Przejdź do treści
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia turystyczne w Polsce
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt Klub Podróżników Śródziemie
piątek, 7 sierpnia, 2026
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia turystyczne w Polsce
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt Klub Podróżników Śródziemie
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt Klub Podróżników Śródziemie
Copyright 2025 - All Right Reserved
Spotkania, zloty, imprezy podróżników

Zobacz XXII Krakowski Salon Turystyczny

przez Redakcja 2012-03-27
Napisane przez Redakcja

lajkonik_web

„Pod patronatem Klubu Podróżników Śródziemie”

 

22 Krakowski Salon Turystyczny już w najbliższy piętek i sobotę !

30-31 marca 2012 w godzinach 10:00 – 18:00, Galeria Bunkier Sztuki po raz kolejny gościć będzie polską i zagraniczną branżę turystyczną, przedstawicieli regionów oraz wspaniałych podróżników.

Tak jak w roku poprzednim elementem towarzyszącym targom będą „Seminaria Podróżnicze” pod patronatem Klubu Podróżników Śródziemie. W programie:

 

Piątek 30 marca 2012

10:00 – Otwarcie Krakowskiego Salonu Turystycznego

11:00 – 13:00 POŁUDNIK CAFE – BRUNEI – SINGAPUR Potęga Małych Światów –  Zapraszają Elżbieta i Andrzej Lisowscy

13:00 – 14:30 Filmowy Pokaz Specjalny

15:00 – 16:30 Filmowy Pokaz Specjalny

17:00 – 17:45 Barki-Nicols.pl – Wakacje na barce we Francji bez patentu

Sobota 31 marca 2012

pod patronatem Klubu Podróżników Śródziemie – w przerwach konkursy w których do wygrania bilety na lot balonem HiFlyer

10:00 – 11:30 Basia i Andrzej Pasławscy – Albania i Czarnogóra

12:00 – Konferencja Prasowa największej akcji sprzątania Tatr „ Czyste Tary”

13:00 – 13:45 Patryk Świątek i Bartek Szaro – Paragon z podróży(nagroda Blog Roku)

14:00 – 14:45 Marek Żołądek   & Michał Apollo – UP Aoraki DSCC New Zealand Expedition 2011,

15:00 – 15:45 Tadeusz „Mazeno” Dzięgielewski & Małgorzata Dzięgielewska  – Hamada el-Tfal

16:00 – 16:45 Radosław Tafliński – Indie i Nepal

17:00 – 17:45 Aleksander Światek & Paweł Bartnik   –   Autostopem ku wolności

 

Wszystkie prezentacje odbędą się w sali seminaryjnej (poziom -1) Galerii Bunkier Sztuki

 

Więcej informacji na https://www.kst.com.pl

Zapraszamy

2012-03-27 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Newsy

Alpinus Testing Team – Anna i Thomas Alboth

przez Karolina Zięba-Kulawik 2012-03-22
Napisane przez Karolina Zięba-Kulawik


Goście Klubu Podróżników Śródziemie

Członkowie Alpinus Testing Team – Anna i Thomas Alboth nominowani do nagrody TRAVELERY 2011

Członkowie Alpinus Testing Team realizują wyróżniony w I edycji Memoriału im. Piotra Morawskiego Miej odwagę! projekt „Można z dzieckiem? Kurcze można!”. Rodzina Bez Granic, czyli Anna i Thomas Alboth razem z dwoma córeczkami – dwuletnią Hanią i ośmiomiesięczną Milą wyruszyli w listopadzie w sześciomiesięczną podróż do Ameryki Środkowej. Swoje podróże relacjonują na blogu thefamilywithoutborders.com, nominowanym do nagrody TRAVELERY 2011 w kategorii BLOG TRAVELEROWCA.

Wyprawa „Pomiędzy oceanami” to trasa od Meksyku do Panamy, przez Gwatemalę, Belize, Salwador, Honduras, Nikaraguę i Kostarykę. Wszystko na przekór powszechnej opinii, że kiedy pojawia się dziecko, świat się kończy. Na początek, w Meksyku, przywitał ich huragan Rina
i zamieszanie z nim związane. Szczęśliwie żywioł okazał się łaskawy i mogli ruszyć w dalszą podróż, którą na bieżąco relacjonują na swoim blogu http://thefamilywithoutborders.com/. Zainteresowanie wyprawą i blogiem przerosło ich oczekiwania i jak piszą „Zupełnie nagle zdaliśmy sobie sprawę, że musieliśmy przez przypadek i nieplanowanie wypełnić jakąś lukę, której ludziom brakowało: to połączenie życia młodego, zaangażowanego podróżnika z odpowiedzialnym, ale ciekawym świata rodzicem. Bo my wierzymy, że chcieć to móc. I że dziecko tylko poszerza życie, nie ogranicza. Tak samo jak podróżowanie”. Anna, polska dziennikarka, zamieszcza na blogu wpisy będące nie tylko opisem ich podróży, ale również relacją bacznego, wrażliwego na piękno i ludzkie losy obserwatora. Zaś Thomas, niemiecki fotograf, dba o barwną fotograficzną relację wyprawy. Razem z córeczkami tworzą ciekawą, inspirującą i niekonwencjonalną rodzinę, której losy śledzi na blogu tysiące osób.

Podróż Rodziny Bez Granic nadal trwa, zatem na blogu thefamilywithoutborders.com oraz na stronie Memoriału Miej odwagę! http://www.alpinus-miejodwage.pl/ można śledzić ich losy, poznawać spostrzeżenia i oglądać fascynujące zdjęcia. Ci, którym blog Albothów przypadnie do gustu mogą na niego zagłosować w konkursie TRAVELERY 2011, organizowanym przez magazyn National Geographic Traveler. Głosy można oddawać za pośrednictwem SMS do 27 marca 2012 r. Wszystkie niezbędne informacje o konkursie dostępne są na stronie: http://travelery2011.national-geographic.pl/.

* * * * *
Alpinus Testing Team to grupa miłośników podróży i sportów ekstremalnych, wyłonionych podczas I edycji Memoriału im. Piotra Morawskiego, której zadaniem jest testowanie i opiniowanie produktów marki Alpinus. Działalność grupy ma pomóc w udoskonalaniu kolekcji, tak aby jeszcze lepiej mogła służyć potrzebom wymagających odbiorców, zarówno amatorów jak i profesjonalistów.

 

2012-03-22 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Wywiady

Jarosław Kret i Danuta Sztuba – wywiad

przez Redakcja 2012-03-22
Napisane przez Redakcja
kret
kret

Danuta Sztuba rozmawia z  Jarosławem Kretem

Specjalnie dla Klubu Podróżników Śródziemie

 

kret

,,Świat to nie tylko przyroda i ludzie, od tak po postu. To jest aż przyroda i aż ludzie…”

D. Sz.: Jadąc w podróż, dokądkolwiek, jedzie Pan z nastawieniem dziennikarskim? Znaleźć coś niesamowitego w danym miejscu, czy raczej podróżniczym: opisując wszystko co Pan napotkał, nie zmieniając niczego, nie ingerując w rzeczywistość tego miejsca?

J. Kret.: Jeżeli jadę w podróż to przede wszystkim jako dziennikarz. Dawno już nie zdarzyło mi się jechać gdzieś tylko dla odpoczynku, bo dla mnie to żadna podróż. Jestem reporterem, tak przynajmniej uważam. Jestem dziennikarzem, który opisuje świat. Jeżeli mam go opisywać to nie mogę w niego ingerować – to jest podstawa. Jadę opisać jakieś fenomeny, zachowania ludzi, czasem także jakieś ciekawostki przyrodnicze. W podróż jeżdżę z różnymi narzędziami: czasem z kamerą, bardzo często z aparatem fotograficznym i oczywiście z notesem. To wszystko zależy, czy mam zamiar zrobić z tego program telewizyjny czy napisać książkę, reportaż czy też fotoreportaż. Raz zdarzyło mi się pracować tylko i wyłącznie nad albumem fotograficznym. Kilka razy oczywiście zdarzyło mi się ,,popełnić” jakiś album, ale tylko jeden raz taki przyzwoity – moim zdaniem. Był to album o Ziemi Świętej. To jest tak, że jadę z nastawieniem by opisywać ten świat, Staram się zawsze wiedzieć coś o tym miejscu w które jadę. Chyba, że coś się nagle zmieniło. Całkiem niedawno byłem na krótkim reporterskim wyjeździe do Tunezji, żeby zobaczyć co się tam dzieje w rok po rewolucji. To oczywiście było aranżowane. Jeśli się jedzie w takie miejsce trzeba skorzystać z pewnych organizacji, które pomogą się dostać w pewne miejsca, jeśli jesteśmy ograniczeni z czasem. Wiedziałem jednak po co tam jadę, ale nie wiedziałem, co zobaczę i na co się natknę. Reporter, dziennikarz jadąc gdzieś powinien mieć świadomość dokąd jedzie, ale nigdy nie ma do końca świadomości tego co tam zobaczy, spotka. Na tym też polega nasza praca, żebyśmy przyglądali się temu światu, a potem w refleksyjny i analityczny sposób przekazali dalej.

D. Sz.: Stwierdził Pan kiedyś w jednym z wywiadów, że świat już został odkryty. Dlaczego więc jeździ Pan np. na Madagaskar tyle razy? Nie nudzi to miejsce? Przecież jest już zdobyty.

J. Kret: Salman Rushdie kiedyś powiedział: „Jak można było odkryć Indie, skoro nikt ich wcześniej nie przykrył” – to było powiedziane o Brytyjczykach. Dość sarkastyczne powiedzenie, ale tak to wygląda, że Brytyjczycy myśleli, że odkryli Indie – A oni tylko odnaleźli drogę do nich. Natomiast jest to tak stara cywilizacja, że mogłaby powiedzieć, że to ona odnalazła Brytyjczyków. Dlaczego ja jeżdżę tyle razy na Madagaskar? Ponieważ chcę go opisać. Muszę mieć jakieś ciekawe wątki do opisania, też i ciekawe przygody. Moje pisanie polega na tym, że pod taką lekką, cienką kołderką faktów, czy przygód można znaleźć poważniejsze problemy, analizę tego co się dzieje wokół nas. Jeżeli pojechałbym raz na Madagaskar, spędził tam 3 tygodnie i napisał książkę o tym – nie chciałbym, żeby ktokolwiek ją kupił. Człowiek opisujący takie miejsce po tak krótkim pobycie tam jest niewiarygodny.
Jeśli napisałem książkę o Indiach czy Egipcie to jest efekt moich kilkunastu lat obcowania z tymi miejscami . Wtedy to można dopiero skłonić się do wielu refleksji i wielu porównań, ponieważ widzę ten świat z perspektywy czasowej. Takie pisanie traktuję jako odrobinę głębsze niż prowadzenie blogu z podróży. Teraz każdego stać na napisanie blogu i każdy może to zrobić. Jeżeli chcę zaistnieć z książką i opatruję ją swoim nazwiskiem i zdjęciem to musi być to odrobinę „głębsze” niż blog.

D. Sz.: Można wiec odkrywać świat, dane miejsce na nowo, co rusz odnajdywać jego inne piękne elementy?

J. Kret: Nie chcę iść z uporem maniaka za Salmanem Rushdie i mówić o odkrywaniu świata, wolę mówić o jego poznawaniu . Jasne, że tak ! Cały czas na nowo poznaje Madagaskar – różne jego aspekty i to będę opisywał. Świat to nie tylko przyroda i ludzie, to tak po postu. To jest aż przyroda i aż ludzie, bo za tym stoi mnóstwo elementów tej rzeczywistości, w której to wszystko się znajduje. To jest, to moje opisywanie świata.

D. Sz.: Czym jest dla pana pojecie pięknego miejsca na świecie, bo dla każdego to pojęcie ma inne znaczenie. Ale jakie to miejsce musi być.. Jakie cechy posiadać?

J. Kret: Miejsca są piękne na dwa sposoby: piękna naturalnego, gdy nosi w sobie piękno, które my możemy bardzo indywidualnie odebrać i opisać. Jedni kochają morze inni pustynie i oni odnajdują tam swoje piękno. W miejscu naturalnym, nienaruszonym przez cywilizację możemy odnaleźć piękno indywidualnie, każdy na swój sposób. Nie narzucam nikomu tej interpretacji piękna, bo każdy odbiera je na swój sposób. Jeśli natomiast mamy miejsca stworzone przez ludzi, są już ,,muśnięte pędzlem cywilizacji” to myślę, że piękno tych miejsc zasadza się w ludziach, którzy to miejsce tworzą. Jest takie pojęcie: genius loci – geniusz miejsca, duch, który jest duchem miejsca. Były przecież duchy domowe w różnych starożytnych wierzeniach – rzymskich, greckich – np. lary, penaty, które siedziały w domu i pilnowały go. Myślę, że ten duch miejsca, genius loci, siedzi w ludziach, którzy to miejsce tworzą. Są miejsca, które oczarowują nas architekturą, położeniem (np. w górach), ale jeśli to miejsce będzie puste to zabraknie atmosfery, którą tworzą ludzie, bo wygnała ich np. zaraza albo po prostu wyjechali, to wtedy to miejsce traci swój urok i piękno. Tak jest właśnie z Paryżem. Kiedy pojedziemy tam latem, możemy się nim zachwycać podczas wakacji: jego architekturą, Sekwaną, łódkami. Tak naprawdę widzimy tam jedynie ludzi, którzy zajmują się obsługą turystów. Paryż jest wtedy nudny!
Do niczego. Pojedźmy tam jesienią, wiosną kiedy budzi się do życia, a nawet zimą, żeby spędzić tam Nowy Rok. To jest zupełnie inne miasto, inne ponieważ w lipcu i sierpniu wszyscy Paryżanie wyjeżdżają z miasta. Też nie można tego tak generalizować, ale to tak jest, mniej więcej. Dlatego też twierdzę, że o pięknie miejsc stanowią ludzie, którzy należą do niego. Natomiast, żeby trafić do tych ludzi należy otworzyć się na nich i oczywiście: uśmiech za przewodnika !

D. Sz.: Tytuły Pana książek: ,,Moje Indie”, ,,Mój Egipt” czy tytuł albumu ze zdjęciami ,,Moja Ziemia Święta” sugerują na pierwszy rzut oka, że zdobyła Pan te państwa, zdobył w sensie poznania. Czuje Pan, że poznał Orient dogłębnie?

