Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
RedakcjaModeratorDom który miał być schroniskiem/pensjonatem stoi sobie a obok jest duży parking. Jednak na tym chyba koniec, bo do obiektu nie ma doprowadzonego prądu, wody i kanalizacji, a na zgody (na szczęście) raczej nie ma szans. Agregat także się nie sprawdził.
2018-04-28 o 03:56 w odpowiedzi na: Wycieczki zorganizowane w gronie znajomych – korzystać z biur podróży? #153270
RedakcjaModeratorgargil, niestety Twój wpis to typowa reklama pod przykrywką pytania…
Kontynuacji dyskusji nie przewiduję… choć temat Chorwacji jest dosyć ciekawy i coraz popularniejszy.
RedakcjaModeratorPolecamy zapoznać się z obszernym materiałem Dr. Andrzeja Urbanika, specjalisty w tym zakresie
https://klubpodroznikow.com/56-wspieramy/prozdrowotne/912-podrozuj-bezpiecznie
pozdrawiamy
RedakcjaModeratorWitaj Aneto 🙂
RedakcjaModeratorWitaj Daria
Tutaj dużo osób podgląda podpowiedzi innych, ale liczymy także na aktywność i na Twoje pomysły 🙂
Pisz i zamieszczaj swoje fotki śmiało, bo jest dużo tematów w których każdy znajdzie coś dla siebie.pozdrawiamy
RedakcjaModeratorMieć kasę nie znaczy mieć klasę…
wprowadzanie w błąd ludzi jak widać to już norma i tak od lat…
https://www.facebook.com/CzysteTatry/photos/a.490784617660001.1073741825.379382715466859/2068054379933009/?type=3&theater
RedakcjaModeratorWiosna przyszła a Ty o szkole narciarskiej ?….
RedakcjaModeratorAndrzeju
jesteśmy z Tobą……..
RedakcjaModeratorProszę kontaktować się bezpośrednio z Ryszardem Rusinkiem, który zaprasza. http://www.facebook.com/ryszard.rusinek.3
2018-02-24 o 21:00 w odpowiedzi na: Konkurs „gdzieś na szlaku” – o górskich schroniskach w Polsce #153223
RedakcjaModeratorZgłoszenie – Marek Bednarz
„Gdzieś na szlaku, jest takie schronisko, o którym każdy słyszał, ale nie każdy wie skąd. Jest takie schronisko gdzie buty górskie w tym miejscu nie do końca są potrzebne, ale dużo mówią o twoim podejściu do gór. Jest takie schronisko, gdzie w papciach można wyjść przed budynek i oglądać najpiękniejszy widok na panoramę Tatr. Jest takie schronisko, gdzie patrzy się przez okno i widzi się najpierw góry, a później zauważa, butelki po nocnej imprezie. Jest takie miejsce gdzie gotują tak dobrze, że zastanawiasz się skąd wzięła się nazwa schroniska. Schronisko górskie Głodówka.”
Pozdrawiam
Marek BednarzAttachments:2018-02-24 o 20:56 w odpowiedzi na: Konkurs „gdzieś na szlaku” – o górskich schroniskach w Polsce #153217
RedakcjaModeratorZgłoszenie – Rodzina Najduchów
Już od ślubu mamy z żoną naszą świecką tradycję, mianowicie co najmniej raz w roku odwiedzamy jedno z naszych ulubionych górskich schronisk- PTTK na Turbaczu i zajadamy się pierogami z jagodami. Od 4 lat towarzyszy nam córcia Zosia, od 3- syn Jaś. Rok 2017 nie miał się pod tym względem niczym różnić od poprzednich. Okazało się jednak- już w lutym, że szeregi naszej rodziny zasili- jak się nieco później okazało, córcia Marysia. Tym samym żona została „uziemiona”. Aby tradycji stało się zadość, korzystając z ostatnich ciepłych promieni październikowego słońca zabrałem dzieciaki na małe wagary z przedszkola. Wyruszyliśmy na szlak z Koninek. Zosia drogę do i z Schroniska przebyła na własnych nogach, Janek korzystał jeszcze z moich 🙂 W sumie zajęła nam ok. 6 godzin. W Schronisku jak zwykle spałaszowaliśmy ulubione pierogi, wbiliśmy pieczątki w dziesiątki różnych miejsc i zaopatrzyliśmy się w nowe odznaki. Do domu wróciliśmy późnym wieczorem. Zmęczeni ale szczęśliwi. Marysia urodziła się 2 tygodnie później, 30 października. W bieżącym roku z pewnością też wybierzemy się na Turbacz, mam nadzieję, że całą PIĄTKĄ i że tym razem zostaniemy na noc 😉 Pozdrawiamy
Rodzina Najduchów z Zakrzowca 🙂


2018-02-24 o 20:53 w odpowiedzi na: Konkurs „gdzieś na szlaku” – o górskich schroniskach w Polsce #153212
RedakcjaModeratorZgłoszenie – Danuta Bogusz
Część mojego serca została na zawsze tam… Gdzieś wysoko, gdzie w śniegach Słonecznik spotyka się z Pielgrzymami i razem idą w stronę Stawu i stojącej nad nim Samotni…
A było to tak…
To było zupełnie nieplanowane i zupełnie na wariata.
