Odpowiedź forum utworzona
-
AutorWpisy
-
RedakcjaModeratorSzybko idzie !!! 314 Wspierających, 30800 zł z całkowitej kwoty jaką oczekiwał Adam, czyli 20000 zł, 18 dni do zakończenia projektu ! rewelacja !!!
Klub Podróżników Śródziemie patronem medialnym wyprawy !
To będzie gorący okres na przełomie i początku nowego roku.
RedakcjaModeratorI tym optymistycznym akcentem, jesień pożegnała się z Tatrami. Od 3 dni dosypuje śnieg a temperatury spadają znacznie poniżej zera. Teraz trzeba przeczekać najgorszy okres przejściowy, gdy warunki na szlakach są wybitnie trudne. Kamienie pokryte cienką warstwą lodu i to przysypane śniegiem. Żadne raki czy najlepsze buty w takich warunkach nie pomogą i nie uchronią przed poślizgnięciem i …
Tak wyglądają Tatry w czwartkowy poranek 20.11.2014.
http://kamery.topr.pl/
.Attachments:
RedakcjaModeratorTen sylwester to już przeszłość sprzed roku 🙂 2014/2015 imprezujemy pod zamkiem w Korzkwi. Temat i pełne info w innym wątku. Zapraszamy.
RedakcjaModeratorNo i mamy farciarza zwycięzcę :laugh: a właściwie farciarę.
Aneta Kołodziejska będzie mogła zabrać na zwiedzanie kopalni w Bochni jeszcze 3 osoby.
Karnet na zwiedzanie dla 4 osób jest do odbioru po uprzednim kontakcie mailowym: [email protected]
gratulujemy !
RedakcjaModeratorSpotkanie w sprawie Sylwestra w poniedziałek o 21.00 (po slajdowisku) w „Planetarium”.
Prowadzi i szczegółowych informacji udziela RAVEN – Rafał.
Mimo że za oknem nie ma śniegu, to jednak do sylwestra pozostało już niewiele czasu. Temat pilny !
RedakcjaModeratorPełna fotorelacja z 3 dni poprzedniej edycji imprezy na Turbaczu:
https://klubpodroznikow.com/forum/43-gory-i-wspinaczka/9635-ruszyy-zapisy-na-v-edycj-wintercamp
RedakcjaModeratorAlex Huber gościem 12. Krakowskiego Festiwalu Górskiego
W sobotni wieczór, 6 grudnia 2013 roku na scenie 12. Krakowskiego Festiwalu Górskiego wystąpi jeden z najwybitniejszych wspinaczy na świecie – Alexander Huber. Będzie to jego druga wizyta w Krakowie, na KFG gościł równo 10 lat temu.
Rocznik 1968, urodzony w Trostbergu w Bawarii, z wykształcenia fizyk, z zawodu profesjonalny wspinacz. Pasją wspinania zarażony od najmłodszych lat, podobnie jak dwa lata starszy brat Thomas. A wspinaczkowego bakcyla zaszczepili w synach rodzice, zwłaszcza ojciec, znany z szybkich przejść alpejskich, między innymi jednodniowego przejścia północnej ściany Les Droites.
Alex Huber w trakcie wyprawy na Latok II (fot. huberbuam.de)

Alexander Huber to z pewnością jeden z najwybitniejszych naszych czasów. Gdziekolwiek nie spojrzeć – krótkie drogi sportowe, wielowyciągowe ekstremy, niesamowite solówki, bicie rekordów czasowych w Yosemite, pierwsze klasyczne przejścia wielkich dróg na El Capitanie, ekspedycje górskie – tam z pewnością znajdziemy ślad działalności Hubera. Do tego charyzma, perfekcjonizm w planowaniu celów, niesamowita wytrwałość i konsekwencja w ich realizowaniu, no i nietuzinkowa osobowość. Szukanie granic możliwości fizycznych i psychicznych, a przy tym świadomość ceny ryzyka i nieprzekraczanie pewnych barier.
Dorobek Niemca jest imponujący. Jeszcze w latach 90. wytycza serię skalnych ekstremów, do dziś rzadko chodzonych. Wycenia je ostrożnie, część z nich doczeka się później awansu w drabince trudności. Najsłynniejsza jest Open Air w Schleierwasserfall. Pierwotnie oceniona przez Alexa na 9a, później podniesiona przez Adama Ondrę na 9a+. Tym samym powstaje prawdopodobnie pierwsza 9a+ na świecie.
