Czekan i raki w górach – właściwe zastosowanie
Zbędny gadżet czy ważny element wyposażenia w górach ? Wyjaśniamy jego znaczenie i sposób użycia.














opracowanie & foto Albin Marciniak
Zbędny gadżet czy ważny element wyposażenia w górach ? Wyjaśniamy jego znaczenie i sposób użycia.














opracowanie & foto Albin Marciniak
Wyjątkowa atrakcja w Rumunii ale i także w Europie, jaką warto wpisać na swojej trasie zwiedzania tego jakże uroczego i różnorodnego kraju. Zazwyczaj sól oglądamy w kopalni, głęboko pod ziemią, a tutaj jedziemy solnym wąwozem. Możemy także zdobyć solną górę, wdrapując się na jeden z wielu wierzchołków. Można także wejść do jednej z wielu solnych jaskiń. Żelazny punkt programu dla wielu osób zwiedzających Rumunię. Obok Kopalni soli w Turdzie „Turda Salina”, Rezerwat „Żywego ognia” czy Wulkany Błotne, to wyjątkowa atrakcja przyciągająca coraz więcej osób, poszukujących czegoś więcej niż tylko ciekawe muzea i dobre restauracje. Niedaleko miejscowości Mânzălești położony jest płaskowyż Salt plateau Meledic. To część Gór Solnych ( Munte de Sare) na trasie z Mânzălești do Lopatari.

Băzuul ma miejsca, które każdy miłośnik geografii musi odwiedzić przynajmniej raz w życiu. Jednym z nich jest miasto Manzaleshti. Co jest takiego specjalnego w północnej części Meledic Salt Canyon w północnym Buzau?

Ogromne góry solne, które umieściły miasto na turystycznej mapie Rumunii. Sól zwykle spotyka się w kopalni, głęboko pod ziemią, a tu przechodzimy przez solny wąwóz. Do solnej góry możemy też dotrzeć, wspinając się na jeden z wielu szczytów. Przepływający potok oraz padające deszcze utworzyły także jaskinie we wnętrzach tych gór do których wejścia osłonięte są fantazyjnymi naciekami solnymi.





Wieś leży nad potokiem Slănic, który jak wskazuje jego nazwa, także jest słony.















Odwiedzając wiele miejsc w Polsce jak i w Europie staram się spróbować lokalnych specjalności. Wybierając się na weekend w górach lub dłuższy pobyt, nie tylko w Europie ale także w górach Azji czy Afryki, zaglądam do schronisk, nawet jeżeli nie mam potrzeby nocowania w danym obiekcie. Skosztowanie lokalnych potraw jest niemalże obowiązkiem, by lepiej poznać i poczuć klimat miejsca i regionu. To daje mi także niemal pewność co do naszych specjałów a jednym z nich jest szarlotka. To pozwala mi nawet na stwierdzenie, że jadłem prawdopodobnie najlepszą szarlotkę w Europie.
Tutaj może wywiązać się wręcz narodowa dyskusja o tym kawałku kruchego ciasta nadziewanym jabłkami, kto i gdzie piecze najsmaczniejszą. Od Bałtyku po Tatry serwowana szarlotka, została stworzona przez francuskiego cukiernika Marie-Antoine’a Carême’a, który przygotował ją dla cara Aleksandra I, a nazwał na cześć Aleksandry Fiodorowej, noszącej przydomek Charlotty Pruskiej, stąd nazwa właściwa to właśnie szarlotka.
.

W internecie aż roi się od kulinarnych przepisów i zachwalań że akurat ta a nie inna jest najlepsza. Ja jednak wiem swoje. Dlaczego? Ano dlatego że jak wcześniej wspomniałem, miałem okazję skosztować jej w bardzo wielu miejsca i to w najróżniejszych wariacjach szefa kuchni i stwierdzić mogę z pełnym przekonaniem że najprostsza i najsmaczniejsza jest niezmiennie od wielu lat w Pięciu Stawach w naszych Tatrach. Oczywiście nie bez znaczenia jest także samo miejsce, bo zajadając jeszcze ciepłe ciasto, mając wokoło góry i ciszę… nie sposób porównać tego doznania do innej szarlotki podanej choćby na złotym talerzyku w Pałacu Buckingham.
.

Jak przekonuje Marta Krzeptowska, prowadząca schronisko wraz siostrą Marychna, w Pięciu Stawach nieustająco od 1932 roku na stołach króluje taka sama szarlotka, pieczona wedle starej receptury babci. Proste, pyszne i zawsze świeże ciasto jest naszym i naszych turystów najbardziej lubianym deserem.
Nie można się z tym nie zgodzić, bo odwiedzając to schronisko od blisko 40 lat, pamiętam czasy gdy była jeszcze sala z kominkiem a w kuchni wielki piec opalany drewnem. Już wówczas obok bigosu królowała szarlotka. Teraz siedząc na jadalni i przyglądając się turystom stojącym przy okienku, najczęściej zamawianym daniem jest także szarlotka. Przypadek? …
.

Aby nie być stronniczym, pokusiłem się nawet o mini sondaż pośród innych turystów zamawiających szarlotkę. Wszyscy byli zgodni że jest to pyszne ciasto a w połączeniu z miejscem, tworzą duet idealny.
.

Mimo mroźnego dnia, wiele osób korzystało ze słonecznej pogody i desery konsumowane były na tarasie. Jadalnia ma swój klimat ale widoki na zewnątrz zawsze wygrywają i nie sposób z tym dyskutować.
.

No dobra. Tak wychwalam to miejsce i szarlotkę, więc może czas na konkrety, kto, co, jak i dlaczego, by wyjaśnić wyjątkowość tego ciasta. Jak dowiedziałem się w schroniskowej kuchni, do wypieku szarlotki nie są dopuszczani wszyscy a jedynie wybrańcy, gdzie poza doskonałą znajomością receptury mają także pasję i to coś… Przez ostatnie 10 lat szarlotkę przygotowywała i wypiekała Natalia Talar.
.

Natalia Talar
.
Aby móc czasami zejść w doliny i wyjechać na urlop, wybrany został pomocnik a obecnie następca Natalii w tym odpowiedzialnym zadaniu,. Od ok dwóch lat „Szarlotkę Pięciostawiańską” wypieka Janusz Kadłubiak.
Sezonowo towarzyszą szarlotce pięciostawiańskiej ciasto z rabarbarem na wiosnę, ciasto z borówkami w lecie, a na jesień placek ze śliwkami. Miałem okazję spróbować wszystkiego a do tego ciepłe, prosto z pieca. Powiedzieć że pyszne to jak nic nie powiedzieć. To trzeba samemu spróbować, siadając na tarasie przy promieniach słońca z pięknymi widokami na dolinę i otaczające szczyty.
.

Janusz Kadłubiak każdą porcję przed i po wyjęciu z pieca przygotowuje wręcz z namaszczeniem. Tutaj nie ma przypadków.
.

szarlotka prosto z pieca…
.
.
Szarlotka w schronisku to część naszej rodzinnej historii – jak pamiętam, od dawna królowała na naszych talerzach. Zasmakowałam w szarlotce po raz pierwszy w Schronisku w Dolinie Pięciu Stawów Polskich, spędzając tam większość cudownego dzieciństwa. Schronisko to od lat prowadzone było przez dziadków, a po czasie przez wujka Andrzeja i Józefa, mojego tatę.
Czy to rodzinna receptura?
Receptura prosta; mąka, cukier, jajka, margaryna, kefir, jabłka, cynamon, marmolada.
Pamiętam olbrzymie stolnice, kilogramy mąki wysypywane na kształt stożków wulkanicznych, pamiętam też, że dziewczyny z kuchni pozwalały mi rozdzielać jajka na żółtka i białka, a następnie wrzucać w te puszyste stożki. Samo wyrabianie ciasta należało jednak do odpowiedzialnych ludzi, musiało być czyste i pięknie wyrobione.
Wielkie ciastowe kule czekały na rozwałkowywanie a my, maluchy, czekałyśmy by podkradać słodkawe okrajki, które zawsze pozostawały po rozłożeniu ciasta na olbrzymich blachach. Jeszcze dzisiaj, kiedy piecze się szarlotka na Ornaku, podkradam słodkie surowe ciasto by przywołać te dziecięce, beztroskie chwile.
I tyle o cieście, ale jabłka są równie ważne jak ciasto: musi być ich bardzo dużo i winny być krojone w cienkie płatki. Gruba warstwa powinna tworzyć pachnącą, jabłkowo-cynamonową poduchę. Obieranie i krojenie jabłek zwłaszcza w sezonie turystycznym to całe godziny mozolnej roboty. A jednak okazuje się, że tak nie jest. W pogodne dni skrzynki z jabłkami lądują na podwórku, dziewczęta zasiadają dookoła i w ramach babskich pogaduszek obrane i pokrojone zostają góry jabłek. Taka szarlotka to dopiero szarlotka, robiona z pasją i uśmiechem smakuje lepiej.
Następny etap tworzenia zależy od pieca kuchennego i osoby, która dopilnuje ognia, by nie był zbyt duży ani też za mały. Ciasto w tradycyjnym piecu lubi się szybko przypalać, więc kiedy szarlotka wychodzi z pieca równomiernie przypieczona, widać uśmiech na twarzy dziewczyny, twórczyni tego jakby nie było arcydzieła.
Dziewczęta w kuchni schroniskowej to za zwyczaj młode osoby, nabierają jednak szybko doświadczenia w obcowaniu z wielkimi garami, ogromniastym piecem i niecodziennie dużą szarlotką. Widać, jak to bywa w górach – ludzie muszą być twardzi, kreatywni i odważni.
Szarlotka, jabłecznik – ciasto z jabłkami posypane cukrem pudrem, to pomysł mojej babci Marysi Krzeptowskiej, która zapoczątkowała wypiekanie szarlotki w Schronisku w Dolinie Roztoki, gdzie już w latach trzydziestych była gaździną. W niedługim czasie babcia Marysia z dziadkiem Andrzejem recepturę z pomyślnością przenieśli do Schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich. Później strzegli tej tradycji synowie, Józef i Andrzej, obecnie zaś pałeczkę przejęły córki Andrzeja, Marychna z Martą.
Józef, mój tata, szarlotkę z Pięciu Stawów „przyniósł” do schroniska na Hali Ornak. Od 1991r wspólnie z Tatą i Grześkiem, moim mężem tam gospodarowaliśmy. I tak pozostawiając nas, młodych, w tym klimatycznym obiekcie z szarlotką rodzinną, powędrował dalej do Schroniska na Polanie Chochołowskiej. Ojciec recepturę szarlotki ma ”w małym palcu”.
Jako kierownik tegoż obiektu, od 1996 do karty deserów dopisał Szarlotkę Chochołowska z polewą z górskich jagód (borówek) i śmietany. Ponieważ Tata jest niezłym łasuchem, zestaw ten stworzył na bazie własnych prób smakowych.
Obecnie trzy Schroniska Górskie PTTK, czyli Pięć Stawów, Ornak i Chochołowska serwują tradycyjną szarlotkę dotrzymując rodzinnej receptury. Na Hali Ornak szarlotka występuje również w opcji „ Lato” wzbogaconej o owoce sezonowe, polewę waniliowo-śmietanową z posypką z czekolady gorzkiej, skórką pomarańczy i cynamonem. „Zimowa” zaś jest z dodatkiem świeżej pomarańczy i posypką w składzie jak wyżej.
Warto spróbować, zapewniam. Z górskimi pozdrowieniami
Hanka
Autorką tekstu jest Hanka Gąsienica Daniel z domu Krzeptowska – siostra stryjeczna Marty i Marychny (prowadzące schronisko w Pięciu Stawach). Hanka natomiast obecnie prowadzi wraz z mężem schronisko na Hali Ornak, jednak swoje dziecięce lata spędziła w Pięciu Stawach, gdzie wówczas pracowali ich Ojcowie Andrzej i Józef.
.
.

