Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
sobota, 28 marca, 2026
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Copyright 2025 - All Right Reserved
Materiał zewnętrzny

Co zapakować do plecaka na zimową wycieczkę w góry?

przez Redakcja 2022-12-15
Napisane przez Redakcja

Co zapakować do plecaka na zimową wycieczkę w góry?

 

   Góry potrafią być piękne o każdej porze roku. Stanowią wspaniały cel wypraw wiosną, latem i jesienią. Warto również wybrać się na szlak w okresie zimowym. Zanim jednak ruszy się w drogę, trzeba się do tego dobrze przygotować. Zimowe zdobywanie szczytów wymaga bowiem rozmaitych akcesoriów, które muszą trafić do naszego plecaka. Jakie produkty i sprzęty bezwzględnie trzeba zabrać ze sobą na wycieczkę w góry w okresie zimowym? Kilka wskazówek i praktycznych porad przedstawimy poniżej. 

 

Wycieczka w góry w zimie – wyprawa zgodna z możliwościami

Zimowe zdobywanie górskich szlaków u wielu osób wzbudza spore obawy. Każdego roku słyszy się bowiem o licznych wypadkach, którym ulegają turyści. Jak można przeczytać w statystykach TOPR, w sezonie zimowym 2021/2022 polscy ratownicy udzielili pomocy aż 432 osobom. Doszło też niestety do aż 12 wypadków śmiertelnych.

Turystyka zimowa w górach jest jednak jak najbardziej możliwa i potrafi przynosić wiele przyjemności. Bezwzględnie należy jednak zachować najwyższe standardy bezpieczeństwa oraz kierować się rozwagą. Dotyczy to choćby planowania tras w oparciu o bieżące informacje na temat sytuacji na szlakach oraz ze świadomością własnych możliwości. Mniej doświadczeni turyści powinni raczej skupić się na prostszych szlakach beskidzkich niż od razu wędrować na Rysy.

Warunki w górach bywają mocno nieprzewidywalne i trudne, co trzeba wziąć pod uwagę, by zapewnić sobie i swoim towarzyszom bezpieczeństwo podczas wyprawy. Równie ważne jest zadbanie o odpowiednie wyposażenie plecaka, w którym musi się znaleźć nieco więcej sprzętów niż w przypadku wypraw w sezonie wiosenno-letnim.

 

Podstawowe wyposażenie na zimową wycieczkę w góry – odzież

Wyposażenie na zimową wyprawę górską ma pozwalać na bezpieczne wędrowanie w trudnych warunkach. Nie zapominajmy o tym, że trzeba wówczas liczyć się z naprawdę niskimi temperaturami, opadami śniegu, oblodzeniem i lawinami. Oprócz tego w zimie dzień bywa naprawdę krótki.

Co zatem zabrać ze sobą w góry? Podstawą jest odpowiednia odzież. Ciepło zapewniają trzy warstwy ubrań. Najbliżej ciała jest bielizna termoaktywna z syntetycznego materiału lub z naturalnej wełny merino – oddychająca i nie przetrzymująca wilgoci. Na nią zakłada się dopasowaną do ciała odzież termiczną. Idealnie sprawdzają się materiały takie, jak polar i wełna. Wierzchnia warstwa ma chronić przed warunkami zewnętrznymi i zabezpieczać przed nadmierną utratą ciepła. Należy wyposażyć się w kurtkę i odpowiednie spodnie, które niekiedy można też uzupełnić o stuptuty (ochraniacze na nogawki).

Przydadzą się też czapka i rękawiczki oraz solidne buty (wodoodporne, z wysoką cholewką, trzymającą kostkę, zabezpieczającą przed dostaniem się do środka śniegu). Jeśli wiemy, że wybieramy się w trudniejszy teren, należy zabrać ze sobą raki i raczki, rakiety i kijki trekkingowe.

 

Co zabrać do plecaka w zimie – prowiant

W plecaku na zimową wycieczkę w góry nie może zabraknąć prowiantu. Dzięki niemu nie tylko zapomnimy o uczuciu głodu, ale też dostarczymy do organizmu kalorie, niezbędne w walce z chłodem.

Wybór przekąsek powinien być podyktowany indywidualnymi preferencjami oraz warunkami termicznymi. W bardzo niskim temperaturach niektóre produkty mogą szybko zamarznąć i nie być zdatne do spożycia. Warto zatem zaopatrzyć się w kanapki, batony proteinowe. Zamiast butelki wody znacznie lepiej sprawdza się termos z gorącą herbatą.

 

Bezpieczeństwo ponad wszystko – dodatkowe wyposażenie dla większego bezpieczeństwa

Co jeszcze musi trafić do ekwipunku? Jeśli planujemy zimową wycieczkę w góry, warto włożyć do plecaka źródła światła (zwłaszcza latarki czołówki). Takie nowoczesne produkty oferuje choćby sklep prepersa: Karaluch.com.pl. Oprócz nich przyda się także dodatkowe zasilanie (power bank), pozwalające na doładowanie rozmaitych sprzętów, w tym choćby telefonu. Trzeba też zabrać ze sobą apteczkę ze wszystkimi podstawowymi środkami, by w razie potrzeby udzielić pierwszej pomocy na szlaku, przed pojawieniem się służb ratunkowych.

W obszarach z zagrożeniem lawinowym powinno się mieć przy sobie lawinowe zestawy ABC. Wiedzę, jak go wykorzystać oraz jak zachowywać się w najtrudniejszych sytuacjach należy też zdobyć odpowiednio wcześniej, na przykład wybierając się na kurs turystyki wysokogórskiej.

 

Zdobywanie górskich szlaków w zimie – czysta przyjemność i odpowiedzialne zachowanie

Zimowa turystyka górska potrafi być naprawdę piękna i ekscytująca. Wymaga jednak odpowiedniego przygotowania, zadbania o właściwe wyposażenie, dobrej kondycji i rozwagi, by móc bezpiecznie podziwiać zapierające dech w piersiach ośnieżone pejzaże oraz z satysfakcja zdobywać kolejne szlaki – bez niepotrzebnego ryzykowania zdrowia i życia.

2022-12-15 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Góry

Jaworzyna Krynicka – Sądecka mekka dla narciarzy

przez Redakcja 2022-12-11
Napisane przez Redakcja

Jaworzyna Krynicka – Sądecka mekka dla narciarzy

 
ale nie tylko dla narciarzy…
 
   Dla turystów odwiedzających Krynicę, obowiązkowym punktem w programie jest wyjazd kolejką gondolową na szczyt Jaworzyny Krynickiej. Część z osób po wizycie w schronisku i podziwianiu rozległej panoramy, decyduje się na powrót także kolejką. Pozostali mają do wyboru kilka popularnych szlaków pieszych. Jednak dla większości osób odwiedzających zimową Krynicę, wyjazd na Jaworzynę Krynicką to zabawa na wszystkim co można przypiąć do butów. Narciarze nie mają czasu na nudę.
 
 
 
 
 
 
Na stokach Jaworzyny Krynickiej jest wytyczonych 7 tras zjazdowych o łącznej długości ponad 8,3 km, z tego cztery posiadają homologacje FIS. Do dyspozycji narciarzy w sezonie zimowym, oprócz 6-os kolei gondolowej, dwóch 4-os kolei krzesełkowych, jest także osiem wyciągów orczykowych. Trasy narciarskie mają zróżnicowany stopień trudności.
 
 
 
 
Czarny Potok 75, 33-380 Krynica-Zdrój
GPS: 49.41924 N, 20.92661 E
tel./fax: +48 18 471 52 71
tel.: +48 18 471 38 68
 
Aktualne warunki oraz pokrywa śnieżna na poszczególnych trasach:
http://www.jaworzynakrynicka.pl/szlaki-i-trasy/trasy-narciarskie/
 
 
 
 
 
 
Kolej gondolowa na Jaworzynę Krynicką ma długość 2 211 m. Biegnie z Czarnego Potoku na szczyt Jaworzyny Krynickiej (1114 m.n.p.m.) i przebiega wzdłuż stoku góry, w otoczeniu niepowtarzalnych krajobrazów i soczystej beskidzkiej przyrody. W ciągu jednej godziny kolej gondolowa może wywieść 1600 osób. Sześciu osobowe kabiny, poruszają się z prędkością 5 m/s i zapewniają przy tym wygodną i bezpieczną jazdę. Przejazd koleją na szczyt Jaworzyny Krynickiej zajmuje zaledwie 7 minut. Kolej gondolowa jest koleją jednoliniową o ruchu okrężnym. Wagoniki są wyprzęgane z liny. Wyposażone są w ławeczki oraz kosze służące do przewożenia sześciu par nart oraz snowboardu.
 
 
 
 
 
 
Klejnotem na Jaworzynie jest „fisowska jedynka” najdłuższa w Polsce oświetlona trasa narciarska o długości ponad 2,6 km. Trasa jest podzielona na dwie części – górną, z której wydzielona jest trasa nr III, znakomita dla początkujących narciarzy i dolną – klasyfikowaną jako typową trasę gigantową.
 
 
 
 
 
 
Kolejną trasą jest trasa nr V FIS gdzie zaawansowani narciarze znajdą wiele miejsca na zimowe szaleństwa. Bardzo lubiane przez narciarzy i snowboardzistów są trasy nr II i IIa. Trasy klasyfikowane są jako rodzinne i oznaczone kolorem czerwonym. Dzięki odpowiedniej lokalizacji są one nasłonecznione przez cały dzień a ich szerokość i optymalne nachylenie sprawia, że czujemy się jak w sercu Alp. Trasa II jest wyposażona w dodatkowy wyciąg po drugiej stronie stoku. Na trasie IIa udostępniona została dla narciarzy oraz snowboardzistów 4-osobowa kolej krzesełkowa o długości 1000 metrów. Na polanie Izwór obok kolei krzesełkowej powstał wyciąg szkoleniowy dla dzieci o nazwie „Mały Wacek”. Trasa IV też jest wyposażona w dwa wyciągi orczykowe. Trasa przeznaczona jest dla początkujących i średnio zaawansowanych miłośników białego puchu. Dla dzieci i słabo jeżdżących narciarzy do dyspozycji jest wyciąg szkoleniowy „Żółwik”, który zlokalizowany jest w górnej części trasy II. Na część trasy nr 6 (1000m) jest najdłuższy i największy w Polsce snowpark. Snowpark składa się z elementów jibowych (17 elementów) o różnym stopniu trudności oraz  elementów typu skocznia (7 elementów). Snowpark ma 1100 m długości o ok 25 m szerokości, jest doskonale widoczny z wagoników kolei gondolowej a do jego obsługi dedykowana jest 4 osobowa kolej krzesełkowa. W snowparku są dwie linie przejazdowe. Jedna przeznaczona jest dla osób, które będą chciały spróbować przygody w parku snowboardowym oraz dla najmłodszych narciarzy natomiast druga linia jest przeznaczona dla bardziej zaawansowanych narciarzy i snowboardzistów. Najnowsza trasa narciarska na Jaworzynie na 1050 m długości i wyposażona jest w nowoczesna 4-os kolej krzesełkową, która w ciągu godziny może przewieść 2400 osób. Trasa jest oświetlona i posiada sztuczne naśnieżanie.
 
 
 
 
 
 
W sezonie zimowym 2014/2015 kompletnie został zmieniony system biletowania  który stał się bardziej elastyczny i dostosowany do wymagań klientów oraz standardów rynkowych. Przy stacji dolnej jest dostępny także skipassomat, gdzie będzie można kupić skipass narciarski czy bilet turystyczny. Te wszystkie udogodnienia z pewnością przełożą się na mniejsze kolejki przy kasach oraz na większą dostępność oferty stacji narciarskiej Jaworzyna Krynicka. Sezon na Jaworzynie Krynickiej trwa od listopada do kwietnia.W stacji pośredniej i górnej jest sześć punktów wypożyczania nart i desek.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Widoki ze szczytu Jaworzyny Krynickiej są nadzwyczajne, we wszystkie strony świata. W kierunku zachodnim możemy zobaczyć słowacką stronę Tatr,  lekko na zachód od nich Małe Pieniny, dalej już bardziej w kierunku północno – zachodnim Radziejową i Gorce z Turbaczem. Na bliższym planie widać Halę Łabowską i Runek. Na północy widoczne są zalesione stoki Beskidu Niskiego. Na wschodzie można  zaobserwować szczyt Lackowej górującą nad innymi wzniesieniami i rejon Beskidu Niskiego i widoczny Ostry Wierch i Białą Skałę. Przy bardzo dobrej widoczności ze szczytu Jaworzyny Krynickiej można dostrzec najwyższy szczyt pasma polskich Bieszczadów – Tarnicę (1346 m .n.p.m.).
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Na Jaworzynę Krynicką prowadzą także szlaki rowerowe
 
DROGA ROWEROWA NR 1
Długość 5 km
 
Czas przejazdu rowerem: ok. 1 godz. (pieszo: 2 godz.)
 
 
Mijamy stację dolnęj kolejki gondolowej. Jedziemy w kierunku drogi na szczyt. Jest to droga dolinowa, wybudowana przed II wojną światową. Tą trasą dowozi się zaopatrzenie do schroniska, z drogi korzystają też „goprowcy” i leśnicy.
Od dolnej stacji kolejki podążamy drogą. Po pokonaniu 500 m mijamy ujęcie wody pitnej dla Krynicy. 400 m dalej po prawej stronie widoczna jest trasa narciarska nr 5.
Po przejechaniu od tego miejsca 1000 m docieramy do skrzyżowania dróg, my oczywiście kierujemy się pod górę. Po pokonaniu następnego kilometra nadal podążamy na wprost mijając drogę skręcającą w prawo. Po przejechaniu następnych 700 m dołącza do nas droga stokowa, skręcamy w prawo, jeszcze tylko 1000 m i podjeżdżamy pod schronisko. 300 m dalej jest droga przekracza nartostradę nr 1, z tego miejsca już widać szczyt Jaworzyny.
 
 
 
 
 
 
 DROGA ROWEROWA NR 2
  • Długość 5,5 km
  • Czas przejazdu rowerem: ok. 1 godz. (pieszo: 2 godz. 15 min.)
  •  
Rozpoczynamy jazdę ok. 700 metrów przed stacją dolną kolejki gondolowej. Jedziemy drogą prowadzącą na Polanę Izwór (trasa narciarska II, IV, IVa). W tym miejscu przebiega też czerwony szlak. Jedziemy ok. 800 m i następnie zjeżdżamy drogą w prawo. Jedziemy przez las iglasty. Dalej droga przechodzi przez nartostradę nr 1. Następnie poprowadzona jest pod liną kolejki gondolowej. Za chwilę przetnie nam drogę zielony szlak turystyczny, ale wcześniej warto zwrócić uwagę na starodrzew bukowy po lewej stronie, pomiędzy drzewami widać duże bloki piaskowcowe, rzuca się również w oczy charakterystyczna dla tego miejsca roślina: miesięcznica trwała. Miejsce, o którym mowa to powierzchniowy pomnik przyrody „Las pod Jaworzyną”. Nasza droga przejazdowa wiedzie dalej przez trasę nr 5. Po przejechaniu 1300 m od tego miejsca droga łączy się z opisaną wyżej drogą nr 1. Od tego skrzyżowania pozostało 700 m do schroniska, stamtąd do szczytu 800 m.
Bardziej leniwi mogą wywieść rowery na szczyt Jaworzyny Krynickiej (1114 m.n.p.m) kolejką gondolową i zjechać wyżej opisana trasą na dół. Pamiętajmy o ubraniu kasku ochronnego.
 
