do jej fascynacji tajnikami świata psiego.

Czeka nas 11 godzin lotu do brazylijskiej stolicy, potem przesiadka na samolot do Asunción w Paragwaju, następnie do Santa Cruz już w Boliwii i z Santa Cruz do Cochabamby. Do celu mamy dotrzeć jutro kolo 22-giej.

A potem? Podbój Nowego Świata!

*

Lecimy brazylijskimi liniami TAM. Obsługa fantastyczna, samolot luksusowy. Każdy może oglądać inny film we własnym telewizorku wbudowanym w fotel. Dali nam skarpetki, grzebyczki i szczoteczki do zębów. Jedzenie pyszne. Wszystko o wiele przyjemniejsze i przyjaźniejsze, niż w liniach północnoamerykańskich. Juz sam ten przedsmak Nowego Świata podoba mi się! Bawi mnie jedynie to, ze tutaj faktycznie nie uświadczy się anglojęzycznego bełkotu… Obsługa samolotu komunikuje się z pasażerami (z nami dwiema to raczej należy powiedzieć ¨usiłuje sie komunikować¨) po portugalsku i hiszpańsku.

Jest noc. Widzę pod nami oświetlone brazylijskie miasteczka. Noc jest tajemnicą. Zupełnie jak życie. Zupełnie jak kobieta. Czuję się tajemnicą! Ciągle mam poczucie, że nie znam siebie do końca, że mogę samą siebie zaskoczyć… nie wiem, co się ze mną będzie działo podczas tej podroży…

Ciekawa jestem spotkania z Kasią.

Przed wyjazdem kupiłam mapy Brazylii, Boliwii, Paragwaju, Urugwaju i Peru. Jakoś mam przeczucie, że przydadzą się, nie tylko teraz podczas tych 20 dni…

15 lipca 2008, poniedziałek, Cochabamba, Boliwia

Dopiero dziś dotarłyśmy do Cochabamby…

Kasia odebrała nas z lotniska. Spotkanie z Kasia po roku było takie, jakbyśmy rozstały się wczoraj. Jednak z prawdziwymi przyjaciółmi tak jest, że czas mija, a to, co ludzi łączy, trwa.

Niesamowity jest ten Dom Dziecka, Hogar de Niñas San Francisco, gdzie Kasia jest wolontariuszką, a my będziemy gościć przez kilka dni. Poczułam się tutaj jak w domu. W Hogar mieszka 70 dziewczynek i pracują 3 siostry. Polka, Siostra Ania, jest dyrektorką. Dwie Boliwijki pomagają jej. Atmosfera jest bardzo serdeczna. Mam wrażenie, że te dzieci są tutaj na kolonii!! Że są radosne i wspaniale sie bawią. Bardzo czule powitały mnie i Monikę. Z tego wnioskuję, że pewnie jednak bardzo brakuje im uwagi, bo oblepiły nas nieziemsko. Zauroczyły mnie bardzo. Są śliczne!! A Siostra Ania od razu wydala mi się bardzo otwartą osobą.

W Asuncion wylądowałyśmy o 12. Miałyśmy 6 godzin do następnego lotu, zatem postanowiłyśmy wykorzystać ten czas i zobaczyć miasto.

Lotnisko w Asuncion ma wygląd mocno pachnący PRL-em. Nie bardzo wiadomo, o co w nim chodzi, gdzie należy się przemieszczać i w jakim celu. Z naszym hiszpańskim w wydaniu zaledwie zarodkowym, miałyśmy strach, że pogubimy się, mimo iż lotnisko jest niewielkie. Tłum ludzi, kilka kolejek, przepychanki i panowie strażnicy. Ktoś wbił nam pieczątki w paszporcie i kazał iść do innej kolejki. Zdezorientowane, postanowiłyśmy śledzić babcię z maleta (walizką), bo ona zna hiszpański i też ma lecieć do Santa Cruz. Babcia szybko wyczuła, że jesteśmy jej wiernymi towarzyszkami i zdecydowała się zostawić nam swoją walizkę, żeby iść coś posprawdzać.

Po 40 minutach czatowania z walizką babci przy kawiarence Havana z przepyszną  
(i odpowiednio drogą) kawą, babcia wróciła i zakomunikowała, ze ona wychodzi poza lotnisko. Cudnie, bo my chcemy zrobić to samo! Procedura wychodzenia z lotniska uruchomiła lawinę zjawisk dla Europejek niepojętych. Musiałyśmy przejść przez jakieś kontrole (które zdawały się niczego kompletnie nie sprawdzać), wypełniać jakieś druczki i wszędzie oczywiście czekać sporą chwilę, aż ktoś się wzruszy faktem, że stoimy i czekamy. Babcia była wesoła i beztroska, co oznaczało, że to jest po prostu tutejszy standard obsługi klienta.

W końcu udało się nam wyjść. W informacji pobrałyśmy plan Asuncion, dowiedziałyśmy się, gdzie jest przystanek autobusowy i że linia 30 jedzie do centrum.

Czekamy na przystanku, szybko pojawia się 30. W autobusie dostaję lekkiej głupawki, bo nigdy czegoś takiego nie widziałam. Rozklekotany mercedes pewnie z lat 40, pstrokaty, wylepiony plakatami gwiazd rocka i hasłami typu ¨Jesus te ama¨. Jak tylko autobus się zatrzyma, wsiadają dzieci. Jadą jeden przystanek, a w międzyczasie sprzedają pasażerom, co się da: gumy do żucia, galaretki, wafelki, szczoteczki do zębów, grzebienie i prezerwatywy.

Towarzystwo w busiku jest ciemnoskóre, zaczynamy czuć, jak to jest wyróżniać się w tłumie. Zrozumiałam, ze w Nowym Świecie będę mięć etykietkę gringo i ze jest to etykietka zwabiająca mnóstwo spojrzeń, niekoniecznie sympatycznych…

W trakcie jazdy 16-letnia pasażerka, o której pomyślałam, ze podróżuje z malutką siostrzyczką, bez żadnego obciachu wyciągnęła pierś i zaczęła karmić dziecko. Szybko spostrzegłam tez inne matki w podobnym wieku.

Po 20 minutach wysiadamy w centrum Asuncion. Jest szkaradne i brudne, nie ma właściwie na czym zawiesić oka. Kilka wielkich gmachów w mocno socjalizującym stylu, część z nich w stanie totalnej rudery, ze dwa odświeżone, a większość z odrestaurowaną jedynie frontalną ścianą…

30 metrów od budynku parlamentu rozciągają się slumsy. Brud, smród, widok przygnębiający. Obchodzimy w kółko Parlament, co szybko zauważa strażnik i gwizda na nas. Wszyscy ludzie patrzą się… Okazuje się, ze tą stroną trawnika chodzić nie wolno.

Zrozumiałam, że w Paragwaju rządzi logika i zasady, które dla miejscowych są oczywiste, a ja nie mam pojęcia o ich istnieniu.

Postanawiamy wracać na lotnisko. Jest 16.00. Idziemy na przystanek, łapiemy 30, ja jeszcze kontrolnie pytam kierowcy, czy aby na pewno jedzie na aeropuerto.

  • Si, señorita! – usłyszałam odpowiedź.

Płacimy za bilety, siadamy. Jedziemy inna droga, bo w Asuncion dużo ulic jest jednokierunkowych (a przynajmniej ja sobie tak tłumaczyłam fakt powrotu inną drogą).

Po 20 minutach zaczynam się niepokoić. Wyjechaliśmy z miasta, a nic nie przypomina terenów w pobliżu lotniska…

  • Nie denerwuj się, na pewno jedziemy dobrze, przecież się pytałaś szofera – mówi Monika.

OK. Wylutowuje się, ale tylko na kolejne 10 minut jazdy, po których… kończy się asfalt!! Jedziemy przez jakąś zapadłą wieś…

Pytam pani siedzącej przed nami, kiedy dojedziemy na lotnisko.

  • Ale my nie jedziemy na lotnisko! – mówi señora. – Autobus zaraz ma przystanek końcowy!

Znieruchomiałam. Wszyscy ludzie wysiedli oprócz nas, 2 gringo… Kierowca przejechał za jakąś bramę  i znalazłyśmy się w szczerym polu, gdzie było zaparkowanych ze 30 innych busów, a na środku stał Pan-z-Duzym–Karabinem (perfekcyjnie tworzyli całość).

Kierowca ostentacyjnie wyszedł  z busa, demonstrując gdzie nas ma… Idziemy za nim. Załazkiem hiszpańskiego pytam go, dlaczego nas okłamał, że jedzie na lotnisko. Koleś głupio się śmieje. Proszę go, aby wskazał na mojej mapie, gdzie jesteśmy.

  • Nie ma tego na tej mapie – odparł.

Pan-z-Duzym–Karabinem podszedł  zbadać sytuacje. Mówię mu, co zaszło. Pan przygląda się nam badawczo. Patrzę na zegarek:16.45.. Tracę kompletnie nerwy.

  • Panie, zwariował pan? Zabawia się pan w żartownisia, a my o 18 mamy samolot! Jak my teraz dotrzemy na lotnisko?

Monika, totalnie opanowana, zwraca mi uwagę, że mówię po polsku… Odpowiadam, że na jedno w sumie wychodzi, bo tyle samo rozumiem tych panow, jak oni tak szybko nawijają do mnie w Castellano, jak oni mnie.

Pan-z-Duzym–Karabinem okazał  się jednak być po naszej stronie. Kazał szoferowi wsiadać do busa i odwieść nas w miejsce, gdzie mamy szanse złapać taksówkę. Od lotniska dzieli nas jakieś pół godziny drogi…

Szofer, przyodziawszy się we wszelkie oznaki obrazy i niezadowolenia, posłusznie spełnił polecenie. Wtoczył się do swego pojazdu i machnął, że i my mamy wskakiwać. Siła perswazji Pana-z-Duzym–Karabinem to jednak prawdziwa siła perswazji.

Jedziemy po wertepiastej drodze, kierowca wpuszcza niemalże w locie innych pasażerów, nie sprzedaje im biletów, robi kurs ¨na lewo¨, opłaty za przejazd wkłada do kieszeni. Nagle krzyczy:

  • Alli tienen taxi! Tu macie taksowkę! – I wyrzuca nas z busa.

Przebiegamy przez ulicę, faktycznie, stoi jedna taksówka. W taksówce nie ma nikogo, jednak ja już się do niej pakuję… Przychodzi szofer. 17.15.

  • Aeropuerto, por favor. Muy rápido! – mówimy i tłumaczymy, że o 18 odlatuje nasz samolot do Boliwii.

Pan taksówkarz robi, co może. Jesteśmy jednak w Paragwaju, gdzie… życie zaczyna się, jak przestanie być nieznośnie gorąco. Czyli po 17… Nagle, jak spod ziemi, pojawiło się multum aut, zrobił się wielki korek. Już straciłam nadzieje na nasze wakacje…

  • Nie martw się, Madzia. Przecież wiesz, że MUSIMY dolecieć do Cochabamby. Spokojnie – mówi Monika. Pomyślałam, ze chyba nie znam człowieka, co zachowuje zimniejszą krew w opresji..

Taksówkarz pokazuje wirtuozerię swojego fachu. Jedzie parkingiem, zatoczką, pomiędzy autami… Tego wyprzedzi na ciągłej, tego chodnikiem… W efekcie o 17.53 pojawiamy się na lotnisku. Nie wiem jeszcze, czy mogę reanimować moją nadzieję, czy należy ją już ostatecznie pogrzebać.

Szukamy naszych nazwisk na tablicach Last Call. Patrzymy, a tu niespodzianka! Lot z Asuncion do Santa Cruz jest opóźniony o całą godzinę!!!

Uff! Chwała Niebiosom!

Poczułam, że w nerwach straciłam tysiące kalorii. Idziemy na gorąca czekoladę do ekskluzywnej Havany. Ufff… to jest czas prawdziwej ulgi…

Niestety, o 19 nasz samolot nie odleciał. Uczynił to dopiero o 20.30. Przez to opóźnienie nie zdążyłyśmy na przesiadkę w Santa Cruz…

Po godzinie sterczenia na lotnisku w Santa Cruz, odebrałyśmy bagaże. Kolejną godzinę czekałyśmy na przydzielenie nam lotu do Cochabamby na następny dzień. Wszystko trwało koszmarnie długo, gdyż grupka osób miała bilety wykupione oddzielnie: z Asuncion do Santa Cruz i z Santa Cruz do Cochabamby. Żadne linie lotnicze nie odpowiadają w takiej sytuacji za to, że samolot, na który maja wykupione bilety, juz odleciał… Pasażerowie ci robili cos w stylu demonstracji, żeby wskórać cokolwiek. Cała obsługa lotniska skupiała się na nich, reszty klientów nie brano pod uwagę. Demonstracja nie przyniosła żadnych efektów, ale po godzinie ludzie zaczęli tracić siłę na krzyki i tupanie. Obsługa lotniska podeszła do swoich stanowisk i zajęła się swoja praca i przy okazji nami…

Otrzymałyśmy bilety na poniedziałkowy samolot o 7 rano. O 5.30 kazano nam przybyć na lotnisko. Była 23. Polecono nam wyjść przed lotnisko i czekać na bus, który zawiezie nas do hotelu.

Wsiadłyśmy do busa. Walizki wszystkich pasażerów (a bus był pełny) przywiązano sznurkami do dachu. Zaczęłam się bać o mój przewoźny sklepik monopolowy, który mieścił sie w moim bagażu i którego jedna część miała stanowić podarunki dla Kasi, siostry Ani i Daria, a druga część miała nam służyć jako obrona europejskich żołądków przed boliwijskimi amebami…

Siedzimy w busie. Wchodzi gostek i krzyczy po hiszpańsku:

  • Kto ma bilety na jutro na 7 rano?
  • My – mówię, ciesząc się niezmiernie, ze zrozumiałam, o co pyta.
  • Bueno. Vayan conmigo. Dobrze. Proszę iść za mną.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, gdy siedzi się na samym końcu pojazdu, a tłumek pasażerów zrobił pożytek z dodatkowych rozkładanych krzesełek, które znajdowały się w przejściu… Ale jakoś się udalo. Zaczęto szukać naszych bagaży na dachu busa, odplątywać je od całej fantazyjnej konstrukcji, a nam kazano przesiąść się do taksówki. Okazało się, że całe to zamieszanie jest jedynie wynikiem troski o klienta. Operacja przepisywania biletów jeszcze trwała, zatem pomyślano, że będzie nam wygodniej, jak pojedziemy do hotelu taksówką i zdążymy zdrzemnąć się choć chwilę tej nocy.

15 minut zajęła zmiana vouchera przy naszym bilecie z takiego, który gwarantował transport busem, na taksówkowy. W praktyce ruszyłyśmy równo z busem.