Oczywiści e nie samym ciastem człowiek żyje. Pozostałe dania także są tutaj smaczne a porcje duże. Mimo że jest to jedyne schronisko w Tatrach gdzie nie można dojechać a cały transport jest mocno ograniczony, to jednak ceny są w większości niższe niż w centrum Zakopanego. Nie zawiodą się także osoby zamawiające zestawy śniadaniowe, bo poza wyjątkowymi szarlotkami, od niedawna w kuchni stanął specjalny piec do wypieku bułeczek. Po takim śniadaniu aż chce się wyruszać na górskie szlaki.
.

Wracając z aktywnego dnia na szlakach także jest czym zaspokoić głód. Wielki schabowy, znana wszystkim stałym bywalcom pyszna pomidorówka czy ogórkowa jaką miałem okazję ostatnio spróbować, to część całkiem sporego menu.
.

Schabowy którego nie trzeba szukać pod kapustą, jak to bywa w innych schroniskach.
.

Zupa ogórkowa równie pyszna jak ta z dzieciństwa…
.
.
opracowanie:





W pobliżu słynnych Ogrodów Majorelle, znajduje się Muzeum Yves Saint Laurenta, miejsce poświęcone życiu i twórczości jednego z najważniejszych projektantów XX wieku.
Marrakesz, miasto barw, zapachów i magii, od wieków przyciągało artystów, pisarzy i projektantów, ale niewielu z nich pozostawiło tak trwały ślad jak Yves Saint Laurent. W sercu tego egzotycznego miasta, w pobliżu słynnych Ogrodów Majorelle, wznosi się niezwykłe miejsce – Muzeum Yves Saint Laurenta. To nie tylko przestrzeń, w której zgromadzono ikoniczne projekty jednego z największych wizjonerów świata mody, ale także hołd dla jego miłości do Maroka, które przez dekady było jego inspiracją. Wybierając się do tego muzeum, można odbyć podróż do świata haute couture, zanurzyć się w życiu człowieka, który zrewolucjonizował modę, i odkryć, jak magia Marrakeszu przeniknęła jego twórczość. Wystawy pełne są kolorów, tekstur i historii, które pokazują, jak Yves Saint Laurent czerpał z kultury, sztuki i tradycji, by tworzyć swoje nieśmiertelne dzieła. Muzeum to jednak nie tylko moda – to miejsce, które oddaje ducha twórczego geniusza i ukazuje nierozerwalny związek między kulturą marokańską a światowym designem.
.

.
Muzeum otwarto w 2017 roku, kilka lat po śmierci Saint Laurenta. Zaprojektowane przez paryską pracownię architektoniczną Studio KO, budynek łączy nowoczesność z tradycyjną marokańską estetyką. Jego elewacja, złożona z cegieł układanych w geometryczne wzory, nawiązuje do marokańskich zdobień i kontrastuje z minimalistycznym wnętrzem.
Marrakesz miał szczególne miejsce w sercu Yves Saint Laurenta. Projektant po raz pierwszy odwiedził to miasto w 1966 roku i natychmiast się nim zachwycił. Marrakesz stał się jego miejscem inspiracji, a także azylem od zgiełku świata mody. W muzeum można odkryć, jak marokańska kultura, kolory i tekstury wpłynęły na jego twórczość.
.

.
Muzeum Yves Saint Laurenta to prawdziwy raj dla miłośników mody i designu. W jego wnętrzach znajdują się:
Butik i kawiarnia:
.

.
.

Muzeum Yves Saint Laurenta w Marrakeszu to nie tylko przestrzeń dla miłośników mody, ale także miejsce, które pokazuje, jak sztuka i kultura mogą wzajemnie się przenikać. To hołd dla geniusza, który przez całe życie czerpał inspirację z różnorodności świata. Dla każdego, kto odwiedza Marrakesz, wizyta w tym muzeum jest wyjątkowym doświadczeniem, które pozwala zrozumieć, jak Yves Saint Laurent zmienił oblicze mody i wpłynął na współczesną estetykę.
.

.
Musée Yves Saint Laurent
Rue Yves St Laurent, Marrakech 40090, Maroko
https://www.museeyslmarrakech.com/
.
.

.
Uwaga: bilety te nie uprawniają do wstępu do ogrodu Majorelle i muzeów.
Otwarte codziennie z wyjątkiem środy
Od 10:00 do 18:00
Ostatni dostęp o 17:30.
.

.
.
opracowanie & foto: Albin Marciniak
https://www.facebook.com/marciniak.albin
.
Via Bulgarica – szlak promujący walory przyrodnicze, historyczne i kulturowe w kontynentalnej części Bułgarii. Szlak podkreśla przekrojowy charakter trasy, łącząc Bułgarię „od pasm górskich po Morze Czarne.
Idea mojego przejścia przez Bułgarię:
Popularyzacja całej Bułgarii w Polsce, znanej turystom głównie z terenów nadmorskich i miast popularnych turystycznie.
Zwiększenie świadomości Polaków o różnorodności Bułgarii.
Pokazanie wielu innych regionów i terenów, przez jakie przebiegają szlaki górskie, piesze czy rowerowe.
To pozwoli na pokazanie nie tylko najpopularniejszych miejsc, ale także regionów mniej znanych, gór, przyrody, zabytków, kuchni i potraw lokalnych, tradycji itp
Moje reportaże z wybrzeża Bułgarii: https://www.klubpodroznikow.com/relacje/europa/bulgaria
opracowanie & foto: Albin Marciniak
https://www.facebook.com/marciniak.albin
fotoreporter, podróżnik i dziennikarz specjalizujący się w eksploracji turystycznych podziemi. Twórca Klubu Podróżników „Śródziemie” i projektu „Czyste Tatry”.
W okresie 1 maja do 7 lipca 2025 jako pierwszy Polak przeszedłem najtrudniejszy szlak w Chorwacji i jeden z najtrudniejszych w Europie. solo, bez wsparcia z zewnątrz i suportów. Po wyruszeniu 1 maja z Puli a następnie z przylądka Kamenjak i po pokonaniu 1 237 km
We współpracy z Dolnośląską Organizacją Turystyczną, opracowałem, wytyczyłem i przeszedłem solo z plecakiem i namiotem Złota Pętla Ziemi Kłodzkiej:
Opracowałem i wytyczyłem
„Małopolski szlak rowerowy „Zamki w Dolinie Dunajca”. Szlak w 2024 roku został laureatem Polskiego konkursu „Turystyczne Skarby Małopolski” w kategorii „Najciekawszy Szlak Turystyczny”.
Malta, z jej bogatą historią i wieloma warstwami kulturowymi, kryje w swoich wnętrzach niezwykłe skarby, które pozwalają lepiej zrozumieć historię chrześcijaństwa oraz tradycje pogrzebowe w starożytności. Jednym z najbardziej fascynujących miejsc na wyspie, pełnym tajemnic i niezwykłych historii, są Katakumby św. Pawła w Rabacie. To jedno z najważniejszych miejsc kultu i pochówku wczesnochrześcijańskiego okresu, oferujące wgląd w życie i śmierć na przestrzeni wieków.
Planując wycieczkę na Maltę nie można pominąć zobaczenia legendarnego Rabatu. Tutaj natomiast poza zabytkową częścią naziemną, warto zejść także pod ziemię.
.

.
Katakumby św. Pawła w Rabacie są częścią rozległego kompleksu podziemnych cmentarzy, które powstały na Malcie jeszcze w czasach rzymskich. To miejsce, którego historia sięga nawet III lub IV wieku przed naszą erą, a które zostało później wykorzystywane jako miejsce pochówku przez Rzymian, Bizantyjczyków i wczesnych chrześcijan.
Nazwa katakumb wywodzi się od tradycji związanej z św. Pawłem, który według legendy miał być w tym miejscu więziony podczas swojej podróży na Malcie w 60 roku po Chrystusie, kiedy to przybył na wyspę po katastrofie morskiej. Choć naukowe dowody nie potwierdzają bezpośredniego związku pomiędzy św. Pawłem a katakumbami, to miejsce zyskało ogromne znaczenie jako symbol wczesnego chrześcijaństwa. W tym kontekście warto dodać, że katakumby św. Pawła są największym i najważniejszym archeologicznym dowodem obecności chrześcijan na Malcie w okresie początków Kościoła.
.

.
Katakumby św. Pawła są ogromnym kompleksem podziemnym, obejmującym ponad 2000 m². Cały system katakumb składa się z połączonych ze sobą hipogei – podziemnych komór grzebalnych, które były używane przez ponad sześć wieków, od czasów rzymskich aż po VII wiek. Główna część kompleksu jest wciąż dostępna dla zwiedzających. Wejście do katakumb prowadzi przez dwie duże sale, które są ozdobione filarami przypominającymi kolumny doryckie oraz fragmentami malowanych tynków. Choć większość dekoracji zniknęła w wyniku upływu czasu, wciąż można dostrzec ślady malowideł, które kiedyś pokrywały ściany.
W głównych salach znajdują się triclinia, czyli stoły wykute w skale, które były używane podczas rytuałów związanych z czczeniem zmarłych. Tego rodzaju struktury, obecne w rzymskich domach, służyły jako miejsce spożywania posiłków poświęconych pamięci zmarłych, co miało znaczenie zarówno w kontekście religijnym, jak i kulturowym.
Warto również wspomnieć, że katakumby były wielokrotnie przekształcane i wykorzystywane na przestrzeni wieków. W XIII wieku, podczas rechrystianizacji Malty, część przestrzeni została dostosowana do funkcji chrześcijańskiej świątyni. Dodano wtedy malowidła ścienne, które ozdabiały pomieszczenia i podkreślały religijny charakter miejsca.
.

.
Katakumby św. Pawła zostały odkryte w 1894 roku przez dr A.A. Caruanę, który był pionierem archeologii chrześcijańskiej na Malcie. Jego prace badawcze ujawniły nie tylko katakumby, ale także inne wykopaliska związane z wczesnym chrześcijaństwem na wyspie. W wyniku tych odkryć wprowadzono szerokie prace konserwatorskie i ochronne, dzięki którym katakumby zachowały swój wyjątkowy charakter.
Dr Caruana miał ogromny wpływ na zrozumienie funkcji tych podziemnych przestrzeni jako miejsc pochówku i kultu, a także przyczynił się do rozwoju archeologii maltańskiej w zakresie badań nad wczesnym chrześcijaństwem.
.

