Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
niedziela, 29 marca, 2026
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Copyright 2025 - All Right Reserved
Zamki i pałace

Zamek Książęcy w Niemodlinie

przez Redakcja 2019-04-11
Napisane przez Redakcja
Zamek Książęcy Niemodlin zwiedzanie

Zamek Książęcy Niemodlin mający ponad 700 lat, stopniowo remontowany, dostępny do zwiedzania.

   Po wielu latach przechodzenia zabytku z rąk do rąk kolejnych właścicieli i popadania w ruinę, zamek w Niemodlinie doczekał się lepszych gospodarzy. Porównując stan sprzed kilku lat i obecnie, można to potwierdzić. Na zamku robota wre.
 
 
Zamek Książęcy Niemodlin zwiedzanie
 
 Dach został wymieniony i nie grozi zawaleniem. Ogrody zamkowe zostały uporządkowane i nie straszą krzakami i zaroślami. Rzeźby ogrodowe oraz na moście nad fosą także odzyskały dawny blask. Brama frontowa nie straszy odpadającym tynkiem. A co najistotniejsze, zamek można zwiedzać także wewnątrz. Obecni właściciele – łódzka firma A&A Marketing, która jest liderem rynku nieruchomości w Łodzi, ma jeszcze dużo pracy, ale już teraz można zwiedzać ogród zamkowy, przedzamcze, budynek bramny, Zamek Główny a w nim przyziemie, sala tortur, sala balowa, kaplica, krypty zamkowe i Bursztynową Komnatę. 
 

Zamek w Niemodlinie 9

W 1313 roku książę Bolesław, syn księcia opolskiego Bolka I, wzniósł murowany zamek na miejscu XIII-wiecznej kasztelanii. Stara gotycka budowla wtopiła się całkowicie w późniejsze renesansowe mury, dlatego nie można odtworzyć jej wyglądu. Do 1532 roku zamek pozostawał własnością śląskich książąt piastowskich. W swej wielowiekowej historii zamek kilkakrotnie był niszczony i odbudowywany. Zniszczyli go husyci w XV wieku, potem pożar w roku 1552, ucierpiał też w 1643 w czasie wojny trzydziestoletniej. Kolejnymi właścicielami były niemieckie rody arytokratyczne: Hohenzollern,  Logau, Puckler, Promnitz i Praschma. W XVI i XVII wieku zamek został przebudowany na renesansową rezydencję zbudowaną wokół prostokątnego dziedzińca otoczonego arkadami, a w  XVIII wieku został odnowiony w stylu barokowym. W XVIII wieku nad dawną fosą przerzucono kamienny most ozdobiony rzeźbami. Łączył on z zamkiem wzniesione w pierwszej połowie XIX wieku budynki gospodarcze. W XIX wieku częściowo zamurowano krużganki i całkowicie przebudowano kaplicę. Ostatnim właścicielem zamku w Niemodlinie, do roku 1945, był hrabia Fryderyk Leopold von Praschma. Po II wojnie światowej zamek był siedzibą: Państwowego Urzędu Repatriacyjnego, liceum i szkoły podoficerskiej. Potem przez 10 lat stał opuszczony i niszczał. W 1990 zrujnowany obiekt kupił prywatny inwestor. W murach zamku Jan Jakub Kolski nakręcił film Jasminum, który miał premierę w 2006 roku. W tym samym roku właścicielem zabytku został łódzki Instytut Postępowania Twórczego. W roku 2015 zamek przejęła spółka Centrum z Łodzi.
 

Zamek w Niemodlinie 7

 

www.niemodlinzamek.pl

zwiedzanie zamku

 

Zamek w Niemodlinie 2

 

Nie tylko legenda ale i „miejscowi” potwierdzają, że w 1945 roku ostatnia właścicielka zamku w Niemodlinie Sophie Praschma opuściła swoje włości furmanką pozostawiając tu cały majątek.

 

Poza Zamkiem Głównym, w trakcie prac rekonstrukcyjnych i zabezpieczających jest także folwark

 

Zamek w Niemodlinie 15

 

Zamek w Niemodlinie 3

 

 

Brama główna prowadząca na dziedziniec przedzamcza. W przejściu znajduje się kasa i sklep z pamiątkami.

 

Zamek w Niemodlinie 1

 

Zamek w Niemodlinie 19

 

Zamek w Niemodlinie 6

 

Zamek w Niemodlinie 5

 

Zamek w Niemodlinie 18

 

Odkopane mury obwodowe

 

Zamek w Niemodlinie 17

 

Zamek w Niemodlinie 8

 

Zamek w Niemodlinie 10

 

Zamek w Niemodlinie 11

 

Zamek w Niemodlinie 12

 

Zamek w Niemodlinie 13

 

Zamek w Niemodlinie 14

 

Zamek w Niemodlinie 16

 

Zamek w Niemodlinie 20

 

Zamek w Niemodlinie 21

 

Zamek w Niemodlinie 4

 

 

masz pytanie ? napisz do autora:
[email protected]
 
Albin Marciniak
https://www.facebook.com/marciniak.albin
 
 
 
 
Zamki w Polsce
 
164 obiekty polecane do zwiedzania
 
 
ZAMKI W POLSCE baner
 

 
 
#Niemodlin #ZamekKsiążęcyNiemodlin #zamekNiemodlin #ZamkiwPolsce
 

Zamek Książęcy w Niemodlinie

2019-04-11 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Reklama

Ubezpieczenie podróżne: spokojne wakacje

przez Redakcja 2019-04-09
Napisane przez Redakcja
rankomat 2

rankomat 2

 Ubezpieczenie podróżne: spokojne wakacje

 

Urlop kojarzy się z beztroskim i radosnym czasem, podczas którego można zapomnieć o rutynie i codziennych kłopotach. Jednak by wyjazd mógł być w pełni bezpieczny i udany, trzeba się odpowiednio zabezpieczyć na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń.

Czym jest ubezpieczenie podróżne?

Ubezpieczenie podróżne (inaczej ubezpieczenie turystyczne lub polisa turystyczna) to ubezpieczenie zawierane przez osobę udającą się w podróż na wypadek wystąpienia nieprzewidzianych, niesprzyjających sytuacji losowych. W zależności od wykupionego pakietu, takie ubezpieczenie może obejmować wypłatę odszkodowania i pomoc w sytuacjach takich jak nieszczęśliwy wypadek, kradzież, utrata lub zniszczenie mienia, nagłe problemy ze zdrowiem. Pomoc ubezpieczyciela obejmuje zazwyczaj zapewnienie transportu, zorganizowanie i opłacenie wizyt u lekarza bądź pobytu w szpitalu, akcję poszukiwawczą lub ratowniczą w razie zaginięcia oraz pomoc tłumacza. Ubezpieczenia turystyczne nie obejmują zwykle osób przewlekle chorych, uprawiających sporty wyczynowe, wyjeżdżających służbowo lub udających się do państw zagrożonych wojną i terroryzmem – dla takich klientów dostępne są specjalne polisy.

Dlaczego warto wykupić ubezpieczenie turystyczne?

Ubezpieczenie turystyczne zabezpiecza podróżującego przed poniesieniem dodatkowych kosztów (na przykład leczenia za granicą, które jest niezwykle drogie). Zapewnia mu również pomoc ze strony ubezpieczyciela na wypadek wystąpienia nieprzewidzianych okoliczności – to bardzo istotne, ponieważ w trudnych sytuacjach ciężko jest zadbać o wszystko samemu. Dlatego wykupienie przynajmniej podstawowego pakietu ubezpieczenia podróżnego to konieczność, jeśli wybierasz się poza granice kraju. Jedną z bardzo korzystnych ofert dla osób wyjeżdżających na wakacje poza Polskę jest ubezpieczenie turystyczne od PZU na rankomat.pl.

Gdzie znaleźć najlepszą polisę turystyczną?

Rynek ubezpieczeń turystycznych jest bardzo szeroki, dlatego znalezienie odpowiedniej oferty wcale nie jest proste. Warto skorzystać w tym celu ze specjalnych narzędzi, na przykład internetowej porównywarki polis – dzięki niej będziesz mógł zapoznać się z ofertami różnych ubezpieczycieli i wybrać opcję, która najbardziej odpowiada twoim potrzebom. Jeżeli masz wątpliwości, wybierz ubezpieczenie podróżne z rankomat.pl. Na tej stronie znajdują się najbardziej atrakcyjne oferty polis turystycznych od różnych towarzystw ubezpieczeniowych, wśród których każdy turysta może odnaleźć najlepszą dla siebie opcję.

 

rankomat 1

2019-04-09 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Podziemia

Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie

przez Albin Marciniak 2019-04-09
Napisane przez Albin Marciniak
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 3
 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie

Turystyczna Trasa Podziemna  i Muzeum Górnictwa

 

Będąc w południowej części Gór Sowich, czy też w Kotlinie Kłodzkiej, nie sposób pominąć na swych turystycznych ścieżkach tego wyjątkowego i zachowanego z wielkim pietyzmem obiektu. Szczególnie że obecna w kopalni podziemna kolejka, jest pierwszą tego typu atrakcją w Polsce, a czwartą w Europie. Niegdyś służyła do przewozu górników, dzisiaj mogą z niej skorzystać turyści kończąc zwiedzanie Podziemnej Trasy Turystycznej. Pociąg składa się z lokomotywy i trzech wagoników, w których jednocześnie może być przewożonych 36 osób. Po zwiedzaniu części podziemnej, możemy przenieść się na pobliską hałdę, by poczuć się jak poszukiwacze skarbów. Pośród skał i resztek węgla, można natrafić na wiele skamielin pochodzących sprzed 310 mln lat. W minerały czy skamieliny zaopatrzyć można się także w sklepie z pamiątkami. Jednak to nie to samo, co wykute ze skały własnoręcznie.
 
 
 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 3
 
W Nowej Rudzie na 7 poziomach wydobywano mało zasiarczony, najwyższej jakości węgiel koksujący. Skomplikowana budowa geologiczna i geometria złoża uniemożliwiały jednak mechanizację prac pod ziemią, co sprawiło, że z czasem eksploatacja stawała się coraz bardziej kosztowna, a w końcu wręcz nieopłacalna. Ostatecznie postanowiono kopalnie zlikwidować i ostatni węgiel z pola Piast został wywieziony na powierzchnię w dniu 15 września 1994 roku.

 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 16
 
W 1995 roku zlikwidowano część podziemną, pozostawiając kompleks wyrobisk długości około 750 m przy sztolni Lech, w którym uczniowie Zespołu Szkól Górniczych odbywali praktyki, podczas których uczyli się przyszłego zawodu. Po likwidacji szybów i naturalnym ich zalaniu przez wodę prawie wszystkich podziemnych chodników w 1996 roku na polu górniczym Piast powstało Muzeum Górnictwa, które po znacznych zmianach organizacyjnych i własnościowych udostępnione jest obecnie jako Podziemna Trasa Turystyczna „Kopalnia Węgla Kamiennego w Nowej Rudzie”.

 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 6
 
Ściana dawnego wyrobiska, której również warto się przyjrzeć, miała wyjątkowo dobre warunki do eksploatacji – była krótka (ok. 50 m, co stanowi wyjątek, gdyż przeważnie minimalna długość ścian wynosiła 100 m) i bardzo wysoka (powiększali ją uczniowie szkoły górniczej podczas odbywanych w kopalni praktyk). Średnia grubość pokładów węgla wynosiła 1,3 m. Pokład zapadał się pod kątem 16-23 stopni. Na tej ścianie również można podziwiać kolejną skamieniałą araukarię.
 
 
DSC 2911
 
Na wypadek zawalenia się wejścia do sztolni tworzono drogi ucieczkowe, prowadzące do przedziału drabinowego 40-metrowego szybu Piast II, którym można było wydostać się na powierzchnię.
 
 
DSC 2927
 
 
DSC 3056 

 
przenośna toaleta nazywana ulem
 

Warto poznać jeszcze dwa określenia stosowane przez górników. „Ul” był górniczą ubikacją, a sanitarka to wagonik służący do przewozu rannych górników. Oba niezbędne urządzenia nadal stoją w kopalni, podobnie jak różnego rodzaju wagoniki towarowe, platformy do przewozu kołowrotów czy lutnie wentylacyjne.

 
 
DSC 2912
 
W kopalni znajdują się również komory podziałowe. Są to pomieszczenia, w których odbywały się zebrania załóg z osobą wyższego dozoru w celu rozdzielnia prac, a także różne warsztaty itp.

 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 9
 
Inne komory były przeznaczone na przechowywanie narzędzi: łopat, urządzeń podciągowych, wiertarek i młotków oraz pił na sprężone powietrze.
 
 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 21
 
Z większych urządzeń pracujących na ścianach zachował się kombajn węglowy i wrębiarka.

 
 
Kopalnia wyposażona była również w tamy bezpieczeństwa – zamurowane wejścia do szybu Piast I i nieczynnych korytarzy. Posiadały one korki do pomiaru stężenia trujących gazów. Tamy oddzielały nieużywane chodniki od chodników eksploatowanych i w ten sposób zabezpieczały przed rozprzestrzenianiem się częstych w kopalni pożarów.

 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 15
 
Szyb Piast II – główny szyb kopalni, zagłębiony był do poziomu VII, czyli znajduje się 700 m pod ziemią. Posiadał on dwie 4-piętrowe klatki zjazdowe. Winda przewoziła ludzi z prędkością 8 m/s, urobek natomiast z prędkością 16 m/s.
 
 
DSC 2928

 
 
 
 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 4
 

 
„Kopalnia Węgla” Nowa Ruda
57-401 NOWA RUDA
ul. Obozowa 4
tel. 74 872 79 11
http://kopalnia-muzeum.pl

 
 
 
 
 
poniższe zdjęcia z 7 kwietnia 2019

Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 1
 
 
 Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 2
 

Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 5

 

 Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 7
 
 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 8
 
 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 9
 
 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 10
 
 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 11
 
 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 12
 
 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 13
 
 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 14
 
 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 18
 
 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 19
 
 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 20
 
 
Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie 22
 
Skarbnik pilnuje podziemi 🙂
 
 
 
 
2019-04-09 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Różne media

Maratony Rowerowe Cyklokarpaty

przez Redakcja 2019-04-09
Napisane przez Redakcja
inauguracja Maratonów Rowerowych Cyklokarpaty 1

inauguracja Maratonów Rowerowych Cyklokarpaty 1

 Maratony Rowerowe Cyklokarpaty

Maratony Rowerowe Cyklokarpaty startują w sobotę!
13 kwietnia w Wierchomli otwieramy sezon Maratonów Rowerowych Cyklokarpaty.

 

inauguracja Maratonów Rowerowych Cyklokarpaty 3

 

Hotel Wierchomla Ski & Spa Resort niejednokrotnie już gościł uczestników imprezy; w tym roku będzie gospodarzem inauguracji wydarzenia. Ideą Maratonów jest popularyzacja zarówno kolarstwa górskiego, jak i turystyki rowerowej oraz aktywnego trybu życia, a Cyklokarpaty umożliwiają rowerowe szaleństwo każdemu niezależnie od poziomu zaawansowania.
Niezbędne do startu są rower górski oraz kask. Do wyboru jest jedna z czterech tras, oznakowanych od startu do samej mety.