 
 
 
 
 
 
 
Klimat terenu pasma Jaworzyny Krynickiej kształtują masy powietrza polarno-morskiego oraz kontynentalnego. Duże zalesienie terenu (największe w Leluchowie – 77%) stwarza specyficzny mikroklimat wzbogacający powietrze w tlen i usuwając z niego nieprzyjazne środowisku i ludziom gazy oraz szkodliwe substancje. Specyficzny i całkiem odrębny mikroklimat utworzył się w samej Krynicy, która położona w kotlinie osłoniętej od wiatrów z dużą ilością drzew sprawia, że powietrze nigdy nie nagrzewa się tutaj tak mocno jak w innych rejonach, natomiast większa ilość ozonu sprawia, że ilość słonecznych dni przeważa w porównaniu do innych części Beskidu Sądeckiego. Na Jaworzynie Krynickiej rosną lasy mieszane: bukowe, świerkowe i jodłowe.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
https://lh3.googleusercontent.com/-6Eg_ANUfdRg/WFWUY-3qlSI/AAAAAAABxqU/WtXgzjmfDtAgKLDdwJKBVGdJfTJMaUxPgCL0B/w1282-h853-no/Jaworzyna%2BKrynicka%2B%2B%252839%2529.jpg
2022-12-11 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Ciekawostki

Aplikacja Ratownik – System do Zarządzania Akcjami Ratowniczymi i Poszukiwawczymi

przez Redakcja 2022-12-08
Napisane przez Redakcja

Aplikacja Ratownik – System do Zarządzania Akcjami Ratowniczymi i Poszukiwawczymi

 

  System zarządzania akcjami ratowniczymi i poszukiwawczymi, który wykorzystywany będzie w codziennej pracy GOPR. Projekt stworzony jest z myślą o poprawie bezpieczeństwa, zdrowia i życia turystów oraz mieszkańców regionów górskich, w tym również osób z niepełnosprawnością.
 
Aplikacja Ratownik ma być nieodłączną częścią działalności GOPR, która pozwoli m.in. na:
–  Usprawnienie działań związanych z akcjami ratowniczymi i akcjami poszukiwawczymi
–  Udostępnianie komunikatów lawinowych
–  Szybsze i sprawniejsze udzielanie pomocy poszkodowanym
 
 

CEL:

Przedmiotem projektu jest opracowanie i realizacja nowej e-usługi Aplikacja Ratownik – systemu do zarządzania akcjami ratowniczymi i poszukiwawczymi, do wykorzystania w codziennej pracy służb ratowniczych w Polsce. Zostanie ona udostępniona służbie ratowniczej GOPR jako SaaS, będzie złożona z pierwszej na rynku polskim aplikacji mobilnej dedykowanej dla ratowników biorących udział w akcjach oraz części serwerowej obsługiwanej przez ratowników dyżurnych przez witrynę desktopową. Głównym celem projektu jest poprawa bezpieczeństwa zdrowia i życia turystów oraz mieszkańców regionów górskich, w tym osób z niepełnosprawnością poprzez wdrożenie aplikacji Ratownik do stałej działalności GOPR, pozwalającej na efektywne zarządzanie akcjami ratowniczymi i poszukiwawczymi.

 

USŁUGI:

  • E-usługa zarządzanie akcją ratowniczą, oferowana w aplikacji Ratownik na bazie ISP mapy geoportalu
  • E-usługa zarządzanie akcją poszukiwawczą, oferowana w aplikacji Ratownik na bazie ISP mapy geoportalu
  • E-usługa planowanie pracy ratowników, oferowana w aplikacji mobilnej Ratownik z wykorzystaniem e-usługi publicznej GOPR 24
  • E-usługa komunikaty lawinowe, oferowana w aplikacji mobilnej Ratownik z wykorzystanie ISP komunikaty lawinowe.

 

​​​​​​KORZYŚCI:

  • poprawa organizacji pracy ratowników oraz zwiększy się ilość czasu, który będą mogli przeznaczyć na działania edukacyjne
  • sprawniejsze przeprowadzanie akcji poszukiwawczej przez GOPR
  • bardzo szybkie przydzielenie zadań ratownikom
  • skrócenie czasu dotarcia do poszkodowanego,
  • szybsze udzielenie pomocy poszkodowanemu, większe szanse na zachowanie zdrowia i życia.

 

GRUPY DOCELOWE:

  • Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe
  • turyści odwiedzający województwa: dolnośląskie, opolskie, śląskie, małopolskie, podkarpackie oraz mieszkańcy tych województw. Osoby uprawiające turystykę i wszystkie inne rodzaje sportów górskich na tych terenach. Osoby znajdujące się w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia.

 

WARTOŚĆ DOFINANSOWANIA: 

831 825,80 zł

Paga Solutions Sp. z o.o.
 
2022-12-08 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Schroniska

Schronisko PTTK na Hali Krupowej

przez Redakcja 2022-12-07
Napisane przez Redakcja
1 DSC 9762

 Schronisko PTTK na Hali Krupowej

 

Schronisko im. Kazimierza Sosnowskiego – schronisko górskie położone w Paśmie Polic (Beskid Żywiecki) wybudowane w 1935 roku. Znajduje się na południowy zachód od Kucałowej Przełęczy, na skraju Hali Kucałowej, na wysokości 1152 m n.p.m.

 

Schronisko Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego na Hali Krupowej zlokalizowane jest w Paśmie Babiogórskim, na granicy Beskidu Żywieckiego i Makowskiego. Nasz ośrodek w górach znajduje się 10 kilometrów na północny-wschód od jednego z najpopularniejszych obiektów turystycznych tego regionu – szczytu Diablak, należącego do masywu górskiego Babia Góra. W pobliżu znajdziecie również większe miejscowości, takie jak Zawoja, Jordanów i Zubrzyca, które pozwolą Wam zapoznać się z miejscową architekturą, kulturą czy kuchnią.

Schronisko oddaje do dyspozycji swoich gości 38 miejsc noclegowych w sześciu wygodnych pokojach. Są to: dwa pokoje dwuosobowe, dwa pokoje czteroosobowe, jeden pokój dziesięcioosobowy oraz jeden pokój szesnastoosobowy. W razie potrzeby, istnieje możliwość zapewnienia dodatkowych miejsc do spania na materacach. Wszystkie pokoje wyposażone są w zwykłe lub piętrowe łóżka, poduszki, koce lub kołdry, stoły, krzesła, wieszaki oraz szafy lub półki. Jeden z pokoi dwuosobowych dysponuje własną toaletą. Mieszkańcy pozostałych pokoi mogą korzystać z trzech wspólnych sanitariatów.  We wszystkich pokojach działa centralne ogrzewanie, zatem wszystkie miejsca noclegowe dostępne są przez cały rok. Okna większości pokoi „wychodzą” na południe – w  stronę Tatr.

telefon: 18-4475005 oraz 607033997
Schronisko PTTK na Hali Krupowej, 34 – 236 Sidzina
http://krupowa.pl/

 

 

1 DSC 9762

czerwony –  Główny Szlak Beskidzki Polica – Schronisko na Hali Krupowej – Bystra:
z Policy 0.25 godz. (z powrotem 0.35 godz.)
z Bystrej 4.05 godz. (z powr. 3.30 godz.)
zielony –  Zawoja Centrum – Schronisko na Hali Krupowej – Sidzina:
z Zawoi 3.20 godz. (z powr. 2.35 godz.)
z Sidziny 2.25 godz. (z powr. 2 godz.)
czarny –  Sidzina – Schronisko na Hali Krupowej:
z Sidziny 1.15 godz. (z powr. 1 godz.)
żółty – Juszczyn – Schronisko na Hali Krupowej:
z Juszczyna 4.30 godz. (z powr. 3.35 godz.)
niebieski –  Skawica – Schronisko na Hali Krupowej:
ze Skawicy 2.25 godz. (z powr. 1.50 godz.)

 

 

Wschód słońca – panorama na Tatry z polany obok schroniska

 

Schronisko górskie na Hali Krupowej 2

 

 


 

 
 
2022-12-07 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Różne media

El Greco – wystawa w Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie

przez Redakcja 2022-12-07
Napisane przez Redakcja

El Greco

Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie

28 października 2022 r. – 19 lutego 2023 r.

 

Pierwsza tak duża wystawa dzieł El Greco w Budapeszcie dostępna jest dla zwiedzających w Muzeum Sztuk Pięknych od dnia 28 października br. Celem wystawy jest zaprezentowanie szerokiego spojrzenia na dzieło życia jednego z największych mistrzów malarstwa europejskiego, Domenikosa Theotokopoulosa, szerzej znanego jako El Greco (1541-1614), poprzez pokazanie złożoności jego wizualnego świata i porywającego rozwoju ekspresji form. Wśród niemal siedemdziesięciu prezentowanych prac znajduje się ponad pięćdziesiąt obrazów sygnowanych przez pochodzącego z Krety malarza. Ostatnia tak kompleksowa wystawa dzieł El Greco w tej części Europy odbyła się w Wiedniu ponad 20 lat temu.

 

 

Muzeum Sztuk Pięknych w Budapeszcie gości niezwykle ważną kolekcję malarstwa hiszpańskiego, obejmującą najwyższą liczbę obrazów El Greco w Europie, z wyjątkiem Hiszpanii. Oprócz dzieł z zasobów własnych muzeum, na wystawie znajdują się obrazy wypożyczone z ponad czterdziestu prywatnych i publicznych kolekcji, w tym Museo Nacional del Prado oraz Museo Nacional Thyssen-Bornemisza w Madrycie, Museo del Greco w Toledo, Musée du Louvre w Paryżu, National Gallery of Art w Waszyngtonie i National Gallery w Londynie. Na wystawie znalazło się wiele wybitnych prac, w tym Święty Sebastian z zakrystii katedry w Palencii, Chrzest Chrystusa z Muzeum Prado, Laokoon z National Gallery of Art w Waszyngtonie, Święty Ludwik król Francji i paź z paryskiego Luwru, Wypędzenie przekupniów ze świątyni z National Gallery w Londynie oraz Święty Jakub Starszy jako pielgrzym z Bazyliki Św. Mikołaja w Bari, podlegającej pod jurysdykcję Archidiecezji Toledo, i Zmartwychwstanie wypożyczone przez Klasztor Santo Domingo el Antiguo z Toledo, opuszczające miasto po raz pierwszy.

 

Wystawa prowadzi odwiedzających przez miejsca i ośrodki sztuki, do których podróżował El Greco, ze szczególnym uwzględnieniem Wenecji i Rzymu, które wywarły decydujący wpływ na jego rozwój jako malarza, aż do Toledo, gdzie mistrz spędził ponad połowę życia i gdzie jego sztuka osiągnęła swoją szczytową formę. Wystawa, otwarta do połowy lutego, prezentuje prace w siedmiu ułożonych tematycznie i chronologicznie sekcjach. Opisy historyczne, wyjaśnienia, podpisy i narzędzia audiowizualne pomagają zwiedzającym zbudować kompleksowy obraz wyjątkowego dzieła hiszpańskiego mistrza o kreteńskich korzeniach. Ponad pięćdziesiąt arcydzieł sygnowanych przez El Greco – w tym kilka znamiennych przedstawień, które cieszyły się ogromną popularnością jeszcze za jego życia – prezentuje dzieło mistrza i niezwykły rozwój jego malarstwa, począwszy od małych, panelowych obrazów malowanych we Włoszech, wciąż pod silym wpływem bizantyjskiej tradycji pisania ikon, przez wielkoformatowe nastawy ołtarzowe wykonane w Hiszpanii, obrazy o tematyce religijnej dla prywatnych klientów, portrety świeckie, aż po wizjonerskie dzieła pochodzące z ostatniego okresu jego twórczości. Poza komplekową prezentacją obrazów El Greco, szeroko zakrojona wystawa nawiązuje również do środowisk, w których mistrz żył, studiował i pracował, pragnąc pokazać kontekst i wpywy innych tworzących wówczas w Wenecji i Rzymie mistrzów malarstwa.

Jako że tylko cztery szkice El Greco przetrwały, niezwykłym jest fakt, iż dwa z nich, Święty Jan Chrzciciel oraz Święty Jan Ewangelista są również prezentowane na wystawie.

Kurator wystawy, Dr Leticia Ruiz Gómez, jest dyrektorką Muzeum Zbiorów Królewskich Patrimonio Nacional, które pracuje obecnie nad katalogiem dzieł zebranych El Greco.

https://visithungary.com/

2022-12-07 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Konkursy

Konkurs turystyczny „Zdobywca Szlaku Tajemniczych Podziemi” rozstrzygnięty

przez Redakcja 2022-12-07
Napisane przez Redakcja
Zdobywca Szlaku Tajemniczych Podziemi

Konkurs turystyczny „Zdobywca Szlaku Tajemniczych Podziemi” rozstrzygnięty

  Bez wątpienia na Dolnym Śląsku rok 2022 stał pod znakiem tajemniczych podziemi! Za sprawą konkursu zorganizowanego przez Dolnośląską Organizację Turystyczną turyści zwiedzający atrakcje znajdujące się na Szlaku Tajemniczych Podziemi wystartować w konkursie, w którym każdy mógł zostać prawdziwym „Zdobywcą”. Uczestnicy walczyli o atrakcyjne nagrody w postaci elektrycznego roweru marki EcoBike oraz bonów na zakupy w sklepach Martes Sport.

Konkurs rozpoczęty w kwietniu tego roku właśnie dobiegł końca. Wydawałoby się, że zwiedzenie 10 podziemnych atrakcji turystycznych Dolnego Śląska w czasie 7 miesięcy to nie lada wyzwanie ale jak widać dla prawdziwych „Zdobywców” nie ma rzeczy niemożliwych. Żeby zawalczyć w konkursie „Zdobywca Szlaku Tajemniczych Podziemi” należało zebrać dziesięć pieczątek na specjalnej ulotce, przygotować hasło reklamowe Szlaku Tajemniczych Podziemi i wykonać zdjęcie jednej z dziesięciu atrakcji Szlaku Tajemniczych Podziemi.