.
Tuż obok katakumb św. Pawła znajdują się Katakumby Św. Katalda, które są znacznie mniejsze, ale równie fascynujące. Zlokalizowane w podziemiach kościoła św. Katalda, te katakumby również oferują wgląd w wczesnochrześcijańską tradycję pochówku. Wejście do nich jest możliwe za datki na utrzymanie kościoła. To miejsce, o wiele mniej znane, przyciąga turystów, którzy pragną poznać wszystkie aspekty życia i śmierci wczesnych chrześcijan na Malcie.
.

.
Godziny Otwarcia:
Katakumby św. Pawła są dostępne dla turystów codziennie od 9:00 do 17:00 (z wyjątkiem świąt państwowych). Ostatni wstęp odbywa się o godzinie 16:30.
Ceny Biletów:
Bilet wstępu do katakumb kosztuje 6 euro. Istnieje możliwość zakupu dodatkowego przewodnika audio za 2 euro, co zdecydowanie pomaga w pełni docenić historyczną i archeologiczną wartość tego miejsca.
.

.
Przewodniki:
Mimo że katakumby są dostępne do zwiedzania samodzielnie, warto zainwestować w przewodnik audio. Dzięki temu można poznać szczegóły dotyczące historii katakumb, ich funkcji oraz odkryć archeologicznych, które miały miejsce na tym terenie. Przewodnik daje również możliwość głębszego zrozumienia kontekstu historycznego i religijnego, który towarzyszył temu miejscu przez wieki.
Dojazd i Parking:
Katakumby św. Pawła znajdują się w miejscowości Rabat, około 12 km od stolicy Malty, Valletty. Można tam dojechać lokalnym transportem publicznym, a także wynajętym samochodem. W pobliżu katakumb znajdują się miejsca parkingowe, w tym przestronny parking, z którego można dojść do wejścia w ciągu kilku minut.
Przydatne Wskazówki:
Należy pamiętać, że katakumby są miejscem chłodnym i wilgotnym, więc warto zabrać ze sobą odpowiednią odzież.
Ze względu na dużą wartość historyczną i religijną katakumb, proszę pamiętać o zachowaniu ciszy i szacunku podczas zwiedzania.

.
Katakumby św. Pawła w Rabacie to jedno z najbardziej imponujących i intrygujących miejsc na Malcie, które pozwala podróżnym na głębokie zanurzenie się w historię wyspy. To nie tylko miejsce o ogromnym znaczeniu archeologicznym, ale także punkt, który łączy chrześcijańskie dziedzictwo z historią starożytnych Rzymian. Wizyta w tym miejscu to podróż w czasie, która nie tylko pozwala lepiej zrozumieć początki Kościoła na Malcie, ale także umożliwia spojrzenie na życie i śmierć z perspektywy minionych wieków.
.

.
bilety: muzeum + katakumby
Dorośli (18+): 6,00 €
Młodzież (12-17): 4,50 €
Seniorzy (60+): 4,50 €
Zniżki i studenci: 4,50 €
Dzieci (6-11): 3,50 €
Dzieci (1-5): bezpłatnie
.
.

.
St Paul’s Catacombs
Triq Hal-Bajjada, Rabat, Malta
https://heritagemalta.mt/explore/st-pauls-catacombs/
.
.
Transport publiczny
Najbliższy przystanek autobusowy oddalony jest o 5 minut spacerem. Chcesz dojechać tutaj komunikacją miejską?
Wyszukiwarka połączeń komunikacji zbiorowej na Malcie:
https://www.publictransport.com.mt/en/trip-planner
.
.

..

Bez biur podróży, sztywnych ram czasowych czy innych wymogów organizatorów wyjazdów. Tanimi liniami z bagażem podręcznym dwa tygodnie na dwóch kontynentach. Tak, da się bez wyrzeczeń i problemów.

Maroko od lat jest popularnym kierunkiem osób z całego świata. Kraj różnorodny i zachwycający widokami, kulturą, zabytkami, z wieloma plenerami największych produkcji filmowych. Maroko będące w ofercie wielu biur podróży i oferujących zarówno luksusowe pobyty w nadmorskich kurortach, po wyprawy w góry Atlasu.
Maroko leżące w Afryce a będące bliskim sąsiadem Europy, jest także popularnym kierunkiem pośród backpackersów z różnych stron świata. Polacy także należą do sporej grupy turystów przemierzających Maroko z plecakiem. Na ulicach każdego z większych miast, spotkać i usłyszeć można rodaków. Oczywiście najprościej jest wykupić wycieczkę w jednym z wielu biur podróży i poza olejkiem do opalania nie martwić się o nic. Co jednak zrobić by podróż do tego jakże różnorodnego kraju wyszła po jak najniższych kosztach?

Możliwości jest kilka, jak choćby podróż lądem do Gibraltaru na południu Hiszpanii i promem do Port de Tanger Med II ( do samego Tangeru jest ok 45 km). Prom do samego Tangeru odpływa z Tarify a do tego portu z lotniska w Gibraltarze jest także ok 45 km. Ta opcja przeprawy promowej jest dobra dla osób podróżujących po południowej części Hiszpanii i przy okazji chcą zobaczyć Maroko. Pokonanie cieśniny promem zajmuje ok 1,5 h. Z Gibraltaru do większych miast można podróżować komunikacją zbiorową i z tym nie ma problemu. Znacznie gorzej jest z połączeniami mniejszych miejscowości. Teoretycznie istnieją, ale jak to w krajach, rozkłady jazdy nie istnieją.

Ta najprostsza wersja podróży do Maroko to oczywiście lot tanimi liniami z bagażem podręcznym. Maroko to Afryka i także w marcu jest tam całkiem ciepło. Na tyle ciepło aby nie martwić się o cieplejszą odzież, więc to co założymy na siebie plus kilka niezbędnych rzeczy mieszczących się w bagażu podręcznym, w zupełności wystarczy. Zanim jednak zaczniecie sprawdzać połączenia lotnicze z Polski do Tangeru, Agadiru, Fezu, Rabatu, Casablanki czy Marrakeszu, warto poszukać opcji z przesiadką. W marcu, październiku czy listopadzie, czyli miesiącach w których jest najkorzystniej podróżować do tego kraju, znaleźć można najtańsze połączenia lotnicze, znacznie tańsze noclegi i wycieczki fakultatywne a co istotne, upały nie są aż tak dokuczliwe jak w wakacje.

Wspominając o przesiadce, warto sprawdzić loty do Sewilli, i dopiero z tego pięknego miasta na południu Hiszpanii, zaplanować lot do Maroko. Bilety lotnicze z bagażem podręcznym z Sewilli do Rabatu, Tangeru czy Marrakeszu zaczynają się już od 12,99 euro. Powrót jest w podobnej cenie.
Z Sewilli także warto sprawdzać połączenia łączone, co w moim przypadku okazało się dodatkowym zwiedzaniem Palmy na Majorce. (Sewilla – Palma 19,90 euro i Palma – Wrocław także 19,90 euro). Samolot z Marrakeszu do Sewilli przylatuje w nocy a nad ranem jest wylot z Sewilli do Palmy, więc 3-4 h na lotnisku nie jest dużym problemem. Z kolei z Palmy do Wrocławia samolot startuje pod wieczór, a to pozwala na spokojne zwiedzanie tego popularnego i ładnego miasta. Ja skorzystałem z okazji i wcześniej zabukowałem sobie nocleg, co pozwoliło mi spędzić w Palmie dwa pełne dni, a jest tam co zwiedzać.

Lecąc w kilka osób warto wziąć pod uwagę jeden bagaż rejestrowany, do którego zapakujecie wszystko to co jest potrzebne dla całej grupy. Wówczas koszt za bagaż podzielony na ilość osób będzie niewielki a 20 kg w ciepłym kraju to bardzo dużo. W ten sposób można sobie pozwolić także na zakup pamiątek. Tutaj uwaga, aby nie brać tradycyjnej walizki na kółkach, a miękką torbę którą potem można zrolować a bagaż rozdzielić pomiędzy uczestników.

Przylecieliśmy do Marrakeszu w Maroko i co dalej?
Zacznijmy od dojazdu z lotniska do centrum miasta. Transport publiczny jest i można skorzystać z miejskich linii autobusowych, gdzie koszt biletu jest znikomy. Również niewielki jest koszt taksówek, ale zanim wsiądziemy należy uzgodnić cenę z kierowcą. Targowanie się jest tutaj obowiązkiem. 10 euro zazwyczaj załatwia sprawę a odległość z lotniska do centrum to ok 12 km. Podobnie wygląda transport w samym Marrakeszu gdzie taksówki w jednakowym żółto beżowym kolorze wypełniają wszystkie ulice. Transport w centrum czyli pierwszej strefy to koszt ok 2 euro, natomiast z nowych dzielnic do centrum czyli z drugiej strefy wzrasta do 5 euro. Podaję ceny w euro bo to znacznie ułatwia płacenie i nie stwarza problemów z wydawaniem reszty. Zdarzało mi się że płacąc banknotem 100 dirhamów (ok 10 euro), kierowca miał problemy z wydaniem reszty i biegał po ulicy próbując rozmienić banknot.

W Maroko walutą obowiązującą jest dirham marokański a w przeliczeniu to ok 0,4 zł. Płatności kartą tylko w dużych centach handlowych, hotelach, stacjach benzynowych i popularnych miejscach turystycznych (w większych miastach). Ogólnie należy mieć ze sobą gotówkę i najlepiej w mniejszych nominałach. Wypłaty z bankomatów zazwyczaj obciążone są prowizją (30-35 dirhamów). Nie ma problemu z wymianą euro na dirhamy w kantorach. Na zdjęciu poniżej kantor w centrum Marrakeszu na placu Dżami al-Fana (kurs z marca 2023). Kantory wymiany walut znajdują się także na każdej większej ulicy oraz w większych hotelach. Sumując: można płacić kartą w w części miejsc, ale na wyjazd warto zabrać euro i wymienić na miejscu w kantorze.

Noclegi.
Z Sewilli lecieliśmy w trzy osoby i przed wylotem do Maroko zrobiliśmy rezerwację noclegów przez Booking. Za „apartament” w hotelu Citta Rossa ok 1,5 km od placu Dżami al-Fana, składający się z dwóch sypialni, salonu, kuchni, łazienki i balkonu, za 4 noce zapłaciliśmy 140 euro (za 3 osoby). Wracając z dwudniowej wycieczki na pustynię, także rezerwując przez Booking, za 3 noce zapłaciliśmy 90 euro (ok 10 euro za noc za osobę). Owszem, można jeszcze taniej ale i znacznie drożej, w zależności od lokalizacji i standardu. Dla nas miało to być miejsce do odświeżenia się i odpoczynku po całodziennych aktywnościach w terenie.