 

inauguracja Maratonów Rowerowych Cyklokarpaty 4

Krótki opis tras
Maratony Rowerowe Cyklokarpaty wystartują z parkingu przed hotelem o godzinie 11.00. Wtedy na trasy wyruszą Uczestnicy rywalizujący na dystansach Mega i Giga (odpowiednio 50 i 80 kilometrów). Pół godziny później rozpocznie się wyścig na dystansach Family i Hobby (odpowiednio 15 i 30 kilometrów).
Dla najmłodszych przy hotelu rozegrane zostaną zawody Kids Race. Wszystkie trasy prowadzone będą w zasięgu wzroku rodziców.
Trasy Maratonów Rowerowych Cyklokarpaty poprowadzone są przez dolinę potoku Potasznia na Przełęcz Potasznia, skąd Uczestnicy dystansu Family rozpoczną powrót do mety.
Pozostali zielonym szlakiem rowerowym przejadą pod Bacówkę nad Wierchomlą, skąd Uczestnicy dystansu Hobby zjadą niebieskim szlakiem rowerowym do Szczawnika.
Uczestnicy dwóch najdłuższych tras z Bacówki nad Wierchomlą pojadą w stronę schroniska na Jaworzynie Krynickiej i zjadą do samej Krynicy, skąd ścieżkami leśnymi przez Jastrzębik dojadą do Szczawnika.
Ze Szczawnika trasa prowadzi szlakiem w stronę Żegiestowa, skąd wiedzie na Pustą Wielką, by sprowadzić Uczestników na dół, do Wierchomli Wielkiej. Osoby, które wybrały najdłuższy dystans, ponownie pojadą podziwiać tereny Nadleśnictwa Piwniczna, pokonując dodatkowo trasę Hobby. Natomiast rywalizujący na dystansach Mega i Hobby wrócą do mety przy Hotelu Wierchomla SKI & SPA Resort.

 

inauguracja Maratonów Rowerowych Cyklokarpaty 2

Więcej informacji o wydarzeniu znaleźć można na stronie organizatora:
www.cyklokarpaty.pl/wierchomla

2019-04-09 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Materiał zewnętrzny

Szklarska Poręba. Co zobaczyć i jak zaplanować wyjazd?

przez Redakcja 2019-04-02
Napisane przez Redakcja
Szklarska Poręba Co zobaczyć i jak zaplanować wyjazd

Szklarska Poręba Co zobaczyć i jak zaplanować wyjazd

 Szklarska Poręba. Co zobaczyć i jak zaplanować wyjazd?

Szklarska Poręba to wymarzone miejsce na urlop – i to bez względu na to, czy zaplanowałeś go na lato, czy na zimę. Podpowiadamy, jak zaplanować wypoczynek w tym górskim mieście.

 

  1. Szklarska Poręba – noclegi
  2. Szklarska Poręba – co trzeba zobaczyć?
  3. Szklarska Poręba – historia
  4. Szklarska Poręba – położenie

 

ca4abbc5af33b3ee8c523040ca19b946 1

 

Szklarska Poręba to jedna z najchętniej odwiedzanych miejscowości polskich gór. Niesłabnąca od lat popularność tego kurortu oczywiście nie bierze się znikąd. To miejsce zachwyca nie tylko zapierającymi dech w piersiach krajobrazami, ale też klimatem sprzyjającym regeneracji nadszarpniętego miejskim życiem zdrowia i licznymi atrakcjami. Te ostatnie sytuują Szklarską Porębę w gronie najbardziej interesujących dla turystów miast na Dolnym Śląsku.

Wyjazd do tej miejscowości, przez wielu nazywanej „perłą Karkonoszy” to doskonały pomysł na spędzenie urlopu. Co ważne, Szklarka Poręba jest atrakcyjna dla przyjezdnych o każdej porze roku. Zimą kusi miłośników białego szaleństwa, zaś latem przyciąga tych wszystkich, dla których najlepszy wypoczynek oznacza górskie wędrówki. Nie oznacza to jednak, że ta destynacja jest ciekawa tylko dla aktywnych, bo wiele do zaoferowania ma również tym, którzy szukają po prostu miejsca, w którym mogliby oddać się błogiemu lenistwu.

 

Szklarska Poręba – położenie

Szklarka Poręba jest położona na południu Polski. Administracyjnie należy do województwa dolnośląskiego i leży nieopodal Jeleniej Góry. Miasto znajduje się na styku trzech regionów. Od południa otaczają je wzniesienia Karkonoszy, od północy Izerów, zaś od wschodu graniczy z Kotliną Jeleniogórską. Ze względu na bliskość granicy państwowej, miejscowość jest również doskonałą bazą wypadową dla turystów, którzy podczas swojego urlopu chcieliby zwiedzić również północno-zachodnie Czechy.

Szklarska Poręba wyróżnia się atrakcyjnym położeniem w dolinie górskiej rzeki Kamiennej, do której w pobliżu miasta wpływają także dwa mniejsze cieki – Kamieńczyk i Szklarka. Zarówno nad samym miastem, jak i całą doliną góruje szczyt Szrenicy, z której możesz podziwiać panoramę Gór Izerskich, kotliny oraz czeskiej części Karkonoszy. Okolice Szklarskiej Poręby obfitują w przyrodnicze ciekawostki, które szczegółowo omówimy na moment.

 

Szklarska Poręba – historia

Historia Szklarskiej Poręby sięga przełomu XIV i XV wieku, kiedy na teren zajmowany przez dzisiejsze miasto zaczęli napływać pasterze, którzy zakładali pierwsze osady. Wówczas też powstała pierwsza w okolicy huta szkła, której miejscowość zawdzięcza swoją nazwę. Dalszy rozwój ówczesnej wsi wiąże się z napływem czeskich imigrantów oraz eksploatacją licznych złóż minerałów – w znakomitej większości przetwarzano je w lokalnych zakładach.

XIX wieku przyniósł w Szklarskiej Porębie duże zmiany. Miejscowość stała się znana jako uzdrowisko, co ściągnęło do niej kuracjuszy z wielu regionów dzisiejszych Czech, Niemiec oraz Polski. Wtedy również upodobali ją sobie artyści, którzy poszukiwali tu weny i wytchnienia od miejskiego życia. Miasto cieszyło się wówczas opinią swego rodzaju artystycznej kolonii. Po II wojnie światowej Szklarska Poręba znalazła w granicach polski, a 14 lat później – w roku 1959 – uzyskała prawa miejskie. Przez okres powojenny stopniowo rosła renoma miejscowości jako kurortu – zarówno letniego, jak i zimowego.

 

Szklarska Poręba – co trzeba zobaczyć?

Szklarska Poręba to miasto, w którym nikt nie będzie narzekał na nudę. Nie ma znaczenia, czy urlop zamierzasz spędzić aktywnie, poznać zabytki, czy też nasycić oczy i duszę przyrodą. W okolicy miasta wytyczono wiele szlaków turystycznych o różnym stopniu trudności i przeznaczeniu. Niektóre z nich możesz pokonać wyłącznie pieszo, inne zaś doskonale sprawdzą się jako trasa rowerowych wycieczek. Poza tym w mieście znajdziesz kilka tras narciarskich z wyciągami i kolejami linowymi, wśród których jest najtrudniejszy stok w Polsce – FIS.

Miasto może też poszczycić się bogactwem wiejskiej i małomiasteczkowej architektury z przełomu XIX i XX wieku. Najstarszym obiektem Szklarskiej Poręby jest pochodzący z XVII i przebudowany w XIX wieku kościół MB Różańcowej, położony malowniczo na zboczu wzgórza. Drugi z miejskich kościołów, Bożego Ciała, reprezentuje styl neogotycki. W Szklarskiej Porębie znajdują się także zabytkowe budynki poprzemysłowe. Są to dawny młyn, mieszczący obecnie restaurację oraz zabudowania niedziałającej już huty. Poza tym w rejestrze zabytków znajduje się kilkadziesiąt domów, willi i pensjonatów wzniesionych w unikatowym stylu drewnianym.

Tym, co najbardziej wyróżnia miasto na tle innych kurortów jest jednak mnóstwo przyrodniczych atrakcji. Wśród nich wymienić należy przede wszystkim wąwóz Kamieńczyka ze specjalnym tarasem umożliwiającym zwiedzanie oraz dwa największe wodospady w Sudetach – jeden (wyższy) na Kamieńczyku, drugi zaś na Szklarce.

 

Szklarska Poręba – noclegi

Atrakcyjność turystyczną miasta podnoszą noclegi w Szklarskiej Porębie z wyżywieniem i widokiem na góry. O zarezerwowaniu miejsca w jednym z nich warto pomyśleć już teraz. Latem, kiedy do miasta przybywa wielu turystów, może okazać się, że wolnych pokojów w obiektach o interesującym cię standardzie już nie ma.

2019-04-02 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
PRACE KONKURSOWE POLSKA

Moje Green Velo – praca konkursowa

przez Redakcja 2019-04-02
Napisane przez Redakcja
Green Velo Wschodni szlak rowerowy 21 dni

Green Velo Wschodni szlak rowerowy 21 dni

 Moje Green Velo

Beata Fidali

Green Velo – Wschodni szlak rowerowy, 21 dni , 35 stopni C (prawie codziennie) 5 województw, 5 parków narodowych i 15 parków krajobrazowych. Główna nitka szlaku liczy około 1880 km i zaczyna się w Elblągu a kończy w Końskich, albo odwrotnie 😉 dobra, tyle oficjalnych wiadomości…

 

1

 

Wycieczka zaczęła się w pierwszy dzień wakacji na dworcu w Krakowie, po pierwszym szoku jaki przeżyłam wjeżdżając na dworzec ( setki dzieci jadących na pierwszy turnus do Kołobrzegu) moim nocnym pociągiem :-p

4

Potem wszystko było już ok, czyli rower, ja i dzicz. Dodam ,że rower kupiłam jakieś pół roku wcześniej i jakoś specjalnie dużo nie jedziłam. Start był w Elblągu i już tam dwa razy się zgubiłam, za dużo znaków tam poustawiali i się można kręcić w kółko. Ale to nic…trasa biegnie przez bardzo urokliwą „dzielnicę” Elbląga, Bażantarnię czyli las górki las potem jedziemy wzdłuż Zalewu Wiślanego w którym chciałam chociaż zamoczyć stopy dla ochłody bo 35 stopni i takie tam ale efekt był taki,że poczułam się jak na gorących żródłach na Słowacji bo zalew płytki to i woda gorąca 😉 miałam nawet propozycję podwózki jachtostopem z portu w Tolkmicku ale grzecznie podziękowałam i pojechałam dalej.

 

3

Jak się podróżuje samej to ludzie postrzegają cię zupełnie inaczej niż jak się jedzie grupą i czasami można zwiedzić miejsca niedostępne dla turystów bo przeszły w ręce prywatne, takim miejscem był dawny pałac królewski w Drogoszach, potężny gmach który pomału jest odnawiany i naprawdę robi wrażenie. Przy trasie jest też wieś bociania czyli Żywkowo gdzie co roku przylatuje mnóstwo bocianów i ich gniazda są wszędzie, w Żywkowie jest też magiczny kamień jedno z miejsc mocy występujących w Polsce ale na ten temat to może innym razem napiszę.

 

8

 

Potem była Rapa ze swoją piramidą też trochę (magiczną) bo jakieś siły działają w jej pobliżu bo przy samej piramidzie jest totalna cisza…nawet mucha ani komar nie bzyczy a dodam ,że miejsce to znajduje się w lesie otoczone bagnami czyli komary powinny być wszędzie a tu nic…pogryzły mnie dopiero 20 metrów dalej 😉

 

9

 

Ciekawym miejscem jest też Wisztyniec czyli jeden z trójstyków granic którego według znaków za żadne skarby nie można przekraczać ani robić zdjęć…bo tam już jest Rosja no ale wiecie kto mi zabroni, przecież jestem tam sama 😉 i tylko potem jak odjeżdzałam to przez dobrą chwilę miałam wrażenie ,że za złamanie prawa międzynarodowego to mi jakiegoś MIGa przyślą ale w sumie to i tak się nie zmieszczę do MIGa z rowerem to nie lecę.

 

6

 

Dalej była Suwalszczyzna, moim zdaniem zupełnie niedoceniony rejon i Puszcza Augustowska która mi napsuła najwięcej krwi na całym szlaku…bo jazda po głębokim piasku z mega ciężkim rowerem nie należy do przyjemnych ale kiedy dojechałam do Augustowa to poczułam się jak w domu…Bo jako Beata może nie z Albatrosa ale jednak Beata w końcu zobaczyłam ten Augustów z piosenki.

 

12

 

Dalsza trasa biegła przez dolinę Biebrzy i Narwi…piękne miejsce bo te miliony różnego ptactwa robią niesamowite wrażenie a na Carskiej szosie na drogę wyszedł mi łoś ,nie mam niestety zdjęcia bo byłam tak samo zaskoczona jak On.

5

Warto zwiedzić okolicę Goniądza,Twierdzę Osowiec i Tykocin no i oczywiście Białowieżę z rezerwatem pokazowym żubrów. Dalej był magiczny i klimatyczny Supraśl gdzie kręcono parę filmów a między innymi serię „U Pana Boga za piecem”, zresztą przez Królowy most tez jechałam. Z filmowych atrakcji to był jeszcze nocleg pod namiotem nad jeziorem Siemianówka, tu z kolei kręcono scenę finałową pierwszej części „Opowieści z Narni” ale Państwa Bobrów, Centaurów ani dzieci nie spotkałam 🙂

 

14

Piękną rzeką jest Bug nad którym czas się zatrzymał i płynie zdecydowanie wolniej niż gdzie indziej…no w sumie to nie wiem czy to zasługa Bugu czy czasu ta powolność ale na jedno wychodzi 😀 w Mielniku jest też przeprawa promowa bo mostów tu nie ma ,czynna tylko do 18 więc noc spędziłam przed Bugiem a nie za Bugiem gdyż ponieważ przyjechałam tam grubo po 18 ale cóż…wspomniany wyżej czas powiedział Stop! O stadninie w Janowie podlaskim się nie  będę rozpisywać bo się nie znam na koniach, ale byłam, widziałam szału nie było…

10

Podróż w czasie przeżyłam na miejscu obozu zagłady w Sobiborze, byłam tam kompletnie sama ta cisza która tam panowała robiła wrażenie…nawet ptaki nie śpiewały. W Chełmie za to nocowałam w jednym z najfajniejszych schronisk na szlaku tzn klimat tworzą oczywiście ludzie którzy akurat tam śpią wtedy kiedy Ty ale mnie się udało po raz kolejny poznać fajnych ludzi i siedzieliśmy chyba do 3 w nocy.

 

15

 

Potem było Roztocze i pyszne piwo w browarze w Zwierzyńcu a potem to już tylko droga przez las i kolejne super schronisko w Górecku Starym u Mariana 🙂 a jako że Mariana znam to wesoła ekipa czekała już na mnie przy ognisku z pigwówką. Jakimś dziwnym trafem wszyscy turyści byli z Krakowa i nawet się okazało ,że mamy wspólnych znajomych. Dobra…jedziemy dalej, prawdziwe wyzwanie zaczęło się w okolicach Przemyśla bo to już Podkarpacie to i góry większe a przypominam  że przez cały okres wycieczki temperatura nie spadała poniżej 30 stopni.