Do konkursu zgłosiły się osoby z całej Polski a komisja miała twardy orzech do zgryzienia przy wyborze 3 najlepszych prac. Komisja Konkursowa w składzie: Adam Zawada – prezes Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej, Dominika Czerwińska-Lemieszek – przedstawicielka Gazety Wyborczej – patrona konkursu oraz Zdzisław Łazanowski – prezes Podziemnego Miasta Osówka zwracała uwagę na walory artystyczne oraz potencjał promocyjny prac konkursowych, na które składało się hasło oraz zdjęcie. Ostatecznie trójka „Zdobywców Szlaku Tajemniczych Podziemi” została wybrana a uroczyste wręczenie nagród odbyło się 2 grudnia w Hydropolis we Wrocławiu. Konkurs Zdobywca Szlaku Tajemniczych Podziemi skierowany był do wszystkich pasjonatów podróży i zwiedzania, niezależnie od płci czy wieku. Jeżeli ktoś interesował się historią Dolnego Śląska, regionu na styku trzech kultur i trzech języków, a nie odwiedził wszystkich czy niektórych z obiektów na Szlaku, to przyjazd do wielu z nich był okazją do pogłębienia wiedzy czy poznania nowych, ciekawych, a także atrakcyjnych pod względem turystycznym miejsc. Natomiast dla osób rozpoczynających swoją przygodę z poznawaniem Dolnego Śląska był to świetny punkt wyjścia do bliższego zaznajomienia się z regionem, jego historią i kulturą mówił Adam Zawada Prezes Stowarzyszenia Dolnośląska Organizacja Turystyczna. W uroczystości oprócz laureatów konkursu, organizatorów i przedstawicieli partnerów konkursu wzięli także udział reprezentanci atrakcji znajdujących się na Szlaku Tajemniczych Podziemi. Na konferencji obecna była właścicielka jednej z największych atrakcji turystycznych w Polsce Pani Elżbieta Szumska z Kopalni Złota w Złotym Stoku, dyrektor Twierdzy Kłodzkiej Pan Daniel Jakubowski oraz niezwykle charakterystyczni przewodnicy-żołnierze stacjonujący na Twierdzy w Srebrnej Górze , którzy na spotkanie przybyli w pełnym umundurowaniu!

I miejsce – nagroda główna rower elektryczny EcoBike Basic Nexus Black trafiła do Pani Anny Łokietko z Wrocławia. Która zainteresowana reklamą konkursu w internecie postanowiła wyruszyć wspólnie z siostrą na odkrywanie podziemnych atrakcji Dolnego Śląska. Atrakcyjne nagrody przygotowane przez organizatorów były dodatkowym motywatorem dodaje Pani Anna. Laureatka I miejsca ocenia całą trasę za bardzo interesującą a jej ulubiony obiekt to Kopalnia Złota w Złotym Stoku.

II miejsce ex aequo – nagrody w postaci bonu – karty podarunkowej o wartości 1000 zł do wykorzystania w stacjonarnych sklepach Martes Sport trafiły do Pani Aurelii Mach z Krakowa oraz Pana Dominika Hüpnera z Żarowa.

Serdecznie dziękujemy wszystkim uczestnikom największego konkursu turystycznego w Polsce w 2022 roku! Każde zdjęcie i każde hasło było inspirujące i było namiastką tej wielkiej podróży, jaką trzeba było odbyć, aby zobaczyć każde z miejsc w ciągu niespełna 7 miesięcy. Hasła i zdjęcia konkursowe dostępne są na oficjalnej stronie Szlaku Tajemniczych Podziemi http://www.szlakpodziemi.pl

Szlak Tajemniczych Podziemi powstał w 2016 r. jako pierwszy i do dziś jedyny szlak turystycznych podziemi w Polsce. Od tamtego czasu każda z atrakcji poszerzyła swoja ofertę, wydłużyła trasę zwiedzania, bądź zaproponowała nowe udogodnienia dla swoich gości. Przypominamy, że obiekty znajdujące się na szlaku czynne są przez cały rok a do odkrywania tajemnic Dolnego Śląska zapraszamy wszystkich niezależnie od wieku!

Na Szlaku Tajemniczych Podziemi znajdują się Geopark Krobica Kopalnia Św. Jana, Podziemna Trasa Turystyczna w Kłodzku, Twierdza Kłodzko, Podziemia Zamku Książ, Stara Kopalnia w Wałbrzychu, Sztolnie Walimskie, Podziemne Miasto Osówka, Kopalnia Złota w Złotym Stoku, Dawna Kopalnia Uranu w Kletnie i Twierdza Srebrna Góra.

2022-12-07 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Wywiady

Mateusz Waligóra – Od Pustyni Gobi po Tatry

przez Redakcja 2022-12-06
Napisane przez Redakcja
Albin Marciniak Mateusz Waligóra

Mateusz Waligóra – Od Pustyni Gobi po Tatry

 

   Mateusz Waligóra – polski podróżnik specjalizujący się w wyprawach ekstremalnych, dziennikarz, fotograf i przewodnik. Jako pierwszy człowiek w historii przeszedł samotnie i bez wsparcia z zewnątrz mongolską część Pustyni Gobi. Na co dzień pracuje jako stały współpracownik National Geographic Traveler oraz przewodnik wypraw trekkingowych na kilku kontynentach.

 

Albin Marciniak Mateusz Waligóra

Albin Marciniak i Mateusz Waligóra

 

 

Albin Marciniak:
Twoimi dokonaniami i zajęciami można by obdzielić kilka osób.
Masz na swoim koncie wiele samotnych przejść długodystansowych jak choćby przejście Pustyni Gobi czy Szlak Wisły. Z którego projektu jesteś najbardziej zadowolony czy wręcz dumny?

 

 

Mateusz Waligóra:

Tak, do tego dochodzi zakończone niedawno przejście Grenlandii. Tak naprawdę ciężko wybrać ale na pewno wyprawa która była dla mnie w jakimś sensie przełomem, to było przejście Pustyni Gobi. Przełomowa była w tym sensie że tam nie było gotowych rozwiązań. Jednymi słowy aby przejść Pustynię Gobi trzeba było wymyślić na przykład ten wózek, przetestować go bo od niego zależało nie tylko powodzenie wyprawy ale także i moje zdrowie, bo ja na nim ciągnąłem m.in. całe zapasy wody. Inne osoby które wcześniej próbowały przejść Pustynię Gobi niechętnie dzieliły się informacjami na ten temat.

       
A.M.
Ale próbowały czy przeszły ?

M.W.
Były osoby które próbowały ale im się to nie powiodło i to byli soliści. Były też osoby którym to się udało, ale zawsze szły w grupach albo z pomocą samochodów które wyszukiwały im drogę i dowoziły wodę. Pustynię Gobi przeszedł choćby Reinhold Messner. Po części przeszedł a po części przejechał z Nomadami, po czym stwierdził że pustynia jest tak ogromna że samotna osoba nie da rady jej przejść.

A.M.
Ty natomiast udowodniłeś Messnerowi że jednak się da…

M.W.
Myślę że wiele osób się zdziwiło, że mi się powiodło. Ja też szukam odpowiedzi na pytanie dlaczego to się udało, a wydaje mi się że klucz do sukcesu był w bardzo skrupulatnych przygotowaniach które trwały ponad trzy lata, w całym doświadczeniu które zbierałem na pustyniach i na innych wyprawach które mnie do tego wszystkiego przygotowywały. Mogę więc powiedzieć że to przejście samotne Mongolskiej Gobi, to było trochę takim ukoronowaniem tych moich pustynnych doświadczeń.

A.M.
Czy po przejściu Gobi nie miałeś takiej pustki w głowie jaką mają himalaiści po zdobyciu korony Karakorum i Himalajów, i co dalej? Po zamknięciu całego dużego projektu jakim była Gobi?

M.W.
Nie, nie odczułem takiej pustki bo ja już w głowie miałem kolejny plan. Chciałem przejść Australię przez jej pustynne centrum, natomiast ta wyprawa się nie odbyła. Została odwołana na dwa miesiące przed wyruszeniem przez pandemię która wybuchła w 2020 roku. Wyprawy jednak nie zaniechałem a przełożyłem w czasie.
Wiesz, ja mam bardzo dużo planów, swoich celów i marzeń jeszcze z dzieciństwa które chciałbym zrealizować i jakoś mam je poukładane w głowie.
Kiedy tak myślałem co chciałbym zrobić po udanym bądź nieudanym przejściu Australii, to w głowie tkwiły mi pustynie lodowe, czyli przejście Grenlandii i dojście samotne na Biegun Południowy. Rzeczywistość w ostatnich latach zmieniała się bardzo mocno i w tej rzeczywistości okazało się że najpierw przeszedłem Grenlandię i wcześniej podejmę próbę dojścia do Bieguna Południowego a dopiero potem wrócę do pomysłu przejścia Australii. Część sprzętu jest gotowa. Wtedy miałem już nawet rozesłane depozyty z jedzeniem w buszu a na szczęście jakoś udało się to pozbierać.

 

 

Mateusz Waligóra foto Albin Marciniak

Mateusz Waligóra wchodzi na teren TPN foto Albin Marciniak

 

A.M.
Mówimy o tych dużych wyprawach ale nagle spotykamy się nie na wielkiej pustyni, nie na wielkim lodowcu, nie na Grenlandii, ale spotykamy się w Tatrach w schronisku w Pięciu Stawach.

M.W.

No tak. Zacząłem o tej Gobi ale nie była to najtrudniejsza wyprawa którą zrobiłem w swoim życiu, bo dużo trudniejsze było przejechanie takiego szlaku Canning Stock Route przez cztery pustynie w Australii.
Tak jak wiele osób podróżujących mówi że pandemia zmieniła ich życie i mówi o tym w kontekście raczej negatywnym, tak dla mnie pandemia zmieniła moje życie na lepsze. Ja nie mogąc udać się do Australii poczułem się nieprawdopodobnie sfrustrowany i w ciągu kilku tygodni wymyśliłem, że skoro nie mogę przejść Australii to spróbuję przejść Polskę wzdłuż Wisły w 2020 r. Nagle okazało się że ja nad tą Wisłą przeżywałem dokładnie te same emocje których doświadczałem w trakcie wszystkich poprzednich wypraw, czy to rowerem przez Australię, czy przejście Gobi, czy półtora roku spędzony w Ameryce Południowej na rowerach z moją żona.    

A.M.
Czyli jednak nie samotnie, ale wciągnąłeś w to żonę.

M.W.
Nie, to ona mnie wciągnęła. Wiesz, może się to wydawać takim stereotypowym patrzeniem że jest Pan podróżnik i jego żona która na niego wiernie czeka. U nas to jest zupełnie inna sytuacja bo to moja żona pokazała mi że na rowerze możesz pojechać nie tylko do sklepu czy jeździć nim po mieście, ale tak naprawdę możesz nim dojechać w dowolne miejsce na świecie. To moja żona zabrała mnie w pierwszą podróż rowerową i była to wyprawa przez Kubę. Po powrocie z Kuby już wiedzieliśmy że chcemy na rowerach pojechać dookoła świata. Daliśmy sobie na to dwa lata ale po ponad roku spędzonym w Andach oboje uznaliśmy, że jechanie dookoła świata tylko po to żeby zrobić pętlę i zrobić to jak najszybciej bo mamy na to dwa lata było bez sensu i skupiliśmy się na Ameryce Południowej w której się zakochałem.    
Wrócę jeszcze do tej pandemii i Szlaku Wisły. To była wyprawa która sprawiła że ja przykładam coraz mniejszą rolę do miejsca przez które się poruszam a coraz większe ma dla mnie znaczenie sam akt wędrowania, do tego że moje ciało jest w ruchu. Wisła mi to uświadomiła.

 
 
 
Mateusz Waligóra 2

A.M.
Czyli że przyjmujesz po części taką filozofię Marka Kamińskiego, gdzie on także wędrując, wędruje w głąb siebie.

M.W.

Wiesz, ja często jestem porównywany do Marka Kamińskiego i początkowo to było dla mnie nobilitujące natomiast teraz sprawia mi pewne kłopoty.

   
A.M.
Zrobiłeś już na tyle dużo że chciał byś być oddzielany od Marka ?

M.W.

Myślę że bardzo sprawnie pracowałem na to żeby wytyczyć swoją drogę. Oczywiście po przejściu Grenlandii i po Biegunie jaki planuję, nawiązania do Marka będą bardzo naturalne i będą same się nasuwać. My się z Markiem znamy i rzeczywiście robiliśmy rzeczy podobne. Marek przepłynął Wisłę kajakiem a ja Wisłę przeszedłem z buta. Może to właśnie wynika z natury, może mamy podobne introwertyczne charaktery i dobrze czujemy się w miejscach w których nie ma zbyt dużej ilości ludzi i w których możemy, jak ja często powtarzam, nie tyle wędrować w jeden z czterech kierunków świata ale ruszamy w piątą stronę. Stronę której nie ma na żadnym kompasie a która jest w nas i chyba na Wiśle to zrozumiałem.
Wiesz, Pustynia Gobi mocno zaspokoiła moje potrzeby czysto egoistyczne. Zrobiłem coś co się nie udało dotychczas nikomu przede mną a podjęto wiele prób. Udowodniłem sobie, czy może bardziej, zdałem sobie sprawę z tego że zrobiłem coś co było w pewnym sensie przełomowe a to tak naprawdę nie ma większego znaczenia. Gdzieś tam we mnie karmienia tego ego, żeby zrobić coś jako pierwszy albo jako najszybszy czy najwyżej, to we mnie powoli wygasa. Gdyby udało mi się dojść do Bieguna Południowego to byłbym czwartą osobą z Polski która dokonała tego w takim stylu. Jeżeli jesteś czwarty to stajesz się częścią statystyki, natomiast nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia bo jest to wyprawa o jakiej marzyłem od dziecka. Jeszcze zanim Marek Kamiński z Wojtkiem Moskalem doszli na Biegun Północny, to ja jako dziecko inspirowany książkami i wyprawach polarnych, już marzyłem o tym że chciałbym do Bieguna kiedyś dojść. Na „Wiśle” zrozumiałem że miejsce przez które się poruszam traci znaczenie i że tutaj w Polsce z zaprożu (tuż za progiem domu) możemy przeżyć takie same przygody jakie przeżywałem w Ameryce Południowej czy na Alasce i to było oczyszczające. Także wówczas po dojściu do ujścia Wisły do Bałtyku zrozumiałem że w kolejnym roku także nie pojadę na jakąś trudną, wymagającą wyprawę, tylko będę chciał pójść wzdłuż tego Bałtyku. Co bardzo charakterystyczne my, a mówię my, bo to ja idę i robię to na czym znam się najlepiej, ale przy „Szlaku Wisły” bo tak nazywała się ta wyprawa i przy „Morskich Opowieściach” czyli przejściu wzdłuż wybrzeża Bałtyku, pracowałem z szeregiem bardzo zdolnych ludzi: z fotografami, z dziennikarzami i staraliśmy się opowiadać historię, rozmawiać z ludźmi i pokazywać nie tyle tę Wisłę później Bałtyk a teraz Tatry z punktu widzenia jakiegoś randomowego typa w australijskim kapeluszu, który idzie i ma jakieś swoje subiektywne spojrzenie na ten miejsca, ale bardziej z punktu widzenia ludzi których spotykałem na swojej drodze. Pytam ich co oni mają do powiedzenia o tych miejscach. Niech przykładem będzie to, że w przypadku Tatr rozmawialiśmy o roli kobiet w Tatrach, o taterniczkach, rozmawialiśmy o hydrologii Tatr.