Internet.
Na takim wyjeździe internet to oczywiście podstawa i nie ma co opierać się wyłącznie na dostępie do wi-fi w hotelach czy dworcach. Planując kolejne wycieczki czy zwiedzanie miasta, warto mieć dostęp do may i neta. Roaming tutaj nie działa jak w krajach Unii a każde użycie telefonu mocno nadwyręża kieszeń. Stacje benzynowe, sklepy, kioski itp to miejsca gdzie można kupić lokalną kartę telefoniczną (20 dirhamów). Do karty należy dokupić także doładowanie (zdrapkę). Ja kupując doładowanie za 50 dirhamów miałem na 4 dni przy pełnym użyciu map Google i wrzucaniu zdjęć na fb. Kupując kartę, warto poprosić sprzedawcę o aktywację, co ułatwia wysłuchiwanie komunikatów w języku lokalnym i wklepywanie kolejnych cyferek (20 dirhamów napiwku dla sprzedawcy załatwia sprawę z uśmiechem na twarzy).

Wycieczki fakultatywne.
Ofert lokalnych biur, oferujących wyjazdy do najpopularniejszych miejsc poza miastem jest wiele. Ceny za te same wycieczki są bardzo zbliżone, ale jak to w Maroko, warto się targować. Nam udało się wynegocjować cenę za dwudniową wycieczkę w góry z noclegiem na pustyni, wieczornym ogniskiem z poczęstunkiem oraz skromnym śniadaniem – 70 euro za osobę. Jako że kolejną wycieczkę także rezerwowaliśmy w tej samej firmie, całodzienna wycieczka (3,5 h jazdy w jedną stronę) do wodospadów Uzud, płaciliśmy po 30 euro za osobę. Ustalając cenę warto uzgodnić wcześniej i ew. niewiele dopłacić, by transport był wraz z transferem z waszego hotelu i podobnie powrót. To znacznie ułatwia poranne szukanie właściwego miejsca, oraz busa jakim macie jechać na wycieczkę. Jak wygląda trzeci co do wysokości wodospad w Afryce, odsyłam do reportażu w linku poniżej.
Jedna z większych atrakcji w Maroko w regionie Marrakeszu to Szallalat Uzud – wodospad na rzece Wadi Uzud, ok. 150 kilometrów na północny wschód od Marrakeszu

W Marrakeszu działa wypożyczalnia rowerów miejskich. Na takie stojaki natrafiłem przy ogrodach Jardin Majorelle i muzeum kultury berberyjskiej.

Tuż obok murów otaczających zabytkowe centrum Marrakeszu, na zamkniętym placu jest dworzec autobusowy (bilety w kasie dworca lub przez aplikacje danych przewoźników). Obok dworca ale już przy głównej ulicy jest przystanek autobusów i busów lokalnych oraz komunikacji miejskiej (numerowane linie na konkretnych kierunkach). Bilety kupuje się u kierowcy.

W Marrakeszu poza sklepami lokalnymi, funkcjonują także duże sieci międzynarodowe. Ja na trasie z centrum do hotelu korzystałem z Carrefoura. Wybór całkiem duży a jakość świeżego pieczywa i serów dużo lepsza niż tej samej sieci w Polsce. Mimo że to kraj muzułmański, jest także duże wewnętrzne stoisko z alkoholami. Ceny zupełnie normalne. Jedyny problem to oczywiście czas ramadanu. Wówczas to stoisko przestaje istnieć.

Ceny na metkach w dirhamach (1 dirham = 0,4 zł)

Dla uzależnionych od jedzenia śmieciowego jest także i ta sieciówka.

Dla poszukujących czegoś lokalnego, wybór jest ogromny. Od ulicznych barów, straganów czy sklepików, po wielkie żarcie na jednym z kilkudziesięciu restauracji, jakie pojawiają się po zachodzie słońca na placu Dżami al-Fana. Warto tutaj przyjść wieczorem choćby dla samego klimatu. Czystość pozostawia tutaj wiele do życzenia, ale jest ta magia nocnego Marrakeszu.

Ceny w Mc’ Donalds

Ceny w jednej z wielu niewielkich restauracji



Wycieczka z noclegiem na pustyni ok 170 km od Marrakeszu.

W drodze na pustynię zwiedzanie kilku bardzo ciekawych miejsc, miasteczek gdzie kręcone były filmy oraz wielkie studia filmowe (obecnie muzea).




W materiale zawarłem linki ułatwiające Wam bezpośrednie wyszukiwanie. Nie są to jakiekolwiek linki afiliacyjne czy sponsorowane.


.

.
„Mali Melomani” – II edycja realizowany przez Fundację Klubu Podróżników Śródziemie Aleja Podróżników to projekt edukacyjno-artystyczny skierowany do dzieci w wieku przedszkolnym. Jego celem rozbudzanie wrażliwości muzycznej najmłodszych, popularyzacja muzyki klasycznej w przystępnej, atrakcyjnej formie oraz tworzenie nowoczesnych, dostępnych narzędzi wspierających rozwój muzyczny.
W drugiej edycji projektu łączymy warsztaty muzyczne z innowacyjną edukacją cyfrową, tworząc kompleksową, atrakcyjną i dostępną dla wszystkich przestrzeń poznawania muzyki.
Projekt „Mali Melomani” – II edycja wraz z interaktywną aplikacją webową dostępny na https://malimelomani.pl/
Projekt inspirowany jest twórczością wybitnych kompozytorów różnych epok, wzbogacony instrumentarium Orffa oraz opowieściami muzycznymi.
.
W ramach projektu dzieci w wieku przedszkolnym poznają 10 utworów muzyki klasycznej: • F. Chopin – Walc e-moll op. posh.
Każde spotkanie zostanie wzbogacone:
Na potrzeby projektu powstaną Bajki Małych Melomanów, nawiązujące do charakteru poznawanych utworów i brzmień.
Dzieci odwiedzą trzy wyjątkowe, muzyczne krainy:
Każda kraina będzie powiązana z konkretną muzyką, a bohater bajki z instrumentami, co umożliwi dzieciom lepsze poznanie instrumentów i ich brzmienia, zrozumienie emocji zawartych w utworach oraz doświadczenie muzyki przez opowiadanie, przygodę, rytm i ruch.
.
W ramach projektu powstanie Interaktywna aplikacja webowa
Ten element projektu to trwałe, darmowe i ogólnodostępne narzędzie edukacyjne, które umożliwi:
Aplikacja powstaje we współpracy sektora kultury i nowych technologii, zwiększając kompetencje cyfrowe zespołu Fundacji i tworząc rozwiązanie odporne na kryzysy, ograniczenia i zmieniające się realia.
Aplikacja jest dostępna wyłącznie w przeglądarkach na komputerach stacjonarnych i laptopach. Nie obsługuje przeglądarek mobilnych.
.
Jak zagrać w Małych Melomanów?
Z góry ekranu spadają kolorowe kafelki. Patrz uważnie! Gdy kafelek znajdzie się dokładnie w specjalnej ramce na dole – wciśnij klawisz SPACJA!
Trafisz w odpowiednim momencie – zdobywasz punkt i muzyka gra dalej w rytmie! Spóźnisz się albo naciśniesz za wcześnie – kafelek znika, a ty tracisz szansę na punkt. Spróbuj wczuć się w rytm muzyki i naciskaj spację dokładnie wtedy, gdy kafelek dotknie ramki. Im lepsze wyczucie rytmu, tym więcej punktów zdobywasz!
.
zagraj w Małych Melomanów
.
Filmy instruktażowe na YouTube
.
..
.
.
Dofinansowanie
Przedsięwzięcie objęte wsparciem z Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności Komponent: Odporność i konkurencyjność gospodarki; Inwestycja A2.5.1: Program wspierania działalności podmiotów sektora kultury i przemysłów kreatywnych na rzecz stymulowania ich rozwoju.
Sfinansowane przez Unię Europejską NextGenerationEU
#KPOdlakultury #KPO #KorzyściDlaCiebie #NextGenerationEU #FunduszeUE
.

Tirana, dynamicznie rozwijająca się stolica Albanii, coraz częściej pojawia się na mapie turystycznych destynacji Europy. To miasto pełne kontrastów, w którym historia miesza się z nowoczesnością, a śródziemnomorski klimat przyciąga coraz więcej podróżników. Stolica Albanii zaskakuje różnorodnością atrakcji, ciekawą kulturą i wyjątkową atmosferą. Co warto zwiedzić, kiedy najlepiej się tam wybrać i jakie perełki można odkryć w okolicy? Oto przewodnik po jednej z najbardziej fascynujących stolic Bałkanów.
.

.
Albania, staje się z roku na rok coraz popularniejsza i wiele osób wybiera ten kierunek. Główne cele są dwa: miasto Durres nad morzem z piaszczystymi plażami i oczywiście stolica Albani – Tirana.
.

.
.
.
Plac Skanderbega to niewątpliwie najważniejszy punkt na mapie Tirany i centralne miejsce, które łączy historię, kulturę i codzienne życie stolicy Albanii. Nazwany na cześć albańskiego bohatera narodowego, Skanderbega, plac stanowi serce miasta, gdzie spotykają się zarówno mieszkańcy, jak i turyści. To tutaj koncentruje się życie Tirany, a także znajduje się wiele z jej najważniejszych zabytków.
Plac Skanderbega to przestrzeń pełna symboliki, z której rozpościera się widok na ikoniczne budowle, które opowiadają historię Albanii. Jednym z najbardziej charakterystycznych obiektów jest Meczet Ethem Beja, jeden z najstarszych i najważniejszych zabytków Tirany. Zbudowany na przełomie XVIII i XIX wieku, ten wyjątkowy meczet przetrwał okres reżimu komunistycznego, stając się symbolem religijnej tolerancji i kulturowej różnorodności kraju. Z jego pięknymi freskami, przedstawiającymi krajobrazy, stanowi ważny element tego historycznego centrum.

Kolejnym punktem na Placu Skanderbega jest Muzeum Narodowe, które zachwyca nie tylko swoją kolekcją, ale także monumentalną fasadą, na której widnieje wizerunek Skanderbega. To miejsce, które doskonale opowiada o historii Albanii, od czasów starożytnych, przez średniowiecze, aż po XX wiek. Zbiory muzeum pozwalają lepiej poznać kulturę, sztukę i tradycje albańskiego narodu, a także zrozumieć rolę, jaką Skanderbeg odegrał w walce o niezależność kraju.
Nie można zapomnieć o wieży zegarowej, która stanowi jeden z najstarszych symboli Tirany. Wieża, choć wzniesiona w XVIII wieku, jest doskonałym punktem orientacyjnym, który przyciąga uwagę turystów i stanowi tło dla wielu zdjęć z podróży. To miejsce, które pełni nie tylko funkcję turystyczną, ale także kulturalną, będąc jednym z kluczowych punktów widokowych miasta.
Plac Skanderbega to także idealne miejsce, aby poczuć rytm życia Tirany. To tutaj znajdują się kawiarnie, sklepy, restauracje i miejsca spotkań, które pełnią rolę serca miejskiego życia. W ciągu dnia plac jest pełen turystów, a wieczorami tętni życiem, kiedy to mieszkańcy zbierają się w okolicznych lokalach, by cieszyć się dobrą kawą, rozmową i atmosferą.
Jako punkt startowy do zwiedzania miasta, Plac Skanderbega to doskonałe miejsce, by rozpocząć swoją przygodę z Tiraną. Otoczony historią i kulturą, stanowi bramę do lepszego poznania stolicy Albanii i jej mieszkańców. To tu zaczyna się odkrywanie fascynującej przeszłości, która wciąż kształtuje współczesną tożsamość Tirany i całej Albanii.
.

