Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
niedziela, 29 marca, 2026
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Slajdowiska
    • Spotkania autorskie
  • Relacje
    • Europa
      • Albania
      • Austria
      • Bułgaria
      • Chorwacja
      • Czarnogóra
      • Czechy
      • Dania
      • Francja
      • Hiszpania
      • Holandia
      • Kosowo
      • Litwa
      • Luksemburg
      • Macedonia
      • Malta
      • Niemcy
      • Norwegia
      • Portugalia
      • Rosja
      • Rumunia
      • Serbia
      • Slowacja
      • Slowenia
      • Szwajcaria
      • Ukraina
      • Wegry
      • Wielka Brytania
      • Włochy
    • Polska informacje i fotorelacje
      • Forty i twierdze
      • Góry
      • Kolej
        • Parowozownie
      • Miasta
      • Miejsca wyjątkowe
      • Muzea
      • Podziemia
      • Polska na weekend
      • Skanseny w Polsce
      • Woda
      • Województwa
        • Dolny Śląsk
        • Kujawsko-pomorskie
        • Łódzkie
        • Lubelskie
        • Lubuskie
        • Małopolskie
        • Mazowieckie
        • Opolskie
        • Podkarpackie
        • Podlaskie
        • Pomorskie
        • Śląskie
        • Świętokrzyskie
        • Warmińsko-mazurskie
        • Wielkopolskie
        • Zachodniopomorskie
      • Zabytki sakralne
      • Zamki i pałace
    • Świat
      • Afryka
      • Ameryka Południowa
      • Ameryka Północna
      • Ameryka Środkowa i Karaiby
      • Antarktyda
      • Australia i Oceania
      • Azja
    • Schroniska Górskie
  • Filmy
  • Sprzęt
    • Polecamy
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Autorzy
    • Albin Marciniak
    • Karolina Zięba-Kulawik
    • Redakcja
  • Forum
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Copyright 2025 - All Right Reserved
Małopolskie

Skamieniałe Miasto w Ciężkowicach

przez Albin Marciniak 2019-10-05
Napisane przez Albin Marciniak

Skamieniałe Miasto w Ciężkowicach

   Skamieniałe Miasto to grupa fantazyjnie ukształtowanych form skalnych, tworzących przysłowiowe „miasto zamienione w kamień”. Miejsce to jest bardzo chętnie odwiedzane przez liczne grupy – wycieczki zorganizowane oraz indywidualnych turystów. Dostępność miejsca i atrakcyjność sprawiają, że jest ono jedną z największych przyrodniczych atrakcji Małopolski.
 
 
 
  

Rozrzucone gęsto na stoku wzniesienia na południe od centrum Ciężkowic zgrupowanie skał od dawna funkcjonowało w świadomości miejscowej ludności jako miejsce nieprzychylne, tajemnicze, zamieszkiwane przez złe moce. Ci którzy zapuszczali się w to ustronne miejsce opowiadali o fantastycznych kształtach skał przyrównując je do postaci ludzkich lub zwierzęcych, wiążąc ich powstanie z niezwykłymi wydarzeniami. W czasach kiedy ludzie nie posiadali naukowych instrumentów oglądu świata swoistą formą interpretacji zjawisk i zmian w środowisku były właśnie legendy (Wróbel S., 1998). Nazwa rezerwatu wiąże się z jedną z opowieści o powstaniu skamieniałego grodu. „Skamieniałe Miasto” jest największą przyrodniczą atrakcją Ciężkowicko – Rożnowskiego Parku Krajobrazowego, najbardziej znaną i popularną.
 
 
 
 
W 1931r. „Skamieniałe Miasto” zostało uznane za zabytek przyrody. Ochroną objęto wówczas 30,49 ha. Rezerwat o pow. 14,91 ha powołano zarządzeniem Ministra Leśnictwa i Przemysłu Drzewnego w dniu 12 lipca 1974 roku. W jego obrębie wyróżnić możemy cztery położone w niewielkiej odległości od siebie enklawy. Ochroną prawną objęto szereg wychodni skalnych zbudowanych z piaskowca ciężkowickiego wraz z roślinnością porastającą skały i ich otoczeniem. Wychodnie rozrzucone są na długości 700 m począwszy od strzegących od strony zachodniej „Skamieniałego Miasta” położonych bezpośrednio nad Białą „Czarownicy” i skały „Ratusz”, aż po najwyżej usytuowaną niemalże na szczycie kulminacji Skałki 367 m n.p.m. Wygląd najbardziej znanej wychodni ziemi tarnowskiej – „Czarownicy”, nawiązuje do ludowych wyobrażeń wiedźm. Przypisywano tym kobiecym postaciom nadludzkie moce, umiejętności sprawowania kontroli nad innymi. Stawały się przez to przedmiotem wielu legend i podań. Nie inaczej było i tym razem. Skała o charakterystycznym profilu to czarownica ukarana za złorzeczenie księdzu jadącemu z komunią świętą do umierającego.
 
 
 
 
   Usytuowanie przy drodze wojewódzkiej nr 977 z Tarnowa do Krynicy powoduje, że wiele osób zwraca uwagę na jej charakterystyczny profil. Dzięki swej popularności jest symbolem Ciężkowicko – Rożnowskiego Parku Krajobrazowego. Z położoną po sąsiedzku wychodnią również wiąże się bardzo ciekawa legendarna opowieść. Rajcy jeszcze nie skamieniałego natenczas miasta, zamiast troszczyć się o los grodu, czas przeznaczali na urządzanie hulaszczych zabaw, pijaństwie i rozwiązłym prowadzeniu. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Zamienieni z pełniącym siedzibę rajców urzędzie w skałę „Ratusz”, umierali w ogromnym cierpieniu, bo choć chcieli ugasić pragnienie nie byli w stanie zaczerpnąć wody z przepływającej tuż obok rzeki. Powrócą do świata żywych tylko wówczas, gdy przepływająca u podnóży skały Biała, dosięgnie szczeliny znajdującej się na jej wierzchołku. Z każdą niemal wychodnią w „Skamieniałym Mieście” wiąże się jakaś legenda. A to o rycerzu – skąpcu, który ze swej zachłanności pilnując wejścia do groty w której przechowywał niegodziwie zgromadzony skarb, umarł z pragnienia, a innym razem o pustelniku któremu jako jedynemu prawemu pozwolono opuścić miasto przed skamienieniem, a to o księdzu który grając w kości z diabłem przegrał kościół, który również skamieniał (Iwanie R., 1998).
 
 

 
   

  Największą i najbardziej okazałą wychodnią „Skamieniałego Miasta” jest „Grunwald”. Pierwotną nazwę „Piekło” wychodnia ta zawdzięcza „Tajemniczej Szczelinie”, gdzie według legendy raz w roku pojawiać się mają ogromne skarby. Obecna nazwa nadana została w 500 rocznicę bitwy z pod Grunwaldem. Tablicę pamiątkową, wykutą w skale w 1910 r. ufundował I.J.Paderewski. Wchodząc do rezerwatu mijamy źródło „zdrowej wody”, o którym tak zwykł mawiać wielki muzyk i patriota (Pulit F., 1993). Szlak prowadzi wyłożoną kamieniem drogą do jedynego miejsca w rezerwacie, gdzie istnieje możliwość rozpalenia ogniska. Trochę dalej dochodzimy do Warowni Dolnej i Górnej. Na tej drugiej odnaleźć możemy XIX – wieczne inskrypcje eksplorujących ten teren. Krótkim szlakiem dość możemy do jaskiń w powstałym na potrzeby budowy linii kolejowej kamieniołomie. Dalej wyobraźnia podpowiada nam nazwy kolejnych skał. Rozpoznajemy bez problemu skały „Orzeł”, „Pianino”, „Pieczarki”, „Żółw”, „Piekiełko” i „Borsuk”. Napotykamy dalej kolejno niewielkie „Baranki” i ostro zakończone „Piramidy” – oberwane fragmenty większej skały zamykającej „Lisi Wąwóz”. Na wychodni ograniczającej „Lisi Wąwóz” odnajdziemy korzeń o wygiętym kształcie przypominający formą „Aligatora”. Mijamy stojącą samotnie „Pustelnię” i dochodzimy do „Baszty Paderewskiego”. Nazwa została nadana wysokiej ambonie w 1985 r., w 125 rocznicę urodzin artysty. Tutaj Tarnowskie Towarzystwo Muzyczne wmurowało tablicę upamiętniającą pamięć wielkiego polityka i pianisty. Przechodzimy obok „Cyganki” i „Grzybka” i dochodzimy do polany z której ukazuje się nam widok w kierunku południowym, na Zborowice w Dolinie Białej, Góry Grybowskie – najbardziej na zachód wysuniętej Beskidu Niskiego i Beskid Sądecki. Dochodzimy do ostatniej na naszej trasie wychodni „Skałki z krzyżem”, na którą wejść można poprzez wąską, ciasną szczelinę. Z góry roztacza się panorama na Ciężkowice i Dolinę Białej, a w głębi najbardziej na północ wysuniętą część Pogórza Rożnowskiego, Pasmo Wału i Lubinki.
 
 
 

   

 
Idąc dalej szlakiem niebieskim biegnącym w kierunku Rzepiennika Strzyżewskiego dochodzimy do pomnika przyrody nieożywionej – Jar „Wodospad”. Zaliczany do największych atrakcji turystycznych okolic Ciężkowic, leży już poza rezerwatem „Skamieniałe Miasto”. Schodząc szlakiem w dolinę, po przejściu przez mostek, należy odbić w prawo i przejść kilkanaście metrów pośród skał. Popularnie nazywany „Wąwozem Czarownic”, przybiera postać głębokiej rozpadliny skalnej długiej na ponad 40 metrów i szerokiej do 4 metrów. Ograniczają go kilkunastometrowe ściany skalne z piaskowca ciężkowickiego, często w postaci nadwieszonych ambon. Wąwóz zakończony jest przewieszoną ścianą o wysokości 14 metrów, z której spływa potok tworząc wodospad. W okresie wczesnowiosennym powstaje dużych rozmiarów efektowny lodospad. Na terenie rezerwatu stwierdzono występowanie trzech zespołów leśnych. Są to: kontynentalny bór mieszany jest zbiorowiskiem lasu sosnowo – dębowego stosunkowo ubogiego florystycznie, podgórska dąbrowa acydofilna i jodłowy bór mieszany. Występowanie wielu drzewostanów leśnych na terenie stosunkowo niewielkiej powierzchni stanowi o znacznej różnorodności florystycznej i fitosocjologicznej. Takie zróżnicowanie spowodowane jest różnorodnością warunków glebowych, a w efekcie znaczne zróżnicowanie gatunków roślin. Na obszarze rezerwatu stwierdzono występowanie 124 gatunków roślin naczyniowych (bez mchów, wątrobowców i porostów). Spośród nich, 16 gatunków objętych jest ochroną prawną (ZPKPwT, 2006). Ze względu na niewielką powierzchnię, znikomo wykształcone piętro podszytu oraz znaczną penetrację terenu przez turystów, wśród zamieszkujących rezerwat zwierząt brakuje gatunków zwierząt o dużych rozmiarach. Bogaty jest natomiast świat owadów i ptaków. Wśród bezkręgowców na uwagę zasługują barwne motyle, trzmiele, chrząszcze. Na terenie rezerwatu bardzo często obserwować można mrówki z rodzaju gmachówka. Występują w bardzo dużej ilości na skale „Ratusz”.
 
 
 
 
Bibliografia:
– Firlej Piotr: 2006 rok, praca magisterska pt. „Kierunki aktywizacji turystycznej Ciężkowicko-Rożnowskiego Parku Krajobrazowego”, Instytut Geografii i Gospodarki Przestrzennej UJ, Kraków.
– Iwanie R.: 1998 rok, „Tarnów i jego okolica w legendach”, wyd. Miejska Biblioteka Publiczna im. J. Słowackiego w Tarnowie, Tarnów.
– Pulit F.: 1990 rok, „Dom w Ojczyźnie”, wyd. Fundacja Paderewskiego – Chicago, Tarnów – Kąśna Dolna.
– Wróbel S.: 1998 rok, „Ciężkowice. Dzieje miasta do końca XVIII wieku”, wyd. Urząd Miasta i Gminy Ciężkowice, Tarnów.
Opracowanie: Pogorza.PL
 
 
 
 
 
Gdzie to jest?
 
Skamieniałe Miasto to miejsce do którego trafić nie trudno. Najwięcej osób korzystając z własnego środka transportu przyjeżdża tutaj – zatrzymując się na parkingu przed wejściem do Skamieniałego Miasta.
Parking ten znajduje się przy drodze wojewódzkiej nr 977 na odcinku Ciężkowice – Zborowice. Do sierpnia 2011r. trwające tutaj prace utrudniać będą parkowanie w bezpośrednim sąsiedztwie rezerwatu.
Niewielki parking znajduje się również na odcinku Ciężkowice (rynek) – Staszkówka, przy wejściu do rezerwatu, w pobliżu kulminacji wzniesienia, w miejscu gdzie drogę przecinka szlak niebieski biegnący przez Skamieniałe Miasto do Wąwozu Czarownic.
Do rezerwatu można również dojść szlakiem czarnym ze stacji kolejowej Ciężkowice-Bogoniowice przez rynek do Skałki z Krzyżem, dalej za szlakiem niebieskim.
 
 
 
 
 
 
 
Praktyczne informacje
 
Oto zestaw praktycznych informacji na temat Skamieniałego Miasta. Po rezerwacie przyrody Skamieniałe Miasto poruszamy się wyłącznie wyznaczonym szlakiem (niebieskim) i na niewielkim odcinku szlakiem czarnym. Wychodzenie na skały, wspinanie się, zbaczanie ze szlaku, chodzenie na skróty jest zabronione.
 
 
 
 
parking przy głównym wejściu do Skamieniałego Miasta
 
 
 
Szlaki turystyczne
Ciężkowce to miejsce gdzie krzyżują się liczne szlaki turystyczne: piesze, rowerowe, samochodowe.
 
 
Szlaki piesze PTTK
niebieski: Tarnów – Tuchów – Brzanka – Ciężkowice w tym Skamieniałe Miasto – Kąśna Dolna w kierunku Bukowca i Gródka nad Dunajcem.
Czarny: PKP Ciężkowice – Bogoniowice – rynek w Ciężkowicach – Skałka z krzyżem (tutaj łączy się ze szlakiem niebieskim).
Czerwony: PKP Ciężkowice – Bogoniowice – Jastrzębia – Skała Wieprzek w kierunku Jamnej.
zielony: Pławna – skała Diable Boisko – do szlaku niebieskiego.
żółty: z Pławna – Bruśnik w kierunku Jamnej (dochodzi do szlaku niebieskiego i czerwonego.
 
 
 
 
Szlaki rowerowe PTTK
niebieski: Ciężkowice (rynek) – Gromnik – Tuchów – Tarnów
zielony: Ciężkowice (rynek) – Pławna – Bruśnik – Falkowa – Bukowiec – Paleśnica – Jastrzębia – Ciężkowice-Bogoniowice
żółty: Ryglice – Brzanka – Rzepiennik Suchy – Turza – Ciężkowice – Siekierczyna – Jamna
 
 
Szlaki tematyczne:
Szlak Architektury Drewnianej: Ciężkowice – zabudowa rynku, Gromnik,Siemiechów, Brzozowa, Rzepiennik Biskupi, Binarowa, Jastrzębia, Wilczyska, Podole, Przydonica i inne.
Szlak Małopolskich Miasteczek: Bobowa, Ciężkowice, Czchów, Dobczyce, Lanckorona, Lipnica Murowana, Nowy Wiśnicz, Stary Sącz, Szczyrzyc, Tuchów, Wojnicz, Zakliczyn.
Szlak niepodległościowy: Tarnów – Łowczówek – Tuchów – Kąśna Dolna.
 
 
 
 
 
 
 
więcej informacji na :
http://www.skamienialemiasto.pl/

 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

opracowanie & foto:

Albin Marciniak
https://podroze.onet.pl/autorzy/albin-marciniak
 
https://www.facebook.com/marciniak.albin
 
 
 
2019-10-05 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Mietek Bieniek – Hajer – Azja na wesoło

przez Redakcja 2019-10-05
Napisane przez Redakcja

Fundacja Klubu Podróżników Śródziemie Aleja Podróżników
Arteteka Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie
ul. Rajska 12 I piętro (wejście od ulicy Szujskiego)
(budynek Małopolski Ogród Sztuki)
21.10.2019 godzina 19:00
Mietek Bieniek – Hajer
Azja na wesoło

 Mietek Bieniek – Hajer – Azja na wesoło
oraz promocja najnowszej książki „Hajer na kole czyli rowerem po Kirgistanie i Kazachstanie”

(ur. w 1956 r. w Katowicach). Były górnik, który po ciężkim wypadku rozstaje się z kopanią i rozpoczyna nowy, podróżniczy etap w swoim życiu. Ceniony prelegent, autor kilku książek.