Jazda do hotelu trwała pół godziny. Równo o północy znalazłyśmy się przy recepcji. Hotel był wypasiony. Otrzymałyśmy dwuosobowy apartament z jaquzi. Z okna było widać hotelowy basen. Nie sposób było jednak z niego skorzystać – taksówkarz umówił się z nami na 5.15…

Kąpiel fajna rzecz. I kilka godzin snu. Nawet nie zdążyłam za bardzo przejąć się faktem, że Kasia nic nie wie o naszych przygodach, bo prawdę mówiąc juz od 4 godzin powinnyśmy być w Cochabambie… Nie miałam numeru telefonu Kasi – ba, nawet nie wpadłam na to, że w Boliwii też funkcjonują telefony komórkowe. Internetu dla klientów w hotelu nie było…

Bez śniadania i bez porannej kawy jedziemy rano na lotnisko. Szybko przechodzimy przez odprawę. Czułam się skrajnie wyczerpana przygodami i brakiem snu (zamieniłam godzinę snu na przyjemne doznania w jaquzi), jakąś deska ratunku wydawała mi się kawa. Niestety, w części lotniska za odprawą celną nie było kafeterii, gdzie można było zapłacić kartą, ani też nie było kantoru, gdzie można byłoby wymienić dolary na boliviano. Odczułam lekką frustrację. Nagle pewien starszy pan kupił kawę dla mnie i dla Moniki. Potem okazało się, że jest on członkiem jakiejś sekty. Tak czy siak, jego gest serca postawił mnie na nogi.

Do Cochabamby wylecieliśmy z godzinnym opóźnieniem. Szczerze mówiąc, dziękowałam Bogu, ze lecimy za dnia, widok Andów z samolotu był olśniewający!

Kasia czekała na lotnisku. Na szczęście! Poprzedniego dnia udało się jej dopytać o losy 2 zagubionych w czasie i przestrzeni koleżanek z Europy.

Pierwszy moment w Cochabambie, jeszcze ten na płycie lotniska, był niesamowity. Cochabambę otaczają góry. Czułam, że to miejsce jest teraz moim miejscem. Właściwym dla mnie miejscem, cokolwiek to znaczy… 

 

4 listopada 2008

kiedy już dostaję  bzika,  
myślę gdzieś jest Ameryka 
Południowa 
przygodowa 
limonowa 
i salsowa 
z kokosami 
dżunglą 
psami 
inca colą 
hamakami 
w nich Indianie w czapkach z piór 
wyśpiewują Duchom Gór 
fajkę palą 
ziele żują 
świat w zadumie  
obserwują 
a szamani z moskitami 
pobrzękują zaklęciami  
świątek piątek i mañana  
kolej życia taka sama  
świnki morskie 
w każdym mieście 
kuszą z rusztu 
‘zjedz mnie wreszcie’ 
dla gardzących o poranku  
świnką/kurą/małpką w garnku 
alternatywa śniadania 
to papaja miksowana 
z: 
– czirimoją 
– bananami 
– markują 
– melonami 
– mango  
– tumbo 
– ananasem 
– kiwi 
– liczi. 
jest frykasem!  
lecz bez względu  
co spożyjesz 
jest ci lekko 
wiesz że żyjesz 
coś cię niesie  
pod obłoki 
kondor? 
salsa?  
napar z koki? 
wracam do Nowego Świata 
z bzikiem swojsko w tych klimatach  
jest tam kauczuk szczęście złoto 
znajdę swoje – i  z powrotem !

Z pozdrowieniami Best regards Saludos cordiales

Madzia i Marcin Musiałowie

Podróżnicy

Magdalena Moll-Musiał +48 516 340 127

Marcin Musiał +48 512 355 237

 

2010-06-23 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Góry

Bieszczady – Bieszczadzki czar

przez Ania Piechowska 2010-06-22
Napisane przez Ania Piechowska

Ania Piechowska

   „Tam niespodzianki cię czekają co dzień, gdy w połoniny wyruszasz na zwiady, a potem patrzysz o słońca zachodzie siadłszy na drzewa przewalonej kłodzie jak żyją Bieszczady” – śpiewa Jacek Kaczmarski w swojej piosence o prostym, aczkolwiek magicznym tytule, „Bieszczady”. Dlaczego warto pojechać do ojczyzny Harasymowicza, tak słodko opiewanej przez dziesiątki poetów? Po co deptać po piętach Bieszczadzkim Aniołom? I co właściwie można znaleźć w tej zielonej i szumnej krainie?

 

alt

 

 

Między geografią, a romantyzmem

Bieszczady zachodnie ( a takie mamy w Polsce) przynależą do Beskidów Wschodnich, które są częścią Karpat Wschodnich. Zalicza się je do pasma Beskidów Lesistych. Chyba jednak tylko geografowie używają tylu nazw do opisania tego, co w naszej świadomości to po prostu „Bieszczady”, kraina wakacyjnej włóczęgi czy też raj na ziemi. Mało które góry przyciągają tylu romantyków, awanturników żądnych przygód, czy też po prostu tych, którzy mają ochotę odpocząć na łonie natury.

 

alt

 

Ale właściwie dlaczego?

Wbrew pozorom, to wcale nie takie głupie pytanie. W końcu nasze Bieszczady to mnóstwo lasów, trochę połonin i Tarnica (1346m.n.p.m). Do tego dodajmy Bukowe Berdo, Dział Wetliński i od biedy Rabią Skałę. Niewiele. Jednak wystarcza, by zachęcić rzesze ludzi żądnych wędrówki i jej odczuwania. A może to jest właśnie klucz? Chcemy dostrzec drogę inną niż ta, która wiedzie przez codzienność, pośpiech, stres.

Bieszczady mają w sobie coś  starego, coś zamierzchłego, jakby należały do poprzedniej epoki. Pytanie tylko, do której epoki? Łemków, czasów przedwojennych, czy może czasów Harasymowicza? Chyba każdej po trochu. Poznawanie kultury i historii też jest dobrym powodem do zawitania na połoniny.

Ogromną robotę wykonali także piosenkarze i poeci, pisząc panegiryki na cześć Bieszczad, łącząc je z Wszechrzeczą, miłością, sensem. Pragnienie odnalezienia swojej połówki, jak i tego co w życiu naprawdę ważne zachęca do podjęcia trudów i radości wędrówki.

I widoki! To one są ucztą  dla ducha, który kontestuje je i napawa się nimi. Szumiące trawy połonin delikatne podmuchy wiatru prosto w twarz, wijące się serpentyny dróg w dole i góry aż po horyzont. Czy to pełen sens bieszczadzkich wędrówek, czy może wzorem poetów romantyzuję troszkę?

 

alt

 

Co trzeba zobaczyć?

Nietrudno zorganizować wypad w Bieszczady. Należy tylko przemyśleć kilka kwestii zanim zadecydujemy, w które ich rejony udamy się. Na początek dobrze wziąć mapę i zastanowić się, które punkty na szlaku koniecznie chcemy zobaczyć. Warto zajrzeć do Łopienki, niedaleko szczytu Łopiennik, gdzie znajduje się cerkiew greckokatolicka z 1757 roku, a w niej drewniany posąg Chrystusa bieszczadzkiego. Trzeba też koniecznie zdobyć najwyższy szczyt – Tarnicę. Nie można zapomnieć o Połoninach – Wetlińskiej i Caryńskiej. Można też poświęcić chwilę na odwiedziny w schronisku „Jaworzec”, skąd roztaczają się przepiękne widoki na bieszczadzkie lasy oraz znajdują się pozostałości cmentarza i krzyż upamiętniający mieszkańców Jaworca – wysiedlonego i zniszczonego w 1945. Pamiętać należy o Wielkiej i Małej Rawce, Bukowym Berdzie i Rabiej Skale. Jeśli ktoś ma ochotę, to różne muzea, skanseny stoją przed nim otworem. Szczególnej uwadze polecam Baligród, a w nim cerkiew i pozostałości ziemnych umocnień zamku Balów.

 

 

alt

 

 

Jak?

Bardzo prosto. Namawiamy znajomych, pakujemy ogromne plecaki, w których mamy nasze domy – garnki, jedzenie, ubrania, śpiwór, karimaty, namioty i inne dziwne rzeczy, których potrzebujemy. Potem łapiemy autostop, tudzież pakujemy się do pociągu lub PKS. Nie można także zapomnieć podpałki do grilla, bo czym rozpalimy ognisko. A i bez gitary, śpiewanie bieszczadzkich szlagierów bezpowrotnie traci dużą część uroku.

Nie trzeba też mieć dużo pieniędzy. Noclegi w namiotach na Campingach kosztują od 4 do 12 zł za osobę (wszystko zależy gdzie stacjonujemy), przy czym warto zajrzeć na Piotrową Polanę w Wetlinie, gdzie pan Piotr Ostrowski uśmiechem wita wytrwałych piechurów, dorzucając do tego ciepły prysznic (oprócz Ustrzyk Górnych, jeden z nielicznych z Bieszczadach). Jeśli już natomiast odwiedzamy Łopienkę, to tutaj po prostu trzeba zostać na noc. Studencka baza namiotowa niedaleko Łopiennika jest bardzo klimatyczna i dzika. Uosabia wszystko, co wędrówka powinna mieć. Spotkać w niej można mnóstwo interesujących osób, wymyślne urządzenia sanitarne i kuchnię z wielkim żelaznym piecem. A do tego za pan brat siedzimy z ciszą i ciemnością, przerywaną tylko śpiewami i skromnym światłem czołówek. Na pewno też przyjdzie nam stacjonować w Ustrzykach Górnych. Camping przy schronisku PTTK jest w miarę przyzwoity, chociaż dość drogi. Natomiast w Brzegach Górnych, będziemy kąpać się w strumieniu i intensywnie przedzierać przez krzaki w poszukiwaniu toalety. Jaworzec z kolei dysponuje zarówno pokojami, jak i polem namiotowym. Uroku temu miejscu dodaje brak oświetlenia. Wieczór przy świecach lub ognisku, patrząc w niebo usiane tysiącami gwiazd to właśnie to!

 

 

alt

 

 

Jeśli gotować to tylko na ognisku. Ewentualnie, w czasie deszczu możemy użyć butli i palników gazowych. Jednakże nic nie smakuje tak jak kawa z ogniska, herbata z ogniska, a nawet kakao z ogniska. Ponadto mamy do wyboru szeroki wachlarz potraw zaczynając od kasz z mięsami, a kończąc na makaronach z różnymi podejrzanymi składnikami. Do zrobienia paleniska wykorzystujemy trzy kijki lub kratkę do grilla.

We wszystkich większych miejscowościach są też sklepy, czynne nawet w niedzielę, także problemu z zaopatrzeniem nie ma. Po bieszczadzkich drogach kursują busy, które dowożą turystów w różne miejsca. Bilety wstępu do Bieszczadzkiego Parku Narodowego to jedyne 2,5 za głowę.

Dodajmy dobry humor, współpracę i mamy pięknej urody bieszczadzki raut.

 

alt

 

No to w końcu dlaczego warto?

Chyba nikogo nie muszę przekonywać, że warto odwiedzić Bieszczady. Niezapomniany klimat, fajni ludzie, dużo śpiewu, cisza szumiąca w uszach, możliwość usłyszenia siebie, czar górskiej krainy- to tylko kilka spraw dla których trzeba bliżej zaznajomić się z Połoninami. Ponadto myślę, że Bieszczady to nie tylko góry. To także element naszej kultury, w którą wrośliśmy i którą musimy i poznawać i kochać. Ponadto w połowie sierpnia już szykują się Bieszczadzkie Spotkania ze Sztuką „Rozsypaniec”.

Ania Piechowska

 

 

 

 

O mnie

[gory.JPG]
nocuję po namiotach- najlepiej na dużych wysokościach, włóczę się po świecie, na nartach się wyleguję, piratuję na rowerze, biegam wdychając siarczany, piszę namiętnie, choć nie bardzo z sensem, płaczę nad tym, że ciągle nie mam czasu na więcej książek, kocham świat cały, śpiewam w podróży, tańczę gdzie mi zagra, czasem fałszuję na pianinie lub piszczę na flecie, wzywam na posiłki na djembe, śpię, gdzie popadnie, gadam zdecydowanie za dużo i głupoty same ;), patrzę sporo, słucham łapczywie i zdjęcia robię, ale dopiero się uczę 🙂 marzycielka i uparciuch z urodzenia, złośliwiec z wyboru
http://annapiechowskafirststeps.blogspot.com/
alt
 
Jeżynowy głód. Bo zupa była za słona, a raczej nie było jej wcale
 
 
alt

 
 

alt

 

alt

 
 

alt

 
 
2010-06-22 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Góry

Bieszczady – Bieszczadzki czar

przez Ania Piechowska 2010-06-22
Napisane przez Ania Piechowska

Ania Piechowska

   „Tam niespodzianki cię czekają co dzień, gdy w połoniny wyruszasz na zwiady, a potem patrzysz o słońca zachodzie siadłszy na drzewa przewalonej kłodzie jak żyją Bieszczady” – śpiewa Jacek Kaczmarski w swojej piosence o prostym, aczkolwiek magicznym tytule, „Bieszczady”. Dlaczego warto pojechać do ojczyzny Harasymowicza, tak słodko opiewanej przez dziesiątki poetów? Po co deptać po piętach Bieszczadzkim Aniołom? I co właściwie można znaleźć w tej zielonej i szumnej krainie?

 

alt

 

 

Między geografią, a romantyzmem

Bieszczady zachodnie ( a takie mamy w Polsce) przynależą do Beskidów Wschodnich, które są częścią Karpat Wschodnich. Zalicza się je do pasma Beskidów Lesistych. Chyba jednak tylko geografowie używają tylu nazw do opisania tego, co w naszej świadomości to po prostu „Bieszczady”, kraina wakacyjnej włóczęgi czy też raj na ziemi. Mało które góry przyciągają tylu romantyków, awanturników żądnych przygód, czy też po prostu tych, którzy mają ochotę odpocząć na łonie natury.

 

alt

 

Ale właściwie dlaczego?

Wbrew pozorom, to wcale nie takie głupie pytanie. W końcu nasze Bieszczady to mnóstwo lasów, trochę połonin i Tarnica (1346m.n.p.m). Do tego dodajmy Bukowe Berdo, Dział Wetliński i od biedy Rabią Skałę. Niewiele. Jednak wystarcza, by zachęcić rzesze ludzi żądnych wędrówki i jej odczuwania. A może to jest właśnie klucz? Chcemy dostrzec drogę inną niż ta, która wiedzie przez codzienność, pośpiech, stres.

Bieszczady mają w sobie coś  starego, coś zamierzchłego, jakby należały do poprzedniej epoki. Pytanie tylko, do której epoki? Łemków, czasów przedwojennych, czy może czasów Harasymowicza? Chyba każdej po trochu. Poznawanie kultury i historii też jest dobrym powodem do zawitania na połoniny.

Ogromną robotę wykonali także piosenkarze i poeci, pisząc panegiryki na cześć Bieszczad, łącząc je z Wszechrzeczą, miłością, sensem. Pragnienie odnalezienia swojej połówki, jak i tego co w życiu naprawdę ważne zachęca do podjęcia trudów i radości wędrówki.