Alex Huber na „Open Air” 9a+ (fot. huberbuam.de)

Osobny rozdział to niesamowite przejścia free solo, na czele z 500-metrową Hasse-Brandler na Cima Grande (VIII+), którą Huber przesolował w 2002 roku. W górach Niemiec soluje później jeszcze m.in. południową ścianę Dent du Géant (2006) i Drogą Szwajcarską na Grand Capucin (2008).
Wiele rzeczy dzieje się u Hubera równolegle. Już w latach 90. gra pierwsze skrzypce w Dolinie Yosemite. Zaczyna od uklasycznienia Salathé Wall (5.13b) w 1995 roku, potem jest Freerider (5.12d) – 1998, dalej Golden Gate (5.13a) – 2000 i Zodiac (5.13d) – 2003.
Do Doliny Huber z bratem Thomasem wraca wielokrotnie, nie tylko po przejścia klasyczne, ale także po rekordy czasowe. W roku 2004 przebiegają Zodiaca w 1h 51 min i 34 sek. W 2007 roku pokonują legendarne The Nose w 2h 45 min i 45 sek, pobijając o 3 minuty rekord Yuji Hirayamy i Hansa Florine’a z jesieni 2002 roku.
Kolejny rozdział – „Góry”. Znów cofamy się do lat 90. Rok 1997 to pierwsze wejście zachodnią ścianą na Latok II (7108 m) – drogą Tsering mosong (VII+ A3+) w zespole z Thomasem Huberem, Tonim Gutschem i Conradem Ankerem (jest to zarazem drugie w ogóle wejście na szczyt). Rok 1998 wejście na ośmiotysięcznik Cho Oyu (8201 m) drogą normalną, rok 2002 ekspedycje patagońskie – Fitz Roy, Cerro Torre i Cerro Standhardt.
W 2006 roku Alexander Huber ze Stephanem Siegristem wytyczają nową drogę na Aguja Desmochada (2650 m) w Patagonii. Dwa lata później Alex i Thomas Huberowie wspólnie z Siegristem dokonują szeregu wejść na szczyty Ziemi Królowej Maud na Antarktydzie, w tym pierwszego wejścia zachodnią ścianą Holtanna. Rok później jadą na Nameless Trango Tower w Karakorum uklasycznić Eternal Flame.
W roku 2012, tym razem z Mario Walderem wyruszają na Ziemię Baffina, by jako pierwsi przejść klasycznie Bavarian Direct (VII A3), drogę wytyczoną w 1996 roku na południowej wieży Mount Asgard przez ich bawarskich przyjaciół – Christiana Schlesenera, Mani Reichelta, Toniego Grada, Lucka Guscelliego i Markusa Bruckbauera. Wyprawa kończy się sukcesem, powstaje Bavarian Direct-Belgarian 5.13b/8a+.
Do historii przeszły wielkie drogi wielowyciągowe Hubera, głównie te w Dolomitach. Zimą 1999 roku Niemiec wytycza samotnie Bellavistę (7b A4) na północnej ścianie Cima Ovest, dwa lata później uklasycznia linię wyceniając jej kluczowy wyciąg na 8c. Sześć lat później Tre Cime di Lavaredo, a dokładnie Cima Ovest, znów staje się areną klasycznego przejścia. Huber pokonuje „Dach Świata”. Powstaje Pan Aroma 8c (stara hakowa linia Szwajcarów Gerda Baura oraz braci Waltera i Ericha Rudolphów z 1968 roku). Zaledwie rok wcześniej, w 2005 roku, Niemiec odhacza 420-metrową Drogę Petita 8b na wschodniej ścianie Grand Capucin (1997 rok, Arnaud Petit, Stéphanie Bodet).
Kolejne lata to seria wielowyciągowych ekstremów, otwieranych od dołu[!] z bardzo oszczędną asekuracją, co jest zresztą znakiem firmowym Hubera. W 2010 roku powstaje między innymi Donnervogel 8b na wschodniej ścianie Grubhörndls w Sonnwendwand, wytyczona wspólnie z Guido Unterwurzacherem. Ale tą najcenniejszą dla Niemca okaże się poprowadzona we wrześniu 2012 roku Nirvana 8c+.Najnowszą wielowyciągową drogą Hubera jest Wetterbock 8c na Wetterbockwand w Alpach Berchtesgadeńskich. Wytyczona przez Niemca samotnie jesienią 2013 roku, pokonana przez niego klasycznie 18 września br. (w zespole z Michim Althammerem).