Od 1971 roku, po ukończeniu technikum górniczego, pracuje jako górnik dołowy w kopalni KWK Wieczorek. Udziela się także jako ratownik górniczy. W sumie w górnictwie przepracował 27 lat. Za swoje osiągnięcia dla górnictwa zostaje odznaczony m.in. dwukrotnie Złotym Krzyżem Zasługi.

W 2000 roku ulega ciężkiemu wypadkowi górniczemu, w wyniku którego traci wzrok w jednym oku. Oznacza to też koniec pracy na kopalni.

W ramach swoistej terapii psychicznej rusza w świat. Najpierw do Indii, potem do kolejnych krajów azjatyckich, afrykańskich i Ameryki Południowej. W sumie odwiedził ponad sto krajów na czterech kontynentach. Z czasem wypracowuje własny styl podróżowania, w którym szczególnie ceni sobie docieranie do trudnodostępnych miejsc i celów, rzadko odwiedzanych przez brać podróżniczą.

W 2006 roku na swoje 50. urodziny wyrusza w kilkumiesięczną podróż lądową do Dalajlamy w Indiach. W końcowej części tej drogi towarzyszy mu filmowiec Paweł Wysoczański. Z nakręconych materiałów powstaje film dokumentalny „W drodze”. W 2010 roku Bieniek wydaje swoją pierwszą książkę „Hajer jedzie do Dalajlamy”, będącej opisem zarówno całej wędrówki do Dalajlamy, jak i wielu przygód z dzieciństwa, życia dorosłego, a przede wszystkim z innych podróży azjatyckich.

Mieczysław Bieniek z pasją para się fotografią, robi też amatorskie filmy ze swoich podróży. Jest wziętym prelegentem na imprezach filmowych i podróżniczych, gdzie barwnymi opowieściami z miejsca podbija serca publiczności.

 

„Hajer na kole czyli rowerem po Kirgistanie i Kazachstanie”

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst, na zewnątrz i przyroda

 

Obraz może zawierać: 1 osoba, uśmiecha się, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: 1 osoba, stoi, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: góra, niebo, chmura, na zewnątrz i przyroda

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ocean, niebo, chmura, na zewnątrz, przyroda i woda

2019-10-05 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

rajska wyspa Mauritius

przez Redakcja 2019-09-28
Napisane przez Redakcja

Fundacja Klubu Podróżników Śródziemie Aleja Podróżników
Arteteka Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie
ul. Rajska 12 I piętro (wejście od ulicy Szujskiego)
(budynek Małopolski Ogród Sztuki)
14.10.2019 godzina 19:00
Barbara Kopiec i Szymon Kędzierski
Rum, trzcina cukrowa i mieszanka kulturowa – rajska wyspa Mauritius.

 Mauritius, malutka wyspa Afryki, pośrodku wielkiego Oceanu Indyjskiego. Jeszcze do niedawna dostępna tylko dla nielicznych, obecnie coraz bardziej popularny cel wakacyjny. Rozmiar kraju jednak nie świadczy o ilości atrakcji, o czym przekonaliśmy się na miejscu podczas naszej 3-tygodniowej podróży w ten zakątek świata.

Na prelekcji chcielibyśmy nie tylko opowiedzieć o rajskich plażach, z których Mauritius słynie, ale spotkanie będzie również okazją na poznanie bogatej historii kolonialnej oraz fenomenu kulturowego tutejszej ludności. Kultura kreolska, bo o niej będzie mowa, jest swoistą mieszanką różnych wpływów: hinduskich, europejskich (zwłaszcza francuskich) wraz z afrykańskimi. Według nas, ta mieszanka najlepiej wyczuwalna jest w kuchni kreolskiej – istna eksplozja smaków! Ponadto Mauritius urzekł nas niepowtarzalną wulkaniczną topografią, bujną roślinnością oraz pięknymi lagunami oddzielonymi od oceanu pasem rafy koralowej. To raj dla fanów sportów wodnych – tych nad i pod powierzchnią wody.

Serdecznie zapraszamy na pokaz zdjęć wraz z komentarzem!

 

Obraz może zawierać: ocean, niebo, chmura, plaża, na zewnątrz, przyroda i woda

 

Obraz może zawierać: niebo i na zewnątrz

 

Obraz może zawierać: niebo, chmura, ocean, roślina, na zewnątrz i woda

 

Obraz może zawierać: 2 osoby, uśmiechnięci ludzie, ludzie siedzą, buty i na zewnątrz

 

Obraz może zawierać: niebo, góra, drzewo, roślina, na zewnątrz, przyroda i woda

 

Obraz może zawierać: niebo, chmura, góra, roślina, na zewnątrz i przyroda

2019-09-28 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Cykliczne Spotkania Podróżników

Tatry – najpiękniejsze miejsca

przez Redakcja 2019-09-24
Napisane przez Redakcja
dolina gąsienicowa Tatry
Fundacja Klubu Podróżników Śródziemie Aleja Podróżników
slajdowiska w Krakowie
07.10.2019 godzina 19:00
Tatry – najpiękniejsze miejsca
 

 Najpiękniejsze miejsca w Tatrach które warto odwiedzić.

 
       Dla większości osób odwiedzających Tatry, obowiązkowa wizyta to przede wszystkim Morskie Oko i Giewont. Gwarantowane tłumy to także Dolina Kościeliska i Chochołowska. Podobnie jak na Hali Gąsienicowej wycieczka dla tysięcy osób kończy się przy schroniskach. Część z tych tłumów dociera nad Czarny Staw pod Rysami czy Czarny Staw Gąsienicowy. Sporo osób podąża coraz popularniejszym szlakiem malowniczej Doliny Roztoki do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Przy dobrej pogodzie, na tłumy zawsze możemy liczyć na Kasprowym Wierchu. Biorąc pod uwagę że w słoneczne, wakacyjne weekendy na tatrzańskich szlakach może być nawet kilkadziesiąt tysięcy osób w ciągu jednego dnia, to kilkaset osób na Rusinowej Polanie nie robi aż takiego wrażenia tłumów. Oczywiście zarówno Rusinowa, jak Siwa czy Chochołowska Polana w czasie kwitnienia krokusów to już osobny temat generacji tłumów. Mamy wakacje i nie wszyscy muszą czy chcą zdobywać Giewont czy Morskie Oko. Miejsc do których warto się wybrać czy wspiąć, jest znacznie więcej. W zależności od doświadczenia, przygotowania i kondycji, można wybrać się do tych prezentowanych poniżej. Pamiętajmy jednak że Tatry to góry a nie przedłużenie Krupówek. Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie a śmigłowiec TOPR to nie powietrzna taksówka.
 
https://klubpodroznikow.com/relacje/polska/polska-gory/2667-najpiekniejsze-miejsca-w-tatrach
 
 

 dolina gąsienicowa Tatry

 

60 Schronisko w Dolinie Pieciu Stawow Polskich

 

Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich.  W listopadzie jest szansa na pobyt w zupełnej samotności i ciszy (poza szumem wody w kaloryferach).

 

17 Polana Kalatówki 1

 

Polana Kalatówki z Giewontem w tle. Na polanę z hotelem górskim na Kalatówkach prowadzi szlak z Kuźnic. Przez polanę wiedzie popularny szlak na Giewont. Widok na polanę ze szlaku przez Boczań (Kuźnice – Dolina Gąsienicowa)

 

47 Dolina Gąsienicowa

 

Dolina Gąsienicowa nagradza takimi widokami po niespełna dwóch godzinach wędrówki z Kuźnic przez Boczań czy przez Dolinę Jaworzynki.

 

28 Gąsienicowa Dolina

Dolina Gąsienicowa widziana ze szlaku Kasprowy Wierch – Świnica

 

32 panorama z Kopy Kondrackiej

Kopa Kondracka z której jest piękna panorama na Kasprowy Wierch i Tatry Wysokie a Giewont jest na wyciągnięcie ręki.

2019-09-24 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Slowacja

Droga Martina na Gerlach – Relacja z wyprawy

przez admin 2019-09-18
Napisane przez admin

Droga Martina na Gerlach

 
Łukasz Kocewiak

  Gerlach jako najwyższy szczyt w Tatrach Wysokich i całych Karpatach jest marzeniem i celem wielu śmiałków, którzy chcą postawić stopę na czubku tego szczytu, który liczy sobie 2655m n.p.m. Jak najwyższy szczyt Tatr jednakże nie znajduje się w grani głównej, lecz trochę na uboczu od wierzchołka zwornikowego – Zadniego Gerlachu, który też jest kuszącym celem samym w sobie dla wielu taterników.

 
Naturalnym jest, że na taki pokaźnych rozmiarów masyw prowadzi wiele dróg taternickich i wspinaczkowych o różnym stopniu trudności. Którą jednak wybrać? Tutaj pragnę skupić się na jednej z najpiękniejszych graniówek w całych Tatrach, drodze Martina. Prowadzi ona przez cały czas pięknie wyeksponowaną granią począwszy od Polskiego Grzebienia aż po sam wierzchołek.
Droga została wyznaczona w 1905 roku przez zapaleńca gór niemieckiego pochodzenia – Alfreda Martina. Co ciekawe całą trasę pokonał samotnie, co w owych czasach było nie lada osiągnięciem. Do dzisiaj droga Martina jest uznawana za jedną z najbardziej spektakularnych dróg w Tatrach Wysokich, która każdemu może dostarczyć niezapomnianych widoków i wrażeń. Co tu wiele pisać, każdy szanujący się tratrofil lub górołaz musi koniecznie tam pójść.
Tak samo i mnie koncepcja przejścia Martinovki drążyła w głowie drogę do realizacji. Na Gerlach już się zasadzałem od pewnego czasu. To raz latem, to raz zimą, dopiero za trzecim razem udało się doprowadzić wyprawę do skutku. I tak dnia 27 czerwca roku 2015 samodzielnie zorganizowana wyprawa na Gerlach w Tatrach słowackich zakończyła się pełnym sukcesem.
Wyruszamy z samego rana po lekkim śniadaniu z Białki Tatrzańskiej na Słowację do Tatrzańskiej Polanki i stamtąd już tylko na szlak. Szykuje się ostra wyrypa, więc za dużo czasu nie przeznaczamy na odpoczynki na szlaku, a Śląski Dom to nawet staramy się ominąć jak najszerszym łukiem. Jeszcze trochę gramolenia się po ładnie ułożonych na szlaku kamieniach i już jesteśmy na Polskim Grzebieniu. Stąd dopiero zaczyna się cała przygoda. Jesteśmy trochę później na przełęczy niż zaplanowaliśmy i dlatego decydujemy się nie wiązać liną tak długo, jak skała nas będzie puszczać.
 
 

 
Jakoś to wszystko gładko idzie, bo w szybkim tempie przeżywcowaliśmy grań na Zadni Gerlach. Po drodze minęliśmy ekipę książkowo pokonującą grań zakładając przeloty co kilka metrów i asekurując się spod jaja. Jakby nie patrzeć bardzo wolno im to wszystko szło. Z Zadniego to już tylko rzut beretem na najwyższy szczyt Tatr i Karpat. Nie ma co biadolić i siedzieć dłużej w tym mleku. Jeszcze tylko krótki wpis do zeszytu wejść i napieramy dalej.
Rano to jeszcze było widać sąsiednie turniczki, teraz natomiast poruszamy się prawie po omacku w gęstej mgle. Może i lepiej, bo przy pokonywaniu ostrych odcinków grani nie widać, że po obu stronach jest pionowa lufa. Przynajmniej czynnik psychologiczny został zredukowany do minimum. Jeszcze przez około pół godziny gibamy się po grani i pewnym krokiem dochodzimy do wierzchołka. Tutaj jesteśmy zupełnie sami. Nic nie widać, nic nie słychać, idealne miejsce, żeby pofilozofować, porozmawiać o istocie tego świata i oszamać jakieś żelki.

 

 
 

 
Jednakże nie ma co z długo biadolić na szczycie, ponieważ przed nami jeszcze długa droga na dół. Decydujemy się na powolne, ale łatwe w nawigacji zejście Próbą Batyżowiecką. Wydaje mi się, że to wszystko trwa w nieskończoność i samo zejście zajmuje dłużej niż Martinovka. Na dodatek jeszcze na samym dole Żlebu Batyżowieckiego jest zlodowaciałe pole śnieżne. Bez raków lub chociaż czekanu nie ma co się ładować na dość stromo nachylony śnieg. Ponownie stosujmy różnego rodzaju sztuczki akrobatyczne, żeby jakoś zejść wzdłuż ściany. Tak długo się nie da! Zakładamy stanowisko zjazdowe z taśmy rurowej i heja na dół.
Potem już bez trudności, więc przez dalszą drogę do samochodu prowadzimy ożywione dyskusje odnośnie polityki, rynku pracy, dobrym polskim jedzeniu oraz sensie życia. Na parking docieramy już po zachodzie słońca i jeszcze tego samego wieczora zamawiamy pizzę w non-stopie w Krakowie z dowozem do domu. Trzeba czymś w końcu zapchać kichę po takiej wyrypie. Muszę przyznać, że nawet największa zelówa smakuje wybornie po wyczerpującym dniu w Tatrach.
Autorem relacji oraz zdjęć jest Łukasz Kocewiak.
 
Więcej można wyczytać na blogu www.kartkazpodrozy.pl
 
 
2019-09-18 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Ameryka Południowa

Boliwia El Dorado

przez Albin Marciniak 2019-09-17
Napisane przez Albin Marciniak

 Boliwia 2010 – Znaleźć El Dorado
 

   Boliwia 2010 – Znaleźć El Dorado to barwna fotorelacja z niesamowitej wyprawy czterech śmiałków w najdziksze zakątki naszego globu. Przemierzali konno, pieszo, łodziami i samochodami tereny kontrolowane przez kartele narkotykowe i dzikie zwierzęta. Przeżyli chwile grozy jak i momenty euforii. Ta fotorelacja to opowieść 4 twardzieli z wyprawy w poszukiwaniu… ryby. Ryby nie byle jakiej ale to już w relacji. Zanim jednak zagłębicie się w daleki świat, sprawdźcie czy wyłączyliście żelazko i zakręciliście gaz czy wodę…. 
uwaga ! materiał mocno wciągający ! 
miłej lektury, polecam 

a to m.in. zobaczycie w relacji

Wojtek na plantacji koki

rybki wszelakie …:-)



Klub Podróżników Śródziemie dziękuje pasjonatom  z BAYAN GOŁ za relację

http://www.bayangol.pl/

Przesłanie

Pracowaliśmy nad tym od dawna. Wielu z Was zadawało nam pytania dotyczące możliwości wyjazdu z nami. Owoc naszych starań jest zdumiewajacy. Oto furtka dla Waszych marzeń. Zapraszamy do nowootwartej bazy profesjonalnej turystyki wędkarskiej BAYANGOL, położonej w najdalej na wschód wysuniętym skrawku Mongolii. Poza pełna egzotyką stepów na wędkującego podróżnika czekają ponadmetrowe tajmienie, lenoki i szczupaki amurskie w dziewiczym łowisku! Podczas gdy wędkarska Mongolia powoli się kończy my zapewniamy 100% zadowolenia wędkarskiego. Szczegóły w zakładce „JEDŹ Z NAMI”.

Bayan goł znaczy „szczodra rzeka”. W jej poszukiwaniu tułamy się po najdzikszych zakamarkach naszej coraz mniej zielonej planety. Nasze z wędką wędrowanie nie jest jedynie spełnianiem hobbistycznych zachcianek, nie jest to też sprawa życia i śmierci – to coś… o wiele bardziej poważnego.
Kiedy po raz pierwszy pakowaliśmy plecaki na odległą, międzykontynentalną wyprawę wędkarską jeszcze nie wiedzieliśmy, że właśnie narodziliśmy się ponownie.
Jeśli więc kiedykolwiek zakiełkuje w Twojej głowie myśl, żeby może spróbować szczęścia w magicznej Amazonii, mongolskiej tajdze czy pośród bagien Jamalu, licz się z tym, że po powrocie życie nie będzie już takie samo. Od heroiny nie ma ucieczki. Bądź wówczas pewny, że czekają Cię nieprzespane noce spędzane na rozmyślaniach o gigantycznych potworach czających się gdzieś tam w nieznanych, rzecznych odmętach, godziny spędzane na wertowaniu Internetu, starych map i książek, zazdrosne patrzenie w niebo na każdy przelatujący samolot i tak do następnej wyprawy, do kolejnej… bez końca, bez odwrotu i bez żadnej rutyny. Bo każda wyprawa jest pierwsza. Na każdą kolejną rusza się z niemalejącym zapałem, z ciekawością dziecka wypatrującego z nosem przyklejonym do oblodzonej szyby pierwszej gwiazdki w Bożonarodzeniowy wieczór. Pamiętaj o tym i jeśli masz wątpliwości to lepiej przytul żonę, kup cukierki dzieciom, zakryj okno kocem i nie myśl.
Pomyśl o tym. Ja pomyślałem. Pomyśleliśmy. Odnaleźliśmy się jakby w korcu maku, Leon mówi: „Panie Ty ich tworzysz a potem oni sami się znajdują.” Znaleźliśmy się i oto jesteśmy.


