Niesamowita wyprawa Oli i Lukasza po Azji pod patronatem Klubu Podróżników Śródziemie
kolejny etap podróży:
Dotarliśmy więc do stolicy.
Aby zwiedzić to niesamowite miasto wystarczy kupić w dobrej cenie bilet do Bangkoku – spakowac walizkę i lecieć
Niesamowita wyprawa Oli i Lukasza po Azji pod patronatem Klubu Podróżników Śródziemie
Dotarliśmy więc do stolicy.
W krainie gorących strumieni
Siedząc nad talerzem pełnym baraniego mięsa, opieczonego jak nasza golonka, z ziemniakami i gęstym sosem, zastanawiamy się co dalej. Zmęczenie daje się we znaki, a my z jednej strony chcemy jeszcze sporo zobaczyć, ale znajdujemy się po środku gór. Gdziekolwiek nie chcielibyśmy dojechać, to musimy wjechać. Pani w informacji niestety nie okazuje się zbytnio pomocna, wskazując nam kilka atrakcyjnych miejsc nie na naszej drodze, lub też wskazując nocleg w środku miasta, na czym nam nie zależy. Zdecydowaliśmy się na wieczorne opuszczenie miasta i podjechanie kilka kilometrów nad brzegi jeziora Niebieskiego. Droga oczywiście pnie się do góry, a na naszych licznikach stukają kolejne kilometry powyżej 60km. W końcu wczesnym wieczorem lądujemy nad jeziorem. Niewielkie, dookoła osłonięte górami, wydaje się być jednym z planów filmowych Władcy Pierścieni. Siedzimy nad brzegiem przy namiotach wpatrujemy się w jego taflę, zmąconą niewielką bryzą delikatnego wiatru. Z każdą minutą robi się coraz ciemniej, a w około nas ani jednego namiotu czy campera. Jesteśmy sami i możemy spokojnie udać się spać.
I tym razem w nocy pada, jednak jest cieplej. Zaraz nad ranem śniadoskóry mężczyzna z psem Hasky, patrząc na nas zwijających swoje manatki, rzuca lekko roześmiany.
– Wariaci. Skąd jesteście?
– Z Polski.
– Ale przyjechaliście tutaj z Polski?
– Nie. Jedziemy od Auckland. A potem dalej na południe.
– To sporo drogi przed wami. Polska, hmm to kraj na który pierwszy napadł Hitler.
– Tak dokładnie.
– Cóż, to powodzenia! Idę pobiegać z psem.
I znika w gęstym lesie przylegającym do plaży. My spokojnie dalej pakujemy się, kiedy po kilkunastu minutach widzimy wracającego mężczyznę.
– A gdzie teraz jedziecie?
– Do Rotorua, obejrzeć wiosnę Maoryską, a potem do Wai-o-tapu.
– Do wioski nie warto jechać. A Wai-o-tapu jest niesamowite. Tak naprawdę nie ma już Maorysów. Sam jestem jednym z nich, ale przebieranie się i tańczenie haka, to nie dala mnie – mówiąc to ustawił swoje ciało tak jak robili to wojownicy, a obecnie zawodnicy rugby, kiedy to przed każdym meczem odtwarzają dawny taniec. – Wymachują językami i tańczą dla turystów. – widać, iż parodiuje taniec idealnie, z ironią w głosie. – ta wioska to tylko dla turystów.
– Właśnie, a może znasz tutaj kilka ciekawych miejsc w okolicy.
– Tak, jest tutaj niedaleko mała rzeczka, gdzie często jeżdżę jak chcę odpocząć i rozmasować swoje mięśnie. Jest tam wodospad i gorąca woda.
– Gdzie dokładnie? – miejsce było położone na naszej drodze zaraz przed Wai-o-tapu, do którego chcemy jechać. Może odpocząć dzisiaj, obejrzeć Rotorua, i zatrzymać się na zasłużony odpoczynek? To jest myśl, i tak też zrobimy.
– Pewnie nie wiecie, ale jestem sławnym aktorem z Hollywood.
– Naprawdę? A w jakich filmach grałeś?
– Ostatnio w Gwiezdnych Wojnach, wcześniej w Speed 2, w Zielonej Latarni. Zawsze gram złe charaktery.
– A tutaj co robisz?
– Tutaj żyję, a pracuje tam.
I kto by pomyślał, że nad brzegiem Blue Lake spotkamy sławnego aktora. Chodź nikt z nas nie kojarzy go.
W Rotorua, prócz restauracji, moteli, hoteli i sklepów jedyne co zasługuje na uwagę to parujący brzeg jeziora. Szara i parująca woda, niedostępna jest dla zwiedzających, którzy oglądają ją tylko z brzegu. Za to setki ptaków wygrzewa się na niej, czy też przesiaduje nad brzegiem, nie bacząc na tabliczki. Wysuszone drzewa i krzewy załamują się nad siarczystymi błotami, a ziemia aż parzy jak dotknie się jej ręką.
I rzeczywiście wioska Maoryska, to typowa atrakcja dla turystów. Relikt, niby zachowany oryginalnie, z domami i żyjącymi tu jeszcze ludźmi. Przewodnik oprowadza Cię po miasteczku pokazując jak kiedyś żyli i jak oswajali gorące źródła. Jak dotowali kukurydze, czy jak w garnkach przyrządzają jedzenie wstawiając je do niewielkich kraterów z gorącą parą. Część domów, jednak rozpada się, a reszta to sklepiki z pamiątkami. Na koniec możesz obejrzeć „performace”, gdzie jedna rodzina w niewielkiej sali śpiewa i tańczy dla widowni w tradycyjnych strojach. A zaraz po spektaklu można zrobić sobie zdjęcie z Morysami. I wszystko było by pięknie gdyby nie to, że po chwili jednego z wielkich umięśnionych wojowników z tatuażami, spotykamy na parkingu w luźnej koszulce, klapkach i modnych okularach, ledwo poznając że to właśnie on przed chwilą odgrywał taniec Haka.
Droga do gorącej rzeki dłuży się, i pnie do góry. Cały czas nie możemy przyzwyczaić się do pędzących koło nas samochodów. Na szczęście, przed dobre 10km zaraz obok drogi wiedzie ścieżka rowerowa i możemy spokojnie wspinać się w stronę Wai-o-tapu. W końcu jest nasza droga w lewo, którą rekomendował nam nasz aktor. Zaraz za zakrętem, za kępą krzaków ukrywa się niewielkie jezioro, którego zielona tafla wody paruje, unosząc się do góry. Schowane, widać ze za często nie odwiedzane, spokojnie paruje sobie. Dosłownie 2 kilometry dalej, natrafiamy na parking i niewielką ścieżkę w głąb lasu. Prowadząc rowery, przedzieramy się przed krzaki i niewielkie błota, by dotrzeć do miejsce, z oddali szumiącego i parującego charakterystycznym zapachem. Niewielka, bo może trzy metrowej szerokości rzeczka, spada metr niżej do wielkiej wanny. Pod wodospadem siedzą ludzie, spokojnie wygrzewając się w wielkim kipiącym jakuzi. Zaraz obok, niewielka polana na kilka namiotów, a dookoła gęsty las iglasty z bujnie wypełniającymi go paprociami i niewielkimi tropikalnymi palmami. Zieleń jest tak soczysta, że nie chce się uwierzyć, że tutaj nie ma tłumu turystów. Widać, iż zaglądają tutaj tylko miejscowi. Przy wodzie pod niewielkim nawisem, dziesiątki małych świeczek porozstawianych i wypalonych. Klimatyczne miejsce, w środku niczego. Rzucamy rowery i wskakujemy do wody. Woda aż parzy, ale nie wiele trzeba żeby przyzwyczaić się do niej. W końcu zasłużyliśmy sobie na dobry odpoczynek.