I widoki! To one są ucztą  dla ducha, który kontestuje je i napawa się nimi. Szumiące trawy połonin delikatne podmuchy wiatru prosto w twarz, wijące się serpentyny dróg w dole i góry aż po horyzont. Czy to pełen sens bieszczadzkich wędrówek, czy może wzorem poetów romantyzuję troszkę?

 

alt

 

Co trzeba zobaczyć?

Nietrudno zorganizować wypad w Bieszczady. Należy tylko przemyśleć kilka kwestii zanim zadecydujemy, w które ich rejony udamy się. Na początek dobrze wziąć mapę i zastanowić się, które punkty na szlaku koniecznie chcemy zobaczyć. Warto zajrzeć do Łopienki, niedaleko szczytu Łopiennik, gdzie znajduje się cerkiew greckokatolicka z 1757 roku, a w niej drewniany posąg Chrystusa bieszczadzkiego. Trzeba też koniecznie zdobyć najwyższy szczyt – Tarnicę. Nie można zapomnieć o Połoninach – Wetlińskiej i Caryńskiej. Można też poświęcić chwilę na odwiedziny w schronisku „Jaworzec”, skąd roztaczają się przepiękne widoki na bieszczadzkie lasy oraz znajdują się pozostałości cmentarza i krzyż upamiętniający mieszkańców Jaworca – wysiedlonego i zniszczonego w 1945. Pamiętać należy o Wielkiej i Małej Rawce, Bukowym Berdzie i Rabiej Skale. Jeśli ktoś ma ochotę, to różne muzea, skanseny stoją przed nim otworem. Szczególnej uwadze polecam Baligród, a w nim cerkiew i pozostałości ziemnych umocnień zamku Balów.

 

 

alt

 

 

Jak?

Bardzo prosto. Namawiamy znajomych, pakujemy ogromne plecaki, w których mamy nasze domy – garnki, jedzenie, ubrania, śpiwór, karimaty, namioty i inne dziwne rzeczy, których potrzebujemy. Potem łapiemy autostop, tudzież pakujemy się do pociągu lub PKS. Nie można także zapomnieć podpałki do grilla, bo czym rozpalimy ognisko. A i bez gitary, śpiewanie bieszczadzkich szlagierów bezpowrotnie traci dużą część uroku.

Nie trzeba też mieć dużo pieniędzy. Noclegi w namiotach na Campingach kosztują od 4 do 12 zł za osobę (wszystko zależy gdzie stacjonujemy), przy czym warto zajrzeć na Piotrową Polanę w Wetlinie, gdzie pan Piotr Ostrowski uśmiechem wita wytrwałych piechurów, dorzucając do tego ciepły prysznic (oprócz Ustrzyk Górnych, jeden z nielicznych z Bieszczadach). Jeśli już natomiast odwiedzamy Łopienkę, to tutaj po prostu trzeba zostać na noc. Studencka baza namiotowa niedaleko Łopiennika jest bardzo klimatyczna i dzika. Uosabia wszystko, co wędrówka powinna mieć. Spotkać w niej można mnóstwo interesujących osób, wymyślne urządzenia sanitarne i kuchnię z wielkim żelaznym piecem. A do tego za pan brat siedzimy z ciszą i ciemnością, przerywaną tylko śpiewami i skromnym światłem czołówek. Na pewno też przyjdzie nam stacjonować w Ustrzykach Górnych. Camping przy schronisku PTTK jest w miarę przyzwoity, chociaż dość drogi. Natomiast w Brzegach Górnych, będziemy kąpać się w strumieniu i intensywnie przedzierać przez krzaki w poszukiwaniu toalety. Jaworzec z kolei dysponuje zarówno pokojami, jak i polem namiotowym. Uroku temu miejscu dodaje brak oświetlenia. Wieczór przy świecach lub ognisku, patrząc w niebo usiane tysiącami gwiazd to właśnie to!

 

 

alt

 

 

Jeśli gotować to tylko na ognisku. Ewentualnie, w czasie deszczu możemy użyć butli i palników gazowych. Jednakże nic nie smakuje tak jak kawa z ogniska, herbata z ogniska, a nawet kakao z ogniska. Ponadto mamy do wyboru szeroki wachlarz potraw zaczynając od kasz z mięsami, a kończąc na makaronach z różnymi podejrzanymi składnikami. Do zrobienia paleniska wykorzystujemy trzy kijki lub kratkę do grilla.

We wszystkich większych miejscowościach są też sklepy, czynne nawet w niedzielę, także problemu z zaopatrzeniem nie ma. Po bieszczadzkich drogach kursują busy, które dowożą turystów w różne miejsca. Bilety wstępu do Bieszczadzkiego Parku Narodowego to jedyne 2,5 za głowę.

Dodajmy dobry humor, współpracę i mamy pięknej urody bieszczadzki raut.

 

alt

 

No to w końcu dlaczego warto?

Chyba nikogo nie muszę przekonywać, że warto odwiedzić Bieszczady. Niezapomniany klimat, fajni ludzie, dużo śpiewu, cisza szumiąca w uszach, możliwość usłyszenia siebie, czar górskiej krainy- to tylko kilka spraw dla których trzeba bliżej zaznajomić się z Połoninami. Ponadto myślę, że Bieszczady to nie tylko góry. To także element naszej kultury, w którą wrośliśmy i którą musimy i poznawać i kochać. Ponadto w połowie sierpnia już szykują się Bieszczadzkie Spotkania ze Sztuką „Rozsypaniec”.

Ania Piechowska

 

 

 

 

O mnie

[gory.JPG]
nocuję po namiotach- najlepiej na dużych wysokościach, włóczę się po świecie, na nartach się wyleguję, piratuję na rowerze, biegam wdychając siarczany, piszę namiętnie, choć nie bardzo z sensem, płaczę nad tym, że ciągle nie mam czasu na więcej książek, kocham świat cały, śpiewam w podróży, tańczę gdzie mi zagra, czasem fałszuję na pianinie lub piszczę na flecie, wzywam na posiłki na djembe, śpię, gdzie popadnie, gadam zdecydowanie za dużo i głupoty same ;), patrzę sporo, słucham łapczywie i zdjęcia robię, ale dopiero się uczę 🙂 marzycielka i uparciuch z urodzenia, złośliwiec z wyboru
http://annapiechowskafirststeps.blogspot.com/
alt
 
Jeżynowy głód. Bo zupa była za słona, a raczej nie było jej wcale
 
 
alt

 
 

alt

 

alt

 
 

alt

 
 
2010-06-22 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Newsy

Maraton

przez Albin Marciniak 2010-06-21
Napisane przez Albin Marciniak
http://trailrunning.pl/wp-content/uploads/2010/02/maratongorstolowych.png

http://www.kompas.pl/strony_www/mgs/templates/img/glowne2b.png

pierwszy Maraton Gór Stołowych

Takiego maratonu jeszcze w Polsce nie było!

Już 10 lipca zawodnicy min. z Polski i Czech, będą mogli wziąć udział w wymagającym biegu górskim na dystansie zbliżonym do maratońskich 42km. Trasa zacznie się na polanie przed schroniskiem Pasterka i biec będzie przez najpiękniejsze szlaki Gór Stołowych i Broumovskich Sten po czeskiej stronie. Meta zawodów zlokalizowana będzie na szczycie Szczelińca Wielkiego, skały wieńczącej słynny skalny labirynt.

Najtrudniejszym aspektem biegu będzie potężne przewyższenie ponad 2500 metrów (!) oraz wymagające technicznie ścieżki między skałami i w lasach. Limit czasu wynosić będzie 8 godzin. Całość trasy prowadzić będzie po najciekawszych szlakach turystycznych, na których w miejscach skrzyżowań będą umieszczone oznaczenia maratonu. W trakcie biegu zawodnicy będą mieli dostęp do punktów odżywczych a na mecie do węzła sanitarnego i zdeponowanych wcześniej bagaży.

Zapraszamy na najtrudniejszy maraton w Polsce! Więcej na www.maratonygorskie.pl

TERMIN

Maraton odbędzie się 10 lipca 2010 r (sobota)

MIEJSCE

Start: Schronisko Pasterka (Góry Stołowe). Godzina startu: 10.00.

Meta: Schronisko na Szczelińcu (3 km od startu/bazy zawodów)

Baza/Biuro zawodów: Schronisko Pasterka

TRASA

Trasa prowadzi szlakami turystycznymi Gór Stołowych i Broumovskich Sten (Czechy). Trasa wymagająca technicznie, dużo skał, zakrętów, znaczne przewyższenia.

a) Dystans – około 42 km

b) Przewyższenia: powyżej 2500 m

Limit czasu wynosi 8 godzin.

PROGRAM RAMOWY:

Piątek (09.07.2010)

Od 16.00 – 23.00 Weryfikacja (kwaterowanie – dla chętnych) uczestników w biurze zawodów (Schronisko Pasterka)

Sobota (10.07.2010)

Od 7.00 – 9.00 Weryfikacja uczestników

10.00 – start (polana przed Schroniskiem Pasterka)

13.00-14.00 – planowane przybycie najlepszych zawodników

18.00 – zamknięcie trasy

18.30 – oficjalne zakończenie zawodów, wręczenie nagród

19.00 – pasta party (posiłek, ognisko)

ORGANIZATOR:

Piotr Hercog , Maciej Sokołowski

Tel. 602 100 624 , 604 522 526, (74) 871 22 19

Mail: [email protected]

przy współpracy:

Miasta i Gminy Radków

ZGŁOSZENIA:

Zgłoszenia przyjmowane będą do 01.07.2010 roku, lub zakończenia zapisów – wyczerpania limitu startujących.

LIMIT STARTUJĄCYCH: 150 osób.

Maraton Gór Stołowych jest częścią  cyklu 10 biegów górskich i trailowych Salomon Trail Running www.trailrunning.pl

2010-06-21 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Newsy

Maraton

przez Albin Marciniak 2010-06-21
Napisane przez Albin Marciniak
http://trailrunning.pl/wp-content/uploads/2010/02/maratongorstolowych.png

http://www.kompas.pl/strony_www/mgs/templates/img/glowne2b.png

pierwszy Maraton Gór Stołowych

Takiego maratonu jeszcze w Polsce nie było!

Już 10 lipca zawodnicy min. z Polski i Czech, będą mogli wziąć udział w wymagającym biegu górskim na dystansie zbliżonym do maratońskich 42km. Trasa zacznie się na polanie przed schroniskiem Pasterka i biec będzie przez najpiękniejsze szlaki Gór Stołowych i Broumovskich Sten po czeskiej stronie. Meta zawodów zlokalizowana będzie na szczycie Szczelińca Wielkiego, skały wieńczącej słynny skalny labirynt.

Najtrudniejszym aspektem biegu będzie potężne przewyższenie ponad 2500 metrów (!) oraz wymagające technicznie ścieżki między skałami i w lasach. Limit czasu wynosić będzie 8 godzin. Całość trasy prowadzić będzie po najciekawszych szlakach turystycznych, na których w miejscach skrzyżowań będą umieszczone oznaczenia maratonu. W trakcie biegu zawodnicy będą mieli dostęp do punktów odżywczych a na mecie do węzła sanitarnego i zdeponowanych wcześniej bagaży.

Zapraszamy na najtrudniejszy maraton w Polsce! Więcej na www.maratonygorskie.pl

TERMIN

Maraton odbędzie się 10 lipca 2010 r (sobota)

MIEJSCE

Start: Schronisko Pasterka (Góry Stołowe). Godzina startu: 10.00.

Meta: Schronisko na Szczelińcu (3 km od startu/bazy zawodów)

Baza/Biuro zawodów: Schronisko Pasterka

TRASA

Trasa prowadzi szlakami turystycznymi Gór Stołowych i Broumovskich Sten (Czechy). Trasa wymagająca technicznie, dużo skał, zakrętów, znaczne przewyższenia.

a) Dystans – około 42 km

b) Przewyższenia: powyżej 2500 m

Limit czasu wynosi 8 godzin.

PROGRAM RAMOWY:

Piątek (09.07.2010)

Od 16.00 – 23.00 Weryfikacja (kwaterowanie – dla chętnych) uczestników w biurze zawodów (Schronisko Pasterka)

Sobota (10.07.2010)

Od 7.00 – 9.00 Weryfikacja uczestników

10.00 – start (polana przed Schroniskiem Pasterka)

13.00-14.00 – planowane przybycie najlepszych zawodników

18.00 – zamknięcie trasy

18.30 – oficjalne zakończenie zawodów, wręczenie nagród

19.00 – pasta party (posiłek, ognisko)

ORGANIZATOR:

Piotr Hercog , Maciej Sokołowski

Tel. 602 100 624 , 604 522 526, (74) 871 22 19

Mail: [email protected]

przy współpracy:

Miasta i Gminy Radków

ZGŁOSZENIA:

Zgłoszenia przyjmowane będą do 01.07.2010 roku, lub zakończenia zapisów – wyczerpania limitu startujących.

LIMIT STARTUJĄCYCH: 150 osób.

Maraton Gór Stołowych jest częścią  cyklu 10 biegów górskich i trailowych Salomon Trail Running www.trailrunning.pl

2010-06-21 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Aktualności inne

Remont schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich

przez Albin Marciniak 2010-06-21
Napisane przez Albin Marciniak
alt

Remont schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich

Przeciągająca się zima i spore zapasy śniegu przedłużyły nieco termin zakończenia remontu.
Obecnie ekipy działają i nadrabiają czas by jak najszybciej oddać do użytku elektrownię wodną i oczyszczalnię ścieków.
W planie jest także instalacja masztu „Plusa” by i tutaj docierał sygnał dla telefonów co związane jest przedewszystkim z bezpieczeństwem i możliwością wezwania pomocy z każdego miejsca w Tatrach. Maszt będzie mógł  zostać uruchomiony dzięki znacznemu zwiększeniu mocy elektrowni wodnej ( krążą plotki o Wi-Fi w schronisku ). Mimo trwających prac budowlanych, schronisko działa pełną parą i nawet w deszczowy weekend był nadkomplet. Tutaj zawsze jest klimatycznie i niewiele jest dni w roku kiedy w schronisku jest pusto.

Modernizacja schroniska w „Pięciu Stawach”  polega na ociepleniu budynku, wymianie okien i całego systemu ogrzewania. Starą kotłownię, która rocznie spalała ok 40 ton węgla, zastępuje ogrzewanie elektryczne. Równorzędną inwestycją, jaka ma na celu zmniejszenie uciążliwości dla tatrzańskiej przyrody jest budowa biologicznej oczyszczalni ścieków, wypływających ze schroniska . Schronisko, a także biologiczna oczyszczalnie ścieków będą zasilane prądem z elektrowni wodnej o mocy 80 kW, którą usytuowano  na Potoku Roztoka wypływającym z Wielkiego Stawu. Działająca dotychczas na tym miejscu elektrownia wodna, o mocy do 7 kW, pmiała ponad 60 lat  i wystarczała  do oświetlenia schroniska.