.
.
Meczet Ethem Beja to jeden z najstarszych i najcenniejszych zabytków Tirany, który zachował się do dziś, mimo trudnych lat reżimu komunistycznego w Albanii. Zbudowany na przełomie XVIII i XIX wieku, meczet ten przetrwał okres, gdy Albania stała się pierwszym ateistycznym państwem na świecie, a religia została brutalnie wykluczona z życia publicznego. Dziś stanowi nie tylko ważny punkt na mapie historycznej stolicy, ale także symbol siły przetrwania i kulturowego dziedzictwa kraju.
Wnętrze Meczetu Ethem Beja jest wyjątkowe – jego ściany zdobią piękne freski przedstawiające krajobrazy, co stanowi rzadkość w islamskiej architekturze. Zwykle w meczetach kładzie się większy nacisk na geometryczne wzory i kaligrafię, ale w tym przypadku, malowidła przedstawiające sceny z natury i zwierzęta nadają temu miejscu wyjątkowego charakteru. Freski te, stworzone przez mistrzów lokalnej szkoły malarskiej, są świadectwem unikalnej fuzji tradycji islamskiej i lokalnej kultury, co nadaje meczetowi niepowtarzalny, artystyczny wymiar.
Meczet Ethem Beja był przez wiele lat zamknięty dla wiernych, szczególnie w okresie komunistycznym, kiedy Albania stała się pierwszym ateistycznym państwem na świecie. Wówczas wszystkie religie zostały zakazane, a świątynie, w tym meczet, zostały zniszczone lub zamienione na inne obiekty. Meczet Ethem Beja cudem przetrwał, a jego renowacja po upadku reżimu była jednym z symboli powrotu do religijnej i kulturowej wolności.
Dziś Meczet Ethem Beja jest otwarty zarówno dla turystów, jak i dla wiernych, stanowiąc żywy punkt w historii Tirany. Jest jednym z najważniejszych zabytków islamskich w Albanii i przykładem tego, jak kraj łączy tradycje różnych religii i kultur. Dla turystów jest to miejsce, w którym można poczuć się blisko historii Albanii, a także podziwiać unikalną sztukę islamską, której nie znajdziemy w wielu innych miejscach.
Meczet Ethem Beja to więcej niż tylko miejsce modlitwy. To przestrzeń, w której historia, kultura i religia splatają się w jedno, tworząc wyjątkową atmosferę, która przyciąga zarówno mieszkańców Tirany, jak i turystów z całego świata. To miejsce, które przypomina o przeszłości, ale jednocześnie patrzy w przyszłość, jako symbol tolerancji, otwartości i szacunku dla różnorodności.
.

.
.
Dla miłośników historii, którzy pragną zgłębić tajemnice zimnej wojny oraz poznać życie pod reżimem totalitarnym, Bunk’Art w Tiranie jest miejscem obowiązkowym. To system schronów wybudowanych za czasów Envera Hodży, komunistycznego dyktatora Albanii, który w latach 1946-1985 sprawował władzę, tworząc państwo oparte na silnym reżimie. Schrony, które miały służyć jako schronienie w przypadku ataku, dziś stanowią fascynującą podróż w przeszłość tego niezwykle zamkniętego kraju.
Bunk’Art 1 i Bunk’Art 2 to dwa miejsca, które prezentują historię Albanii w XX wieku, ukazując życie mieszkańców Albanii pod panowaniem Hodży. Pierwszy z bunkrów, Bunk’Art 1, przekształcony w muzeum, ukazuje nie tylko polityczne aspekty tamtych czasów, ale także codzienne życie ludzi żyjących w totalitarnym reżimie. Wnętrza schronu kryją w sobie liczne wystawy, które szczegółowo przedstawiają historię zimnej wojny, propagandę rządu, a także strach i inwigilację, które towarzyszyły mieszkańcom kraju.
Bunk’Art 2, z kolei, znajduje się w podziemiach Tirany i jest równie fascynującym punktem na mapie Albanii. W tym bunkrze można odkrywać, jak wyglądało życie partyzanckie, jak wyglądała struktura tajnych służb i jakie były metody tłumienia opozycji. Zobaczymy tutaj eksponaty, które pokazują brutalność reżimu, ale także jego próby zachowania władzy poprzez zastraszanie i kontrolowanie obywateli.
Odwiedzenie Bunk’Art to prawdziwa podróż do serca zimnej wojny. To miejsce, w którym historia staje się żywa, gdzie czas nie zatrzymał się, ale zamroził w przestrzeni, zachowując ślady przeszłości. Dzięki tym niezwykłym muzeom turyści mogą poczuć, jak życie toczyło się pod dyktaturą, jak wyglądał strach, ale także opór wobec systemu, który rządził przez tak wiele lat.
Bunk’Art to nie tylko miejsce pełne historii, ale także symbol przeszłości, z której Albania wyciągnęła lekcje. Dziś schrony te są świadectwem zmieniającego się świata, miejsca, które wciąż przypomina o tamtych czasach, ale jest także otwarte na nowych ludzi, którzy pragną poznać prawdę o przeszłości i uczyć się z niej, patrząc w przyszłość.
.

.
.
Piramida w Tiranie to budowla, która mimo swojej kontrowersyjnej historii stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli stolicy Albanii. Zaprojektowana pierwotnie jako muzeum ku czci Envera Hodży, komunistycznego dyktatora, który przez dekady rządził Albanią, budowla ta stanowiła swoisty monument władzy i ideologii.
Zbudowana w 1988 roku, Piramida była jednym z największych osiągnięć architektonicznych w kraju, choć jej funkcja miała być ściśle związana z kultem jednostki. Po upadku reżimu komunistycznego w 1991 roku, budowla stała się symbolem minionej epoki, a jej stan zaczynał ulegać pogorszeniu. Niezabezpieczona, zaniedbana i pełna graffiti Piramida stała się miejscem nie tylko dla turystów, ale także dla lokalnych mieszkańców, którzy traktowali ją jako element historycznego dziedzictwa, a jednocześnie manifestu zmian, które zaszły w kraju po zakończeniu dyktatury.
Dziś Piramida w Tiranie jest już po renowację, dzięki której stała się nowoczesnym centrum kulturalnym. Zmieniona funkcja tej budowli to wyraźny znak przemian w Albanii, która stawia na rozwój i integrację kultury, sztuki i wolności, zachowując jednocześnie pamięć o przeszłości. Wciąż budzi kontrowersje, ale jej transformacja stanowi dowód na to, jak przeszłość może współistnieć z teraźniejszością, dając szansę na stworzenie nowego, bardziej otwartego i kreatywnego miasta.
Piramida w Tiranie, choć pierwotnie stworzona dla upamiętnienia konkretnej ideologii, dziś staje się częścią nowego życia miasta – wciąż pełniąc funkcję pamięci, ale teraz jako symbol kultury, sztuki i nadziei na przyszłość.
.

.
.
Blloku, niegdyś zamknięta dla zwykłych obywateli dzielnica, w której mieszkała elita komunistycznej Albanii, dziś tętni życiem. Pełna modnych kawiarni, barów i restauracji, jest doskonałym miejscem na wieczorne wyjście. To także doskonała okazja, aby zobaczyć, jak dynamicznie rozwija się współczesna Tirana.
.

.
.
Tirana cieszy się śródziemnomorskim klimatem, co oznacza ciepłe lata i łagodne zimy. Najlepszym okresem na odwiedzenie miasta są wiosna (kwiecień-czerwiec) oraz jesień (wrzesień-październik), kiedy temperatury są przyjemne, a tłumy turystów nie są jeszcze tak duże. Latem miasto może być upalne, ale dzięki pobliskim plażom Adriatyku można połączyć zwiedzanie z odpoczynkiem nad morzem.
.

.
.
.
Dla miłośników natury doskonałym pomysłem jest wjazd kolejką linową na Górę Dajti, której szczyt wznosi się na wysokość 1613 metrów nad poziomem morza. To jedno z najbardziej malowniczych miejsc w okolicach Tirany, oferujące niezapomniane widoki na miasto oraz jego najbliższą okolicę.
Kolejka linowa, którą można wjechać na górę, to już sama w sobie atrakcja – wznosząc się ku szczytowi, podróżni mają okazję podziwiać zmieniający się krajobraz, który z każdą chwilą staje się coraz bardziej zapierający dech w piersiach. Z góry Tirana wygląda zupełnie inaczej – na tle gór i malowniczej doliny, miasto staje się bardziej uporządkowane i spokojne.
Na szczycie Góry Dajti znajduje się park narodowy, który jest idealnym miejscem na spacer, piknik czy chwilę odpoczynku. Otoczenie górskich lasów i rozległych polan pozwala na chwilę relaksu z dala od miejskiego zgiełku. To także doskonałe miejsce do wędrówek pieszych – zarówno dla osób szukających łagodniejszych tras, jak i tych, którzy pragną nieco bardziej intensywnie spędzić czas na łonie natury.
Warto dodać, że na szczycie Góry Dajti znajdują się restauracje, w których można odpocząć po wędrówce i cieszyć się panoramą Tirany oraz okolicznych gór. To doskonała okazja, by skosztować lokalnych przysmaków, rozkoszując się widokiem na miasto. Podziwiając zachód słońca, możemy poczuć się jak w zupełnie innym świecie, gdzie miasto i przyroda łączą się w harmonijną całość.
Góra Dajti to idealne miejsce na chwilę wytchnienia i odprężenia. Warto odwiedzić to miejsce, by zrelaksować się wśród przyrody, a jednocześnie podziwiać przepiękny widok na stolicę Albanii, który zapamiętamy na długo.
.