 

A.M.
Z kim te rozmowy prowadzisz ?    

 

M.W.
Prowadzi je Dariusz Jaroń który jest członkiem zespołu „Tatrzańskich Opowieści”. Rozmowa o taterniczkach była prowadzona z Agatą Komosa-Styczeń autorką książki „Taterniczki” natomiast o hydrologii Tatr Darek rozmawiał z Panią Joanną Pociask-Karteczką, naukowczynią z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Darek rozmawiał także z Szymonem Ziobrowskim dyrektorem Tatrzańskiego Parku Narodowego. Zawsze chcemy rozmawiać z naukowcami, ekologami czyli z ludźmi którzy mają coś ciekawego do powiedzenia.

 

 

A.M.
Czyli że Twoja wizyta w Tatrach nie polegała tylko na przejściu wszystkich szlaków tatrzańskich, lecz w tym jest głębszy cel, większy projekt.

 

 

M.W.
Tak, jakby od początku, już przy samej tej „Wiśle” to było bardzo też orzeźwiające dla mnie.
Wiesz, w 2020 media mówiły o dwóch tematach: o pandemii – co oczywiste a drugim tematem była susza panująca w Polsce. Ja nie potrafiłem zrozumieć, dlaczego media cały czas mówią o suszy, gdy ja patrząc za okno widzę że tam co jakiś czas leje deszcz. Dopiero wtedy zacząłem drążyć temat i pytać. Dowiedziałem się że jest kilka rodzajów suszy, że ta susza w Polsce jest tak naprawdę suszą postępującą już od wielu lat. I właśnie po to poszedłem wzdłuż tej rzeki. Oczywiście byłem wcześniej w Warszawie, Krakowie i Toruniu, ale nie byłem w Sandomierzu, Kazimierzu Dolnym już nie mówiąc o jakichś wioskach które nad tą Wisłą leżą, więc nie miałem o tej rzece zielonego pojęcia. Nie miałem też pojęcia jak bardzo ona wpłynie na moje życie. Wówczas po raz pierwszy uznałem że pójdę po to, żeby szukać odpowiedzi na te pytania które sam sobie zadawałem i poświęciłem tak dużo czasu aby znaleźć odpowiedzi, bo wiele osób może nie mieć tego czasu żeby szukać odpowiedzi i pomyślą tak samo jak ja – o jakiej suszy oni mówią jeśli tutaj pada deszcz. Wówczas po raz pierwszy uruchomiliśmy taką machinę, pracowaliśmy z Państwowym Instytutem Badawczym i Ochrony Środowiska i korzystając z wiedzy ekspertów tego instytutu, rozmawialiśmy o rodzajach suszy, o tym jak zmienia się sama Wisła, jaki wpływ ma na Polskę itd. Potem kontynuowaliśmy ten wątek nad morzem, a więc zawsze oprócz tego że ja fizycznie przemieszczam się i przechodzę kolejne kilometry i ta moja wędrówka jest takim kręgosłupem całej opowieści, to chyba dla nas najważniejsze są codzienne ciekawostki no i te rozmowy z ciekawymi osobami, które są naprawdę kompetentne w poruszanych zagadnieniach.                 

 

A.M.
Wspomniałeś wcześniej że jest też pomysł na wydanie książki o tej Twojej przygodzie w Tatrach, bo jednak to nie jest tylko przejście ale całość ma szerszy kontekst. Czego ta książka będzie dotyczyć, czego się czytelnik może spodziewać ?.  

M.W.
Napewno powielimy schemat który stworzyliśmy razem z Dominikiem Szczepańskim nad Wisłą. Jednymi słowy szkieletem opowieści będzie ta moja wędrówka, moje refleksje i moje przemyślenia, natomiast większość treści w tej książce będą stanowić rozmowy z osobami z którymi się spotykaliśmy i rozmawialiśmy. Będą też reportaże związane z ludźmi którzy mieszkają w tym miejscu albo bywają tutaj regularnie. Nie chcę zdradzać zbyt dużo, ale mogę zdradzić już to, że jesteśmy już umówieni na reportaż o ginących zawodach w Tatrach, o rodzinie Mardułów z Zakopanego, która od kilku pokoleń wytwarza skrzypce. Jest to rodzina lutników, natomiast przedstawicielka ostatniego pokolenia skończyła farmację i zajęła się prowadzeniem apteki, nie kontynuując tej rodzinnej tradycji wytwarzania skrzypiec. To będzie jeden z wielu reportaży jakie planujemy napisać.
Tak naprawdę przy Wiśle też nie planowaliśmy wydania książki. Napisaliśmy z Dominikiem książkę o Pustyni Gobi a o Wiśle namówiły nas do tego osoby które codziennie zaglądały na profil facebookowy i czekały na codzienne relacje okraszone zdjęciami Aliny Kondrad. Namówiły nas do tego abyśmy taką książkę wydali. Dominik napisał kilka książek i ja także, a łącznie sprzedaliśmy tych książek ponad pół miliona, co na Polskie warunki jest sporym wynikiem. Jednocześnie nie mieliśmy pojęcia jak wygląda proces powstawania książki, no bo dawaliśmy te nasze materiały do książki do redaktora z którym jeszcze pracowaliśmy przez pewien czas i na tym kończyła się nasza rola i wiedza. Uznaliśmy więc no dobrze, napiszemy książkę ale wydamy ją sami, nauczymy się tego wszystkiego na własną rękę. Założyliśmy wydawnictwo Neverending Stories, wydaliśmy książkę której zostały jakieś ostatnie egzemplarze. Książka okazała się sukcesem. Wiele osób i wydawnictw zaczęło nas namawiać abyśmy napisali książkę o „Morskich Opowieściach” czyli o przejściu wzdłuż Bałtyku. Stanęliśmy w konfrontacji z realiami i uznaliśmy że ta historia się nie broni, że ten materiał który udało nam się zgromadzić nie jest wystarczający na książkę i nie bylibyśmy z niej zadowoleni. Zgromadziliśmy jednak wystarczająco dużo materiału by napisać reportaż dla National Geographic Polska, który okazał się reportażem okładkowym. To kolejna rzecz której nauczyły mnie wyprawy przez Polskę, że możesz dążyć do określonych celów najróżniejszymi drogami z których teraz jeszcze nie zdajesz sobie sprawy, że mogą cię do tego celu doprowadzić. Ja zawsze myślałem, oczywiście jako osoba związana z podróżami i jak wiele innych osób związanych z podróżami, wierzyłem i marzyłem o tym że kiedyś będę miał okładkę w National Geographic. Wiedziałem że do tego doprowadzi mnie jakaś kosztowna, wielka wyprawa która zrobi na wszystkich ogromne wrażenie. Tymczasem doprowadziło mnie do tego celu przejście wybrzeża Bałtyku. 

 

A.M.
Nie przejście Pustyni Gobi ale przejście wybrzeża Bałtyku.

M.W.
Nic innego tylko marsz wzdłuż wybrzeża Bałtyku i rozmowy z rybakami o tym jak to morze się zmienia.
                     

A.M.
Wracając w nasze Tatry. Przeszedłeś absolutnie wszystkie szlaki Polskich Tatr a wiele z nich wielokrotnie. Wracasz do domu i co dalej?
Pytaniem nawiązuję do tego co powiedziałeś wcześniej, że to żona zainspirowała Ciebie do podróżowania rowerami, ale jednak Twoje podróże powodują to, że Ciebie przez długi czas nie ma w domu.

 

M.W.
Rzeczywiście jest tak że kiedy jestem na wyprawie, to fizycznie w domu nie jestem dostępny i obecny, natomiast gdy nie ma mnie na wyprawie czas poświęcam rodzinie. Wiesz, jako osoba która zawodowo utrzymuje się z podróżowania, moje życie polega na tym że dziesięć miesięcy poświęcam na sprzedaż powierzchni reklamowej a dwa miesiące spędzam w podróży na którą pracowałem przez te dziesięć miesięcy. Rzeczywiście, kiedy patrzymy na ten układ z boku to wydaje nam się on nie fair, bo gościa nie ma, bo gdzieś tam chodzi po górach, chodzi po Grenlandii a w domu żona sama z dziećmi. Jednak przez te dziesięć miesięcy to ja opiekuję się dziećmi a moja żona pracuje na etacie, to ja odprowadzam je do szkoły, to ja gotuję, piorę, sprzątam. Tak więc prowadzę niezbyt interesujące życie kury domowej.

A.M.
Skoro jesteśmy przy kurze domowej. Skoro jesteś podróżnikiem, robisz to zawodowo i jest to dla Ciebie coś normalnego, w jaki sposób Ty, Twoja żona i dzieci spędzacie i czy potraficie spędzać normalne wakacje ?

M.W.
Jedziemy nad morze. Mamy swoje ulubione miejsce nad Bałtykiem i przez dwa tygodnie staramy się zupełnie odłożyć komputery i telefony, by spędzić czas ze sobą. To jest dla mnie, co może okazać się zaskakujące, najbardziej wyczekiwane dwa tygodnie w roku.

A.M.
Potrafisz całkowicie odciąć się od komputera i telefonu ?

 

M.W.
Tak, potrafię choć jest to duża sztuka i myślę że wiele osób które pracują jako freelancer tudzież niezależni, mają z tym problem i ja też miałem z tym problem, nawet bardzo duży. Myślę że miałem solidne pętle dopaminowe które wymagały we mnie ciągłego scrollowania i odświeżania treści. Bardzo długo nad tym pracowałem i po podjęciu drastycznych kroków, np. wycofałem się prywatnie całkowicie z facebooka, udało mi się nad tym zapanować.  
Natomiast z Bałtykiem i rodzinnymi wakacjami to jest śmieszna historia. Wiesz, ja wywodzę się z gór a moja rodzina rodzina pochodzi z Beskidu Żywieckiego i zawsze w tych górach byłem i jeśli miałem gdzieś jechać to najczęściej były to góry. Coraz rzadziej w Polsce, częściej były to Andy, prowadziłem grupy w góry wysokie, więc w tych górach przebywałem naprawdę często. Wizja spędzenia nad Bałtykiem dwóch tygodni nic nie robiąc, była dla mnie przerażająca. Zazwyczaj próbowałem się z tych wakacji rodzinnych jakoś wymigać, aż do momentu kiedy w Boliwii złamałem nogę i już nie miałem wymówki i nad ten Bałtyk musiałem pojechać. I zakochałem się w nim. Bo – no bo morze zawsze było dla mnie związane z takim stereotypowym obrazkiem cukrowej waty, chińskiej tandety, smażonej ryby która wcale nie pochodzi z Bałtyku, gigantycznej ilości ludzi otoczonych parawanami.
Znaleźliśmy jednak swoje miejsce, swoją taką cichą oazę, i oczywiście biorę poprawkę że w sezonie wakacyjnym tych ludzi jest tam sporo ale kompletnie mi to nie przeszkadza. Liczy się tylko ten czas że jesteśmy wszyscy razem, że możemy naładować akumulatory przed nowym rokiem szkolnym.
     
     
A.M.
Zakończyłeś projekt tatrzański, teraz wakacje z rodziną. Jaki kolejny projekt chcesz zrealizować, co przed Tobą?

M.W.
Pod koniec października chcę wylecieć do Chile, skąd przedostanę się na Antarktydę i rozpocznę samotny marsz na nartach w stronę Bieguna Południowego. Od wybrzeża Antarktydy do Bieguna przejdę około 1200 kilometrów w całkowitej samotności. Myślę że cała trasa zajmie mi około 60 dni. Jest to wyprawa chyba jedna z najdroższych na świecie i do końca nie mogę być pewien czy uda mi się dopiąć budżet tej wyprawy i zrealizować ją.
Jeżeli ktokolwiek i jakkolwiek chciałby mi w tym pomóc, to może wejść na stronę www.biegunpoludniowy.pl i tam znajdzie wszystkie szczegóły.

 

 

Mateusz Waligóra 4

 

Mateusza możecie spotkać na wielu szlakach w Polsce i można spróbować przejść z nim kawałek, ale by dotrzymać jemu kroku, proponuję kupić dobre buty do biegania 🙂

 

Ważniejsze wyprawy Mateusza Waligóry:

2022 – „Polish Greenland Expedition” – trawers Grenlandii na dystansie 600 km.
2021 – „Morskie Opowieści” – wyprawa wzdłuż wybrzeża Bałtyku
2020 – „Szlak Wisły”, piesza wędrówka wzdłuż rzeki Wisły, wytyczenie pierwszego pieszego szlaku łączącego góry z morzem;
2018 – „Walk the Gobi”, samotna wędrówka przez mongolską część Pustyni Gobi;
2016 – „Whiteout na Hardangervidda”, samotna, piesza wyprawa przez norweski płaskowyż Hardagervidda;
2015 – „Walk the Salar”, samotne przejście Pustyni Salar de Uyuni;
2013/2014 – „Walkabout. Canning Stock Route”, w 2013 pokonanie rowerem części trasy wspólnie z żoną Agnieszką, w 2014 samotny rowerowy trawers Canning Stock Route.
2011/2013 – „Rowerami na krańce świata”, rowerowa wyprawa przez najdłuższe pasmo górskie na świecie – Andy, razem z żoną Agnieszką.

 

http://www.mateuszwaligora.com/

 

 

 

Zdjęcia wykonane podczas realizacji projektu „Tatrzańskie Opowieści”

foto: Karolina Krasińska

www.karokrasinska.com

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 6

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 1

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 8

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 9

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 10

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 7

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 2

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 3

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 4

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 5

 

 

Mateusz Waligura foto Karolina Krasińska 11

 

2022-12-06 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Afryka

Zmiana przepisów wjazdowych do Tunezji

przez Redakcja 2022-12-03
Napisane przez Redakcja
Tunezja nie tylko na wakacje Afryka

Zmiana przepisów wjazdowych do Tunezji

 

 

W związku z poprawą wskaźników związanych z Covid-19 w Tunezji oraz biorąc pod uwagę stan epidemii w skali krajowej jak i międzynarodowej, tunezyjskie Ministerstwo Zdrowia ogłasza z dniem 1go grudnia 2022r, co następuje :

 

– Zwolnienie wszystkich podróżujących do Tunezji z obowiązku przedstawiania negatywnego wyniku testu na obecność Covid-19 (PCR/antygen) lub paszportu szczepionkowego.

