- Ten temat ma 14 odpowiedzi, 2 głosy, a ostatnio został zaktualizowany 15 lat, 1 miesiąc temu przez
Anonimowy.
-
AutorWpisy
-
2010-12-23 o 20:34 #126554
RedakcjaModeratorPo udanym wypadzie w Tatry z noclegiem w Murowańcu, zapraszamy Was ponownie, tym razem na Czerwone Wierchy w połowie stycznia czyli 14-16.01.2011 . Nocujemy w 2 schroniskach: na Ornaku i na Hali Kondratowej. Podobnie jak ostatnio tak i tym razem wyjazd niskobudżetowy czyli po kosztach własnych. Za kilka dni podamy więcej szczegółów nt. noclegów, dojazdu i wypożyczania rakiet i raków. Raki tym razem mogą się przydać obok samych rakiet bo idziemy na 2-tysięczniki a tam wszystko jest możliwe. Tymczasem rezerwujcie sobie wolne na ten czas.
Kolejny wyjazd będzie prawdopodobnie w 1 weekend lutego z rakietami i ski turami na Wierchomli.
.
Attachments:2010-12-30 o 19:02 #126597
RedakcjaModeratorInformacje dotyczące wyjazdu są zamieszczone na stronie gł.
http://www.klubpodroznikow.com/spotkania-i-zloty-podronikow/895-czerwone-wierchy-na-rakietach-
zapraszamy chętnych śmiałków i czekamy na Wasze pytania2011-01-07 o 14:47 #126623Anonimowy
GośćWitam
Proszę mnie liczyć jako uczestnika:)
Czekam tylko na info odnośnie wypożyczenia raków i czekana w Zakopanem – jestem spoza Krakowa.
Do zobaczenia!2011-01-10 o 00:25 #126626
RedakcjaModeratorProszę pozostałe osoby o decyzję bo czas na rezerwację miejsc w schronisku jest już mocno ograniczony. Jest kilka wariantów na przejście w zależności od pogody i warunków na szlakach.
2011-01-10 o 21:27 #126630
RedakcjaModeratorOsoby chcące wypożyczyć rakiety w Zakopanem proszę umawiać się bezpośrednio z właścicielem wypożyczalni powołując się na Klub lub na Kajetana z rakiety.pl .
Proszę dzwonić do :
Jarek Matyasik 793 462 3972011-01-11 o 21:50 #126643Anonimowy
Gośćpostaram sie nastepnym razem nie zawieść..
2011-01-12 o 23:03 #126656
RedakcjaModeratorNiestety pogoda jest mało łaskawa tej zimy i musimy zweryfikować nasz plan działania. Odwilż nawet na Czerwonych Wierchach stopiła śnieg i został lód i błoto. Widoczności nie ma żadnej a marna to przyjemność taplać się w błocie i ślizgać na podejściach nie mając choćby ładnych widoków. Czekamy na lepsze warunki i przede wszystkim na śnieg.
Na pierwszy weekend lutego jest już dograna impreza na Rycerzowej i do 2 dni zamieścimy pełny opis Rajdu & Zlotu.
W razie pytań proszę o tel. lub sms 506 918 1662011-01-13 o 01:41 #126657Anonimowy
GośćWłaśnie miałem pisać, że pogoda coś nie bardzo…
Czekam na kolejne tatrzańskie propozycje 🙂2011-01-13 o 20:36 #126659Anonimowy
GośćInformacja oficjalna:
Niestety – prognozy pogody i związana z nimi perspektywa łażenia w chmurach po lodzie i błocie spowodowała, że wyprawę na Czerwone Wierchy odkładamy na później. Poczekamy na śnieg i lepsze widoki.W zastępstwie postanowiliśmy wybrać się na sobotę i niedzielę do Doliny Pięciu Stawów Polskich z noclegiem w Piątce.