.
.
Oddalone o około 30 km od Tirany, Kruja to historyczne miasteczko, w którym znajduje się muzeum poświęcone Skanderbegowi oraz urokliwy bazar, gdzie można kupić rękodzieło i pamiątki.
Berat, wpisane na listę UNESCO, słynie z charakterystycznych, piętrowych domów z licznymi oknami. To jedno z najstarszych miast Albanii, pełne zabytków z czasów osmańskich, w tym imponującej twierdzy górującej nad miastem.
Jeśli marzy Ci się wypoczynek nad Adriatykiem, Durres to idealna opcja. Położone zaledwie 35 km od Tirany miasto oferuje zarówno piękne plaże, jak i historyczne atrakcje, takie jak starożytny amfiteatr rzymski.
.
Varrezat e Deshmoreve te Kombit, czyli Cmentarz Męczenników Narodu, położony jest na obrzeżach Tirany, w malowniczym miejscu na wzgórzu dominującym nad stolicą Albanii. Został wzniesiony na początku lat 70. XX wieku, aby upamiętnić wszystkich męczenników, którzy polegli za ojczyznę – zarówno Albańczyków, jak i tych z Kosowa. Cmentarz stał się symbolem poświęcenia i narodowej dumy, zachowując pamięć o ofiarach, które walczyły o wolność Albanii.
Na cmentarzu znajduje się także jeden z najbardziej rozpoznawalnych monumentów, pomnik Matki Albanii, stworzony przez trzech rzeźbiarzy: Kristaqa Ramę, Muntaza Dhrami i innych. Pomnik ten symbolizuje narodową jedność i jest świadectwem trudnych zmagań, które kraj przeszedł na przestrzeni dziejów. To jedno z tych miejsc, które wywiera silne wrażenie, zmuszając do refleksji nad historią i przyszłością Albanii.
Z Cmentarza Męczenników Narodu rozciąga się niezwykły widok na miasto Tirana, zwłaszcza o zachodzie słońca, kiedy miasto tonie w złocistych barwach, a z góry można podziwiać jego rozrastającą się zabudowę. Miejsce to łączy w sobie spokój, historię i piękno, stając się miejscem, które warto odwiedzić, by poczuć atmosferę Albanii.
Jednym z najważniejszych momentów w historii tego cmentarza było pochowanie Envera Hodży, długoletniego dyktatora Albanii, który spoczął tutaj na cmentarzu Los Mártires de la Patria. Pogrzeb, który odbył się w atmosferze masowej demonstracji, przyciągnął tysiące ludzi, a przemówienie wygłoszone przez Ramiza Aliego, jego następcę na czele Partii Pracy, podkreśliło jego wpływ na kraj. W swojej mowie pogrzebowej Ali stwierdził: „Albania zawsze będzie silna, zawsze czerwona, tak jak sobie tego życzyliście, towarzyszu Enver”. Mówiąc te słowa, na oczach tłumu, Nexmija Hodża, żona Envera, zalała się głębokimi łzami obok trumny męża, przykrytej czerwoną flagą i czarnym orłem Skenderbega – bohatera narodowego, który stoczył zwycięskie bitwy z Turkami w XV wieku.
Choć Enver Hodża spoczywał przez pewien czas na tym cmentarzu, później jego ciało zostało ekshumowane i przeniesione do innego grobu, znajdującego się na publicznym cmentarzu w Tiranie. Mimo zmiany miejsca pochówku, Cmentarz Męczenników Narodu w Tiranie wciąż pozostaje ważnym punktem pamięci, który gromadzi turystów i mieszkańców, zachowując ślady przeszłości kraju i świadcząc o jego walce o niepodległość.
Cmentarz to nie tylko miejsce pochówku, ale również przestrzeń pełna symboliki, która pozwala zrozumieć historyczne i polityczne przemiany, jakie zaszły w Albanii w XX wieku. To miejsce, gdzie przeszłość spotyka się z teraźniejszością, a pamięć o bohaterach narodowych jest pielęgnowana i czczona przez kolejne pokolenia Albańczyków.
.

.
Tirana to fascynujące miasto, które łączy bogatą historię, dynamiczny rozwój i wyjątkową atmosferę. To miejsce, gdzie nowoczesność przeplata się z tradycją, a atrakcje czekają na każdym kroku. Od historycznych zabytków, przez tętniące życiem dzielnice, po naturalne piękno okolicznych gór i wybrzeża – stolica Albanii ma wiele do zaoferowania. Jeśli szukasz alternatywy dla zatłoczonych europejskich metropolii, Tirana może okazać się strzałem w dziesiątkę!
.

..
.
.
..
.
.
opracowanie & foto: Albin Marciniak
https://www.facebook.com/marciniak.albin
.
.
Jak szukać najtańsze taryfy na loty do setek miejsc docelowych za mniej niż 20 euro ?
.
Chorwacka przygoda górska dla koneserów to 52 km szlaku, 2 kilometry podejść i prawie 3 kilometry zejść.
Velebit, Chorwacja, odcinek z Baške Oštarije do PS Šugarska Duliba – Tatekova Koliba – Starigrad Paklenica
.

.
Pasmo Velebitu ciągnie się na odcinku ponad 160 km wzdłuż Chorwackiego wybrzeża. Choć najwyższe szczyty tego pasma osiągają niewiele ponad 1300 m n.p.m. to widziane z poziomu morza, robią niesamowite wrażenie.
.

.
Szlak jaki opisany i pokazany jest poniżej, pokrywa się częściowo z Via Adriatica Trail – łącząc dwa najbardziej odległe punkty Chorwacji, 1100 km przeważnie górskiej wędrówki, 42 km podejść, ok 2 m-ce bardzo wymagającego marszu.
.

.
Na te góry spoglądałem wielokrotnie i za każdym razem miałem wielką ochotę dotknąć skał, tak doskonale widocznych z wyspy Pag, Vir, z miasteczka Nin a także z Zadaru. Chęć bliskiego kontaktu z górami narastała, aż wreszcie zdecydowałem, że tym razem czas nie na zwiedzanie miast, także bardzo atrakcyjnych, lecz na celowy wyjazd do Chorwacji z nastawieniem na górskie wędrówki.
.

.
Tanie linie Irlandzkiego przewoźnika pozwalają na niskobudżetowe podróże także do Chorwacji, i gdy tylko korzystna oferta cenowa pokryła się z interesującym mnie terminem, klamka zapadła. Bilety kupiłem ze sporym wyprzedzeniem, więc miałem sporo czasu na skompletowanie wyposażenia. To było niebagatelne, gdyż pora roku była nieprzewidywalna a i szlak poza cywilizacją. Wyruszając na odcinek na którym organizowany jest międzynarodowy marsz Highlander, musiałem się liczyć z tym, że od początku szlaku aż do zejścia do Starigrad-Paklenica, cały sprzęt wraz z prowiantem potrzebnym na kilka dni wędrówki, musiałem nieść na plecach. Także i z wodą nie było tak łatwo, jak można by sądzić po mapach. Jak okazało się w trakcie wędrówki, woda była wyłącznie w miejscach biwaków a ściślej mówiąc, w schronach prowadzonych przez HPD „Paklenica” Zadar.
.

.
Przygotowując się do tej wędrówki, starałem się by być niezależnym w terenie, a jednocześnie dbałem o wagę sprzętu i każdy niezbędny element wyposażenia. Przy krótkich wypadach nie ma to aż takiego znaczenia, jak w tym przypadku, gdzie na odcinku ponad 50 km czekała mnie spora ilość podejść, zejść, różnorodność szlaku i duża zmienność pogodowa i temperatur. Matka natura już na starcie zadbała o odpowiedni akcent, zrzucając w noc przed startem sporo śniegu. Tak więc licząc na Chorwackie kwietniowe ciepełko, dostałem zimowe warunki, z zimnym wiatrem a czasami zacinającym gradem zmieszanym z deszczem.
Ale po kolei.
.

.
Dzień pierwszy:
Baške Oštarije do PS Šugarska Duliba
dystans dzienny w/g wikiloc 14.73 km
podejścia 871 m
zejścia 593 m
.
Miejsce startu znajduje się w Baške Oštarije, przy drodze, obok hoteliku i restauracji czynnej sezonowo. Do tego miejsca dowiózł nas Marin Marasović, prowadzący w Starigrad Paklenicy mały hotelik i organizujący foto safari. Od kempingu aż do tego miejsca prowadzi droga wijąca się wzdłuż wybrzeża. Na dojazd należy przeznaczyć ok 1,5 godziny. W miejscowości Karlobag tuż przed odbiciem w drogę górską, jest ostatnia okazja by dokupić napoje czy inne drobiazgi. Tym miejscem jest niewielka stacja benzynowa. Od tego miejsca dzieli nas jeszcze 19-kilometrowy, bardzo widokowy podjazd serpentynami, na którym z poziomu morza wyjeżdżamy na ponad 900 m n.p.m.
.

.
W końcu jest ten moment, moment startu w nieznane. Początkowo szlak wiedzie dobrze wydeptaną ścieżką, która dla „niedzielnych” turystów kończy się kilometr wyżej, z punktem widokowym na skalny masyw jaki zostawiamy w tyle. Kolejne minuty a dalej godziny, upływają na wędrówce szlakiem bardzo zróżnicowanym. Leśnym, wijącym się pomiędzy drzewami i skalnymi występami, polanami pomiędzy wzgórzami czy też zboczami ze skalnym rumoszem. Z takich miejsc widoki zmuszają do chwilowych postojów i oczywiście zdjęć. Są pierwsze ochy i achy, a to dopiero początek przygody w tej części Velebitu.
.

.
Spoglądając co jakiś czas na wyspy i wybrzeże Adriatyku w słońcu, była też nutka zazdrości. Tam słońce i ciepełko, tutaj zaś zimny wiatr a pod nogami śnieg. Kurtka przeciwdeszczowa i bluza puchowa tym razem nie spoczywały bezczynnie na dnie plecaka, a ciężko pracowały na swoją wycieczkę. Niestety nie zabrałem rękawiczek, co w połowie kwietnia w Chorwacji wydawało mi się zbędne, a to był lekki błąd. Przy nieodzownych kijkach bardzo by się przydały. No ale cóż, trzeba iść bo sporo przed nami.
.

.
Po 5 godzinach wędrówki zmieniły się widoki. Ścieżki leśne ustąpiły miejsca otwartym przestrzeniom, z nadciągającymi ciemnymi chmurami. Temperatura także spadała, co zachęcało nas do marszu bez postojów, bo okoliczności na posiadówki były mało zachęcające. Zacinający grad z deszczem pomagał w szybszym kroku. Równie szybko schodzących, minęliśmy dwóch innych, jakby wypuszczonych z dżungli, także plecakowców.
.

.
Tak dotarliśmy do naszego pierwszego miejsca noclegowego. Šugarska Duliba, czyli schron pośrodku niczego, zaskoczył nas bardzo pozytywnie. W środku cicho i pusto, jednak z pełnym wyposażeniem, umywalką i wodą (deszczówka zbierana do pojemnika pod podłogą) piecem i przygotowanym drewnem, podwieszane łóżka a nawet prąd z paneli słonecznych, wystarczający by oświetlić wnętrze i naładować telefony. Schron dobrze utrzymany nie tylko przez klub górski z Zagrzebia jako gospodarza, ale także przez wszystkich odwiedzających i korzystających z niego. Toaleta to tradycyjna „małyszówka” zbudowana kilka metrów obok, pomiędzy skałami. Wszystko idealnie, by nie musieć rozbijać namiotów, które nieśliśmy w plecakach.
.

.
Ciszę w ciepełku nieco zmąciła dwójka młodych osób ze Słowenii, która tak jak my postanowiła zmierzyć się z Velebitem przed sezonem. Wywiązała się miła rozmowa i wymiana planów na kolejne dni. Oni kończyli przejście całego Velebitu a my byliśmy gdzieś pośrodku.
Aż nastał poranek…
.

.
Dzień drugi:
PS Šugarska Duliba – Tatekova Koliba
dystans dzienny w/g wikiloc 11.86 km
podejścia 422 m
zejścia 747 m
.