– Obowiązkowe noszenie maseczek dla każdego, kto wykazuje objawy infekcji.

– Wietrzenie zamkniętych pomieszczeń.

– Kontynuowanie akcji szczepień skierowanej do osób starszych i przewlekle chorych.

Poszczególne protokoły sanitarne będą aktualizowane w miarę rozwoju sytuacji epidemiologicznej.

 

Tunezyjski Urząd ds. Turystyki

Office National du Tourisme Tunisien

 

 

 

Wszystkie osoby podróżujące do Tunezji proszone są o przestrzeganie powyższych zasad.

 
 

TUNEZYJSKI URZĄD DS. TURYSTYKI / OFFICE NATIONAL DU TOURISME TUNISIEN

Przedstawicielstwo w Warszawie / Représentation à Varsovie

 
 
Więcej informacji o Tunezji
 
 

Tunezja nie tylko na wakacje Afryka

 
 
 
 

Synagogue de la Ghriba

Czytaj więcej…

 
 
 
 
 
 

Czytaj więcej…

 

 

 

Rezerwat form eolicznych Fatnasa

Czytaj więcej…

 
 
 
 

Farma Krokodyli Tunezja

Czytaj więcej…

2022-12-03 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Zamki i pałace

Zamek Dzikowski w Tarnobrzegu

przez Redakcja 2022-11-30
Napisane przez Redakcja
  Zamek Tarnowskich w Dzikowie lub też Zamek Dzikowski w Tarnobrzegu
 
Muzeum Historyczne Miasta Tarnobrzega
 
Zamek Tarnowskich w Dzikowie (obecnie dzielnica Tarnobrzega), Zamek Dzikowski – XV-wieczny zespół zamkowy głównej linii rodziny magnackiej Tarnowskich.
 
 
Od 2015 r., można oglądać wystawę starodruków, rękopisów i dokumentów pochodzących z Biblioteki Dzikowskiej pt. „Ex Bibliotheca Dzikoviensi – powrót po latach”.
 
 
 
   

Biblioteka dzikowska stanowiła największą i najważniejsza część całej kolekcji, na którą składały sie również galeria rzeźb i obrazów oraz archiwum. Jej geneza sięga początków XIX wieku, kiedy to Jan Feliks Tarnowski (1777–1842) postanowił wzorem innych rodzin szlacheckich gromadzić skarby literatury; polskiej i obcej. Zbierany przez lata księgozbiór był odzwierciedleniem jego pasji bibliofilskich, a także wiązał się z jego działalnością literacką, publicystyczną i naukową. Książki i dokumenty pozyskiwał poprzez liczne zakupy, dary, a także dziedziczenie zbiorów. Znalazły one swe docelowe miejsce w zamku dzikowskim, w pomieszczeniach dawnego skarbczyka, i w specjalnie na ten cel zaprojektowanych szafach bibliotecznych.
 
 
 
 
 
Jan Feliks Tarnowski stworzył główny zrąb biblioteki, a jego spadkobiercy księgozbiór ten przez lata powiększali. W chwili śmierci swojego twórcy, biblioteka liczyła ok. 13.000-15.000 dzieł, natomiast w przededniu wybuchu II wojny światowej ponad 30.000 pozycji.
 
Na tle innych, biblioteka dzikowska odznaczała się wysoką jakością zbioru, w którym znalazły sie dzieła bezcenne dla polskiej literatury i historii m.in.: komplet biblii w tłumaczeniu polskim, XVI-to i XVII-wieczne dzieła klasyków polskich, komplet konstytucji sejmowych i uchwał synodalnych, a także dzieła z czasów panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego i okresu reform oświeceniowych. Najcenniejszy był zbiór 25 inkunabułów. W skład Biblioteki wchodziły także rękopisy. Znaczną ich część stanowiło archiwum rodowe Tarnowskich, natomiast inną grupę stanowiły rękopisy o treści politycznej, tj. manifesty i pisma w sprawach politycznych, konstytucje, mowy sejmowe, memoriały, pisma polemiczne a także akta dotyczące stosunków z Krymem i Wołoszczyzną za panowania Stefana Batorego i Jana III Sobieskiego. W kolekcji nie zabrakło także średniowiecznych kodeksów. Najważniejszym dziełem prawniczym były „Statuty Kazimierza Wielkiego” w przekładzie polskim z 1501 roku, znane jako tzw. „Kodeks dzikowski”, a także najstarszy odpis „Kroniki polskiej” Mistrza Wincentego Kadłubka, datowany na rok 1476. Bardzo cenne są także dokumenty dotyczące Konfederacji Dzikowskiej i Barskiej oraz epizodów Postania styczniowego.
 
 

 

 

W XX wieku biblioteka dzikowska wzbogaciła sie o kolejne „białe kruki”, w tym rękopis „Pana Tadeusza” Adama Mickiewicza i „Balladyny” Juliusza Słowackiego.
Rękopisy i książki z Biblioteki Dzikowskiej będzie można podziwiać na wystawie zorganizowanej w Muzeum Historycznym Miasta Tarnobrzega. Większość z nich będzie prezentowana publicznie po raz pierwszy od 1939 roku.
 
 
 
 
 
Oprócz ksiąg i rękopisów przedstawiona jest historia biblioteki, losy jej twórcy Jana Feliksa Tarnowskiego i bibliotekarzy, którzy pracowali w Dzikowie. Specjalne miejsce na wystawie poświęcono Michałowi Marczakowi, człowiekowi, który dla zbiorów poświęcił swoje życie.
 
W Muzeum Historycznym Miasta Tarnobrzega od kilku miesięcy można oglądać obrazy i miniatury z dawnej kolekcji dzieł sztuki rodziny Tarnowskich. Od 6 grudnia będzie można podziwiać książki i rękopisy z tejże kolekcji, które zostały przekazane do muzeum przez rodzinę Tarnowskich, a które przez 70 lat znajdowały sie w Bibliotece UJ.
 
 
 
 
 
http://www.mhmt.pl/zamek-dzikowski.html
 
 
 
zwiedzanie
wtorek – piątek
od maja do 15 października w godz. 10.00 – 18.00
od 16 października do kwietnia w godz. 10.00 – 16.00
sobota, niedziela
od maja do 15 października w godz. 12.00 – 18.00
od 16 października do kwietnia w godz. 13.00 – 18.00
poniedziałek – nieczynne
 
 
 
 
 
Zamek i jego wnętrza, oraz bogate zbiory.
 
 

 

 

 
Dawna rezydencja hr. Tarnowskich herbu Leliwa – zamek w Dzikowie – wraz z otaczającym go parkiem i budynkami towarzyszącymi stanowi najcenniejszy zespół zabytkowy Tarnobrzega.
Jak wykazała analiza zachowanych materiałów archiwalnych, potwierdzona badaniami archeologicznymi i architektonicznymi, początki późniejszej rezydencji sięgają czasów średniowiecza. W XV wieku (niewykluczone, że na miejscu jakiejś wcześniejszej budowli) wzniesiono murowany z cegły, podpiwniczony, piętrowy dwór wieżowy, składający się z prostokątnej na planie wieży i przylegającego do niej od północy budynku. Wewnątrz – zarówno na parterze jak i na piętrze budynek posiadał po dwa pomieszczenia połączone od wschodu wąskim korytarzykiem – wszystko w półtoratraktowym rozkładzie wnętrz. Ten pierwotny dwór wieżowy ustawiono na wiślanej skarpie, zapewne nieopodal rzecznego brodu. Budowla miała charakter obronny i była otoczona drewniano-ziemnymi umocnieniami. Określana wówczas jako „fortalicjum”, w roku 1522 została sprzedana przez Andrzeja z Ossolina Janowi Spytkowi Tarnowskiemu i tym samym na przeszło cztery stulecia włączona w obręb dóbr Leliwitów.
 
 

 

 

Po roku 1638 od strony północnej do tegoż średniowiecznego dworu wieżowego dobudowano niemal pod kątem prostym obszerne, piętrowe skrzydło północne – korpus główny obecnego zamku. Ta część rezydencji nie była podpiwniczona. Był to budynek murowany z cegły o dwutraktowej dyspozycji wnętrz, posiadający na każdej z kondygnacji po 8 pomieszczeń. Łącząc nowy budynek ze starszym dworem ujednolicono dachy, likwidując w dawnej wieży drewniane stropy i urządzając w niej kaplicę. Inicjatorem i fundatorem tej rozbudowy był Michał Stanisław Tarnowski. Wiązało się to z budową Tarnobrzega, realizowaną w tym czasie na podstawie dokumentu lokacyjnego miasta, uzyskanego przez Tarnowskich w roku 1593 od Zygmunta III Wazy. Rezydencja otrzymała wtedy mury obronne otaczające ją od zachodu. Od południa i wschodu posiadała suchą fosę i mury kurtynowe z dwoma bastionami: południowo-wschodnim i północno-wschodnim. Na osi założenia, za fosą wzniesiono murowany zespół bramny składający się z dwóch piętrowych budynków dla straży zamkowej i stojącej pomiędzy nimi potężnej wieży z przejazdem na teren zamkowy, znajdującym się w parterze budowli. Na teren zamkowy można było przejść przez drewniany most zwodzony (znajdował się on w miejscu dzisiejszego mostku murowanego). Na terenie zamkowym (vis a vis obecnego mostku od strony wschodniej) stała murowana kuchnia zamkowa, której fundamenty zostały niedawno odkryte. Prawdopodobnie były tu jeszcze inne budynki o charakterze gospodarczym i pomocniczym, najpewniej drewniane.
 
 

 

 

Bez wątpienia planowano dalszą rozbudowę rezydencji, którą przerwała śmierć Michała Stanisława Tarnowskiego, „potop” szwedzki oraz różnorakie kłopoty rodziny Tarnowskich trwające do końca XVIII wieku. Z tych powodów Tarnowscy nigdy nie osiedli na stałe w zamku dzikowskim, zamieszkując dwór w Wielowsi i innych miejscach (np. na Wołyniu). Dzików stał się ich główną rezydencją dopiero po powstaniu listopadowym.
W ostatniej ćwierci XVIII wieku do korpusu głównego, od strony wschodniej dobudowano niemal równoległe do dawnego dworu wieżowego, częściowo podpiwniczone skrzydło, które miało podobny półtoratraktowy układ wnętrz. Na osi, w połaci dachowej korpusu głównego pojawiła się obszerna facjata o trójkątnym szczycie z trzema okienkami, obramionym wolutowymi spływami. Do elewacji północnej na wysokości parteru na osi dostawiono balkon oparty na czterech filarach (który stał się potem zaczątkiem obecnego ryzalitu północnego). Całej budowli nadano stylistyczne cechy późnego baroku. Jednocześnie zlikwidowano fortyfikacje, zostawiając jedynie fragmenty fos i część muru kurtynowego od strony wschodniej, i niwelując teren zasadzono park krajobrazowy.
Rozbudowany zamek uzyskał na planie kształt podkowy, a poprzez likwidację fortyfikacji charakter pałacu.
 
 

 

 
W 1809 rezydencję niemal doszczętnie zniszczyli Austriacy podczas toczącej się wojny polsko-austriackiej, pozostając w ruinie przez następne ćwierćwiecze. Dopiero po klęsce powstania listopadowego i licznych szykanach rosyjskich wobec Polaków w Królestwie Polskim, Tarnowscy postanowili zamieszkać na stałe w Dzikowie, przynależnym wówczas do austriackiej Galicji. Odbudowę i przebudowę zrujnowanego zamku powierzono Włochowi Francesco Marii Lanciemu. 
Miał on nie tylko odbudować rezydencję, ale nadać jej modny wówczas styl architektoniczny – neogotyk w wersji angielskiej. „Nowy” zamek miał odtąd stać się główną siedzibą rodu, a przy tym pełnić rolę rezydencji – muzeum, tj. domu właścicieli, jednocześnie będącym miejscem przechowywania i eksponowania zbiorów zgromadzonych przez Walerię i Jana Feliksa Tarnowskich. Lanci przygotował dwie wersje projektowe – wybrano tę, która dodała budowli dwa ryzality wzniesione na osi korpusu głównego. Od południa (tj. od strony dziedzińca) dostawiono ryzalit wzniesiony na rzucie odwróconego trapezu – w części parterowej miał on formę podcienia poprzedzającego główne wejście do zamku, zaś na piętrze stosunkowo niewielkie wnętrze o dużych biforyjnych oknach, skomunikowane z korytarzem piętra, w którym eksponowano nieliczne zbiory militariów (stąd jego nazwa „Zbrojownia”; po roku 1911 urządzono tu gabinet myśliwski, dalej używając jednak wspomnianej nazwy). Ryzalit ten wieńczył rodzaj krenelażu, przesłaniającego niezbyt wysoki dach namiotowy. Nad ryzalitem wznosiła się smukła wieżyczka na rzucie sześcioboku, zwieńczona niezwykle wysokim hełmem ostrosłupowym.
 
 
 

 

 

Od strony północnej na osi korpusu głównego, na bazie tarasu widokowego z XVIII wieku Lanci zbudował kolejny ryzalit na rzucie wydłużonego prostokąta. Ryzalit ten „połączył” z obszerną przestrzenią, powstałą po wyburzeniu wewnątrz zamku ścian działowych, tworzących wcześniej po cztery komnaty na każdej kondygnacji. Zamiast tychże komnat w przestrzeni parteru powstało teraz kilka niewielkich pomieszczeń przeznaczonych dla służby. Na piętrze przeprowadzona zmiana doprowadziła do ukształtowania największej sali na zamku, zwanej Sejmową albo Wielką. Sala ta objęła nie tylko przestrzeń ryzalitu i pierwotnego traktu północnego, ale też i poddasza i tym samym stała się drugim po kaplicy wnętrzem zamkowym, którego wysokość sięgała dwóch kondygnacji. Sala Sejmowa będąca główną „nowością” zmodernizowanego zamku pełniła z jednej strony funkcję galerii malarstwa, z drugiej zaś – zgodnie z nazwą – na co dzień była miejscem spotkań rodziny i „domowych”, a od święta – uroczystości rodzinnych.
 
 

 

 

Poza tymi zmianami układ przestrzenny zamku w zasadzie pozostał nienaruszony, choć znacząco zmieniły się elewacje budowli utrzymane w stylistyce neogotyckiej (obramienia okien i drzwi, gzymsy, balkoniki itp.). Ujednolicone zostały połacie dachowe, pokryte kamiennym łupkiem. Wewnątrz zamku poszczególne wnętrza zyskały swoje stałe funkcje. Na parterze były to kolejno (zaczynając od skrzydła zachodniego) kaplica, biblioteka, apartament hrabiego (gabinet antyczny, toaleta i sypialnia, pokój biały – garderoba), poczekalnia, pomieszczenia dla służby oraz (w skrzydle wschodnim) – pokoje strzeleckie (gościnne). Na piętrze były to – za przestrzenią kaplicy – archiwum, apartament hrabiny („gotowalnia”, buduar, sypialnia), biblioteczka, gabinet miniatur, pokój bilardowy, sala sejmowa, duża jadalnia, kredens, mała jadalnia, pokój książęcy, oraz (w skrzydle wschodnim) pokoje dziecięce.