J. Kret: ,,Moje Indie” czy ,,Mój Egipt” to jest tylko i wyłącznie moja asekuracja. To jest tylko i wyłącznie moje spojrzenie, bardzo ograniczone do mojej osoby. Niewiele przecież wiem na temat Indii, czy Egiptu. Jeśli napisałbym książkę po prostu: ,,Egipt” to byłoby to straszne rozpasanie ! Jeśli chciałbym taką książkę popełnić, to musiałbym napisać ze 150 tomów. Jeśli piszę książkę ,,Mój Egipt” to ogranicza się ona do mojego indywidualnego spojrzenia, refleksji i przeżyć. Pokazuję czytelnikowi istotę tego miejsca tak, jak ja to widzę. To jest więc tylko i wyłącznie moje spojrzenie, ale z drugiej strony nie ograniczam nikogo, by patrzył tylko moimi oczyma. Wręcz przeciwnie: zobaczcie jak ja to wiedzę, otwórzcie oczy, budujcie sobie refleksje na temat tego miejsca, powiedzcie czy się z tym zgadzacie czy też nie.

D. Sz.: Skoro jesteśmy przy Egipcie…. Jak on smakuje? Ma pan może jakiś charakterystyczny smak, który kojarzy się z nim, z jakimiś wspomnieniami z tamtego miejsca?

J. Kret: Tak, w ogóle wspomnienia, które zapisują się w naszej świadomości związane są ze smakiem i zapachem. Mój smak, podstawowy z Egiptu, to są dwie potrawy: koshari – to potrwa dla biedoty – makaron z ryżem, soczewicą, ostrym sosem shastą i prażoną cebulą. Ma to tak niezwykły i niepowtarzalny smak, że za każdym razem gdy jestem w Egipcie jem ją. Przypomina mi ona czasy studenckie – wtedy też ją jadałem. Kiedy ją jem wracają wspomnienia i świat od razu nabiera różowych kolorów. Na drugim miejscu są słodycze arabskie – o rany, tutaj można zapomnieć o odchudzaniu! ( śmiech )

D. Sz.: Orient z dziennikarskiego punktu widzenia to jaki świat? Zatłoczony, biedny, brudny? Czy kolorowy, bogaty w smaki?

J. Kret: Może zdefiniujmy najpierw Orient: to nie tylko Syria, Jordania, Turcja, to także Indie, Persja, Afganistan. Jeśli patrzymy w ten sposób to można powiedzieć, że Orient to jest pół świata i pół jego historii. On właśnie ze swoja tradycją, wielkością, historią i różnorodnością jest równoważny Europie, czy może nawet Europie i całemu światu zachodniemu. Nie możemy wyszczególniać jego aspektów, bo jest to gigantyczny konglomerat: kultur, tradycji, religii, różnych grup etnicznych. Jest to tak szerokie pojęcie niosące ze sobą także refleksje, nie jest tak jednolity religijnie jak świat zachodni. Ścierają się tam bardzo różne religie i tradycje – np. religie „księgi” z religiami azjatyckimi, prastarymi opierającymi się na zupełnie innych zasadach niż Islam, Judaizm czy Chrześcijaństwo. To jest właśnie ścieranie się tych religii: z jednej strony umiejętność współżycia, z drugiej zaś potworne konflikty na
bazie tej różnorodności religijnej. To jest wielki kawał świata.

D. Sz.: Przebywając w Indiach mieszkał Pan u rodziny hinduskiej. Jak się żyje katolikowi wśród tak odmiennej wiary? Nie czuł się Pan zagrożony? Nie pojawiały się dyskusje na temat wiary?

J. Kret: Tam nie ma to znaczenia. Indie to kraj, w którym tolerancja religijna jest na wysokim poziomie. Jeśli słyszeliśmy, że np. ktoś spalił tam kościół to, wcale nie znaczy , że codziennie odgrywają się tam pogromy Chrześcijan . Na boga, przecież to jest miliardowy kraj, może się wszystko zdarzyć. Nie raz zdarzyło się, że hindusi spalili meczet, a muzułmanie – hinduską świątynię. Z drugiej strony w tak dużym kraju, gdzie ściera się tak dużo prądów religijnych, poglądów ludzie często nie zwracają na to uwagi. Częściej zdarza się, że hindusi zwracają między sobą uwagę na różnice kastowe, niż na mnie, jako chrześcijanina. W Indiach w wielu przypadkach można zauważyć, że np. żyje rodzina, wyznaje swoją religię, ale w ogóle się z tym nie afiszują. Czasem nawet nie wiemy czy są oni bardzo religijni, bo nigdy nie wymagają od nas byśmy się religijnie zachowywali. Kiedy mieszkałem w Indiach, u indyjskiej rodzinie, w naszych relacjach nigdy nie było kwestii religijnych. To jest piękne, bo świadczy o ogromnej dojrzałości. Ta dojrzałość wypracowywała się tam przez tysiące lat.

D. Sz.: Nieodłącznym przedmiotem, który zabiera Pan w każdą wyprawę jest?

J. Kret: …..ale mnie pani zaskoczyła! Zazwyczaj mam aparat fotograficzny. Jeżeli, tak naprawdę, jadę w świat to podstawową rzeczą dla mnie są okulary przeciwsłoneczne, dobre!

2012-03-22 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Australia i Oceania

Niebieskie pingwiny z Melbourne

przez Karolina Zięba-Kulawik 2012-03-21
Napisane przez Karolina Zięba-Kulawik
Pod patronatem Klubu Podróżników Śródziemie
TransOceania eXpedition 2012 to wyprawa rowerowa rozpoczynająca się na północy Nowej Zelandii, a kończąca na północy Australii.
Wyprawa rozpoczęłą się w lutym i zakończy w kwietniu 2012 roku. W czasie przemierzania tych dwóch krajów podróżnicy pokonają ponad 6000 km.

Relacja z kolejnego etapu podróży:

Niebieskie pingwiny z Melbourne

Jadąc ulicami nie odczuwasz tego jakobyś był w wielkim centrum, wielkiego miasta, gdzie wieżowce jeden koło drugiego setkami wciskają się pomiędzy siebie, by zając jak najlepsze miejsce w samym centrum miasta. Chodnik i ulica, oddzielone są zielonym pasem, ciągnących się zaraz na skraju chodnika drzew. Gęste, kłębiaste, i delikatnie szumiące, od gubiącego się w uliczkach wiatru liście, sprawiają że nie spoglądasz w górę, by poczuć się niewielką mrówką w wielkim skomplikowanym i pędzącym bez opamiętania mieście. Twój wzrok pozostaje na poziomie do linii drzew, dając zarazem cień, i chłód w porze gorącego popołudnia, ale też odcinają cię od wielkomiejskości. Mimo to ludzie z jednej strony pędzą, ale też z drugiej potrafią się w prawie czteromilionowym mieście zatrzymać. Usiąść, w niewielkim parku koło płynącej z fontanny rzeczki, by wypić kawę, wino, czy po prostu poczytać książkę.
Dla nas po przeszło dziesięciu dniach w drodze, to też czas zatrzymania się na chwilę i poczucia klimatu wielkiego miasta, będącego jednym z największych w czasie naszej podróży.
Jeszcze na lotnisku znaleźliśmy nocleg, i to zaraz w centrum. Cena jak na wielkie miasto przystępna, a lokalizacja jak dla nas idealna. I to wszystko powinno było nas dużo wcześniej zastanowić, zanim jeszcze odebraliśmy klucze od pokoju.
Duża recepcja na trzecim piętrze, przy niej zaraz kuchnia, z ustawionymi jak na studenckiej stołówce stolikami. Przy nich poustawiane na dwóch ścianach kwadratowe szafki, gdzie każdy może zostawić swoje jedzenie. Po drugiej stronie zajęty przez grających rezydentów stół bilardowy, obok miejsce do siedzenia w dużych miękkich sofach, oraz zaciemniony kąt, gdzie widać tylko podświetlone blaskiem monitorów twarze, siedzących przy kontakcie właścicieli małych przenośnych komputerów. I wszystko byłoby niby idealnie, gdyby nie pokój.
Drzwi otwierają się z charakterystycznym dla nie naoliwionych zawiasów piskiem. I stając w drzwiach nie wiesz, czy uciekać, śmiać się, czy płakać?
Duży, przestronny, z oknami na samym końcu pokój, przy każdej ścianie poustawiane ma łóżka, w sumie jest och dwanaście. Każde jedno z rozmemłaną pościelą, z czego w co niektórych są jeszcze nie ruszające się zwłoki właścicieli. Na niektórych prócz białej pościeli, są porozrzucane rzeczy, będąc tak pozostawione w pośpiechu. Zaraz przy drzwiach na podłodze, leży wielka sterta ubrań, wywalonych z chyba dwóch walizek, na której to prócz spodni, bluz, koszul, leżą majtki, skarpetki, kosmetyki. Właściwie wszystko co było w środku zostało wyrzucone na podłogę, a jedynie specjaliści mogliby za pomocą pobranych próbek znaleźć datę tego zdarzenia.
Na środku leży wszystko to, co komuś spadło, wypadło, zostało rzucone, czy też zalega tam od niepamiętnych czasów. szminki, skarpety, kable, jakiś dywanik, co to maił być dekoracyjny, nawet gitara gdzieś przy ścianie leży, karty na lepiącym się stoliku. W otwartych oknach leżą buty, i skarpety, by przypadkiem się skrzydła okien się nie zamknęły, powodując iż unoszący się fetor, pozostałby w zamknięciu. Do tego jeszcze powieszany sufit albo zwisa zaraz nad głową albo został przeniesiony w inne bliżej nie określone miejsce.
I stoimy tak w drzwiach śmiejąc się i starając się znaleźć miejsce gdzie można zrzucić swoje rzeczy, ale też zająć któreś z łóżek, co jest dość karkołomnym zadaniem. – Przepraszam, które łóżka są wolne? – zadaję pytanie wchodzącej właśnie sprzątaczce.

– Możecie sobie wybrać. – odpowiada zaciągając hiszpańskim akcentem niewielkiej postury kobieta w czarnej koszulce polo, trzymająca w ręku odkurzacz.
– Ale nie wiemy, które są wolne. – lekko zdegustowana odpowiada Gosia. – Czy to na przykład jest wolne?
– Chyba tak.
– A jakieś inne, dla mnie? – dopytuję się.
– To chyba jest wolne. – wskazuje zirytowana nasza ilości pytań sprzątaczka.
– No dobrze, ale tutaj jest czyjś but.

I w tym momencie pani podnosi kołdrę, zrzuca lekki damki, niebiesko-biały bucik, zabiera kołdrę i poduszę i mówi – Teraz jest już wolne. – układając nową poduszkę i kołdrę, szkoda tylko że prześcieradło pozostało to samo.
– Pakujemy nasze rzeczy w szafki, zarzucamy coś na te łóżka i uciekamy stąd w miasto. Trudno, to tylko jedna noc. Niema co teraz tracić czasu. Na dole, na pierwszym piętrze jest bar.