Program przedstawia się następująco:
1. piątek 14 stycznia: spotykamy się w Piwnicy pod Baranami o godzinie 20:00 na recitalu Kamili Klimczak „Rysy na życiorysie”
2. sobota 15 stycznia:
– 6:20 (najpóźniej) zbiórka na RDA, ul.Bosacka
– 6:40 odjazd Szwagropolem do Zakopanego. Co prawda TransFrej odjeżdża nieco wczesniej, ale do Zakopanego przybywa już później – sprawdzone
– ok. 8:50 na dworcu w Zakopanem przesiadamy się do busa i jedziemy na Palenicę Białczańską
– ok. 9:30 ruszamy do Wodogrzmotó Mickiewicza, a delj zielonym szlakiem przez Dolinę Roztoki do schroniska w Dolinie Pięciu Stawów Polskich
– w schronisku zostawiamy cięższe rzeczy i około południa wybieramy się na rundkę wzdłuż Doliny Pięciu Stawów na przykład pod Liptowskie Mury i do Zadniego Stawu.
Powrót do Schroniska przed zmierzchem, więc zalecane jest zabranie ze sobą – oprócz oczywiście aparatów fotograficznych – jakiegoś statywu. Jest pewna szansa na ładne zdjęcia nocne.
Oczywiście nie jest to obowiązkowe, bo w pobliżu jest tyle głazów i kamieni, że spokojnie można je wykorzystać (razem z plecakiem lub futerałem) w charakterze statywu.
Obowiązkowe jest natomiast zabranie ze sobą raków ze względu na nienajłatwiejsze podejście do schroniska. Raki można będzie wypożyczyć w zaprzyjaźnionych Wierchach na ul.Jagiellońskiej.
Absolutną ostatecznością mogą być opisywane przez nas SnowGripy, ale ja osobiście nie polecam, bo na takim szlaku ich kolce mogą się bardzo szybko stępić.3. niedziela 16 stycznia:
Z racji pogody i warunków decydujemy się na powrót Doliną Roztoki z dodatkową atrakcją (jeśli czas pozwoli) degustacji słynnych naleśników w schronisku Na Starej Roztoce.
Jeśli z kolei będzie jeszcze kondycja i chęci – można jeszcze podejść do Morskiego Oka.
Powrót busem z Palenicy Białczańskiej do Zakopanego i Szwagropolem do Krakowa.Bilety na Szwagropol dobrze jest kupić wcześniej. Zasadniczo każdy powinien to zrobić we własnym zakresie, ale ponieważ jutro będziemy kupować bilety dla siebie – możemy także kupić dla chętnych, którzy się zgłoszą.
2011-01-17 o 15:42 #126665Anonimowy
GośćZimowe przejście do Doliny Pięciu Stawów Polskich uważam za zaliczone!
Co prawda nie na rakietach, a na rakach, ale i tak okazało się bardzo przyjemnym i relaksującym przeżyciem.Zakopane przywitało nas odwilżą, mgłą i mżącym deszczem.
Nie lepiej było na Palenicy Białczańskiej i przy Wodogrzmotach Mickiewicza. Na wstępie odwiedziliśmy schronisko w Starej Roztoce. Szlak w dół od drogi do Morskiego Oka nieco śliski, ale obyło się bez upadku, mimo że nie chciało nam się jeszcze ubierać raków.
W schronisku – pusto. Poranna kawa i kwaśnica nieco nas rozleniwiły więc przy leniwym piwku doczekaliśmy wizyty wycieczki szkolnej. Młodzi ludzie nie byli hałaśliwi i zachowali się bardzo sympatycznie – niemal jak rasowi podróżnicy. Serce rośnie.Po powrocie do Wodogrzmotów skierowaliśmy się na zielony szlak do Doliny Roztoki i – nadal nie zakładając raków – ślizgaliśmy się w marznącej mżawce około 1 km wgłąb Doliny. Dalej było już bardzo ślisko, a lód rozciągał się na całej szerokości szlaku tak, że coraz mniej wystawało spod niego kamieni, na których można by było pewnie oprzeć nogę.
