Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
RedakcjaModeratorKusi i nęci coraz ładniejsza pogoda i coraz lepsze warunki na szlakach. Tak wygląda czwartkowy poranek w Pięciu Stawach i widok na Czerwone Wierchy.
.Attachments:
RedakcjaModeratorKoszulki w druku :laugh: Wszyscy którzy pojawią się na akcji w Gorcach, dostaną nówki sztuki.
RedakcjaModeratori po losowaniu…
Raffee tym razem się postarał i mamy Wam co pokazać :laugh:
Prezentów było bardzo dużo i niewiele osób wyszło bez choćby drobnego upominku. Cała masa słodyczy i rozchwytywanych gadżetów przywiezionych przez miłe panie z Tunezyjskiego Urzędu d/s Turystyki: Raja Ammar i Urszula Frąckiewicz i naszego gościa Jakuba Cieckiewicza. Na koniec losowanie … i nie skończyło się na dwóch super plecakach ale 5 toreb prezentów z Tunezji i dodatkowo wyjątkowe paski także od Jacka Wolfskina. Tak się bawiliśmy:
..
Urszula Frąckiewicz, Raja Ammar i Jakub CieckiewiczAttachments:
RedakcjaModeratoretykieta w plackarciePlackarta to typ wagonu niższej klasy. To też jednocześnie przestrzeń, w której koegzystuje pięćdziesięciu czterech pasażerów, a każdy z nich ze swoimi przyzwyczajeniami i troskami. Pięćdziesiąt cztery życia sunące w dal w metalowej puszcze. Wagon dzieli się na dziewięć stref, w każdej po sześć osób. Ścianki działowe mają w swoim założeniu tworzyć mocowanie dla prycz bocznych, ale co ważne, mają również dawać namiastkę intymności w podróży, która nierzadko ciągnie się przez kilka długich dni. Średnio im to jednak wychodzi. Prawdziwym rajem dla znalezienia choć odrobiny prywatności są tak naprawdę toaleta i przestrzeń między wagonami, a dobrym pretekstem do znalezienia się w tym raju jest grzeszne wyjście na papieroska. Tam naprawdę można odetchnąć, gdy już odgłosy i zapachy pozostałych podróżnych stają się nie do wytrzymania a człowiek potrzebuje wsłuchać się jedynie w monotonny stukot setek stalowych kół. Duże zagęszczenie osób na tak niewielkiej przestrzeni prowokuje na ogół reakcje konfliktowe. Różne temperamenty, charaktery i wspomniane wcześniej przyzwyczajenia to bomba z opóźnionym zapłonem. Brzmi to mało zachęcająco. Życie w plackarcie wymyka się jednak tej ogólnej regule. Rządzą tutaj nie zapisane nigdzie prawa, które podróżujący plackartą respektują z całą stanowczością, a sama etykieta zacieśnia tak potrzebną w życiu więź międzyludzką.
Wewnętrzne prawa plackarty zamykają się naszym zdaniem w pięciu najistotniejszych punktach:
1. samowar
2. miejsce przy stole
3. dzieci
4. pościel
5. poranna toaletaW każdym wagonie, przy wejściu, znajduje się samowar. To również z jego powodu pasażerowie dźwigają ciężkie siaty z prowiantem. Herbata, kakao, zupki chińskie i inne dania typu instant będą nieustannie zalewane wrzątkiem, mieszając zapach kurczaka z kawą i puree ziemniaczanym. Herbatą zawsze można poczęstować sąsiada, a cukier często staje się dobrym pretekstem do nawiązania rozmowy. Mlaskaniom i siorpaniom nie ma końca. Samo częstowanie nie jest, oczywiście, najważniejsze. Nikt też tego w plackarcie nie oczekuje. Pasażerowie czekają jedynie, aby się poobszatsa – zwyczajnie wymienić zdaniem, podpytać o cel podróży lub jak się sąsiadowi wiedzie. Rządzi tutaj ludzka ciekawość, ale też chęć skrócenia drogi sobie i pozostałym. To najlepszy sposób na zabicie czasu, o wrzątek z samowaru jest ku temu najlepszym początkiem.