Wtapiając się w niewielkie uliczki, często pominięte na mapach i grafach, dopiero teraz odkrywamy urokliwe, tętniące życiem i zapachami zakamarki. Schowane w cieniu wielkich szklanych pułapek, skrywają przeróżne kawiarenki, bary, restauracje, sklepiki, gdzie możesz kupić stare płyty, czy znaleźć zapach mydła do domowej łazienki. Jednak to co przykuwa naszą uwagę, to różnorodność smaków i zapachów, mieszających się i zmieniających z każdym kolejnym krokiem jaki stawiamy przed sobą.
Wietnamskie, indyjskie, włoskie, czy greckie. Wszystko to pomieszane, poplątane, zmiksowane, stanowi jedną całość, będącą integralną częścią serca wielkiej aglomeracji i kontrastuje z poukładanymi, różnymi zadbanymi budowlami, jakie można znaleźć zaraz za rogiem.
Nowoczesne szklane, i marmurowe budynki, mieszają się ze starymi, wykończonymi w typowo europejskim stylu kilku piętrowymi masywnymi budowlami, stanowiąc jedną spójną całość. W niejednym z nich znajdziesz kolejne małe kawiarenki, sklepy i butiki, a jak masz szczęście, to odrywając wzrok od kolejnych witryn, warto spojrzeć na to po czym się chodzi. Bogate, różnorodne, malownicze, urzekające mozaiki ciągną się przez kolejne korytarze, gdzie tłumy zwiedzających i kupujących szusują w poszukiwaniu czegoś dla siebie.
Otaczające prawie z każdej strony centrum rozległe ogrody, parki i rzeki, są jak magnez przyciągający o każdej porze dnia tłumy ludzi. Rano pielgrzymki turystów wysypujących się z podjeżdżających autokarów, już w południe mieszają się z biegającymi w koło każdego zielonego terenu pracownikami szklanych drapaczy. W tym czasie, poubierane w mundurki, czapki i szkolne, jednolite spodenki dzieci, całymi jednokolorowymi grupami ciągną do ogrodów botanicznych, gdzie czekają na nich, strażnicy w kapeluszach w dużymi rondlami, by za chwilę pokazać im to co mogą zobaczyć poza granicami nie tylko miasta, ale też i australijskiego lądu.
Oaza spokoju, i miejsce gdzie można wyrwać się w samym środku miasta, by nie słyszeć warkotu i szumu samochodów, tramwajów, czy samolotów. Starannie wypielęgnowany, z równo przystrzyżona trawą, i najróżniejszymi gatunkami drzew, krzewów, roślin, przypraw ogród, jest domem dla niezliczonej wręcz ilości ptaków. Ćwierkają, skrzeczą, bulgoczą, pikają i śpiewają. Przechadzają się po trawie, dzieląc ją z odwiedzającymi, a w kawiarni leżącej zaraz na wielkim zielonym stawem, po którym pływają trawiaste wyspy, starają się wykorzystując chwilę kiedy odejdą od stołu pozostawiając po sobie niedojedzone resztki, czy oblepione kawałkami ciasta papierki po najróżniejszych ciastach.
Centrum miasta w kilka godzin, po zamknięciu biur pustoszeje. Po ulicach przechadzają się lekko zdezorientowani turyści, i stali mieszkańcy hosteli, a cała krew miejskiej przestrzeni, odpływa na przedmieścia. Dokładnie zaplanowane na przełomie lat 50tych i 60tych arterie, ze staranie przygotowanymi dzielnicami miejskiej sypialni, są miejscem gdzie po zapadnięciu zmroku tętni życie. Ci, którzy w ciągu dnia kręcili się w sercu miasta, teraz zasiadają w pizzeriach, restauracjach, czy bawią się w dyskotekach na przedmieściach, spoglądając na rozświetloną łunę centrum miasta.
Tutaj za wielu turystów nie dociera. Pozostają w swoich pokojach, przygotowując plan na dzień następny. A niespełna półgodziny drogi od serca, leży malownicza dzielnica St. Klida. Niska zabudowa, wypełniona jest życiem do późnych godzin nocnych.
Jednak nie to nas tutaj sprowadza. Przyjaciel, moich przyjaciół, polecił nam miejsce gdzie co noc, zaraz obok ruchliwej ulicy ciągnącej się nad promenadą, można spotkać wśród skał chroniącego port jachtowy falochronu, małe niebieskie pingwiny, dla których jest to dom.
Na końcu długiego molo, na którym przesiadują całe grupy wędkarzy, często nawet ze swoimi rodzinami, znajduje się usypany z kamieni falochron. Mieszkają pomiędzy wielkimi skałami, będąc co wieczór odwiedzanymi przez nielicznych chcących je zobaczyć. Wychodzą z wody, i skrzecząc przeskakują z głazu na głaz, chowając się w niewielkich szczelinach pomiędzy kamieniami. Kilku wolontariuszy czuwa nad ich bezpieczeństwem i upomina każdego, kto chodź trochę naruszył ich bezpieczeństwo, czy też starał się oślepić.
Szukaliśmy prawie codziennie na Tasmanii, widzieliśmy gdzieś daleko w wodzie na Nowej Zelandii, a z bliska zobaczyliśmy je dopiero tutaj w środku wielkiego miasta.
Marcin, przyjaciel mojej przyjaciółki, czeka na nas zaraz przy stacji wiozącego nas z centrum pociągu. Człowiek, którego w życiu nie widzieliśmy, a jedynie dwa razy rozmawialiśmy przez telefon. Ale jak sam napisał – „Przyjaciele naszych przyjaciół, są naszymi przyjaciółmi.” – i tak też nas przyjmuje. Zaraz do zrzuceniu naszych sakw w domu, ruszamy na zakupy. Marzy nam się karbonara, która ciągnie się w naszych myślach od kilku dni, do tego cały czas o niej mówimy i w końcu możemy zrealizować nasze marzenia. Po tygodniach jedzenia puszkowego, i rozpuszczalnego jedzenia, szalejemy w kuchni. Boczek, czosnek, cebula, jaja, mleko i bazylia, mieszają się pierw w miskach, potem na rozgrzanej patelni, by w końcu połączyć się z makaronem, i tracić w ogromnych kopach na nasze talerze. A do tego wszystkiego jeszcze chłodne napoje, spokojnie ubywające i uzupełniane, w trakcie długiej opowieści o naszych dotychczasowych przygodach, przeżyciach, odczuciach i przemyśleniach, które tak zbieżne są z opowieściami Ani, żony Marcina i samego Marcina. Snując długie opowieści, gdzieś niedaleko zmieniającego się dnia pada propozycja – A może ognisko w ogrodzie?
Nam nie wiele trzeba, od tygodni staramy się w końcu usiąść przy ciepłym ogniu nie martwiąc się o poranne wstawanie, czy deszcz wiszący w powietrzu.
Przy murze domowego ogródka, rozpalamy ogień pod rozgwieżdżonym australijskim niebem, dalej snując wspomnienia z naszych podróży dalekich. A to o wspinaczkowych przygodach, a to o wyjazdach służbowych widzianych z różnych stron. My jako odbiorcy, a Marcin jako ten który je organizował.
Czas gdzieś przestał istnieć. Kolejne kawałki drzewa, będące pozostałościami po dotychczasowej podłodze w salonie, miło ogrzewają nas niwelując wieczorny chłód. Cały czas nie możemy wyjść z podziwu, że człowiek który jeszcze kilkanaście miesięcy temu pracował w małopolskiej stolicy, dzisiaj własnymi rękoma remontuje nowy dom po drugiej stronie kuli ziemskiej. A wszystko to łącząc z codzienną pracą.
Poranek dłużył się, a jedynie Ania wstała rano i pojechała do pracy. My z ciężkimi głowami, staramy się złapać uciekający dzień i w końcu coś konstruktywnego zrobić. Marcin zabiera nas do pobliskiego You Yuong National Park, gdzie z wspinamy się na okrągłą i gładką skałę w kształcie wielkiego jajka, skąd rozciąga się niesamowity widok na okolice.
Tworzące zielony dywan, kępy koron eukaliptusowych drzew, wydobywają z sobie piękny dźwięk śpiewających ptaków. Z każdej strony dochodzi melodia, jak długi i szeroki las. A obracając się na pięcie, można pociągnąć równiutką kreskę po linii horyzontu. W końcu będzie płasko, tak długo na to czekaliśmy.
W końcu udaje nam się dotrzeć do miejsca gdzie rozpoczniemy jutro dalszą podróż. Nad brzegiem oceanu, zaraz na początku Great Ocean Road, Marcin odkrywa przed nami fenomen tak popularnego tutaj BBQ. Do tej pory nie mogliśmy zrozumieć, co takiego ludzie w tym widzą. A teraz kiedy soczysty kawał wołowego mięsa, w połączeniu z przypiekaną cebulą oraz pieczarkami połykamy, siedząc przy stoliku i słysząc szum fal rozumiemy ten fenomen.
Elektryczne płyty, umiejscowione bardzo często pod zadaszeniem, obok których są stoliki to idealne rozwiązanie dla całej rodziny. Nie musisz rozpalać ognia, martwić się o drzewo, palenisko etc. Włączasz, obudowaną cegłami płytę i po kilku minutach masz gotowy soczysty stek. Do tego jeszcze każde miejsce jest dostępne za darmo. Obok zawsze jest bieżąca woda, toalety i miejsce do zaparkowania samochodu, plus dodatkowe atrakcje. Stąd też stało się to tak popularne.
Tutaj też żegnamy się z Marcinem, który przyjął nas wraz z Anią, jak w prawdziwym polskim domu. A wczorajsze ognisko „na podłodze” przejdzie do historii. Jutro ruszamy już na zachód w stronę Adelajdy.

PS. ze względów słabego połączenia internetowego zdjęcia można oglądać na naszej stronie w poniższym linku

http://www.facebook.com/media/set/?set=a.394044867272782.103083.225204447490159&type=1

 

2012-03-21 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Spotkania, zloty, imprezy podróżników

X Dni Turystyki- Poznań

przez Karolina Zięba-Kulawik 2012-03-21
Napisane przez Karolina Zięba-Kulawik

To już X edycja festiwalu podróżniczego Dni Turystyki, odbywającego się co roku na Wydziale Nauk Geograficznych i Geologicznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jest to kilkudniowy cykl prelekcji, warsztatów, wykładów oraz pokazów slajdów na temat podróżowania oraz wszystkiego co z nim związane. Razem z naszymi prelegentami przenosimy się w czasie i przestrzeni, aby odwiedzić najodleglejsze zakątki świata. Wędrujemy po bezkresnych pustkowiach, wspinamy się na najwyższe szczyty, spływamy rwącymi rzekami, przemierzamy lodowe pustynie, zagłębiamy się w gąszcz tropikalnych lasów, poznajemy przyrodę i kulturę w najdalszych zakątkach świata. Cieszymy zmysły zróżnicowaniem barw, kolorów, smaków i dźwięków.
W naszymfestiwalu podróżniczym udział może wziąć każdy, bez względu na płeć, wiek czy zasób portfela (nasze pokazy są całkowicie bezpłatne). Każdego roku zapewniamy wiele atrakcji i niezapomnianych wrażeń, a także konkursy z nagrodami. Spotkacie tu zapalonych podróżników, osoby, które mają niesamowite pomysły i je realizują. Osoby, które zarażają pasją, optymizmem, radością i wiarą w dobrych ludzi, a takich można spotkać wszędzie. Po powrocie do domu pozostaje w głowie tylko jedna myśl – spakować plecak i ruszyć w świat!

PROGRAM X DNI TURYSTYKI:

Poniedziałek, 26 marca
Wykłady
12:00 – dr hab. Małgorzata Mazurek – „Afryka oczami Geografa.”
13.00 – dr hab. Michał Jarnecki – „Ukryty sekret Azji – Birma.”
Wieczór kultury tajskiej
16:00 – 18:00 – w programie:
Pokaz tradycyjnego tańca oraz wykonywanej na żywo muzyki tajskiej
Prezentacja masażu tajskiego
Pokaz narodowego sportu Tajlandii – sztuki walki MuayThai
Pokaz zdjęć z wypraw do Królestwa Tajlandii
Prelekcje podróżników
18:30 – Aleksander Doba – „Kajakiem przez Atlantyk”
20:00 – Tomek Michniewicz – „Krwawa Wojna. Kłusownictwo w Afryce”

Wtorek, 27 marca
Warsztaty
14:00 – Jacek Fabiś – Warsztaty Pilockie
Prelekcje podróżników
16:00 – Tomek Kowalski – „Inspiracje – wyprawa dookoła świata”
17.00 – Kuba Wolski – „Afryka Nowaka – relacja ze sztafety”
18:30 – Marek Tomalik – „Australia, gdzie kwiaty rodzą się z ognia”
20:00 – Mieczysław Bieniek – „Przez Karakorum w marzenia”
Środa, 28 marca
Warsztaty
16:00 – Łukasz Turkowiak – warsztaty wspinaczkowe oraz możliwość skorzystania
z profesjonalnej ścianki wspinaczkowej pod okiem instruktora
17:00 – Krzysztof Petek – warsztaty surwiwalowe
Prelekcje podróżników
18:30 – Alek Adamus i Paweł Bartnik – „Autostopem Ku Wolności”
20:00 – Jacek Pałkiewicz – „Pomnik u źródeł Amazonki”
Uwaga: Z przyczyn niezależnych od Organizatora program może ulec zmianom.

Zapraszamy również do odwiedzenia naszej strony internetowej: https://www.dniturystyki.pl

Do zobaczenia na festiwalu!

 

2012-03-21 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Australia i Oceania

Wśród mieszkańców Tasmanii

przez Karolina Zięba-Kulawik 2012-03-20
Napisane przez Karolina Zięba-Kulawik
Pod patronatem Klubu Podróżników Śródziemie
TransOceania eXpedition 2012 to wyprawa rowerowa rozpoczynająca się na północy Nowej Zelandii, a kończąca na północy Australii.
Wyprawa rozpoczęłą się w lutym i zakończy w kwietniu 2012 roku. W czasie przemierzania tych dwóch krajów podróżnicy pokonają ponad 6000 km.

Relacja z kolejnego etapu podróży:

Wśród mieszkańców Tasmanii

Czasem coś sobie zaplanujesz, a potem życie weryfikuje twoje plany. Tak też się stało, z naszymi planami dojechania do Davenport, gdzie mieliśmy wsiąść na prom i popłynąć do Melbourne, tym samym żegnając się z południową wyspą Australii.
W Scottsdale najpierw państwo w informacji turystycznej nie potrafili nam odpowiedzieć na zdawałoby się proste pytania i odesłali nas do pobliskiego biura turystycznego, gdzie zasiedliśmy w wygodnych fotelach, zadając proste pytanie.

– Chcielibyśmy dowiedzieć się, ile będzie kosztował prom z Davenport do Melbourne i czy są bilety na jutro. – zależy nam na tym, by jutro na wieczór dojechać do Davenport i mieć czas na zwiedzanie Melbourne.
– Poczekajcie. – odpowiedziała miła Pani, wpisując w komputer nasze zapytanie. – Na jutro? Tak są, po 220 dolarów, za miejsce w kabinie.
– Ile? – otwierając oczy za bardzo nie możemy uwierzyć iż dziesięciogodzinny rejs nocny będzie tyle kosztował. – A nie ma może jakiś miejsc, typu fotele?
– Zostały tylko miejsca w kabinach. a cała reszta jest wyprzedana. Poczekajcie, na po jutrze już nie ma żadnych miejsc, może na czwartek?
– To nam już kompletnie nie pasuje. A czy są jakieś samolotu z Lanceston, do Melbourne? – to też jest jakieś rozwiązanie, i do tego trochę bliżej.
– Są po 89 albo 130 dolarów, zależy od godziny.

I takim oto sposobem, jedziemy teraz może trochę okrężną drogą do Lanceston, bo przez Lilydale, ale nie nadkładamy specjalnie dużo kilometrów, a do tego droga jest mniej uczęszczana, i są mniejsze góry, niż na drodze przez Targa. Tak przynajmniej twierdziła Pani w biurze podróży.
Czy ona jest rzeczywiście mniej górzysta, to trudno powiedzieć, ale do płaskich na pewno się nie zalicza. Wije się, wznosi, opada, przecinając niewielkie mieściny, będące bardziej tylko skupiskiem farm, niż czymś co można by nazwać nawet wioską. Farmy, farmy, farmy i płoty, ciągnące się kilometrami, sprawiają że jak zwykle nie ma gdzie zanocować. A do Lilydale, dzisiaj nie damy już rady dotrzeć.
Cóż, trzeba próbować u ludzi. Winnica, zamknięta. Farma naprzeciwko też. Tylko psy szczekają z daleka. A dalej podjazd. Słońce powoli zachodzi, a my na razie nie mamy perspektywy na nocleg. Jeszcze kilka kilometrów i będzie Lebrina, może tam coś znajdziemy?
Przed nią jednak jest skręt na kolejną winnicę, niestety zamkniętą. Zaraz przy drodze stoi dom, wyglądający na że tak można powiedzieć, z wyższej półki. Piękny zielony dach, ogród zadbany, przed domem owalna weranda, za domem też widać piękny trawnik. Przed domem stoi samochód, co by oznaczało że w domu ktoś jest. Cóż, wg starej naszej zasady – najwyżej odmówią.
Z domu wychodzi Pani. Niewielkiego wzrostu, z natapirowaną fryzurą. Na naszą już wyuczoną jak modlitwa formułkę, krótko opowiada – Zapytam szefa. – Właściwie, trudno powiedzieć, a może to rzeczywiście ktoś ze służby. Bo dom swoim wyglądem, znacząco oddziela się od reszty tutejszej zabudowy. Po chwili wychodzi szef. A może my przeszkadzamy w jakimś spotkaniu?
Flanelowa koszula wpuszczona w spodnie, dżinsy, ręce jeszcze nie domyte po pracy. Widać też, że już po paru piwkach. Praktycznie od ręki wskazuje nam miejsce za domem, gdzie możemy postawić namioty. I o to właśnie nam chodziło. Nie jest to może kemping, czy nawet pole namiotowe, ale przynajmniej spokojnie i nikt nie będzie przeszkadzał. Rowery możemy przyczepić do przyczepy, na której stoi łódka, a stojąca obok metalowa szopa, będzie nas osłaniać przed wiatrem.
Nie mija kwadrans, a Brain, jak się też przedstawił nam przez płot, za którego domem rozbijamy namioty, oferuje nam prysznic i toaletę, z której możemy spokojnie korzystać. Dosłownie chwilę później, do oferty zostają dodane pokoje.