Relacja



Boliwia 2010 – Znaleźć El Dorado

W ciele każdego prawdziwego faceta już od najmłodszych lat bije dzikie serce. Serce poszukiwacza skarbów, przygód, samotności, serce poszukiwacza mitycznej Atlantydy czy legendarnego El Dorado – w naszym przypadku pełnego wielkich, złotych ryb El Dorado. Musieliśmy ruszyć by je znaleźć! W przeciwnym razie nasze serca niedługo wyskoczyłyby z piersi!

Pierwszy raz w Boliwii byłem w 2004 roku i już wtedy dostrzegłem potencjał tamtejszych rzek i z zaciekawieniem słuchałem opowieści, nie do końca wierząc w potwory żyjące w tamtych wodach. Do tego od kilku lat obserwuję światowy boom na łowienie fantastycznie walecznych ryb w krystalicznych, górskich rzekach tropików a konkretnie złotych dorad właśnie w przyźródłowych odcinkach rzek Boliwii. Jest to teraz numer jeden w światowym flyfishing’u! Czy chcemy tego, czy nie ryby łososiowate w porównaniu z nakręconym metabolizmem ryb Ameryki Południowej przegrywają. Nie przegrywają za to piękne, przeźroczyste wody wartko przelewające się po kamieniach. Na szczęście w Boliwii ich nie brakuje. Musiałem zatem wrócić. Doświadczyć tego wszystkiego na własnej skórze. Nie wiedziałem jednak, że przerodzi się to w tak wielki, poważny projekt. Projekt, który umożliwi przeżycie podobnych rzeczy Wam. Ale pokolej…

Próbując się dostać z Caracass do Boliwii, na którymś z lotnisk poznaliśmy Adama – Polaka, który mieszka na stałe w Boliwii. Okazał się kolesiem nadającym na tych samych falach a jakiś czas później doskonałym kompanem w poszukiwaniu naszego wspólnego El Dorado! Znów słowa Leona okazały się prawdziwe: „Panie, Ty ich tworzysz a potem oni sami się znajdują”.

Adam z żoną Marielą w ich domu w Santa Cruz

W domu teścia Adama – przyjęcie na cześć Polaków – cholera! Na naszą cześć! Teść Adama do dziś darzy sporym szacunkiem Jana Pawła II i to pewnie jemu zawdzięczamy szacunek, którym i nas obdarzono. Świetny klimat!

Steki z południowoamerykańskich wołów – specjalnej, garbatej mięsnej rasy. 

Waza pełna świeżo zrobionej caipirinhy! Na szklaneczkę 1/2 limonki, 60ml cachaçy (brazylijskiej wódki – ale można zastąpić i naszą), 2-3 łyżeczki brązowego cukru z trzciny cukrowej, kruszony lód. Oczywiście myśmy użyli kilkudziesięciu limonek – całej reszty też nieco więcej;) 

Struś nandu
 

Kajman – pod drodze do wielkiej rzeki Mamore 

Czaszka jednego z jaguarów. Taki kot potrafi dopaść człowieka jednym susem i załatwić jednym kłapnięciem. Co ciekawe, tylko laicy uważają że jaguar boi się ludzi i zawsze ucieka. Kilkukrotnie w minionych latach siedząc w wenezuelskiej dżungli i przy wieczornym ognisku, mimo kilku ludzi w obozie byłem świadkiem świecących oczu dzikiego kota krążącego wokół nas i warczącego z wściekłości, że nie może nas dopaść. Bał się tylko ognia! 

Rio Mamore 

Jeden z naszych przewodników. Rum i cola – będzie miło:) 

Pierwszy zachód na rzece. Te pierwsze i ostatnie zawsze napełniają człowieka melancholią a jakiś czas potem jest się świadkiem jeszcze lepszych. Tamtego wieczora byliśmy jednak oczarowani. 

Złowiona raja… 

… i jej odcięty ogon ze słynnym kolcem jadowym. Nadepnięcie na coś takiego wiąże się ponoć z niewąskim bólem. 

Barka rybaków na Mamore 

Wielometrowa curriara mknie po wodzie tak gładko, że śmiało można spać. Tylko uwaga na słońce! 

Uśmiechnięty sum blancito 

A ten nazywa się General! 

Wziął na martwą rybkę. Walka z takim potworem w całkowitej ciemności dłuży się nieziemsko a rybę widać dopiero pod sam koniec „przeciągania liny”. Najczęściej człowiek zostaje z porwanym zestawem i niestety nie wie nawet z czym przegrał, albo bardziej – co tak skopało mu tyłek!;) 

Z łupin tych orzechów robi się naczynia 

Grzesiek z pomarańczami nad laguną z pavonami 

Surubi akurat nie dość że świetnie wygląda to jeszcze świetnie bierze na spinning. 

Poza spinningiem, szczególnie w nocy łowiliśmy na 30cm żywce. Wielokrotnie sumy zjadały przynętę i zrywały cały zestaw. Nie było w ogóle dyskusji! Bardzo duże ryby. 


Kolejny fantastyczny zachód. Uroku dodawał fakt, że miejsce to obfitowało w słodkowodne delfiny. Pływały tam jak w stawie rybnym raz po raz się tylko wynurzając by zaczerpnąć powietrza. 

Grzesiek (Loluniu) z kolejnym surubi na nocnej zasiadce. 

Potem wróciliśmy do Santa Cruz, gdzie kiblowaliśmy 5 dni czekając na zgodę na wylot do Parku Narodowego Tipnis. 

Lotnisko w Oromomo 

Pierwsze spojrzenie na rzekę Isiboro 

Wioska Indian Tsimane 

Młoda Indianka łowiąca ryby z ręki 

A wyglądało to tak. 

Z trzepiącą boconą w łodzi 

Dla dzieci Tsimane to po prostu posiłek. 

Drugi rzut! Pierwsza złota dorada – 6kg. 

Ryba ta słynie ze sposobu walki i faktycznie walczy chyba więcej w powietrzu niż w wodzie! 

W wolniejszych partiach rzeki nie było co spodziewać się skaczących dorad ale zawsze mogliśmy liczyć na niezawodne surubi. 

Jedenastka! Ja wyciągnąłem. Loluniu niestety nie miał tyle szczęścia – w tym samym czasie z tego samego miejsca wyskoczyła mu podobna jeśli nie większa. Niestety nie założył stalki i zemściło się to szybko. 

Po to właśnie przybyliśmy! Yeah! 

W Wenezueli nazywa się je morocoto w Boliwii to po prostu pacu. Świetnie walczące długimi zrywami przebywają na wolnej wodzie tuż przy przeszkodach. 

Loluniu z doradką 

I kolejna moja. To był pierwszy dzień, woda na tej wysokości ponoć jeszcze nie doradowa a ja zaliczyłem wtedy chyba 15 tych wspaniałych, złotych ryb! 

W takim labiryncie podwodnych przeszkód byliśmy pewni, że siedzą pacu. 

Instynkt nas nie zawiódł. 

W szybszych partiach rzeki wciąż brały dorady. 

Ta pacu miała 10kg! Porządna patelacha! Namęczył się Grzesiu strasznie ale warto było. 

Coś takiego zmiata woblera w toni jak mknąca lokomotywa, tyle że łomocze jeszcze głową na boki. 

I wtedy Grzesiek dziabnął tego suma! To się nazywa Surubi przez duże „S”! 

Spójrzcie jaki gruby! 

Wagę mieliśmy do 17kg – przy ważeniu tej ryby się skończyła:) Ryba w trakcie holu władowała się jeszcze w kołek i wędkarz owinął plecionkę na łapkę po czym rybka wypłynęła i zaciągnęła pętelkę – dłoń cudem uratowana. 

Niestety nasi Indianie nie byli zbyt przychylni – prawdopodobnie przez Argentyńczyków, którzy w górze rzeki mają swoją ekskluzywną bazę wędkarską. 7200USD za tydzień łowienia jednego wędkarza musi pociągać pranie mózgu okolicznym indiańcom. Zatem zostaliśmy porzuceni w dżungli bez żadnego transportu. Po dwóch dniach cudem dorwaliśmy „okazję” i dalej zabraliśmy się na stopa ze zbieraczami dzikich bananów, którzy płynęli z góry rzeki do San Jose. 

Martin Pescador – czyli rybaczek obrożny (Megaceryle Torquata). 

Capibary (Hydrochoerus hydrochaeris) – spokrewnione ze świnką morską największe gryzonie z rodziny marowatych. 

Czapla 

Kolejny zimorodek czatujący na ryby 

A my wciąż podążamy w dół rzeki, która za każdym zakrętem zmienia się jak w kalejdoskopie. 

Kilkaset metrów wyżej była płytka i rozlana na kilkukilometrowej szerokości koryto a tu zwężyła się znacznie przyspieszając. 

No i za każdym zakrętem mijamy kolejne dzikie zwierzęta – najczęściej kajmany. 

Pewnie czują się tu tak dobrze również z uwagi na spore ilości capibar, które są kajmanim przysmakiem 


Rzeka znacznie się zwężyła i nabrała sporej głębokości. Niestety nie mogliśmy sprawdzić jej wędkarsko – wciąż byliśmy uzależnieni od zbieraczy bananów, którzy w końcu robili nam grzeczność. Choć musieliśmy zapodać i własne paliwo (50litrów) – dobrze, że mieliśmy. 

Za którymś zakrętem w głuchym lesie zobaczyliśmy indiańskie dzieci. 

Pochodziły pewnie z wioski ukrytej w cieniu drzew. 

Płyniemy dalej. 

W końcu „bananowcy” się zlitowali i pozwolili zarzucić wędkę ale tylko w celu konsumpcyjnym, w końcu dawno było po porze obiadowej a banany jeszcze mocno zielone. 

Cholera! W takich przypadkach nie ma szans na dłuższe porzucanie – surubi są wszędzie i współpracują chętnie. W tym przypadku „zbyt chętnie” – wziął w trzecim rzucie i już mieliśmy po łowieniu. 

Myszołów 

Wysoka woda potrafi odwrócić drzewo do góry korzeniami! 

Wciąż płyniemy chłodząc falami wygrzewające się na brzegu kajmany. 

Ararauny zwyczajne (Ara ararauna) 

Grzbiety błękitne a spody wyraźnie żółte – papuzi skrzek wydaje się kłócić z harmonijnie mieniącymi kolorami w locie. 

Badania wykazały, że ararauny zjadają co najmniej 20 gatunków roślin, z których wiele jest dla ludzi niesmacznych lub nawet toksycznych, a które im najwyraźniej nie szkodzą. 

Ararauny i inne ary często zjadają kawałki gliny, co być może pomaga im neutralizować szkodliwe substancje, zawarte w ich diecie. 

Karakara czarnobrzucha (Polyborus Plancus) 

Myszołów łupkowy (Buteo albonotatus) – samica. Poluje zazwyczaj z powietrza, latając razem z urubu, do których ma podobną sylwetkę. Być może to podobieństwo pozwala mu bardziej zbliżyć się do zdobyczy, która normalnie nie ucieka przed niegroźnym urubu. Ponadto bardzo odważnie broni swojego gniazda. Atakuje, a nawet może uderzyć człowieka, który podejdzie/podpłynie do niego zbyt blisko! 

„zchilloutowana” capibara 

Drzewo dławigadów 

Dławigady Amerykańskie (Mycteria americana) 

Żerując dławigady brodzą po brzuchy w wodzie i przeczesują ją na wpół otwartymi dziobami. Gdy natrafią na zdobycz, zamykają dziób i dławią ofiarę. 

Kolonia dławigadów 

Taka ilość ptaków potrafi ściągnąć hałasem uwagę wszystkiego. 

Ararauna sprzeczająca się z motorem naszego silnika 😉 

Żółw wygrzewający się na gałęzi 

Ja – Paweł 

Grzesiek po trzecim tygodniu w Boliwii a wcześniej jeszcze dwa w Wenezuelii. 

Kolejna capibara – gdyby nie kajmany i jaguary, których stają się najczęstszą ofiarą szczególnie w okresie suszy, miałyby tu raj. 

Kwiaty dżungli 

słodkowodny delfin rzeczny 

Kolejny, wygrzewający się kajman – ten miał jednak 4 metry! 

Ślepowron (Nycticorax nycticorax) 

My widzieliśmy kolejnego kajmana, zbieracze bananów kilka drogich pasków, torebek czy par butów. 

Czasem kajmany okazywały się estetami i lubiły podziwiać ładne widoki z wysokości, nawet jeśli wiązało się to z trudną wspinaczką. 

Żabiru argentyński (Jabiru mycteria) – największy bocian Nowego Świata 

Kolejna gadzina – ileż tego tam było. 

Tak się płynie i mija kolejne kajmany a te tylko gdy zauważą, że łódź zwalnia bądź odbija w ich stronę natychmiast zsuwają się znikając pod wodą. Ciekawe ile gadów było ukrytych w rzece. 

Kolejne drzewo dławigadów 

Napieramy dalej w stronę cywilizacji aż docieramy do… Polski. Oczywiście wcześniej zdążyliśmy się pożegnać i ze zbieraczami bananów i z Adamem – z całą Boliwią. Jednak nie rozstawaliśmy się z nią na długo. W głowach naszych narodził się projekt „Boliwia”, niestety potem musiał ulec zmianie ale koniec końców wyszło jeszcze lepiej. Amerykę Południową odwiedzałem od lat i praktycznie już od Meksyku na południe widziałem wiele – , nie widziałem jednak takiego zatrzęsienia ryb jak w Boliwii nigdzie indziej. Kiedyś też komuś powiedziałem, że gdy zobaczę jaguara przestanę do Nowego Świata wracać – w Boliwii było mi dane tego roku zobaczyć jaguara w całej okazałości i to dwa razy. Drugi na dodatek był czarną panterą! Oczywiście wracać będę tam zawsze! Odwiedzane miejsca okazały się tak urocze, że jasnym się dla mnie stało także iż w Ameryce Południowej pewnie nie znajdę piękniejszych rzeczy, wspanialszych rzek i lepszych ryb niż złote dorado w Boliwii! Postanowiłem zbudować tam bazę wędkarską z prawdziwego zdarzenia by więcej ludzi mogło doświadczyć tam tego co ja! Na prawdę warto! Dla mnie i kolegów z Bayan-goł warto żyć właśnie dla takich rzeczy! 


Zatem już po dwóch miesiącach znów moczyłem się wraz z Wojtkiem (po lewej) i Adamem (po prawej) w basenie zaprzyjaźnionego hotelu. Oczywiście był i Grzesiek, nierozłączny kompan z którym czekało nas podpisanie kilku umów i ustaleń z władzami Boliwii. Ale powoli. Przygoda dopiero miała się zacząć. 

Kobieta wyciskająca sok ze świeżych pomarańczy w Villa Tunari. Zapewniam Was – tak wspaniałych pomarańczy nie jedliście nigdy a taki sok za zeta to po prostu boska ambrozja! Oczywiście w cenie dolewka! 

Oczywiście gdy nie można dzieciaka zostawić w przedszkolu zabiera się go do pracy;) 

A to już pani z obsługi stacji benzynowej. W Boliwii w cenie paliwa wliczone są także soft-drinki, a że ciepło mało kto odmawia. Z resztą takiej pani;) 

Grzesia uwagę coś przykuło… 

Acha… 😉 

Kilka minut za miastem droga zamienia się w coś takiego. Chwila nieuwagi w takim terenie i… 

Bolivian highway! 

Nim dotarliśmy do celu musieliśmy przejechać przez sześć takich rzek… 

… mijając po drodze kolejne wioski Indian Tsimane. 

Czasem najpierw trzeba było wyjść i sprawdzić głębokość brodu. 

Wielokrotnie mieliśmy wrażenie, że byliśmy pierwszymi którym udało się dotrzeć tak daleko samochodem. Trakt praktycznie zarosła już dżungla. Myliliśmy się jednak – po piętach deptała nam konkurencja;) 

W końcu dotarliśmy do wioski o dźwięcznej nazwie „Carmen”… 

…a z niej już tylko „rzut beretem” do kolejnej rzeki. Rzeki o bliżej nieokreślonej nazwie, o której zdążył nam powiedzieć syn wodza ze wsi Oromomo. To tu planowaliśmy zbudować bazę – jeśli rzeka się sprawdzi. 

Ruszamy na rekonesans. 

Miejscowe curriary (łodzie z wydrążonych pni drzew) okazały się znacznie płytsze od tych chociażby z Wenezuelii. Chodzi o inny charakter rzek – by nie przepychać łodzi non stop na mieliznach muszą takie być. 