Dobre miejsca w przedziale to też ważna sprawa. Po pierwsze, bo stanowią jednocześnie kufer na bagaż, a leżący człowiek skutecznie chroni dostępu do cennych przedmiotów ciężarem własnego ciała. Po drugie, bo to miejsce przy stoliku. Można na nim wystawić to co zamierzamy w najbliższym czasie skonsumować. Czasem jednak nie ma wyjścia i z dworcowej kasy odchodzimy z biletem na górne półki. Miejsce przy stoliku należy się jednak każdemu i pasażerowie z dolnych leżanek doskonale o tym wiedzą. Nie należy się krępować i nawet jeśli sąsiad dolnej pryczy zapadł w drzemkę, możemy ją przerwać, prosząc o odrobinę miejsca. Nie usłyszymy słowa protestu. Żadnego warknięcia. Sąsiad przesunie się, udostępniając dogodniejsze miejsce, a często nawet poleci, aby następnym razem walnąć go po prostu po głowie, jeśli znowu zaśnie a nam przyjdzie ochota na czaj lub butierbrody.
W czasie podróży dorośli stają się wujkami i ciociami. Pełno też tutaj dziadków i babć. Dzieci przemykają wzdłuż wagonu, zaczepiając losowo wybranego członka tej nowej plackartnej rodziny. Wujku, a daleko jedziesz? Babuszka, a masz jeszcze cukierki? Dzieci niczym się nie krępują i zagadują kolejnych podróżnych. Jakby spotkali dawno niewidzianych kuzynów i stryjostwo. Jest na to ogólne przyzwolenie. Niech maluchy mają zabawę, a dorośli też skorzystają, bo to w końcu temat do rozmowy.
W cenę biletu jest wliczona pościel. Kiedyś dopłacało się za ten luksus bezpośrednio prowadnikowi i biada temu, kto odmówił – prowadnik od razu mroził spojrzeniem. Higiena to w końcu podstawa. Teraz, szczególnie na długich dystansach, nie ma wyboru i pościel kupujemy razem z biletem. Komplet składa się z dwóch prześcieradeł (z czego jedno pełni rolę poszewki na materac, a drugie to okrycie). Zestaw zawiera też poszewkę na poduszkę i ręcznik. Pościel otrzymujemy zapakowaną w folię ochronną. Jest wyprana i wymaglowana. Wydaje ją prowadnik, a przed zakończeniem podróży odbiera od pasażerów, uprzednio sprawdzając, czy w komplecie niczego nie brakuje.
W wagonach nie ma podziału na część męską i żeńską. Wszyscy jadą w zbieraninie, przemieszani we wszystkich możliwych konfiguracjach. Są staruszki z żołnierzami i matką z niemowlęciem. Są studentki i mużyki wyglądający jak rasowe zbiry. Staruszkowie i młodzież. Kobiety i mężczyźni. Wszyscy tuż obok siebie. Nocna i poranna toaleta mogą być w takich okolicznościach krępujące, szczególnie dla kobiet lub matek z malutkimi dziećmi. Często mężczyźni jako pierwsi korzystają z toalety. Dzięki temu, już orzeźwieni, mogą udać się na papierosa, zostawiając płeć piękną w spokoju i dając jej czas na przebranie się oraz czynności pielęgnacyjne. Czasem prześcieradło jest nieocenione. Można posłużyć się nim jak parawanem i odciąć wnękę od korytarza. Mężczyźni idą na kolejnego dymka. To czas na przewinięcie malucha i pobycie w jedynie kobiecym towarzystwie.Autor: Dorota i Bartek
RedakcjaModeratorWielkie smocze święto dla całych rodzin.