Polecam arboretum w Bolestraszycach, weszłam na chwilę a nie było mnie ponad dwie godziny albo więcej. W Sandomierzu nie spotkałam niestety Ojca Mateusza ale jazda po tym mieście to prawdziwe wyzwanie…tam wszędzie jest pod górę 🙂 Ale za to sady rozciągające się za Sandomierzem to prawdziwy raj…jabłka,gruszki,śliwy i wszystkiego tyle ,że drzewa się łamały więc trochę tam tego zjadłam za free ale w tym okresie coś było w kraju z jabłkami ,że nikt ich nie chciał zbierać.

 

11

 

Dalej Kielce i fajny kamieniołom jezioro Sielpia i Końskie w których szlak kończy się tak trochę bez sensu, bo wszędzie stąd daleko do Kielc 70 km a do Opoczna czyli na pociąg 40 km. Ale ogólnie szlak jest bardzo fajny, dobrze oznaczony i jest co oglądać i zwiedzać. Miejsca które wymieniłam to tylko mała namiastka Green Velo bo właściwie o każdym miasteczku można coś napisać ale po co pisać …lepiej to zobaczyć na własne oczy i poczuć we własnych nogach. I to nie jest prawdą ,że trzeba się jakoś wybitnie przygotowywać do podróży…jestem tego najlepszym przykładem, wystarczy rower, sakwy i dobre nastawienie 😀 i potem satysfakcja  że się ma za sobą 2500km 🙂

 

7

13

 

 
Wspomnienia z Podróży – Polska
 
wybór internautów
Hamak Lesovik DUCH Coyote Brown + zawieszenie SMUK
61 oddanych głosów a średnia ocen to  97.7%
 
 

LESOVIK

„LESOVIK to polski producent hamaków turystycznych. Nasz cel prosty: zaprosić wszystkich do lasu i zaoferować najwygodniejszy możliwy nocleg jakiego można doświadczyć w terenie. Dlatego wybraliśmy klimatyczną ideę hamakowania i ubraliśmy ją w nowoczesne materiały, tworząc w ten sposób hamaki superlekkie, pakowane i bardzo wytrzymałe. Słowem: takie, na jakie jest miejsce w plecaku podróżującego. Uczucie błogiego bujania między drzewami jest nieporównywalne z niczym innym, a samo nocowanie w hamaku to przygoda, od której nie ma odwrotu! Namiot? Niepotrzebny, bo nasze modułowe systemy hamakowe to pełna gama produktów pozwalających na nocleg w warunkach od mroźnej zimy, przez deszczową jesień, po upalne lato. Wszystko co robimy jest szyte w Polsce, z najlepszych dostępnych materiałów. LESOVIK to wygoda, lekkość, ale przede wszystkim kompletna zmiana perspektywy, z jakiej obserwujemy świat wokół nas. http://lesovik.eu/

hamaki Lesovik

   

logo lesovik

2019-04-02 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
PRACE KONKURSOWE ŚWIAT

NEW YORK STATE OF MIND – praca konkursowa

przez Redakcja 2019-04-02
Napisane przez Redakcja
NEW YORK STATE OF MIND

NEW YORK STATE OF MIND

 NEW YORK STATE OF MIND…
… CZYLI O MOIM NOWOJORSKIM STANIE UMYSŁU

 Dominika Mizerska

 

Zdj 1. Panorama Manhattanu z Queens

 Panorama Manhattanu z Queens

 

            Najbardziej spektakularne i zadziwiające historie z podróży, wprawiające słuchacza w „ochy i achy” to te długoterminowe lub dalekodystansowe. Najlepiej do odległych, niebezpiecznych, dzikich destynacji. Dużym zainteresowaniem cieszą się również przygody o charakterze ekstremalnym, niedostępne dla każdego. Wystarczy przywołać nazwiska takie jak Doba, Bargiel czy Waligóra. W końcu zwykły Kowalski ani nie przepłynie kajakiem Oceanu Atlantyckiego, ani nie przejdzie pustyni Gobi. Nie mówiąc o wejściu na K2, a co dopiero o zjechaniu na nartach ze szczytu. Dla mnie samej to czysta abstrakcja, o której słucham z rozdziawioną buzią ze zdziwienia i niedowierzania. Niemniej analizując sobie moje wszystkie przygody, odbyte dotychczas podróże, z rozrzewnieniem wspominam Nowy Jork. Wyjazd za Atlantyk był spełnieniem marzenia, wzbudzającym w dwudziestojednoletniej wówczas dziewczynie ogrom emocji i przeżyć. Przede wszystkim jako dziecko lat dziewięćdziesiątych, mój czas dorastania nierozerwalnie związany był z amerykańską pop kulturą. Co jak co, ale Kevin Sam w Nowym Jorku na święta być musiał. I nie daj Boże ominąć Titanica, wyświetlanego w Boże Narodzenie, aby zobaczyć jak Rose Dawson znajduje Serce Oceanu przy Statule Wolności. Potem doszli Przyjaciele, którzy przez dziesięć sezonów rozbawiali mnie do rozpuku, a dźwięki New York, New York Franka Sinatry puszczane z kaset magnetofonowych, wzruszały do łez. Przykłady mogłabym powielać w nieskończoność, dodając między innymi zamach z 11 września 2001, który śledziłam jako dziewięcioletnia dziewczynka. To zdarzenie szczególnie mną wstrząsnęło, ponieważ panorama Manhattanu z wieżami World Trade Center była pierwszą ilustracją, która utkwiła mi w pamięci z wczesnego dzieciństwa. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie ani sprawy co dane zdjęcie przedstawia, ni gdzie ono zostało wykonane. Pomimo tego miliony świateł oraz budynki aż do nieba zachwyciły mnie, nie dając o sobie zapomnieć.

 

Zdj 2. Nocna panorama Manhattanu

Nocna panorama Manhattanu

 

        Dlatego też, gdy nadarzyła się okazja na odwiedzenie miasta marzeń, skakałam z radości jak szalona, jednocześnie obgryzając paznokcie ze strachu, iż rzeczywistość nie spełni moich oczekiwań …
Jednak Nowy Jork totalnie mnie pochłonął, chowając wszelkie obawy do kieszeni. Empiryczne doświadczenie miasta nad wyraz przekroczyło moje pragnienia. W „Wielkim Jabłku” znalazłam wszystko to, czego szukałam: możliwości oraz szanse
rozwoju, zabawę, a także wiedzę. Lista miejsc i rzeczy do zrobienia okazała się na tyle długa, iż przez tydzień pobytu zdążyłam odhaczyć nieznaczną jej część. Uciekając od gwarnego oraz głośnego Times Square, chowałam się w muzeach, które w konkretne dni, o wskazanych godzinach są darmowe lub za okazyjną opłatą „pay what you wish” 1 . Dzięki temu zaoszczędziłam na musical Chicago, na Broadwayu 2 . A zasiadanie na widowni granego nieprzerwanie od 1996 roku przedstawienia, którego ekranizacja filmowa otrzymała aż sześć statuetek Oscara to doświadczenie niezapomniane. Ponadto jako miłośniczka street art-u byłam w swoim artystycznym raju, znajdując murale w każdym z pięciu okręgów Nowego Jorku (największe miasto Stanów Zjednoczonych składa się z okręgów tj. Manhattan, Brooklyn, Bronks, Queen oraz Staten Island, zajmując powierzchnię 1213,3 km²). Gdy po ich odkrywaniu, głód dawał się we znaki, wybierać mogłam spośród
 szystkich kuchni świata, decydując się „w razie czego” na naszą polską, sprawdzoną, na Greenpoincie.

 

Zdj 3. Times Square

Times Square

 

Zdj 4. Greenpoint na Brooklynie

 Greenpoint na Brooklynie

 

Zdj 5. Bushwick na Brooklynie

 Bushwick na Brooklynie

 

Zdj 6. Whitney Museum of American Art

Whitney Museum of American Art

 

Za dnia przesiadywałam w Central Parku, aby podziwiać nowo budujące się wieżowce, które wieczorem obserwowałam z góry, z punktów widokowych na Empire State of Building lub Rockefeller Center. Nocami cieszyłam ucho dźwiękami jazz-u na Manhattanie, by rankami jeździć na Harlem, aby uczestniczyć w kościelnych obchodach, opatrzonych występami grup gospel.

 

Zdj 7. Rockefeller Center

Rockefeller Center

Zdj 8. Worship w FCHC na Harlemie

Worship w FCHC, na Harlemie

Zdj 9. Worship w FCHC na Harlemie

Worship w FCHC, na Harlemie

Zdj 10. Central Park

Central Park

Zdj 11. Chelsey Market

Chelsey Market

 

Zresztą samo przemieszczanie się nowojorskim metrem było unikatowym doświadczeniem. Współdzielenie przestrzeni z dziesiątkami osób, różniących się kolorem skóry, językiem czy wyglądem było fascynującym doświadczeniem kulturowym. Istny tygiel, którym się Nowy Jork charakteryzuje, wciąga. Może dziwić, nawet szokować, gdy między eleganckim, ubranym w najlepsze marki odzieżowe biznesmanem i obładowaną sprzętem elektronicznym turystyką z Azji, siada znarkotyzowany emigrant z Karaibów, ale daje powody do myślenia, zagłębienia wiedzy o genezie miasta. Skąd, czemu, dlaczego?

 

Zdj 12.Kolaż zdjęć z nowojorskiego metra

Kolaż zdjęć z nowojorskiego metra

 

1 9/11 Memorial & Museum – wtorek od 17 do zamknięcia Museum of Modern Art. (MOMA) – piątek od 16 do zamknięcia Whitney Museum of American Art – piątek od 19 do 22 Solomon R. Guggenheim Museum – sobota od 17.45 do 19.45 (pay what you wish) Powyżej wymieniłam swoje ulubione muzea. Listę wszystkich, nowojorskich placówek z wyróżnieniem darmowych dni wstępu, można znaleźć na stronie: https://www.nyc-arts.org/collections/35/free-museum-days-or-pay-what-you-wish
2 Kiosk TSK funkcjonujący przy Times Square, oferuje zniżki na broadwayowskie przedstawienia. W celu zdobycia tańszego biletu, należy udać się do niego na godzinę przed wybranym spektaklem. Inną metodą jest zakupienie wejściówki w kasie biletowej teatru tuż przed występem.

 

Tysiące twarzy Nowego Jorku przedstawionych jest nie tylko za pomocą różnorodnej struktury jego mieszkańców. W mieście mieszają się również style architektoniczne, języki, obyczaje społeczne oraz formy sztuki. Wszystko to sprawia, iż miejsce to jest olbrzymim plenerem fotograficznym. Z mojej amatorskiej perspektywy kadry w Nowym Jorku nachodzą niemal na siebie, powodując swojego czasu rozpalenie do czerwoności spustu migawki.

 

Zdj 13. Dolny Manhattan

Dolny Manhattan

Zdj 14. Manhattan

Manhattan

 

Zdj 15.Most Puławskiego łączący Queens z Brooklynem

Most Puławskiego łączący Queens z Brooklynem

 

Wszystko powyżej, a także to niedopowiedziane sprawia, że istniejące dopiero około 400 lat miasto, na głowę przebija swoim temperamentem i atmosferą wiele innych, teoretycznie zgoła ciekawszych miejsc. Słowem zakończenia chciałabym powiedzieć, że pobyt w Nowym Jorku jest jednym z piękniejszych wspomnień, jakie posiadam z kolekcji wszelkich, odbytych dotychczasowo wyjazdów. Czasem sama się sobie dziwię, iż to jedna z najludniejszych aglomeracji świata skradła bardziej moje serce niż mongolskie stepy, czy peruwiańskie góry. Niemniej nie zawsze miarą najlepszych doświadczeń są miejsca teoretycznie najciekawsze. Jak to w życiu, tak i w podróżach ważne są różne elementy, składające się na całość. Nowy Jork to nie tylko olbrzymie miasto z mnóstwem atrakcji, ale także wspomnienia dzieciństwa oraz głęboko siedzący we mnie sentymentalizm. Co więcej magia „pierwszego razu” za oceanem, w miejscu tak odległym od Polski, od domu. Każdy kolejny wyjazd był już drugim, trzecim, …, dziesiątym, zatem nie niósł ze sobą tak ogromnej siły skrajnych przeżyć, składających się z radości i ekscytacji, aż po przez strach oraz niepewność.

 

Zdj 16. Nowojorczyk na Manhattanie

Nowojorczyk na Manhattanie

 

I tak jak śpiewał Billy Joel w swojej piosence „New York State of Mind”, tak i ja wolałabym wziąć autobus Greyhound wzdłuż rzeki Hudson niż samolot do Miami lub Hollywood, bo niezmiennie od lat jestem w nowojorskim nastroju.

 

Zdj 17. Most Brookliński

Most Brookliński

2019-04-02 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
PRACE KONKURSOWE ŚWIAT

Jordania – z wizytą w jaskini Beduina – praca konkursowa

przez Redakcja 2019-04-02
Napisane przez Redakcja
Jordania z wizytą w jaskini Beduina

Jordania z wizytą w jaskini Beduina

 Jordania – z wizytą w jaskini Beduina – praca konkursowa

Szymon Kędzierski

Petra

Petra to ruiny stolicy kraju Nabatejczyków – starożytnego ludu przybyłego z półwyspu arabskiego na tereny obecnej Jordanii. Miasto przeżywało swój rozkwit w czasach antycznych. Obecnie jest zaliczane do siedmiu nowych cudów świata.

Podróż

Moja jordańska przygoda zaczęła się na praktykach studenckich w Izraelu. Wraz z grupą znajomych, innych studentów, postanowiliśmy odwiedzić Ejlat – izraelski kurort nad Morzem Czerwonym. Wykorzystaliśmy do tego wolne dni podczas żydowskiego święta Sukkot, upamiętniającego mieszkanie w szałasach podczas ucieczki Izraelitów z Egiptu. Od dłuższego czasu myślałem o zwiedzeniu legendarnej Petry i będąc już tak blisko Jordanii nie mogłem zmarnować takiej okazji.
Nasza studencka grupa była złożona z mieszanki obcokrajowców. Mimo mojego usilnego namawiania, część osób wybrała wycieczkę do Egiptu zamiast Jordanii, a część nie mogła jechać ze względu na problemy wizowe. Koniec końców, na podbój
Jordanii ruszyłem tylko z koleżanką. Podczas kilkugodzinnego oczekiwania w kolejce do uiszczenia opłaty wjazdowej, obawiałem się o swoją izraelską wizę, która nie upoważniała mnie do opuszczania kraju podczas odbywania praktyk studenckich. Formalnie była to praca na czas określony i w tym czasie nie mogłem wyjeżdżać z kraju pod groźbą anulowania wizy. Nie mogłem jednak odmówić sobie zobaczenia Petry i nie zważając na formalne obostrzenia, ruszyłem na podbój kamiennego miasta. Z granicy złapaliśmy kolejną taksówkę do Akaby, skąd miał odjeżdżać bezpośredni autobus do Petry. Jak to w krajach arabskich bywa, najpierw musieliśmy się targować o cenę, a następnie taksówkarz usiłował nam wmówić, że nie ma żadnego autobusu z Akaby do Petry, ale on nas może tam zawieźć po „okazyjnej cenie”. Nie daliśmy się zwieźć tym namową i po kilkudziesięciu minutach byliśmy już w autobusie jadącym w kierunku upragnionej destynacji.