Koszty modernizacji wyniosą kilka milionów złotych. Prace w takim terenie jest trudno oszacować, ze względu m.in. na trudności z transportem wszystkich materiałów potrzebnych do budowy – muszą one być transportowane w rejon schroniska  specjalnym sześciokołowym quadem oraz śmigłowcem.

Do tej pory działała tam tzw. oczyszczalnia mechaniczna, czyli po prostu doły chłonne, do których wlewano nieczystości. Z tych dołów fekalia wyciekały między skałami do potoku wypływającego z Wielkiego Stawu Polskiego. Teraz w Pięciu Stawach powstaje elektrownia wodna i nowoczesna oczyszczalnia biologiczna.

 

 

foto: Albin Marciniak

alt
nowe okna są w całym schronisku ale jak zauważyłem, pominięto przynajmniej jedno w przysznicu męskim

alt
po wymianie okien i dociepleniu, odnowiono także boazerie na jadalni i we wszystkich wnękach okiennych w całym obiekcie.
wszędzie powieszono także nowe grzejniki, nawet w pierwszym przedsionku.

alt

okna są drewniane i nawet pasują do całości. przedewszystkim są 2 komorowe i szczelne a to znazcy że
zimowe noce nie będą już tak uciążliwe nad ranem.

alt

alt
już nie ma tabliczki zasłaniającej wybitą szybę….

alt

tyle zostało ze starych okien …

alt

alt
alt

alt
żwir , pustaki, kilometry kabli

alt
główny element oczyszczalni ścieków

alt

sporo materiałów musiało zostać dostarczonych na górę tym wyciągiem

 
 
alt

Wszyscy odwiedzający schronisko znają Krysię, osobę niezwykle sympatyczną i wiecznie uśmiechniętą, nawet wówczas gdy ucisza „śpiewaków” o 2 nad ranem 🙂 . 15 czerwca minęło 11 lat od kiedy spotykamy ją w  schronisku i miejmy nadzieję że tak zostanie długo…

http://piecstawow.pl/

noc w Tatrach
Ostatnia noc w schronisku przed remontem …

alt

inne zdjęcia z Tatr

alt

2010-06-21 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Aktualności inne

Remont schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich

przez Albin Marciniak 2010-06-21
Napisane przez Albin Marciniak
alt

Remont schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich

Przeciągająca się zima i spore zapasy śniegu przedłużyły nieco termin zakończenia remontu.
Obecnie ekipy działają i nadrabiają czas by jak najszybciej oddać do użytku elektrownię wodną i oczyszczalnię ścieków.
W planie jest także instalacja masztu „Plusa” by i tutaj docierał sygnał dla telefonów co związane jest przedewszystkim z bezpieczeństwem i możliwością wezwania pomocy z każdego miejsca w Tatrach. Maszt będzie mógł  zostać uruchomiony dzięki znacznemu zwiększeniu mocy elektrowni wodnej ( krążą plotki o Wi-Fi w schronisku ). Mimo trwających prac budowlanych, schronisko działa pełną parą i nawet w deszczowy weekend był nadkomplet. Tutaj zawsze jest klimatycznie i niewiele jest dni w roku kiedy w schronisku jest pusto.

Modernizacja schroniska w „Pięciu Stawach”  polega na ociepleniu budynku, wymianie okien i całego systemu ogrzewania. Starą kotłownię, która rocznie spalała ok 40 ton węgla, zastępuje ogrzewanie elektryczne. Równorzędną inwestycją, jaka ma na celu zmniejszenie uciążliwości dla tatrzańskiej przyrody jest budowa biologicznej oczyszczalni ścieków, wypływających ze schroniska . Schronisko, a także biologiczna oczyszczalnie ścieków będą zasilane prądem z elektrowni wodnej o mocy 80 kW, którą usytuowano  na Potoku Roztoka wypływającym z Wielkiego Stawu. Działająca dotychczas na tym miejscu elektrownia wodna, o mocy do 7 kW, pmiała ponad 60 lat  i wystarczała  do oświetlenia schroniska.

Koszty modernizacji wyniosą kilka milionów złotych. Prace w takim terenie jest trudno oszacować, ze względu m.in. na trudności z transportem wszystkich materiałów potrzebnych do budowy – muszą one być transportowane w rejon schroniska  specjalnym sześciokołowym quadem oraz śmigłowcem.

Do tej pory działała tam tzw. oczyszczalnia mechaniczna, czyli po prostu doły chłonne, do których wlewano nieczystości. Z tych dołów fekalia wyciekały między skałami do potoku wypływającego z Wielkiego Stawu Polskiego. Teraz w Pięciu Stawach powstaje elektrownia wodna i nowoczesna oczyszczalnia biologiczna.

 

 

foto: Albin Marciniak

alt
nowe okna są w całym schronisku ale jak zauważyłem, pominięto przynajmniej jedno w przysznicu męskim

alt
po wymianie okien i dociepleniu, odnowiono także boazerie na jadalni i we wszystkich wnękach okiennych w całym obiekcie.
wszędzie powieszono także nowe grzejniki, nawet w pierwszym przedsionku.

alt

okna są drewniane i nawet pasują do całości. przedewszystkim są 2 komorowe i szczelne a to znazcy że
zimowe noce nie będą już tak uciążliwe nad ranem.

alt

alt
już nie ma tabliczki zasłaniającej wybitą szybę….

alt

tyle zostało ze starych okien …

alt

alt
alt

alt
żwir , pustaki, kilometry kabli

alt
główny element oczyszczalni ścieków

alt

sporo materiałów musiało zostać dostarczonych na górę tym wyciągiem

 
 
alt

Wszyscy odwiedzający schronisko znają Krysię, osobę niezwykle sympatyczną i wiecznie uśmiechniętą, nawet wówczas gdy ucisza „śpiewaków” o 2 nad ranem 🙂 . 15 czerwca minęło 11 lat od kiedy spotykamy ją w  schronisku i miejmy nadzieję że tak zostanie długo…

http://piecstawow.pl/

noc w Tatrach
Ostatnia noc w schronisku przed remontem …

alt

inne zdjęcia z Tatr

alt

2010-06-21 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Azja

Chiny

przez Magda Pydo 2010-06-17
Napisane przez Magda Pydo
alt

Pierwszy raz w Azji – pierwszy raz w Chinach
: wyprawa Agi,Jacka i Magdy,

12 kwietnia wylądowalismy w Nanjing,o 11, lotnisko takie sobie, odprawa

szybka, no problem

złapalismy bus do miasta za 20 yuan/1 os,jedziemy, jedziemy tak ze 40

min, przemysłowo, nic ciekawego, autobus miał dojechac do głównego

dworca-końcowy przystanek a tu sorry, kierowca krzyczy i macha rekami że

koniec w środku miasta, gdzie jestesmy tego nie wie nikt, zaraz jakiś

facet podszedł i pokazuje nam ze nas podwiezie, ja mu podstawiam pod nos

kartke z adresem hostelu po chinsku, a on 30 yuan, duuuuużoooo, idziemy

dalej, i po paru krokach podjezdza taxi, facet pokazuje ze liczy z

taksometru,a ja ze niech pokaze banknot, no za 10 y, bierzemy i jedziemy

prosto do hotelu,

lokum fajne, czysto, pokoj 3 os maaaałyyy dla chinczykow, ale my biali damy

rade, pare akrobacji i gitara 🙂

dziewczyna z recepcji napisała nam po chinsku info o bilecie który

chcemy kupić z nanjing do taishan, ogarnelismy sie i idziemy w

miasto, podobno dworzec jest blisko

miasto:wiezowce, mnóstwo samochodów, sporo ludzi w

maseczkach-zanieczysczenie powietrza/zarazki? próbujemy sie odnależć w

kierunkach , pytam sie policjanta któredy na dworzec, pokazuje kierunek

,no i turlamy sie, po ok godzinie cos nie gra, na szczeście nazwy ulic po

angielsku i chińsku, zawracamy i chyba juz dobrze idziemy,

alt

Nanjing

przez troche trzymamy sie glównej ulicy gdzie jezdzi metro -to taki

punkt odniesienia, Jacek dostaje skretu szyji od zagladania w boczne

uliczki,ok, zawijamy sie i tu sa prawdziwe Chiny, garkuchnie=kacze

główki, szyje, rapetki, palce lizać 🙂

alt

alt

tak sie szwedamy,szwedamy ,rekonesans,trzeba sie odnależć w nowym

otoczeniu

po jakims czasie łapie nas głód,no i ryzyk fizyk idziemy do

garkuchni, pokazujemy na takie koszyczki z pierożkami, dostajemy

zestaw:pierożki, miski z bulionem, sosy, a teraz nauka obsługi

pałeczek, hihihihi, ja mam wprawe, Aga walczy dzielnie, Jacek luzik

maczamy pierogi w zupie a tu nie to nie tak, pani przynosi nam łyżeczki

,a myśmy juz zjedli, pośmiali sie z nas 🙂

dotarliśmy na dworzec, w cholere kas i ludzi idę do mundurowego i

pokazuje kartke z tym co chcemy kupic wskazuje kase, dobijamy do okienka

,kobitka czyta , szuka w rezerwacji i znika , przychodzi z nią dziewczyna

mówi po angielsku, ufffff,

w końcu mamy bilety ,145 yuan/1os na hard sleeeper

 

dziś wyruszamy autobusem do muzeum nanjing(wstęp za free),dalej z

buta na purpurowe wzgórze :świątynia Linggu,mauzoleum Sun Yatsen,udaje

sie nam wejsc jako studenci=na nasze dowody osobiste,czlowiek musi

kombinować

alt

alt

alt

chcemy wrócic do miasta a tu nie wiadomo jak sa numery busów , ale co i

jak na szczescie Jacek ma mapke z hostelu z chińskimi nazwami

miejsc, spoko docieramy do miasta, jestesmy głodni jak fix, dopadamy

pierogarni-pycha sa z czymś zielonym, szpinak?

dogryzam plackiem z ostrym sosem.

 

od rana pada deszcz bleeee, a tu pociag zaraz po północy,cały dzień przed

nami,zostawiliśmy bagaże w hostelu,zrobiłam rezerwacje na ostatni

nocleg,na powrot.mamy w planie świątynie konfucjusza

alt

ok idziemy w miasto :-)))

wreszcie dopadlam szybki net,jestemy w Beijing!!!od 5 rano!drugi raz jechalismy nocnym pociagiem,czysto schludnie ,posciel jest ,tak to mozna podrozowac,

w miedzy czasie :weszlismy na góre Taishan-3500 schodów,masakra,ja skonczyłam wejscie troche wcześniej,kolana nie dały rady,stopnie dla chińczykow,płytkie jak nasze europejskie stopy :-)))

alt

byliśmy w Qufu -skąd pochodzil Konfucjusz-bardzo nam sie podobalo,

alt

alt

i klasztor Lingyan ,40 km od Taishan ,w fajnych okolicznosciach przyrody 🙂

alt

a Pekin?okropne miasto ,niesamowity smog,oczy szczypia,bezsensu,wisi mgło-smog,dzis udalo sie nam wejść do zakazanego miasta(60 yuan/1 os)

alt

hmmm jakoś nie wywarło nas wrazenia ,takiego piorunujacego,fajne ale bez przesady,plac Tiananmen -duży,tonie we mgle

alt

ja znalazlam fajny kosciółek katolicki blisko tego placu,

po długich rozmowach ,dylemacie jechac czy nie jechać na mur chinski,zdecydowalismy sie pojechac,jak to Jacek stwierdzil :trzeba zobaczyc te kupe kamieni,odremontowana i wyrobic sobie zdanie czy warto,wiec jutro rano jedziemy,a pojutrze ciag dalszy zwiedzania pekinu,musimy zrobic sobie przerwe od smogu-to jest ciezkie do porowniania do czegokolwiek ,w Polsce nie ma czegos takiego.

a 21 kwietnia jedziemy do Datong ,uciekamy z Pekinu bo nie ma co tu siedzie ,na prowincje-na 2 dni zobaczymy jaskinie Yungang i wiszacy monastyr.

a co do kulinariów:wedzone tofu ze szczypiorem,ogórek z sosem sojowym i orzechowym.pycha i oczywiscie pierożki 🙂

 

no i wczoraj bylismy na Wielkim Murze,(45yuan/1 os)dostac sie tam nie jest łatwo,znalezienie odpowiedniego autobusu nie jest proste,mówili że dzis nic nie jedzie bo zlła pogoda,mgliście i chłodno,a na miejscu było słońce i blue skySmile, ale trzeba być twardym i udało sie ,ok 1 godz  w 1 str i stoi sobie mur,mnóstwo ludzi,tam pierwszy raz spotkaliśmy Polakow,3 godzinki i z powrotem, na mnie wielkiego wrażenia nie wywarł,moze za duzo w telewizji widzialam ,ale  obcykalam
alt
wielki mur

dziś -Pekin cd.-byliśmy w klasztorze chmury- taoistycznym ,najstarszy w chinach-za wyjatkiem tybetu
alt

światynia nieba
alt
Pekin – Świątynia Nieba
i food market-ośmiornice,koniki morskie,chrzaszcze ,ja poprzestalam na mleku kokosowym,-super

alt
Pekin – food market

,fajny dzień,z innych kulinarnych ciekawostek na obiad kaczka po pekinsku-dla Jacka i Agi,a ja wszystko co zielone zgrilowane,zielona herbata-i git
zanieczyszczenie powietrza w pekinie mnie dopadlo-zakatarzona ,prychajaca,z gorączką,ale sie lecze ,trzeba byc twardym a nie mietkim,nikt nie mówił ze bedzie easy,baba ze wschodu :-)))
jutro jedziemy do Datongu

 

no i jestesmy w Datongu-miasto brzydkie przemyslowe,odbudowuja starówke,bedzie nówka z fabrykiWink,

bylismy w jaskiniach Yungang-kilkanustometrowe rzezby Buddy,freski bardzo mi sie podobalo

alt

okolice Datongu-groty Yungang

 

a dziś w wiszacym klasztorze-cudenko,budynki przyklejone do pionowej skalnej ściany-rewelacja,poprostu miodzio!!bardzo drogie bilety na pln ok 65,czasami udaje sie nam wejsc jako studenci na nasz dowod osobisty :-))trzeba sobie radzic

alt

okolice Datongu-wiszący monastyr

 

dzis w nocy turlamy sie do Pingyao, 7godzin w pociagu,juz to przerabialismy

mała zmiana planów odpuszczamy jedno miejsce-Groty Longmen-niewiele z nich zostalo,i trudny dojazd jak sie okazało,z Pingyao,wcześniej zjedziemy do Xian -Armia terakotowa :-)))