Attachments:
RedakcjaModeratorJeden z kilku takich weekendów w Tatrach, gdy cała Polska rusza na szlaki. Przez dwa dni wędrówek począwszy od Siwej Polany, poprzez schronisko na Polanie Chochołowskiej, dalej przez Grzesia , Rakoń, Wołowiec i powrót, nie spotkałem ani jednego pracownika TPN. Zero aktywności Straży Parkowej. Zero jakiegokolwiek zainteresowania ze strony TPN.
Pomijając tragiczny widok po halnym, który przeszedł prawie przed rokiem i ciągle zwożone kłody drewna (masakrując przy tym spory kawał parku). To co w jeden dzień można tam zobaczyć to żenada.
Samochody są wszędzie. Psy to już prawdziwa plaga, a śmieci leżą sobie na całej długości doliny nie niepokojone przez nikogo.
Rowerzyści robią sobie przejazdy grzbietem od Grzesia na Rakoń, co widać na świeżych śladach.
Ognisko w lesie w Chochołowskiej ? jaki to problem ? A Że jest to PARK NARODOWY to górali to nie obchodzi…
Brawo TPN i Straż Parkowa !!!
Zdjęcia z niedzieli i poniedziałku 9-10.11.2014
..
Dorodny wilczór spotkany w nocy… jaka była by Wasza reakcja ?.
Ślady rowerów na Długim Upłazie pomiędzy Grzesiem a Rakoniem.
Baca jakę kurzy ? nie, to ognisko w środku lasu na terenie TPN ….
Znaki jasno i wyraźnie informują o zakazie wprowadzania psów na teren TPN
Śmieci leżące na każdym kroku. Czyżby TPN czekał na kolejną akcję sprzątania przez wolontariuszy ? To nie są śmieci z jednego czy dwóch dni. Żenada w ciapki…Attachments:
RedakcjaModeratorHalny zrobił swoje i wywiał śnieg a deszcz spłukał resztki. Mimo kiepskiej pogody w Tatrach i błota na szlakach, wszystkie schroniska nabite na full. Długi weekend zachęcił wiele osób do wypadu w Tatry.
Przy takiej pogodzie niedźwiedzie także nie chcą jeszcze spać, o czym należy pamiętać chodząc dolinami po zmroku.
http://kamery.topr.pl/
.Attachments:
RedakcjaModeratorWojciechu, ok 14,30 zabieram Stokosia z ok Kleparza. Jadę z Mogilskiej więc jak Tobie gdzieś po drodze to śmiało.
Nawet gdyby pogoda nie dopisała to mamy plan „B” na grilla :laugh: Na łonie natury a jednak pod naturalnym „dachem”. Jest grill i jest brykiet. resztę zorganizujemy po drodze.
RedakcjaModeratorJak na razie jestem ja, Jurek S., Raven z córką, Beata i Wojtek, czyli 6 osób.
Opcją jest też zapakowanie grilla i sprzętu i podjechanie w dowolnie wybrane miejsce, by w końcówce jesiennej pogody posmażyć to i owo.
RedakcjaModeratorWalka (przegrana) jeszcze trwa.
A to jeden z tekstów na jaki natrafiłęm w sieci:[i]”Tak pracuje ekipa prezydenta Majchrowskiego.
„Kraków to bardzo małe miasto. Nie wierzycie? To zobaczcie.
Sprawa Fortu Bronowice gości na naszych łamach od ponad roku i jak nic innego pokazuje, że nasze miasto, choć ma milion mieszkańców, to w rzeczywistości jest malutkie.
Bo z tym Fortem to jest tak:
Większość terenu wokół niego i sam fort do niedawna było własnością Agencji Mienia Wojskowego. Na jej czele stoi Grzegorz Stawowy, który jednocześnie jest radnym PO i przewodniczącym komisji planowania przestrzennego Rady Miasta Krakowa.