Nocleg

Jeszcze przed wyjazdem, towarzyszka podróży stwierdziła, że nie będziemy nocować w hotelu, ale wykorzystamy couchsurfing. Obiecała, że ona się wszystkim zajmie, a ja mam jej zaufać. Nie przejmując się zbytnio, naiwnie przystałem na taką opcję. Po wyjściu z autobusu, na przystanku, naszym oczom ukazał się różowy jeep, a przy nim trzech Beduinów. Po krótkiej wymianie zdań okazało się, że to nasi gospodarze. Jako, że przyjechaliśmy już późnym popołudniem umówiliśmy się, że pierwszy dzień spędzimy u nich, a następnego razem ruszymy na zwiedzanie Petry. Zabrali nas do swojej wioski na kolację. Obecnie spora część Beduinów mieszka w wioskach, a jordański rząd stara się ich odciągnąć od koczowniczego trybu życia. Na miejscu czekał na nas poczęstunek w postaci Malfouf – jordańskiej wersji gołąbków z ryżem. Został przygotowany przez mamę jednego z nowopoznanych towarzyszy, która serdecznie nas przywitała i zagadywała skąd jesteśmy.

 

1

Malfouf – jordańskie gołąbki

Po posiłku, jeden z Beduinów stwierdził, że teraz czas nazbierać drewna na prezent ślubny dla jego przyjaciela z wioski. Wydało mi się to trochę dziwne, ale zaproponowałem swoją pomoc i razem z koleżanką ruszyliśmy jeepem w nieznane.
Po około 10 minutach jazdy drogą skręciliśmy na kompletne bezdroża – w głąb czerwonej pustyni. Podczas jazdy Beduini komplementowali długie, blond włosy mojej koleżanki, a następnie zatrzymaliśmy się na skraju przepaści. Wychodząc z samochodu polecili mi iść z nimi zbierać drewno… w kierunku przepaści, natomiast mojej znajomej oznajmiono, że beduińskie kobiety nie pracują, więc ma zostać w środku. W tym momencie jakby otrzeźwiałem, zdałem sobie sprawę ze swojego położenia. Spojrzałem na koleżankę – była blada i nie odzywała się już od dłuższego czasu. Ja stałem nad skalnym urwiskiem, na środku pustyni w Jordanii, z dala od cywilizacji, z trzema Beduinami i w dodatku po nielegalnym przekroczyłem granicy. Zdałem sobie sprawę, że nie była to najrozsądniejsza rzecz jaką zrobiłem.

 

2

Idealne miejsce żeby nazbierać drewna

 

3

Faktycznie zbieramy drewno

 

Na szczęście wszystko dobrze się skończyło, panowie Beduini okazali się bardzo sympatycznymi ludźmi, nazbieraliśmy chrustu na planowane wesele i ruszyliśmy w drogę do wioski. Po rozładowaniu samochodu pojechaliśmy do naszego miejsca noclegowego. Tu okazało się, że mogłem jednak zainteresować się wcześniej gdzie będziemy nocować ponieważ, ku mojemu zaskoczeniu, okazało się, że będziemy spać w jaskini. Znajoma po prostu „zapomniała” mi o tym powiedzieć. Jaskinia, o dziwo, posiadała zamykane na klucz drzwi, kilka materacy i mały stolik na środku. Była to mała izba wykuta w skale. Beduini przygotowali dla nas kolację z wcześniej kupionych składników – kurczaka i warzyw. Całość została zawinięta w folię i wrzucona na ognisko.

 

4

Jaskinia na pustyni

 

5

Wnętrze

 

6

Nasza kolacja

 

W czasie kolacji mogliśmy bliżej poznać historię owych Beduinów. Jeden z nich urodził się w jednej z jaskiń w Petrze, ale w młodym wieku wyjechał do Niemiec. Tam studiował i pracował jako fizjoterapeuta. Za granicą spędził w sumie kilkanaście lat. Jakiś czas temu wrócił jednak do swojej jaskini na pustyni, porzucając całe swoje dotychczasowe życie. Bardzo zaciekawiło mnie co było jego motywacją do powrotu. Gdy o to zapytałem stwierdził, że obecne życie daje mu dużo więcej swobody – nie musi wstawać codziennie do pracy, jest prawdziwie wolny i szczęśliwy. Założył firmę oprowadzającą turystów po górach Jordanii. Wystarczy, że pracuje 2-3 miesiące w roku, taki dochód zapewnia mu odpowiednią egzystencję. Podczas wieczornych rozmów poznałem jeszcze jedną ciekawą postać. Był nim Meksykanin, który od kilku miesięcy podróżował po Izraelu i Jordanii. Młody chłopak pochodził z Mexico City, gdzie pracował od wczesnych lat. Na pewnym etapie życia, jak mi wyjaśniał, przemówiła do niego siła wyższa, ruszył w góry aby zostać szamanem w jednej z tamtejszych wiosek. Kilka miesięcy pobierał nauki, jak tłumaczył dalej, pomagał miejscowej ludności. Po pewnym czasie jednak, ciągnął opowieść, duchy nakazały mu porzucić wioskę i ruszyć do Europy. Od tego czasu podróżuje, pracując dorywczo, aż w końcu trafił do Jordanii. Po tej, musicie przygnać sami, dosyć abstrakcyjnej opowieści, udaliśmy się na spoczynek na jaskinne materace. Beduini położyli się na zewnątrz pod kocami. Wczesna pobudka zapewniła nam niesamowity wschód słońca, jeszcze poranna kawa i można było ruszać na wycieczkę do Petry!

 

7

O wschodzie Słońca

 

8

Nasz host

 

Petra

Beduini zaproponowali nam przejście do Petry od tylnej strony, która jest o wile bardziej widowiskowa. Byli tak mili, że zabrali nas, tuż po otwarciu miasta, do głównej bramy, gdzie kupiliśmy bilety. Z samą ceną biletów wiąże się pewna ciekawostka. Otóż jeśli przyjechałeś do Petry na jeden dzień i nie masz noclegu, cena biletu będzie dwa razy droższa (około 130$), niż cena dla turysty nocującego w Jordanii. Jeśli pokażesz rachunek z hotelu to cena spada do około 70$. Z racji tego, że nie mieliśmy rachunku za nocleg w jaskini  (no i był darmowy) stanowiło to pewien problem. Na szczęście jeden z Beduinów wytłumaczył, że zatrzymaliśmy się u niego i pokazanie pieczątki w paszporcie z dnia poprzedniego wystarczyły, żeby kasjer policzył na mniejszą cenę biletu. Jednak nie skorzystaliśmy z biletów przy wejściu, tylko ruszyliśmy wspominaną tylną drogą, przez góry aż do kanionu. Widoki po drodze zapierały dech w piersiach.

 

9

Tylna droga do Petry

 

Petra nie od razu była miastem wykutym w skale. Pierwsi Nabatejczycy, którzy przybyli do tego miejsca, mieszkali zazwyczaj w namiotach. Dopiero później w skałach zaczęto drążyć budowle. Środek miasta przecinała jedna główna ulica, wyłożona białym kamieniem, a w głąb miasta odchodziło wiele jej bocznych odnóg. Na tarasach umiejscowione były trzy duże rynki otoczone sklepami. Najbardziej charakterystyczne były oczywiście skalne konstrukcje wykute w skale, które pełniły różnorakie funkcje – począwszy od świątyń i pałaców, a skończywszy na okazałych grobowcach. Nie zabrakło również dużego teatru – jednej z najbardziej spektakularnych budowli tego miasta, świadczącej o rozwoju kulturalnym ówczesnej cywilizacji. Nie lada atrakcją był „Skarbiec Faraona”, który w filmie „Indiana Jones i ostatnia krucjata” skrywał Świętego Graala. Niestety niemiłym zaskoczeniem w Petrze był ogrom turystów i jeszcze więcej obwoźnych handlarzy. Kupcy zaczepiali nas na każdym kroku oferując ozdoby, napoje czy przejażdżkę na wielbłądzie. Kto podróżował po Azji, ten wie o czym mówię. Cały dzień nasi przyjaciele Beduini dotrzymywali nam towarzystwa. Oprowadzali od świątyni do świątyni, racząc nas kolejnymi opowieściami. Wspominali o ekipie filmowej, która kręciła tutaj jedną z części Transformers oraz jak żyje się w wioskach Beduinów po tym, jak rząd częściowo przymusza ich do rezygnacji z koczowniczego trybu życia i osiedlania się. Po dwóch dniach spędzonych w towarzystwie opiekujących się nami Beduinów, muszę przyznać, że jest to wyjątkowo prawy i gościnny lud. Zastanawiam się, jak ekstremalnie trudny pustynny klimat wpłynął na ich charakter oraz bezinteresowną pomoc nawet obcym.

 

10

Skarbiec Faraona

 

11

Monastery

 

12

Widok na Petrę

 

13

Widok na Petrę

 

14

Grobowiec

 

Powrót

Po całym dniu zwiedzania, jako że ostatni autobus do Akaby już odjechał, ponownie jeden z Beduinów wyciągnął nas z opresji i jego znajomy z wioski odwiózł nas do granicy, i to po znacznie niższej cenie niż ta, którą oferowali nam taksówkarze.
Po powrocie, zainteresowany życiem Beduinów, postanowiłem bardziej wnikliwie przyjrzeć się życie ich życiu oraz ich sytuacji w Jordanii. Jakież było moje zdziwienie, gdy trafiłem na wywiad w BBC, którego udzielił poznany niedawno Beduin. Okazało się, że jest z jednym z pierwszych, którzy zapoczątkowali couchsurfing w Petrze. On sam był już hostem dla kilkuset osób. Nie opowiedziałem Wam jeszcze o jednej swojej przygodzie, związanej z powrotem do Polski. Pamiętacie jak wspominałem, że moja izraelska wiza była na tyle specyficzna, że zakazywała przekraczania granicy z innymi państwami? Jednak podczas powrotu z Jordanii celnicy nie zwrócili na to uwagi i bezproblemowo wróciłem do Izraela. Komplikacje pojawiły się natomiast gdy przybyłem na lotnisko w Tel Awiwie z zamiarem powrotu do ojczyzny. Podczas stania w kolejce wszystkim sprawdzano paszporty. Gdy tylko kontroler zobaczył mój stempel z Jordanii zostałem poproszony o przejście za nim do osobnego pomieszczenia. Tu celnik zaczął mnie wypytywać: dlaczego odwiedziłem Jordanię, czy kogoś tam znam, gdzie się zatrzymałem, itp. Po serii pytań mój bagaż został dokładnie przeszukany, włącznie z sprawdzaniem mojej szczoteczki do zębów wykrywaczem materiałów wybuchowych. Dopiero po godzinie byłem wolny i mogłem w spokoju biec na swój samolot.

2019-04-02 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
PRACE KONKURSOWE ŚWIAT

Salar de Uyuni – spełnienie marzeń – praca konkursowa

przez Redakcja 2019-04-01
Napisane przez Redakcja
Salar de Uyuni

Salar de Uyuni

 Salar de Uyuni – spełnienie marzeń!

Aleksandra Swoboda

 

1

 

Planując podróż na północ Chile, tj. na pustynię Atacama, tworzył nam się w głowie także pomysł odwiedzenia największego solniska świata. Mowa o Salar de Uyuni w Boliwii. Z miejscowości Calama znajdującej się na pustyni Atacama już tylko 8 godzin autobusem dzieliło nas od Uyuni, skąd organizowane są wycieczki na tę pustynię. Skorzystaliśmy z 3- dniowej wersji wycieczki. Samą pustynię zwiedza się już pierwszego dnia, a pozostały czas jest przeznaczony na cmentarzysko pociągów, laguny z flamingami, gejzery i ciekawe formacje skał powulkanicznych.

 

2

 

Obawialiśmy się pogody, ale było idealnie! Od października do kwietnia można podziwiać Salar de Uyuni w wersji mokrej z efektem lustra. W tym miejscu ze względu na tysiące kilometrów kwadratowych płaskiego terenu można bawić się z perspektywą, co my również zrobiliśmy na załączonych zdjęciach. Pomysłów na nie jest mnóstwo, ale wierzcie nam, że fota bez wyszukanej pozy w takim miejscu i tak wygląda obłędnie!

 

3

 

Pytanie kluczowe – na własną rękę czy z agencją?

Zanim zdecydowaliśmy się na wybór wycieczki, też zadaliśmy sobie to pytanie. Pewnie, że wolelibyśmy na własną rękę. Tylko, że nie mamy swojego auta, a wynajem samochodu w Boliwii nie jest tani. Jest nieopłacalny wobec cen, które oferują nam agencje. Myśleliśmy o wypożyczeniu samochodu w Chile i przekroczeniu nim granicy z Boliwią. Żadna z firm, które znaleźliśmy, nie zgadzała się na wjazd do Boliwii. Rozważając to wszystko, zdecydowaliśmy, że najprostszym i najtańszym sposobem na Salar będzie wycieczka zorganizowana. Zapłaciliśmy 680 bolivianos za osobę za udział w 3-dniowej wycieczce zorganizowanej na Salar de Uyuni. Dodatkowo płatne było 150 bolivianos od osoby za wejście do Parku Narodowego Eduardo Avaroa i 6 bolivianos za korzystanie z gorących źródeł. Jedzenie i noclegi były wliczone w cenę.

 

4

 

Program wycieczki na Salar de Uyuni

Spotkaliśmy się przy agencji turystycznej Giselle Tours, gdzie zakupiliśmy wycieczkę i w 6- osobowym składzie (sześciu uczestników wycieczki plus kierowca, który był jednocześnie przewodnikiem) udaliśmy się najpierw na cmentarzysko pociągów. Na tym cmentarzysku znajdują się pozostałości po pociągach, które w latach 70/80-tych służyły do przewozu minerałów z Boliwii do Chile. Tam spędziliśmy 40 minut i następnie udaliśmy się do kluczowego punktu całej wycieczki.

 

5

 

Na Salar de Uyuni dotarliśmy pierwszego dnia popołudniu i zostaliśmy tam aż do zachodu słońca. Mieliśmy wystarczająco dużo czasu, żeby cieszyć się pobytem na solnisku. Jeden raz zmieniliśmy położenie na Uyuni, docierając do miejsca, gdzie znajduje się pomnik upamiętniający pierwszy przejazd rajdu Dakar przez Uyuni, a tuż za nim budynek z soli, który niebawem będzie hotelem. Dziś jest budynkiem muzeum, które można zwiedzić i skorzystać z toalety za 5 boliovianos od osoby (ok. 3 zł od osoby).