.Attachments:
RedakcjaModeratorNo i niedzielny poranek szlag trafił… teraz człowiek siedzi z cielęcym wzrokiem i się gapi w zapętlony filmik… 🙁
RedakcjaModeratorKolejna relacja z trasy Doroty i Bartka
Czajepitie. Jedno z moich ulubionych rosyjskich słów. Może dlatego, że z jednej strony brzmi dość swojsko, a z drugiej jest w nim jakiś powiew magii, związany z czynnością rytualną.
Chociaż chodzi o najzwyklejszą w świecie czynność picia herbaty, w Rosji nie zawsze była ona tak postrzegana, a z piciem herbaty wiązało się wiele tradycji, zwyczajów i reguł. Picie czaju było ( i chyba ciągle jest) postrzegane jako swego rodzaju medium, bez którego żadna biesiada obejść się nie może).
Jeśli chodzi o stronę praktyczną, to w Rosji pije się raczej czaj liściasty i robi się go z esencji (zawarka) i zalewa wrzątkiem (kipiatok)– może z uwagi na jej wypijane hektolitry. Dominuje „zwykła” czarna herbata, bez cytryny, za to z dużą ilością cukru.
Czaj był w Rosji zawsze, również przed wojną. Jeśli nie było pieniędzy, wtedy herbatę zbierało się samodzielnie. Mieliśmy zresztą okazję taką herbatę pić niedawno w Petersburgu. Smakowała podobnie, może nawet bardziej jak zielona herbata. Tak więc herbata zawsze się znalazła. A co z cukrem?
Dawniej, jeśli w domu był cukier, to raczej w jednym kawałku, chowany głęboko w szafce na klucz, żeby na przykład dzieci nie mogły się do niego dobrać. Tak jak u nas, przed wojną i w jej trakcie, cukier był traktowany jak skarb.
Gdy przystępowano do czajepitia, gospodarz domu pytał każdego z biesiadników, ile filiżanek czaju zamierzają wypić, a następnie odcinał stosowny kawałek, który miał starczyć do końca wieczoru.
Jeśli w domu cukru prawie nie było, nie zostawało nic innego jak pić na tzw. wgliad, tzn. kostka cukru leżała wysoko na półce, a wszyscy pili gorzką herbatę, za to patrząc na jedyną kostkę cukru.
Zatem nawet jeśli cukru brakło, piło się samą herbatę i to w wielkich ilościach – w każdym domu był niegdyś samowar (dziś powszechnie występują one w każdym wagonie pociągu) na 5, czasem 10 litrów wody. I piło się dopóty, dopóki w samowarze był wrzątek. Jest to tym bardziej zrozumiałe, że czas picia herbaty był czasem odpoczynku: „Kak czaj pijut’ drwa nie idut’”, jak mówi popularna pogoworka.
W Karelii mówiono nam, że kiedyś np. czas w zwykłej wsi był o niebo lepszy niż herbata w Anglii. Wszyscy się dziwili jakim cudem biedni karelscy rolnicy raczą się lepszym czajem niż angielska arystokracja. Otóż herbatę do Rosji sprowadzana drogą lądową ze wschodu ( Indii, Chin), a do Anglii była ona transportowana na statkach. Słona woda morska nie pozostawała bez wpływu na ładunki z herbatą, nadając jej lekko słonawy smak. Za to smak herbaty w Rosji pozostawał niezmieniony, a jakość wody w Karelii pozwalała ( i pozwala) na otrzymanie naprawdę pięknego aromatu. W Karelii też pije się zawsze prawie wrzątek – trzeba w końcu jakoś ocieplić wyziębiony organizm.
Na koniec mała ciekawostka: zamiast wódki w więzieniach, całe opakowania herbaty (np. 200g) rozrabiano w szklance i zalewano wrzątkiem i pito dużymi łykami. Efekt był podobny do tego po alkoholu.DNB
RedakcjaModeratorPo nocnym spadku temperatury poniżej zera, szlaki w wielu miejscach są oblodzone. Po wysokich temperaturach i szybkim topnieniu śniegu oraz po deszczach, jest duża wilgotność i praktycznie każdy kamień jest oblodzony.