Wai-o-tapu, park setek gejzerów, gorących strumyków i jezior. Miejsce, do którego zagląda każdy, kto pokazuje się na północnej wyspie. Wąskie alejki, wiodą pomiędzy kolejnymi zapadlinami, z których wydobywa się siarka. A na zboczach każdego krateru, widać różnokolorowe minerały. Pomarańczowe, żółte, zielone i brunatne kolory pokazują jakie związki wydobywaj się akurat w tym miejscu. Jedne uzdrowicielskie, inne zabójcze, tworzą piękne struktury. Wielkie jezioro o głębokości ponad 100 metrów z temperaturą na dnie ponad 170 stopni schładza się na powierzchni do ponad 100 stopni Celsjusza. Pomiędzy lazurowym środkiem jeziora, a szarym brzegiem wije się żółto-pomarańczowy stopień z minerałów odkładających się od setek lat. Linia ta odcina tak wyraźnie jezioro od brzegu, iż ma się wrażenie że została przez kogoś namalowana. Aż chce się jej dotknąć jednak temperatura wody nie pozwala na to. Chwilę dalej, przed nami rozciąga się kolejne zielone jezioro, gdzie brzeg kipi aż od gotującego się szarego błota i co chwilę wybucha rozlewając dookoła siebie swoją zawartość.
Siarczyste gorące środowisko wydawałoby się, że bez życia, co jakiś czas odkrywa iż tak niedostępne nie jest. Wszędzie gdzie tylko mogą wdzierają się zielone rośliny, a w strumykach można dostrzec niewielkie rośliny i małe stworzenia pływające jak gdyby nigdy nic.
Główną atrakcją każdego poranka jest gejzer Lady Knox. Strzelający na kilkanaście metrów w górę przyciąga tłumy. Jeden ze strażników wychodzi z mikrofonem przed zgromadzony tłum siedzący na ławkach jak w amfiteatrze i opowiada historię słynnego gejzera. Jak to więźniowie zatrudnieni do budowania dróg, pewnego dnia piorąc swoje ubrania przy małym gorącym oczku wodnym niechcący wrzucili mydło do środka. Woda zaczęła pienić się i strzelać w górę. By uzyskać lepszy efekt, ułożyli w około niego kamienie by zmniejszyć otwór i tym samym zwiększyć zasięg wystrzału.
Po chwili od wrzucenia przez naszego strażnika mydła, podobno ekologicznego, gejzer też zaczął kipieć, a po paru minutach wystrzelił w górę. Ilość nagranego materiału i zdjęć zrobionych w tym momencie, mógłby równać się bibliotece youtube i facebook-a. Przed dobre kilka minut gejzer wyrzucił z siebie przeszło 25 000 litrów wody.
Opuszczamy krainę gorących źródeł udając się w stronę jeziora Taupo i góry Ruapehu w rezerwacie Tongariro. Z map wynika, iż mamy do pokonania 90km. By zaoszczędzić czas i wspiąć się na górę, przyciskamy na pedały, a naszym celem staje się niewielka turystyczna mieścina Turangi.
Zjeżdżamy też z głównej drogi i spokojną boczna szosą gnamy do Taupo, a potem nad brzegiem wielkiego jeziora Taupo do naszego celu. Kilometry stukają na licznikach. Wydawałoby się, że jesteśmy w połowie drogi na liczniku mamy już 67km. Do Turangi jeszcze 43, jak wynika z mapy, jednak przy wyjeździe z miasta na drogowskazie pokazuje się 50. Teraz już trudno wycofać się, mamy opłacony nocleg w Turangi i musimy dzisiaj dojechać.
Każdy kolejny kilometr staje się coraz trudniejszy, a walka z czasem i wyczerpaniem, coraz trudniejsza. Niespodziewanie na naszej drodze pokazuje się długi mozolny podjazd, odbijający do jeziora. Na szczęście kilka kilometrów dalej zjazd rekompensuje nam wysiłek wcześniej poniesiony. Słońce powoli chowa się za górami okalającymi jezioro. W ostatnim momencie, w szarości końcówki dnia docieramy do celu. Sami nie możemy uwierzyć, że zdecydowaliśmy się na takie coś. 120km, tyle pokazuje licznik przy recepcji Motelu.
Region nysko – jesenicki jest jedynym w swoim rodzaju w całej Polsce. Ziemia nyska mająca charakter łagodnego, nieomal równinnego pogórza z ogromnym zbiornikiem wodnym, graniczy od południa z typowo górską krainą ziemi jesenickiej. Zaledwie trzydziestopięciokilometrowa odległość pomiędzy centrami turystycznymi tych krain o tak różnym charakterze czyni z tego regionu wyjątkową atrakcję turystyczną.
To zróżnicowanie sąsiadujących krain – nie tylko pod względem geograficznym ale i kulturowym – oferuje odwiedzającym ogromną ilość atrakcji. Trudno znaleźć drugie takie miejsce by tak wiele atrakcji było skupionych na tak niedużym obszarze. Niewielkie odległości pozwalają na odwiedzenie wielu ciekawych miejsc nawet podczas krótkiego pobytu i skorzystania z rozlicznych ofert tak turystycznych jak i rekreacyjnych.
Równinna, lekko pofałdowana ziemia nyska stwarza doskonałe warunki dla turystyki
oraz wypoczynku dla wszelkich grup wiekowych a więc, a może przede wszystkim, dla turystyki i rekreacji rodzinnej. Liczne dodatkowe oferty, uatrakcyjniające pobyt nad jeziorem, zapewniają rozrywkę gdy w czasie deszczu dzieci się nudzą.
Baza noclegowa położona nad Jeziorem Nyskim to ośrodki wypoczynkowe ze standardem bungalowów i domków campingowych, pola namiotowe z zapleczem sanitarnym, oraz gospodarstwa agroturystyczne. Praktycznie przez okrągły rok można znaleźć miejsca noclegowe. Oprócz bazy nad jeziorem funkcjonują hotele a w sezonie wakacyjnym także schronisko młodzieżowe. Po stronie czeskiej noclegi zapewniają przede wszystkim prywatne kwatery i pensjonaty. Jest ich dużo, o różnym standardzie i tak jak polskie ogłaszają się w Internecie (także w języku polskim). Niezła komunikacja publiczna pozwala niezmotoryzowanym na swobodne poruszanie się po całym regionie, a zmotoryzowanym pozwala zostawić samochód, aby bezstresowo korzystać z uciech gastronomicznych.
Duża ilość w standardzie europejskim wytyczonych tras rowerowych, pokrywa gęstą siecią cały region nysko – jesenicki i gwarantuje wspaniałe wyprawy rowerowe zarówno dla dzieci z rodzicami jak i dla wymagających pogromców górskich tras. Prowadzą one przez wyjątkowo urocze i malownicze zakątki, starannie unikając dróg o większym natężeniu ruchu.