 

6

 

Nocowaliśmy tuż przy solnisku w hostelu z soli i to był jeden z ciekawszych noclegów w naszych podróżach. Zarówno cały domek jak i jego umeblowanie było wykonane z soli. Z soli była podłoga i ściany, stoły i krzesła w jadalni, a nawet łóżko, na którym spaliśmy! Prysznic był dostępny i kosztował 15 bolivianos od osoby. W całym hosteliku był tylko 1 prysznic, więc warto wcześniej się ogarnąć, żeby nie czekać w kolejkach. Dzięki tak bliskiej odległości od pustyni kolejnego dnia z samego rana udaliśmy się tam również na krótką sesję.

7

 

Jak zrobiliśmy zdjęcia z perspektywą na Salar de Uyuni?

Aparat położyliśmy na ziemi tam, gdzie nie było mokro (zdjęcia muszą być zrobione z poziomu pustyni). Jedno z nas stawało blisko urządzenia, wówczas druga osoba kilka metrów dalej. Korzystając z aplikacji, łączyliśmy przez WiFi telefon z aparatem, tak, by móc kontrolować efekty na zdjęciu. Na telefonie klikaliśmy przycisk, którym robiliśmy zdjęcie z aparatu. Każde ujęcie powtarzaliśmy, niektóre wiele razy, tak, by były jak najdokładniejsze!

 

8

 

Drugiego dnia zwiedzamy 4 pięknie położone laguny, w których naturalnie żyją flamingi. Temperatura powietrza wraz z każdą kolejną laguną była odczuwalnie niższa, a to dlatego, że nabieraliśmy wysokości.

 

9

 

W Parku Eduardo Avaroa widzieliśmy też niezwykły piaskowy twór, który jest nazywany Arbol de Piedra, tj. skalnym drzewem. Zostało ono wyrzeźbione w całkowicie naturalny sposób, dzięki sile wiatru, która w wulkanicznych skałach wytworzyła taką drzewopodobną figurę. Proces, który tu zachodzi, fachowo nazywa się erozją eoliczną.

 

10

 

Tego dnia nocowaliśmy w hostelu, który pozostawiał wiele do życzenia. Tutaj nie korzystaliśmy z prysznica, choć teoretycznie był dostępny (ponoć nie dysponował ciepłą wodą, jak obiecywano, a trzeba było by zapłacić za niego 10 bolivianos). Ostatni dzień wycieczki rozpoczęliśmy jeszcze przed świtem, tak, aby na wschód słońca dotrzeć do gejzerów. Im wcześniej, tym lepiej, bo ich aktywność jest wtedy największa.

 

11

 

Kolejnym punktem były źródła termalne, w których za dodatkowe 6 bolivianos od osoby można wykąpać się w gorących basenach. W tym miejscu dotychczasowa grupa dzieliła się na dwa samochody; jeden jadący z powrotem do Uyuni i drugi do granicy z Chile. My wsiadaliśmy w ten drugi. Po drodze do granicy zatrzymaliśmy się jeszcze przy jednej lagunie, po czym pędem kierowaliśmy się do granicy.

 

12

 

Wizyta na Salar de Uyuni była naszym spełnieniem marzeń. Byliśmy tym bardziej szczęśliwi, bo pogoda nam wtedy towarzysząca była idealna. Polecamy Wam obrać ten kierunek w podróży po Ameryce Południowej, bo wrażenia są niesamowite!

 

13

2019-04-01 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
PRACE KONKURSOWE ŚWIAT

LITWA Mierzeja Kurońska – praca konkursowa

przez Redakcja 2019-04-01
Napisane przez Redakcja
LITWA Mierzeja Kurońska

LITWA Mierzeja Kurońska

 LITWA Mierzeja Kurońska

Grzegorz Rosa

 

001

Mierzeja Kurońska leżała w naszych planach od dobrych 3…4 lat. Zawsze jednak wyskakiwały jakieś okoliczności, które uniemożliwiały nam wyjazd na półwysep. Ale w końcu się udało. Mierzeja przyciągała nas nie tylko zdjęciami przepięknych wydm, które oglądaliśmy w necie i nie tylko zachęcającymi do odwiedzenia uroczej Nidy opisami, które czytaliśmy. Oboje z Elą, to moja żona oprócz wędrówek lubimy również trochę popedałować, a półwysep Mierzei z uwagi na dobrze przygotowane ścieżki rowerowe na całej jego długości to świetne miejsce na rowerowy trekking. To właśnie możliwość zwiedzania Mierzei Kurońskiej na rowerze przyciągała nas jak magnes.

002

Przed wyjazdem na Litwę mieliśmy już za sobą wspaniałe wakacje na Sardynii, interesujący pobyt w Austrii i górskie wędrówki w Czechach. Mierzeja miała być małym dopełnieniem naszych wiosenno-letnich wypadów. Tymczasem to wspaniałe miejsce rozbroiło nas swoim urokiem na części. Ogromne, dzikie wydmy, cisza, zapach prawdziwego morza, bardzo czyste tereny, przepyszne ryby sprzedawane przez żony rybaków w małych budkach, śliczna, kolorowa Nida, piękne… ech dużo by wymieniać. Jesteśmy pewni, że każdy kto się tam wybierze, na dodatek z rowerem nie pożałuje.

003

Założymy się, że nie wszyscy słyszeli o Mierzei Kurońskiej, dlatego na początku przedstawimy to piękne miejsce. Mierzeja Kurońska to wąski półwysep oddzielający Zalew Kuroński od Morza Bałtyckiego. Będąc na Litwie można dostać się na niego z Kłajpedy przeprawą promową lub łodziami kursującymi z przeciwległego brzegu Mierzei. Na półwysep można oczywiście wjechać lądem, jednak można to zrobić tylko z terytorium Rosji. Czytając o Mierzei Kurońskiej w innych publikacjach spotkacie się z określeniem Nerynga jako nazwy miasta. Tego miasta nigdzie nie znajdziecie, ponieważ nazwa dotyczy paru mniejszych miasteczek, a w zasadzie osad Mierzei: Juodkrantė, Pervalka, Preila i Nida, które wspólnie tworzą jedno miasto o długości 50 km o nazwie Nerynga. Wjeżdżając na półwysep od strony Kłajpedy po paru kilometrach dojeżdża się do granicy Parku Narodowego nazwanego właśnie Nerynga. Tu od razu uwaga, w sezonie wakacyjnym za wjazd samochodem na teren parku trzeba słono zapłacić, dokładnie 20 EURO, podczas gdy poza sezonem wjazd kosztuje 5 EURO. Mało tego, kiedy wybieramy się do Kłajpedy samochodem i wyjeżdżamy z Parku, to  wracając znów trzeba zapłacić mimo, że mamy kwaterę na terenie Neryngi. Dla nas to jawne ździerstwo, ale cóż. W relacji podpowiemy jak można sobie z tym na pewien sposób poradzić.

004

Cała Mierzeja Kurońska to 98-kilometrowy półwysep, którego południowa część należy do Federacji Rosyjskiej. Park Narodowy NERYNGA na Litwie powstał w 1991 roku, nieco wcześniej, bo w 1987 roku utworzono Park Narodowy „Kurskaya Kosa” w rosyjskiej części półwyspu. Od 2 grudnia 2000 roku Mierzeja Kurońska jako wspólny obiekt dwóch państw znajduje się na liście światowego dziedzictwa UNESCO.

005

Przybywając na Mierzeję Kurońską, a zwłaszcza do Nidy musimy liczyć się z wyższymi cenami niż na pozostałym obszarze Litwy. To ze względu na kochających to miejsce turystów z Niemiec. Ceny ustawiane są pod nich, dlatego noclegi, jak również wyżywienie w restauracjach jest droższe. W tym momencie nasuwa się pytanie gdzie najtaniej. Z pewnością nie będzie to Nida. Ale bardzo ładnie zlokalizowana nad brzegiem Zalewu Kurońskiego miejscowość Juodkrantė będzie świetnym rozwiązaniem np. na nocleg. I to nie tylko pod względem nieco niższych cen niż w Nidzie, ale również pod tym, że Juodkrantė leży mniej więcej w środku półwyspu, więc lokalizacja dla rowerzystów chyba nie może być lepsza. Stąd można ruszyć rowerem w kierunku Kłajpedy, jak również na drugi dzień do Nidy. Należy zwrócić uwagę, że ścieżki rowerowe poprowadzone są w 95% z dala od drogi dla samochodów. To niewątpliwie duży plus i poczucie bezpieczeństwa na rowerze. Ścieżki rowerowe są dobrze oznakowane i przygotowane w sposób nienaganny. Poprowadzone są utwardzonymi i asfaltowymi traktami. Musimy się przyznać, że nie pojechaliśmy rowerem w kierunku Kłajpedy. Ale wybraliśmy jeszcze inne kierunki, o których wspomnimy później.

006

No dobrze, do rzeczy. Jako bazę noclegową poleciliśmy Juodkrantė. Nie trudno się więc domyślić, że sami tam kwaterowaliśmy. Miejscówka na kwaterę bardzo nam przypasowała i przede wszystkim sprawdziła się jako dobra baza wypadowa. W miejscowości znajduje się sporo miłych, niedużych restauracji serwujących naprawdę dobre jadło. I to nie tylko ryby, choć je właśnie polecamy na Mierzei. Każda serwuje dobre piwko i to nie koniecznie dobrego, litewskiego Sviturisa. Jest również belgijski Grimbergen. Małe centrum rozrywki znajduje się nieopodal kościoła przy nabrzeżu. Jest tu kilka połączonych ze sobą knajpek. Te jednak proponujemy tylko na jedno piwko. Mieliśmy wrażenie, że jedzenie jak również piwo jest lepsze w knajpkach przy drodze. Wzdłuż nabrzeża zalewu i całej centralnej części miasteczka wiedzie spokojna promenada. Jeśli nie ma zbyt dużo komarów to można nią spacerować przez całą noc. Panuje tu niesamowita cisza i spokój. Wspaniale czuliśmy się w tej wiosce, osadzie sami nie wiemy jak to nazwać.

007

Jak już wspomnieliśmy Juodkrantė leży nad brzegiem zalewu. Aby dostać się na plażę morską, niestety najlepiej zrobić to autem. Oczywiście nie jest to daleko, ale miejscowość leży u podnóża większego wzgórza, więc spacer nad morze trochę może zmęczyć, poza tym szkoda czasu. Samochodem dostajemy się nad morskie wyrzeże w 5…7 minut. W Juodkrantė znajduje się przystań, z której w sezonie wakacyjnym kursuje statek na drugą stronę Zalewu, dokładnie do miejscowości Dreverna. Nasz pierwszy plan jednej z naszych wycieczek rowerowych opierał się właśnie o tą przeprawę i przejazd rowerami do wsi Minija. Nastąpiły tu jednak zmiany, ale o tym w innej relacji. W naszym małym miasteczku oprócz bardzo przyjemnej atmosfery i spokoju znajduje się całkiem fajna atrakcja. O czym mówimy? O Wzgórzu Wiedźm. Na szczytach tego małego nazwijmy to górsko-wydmowego pasma wiedzie ścieżka, wzdłuż której wyrastają duże, drewniane, bardzo ciekawe, a niektóre wręcz imponujące rzeźby. Przedstawiają one postacie z różnych baśni, bajek czy też opowieści.

020

Wejście na szlak jest nieodpłatny i znajduje się przy charakterystycznej rzeźbie wiedźmy usytuowanej przy ulicy nieopodal centrum knajpkowego, o którym wcześniej pisaliśmy. Szlak pokonujemy w około 40 minut z prawdziwą przyjemnością bez większego wysiłku. To tyle na temat Juodkrantė. Czas wyruszyć na naszą rowerową przygodę. Praktycznie zaraz po opuszczeniu apartamentu wskakujemy na szlak rowerowy w kierunku Nidy. Biegnie on wzdłuż nabrzeżnej promenady i wyprowadza poza miasteczko. Widzimy tablicę informującą, że do Nidy mamy 38 km. Nie jest to daleko, ale jak się później okazało ścieżka rowerowa jest troszkę dłuższa niż droga dla samochodów. Na dodatek człowiek jeszcze gdzieś zboczy, gdzieś podjedzie, po to żeby coś więcej zobaczyć i dystans samoczynnie się wydłuża. Pierwszym punktem postojowym, była platforma widokowa na Wzgórzu Czapl. Kiedyś w lesie tuż za Juodkrantė, na wierzchołkach sosen południowej wydmy wiły gniazda szare czaple. Obecnie te piękne ptaki przeniosły się na wschodnie zbocza wydm. Tu z kolei można zobaczyć sporo kormoranów, czego doświadczyliśmy osobiście.

018

Samo miejsce wgląda bardzo tajemniczo, trochę jak po wybuchu bomby. Panuje tu dość specyficzny klimat, warto się zatrzymać. Jedziemy dalej. Pokonujemy mały podjazd, który poprawia nam krążenie. W końcu udaje nam się wdrapać na szczyt, skąd ładnie widać wybrzeże. Szlak rowerowy wyprowadzający z Juodkrantė przeskakuje z jednej strony ulicy na drugą. Kolejnym punktem, do którego można dotrzeć to Owcze Wzgórze. Stąd zaczynają się tzw. martwe wydmy Nagliai rozciągające się na długości prawie 10 km. Niestety ścieżka rowerowa nie doprowadza w to miejsce. Tutaj po prostu trzeba dojść piaszczystą drogą przez las. Trochę czasu to zajmuje, więc warto się zastanowić czy tam iść, czy przejechać parę kilometrów dalej gdzie znajduje się piękne wejście do Parku Narodowego wydm Nagliai. Obszar rezerwatu przyrody Nagliai wynosi 1680 ha. Biegnie od Juodkrantė do Pervalki, dokładnie dziewięć kilometrów. To właśnie tu można zobaczyć szare, zwane także martwymi wydmy, pokryte dziką roślinnością leśną oraz przykryte piaskiem wielowiekowe lasy.

021

Silne wiatry na wydmach tworzą imponujące wąwozy i nory. W niektórych miejscach fragmenty starych gleb wychodzą z piasku tworząc klimat jakby z innej planety. Wejście do Parku znajduje się na 31 kilometrze do Nidy. Znajduje się tu parking i przewoźne cafe bistro z pyszną kawką. Od Owczego wzgórza dojeżdżamy tu najpierw wzdłuż wydm morskich, później szlak przechodzi asfaltową, piękną drogą przez las i wyprowadza nas na utwardzoną ścieżkę rowerową wiodącą, nie na, ale przy drodze głównej. Ten kawałek trochę się dłuży, ponieważ nic się tu nie dzieje pod względem krajobrazu, tylko las i nasza ścieżka. Jednak kiedy dojedziemy do parkingu z wejściem do Nagliai trochę odpoczniemy od siodełka. Tutaj po uiszczeniu opłaty 2 EURO / osobę wchodzimy na teren parku. Uwaga, wszyscy kolarze zostawiają tu rowery przypięte do drewnianych poręczy. Trochę się obawialiśmy pomimo, że mieliśmy solidne zabezpieczenia. Wyszliśmy jednak z założenia, że jeśli inni zostawiają tu swoje rowery to my też musimy. Zabraliśmy tylko torby z dokumentami i piciem. Po powrocie rowery stały nienaruszone.