– Jeżeli chcecie, to mamy tutaj dwa wolne pokoje. Na razie nikt w nich nie mieszka. – prowadzać nas, opowiada Brain. W długim wąskim korytarzy, widać kolejne drzwi. Na podłodze elegancka ciemno zielona wykładzina a na ścianach do połowy drewno, a dalej w górę tapeta w odcieniach pasujących do wykładziny. Kiedy otwierają się drzwi, oczy nam otwierają się szeroko, a zdziwienie opanowuje nas oboje. Chyba za bardzo nie pasujemy do wystroju. My, przepoceni, brudni od pyłu, jesteśmy dokładny przeciwieństwem pokojów. Eleganckie, zadbane, z komodami, stolikami i lampkami przy dużych drewnianych łożach, na których leżą nie tylko zielono kwieciste pledy, ale i poduszki równo oparte o wezgłowia. – Na pewno to lepsze, niż mały namiot. – śmieje się Brain. I trudno mu nie przyznać racji. Ale też sami nie wiemy jak zareagować. – To wy teraz wykąpcie się, i jak już skończycie, to zapraszam na coś do picia i na kolację.

Ilość podziękowań, jaka płynie z naszych ust, nie może zapewne dorównać do gościnności, jaką zaoferowano nam. Nawet w najśmielszych marzeniach nie myśleliśmy, że przyjdzie nam nocować w takich warunkach. Można nawet powiedzieć, że w wielu hotelach takich nie ma.
Chwilę później, czyści i świeży, po cały dniu jazdy zasiadamy przy kuchennym stole. Na blacie, pod szkłem rozłożone są duże zdjęcia domu, zrobione z samolotu. Na stole stoją szklanki i puszki od piwa.

– To może piwa, czy kawa?
– Ja z chęcią napiłby się piwa. – opowiadam szybko na pytanie. I w tym momencie, Brain wstaje i z niewielkiej przeszklonej lodówki, stojącej w rogu kuchennego blatu, Pan domu wyjmuje schłodzone szklanki do piwa. Corny, jak się okazuje Pani domu, z dużej lodówki wyjmuje puszkę piwa i z uśmiechem stawia ją przede mną.
– Z daleka jedziecie? – pyta Brain.
– Z Weldborough.
– Skąd? – zdaje się, że źle wypowiadam tę nazwę i jeszcze kilak razy powtarzam, zanim dochodzimy skąd dokładnie. – To kawałek drogi. Słyszysz Corny, aż z Weldborough. To szmat drogi stąd. Dzielne z Was zuchy.

Sącząc zimne piwo, podziwiamy cały dom. W kuchni nad głowami wiszą, a to sztucery, wnyki na zające, czy inną zwierzynę. – Chyba polujesz? – rozkręcając się zadajemy pytanie. W mig Brain, oprowadza nas po kolejnych pomieszczeniach, gdzie zaraz za kuchnią znajduje się niewielki przedsionek, w którym prócz małego skalnego ogrodu, z fontanną i spływającym wodospadem, stoją wypchane zwierzęta – lis i dwa bażanty. W następnym pomieszczeniu zaraz za drzwiami, może trochę ponad metrowej wysokości biały jeleń po drugiej stronie orzeł, na drewnianym kołku sowa, a na ścianie ogromne pogłowie jelenia, przywiezionego z Kanady. Wszystko tak porządnie utrzymane, że ma się wrażenie, że nikt tu nie mieszka.
Wieczór upływa nam na długich rozmowach przy kuchennym stole. Z kolejnymi otwieranymi przez Brain-a puszkami, my coraz więcej rozumiemy z długich monologów. Jak się okazuje, Brian nie prowadzi farmy, na co dzień buduje domy. To też tłumaczy skąd tak okazały i tak misternie wykończony dom. Sam go zbudował i wykończył, sukcesywnie przez lata rozbudowując. zaraz za domem, w ogrodzie ma przepiękną kolekcję najróżniejszych ptaków. W wielkiej klatce kilka białych papug, które od kilku dni latają nam nad głowami. Na dużym wybiegu za to stado dwunastu białych jeleni. Będących atrakcją dla przejeżdżających tędy turystów, często wchodzących na jego posesję, mimo iż jelenie nie są one na pokaz.

– Wziąłbyś się w końcu za gotowanie. – Corny popędza, cały czas mówiącego Brain-a – powoli dochodzi północ, a oni zapewne umierają z głodu. Zawsze tak jest. Tylko gada i gada. Ale tutaj to on gotuje.
I nie potrzeba powtarzać dwa razy. Coraz mocniej wstawiony Pan domu, wstaje i zabiera się za smażenie. – Lubicie krewetki? A rekina? – gotowanie polega głównie na tym, że do prądu zostaje podłączona frytkownica zalana litrami oleju, Brian obtacza we wcześniej przygotowanej przez Corny panierce, każdy kawałek ryby, krewetki i ośmiornicy. Po chwili wyciąga, kładzie na talerzy zarumienione kawałki białego mięsa i wrzuca na olej kolejne. W tym czasie, Corny zasiada przy stole, odpala kolejnego papierosa i wzdycha. – Tak właśnie jest. Tylko gada i gada, i jak się go nie popędzi to będzie siedział do późnej nocy. Czasem nawet siedzą do czwartej nad ranem, a potem trudno zwlec go z łóżka.
– A ktoś musi wstać rano. – dodajemy.
– Ja nie jestem rannym ptaszkiem. Oj nie. On zawsze wcześnie wstaje. Ja lubię długo pospać. Jak ja wstaję, to jego już nie ma. mam wtedy spokój i ciszę.
Na krześle przy stole, cały czas leży mały pudel. Czasem tylko podnosi łeb i spogląda na Corny. – To jest pies domowy, a to jego miejsce. Praktycznie nie rusza się stąd. Czasem tylko rano, pobawi się swoją zabawką i chce byś też się z nią bawił. A tak, żeby miała wyjść na dwór, a jak pada, o skąd. Zawsze musi mieć czystą sierść i uwielbia się kąpać.
– To raczej nie spotykane jak dla psów.
– Właśnie. Ale ona po prostu uwielbia to. Nie odstępuje Cię na krok. Zawsze za tobą chodzi. – dodaje przez ramię Brain. – Są już talerze? Bo ryba i frytki są już gotowe.
Na stole lądują duże, wypełnione po brzegi talerze. Dla każdego z nas po jednym. Wydaje się, że nie ma możliwości byśmy to zjedli, ale nic bardziej mylnego. Od momentu pierwszego kęsa, tępo jedzenia sukcesywnie wzrasta. Czy to rekin, czy krewetki, czy ryba, nawet frytki są tak pyszne, że wszystko co do tej pory jedliśmy okazuje się być niczym w porównaniu do naszej obecnej uczty. Soczyste kawałki w przepysznej panierce, rozpływają się w ustach. Frytki, idealnie przypieczone, chrupią i znikają szybciej niż cała reszta, ale tylko dlatego by na koniec pozostawić sobie to co tak nam smakuje. Prawie nie odrywając się od talerzy, musimy wyglądać nie spragnionych, to jeszcze wygłodniałych. Nic nie mówimy, a wielkie z początku przeładowane talerze, kurcząc się w z każdą sekundą, kiedy to pochylamy się nad nimi.
– Było wyśmienite! – siedząc już spokojnie na rzęśle, nie możemy uwierzyć, że tak dobrze przyrządzone mogą być tak popularne tutaj kawałki ryby z frytkami. – Jaki jest sekret, że tak dobre jest to jedzenie? Naprawdę Brain, powinieneś zostać kucharzem.
– Panierka. – odpowiada spokojnie. – może jeszcze chcecie?
– Nie naprawdę, ja czuje się na jedzony. Ale to było wyśmienite.
– Specjalna receptura panierki – dodaje Corny – Mąka, masło, trochę wody, kilka przypraw, i ocet winny. Ale oczywiście też dobry kucharz – uśmiecha się Corny i spogląda na Brain-a.
Wieczór jeszcze długo ciągnie się, dla nas głównie wspomnieniem tak wyjątkowej kolacji. Tak innej niż dotychczasowe nasze jedzenie. Sami nie możemy do końca uwierzyć, że trafiliśmy właśnie tutaj. Do ludzi, którzy ugościli nas w wyjątkowy sposób. Nie tylko udostępniając prysznice, czy pokoje, ale i przygotowując kolację. I wszystko to, zupełnie bez interesowanie.
Poranek zaszedł szarymi chmurami. Co jakiś czas popaduje deszcz, a przed nami droga do Lanceston. Jeszcze śniadanie, kiedy reszta domu śpi, i tylko Brain, w tej samej flanelowej koszuli i spodniach na przywitanie dnia, odpala papierosa stojąc w szklanych drzwiach wychodzących przed dom, wpatruje się w horyzont.
– Dzisiaj nie będziecie mieli takiej złej drogi. Tylko dwa podjazdy, i z góry do miasta. O tam – wskazuje ręką z papierosem – biegnie wasza droga. Z tej strony jest o wiele łagodniejsza. Od drugiej strony gdybyście jechali, to jest podjazd. Potem zjeżdżacie do Lyladale, jeszcze jeden podjazd i zjazd i jesteście na miejscu.
Na pożegnanie Brain, pokazał nam jeszcze swoje stado białych jeleni, składające się głównie z łani, gdzie samiec z dużymi rozłożystymi rogami, siedzi w najdalej oddalonym kącie całego wybiegu. Tylko łanie, a to zbliżają się kiedy Brain je woła, a to uciekają widząc nas. – O ta, która stoi najbliżej. Wiele lat temu znalazłem ją w lesie. Przez długi czas mieszkała u nas, czasem znikała na trzy tygodnie, ale potem zawsze wracała. Teraz trzymam ją tutaj, bo ruch jest większy i może ją potracić jakiś samochód.
I rzeczywiście, droga tak też biegnie, jak zapowiedział Brain. Co prawda trochę bardziej strome są te podjazdy, niż by mogło się wydawać, ale za to jakie zjazdy. Z czasem i pokazują się przedmieścia, aż w końcu docieramy do położonego nad głęboko wchodzącą w ląd zatokę Tamara, na końcu której leży północna metropolia Tasmanii. Drugie co do wielkości miasto na wyspie, z goła inne niż Hobart. Rozłożyste, o niskiej zabudowie, zdaje się pędzić jak to przystało na miasta kontynencie.
Całe życie, skupia się w centrum, gdzie kwadratowe uliczki wypełnione są salonami samochodowymi, warsztatami, sklepami, sklepami, hotelami, hotelikami, motelami i hostelami, oddalonymi od brzegów zatoki.
Jedynie niewielki port, z długą promenadą, nad którą nic się nie dzieje. Jedynie przystań dla niewielki jachtów, zaraz za rogiem rzeki małą przystań dla statków wycieczkowych, i kilka hangarów przy których stoją stare kutry, osiadające przy odpływie na mulistym dnie łączącej się z rzeka zatoki.
Całe popołudniowe życie miasta przenosi się do przecinającej wysoki skały katarakt, leżących zaraz nieopodal centrum, na dnie których biegnie wartka rzeka. Poprowadzona dookoła przełomu ścieżka, jest dla mieszkańców swoistą ścieżką zdrowia.
Każdy, kto z kończył pracę, biegnie pod górę, a następnie zbiega w dół nad niewielki basen, by po przebiegnięciu mostu nad rzeką wrócić drugim brzegiem do miasta. Dosłownie tłumy ludzie wbiegają, w czasie kiedy my spokojnie staramy się odpocząć po naszym przedpołudniowym wjeżdżaniu na góry. A tutaj każdy mówi Ci „Cześć”, „Hi”, „Dzień Dobry”, a ty musisz odpowiedzieć, bo jakże by inaczej. I co chwilę ustępujesz miejsca, kolejnym biegnącym, czy to pojedynczo, w parze, czy też zorganizowanej grupie. Istny maraton, tylko nikt niema numerów startowych.
I tak kończy się nasz pobyt na tej niewielkiej wyspie, o której każdy słyszał. Wyspie, gdzieś na krańcach świata, gdzie prócz niesamowitych krajobrazów, pięknych zatok, malowniczych skał, tysięcy czarnych łabędzi, żyją ludzie, dla których to co za wodą nie ma większego znaczenia. Żyją spokojnie, w rytmie co chwilę zmieniającej się tutaj pogody, obok bujnych deszczowych lasów pachnących eukaliptusem, i zwierząt sprawiających, iż wyspa ta żyje.

PS. z powodu słabego łącza internetowego, zdjęcia prosimy oglądać na naszej stronie internetowej.

https://www.facebook.com/media/set/?set=a.384995808177688.101347.225204447490159&type=3

 

2012-03-20 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Spotkania, zloty, imprezy podróżników

Wiosenny piknik off-roadowy

przez Redakcja 2012-03-19
Napisane przez Redakcja
piknik
piknik

„Zamieszanie 4×4 wiosna”
1 kwietnia 2012 w Kokotowie


Wiosenny piknik off-roadowy dla wszystkich !

Klub Samochodów Terenowych 'Żubry Kraków’ i Klub Podróżników Śródziemie zapraszają.

W niedzielę1 kwietnia od godz. 9.00 wszyscy miłośnicy samochodów terenowych będą mieli okazję poznać smak tego sportu zasiadając na fotelach pilotów i pokonać odcinek specjalny. Będzie można podziwiać kunszt doświadczonych rajdowców a posiadacze własnych pojazdów z napędem 4×4 będą mogli samodzielnie pokonać „przeszkody” pod okiem fachowców.
Teren w Kokotowie jest specjalnie przygotowany do takich przejazdów a prowadzony jest przez KST Żubry Kraków.
Zapowiedziane są także ciężarówki prowadzone przez Andrzeja Świgosta i Józefa Cabałę.

Będzie nie tylko jazda w terenie ale ognisko i grillowanie wszystkiego co każdy ze sobą przywiezie.
Nie ma żadnego „wpisowego” więc zapraszamy z własnymi załącznikami.
Będzie sporo zabawy w formie konkursów i konkurencji sprawnościowych dla wszystkich. Zmiana koła na czas, przejazd z jajkiem czy konkurs rysunkowy dla dzieci.
Będą nagrody i dyplomy a wieczorem pokaz slajdów z Rajdu Dakar przy ognisku.
Zapraszamy całe rodziny !
Będzie można dokładnie oglądnąć a nawet zasiąść na fotelu słynnego „żółtego” czyli samochodu wielokrotnego Mistrza Polski Wojtka Polowca.
Dla odważnych – przejazd w fotelu pilota z mistrzami off-roadu !