Do niedawna działki były uznawane za teren wojskowy i stanowiły tzw. zieleń przyforteczną. Zmieniono to w nowym Studium. Teraz są to działki przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową. Prace nad nowym Studium to zajęcie bardzo odpowiedzialne, dlatego zajmowały się tym osoby najbardziej kompetentne, gdy chodzi o planowanie przestrzenne miasta. Przede wszystkim radny PO i przewodniczący komisji planowania przestrzennego RMK Grzegorz Stawowy, który jednocześnie jest dyrektorem małopolskiego AMW oraz Elżbieta Koterba, która jest zastępcą prezydenta Jacka Majchrowskiego ds. Rozwoju Miasta Krakowa. (Było nawet i tak, że mieszkańcy, którym plan zabudowy się nie podobał i chcieli parku, chodzili do Elżbiety Koterby z prośbą o interwencję i wpłynięcie na dyrektora AMW.)
Ponieważ Miasto nie chciało wykupić tego terenu, bo – tak mówiono – nie miało pieniędzy, a poza tym miało nie być warto, bo podobno nie ma tam zieleni, to AMW na czele którego stoi dyrektor Grzegorz Stawowy, który jest jednocześnie radnym PO i szefem komisji planowania przestrzennego RMK, podzieliła swoją działkę na mniejsze parcele i w roku ubiegłym oraz pierwszej połowie bieżącego sprzedała większość tego terenu firmie ECHO Investment, która w Krakowie buduje bardzo dużo oraz chętnie, a posiada też np. budynek Hotelu Cracovia.
ECHO oczywiście chce na ta tym terenie budować, a nie robić park. Dlatego deweloper, który kupił działki wystąpił do Miasta o wydanie warunków zabudowy dla pierwszej z kupionych działek. Nie załatwia jednak takich spraw sam. To jasne. Jakbym miał tyle pieniędzy to w ogóle nic nie załatwiałbym sam. Wystąpił przez pełnomocnika, którym jest Biuro Rozwoju Krakowa i Sebastian Chwedeczko. BRK to firma, której prezesem przez wiele lat była Elżbieta Koterba, ale już nie jest. I dobrze, bo to byłby konflikt interesów. Dziś takiego konfliktu już nie ma, a BRK – tak w każdym razie wynika z KRS, a przyznawała to też sama Elżbieta Koterba, gdy w czasie wakacji i w związku z jednym z miejskich zleceń pytał ją o to lovekrakow.pl – należy w większości do jej męża Kazimierza Koterby oraz syna Sebastiana Chwedeczko.
I co? Prawda, że małe miasto?
Tomasz Borejza”
Krowoderska.pl[/i]
RedakcjaModeratorJuż było tak ładnie i tak blisko zakończenia prac na tym odcinku…
Był ładny asfalt i brakowało tylko kawałka chodnika a tu nagle …
Ekipa zerwała nową nawierzchnię od Ronda Mogilskiego aż do Policji…
.Attachments:
RedakcjaModeratorNo i zrobiło się całkiem biało. Na Kasprowym całkiem sporo śniegu.
Co prawda do wiosny zostaje dopiero trzeci śnieg, ale już nie ma co liczyć na powrót słonecznej jesieni bez śniegu.
Teraz można już szykować narty, raki i ciepłe ubrania na wyjścia w Tatry.
http://kamery.topr.pl/
.Attachments:
RedakcjaModeratorSzczur, słonie i portret Ho Chi MinhPrawie każdy je ma, ale nie każdy się do nich przyznaje.
Talizmany, amulety, słoniki, maskotki na szczęście.
Przydają się i zyskują na wartości zwłaszcza w podróży, kiedy jesteśmy daleko od DOMU, bliskich i naszej bezpiecznej swojskości. My, choć nigdy o talizmanach „na szczęście” nie myśleliśmy, ostatnio zdaliśmy sobie sprawę, że mamy ich całkiem sporo – wszystkie zostały nam podarowane przez bliskich, przyjaciół lub osoby poznane gdzieś na naszej drodze.Dla mnie najważniejsze są przede wszystkim drobiazgi, które miałam jeszcze zanim wyruszyliśmy: obrączka, pierścionek i wisiorek od Mamy (ten ostatni podarowany specjalnie na podróż). Może nie są to talizmany w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale dla mnie mają wartość ogromną. Nigdy ich nie zdejmuję i chcę zawsze czuć, że je mam na sobie. Inna rzecz, która została mi wciśnięta na rękę tuż przed odjazdem pekaesu do Sankt Petersburga była bransoletka od przyjaciółki, którą też zawsze mam przy (na) sobie.
Od momentu wyjazdu uważamy się za szczęściarzy, jeśli chodzi o różne zbiegi okoliczności i napotkanych ludzi. Od nich też, nie raz i nie dwa, dostawaliśmy różne drobiazgi z życzeniami powodzenia w dalszej podróży. Sądzę, że wielu z nich nawet nie zdaje sobie sprawy, że te ich podarunki przechowujemy niczym relikwie.