 

 

 

 

 

Mimo pojawiających się co jakiś czas planów przebudowy czy rozbudowy rezydencji, tuż przed I wojną światową zdecydowano się jedynie na zabudowę nieużytkowanego dotąd poddasza. Jego przestrzeń w latach 1911-1913 wypełnił szereg pokoi gościnnych, zaakcentowanych w połaciach dachowych niewielkimi okienkami lukarnowymi. Przebudowa poddasza skutkowała też założeniem stropów ogniotrwałych nad pomieszczeniami korpusu głównego i skrzydła wschodniego zamku (wnętrza najstarszego skrzydła zachodniego są sklepione). W wyniku tej modernizacji nastąpiła zmiana funkcji niektórych pomieszczeń, np. księgozbiór przeniesiono z biblioteki do Sali Sejmowej do specjalnie do tego pomieszczenia zaprojektowanych przez Franciszka Mączyńskiego monumentalnych szaf, w bibliotece znalazła się część archiwum, zaś kolekcję malarstwa rozwieszono na ścianach korytarzy, klatek schodowych oraz w niektórych komnatach mających charakter reprezentacyjny.
Tak ukształtowany zamek niemal doszczętnie spłonął w nocy z 21 na 22 grudnia 1927 roku. Zniszczeniu nie uległo jedynie skrzydło zachodnie (dzięki sklepieniom i kutym drzwiom oddzielającym je od korpusu głównego), chociaż spłonął jego dach.
 
 
 
 
 
 
Najistotniejszą zmianą w dyspozycji wnętrz parteru było „przeniesienie” Sali Sejmowej na poziom parteru; niejako konsekwencją tego posunięcia było ulokowanie pomieszczeń dla służby nad tym wnętrzem, w przestrzeni najwyższej kondygnacji ryzalitu północnego. Tym samym niektóre funkcje reprezentacyjne spełniały teraz wnętrza parteru w korpusie głównym zamku.
Oceniając odbudowę zamku po pożarze należy stwierdzić, że – mimo niezrealizowania w pełni założeń projektowych (wspomniane detale architektoniczne, posadzki i podłogi, niewłaściwa stolarka okienna i drzwiowa) powstało dzieło wybitne, znakomicie zestawiające w niezwykle harmonijną całość cechy stylistyczne wczesnego baroku, zachowane relikty neogotyckie oraz formy konstruktywistyczne. Zamek w Dzikowie, dzięki odbudowie zrealizowanej w latach 1928-1929 w opisanym kształcie jest wybitnym dziełem architektury polskiej, a przy tym ostatnią monumentalną realizacją architektoniczną w dziejach ziemiaństwa polskiego. 
 
 

 

 

Katastrofa zamku, która odbiła się szerokim echem w Polsce, spowodowała konieczność jego odbudowy, a zarazem nadania nowego stylu architektonicznego. Ostatecznie postanowiono, za radą architekta, któremu powierzono odbudowę zamku, prof. Wacława Krzyżanowskiego, nadać rezydencji cechy stylowe wczesnego baroku Wazów, stylu najbardziej polskiego w charakterze, odpowiadającemu polskiemu „niebu i obyczajowi”.
Główne zmiany wprowadzone przez projektanta odbudowy polegały na zastąpieniu neogotyckich detali zdobniczych (opaski okien, ona biforyjne, portale) podobnymi formami, ale zaczerpniętymi ze stylistyki wczesnobarokowej. Detale te miały być wykute w kamieniu, czego nie zrealizowano z powodu wysokich kosztów odbudowy; ostatecznie wykonano je w tynku, co wpłynęło bardzo niekorzystnie na estetyczną stronę budynku. Z połaci dachowych zniknęły szpecące okienka lukarnowe. Najbardziej widoczną zmianą było zastąpienie ryzalitu południowego (zwanego przez Tarnowskich „wystawą”) oraz smukłej wieżyczki neogotyckiej za nim, potężną wieżą akcentującą główne oś i wejście do zamku, zwieńczoną okazałym hełmem miedzianym, nawiązującym nieco formą do hełmu wieży ratusza w Tarnowie.
Tekst: Muzeum Historyczne Miasta Tarnobrzega,
 
 

 

 

 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Zamki w Polsce

fotorelacje

ZAMKI W POLSCE
 
Mapa zawierająca 164 obiekty polecane do zwiedzania
 
zamki w Polsce okładka 
 
2022-11-30 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Materiał zewnętrzny

Romantyczne miejsca na zaręczyny w polskich górach

przez Redakcja 2022-11-30
Napisane przez Redakcja

Romantyczne miejsca na zaręczyny w polskich górach

 

Niech to będzie absolutnie wyjątkowa chwila, taka, którą ze wzruszeniem będziecie opowiadać swoim wnukom. Oświadcz się w miejscu pełnym magii i uroku. 

 

Zaręczyny w górach? TAK! Tu nie ma innej odpowiedzi. Polskie góry dają mnóstwo opcji, wśród których z radością mogą przebierać miłośnicy śnieżnego szaleństwa, pieszych wędrówek po szlakach, ale też osoby wysoko ceniące górski klimat, tutejszą gościnność, przywiązanie do tradycji oraz oczywiście wyśmienitą kuchnię. Gdzie zatem można się oświadczyć w górach?

 

 

Zaskakujące zaręczyny na górskim szczycie

Zdobycie szczytu zawsze wiąże się  z ekscytacją, uczuciem zwycięstwa i siły. Emocje te podwoisz w momencie, gdy w takich okolicznościach uklękniesz przed swoją kobietą z pierścionkiem. Zaplanujcie wędrówkę do mało uczęszczanego miejsca, na szczyt, który oboje chcecie zdobyć, a na którym nie będzie tłumów. Warte uwagi są szczyty w Karkonoszach: Śmielec, Smogornia, Mały Szyszak.

Dobrym pomysłem są też oświadczyny na zacisznym rozstaju dróg na szlaku. Niech będzie to symbol tego wydarzenia. Wybierzcie jedną wspólną drogę, którą pójdziecie przez życie.

Jeżeli jednak lubicie robić show, a licznie zebrana publiczność doda całemu wydarzeniu pikanterii, wtedy śmiało zabierz ją na Kasprowy Wierch, Giewont lub Śnieżkę.

 

Romantyczne oświadczyny w restauracji

Klimat górskich miejscowości jest zupełnie niesamowity i co najważniejsze, daje się go odczuć na każdym kroku. Na szlakach, miejskim deptaku, w hotelu, restauracji. Zaroś swoją wybrankę na ucztę dla podniebienia do góralskiej restauracji w Zakopanem, Szczyrku, Karpaczu czy w bieszczadzkich Ustrzykach. Niech na stole płoną eleganckie świece, w tle sączy się romantyczna muzyka. Zamówcie coś pysznego, co na pewno zadba o dobre humory, popijcie wybornym winem, a potem zapytaj ją, czy zwiąże się z Tobą na resztę życia. Możesz poprosić obsługę restauracji o schowanie pierścionka w deserze i puszczenie z głośników „Waszej” piosenki.

 

Zaręczyny na stoku narciarskim

To pomysł dla fanów szusowania na nartach lub deskach. Jeżeli to pasja, która zdecydowanie Was łączy i nie wyobrażacie sobie zimy bez wspólnych szaleństw na śniegu, weź ze sobą pierścionek na stok. Twoja ukochana na pewno nie będzie się spodziewała. Bajkowa sceneria zagwarantuje, że będzie to wzruszający moment.

 

Oświadczyny w hotelu

Nie należysz do osób, które umieją okazywać uczucia przy świadkach? Obecność innych ludzi będzie Cię krępować? Zorganizuj pamiętny wieczór w hotelu w górach. Po dniu pełnym atrakcji idealnie sprawdzi się Karpacz SPA. Zrelaksujcie się, a potem w zaciszu własnego pokoju zapal świece, włącz romantyczną muzykę i zrób jej odprężający masaż. Cóż będzie mogła odpowiedzieć na Twoje pytanie w takich okolicznościach? Obiecaj jej równie wspaniałe życie, a wyjdzie za Ciebie choćby tego samego dnia.

2022-11-30 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Twierdze i Forty

Twierdza Kraków Fort Barycz

przez Redakcja 2022-11-30
Napisane przez Redakcja
Twierdza Kraków Fort Barycz 29

Twierdza Kraków Fort 50 ½ Ost ,,Barycz” – Gurtelhauptwerk Barycz

Muzeum Twierdzy Kraków
Rozproszone Ekomuzeum Cywilizacji i Wojen XIX i XX w.



   Jeden z najbardziej tajemniczych obiektów Twierdzy Kraków i Muzeum Twierdzy Kraków. Przez lata ukryty za ogrodzeniem i niedostępny dla turystów i miłośników fortyfikacji. Przekształcony przez zimną wojnę, skrywa w sobie wiele ciekawostek i tajemnic, będąc przy okazji jednym z najlepiej zachowanych dzieł obronnych Twierdzy Kraków. Czy austro-węgierskie forty mogły być przydatne w czasach zimnej wojny, jakie urządzenia i instalacje znajdowały się w forcie, który od zawsze intrygował nie tylko pasjonatów fortyfikacji, jakie eksperymenty były w nim przeprowadzane przez polskich naukowców po Drugiej Wojnie Światowej, oraz co robili we forcie Niemcy w czasie okupacji ? O tym wszystkim poniżej. 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 29
 
 
Fort 50 ½ Ost ,,Barycz”

Gürtelhauptwerk – czyli fort główny – Barycz powstał w epoce fortów pancernych. Zbudowany w latach 1897-98 wraz z sąsiednim fortem 50½ West ,,Kosocice” strzegł południowo-wschodniego narożnika Twierdzy. Po mobilizacji 4 oficerów miało dowodzić załogą złożoną z 113 artylerzystów, 56 piechurów i 6 pionierów. Ich wojennym domem był blok koszarowo-bojowy chroniony grubymi warstwami betonu, z pancernymi drzwiami i okiennicami. Aby skutecznie odpierać nieprzyjacielskie szturmy fort został silnie uzbrojony. W czterech obrotowych wieżach umieszczonych na potężnym stropodachu kryły się armaty Skody 8 cm Wz 1894. Piąta wieża służyła do obserwacji. Osłonięte pancerzem ze staliwa armaty wspierały sąsiednie forty, mogły też ostrzeliwać trakt lwowski. Gdyby nieprzyjaciel zdołał podejść bardzo blisko zatrzymać miała go głęboka sucha fosa i broniący jej żołnierze ukryci w galerii oraz dwóch kaponierach. Oprócz karabinów dysponowali oni czterema szybkostrzelnymi armatami 6 cm Wz 1899. Mieli zapewnioną bezpieczną komunikację z blokiem koszarowo-bojowym poprzez podziemny chodnik – tzw. poternę. Artylerię ,,Baryczy” dopełniały dwie armaty 8 cm umieszczone w ,,zdradzieckim” tradytorze. Na początku grudnia 1914 r. gdy 3 Armia rosyjska próbowała zdobyć Kraków „Barycz” broniła podejścia od strony Wieliczki. Wspomagała też ogniem forty: 50 „Prokocim” i 51 „Rajsko”. Po I wś fort był w dyspozycji Wojska Polskiego. W czasie II wś gospodarzyli w nim Niemcy – zostały po nich pamiątkowe napisy. W latach 1957-61 naukowcy z AGH testowali w ,,Baryczy” polskie rakiety meteorologiczne. Potem w czasach zimnej wojny LWP wykorzystywało fort na własne potrzeby. Dzisiaj w ,,Baryczy” znajduje się oddział Muzeum Twierdzy Kraków. Oglądając wystawę stałą można poznać historię krakowskiej twierdzy i dowiedzieć się jak pod koniec 1914 roku pod dawną stolicą Polski zatrzymano niepowstrzymany dotąd rosyjski ,,walec parowy” – co odmieniło losy wielkiej wojny i zadecydowało o historii Europy a tym samym świata. Niezapomnianym przeżyciem będzie też wyprawa z przewodnikiem 10 metrów w głąb ziemi – do robiącej niesamowite wrażenie poterny, a następnie spacer wśród dzikiej przyrody po dnie najgłębszej w Twierdzy Kraków fosy. To właśnie w niej młodzi polscy inżynierowie eksperymentowali z silnikami rakietowymi.

opracowanie:
Muzeum Twierdzy Kraków i Albin Marciniak

 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 1
 
 
 
Będący obecnie jednym z sześciu wchodzących w skład Muzeum Twierdzy Kraków
Rozproszone Ekomuzeum Cywilizacji i Wojen XIX i XX w.
 
Zwiedzanie za zgodą użytkownika obiektu.
 
 
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 2
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 3
 
 
izba wieży pancernej armatniej (są takie cztery – dotychczas były zamurowane i niedostępne, udostępnione do zwiedzania są na razie dwie)
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 4

 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 5
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 6

 
 
izba wieży pancernej armatniej (są takie cztery – dotychczas były zamurowane i niedostępne, udostępnione do zwiedzania są na razie dwie)
 
 
 
 
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 8

 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 9
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 10
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 11
 
 
izba wieży pancernej obserwacyjnej i wybieżnia na tzw ławkę strzelecką na stropodachu (jak wyżej zamurowne)
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 12
 
rosyjski telegraf
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 13
 
 
zejście do poterny i potern ( „potajnik” czyli tajne przejście) łącząc fort, pod fosą z tzw. galerią przeciwstoku
 
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 14
 
 
zejście do poterny i potern ( „potajnik” czyli tajne przejście) łącząc fort, pod fosą z tzw. galerią przeciwstoku
 
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 15
 
 
zejście do poterny i potern ( „potajnik” czyli tajne przejście) łącząc fort, pod fosą z tzw. galerią przeciwstoku
 
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 16
 
 
zejście do poterny i potern ( „potajnik” czyli tajne przejście) łącząc fort, pod fosą z tzw. galerią przeciwstoku
 
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 17
 
 
galeria strzelecka przeciwstoku
 
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 18
 
 
kaponiera z zewnątrz
 
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 19
 
 
kaponiera z zewnątrz
 
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 20
 
 
druga kaponiera
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 21
 
 
wewnątrz kaponiery i jej pancerz dla dwóch armat
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 22
 
 
pancerz drugiej kaponiery (innego typu, razem wyczerpuje to zasób zachowanych pancerzy tego rodzaju w Polsce)
 
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 23
 
 
strzelnica karabinowa z mocowaniem karabinu. („galeria” łącznie z kaponierami broniła fosy)
 
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 24
 
 
zejście do poterny i potern ( „potajnik” czyli tajne przejście) łącząc fort, pod fosą z tzw. galerią przeciwstoku
 
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 25
 
 
zejście do poterny i potern ( „potajnik” czyli tajne przejście) łącząc fort, pod fosą z tzw. galerią przeciwstoku
 
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 26
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 27
 
 
„wizytówki” żołnierzy wydrapane na cegłach
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 28
 
 
Fort 50 1 Ost ,,Barycz”
 
 
 
 
Twierdza Kraków Fort Barycz 30
 
 
Fort 50 1 Ost ,,Barycz”
 
 
 
 
 
 
Forty i twierdze w Polsce
 
https://klubpodroznikow.com/https://www.klubpodroznikow.com/wp-content/uploads/2015/11/forty_i_twierdze-7d3.jpg

 
 
 
 
 
 
 
 
 
.
 