Anię poznałam na studenckiej konferencji naukowej – i od słowa do słowa wyszło, że poza nauką wiele nas łączy: podobna muzyka, poezja oraz – a może przede wszystkim – miłość do gór. Postanowiłyśmy więc – aby odczarować rozmaite zawirowania uczuciowe, przez które każda z nas wtedy przechodziła – oderwać się od codzienności, zostawić ją w dolinach i ruszyć w góry… Ukochane góry Ani, a mnie – jakimś dziwnym trafem – zupełnie jeszcze wtedy nieznane. W Karkonosze.Był luty – taki dziwny luty, bo we Wrocławiu było kilkanaście stopni… na plusie. W górach jednak panowała zima. Nie zraziło nas to jednak – w górach zimą obie byłyśmy nie pierwszy raz. Początek wycieczki był dość łatwy i gładko wybiłyśmy się w okolice Słonecznika. Tam jednak na góry zeszła mgła, przez co orientacja w nieprzetartym szlaku nie była łatwa (tyczki też ginęły we mgle), przez co szłyśmy bardzo powoli, znacznie wolniej niż planowałyśmy i prosty zazwyczaj odcinek zajął nam masę czasu. Od Śląskiego Domu było już przetarte, natomiast wzmógł się wiatr i zaczęła śnieżyca. Na dodatek na zejściu okazało się, że Ani zaczyna wysiadać kolano i idzie się jej bardzo ciężko. Do Samotni docierałyśmy więc w charakterze dwóch przemarzniętych bałwanków, o zmierzchu – światła w jej oknach widoczne z pewnej odległości jawiły się jak zapowiedź raju… W środku było ciepło i sucho, i tak wspaniale pachniało zupą pomidorową… którą oczywiście ochoczo zjadłyśmy i muszę powiedzieć, że tak dobrej zupy pomidorowej w życiu nie jadłam. Ani wcześniej, ani później. Odpoczynek w miłym miejscu, środek przeciwbólowy i opatrzenie kontuzjowanego kolana sprawiły, że mimo trudności z nogą reszta zejścia była czystą przyjemnością. A przyjaźń, która się narodziła wtedy – trwa do dziś.
Minęło wiele lat. Po Karkonoszach były różne góry – i znacznie wyższe, i te niziutkie. Polskie i zagraniczne. Latem i zimą. Jednak nie było takiego schroniska, które wyparłoby z mojego serca Samotnię, którą wciąż co jakiś czas chętnie odwiedzam – teraz razem z moim mężem i dziećmi. To przepiękne, jedno z najstarszych schronisk w Polsce, zachwycające swą pięknie wpisującą się w otoczenie architekturą – dla mnie na zawsze emanuje światłem, ciepłem i… zapachem zupy pomidorowej.
2018-02-24 o 20:47 w odpowiedzi na: Konkurs „gdzieś na szlaku” – o górskich schroniskach w Polsce #153203
RedakcjaModeratorZgłoszenie – Beata Fidali
Bieszczady – magiczna kraina gdzieś pomiędzy Przełęczą Łupkowską a Końcem Świata. I właśnie gdzieś tam znajduje się schronisko Jaworzec – miejsce z dala od uczęszczanych i popularnych szlaków, gdzie można zjeść kolację przy świecach (brak prądu) i oglądać rozgwieżdzone niebo i podziwiać drogę mleczną (brak prądu) takiego nieba jak tam to w życiu nie widziałam 😉 leżeć sobie w hamaku i nic nie robić. Pierwszy kontakt z tym schroniskiem miałam w 2014 roku podczas akcji „Czyste góry,czyste szlaki” i bardzo miło wspominam ten pobyt, nie dość że cisza i spokój to jeszcze Miśki codziennie rano przychodziły pod schronisko aha i w tym okresie schronisko miało swoje prywatne miśki w postaci dwóch nowofundlandów 🙂 a potem podczas spaceru do Sinych Wirów też mielismy okazję spotkać niedzwiedzia – wrażenie niesamowite zobaczyć go z tak bliskiej odległości (na szczęście Miś nie był głodny i miał nas głęgoko w poważaniu) 🙂 oprócz tego stada żurawi zbierających się do odlotu też robiły wrażenie. Bieszczady są piękne o każdej porze roku i można tam poznać fantastycznych ludzi, z ręką na sercu mogę powiedzieć,że jest to moje miejsce na Ziemi i najlepsze 4 dni mojego życia spędziłam właśnie TAM. Z historii opowiadanych przez mieszkańców można by napisać książkę, Wystarczy usiaść i posłuchać co mają do powiedzenia ludzie siedzący pod sklepem np. w Kalnicy na tzw.trójkącie – był leśniczy, przewodnik górski,wypalacz drewna, drwale,pilarze,zbieracze runa leśnego i mnóstwo innych osób. Bieszczdy są magiczne właśnie dzięki ludziom którzy tam trafiaja, ludziom z całej Polski, takim trochę włóczęgą którzy w jakimś momencie swojego życia postanawiają rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady i często o takich właśnie ludziach można powiedzieć,że są to Bieszczadzkie Anioły bo wbrew temu co mówi historia, Biesów i złych ludzi w Bieszczadach po prostu niema…bo jest to kraina samotników a diabły jak wiadomo lubią gwar i ruch i dlatego wszystkie siedzą w Siekierze w Cisnej ale nawet te są jakieś takie ułożone… 😉 A to włóczęgostwo i szukanie swojego miejsca idealnie ujął Jan Kondrak w piosence Jak długo pisana mi jeszcze włóczęga 🙂





2018-02-24 o 20:44 w odpowiedzi na: Konkurs „gdzieś na szlaku” – o górskich schroniskach w Polsce #153196
RedakcjaModeratorZgłoszenie – Ola Drewicz
Cześć tu znowu my Sylwia i Ola i dziś chciałybyśmy opowiedzieć wam o Schronisku w Dolinie Pięciu Stawów.