Pod względem różnorakich prezentów, Rosja chyba najbardziej nas rozpieszczała – do tego stopnia, że po niespełna trzech tygodniach, musieliśmy wysłać paczkę do Polski! Jednym z miejsc, które wspominamy najmilej jest niepozorny Pietrozavodsk, czyli stolica Karelii. Tam, na jednej z imprez dostaliśmy dwa malutkie słoniki od Katii, koleżanki naszej kochanej Nastii z CS. Od tej ostatniej dostaliśmy książeczkę autorstwa Antona Krotova pt. (w wolnym tłumaczeniu) „Akademia swobodnego podróżowania”. Po przeczytaniu jej od deski do deski w kolei transsyberyjskiej, przekazaliśmy ją dalej, Annie – kolejnemu aniołowi z CS. Uznaliśmy, że zarówno jej jak i jej dziewięcioletniemu synowi, Wołodii, to „ABC podróżowania” przyda się tak samo jak nam. Trzeba jednak zaznaczyć, że upominki przekazujemy ostrożnie, tzn. nigdy ich nie zostawiamy byle jak, byle komu i byle gdzie.
W Laosie, od poznanych tam zakręconych rowerzystów, Kasi i Piotra, dostaliśmy na szczęście kilka banknotów wietnamskich i kambodżańskich. Nie wydaliśmy!
Nawiasem mówiąc, z wietnamską walutą, wiąże się jeszcze jedno fajne wspomnienie. Po przyjeździe z Laosu do Thang Hoa w Wietnamie, wylądowaliśmy późnym wieczorem na wylotówce z miasta, zmuszeni do łapania stopa, bo, wbrew temu co mówił nasz przewodnik, nie było już tego dnia ani autobusów, ani pociągów do Hanoi. Bez zbytniego przekonania, Bartek zaczął machać do przejeżdżających ciężarówek i nie minęło 10 minut, kiedy zatrzymał się facet, przewożący tony dragon fruitów:) Tym razem z nim dojechaliśmy do samej stolicy. Traf chciał, że do Wietnamu wjechaliśmy dokładnie w Święto Niepodległości i wszędzie było mnóstwo flag i plakatów z Ho Chi Minhem. Na tę okazję nasz kierowca podarował nam banknot 10 000 wietnamskich dongów (ok. 1,5 PLN), z którego spoglądał na nas ojcowskim wzrokiem Wielki Wódz. Uznaliśmy, że to dobry talizman na przejechanie Wietnamu z północy na południe, z Hanoi do Ho Chi Minh właśnie, autostopem. Trzeba przyznać, że była moc!
Podobna nieco historia miała miejsce zaraz po przekroczeniu granicy kambodżańsko-tajskiej. Mianowicie, zaraz za punktem kontroli, zatrzymał się sympatyczny Taj (także kierowca ciężarówki). Nie tylko podwiózł nas 100 km w stronę Bangkoku, ale jeszcze kupił nam bilety na autobus do samej stolicy, bo sam zjeżdżał z głównej trasy. O tej historii już zresztą pisaliśmy. W każdym razie, kupione przez niego bilety skrzętnie przechowujemy w portfelu. Może też dzięki nim od Bangkoku do Malezji przejechaliśmy ponad 1000 km autostopem ze wspaniałymi ludźmi?
Historia lubi się powtarzać, bo zaraz po wjeździe do kolejnego kraju, Malezji, mieliśmy podobny przypadek. Pierwsze zatrzymane auto za granicą (tym razem osobówka z czteroosobową rodziną) pozwoliło nam pojechać 50 km dalej. Siedzieliśmy na tylnym siedzeniu, obok sześcioletniego chłopca, który własnoręcznie plótł bransoletki. To była tzw. krótka piłka: „Hi, this bracelet is for you” – powiedział młody i po prostu włożył mi ją na rękę, jak tylko wsiedliśmy.Dla porządku, musimy jeszcze wspomnieć o naszej ulubionej maskotce, czyli szczurze z IKEA, który jednakże odłączył się od wycieczki gdzieś w mongolskich górach…
Autor: Dorota i Bartek , blog: agrafka i sznurek, czyli (etno)wyprawa
.Attachments: -
AutorWpisy