O poślizgnięcie i upadek nie trudno.
.Czwartkowy wieczór
Attachments:
RedakcjaModeratorPowoli możemy podsumować przejazd przez Rosję. Jest nieco drożej, niż założyliśmy. Przed większymi kosztami uchroniło nas częściowe korzystanie ze stopa oraz fakt, że tylko 1 noc spędziliśmy w hostelu. W przeciwnym razie koszty pewnie wzrosłyby dwukrotnie. Przed nami jeszcze dwa dni w Ułan Ude i zakup biletów do Mongolii, czyli ogólna kwota pewnie wzrośnie o 4000-5000 rubli. Poniżej wykaz pełnych kosztów (mniej więcej można założyć, że 1 PLN to 10 rubli):
WYDATKI MIASTO WALUTA UWAGI
DZIEŃ PETERSBURG waluta -Rubel
06-08.05 bilet kolejow Moskwa – Uła Ude (plackarta) 13050,4
bilet kolejowy St.Petersburg – Murmańsk (plackarta) 2232,6
zakusocznaja – pielmieni x 2 + solanka + piwo 420
sushi ze znajomymi 600
knajpa gruzińska – zupa z wołowiną + 2 x piwo Wasilyeostrovvskoye 520
zakupy jedzeniowe 350
bilet do metra x 4 112
marszrutka z St.Petersburga do Peterhofu x 2 110
Bartek – szczepienka przeciw Żółtaczce typu B II faza 408
polar x 2 secondhand 1000
różne pierożki z budy na wynos 165
wstęp do Ermitażu 500 (bo Bartek zapomniał wyjąć resztę z automatu ).
hostel 1 noc 1445
hostel dodatkowa opłata 25 (bo zapomnieliśmy odebrać z recepcji)
zakupy jedzeniowe 400
10-12.05 MURMAŃSK
zakupy jedzeniowe 396
zakupy jedzeniowe 417
zakupy jedzeniowe 223
zakupy jedzeniowe 76
bar mleczny Czajnaja Łożka 160
wstęp na atomowy lodołamacz Lenin (2 os) 300
13-15.05 PETROZAVODSK
bar Stolowaya 8 450
bar Beczka 120
bar Beczka 399
knajpa Smile (spotkanie podróżnicze) 110
zakupy w markecie 370
zakupy 45
pociąg z Petrozavodska do Biełomorska 2000
16.05 BIEŁOMORSK
kibel na dworcu autobusowym w Biełomorsku Bartek 15
zakupy 200
trolejbus 2 x bilet 20
muzeum Karelii w i pietroglifów w Biełomorskku x 2 bilet 40
17.05 PIETROZAWODSK
kawa + szejk w Burger Kingu (duże) 164
bus do Sortawala x 2 bilet 1180
marszrutka do ogrodu botanicznego x 5 bilet 100
zakupy 500
18.05 SORTAWALA
wstęp do kamieniołomu marmurowego (rosjanie 150 R/os, inostrancy 500 R/os) 500
kibel x 2 w barze nad wodą 40
bar przy wodospadach (2 x piwo bałtika 7 + 2 x kwas) 350
żurawinówka + ciasteczka 98
19.05 VALAAM
motorówka na Valaam x 2 (wodolot jest nieco tańszy – ok 800 R w jedną stronę) 4000
20.05 WYSEPKA W OKOLICACH WIOSKI TERWU (ok 30 km od Landehpohii)
podwózka do sklepu 300
zakupy (serdelki, chleb, cebula, pomirodki, piwo 1,5l) 350
zakupy (serdelki, krakersy, piwo 1,5l, ziemniaki), serek topiony 280
22.05 PETERSBURG
bilet autobusowy do Moskwy x 2 bilet 2160
Mc Donalds (2 x buła + duża kawa i frytki) 350
doładowanie karty w telefonie 250
piwo w barze x 2 + solanka + borszcz 420
zakupy (2 x lepioszka + czekolada) 90
metro x 4 110
23.05 DROGA DO MOSKWY
opłata za bagaż w autobusie x 2 200
zakupy (chleb, sok, woda, serki topione, wafelki) 150
24.05 MOSKWA