„żółty” Wojtka Polowca

– dla publiczności w wersji czystej  przerzucanie koła „na Pudziana” , mniejsze dla kobiet i większe dla mężczyzn  na  dystansie 20m.
– przejazd rodzinny damsko męski z jajkiem
– wymiana koła na czas
– przeciąganie jeepa np na dystansie 10 m na czas

dla najlepszych upominki i dyplomy

– konkurs rysunkowy dla dzieci
Dla dzieci kamizelki odblaskowe od Fundacji Marka Kamińskiego i Peugeot Polska

http://www.2pigroup.pl/public/aktualnosci/kamizelka.jpg

 

 

Tak wyglądały zmagania pań w Podolanach 18 marca
https://www.klubpodroznikow.com/forum/18-off-roa…owanie-elastwaq#5157

W sród piknikujących i grillujących oraz rywalizujących rodzin pojawią się artyści m.in. Marta Honzatko i Maciek Półtorak

pełne info i rozmowy o pikniku
https://www.klubpodroznikow.com/wiosenny-piknik-off-roadowy/

2012-03-19 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Wywiady

Nie jestem reportażystą, ani podróżnikiem

przez Redakcja 2012-03-19
Napisane przez Redakcja

Danuta Sztuba

Wywiad z Jackiem Hugo – Baderem na Festivalu „3 Żywioły” w Krakowie.

,, Nie jestem reportażystą, ani podróżnikiem – jestem reporterem”

D. Sz.: Znany jest Pan z wielu wcieleń. Za młodu pracował Pan jako: ładowacz na
kolei, socjoterapeuta, sprzedawca w sklepie. Co skłoniło Pana do zwrotu w stronę
dziennikarstwa?

J. Hugo – Bader: Odpowiedzieć wyczerpująco?

D. Sz.: Tak.

J. Hugo – Bader: Żona mnie namówiła. W Gazecie Wyborczej ukazało się ogłoszenie,
że dziennikarzy. Było kilka warunków, z których dwóch nie spełniałem, ale kiedy
tam poszedłem to nikt mnie o te warunki nie zapytał. W ogłoszeniu było napisane
także, że to nie szukają absolwentów dziennikarstwa jakiejkolwiek uczelni, ale akurat
ten warunek spełniałem. Kazano mi napisać to co widzę w pokoju w którym jestem
i następnego dnia byłem przyjęty do roboty. Były to pierwsze dni `91 roku i tak się
rozpoczęła moja przygoda z dziennikarstwem. Ponieważ wszystkie moje teksty były za
długie wiec „wyrzucono” mnie do działu reportażu. Od tej właśnie pory działam w tej
dyscyplinie sportu.

D. Sz: Jacek Hogo – Bader to kto? Dziennikarz – usługodawca, dający relację z
miejsca do którego pojechał? Czy raczej wieszcz pokazujący ciemne strony życia
ludzkiego, blizny tego świata?

J. Hugo – Bader: Ależ to pani skomplikowała! Ponieważ jest pani ode mnie trochę
młodsza, prawdopodobnie ma pani tyle lat, ile ja w tym zawodzie pracuję, więc
proszę przyjąć ode mnie radę koleżeńską: im prościej tym lepiej. Jeśli mnie pani pyta,
podrzucając mi przy tym takie podpowiedzi to powiem pani bardzo prosto, że jestem
reporterem. Nawet nie nadaję się do tego miejsca w którym jesteśmy, czyli na Festivalu
3 Żywioły, bo nie jestem podróżnikiem. Właśnie dlatego mnie tu zaprosili, ponieważ
myślą, że nim jestem. Nic podobnego! Jestem reporterem, a ponieważ mam taką
specjalizację, która dotyczy byłego Związku Radzieckiego, czyli muszę tam czasami
pojechać, udać się w podróż. Jednak to jest wtórne, bo pierwotne jest to, że jadę do pracy,
w delegację. Nigdy nawet nie używam tego słowa „podróż”, jadę w delegację. Daleką,
odległą, ale w delegację.

D.Sz.: Czyli dziennikarstwo to usługa czy misja?

J. Hugo – Bader: Niełatwo odpowiedzieć na to pytanie. W jakimś stopniu i jedno

i drugie. Jest profesją, moją pracą. Dzięki temu zarabiam pieniądze, płacę rachunki.
Opłacam czesne dzieci, mogę pojechać na wakacje, ale nie o tym chcemy rozmawiać.
Mam nadzieję, że ma ona głęboki sens, że dzięki tej profesji, misji czy usłudze, jak pani
to nazywa, świat staje się lepszy. Czy pani wyobraża sobie świat bez dziennikarzy?
Nie. Może demokrację wyobraża sobie pani bez dziennikarstwa czy wolnej prasy? Też
trudno sobie ją wyobrazić. Jest przecież podział na pierwszą, drugą, trzecią i czwartą
władzę. My jesteśmy ta czwartą władzą. Patrzymy tym poprzednim na ręce, co oni
wyprawiają. Gdyby nie było nas, czyli tej czwartej władzy to robiliby straszne rzeczy.
Nie mówiąc o tym, że nie wiedzieliby nic o świecie, bo o tym dowiadują się od nas.
Uszła im by na uwadze cała rzesza ludzi, bo my im podpowiadamy, że gdzieś tam kogoś
krzywdzą, że gdzieś się źle dziej, ktoś głoduje. My świat o tym informujemy, dlatego
później się nas czepiają, jak to mówią Rosjanie, że zajmujemy się tylko czarnuchą,
widzimy tylko czarne strony życia. Tak nie jest, ale my musimy je pokazywać. Jeśli ich
nie pokażemy to nikt ich nie zauważy, Nikt nie będzie wiedział, że tak w ogóle było. Nie
możliwy jest świat bez dziennikarzy, dziennikarstwa i całej tej profesji.

D.Sz.: Słynie Pan głównie z reportaży. Kim jest Pan w reportażu? Jaka jest Pana
rola? Relacjonującym obserwatorem czy czuje się Pan bardziej częścią tej historii?

J. Hugo – Bader: Jestem obserwatorem i badaczem tej historii. Najpierw muszę
dowiedzieć się o tej historii, znaleźć ją. Usłyszeć od kogoś, że taka historia się
wydarzyła. Wtedy bywa, że staję się trybikiem w tej całej maszynie. Jestem tam
elementem istotnym w momencie badania. Istnieje takie pojęcie jak reportaż
uczestniczący: jest jakieś przedsięwzięcie i ja w nim uczestniczę. Odbywa się
jakaś demonstracja i ja idę razem z nią. Można w to jeszcze bardziej wejść, kiedy
uskuteczniamy reportaż wcieleniowy. Wcielamy się w jakąś postać, która uczestniczy
w tej grze. Bardzo rzadko się to zdarza, bo ten gatunek ma wielu przeciwników.
Wielu moich kolegów, znakomitych reporterów np. Wojciech Jagielski twierdzi, że
tą ,,wcieleniówkę” robi się tylko dla hecy. Po to tylko, żeby reporter mógł zabłysnąć.
Ja się do końca z nim nie zgadzam. Wiem, że tego gatunku nie należy nadużywać.
Jedynie wtedy jeśli jest absolutnie uzasadnione, że trzeba taki numer zrobić.
Zaledwie kilka razy w życiu to zrobiłem, tylko dlatego, że inaczej się nie dało. Na
przykład wtedy kiedy chciałem poznać świat ludzi bezdomnych. Po prostu zostałem
człowiekiem bezdomnym na jakiś czas. W tym właśnie czasie straciłem, tak jakby,
swoja poprzednią tożsamość i zyskałem nową. Wymyśliłem sobie ją.

D. Sz.: Emocjonujący moment z wyprawy. Czy zdarzyło się tak, że zobaczył Pan coś
co poruszyło Pana do łez?

J. Hugo – Bader: Nie koniecznie z wyprawy. W ogóle z pracy. Nie jestem mazgajem
i niełatwo się wzruszam. Gdybym tak hamletyzował i zalewał się łzami przy każdym
napisanym temacie to trzeba by mnie było już w Tworkach położyć. Musiałem się
trochę uodpornić na to. To jest tak jak z lekarzem – chirurgiem, któremu czasami ktoś
umrze na stole operacyjnym. Gdyby on po każdym taki przypadku rozpaczał, nie mógłby
wykonywać swojego zawodu. Ja też musiałem się uodpornić na te różne historie, których

wysłuchuję. Rozmawiałem kiedyś z taką panią z Poznania. Opowiadała mi o śmierci
swojego syna. Popłakałem się gdy tej historii słuchałem – tak to pięknie i sugestywnie
opowiadała. Potem płakałem kiedy odsłuchiwałem to nagranie i je spisywałem.
Następnie znowu się popłakałem gdy pisałem o tym. Jak pani widzi zdarzają się takie
historie.

D. Sz.: Nie jest tak, że gdy człowiek naoglądał się tylu tragicznych momentów,
dziwactw i poronionych poglądów ludzkich obojętnieje na coś takiego jak ból,
rozpacz, cierpienie? Zaczyna traktować to jako codzienność?

J. Hugo – Bader: Jeżeli przyzwyczaił się do tego to znaczy, że musi zmienić zawód.
To nie może stać się dla ciebie codziennością. Nie możesz sobie powiedzieć, że to
jest dla ciebie ok. Nie da się wtedy pracować. Nie możesz przywyknąć do rzeczy, do
których się nie powinno przywykać. Jak masz wtedy wykonywać swój zawód? Masz
przecież starać się zmieniać ten świat, żeby stał się lepszy. Odnajdywać te miejsca,
które nadają się do poprawienia. Jeżeli przywykniesz do tej straszności, okrucieństwa
to nie będziesz tego widział. Dlatego nigdy nie dałem się namówić do zostania stałym
korespondentem
z Rosji. Przestałby mnie ten kraj dziwić i dlatego za każdym razem
kiedy tam przyjeżdżam mówię: wow, coś niesamowitego !! Tą właśnie umiejętność
dziecinnego zdziwienia w sobie pielęgnuję. Nie ma nic gorszego dla dziennikarza jak
przywyknąć. Wtedy traci się zwyczajną wrażliwość. Stoi to trochę w sprzeczności do
tego co mówiłem poprzednio. Najpierw mówię, że uodporniam się, a teraz, że nie można
do tego przywyknąć. Kłóci się to trochę, ale trzeba jak i z jednym tak i z drugim żyć.
Wypośrodkować to: zostać wrażliwym i odpornym człowiekiem zarazem.

D.Sz.: W jednym z wywiadów mówił Pan, że nie interesuje Pana polityka, a raczej
ludzie prości, niskie warstwy społeczne? Jest Pan naturalistą? Fascynuje Pana
brzydota?

J. Hugo – Bader: Polityka nie interesuje mnie z dziennikarskiego punktu widzenia.
Nie lubię się zajmować polityką i politykami, jako dziennikarza. Ogólnie jest ona
fascynująca. Bardzo chętnie ją śledzę, ponieważ muszę wiedzieć co się dzieje na świecie.
Bardziej chodzi mi o to, że jeśli miałbym wybrać miedzy wywiadem z politykiem, a
jego szoferem to wybrałbym szofera. Zapyta pani dlaczego? Taka mam wrażliwość.
Jeden się nadaje to tego inny do czegoś odmiennego. Opisuję świat z poziomu trotuaru.
Nie lubię wchodzić na salony, nie lubię stąpać po miękkich dywanach. To jest kwestia
gustu, smaku, estetyki. Polityka? Tak owszem, ale jeśli to jest polityka ze sfery folkloru
politycznego, od strony dziwaczności politycznej. Byłem jedną z pierwszych osób
opisujących z upodobaniem Andrzeja Leppera. Był to mój ulubiony bohater polityczny,
dlatego, że znalazł się na scenie politycznej w bardzo szczególny i nietypowy sposób.
Nikt by wcześniej nie pomyślał, że taki ktoś może wejść to takiej sfery . Jednak mu się to
udało. Fascynujące.

D.Sz.: Ryszard Kapuściński także był reportażystą, sięga Pan po jego książki?
Może jest jakąś inspiracja, mimo, iż Panów twórczość różni się diametralnie
choćby pod względem relacjonowania wydarzeń.

J. Hugo – Bader: Ryszard Kapuściński to gigant reportażowy. Wszyscy czytali
jego książki po kilka razy. To jest nauczyciel, któremu każdy reporter chciał
dorównać. Mówię ,,reporter”, bo Kapuściński też często używał tego określenia.
Słowo ,,reportażysta” wydaje mi się dziwnie nadęte. Ryszard Kapuściński był
reporterem, a my wszyscy uczyliśmy się od niego profesji. Pochłaniamy jego książki.
Mówię ,,my” mając na myśli środowisko Gazety Wyborczej. Tam właśnie ta wybitna
szkoła reporterska znalazła swoje miejsce przetrwania.

D. Sz.: Słynnie Pan z zamiłowania do Rosji, nurtuje mnie pytanie: Czy ta więź
się jest tak silna, że nie czuję się Pan Rosjaninem polskiego pochodzenia?
Tyle czasu Pan spędził w tym kraju, chyba wystarczająco by przesiąknąć tą
mentalnością?

J. Hugo – Bader: Jest tak jak mówiłem wcześniej. Nie dałem się wstawić do tego
miejsca na stałe, ponieważ straciłbym zdolność do dziwienia się. Jeśli mam coś na co
dzień to przestaje nas to dziwić, prawda? Dlatego ja chciałem tego za wszelką cenę
uniknąć.

D. Sz.: Czytając Pana książki ma się wrażenie, że na Syberii samo przejście
na drugą stronę ulicy to wyczyn godny super bohatera. Rosja ogólnie jest
niebezpiecznym krajem. Nie boi się Pan, że kiedyś nie wróci z wyprawy?
Zdarzyła się przecież już kradzież plecaka, następnym razem może być to
kradzież życia.