Dla miłośników jeździectwa (i to w każdym wieku) funkcjonuje kilka ośrodków tej formy rekreacji, tak po polskiej, jak i po czeskiej stronie. Można uczyć się podstaw tego sportu, próbować sił w skokach, pobawić się w Dziki Zachód, jak również wybierać się z przewodnikiem na wspaniałe konne wycieczki w teren. Ośrodki te usytuowane są w sąsiedztwie lasów i rzek co czyni jazdę w terenie niesłychanie atrakcyjną i pełną wrażeń.

Pasjonaci historii znajdą tu mnóstwo zabytków architektury. Od gotyckich świątyń poprzez renesansowe czy barokowe rezydencje szlacheckie i kościoły do secesyjnej i historyzującej zabudowy miast i miasteczek. Mury obronne Paczkowa. Dodatkowo muzea: W Nysie i Jeseniku – klasyczne. W Javorniku –zamkowe. W Paczkowie – gazownictwa. W Zlatych Horach – muzeum miejskie i kopalnictwa złota a w Pisečnej -motoryzacji. No i Twierdza Nysa z jej kazamatami.
Miłośnicy przyrody zapewne chętnie odwiedzą rezerwat leśny „Przyłęk” na terenie leśnictwa Markowice oraz opuszczone kamieniołomy w rejonie Sławniowic. Po czeskiej stronie czeka na nich cały masyw górski Hrubego Jeseniku z jego wysokogórską przyrodą.
Kto uwielbia mocniejsze wrażenia, może pokonywać pontonem rzekę Białą, a kajakiem – rzekę Nysę aż do jej ujścia Odry.
Paralotniarzom polecić można dobre noszenia w czeskich górach.

Dni Twierdzy Nysa.
Coroczna dwudniowa, historyczna impreza w miesiącu sierpniu będąca inscenizacją historycznych wydarzeń z okresu wojen śląskich, wojny siedmioletniej czy wojen napoleońskich, której kulminacyjnym punktem jest przedstawienie bitwy z udziałem kilkuset uczestników wyekwipowanych zgodnie z duchem epoki. Ponadto przemarsz wojsk ulicami miasta i uroczyste ich powitanie przez władze miasta, pokaz życia obozowego i imprezy towarzyszące. Patronem imprezy jest Urząd Miejski.
Festiwal muzyki metalowej jak co roku odbywający się w scenerii obwarowań nyskiej twierdzy. Dla młodzieży i dorosłych! Dobra atmosfera i dobry poziom dotychczasowych edycji festiwalu sprawia, że impreza cieszy się wielkim powodzeniem.
W ostatni weekend maja obchody święta miasta. Szereg imprez kulturalnych oraz sportowych odbywających się w większości na miejskim stadionie. Każdorazowo zapraszane są gwiazdy rozrywki co dodatkowo uświetnia i tak znakomity program miejskiego święta.
Jarmark Jakubowy.
Nawiązujący bezpośrednio do średniowiecznego dorocznego targu. ( z niemieckiego; Jahr – markt – roczny targ) w dzień świętego Jakuba. Miła impreza o charakterze historyczno handlowym w miesiącu lipcu odbywająca się -a jakże – u stóp kościoła pw. Św.Jakuba.
Ładne widowisko historyczne z udziałem współczesnych rycerzy.
Powitanie lata w zabytkowym parku w Białej Nyskiej. Wianki na wodzie, ognisko i wiele innych atrakcji. Słowiańskie święto lata. Czerwiec.
W sierpniu na plaży Jeziora Nyskiego eliminacje do Mistrzostw Polski. Także w sierpniu regaty o „Błękitną wstęgę Jeziora Nyskiego.
Ocalałe fortyfikacje nyskiej twierdzy. Dostępne od wiosny do jesieni. Zimą schronienie dla nietoperzy w tym skrajnie zagrożonych gatunków.
Skarbiec Jakubowy w dzwonnicy. Imponujący zbiór arcydzieł sakralnego złotnictwa nyskich mistrzów w futurystycznej oprawie; stalowo – szklanej konstrukcji skarbca.
Rozległy widok jaki roztacza się z wieży widokowej na szczycie Kopy Biskupiej na całą ziemię nyską i jesenicką. Okazja do wspaniałych zdjęć panoramicznych.
Retencyjny zbiornik wodny napełniony w roku 1972. Powierzchnia około 20 km2. Dobre warunki do sportów wodnych. Wiatry przeważające zachodnie. Brak przeszkód nawigacyjnych. Przy wyższych stanach wody można dopłynąć prawie do Otmuchowa. Południowy brzeg obfituje w płycizny. Na terenie Nyskiego Ośrodka Rekreacji slip z wózkiem na szynach i wyciągarką. Plaże piaszczyste i żwirowe.
W NOR strzeżone kąpielisko. Jezioro rybne. Dzierżawione przez Polski Związek Wędkarski. Dopływająca do jeziora rzeka Biała ma statut wody górskiej.
W sezonie letnim gdy poziom wody opada (retencja Odry) odsłania się wielokilometrowa, szeroka piaszczysta plaża na północnym, a więc nasłonecznionym brzegu jeziora. Świetne warunki do plażowania i organizowania pikników. W ośrodkach wypoczynkowych możliwość wypożyczenia sprzętu pływającego. W sezonie po jeziorze kursuje stateczek białej floty i naprawdę warto skorzystać z tej atrakcji. Bezpieczeństwa strzeże Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe oraz sezonowy posterunek Policji.