piwo x 4 200
koperta 50
nadanie paczki do PL 647
zakupy (10 jaj + chleb) 86
knajma MU MU 863
piwo na Patriarszych Prudach x 2 98
zakupy jedzeniowe do pociagu 1090
bilet miejski na 10 przejazdów 300
zakupy na dworcu Jarosławskim (piwo + woda + sok) 130
25-29.05 KOLEJ TRANS-SIB
wagon restauracyjny (2x herbata + pelmeni po carsku) 325
zakupy na stacjach (naleśniki, chleb, słodycze) 180SUMA 42240
http://agrafkaisznurek.blogspot.com/2014/05/powoli-mozemy-podsumowac-przejazd-przez.html
RedakcjaModeratorDorota i Bartek 29.05
Wczoraj nie mieliśmy szczęścia i nie dotarliśmy na wyspę Valaam. Najwcześniejszy autobus z Pietrozawodska przyjeżdża do Sortawali o 11:45, czyli o jakąś godzinę za późno. Nie oznacza to jednak, że dzień zaliczyliśmy do straconych. Na przystani zaczepił nas kapitan jednego z kutrów. Szukał od sześciu do ośmiu chętnych, co stanowiło minimum opłacalności do wypłynięcia na otwarte jezioro. Cena trochę wyższa, niż za rejsowy wodolot lub statek, ale nie na tyle, żeby nie wziąć jej zupełnie pod uwagę, tym bardziej, że kuter okazał się później całkiem fajną motorówką. Zostawiliśmy zatem złowieni i czekaliśmy, aż za haczyk pociągną kolejne dwie parki albo jakaś grupka zainteresowanych.
W między czasie zostaliśmy przekazani pod opiekę innego kapitana. Kwadrans mijał za kwadransem, a my wciąż na schodkach baru, zamiast zachwycać się z pokładu łódki przyrodą dziesiątek wysepek. Tymczasem, poruszyliśmy z nowym kapitanem kwestię możliwości noclegów w Sortawali. W planie był namiot gdzieś w lesie pod miastem, ale asekuracyjnie myśleliśmy o kwaterze u miejscowych. Rozmowa okazała się cennym krokiem. Leonid obdzwonił pół miasta. Ceny okazały się wprawdzie powyżej oczekiwań – za stówkę złociszy od łebka można przebierać w kwaterach nad Morzem Śródziemnym – nie mniej, finał całej sytuacji zakończył się miłym zaskoczeniem i pociągnął za sobą jeszcze przyjemniejsze konsekwencje, a sam Leonid zaproponował rozbicie namiotu na swoim podwórku. Valaam zatem dzisiejszego dnia nie wypaliło. Dostaliśmy jednak w zamian możliwość noclegów bez opłat, a wisienką na torcie stała się propozycja Leonida wspólnego odwiedzenia wodospadów Ruskeala i marmurowego kanionu, co też po wspólnym posiłku niezwłocznie uczyniliśmy.
Motorówka ruszyła następnego dnia o 9:00 rano. Na pokładzie my, kapitan i rodzina z Pitera. Przed nami około czterdziestu kilometrów jeziora, co ja na jego rozmiary jest zaledwie niewielkim tripem. Po drodze mijaliśmy urokliwe wysepki z okazałymi daczami, w tym wiele należących do dostojników państwowych Rosyjskiej Federacji. Jest też dacza prezydenta Putina, którą podobno sprezentował swojej córce i tylko ona tam zagląda. Jest też zakątek, gdzie pomiędzy skałami wygrzewają się czarne jak smoła Tiulenie, czyli endemiczne foki, zwane przez miejscowych „nerpami ładożskimi”.