.
Specyfika terenu i brak dostępu do wody czy innych obiektów nadających się na nocleg, niejako wymusiła na nas decyzję o krótkiej trasie tego dnia. Szlak wiedzie od schronu do schronu i niby odcinek jest krótki, ale za to pokonanie jego wymaga nieco więcej czasu. Więcej czasu przeznaczyliśmy też na postoje, bo i miejsc z widokami było bardzo dużo. Za nami kolejne szczyty górskie a 1200 m poniżej, rozległe wybrzeże Adriatyku z wieloma wyspami. Bywały także momenty gdy widać było wybrzeże Włoskie.
.

.
Tym razem na szlaku przewaga skał i zarośli przez które należy się przeciskać. Dla przypomnienia, nie jest to szlak którym codziennie wędrują tłumy. To szlak z dala od cywilizacji i wszelkich wygód. By z niego zejść do najbliższej miejscowości, należy przeznaczyć kilka godzin, najczęściej szlakiem którym w ciągu roku przejdzie więcej zwierząt nich ludzi. Nie bez przyczyny, kilka kilometrów dalej znajdują się ruiny dawnej bazy radarowej i wielopoziomowego schronu wykutego we wnętrzu góry. Do tego miejsca docieramy zupełnie przypadkiem, gdy po kilku godzinach wędrówki, dochodzimy do drogi leśnej, przy której stoi mocno ostrzelana tablica pamiętająca trudne czasy rozpadu Jugosławii.
.

.
Po wyjściu z lasu dostrzegamy grzbiet górski na którym wyraźnie widać słupy betonowe dawnego ogrodzenia. Po lekkim odbiciu z naszego szlaku, docieramy do opuszczonej bazy wojskowej Panos. Zwiedzanie obiektu połączone ze spektakularnymi widokami na rozległe góry z jednej, a na wybrzeże i wyspy ciągnące się po horyzont z drugiej strony. Zdecydowanie warto było odbić ze szlaku i zobaczyć to miejsce. W takich okolicznościach kawa smakowała szczególnie. Pogoda sprzyja, odcinek na ten dzień niewymagający, więc kolejne kilometry na szlaku już bez pośpiechu.
.

.
Na kilka kilometrów wchodzimy do lasu, by wijącym się szlakiem wyjść na rozległą przełęcz. Otaczające nas skały coraz bardziej różnorodne, coraz smuklejsze. Tak dochodzimy do rozległej kotliny, w której czeka na nas kolejny schron. Schodząc coraz niżej zastanawiamy się, czy zastaniemy tam kilka czy kilkanaście osób. Dochodzimy do domku pośród zieleni i piętrzących się skał. Okazuje się że i tym razem schron jest zupełnie pusty. Słońce było jeszcze na tyle wysoko że obiad przygotowaliśmy na zewnątrz, w towarzystwie wielu śpiewających ptaków. Dla mnie to miejsce było niczym w raju.
.

.
W środku piec i przygotowane drewno. Także dzięki panelom słonecznym było światło i możliwość naładowania telefonów. Kilkadziesiąt metrów dalej, przy dużej skale jest pompa. Trzeba się trochę namachać by pojawiła się woda, ale jak już leci to prawdziwa źródlana z wnętrza góry, zimna i smaczna. Tutaj za toaletę służyła łopata, z którą należy wyruszyć w teren w poszukiwaniu odpowiedniego miejsca, oddalonego od schronu i oczywiście wody. Wieczór przy ciepłym piecu a za oknem wiejącym wietrze. Tylko w nocy jakieś zwierzęta hałasowały próbując dostać się do środka.
.

.
wnętrze schronu Tatekova Koliba
.
No ale to przecież daleko od cywilizacji a zwierzyna jest u siebie. To my jesteśmy gośćmi na ich terenie. Nadszedł poranek dnia trzeciego, z najdłuższym zaplanowanym odcinkiem. Szybka kawa, uzupełnienie zapasów wody i w drogę.
.

.
Dzień trzeci:
Tatekova Koliba – Starigrad Paklenica
dystans dzienny w/g wikiloc 25.16 km
podejścia 715 m
zejścia 1,564 m
.

.
Początek szlaku nie był łagodnym rozruchem a od pierwszych metrów ostrym podejściem, z szybkim nabieraniem wysokości. Przed nami szlak najbardziej różnorodny i także różnorodnie oznakowany. Na skrzyżowaniach zazwyczaj stoją tabliczki z kierunkami, nazwami punktów docelowych i czasem przejścia. Sam szlak oznaczany jest białą kropką w czerwonym kółku. Często jest to po prostu czerwona kreska na kamieniu. Początkowe kilometry pozwalały iść po tych oznaczeniach, jednak dalsze odcinki a zwłaszcza rozległe doliny zmuszały do korzystania z nawigacji. Po sprawdzeniu wielu z map, najlepszą okazała się https://pl.mapy.cz
.

.
Ten odcinek szlaku wyznaczony jest dosyć ciekawie, bo prowadzi przez wzgórza, doliny, łąki, lasy, pastwiska, niewielką osadę a nawet przez gospodarstwo, z dużym choć przyjaźnie nastawionym psem. Czy był przyjazny tylko do nas ? tego nie jestem pewien. Za gospodarstwem, na kilku kilometrach zaczyna się problem z oznakowaniem szlaku i tutaj przydatna jest nawigacja. Kolejny odcinek to już długie i żmudne zakosy prowadzące do wąwozu. A w wąwozie inny świat.
.

.
To do tego miejsca od strony Starigrad Paklenica w słoneczne weekendy czy w sezonie wakacyjnym ciągną tłumy. Piękno wąwozu to część większej całości. To masywy skalne otaczające i tworzące wąwóz przyciągają śmiałków wspinaczki z całej Europy. Dla jednych miejsce docelowe a dla idących całym 160 km szlakiem przez Velebit, punktem pośrednim. Bez wątpienia Park Narodowy Paklenica jest jednym z najciekawszych miejsc w całej Chorwacji a Velebit jest miejscem dla koneserów górskich wędrówek.
.
.
Dojazd:
Wiele osób z Polski do Chorwacji wybiera się samochodem. Przy kilku osobach i podziale kosztów, cena za przejazd w obie strony z paliwem i wszelkimi opłatami zazwyczaj zamyka się w ok. 3 tys zł. Jadąc z Polski należy pamiętać o wykupieniu winiet na każdy kraj tranzytowy. Bez względu czy wybierzecie trasę przez Węgry czy Słowenię, na terenie Chorwacji polecam drogę przez Rastoke i Jeziora Plitwickie. Trasa przyjemna a i jest gdzie się zatrzymać i co zobaczyć po drodze.
.

.
Samolot:
Ja wybrałem samolot a lecąc we dwóch, udało nam się zamknąć wszystkie koszty 7 stówkach. Polowanie na tanie bilety nie było skomplikowane a mając dwa miesiące wyprzedzenia, udało się upolować: bilet Kraków – Zadar po 104 zł /os plus bagaż rejestrowany 20 kg po 134 zł w jedną stronę. W tej wadze udało nam się spakować do jednego worka dwa plecaki z całym ekwipunkiem (worek na gruz 160 L dostępny w sklepach budowlanych). Sumując: 2 x 104 zł + 134 = 342 zł i powrót Zadar – Kraków identycznie. Razem za dwie osoby z bagażem rejestrowanym 684 zł.
.

.
Dojazd na miejscu. Z lotniska do Zadaru jeżdżą autobusy liniowe, poza sezonem co godzinę a w sezonie co 30 minut. Przystanek końcowy to Zadar Central Bus Station. Z tego samego dworca jeżdżą autobusy w wielu kierunkach. Koszt biletu do Starigrad Paklenica ok 6,40 euro
https://autotransbyarriva.transport-ticket.com
.

.
My będąc we dwóch i mając w planie znacznie więcej niż tylko przejście Velebitu na odcinku Highlandera, skorzystaliśmy z wypożyczalni samochodów. To ułatwiło dojazd dojazd z lotniska na kemping w nocy, a ponadto byliśmy niezależni przy przemieszczaniu się w inne miejsca na sporym terenie. Za 9 dni z pełnym ubezpieczeniem i bez jakichkolwiek dopłat za sprzątanie czy inne „drobnym druczkiem” zapłaciliśmy 250 euro. Do tego doszedł koszt paliwa a że autko paliło 6l/100 to można było sobie pozwiedzać.
.

.
Baza wypadowa z jakiej ja korzystałem, to kemping Camp “Nacionalni park”. Namioty rozbite pod drzewkami, kilka metrów od brzegu, z szumiącymi falami i śpiewem ogromnej ilości ptaków. Po wyjściu z namiotu i podejściu na skalny brzeg, widać doskonale pasmo górskie które było naszym celem. Nieco w głębi stały kampery a za ogrodzeniem są domki kempingowe. Tuż przy bramie i portierni znajduje się węzeł sanitarny.
Ul. dr. Franje Tuđmana 14a, 23244, Starigrad, Chorwacja +38523369155
.

.
widok z kempingu Camp “Nacionalni park” na nasze góry
.
Świetnie przygotowany kemping należący do Parku Narodowego Paklenica. Teren nad samą wodą, pod drzewami, z miejscami na kampery, samochody i namioty. Dobrze przygotowany węzeł sanitarny czynny całą dobę. Parking zewnętrzny na którym można zostawić auto na czas akcji górskiej.
Ceny na kempingu w zależności od miesiąca. Oczywiście w sezonie wakacyjnym najdrożej. Obszerny cennik na stronie: https://www.np-paklenica.hr
.

.
UWAGA – mapy Google nie pokazują tego szlaku.
.
.
Velebit, Chorwacja, odcinek z Baške Oštarije do PS Šugarska Duliba – Tatekova Koliba – Starigrad Paklenica to w/g zapisu śladu na vikiloc 51,75 km, 2008 m podejść i 2904 m zejść. Wykres po połączeniu dziennych odcinków pokazuje ok 10% mniej niż jest faktycznie. Szlak można pobrać na telefon a przed wyruszeniem warto prześledzić całą trasę na dużym powiększeniu.
.

.
Hotel Rajna
Ul. dr. Franje Tuđmana 105, 23244, Starigrad, Chorwacja
http://www.hotel-rajna.com
Obiekt prowadzi Marin Marasović, znawca gór oraz organizator wielu imprez górskich. U niego można zamówić transport w dowolne miejsce startu, by po przejściu odcinka w górach, zejść już bezpośrednio do Paklenicy i na kemping czy do hotelu. Przy obiekcie działa mała gastronomia.
Uwaga dla osób przylatujących do Chorwacji a chcących biwakować. Gazu w pojemnikach czy choćby zapalniczek nie można zapakować do bagażu. O pomoc w kupnie kartusza można poprosić Marina. Najbliższy sklep z takim asortymentem znajduje się w Zadarze a najłatwiej trafić do Decathlonu. Jadąc samochodem nie mamy takiego problemu, zabierając cały potrzebny sprzęt z miejsca wyjazdu.
.

.
#Chorwacja #Croatia #Velebit #Paklenica #góry #mountain
..

.
Razem z Rafałem Ziębą po zakończeniu wędrówki przy wejściu (wyjściu) z Parku Narodowego Paklenica.
.
.
Ważne – Od startu w Baške Oštarije do Starigrad Paklenica NIE MA innych punktów z wodą, poza zbiornikiem z deszczówką w schronie PS Šugarska Duliba, oraz pompie z wodą przy skałach obok schronu Tatekova Koliba. Nie ma także rzeki, stawu czy innych możliwości uzupełnienia zapasów. To należy mieć na uwadze, wyruszając na ten szlak.
.