A i tak nie uchroniło to nas od przepychania. 

Krystaliczna woda w kamienistym korycie a wszystko w objęciach tropikalnego lasu deszczowego – coś takiego wraz z odgłosami dżungli musi robić wrażenie! A że woda ma ponad 20 stopni Celsjusza takie brodzenie to sama przyjemność. 

Pierwsze ryby, z którymi się zmierzyliśmy na Ichoa to bocony 

Na obrotówkę brały ich niesłychane ilości! 

No i pierwsza złota dorada! Tamtego dnia mieliśmy podobnych po kilkanaście na kiju. Niestety tuż po braniu powstawał kocioł i jednej zapiętej rybie dziesięć innych próbowało wyrwać przynętę z pyska! Ich zęby nawet mimo długich, stalowych przyponów musiały trafiać na plecionkę i było po sprawie. Szalone ryby! 

W Boliwii panuje zasada „im wyżej tym lepiej” – im wyżej tym woda szybsza, czystsza, koryto bardziej kamieniste, górskie a przez to dorad coraz więcej. 

Obóz w dżungli. Las na tej wysokości jest znacznie bardziej ożywczy – w Wenezueli, gdzie podróżowaliśmy spanie pod samymi moskitierami dusi człowieka niesłychanie – klimat zabija! W Boliwii jest znacznie optymalniej! Wydaje się ona znacznie bardziej przychylna „białasom”. 

Ichoa o poranku spowita w mglistej pierzynie 

Widok z namiotów na rzekę. 

Boliwijskie skarabeusze zaginają nawet te z bransoletek w Egipcie. 

Któraś z mniejszych dorad posłużyła za obiad. 

Indianie byli zauroczeni ostatnim numerem CKM-u a gdy powiedzieliśmy, że zrobimy im zdjęcia a te ukażą się w tym magazynie ustawili się w kolejce by pozować. 

Częściej niż singi (indiańskie pagaje) na Ichoa używa się tyczek – zbyt płytka rzeka. 

Nad jamką 

Jama – pewne miejsce na sumy i pacu. 

Najprawdziwszy ślad jaguara! Widzieliśmy tego kota! 

A gdy zaczął padać pierwszy deszcz tego lata (największa susza w Boliwii od stu lat) ryby oszalały. 

Pacu nie poddaje się do końca. 

A gdy się podda potrafi ważyć 9 kg! 

Nie zapomnę tego miejsca! 

Lolek w tym czasie ćwiczył na suchą muchę sabalo. Ryby do 50cm zgarniały praktycznie każdą muchę, która napłynęła na rynnę. Coś niesłychanego! 

Sabalo praktycznie są wszędzie – dorady najczęściej stoją pod przelewami i na końcu płań. 

Najpierw zobaczyliśmy bąbelki na powierzchni wody a po chwili się zgarbiliśmy. Każdy myślał, że to pewnie sum a na naszych oczach wynurzył się tapir! Najwyraźniej wyławiał sobie z dna owoce, które wpadły wyżej do wody. 

Tapir anta (Tapirus terrestris) – doskonały pływak i nurek. Pod wodą potrafi wytrzymać 5 minut. 

W kolejnym obiecującym miejscu Grzesiek zapina kolejną doradę. Oczywiście w 5 sekundzie holu wszyscy obejrzeliśmy jej sylwetkę dobrze w metrowej świecy! 

Świetna ryba z tropikalnej, górskiej rzeki. 

Dorady są bardzo wytrzymałe i mimo wariactw, które wyprawiają podczas holu nie męczą się szybko. Walczą do końca. 

Dobra dorado z dobrego miejsca. 

Kolejna pacu z mojego miejsca pod osuwiskiem. 

Te szczęki miażdżą z łatwością orzechy więc nasze wobki pękały nie raz. 

Slider po braniu pacu. Mimo, że przezbrojony w najmocniejsze kółka łącznikowe i kotwice Owner’a nie chroni to przynęty od zniszczenia. A Owner… najmocniejsze kotwice na rynku wyglądają tak. 

Ichoa – najniższy stan rzeki od 100 lat! 

Podczas gdy Grzesiek uganiał się za doradami a te łoiły mu skórę jak chciały ja skupiłem się na wolniejszych, głębszych partiach rzeki – opłaciło się. Pacu 9kg 

Kolejny dobry surubi. 

A na końcu wlewu, gdzie woda spowalnia… 

Znów 9kg! Jakby jeden rocznik. 

Doradowa końcówka płani 

Doradowy wlewik 

Czystość wody robi w dżungli wrażenie 

Po obłowieniu miejsca podążaliśmy niżej a łódź z bagażami wolno podążała naszym śladem. 

Najczęściej podawało się przynętę w dół i prowadziło pod prąd. Dobrze gdy ktoś obok prowadził przynętę równolegle. Ryby jak na komendę uderzały jednocześnie i równoczesne hole nie były rzadkością. Do tego kocioł i reszta goniących ryb próbujących uszczknąć coś dla siebie rozdzielała się na dwie grupy – większa szansa na wyciągnięcie holowanej dorady! 

Nasza curriara 

Miejscówki 

Ja z asystą podążam brzegiem obławiając co ciekawsze bańki a łódź jak psiak na smyczy za mną 


Ostatni obóz w boliwijskiej dżungli nad Ichoa. Niestety po dotarciu do wodza Indian okazało się, że Argentyńczycy już nas ubiegli i przygotowana wcześniej umowa została podpisana ale nie z nami! Ależ żeśmy się wkur…rzyli! Przyszło nam podążyć dalej. 

Dotarliśmy nad Santo Spirito – widoki były fantastyczne. 

Przeprawa na drugą stronę. Wsiada się do takiego wagoniku i pedałuje ręcznie. Faktycznie było to takie solidne jak wyglądało. 

Starodawna ścieżka inków na skalnej półce 

Niestety woda w Santo Spirito była za zimna. Byliśmy za blisko gór (powyżej 4000m n.p.m.) i mimo obfitości sabalo dorad nie było. Pewnie za zimna woda. 

Muszę wspomnieć, że w sierpniu wystąpiły jakieś anomalia i przez trzy dni temperatura w tej części Boliwii spadła do 2 stopni Celsjusza! Indianie byli w szoku i chcąc przetrwać palili wszystko co trafiło im pod rękę. Również odbiło się to na rybach – pierwsze padły pavony, potem piranie a w końcu pacu i surubi. Dorady jednak poradziły sobie wyśmienicie. Najwyraźniej w Santo Spirito w ogóle nie występowały. Widać jednak, że drastycznie postępujące ocieplenie klimatu potrafi nawet w najzdrowszych regionach naszej planety spłatać niezłego figla. Oczywiście ignorantom śmiejącym się z teorii ocieplenia klimatu Ziemi trzeba tłumaczyć, że nie musi się ona przejawiać w wysokich temperaturach – może się dziać coś kompletnie odwrotnego w miejscach gdzie nie ma prawa. Skomplikowana sprawa i gdy dalej będziemy się ocierać o bandę ignorantów jakimi są decydenci i politycy tacy ludzie jak my w Bayan-goł będziemy musieli się coraz bardziej spieszyć by zdążyć w wiele miejsc. 

Wojtek na plantacji koki 

Gdy się trafi na takie miejsce lepiej uważać i nie pstrykać zbyt dużo zdjęć – po prostu spadać. 

Koka czyli krasnodrzew pospolity (Erythroxylum coca Lam.). Liście koki zawierające kokainę są wykorzystywane przez południowoamerykańskich Indian jako używka. Sama roślina odgrywa ważną rolę w tradycyjnej kulturze andyjskiej. W wielu rejonach Boliwii stanowi podstawę egzystencji indiańskich rolników, zwłaszcza w górach, niesprzyjającym innym uprawom. Roślina wykorzystywana jest w produkcji Coca-Coli. Dziś jest głównie używką samą w sobie (działa lepiej niż 10 mocnych kaw na raz!) – zwiększa wytrzymałość i pozwala pokonywać szybciej spore odległości pieszo i radzić sobie z chorobą wysokościową. Oczywiście jest też surowcem do produkcji narkotyku. 
Kokainę pierwszy raz wyekstrahował z koki Albert Niemann w 1860. W Niemczech chlorowodorek kokainy zaczęto stosować w medycynie w 1884. Jakkolwiek syntetyczne środki znieczulające są dzisiaj bardzo rozpowszechnione, kokainę nadal w pewnym stopniu wykorzystuje się w stomatologii i okulistyce, w 1879r zaczęto ją także używać w leczeniu uzależnienia od morfiny. Jednak część pacjentów zaczęła eksperymentować z zażywaniem obu środków.
Już w późnych czasach wiktoriańskich używano kokainy dla rozrywki. Określano ją jako silnie stymulującą i rozjaśniającą umysł. Zygmunt Freud był jednym z wielu entuzjastów kokainy. Opowiadanie Roberta Stevensona „Doktor Jekyll i pan Hyde” powstało podczas sześciodniowej kokainowej sesji. Nieustraszony polarnik Ernest Shackleton badał Antarktykę wspomagając się kokainowymi tabletkami o nazwie Forced March. Fikcyjna postać literacka, bohater znanych powieści detektywistycznych, Artura Conan Doyle’a – Sherlock Holmes, nie stronił od przyjmowania kokainy dożylnie.
Kiedy kokainę zmiesza się z alkoholem uzyskuje się kokatylen. Było to przyczyną popularności domieszkowania kokainą win – najbardziej znane Vin Mariani. Kokainowe wina zyskały sobie smakoszy wśród premierów, szlachty, a nawet papieży. Architekt Frédéric Auguste Bartholdi stwierdził, że gdyby posmakował Vin Mariani wcześniej w swoim życiu, zaprojektowałby Statuę Wolności kilka setek metrów wyższą.
Co ciekawe w 1996 r. gazeta San Jose Mercury News opublikowała serię artykułów śledczych pt. Ciemny związek (Dark Alliance), zarzucając spowodowanie epidemii kokainizmu w gettach amerykańskich działaniom świadomym i celowym CIA. Publikacja wywołała społeczne oburzenie w USA, aczkolwiek nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności karnej.

Wojtek Polowiec na jednym ze ściętych południowoamerykańskich drzew – niesłychanie twarde i o pięknym kolorze drewno. W Wenezueli nazywa się je „sejba”. 

A dżungla jak to dżungla – mało przyjazna człowiekowi. 

Z Santo Spirito przemieściliśmy się dalej, na kolejną rzekę – Ibirisu. Dojechaliśmy późną nocą. 

Rano opadły nam kopary! Widok był doskonały, podobnie toaleta. 

Obóz nad Ibirisu. 

Zapięliśmy namioty, uzbroiliśmy wędki… 

…przeżyliśmy bliskie spotkanie trzeciego stopnia z miejscową fauną, … 

…pocykaliśmy okazy geologiczne… 

… i ruszyliśmy dalej w górę rzeki by znaleźć dorado. 

Dorady były ale nie było ich dużo. 

Bardzo dużo sabalo i bocony jednak dorad niewiele. Nie zmienia to jednak faktu, że nasz Indianin – przewodnik złowił tam niegdyś doradę powyżej metra! 

Rzeka podobnie jak góry wokół przepiękna. 

Podobnie jak na Ichoa, woda w Ibirisu była podobnie, ekstremalnie niska. 

Po brzegach i wyspach widać jaka woda potrafi tędy płynąć w porze deszczowej. Pod tą wyspą była fajna bańka gdzie harataliśmy bocony jak chcieliśmy i ile chcieliśmy. 

W poszukiwaniu dorados.

Wysokości i dystanse potrafią wycisnąć z człowieka wiele kropel potu. Czego jednak nie robi się by znaleźć El Dorado. 

W końcu dotarliśmy ponownie do cywilizacji. Szybko opłukaliśmy gęby i w przydrożnej restauracji zamówiliśmy palmito, czyli serce palmy – marynowany, miękki palmowy rdzeń o smaku warzywa przypominającego tatarak. Wraz z musztardowym sosem i kieliszkiem czerwonego wina – wyborne. 

Można też było kupić… kompot – darowaliśmy sobie;) 

Podczas przeprawy na Ibirisu Wojtek rozdarł swoje sandały – zanieśliśmy je do elektryka samochodowego a ten zszył je tak, że niejeden szewc mógłby się od niego uczyć!:) 

W końcu wróciliśmy do Santa Cruz. Adam miał urodziny i nie do pomyślenia było by nie spędził ich w domu. Najpierw jednak niemal prosto z podróży trafiliśmy na grilla do Jego przyjaciół. Piwo było wszędzie a gdy zajrzeliśmy do lodówki… 

Pamiętacie reklamę Heineken’a? Jezu – czuliśmy się jak w niebie! 

Po grillu, Adam zabrał nas na „after party”, gdzie grająca kapela słysząc Polaków zagrała nam nawet kawałek Perfectu – ale czad! 

Oczywiście południowoamerykańska kultura macho nie pozwala zainstalować w męskim kiblu innych drzwi jak takie;) 

Lolek po imprezie urodzinowej Adama. Jak jest?!:) 

Biedak już, już sięgał do woreczka z liśćmi koki, które postawiłyby go na nogi lepiej niż cokolwiek innego. Niestety – nie zdążył;) 

Samolot miał następnie zabrać nas do Trinidadu 

Skutki uboczne nocnego imprezowania pojawiły się pięć minut po zrobieniu tego zdjęcia – wszyscy padliśmy. 

Niestety z uwagi na ścianę dymu z wypalanego lasu unoszącą się nad górami mieliśmy nieplanowane lądowanie w Rurrenabaque. Zwróćcie uwagę na wysokość zawieszenia autokaru. No i oczywiście cały czas czuliśmy, że prowadził nas Jezus!:) 

Nie ma się jednak co dziwić skoro drogi wyglądają tam tak. 

Znowu nie mogliśmy sobie odmówić soków z pomarańczy – tym bardziej, że musieliśmy uzupełnić wypłukaną witaminę C z organizmów;) 

Typowy hotel w typowej południowoamerykańskiej dziurze. 

Publiczne ubikacje i prysznice:) 

Młody przy tokarce do pomarańczy. Owoc w takim urządzeniu jest obrany w 10 sekund! 

Nie było co barłożyć i marnować czasu. W końcu wsiedliśmy w autokar jadący na zachód. 

Dotarliśmy w końcu do ośrodka naszego przyjaciela Yoni’ego. Miał się on okazać bazą wypadową do naszej rzeki właściwej! 

Mała lapa, nazywana także paką (Cuniculus paca) – gatunek dużego południowoamerykańskiego gryzonia z rodziny Cuniculidae. Ceniona przez Indian za smak mięsa. 

Młody benato 

Wojtek z trzymiesięcznym ocelotem! 

Ocelot (Leopardus pardalis). Koty te żywią się wieloma zwierzętami, w tym: szczurami, świnkami morskimi, małpami, pancernikami, mrówkojadami, aguti, różnymi jeleniowatymi, młodymi pekari, jaszczurkami, wężami, żółwiami i różnymi ptakami. Często zakradają się do kurników. 

Młody został przyniesiony do Yoni’ego przez któregoś z Indian – jego matkę potrąciło auto a młody kociak został sierotą. Ślinił wszystko co mógł – biedak cały czas szukał matczynego sutka a karmiony mlekiem ze smoczka był wręcz nienasycony! 

Adam z ocelotem. Co ciekawe, matki takich ocelotków są bardzo opiekuńcze – potrafią wyrywać sobie sierść z brzucha by wyścielić gniazdo a młodym przynoszą żywe, małe zwierzęta by te mogły nauczyć się szybciej i skuteczniej polować! Ponadto oceloty mają najbardziej miękkie poduszki łap z całej kociej rodziny, przez co diablo skutecznie i cicho potrafią polować nawet na suchym listowiu. Dodam, że jeszcze świetnie pływają i zupełnie nie boją się wody. Zatem na zdjęciu Adam z małą maszynką do zabijania. 

Wojtek „w objęciach śmierci”. Kajman, którego czaszkę tu widać pochodzi z laguny, na którą niedługo mieliśmy ruszyć łowić pavony. 

Maska z centrum kultury Indian Tsimane. 

Obrazek na skorupie żółwia. 

Zaraz ruszamy z Tito – kolejny, bardzo pomocny przyjaciel. 

Dotarliśmy do farmy, gdzie koła drewniane w wozach funkcjonują do dziś. Jak widać – takie rzeczy to nie tylko w Mongolii. 

Indiańska churuata 

Kajman przy Bayan-goł 

Tito skręcił jakieś dziwne papierosy po których wszystkie zwierzęta wydawały się nam jakieś dziwne. Gdy patrzę na te zdjęcia – oczy też mieliśmy nienormalne;) 

Młody szop rakojad (Procyon cancrivorus) 

Pisklę długoszpona krasnoczołego (Jacana jacana). Samce, jak w przypadku innych gatunków tej rodziny, odpowiadają za inkubację jaj. Samice są poliandryczne, bronią nawet do czterech gniazd swoich partnerów i potrafią nawet zniszczyć lęg rywalki, by „odbić” jej samca. 