Drugie oblicze Krainy Uśmiechu
Rozmawiają: Karolina Gołda i Michał Pauli
A z punktu widzenia Europejczyka, który trafił tam do więzienia?
Wszystko diametralnie się zmieniło. Nagle raj stał piekłem. Trzymano nas w strasznych
warunkach. Kiedy patrzyłem, jak traktują tam ludzi, tęskniłem za naszym systemem
prawnym, który wydawał się wręcz idylliczny w stosunku do tajskiego. Do tego wszystkiego
dochodziło tak zwane przemęczenie materiału.
Co przez to rozumiesz?
Świadomość, że ten ich, na pozór fajny, uśmiech, tak naprawdę nic nie znaczy, albo znaczy,
tylko coś odwrotnego niż powinien. Jako turysta czujesz się pewnie i miło w środowisku,
w którym, gdy idziesz ulicą, wszyscy uśmiechają się do ciebie i kłaniają w pas. Natomiast
trafiając do więzienia, gdzie każdy walczy o wszystko, a nadal ma gdzieś zachowawczo ten
uśmiech, zdajesz sobie sprawę z tego, jak przewartościowuje się znaczenie samego gestu.
Uśmiech to zachowanie, którego Tajowie uczą się od dziecka. To pewnego rodzaju maska,
za którą kryją się prawdziwe uczucia.
Gdybyś wiedział, że przekraczając granicę Tajlandii, nie zamkną Cię z powrotem,
pojechałbyś tam jeszcze?
Pojechałbym. Powrót na pewno wywołałby we mnie jakiś ból, ponieważ ten tajski system
za bardzo się nie zmienia. Wiem jak to wygląda i że ci ludzie ciągle tam są. Z drugiej strony
poznałem tę kulturę i ludzi tak dobrze, że zacząłem się z nimi asymilować. Po sześciu latach
w jakimś miejscu, nawet złym, człowiek w pewnym sensie zaczyna się identyfikować z tym
innym światem. Dawniej nie wiedziałem jak tych ludzi się je, a teraz z każdym Tajem mogę
znaleźć wspólny język.
Niektórzy ludzie krytykowali Cię za to, że nazywałeś Tajów zwierzętami. Dlaczego to
robiłeś?
To była sytuacja, w której wszyscy byliśmy uzwierzęceni. Poza tym ta masa ludzka różniła
się ode mnie nie tylko językiem, ale też podejściem do świata, więc odbierałem ją trochę jako
taką złowrogą kulturę. Przede wszystkim za dużo rzeczy winiłem Tajów. Za to, co się stało i
za to, że mnie namówili. Oczywiście mogłem nie przyjeżdżać do Tajlandii i nie dać się skusić
na pieniądze, ale stało się. Może w książce przesadziłem w pewnych kwestiach, ale tak to
czułem wtedy, kiedy ją pisałem. To jak odbierałem tych ludzi, wiązało się z tym, że moje
przeżycia były świeże i musiałem je odreagować. Poza tym widziałem dużo rzeczy, których
nie widzi turysta, który patrzy na uśmiechających się Tajów…
Normalny turysta pewnie nie zna też głębszego znaczenia słów „This is Thailand”? Tej,
jak to napisałeś, prostej odpowiedzi, wyjaśniającej przyczynę wszelkich przeciwności
losu…
Po tajsku mówiło się „prate Taj” – to inaczej „kraj Tajlandia”. W moim przypadku miało to
taki oddźwięk nacjonalistyczny – „Ty, biały, co ty sobie myślisz? Tutaj jest Tajlandia. Teraz
ty się masz do wszystkiego dostosować”. Patrząc na te dziwne, głupie, często nieprzemyślane
zjawiska, które miały tam miejsce, śmialiśmy się, mówiąc: „prate Taj”. Nie rozumiesz?
Nie musisz – to jest Tajlandia. Używaliśmy też hasła reklamowego „Amazing Thailand”,
które często można znaleźć m.in. w folderach turystycznych. „Amazing” w znaczeniu
cudowny kraj, który cię zachwyci i zauroczy. My mówiliśmy to słowo w troszeczkę innym,
sarkastycznym znaczeniu, określając coś, co było dla nas niezrozumiałe. Dobitnie opisując,
jednym epitetem, smutniejszą stronę Krainy Uśmiechu.
Dlaczego tę historię, o ciemnej stronie medalu tego pięknego państwa, opowiadasz na
wesoło?
Opowiadam o tym z uśmiechem, bo to naprawdę szczęśliwa historia. To opowieść o trudzie
życia, głupocie, złym systemie, ludzkiej ignorancji i złych rzeczach. Takie jest życie, takie
są nawet bajki, które kończą się happy endem. I tutaj też jest ten happy end. Patrzę na siebie
nie tylko jak na faceta, który wpakował się w dealerstwo, zmarnował kawałek swojego życia
i przeżył 12 kar śmierci, ale też jak na człowieka, z którego w pewnym sensie mogę być
dumny. Chciałbym aby moja książka, „12 x śmierć. Opowieść z Krainy Uśmiechu”, była
przestrogą dla ludzi, którzy dziś myślą podobnie, jak ja kiedyś.
Tę ciekawą lekturę rzeczywiście można traktować jako ostrzeżenie. Brakuje w niej
jednak paru rzeczy. Co jest tego powodem?
Kiedy ją pisałem, miałem blokadę psychiczną. Później dostałem mnóstwo listów, z których
wynikało, że niektóre historie w tej książce, są dla ludzi nie do końca jasne.
Kończysz pisać jej rozszerzenie. Jakie nowe elementy pojawią się w niej?
W rozszerzeniu fabuła rozwinie się w formie listów. Z Tajlandii udało mi się zabrać ich
mnóstwo, dlatego stwierdziłem, że fajnie byłoby dać czytelnikowi możliwość spojrzenia na
tę całą sytuację z perspektywy dwóch światów. Mam na myśli przede wszystkim Ewę, czyli
ten romans, którego zabrakło w pierwszej wersji książki. Postanowiłem też napisać więcej o
samej Tajlandii, a tematem przewodnim stał się dla mnie świat spirytystyczny Tajów. Dużo
ludzi zarzucało mi, że za mało stron poświęciłem rodzinie, więc w tej książce znajdą się
również listy od mojej córki.
A jaką rolę w Twoim więziennym życiu odegrała córka?
Miałem wiele momentów załamań, w których twierdziłem, że nie chcę tam żyć i wolę
popełnić samobójstwo. Jednak nagle zdawałem sobie sprawę, że gdzieś tam daleko jest moja
córka. Tu rodziło się pytanie: cóż jej po ojcu, który nie żyje? A skoro żyje, nawet w jakiejś
odległej krainie, to przynajmniej może napisać do niej list i w jakiś sposób pomóc jej w życiu,
dzieląc się swoimi przemyśleniami. Moja córka była osobą, dla której naprawdę chciałem
walczyć.
Walczyć i kierować się radą, którą dał Ci pewien Hindus, byś „idąc w tłumie, zawsze
szukał własnej ścieżki”?
Tak. Gdy wszystkie rzeczy wydawały się nie do przeskoczenia, więźniowie szybko
rezygnowali z własnej drogi i poddawali się z góry narzuconemu systemowi. Ja wymyśliłem
sobie, że będę pisał listy do prezydentów i z uporem kroczyłem tą ścieżką. Wiele razy
brakowało mi przekonania, że to co robię, ma sens. Jednak to zwątpienie miało przebłyski
nadziei. Nadziei, która zaprowadziła mnie do domu.
Dlaczego, odkąd znalazłeś się w tym normalnym świecie, w swojej hierarchii wartości
stawiasz na wolność wyboru?
W momencie, w którym wyszedłem z więzienia, nabrałem bardzo dużego szacunku do
możliwości wyboru. Zacząłem doceniać wiele rzeczy. Przez lata żyłem w miejscu, w którym
mówiono mi dokąd iść i co robić. Dziś mogę stanąć na ulicy i powiedzieć „pójdę tą drogą” –
to taki mój synonim tej wolności wyboru.
Pewnie niewiele osób wie, że ta druga strona Tajlandii, spleciona z Twoim kawałkiem
życia, doczeka się ekranizacji…
Cieszy mnie fakt, że ta historia spodobała się pewnym ludziom i postanowili ją sfilmować.
Filip Bajon, scenarzysta i reżyser takich filmów jak „Śluby Panieńskie”, „Przedwiośnie”
czy „Magnat”, właśnie pisze scenariusz. Produkcją zajmie się Wiesław Łysakowski, który
wyprodukował np. „Prostą historię o miłości”, „Lejdis” i „Wenecji” oraz Wojciech Pałys,
koproducent m.in. „Róży” i „Wojny żeńsko męskiej”. Jeszcze nie wiem, kto zagra w filmie,
ale mogę zdradzić, że będzie to koprodukcja polsko-angielska.
Podczas pobytu w jednym z najgorszych więzień świata, pewnie nawet przez myśl Ci
nie przeszło, że kiedyś ta Twoja historia znajdzie odzwierciedlenie na dużym ekranie.
Zastanawiam się czy po tym wszystkim co przeżyłeś, planujesz życie na przód?
Po tym wszystkim co się stało, nauczyłem się, że planowanie nic nie daje. Jak to mówią na
wschodzie: „opowiedz Buddzie o swoich planach, a będzie się śmiał”. To prawda, bo plany
bardzo rzadko się sprawdzają. Z drugiej strony nauczyłem się wtedy, że warto marzyć i
mieć w życiu jakieś cele. Mam ich bardzo wiele. Przede wszystkim chciałbym, żeby moja
córka była szczęśliwa, żeby ten film powstał, a moje malarstwo dobrze się sprzedawało. Nie
planuję, że w tym roku będzie tak, a w przyszłym przeniosę się do Krakowa, zamieszkam tu
czy tam. To tylko takie moje marzenia – po prostu chciałbym, żeby było dobrze.
Wstajesz rano, patrzysz w lustro i kogo widzisz?
Widzę na pewno inną osobę, niż kiedyś. Zanim napisałem tę książkę, byłem zahukanym
człowiekiem, bojącym się jak odbierze go społeczeństwo. Teraz mogę sobie powiedzieć
jedno. Jestem facetem, który potrafił przyznać się kim jest i co złego w życiu zrobił w życiu.
A co ludzie o mnie myślą to już nie ma znaczenia. Myśleć będą zawsze, czy wyjedziesz na
ulicę czerwonym samochodem, czy założysz żółte kozaki. Możesz się tym przejmować albo
nie zwracać na to uwagi i żyć tak, jak żyjesz. Bo przecież to jest twoje życie…