Na horyzoncie pojawia się wyspa z dwiema strzelistymi wieżyczkami, z których jedna zaczyna po chwili połyskiwać złoceniami kopuły. Tak wita nas skit Nikolski, a razem z nim cała wyspa Valaam. Z przystani po schodkach dotarliśmy do błękitnego i zarazem najważniejszego na wyspie, skitu Prieobrażeńskiego. Zaraz za nim jest droga, w którą należy skręcić w lewo i kierować się wzdłuż muru. Droga prowadzi przez las i jakieś cztery drewniane mostki, łączące mniejsze wysepki i kończy się urwiskiem tuż przy usytuowanym w tym miejscu skicie Nikolskim. Na wyspie znajduje się jeszcze pięć wartych obejrzenia zabytkowych skitów, do których jednak nie dotarliśmy ze względu na ograniczony czas i zasobność rubli w portfelach (pozostały skity znajdują się w odległości kilku kilometrów od przystani w głębi wyspy, trzeba więc korzystać z taksówki albo kutrów, a motorówka czeka tylko trzy godziny).Na wyspie aż roi się od fantastycznych alejek, ukrytych wśród starych sosen i świerków, co tworzy baśniową scenerię. Można też tutaj z łatwością znaleźć wiele genialnych zacisznych zakątków. Zatopione w wodzie skały zachęcają do kąpieli słonecznej albo brodzenia w płytszych miejscach. Przy nodze znikąd pojawi się nagle puszysty valaamski mruczek. A turystów w maju jak na lekarstwo.
Autor: Dorota i Bartek , blog: agrafka i sznurek, czyli (etno)wyprawa drogą lądową i morską
RedakcjaModeratorTym razem zdjęcia podziemi prezentowane są na wystawie w:
Szczecińskie Podziemne Trasy Turystyczne.Jak piszą gospodarze obiektu: Wystawa jest atrakcyjna, zwraca uwagę odwiedzających.
Zapraszamy do Szczecina na wystawę i do zwiedzania schronu przeciwatomowego, który jest wyjątkowo udostępniony do zwiedzania w czasie pokoju.
.Opis 63 podziemi zawartych w najnowszej mapie
Podziemne Atrakcje Turystyczne w Polsce
http://www.klubpodroznikow.com/ksiazka/1725-podziemne-atrakcje-turystyczne-w-polsce.
Attachments:
RedakcjaModeratorPiękny poranek w Tatrach …
.Attachments:
RedakcjaModeratorPrzed slajdami Mieszka Stanisławskiego, była duża dawka fachowych informacji istotnych dla turystów przed wakacyjnymi zakupami. Na pierwszy ogień poszła odzież wierzchnia. O membranach, warstwach, materiałach i wodoodporności dowiedzieliśmy się wszystko. Przed kolejnym slajdowiskiem tematem będzie obuwie.
..
Prezentacja Mieszka StanisławskiegoAttachments:
RedakcjaModeratorTak to wygląda na stronie Dziennika Polskiego:
http://www.dziennikpolski24.pl/artykul/3447223,pasjonaci-posprzatali-pasmo-babiej-gory,id,t.html
KRKinfo także :laugh: https://www.facebook.com/krkinfo?ref=stream
RedakcjaModeratorKraków wycofuje się z walki o igrzyska – taką informację podała Monika Chylaszek, rzecznik magistratu.
Zimowych igrzysk olimpijskich w Polsce nie będzie. – Musimy wycofać kandydaturę, bo to jest jeden z fundamentalnych warunków, jakie stawia Międzynarodowy Komitet Olimpijski: poparcie społeczne
Teraz jeszcze tylko czas na ciche premie dla niedoszłych organizatorów :woohoo:
-
AutorWpisy

