Jest taki kraj w Azji nazywa się Birma, Burma, Myanamar i pewnie jeszcze jakoś inaczej także. Kraj jest duży, żyją w nim ludzie z bardzo wielu narodów lub plemion oczywiście kilku, co najmniej religii, niestety rząd mają dość paskudny nie szanuje praw człowieka i słabo dba o kraj. Aktualnie dogasa kilkanaście lokalnych konfliktów, kraj jest czołowym exportem opium, ale dla turysty to jeden z najbezpieczniejszych miejsc taki paradoks nie jedyny zresztą. Przy wymianie waluty spotkamy znajome z czasów ORL postacie cincirzy którzy próbują nas oszukać podobnymi metodami, facecie chodzą w sukienkach takie egzotyczne dla nas klimaty zapewnione. Na jesieni 2009 decydujemy sie na podroz do tego wlasnioe kraju.
22
24.05. godz. 19.00
Barbara Ramijan
Birma
Klub Podróżników „Śródziemie” Kraków pl. Wszystkich Świętych 8
W polowie lutego br roku nasza podroz rozpoczyna sie lotem do Bangkoku, skad udajemy sie juz do Birmy-Jangoonu.
Na lotnisku dluga kolejka do kontroli paszportowej i nastepnie szukamy lotu do Sittwe. Jako pierwszy punkt niestandardowo chcemy zobaczyc Mrauk U – oddalone miasteczko i okoliczne wioski z ruinami mnostwa „stop”. Samo dostanie sie w to miejsce jest juz nie mala przygoda i calkiem kosztownaJ jak sie pozniej okaze jest to nasz najdroszy punkt wyprawy – ale wart swojej ceny. Swiatynki, rozbiegane usmiechniete dzieciaki biegajace za nami i krzyczace bye, bye. I cudne widoki.
Kolejny punkt wyprawy to wyjazd do Kalaw skad udajemy sie na trzydniowy trek. Piekne widoki, ponad 50 kilometrow gore i dol, upalne godizny na nieoslonietych polach, wzgorza, male wioski po drodze – w jendej nocujemy w chacie u wodza, a w drugiej w klasztorze buddyjskim. Niezapomniane widoki i obtarte stopy beda nam towarzyszyc jeszcze przez kilka dni.
Inle Lake do ktorego przydreptalismy na trzeci dzien. Widoki po horyzont, mikroskopijne lodeczki, plywajce wioski, ogrody i na koniec piekny zachod slonca. A do tego warsztaty tkactwa, papieru, kobiety z dlugimi szyjami i inne lokalne atrakcje. Nad Inle Lake udaje sie nam troche odpoczac, pozwiedzac okolice, poznac bardzo milego i goscinnego buddyjskiego mnicha oraz sprobowac lolanych przysmakow.
Stad udajemy sie do Mandalay gdzie spedzimy najbardziej aktywne trzy dni-mnottwo zwiedzania, zabytkow – wielka Pagoda, drewniane klasztory buddyjskie, zamek krolewski i tysiace schodow na wzgorze Mandalay na zachod slonca. Tu spotykamy tez po raz pierwszy typowych zachodnich turystow w szpilkach, bialych koszulach i z pelnym makijazemJ.
Mandalay jest naszym ostatnim wspolnym miejscem, nastepnie jedna dwojka wraca juz do Bangkoku, a druga dwojka udaje sie do Bagan. Bagana miasto tysiac stop –piekne widoki, mili ludzie i tysiace zabytkow. Jangoon – obowiazkowy przystanek w drodze powrotnej Pagoda Shi…., Zlota skala buddy – wiszaca majestatycznioe nad przepascia – jakby trzymala sie na wlosku.
Chcemy sie podzielic opowiesciami o miejscach, kulturze, jedzeniu a przede wszystkim o ludziach radosnych i usmiechnietych, choc czesto zyjacych w nedzy. Taki krotki przystanek od codziennosci. Zapraszamy.
poprzednie wpisy