2022-11-30 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Najciekawsze szlaki piesze i rowerowe w EuropieŚwiat

HIGHLANDER – moja górska przygoda życia

przez Redakcja 2022-11-28
Napisane przez Redakcja

HIGHLANDER – moja górska przygoda życia

 
   Paradoksalnie, na całej tej trasie, najtrudniejszym momentem było podjęcie decyzji – jechać czy nie jechać?. Po otrzymaniu maila z zapytaniem czy zechcę wziąć udział, nastąpiło spięcie myślowe, a po kilkunastu sekundach rozmyślań za i przeciw, zdecydowałem na tak. Później był już tylko prosty przekaz z Legii Cudzoziemskiej – „Maszeruj albo giń”. Jak się okazało, bariery są tylko w naszej głowie a że „nie dam rady” nigdy do plecaka się nie pakuje to…

 

 

Góry Al-Hadżar w Zjednoczonych Emiratach Arabskich

 

Ale od początku. 

Góry w Emiracie Ras al Khaimah miałem okazję poznać z bliska już rok wcześniej. Wówczas jadąc na najdłuższej tyrolce świata oglądałem góry z pozycji ptaka. Surowość otoczenia robiła niesamowite wrażenie. To było zdecydowanie odmienne od tych gór jakie mam na co dzień, czyli Tatry zmieniające się z każdym miesiącem a nawet porą dnia, z soczystą zielenią i dużą ilością wody a nawet zwierząt. 
Góry Al-Hadżar w Zjednoczonych Emiratach Arabskich z najwyższym szczytem Jebel Jais (1934 m n.p.m.) to sama skała i absolutnym brakiem wody. Deszcze padają tutaj zaledwie kilka razy w roku a ZEA to jeden z 10 najbardziej suchych krajów świata. Do 2018 r. czyli do uruchomienia Najdłuższej Tyrolki Świata, ten rejon był praktycznie niedostępny. Wraz z budową wyjątkowej atrakcji zaczęto budować drogi. To pozwoliło przyciągnąć nie tylko mieszkańców kraju ale i turystów z zagranicy. Następstwem było także wytyczenie szlaków i zorganizowanie wyjątkowego marszu górskiego czyli Highlandera – najtrudniejszej edycji z kilkunastu jakie organizowane są na całym świecie.

 

 

Numer i pakiet startowy otrzymany w Bear Grylls Explorers Camp

 

Przygotowania

W górach w Polsce czy Europie bywam dosyć często i to jak się przygotowuję i jak pakuję plecak, uzależnione jest głównie od pory roku i długości wyjazdu. Wyjazd na Highlandera w Al-Hadżar uwarunkowany był przez organizatora długą listą sprzętu a niedostosowanie się skutkować mogło niedopuszczeniem do startu. 
Cóż było począć. Zacząłem mozolne kompletowanie sprzętu i odzieży, gdzie podstawowym kryterium była waga i funkcjonalność. Waga to oczywiście podstawa bo wszystko co potrzebne na trzy dni wędrówki i dwa biwaki, należało spakować do plecaka i nieść przez całą trasę. Mowa oczywiście o namiocie i wszystkim co jest potrzebne do nocowania a także do jedzenia no i woda… a gdy zaczniesz nosić własną wodę, poznasz wartość każdej kropli.
Nie, nie wystarczyła karimata i jakieś buty. Klimat jest trudny bo w dzień upał przekraczający 30 stopni i brak jakiegokolwiek cienia a w nocy chłodno, gdzie śpiwór puchowy był nieodzowny. Poranek także był bardzo rześki a wraz z pojawieniem się słońca temperatura wzrastała gwałtownie. Niby zaledwie trzy dni a jednak plecak 45 l wypakowany był po brzegi. No i woda… minimum wymagane przez organizatora to 5 litrów z początku wydawało mi się przesadą ale po dotarciu do pierwszego punktu kontrolnego przekonałem się dlaczego. 

 

Tuż po wyjściu na trasę z Bear Grylls Explorers Camp. Jeszcze jest radość i energia.

 

Ruszamy na trasę

Po nocy spędzonej pośród gór, w Bear Grylls Explorers Camp czyli obozie założonym przez brytyjskiego komandosa  Edwarda Michaela znanego jako Bear Grylls, nastał rześki poranek. To właśnie tutaj był start trzydniowej przygody. Jeszcze przed świtem stanęły punkty rejestracji i wydawania pakietów startowych i także przed świtem rozpoczął się napływ uczestników Highlandera. Na starcie zameldowało się ponad 230 osób z całego świata a wśród nich i ja. Plecak spakowałem znacznie wcześniej więc stanąłem w kolejce po pakiet startowy zawierający m.in. paszport uczestnika. Po kilkunastu minutach byłem gotowy do wymarszu a wczesna pora działała jeszcze usypiająco ( w Polsce 3 w nocy). Uczestnicy wyruszali na szlak bez określonej kolejności, co przełożyło się na rozciągnięcie całości w przedziale ok 2 godzin. Tłoku nie było. Pierwsza godzina to spokojna wędrówka wąwozem w cieniu, z dosyć szybkim nabieraniem wysokości. Po wyjściu na przełęcz zaczęło się. Tutaj każdemu oczy otwierały się szeroko widząc co nas czeka i stąd też zaczynała się prawdziwa wędrówka. Dlaczego tutaj? Ano dlatego że od tej pory słońce pokazywało swoje pazurki aż do zachodu czyli do ok godz. 17.00. Słońce, skały, prawie niewidoczny szlak wijący się zakosami coraz wyżej. Szlak który został wytyczony zaledwie miesiąc przed naszą imprezą a nieistniejący jeszcze na żadnych mapach.    

 

Jeszcze jest radość i energia. Pierwszy punkt kontrolny zdobyty.

 

Tak mijały kolejne godziny marszu, mijając po drodze innych odpoczywających uczestników czy będąc mijany przez innych gdy to ja odpoczywałem, szukając choćby skrawka cienia za nieco większymi skałami. 
Po około pięciu godzinach docieram do pierwszego punktu kontrolnego. Tutak mogę wbić pieczątkę do paszportu uczestnika. Jest to jedna z pięciu jakie muszę zebrać na całej trasie. Z ulgą przyjmuję także niespodziewaną możliwość skorzystania z napojów dostarczonych tutaj przez organizatorów. Ponownie w plecaku mam zapas 5 litrów wody. Plecak jakoś dziwnie stał się cięższy…a może to zmęczenie?…
Ruszam dalej.

 

Pierwszy punkt kontrolny

 

Zboczem góry na Jebel Jais

Daleko nad nami widać wierzchołek Jebel Jais czyli najwyższej góry w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Tam także zaplanowany jest nasz pierwszy biwak i nocleg. Szlak którego nie widać, wije się pomiędzy skałami i warstwami rumoszu, przecinając urwiste zbocza grzbietu górskiego. Przede mną kilkugodzinna mozolna wędrówka przerywana postojami na odpoczynek i picie. Na jedzenie w tych warunkach nie mam absolutnie najmniejszej ochoty. słońce jest bezlitosne i mimo połowy listopada, temperatura sięga +32 stopni w cieniu a w słońcu jest nie do wytrzymania. Dookoła tylko skały. Krok za krokiem i tak mijają kolejne godziny. W końcu dochodzę do miejsca gdzie zbocze pokryte różnej wielkości skałami kończy się kilkaset metrów wyżej betonowym murkiem zakrętu drogi. Wysoko nade mną na skale widzę jakąś postać. Czuję ulgę bo to znak że jestem już prawie u celu. Celu dzisiejszego odcinka. Kolejne kroki i minuty podejścia resztkami sił i wreszcie słyszę okrzyki i oklaski. Tak witani byli wszyscy dochodzący do kolejnych punktów. Mam też drugą pieczątkę jaka jest konieczna do potwierdzenia przejścia całej trasy. 
Przechodzę na spory plac będący parkingiem przy przejściu granicznym z Omanem. Sporo namiotów jest już rozbitych, co w tych warunkach także jest wyzwaniem. Tutaj nie ma ziemi gdzie można by wbijać śledzie i naciągnąć linki namiotu. Skała ma swoje prawa a jedynym sposobem jest wykorzystanie kamieni jako obciążenie. Samonośne konstrukcje namiotów tutaj się sprawdzają. Mój namiot poza tym że waży zaledwie 1 kilogram, także pozwala na uniknięcie wyginania kolejnych śledzi przy próbach ich wbijania. 
Nie minęło pół godziny jak ze słonecznego i gorącego dnia zrobił się chłodny wieczór, choć wieczór to nadużycie bo zachód słońca trwał nie dłużej jak 15 minut i już jest ciemno. Ciemno i zimno. Zmęczenie dało znać o sobie więc szybko kończę ten dzień.

 

Nieoczywisty przebieg szlaku zboczem tej góry.

 

Droga bez odwrotu

I nastał poranek dnia drugiego. 
Słońce jeszcze nie wstało a na terenie obozu spory ruch. Część namiotów jest już złożona a nawet sporo osób wyruszyła już na szlak. Bez poranne kawy oka nie otwieram a co dopiero jakiekolwiek poważniejsze ruchy. Palnik w ruch i po kilku minutach z kubkiem gorącej kawy zbieram myśli. Małżeństwo z Zambii z którym zaprzyjaźniłem się jeszcze w obozie Beara Gryllsa byli na podobnym etapie jak ja i wspólnie dopingowaliśmy się do pakowania. W punkcie organizatorów uzupełniłem zapasy wody i zgarnąłem jabłko. To było całe moje śniadanie. Na drogę miałem w plecaku batony energetyczne jakie przywiozłem jeszcze z kraju. Poprawiając przyciężki plecak ruszyłem w drogę. 
Skoro ruszałem z najwyższego punktu na całej trasie, wydawało mi się że dzisiejszy szlak prowadzi tylko w dół. Miałem rację, wydawało mi się ale o tym przekonałem się w w trakcie dnia. Nie powiem, początek marszu był bardzo przyjemny bo schodząc góry szlak prowadził grzbietem masywu a to pozwalało podziwiać zarówno potężny masyw górski z częścią Omanu po lewej, jaki i Zatokę Perską po prawej. Mijałem także miejsce które już znałem sprzed kilku dni oraz sprzed roku, gdzie miałem przyjemność zjechać na najdłuższej tyrolce na świecie (dwukrotnie) zjechałem nowo wybudowanym torem saneczkowym Jais Sledder oraz zjadłem pyszny obiad w najwyżej położonej restauracji w ZEA, 1484 by Puro która działa od niespełna roku. To było a teraz mijałem te miejsca ze świadomością, że zamiast zjazdów ma marsz a zamiast wykwintnego obiadu mam czystą wodę i batony energetyczne. No cóż, sam chciałem. Kilka zdjęć, spojrzenie na miejsce tętniące życiem i ruszam dalej. Po drodze zdobyłem kolejny szczyt, przygotowany dla lokalsów niczym nasz Kasprowy. Kilkaset metrów poniżej była oczywiście restauracja a nieco dalej na murku kilka butli z wodą. Zdziwiło mnie to nieco, bo woda ustawiona była ewidentnie pod uczestników Highlandera czyli naszej imprezy. Niezbyt zainteresowany przeszedłem obok, nieświadomy swojego błędu. 

 

Pierwsza noc pod szczytem Jebel Jais (1934 m n.p.m.)  obok przejścia granicznego z Omanem.

 

Koniec cywilizacji i przyjemności

Tutaj skończyło się zejście a rozpoczęło się mozolne podejście i trawersowanie dwóch całkiem sporych gór. Nie muszę przypominać że oczywiście nic poza skałą nie było a słońce nie odpuszczało w swoim ataku z każdej strony. +32 przy odczuwalnej ok +50 stopni. Zacząłem mijać kolejne osoby z różnymi dolegliwościami a punkt odwrotu dla chcących się wycofać z trasy minęliśmy kilka kilometrów wcześniej. TOPR tutaj nie działa podobnie jak nie lata helikopter. Półki skalne i specyfika terenu nie pozwalają nawet dotrzeć karawanie z osłami. Takie fragmenty Orlej Perci tylko bez łańcuchów i jakiejkolwiek zieleni. Moje obycie i częste wędrówki w Tatrach tutaj się przydały, tylko nie w tm słońcu i takim ciężarem na plecach… ech, wody coraz mniej a pić się chce cały czas. Mając w pamięci punkt kontrolny z dnia poprzedniego i możliwość uzupełnienia zapasów wody także i dzisiaj, przyspieszyłem kroku. Nastało południe. W oddali widzę grupę ludzi co by znaczyło że zbliżam się do punktu gdzie wbiję pieczątkę i dostanę wodę. Pieczątka była i to by było na tyle…Do tego miejsca nie sposób dostarczyć czegokolwiek a każdy niósł wyłącznie swoje zapasy. Z moich 5 litrów pozostało niespełna 1,5 a to dopiero połowa dzisiejszej drogi, znacznie dłuższej niż wczoraj. Skała, piach i słońce, wściekłe słońce…mijają kolejne kilometry, mijamy się i my wzajemnie. Na całej trasie każdy przechodząc obok osoby siedzącej czy leżącej pytał czy wszystko w porządku. Ja byłem pytany wielokrotnie bo prawie każda większa skała dająca choćby skrawek cienia była miejscem krótkiego odpoczynku. To działało, więc krótkimi skokami do przodu marsz. 
Od dłuższego czasu wypatrywałem wzrokiem czy gdzieś w oddali nie majaczy grupa namiotów, będąca kolejnym miejscem obozu i odpoczynku. Owszem, była ale kolejne kilka kilometrów dalej, w rozległej dolinie oddzielonej przełęczą. To na tej przełęczy stał namiot z punktem kontrolnym, grupką osób radośnie witających okrzykami i oczywiście z pieczątką. Czwartą pieczątką z pięciu dających komplet. 