Ptaszki te jakby zahipnotyzowane podążały do świateł naszych latarek! 

Nawet pełnia księżyca po tych papierosach była nieco bardziej krwista. Dziwne, bo nasz aparat przecież niczego nie palił;) 

A to to nie mam pojęcia co to jest. Podobna do zmierzchnika sówka albo jakiś lelek… 

A może odkryliśmy nowy gatunek? 😉 

Wojtek po tej fajce drzemał jak małe dziecko;) 


Dopóki nie obudziły Go wrzaski Adama dziabniętego przez mrówkę! Pamiętacie film „Apocalipto”? Były tam takie same. 

Jakże uroczy poranek… 

…zastał nas w jakże brzydkim miejscu. 

Rolnicy uwijali się już od pierwszych promieni słońca… 

… a my chwyciliśmy za wędki i pognaliśmy nad lagunę łowić pavony. 

Grzesiu jednak zapiął coś innego. 

Co myśmy mieli, żeby gada odpiąć! 

Trzeba się nieźle było nagimnastykować by go uwolnić. 

Ale udało się. 

Przy robieniu tego zdjęcia w biednego kajmana były wymierzone dwie flinty – tak na wszelki wypadek gdyby postanowił Lolka dziabnąć w tyłek;) 

Niestety mieliśmy pecha i dzień wcześniej spory wiatr mocno zdołał wzburzyć powierzchnię jeziorka a ta rozkołysana zmącić mocno wodę. Na szczęście kilka pavonów złowiliśmy. Większe niestety były nieaktywne. 

Z małą piranią. 

A w końcu chcąc nam pokazać duże stada capibar wsadzono nas na osiodłane konie i pognano w pampę. 

Uprzęże bywały przeurocze. 

Adam w koszulce Polo jako jedyny miał stosowny strój na taką okazję:) 

Lolek przy capibarach. 

Faktycznie ganiały tam jak kury w kurniku. 

W końcu nasze psy postanowiły zapolować i spłoszyły stadko. Jedną jednak złapały… 

… a że wszystkiego i tak by nie zjadły:P Żartuję – to szaszłyki z wołowiną;) 

W końcu Tito dogadał się z Indianinem i postanowiliśmy ruszyć z laguny z pavonami prosto na sumy w rzeczce nieopodal. 

Paweł Mamoń 

Wojtek Polowiec 

Grzesiek Borowski 

Kormoran z małym sumikiem 

W rzece tej są jednak sumy do 100kg! Surubi, General, Toro i Muturo – do koloru do wyboru. Na zdjęciu Indianie odpoczywający „pod parasolami” 

Rzeka El Dorado w dole. W ogóle rzek w Ameryce Południowej, które nazywają się El Dorado jest pełno. Zatem „nasza” niezbyt oryginalnie się nazywa;) 

W jakimś momencie rzeka rozwidliła się na 5 odnóg – wpłynęliśmy w jedną znaną naszemu Indiańcowi. Przed trzema dniami wieczorem przepychał on w tym miejscu przez mieliznę łódź. Wyobraźcie sobie, że złapała go duża anakonda! Na szczęście miał koszulę na grzbiecie. Wywinął się jakoś a wąż znikł w wodzie z koszulą w pysku! W tym miejscu gdzie stoi łódź zdołał jednak wcześniej złowić z ręki 30 ryb! Sumów i pacu! 

Miejsce jednak wydawało się nam mało interesujące. Przynajmniej woda wydawała się jak z kaczego dołka. Olaliśmy zatem wędkowanie i skupiliśmy się na… czymś innym;) Jedynie Tito w przebłysku trzeźwości wieczorem zdołał złowić niewielkiego sumka. 

Adam z Coporo – ryby te gonione przez jakiegoś większego drapieżnika wskakiwały z wody nam do łodzi! Nie do wiary! 

Sumik Tita na śniadanie. Jak zwykle na ruszcie z nieprzepalających się gałązek. 

Nie zdzierżyliśmy długiego przebywania w miejscu ochrzczonym „czarną d…”, tym bardziej że u Yoni’ego działy się ciekawsze rzeczy. Dziewczyny z wioski ćwiczyły do regionalnych wyborów miss. 

Nic dodać, nic ująć;) 

Któregoś dnia w końcu zebraliśmy więcej paliwa i postanowiliśmy ruszyć w górę rzeki ku źródłom by znaleźć złote dorady. Dzieci na całym świecie są zawsze otwarte, odważne i ciekawe, co się dzieje. 

Jedna z dziewczynek miała małą hirarę (Eira barbara) 

Adam z hirarą – drapieżną łasicą, która potrafi w pogoni bądź ucieczce poruszać się tak zwinnie, że także skacze z czubka jednego drzewa na drugie. 

Chica Tsimane 

Kolejne indiańskie dzieci po drodze do źródeł El Dorado 

To dziecko ma szczęście mieć mamę. Niestety bardzo często w Boliwii spotykaliśmy osierocone dzieci, których matki padły ofiarą El Tigre. O atakach jaguarów na dzieci słyszeliśmy nawet jeszcze częściej! To nie fikcja – to fakt. Uświadamia nam to także jak bardzo Boliwia jest dziksza od sąsiednich krajów Ameryki Południowej. 

Indianin polujący z łukiem na ryby. Tsimane strzały wyrabiają z długich jakby termokurczliwych trzcin. Opalają je nad ogniem i formują jak chcą. Gdy ostygną kształt utrwala się na amen. Potem jeszcze tylko naostrzenie i nacięcie dwóch grotów i gotowe. Polując celuje się w głowę ryby by nie uszkodzić mięsa. Trzeba się na tym znać i brać poprawkę na ruch ryb i efekt soczewkowy wody. 

Grzesiek z sumem Toro, czyli z bykiem 60kg! 

Spójrzcie ile rybek kręci się przy ogonie rybska. 

Im wyżej tym ryb więcej, ale że i większe?! 

Potrzeba pomocy by go udźwignąć! 

Uff… Grzesiek myślał, ze to kolejna ryba na stracenie. Hol trwał w nieskończoność. 

DO! RA! DO! OLE! 

Niestety po sumie nie było dane odpocząć łowcy toro ale jak tak patrzyło się na te złote dorady to krzyczeć się chciało, że odpocznie się po śmierci! 

Idealne złoto! 

Dla odmiany pacu. 

Jak widać nie tylko Egipt i nie tylko Mongolię nawiedza szarańcza. 

Patrzcie na tą czystą wodę! 

Podobnie jak na Ichoa – w wolnych dołach pacu i surubi a na szybszych przewężeniach dorady. 

Nie zawsze duże ale zawsze z wielkim sercem do walki. 

Tak rosną dzikie papaje a ich smak jest chyba najlepszym smakiem świata! 

Jedno z pełnych sabalo przewężeń. 

Zbliżając się do doradowego wlewu. 

Woda z daleka na zdjęciach wydaje się taka spokojna… 

… podczas gdy w rzeczywistości jest pełna życia i rozgrywających się dramatów… 

Taka sunąca ławica tylko pozornie jest bezpieczna – wielokrotnie jakby znikąd od dna odrywał się ciemny kształt po czym surubi połykał jedną z rybek. 

Albo spod bystrzyny wyskakiwało kilka dorad i z całym impetem wbijało się w środek ławicy nieszczęsnych sabalo! Piękne widoki, które w sercach nosić będziemy do końca życia! Dodam, że na suchego chrusta, red taga czy jakąkolwiek nimfę ryby siadały na muchówce raz po raz. Płoszyły się, po czym wracały po dwóch minutach i zbierały muchę po raz kolejny. Wystarczyło tylko położyć suchara przed napływającymi cieniami. 

Grzybki jak gwoździe – na wszelki wypadek nie próbowaliśmy;) 

Ataki ryb na nasze woblery tuż po wpadnięciu ich do wody bywały fascynujące! Piekielnie dynamiczne! 

Dorady wyskakiwały do przynęty całymi stadami. 

I walczyły wybornie, jak najlepsze asy przestworzy, lepiej niż czerwony baron… 

… co ja wypisuję?! Lepiej niż złoty baron! 

I nie trzeba być wielkim by doprowadzić kogoś do palpitacji serca! 

Jedna z dobrych dorad pod wodą. 


Gdy robiłem to zdjęcie – nie widziałem tych małych rybek. Po przypatrzeniu się stwierdzam, że wszędzie to małe dorady! Jest tego bez liku! 

Ileż to razy widziałem żyłkę wchodzącą do wody w jednym miejscu a w tym samym czasie kilka metrów dalej z wody wyskakiwała dorada z moją przynętą w pysku. 

Były tak niesłychanie szybkie, że nie raz nie wiedzieliśmy po prostu co się dzieje! 

Albo pruły powierzchnię jak dwudziestocztero karatowe torpedy! 

Niestety nie byliśmy zbyt dobrze przygotowani do łowienia ich na muchę, więc katowaliśmy się spinningami. Na przyszłość nie pogardzimy i jednoręcznymi muchówkami klasy minimum 9! 

Z tej skały rzucaliśmy sliderem w górę a przynętę 5 razy odprowadzało stado po 10 ryb i wszystkie ok 10kg! 

Niestety poza żuciem koki człowiek musi i normalnie jeść i spać więc mimo niegasnącej współpracy złotych ryb trzeba było odpoczywać. Wracamy do obozu. 

Nawet Adam nie do zdarcia musiał czasem też coś zjeść;) 

Motyle tropików. 

Podhaczona sabalo. 

Górna El Dorado rodzi się z łączenia wielu dopływów – oto jeden z nich. W sumie mamy tam przynajmniej cztery różne, górskie rzeki którymi płynąć można łodzią. Dochodzą jeszcze mniejsze strumienie i potoki w których też żyją dorady. 

Jedna z sabalo, na które polują dorady. Nasz wobler przy tym to śmieszne maleństwo. 

Ale wciąż skuteczne maleństwo! Siedzi! Ole! 

I o to chodzi! 

Koka w gębie + złoto w rękach = szczęście w sercu! 

Złota dyszka! 

I dla odmiany miejsce na surubi. 

Przy okazji pragnienie można ugasić dziko rosnącymi, niewielkimi ale jakże słodkimi arbuzami! Pycha! 

Górne El Dorado o poranku. 

Kolejny dopływ jest na początku głębszy, bez dostępu z brzegów… 

… od czego jednak ma się łodzie?! 

Po przepłynięciu dolnego odcinka można znów oddać się łowieniu sztab złota… 

… wypuszczaniu ich… 

…i łowieniu kolejnych! 

Yeah! Kolejna dobra ryba! 

Górska rzeka w Boliwii gdyby nie dżungla i łowione ryby a przede wszystkim ich ilości nie różniłaby się mocno od górskich rzek Syberii czy choćby niektórych cieków południowej Polski. 

Czasem by móc podróżować swobodniej curriarami trzeba przygotować przepływ. Co ciekawe – już po dwóch dniach ustawiały się tam dorady! 

Spadek rzeki widoczny był na każdym kroku. 

Kolejny surubi. 

Ależ te ryby potrafią mieć kolory! 

El Dorado znalezione! 

Opuszczona churuata okazała się świetną metą przez kilka dni. 

Gniazda wikłaczy. 

Sabalo wypełniają rzekę praktycznie po brzegi. 

No i ciągle dorady! 

Walczą wspaniale i długo a gdy pozwolisz rybie choć chwilę odpocząć guzdrząc się z podebraniem po chwili widzisz kolejny wyskok ryby i wobler wypadający jak w zwolnionym tempie ze złotej paszczy. 

Ale gdy rozegrasz to dobrze, po kilku chwilach i kolejnej walce zaliczającej się do lepszych w życiu trzymasz tą sztabę złota w łapskach i pozujesz do zdjęć. 

Dorado ma także płetwę tłuszczową. 

Zęby w takiej paszczy są mocno osadzone, lekko zagięte do środka, trójkątne i szarpiące jak tarka, nie poddają się naciskom jak choćby u szczupaka. 

Miejsce to na zawsze zostanie w naszych sercach. Wyobraźcie sobie kilkanaście metrowych dorad przeciskających się między kamieniami przez płytką wodę nie sięgającą im nawet do połowy ciała. Przesuwały się o poranku z bani poniżej na doły w górze rzeki. Coś doskonałego! 

Dobraliśmy się do nich kolejnego dnia:) 

W tej czystej wodzie mienią się złotem i żółcią wyjątkowo. Nigdzie indziej nie doświadczy się takich kolorów na tle zielonej dżungli odbijającej się w powierzchni rzeki. 

Dłuższe i głębokie banie obławia się tam z łodzi.

I jest to nie mniej skuteczne.

Kolejne 10kg.

Ryby są bardzo szerokie, spłaszczone od spodu. I spójrzcie na jej paszczę, na język jak u jaszczura.

Dorado są piękne – mienią się jak złota obrączka na palcu.

To że weźmie w takim miejscu to kwestia bardzo krótkiego czasu.

Potem to już kocioł…

…wyskok…

…wyskok…

…kocioł…

…kocioł… – jednym słowem: STANDARD…

Złoty standard 

Taki kocioł po braniu przez machnięcie ogonem po prostu musi robić wrażenie!

Powrót przez uprawę bananów do obozu.

Alfabet Indian Tsimane

Młoda Indianka Tsimane…

…i cała rodzinka.

Sąsiednia chata przygotowywała się do wymiany dachu.

I powrót.

Ostatni zachód nad El Dorado – rzeką gdzie już wtedy wiedzieliśmy, że postawimy naszą bazę.

Indianie – przewodnicy oczywiście nie mogli wrócić do domu z gołymi rękoma – musieli zabrać i uwędzić kilka ryb.

Podążamy w kierunku lądowiska samolotów – niby prosta ale w tych temperaturach niełatwa robota. Wyżej nad rzeką klimat jest znacznie przyjemniejszy.

I cessna, która zabierze nas do cywilizacji. 

Lecimy do Yoni’ego. 

Bo u Yoni’ego nawet tandetne figury syren mają ogony surubi! Kto by zwracał uwagę na gołe cycki? 😉

Po rybach wybraliśmy się posmakować kolejnego męskiego sportu – walki kogutów.

Adam postawił 50 Bolivianów na czerwonego a gość z prawej strony w kowbojskim kapeluszu postawił 10 000 USD na białego! Gość ten sprzedaje 250 000 krów rocznie! Ale oczywiście Adam się denerwował bardziej;) 

Pani Doktor Helena Vargas (po prawej) – Amerykanka, która bada reakcje mózgu Indian na różne bodźce. Zupełnie jakby byli kosmitami – projekt oczywiście dotowany przez amerykańskie uniwersytety. 

No i stało się – Grzesiek z Adamem byli gośćmi honorowymi a Adam w końcu został jednym z jurorów. Miss wyborów regionu Beni! Ale jaja!

Wszystko na ziemi Yoni’ego. 

Finalistki konkursu.

Adam w końcu sforsował wątpliwości reszty jury i musiała wygrać ta dziewczyna. Pewnie dlatego, że suknie miała w kolorze wspaniałych dorad z El Dorado!

Sabalo i dorado:)

Wróciliśmy do kraju. Teraz wszystko w rękach Adama. Droga urzędowa w Boliwii bywa długa i żmudna na szczęście jak powiedziało kilku burmistrzów na kolacji z nami – na takich ludzi jak my czekali siedem lat! Wszystko się dzieje. Właśnie budują dla nas lądowisko dla samolotów, co w świecie kokainy, gdzie amerykanie potrafią bombardować podobne miejsca wcale nie jest takie proste do załatwienia. Łodzie i silniki już czekają. Podobnie drewno i inne materiały, z których powstanie nasza lodge. Pierwsza lodge nad El Dorado. Rzeka jest praktycznie nieruszona – sprawdziliśmy ledwo 30% naszego areału. Piszę „naszego” bo umowa już podpisana! 

Wiosną 2011 lecimy pilnować budowy bazy, od maja będziemy gotowi przyjmować pierwszych gości. Na razie w formie spływu i flying camp’u (mobilnego obozu namiotowego), z końcem roku ruszymy już z przyjmowaniem gości w budynkach. Chciałbym jednak zaprosić Was do siebie już teraz – do najpiękniejszego miejsca na ziemi. Choćby po to byście odkrywali rzekę wraz ze mną. Byście stanęli nad rzeką taką, jaka płynie nieskrzywdzona od początku istnienia świata. Byście zobaczyli jak sztaby złota dostają skrzydeł. Jak gonią w amoku całym stadem wszystko co przypomina uciekające sabalo, choćby była to kieszeń wyrwana z koszuli i założona na hak! Byście popatrzyli ze mną jak Indianie Tsimane wyrabiają strzały a potem stanęli w szranki w turnieju strzelania z łuku! Moglibyśmy ruszyć na pewne słone jezioro ukryte w górach albo pooglądać freski w jednej z niezbadanych inkaskich jaskini, których tu kilka w dżungli się znajdzie. Ruszylibyśmy rano zaliczając jeszcze kilka dorad po drodze, obudzeni przez papugi, które lubią się sprzeczać o owoce, które im rano wykładam. Żyjemy obok siebie. Zapraszam na nową przygodę Waszego życia. Paweł Mamoń.