J. Hugo – Bader: Walka o życie, prawda? Okradli mnie raz w Rosji. W Polsce mnie
częściej okradali. Poza tym jednym przypadkiem nie zdarzyło się nic innego. Nie
będę udawał, że nie wiem, że mają słabe statystyki jeżeli chodzi o bezpieczeństwo.
Kunszt reporterski, prawdziwego reportera nie sprowadza się do tego, że pojedzie w
świat
i pięknie, dobrze, mądrze napisze o tym. Także na tym, że potrafi wrócić
do domu. Nie jest sztuką dać się zabić, trzeba umieć tak się poruszać na obcym
terenie jak na polu minowym. Unikać niebezpieczeństwa, bo twoim zadaniem jest
powrócić do domu. Masz ważną rzecz do zrobienia. Masz przy sobie wielkie skarby,
czyli cały materiał dziennikarski, który zbierałeś na wyprawie. Owszem przyznam
się, podczas ostatniej wyprawy na Kołymę, zdarzyło mi się przeszarżować. Nie
powinienem przeprawiać się przez rzekę Auda, gdy płynęła nią straszna kra. Nawet
już nie pływał nią prom, a ja się na nią porwałem nawet nie z lodołamaczem tylko
z maleńką łodzią. Tylko po to, żeby przebrnąć przez nią. Po co? Teraz wiem, że to
było bezsensu. Pięciu towarzyszy mojej podróży miało bardziej poważniejsze powody
niż ja by przebrnąć przez nią i dostać się do Jakucka. Uparłem się, bo już prawie
widziałem ten Jakuck, prawie cała droga już była za mną, i co? Mam teraz wracać
te 1500 kilometrów
z hakiem? Właśnie powinienem wracać, nie wolno robić
takich rzeczy! Proszę mi powiedzieć, kto jest zdobywcą Everestu? Myśli Pani, że ten

który jest już na wierzchołku? Jeśli tak, to myli się pani. Zdobywcą Everestu jest ten,
kto wrócił na dół i zameldował się w bazie. Nie ważne czy go zniosą, zejdzie sam,
czy spadnie. Ma wrócić żywy. Opisać to, po co tam poszedł. Nie mówiąc o tym, że
przecież jest potrzebny w domu. Sporo chodziłem po górach i wiem, że najczęściej
ludzie giną przy zejściu na dół. Ja popełniłem ten błąd, że kiedy już schodziłem z góry
– już widziałem ten Jakuck, tylko rzeka mnie od dzieliła od niego, postanowiłem się
przez nią przeprawić. To było najstraszniejsze 7 minut w moim życiu…

D. Sz.: Parę miesięcy wstecz ukazała się książka Nicolasa Wethra ,,Wyspa
Kanibali” ukazujące z perspektywy historycznej okrucieństwo lagrów.
Wether porusza kwestię kanibalizmu w obozie pracy na wyspie Nazino, gdzie
w 1933 roku osadzeni zostali tzw. ,,więźniowie – elementy zdeklasowane i
szkodliwe społeczne”. Czy podczas pobytu w Rosji spotkał się Pan z jakimiś
wzmiankami na ten temat?

J. Hugo – Bader: Tak, znam mnóstwo opowieści. Szczególnie gdy uciekano z
obozu, zabierano ze sobą słabszego kolegę. Mówiło się wtedy: ucieczka z krową albo
kanapką. Pisze o tym literatura i ludzie tam też o tym mówią. Mówili mi: ,,wiesz,
mięso reniferów jest bardzo podobne w smaku do ludzkiego.” Zastanawiałem się
wtedy skąd oni mogą to wiedzieć? Rozmawialiśmy o tym, bo niedźwiedzie ze
względu na to podobieństwo smakowe często polują na ludzi. Jeśli raz zasmakują
mięsa ludzkiego to już będą na nich polować. Powód prosty. Człowieka łatwiej złapać.
Nie ma rogów i za szybko nie ucieka. Widzi pani, połowa społeczności na Kołymie to
drugie, trzecie pokolenie ludzi, którzy siedzieli tam w łagrach. Wyszli z nich założyli
rodziny, płodzili potomstwo. Oni wiedzą dobrze o tych wydarzeniach. To były sławne
ucieczki z krową, która szła za tobą tylko po to, żebyś ty ją późnej zjadł . Zasadniczo
z łagrów uciekało się po nic, bez żadnej nadziei, że się gdzieś dotrze. Uciekasz tylko
po to, żeby nie być tam przez jakiś czas i tylko w lecie, bo zimą nie ma nawet o tym
mowy. Bywało nawet tak, że jeśli uciekinierów nie załapali to sami wracali pod bramę
obozu. To były ucieczki po nic, żeby tylko odetchnąć od tego bicia i pracy.

D. Sz.: ,, Dzienniki kołymskie” prezentują życie ludzi na terenach byłych obozów
pracy, coś w rodzaju mieszkania na cmentarz ( jak zresztą sam Pan napisał). Był
Pan zaskoczony tym co zobaczył, czy raczej spodziewał się tego co tam zastał,
chociaż odrobinę?

J. Hugo – Bader: Najstraszniejsze rzeczy to już tam były. Mnie natomiast
interesowało, czy na tym ,,biegunie okrucieństwa”, w ,,białym obozie śmierci” –
bo tak się mówiło o Kołymie – można być szczęśliwym. Jak ci ludzie tam żyją,
właśnie w takim miejscu. Interesowało mnie czy ta trudna historia zaciążyła na życiu
współczesnym tego miejsca. Osobiście, gdy słyszę słowo Kołyma mam ciarki na
plecach podobnie z Oświęcimiem, a przecież żyje tam 80 tysiecy ludzi. Żyją jakoś.

D. Sz.: W Dziennikach kołymskich jest wielu bohaterów, który zapadł Panu
szczególnie w pamięć?

J. Hugo – Bader: Każdy następny. Uwielbiam ich wszystkich. Może wybrałbym
ze szczególnym wskazaniem Jurija, który jest zresztą na okładce. Może dlatego, że
jest piękny i równie pięknie zapolował mi do tego zdjęcia motocyklu. Niesamowicie
interesujący człowiek. Przegadałem z nim 2 doby, bez przerwy. Co jakiś czas jeden
z nas przysypiał, ale drugi cały czas coś mówił. Byliśmy głodni swoich opowieści.
Nie tylko on mi opowiadał, ale i ja jemu . Wynika to z faktu, że ja nie przeprowadzam
wywiadów, ja rozmawiam z ludźmi. Żeby ktoś mi coś opowiedział najpierw ja sam
jemu muszę opowiedzieć o czymś. Jurija poznałem przypadkiem, na złomowisku,
które prowadzi. Zainteresował mnie jego motor stojący przed jego kanciapą.
Niedawno zrobiłem prawo jazdy na motor i chciałem jechać nim na Kołymę. Gdy tak
przypatrywałem się jego maszynie, Jurij wyszedł do mnie. Moim oczom ukazał się
przepiękny mężczyzna, potężny krasawiec. Umył twarz śniegiem, popatrzył na mnie
i zapytał: ,,A ty kto?” Więc wytłumaczyłem. Na co on: ,,Dawaj, chodź na czaj”, który
okazał się koniakiem. Tak właśnie od rana piliśmy tą herbatę, równo dwie doby. Miał
bardzo dużo do powiedzenia, ale najpierw – jak już mówiłem wcześniej – musiałem
mu opowiedzieć o sobie: kto ja jestem, po co ty przyjechałem, dlaczego chcę z
nim porozmawiać, kim jest moja żona, dzieci. Normalnie jakbym spotkał człowiek
w pociągu. Jesteśmy w przedziale tylko we dwóch i rozmawiamy, przez 2 doby.

D. Sz.: Największe wartości jakie ceni Pan w ludziach to……….

J. Hugo – Bader: Nie odpowiem na to pytanie, bo nie potrafię na nie odpowiedzieć.
Może miłość. Miłość jest najważniejsza.


 

Jacek Hugo-Bader (ur. 9 marca 1957 w Sochaczewie) – polski dziennikarz i reportażysta, od 1990 związany z „Gazetą Wyborczą”.

Ukończył studia pedagogiczne. Pracował jako nauczyciel, pedagog szkolny i socjoterapeuta, a także jako ładowacz na kolei, wagowy w punkcie skupu trzody chlewnej, właściciel firmy kolportażowej i sprzedawca w sklepie spożywczym.

Istnieje przekonanie, że jego reportaż zamieszczony w Wysokich Obcasach stał się inspiracją dla autorów scenariusza filmu Plac Zbawiciela, jednak sam Hugo-Bader temu zaprzecza.

Otrzymał nagrody: Grand Press (dwukrotnie – w latach 1999 i 2003) i Bursztynowego Motyla (w 2010 za książkę Biała gorączka). Ponadto Biała gorączka została w 2010 nominowana do Nagrody Literackiej Gdynia. W 2003 roku nominowany do Nagrody Nike za „W rajskiej dolinie wśród zielska.

2012-03-19 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Maroko

przez Redakcja 2012-03-15
Napisane przez Redakcja
02.04.2012 godz. 19:00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków Piwnica pod Baranami
Maroko
Patryk Świątek i Bartek Szaro
Maroko
Patryk Świątek i Bartek Szaro

Nagroda główna BlogRoku 2011

„Na północy kraju, pośród plantacji kifu, udawaliśmy narkobiznesmenów,
na południu uciekaliśmy przed bojówkami Polisario, na Dżabal Tubkal
wychodziliśmy „od tyłu” i przejechaliśmy 2000 km prowadząc samochód
bez prawa jazdy. Jeśli chcecie posłuchać jak smakuje głowa kozy, jak
skutecznie uciekać przed policją, jak targować się o każdą złotówkę i
poznać szczyt szczytów w kategorii „świat jest mały” – zapraszamy na
spotkanie o Maroko – opowiemy Wam o swoich przygodach, które
przeżyliśmy w trakcie trzech swoich podróży do tego fantastycznego
kraju.”

Patryk Świątek i Bartek Szaro
https://www.paragonzpodrozy.pl

UWAGA
W trakcie slajdowiska rozlosujemy 2 osobowy bilet  na balon !
Niesamowite widoki z powietrza funduje
http://hiflyer.pl/

https://lh3.googleusercontent.com/-wyP6w6y0wDw/T2NvKBRpS9I/AAAAAAAAMEI/Hb_rAy_lgzE/s625/1.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-YR9xLDQjmGI/T2NvKFYHD1I/AAAAAAAAMEE/_c_iqkR0rPE/s585/2.JPG

https://lh6.googleusercontent.com/-3xivYvQfzuA/T2NvKtX3mlI/AAAAAAAAMEM/rx-3_IlA4R8/s590/3.JPG

https://lh5.googleusercontent.com/-vHJAs-vHH-U/T2NvLFvy_KI/AAAAAAAAMEU/Ho4kuhxf2iQ/s629/4.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-k2N_AtnR-rw/T2NvL9nQg2I/AAAAAAAAMEo/bS74t1WMzW4/s628/5.JPG

https://lh4.googleusercontent.com/-z-XLNXV5wRo/T2NvMIaruWI/AAAAAAAAMEk/8z6SBuoQe7g/s615/6a.JPG

2012-03-15 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Wietnam przez żółto-białe okulary

przez Redakcja 2012-03-15
Napisane przez Redakcja
26.03.2012 godz. 19:00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków Piwnica pod Baranami
„Wietnam przez żółto-białe okulary”
Nguyen Tuan Long, Mariusz Kalandyk


„Wietnam przez żółto-białe okulary”
Nguyen Tuan Long, Mariusz Kalandyk

Wietnam zazwyczaj kojarzy się z lasami równikowymi, dżunglą i nieustającymi deszczami. Takie wyobrażenie jest spowodowane najprawdopobniej przez filmy amerykańskie opisujące wojne wietnamsko amerykańską.  Poprzez prezentacje prelegenci chcieliby pokazać, że Wietnam to nie tylko Rambo biegający z karabinem czy Forrest Gump przeprawiający się przez bagna . Wietnam to kraj położony w południowo-wschodniej azji na obszarze półwyspu Indochińskiego, pełnym zapierającym dech w piersiach krajobrazów, z zabytkami chronionymi przez UNESCO, rożnorodnych kultur i plemion oraz magicznych miejsc nieskażonych przez człowieka. Pierwszą część przedstawi były mieszkaniec Wietnamu, który wyjawi tajemnice i sekrety jego kraju. Natomiast w drugiej części Mariusz Kalandyk opowie jak wyglądało jego życie podczas roku pobytu w Wietnamie, o jego podróżach oraz wspomnieniach.

 

Ha Noi, Ho Chi Minh, Hue jest w top 10 listy priceoftravel.com najtanszych miast na swiecie na podróż.

 

Miasta, które zostaną przedstawione:

Ha Noi, Ho Chi Minh, Hue, Nha Trang, Phu Quoc, Sapa

 

UWAGA
W trakcie slajdowiska rozlosujemy 2 osobowy bilet  na balon !
Niesamowite widoki z powietrza funduje
http://hiflyer.pl/

 

Slajdowisko wyjątkowo odbędzie się w „Planetarium” czyli w sali po lewej stronie od wejścia.

(Kręcony będzie film na sali kabaretowej)

2012-03-15 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Australia i Oceania

TOE2012 – Zatoka Ognia

przez Karolina Zięba-Kulawik 2012-03-15
Napisane przez Karolina Zięba-Kulawik
Pod patronatem Klubu Podróżników Śródziemie

TransOceania eXpedition 2012 to wyprawa rowerowa rozpoczynająca się na północy Nowej Zelandii, a kończąca na północy Australii.
Wyprawa rozpoczęłą się w lutym i zakończy w kwietniu 2012 roku. W czasie przemierzania tych dwóch krajów podróżnicy pokonają ponad 6000 km.

Relacja z kolejnego etapu podróży:

TOE2012 – Zatoka Ognia

Łabędzie towarzyszą nam od kilku dni. Do tego jeszcze prawie każda jedna mieścina, rzeczka, czy zajazd ma w swojej nazwie coś z łabędzia. A to Swansea, a to Little Swanport albo Swan Creek. Nie tylko nazwy, ale i same ptaki opanowały wschodnie wybrzeże. Czarne z czerwonymi dziobami, tak rzadko spotykane w naszym kraju, tutaj panują. Zaraz za miastem, na dużych rozlewiskach spotykamy steki czarnych, spokojnie i dumnie pływających łabędzi. Jest ich tak dużo, że liczebnością mogły by chyba spokojnie konkurować z gołębiami pod kolumną Zygmunta z Warszawie.