008

Spacer do wybrzeża trwa około 15 minut. Szlak o długości 1100 m. poprowadzony jest w sporej części drewnianymi kładkami. Kiedy dochodzimy do wybrzeża, kładki znikają i idziemy już tylko złoto – białym piaskiem. Tutaj można poczuć się jak na innej planecie. Wspaniałe dzikie tereny. Kiedy już dojdziemy do wybrzeża to po prostu nie chce się wracać na parking. Tu jest oszałamiająco. Atmosferę tworzy nie tylko krajobraz i dzika przyroda, ale również zapach, wiatr, powietrze… no wszystko razem. Wspaniałe miejsce. Żałujemy tylko, że nie podjechaliśmy tu drugi raz któregoś wieczora. Po 18:00 wejście do parku jest już bezpłatne, kasa zamknięta, a bramy tu nie ma, więc każdy wchodzi. Jesteśmy pewni, że przy miękkim, zachodzącym słońcu wrażenia byłyby jeszcze większe. Zaznaczamy, że Wydmy Nagliai znajdują się u wybrzeży Zalewu Kurońskiego, a nie wybrzeża Bałtyku. Na wydmach spędziliśmy łącznie z przejściem w obie strony i kawką ponad godzinę. Nawet nie wiedzieliśmy, że to tak szybko przeleciało.

 

019

Zdaliśmy sobie jednak sprawę, że do Nidy mamy jeszcze spory kawałek ścieżkami, których nie znamy. Ruszyliśmy więc nadając sobie nieco szybsze tempo. Szlak wiedzie znów przez las, dalej przechodzi przez drogę łączącą oba wybrzeża Mierzei, aż w końcu doprowadza nas do Pervalki, malutkiej osady u wybrzeża Zalewu Kurońskiego. Wioska powstała w 1843 roku po przybyciu rybaków, którzy po przez zalesienie nie dopuścili do przesunięcia się w to miejsce wydm, czyli po prostu zasypania piaskiem. W Pervalce odpoczywają również turyści, ale jest to o wiele mniejsza miejscowość od naszego Juodkrantė. Jedziemy dalej. Szlak znów wiedzie leśnymi ternami od czasu do czasu pokazując nam krajobraz Zatoki. Mijamy również drogowskazy piesze na szczyty wyższych wydm na półwyspie. Przy Wzgórzu Karvaiciai znajduje się mały punkt widokowy na Zalew. Tutaj zrobiliśmy sobie małą przerwę, spoglądając z ambony widokowej na wybrzeże Mierzei. Po 10 minutach ruszyliśmy dalej dość szybko dojeżdżając do drugiej małej osady Preili. Wioska ta powstała w tym samym czasie co Prevalka, tak samo po przez osiedlenie się tu rodzin rybackich. Przejeżdżając wioską znów oglądamy charakterystyczne dla tego terenu kolorowe domy budowane w pruskim stylu. Wyjeżdżając z Preili mamy przed sobą długi, nieco nudny, ale komfortowy odcinek szlaku. Można powiedzieć, że to szeroka, asfaltowa, niemal 10 kilometrowa autostrada, wiodąca przez las. Tutaj mijamy już więcej turystów wypoczywających w Nidzie, którzy wybierając się na rowerową wycieczkę dojeżdżają do Preili i wracają. W godzinach popołudniowych dojechaliśmy do Nidy. Jako pierwszy cel obraliśmy sobie znalezienie dobrej restauracji. Jest tu tego trochę. Ceny niemieckie. Skromna pizza minimum 8 EURO. Pozostałe dania średnio 15 EURO. No chyba, że makaron to można zjeść do około 12 EURO. Przy wjeździe do ścisłego centrum Nida wita nas małym hotelem z restauracją BO HOUSE. Bezpośrednio przy tej restauracji znajduje się mała pizzeria VARNA. Tu polecamy zajść na pizzę. W sklepie powiedziano nam, że to najlepsza pizzeria w centrum miasteczka. To tyle jeśli chodzi o gastronomię.

 

010

Kiedy wjechaliśmy do Nidy podobnie jak w innych miasteczkach Mierzei przywitały nas charakterystyczne wiatrowskazy. Kiedyś, zresztą chyba nawet do tej pory każdy ród mieszkający na Mierzei miał swój charakterystyczny wiatrowskaz. Dlaczego tak? Dawno temu, kiedy wszyscy mieszkańcy półwyspu żyli z rybołówstwa wszyscy pływali tam gdzie chcieli co wprowadzało spory chaos. Z tego powodu ówczesny inspektor Ernst Wilhelm Berbomas zaczął znakować łodzie rybackie po przez stworzenie prostokątnych kolorowych elementów, które rybacy zaczepiali na masztach znakując w ten sposób łodzie przynależne do konkretnych wiosek. Takie posunięcie zdecydowanie ułatwiało kontrolę, a każda wioska miała swoje obszary połowowe. Przebywając długimi godzinami na połowach rybacy zaczęli dekorować znaki identyfikacyjne tworząc z nich charakterystyczne dla regionu Mierzei Kurońskiej niemal dzieła sztuki. Umieszczali w nich elementy z życia lub marzenia rybaka. Klasyczny wielki wiatrowskaz dzieli się na kilka części. Przednia – nawietrzna część często przedstawia symbole księżyca i słońca (koła, gwiazdy), dalej symbole wiatru, powietrza, czyli strzały, pióra.

011

Umieszczany na szczycie wiatraka dom jest często przedstawiany jako symbol przytulności, zaś własność zaznaczona jest inicjałami właściciela statku. Powszechne było przedstawianie symboli religijnych w najwyższej części wieży meteorologicznej – na szczycie tęczy. Sądzono, że symbole te są w stanie ochronić rybaka i jego krewnych przed katastrofą na morzu i na lądzie. Często szczyt tęczy zdobiono krzyżem – symbolem wiary chrześcijańskiej oraz mężczyzny i kobiety, jego żony. Istniało także zwierzę lub roślina, na przykład koniczyna, symbol szczęścia i sukcesu lub też zamek, statek itd. Tworzone w ten sposób znaki identyfikacyjne stały się małą wizytówką mieszkańców Mierzei. W Juodkrantė na przeciw kościoła znajduje się małe muzeum i sklep z takimi wiatrowskazami. Każdy turysta może sobie zamówić własny wiatrowskaz. Spacerując pośród domków półwyspu możemy jeszcze zobaczyć te charakterystyczne elementy. Aktualnie jednak wiatrowskazy ustawiane są grupami w celu pokazania ich turystom. Taka właśnie mała grupka ustawionych wiatrowskazów przywitała nas przy wjeździe do miasteczka. Szlak prowadzi tutaj wzdłuż nabrzeża. Trzeba uważać przy mijaniu się z innymi rowerzystami, aby nie wpaść do wody, bo tu część chodnika dla rowerzystów nie jest zbyt szeroka. Po uzupełnieniu utraconych kalorii udaliśmy się na spacer. W ścisłym centrum, obok portu ze statkami wycieczkowymi znajduje się osiedle charakterystycznych dla Mierzei domków.

012

Kiedyś mieszkały tu rybackie rodziny, teraz większość domków lub nawet wszystkie zostały odremontowane i wynajmowane są turystom jako miejsca noclegowe. W niektórych z nich znajdują się małe, domowe restauracje. W środku osiedla znajduje się mini skansen pokazujący jak dokładnie wyglądały kiedyś takie domki. Wejście do skansenu jest bezpłatne, a samo obejście go zajmuje może 10 minut. Kiedy wejdziemy poczujemy się trochę jak w bajce, bo kolorowe domki są po prostu urocze. Jeśli nie przepadacie za pizzą, a chcecie spróbować oryginalnych potraw pochodzących właśnie stąd to bardzo polecamy rodzinną restaurację Bangomusa znajdującą się w jednym z tych ślicznych domków na końcu osiedla. Oprócz wyśmienitego jadła mamy tu przemiłą obsługę. Popróbujcie tu wszystkiego co się da, zaczynając od chłodnika litewskiego i kończąc na rybie. Nida to bardzo urokliwe miasteczko zlokalizowane na wybrzeżu Zalewu Kurońskiego. Do plaży nad morzem najlepiej przejechać autem, bo spacer pieszo zabiera trochę czasu. Sporo turystów jednak chodzi pieszo taszcząc sprzęt plażowy przez około 2 km. Kierując się z centrum Nidy wzdłuż wybrzeża zalewu w kierunku granicy z Rosją dochodzimy do kolejnej wydmowej atrakcji. Co to takiego?

013

To znajdujące się na wysokości 53 m wydmy Parnidis. Od wschodniej strony, czyli skręcając na górze w lewo można wejść na śliczne, białe wydmy. Po stronie południowej znajduje się taras widokowy, z którego wspaniale widać cały teren wydm, a dalej już tereny Federacji Rosyjskiej. Jeśli mamy więcej czasu możemy zejść na dół i przejść obszar wydm, na którym w latach 1870 – 1872 znajdował się francuski obóz dla jeńców wojennych. Wielu więźniów zmarło w wyniku złych warunków w więzieniach, wyczerpania i choroby. Z tego powodu miejsce to nazwano Doliną Śmierci. Bezpośrednio przy tarasie widokowym znajduje się zegar słoneczny z kalendarzem. Składa się z ronda z półkolem i małych stopni oznaczających godziny. W jego centralnej części wryty jest w ziemie wysoki na ponad 13 m obelisk, którego cień pokazuje godzinę. Wydmy Parnidis były ostatnim punktem jaki udało nam się odwiedzić podczas pełno dniowej wycieczki rowerowej. Przejechawszy w sumie prawie 80 km dotarliśmy do naszego Juodkrantė po 20-stej kierując się oczywiście na mały posiłek i zimne piwko do nabrzeżnych knajpek.

015

Na początku napomknęliśmy, że podpowiemy jak pominąć opłatę za ponowny wjazd na teren Neryngi. Organizując sobie wyjazd autem do Kłajpedy chcąc nie chcąc musimy wyjechać poza teren Parku. Czyniąc to sugerujemy dojechać pod delfinarium i Muzeum Morskie na samym końcu półwyspu w Smiltynė, które należy odwiedzić najlepiej z samego rana. Na bilet z muzeum wjedziemy z powrotem bezpłatnie na teren parku. Oczywiście zanim to zrobimy to zaraz po odwiedzeniu muzeum możemy przeprawić się pieszo w starym porcie na drugi brzeg praktycznie do samego centrum Kłajpedy. I tak, po zwiedzeniu miasta oraz muzeum i delfinarium bezpłatnie wjeżdżamy z powrotem na teren parku, gdzie kwaterujemy. Samochód można zostawić również troszkę wcześniej na parkingu jacht klubu. Tu jednak trzeba trochę zapłacić, ale nie jest to duża kwota, a przynajmniej auto mamy bezpieczne przez cały dzień. Na terenie jacht klubu funkcjonuje całkiem fajna restauracyjka serwująca bardzo dobre tiramisu.

016

Podsumowując, wycieczka rowerowa przyniosła nam sporo radości i pozytywnych wrażeń. Trasa rowerowa na Mierzei zaczyna się na samym początku półwyspu w Smiltynė, gdzie sporo rowerzystów wczesnym porankiem przeprawia się z Kłajpedy ze swoimi „wielbłądami”. Myślę, że większość z nich nie objedzie w jeden dzień całej Mierzei. To jednak zbyt duży dystans na to, by nie tylko przejechać tam i z powrotem, ale również zobaczyć, przynajmniej to co my między Juodkrantė, a Nidą. Szlak rowerowy kończy się oczywiście w Nidzie. Jesteśmy pewni, że każdy kto lubi pedałować i przyjedzie na Mierzeję będzie nie tyle zadowolony, ale nawet zachwycony rowerowym trekkingiem w takim miejscu.

017

2019-04-01 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
PRACE KONKURSOWE ŚWIAT

W pogoni za marzeniem – Tokyo – Praca Konkursowa

przez Redakcja 2019-03-31
Napisane przez Redakcja
W pogoni za marzeniem Tokyo

W pogoni za marzeniem Tokyo

 W pogoni za marzeniem –  Tokyo

Bartłomiej Wasiak

Moja przygoda zaczęła się bardzo dawno temu. Od dziecka marzyłem, by wylecieć do kraju kwitnącej wiśni, aż pewnego dnia moje życzenie stało się rzeczywistością. Odwiedziłem miasto o tysiącu twarzy, odkrywanie miasta rozpocząłem od zjedzenia słynnego japońskiego omleta nadziewanego ryżem i warzywami, polanym sosem pieczeniowym. Bo przecież głodny nie będę zwiedzać Tokyo!

 

1

 

Po obfitym posiłku wybrałem się do Edo-Tokyo Muzeum, w którym znajdują się miniatury miasta z okresu Edo. Można tam zobaczyć, gdzie mieszkali, co jedli, jak się ubierali, jak wyglądało życie ludzi oddzielonych oceanem od innych krajów. Widziałem ludzi w przepięknych ręcznie robionych strojach oraz przedmioty, które zachowały wspomnienia z tamtego okresu.

 

2

 

3

 

Dzień zleciał, nastała noc. Ale jak to mówią Tokyo to miasto, które nigdy nie śpi, to tutaj dzień łączy się z nocą. Szczególnie na Shinjuku – jednej z dzielnic Tokyo. Mimo iż nadchodzi już północ, można zauważyć, że to miasto nie ma zamiaru iść spać, jeszcze nie teraz. Nadal można zobaczyć w dźwiękoszczelnych oknach ludzi śpiewających teksty do ulubionych piosenek oraz usłyszeć dźwięki smażonego kurczaka teriyaki za rogiem.

 

4

5

6

 

Jak to mówią „nowy dzień, nowe wspomnienia”. Tokyo jest miastem, w którym stary świat łączy się z nowoczesnością. Najbardziej widać to po japońskich ogrodach, kiedy z gwarnej ulicy wchodzisz do ogrodu. Wtedy człowieka ogarnia spokój i cisza, a jedyne co do niego dociera to dźwięki otaczającej go natury. To właśnie w samym sercu Tokyo odnaleźć można przepiękne Ogrody Pałacu Cesarskiego.

 

7

8

9

 

Nie od dziś wiadomo, że religia w Japonii odgrywa bardzo ważną role, ale czy wiedzieliście, że brama Torii w dosłownym tłumaczeniu oznacza miejsce dla ptaków? Pierwszą z nich zbudowano by wywabić z jaskini boginie Amaterasu, która się tam ukryła. Podstęp sprawił, że z niej wyszła, a sprawił to śpiew rajskich ptaków siedzących na Torii. Dzięki temu na świat powróciło słońce.

 

10

 

Będąc w Japonii nie przepuściłbym okazji do wcielenia się w postać wojownika z stalowym mieczem, walczącego o honor i sprawiedliwość w starożytnej Japonii. Na szczęście nie musiałem robić seppuku.

 

11

 

Oczywiście moje wspomnienia związane z Japonią na tym się nie zakończyły. Może pewnego dnia opowiem wam więcej, a tymczasem na koniec pokaże wam chyba najsłodszego zwierzaka jakiego widziałem w Japonii.