W przypadku pytań korzystajcie śmiało z zakładki „KONTAKT” albo po prostu piszcie do Słowika bądź Mariusza – są w pełni zorientowani: 
[email protected]
[email protected]
[email protected]
[email protected]
lub dzwońcie:
Rafał +48501762321
Mariusz +48664141277

Tekst i opracowanie: Rafał Słowikowski w porozumieniu z Pawłem Mamoniem
zdjęcia: Grzegorz Borowski, Adam Kubisiak, Paweł Mamoń, Wojciech Polowiec

Acha… A czy wspomniałem, że wielokrotnie byliśmy świadkami jak dorady w amoku wyskakiwały nad powierzchnię wody i atakowały sabalo niczym rakiety powietrze – ziemia?!

2019-09-17 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
FestiwaleRóżne media

Festiwal Karpia 2019

przez Redakcja 2019-09-16
Napisane przez Redakcja
Dni Karpia w Dolinie Baryczy

Dni Karpia w Dolinie Baryczy

 Festiwal Karpia 2019

IV weekend DK, 19 – 22 września

19 września /czwartek/
Karp z wypiekami – warsztaty piekarnicze dla dzieci
MIEJSCE: Piekarnia-Kawiarnia Familijna w Twardogórze, ul. 1 Maja 18
Czy miałeś okazję samodzielnie wyrobić, dekorować i wypiec własne pieczywo? Ciekawi Cię, jak ten proces wygląda? Piekarnia Familijna zaprasza na warsztaty dla dzieci i rodziców, na których każdy uczestnik stworzy własnego karpia z ciasta chlebowego, a następnie wypiecze go w piecu na kamiennej płycie. Pamiątkową „rybkę” każdy uczestnik otrzyma w prezencie.
KOSZT: BEZPŁATNY
INFORMACJA: tel. 721 844 440

 

Milicz i Dolina Baryczy Stawy Milickie

 

20 września /piątek/
Kolacja rybna – Ryba do syta
MIEJSCE: Kawiarnia Parkowa, Milicz
Wyborna uczta, podczas której serwowane będą dania z ryb ze Stawów Milickich. Królować będą oczywiście dania z karpia, ale będzie można skosztować także jesiotra czy suma. Dwa stoły tematyczne: Ze stawu i Z lasu – jego atutem będą dania z dziczyzny. Wieczór urozmaicą: zabawa taneczna, loteria, konkursy, a także wystawa i sprzedaż ozdób z suszu roślinnego Państwa Lesiaków.
KOSZT: 130/os.
INFORMACJA: tel. 695 821 926

 

20 września /piątek/
Kolacja rybna U BARTKA

MIEJSCE: Zajazd U Bartka, Trzebicko Dolne 5
Kolacja rybna w Smażalni U BARTKA to prawdziwe kulinarne święto, na którym nie może zabraknąć smakoszy ryb słodkowodnych. W wieczornym menu serwowane będą rybne smakołyki na ciepło i na zimno, które są specjalnością i pasją właścicieli Smażalni. W trakcie wieczoru przy muzyce na żywo odbędzie się losowanie atrakcyjnych nagród.
KOSZT: 100 zł/os.
INFORMACJA: tel. 504 192 870

 

21 września /sobota/
Dzień Otwarty Centrum Bioróżnorodności nad milickim Zalewem
MIEJSCE: Centrum Bioróżnorodności nad milickim Zalewem, ul. Kolejowa 10
Poznaj fachowo zaprezentowane walory przyrodnicze, historyczne i kulturowe Parku Krajobrazowego „Dolina Baryczy”. Szczególnie atrakcyjna jest wystawa preparatów zwierząt – można obejrzeć z bliska i pogłaskać: bielika, wydrę, kormorana, perkoza, bobra, dzięcioły, norkę amerykańską oraz kolekcję jaja ptasich. Wystawę uzupełnią ciekawe prezentacje multimedialne. Jest ona szczególnie polecana dla rodzin z dziećmi oraz uczniów.
KOSZT: BEZPŁATNE
INFORMACJA: tel. 509 760 980

 

21 września /sobota/
Wycieczka rowerowa krajoznawczo-edukacyjna
MIEJSCE: Centrum Bioróżnorodności nad milickim Zalewem
Wyrusz trasą rowerową szlakiem dawnej kolejki wąskotorowej z Milicza w kierunku Grabownicy , aby poznać w terenie walory przyrodnicze i kulturowe Parku Krajobrazowego „Dolina Baryczy”. Przejazd rowerem po ścieżce przyrodniczej w rezerwacie przyrody Stawy Milickie oraz wejście na wieżę widokową na Stawie Grabownica. Uczestnicy muszą posiadać własny, sprawny sprzęt rowerowy. Ubezpieczenie we własnym zakresie.
KOSZT: BEZPŁATNY
INFORMACJA: tel. 509 760 981

 

21 września /sobota/
Obserwacje ptaków z ornitologiem Pawłem Dolatą
MIEJSCE: Stawy Przygodzickie
Wyrusz z nami bryczką na ornitologiczną przygodę w okolicach stawów przygodzickich. Postaramy się zobaczyć jak najwięcej gatunków ptaków wodnobłotnych. Naszym celem jest delektowanie się kontaktem z przyrodą w swobodnej atmosferze i miłym towarzystwie. Przewodnikiem będzie ornitolog Paweł Dolata z Wielkopolskiego Towarzystwa Przyrodniczo-Krajoznawczego.
KOSZT: dzieci do lat 3 – bezpłatne, dzieci 4–13 lat – 30 zł, dorośli 50 zł/os.
INFORMACJA: tel. 512 392 243

 

21 września /sobota/
Tajemnice państwa milickiego Maltzanów – wycieczka objazdowa z przewodnikiem
MIEJSCE: Milicz, dworzec PKP, ul. Wojska Polskiego
Wycieczka objazdowa, podczas której poznasz historię, zabytki i przyrodę dawnego państwa milickiego, którym przez wieki władał ród Maltzanów. Trasa obejmuje zamek myśliwski, Hubertówkę, dziś słynący z kuchni myśliwskiej i karpia, oraz winnicę, gdzie możliwa jest degustacja wina. W programie ciekawe zabytki i pamiątki po Maltzanach w Miliczu, drewniany kościół w Trzebicku, obserwacja przyrody w rezerwacie Stawy Milickie. W c cenie usługa przewodnicka, transport, degustacja soków Z chaty Łaniaków, ubezpieczenie.
KOSZT: 60 zł, dzieci do lat 15 – 40 zł/os.
INFORMACJA: tel. 605 619 956

 

21 września /sobota/
Kolacja rybna – Ryba do syta
MIEJSCE: Restauracja Karpiówka, Odolanów
Serdecznie zapraszamy na wykwintną kolację rybną połączoną z recitalem gitarowym na żywo w antrakcie kolejnych odsłon kulinarnych . Serwowane będą dania rybne według autorskich przepisów szefa kuchni Anny Marynowskiej. Dobra kuchnia w połączeniu z subtelną muzyką dostarczy ci niezapomnianych wrażeń kulinarno-estetycznych.
KOSZT: 120 zł/os.
INFORMACJA: tel. 515 277 094

 

22 września /niedziela/
Bajkowa Dolina Baryczy z Karpiem
MIEJSCE: Krośnicka Kolej Wąskotorowa
Gra terenowa na podstawie baśni Włodzimierza Ranoszka z książki „Bajkowa Dolina Baryczy”, łącząca elementy zabawy oraz edukacji ekologicznej i regionalnej. Postacie Skrzata, Wiedźmy Bary, Króla Olch, Myszylicza, Młynarza, Księżnej, Zielarki i Jasia Walończyka odgrywane są przez ucharakteryzowanych aktorów w bajkowych strojach. Tym idziemy śladem Króla Karpia, by odnaleźć mapę zaginionego bajkowego królestwa.
KOSZT: dorośli – 30 zł, dzieci do lat 15 – 15 zł, dla dzieci do lat 3 – bezpłatne
INFORMACJA: tel. 605 619 956

 

22 września /niedziela/
Bryczki na tropie Baryczy – zwiedzanie kompleksu Stawy Przygodzickie
MIEJSCE: Folwark Jeździecki Jurand, Przygodziczki
Wyrusz na poszukiwania źródeł rzeki Barycz, podążając wzdłuż jej górnego biegu i pierwszych dopływów. Poznasz bogactwo przyrodnicze kompleksu stawowego Stawy Przygodzickie. Uczestników czeka wiele atrakcji i koszyki piknikowe z rybnymi niespodziankami, przygotowane z lokalnych produktów.
KOSZT: dzieci do lat 3 bezpłatnie, dzieci w wieku 4–13 lat – 30 zł, dorośli – 50 zł
INFORMACJA: tel. 512 392 243

 

22 września /niedziela/
Spacer z ornitologiem
MIEJSCE: Stawno
Czy ptaki posiadają osobowość? Czy sokoły spokrewnione są z papugami? Dowiedz się, czym jest zjawisko migracji i jak ptaki przygotowują się do wyczerpującej wędrówki. Naucz się rozróżniać w locie czaplę siwą od żurawia i dowiedz się, dlaczego remiz nazywany jest ptasim architektem. Poznaj sekrety życia ptaków oraz terminologię ornitologiczną. Ornitolog udostępnia lunetę. Możliwość wypożyczenia lornetek.
KOSZT: dorośli – 35 zł, dzieci i młodzież do lat 16 – 15 zł/os.

INFORMACJA: tel. 691 917 887

Wydarzenia na które są wolne miejsca w weekend 19-22 września:
-Wycieczka rowerowa krajoznawczo-edukacyjna /21.09
-Obserwacje ptaków z ornitologiem Pawłem Dolata /21.09
-Tajemnice państwa milickiego Maltzanów – wycieczka objazdowa z przewodnikiem /21.09
-Bajkowa Dolina Baryczy z Karpiem /22.09
-Bryczki na tropie Baryczy – zwiedzanie kompleksu Stawy Przygodzickie /22.09
-Spacer z ornitologiem /22.09

WS. zapisów należy dzwonić na nr. telefonu podane przy każdym wydarzeniu.

 

Program całego festiwalu Dni Karpia 2019

Dni Karpia w Dolinie Baryczy

2019-09-16 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Aleja Podróżników

Jerzy Jeliński

przez Redakcja 2019-09-06
Napisane przez Redakcja
Jerzy Leon Jeliński

Jerzy Leon Jeliński

 Jerzy Jeliński

    Pierwszy Europejczyk, pierwszy Polak, który objechał samochodem cały świat urodził się 21 czerwca 1901 roku w Warszawie. Jako najmłodszy w rodzinie pełnił rolę beniaminka, ulubieńca, darzonego przez matkę niezmierną miłością. Miał kilkoro starszego rodzeństwa. Po śmierci ojca wraz z matką przeprowadził się do wsi Miłosna. W 1915 roku matka z powodu ataku serca zmarła, przekazując przed śmiercią czternastoletniemu Jerzemu krzyżyk z relikwiami, służący mu później jako talizman. Jerzy uczęszczał do gimnazjum w Warszawie, gdzie w 6 klasie dobrowolnie wstąpił do milicji miejskiej. W wieku 16 lat jako jeden z pierwszych ochotników zaciągnął się do marynarki. Spełniał tam posługę Ojczyźnie jako podoficer, (mat) zawiadując na Pomorzu odcinkiem granicznym. W 1920 roku w uformowanej z batalionu morskiego kompanii „Mścicieli” czynnie walczył z bolszewikami o odzyskanie niepodległości. Ciężko ranny na froncie stanął przed groźbą amputacji ręki, którą cudem udało się uratować. Jerzy trafił do szpitala w Warszawie, gdzie w bólu i cierpieniu obmyślał plan rozsławienia za granicą niepodległej Ojczyzny. Wtedy w głowie Jelińskiego rodzi się plan podróży, która ma jeden cel: rozsławić Polskę. Po odzyskaniu zdrowia opuścił służbę wojskową. Ukończył szkołę morską na wydziale radiotelegraficznym. Za udział w kampanii otrzymał stopień bosmana, a ostatecznie został przeniesiony do kierownictwa marynarki wojennej w Warszawie. Zmarł w Warszawie 30 listopada 1986 roku. 30 maja 1926 roku w składzie: Jerzy Jeliński (lider), Eugeniusz Smosarski, Bruno Brettschneider i Jan Ława rozpoczęła się ekspedycja, której celem głównym było rozsławienie Polski
na arenie międzynarodowej. Podróżnicy wyruszyli specjalnie przystosowanym przez Centralne Warsztaty Samochodowe Fordem T, a sama wyprawa, dzięki pomocy ZHP, z prywatnego przedsięwzięcia stała się Ekspedycją Harcerzy Polskich Fordem Naokoło Świata. Jej członkowie zostali pożegnani przez największe osobistości państwowe, między innymi prezydenta I. Mościckiego i Marszałka J. Piłsudskiego, który powiedział wtedy: Gdy opaszecie flagą polską kulę ziemską, zameldujcie się u mnie, lecz w przeciwnym razie nie pokazujcie mi się na oczy. Tak też się stało. Wyprawa trwała 28 miesięcy, w ciągu których przebyli 78 tysięcy kilometrów,co wskazuje na niemal dwukrotne okrążenie Ziemi. Trasa wyprawy rozpoczęła się w Warszawie i biegła kolejno przez: Europę – teren Czechosłowacji, Austrii, Węgier, Jugosławii, Włoch; Afrykę – teren Tunezji, Algierii i Maroko, Amerykę Północną – teren Stanów Zjednoczonych; Azję – teren Japonii, Chin, Singapuru oraz Sri Lanki i ponownie Europę – teren Francji, Belgii i Niemiec. Skład ekipy w trakcie podróży wykruszał się. Jan Ława z powodów dyscyplinarnych został usunięty z grupy w Rzymie. Bruno Brettschneider odłączył się od niej w Algierii wykończony trudami przedzierania się przez piaski Sahary, z kolei Eugeniusz Smosarski zmuszony był przerwać wyprawę z powodu zakaźnej choroby oczu, która uniemożliwiła mu wjazd na teren Stanów Zjednoczonych. Jerzy Jeliński
kontynuował wyprawę sam, nieprzerwanie i zacięcie dążąc do realizacji zamierzonych celów. Podczas przejazdu, uczestników ekspedycji podejmował między innymi: prezydent Czechosłowacji Tomáš Masaryk, prezydent Austrii Michael Hainisch, admirał Miklós Horthy, premier Włoch Benito Mussolini, Papież Pius XI, prezydent Stanów Zjednoczonych John Calvin Coolidge Jr., japoński minister i premier baron Shimpei Goto, premier Francji Gaston Doumergue, król Belgii Albert I Koburg.Ostatecznie Jeliński zameldował się w Warszawie 30 października 1928 roku, stanął przed marszałkiem i rzekł: Melduję posłusznie Panu Marszałkowi, że przejechawszy 4 kontynenty świata, opasałem flagą polską kulę ziemską.
Wyprawa dookoła świata była największym osiągnięciem Jerzego Jelińskiego, które rozsławiło go nie tylko w ojczyźnie, ale i na całym świecie. Podczas odbywania podróży polscy skauci byli na czołówkach gazet. O ich wyczynie wspominano w ponad dwóch tysiącach artykułów, których autorzy pochlebnie wypowiadali się o Polsce. Jeliński odwiedził niemalże wszystkie polskie placówki konsularne i dyplomatyczne, a spotykając się z Polakami na obczyźnie wygłosił 150 odczytów. Chciał również unaocznić obcokrajowcom istnienie niepodległej Polski. Wyprawa uznawana była za niepospolity wyczyn sportowy imponujący międzynarodowym sportowcom.Na jej podstawie powstała książka Pod Polską flagą samochodem naokoło świata. Podróż skauta Jerzego Jelińskiego napisana przez Władysława Umińskiego. Jerzy Jeliński 20 września 1929 roku za swój wyczyn został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi, nadawanym za przysłużenie się Państwu Polskiemu i jego obywatelom. Odpowiadając na jedno z pytań zadane po podróży, Jerzy Jeliński określił siebie w następujący sposób: Nie jestem bynajmniej podróżnikiem, nie przedsięwziąłem nic takiego, co by mogło stanąć w jednym rządzie z czynami Stanleya lub Livingstone’a. Jestem przede wszystkim Polakiem. Jedynym moim pragnieniem było prowadzić, w miarą środków, propagandę na rzecz mojej ojczyzny w szerokim świecie. Dlatego też postanowiłem sobie, bez względu na trudności i przeszkody, nie tylko rozpocząć, ale i dokończyć moją podróż, ażeby nie powiedziano, że Polacy nie posiadają dość wytrwałości…Ale te wszystkie przejścia, nieraz bardzo przykre i bolesne, osładzała nam myśl, że ponosimy je dla naszej ojczyzny, która niestety, dla wielu, wielu mieszkańców kuli ziemskiej jest dotąd terra incognito.