W pewnym momencie Albin niespodziewanie zmienił kierunek marszu na odwrotny – w dół. Zdziwiłem się nieco, bo raczej nie spodziewałbym się po nim kapitulacji, ale szybko okazało się, że to nie zmęczenie ani zniechęcenie – a raczej grawitacja spowodowała to chwilowe zawahanie.
Nie było sensu dalej się męczyć więc wreszcie przestaliśmy zgrywać twardzieli i wyposażyliśmy nasze podeszwy w stalowe zęby, dzięki czemu dalsza droga stała się równie łatwa jak w lecie.Od mniej więcej połowy Doliny Roztoki mżawka szybko zaczęła zmieniać się w deszcz ze śniegiem, następnie w śnieg z deszczem – by po niedługim czasie, przed skrzyżowaniem ze szlakiem czarnym, stać się już wyłącznie opadem śniegu. Wiatru w Dolinie nie czuło się praktycznie wcale, więc nieco mnie (byłem tam pierwszy raz w życiu) zaskoczył na podejściu w górę pod Świstową Czubą.
Mieliśmy tyle szczęścia, że podmuchy dopiero się zaczynały, a właściwy wiatr – zresztą słabiutki w porównaniu z tym, który przeżyliśmy podczas poprzedniej naszej wędrówki za Przełęczą Między Kopami – rozdmuchał się dopiero kiedy siedzieliśmy w bezpiecznym cieple Piątki.
Ze względu na nieciekawą pogodę (na zmianę padający i przewiewany śnieg oraz dość dokuczliwy wiatr) postanowiliśmy zostać w schronisku i poświęcić swoją energię nawiązywaniu nowych znajomości z uczestnikami kursu lawinowego. 😉Drugiego dnia Tatry przywitały nas piękną pogodą (przez około 10 min świeciło nawet słońce!), pięknymi widokami ośnieżonych szczytów i zamarzniętych stawów.
Postanowiliśmy wybrać się na niewielki spacer po Dolinie w kierunku Zadniego Stawu i Gładkiej Przełęczy. Początkowo było bardzo lekko i przyjemnie, wiatr ucichł, śnieg przestał padać, a temperatura nie spadała poniżej minus jednego stopnia Celsjusza.
Jednak podchodząc pod górę zaczęliśmy coraz mocniej odczuwać złośliwe wychylający się zza grani wiatr i coraz częściej musieliśmy się zatrzymywać by wygrzebać z naszych oczu i nosa wciskający się tam śnieg.
W pewnym momencie droga przestała już być lekkim spacerkiem, a ponieważ od początku nie nastawialiśmy się na ekstremalne przeżycia, postanowiliśmy zawrócić w Dolinę i do schroniska.
I okazało się, że nie byliśmy jedynymi.Dość ciekawym dla mnie przeżyciem było przejście w drodze powrotnej przez stawy po lodzie. Szczególnie forsowanie Małego Stawu odbyło się dokładnie przez sam jego środek, co mam udokumentowane na śladzie w GPS. 🙂
Po rozmowie z szefową schroniska, krótkiej zabawie z jej psem i zjedzeniu lekkiego obiadu, spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę powrotną w dół, do Doliny Roztoki.W ten weekend warunki były jeszcze dość dobre, ale sugerowałbym jednak do samego podejścia do Schroniska, czy też schodzeniu z niego, skorzystać z wytyczonego – chociaż jeszcze nieprzetartego – szlaku zimowego. Na szlaku letnim – pod górną stację kolejki technicznej – jest parę potencjalnie niebezpiecznych przejść przez nawiany na stromym zboczu śnieg, który w pewnych okolicznościach może się nagle zsunąć – oczywiście ze wszystkim co się na nim znajdzie.