 

Początkowy odcinek drugiego dnia wędrówki i pożegnanie z cywilizacją.

 

Noc w dolinie

Ponad 20 kilometrów w takim terenie i w takich warunkach dało mocno w kość. Dzień szybko zakończył się dla wielu z nas, bo wraz z zachodem słońca wiele osób poszło spać. Ja chciałem jednak coś zjeść by mieć cokolwiek w żołądku poza litrami czystej wody. W takich warunkach sprawdzają się liofilizaty a mój bigos z Polski zrobił spore poruszenie. Teren obozu to na szczęście ziemia gdzie bez problemu można było rozbijać namioty. Usytuowanie miało także swoje złe strony, o czym wszyscy przekonali się po przebudzeniu. Było jeszcze ciemno gdy zaczął się ruch w obozie. Ostatni dzień i wizja mety działała na wszystkich mobilizująco. Zacząłem powolne wychodzenie z namiotu i ja. W pierwszym momencie pomyślałem że od mojego oddechu sporo pary skropliło się wewnątrz namiotu. Prawda okazała się bardziej dokuczliwa. Mokre było absolutnie wszystko. Punkt rosy mocno zamanifestował się na każdym elemencie odzieży, śpiworach, namiotach, plecakach. Nie było innego wyjścia jak ubrać się w mokre rzeczy i spakować do plecaków mokry sprzęt. Godzinę później było już wszystko jedno, czy mokra odzież jest od nocnej rosy czy od potu.    

 

O poranku namiot jak i wszystko w namiocie było zupełnie mokre.

       
      
 
Ostatni etap – do mety

Po porannej kawie wiedziałem że cel już blisko i mogę sobie pozwolić na delektowanie się miejscem gdzie jestem i ludźmi jacy uczestniczyli wokół mnie od dwóch dni. Wyszedłem z obozu naładowany energią ale często przysiadałem na poboczu by obserwować mijających mnie uczestników. Widziałem ból i wysiłek jaki towarzyszył części z nich. Plastry i bandaże na nogach, utykanie czy wręcz kulejące osoby wspierające się na kijkach. Oni także nie odpuszczali bo wiedzieli że meta już niedaleko. Ostatni odcinek trasy nie był wymagający przebiegiem szlaku ale słońce nie odpuszczało. W myślach na mapie odcinałem kolejne kilometry, wiedząc że pozostawało już coraz mniej. Aż nadszedł ten moment. Przechodząc dłuższym niewysokim grzbietem górskim, widziałem rozległe doliny i w pewnym momencie zauważyłem kilka dużych namiotów. Z kolejnymi metrami do moich uszu zaczęły dobiegać dźwięki. Te dźwięki to syreny oznajmiające przekroczenie linii mety kolejnych uczestników. Przystanąłem na chwilę by napawać się tą chwilą. Kolejne metry i kolejne zakosy prowadzące stromo w dół. I w końcu jest ostatnia prosta. Idę tylko ja pomiędzy szpalerem flag prowadzących do mety, niesiony głośną muzyką… już się nie spieszę.

 

 

Podsumowanie 

Tym, co sprawia, że Highlander jest naprawdę wyjątkowym przeżyciem, jest fakt, że wszyscy uczestnicy przyjeżdżają z różnych stron świata i przechodzą tę samą trasę, a każdy z nich ma swoje niepowtarzalne doświadczenie i historię na zakończenie swojej przygody życia. Edycja w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest najbardziej wymagająca przez różnice temperatur i surowość terenu jakim poprowadzone zostały szlaki.
Nie można było zejść z trasy w dowolnym momencie a najkrótsze odcinki trudnego terenu pomiędzy punktami kontrolnymi wynosiły powyżej 5 kilometrów. 
Na całej 55 km trasie całość sprzętu wymaganego listą startową należało mieć w plecaku. 
Czy zrobił bym to ponownie ? Zdecydowanie tak, bo mimo że na trasie wypiłem jak nigdy w życiu, aż 17 litrów wody, schudłem 6 kilogramów, spaliłem nos i ramiona piekielnym słońcem, to jednak kolejny raz podniosłem poprzeczkę wytrzymałości swojego organizmu. Poznałem fantastycznych ludzi, pasjonatów tak jak ja zakręconych, nie bojących się ogromnego wysiłku i braku wygód, którym za wieczorny prysznic wystarczały 2 nasączone chusteczki higieniczne a zamiast zimnego piwa, łyk ciepłej wody. 

Kocham moje Tatry, uwielbiam Alpy i Pireneje, ale góry Al-Hadżar w najpiękniejszym emiracie Ras Al Khajmah także mają swoją magię. Byłem tam po raz drugi i mam nadzieję że jeszcze tam wrócę.  

 

   

Kiedyś Profesor Wiktor Zin powiedział „Jestem jak helikopter, ciągle muszę ruszać swoimi skrzydłami i wtedy dobrze się czuję. Zabija mnie bezczynność”.

Tak też i ja się czuję gdy miewam spokojniejsze dni. Muszę ruszać skrzydłami.

 

Albin Marciniak

Góry Al-Hadżar 18-20.11.2022

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

opracowanie & foto: Albin Marciniak

 

sprzęt pozwalający na wyruszenie na wymagające wędrówki w trudnych warunkach

buty Salewa,

namiot ultralight MSR ,

śpiwór Pajak także ultralight a jednocześnie dający komfort w różnych warunkach,

plecak Alpinus,

światło i energia Fenix,

skuteczne filtry Kolba

lekkie pojemniki na wodę Alpinus,

cały sprzęt szerzej opisany jest w dziale testy:

https://klubpodroznikow.com/sprzet/3657-dobor-sprzetu-do-dlugich-wedrowek-z-plecakiem

 

 

 

2022-11-28 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 105
  • 106
  • 107
  • 108
  • 109
  • …
  • 299

Archiwa

  • marzec 2026
  • luty 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • październik 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • kwiecień 2025
  • marzec 2025
  • luty 2025
  • styczeń 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • sierpień 2021
  • lipiec 2021
  • czerwiec 2021
  • maj 2021
  • kwiecień 2021
  • marzec 2021
  • luty 2021
  • styczeń 2021
  • grudzień 2020
  • listopad 2020
  • październik 2020
  • wrzesień 2020
  • sierpień 2020
  • lipiec 2020
  • czerwiec 2020
  • maj 2020
  • kwiecień 2020
  • marzec 2020
  • luty 2020
  • styczeń 2020
  • grudzień 2019
  • listopad 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • lipiec 2019
  • czerwiec 2019
  • maj 2019
  • kwiecień 2019
  • marzec 2019
  • luty 2019
  • styczeń 2019
  • grudzień 2018
  • listopad 2018
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • lipiec 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • kwiecień 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • sierpień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • marzec 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015
  • czerwiec 2015
  • maj 2015
  • kwiecień 2015
  • marzec 2015
  • luty 2015
  • styczeń 2015
  • grudzień 2014
  • listopad 2014
  • październik 2014
  • wrzesień 2014
  • sierpień 2014
  • lipiec 2014
  • czerwiec 2014
  • maj 2014
  • kwiecień 2014
  • marzec 2014
  • luty 2014
  • styczeń 2014
  • grudzień 2013
  • listopad 2013
  • październik 2013
  • wrzesień 2013
  • sierpień 2013
  • lipiec 2013
  • czerwiec 2013
  • maj 2013
  • kwiecień 2013
  • marzec 2013
  • luty 2013
  • styczeń 2013
  • grudzień 2012
  • listopad 2012
  • październik 2012
  • wrzesień 2012
  • sierpień 2012
  • lipiec 2012
  • czerwiec 2012
  • maj 2012
  • kwiecień 2012
  • marzec 2012
  • luty 2012
  • styczeń 2012
  • grudzień 2011
  • listopad 2011
  • październik 2011
  • wrzesień 2011
  • sierpień 2011
  • lipiec 2011
  • czerwiec 2011
  • maj 2011
  • kwiecień 2011
  • marzec 2011
  • luty 2011
  • styczeń 2011
  • grudzień 2010
  • listopad 2010
  • październik 2010
  • wrzesień 2010
  • sierpień 2010
  • lipiec 2010
  • czerwiec 2010
  • maj 2010
  • kwiecień 2010
  • marzec 2010
  • luty 2010
  • styczeń 2010
  • grudzień 2009
  • listopad 2009
  • październik 2009
  • wrzesień 2009
  • sierpień 2009
  • lipiec 2009
  • czerwiec 2009
  • maj 2009
  • kwiecień 2009
  • styczeń 2009
  • listopad 2008
  • październik 2008

Kategorie

  • Administracyjna
  • Afryka
  • Akcje eko
  • Aktualności
  • Aktualności inne
  • Albania
  • Aleja Podróżników
  • Ameryka Północna
  • Ameryka Południowa
  • Ameryka Środkowa i Karaiby
  • Artykuły testowe
  • Australia i Oceania
  • Austria
  • Azja
  • Bez kategorii
  • Biegi
  • BUŁGARIA
  • Chorwacja
  • Ciekawostki
  • Cykliczne Spotkania Podróżników
  • CZARNOGÓRA
  • Czechy
  • Czyste Góry Czyste Szlaki
  • Czyste Tatry
  • Czyste Tatry
  • Dania
  • Dolny Śląsk
  • Europa
  • Festiwale
  • Filmy
  • Francja
  • Góry
  • HISZPANIA
  • HOLANDIA
  • Konkurs Fotograficzny
  • Konkursy
  • Konkursy inne
  • Korona
  • Kościoły i obiekty sakralne
  • KOSOWO
  • Książka
  • Kuchnia
  • Kuchnie świata
  • Kujawsko-pomorskie
  • LITWA
  • Łódzkie
  • Lotniska i powietrze
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • LUKSEMBURG
  • MACEDONIA
  • Małopolskie
  • Malta
  • Materiał zewnętrzny
  • Miasta
  • Miejsca wyjątkowe
  • Muzea
  • Najciekawsze szlaki piesze i rowerowe w Europie
  • Newsy
  • NIEMCY
  • NORWEGIA
  • Opolskie
  • Parowozownie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Podziemia
  • Podziemia
  • Podziemia turystyczne w Europie Underground in Europe
  • Polecamy
  • Polska
  • Pomorskie
  • Portugalia
  • PRACE KONKURSOWE POLSKA
  • PRACE KONKURSOWE ŚWIAT
  • Projekt 4 Pory Roku
  • Projekt Mali Melomani
  • Projekt Mali Melomani II
  • Recenzje sprzętu
  • Reklama
  • Robocze inne
  • ROSJA
  • Rower
  • Różne media
  • Rumunia
  • Schroniska
  • SERBIA
  • Skanseny w Polsce
  • Śląskie
  • Slowacja
  • Slowenia
  • Spływy kajakowe
  • Spotkania autorskie
  • Spotkania, zloty, imprezy podróżników
  • Sprzęt
  • Świat
  • Świętokrzyskie
  • SZWAJCARIA
  • Tanie loty
  • Tatromaniak
  • Testy sprzętu
  • Twierdze i Forty
  • Ukraina
  • unesco
  • Via Adriatica Trail
  • Warmińsko-mazurskie
  • Warsztaty i plenery fotograficzne
  • WĘGRY
  • WIELKA BRYTANIA
  • Wielkopolskie
  • WŁOCHY
  • Woda
  • Wspomnienia z podróży
  • Wystawy
  • Wywiady
  • Zabytki sakralne
  • Zachodniopomorskie
  • Zamki i pałace
  • Zostań w domu nie odwołuj

Obserwuj nas

Top Selling Multipurpose WP Theme

Ostatnie posty

  • Bezpieczne (prawie) szlaki zimowe w Tatrach- propozycje (prawie) dla każdego

    2026-03-28
  • Via Bulgarica – Bułgarski Szlak Przygody

    2026-03-28
  • Schrony i schroniska górskie w Chorwacji

    2026-03-27
  • Skansen Przemysłu Naftowego Magdalena w Gorlicach

    2026-03-25
  • Skansen Józefa Chełmowskiego w Brusach – artysta z innego świata

    2026-03-24
  • Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim

    2026-03-22

Kanał społecznościowy

Kanał społecznościowy

Wybór redaktorów

zamek Drakuli w Poenari

2016-01-25

Rezerwat Groapa Ruginoasa, Góry Bihor w Rumunii

2022-08-06

Zamek – Twierdza Rupea w Rumunii

2022-08-09

Rezerwat Cheile Turzii – wąwóz Turda

2024-01-23

Zamek Drakuli w Hunedoarze w Rumunii

2024-03-03

Klub Podróżników Śródziemie

Ogólnopolski portal podróżniczy poświęcony odkrywaniu Polski i świata. Od znanych miast i zabytków, przez górskie szlaki i podziemia, po miejsca nieoczywiste i zapomniane.

Rzetelne relacje, autorskie przewodniki oraz praktyczne wskazówki dla turystów, pasjonatów historii i miłośników aktywnego podróżowania.

Odkrywaj świat z nami – świadomie, krok po kroku i z pasją.

Ciekawe w województwach

    • Dolnośląskie
    • Kujawsko-pomorskie
    • Lubelskie
    • Lubuskie
    • Łódzkie
    • Małopolskie
    • Mazowieckie
    • Opolskie
    • Podkarpackie
    • Podlaskie
    • Pomorskie
    • Śląskie
    • Świętokrzyskie
    • Warmińsko-mazurskie
    • Wielkopolskie
    • Zachodniopomorskie
dhosting

Polecane

Bezpieczne (prawie) szlaki zimowe w Tatrach- propozycje (prawie) dla każdego
Via Bulgarica – Bułgarski Szlak Przygody
Schrony i schroniska górskie w Chorwacji
Skansen Przemysłu Naftowego Magdalena w Gorlicach

Ostatnio dodane

Bezpieczne (prawie) szlaki zimowe w Tatrach- propozycje (prawie) dla każdego
Via Bulgarica – Bułgarski Szlak Przygody
Schrony i schroniska górskie w Chorwacji
Skansen Przemysłu Naftowego Magdalena w Gorlicach
Facebook Twitter Youtube Linkedin Envelope Rss

klubpodroznikow.com – Copyright & Copy 2025/26

Created by Konfig.Info

  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Home
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat

Wybór redaktorów

  • Sighișoara miasto w środkowej Rumunii w Siedmiogrodzie

    2026-02-02
  • Góry solne w Rumunii – Muntele de sare

    2026-02-01
  • Droga Transfogaraska w Rumunii

    2025-09-17
  • Wulkany błotne w Rumunii, wyjątkowy rezerwat przyrody

    2024-08-20
  • Jaskinia Meziad, Peşteră

    2024-08-20
  • Kopalnia soli Salina Turda w Rumunii

    2024-08-17
@2021 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign
Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego działania serwisu oraz analiz ruchu. Zobacz politykę prywatności .