Michał Pauli był gościem Klubu Podróżników Śródziemie w ramach slajdowisk w Piwnicy pod Baranami.
Zdjęcia z wieczoru:
https://www.klubpodroznikow.com/forum/3-slajdowiska/4708-slajdowisko-12xmier-micha-pauli#4708
PROGRAM FESTIWALU
SOBOTA 11.02.2012
|
BLOK IMPREZ TOWARZYSZĄCYCH – udział BEZPŁATNY
|
||
|
8.30 – 12.00
|
„BIAŁYM ŚLADEM – narciarskie wędrówki festiwalowe”
|
Mielecki Klub Górski CARPATIA
|
|
|
||
|
13.30
|
Oficjalne rozpoczęcie II Festiwalu Podróżniczego BEZ GRANIC
i rostrzygnięcie konkursu „Fotograficzne Wędrówki” |
|
|
BLOK WARSZTATOWY – udział BEZPŁATNY |
||
|
13.40
|
Od Beskidów po Alpy – góry zimą
|
Justyna Markiewicz
|
|
14.20
|
Podróżuj bezpiecznie czyli medycyna w podróży
|
Travelbit
|
|
15.00
|
Fotografia w podróży
|
Aleksander Gładysz
|
|
BLOK POKAZÓW I PRELEKCJI – wejścia BILETOWANE |
||
|
16.00
|
Niewolnictwo we współczesnej Mauretanii
|
Tomasz Błoński
|
|
16.40
|
Królestwo OCTOPUSA i nie tylko
|
Marek Strzelichowski
|
|
17.20
|
Przerwa
|
|
|
17.40
|
KARAKORUM
|
Jakub Gałka, Piotr Picheta, Maciek Chmielecki,
Mikołaj Pudo |
|
18.20
|
Motorem przez Himalaje – opowieści żółtodziobów
|
Bartek Tofel i Justyna Leszczuk
|
|
19.00
|
Przerwa
|
|
|
19.20
|
SMAK ORIENTU – od Jordanii do Libanu
|
Kinga Wierucka
|
|
21.00
|
„Wieczór ORIENTALNY” – spotkanie z podróżnikami w Resturacji Te Quiero
|
|
NIEDZIELA 12.02.2012
|
BLOK IMPREZ TOWARZYSZĄCYCH – udział BEZPŁATNY |
||
|
9.00 – 10.45
|
Pierwszy KROK pod WODĄ
|
Mielecki Klub Płetwonurków CHIMERA
|
|
11.00 – 12.00
|
Pierwsze kroki w żeglowaniu
|
Klub Żeglarski ORKAN
|
|
BLOK WARSZTATOWY – udział BEZPŁATNY |
||
|
12.00
|
POKAZ SPECJALNY – projekcja filmu Beskid Niski 2011 Survival Expedition
|
Fundacja Jaśka Meli Poza Horyzonty
|
|
13.00
|
Wyprawa, Ekspedycja, Tramping – etapy przygotowań
|
Tomasz Błoński
|
|
13.40
|
Z DZIECKIEM w podróży
|
lek med. Elżbieta Krakowska
|
|
14.20
|
Trekbuddy – system nawigacji turystycznej
|
Mariusz Maryniak
|
|
BLOK POKAZÓW I PRELEKCJI – wejścia BILETOWANE |
||
|
15.20
|
Bieszczadzkie Centrum Nordic Walking
|
ks. Bogdan Janik
|
|
16.00
|
Cztery pory roku w Bieszczadach
|
Stanisław Orłowski
|
|
16.40
|
Przerwa
|
|
|
17.00
|
4 x 4000 m n.p.m.
|
Justyna Markiewicz
|
|
17.40
|
Nie tylko KILIMANDŻARO – Kenia, Tanzania, Zanzibar
|
Bożena Mazur
|
|
18.30
|
Przerwa
|
|
|
18.40
|
Colorado, Utah, Arizona trzy stany w trzy tygodnie
|
Jadwiga i Aleksander Gładysz
|
|
19.20
|
„Tańce wśród Piratów” – 3 miesiące w Ameryce Centralnej
|
Magdalena Moll-Musiał
Marcin Musiał |
|
20.10
|
Gala zakończenia II Festiwalu Podróżniczego BEZ GRANIC
|
|
BILETY WSTĘPU
Udział w warsztatach edukacyjnych i imprezach towarzyszących jest BEZPŁATNY!!!
Bilety obowiązywać będą na wszystkie prelekcje i pokazy oraz na sobotni WIECZÓR ORIENTALNY
JEDNODNIOWY: 8 zł
(upoważnia do wejścia na wszystkie pokazy jednego dowolnie wybranego dnia festiwalu)
Wieczór ORIENTALNY – 10 zł
KARNET: 20 zł
(to dwa dni festiwalowych pokazów i sobotnia impreza – Wieczór ORIENTALNY)
Bilety sprzedawane będą do zapełnienia się sali, w przypadku przekroczenia jej pojemności – nie będzie możliwy zakup biletu!!!
PRZEDSPRZEDAŻ BILETÓW:
NA PRELEKCJE I POKAZYod 23.01.2012 prowadzi:
ALPMAR SKLEP GÓRSKI
przy ul. Pułaskiego 1 (I piętro)
TYLKO na WIECZÓR ORIENTALNY od 1.02.2012 prowadzi:
Restauracja Te Quiero
Al. Niepodległości 7
(budynek SCK wejście od strony parku)
Możliwa jest również rezerwacja biletów i karnetów drogą elektroniczną.
Zamówienia (liczba biletów/karnetów,
imię i nazwisko zamawiającego i telefon kontaktowy)
prosimy przesyłać na adres: [email protected]
najpóźniej do dnia 7 luty 2012.
gdyby jeszcze nie atakowały te pływające reklamy na stronie festiwalu…..
27.02.2012 godz. 19:00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków Piwnica pod Baranami
„Iran Perła Orientu”
Paweł Kozłowski
„Chcesz jechać do Iranu?- zwariowałeś, zabiją Cię” ; to najczęstsza reakcja ludzi kiedy mówisz im, gdzie się wybierasz. Kraj ten ma wyjątkowo złą prasę i już to jest dobrym powodem by się tam wybrać. Uczestnicy wyprawy to dwaj przyjaciele, którzy bardzo chcieli spełnić dziecięce marzenia, a przy okazji skonfrontować rzeczywisty obraz kraju z tym kreowanym przez media. Wsiadając do pociągu nie wiedzieli jak wiele ta podróż zmieni w ich dotychczasowym życiu. ..