 

jestesmy w Pingyao,starowka wpisana na Unesco,dzieki temu nie zrównali z ziemia i nie postawili szkła i metalu,sa stare hutongi ,dzieciaki w błocie sie taplające,suszy sie pranie,oczywiście sklepy z pierdołami made in china,sympatycznie,mielismy fajny hotel(za 3 os 120 julkow ze 200,ok 60 pln,pokój z łazienka i hot water)

mozna sie posnuć,poszwedac bez pospiechu,

alt

pingyao

alt

pingyao

dziś o północy jedziemy do Xian ,9 godzin w pociagu ,troche pośpimy,czeka na nas armia terakotowa i starówka-z dzielnicą muzułmanska-znacie moja słabosc do islamu :-)) tym razem wydanie chińskie

kupilismy bilety lotniczy xian-guilin-na tarasy ryzowe i rzeka li,zjawiska krasowe za całe 190 pln/1os ,na 28 kwietnia

z jedzonka:omlet ze szczypiorkiem i ostrym sosem,kruche ciastka z czarnuszka

 

jeszcze nic nie kupuje zeby nie tachać ale mam kilka swoich typow,min.spożywcze :-))),po powrocie troche popichceSmile

 

Jestesmy od wczoraj w Xian.miasto jak to chinskie miasto:wieżowce,zapylenie kurzem i piaskiem,nic ciekawego,ale jak dotarlismy do muzulmanskiego kwartalu to inny swiat,krete uliczki,kobiety w chustach ,meżczyzni w czapeczkach,baklawa,buleczki z dżemem daktylowym,wyszperalam mały meczet,fajnieSmile

alt

xian-dzielnica muzułmańska

alt

xian-dzielnica muzułmańska w meczecie

dzis bylismy w Armii Terakotowej-duzooooo gliny,no takie ok ,bez przesady,za duzo w telewizji widzialam ,ale jak sie nie pojedzie to sie nie wyrobi zdania,i znowu weszlismy jako studenci 45 zamiast 90 yuan,

 

alt

armia terakotowa

jutro wstajemy o 5 rano ,bierzemy taxi i na lotnisko,lecimy na poludnie ,do guilin,w lładne okolicznosci przyrody :-)))),tarasy ryzowe,rzeka Li,jaskinie,coraz cieplej,i gitara

odpoczniemy z 6-7 dni,wymyslimy co dalej

 

polecielismy na południe Chin ,do Guilin,na lotnisku szybko sprawnie,prawie 2 godziny lotu i jestesmy w kompletnie innym klimacie,zielono,,krete rzeki,goraco,tropik,mielismy szybki transport lotnisko -dworzec busowy w guilin-longscheng-pingan=ryzowe tarasy,zaraz po wyjsciu z busa zgarnela nas kobitka ,zeby tylko looknac na jej guesthouse,z plecakami pod gorke,ciezko ,ale sie szlo,domki w wiosce fajne,drewniane,nasz z widokiem na tarasy,suuuupeeeer,potargowalam sie i mamy 2 noce za ok 80 pln za 3 os,niezle,poszlismy na krotki spacer,i spac

alt

tarasy ryżowe-wioska ping`an

alt

tarasy ryżowe

stwierdzilismy ze zrobimy maly trekking do nastepnej wioski Dazhai,ok 4 godziny,nie bylo latwo bo wiele sciezek,ale koniec jezyka za przewodnika,i spoko,przpiekne okolicznosci przyrody :-),zielono,strumyk szemrze,kilka wiosek po drodze,kobity maja fajne stroje amarantowo -czarne

deszczyk nas zlapal-tropikalny,luz,dotarlismy na miejsce,jedzonka i lapiey buasa z powrotem,ale tylko do pewnego momentu bo jedzie dalej a mamy podazamy troche w bok,udalo nam sie zlapac stopa,a w guesthouse niespodzianka 3 dziewczyny z polski,wlasnie przyjechaly  z nad rzeki Li,a my tam jutro jedziem,mowia fajnie.siedzimy na tarasie z zielona herbata-i gitara

dziś szybkie sniadanie,ja mleko a Aga i Jacek zroblili jajecznice z chinskich jaj i boczku -suszonego,dlugo beda wspominac,do Yangshuo docieramy ok 14,i szukamy noclegu ,masakra,duzo po zajmowane-Chińczycy tez mają weekend majowy,ceny szok,ale udalo nam sie znalezc hotel 3 noce za 360 julkow=180 pln za 3 os,spoko miescimy sie w budzecie

idziemy w miasto mnostwo turystow,glosno ale ok,dalismy sie namówic na 40 min rejsik po rzece,za 70 julkow /3 os,super,górki porosniete krzakami,czarne kormorany

planujemy rejs 5 godzinny po rzece Li,poszwedac sie po wioskach,,wodne jaskinie,bedziemy tu do 3 maja ,potem nocnym pociagiem z guilin do hengshan

alt

yangshuo

alt

yangshuo

 

wczoraj bylismy nad rzeka Yulong,ok 10 km od Yangshuo,z kamiennym mostem Smoka,fajne miejsce ,cala okolica,sady pomaranczowe,pola ryzowe,mozna sie poszwedac ,cisza spokoj,nasza wies tylko w wydaniu chinskim

alt

okjolice yangshuo

alt

okolice yangshuo

zaczelismy robic zakupy-Aska mam to co chcialas :-),trzeba sie ostro targowac,mozna zejsc o 2/3 ceny,oczywiscie manewr z wychodzeniem ze sklepu dziala niezawodnie :-)))

 

a dzis podjechalismy do wioski Yangdi,zeby zalapac sie na splyw rzeka Li do Xingping,ok 25 km,udalo nam sie zalatwic bamboo boat za 200 za 3 os,zaczelismy od 400 :-))

alt

rzeka Li

suuupeeer,mnie sie bardzo podobalo,zielono ,gorki zakrzaczone,wiatr we wlosach ,rewela!!!

jutro zaczyna sie  czwarty tydzien naszego wyjazdu,zlecialo,w nocy jedziemy do Hengshan-jedna z pieciu gor pielgrzymkowych ,wazna dla taoistow,a pozniej park narodowy Lushan-trekking

 

z jedzonka:makaron ryzowy z imbirem,korzeniem lotosu i zielenina z woka,pycha,i pomarancze bardzo dobre chociaz te z Sycylii the best

 

wreszcie dotarlismy do Hengshan,9 godzin w pociagu,hard seat,twardy fotel,masakra,nie dalo sie pospac,na stacji kolejowej mielismy problem z kupieniem biletow do Nanchang bo tylko byly stojace(6 godzin) i po krotkiej debacie wzielismy,mam nadzieje ze uda sie jakos przetrwac ten przejazd,bo po pociagu czeka nas ok 2 godziny busem do parku narodowego Lushan-zapowiada sie ciezki dzien -6 maj,a w tej miescinie ,jak na chinskie warunki ,jestesmy atrakcja turystyczna,chyba nikt z bialych wczesniej tu nie byl,zalatwilismy sobie hotel dworcowy-najfajniejsze warunki jak do tej pory,za cale 200 yulkow/za 3 os/za 2 noce.ok 100 pln

ale z super info wczoraj przetestowalam z Aga chinski gabinet masazu:tradycyjny na cale cialo i stop a w zasadzie nog w mlecznej kapieli i to byl strzal w 10,rewelacja 2 godziny relaksu,panowie masazysci wiedzieli co robia,polecam ,a przy okazji smieszna kasa ok 50 pln

 

jutro wspinamy sie na gore Heng shan

 

gora hengshan?super!!!sporo sciezek,co troche mala swiatynia,rzeczka,wodospad,fajne miejsce,ja spedzialam tam ladnych pare godzin,

alt

hengshan

alt

hengshan

Aga i Jacek odpuscili sobie-co kto lubi

po powrocie z wloczenia sie czekala na mnie niespodzianka-powiedzmy.Jacek i Aga chca jechac z hengshan do nanchang-na ten kawalek mamy bilety stojace a pozniej do szanghaju,wiedzieli ze ja za bardzo nie chce kolejnego miasta(zero klimatu,wiezowce,smog,bleeee) ogladac tym bardziej jak w szanghaju jest expo 2010 czyli dziki szal cial ,nie mam ochoty na dobicie,no wiec rozdzielamy sie,kazdy ma swoj gust,ja chce pojecha do Lushan park narodowy odetchnac przed wylotem

i nastepny dzień ,wskakujemy do busika na stacje kolejowa,oberwanie chmury,zmoklam jak cholera,zmokla kura :-(((.wpadam szybko do przedzialu krotka walka slowna polsko-angielsko-chinska i mam siedzenie,po przyjezdzie do Nanchang lapie taxi na pks i tu przykra niespodzianka juz nic nie jedzie do Lushan,,kupilam bilet za 50 yuan na 7 kwiecien na 8:20, a teraz albo spanie w hotelu albo na dworcu,znalazlam hotel 40 yuan za jedynke z lazienka jakies 5,5 dolca,biore,mialam szczescie ze pomogla mi chinka mowiaca po angielsku,plynnie,poprostu z ulicy spytala can I help you? byla tlumaczem miedzy mna a szefem hoteliku,super!!!

szybki prysznic i do garkuchni za 10 yuan ryz i ze 4 rozne griliwane warzywka,wszystko widac za szyba nic tylko pokazywac paluszkiem co sie chce wciagnac, mniam

Aga z Jackem przyslali sms ze maja bilety do szanghaju na noc za cale jedyne 500 yulkow/1os ,masakra,ale to miasto jest numer jeden w chinach i nie tylko wiec wszystko jest drogie transport i noclegi,pare razy w gore

z rana łapie taxi na dworzec ,czekam na swoj check-in(w Chinach nie zaleznie czy pociag czy autobus najpierw cie przeswietla a pozniej sprawdza bilet ,to jest organizacja)  i dostaje butelke wody na droge ,w ramach biletu,fajnie,jedziemy z 2,5 godz,krajobraz sie zmienil,serpertyny,gorki,zielono,jestem na miejscu,i na bus station mowia ze juz nie ma polaczen bezposrednich z Nanjing-szlag mnie troche trafia,moge jechac Lushan-Jiujing-Nanjing,start 7:50

,na 15 sie doturlam ,spoko,mam czas,zreszta reszta ekipy tez tak zjedzie.szukam hostelu z sieci Youth hostel,nowo otwarty i jest,30 julkow za noc  4,5 dolca,w dormie ,super,dla mnie 2 noclegi ,

a miasteczko jak nasza szczawnica,domki z kamienia,,zero smogu i wiezowcow,

alt

lushan-miasteczko

alt

lushan-miasteczko

mnie sie podoba ,kupilam mapke rejonu i jutro z rana z buta na Dragon Cliffs,

ciag dalszy zakupow:czarki maly imbryk,kubki do herbaty-prezenty  dla herbaciarzy.:-)))

 

no to tyle na dzis,wlasnie wcinam swiezego ananasa pycha

 

ufff wlasnie wrocilam z wloczenia sie po Lushan,pogoda sie troche zepsula,tzn deszczyk sobie pada,ale jest cieplo,zainwestowalam w parasolke-15 yuan i z buta, :-))),szlaki wylozone kamiennymi plytami,wszystko dobrze oznaczone nie mozna sie zgubic tym bardziej ze wokol mnie z 50 Chinczykow a ja jedyna biala i tak troche wyzsza-chyba to smiesznie wygladalo,

wszystko porosnieta lasem sosnowym=piniowym,mgla sie unosi,co troche skalne platformy nieco wysuniete ponad przepasc,super! mimo pogody,doszlam do urwiska smoka

alt

lushan-park narodowy

alt

lushan-park narodowy

,mgliscie widac most podwieszany i kolejke.po drodze chinka mnie zaczepila cos mowi ja nic nie kumam,ide dalej ona zemna,pokazuje na mapce ze tu nie daleko jest stacja kolejki,ok no i wsiadam-30 yuan i jade ale guzik widac,na stacji okazuje sie ze bus do miasteczka jest o 15,za 2 godziny, i kosztuje 65 yuan-zlodziejstwo,w knajpie probowalam sie porozumiec  na temat jedzenia ,kelnerka zaprowadzila mnie do kuchni i stanelo na omlecie z pomidorami i ryzu,pomogla mi sie dogadac mloda chinka -niezle mowiaca po angielsku,spytalam sie co z tym biletem na busik,podumala ze gdybym miala specjalna karte to bym pojechala za 20 julkow i zaproponowala mi ze kupi mi bilecik na swoja,spoko ,sa pomocni ludzie,i za 5 min wsiadlam do samochodu,

generalnie te okolicznosci przyrody polecam-baaardzooo :-)))

pieka dobre kruche ciastka z czarnym sezamem=czarnuszka i z bialym

9 maj no to przyjechalam do Nanjing,ostatnie zakupy,pare fajnych rzeczy

wlasnie dowiedzialam sie ze niektore lotniska w europie maja byc pozamykane przez popiol wulkaniczny,monachium juz closed ,ale frankfurt dziala ,wlasnie tu przylatujemy z chin.i dalej do monachium,w razie czego moze bedzie przekierowanie.mam nadzieje ze bedzie ok,naszej rezerwacji nie zmieniono

no ale tak szczerze mowiac do sie dopiero rozkrecilam i pojechalabym dalej ale obowiazki wzywaja :-)) wpadlam w rytm podrózowania

podsumowanie wyjazdu bedzie jak wroce

no to wróciłam, wczoraj (10 maj) tuz przed północa, na szczeście opóżnienia niewielkie, lotniska otwarte

a co do wyjazdu; jechac czy nie jechac do Chin? według mnie JECHAC!!!

ale z dystansem,z nie wygórowanymi oczekiwaniami,polecam kombinacje troche północy :Pekin,okolice Datongu-groty Yungang z Wiszacy monastyrem,Xian z muzułmanska dzielnica i armia terakotowa,troche południa:ryzowe tarasy w Ping`an i Dazhai,rzeka Li,góra Hengshan park narodowy Lushan,czyli zabytki sztampowe-maksymalnie skomercjalizowane i przyroda,po to żeby miec porównanie,generalnie wyszło na PLUS

ten wyjazd był dla mnie takim rozeznaniem w terenie,zeby sie dowiedziec o co chodzi i czym to sie je(jedzenie pycha), napewno wróce do Chin, pewnie w przyszlym roku, zachodnia połowka:Yunnan, Suczuan, wewnetrzna Mongolia , moze Tybet, przyroda to po pierwsze i po drugie, zabytki na dalszym planie,