Tutaj mają swoje gniazda. Widać pływające pary łabędzie, czy też tworzące się dopiero co nowe rodziny. Nic, a nic nie przeszkadza im idąca zaraz obok droga, gdzie dziesiątki, czy nawet setki samochodów dziennie podążą, z południa na północ, czy też w drugą stronę. Ale też mało kto zatrzymuje się tutaj. Każdy w swoim samochodzie, karawanie czy tracku, gna do miasta, a one dumne, żerują na wodach spokojnych i osłoniętych od porywistego wiatru, jaki cały czas gna znad morskich fal.
Ostatnie dni nie dostarczają nam gorących temperatur. Codziennie albo straszy albo pokapuje albo po prostu pada deszcz. Do tego wszystkiego co chwilę przebieranie. Zaczyna kropić, zakładamy peleryny. Przestaje, to akurat zaczyna się podjazd, i prócz kurtki przeciwdeszczowej, zdejmujemy jeszcze polary. Za chwile na zjeździe chłodny wiatr, wiejący od morza, mrozi nasze kości. I tak co chwilę przebieramy się, właściwie nie wiedząc co na nas czeka za zakrętem. Na tylnej sakwie przyczepiony polar, na przedniej kurtka, a na sobie oddychająca odzież.
O butach już dawno zapomnieliśmy. Nie ma sensu ich wyciągać, tylko zmokną, a w nocy i tak nie wyschną. Za chłodno i za wilgotno. Sandały sprawdzają się od dawna, do tego krótkie spodnie. Nawet jak zmokną to szybko wyschną. A jak nie zdąży wyschnąć dzisiaj, to jutro w czasie drogi na pewno. A tak liczyliśmy na lepszą pogodę, po ostatnich mokrych dniach na Nowej Zelandii. I proszę przyszła za nami, aż tutaj. Setki mil na wschód od wysp krańca świata.
Na szczęście w ciągu dnia, zawsze trafia się słoneczna chwila, kiedy to możemy spokojnie wysuszyć namioty, by tego samego dnia rozstawiać je suche, i schować się przed zimnym porywistym wiatrem, jaki ciągnie znad morza Tasmana. Można powiedzieć, że od momentu kiedy tylko wyjechaliśmy nad wybrzeże ciągle nam on towarzyszy. Z początku nawet pchał nasze wielkie rowery, jednak od jakiegoś czasu, powoli odwraca się i ten zimny południowy wiatr, zaczyna wiać ze wschodu, cały czas dmuchając zimnem i wilgocią, nawiewając kolejne ciężkie szare chmury.
Pech chyba nas prześladuje. Po odwiedzeniu Bicheno, gdzie nie znaleźliśmy małych pingwinów, które podobno odwiedzają codziennie plażę, cały dzień wiatr i deszcz towarzyszą nam na drodze. Jak tylko możemy to chowamy się, a to w barze, kawiarence, czy po prostu stacji benzynowej. Na jednej smakujemy w wyjątkowo dobrej smażonej rybie z frytkami.
Podana w styropianowym pudełku, nie dość że jest gorąca, to jeszcze bardzo dobrze usmażona na głębokim tłuszczu. Duże, soczyste kawałki, świeżej ryby, otoczone niewielką ilością panierki, zatopione zostały w głębokim tłuszczu, by po kilku minutach trafiły na nasze tymczasowe talerze. Ten smak, na długo zostanie w naszej pamięci. Jakaż to odmiana od puree, i puszki z pseudo indyjskim jedzeniem.
Ryba pozostała oleista i świeża. Jej białe, delikatne mięso rozpada się na równe kawałki, będąc ucztą bogów, po tych kilometrach na wietrze i chłodzie. A może by tak jeszcze domówić kilka kawałków? Ale wtedy już nie dojedziemy do celu, a pozostało nam tak niewiele.
Zaraz za St Helens skręcamy do miejsca uważanego za jedno z najpiękniejszych na świecie. Miejsca, które musi znaleźć się na liście, kiedy jesteś na Tasmanii i nie ma możliwości, by nie zostało odwiedzone. To Bay of Fire. Zatoka o bijącym po oczach białym piasku, ciągnie się kilometrami, niewielkim łukiem, będąc otoczoną niewielkimi kępami zieleni, gdzie liczne kempingi, aż kipią od ilości stacjonujących tutaj ludzi. Dla nas to też szczególne miejsce. Dzisiaj właśnie na liczniku pojawiło się 2000 kilometrów.
Dlatego też by uczcić ten fakt nabyliśmy w mieście wino Inheritance Chardonnay produkcji Australijskiej, i ochoczo zaraz po rozstawieniu namiotów, ruszamy na plażę. Porywisty wiatr, aż zdmuchuje z długich i wysokich grzywiastych fal, smugę wody zasnuwając okolicę mgłą. Woda przy brzegu, aż kipi wylewając się białą pianą na zimny i mokry piasek. Każda jedna skała, jaka znajduje się zaraz przy brzegu, musi odpierać zmasowany atak morza, dla którego ląd stał się przeszkodą w drodze na zachód. Ciężkie, szaro-brunatne chmury, ciągną w zwartych artyleriach ze wschodu, pchając wiatr i wodę.
Nie da się ustać, a co tu dopiero mówić o posiedzeniu na plaży. Zaraz obok, widać kilka skał za którymi wiatr odpuszcza swój atak. Tutaj też Chardonnay, o delikatnym, chłodnym, wyrazistym smaku, dojrzewającym w australijskim słońcu winorośli, wznosi się do góry, by uczcić minione już kilometry. To trzydziesty czwarty dzień naszej podróży, za nami wulkany, gorące źródła, lodowce, fiordy, poznani ludzie. Przed nami, setki kilometrów przez wielki kontynent, będący jeszcze większym wyzwaniem, niż dotychczasowe zmagania. I za to też wznosimy biały Inheritance.
Tak jak wieczorem, ale i w nocy i nad ranem, wiatr nie ustępuje. Do tego jeszcze deszcz, zamienia niewielki trakt koło namiotów w rzekę. Nie ma co siedzieć tutaj, bo nic nie zapowiada tego by miałoby być lepiej. Trzeba ruszać dalej, odbić od wybrzeża i wjechać w środek wyspy.
Długo by pisać o kolejnych podjazdach, deszczu i chłodzie, jaki zastał nas na przełęczy kilkadziesiąt kilometrów za miastem. Zziębnięci i cali mokrzy, dotarliśmy do niewielkiego miasteczka Weldborough, gdzie trzy domu przy drodze stanowią całą tę metropolię, a jeden z nich to przemiły bar, gdzie w środku ogień rozpalony w kominku, ogrzewa nasze wychłodzone od zimna nogi, a lokalne piwo rozgrzewa nas od środka.
– Skąd jesteście? – pyta się nalewając piwo barman.
– Z Polski. – jednogłośnie odpowiadamy.
– Dźen Diobri – z uśmiechem wypowiada barman. – Jakiś czas temu pracował u mnie Polak. Chyba jakoś przez rok. Kiedy skończył pracę, zostawił mi kartkę, ze wszystkimi zwrotami, żebym nie zapomniał, czego mnie nauczył. Dobry z niego pracownik był. Ale pojechał gdzieś dalej. A w skąd dzisiaj jedziecie?
– Z St Helens, tzn z Bay of Fire. Ale droga dzisiaj była okropna.
– To ostry podjazd mieliście. – lekko krzywi się, ale też patrzy na nas z małym podziwem.
– Do tego jeszcze na górze zaczął padać straszy deszcz, i zdaje się, że nie zapowiada się by miało się polepszyć. – lekko spoglądamy za okna, gdzie właśnie przechodzi kolejna fala deszczu.
– A gdzie jedziecie?
– Do Davenport. Tam chcemy złapać prom do Melbourne.
– O to spory kawałek jeszcze przed wami. Ale na szczęście teraz już generalnie w dół. Najgorsze za wami. – uśmiecha się, stawiając kolejne piwo.
– To jest jedyne pole namiotowe w okolicy? – pytamy się, bo za bardzo sami nie wiemy, czy zostać czy jechać dalej.
– W Derby na pewno coś jest.
– A ile to jest kilometrów?
– Hmmm, będzie tak około 20. Ale generalnie w dół. Możecie zostać tutaj. 5 dolarów od osoby, jest prysznic, i o 6 otwiera się kuchnia.
Do zmroku jeszcze daleko, ale chyba nie ma co męczyć się. Tutaj spokojnie możemy rozstawić się, wysuszyć mokre namioty, zjeść coś na ciepło i ogrzać przy kominku.
– Zostajemy! – oznajmiamy barmanowi.
– To wy przyjechaliście rowerami? – zagaduje nas młody chłopak, który właśnie wszedł do baru.
– Tak. Właśnie postanowiliśmy tutaj zostać na noc. A Wy chyba też na rowerach? – kiedy podjeżdżaliśmy, widziałem ich jak zdejmowali bagaże z rowerów i zanosili na pole.
– Tak. Widzieliśmy Was jak wjeżdżaliście. Bardzo stroma droga tam jest?
– A wybieracie się w tamtym kierunku? Oj to macie ostry podjazd przed Wami, ale później już do St. Helens, cały czas w dół. Stąd do przełęczy to jakieś siedem kilometrów. – teraz to chyba dziękuję, że my jednak zrobiliśmy to w tą stronę.
– My dzisiaj przyjechaliśmy z Braxholm, ale ostatnie kilometry podwiózł nas facet na pace. Bardzo mocno padało, i już nie daliśmy rady. – w tym czasie do baru wchodzi młoda dziewczyna z dredami, uśmiechając się do nas.
– My w tamtym kierunku jedziemy, i mamy nadzieję, że będzie w dół. A wy gdzie później jedziecie?
– Na południe w stronę Hobart. A Wy?
– My do Davenport, a potem do Melbourne, Adelaide, Alice Springs i Darwin.
– Przez środek? – otwiera oczy chłopak.
– Tak dokładnie. – lekko się uśmiechamy, bo rzadko zdarza się, by ktoś tak nie zareagował.
– To ile czasu wam to zajmie?
– Mamy jeszcze 2 miesiące.
– A długo już jesteście w drodze? – pyta się dziewczyna.
– To jest nasz piąty tydzień. Przed nami jeszcze prawie dwa miesiące? A wy jak długo już jeździcie?
– My dopiero zaczynamy. Ale chcemy pobyć tutaj tak ze dwa tygodnie. Poznaliśmy się kilka dni temu na zachodnim wybrzeżu. Ona chciała pozwiedzać Tasmanie na rowerze, ja pomyślałem że to fajny pomysł i tak ruszyliśmy. – oboje uśmiechnęli się do siebie, my za to popatrzyliśmy się na siebie, z lekkim niedowierzaniem.
– To chyba przyda się Wam ta broszurka. Tutaj macie opisane odcinki i wysokości. My już prawie skończyliśmy, tak więc nie przyda nam się już. A wam na pewno. – rano jeszcze podarowujemy im nasz przewodnik po kempingach, który dostaliśmy od Szwajcarki. Za to chłopak, który okazuje się być kucharzem podróżującym od dwóch lat, zdradza nam turystyczny przepis na karbonare, którą w kubku, na paliku przyrządza w kilka minut, kiedy my jemy nasze płatki z jogurtem. Z niedowierzaniem, wręcz tęskniąc za taką oto kuchnią, przez resztę dnia zastanawiamy się, kiedy to i my zrobimy w końcu coś innego poza standardową puszką.

 

2012-03-15 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Książka

Pojechane podróże – 17 relacji

przez Redakcja 2012-03-13
Napisane przez Redakcja
Księgarnia internetowa Pascal - Pojechane podróże - 17 relacji + 4 filmy na DVD Pojechane podróże – 17 relacji + 4 filmy na DVD

Klub Podrózników Śródziemei gorąco poleca
Pojechane podróże – 17 relacji + 4 filmy na DVD

 

Premiera: 21.03.2012

„Moją pasją jest wyciąganie ludzi z domów” – mówi Marek Tomalik, duch opiekuńczy tej książki, a potem – wraz z jej autorami – porywa nas w długą podróż przez drogi i bezdroża kontynentów. Pieszo, konno, traktorem, dwupłatowcem, rowerem, motocyklem czy niesamowitą pakistańską ciężarówką. Na lądzie, w powietrzu, pod wodą… Bohaterowie to ludzie zarażeni bakcylem przygody, nietuzinkowi, otwarci na świat, pełni dobrej energii i fantazji. W pasjonujący sposób opowiadają o najpiękniejszych, najdziwniejszych i najgroźniejszych zakątkach Ziemi oraz o swych najbardziej „pojechanych podróżach”.

Do książki dołączona została płyta DVD z filmami podróżniczymi:

* Długi Marsz 70 lat później
* Pakistańska ciężarówka
* Wielki Błękit Morza Czerwonego
* Traktoriada

Autorzy:

Anna Czerwińska negocjuje z maoistami w Nepalu. Dość ostro, bo kto to widział, odwiedzać naszą himalaistkę z kałachem, w dodatku o czwartej rano!

Marcin Obałek zdobywa Andy polskim traktorem. Omal się nie stacza (w przepaść), na szczęście ursus i chłopaki dają radę.

Mikołaj Golachowski zdradza miłosne sekrety fok. Ale najpierw żegna się z życiem w lodowej szczelinie.

Ryszard Czajkowski buja w przestworzach na pokładzie nostalgicznego dwupłatowca. Dociera z Bełchatowa do Konga, a po drodze z pasją fotografuje i opisuje świat.

Arek Ziemba odwiedza malgaskie wioski –  jak z książek Fiedlera! Pije kawę z królem, imprezuje na balu przy palu, odpoczywa w chacie na macie, a przede wszystkim pedałuje przez Madagaskar.

Katarzyna Gembalik i Mikołaj Książek gonią marzenia kupioną w Pakistanie psychodeliczną ciężarówką –  to nic, że czasem nie działają hamulce, nie ma wstecznego i prędkościomierza. Jest za to osiem klaksonów!

Tomasz Grzywaczewski przypomina wielką ucieczkę Witolda Glińskiego z sowieckiego łagru – przed 70 laty. Prowadzi nas jego śladami przez najbardziej niegościnne rejony Ziemi.

Jarosław Kuźniar potwierdza, że podróże kształcą, ale od razu dodaje, że nie zawsze jest pięknie, a folderowy świat Maroka trochę się różni od rzeczywistości…

Katarzyna i Andrzej Mazurkiewiczowe na własnych nogach wędrują po rzece do himalajskiego królestwa Zanskaru. Rzeka oczywiście jest skuta lodem.

Claudia Cardenas i Dominik Bac docierają do serca świata. Tam, w kolumbijskich Andach, odnajdują naszych starszych braci.

Piotr Ganczarski wraz z przyjaciółmi tnie motocyklem przez Azję. Nie zawsze idzie gładko jak po jedwabiu  – czasem trzeba zajrzeć do piekła…

Marta Owczarek i Tomasz Skowroński przekonują, że w misce strawy można wyczytać więcej niż w przewodniku, a do jedzenia nadaje się prawie wszystko –  łącznie z mrówkami, przyrodzeniem osła i… kurczakiem.

Robert „Robb” Maciąg wspomina pierwszą samodzielną wyprawę do Indii i Nepalu. Obowiązkowa lektura dla żółtodziobów! Kiedyś trzeba zacząć…

Jacek Szymczak wciąga w morskie głębiny. Zdradza sekrety podwodnego świata i oswajania go za pomocą kamery.

Jarek Sępek wciela się w korespondenta wojennego w Kongu. Zagląda do obozu uciekinierów, wojskowej bazy, wioski-widmo, do kopalni złota. A potem stwierdza, że togo przerasta…

Piotr Trybalski przypomina, że grunt to dobre towarzystwo. Wraz z przyjaciółmi wędruje drogą lądową do Indii. Przemierza słynny hippie trail, bezdroża Pakistanu, dociera do wymarzonych Himalajów.