Nie od dziś wiadomo, że wędrówki ptaków wiążą się ze zmianami atmosferycznymi i poszukiwaniem pokarmu. Ptaki zimujące w Polsce przylatują do nas jesienią, a wiosną odlatują z powrotem na lęgowiska (np. myszołów włochaty, gęś zbożowa, jer, czeczotka). Ponadto w okresie zimowym wiele gatunków ptaków lęgowych może występować bardziej licznie, gdyż dodatkowo zlatują się osobniki z północy i wschodu Europy. Na zimę opuszczają nasz kraj takie ptaki jak: wilga, kukułka, słowik, jaskółka, dudek, kraska i oczywiście poczciwy bocian.
Natomiast do ptaków zimujących w Polsce należą następujące gatunki:
![]()
wróble,

sikorki,

jemiołuszki,

puszczyki,

myszołowy,

kawki,

gawrony,

czyżyki, gile,

zimorodki,

kosy,
niektóre dzięcioły, dzwońce
oraz szpaki
Powszechnie znaną i lubianą formą pomocy ptakom jest dokarmianie ich w ogrodowym karmniku lub na parapecie okna. Dzięki temu mieszkańcy miast mają możliwość obcowania z dziką przyrodą bez wychodzenia z domu. Jednak, aby dokarmiać ptaki w sposób właściwy i nie zaszkodzić im, warto pamiętać o kilku zasadach.
A w centrum Krakowa…
Ulice się wyludniły, stragany opustoszały. W ich miejsce stanęły koksowniki.
Krakowska straż miejska przez cały weekend, próbowała ratować przed tragedią bezdomnych. Kolejny raz strażnicy przekonali się, jak trudno nakłonić ludzi mieszkających na ulicy do schronienia się w noclegowni. Tylko pięć osób udało im się namówić i przetransportować do noclegowni. Aż 250 bezdomnych odmówiło pomocy. To ludzie, którzy chronią się w kanałach, w altankach na ogródkach działkowych, w okolicach Dworca Głównego czy w pustostanach. Mają swoje sposoby, by chronić się przed odmrożeniami…

Egipt – z perspektywy Placu Tahrir
Wyprawa, dzięki której poznałem całkowicie inny Egipt, niż ten jaki większość z nas ma okazję zobaczyć będąc w Sharm-el-Szejk lub Hurghadzie.
Kilkudniowa wizyta u egipskiej rodziny, jazda na motorach po Dolinie Królów, godziny spędzone na feluce podczas rejsów po Nilu, udział w egipskim weselu…
To jedne z niewielu atrakcji jakich doświadczyłem w tym kraju…
No i najważniejsze – dwa dni na Placu Tahrir w czasie zamieszek.
Prawdziwy obraz rewolucji w Egipcie, widziany oczami demonstrantów.
fotorelacja
13.02.2012 godz. 19:00
Klub Podróżników „Śródziemie”
Kraków Piwnica pod Baranami
Żeglowanie w raju
Łukasz Bandzarewicz
Zdjęcia: Łukasz Bandzarewicz, Krystian Meyer-Szary