Do Doliny Pięciu Stawów z Palenicy Białczańskiej mapa pokazuje 2 godziny 55 minut, z parkingu do Wodogrzmotów Mickiewicza prosta sprawa, potem niby też, w prawo i pod górę,ostro pod górę i kamienienie, ale potem las,cień i odpoczynek można nawet zauważyć po prawej stronie grań Wołoszyna i dalej w górę, aż do rozwidlenia, Wielka Siklawa, to jest dopiero piękny wodospad, ale wracając idziemy pod górę tak dla odmiany, aby potem iśc w dół przy Małym Stawie i wzdłuż przedniego Stawu i już jesteśmy w najwyżej położnym schronisku w Tatrach po polskiej stronie tj. Pięciu Stawach. Brzmi prosto, prawda? Nawet się człowiek zbytnio nie zmęczy czytając to, ale pokonując tę trasę można złapać zadyszkę, tak my też ją złapałyśmy. Grafika google piękna, to idziemy ? Idziemy. Plecak 100 l na plecy, karimata, śpiwór jest,trekkingi na nogi, herbata w termosie i dobry humor. Lipiec, wakacje, na szlaku wielu turystów, ruch wahadłowy, ale to zawsze dobra okazja do odpoczynku, gorzej jak wszyscy już przeszli, wtedy już nie ma wymówki, tak wymijali nas czasem turyści pokolenie starsi, no dobrze nawet czasami dwa pokolenia, ale zawsze ich doganiałyśmy potem. Wujek google nie kłamał, widoki zapierające dech w piersiach, ludzie przemili, każdy służył pomocą, wodospad łaaaał, duży,nawet największy w Polsce, woda płynęła też szlakiem po kamieniach, ale buty nam nie przemiękły, jesteśmy, liczymy, czy faktycznie jest ich 5, jest, potwierdzam. A schronisko? Piękne, głodne? Oczywiście, Naleśniki zamówione i w gratisie zielone urządzenie, a co to takiego? Kurcze zaczyna świecić i jeżdzi po stole, co robić? Ale to chyba już, bo czuć zapach pysznych naleśników, zdecydowanie polecamy, dajemy pięc gwiazdek Michelin dla nalesników z Piątki. Idziemy gdzieś połazikować, zobaczyć czy Czaryn Staw jest czarny? Tak i nie jest czarny,a co to tam takiego futrzanego się rusza przy stawie? Zgadniecie ? Tak, macie racje to świstaki, nie, nie zawijały niczego w sreberka, idziemy dalej, kamienie się osuwają, same ? Lawina? Nie, to kozice, ostatnio je nawet policzono i wiecie ile ich jest w całych Tatrach? 1042. Takie oto zwierzaki możecie spotkac w tych okolicach.Wracamy do schroniska, nie ma wolnych łóżek, w tym schronisku nie ma z tym problemu, gleba i wiecie co jeszcze, koc i karimata, a wieczorem wychodzimy na kamienną ławkę przed schronisko i wiecie, co ? Cisza, a księżyć odbija się tafli stawu i wiecie co? Jest pięknie, jest bardzo pięknie i co zrobiłyśmy? Zostałysmy na drugą noc, do Moka przez Świstówkę i wróciłyśmy, a co zrobiłysmy kilka miesięcy potem w listopadzie ? Wróciłyśmy, śnieg wszędzie, ale nie możemy się zdecydować kiedy jest ładniej, na stołówce gwar, śpiewamy Sto lat, nawet nie wiem, kto miał urodziny, ale życzymy sto lat wszystkim tatromaniakom, bo w górach jest wszystko co kochamy.



Attachments:
RedakcjaModeratorTrwa głosowanie które ma ułatwić pracę Jury. Głosowaliście już ? Tak przedstawiają się wyniki obecnie. Wszystko w Waszych rękach :
http://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-kto-jeszcze-powinien-znalezc-sie-w-alei-podroznikow-w-krakow,nId,2517357Attachments: -
AutorWpisy



















