No tak, nie każdemu musi się tu podobać. Nie każdym autem uda się dojechać, zimą bywa, że nie wystarcza nawet 4×4, łazienki po odbudowie są już w każdym pokoju, ale ściany nierówne, prawie z surowego drewna. O ulubionych serialach można zapomnieć, bo telewizji tu czemuś nie ma. Nawet do sklepu nielekko – trzy kilometry, a na powrocie pod górkę jeśli nie wierzchem lub autem, to zadyszka pewna. Dla jednych to za wiele, ale inni powiedzą, że to właśnie tworzy magię Schroniska. Tak czy inaczej, do Schroniska trafia pewien rodzaj ludzi. Czy myślisz o sobie, że jesteś jednym z ludzi-kwiatów, czy nie, w Schronisku pewnie tak się poczujesz. Może dlatego, że, jak przystało na Bieszczady, Schronisko jest daleko poza zasięgiem prozy życia.

Do Schroniska sięgają pastwiska dla koni, a niedługo tu, na grzbiecie, przy Schronisku stanie też drewniana, łemkowska stajnia, co pozwoli tym, którzy dotrą tu wierzchem, znaleźć wytchnienie również dla swych rumaków. Kto wierzchowca nie posiada, a jest ciekaw jazdy, może dosiąść jedną z naszych pięciu ślicznotek, które popasają w okolicy. Zimą, jeśli nie są na wybiegu i nie biegają w kuligu, to czekają na okazję do poganiania w swojej stajni na dole. Wszystkie z naszych klaczy spodziewają się niedługo maleństw, więc uciech jeździeckich i nie tylko – będzie z czasem przybywać.