Magda Pydo

 

armia terakotowa 1
armia terakotowa 1 relacje/chiny_magda/armia terakotowa 1
armia terakotowa 2
armia terakotowa 2 relacje/chiny_magda/armia terakotowa 2
armia terakotowa 3
armia terakotowa 3 relacje/chiny_magda/armia terakotowa 3
hengshan
hengshan relacje/chiny_magda/hengshan
hengshan3
hengshan3 relacje/chiny_magda/hengshan3
lushan -miasteczko1
lushan -miasteczko1 relacje/chiny_magda/lushan -miasteczko1
lushan-miasteczko2
lushan-miasteczko2 relacje/chiny_magda/lushan-miasteczko2
lushan-park narodowy
lushan-park narodowy relacje/chiny_magda/lushan-park narodowy
lushan-park narodowy 2
lushan-park narodowy 2 relacje/chiny_magda/lushan-park narodowy 2
nanjijng-purpurowe wzgórze 1
nanjijng-purpurowe wzgórze 1 relacje/chiny_magda/nanjijng-purpurowe wzgórze 1
nanjing-swiatynia konfucjusz
nanjing-swiatynia konfucjusz relacje/chiny_magda/nanjing-swiatynia konfucjusz
nanjing mnich ze światyni linggu
nanjing mnich ze światyni linggu relacje/chiny_magda/nanjing mnich ze światyni linggu
nanjing pagoda linggu
nanjing pagoda linggu relacje/chiny_magda/nanjing pagoda linggu
nanjing swiatynia konfucjusza
nanjing swiatynia konfucjusza relacje/chiny_magda/nanjing swiatynia konfucjusza
oklice yangshuo 2
oklice yangshuo 2 relacje/chiny_magda/oklice yangshuo 2
okolice Datongu- groty Yungang
okolice Datongu- groty Yungang relacje/chiny_magda/okolice Datongu- groty Yungang
okolice Datongu-groty Yungang 2
okolice Datongu-groty Yungang 2 relacje/chiny_magda/okolice Datongu-groty Yungang 2
okolice Datongu-wiszący monastyr 1
okolice Datongu-wiszący monastyr 1 relacje/chiny_magda/okolice Datongu-wiszący monastyr 1
okolice Datongu wiszący monastyr2
okolice Datongu wiszący monastyr2 relacje/chiny_magda/okolice Datongu wiszący monastyr2
okolice taishan-swiatynia linguyen
okolice taishan-swiatynia linguyen relacje/chiny_magda/okolice taishan-swiatynia linguyen
pekin-food market 2
pekin-food market 2 relacje/chiny_magda/pekin-food market 2
pekin-klasztor chmury1
pekin-klasztor chmury1 relacje/chiny_magda/pekin-klasztor chmury1
pekin-klasztor chmury 2
pekin-klasztor chmury 2 relacje/chiny_magda/pekin-klasztor chmury 2
pekin-zakazane miasto
pekin-zakazane miasto relacje/chiny_magda/pekin-zakazane miasto
pekin-zakazane miasto 1
pekin-zakazane miasto 1 relacje/chiny_magda/pekin-zakazane miasto 1
pekin-światynia nieba
pekin-światynia nieba relacje/chiny_magda/pekin-światynia nieba
pekin
pekin relacje/chiny_magda/pekin
pekin1
pekin1 relacje/chiny_magda/pekin1
pekin 2
pekin 2 relacje/chiny_magda/pekin 2
pingyao 2
pingyao 2 relacje/chiny_magda/pingyao 2
pingyao 3
pingyao 3 relacje/chiny_magda/pingyao 3
qufu2
qufu2 relacje/chiny_magda/qufu2
qufu3
qufu3 relacje/chiny_magda/qufu3
rzeka Li1
rzeka Li1 relacje/chiny_magda/rzeka Li1
taishan1
taishan1 relacje/chiny_magda/taishan1
tarasy ryżowe-wioska ping`an
tarasy ryżowe-wioska ping`an relacje/chiny_magda/tarasy ryżowe-wioska ping`an
tarasy ryżowe-wioska ping`an 2
tarasy ryżowe-wioska ping`an 2 relacje/chiny_magda/tarasy ryżowe-wioska ping`an 2
tarasy ryżowe
tarasy ryżowe relacje/chiny_magda/tarasy ryżowe
wielki mur
wielki mur relacje/chiny_magda/wielki mur
wielki mur 1
wielki mur 1 relacje/chiny_magda/wielki mur 1
xian-dzielnica muzułmańska1
xian-dzielnica muzułmańska1 relacje/chiny_magda/xian-dzielnica muzułmańska1
xian-dzielnica muzułmańska 2
xian-dzielnica muzułmańska 2 relacje/chiny_magda/xian-dzielnica muzułmańska 2
xian -dzielnica muzułmańska 3
xian -dzielnica muzułmańska 3 relacje/chiny_magda/xian -dzielnica muzułmańska 3
yangshuo
yangshuo relacje/chiny_magda/yangshuo

2010-06-17 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Azja

Chiny

przez Magda Pydo 2010-06-17
Napisane przez Magda Pydo
alt

Pierwszy raz w Azji – pierwszy raz w Chinach
: wyprawa Agi,Jacka i Magdy,

12 kwietnia wylądowalismy w Nanjing,o 11, lotnisko takie sobie, odprawa

szybka, no problem

złapalismy bus do miasta za 20 yuan/1 os,jedziemy, jedziemy tak ze 40

min, przemysłowo, nic ciekawego, autobus miał dojechac do głównego

dworca-końcowy przystanek a tu sorry, kierowca krzyczy i macha rekami że

koniec w środku miasta, gdzie jestesmy tego nie wie nikt, zaraz jakiś

facet podszedł i pokazuje nam ze nas podwiezie, ja mu podstawiam pod nos

kartke z adresem hostelu po chinsku, a on 30 yuan, duuuuużoooo, idziemy

dalej, i po paru krokach podjezdza taxi, facet pokazuje ze liczy z

taksometru,a ja ze niech pokaze banknot, no za 10 y, bierzemy i jedziemy

prosto do hotelu,

lokum fajne, czysto, pokoj 3 os maaaałyyy dla chinczykow, ale my biali damy

rade, pare akrobacji i gitara 🙂

dziewczyna z recepcji napisała nam po chinsku info o bilecie który

chcemy kupić z nanjing do taishan, ogarnelismy sie i idziemy w

miasto, podobno dworzec jest blisko

miasto:wiezowce, mnóstwo samochodów, sporo ludzi w

maseczkach-zanieczysczenie powietrza/zarazki? próbujemy sie odnależć w

kierunkach , pytam sie policjanta któredy na dworzec, pokazuje kierunek

,no i turlamy sie, po ok godzinie cos nie gra, na szczeście nazwy ulic po

angielsku i chińsku, zawracamy i chyba juz dobrze idziemy,

alt

Nanjing

przez troche trzymamy sie glównej ulicy gdzie jezdzi metro -to taki

punkt odniesienia, Jacek dostaje skretu szyji od zagladania w boczne

uliczki,ok, zawijamy sie i tu sa prawdziwe Chiny, garkuchnie=kacze

główki, szyje, rapetki, palce lizać 🙂

alt

alt

tak sie szwedamy,szwedamy ,rekonesans,trzeba sie odnależć w nowym

otoczeniu

po jakims czasie łapie nas głód,no i ryzyk fizyk idziemy do

garkuchni, pokazujemy na takie koszyczki z pierożkami, dostajemy

zestaw:pierożki, miski z bulionem, sosy, a teraz nauka obsługi

pałeczek, hihihihi, ja mam wprawe, Aga walczy dzielnie, Jacek luzik

maczamy pierogi w zupie a tu nie to nie tak, pani przynosi nam łyżeczki

,a myśmy juz zjedli, pośmiali sie z nas 🙂

dotarliśmy na dworzec, w cholere kas i ludzi idę do mundurowego i

pokazuje kartke z tym co chcemy kupic wskazuje kase, dobijamy do okienka

,kobitka czyta , szuka w rezerwacji i znika , przychodzi z nią dziewczyna

mówi po angielsku, ufffff,

w końcu mamy bilety ,145 yuan/1os na hard sleeeper

 

dziś wyruszamy autobusem do muzeum nanjing(wstęp za free),dalej z

buta na purpurowe wzgórze :świątynia Linggu,mauzoleum Sun Yatsen,udaje

sie nam wejsc jako studenci=na nasze dowody osobiste,czlowiek musi

kombinować

alt

alt

alt

chcemy wrócic do miasta a tu nie wiadomo jak sa numery busów , ale co i

jak na szczescie Jacek ma mapke z hostelu z chińskimi nazwami

miejsc, spoko docieramy do miasta, jestesmy głodni jak fix, dopadamy

pierogarni-pycha sa z czymś zielonym, szpinak?

dogryzam plackiem z ostrym sosem.

 

od rana pada deszcz bleeee, a tu pociag zaraz po północy,cały dzień przed

nami,zostawiliśmy bagaże w hostelu,zrobiłam rezerwacje na ostatni

nocleg,na powrot.mamy w planie świątynie konfucjusza

alt

ok idziemy w miasto :-)))

wreszcie dopadlam szybki net,jestemy w Beijing!!!od 5 rano!drugi raz jechalismy nocnym pociagiem,czysto schludnie ,posciel jest ,tak to mozna podrozowac,

w miedzy czasie :weszlismy na góre Taishan-3500 schodów,masakra,ja skonczyłam wejscie troche wcześniej,kolana nie dały rady,stopnie dla chińczykow,płytkie jak nasze europejskie stopy :-)))

alt

byliśmy w Qufu -skąd pochodzil Konfucjusz-bardzo nam sie podobalo,

alt

alt

i klasztor Lingyan ,40 km od Taishan ,w fajnych okolicznosciach przyrody 🙂

alt

a Pekin?okropne miasto ,niesamowity smog,oczy szczypia,bezsensu,wisi mgło-smog,dzis udalo sie nam wejść do zakazanego miasta(60 yuan/1 os)

alt

hmmm jakoś nie wywarło nas wrazenia ,takiego piorunujacego,fajne ale bez przesady,plac Tiananmen -duży,tonie we mgle

alt

ja znalazlam fajny kosciółek katolicki blisko tego placu,

po długich rozmowach ,dylemacie jechac czy nie jechać na mur chinski,zdecydowalismy sie pojechac,jak to Jacek stwierdzil :trzeba zobaczyc te kupe kamieni,odremontowana i wyrobic sobie zdanie czy warto,wiec jutro rano jedziemy,a pojutrze ciag dalszy zwiedzania pekinu,musimy zrobic sobie przerwe od smogu-to jest ciezkie do porowniania do czegokolwiek ,w Polsce nie ma czegos takiego.

a 21 kwietnia jedziemy do Datong ,uciekamy z Pekinu bo nie ma co tu siedzie ,na prowincje-na 2 dni zobaczymy jaskinie Yungang i wiszacy monastyr.

a co do kulinariów:wedzone tofu ze szczypiorem,ogórek z sosem sojowym i orzechowym.pycha i oczywiscie pierożki 🙂

 

no i wczoraj bylismy na Wielkim Murze,(45yuan/1 os)dostac sie tam nie jest łatwo,znalezienie odpowiedniego autobusu nie jest proste,mówili że dzis nic nie jedzie bo zlła pogoda,mgliście i chłodno,a na miejscu było słońce i blue skySmile, ale trzeba być twardym i udało sie ,ok 1 godz  w 1 str i stoi sobie mur,mnóstwo ludzi,tam pierwszy raz spotkaliśmy Polakow,3 godzinki i z powrotem, na mnie wielkiego wrażenia nie wywarł,moze za duzo w telewizji widzialam ,ale  obcykalam
alt
wielki mur

dziś -Pekin cd.-byliśmy w klasztorze chmury- taoistycznym ,najstarszy w chinach-za wyjatkiem tybetu
alt

światynia nieba
alt
Pekin – Świątynia Nieba
i food market-ośmiornice,koniki morskie,chrzaszcze ,ja poprzestalam na mleku kokosowym,-super

alt
Pekin – food market

,fajny dzień,z innych kulinarnych ciekawostek na obiad kaczka po pekinsku-dla Jacka i Agi,a ja wszystko co zielone zgrilowane,zielona herbata-i git
zanieczyszczenie powietrza w pekinie mnie dopadlo-zakatarzona ,prychajaca,z gorączką,ale sie lecze ,trzeba byc twardym a nie mietkim,nikt nie mówił ze bedzie easy,baba ze wschodu :-)))
jutro jedziemy do Datongu

 

no i jestesmy w Datongu-miasto brzydkie przemyslowe,odbudowuja starówke,bedzie nówka z fabrykiWink,

bylismy w jaskiniach Yungang-kilkanustometrowe rzezby Buddy,freski bardzo mi sie podobalo

alt

okolice Datongu-groty Yungang

 

a dziś w wiszacym klasztorze-cudenko,budynki przyklejone do pionowej skalnej ściany-rewelacja,poprostu miodzio!!bardzo drogie bilety na pln ok 65,czasami udaje sie nam wejsc jako studenci na nasz dowod osobisty :-))trzeba sobie radzic

alt

okolice Datongu-wiszący monastyr

 

dzis w nocy turlamy sie do Pingyao, 7godzin w pociagu,juz to przerabialismy

mała zmiana planów odpuszczamy jedno miejsce-Groty Longmen-niewiele z nich zostalo,i trudny dojazd jak sie okazało,z Pingyao,wcześniej zjedziemy do Xian -Armia terakotowa :-)))

 

jestesmy w Pingyao,starowka wpisana na Unesco,dzieki temu nie zrównali z ziemia i nie postawili szkła i metalu,sa stare hutongi ,dzieciaki w błocie sie taplające,suszy sie pranie,oczywiście sklepy z pierdołami made in china,sympatycznie,mielismy fajny hotel(za 3 os 120 julkow ze 200,ok 60 pln,pokój z łazienka i hot water)

mozna sie posnuć,poszwedac bez pospiechu,

alt

pingyao

alt

pingyao

dziś o północy jedziemy do Xian ,9 godzin w pociagu ,troche pośpimy,czeka na nas armia terakotowa i starówka-z dzielnicą muzułmanska-znacie moja słabosc do islamu :-)) tym razem wydanie chińskie

kupilismy bilety lotniczy xian-guilin-na tarasy ryzowe i rzeka li,zjawiska krasowe za całe 190 pln/1os ,na 28 kwietnia

z jedzonka:omlet ze szczypiorkiem i ostrym sosem,kruche ciastka z czarnuszka

 

jeszcze nic nie kupuje zeby nie tachać ale mam kilka swoich typow,min.spożywcze :-))),po powrocie troche popichceSmile

 

Jestesmy od wczoraj w Xian.miasto jak to chinskie miasto:wieżowce,zapylenie kurzem i piaskiem,nic ciekawego,ale jak dotarlismy do muzulmanskiego kwartalu to inny swiat,krete uliczki,kobiety w chustach ,meżczyzni w czapeczkach,baklawa,buleczki z dżemem daktylowym,wyszperalam mały meczet,fajnieSmile

alt

xian-dzielnica muzułmańska

alt

xian-dzielnica muzułmańska w meczecie

dzis bylismy w Armii Terakotowej-duzooooo gliny,no takie ok ,bez przesady,za duzo w telewizji widzialam ,ale jak sie nie pojedzie to sie nie wyrobi zdania,i znowu weszlismy jako studenci 45 zamiast 90 yuan,