Himalaje dla każdego
Zaczyna się całkiem niewinnie. Niedzielny wypad za miasto, weekendowy wypad w Bieszczady. Przychodzi moment na pierwsze przełamanie i wejście na Babią Górę z wieloma jej późniejszymi wariantami.
Wschód słońca pod wierzchołkiem „Diablaka” to zazwyczaj wzdychanie do Tatr znad których wyłania się tarcza słońca.
Wyjazd w Tatry i noclegi w schronisku z nieustającymi opowieściami o wyprawach w góry wysokie …
Dla wielu to dopiero początek…
Początek dużych wydatków na niekończące się wyprawy
Przykładowe ceny za jakie oferowane były wyjazdy w 2011 podawane przez biuro Dana Mazura:
EVEREST TYBET w kwietniu i maju. Podstawowe koszt 12.750 dolarów. Full Service 27.450 dolarów;
EVEREST NEPAL w kwietniu i maju, Podstawowe 19.850 dolarów. Full Service 35.450 dolarów;
EVEREST SZKOLENIA w kwietniu i maju. Wejście do 7000 metrów 28 dni. Full Service 7850 dolarów;
EVEREST NEPAL w kwietniu i maju. 31 dni. Full Service 8650 dolarów. 16 dni: 6350 dolarów;
Cho Oyu w maju i wrześniu 38 dni. Najlepsze przygotowanie do Everestu . Podstawowe: 7.150 dolarów. Full Service: 11.850 dolarów;
Lhotse w kwietniu i maju. Podstawowe Koszt: 6850 dolarów. Full Service: 14.850 dolarów;
MUSTAGATA. 24 dni w lipcu. Podstawowe: 2750 dolary. Full: 5450 dolarów;
Ama Dablam :. 29 dni w październiku i listopadzie Podstawowe: 3250 dolarów. Full: 6850 dolarów;
BARUNTSE. 34 dni październik, listopad szczyty w jednym, wielkim torze w regionie Everestu. Full Service: 7.650 dolarów;
SHISHAPANGMA we wrześniu – październiku 38 dni. Od Tybetu. Podstawowe: 7.150 dolarów. Full Service: 11.850 dolarów.
ACONCAGUA w styczniu + lutym 20 dni Cena: 2950 dolary;
http://www.summitclimb.com
To jednak nie wszystko bo pozostaje jeszcze długa lista sprzętu jaki potrzebny jest na takiej wyprawie.
Jeden z najbardziej doświadczonych himalaistów świata Ryszard Pawłowski na swojej stronie http://www.patagonia.com.pl
przedstawia długą listę niezbędnego wyposażenia potrzebnego na 8 tysięcznik:
nie licząc namiotu i innego sprzętu jaki zapewnia agencja.
Sumując to wszystko, wyjdzie kwota ok 10 tys pln bo tutaj nie da sie zastąpić sprzętem z bazaru .
Na rynku Polskim jest także wiele ofert wyjazdów w Himalaje.
Można skorzystać z propozycji Gaudeamusa i za 8500 zł polecieć na treking wokół Annapurny,
Inny wariant i inne ceny trekingu wokół Dhaulagiri opisuje marek Bytom na stronie e-gory.pl
Posługując się wyliczeniami Marka możemy z grubsza podliczyć koszt takiego trekingu.
Przelot. Cena biletu waha się od 1750 zł do 2600 zł. Trzeba szukać promocyjnych lotów. Można też lecieć z Europy omijając Delhi. Najtańsze połączenia dostępne są z Londynu. Za lot z lotniska Heathrow do Kathmandu zapłacimy ok. 2400 zł – 3000 zł. Polecić tutaj mogę linie Qatar Airways. Od ubiegłego roku z Londynu lata także indyjski przewoźnik Jet Airways. Za taki lot z międzylądowaniem w Delhi zapłacimy od 2300 zł.
40 dolarów – ważna 30 dni;
100 dolarów – ważna 90 dni.Aby wyruszyć na trasę wokół Dhaulagiri nie potrzebujemy specjalnych pozwoleń. Musimy jedynie wykupić bilet wstępu do obszaru chronionego Annapurna oraz posiadać kartę trekkingową Tims. Za taki bilecik zapłacimy 2000 rupii. Należy posiadać 2 zdjęcia. Fotografia jest także potrzebna do wyrobienia karty trekkingowej. Lot z Jomson do Pokhara. Cena biletu to około 70 dolarów.
Przewodnik to koszt 20–25 dolarów za dzień, tragarz to wydatek ok. 18–20 dolarów. Trzeba też opłacić im wyżywienie podczas całego trekkingu.
Oczywiście należy pamiętać o jedzeniu a liofilizaty to także znaczący wydatek.
Porcja dla jednej osoby to koszt od 19 do 28 pln