 

Bibliografia:
Umiński W. (1929).Pod Polską flagą samochodem naokoło świata. Podróż skauta Jerzego
Jelińskiego. Pomorska Drukarnia Rolnicza, Toruń.
Netografia:
http://marie-www.ee.pw.edu.pl/~kwestorm/jelinski/podroz.htm
https://audiovis.nac.gov.pl/search/642082fe671b0a174ce3cd9549dbebc0:3/

oprac: Magdalena Dyrda

2019-09-06 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Aleja Podróżników

Andrzej Bargiel

przez Redakcja 2019-09-06
Napisane przez Redakcja
Andrzej Bargiel

Andrzej Bargiel

 Andrzej Bargiel

   Pierwszy człowiek w historii, który zjechał na nartach z ośmiotysięczników K2 oraz Broad Peak urodził się 18 kwietnia 1988 roku w Łętowni (gmina Jordanów), jako dziewiąty z jedenaściorga dzieci Marii i Józefa Bargielów. Od najmłodszych lat był pełen energii, której dawał ujście regularnie uprawiając sport. Swoje pierwsze narty Andrzej kupił w wieku 9 lat od sąsiada, i jak twierdzi, już wtedy wiedział, że będzie to jego pasja. Niejednokrotnie zdarzało się, że młody Bargiel opuszczał szkolne zajęcia na rzecz nart, co jak zaznacza było jego prywatną inwestycją w sportową karierę. Pierwsze kroki w swojej karierze narciarskiej stawiał przy swoim bracie Grzegorzu, który już wtedy był ratownikiem TOPR-u i reprezentantem Polski w skialpinizmie. Niedługo potem pojawiły się też pierwsze sukcesy Andrzeja. Startował w zawodach w całej Europie i niejednokrotnie stawał na podium. Mimo to nie mógł liczyć na wielką pomoc, gdyż jak sam wspomina, rodzice – mając jedenaścioro dzieci – nie mogli sobie pozwolić na finansowanie pasji każdego z nich. Początkowo, żeby zarobić na sprzęt chwytał się drobnych prac, takich jak serwisowanie rowerów czy pomoc w pracach na roli. W 2008 roku, mając 19 lat, zdobył tytuł mistrza Polski w skialpiniźmie. Wyczyn powtórzył trzy razy z rzędu. W Himalaje wyruszył po raz pierwszy w 2012 roku wraz z wyprawą Polskiego Związku Alpinizmu, której celem był szczyt Manaslu (8156 m n.p.m.). Pomimo że ze względu na złe warunki atmosferyczne ekspedycja nie powiodła się, Andrzejowi udało się dojść do wysokości 7600 m n.p.m., a następnie zjechać na nartach do bazy położonej na 4800 m n.p.m. Był to dla niego pierwszy tak poważny sprawdzian, który udowodnił, że skialpinizm sprawdza się znakomicie w górach wysokich. Kilka miesięcy później pojawiła się propozycja wejścia na Lhotse (8516 m n.p.m.), niestety i tym razem pogada nie okazała się być zbyt łaskawa – atak szczytowy został przerwany a Bargiel zjechał z wysokości 7900 m n.p.m. do obozu pierwszego, położonego na 6000 m n.p.m. Kolejne lata były już jednak pasmem pełnym sukcesów. W 2013 roku samotnie zdobył ośmiotysięcznik Sziszapangma (8013 m
n.p.m.) w Himalajach, a następnie jako pierwszy Polak zjechał z niego bez odpinania nart. W 2014 roku w rekordowym czasie (14 godzin i 15 minut) wspiął się na szczyt Manaslu (8163 m n.p.m.), a zjazdem z niego na nartach ustanowił kolejny rekord czasowy (21 godzin i 14 minut) na trasie baza-szczyt-baza. Następnie w 2015 roku stanął na szczycie Broad Peak (8051 m n.p.m.) i jako pierwszy człowiek w historii zjechał z niego aż do bazy. Rok później w rekordowym czasie zdobył tak zwaną Śnieżną Panterę (pięć najwyższych szczytów byłego ZSRR). Zajęło mu to zaledwie 30 dni, w sytuacji gdy poprzedni rekord ustanowiony w 1999 roku wynosił aż 12 dni więcej. 15 czerwca 2018 roku rozpoczęła się ekspedycja „K2 Ski Challenge”, podczas której Andrzej Bargiel postanowił dokończyć projekt, który rozpoczął rok wcześniej – zjazd na nartach z K2 (8611 m n.p.m.), drugiego pod względem wysokości szczytu Ziemi. Po kilkudziesięciu dniach w Karakorum, 12 lipca Bargiel wyruszył w górę. Pierwszego dnia dotarł do obozu nr 2, tam też dołączył do niego polski alpinista i himalaista Janusz Gołąb. Kolejnego dnia przemieścili się do obozu trzeciego położonego na wysokości 7000 m n.p.m. Następnie, już samotnie, Bargiel dotarł do kolejnego obozu na wysokości 8000 m n.p.m., gdzie spędził noc. 22 lipca 2018 roku rozpoczął atak szczytowy na K2, który zakończył się sukcesem. Na górę wspiął się około godziny 11:28 czasu lokalnego i niedługo potem rozpoczął historyczny zjazd. Choć jego trasa była dokładnie przygotowana i sprawdzona pod kątem potencjalnych trudności, nie obyło się bez problemów. Finalnie, Bargiel wrócił do bazy około godziny 19:30, stając się tym samym pierwszym w historii człowiekiem, który zjechał na nartach z wierzchołka K2 do bazy bez zdejmowania nart. Andrzej ma na swoim koncie liczne wyróżnienia. W 2015 roku za zasługi dla rozwoju polskiego skialpinizmu oraz za promowanie imienia Polski w świecie został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Magazyn National Geographic Traveler uznał go Człowiekiem Roku 2015. Bargiel otrzymał także nagrodę podróżniczą Kolosa za rok 2016 w kategorii alpinizm. W 2019 roku został wyróżniony nagrodą National Geographic’s Adventure of the Year 2019. W życiu kieruje się maksymą, którą formuje następująco: Trzeba marzyć, a w konsekwencji pracować, by te marzenia zrealizować, bo nikt tego za nas nie zrobi. Niekiedy jest mnóstwo przeciwności, ale jak się do tego odpowiednio podejdzie, to wtedy wszystko się udaje.

 

opracowanie : Katarzyna Rembisz,

2019-09-06 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Aleja Podróżników

Sławomir Makaruk w Alei Podrózników

przez Redakcja 2019-09-06
Napisane przez Redakcja
Słąwek Makaruk Makaron

Słąwek Makaruk Makaron

 Sławomir Makaruk

    Łowca przygód i kierownik wypraw w najdalsze zakątki globu Sławomir Makaron Makaruk lub Pan Makaron urodził się 4 października 1963 roku. Jest synem lotników W. Łaneckiej-Makaruk oraz S. Makaruka. Ukończył liceum im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego w Warszawie, a późniejsza fascynacja światem zaprowadziła go na studia na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Jak sam wspomina pierwsze podróże odbyte w wieku szkolnym wiodły mnie przez kartki wszystkich chyba podróżniczych książek wydanych w tym kraju. Dzisiaj Sławomir Makaruk jest uznanym kierownikiem wypraw w odległe zakątki świata, współtworzył popularny programem podróżniczym Telewizji Polskiej Boso przez świat. Zawsze podróżował daleko, intensywnie i niebezpiecznie. Eksplorację świata ułatwia mu posiadanie szeregu specjalistycznych uprawnień; mianowicie, jest ratownikiem-ochotnikiem TOPR, zawodowym nurkiem, fotografem oraz instruktorem jazdy off-roadowej. Biegle posługuje się językiem angielskim, rosyjskim i hiszpańskim. Od kilku lat realizuje projekt: Polowania Z Makaronem, który składa się z bloga, strony internetowej oraz kanału youtube MakarukTV. Zawodowo zajmuje się organizacją ekstremalnych wyjazdów w odległe rejony kuli ziemskiej. Kariera podróżnicza Sławomira Makaruka rozpoczęła się w wieku 19 lat. Wówczas w roku 1983 wraz z Warszawskim Klubem Płetwonurków wyruszył w sześciomiesięczną wyprawę do Meksyku. W jej trakcie sporządzono dokumentację kartograficzną i fotograficzną zalanych wodą jaskiń na Jukatanie, tzw.cenotes. Od blisko 40 lat, jak sam mówi poluje na przygody: szuka skarbów w zatopionych statkach na morzach południowych, prowadzi safari, spływa na dno mętnych amazońskich rzek po złoto i diamenty, łowi czarny koral, szuka pytonów siatkowanych, nurkuje z ludem Vezo na Madagaskarze, czy poluje z Buszmenami na Kalahari lub z plemieniem Badjao na Borneo. Przemierzył pieszo 400 km subpolarnego Uralu, a następnie odbył 20-dniowy spływ tratwą. W 2000 roku wraz z Markiem Michalakiem jako jeden z pierwszych polskich nurków używających mieszanin gazowych dotarł do dna jeziora Hańcza (110 m). W latach 2001-2005 dowodził wyprawami „w poszukiwaniu skarbów na morzach południowych”, gdzie wykorzystywał swój statek „Harpooner”. Od połowy 2005 do 2007 roku przewodził off-roadowym wyprawom safari w Namibii. W kolejnych latach współpracował z programami telewizyjnymi związanymi z motoryzacją, sportami ekstremalnymi oraz podróżniczymi. Jednym z jego największych osiągnięć jest organizacja logistyki ponad 120 odcinków programu Boso przez świat prowadzonego przez W. Cejrowskiego.

    Sławomir Makaruk posiada bardzo duże doświadczenie w jeździe samochodami terenowymi. W 1991 roku wygrał polskie eliminacje do ekstremalnego rajdu off-roadowego Camel Trophy, który odbył się w Tanzanii i Burundi. Brał udział w kolejnych 5 edycjach tego rajdu, a od 1997 roku organizował w Polsce selekcje dla Marlboro Adventure Team. Aż sześciokrotnie brał udział w brytyjskich szkoleniach organizowanych przez firmę Land Rover w Eastnor Castle, uważaną za najlepszą szkołę jazdy off-roadowej na świecie. Był współuczestnikiem w produkcji wielu prestiżowych programów telewizyjnych z dziedziny motoryzacji (m.in. dla polskich dziennikarzy motoryzacyjnych M. i W. Zientarskich) oraz sportów ekstremalnych jako uczestnik prób i konsultant. Swoim wieloletnim doświadczeniem motoryzacyjnym podzielił się w podręczniku Auto w terenie – podstawy jazdy 4 x 4, w której przekazuje cenne wskazówki dla początkujących kierowców. Jak sam autor podkreślił, zdecydował się na napisanie podręcznika jazdy off-roadowej, gdyż na polskim rynku wciąż brakuje opracowania, które kompleksowo traktuje aspekty związane z jazdą w terenie. Sławomir Makaruk jest autorem 27 książek, z których największą popularnością cieszy się seria Moja przygoda z Boso…, dotycząca prowadzenia programu z podróżnikiem – W. Cejrowskim. W 2017 roku Sławomir Makaruk otrzymał nominacje do World Mediatravel Awards w kategorii videoklipy za swój film dokumentalny „Nurkowie Badjao” dotyczący ludu zwanego „Cyganami Morza”. Podczas produkcji owego filmu sam poznawał techniki freedivingu, w którym Badjao są niekwestionowanymi mistrzami. Sławomir Makaruk jest także członkiem elitarnego nowojorskiego The Explorers Club. Gdy w jednym z wywiadów zapytano go czy zwiedził już “wszystko” i czy został mu jeszcze jakiś wymarzony kierunek wyprawy, odpowiedział skromnie: „Do “wszystko” to mi jeszcze 3/4 świata brakuje. Marzą mi się wyspy Pacyfiku. Nurkowo to dla mnie najciekawszy rejon na świecie – spenetrowany w niewielkim stopniu, na odległych wyspach nie ma żadnej infrastruktury turystycznej, statki z zaopatrzeniem pływają raz na rok. A ja uwielbiam jeździć tam, gdzie nic nie ma”.

 

OPRACOWANIE : Weronika Rachwał, Natalia Osika

 

Obszerny wywiad ze Sławkiem

https://klubpodroznikow.com/wywiady/118-wywiady/1822-slawek-makaruk

 

Sławek Makaruk Camel Trophy
 
 Sławek Makaruk, organizator Camel Trophy i jego legendarny samochód

 
foto: Albin Marciniak

 

2019-09-06 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Zamki i pałace

Muzeum Medycyny Sądowej – tajemnice 18+

przez Albin Marciniak 2019-08-18
Napisane przez Albin Marciniak
 

Muzeum zostało zainscenizowane na poddaszu Zamku Książ, przy okazji Dolnośląskiego Festiwalu Tajemnic

WYŁĄCZNIE DLA OSÓB DOROSŁYCH 18+

materiał archiwalny – obecnie na tej kondygnacji znajdują się pokoje pałacowe, oddane do użytku turystów.

 


 

Muzeum Medycyny Sądowej

I Dolnośląski Festiwal Tajemnic, organizowany przez Ośrodek Badań Historycznych i Krajoznawczych „ProSilesia” we współpracy z Zamkiem Książ w Wałbrzychu, stworzył możliwość poznania tajemnic pracy Medycyny Sądowej. Żadne muzeum oficjalnie nie istnieje  – na co dzień zbiory są dostępne wyłącznie do celów dydaktycznych m.in. dla studentów.

 

 

 
Po muzeum oprowadzali  mgr Agata Thannhaeuser i dr n.med. Łukasz Szleszkowski. To niezwykła kolekcja:przedwojenne preparaty anatomiczne, pętle wisielcze, nietypowa broń, amatorsko wykonane pasy cnoty, narzędzia zbrodni. Na ogół glądają je głównie studenci medycyny i prawa, muzeum prawie nigdy nie otwiera swoich drzwi dla zwiedzających.Przeniesienie kolekcji do zamku Książ było niepowtarzalną okazją do spotkania z kryminalistyką przedwojennego Dolnego Śląska, zbrodnią i medycyną. Ze względu na charakter wystawy, przy jej zwiedzaniu obowiązywał limit wiekowy.

 
 

Jako pierwsi wystawę zobaczyli dziennikarze
 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

tatuaże na fragmentach skóry

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

pas cnoty

 

 

 

 

 

 

 
Sznur z ludzkich włosów posłużył do samobójstwa mężczyźnie, który wcześniej we wrocławskich tramwajach odcinał kobietom warkocze.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

mgr Agata Thannhaeuser

 

 

 
dziennikarze mieli wiele pytań

 
inscenizacja miejsca zbrodni

opracowanie &foto

Albin Marciniak
https://www.facebook.com/marciniak.albin
2019-08-18 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
Podziemia

Podziemia Rynku w Krakowie – geneza, unikalne zdjęcia

przez Albin Marciniak 2019-08-18
Napisane przez Albin Marciniak

Podziemia Rynku w Krakowie – geneza

 
Jedyne takie zdjęcia w Polsce


Odkrywamy tajemnice podziemi Krakowskiego Rynku.

„Podziemia Rynku” czyli krakowski spektakl wrażeń…

 
Tylko tutaj możemy  zobaczyć co kryją  tajemnicze podziemia Krakowskiego rynku. Mimo szeroko zakrojonych prac budowlanych i adaptacyjnych w podziemiach rynku a także konserwatorskich w rejonie Wielkiej Wagi , tego rejonu nie możecie zobaczyć w ramach zwiedzania podziemi. Tylko na tych zdjęciach możecie poznać 1000 letnie tajemnice.

 
 
alt


Projekt: „Śladem europejskiej tożsamości Krakowa – szlak turystyczny po podziemiach Rynku Głównego”


alt
alt

 
autor scenariusza wystawy: Mieczysław Bielawski

 
 

„Podziemia Rynku” czyli krakowski spektakl wrażeń…



Kraków jest tak stary, że nikt nie zna w pełni jego wielkiej historii. Kopiec Kraka pamięta jeszcze czasy Celtów i legendarnych Awarów. To tu żyli słowiańscy książęta i królowie, którzy decydowali o kształcie miasta mającego stać się stolicą jednego z najpotężniejszych państw średniowiecznej Europy.