 

alt

armia terakotowa

jutro wstajemy o 5 rano ,bierzemy taxi i na lotnisko,lecimy na poludnie ,do guilin,w lładne okolicznosci przyrody :-)))),tarasy ryzowe,rzeka Li,jaskinie,coraz cieplej,i gitara

odpoczniemy z 6-7 dni,wymyslimy co dalej

 

polecielismy na południe Chin ,do Guilin,na lotnisku szybko sprawnie,prawie 2 godziny lotu i jestesmy w kompletnie innym klimacie,zielono,,krete rzeki,goraco,tropik,mielismy szybki transport lotnisko -dworzec busowy w guilin-longscheng-pingan=ryzowe tarasy,zaraz po wyjsciu z busa zgarnela nas kobitka ,zeby tylko looknac na jej guesthouse,z plecakami pod gorke,ciezko ,ale sie szlo,domki w wiosce fajne,drewniane,nasz z widokiem na tarasy,suuuupeeeer,potargowalam sie i mamy 2 noce za ok 80 pln za 3 os,niezle,poszlismy na krotki spacer,i spac

alt

tarasy ryżowe-wioska ping`an

alt

tarasy ryżowe

stwierdzilismy ze zrobimy maly trekking do nastepnej wioski Dazhai,ok 4 godziny,nie bylo latwo bo wiele sciezek,ale koniec jezyka za przewodnika,i spoko,przpiekne okolicznosci przyrody :-),zielono,strumyk szemrze,kilka wiosek po drodze,kobity maja fajne stroje amarantowo -czarne

deszczyk nas zlapal-tropikalny,luz,dotarlismy na miejsce,jedzonka i lapiey buasa z powrotem,ale tylko do pewnego momentu bo jedzie dalej a mamy podazamy troche w bok,udalo nam sie zlapac stopa,a w guesthouse niespodzianka 3 dziewczyny z polski,wlasnie przyjechaly  z nad rzeki Li,a my tam jutro jedziem,mowia fajnie.siedzimy na tarasie z zielona herbata-i gitara

dziś szybkie sniadanie,ja mleko a Aga i Jacek zroblili jajecznice z chinskich jaj i boczku -suszonego,dlugo beda wspominac,do Yangshuo docieramy ok 14,i szukamy noclegu ,masakra,duzo po zajmowane-Chińczycy tez mają weekend majowy,ceny szok,ale udalo nam sie znalezc hotel 3 noce za 360 julkow=180 pln za 3 os,spoko miescimy sie w budzecie

idziemy w miasto mnostwo turystow,glosno ale ok,dalismy sie namówic na 40 min rejsik po rzece,za 70 julkow /3 os,super,górki porosniete krzakami,czarne kormorany

planujemy rejs 5 godzinny po rzece Li,poszwedac sie po wioskach,,wodne jaskinie,bedziemy tu do 3 maja ,potem nocnym pociagiem z guilin do hengshan

alt

yangshuo

alt

yangshuo

 

wczoraj bylismy nad rzeka Yulong,ok 10 km od Yangshuo,z kamiennym mostem Smoka,fajne miejsce ,cala okolica,sady pomaranczowe,pola ryzowe,mozna sie poszwedac ,cisza spokoj,nasza wies tylko w wydaniu chinskim

alt

okjolice yangshuo

alt

okolice yangshuo

zaczelismy robic zakupy-Aska mam to co chcialas :-),trzeba sie ostro targowac,mozna zejsc o 2/3 ceny,oczywiscie manewr z wychodzeniem ze sklepu dziala niezawodnie :-)))

 

a dzis podjechalismy do wioski Yangdi,zeby zalapac sie na splyw rzeka Li do Xingping,ok 25 km,udalo nam sie zalatwic bamboo boat za 200 za 3 os,zaczelismy od 400 :-))

alt

rzeka Li

suuupeeer,mnie sie bardzo podobalo,zielono ,gorki zakrzaczone,wiatr we wlosach ,rewela!!!

jutro zaczyna sie  czwarty tydzien naszego wyjazdu,zlecialo,w nocy jedziemy do Hengshan-jedna z pieciu gor pielgrzymkowych ,wazna dla taoistow,a pozniej park narodowy Lushan-trekking

 

z jedzonka:makaron ryzowy z imbirem,korzeniem lotosu i zielenina z woka,pycha,i pomarancze bardzo dobre chociaz te z Sycylii the best

 

wreszcie dotarlismy do Hengshan,9 godzin w pociagu,hard seat,twardy fotel,masakra,nie dalo sie pospac,na stacji kolejowej mielismy problem z kupieniem biletow do Nanchang bo tylko byly stojace(6 godzin) i po krotkiej debacie wzielismy,mam nadzieje ze uda sie jakos przetrwac ten przejazd,bo po pociagu czeka nas ok 2 godziny busem do parku narodowego Lushan-zapowiada sie ciezki dzien -6 maj,a w tej miescinie ,jak na chinskie warunki ,jestesmy atrakcja turystyczna,chyba nikt z bialych wczesniej tu nie byl,zalatwilismy sobie hotel dworcowy-najfajniejsze warunki jak do tej pory,za cale 200 yulkow/za 3 os/za 2 noce.ok 100 pln

ale z super info wczoraj przetestowalam z Aga chinski gabinet masazu:tradycyjny na cale cialo i stop a w zasadzie nog w mlecznej kapieli i to byl strzal w 10,rewelacja 2 godziny relaksu,panowie masazysci wiedzieli co robia,polecam ,a przy okazji smieszna kasa ok 50 pln

 

jutro wspinamy sie na gore Heng shan

 

gora hengshan?super!!!sporo sciezek,co troche mala swiatynia,rzeczka,wodospad,fajne miejsce,ja spedzialam tam ladnych pare godzin,

alt

hengshan

alt

hengshan

Aga i Jacek odpuscili sobie-co kto lubi

po powrocie z wloczenia sie czekala na mnie niespodzianka-powiedzmy.Jacek i Aga chca jechac z hengshan do nanchang-na ten kawalek mamy bilety stojace a pozniej do szanghaju,wiedzieli ze ja za bardzo nie chce kolejnego miasta(zero klimatu,wiezowce,smog,bleeee) ogladac tym bardziej jak w szanghaju jest expo 2010 czyli dziki szal cial ,nie mam ochoty na dobicie,no wiec rozdzielamy sie,kazdy ma swoj gust,ja chce pojecha do Lushan park narodowy odetchnac przed wylotem

i nastepny dzień ,wskakujemy do busika na stacje kolejowa,oberwanie chmury,zmoklam jak cholera,zmokla kura :-(((.wpadam szybko do przedzialu krotka walka slowna polsko-angielsko-chinska i mam siedzenie,po przyjezdzie do Nanchang lapie taxi na pks i tu przykra niespodzianka juz nic nie jedzie do Lushan,,kupilam bilet za 50 yuan na 7 kwiecien na 8:20, a teraz albo spanie w hotelu albo na dworcu,znalazlam hotel 40 yuan za jedynke z lazienka jakies 5,5 dolca,biore,mialam szczescie ze pomogla mi chinka mowiaca po angielsku,plynnie,poprostu z ulicy spytala can I help you? byla tlumaczem miedzy mna a szefem hoteliku,super!!!

szybki prysznic i do garkuchni za 10 yuan ryz i ze 4 rozne griliwane warzywka,wszystko widac za szyba nic tylko pokazywac paluszkiem co sie chce wciagnac, mniam

Aga z Jackem przyslali sms ze maja bilety do szanghaju na noc za cale jedyne 500 yulkow/1os ,masakra,ale to miasto jest numer jeden w chinach i nie tylko wiec wszystko jest drogie transport i noclegi,pare razy w gore

z rana łapie taxi na dworzec ,czekam na swoj check-in(w Chinach nie zaleznie czy pociag czy autobus najpierw cie przeswietla a pozniej sprawdza bilet ,to jest organizacja)  i dostaje butelke wody na droge ,w ramach biletu,fajnie,jedziemy z 2,5 godz,krajobraz sie zmienil,serpertyny,gorki,zielono,jestem na miejscu,i na bus station mowia ze juz nie ma polaczen bezposrednich z Nanjing-szlag mnie troche trafia,moge jechac Lushan-Jiujing-Nanjing,start 7:50

,na 15 sie doturlam ,spoko,mam czas,zreszta reszta ekipy tez tak zjedzie.szukam hostelu z sieci Youth hostel,nowo otwarty i jest,30 julkow za noc  4,5 dolca,w dormie ,super,dla mnie 2 noclegi ,

a miasteczko jak nasza szczawnica,domki z kamienia,,zero smogu i wiezowcow,

alt

lushan-miasteczko

alt

lushan-miasteczko

mnie sie podoba ,kupilam mapke rejonu i jutro z rana z buta na Dragon Cliffs,

ciag dalszy zakupow:czarki maly imbryk,kubki do herbaty-prezenty  dla herbaciarzy.:-)))

 

no to tyle na dzis,wlasnie wcinam swiezego ananasa pycha

 

ufff wlasnie wrocilam z wloczenia sie po Lushan,pogoda sie troche zepsula,tzn deszczyk sobie pada,ale jest cieplo,zainwestowalam w parasolke-15 yuan i z buta, :-))),szlaki wylozone kamiennymi plytami,wszystko dobrze oznaczone nie mozna sie zgubic tym bardziej ze wokol mnie z 50 Chinczykow a ja jedyna biala i tak troche wyzsza-chyba to smiesznie wygladalo,

wszystko porosnieta lasem sosnowym=piniowym,mgla sie unosi,co troche skalne platformy nieco wysuniete ponad przepasc,super! mimo pogody,doszlam do urwiska smoka

alt

lushan-park narodowy

alt

lushan-park narodowy

,mgliscie widac most podwieszany i kolejke.po drodze chinka mnie zaczepila cos mowi ja nic nie kumam,ide dalej ona zemna,pokazuje na mapce ze tu nie daleko jest stacja kolejki,ok no i wsiadam-30 yuan i jade ale guzik widac,na stacji okazuje sie ze bus do miasteczka jest o 15,za 2 godziny, i kosztuje 65 yuan-zlodziejstwo,w knajpie probowalam sie porozumiec  na temat jedzenia ,kelnerka zaprowadzila mnie do kuchni i stanelo na omlecie z pomidorami i ryzu,pomogla mi sie dogadac mloda chinka -niezle mowiaca po angielsku,spytalam sie co z tym biletem na busik,podumala ze gdybym miala specjalna karte to bym pojechala za 20 julkow i zaproponowala mi ze kupi mi bilecik na swoja,spoko ,sa pomocni ludzie,i za 5 min wsiadlam do samochodu,

generalnie te okolicznosci przyrody polecam-baaardzooo :-)))

pieka dobre kruche ciastka z czarnym sezamem=czarnuszka i z bialym

9 maj no to przyjechalam do Nanjing,ostatnie zakupy,pare fajnych rzeczy

wlasnie dowiedzialam sie ze niektore lotniska w europie maja byc pozamykane przez popiol wulkaniczny,monachium juz closed ,ale frankfurt dziala ,wlasnie tu przylatujemy z chin.i dalej do monachium,w razie czego moze bedzie przekierowanie.mam nadzieje ze bedzie ok,naszej rezerwacji nie zmieniono

no ale tak szczerze mowiac do sie dopiero rozkrecilam i pojechalabym dalej ale obowiazki wzywaja :-)) wpadlam w rytm podrózowania

podsumowanie wyjazdu bedzie jak wroce

no to wróciłam, wczoraj (10 maj) tuz przed północa, na szczeście opóżnienia niewielkie, lotniska otwarte

a co do wyjazdu; jechac czy nie jechac do Chin? według mnie JECHAC!!!

ale z dystansem,z nie wygórowanymi oczekiwaniami,polecam kombinacje troche północy :Pekin,okolice Datongu-groty Yungang z Wiszacy monastyrem,Xian z muzułmanska dzielnica i armia terakotowa,troche południa:ryzowe tarasy w Ping`an i Dazhai,rzeka Li,góra Hengshan park narodowy Lushan,czyli zabytki sztampowe-maksymalnie skomercjalizowane i przyroda,po to żeby miec porównanie,generalnie wyszło na PLUS

ten wyjazd był dla mnie takim rozeznaniem w terenie,zeby sie dowiedziec o co chodzi i czym to sie je(jedzenie pycha), napewno wróce do Chin, pewnie w przyszlym roku, zachodnia połowka:Yunnan, Suczuan, wewnetrzna Mongolia , moze Tybet, przyroda to po pierwsze i po drugie, zabytki na dalszym planie,

Magda Pydo

 

armia terakotowa 1
armia terakotowa 1 relacje/chiny_magda/armia terakotowa 1
armia terakotowa 2
armia terakotowa 2 relacje/chiny_magda/armia terakotowa 2
armia terakotowa 3
armia terakotowa 3 relacje/chiny_magda/armia terakotowa 3
hengshan
hengshan relacje/chiny_magda/hengshan
hengshan3
hengshan3 relacje/chiny_magda/hengshan3
lushan -miasteczko1
lushan -miasteczko1 relacje/chiny_magda/lushan -miasteczko1
lushan-miasteczko2
lushan-miasteczko2 relacje/chiny_magda/lushan-miasteczko2
lushan-park narodowy
lushan-park narodowy relacje/chiny_magda/lushan-park narodowy
lushan-park narodowy 2
lushan-park narodowy 2 relacje/chiny_magda/lushan-park narodowy 2
nanjijng-purpurowe wzgórze 1
nanjijng-purpurowe wzgórze 1 relacje/chiny_magda/nanjijng-purpurowe wzgórze 1
nanjing-swiatynia konfucjusz
nanjing-swiatynia konfucjusz relacje/chiny_magda/nanjing-swiatynia konfucjusz
nanjing mnich ze światyni linggu
nanjing mnich ze światyni linggu relacje/chiny_magda/nanjing mnich ze światyni linggu
nanjing pagoda linggu
nanjing pagoda linggu relacje/chiny_magda/nanjing pagoda linggu
nanjing swiatynia konfucjusza
nanjing swiatynia konfucjusza relacje/chiny_magda/nanjing swiatynia konfucjusza
oklice yangshuo 2
oklice yangshuo 2 relacje/chiny_magda/oklice yangshuo 2
okolice Datongu- groty Yungang
okolice Datongu- groty Yungang relacje/chiny_magda/okolice Datongu- groty Yungang
okolice Datongu-groty Yungang 2
okolice Datongu-groty Yungang 2 relacje/chiny_magda/okolice Datongu-groty Yungang 2
okolice Datongu-wiszący monastyr 1
okolice Datongu-wiszący monastyr 1 relacje/chiny_magda/okolice Datongu-wiszący monastyr 1
okolice Datongu wiszący monastyr2
okolice Datongu wiszący monastyr2 relacje/chiny_magda/okolice Datongu wiszący monastyr2
okolice taishan-swiatynia linguyen
okolice taishan-swiatynia linguyen relacje/chiny_magda/okolice taishan-swiatynia linguyen
pekin-food market 2
pekin-food market 2 relacje/chiny_magda/pekin-food market 2
pekin-klasztor chmury1
pekin-klasztor chmury1 relacje/chiny_magda/pekin-klasztor chmury1
pekin-klasztor chmury 2
pekin-klasztor chmury 2 relacje/chiny_magda/pekin-klasztor chmury 2
pekin-zakazane miasto
pekin-zakazane miasto relacje/chiny_magda/pekin-zakazane miasto
pekin-zakazane miasto 1
pekin-zakazane miasto 1 relacje/chiny_magda/pekin-zakazane miasto 1
pekin-światynia nieba
pekin-światynia nieba relacje/chiny_magda/pekin-światynia nieba
pekin
pekin relacje/chiny_magda/pekin
pekin1
pekin1 relacje/chiny_magda/pekin1
pekin 2
pekin 2 relacje/chiny_magda/pekin 2
pingyao 2
pingyao 2 relacje/chiny_magda/pingyao 2
pingyao 3
pingyao 3 relacje/chiny_magda/pingyao 3
qufu2
qufu2 relacje/chiny_magda/qufu2
qufu3
qufu3 relacje/chiny_magda/qufu3
rzeka Li1
rzeka Li1 relacje/chiny_magda/rzeka Li1
taishan1
taishan1 relacje/chiny_magda/taishan1
tarasy ryżowe-wioska ping`an
tarasy ryżowe-wioska ping`an relacje/chiny_magda/tarasy ryżowe-wioska ping`an
tarasy ryżowe-wioska ping`an 2
tarasy ryżowe-wioska ping`an 2 relacje/chiny_magda/tarasy ryżowe-wioska ping`an 2
tarasy ryżowe
tarasy ryżowe relacje/chiny_magda/tarasy ryżowe
wielki mur
wielki mur relacje/chiny_magda/wielki mur
wielki mur 1
wielki mur 1 relacje/chiny_magda/wielki mur 1
xian-dzielnica muzułmańska1
xian-dzielnica muzułmańska1 relacje/chiny_magda/xian-dzielnica muzułmańska1
xian-dzielnica muzułmańska 2
xian-dzielnica muzułmańska 2 relacje/chiny_magda/xian-dzielnica muzułmańska 2
xian -dzielnica muzułmańska 3
xian -dzielnica muzułmańska 3 relacje/chiny_magda/xian -dzielnica muzułmańska 3
yangshuo
yangshuo relacje/chiny_magda/yangshuo

2010-06-17 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Aktualności inne

Park Zamków Jurajskich

przez Albin Marciniak 2010-06-16
Napisane przez Albin Marciniak
http://www.park-ogrodzieniec.pl/image/bg-top.png

Park Miniatur – otwarcie 19 czerwca!