Warto pamiętać także o elektronice czyli aparat fotograficzny, telefon satelitarny i gps.
Jakby nie patrzac i licząc to zawsze pod górę…..
na podstawie cen z przełomu 2011/2012 r
informacje ogólne
Najbliższa, szósta edycja festiwalu podróżniczego Włóczykij odbędzie się w terminie 23 lutego – 4 marca 2012 tradycyjnie w Gryfinie i okolicach. W trakcie Włóczykija miasto odwiedzi ponad 100 podróżników z całej Polski, a także z zagranicy.
Na festiwalu przecinają się szlaki alpinistów, miłośników sportów ekstremalnych, pasjonatów wypraw rowerowych, autostopowiczów, a także etnografów, reportażystów, regionalistów oraz historyków. Główne punkty programu to spotkania z podróżnikami połączone z pokazami filmów, slajdów oraz fotografii, a także przegląd profesjonalnych długometrażowych filmów z odległych i egzotycznych zakątków świata.
Oprócz prezentacji slajdów, zdjęć, spotkań i filmów, w programie Włóczykija znajdą się degustacje potraw „kuchni świata”, koncerty alternatywnych zespołów, warsztaty, wystawy, a także dwa rajdy na orientację – zimowy ekstremalny pieszy rajd „Włóczykij Trip Extreme” (50 i 100 km) zaliczany do Pucharu Polski Maratonów na Orientację oraz Gra Miejska „Zakrzywienie Czasoprzestrzeni”. Odbędzie się również konkurs filmowy „Odkrywanie świata” (celem konkursu jest promocja filmów zrealizowanych w miejscach wyjątkowych kulturowo, oraz takich, które w oryginalny sposób ukazują pozornie znane nam lądy).
Festiwal odbędzie się w kilku miejscach jednocześnie. Włóczykij stwarza również wyjątkową okazję do wędrowania po nieznanych obszarach Polski zachodniej. Jednym z punktów programu będą wycieczki po regionie i dodatkowe historyczno-krajoznawcze prezentacje w pobliskich miejscowościach.
WŁÓCZYKIJ 2012 – PREZENTACJE:
Konrad Tulej, Beata Rudnik-Tulej, Mikołaj Tulej „Południowy Kaukaz z dzieckiem w plecaku”
Agata Sowińska, Małgorzata Spiczko „Autostradą do nieba, czyli Georgia maybe [next] time”
Wanda Nowatorska, Tomasz Kuna „Tandemem wzdłuż Dunaju”
Tomek Raczynski „Peru inaczej”
Łukasz Wierzbicki „Do Mongolii… czyli wyprawa niesłychana Benedykta i Jana”
Marcin Zmaczyński, Krzysztof Jankowski, Sebastian Wołosz, Weronika Piszczek „Na dachu Afryki Północnej – Maroko 2011”
Piotr Dul, Bodek Macal „Wyprawa rowerowa Enkon TransAlp 2011”
Marcin Niedziółka „Nepal – Himalaje: Wczoraj, dziś, jutro…”
Magdalena Jarocka „Zimowa wyprawa na Ural Subpolarny 2011”
Andrzej Piotrowski „Przeprawa mamutów w Bielinku”
Piotr Strzeżysz „Rowerem przez Kordyliery”
Bartek Tofel, Justyna Leszczuk „Motorem przez Himalaje – opowieści żółtodziobów”
Mamcia i spółka „Żywcem w Afryce”
Karolina Marcinkowska „Historie „Po-polskich” z Brazylii Południowej”
Jacek Hugo-Bader „Dzienniki kołymskie”
Paweł Bartnik, Aleksander Adamus „Autostopem ku Wolności”
Dariusz Rosiak „Żar. Oddech Afryki”
Piotr Ganczarski „Wyprawa motocyklowa – Na Jedwabnym Szlaku 2011”
Monika Witkowska „Kurs Czukotka czyli jachtem na Czukotkę”
Krzysztof Kolski „Podróż (prawie) bez pieniędzy”
Łukasz Wierzbicki „Motorem do Chin”
Monika Witkowska „Przez bagna na lodowce czyli wyprawa w góry Ruwenzori”
Dorota Łajło „Na ścieżkach Afryki”
Michał Rembas „Fascynujący świat cmentarzy”
Monika Maniecka, Sebastian Gleich, Sławomir Pela „Nyską na Elbrus 2010”
Jarek Rochowicz, Paweł Ceranka „Dr Who zjada haggis. W Szkocji”
Artur Labudda, Robert Pasecki „Z prądem pod prąd”
Mieczysław Bieniek „Hajer jedzie do Dalajlamy”
Aleksander Doba „Atlantyk kajakiem? Dlaczego?”
Bartolomeo Koczenas „Uśmiech jest siłą w podróży, czyli inspirująca opowieść na temat podróżowania, ludzi, świata i uśmiechu”
Wojciech Górecki „Planeta Kaukaz”
Marek Przedmojski „Moje małe i wielkie podróże – przygoda z kajakiem”
Tomek Łukaszewski, Andrzej Maziakowski „Autostopem z Japonii”
Bartek Malinowski „Podróż za jeden uśmiech – Ladakh & Zanskar 2011”
Mariusz Barwiński „Narodziny pustyni”
Dominik Szmajda „Po prostu Czad”
Paweł Kilen „Chcieć to móc, czyli w pięć lat po świecie”
Mieczysław Bieniek „Z Hajerem na kraj Indii”
Tomek Kaznocha „Afryka Nowaka XIX. Republika Środkowej Afryki”
Michał Pauli „12 x śmierć. Opowieść z Krainy Uśmiechu”
Zbigniew Borys „Burkina Faso – tak, jak w kinie…”
Agnieszka Stryczek, Paweł Chudzicki „Hanami kontra Tsunami”
Anna Moszko „Szaman, przemytnicy i skarby Majów w gwatemalskiej dżungli”
Tomasz Noga „Nigeria”
Jurek Arsoba „Niezwykła AUSTRALIA czyli 7 tysięcy zachwytów do góry nogami”
Bartek Malinowski „Syberyjski lód & lud – czyli Bajkalska Zima…”
Anna i Jakub Urbańscy „Korowai Batu. Ostatni kontakt”
Marta Sziłajtis Obiegło „Zimowa wyprawa jachtem do Murmańska”
Maciek 'Tumba’ Tumulec „Libia, której już nie ma”
WŁÓCZYKIJ 2012 – KONCERTY:
Lipali
Konopians
Kwadratowi
Power of Trinity
Low-Cut
Tabu
Braty z Rakemna
Thiele
WŁÓCZYKIJ 2012 – WYCIECZKI PO REGIONIE:
Wycieczka do Criewen
Zachodniopomorskie tajemnice – wycieczka z Michałem Rembasem
WŁÓCZYKIJ 2012 – PROJEKCJE FILMOWE:
„Sen o Afryce”
„Kołysanka z Phnom Penh” – film konkursowy
„Koniec Rosji” – film konkursowy
„Syberia. Monamour”
„Daleko od miasta” – film konkursowy
„Lapońska odyseja”
„Powrót do domu”
„Elena”
WŁÓCZYKIJ 2012 – DEGUSTACJE POTRAW:
Kuchnia ukraińska
WŁÓCZYKIJ 2012 – WYSTAWY:
Wystawa fotografii Magdaleny Michalskiej „Uzbekistan, Tadżykistan”
Wystawa fotografii Marcina Zaborowskiego „Tybet”
Cena karnetu uprawniającego do wejścia na wszystkie imprezy (z wyjątkiem Balu Włóczykija, wycieczek, koncertu 3 marca 2012 (GDK) oraz Uroczystości Zamknięcia Festiwalu) wynosi 80,00 zł. Na Bal Włóczykija, wycieczki, koncert 3 marca 2012 (GDK) oraz Uroczystość Zamknięcia Festiwalu posiadacze karnetu otrzymają 50% zniżki na bilet. Rezerwacji można dokonywać również na stronie internetowej: https://www.wloczykij.com/index.php?plik=bilet&bilety_ID=2.
Bilety uprawniające do wejścia na cały jeden dzień prezentacji i filmów, dostępne będą w cenach: 15,00 zł (w tygodniu) i 20 zł (sobota i niedziela).
Wprowadzone zostaną one do przedsprzedaży w limitowanych ilościach w gryfińskim Centrum Informacji Turystycznej od 15 lutego.
Dodatkowa pula biletów będzie uruchamiana również w poszczególne dni festiwalu.
Bilety na Bal Włóczykija, koncerty oraz wycieczki dostępne będą od 1 lutego w centrum informacji turystycznej oraz w systemie rezerwacji internetowej.
Ceny biletów na wycieczkę do Cedyni, Czachowa i Bielinka – 10,00 zł.
Cena biletu na wycieczkę „Zachodniopomorskie tajemnice – wycieczka z Michałem Rembasem” – 30 zł
Cena biletu na wycieczkę do Parku Narodowego Doliny Dolnej Odry w Criewen – 30 zł.
Podczas wycieczek przewidziane są posiłki (obiady) dla uczestników.
Cena biletu na Bal Włóczykija w Centrum Wodnym Laguna – 30,00 zł.
Ceny biletów na koncerty:
Koncerty BRATY Z RAKEMNA, KWADRATOWI – 20,00 zł
Koncerty TABU, KONOPIANS – 25,00 zł.
Koncerty LIPALI, POWER OF TRINITY, LOW-CUT – 28 zł
Koncert KRÓL BABU (Budyń + Bajzel) – 10 zł
Koncert PRZEMYSŁAW THIELE – wstęp wolny

*Miasto ZERO-E



Najbardziej spektakularnie zaprezentuje się centrum miasta projektu LAVA. Powstanie duży wielofunkcyjny zespół z wykrojonym w środku miękko placem. Dachy kompleksu w całości pokryją ogniwa fotowoltaiczne, przez co z powietrza obiekty będą sprawiać wrażenia olbrzymich zwierciadeł. Sercem założenia ma być plac, którego charakterystycznym elementem będą zacieniające go parasole. Mają być cudem techniki XXI wieku. Parasole, niczym słonecznik, w ciągu dnia otworzą się, zacieniając plac pod sobą, zarazem będą pobierać energię cieplną. W nocy parasole się zwiną, a zgromadzona przez nie energia cieplna może posłużyć do ogrzewania budynków w centrum Masdaru.



Vincent Callebaut, zadziwia świat swoimi pomysłami, mającymi uchronić ludzkość przed ekologiczną zagładą. Jego futurystyczne projekty budzą podziw, aczkolwiek i sceptycyzm. Czy ekologiczna katastrofa to najbliższa przyszłość i czy te wszystkie pływające Lilypady i Physalie będą miały szansę sprawdzić się w rzeczywistości, a jeśli tak, to czy się sprawdzą?














Klub Podróżników Śródziemie
Ogólnopolski portal podróżniczy poświęcony odkrywaniu Polski i świata. Od znanych miast i zabytków, przez górskie szlaki i podziemia, po miejsca nieoczywiste i zapomniane.
Rzetelne relacje, autorskie przewodniki oraz praktyczne wskazówki dla turystów, pasjonatów historii i miłośników aktywnego podróżowania.
Odkrywaj świat z nami – świadomie, krok po kroku i z pasją.