 

alt

W parku archeologicznym, znajdującym się 6 metrów pod powierzchnią rynku, zobaczymy niespotykany w Europie przekrój wielkiego, tętniącego życiem, średniowiecznego miasta. Odnalezione zabytki potwierdzają ciągłość handlu, który nieprzerwanie trwa w tym samym miejscu od ponad 800 lat. 



alt

 

Wystawę  rozpoczyna już samo wejście. Szklana winda zanurza się  powoli w pokryte starodrukiem ściany, nawiązujące do kaligrafii średniowiecznej. Po chwili jesteśmy w szatni, gdzie panuje gwar wielu głosów w różnych językach. Po zostawieniu zbędnej odzieży wchodzimy w wąski korytarz. Gwar staje się coraz głośniejszy, słychać odgłosy targującego się tłumu z wolna przeradzające się w zrozumiałe słowa; „kup kooooszyk!”, „skrzyyyynie z dębiny!”, „pierścienie w dobrej cenie!”,”złoto miękkie, najwyższej próby”, „kup to panie”, „najlepszej jakości jedwab pani, wspaniały na suknię! Wenecki…”. Słychać też czeski, niemiecki, a nawet angielski z czasów Szekspira. Przechodząc przez wąskie przejście, dotykają nas delikatne sukna spływające z sufitu. Wreszcie dochodzimy do właściwego wejścia i tu czeka nas pierwsza niespodzianka. W ciemności przed nami na ekranie odbywa się scena z filmu. Na pierwszym planie kobieta niesie w koszu owoce, po prawej i lewej stronie stoją kramy, gdzie różni kupcy zachwalają i sprzedają swoje towary, rzezimieszek patrzy na sakwę bogatego pana, z tyłu kaznodzieja nawołuje ludzi do pokuty, cytując św. Jana „In pricipio erat Verbum…”, biegnące dzieci gonią spłoszonego kota. Słychać jazgot i odgłos średniowiecznej muzyki granej przez kilku grajków i lokalnego minstrela. W kramach kipi od towarów. Dostrzegamy barwne sukna, wielkie bursztyny, masywne skrzynie, malowane meble… Scena trwa ok minuty, po czym nagle strażnik miejski, który stoi tuż przy wejściu podchodzi do nas i gestem zaprasza do środka. Ekran stworzony z pary wodnej nie stanowi dla nas żadnej bariery. Wchodzimy przez niego do właściwej przestrzeni muzeum. Świadek ziemny przyciąga wielokolorowym spectrum światła – pokazem laserowego datowania warstw. Przez szklaną podłogę widać plastycznie uformowaną mapę handlu w Europie z XV wieku. Stajemy nad Tatrami, a z głośnika strumieniowego słychać wicher wiejący w górach. Krok dalej miniaturowy Kraków-  odległy hejnał dociera do uszu –  po prawej ortodoksyjny chór Kijowa, w tyle malutka Praga… Wszystko jak w kryształowej kuli. Gdy stawiamy nogę nad morzem – słychać szum fal i krzyczące mewy.

 


alt

Nad mapą znajduje się  pierwsza wielka droga, za nią widać piękny pejzaż, który wygląda jak malowidło z epoki. Wśród wierzb, pól i borów pokrywających delikatne pagórki powoli jedzie wóz kupiecki wypełniony towarami.

alt

Na horyzoncie u celu podróży widać średniowieczny Kraków z murami i okalającą go Wisłą. Wóz jedzie, z chaty stojącej w dali snuje się dym z komina.

alt

Na kolumnach, które stanowią  podpory całej przestrzeni znajdują się 4 wbudowane ekrany dotykowe, gdzie możemy prześledzić początki handlu i jego rozwój przez wieki. Na ścianie eksponaty  – w wiszących, półokrągłych, przezroczystych gablotach- opowiadają historię znalezionych pod rynkiem tysięcy przedmiotów… A to dopiero początek wystawy, zapowiedz prawdziwego spektaklu wrażeń, na który na pewno warto się wybrać już we Wrześniu w Krakowie.

alt

 
 
 
 
alt

 
 
planowana trasa zwiedzania podziemnego muzeum

 
 

alt

 
podziemia na etapie prac budowlanych

 
alt

 
 
 
 

alt

 
 
 

alt

 
 
alt

 
 
alt

 
 
 

alt

 
 
 

alt

 
 
 

alt

 
 
 

alt

 
 
 

alt

 
 

alt

 
 
alt

 
 
 

alt

 
 
 

alt

 
 
 

alt

 
 
 
 
 
alt

 
 
 

alt

 
 
 

alt

 
 
 

alt

 
 
 

alt

 
 
 
 

alt

 
 
 

alt

 
 
 

alt

 
 
 

alt

 
 

alt

 
 
 

alt

 
 
 

alt

 
 
 

alt

 
 
 
 
 
alt

 
 
 
 

alt

 
 
 
 

alt
 
 

alt
 
 
 

alt
 
 
 

alt
 
 
 

alt

 
 
 
 
 

alt
 
 
 

alt
 
 
 

alt
 
 

 

alt
 
 
 

alt
 
 
 

alt
 
 
 

alt

 
 
 
opracowanie: Albin Marciniak.  Kraków 2009 – 2010
[email protected]

 
2019-08-18 0 komentarze/y
0 FacebookTwitterPinterestEmail
  • 1
  • …
  • 175
  • 176
  • 177
  • 178
  • 179
  • …
  • 299

Archiwa

  • marzec 2026
  • luty 2026
  • styczeń 2026
  • grudzień 2025
  • listopad 2025
  • październik 2025
  • wrzesień 2025
  • sierpień 2025
  • lipiec 2025
  • czerwiec 2025
  • maj 2025
  • kwiecień 2025
  • marzec 2025
  • luty 2025
  • styczeń 2025
  • grudzień 2024
  • listopad 2024
  • październik 2024
  • wrzesień 2024
  • sierpień 2024
  • lipiec 2024
  • czerwiec 2024
  • maj 2024
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • styczeń 2024
  • grudzień 2023
  • listopad 2023
  • październik 2023
  • wrzesień 2023
  • sierpień 2023
  • lipiec 2023
  • czerwiec 2023
  • maj 2023
  • kwiecień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • styczeń 2023
  • grudzień 2022
  • listopad 2022
  • październik 2022
  • wrzesień 2022
  • sierpień 2022
  • lipiec 2022
  • czerwiec 2022
  • maj 2022
  • kwiecień 2022
  • marzec 2022
  • luty 2022
  • styczeń 2022
  • grudzień 2021
  • listopad 2021
  • październik 2021
  • wrzesień 2021
  • sierpień 2021
  • lipiec 2021
  • czerwiec 2021
  • maj 2021
  • kwiecień 2021
  • marzec 2021
  • luty 2021
  • styczeń 2021
  • grudzień 2020
  • listopad 2020
  • październik 2020
  • wrzesień 2020
  • sierpień 2020
  • lipiec 2020
  • czerwiec 2020
  • maj 2020
  • kwiecień 2020
  • marzec 2020
  • luty 2020
  • styczeń 2020
  • grudzień 2019
  • listopad 2019
  • październik 2019
  • wrzesień 2019
  • sierpień 2019
  • lipiec 2019
  • czerwiec 2019
  • maj 2019
  • kwiecień 2019
  • marzec 2019
  • luty 2019
  • styczeń 2019
  • grudzień 2018
  • listopad 2018
  • październik 2018
  • wrzesień 2018
  • sierpień 2018
  • lipiec 2018
  • czerwiec 2018
  • maj 2018
  • kwiecień 2018
  • marzec 2018
  • luty 2018
  • styczeń 2018
  • grudzień 2017
  • listopad 2017
  • październik 2017
  • wrzesień 2017
  • sierpień 2017
  • lipiec 2017
  • czerwiec 2017
  • maj 2017
  • kwiecień 2017
  • marzec 2017
  • luty 2017
  • styczeń 2017
  • grudzień 2016
  • listopad 2016
  • październik 2016
  • wrzesień 2016
  • sierpień 2016
  • lipiec 2016
  • czerwiec 2016
  • maj 2016
  • kwiecień 2016
  • marzec 2016
  • luty 2016
  • styczeń 2016
  • grudzień 2015
  • listopad 2015
  • październik 2015
  • wrzesień 2015
  • sierpień 2015
  • lipiec 2015
  • czerwiec 2015
  • maj 2015
  • kwiecień 2015
  • marzec 2015
  • luty 2015
  • styczeń 2015
  • grudzień 2014
  • listopad 2014
  • październik 2014
  • wrzesień 2014
  • sierpień 2014
  • lipiec 2014
  • czerwiec 2014
  • maj 2014
  • kwiecień 2014
  • marzec 2014
  • luty 2014
  • styczeń 2014
  • grudzień 2013
  • listopad 2013
  • październik 2013
  • wrzesień 2013
  • sierpień 2013
  • lipiec 2013
  • czerwiec 2013
  • maj 2013
  • kwiecień 2013
  • marzec 2013
  • luty 2013
  • styczeń 2013
  • grudzień 2012
  • listopad 2012
  • październik 2012
  • wrzesień 2012
  • sierpień 2012
  • lipiec 2012
  • czerwiec 2012
  • maj 2012
  • kwiecień 2012
  • marzec 2012
  • luty 2012
  • styczeń 2012
  • grudzień 2011
  • listopad 2011
  • październik 2011
  • wrzesień 2011
  • sierpień 2011
  • lipiec 2011
  • czerwiec 2011
  • maj 2011
  • kwiecień 2011
  • marzec 2011
  • luty 2011
  • styczeń 2011
  • grudzień 2010
  • listopad 2010
  • październik 2010
  • wrzesień 2010
  • sierpień 2010
  • lipiec 2010
  • czerwiec 2010
  • maj 2010
  • kwiecień 2010
  • marzec 2010
  • luty 2010
  • styczeń 2010
  • grudzień 2009
  • listopad 2009
  • październik 2009
  • wrzesień 2009
  • sierpień 2009
  • lipiec 2009
  • czerwiec 2009
  • maj 2009
  • kwiecień 2009
  • styczeń 2009
  • listopad 2008
  • październik 2008

Kategorie

  • Administracyjna
  • Afryka
  • Akcje eko
  • Aktualności
  • Aktualności inne
  • Albania
  • Aleja Podróżników
  • Ameryka Północna
  • Ameryka Południowa
  • Ameryka Środkowa i Karaiby
  • Artykuły testowe
  • Australia i Oceania
  • Austria
  • Azja
  • Bez kategorii
  • Biegi
  • BUŁGARIA
  • Chorwacja
  • Ciekawostki
  • Cykliczne Spotkania Podróżników
  • CZARNOGÓRA
  • Czechy
  • Czyste Góry Czyste Szlaki
  • Czyste Tatry
  • Czyste Tatry
  • Dania
  • Dolny Śląsk
  • Europa
  • Festiwale
  • Filmy
  • Francja
  • Góry
  • HISZPANIA
  • HOLANDIA
  • Konkurs Fotograficzny
  • Konkursy
  • Konkursy inne
  • Korona
  • Kościoły i obiekty sakralne
  • KOSOWO
  • Książka
  • Kuchnia
  • Kuchnie świata
  • Kujawsko-pomorskie
  • LITWA
  • Łódzkie
  • Lotniska i powietrze
  • Lubelskie
  • Lubuskie
  • LUKSEMBURG
  • MACEDONIA
  • Małopolskie
  • Malta
  • Materiał zewnętrzny
  • Miasta
  • Miejsca wyjątkowe
  • Muzea
  • Najciekawsze szlaki piesze i rowerowe w Europie
  • Newsy
  • NIEMCY
  • NORWEGIA
  • Opolskie
  • Parowozownie
  • Podkarpackie
  • Podlaskie
  • Podziemia
  • Podziemia
  • Podziemia turystyczne w Europie Underground in Europe
  • Polecamy
  • Polska
  • Pomorskie
  • Portugalia
  • PRACE KONKURSOWE POLSKA
  • PRACE KONKURSOWE ŚWIAT
  • Projekt 4 Pory Roku
  • Projekt Mali Melomani
  • Projekt Mali Melomani II
  • Recenzje sprzętu
  • Reklama
  • Robocze inne
  • ROSJA
  • Rower
  • Różne media
  • Rumunia
  • Schroniska
  • SERBIA
  • Skanseny w Polsce
  • Śląskie
  • Slowacja
  • Slowenia
  • Spływy kajakowe
  • Spotkania autorskie
  • Spotkania, zloty, imprezy podróżników
  • Sprzęt
  • Świat
  • Świętokrzyskie
  • SZWAJCARIA
  • Tanie loty
  • Tatromaniak
  • Testy sprzętu
  • Twierdze i Forty
  • Ukraina
  • unesco
  • Via Adriatica Trail
  • Warmińsko-mazurskie
  • Warsztaty i plenery fotograficzne
  • WĘGRY
  • WIELKA BRYTANIA
  • Wielkopolskie
  • WŁOCHY
  • Woda
  • Wspomnienia z podróży
  • Wystawy
  • Wywiady
  • Zabytki sakralne
  • Zachodniopomorskie
  • Zamki i pałace
  • Zostań w domu nie odwołuj

Obserwuj nas

Top Selling Multipurpose WP Theme

Ostatnie posty

  • Bezpieczne (prawie) szlaki zimowe w Tatrach- propozycje (prawie) dla każdego

    2026-03-28
  • Via Bulgarica – Bułgarski Szlak Przygody

    2026-03-28
  • Schrony i schroniska górskie w Chorwacji

    2026-03-27
  • Skansen Przemysłu Naftowego Magdalena w Gorlicach

    2026-03-25
  • Skansen Józefa Chełmowskiego w Brusach – artysta z innego świata

    2026-03-24
  • Grota Mechowska – największa osobliwość przyrody na Niżu Europejskim

    2026-03-22

Kanał społecznościowy

Kanał społecznościowy

Wybór redaktorów

zamek Drakuli w Poenari

2016-01-25

Rezerwat Groapa Ruginoasa, Góry Bihor w Rumunii

2022-08-06

Zamek – Twierdza Rupea w Rumunii

2022-08-09

Rezerwat Cheile Turzii – wąwóz Turda

2024-01-23

Zamek Drakuli w Hunedoarze w Rumunii

2024-03-03

Klub Podróżników Śródziemie

Ogólnopolski portal podróżniczy poświęcony odkrywaniu Polski i świata. Od znanych miast i zabytków, przez górskie szlaki i podziemia, po miejsca nieoczywiste i zapomniane.

Rzetelne relacje, autorskie przewodniki oraz praktyczne wskazówki dla turystów, pasjonatów historii i miłośników aktywnego podróżowania.

Odkrywaj świat z nami – świadomie, krok po kroku i z pasją.

Ciekawe w województwach

    • Dolnośląskie
    • Kujawsko-pomorskie
    • Lubelskie
    • Lubuskie
    • Łódzkie
    • Małopolskie
    • Mazowieckie
    • Opolskie
    • Podkarpackie
    • Podlaskie
    • Pomorskie
    • Śląskie
    • Świętokrzyskie
    • Warmińsko-mazurskie
    • Wielkopolskie
    • Zachodniopomorskie
dhosting

Polecane

Bezpieczne (prawie) szlaki zimowe w Tatrach- propozycje (prawie) dla każdego
Via Bulgarica – Bułgarski Szlak Przygody
Schrony i schroniska górskie w Chorwacji
Skansen Przemysłu Naftowego Magdalena w Gorlicach

Ostatnio dodane

Bezpieczne (prawie) szlaki zimowe w Tatrach- propozycje (prawie) dla każdego
Via Bulgarica – Bułgarski Szlak Przygody
Schrony i schroniska górskie w Chorwacji
Skansen Przemysłu Naftowego Magdalena w Gorlicach
Facebook Twitter Youtube Linkedin Envelope Rss

klubpodroznikow.com – Copyright & Copy 2025/26

Created by Konfig.Info

  • Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Fundacja Aleja Podróżników
  • Forum
  • Relacje
    • Europa
    • Polska
    • Świat
  • Sprzęt
    • Recenzje sprzętu
    • Testy sprzętu
  • Książka
  • Kontakt
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat
  • Home
Klub Podróżników – Śródziemie – portal podróżniczy | Polska, Europa, Świat

Wybór redaktorów

  • Sighișoara miasto w środkowej Rumunii w Siedmiogrodzie

    2026-02-02
  • Góry solne w Rumunii – Muntele de sare

    2026-02-01
  • Droga Transfogaraska w Rumunii

    2025-09-17
  • Wulkany błotne w Rumunii, wyjątkowy rezerwat przyrody

    2024-08-20
  • Jaskinia Meziad, Peşteră

    2024-08-20
  • Kopalnia soli Salina Turda w Rumunii

    2024-08-17
@2021 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign
Ta strona wykorzystuje pliki cookies w celu zapewnienia prawidłowego działania serwisu oraz analiz ruchu. Zobacz politykę prywatności .