Pragniemy poinformować Państwa, że  otwarcie Parku Zamków Jurajskich odbędzie się już 19 czerwca! W Parku Miniatur będą Państwo mogli zobaczyć krainę zamków i  warowni Jury Krakowsko-Częstochowskiej, które zostaną pokazane w skali 1:25.

Niezmiernie istotną informacją jest to, iż wszystkie makiety będą pokazywały wygląd zamków za czasów ich największej potęgi.

GODZINY OTWARCIA:

Czerwiec – Sierpień Wrzesień – Październik* Listopad*     
Poniedziałek – Piątek 9:00 – 18:00      9:00 – 18:00 9:00 – 15:00
Sobota – Niedziela – Święta 9:00 – 20:00 9:00 – 19:00 9:00 – 16:00
  • Październik* – Park będzie czynny do zmroku. Ze względu na złe warunki atmosferyczne możliwość zamknięcia go wcześniej.
  • Listopad*    – Park może być zamknięty wcześniej ze względu na złe warunki atmosferyczne.

CENY BILETÓW:

Bilet normalny:

14 zł                                                      

Bilet ulgowy:

10 zł

Bilet rodzinny 40 zł

  • Bilet ulgowy przysługuje: dzieciom oraz młodzieży (za okazaniem legitymacji szkolnej lub studenckiej) oraz osobą niepełnosprawnym (za okazaniem legitymacji)
  • Bilet rodzinny przysługuje: rodzicom  z dziećmi (2-5 dzieci)
  • Dzieci do lat 3 wstęp GRATIS
  • Przewodnik dla grupy powyżej 10 osób wstęp GRATIS

Informujemy, iż na teren Parku nie można wprowadzać żadnych zwierząt.

http://www.park-ogrodzieniec.pl/

o powstającym parku pisaliśmy już wcześniej:
http://www.klubpodroznikow.com/component/content/article/84-news/590-park-zamkow-jurajskich-

2010-06-16 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Aktualności inne

Park Zamków Jurajskich

przez Albin Marciniak 2010-06-16
Napisane przez Albin Marciniak
http://www.park-ogrodzieniec.pl/image/bg-top.png

Park Miniatur – otwarcie 19 czerwca!

Pragniemy poinformować Państwa, że  otwarcie Parku Zamków Jurajskich odbędzie się już 19 czerwca! W Parku Miniatur będą Państwo mogli zobaczyć krainę zamków i  warowni Jury Krakowsko-Częstochowskiej, które zostaną pokazane w skali 1:25.

Niezmiernie istotną informacją jest to, iż wszystkie makiety będą pokazywały wygląd zamków za czasów ich największej potęgi.

GODZINY OTWARCIA:

Czerwiec – Sierpień Wrzesień – Październik* Listopad*     
Poniedziałek – Piątek 9:00 – 18:00      9:00 – 18:00 9:00 – 15:00
Sobota – Niedziela – Święta 9:00 – 20:00 9:00 – 19:00 9:00 – 16:00
  • Październik* – Park będzie czynny do zmroku. Ze względu na złe warunki atmosferyczne możliwość zamknięcia go wcześniej.
  • Listopad*    – Park może być zamknięty wcześniej ze względu na złe warunki atmosferyczne.

CENY BILETÓW:

Bilet normalny:

14 zł                                                      

Bilet ulgowy:

10 zł

Bilet rodzinny 40 zł

  • Bilet ulgowy przysługuje: dzieciom oraz młodzieży (za okazaniem legitymacji szkolnej lub studenckiej) oraz osobą niepełnosprawnym (za okazaniem legitymacji)
  • Bilet rodzinny przysługuje: rodzicom  z dziećmi (2-5 dzieci)
  • Dzieci do lat 3 wstęp GRATIS
  • Przewodnik dla grupy powyżej 10 osób wstęp GRATIS

Informujemy, iż na teren Parku nie można wprowadzać żadnych zwierząt.

http://www.park-ogrodzieniec.pl/

o powstającym parku pisaliśmy już wcześniej:
http://www.klubpodroznikow.com/component/content/article/84-news/590-park-zamkow-jurajskich-

2010-06-16 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 285
  • 286
  • 287
  • 288
  • 289
  • …
  • 299

Archiwa

  • marzec 2026
  • luty 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • październik 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • kwiecień 2025
  • marzec 2025
  • luty 2025
  • styczeń 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • sierpień 2021
  • lipiec 2021
  • czerwiec 2021
  • maj 2021
  • kwiecień 2021
  • marzec 2021
  • luty 2021
  • styczeń 2021
  • grudzień 2020
  • listopad 2020
  • październik 2020
  • wrzesień 2020
  • sierpień 2020
  • lipiec 2020
  • czerwiec 2020
  • maj 2020
  • kwiecień 2020
  • marzec 2020
  • luty 2020
  • styczeń 2020
  • grudzień 2019
  • listopad 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • lipiec 2019
  • czerwiec 2019
  • maj 2019
  • kwiecień 2019
  • marzec 2019
  • luty 2019
  • styczeń 2019
  • grudzień 2018
  • listopad 2018
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • lipiec 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • kwiecień 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • sierpień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • marzec 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015
  • czerwiec 2015
  • maj 2015
  • kwiecień 2015
  • marzec 2015
  • luty 2015
  • styczeń 2015
  • grudzień 2014
  • listopad 2014
  • październik 2014
  • wrzesień 2014
  • sierpień 2014
  • lipiec 2014
  • czerwiec 2014
  • maj 2014
  • kwiecień 2014
  • marzec 2014
  • luty 2014
  • styczeń 2014
  • grudzień 2013
  • listopad 2013
  • październik 2013
  • wrzesień 2013
  • sierpień 2013
  • lipiec 2013
  • czerwiec 2013
  • maj 2013
  • kwiecień 2013
  • marzec 2013
  • luty 2013
  • styczeń 2013
  • grudzień 2012
  • listopad 2012
  • październik 2012
  • wrzesień 2012
  • sierpień 2012
  • lipiec 2012
  • czerwiec 2012
  • maj 2012
  • kwiecień 2012
  • marzec 2012
  • luty 2012
  • styczeń 2012
  • grudzień 2011
  • listopad 2011
  • październik 2011
  • wrzesień 2011
  • sierpień 2011
  • lipiec 2011
  • czerwiec 2011
  • maj 2011
  • kwiecień 2011
  • marzec 2011
  • luty 2011
  • styczeń 2011
  • grudzień 2010
  • listopad 2010
  • październik 2010
  • wrzesień 2010
  • sierpień 2010
  • lipiec 2010
  • czerwiec 2010
  • maj 2010
  • kwiecień 2010
  • marzec 2010
  • luty 2010
  • styczeń 2010
  • grudzień 2009
  • listopad 2009
  • październik 2009
  • wrzesień 2009
  • sierpień 2009
  • lipiec 2009
  • czerwiec 2009
  • maj 2009
  • kwiecień 2009
  • styczeń 2009
  • listopad 2008
  • październik 2008

Kategorie

  • Administracyjna
  • Afryka
  • Akcje eko
  • Aktualności
  • Aktualności inne
  • Albania
  • Aleja Podróżników
  • Ameryka Północna
  • Ameryka Południowa
  • Ameryka Środkowa i Karaiby
  • Artykuły testowe
  • Australia i Oceania
  • Austria
  • Azja
  • Bez kategorii
  • Biegi
  • BUŁGARIA
  • Chorwacja
  • Ciekawostki
  • Cykliczne Spotkania Podróżników
  • CZARNOGÓRA
  • Czechy
  • Czyste Góry Czyste Szlaki
  • Czyste Tatry
  • Czyste Tatry
  • Dania
  • Dolny Śląsk
  • Europa
  • Festiwale
  • Filmy
  • Francja
  • Góry
  • HISZPANIA
  • HOLANDIA
  • Konkurs Fotograficzny
  • Konkursy
  • Konkursy inne
  • Korona
  • Kościoły i obiekty sakralne
  • KOSOWO
  • Książka
  • Kuchnia
  • Kuchnie świata
  • Kujawsko-pomorskie
  • LITWA
  • Łódzkie
  • Lotniska i powietrze
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • LUKSEMBURG
  • MACEDONIA
  • Małopolskie
  • Malta
  • Materiał zewnętrzny
  • Miasta
  • Miejsca wyjątkowe
  • Muzea
  • Najciekawsze szlaki piesze i rowerowe w Europie
  • Newsy
  • NIEMCY
  • NORWEGIA
  • Opolskie
  • Parowozownie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Podziemia
  • Podziemia
  • Podziemia turystyczne w Europie Underground in Europe
  • Polecamy
  • Polska
  • Pomorskie
  • Portugalia
  • PRACE KONKURSOWE POLSKA
  • PRACE KONKURSOWE ŚWIAT
  • Projekt 4 Pory Roku
  • Projekt Mali Melomani
  • Projekt Mali Melomani II
  • Recenzje sprzętu
  • Reklama
  • Robocze inne
  • ROSJA
  • Rower
  • Różne media
  • Rumunia
  • Schroniska
  • SERBIA
  • Skanseny w Polsce
  • Śląskie
  • Slowacja
  • Slowenia
  • Spływy kajakowe
  • Spotkania autorskie
  • Spotkania, zloty, imprezy podróżników
  • Sprzęt
  • Świat
  • Świętokrzyskie
  • SZWAJCARIA
  • Tanie loty
  • Tatromaniak
  • Testy sprzętu
  • Twierdze i Forty
  • Ukraina
  • unesco
  • Via Adriatica Trail
  • Warmińsko-mazurskie
  • Warsztaty i plenery fotograficzne
  • WĘGRY
  • WIELKA BRYTANIA
  • Wielkopolskie
  • WŁOCHY
  • Woda
  • Wspomnienia z podróży
  • Wystawy
  • Wywiady
  • Zabytki sakralne
  • Zachodniopomorskie
  • Zamki i pałace
  • Zostań w domu nie odwołuj

Obserwuj nas

Top Selling Multipurpose WP Theme

Ostatnie posty

  • Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim

    2026-03-22
  • Jeziora Plitwickie – fenomen przyrodniczy w Chorwacji

    2026-03-22
  • krokusy w Tatrach – gdzie można podziwiać szafrany spiskie?

    2026-03-22
  • Park Gródek Polskie Malediwy w Jaworznie

    2026-03-21
  • Opole nie tylko na weekend – kameralne miasto otoczone zielenią.

    2026-03-21
  • Najpiękniejsze jaskinie Słowacji udostępnione turystycznie

    2026-03-21

Kanał społecznościowy

Kanał społecznościowy

Wybór redaktorów

zamek Drakuli w Poenari

2016-01-25

Rezerwat Groapa Ruginoasa, Góry Bihor w Rumunii

2022-08-06

Zamek – Twierdza Rupea w Rumunii

2022-08-09

Rezerwat Cheile Turzii – wąwóz Turda

2024-01-23

Zamek Drakuli w Hunedoarze w Rumunii

2024-03-03

Klub Podróżników Śródziemie

Ogólnopolski portal podróżniczy poświęcony odkrywaniu Polski i świata. Od znanych miast i zabytków, przez górskie szlaki i podziemia, po miejsca nieoczywiste i zapomniane.

Rzetelne relacje, autorskie przewodniki oraz praktyczne wskazówki dla turystów, pasjonatów historii i miłośników aktywnego podróżowania.

Odkrywaj świat z nami – świadomie, krok po kroku i z pasją.

Ciekawe w województwach

    • Dolnośląskie
    • Kujawsko-pomorskie
    • Lubelskie
    • Lubuskie
    • Łódzkie
    • Małopolskie
    • Mazowieckie
    • Opolskie
    • Podkarpackie
    • Podlaskie
    • Pomorskie
    • Śląskie
    • Świętokrzyskie
    • Warmińsko-mazurskie
    • Wielkopolskie
    • Zachodniopomorskie
dhosting

Polecane

Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim
Jeziora Plitwickie – fenomen przyrodniczy w Chorwacji
krokusy w Tatrach – gdzie można podziwiać szafrany spiskie?
Park Gródek Polskie Malediwy w Jaworznie

Ostatnio dodane

Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim
Jeziora Plitwickie – fenomen przyrodniczy w Chorwacji
krokusy w Tatrach – gdzie można podziwiać szafrany spiskie?
Park Gródek Polskie Malediwy w Jaworznie
Facebook Twitter Youtube Linkedin Envelope Rss

klubpodroznikow.com – Copyright & Copy 2025/26

Created by Konfig.Info

  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Home
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat

Wybór redaktorów

  • Sighișoara miasto w środkowej Rumunii w Siedmiogrodzie

    2026-02-02
  • Góry solne w Rumunii – Muntele de sare

    2026-02-01
  • Droga Transfogaraska w Rumunii

    2025-09-17
  • Wulkany błotne w Rumunii, wyjątkowy rezerwat przyrody

    2024-08-20
  • Jaskinia Meziad, Peşteră

    2024-08-20
  • Kopalnia soli Salina Turda w Rumunii

    2024-08-17
@2021 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign
Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego działania serwisu oraz analiz ruchu. Zobacz politykę prywatności .