 

12

 

2019-03-31 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
PRACE KONKURSOWE POLSKA

na rowerze na nietoperze – praca konkursowa

przez Redakcja 2019-03-31
Napisane przez Redakcja
na rowerze na nietoperze

na rowerze na nietoperze

 na rowerze na nietoperze

CZYLI PIĘĆ DNI W SIODEŁKU W POGONI ZA NIETOPERZAMI, PRZEZ BESKID NISKI, POGÓRZE PRZEMYSKIE I KAWAŁECZEK SŁOWACJI.
Magda Siemińska – miłośniczka przyrody i dwóch kółek – tekst i zdjęcia
Wojtek J. Gubała – rowerowy ultradystansowiec i chiropterolog – zdjęcia

Chiropterologia – to trudne słowo oznacza naukę zajmującą się badaniem nietoperzy, małych, latających ssaków pokrytych futerkiem, niesłusznie okrytych złą sławą i budzących przerażenie wielu ludzi. Co ma wspólnego z wycieczką rowerową? Otóż, do wielu trudno dostępnych miejsc występowania nietoperzy najłatwiej dotrzeć na rowerze, łącząc przyjemne z przyjemnym czyli pięciodniową wycieczkę sakwiarską z pracą w dzikich, odludnych ostępach leśnych. Pragnę zwrócić uwagę czytających, że nietoperze są pod ochroną, w związku z czym niepokojenie, płoszenie, wchodzenie do kryjówek, czy nawet fotografowanie, wymagają specjalnych zezwoleń i kwalifikacji. Zaczyna się zwyczajnie…Wyruszamy piątkowym popołudniem z Dukli, małego miasteczka u stóp Cergowej, na granicy Beskidu Niskiego. Raźno pedałujemy główną drogą przez Lipowicę, Trzciane, żeby w końcu w okolicach Tylawy zjechać na boczną nitkę asfaltu prowadzącą do Jaślisk, niegdyś osady obronnej, stojącej na straży XIV-wiecznego szlaku handlowego na Węgry. Na Węgierskim Trakcie zaczyna się robić trudno, kiedy zgryziony zębem czasu asfalt przechodzi w kamienistą drogę gruntową, coraz bardziej stromą, a moje nogi jeszcze nie przyzwyczaiły się do jazdy z obciążeniem. Naszym celem jest niewielki rezerwat Kamień nad Jaśliskami, ale zanim tam dotrzemy musimy znaleźć bezpieczne miejsce na nocleg, bo jak informują znaki ostrzegawcze, jesteśmy na terenie zamieszkiwanym przez niedźwiedzie!

 

1 Uwaga Niedźwiedzie
Uwaga niedźwiedzie !!!
 
Jedziemy dalej, mijamy pozostałości nieistniejącej łemkowskiej wsi Czeremcha i natrafiamy na ażurową wiatę, która byłaby dobrym schronieniem przed deszczem, ale nie przed niedźwiedziem. W końcu, tuż przy skręcie do rezerwatu zauważamy maleńką, drewnianą chatkę turystyczną, ukrytą wśród drzew, brakuje tylko kurzej nóżki i mogłaby być chatką baby Jagi – uff – odetchnęłam z ulgą na myśl o ciepłej, bez- niedźwiedziowej nocy
 
 
2 Maleńka chatka
Maleńka chatka
 

Niestety, noc była również bez-nietoperzowa. Ślęczeliśmy przy rozłożonych sieciach na granicy rezerwatu od zachodu słońca do późnej nocy – bezowocnie, ani jeden nietoperz nie wpadł w siatki. Schwytanie nietoperza nie jest łatwe. Rozkłada się specjalne sieci z cieniusieńkiego materiału i czeka cierpliwie, aż zwierzę wpadnie w pułapkę. Potem trzeba umiejętnie wyciągnąć nietoperza i można przystąpić do badania i oględzin. Cóż…może jutro będziemy mieć więcej szczęścia. Dzień wita nas piękną, słoneczną pogodą i gorącem od samego rana. W doskonałych nastrojach jedziemy na śniadanko na Przełęcz Beskid (Certizke sedlo), gdzie przygraniczna wiata zachęca do dłuższego postoju.

 

3 Wiata na granicy

wiata na granicy

 

Cisza, przerywana jedynie bzyczeniem owadów i miniaturowe ognisko z kiełbaskami rozleniwiają i sprawiają, że nie chce mi się jechać dalej. Na szczęście Wojtek, czuwający nad logistyką całego wyjazdu przypomina, że przed zachodem słońca musimy znaleźć się prawie 70 km dalej, przy rezerwacie Kamień nad Rzepedzią, i jeszcze zdążyć rozłożyć sieci. W końcu jesteśmy w pracy. Droga przez Słowację mija szybko i po chwili jesteśmy już piętnaście kilometrów dalej, w Medzilaborcach,

 
 
4 Zjazd do Certiznego
zjazd do Certiznego
 
gdzie mamy szansę ukulturalnić się w muzeum Andy’ego Warhola. Po chwili namysłu dochodzimy do wniosku, że szkoda nam słonecznego dnia na siedzenie w budynku – typowe podejście zapalonych rowerzystów. Jeszcze tylko zdjęcie kultowej, wielkiej puszki zupy Campbell i po chwili znów w siodełkach kręcimy w stronę Paloty. Jedzie się bardzo przyjemnie po nowym asfalcie i lekko pofalowanym terenie, ale z doświadczenie wiem, że trzeba oszczędzać siły na resztę dnia, bo większe górki dopiero przed nami. Pierwsza już tuż, tuż, czyli graniczna Przełęcz Radoszycka (Laboreckie sedlo). Dla Wojtka, który prawie całe życie spędza na rowerze i jeździ ultramaratony, pięć i pół kilometra stale pod górę, z kilkoma esowatymi zakrętami, to pestka, a dla mnie wielka góra, ale dzielnie pokonuję podjazd z myślą o postoju i aromatycznym kaszotto na obiad. W Komańczy robimy szybkie zakupy, w Rzepedzi uzupełniamy bidony i zagłębiamy się dalej w soczystą zieleń Beskidów. Trasa staje się coraz bardziej interwałowa w kierunku Szczawnego i potem Karlikowa, a ja w myślach ironizuje, że ktoś zrobił okropnego psikusa rowerzystom nazywając ten Beskid „Niskim”, gdyż jakby na przekór sporo tu krótkich, ale stromych górek. W nogach czuję już minione kilometry i cieszę się że wzięłam duży zapas batoników energetycznych. Wreszcie tablica z napisem „Karlików” – Hurra ! – krzyczę w myślach, jesteśmy już prawie na miejscu. Odbijamy wąską drogą w kierunku czerwonego szlaku prowadzącego do rezerwatu i, o ironio! – końcówka okazuje się najtrudniejsza, a czas goni, zachód słońca już blisko! Zaczyna się kamienista droga gruntowa, miejscami tak strona, że schodzę z roweru.
 
 
5 Srtomsze górki prowadzone
strome górki prowadzone
 
Ledwo wypycham rower na górkę, a dalej jest jeszcze trudniej, bo droga przechodzi w wyboistą ścieżkę przecinającą łąkę , nadal wznoszącą się nieubłaganie, wiodącą do lasu. Leśny szlak, chociaż mniej stromy, usiany jest kałużami błota, które jesteśmy zmuszeni omijać pieszo.
 
 
6 Błotne utrudnienia na leśnym szlaku
błotne utrudnienia na leśnym szlaku
 
Kiedy w końcu wtaczamy rowery na grzbiecik ze skałkami przy rezerwacie i rozkładamy maty, marzę już tylko o herbacie, jedzeniu i przysypiam w oczekiwaniu na nietoperze. Akurat dziś, jak na złość, wpadają w siatkę, co nie pozwala mi zmrużyć
oka, gdyż to jedna z niewielu okazji aby zobaczyć te niezwykłe zwierzęta z bliska. Wojtek waży, mierzy i fotografuje, a ja robię notatki i zachwycam się zwierzakami. Zasypiamy sporo po drugiej.
 
 
7 Nocek Brandta
Nocek Brandta
 
8 Słoneczny poranek na grzbiecie
słoneczny poranek na grzbiecie
 
Słoneczny poranek na skalnym grzbiecie w głębi lasu i sielankowe śniadanie na omszałym kamieniu, nie zapowiadają tego co szykuje dla nas dzień. Zerkamy na mapę i planujemy jak najkrótszą drogą dotrzeć do Czystograbu i Komańczy. Na szlaku okazuję się, że coraz większa ilość błotnych kałuż, z serii tych wczorajszych, tylko bardziej rozległych, skutecznie uniemożliwia jazdę. Lekko poirytowani przepychamy rowery, co miejscami wymaga sporego wysiłku i zabiera masę czasu. Idziemy już godzinę, a nawet nie wyszliśmy z lasu. Jakby tego było mało, nagle, tuż pod stopami zauważamy wyraźne tropy, wyglądające jakby dopiero co odciśnięte w błocie, dużych łap z pazurami. Nie, to nie wilk. To niedźwiedź!
 
 
9 Tropy misia w porannym błocie
tropy misia w porannym błocie
 

Nerwowo rozglądamy się dookoła, zwierzęcia nigdzie nie widać, ale kto wie, czy nie chodzi gdzieś blisko. Wśród gęstej roślinności dookoła, trudno byłoby zauważyć misia zawczasu. Po cichu schodzimy na boczną ścieżkę, według wskazań gpsa, unikając być może niebezpiecznego spotkania. Jeszcze kilka kałuż błota i zmęczeni wychodzimy w końcu na rozległe, widokowe polany.

 

10 Pierwsze grzbietyBieszczadów w oddali

pierwsze grzbiety Bieszczadów w oddali

 

– Nie, ten dzień zdecydowanie nie zaczął się dobrze – myślę sobie – siedzę w środku ogromnej łąki gdzieś na końcu Polski, w okropnym upale, ścierając błoto z nóg. Nie ma szans żebyśmy zdążyli dojechać przed zachodem słońca pod granicę ukraińską, Wojtek chyba przecenił moje siły i źle rozplanował czas przejazdu – ulegam chwilowemu zniechęceniu. Na szczęście teraz mamy już prawie tylko z górki. W Komańczy zatrzymujemy się na małe zakupy i słodką przekąskę. Chwila wytchnienia i puszyste drożdżówki szybko poprawiają humor i moja motywacja do jazdy odżywa, tym bardziej kiedy gps pokazuje skrót z Przełęczy nad Turzańskiem do Kalnicy. Ochoczo postanawiamy skorzystać z tej opcji. Początkowo droga prowadzi nas wąskim paskiem poszarpanego asfaltu, potem polną ścieżką pod Suliłą, aż do gęstego lasu, który wygląda jak dżungla i w którym kończy się przyjemna jazda a zaczyna prawdziwa przeprawa przez błotnisto krzaczaste zarośla. Wcześniejsze błotko na szlaku z rezerwatu było przyjemnym antraktem w porównaniu z tym. Przy każdym kroku stopy grzęzną w rozmiękłym podłożu, rowery ześlizgują się w kierunku ogromnych kałuż błota i posuwamy się w prawdziwie ślimaczym tempie, a końca lasu nawet nie widać. Przez moment poważnie rozważmy odwrót, kosztem nadrobienia kilkudziesięciu kilometrów. Zapchane błotem napędy ledwo działają. Komary mają ucztowanie, a kolczaste rośliny zaczepiają o ubrania, jakby chciały zatrzymać nas w miejscu. Jestem okropnie zmęczona ciągłym przepychaniem roweru, gdy w końcu po jakichś dwóch godzinach wyłaniamy się z podmokłego lasu, ubłoceni po pas. Jak dobrze, że do strumienia mamy parędziesiąt metrów, bo nie byłabym w stanie jechać nigdzie dalej. Po raz pierwszy od początku wyjazdu robimy dłuższą przerwę na mycie rowerów i siebie, odpoczynek i jedzenie. Gotujemy wodę na herbatę i siedzimy dłuższą chwilę zrezygnowani.

 

11 Widoki znad Kalnicy

widoki znad Kalnicy

 

Minęło prawie pół dnia, a my nie przejechaliśmy nawet połowy trasy, co oznacza, że trzeba będzie przyspieszyć i nadgonić trochę. Nie zapowiada się łatwo, bo przed nami mocno pohopkowany teren, z górkami o nastromieniu 8-9%, aż do Soliny. Picie znika z bidonów w błyskawicznym tempie i zatrzymujemy się kilka razy w przydrożnych sklepach, żeby uzupełnić zapasy – w takim upale najmniejsze odwodnienie oznacza koniec podróży. Jazda do zapory jest mało przyjemna i niebezpieczna, ze względu na duży ruch samochodowy i niecierpliwych kierowców wyprzedzających „na gazetę”. Nad Soliną nie ma co się rozwodzić – drugie Krupówki, tylko na wodzie. Szybko pochłaniamy pizzę i jedziemy dalej przez zaporę w kierunku Ustrzyk Dolnych. Stamtąd Wojtek dzwoni do straży granicznej poinformować o prowadzonych badaniach nietoperzy i naszej obecności tuż przy granicy. Jeszcze tylko trzeba dojechać na miejsce odłowów, czyli do Stebnika, i to szybko! Ostatnim wysiłkiem woli zmuszam nogi do szybszego kręcenia, zajadając batoniki w drodze i mam nadzieję, że żadne niespodzianki już nas dziś nie dopadną. A jednak…Droga pod Ornatykiem urywa się nagle przepaścią w strumień. Szukamy obejścia, ale nie ma innej drogi jak najpierw przez krzaki, a potem dwukrotnie przez strumień. Przynajmniej wieczorną toaletę mamy już z głowy.

 

12 Wieczorna przeprawa

wieczorna przeprawa

 

Noc jest mocno wilgotna i chłodna. Odłowy skracamy do minimum, aby jak najszybciej wskoczyć do ciepłych śpiworów. Na nocleg podjeżdżamy do przytulnej, okrągłej wiaty, w której hasa ciekawska popielica. Niestety nie daje się zwabić „na snikersa”. Po chwili odwiedzają nas pogranicznicy, przed którymi nic się nie ukryje – dwoje ludzi i „wiewiórka” na dachu – mówią co zobaczyli w noktowizorach. Widok nocnego nieba usianego milionami gwiazd wynagradza wszystkie wysiłki dnia. Patrzymy jak urzeczeni. Tak wyraźnie widoczną Drogę Mleczną można oglądać jedynie w rezerwatach ciemnego nieba. Otacza nas idealna cisza – dla takich chwil warto jeździć na rowerze w najdziksze, odludne zakątki.

 

13 Droga Mleczna

Droga Mleczna

 

O świcie, dookoła rozgrywa się niesamowite widowisko. Gra światła i cienia na łące pełnej pajęczyn, okrytej poranną rosą, wśród lekko unoszących się mgieł.