.
Po akcji górskiej, zasłużony odpoczynek w Nin. Tutaj na plaży w zatoce (odpływ).
.
Biwakowanie pod namiotem na terenie Chorwacji jest mocno ograniczone a mandaty są bardzo dotkliwe. Przed wyruszeniem do Chorwacji z namiotem, sprawdźcie zasady obowiązujące na terenie do którego się wybieracie.
.

.
Przy granicy z Bośnią i Hercegowiną nie wchodźcie do lasów poza wyznaczonymi szlakami. „Pamiątki” z czasów wojny w 91″ nadal tam się znajdują.
.

.
Szlaki oznaczane są w sposób zupełnie inny niż w Polsce, dlatego należy baczniej zwracać uwagę na czerwone kółka lub czasami czerwona kreska na kamieniach. W miejscach popularniejszych i przy części skrzyżowań szlaków, można spotkać tablice z szacowanymi czasami przejść. Bywają odcinki z zupełnie niewidocznym przebiegiem szlaku, więc telefon z wgraną mapą może okazać się konieczny.
.

.
opracowanie & foto: Albin Marciniak
https://www.facebook.com/marciniak.albin
Pierwsze polskie przejście szlaku Via Adriatica, solo, bez wsparcia z zewnatrz i supportów. Po wyruszeniu 1 maja z Puli a następnie z przylądka Kamenjak i po pokonaniu 1 237 km i 1 673 000 kroków, w niedzielę 6 lipca 2025r w samo południe dotarłem na skraj przylądka Prevlaka.
.
Zipline Jebel Jais w regionie Ras al Khaimah, Zjednoczone Emiraty Arabskie
Najdłuższa tyrolka świata wpisana do księgi rekordów Guinnessa a do tego z najwyższej góry w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Długość liny 2832 m, różnica wysokości między punktami to aż 400 m, przy prędkość przejazdu do 160km/h !.

Jedni zbierają znaczki, inni hodują rybki. Jedni wolą spędzać długie godziny z pilotem tv w ręku a inni szukają mocnych wrażeń i kolekcjonują wspomnienia. Zrobiłem to i zjechałem na linie głową w dół pędząc blisko 160 km/h. Stoch czy Małysz nawet na mamuciej skoczni osiągali nieco ponad 100 km/h a ich lot trwał kilka sekund. Moje wrażenia w locie trwały znacznie dłużej a ptaki mijałem znacznie szybciej 🙂

Wyruszając do Zjednoczonych Emiratów Arabskich na otwarcie EXPO 2020 w Dubaju, zapytano mnie czy przy okazji wizyty w ZEA mam ochotę spróbować czegoś wyjątkowego w górach. Do dyspozycji było kilka aktywności, ale dla mnie możliwość zjazdu najdłuższą tyrolką na świecie była bezkonkurencyjna i decyzję podjąłem bez najmniejszego wahania. Jak się okazało na miejscu, to była bardzo słuszna decyzja. W końcu taka okazja nie czeka w każdym parku rozrywki a do tego w otoczeniu surowych gór tuż przy granicy z Omanem.

Góra Jebel Jais na której zboczu zbudowana została ta wyjątkowa atrakcja, oddalona jest od Dubaju o 2 godziny jazdy samochodem. Większość drogi wiedzie przez tereny pustynne ale już od miasta Ras al-Chajma zaczyna się krajobraz górzysty. Ostatnie kilkanaście kilometrów to serpentyny i dziesiątki ostrych zakrętów drogi nowoczesnej a zbudowanej całkiem niedawno. Dojazd na parking przed biurem agencji upłynął na wpatrywaniu się w mijane urwiska skalne przeplatane rozległymi panoramami. Upał nie był już tutaj tak dokuczliwy jak w Dubaju czy w pozostałych wizytowanych miejscach nad Zatoką Perską, gdzie temperatura w cieniu dochodziła do +40 stopni z odczuwalną nawet do +50, dla europejczyka nie należy do przyjemnych.

W górach choć surowych i pozbawionych roślinności, klimat był w miarę znośny. Oczywiście wyruszając na szlaki piesze jakich jest tutaj sporo, czy na równie popularne drogi wspinaczkowe, o dużej ilości napoi nie można zapominać. To jednak nie są nasze Tatry czy Beskidy, gdzie schroniska rozrzucone są co kilka kilometrów. Surowy rejon pustynny rządzi się swoimi prawami i nie bez przyczyny, kilkanaście kilometrów poniżej w rozległych dolinach powstał „Bear Grylls Explorers Camp” firmowany nazwiskiem słynnego Beara Gryllsa.

Na rządnych mocniejszych wrażeń i smaku prawdziwej adrenaliny, czeka blisko 3 kilometrowa tyrolka. Około kilometra od platformy startowej znajduje się pawilon, gdzie podpisujemy stosowne dokumenty, zgody i oświadczenia, przechodzimy instruktaż oraz zostajemy ubrani w sprzęt. Na całość składa się uprząż wspinaczkowa, specjalny strój z taśmami i rolkami na którym w trakcie zjazdu będziemy w pozycji leżącej. Do tego osłona na włosy i oczywiście kask oraz gogle by cokolwiek widzieć przy tej prędkości i pędzie powietrza. Dostajemy także mały plecak by tam przełożyć wszystko co mamy w kieszeniach. Zapomnijcie o telefonie i próbie selfie w trakcie lotu. Jedyna możliwość to kamerka montowana na kasku. Szybkość i pęd powietrza jest tak duży że chcąc w locie jak najwięcej uchwycić okiem kamerki na kasku, próbowałem rozglądać się na boki i już to wprowadzało całe ciało w spore wibracje. Ręce w trakcie całego zjazdu są ułożone wzdłuż ciała i nawet nie próbowałem wykonać jakiegokolwiek ruchu.

Grupka śmiałków ubrana i w pełni gotowa, zostaje przewieziona w pobliże platformy startowej. Tutaj następuje ważenie i ew. dociążenie specjalnymi woreczkami mocowanymi do naszej liny. To pozwala na utrzymanie podobnej prędkości dla obu startujących, bo na dwóch linach wypuszczane są po dwie osoby. Moment szybszego bicia serca to głośne odliczanie wszystkich oczekujących na swoją kolej. 3, 2, 1 i zaczyna się zjazd… Pierwsze sekundy to jeszcze zbocze góry ale po nich następuje lot nad ogromną przepaścią. Chwila na przyzwyczajenie się i następuje ta przyjemna część lotu połączona z euforią. Blisko dwie minuty swobodnego zjazdu pozwalają na naprawdę dużą dawkę wrażeń. Pod spodem widzimy wijące się serpentyny drogi którą jeszcze nie tak dawno jechaliśmy z dolin. Przed nami powoli zbliżające się zbocze kolejnej góry. Zaczynamy zwalniać…dojazd do dolnej platformy jest już spokojny a ostatnie metry pokonujemy pomagając sobie podciągając się dodatkową liną. Wreszcie mamy grunt pod nogami. Obsługa pomaga zdjąć z nas nadmiar sprzętu ale zostajemy jeszcze w samej uprzęży z dwoma linami zakończonymi karabinkami. Tak wyposażeni przechodzimy na drugą stronę platformy by już w pozycji siedzącej, wpiąć się w drugą linę i dojechać do półki skalnej oddalonej około 30 metrów. Dopiero tutaj jest koniec zjazdu.
Stąd zostajemy zabrani samochodem do pawilonu gdzie wcześniej pobieraliśmy sprzęt. Teraz możemy popatrzeć jak poniżej inni śmiałkowie przemykają na linie łączącej dwie góry.
Zrobiłem to ! Czas na kolejne wyzwania…

W ramach tego niesamowitego doświadczenia uczestnicy zostają wyposażeni w specjalną uprząż, a sam lot zajmie około dwóch do trzech minut. Mój trwał dokładnie 105 sekund. Lot kończy się na zawieszonej platformie do lądowania, gdzie następuje przepięcie do drugiej liny, aby zakończyć całą powietrzną podróż na półce skalnej.

Oficjalna strona :
https://www.visitjebeljais.com
Tyrolka 31 stycznia 2018 r. została wpisana do Księgi Rekordów Guinnessa!

Kto może wziąć udział w zjeździe na linie ?
– Waga (kg): min 40 – 130 max (należy pamiętać, że warunki pogodowe mogą mieć wpływ na dopuszczalny limit)
– Wysokość (cm): min 122
– Uczestnicy w wieku poniżej 18 lat, którzy spełniają wymagania dotyczące wzrostu i wagi, mogą odbyć zjazd samodzielnie, ale muszą im towarzyszyć w biurze agencji i przedstawić oświadczenie podpisane przez rodzica lub opiekuna prawnego.
– Dobry stan fizyczny i psychofizyczny.
Obowiązkiem każdego uczestnika jest przedstawienie w kasie swojego oryginalnego paszportu lub dowodu tożsamości. Każdy uczestnik podpisuje oświadczenie oraz zgodę na obowiązujący regulamin.
Do dyspozycji na miejscu:
– Wypożyczalnia -(dodatkowy koszt 135 AED z VAT)
– Bezpłatny parking samochodowy
– WC
– Kawiarnia
– Sklep z pamiątkami
– Szafki (obowiązuje dodatkowa opłata)
Cena (AED): Dhs 360.00
Cena obejmuje wypożyczenie całego sprzętu potrzebnego do bezpiecznego zjazdu, dojazd z biura na punkt startowy oraz dowóz z punktu końcowego do biura firmy oraz oczywiście pełną specjalistyczną obsługę.

Godziny pracy
Otwarte od środy do niedzieli i we wszystkie święta.
Godziny letnie (do 1 września) 10:00 – 18:00
Godziny zimowe (od 4 września) 9.00-17.00

Zapierająca dech w piersiach platforma startowa znajdująca się na wysokości 1680 m n.p.m. Przezroczysta podłoga zawieszonej platformy unoszącej się pośrodku góry.

film z przygotowania i zjazdu








Wysoko na wierzchołku majaczy ciemniejszy punkcik. To platforma startowa 400 m wyżej i blisko 3 km dalej.

Platforma dolna na której następuje przepięcie na następną linę i dojazd do półki skalnej poniżej parkingu.

Platforma dolna zawieszona w powietrzu, przypomina ujęcie z filmu Gwiezdne Wojny. Stąd już tylko kilkadziesiąt metrów zjazdu po przepięciu na drugą linę.

Atrakcja jest stosunkowo nowa i cały czas trwa rozbudowa zaplecza. Ten pawilon obok parkingu i biura gdzie pobiera się sprzęt, wkrótce będzie oferował „coś na ząb” z widokiem na oba szczyty zjazdu na linie. Przy kawie będzie można podziwiać rozległą panoramę sigającą także na góry po stronie Omanu.







opracowanie i foto: Albin Marciniak
Wizyta na Farmie Pereł w Ras al Khaimah w ZEA