Troszkę się tego fragmentu obawiałem ale uspokoił mnie widok kozicy spokojnie skubiącej sobie trawkę jakieś 50 m poniżej nas na trasie potencjalnego obsuwu. Skoro ona nie widziała (czy też nie słyszała) niepokojących sygnałów – to my chyba też nie powinniśmy się niczego obawiać. Mam nadzieję, że nie było tak, że ona pomyślała sobie dokładnie to samo o nas…W Dolinie Roztoki śniegu było tym razem więcej niż w sobotę, więc nie odpinaliśmy raków praktycznie do samego jej końca.
Jeszcze tylko nieco nudny kawałek szlaku drogą do Palenicy Białczańskiej i nasz weekendowy trip zakończył się na fotelach busa.Po przyjeździe do Zakopanego naszym oczom ukazał się niespodziewanie piękny widok oświetlonych promieniami zachodzącego słońca Świnicy i Kościelca oraz mieniące się wszystkimi odcieniami czerwieni, pomarańczu, purpury i fioletu obłoki nad Giewontem.
Sesja fotograficzna była już praktycznie ostatnim etapem tego wypadu. Słońce zaszło, wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy do domu.Muszę z całą odpowiedzialnością przyznać, że Albin w najmniejszym stopniu nie przesadza zachwalając Dolinę Pięciu Stawów Polskich, widoki na otaczające ją grzbiety, górującą na nią Orlą Perć – a przede wszystkim wspaniałą atmosferę samego schroniska.
Była to moja pierwsza, ale na pewno nie ostatnia wizyta w tym miejscu. Gorąco polecam każdemu!2011-01-17 o 16:53 #126666Anonimowy
Gość„W pewnym momencie Albin niespodziewanie zmienił kierunek marszu na odwrotny – w dół. Zdziwiłem się nieco, bo raczej nie spodziewałbym się po nim kapitulacji, ale szybko okazało się, że to nie zmęczenie ani zniechęcenie – a raczej grawitacja spowodowała to chwilowe zawahanie.”
Tak właśnie rodzi się antysemityzm: Wynalazcą grawitacji był niejaki Newton. Na imię miał Izaak. Matką Izaaka była kobieta urodzona w religii mojżeszowej, a tak dziedziczy się pochodzenie. Zatem kiedy nagle grawitacja ściąga nas w dół lub męczy ciężki plecak – zbliżamy się do granicy antysemityzmu.
2011-01-17 o 17:02 #126667Anonimowy
GośćWiedziałem, że na Ciebie zawsze można liczyć. 😛
Newton nie był wynalazcą – tylko odkrywcą grawitacji.
Grawitacja została wynaleziona (wg aktualnie obowiązujących teorii naukowych) przez Wielki Wybuch.2011-01-17 o 20:45 #126671
RedakcjaModeratorTo nie była kapitulacja a odpowiedzialność bo nie szedłem tam sam a Czerwone Wierchy w takich warunkach były bardzo niebezpieczne.
Sobota na szlaku Doliną Roztoki to potwierdziła gdzie szliśmy w deszczu po lodzie i gdyby nie raki to było by lekko półśmiesznie …
.
a to już niedziela i widok na schronisko
.
jutro będzie więcej zdjęć z wyjazduAttachments:2011-01-17 o 20:53 #126674Anonimowy
GośćHehehe!
Czytaj uważnie.
Mnie chodziło o moment w Dolinie Roztoki, kiedy nagle zmieniłeś kierunek marszu z „w górę” na „na dół”. Zapytałem wtedy „A Ty dokąd?”, bo ciężko było mi uwierzyć, że zrezygnowałeś i wracasz. Już prędzej bym uwierzył że idzie na nas zły – bo zbyt wcześnie – rozbudzony misiek. Tylko że to też było bardzo mało prawdopodobne…2011-01-21 o 14:31 #126705Anonimowy
GośćRelację (nieznacznie tylko rozszerzoną) powiesiłem na stronie głównej.
Tam też do obejrzenia galeria zdjęć z wyjazdu. -
AutorWpisy
- Musisz się zalogować by odpowiedzieć w tym temacie.