 

14 Pajęczynowa łąka

pajęczynowa Łąka

 

Piękniej chyba być nie może. Niestety w strefie przygranicznej nie wolno biwakować, dlatego staramy się nie przeciągać pobytu i ruszamy dalej. Zapowiada się długi, ale spokojny dzień jazdy, ponieważ zgodnie z planem zrobiliśmy trzy dni badań nietoperzowych i dziś mamy wolne, nie musimy spieszyć się nigdzie. Umieram z głodu, jedziemy w stronę Bandrowa i szukamy fajnego miejsca na śniadanie. Trafiamy na podwórze przy opuszczonym domu, z gotowym miejscem na ognisko, i wygodnymi pniakami do siedzenia. Wreszcie jest czas na spokojną toaletę – w końcu raz na trzy dni można by umyć się trochę korzystając z wody ze strumienia i chusteczek nawilżonych. Tymczasem Wojtek odpala palnik i przygotowuje smaczne racuchy, które są miłą odmianą po ciągłym jedzeniu szybkich zupek z kubka, batoników i drożdżówek. W drodze do Bandrowa znów przepychamy rowery, tym razem po drodze wyłożonej grubym tłuczniem, który nieprzyjemnie uskakuje spod kół grożąc wywrotką. Dalej przemierzamy część Małej Pętli Beskidzkiej, przez Hoszów, Rabe, Czarną, Chrewt, ze stromymi podjazdami i szybkimi zjazdami. Interwałowa jazda męczy i niecierpliwie wyczekuję postoju. Zatrzymujemy się dopiero w Rajskiem i z rozkoszą moczymy nogi w Sanie, wylegując się w pełnym Słońcu. Na dłuższy postój obiadowy wybieramy Cisną, gdzie zjadamy wreszcie solidny, dwudaniowy obiad – w końcu, w czwartym dniu wyczerpującej jazdy trzeba zjeść pierwszy, konkretny posiłek. Rozważamy miejsce noclegu i Wojtek przypomina sobie o polu biwakowym z wiatą w okolicy Woli Michowej. No to jedziemy. Po drodze kilka górek i duży podjazd do wieży widokowej na Przysłupie. Wyraźnie czuję zmęczenie mięśni, a w głowie zaczynają kotłować się myśli o bliskim biwaku i śpiworze. Przez chwilę podziwiamy rozległy widok na Bieszczady Wysokie roztaczający się z wieży, po czym wolno kręcimy dalej rozglądając się za naszą wiatą. W Woli Michowej jakby czas się zatrzymał i spowita dymem okolica wygląda jak ze starych pocztówek w kolorze sepii. W rzeczywistości – chyba ktoś odpalił retorty – piece do wypalania węgla drzewnego.

 

15 Przez Wolę Michową
przez Wolę Michową
 

Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden istotny szczegół – brak wiaty. Dojechaliśmy do Smolnika i nigdzie nie ma żadnego pola biwakowego. Wojtek pomylił się i najbliższa możliwość noclegu istnieje dopiero za Mikowem, jak pokazuje gps. Cóż, nie mamy innego wyjścia jak zmobilizować nogi i jechać kilka kilometrów dalej. Walka z narastającym zmęczeniem przychodzi mi z coraz większym trudem. Nadciąga wieczorny chłód i wilgoć. W ostatnim sklepie we wsi robimy zakupy i zostawiamy w tyle zabudowania, wjeżdżając w dzikie, niedźwiedziowe tereny-znaki podnoszące ciśnienie pojawiają się na poboczach-a wiaty jak nie było, tak nie ma i tutaj! Mam dosyć i nie mam siły na dalszą jazdę, a przed nami prawie pięć kilometrów stromego podjazdu na Przełęcz Żebrak (816m n.p.m.), bo tam na pewno jest wiata i to jedyne bezpieczne miejsce w okolicy gdzie możemy spędzić noc. Moja psychika zaczyna odmawiać posłuszeństwa, ale kiedy widzę kolejny znak „Uwaga, niebezpieczeństwo spotkania niedźwiedzia!” wiem, że muszę tam dojechać za wszelką cenę. Nie ma to jak skuteczna motywacja. Po kilkudziesięciu minutach walki z górą i swoją psychiką, zatrzymuję rower pod dużą, drewnianą wiatą na przełęczy. Udało się! Licznik pokazuje ponad 105 pokonanych kilometrów, jestem z siebie dumna. Wiata jest solidna i bardzo ciepła, tylko okropnie zaśmiecona, wszędzie walają się puszki i butelki, aż chcę się krzyczeć – Ludzie! Zabierajcie ze sobą swoje śmieci! Na nocleg układamy się w samym kącie wiaty i ustawiamy antyniedźwiedziową barykadę z rowerów, na wszelki wypadek. W środku nocy ze snu wyrywa nas hałas i wyraźne skrobanie, jakieś zwierzę grzebie w śmieciach za wiatą. Leżymy nieruchomo, nasłuchując, może to niedźwiedź? Ze strachu wstrzymuję oddech. Na szczęście po chwili zapada cisza i skuteczność naszej barykady antymisiowej nie została przetestowana. Ostatni dzień zaczynamy późnym, leniwym śniadaniem na Żebraku. Podobno wszystko co dobre szybko się kończy i nasza wycieczka dziś ma swój ostatni etap, czyli powrót do Dukli. Niby drobiazg, mamy do przejechania trochę ponad 60 kilometrów i początkowo same przyjemne zjazdy do Duszatyna, ale w upale, nawet taka trasa może okazać się bardzo wyczerpująca. W urokliwej dolinie Osławy pokonujemy cztery brody rzeczne, pierwszy ostrożnie, przeprowadzając rowery i zażywając ożywczej kąpieli stóp, kolejne śmielej, w siodełku.

 

16 Przez brody Osławy

przez brody Osławy

 

Robimy postój w miejscu, skąd rozciągają się widoki na pokryte gęstwiną zieleni pagórki rezerwatu Przełom Osławy.

 

17 Nad rezerwatem Przełom Osławy nad Duszatynem
Nad rezerwatem

Górki zaczynają się tuż przed Komańczą, a dalej jest ich tylko więcej. Cała droga powrotna składa się z ostrych, krótkich górek, aż do Tylawy. Kamieniołom w Lipowicy na horyzoncie oznacza, że wyczekiwana kąpiel i odpoczynek już blisko. Tym razem bez żadnych nieoczekiwanych przeszkód docieramy do końca, znów pod Cergową.

 

2019-03-31 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 180
  • 181
  • 182
  • 183
  • 184
  • …
  • 299

Archiwa

  • marzec 2026
  • luty 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • październik 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • kwiecień 2025
  • marzec 2025
  • luty 2025
  • styczeń 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • sierpień 2021
  • lipiec 2021
  • czerwiec 2021
  • maj 2021
  • kwiecień 2021
  • marzec 2021
  • luty 2021
  • styczeń 2021
  • grudzień 2020
  • listopad 2020
  • październik 2020
  • wrzesień 2020
  • sierpień 2020
  • lipiec 2020
  • czerwiec 2020
  • maj 2020
  • kwiecień 2020
  • marzec 2020
  • luty 2020
  • styczeń 2020
  • grudzień 2019
  • listopad 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • lipiec 2019
  • czerwiec 2019
  • maj 2019
  • kwiecień 2019
  • marzec 2019
  • luty 2019
  • styczeń 2019
  • grudzień 2018
  • listopad 2018
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • lipiec 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • kwiecień 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • sierpień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • marzec 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015
  • czerwiec 2015
  • maj 2015
  • kwiecień 2015
  • marzec 2015
  • luty 2015
  • styczeń 2015
  • grudzień 2014
  • listopad 2014
  • październik 2014
  • wrzesień 2014
  • sierpień 2014
  • lipiec 2014
  • czerwiec 2014
  • maj 2014
  • kwiecień 2014
  • marzec 2014
  • luty 2014
  • styczeń 2014
  • grudzień 2013
  • listopad 2013
  • październik 2013
  • wrzesień 2013
  • sierpień 2013
  • lipiec 2013
  • czerwiec 2013
  • maj 2013
  • kwiecień 2013
  • marzec 2013
  • luty 2013
  • styczeń 2013
  • grudzień 2012
  • listopad 2012
  • październik 2012
  • wrzesień 2012
  • sierpień 2012
  • lipiec 2012
  • czerwiec 2012
  • maj 2012
  • kwiecień 2012
  • marzec 2012
  • luty 2012
  • styczeń 2012
  • grudzień 2011
  • listopad 2011
  • październik 2011
  • wrzesień 2011
  • sierpień 2011
  • lipiec 2011
  • czerwiec 2011
  • maj 2011
  • kwiecień 2011
  • marzec 2011
  • luty 2011
  • styczeń 2011
  • grudzień 2010
  • listopad 2010
  • październik 2010
  • wrzesień 2010
  • sierpień 2010
  • lipiec 2010
  • czerwiec 2010
  • maj 2010
  • kwiecień 2010
  • marzec 2010
  • luty 2010
  • styczeń 2010
  • grudzień 2009
  • listopad 2009
  • październik 2009
  • wrzesień 2009
  • sierpień 2009
  • lipiec 2009
  • czerwiec 2009
  • maj 2009
  • kwiecień 2009
  • styczeń 2009
  • listopad 2008
  • październik 2008

Kategorie

  • Administracyjna
  • Afryka
  • Akcje eko
  • Aktualności
  • Aktualności inne
  • Albania
  • Aleja Podróżników
  • Ameryka Północna
  • Ameryka Południowa
  • Ameryka Środkowa i Karaiby
  • Artykuły testowe
  • Australia i Oceania
  • Austria
  • Azja
  • Bez kategorii
  • Biegi
  • BUŁGARIA
  • Chorwacja
  • Ciekawostki
  • Cykliczne Spotkania Podróżników
  • CZARNOGÓRA
  • Czechy
  • Czyste Góry Czyste Szlaki
  • Czyste Tatry
  • Czyste Tatry
  • Dania
  • Dolny Śląsk
  • Europa
  • Festiwale
  • Filmy
  • Francja
  • Góry
  • HISZPANIA
  • HOLANDIA
  • Konkurs Fotograficzny
  • Konkursy
  • Konkursy inne
  • Korona
  • Kościoły i obiekty sakralne
  • KOSOWO
  • Książka
  • Kuchnia
  • Kuchnie świata
  • Kujawsko-pomorskie
  • LITWA
  • Łódzkie
  • Lotniska i powietrze
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • LUKSEMBURG
  • MACEDONIA
  • Małopolskie
  • Malta
  • Materiał zewnętrzny
  • Miasta
  • Miejsca wyjątkowe
  • Muzea
  • Najciekawsze szlaki piesze i rowerowe w Europie
  • Newsy
  • NIEMCY
  • NORWEGIA
  • Opolskie
  • Parowozownie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Podziemia
  • Podziemia
  • Podziemia turystyczne w Europie Underground in Europe
  • Polecamy
  • Polska
  • Pomorskie
  • Portugalia
  • PRACE KONKURSOWE POLSKA
  • PRACE KONKURSOWE ŚWIAT
  • Projekt 4 Pory Roku
  • Projekt Mali Melomani
  • Projekt Mali Melomani II
  • Recenzje sprzętu
  • Reklama
  • Robocze inne
  • ROSJA
  • Rower
  • Różne media
  • Rumunia
  • Schroniska
  • SERBIA
  • Skanseny w Polsce
  • Śląskie
  • Slowacja
  • Slowenia
  • Spływy kajakowe
  • Spotkania autorskie
  • Spotkania, zloty, imprezy podróżników
  • Sprzęt
  • Świat
  • Świętokrzyskie
  • SZWAJCARIA
  • Tanie loty
  • Tatromaniak
  • Testy sprzętu
  • Twierdze i Forty
  • Ukraina
  • unesco
  • Via Adriatica Trail
  • Warmińsko-mazurskie
  • Warsztaty i plenery fotograficzne
  • WĘGRY
  • WIELKA BRYTANIA
  • Wielkopolskie
  • WŁOCHY
  • Woda
  • Wspomnienia z podróży
  • Wystawy
  • Wywiady
  • Zabytki sakralne
  • Zachodniopomorskie
  • Zamki i pałace
  • Zostań w domu nie odwołuj

Obserwuj nas

Top Selling Multipurpose WP Theme

Ostatnie posty

  • Bezpieczne (prawie) szlaki zimowe w Tatrach- propozycje (prawie) dla każdego

    2026-03-28
  • Via Bulgarica – Bułgarski Szlak Przygody

    2026-03-28
  • Schrony i schroniska górskie w Chorwacji

    2026-03-27
  • Skansen Przemysłu Naftowego Magdalena w Gorlicach

    2026-03-25
  • Skansen Józefa Chełmowskiego w Brusach – artysta z innego świata

    2026-03-24
  • Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim

    2026-03-22

Kanał społecznościowy

Kanał społecznościowy

Wybór redaktorów

zamek Drakuli w Poenari

2016-01-25

Rezerwat Groapa Ruginoasa, Góry Bihor w Rumunii

2022-08-06

Zamek – Twierdza Rupea w Rumunii

2022-08-09

Rezerwat Cheile Turzii – wąwóz Turda

2024-01-23

Zamek Drakuli w Hunedoarze w Rumunii

2024-03-03

Klub Podróżników Śródziemie

Ogólnopolski portal podróżniczy poświęcony odkrywaniu Polski i świata. Od znanych miast i zabytków, przez górskie szlaki i podziemia, po miejsca nieoczywiste i zapomniane.

Rzetelne relacje, autorskie przewodniki oraz praktyczne wskazówki dla turystów, pasjonatów historii i miłośników aktywnego podróżowania.

Odkrywaj świat z nami – świadomie, krok po kroku i z pasją.

Ciekawe w województwach

    • Dolnośląskie
    • Kujawsko-pomorskie
    • Lubelskie
    • Lubuskie
    • Łódzkie
    • Małopolskie
    • Mazowieckie
    • Opolskie
    • Podkarpackie
    • Podlaskie
    • Pomorskie
    • Śląskie
    • Świętokrzyskie
    • Warmińsko-mazurskie
    • Wielkopolskie
    • Zachodniopomorskie
dhosting

Polecane

Bezpieczne (prawie) szlaki zimowe w Tatrach- propozycje (prawie) dla każdego
Via Bulgarica – Bułgarski Szlak Przygody
Schrony i schroniska górskie w Chorwacji
Skansen Przemysłu Naftowego Magdalena w Gorlicach

Ostatnio dodane

Bezpieczne (prawie) szlaki zimowe w Tatrach- propozycje (prawie) dla każdego
Via Bulgarica – Bułgarski Szlak Przygody
Schrony i schroniska górskie w Chorwacji
Skansen Przemysłu Naftowego Magdalena w Gorlicach
Facebook Twitter Youtube Linkedin Envelope Rss

klubpodroznikow.com – Copyright & Copy 2025/26

Created by Konfig.Info

  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Home
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat

Wybór redaktorów

  • Sighișoara miasto w środkowej Rumunii w Siedmiogrodzie

    2026-02-02
  • Góry solne w Rumunii – Muntele de sare

    2026-02-01
  • Droga Transfogaraska w Rumunii

    2025-09-17
  • Wulkany błotne w Rumunii, wyjątkowy rezerwat przyrody

    2024-08-20
  • Jaskinia Meziad, Peşteră

    2024-08-20
  • Kopalnia soli Salina Turda w Rumunii

    2024-08-17
@2021 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign
Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego działania serwisu oraz analiz ruchu. Zobacz politykę prywatności .