Marek Tomalik powraca wspomnieniami na baśniową Tasmanię i utwierdza nas w przekonaniu, że jeśli nie byłoby Tasmanii, należałoby ją wymyślić.

autor:   zbiór relacji pod red. Marka Tomalika
liczba stron: 320
format: 165×222 mm
oprawa: miękka

cena: 44.90 zł    33.90 zł
http://ksiegarnia.pascal.pl/ksiazka.php?id=2148_Pojechane_podroze_-_17_relacji_+_4_filmy_na_DVD

http://ksiegarnia.pascal.pl/data/produkty/duze_okladki/POJECHANE_PODROZE.jpg

2012-03-13 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 249
  • 250
  • 251
  • 252
  • 253
  • …
  • 288

Archiwa

  • sierpień 2026
  • lipiec 2026
  • czerwiec 2026
  • maj 2026
  • kwiecień 2026
  • marzec 2026
  • luty 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • październik 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • kwiecień 2025
  • marzec 2025
  • luty 2025
  • styczeń 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • sierpień 2021
  • lipiec 2021
  • czerwiec 2021
  • maj 2021
  • kwiecień 2021
  • marzec 2021
  • luty 2021
  • styczeń 2021
  • grudzień 2020
  • listopad 2020
  • październik 2020
  • wrzesień 2020
  • sierpień 2020
  • lipiec 2020
  • czerwiec 2020
  • maj 2020
  • kwiecień 2020
  • marzec 2020
  • luty 2020
  • styczeń 2020
  • grudzień 2019
  • listopad 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • lipiec 2019
  • czerwiec 2019
  • maj 2019
  • kwiecień 2019
  • marzec 2019
  • luty 2019
  • styczeń 2019
  • grudzień 2018
  • listopad 2018
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • lipiec 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • kwiecień 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • sierpień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • marzec 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015
  • czerwiec 2015
  • maj 2015
  • kwiecień 2015
  • marzec 2015
  • luty 2015
  • styczeń 2015
  • grudzień 2014
  • listopad 2014
  • październik 2014
  • wrzesień 2014
  • sierpień 2014
  • lipiec 2014
  • czerwiec 2014
  • maj 2014
  • kwiecień 2014
  • marzec 2014
  • luty 2014
  • styczeń 2014
  • grudzień 2013
  • listopad 2013
  • październik 2013
  • wrzesień 2013
  • sierpień 2013
  • lipiec 2013
  • czerwiec 2013
  • maj 2013
  • kwiecień 2013
  • marzec 2013
  • luty 2013
  • styczeń 2013
  • grudzień 2012
  • listopad 2012
  • październik 2012
  • wrzesień 2012
  • sierpień 2012
  • lipiec 2012
  • czerwiec 2012
  • maj 2012
  • kwiecień 2012
  • marzec 2012
  • luty 2012
  • styczeń 2012
  • grudzień 2011
  • listopad 2011
  • październik 2011
  • wrzesień 2011
  • sierpień 2011
  • lipiec 2011
  • czerwiec 2011
  • maj 2011
  • kwiecień 2011
  • marzec 2011
  • luty 2011
  • styczeń 2011
  • grudzień 2010
  • listopad 2010
  • październik 2010
  • wrzesień 2010
  • sierpień 2010
  • lipiec 2010
  • czerwiec 2010
  • maj 2010
  • kwiecień 2010
  • marzec 2010
  • luty 2010
  • styczeń 2010
  • grudzień 2009
  • listopad 2009
  • październik 2009
  • wrzesień 2009
  • sierpień 2009
  • lipiec 2009
  • czerwiec 2009
  • maj 2009
  • kwiecień 2009
  • styczeń 2009
  • listopad 2008
  • październik 2008

Kategorie

  • Administracyjna
  • Afryka
  • Akcje eko
  • Aktualności
  • Aktualności inne
  • Albania
  • Aleja Podróżników
  • alejapodroznikow
  • Ameryka Północna
  • Ameryka Południowa
  • Ameryka Środkowa i Karaiby
  • Artykuły testowe
  • Australia i Oceania
  • Austria
  • Azja
  • Bez kategorii
  • Biegi
  • BUŁGARIA
  • Chorwacja
  • Ciekawostki
  • Cykliczne Spotkania Podróżników
  • CZARNOGÓRA
  • Czechy
  • Czyste Góry Czyste Szlaki
  • Czyste Tatry
  • Czyste Tatry
  • Dania
  • Dolny Śląsk
  • Europa
  • Festiwale
  • Filmy
  • Francja
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Góry
  • HISZPANIA
  • HOLANDIA
  • Kolej
  • Konkurs Fotograficzny
  • Konkursy
  • Konkursy inne
  • Korona
  • Kościoły i obiekty sakralne
  • KOSOWO
  • Książka
  • Kuchnia
  • Kuchnie świata
  • Kujawsko-pomorskie
  • LITWA
  • Łódzkie
  • Lotniska i powietrze
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • LUKSEMBURG
  • MACEDONIA
  • Małopolskie
  • Malta
  • Materiał zewnętrzny
  • Miasta
  • Miejsca wyjątkowe
  • Muzea
  • Najciekawsze szlaki piesze i rowerowe w Europie
  • Newsy
  • NIEMCY
  • noclegi
  • NORWEGIA
  • Opolskie
  • Parowozownie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Podziemia turystyczne w Europie Underground in Europe
  • Podziemia turystyczne w Polsce
  • Podziemia w Europie i na świecie
  • Polecamy
  • Polska
  • Pomorskie
  • Portugalia
  • PRACE KONKURSOWE POLSKA
  • PRACE KONKURSOWE ŚWIAT
  • Projekt 4 Pory Roku
  • Projekt Mali Melomani
  • Projekt Mali Melomani II
  • Recenzje sprzętu
  • Reklama
  • Robocze inne
  • ROSJA
  • Rower
  • Różne media
  • Rumunia
  • Schroniska górskie w Polsce
  • SERBIA
  • Skanseny w Polsce
  • Śląskie
  • Slowacja
  • Slowenia
  • Spływy kajakowe
  • Spotkania autorskie
  • Spotkania, zloty, imprezy podróżników
  • Sprzęt
  • Świat
  • Świętokrzyskie
  • SZWAJCARIA
  • Tanie loty
  • Tatromaniak
  • Testy sprzętu
  • Twierdze i Forty
  • Ukraina
  • unesco
  • Via Adriatica Trail
  • Warmińsko-mazurskie
  • Warsztaty i plenery fotograficzne
  • WĘGRY
  • WIELKA BRYTANIA
  • Wielkopolskie
  • WŁOCHY
  • Woda
  • Wspomnienia z podróży
  • Wystawy
  • Wywiady
  • Zabytki sakralne
  • Zachodniopomorskie
  • Zamki i pałace
  • Zostań w domu nie odwołuj

Obserwuj nas

Top Selling Multipurpose WP Theme

Ostatnie posty

  • Czyste Góry Czyste Szlaki, Beskid Sądecki

    2026-08-06
  • Najpiękniejsze miejsca UNESCO w Tunezji

    2026-08-05
  • Ogólnopolski Zlot Podróżników, Piwniczna-Zdrój 2026

    2026-08-03
  • Sidi Bou Said niebiesko-białe miasto w Tunezji

    2026-08-03
  • Opactwo Mniszek Benedyktynek w Staniątkach

    2026-08-03
  • Nowy ILS w Kraków Airport

    2026-08-03

Kanał społecznościowy

Kanał społecznościowy

Wybór redaktorów

zamek Drakuli w Poenari

2016-01-25

Rezerwat Groapa Ruginoasa, Góry Bihor w Rumunii

2022-08-06

Zamek Drakuli w Hunedoarze w Rumunii

2024-03-03

Kopalnia złota Rosia Montana w Rumunii

2024-08-17

Kopalnia soli Salina Turda w Rumunii

2024-08-17

FIND US

[icon_bar icon="icon-facebook" link="https://www.facebook.com/groups/betheme" target="" size="small" social="facebook"][icon_bar icon="icon-gplus" link="#" target="" size="small" social="google"][icon_bar icon="icon-x-twitter" link="#" target="" size="small" social="twitter"][icon_bar icon="icon-vimeo" link="#" target="" size="small" social="vimeo"][icon_bar icon="icon-play" link="https://www.youtube.com/@MuffinGroup" target="" size="small" social="youtube"]

Najnowsze komentarze

  1. KlubowiczAdmin - Najpiękniejsze zamki i obiekty obronne w Polsce polecane do zwiedzania
  2. KlubowiczAdmin - Jak spać spokojnie w krainie niedźwiedzi – sprawdzony sposób z Via Adriatica
  3. Maciej - Jak spać spokojnie w krainie niedźwiedzi – sprawdzony sposób z Via Adriatica
  4. krzysiek - Jak spać spokojnie w krainie niedźwiedzi – sprawdzony sposób z Via Adriatica
  5. KlubowiczAdmin - Największe zabytkowe amfiteatry na świecie – TOP 10

Kategorie

  • Administracyjna
  • Afryka
  • Akcje eko
  • Aktualności
  • Aktualności inne
  • Albania
  • Aleja Podróżników
  • alejapodroznikow
  • Ameryka Północna
  • Ameryka Południowa
  • Ameryka Środkowa i Karaiby
  • Artykuły testowe
  • Australia i Oceania
  • Austria
  • Azja
  • Bez kategorii
  • Biegi
  • BUŁGARIA
  • Chorwacja
  • Ciekawostki
  • Cykliczne Spotkania Podróżników
  • CZARNOGÓRA
  • Czechy
  • Czyste Góry Czyste Szlaki
  • Czyste Tatry
  • Czyste Tatry
  • Dania
  • Dolny Śląsk
  • Europa
  • Festiwale
  • Filmy
  • Francja
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Góry
  • HISZPANIA
  • HOLANDIA
  • Kolej
  • Konkurs Fotograficzny
  • Konkursy
  • Konkursy inne
  • Korona
  • Kościoły i obiekty sakralne
  • KOSOWO
  • Książka
  • Kuchnia
  • Kuchnie świata
  • Kujawsko-pomorskie
  • LITWA
  • Łódzkie
  • Lotniska i powietrze
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • LUKSEMBURG
  • MACEDONIA
  • Małopolskie
  • Malta
  • Materiał zewnętrzny
  • Miasta
  • Miejsca wyjątkowe
  • Muzea
  • Najciekawsze szlaki piesze i rowerowe w Europie
  • Newsy
  • NIEMCY
  • noclegi
  • NORWEGIA
  • Opolskie
  • Parowozownie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Podziemia turystyczne w Europie Underground in Europe
  • Podziemia turystyczne w Polsce
  • Podziemia w Europie i na świecie
  • Polecamy
  • Polska
  • Pomorskie
  • Portugalia
  • PRACE KONKURSOWE POLSKA
  • PRACE KONKURSOWE ŚWIAT
  • Projekt 4 Pory Roku
  • Projekt Mali Melomani
  • Projekt Mali Melomani II
  • Recenzje sprzętu
  • Reklama
  • Robocze inne
  • ROSJA
  • Rower
  • Różne media
  • Rumunia
  • Schroniska górskie w Polsce
  • SERBIA
  • Skanseny w Polsce
  • Śląskie
  • Slowacja
  • Slowenia
  • Spływy kajakowe
  • Spotkania autorskie
  • Spotkania, zloty, imprezy podróżników
  • Sprzęt
  • Świat
  • Świętokrzyskie
  • SZWAJCARIA
  • Tanie loty
  • Tatromaniak
  • Testy sprzętu
  • Twierdze i Forty
  • Ukraina
  • unesco
  • Via Adriatica Trail
  • Warmińsko-mazurskie
  • Warsztaty i plenery fotograficzne
  • WĘGRY
  • WIELKA BRYTANIA
  • Wielkopolskie
  • WŁOCHY
  • Woda
  • Wspomnienia z podróży
  • Wystawy
  • Wywiady
  • Zabytki sakralne
  • Zachodniopomorskie
  • Zamki i pałace
  • Zostań w domu nie odwołuj

Nasz magazyn

Vitae adipiscing turpis. Aenean ligula nibh in, molestie id viverra a, dapibus at dolor. Aenean ligula nibh in molestie id.

Reklama

SIGN UP FOR
NEWSLETTER

Aenean ligula nibh, mole stie id viverra a, dapibus ante lobortis

[button title="Subscribe" link="#"]

Tagi

afryka Albin Marciniak Albin Marciniak podróżnik azja Chorwacja Czyste Góry Czyste Szlaki Czyste Tatry foto: Albin Marciniak góry jaskinie katakumby Klub Podróżników Klub Podróżników Śródziemie konkurs Konkurs fotograficzny kopalnie Kościoły i obiekty sakralne Kraków Kraków Airport mapa zamków maroko military mine muzeum najpiękniejsze podziemia w Europie do zwiedzania Orla Perć Piwnica pod Baranami podziemia w Polsce podziemia świata polska polska na weekend RYANAIR schronisko skansen slajdowisko słowacja tatry The most beautiful underground in Europe to explore Underground cave w Krakowie w Polsce wyprawa zamek Zamki Polskie Zamki w Polsce

Klub Podróżników Śródziemie

Ogólnopolski portal podróżniczy poświęcony odkrywaniu Polski i świata. Od znanych miast i zabytków, przez górskie szlaki i podziemia, po miejsca nieoczywiste i zapomniane.

Rzetelne relacje, autorskie przewodniki oraz praktyczne wskazówki dla turystów, pasjonatów historii i miłośników aktywnego podróżowania.

Odkrywaj świat z nami – świadomie, krok po kroku i z pasją.

Ciekawe w województwach

    • Dolnośląskie
    • Kujawsko-pomorskie
    • Lubelskie
    • Lubuskie
    • Łódzkie
    • Małopolskie
    • Mazowieckie
    • Opolskie
    • Podkarpackie
    • Podlaskie
    • Pomorskie
    • Śląskie
    • Świętokrzyskie
    • Warmińsko-mazurskie
    • Wielkopolskie
    • Zachodniopomorskie

Polecane

Czyste Góry Czyste Szlaki, Beskid Sądecki
Najpiękniejsze miejsca UNESCO w Tunezji
Ogólnopolski Zlot Podróżników, Piwniczna-Zdrój 2026
Sidi Bou Said niebiesko-białe miasto w Tunezji

Ostatnio dodane

Czyste Góry Czyste Szlaki, Beskid Sądecki
Najpiękniejsze miejsca UNESCO w Tunezji
Ogólnopolski Zlot Podróżników, Piwniczna-Zdrój 2026
Sidi Bou Said niebiesko-białe miasto w Tunezji
Facebook Twitter Youtube Linkedin Envelope Rss

klubpodroznikow.com – Copyright & Copy 2025/26

Created by Konfig.Info

  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt Klub Podróżników Śródziemie
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Home
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat

Wybór redaktorów

  • Wulkany błotne w Rumunii, wyjątkowy rezerwat przyrody

    2026-06-22
  • Sighișoara miasto w środkowej Rumunii w Siedmiogrodzie

    2026-06-18
  • Rezerwat Cheile Turzii – wąwóz Turda

    2026-05-29
  • Góry solne w Rumunii – Muntele de sare

    2026-04-10
  • Droga Transfogaraska w Rumunii

    2025-09-17
  • Jaskinia Meziad, Peşteră

    2024-08-20
@2021 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign