Jeszcze kilkadziesiąt lat temu letnie upały były w Polsce zjawiskiem stosunkowo rzadkim. Dziś temperatury przekraczające 30°C pojawiają się coraz częściej, a fale gorąca potrafią utrzymywać się przez wiele dni. Jednak sam wzrost temperatury powietrza nie wyjaśnia wszystkiego. Coraz częściej mamy wrażenie, że nawet przy tej samej temperaturze odczuwamy znacznie większy skwar niż dawniej. Skąd bierze się to zjawisko?
Na nasze samopoczucie wpływa nie tylko temperatura wskazywana przez termometr. Równie ważne są wilgotność powietrza, prędkość wiatru, nasłonecznienie oraz temperatura powierzchni, które nas otaczają. Trawnik, las czy park pochłaniają część energii słonecznej i oddają ją do atmosfery poprzez parowanie wody, dzięki czemu naturalnie chłodzą otoczenie. Zupełnie inaczej zachowują się asfalt, beton, kostka brukowa czy ciemne dachy. Materiały te nagrzewają się nawet do 60–80°C, oddając zgromadzone ciepło jeszcze długo po zachodzie słońca. W efekcie temperatura odczuwalna w miastach może być o kilka, a miejscami nawet o kilkanaście stopni wyższa niż na terenach zielonych.
W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat krajobraz Polski zmienił się w ogromnym stopniu. Powstały tysiące kilometrów nowych dróg i autostrad, setki osiedli mieszkaniowych, centra handlowe, hale magazynowe, parkingi i zakłady przemysłowe. Wiele dawnych pól, łąk i terenów zielonych zastąpiły powierzchnie nieprzepuszczalne dla wody, które zamiast chłodzić – magazynują i emitują ciepło. Jednocześnie zmniejszyła się liczba dużych drzew w wielu przestrzeniach miejskich, a naturalna retencja wody została ograniczona przez uszczelnienie gruntu.
Nie oznacza to, że jedyną przyczyną wzrostu temperatur jest urbanizacja. Współczesne ocieplenie klimatu ma charakter globalny i jest przede wszystkim związane ze wzrostem stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze. Jednak sposób, w jaki zagospodarowaliśmy nasze miasta i wsie, sprawia, że skutki tego ocieplenia odczuwamy znacznie silniej niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu. To dlatego dwa miejsca oddalone od siebie o zaledwie kilka kilometrów mogą różnić się temperaturą nawet o kilka stopni.
W tym opracowaniu przyjrzymy się najważniejszym czynnikom wpływającym na wzrost temperatur w naszym otoczeniu. Sprawdzimy, jak na lokalny klimat oddziałują beton, asfalt, zabudowa, wycinka drzew, zmiany w gospodarce wodnej oraz rozwój infrastruktury, a także spróbujemy oszacować, jak bardzo Polska zmieniła się pod tym względem w latach 1976–2026. Celem nie jest wskazanie jednej przyczyny, lecz pokazanie, jak wiele elementów – od zmian klimatycznych po sposób zagospodarowania przestrzeni – wspólnie decyduje o tym, dlaczego współczesne upały są dla nas znacznie bardziej odczuwalne niż kiedyś.

Dlaczego w Polsce jest coraz goręcej
Dziś coraz częściej słyszymy o falach gorąca, tropikalnych nocach i rekordowych temperaturach. Większość dyskusji koncentruje się na globalnych zmianach klimatu. Jest to oczywiście jeden z najważniejszych czynników, jednak znacznie rzadziej zadajemy sobie pytanie: czy sposób, w jaki zmieniliśmy nasze miasta i wsie, nie sprawia, że skutki upałów odczuwamy znacznie mocniej niż jeszcze pół wieku temu?
Odpowiedź brzmi – tak.
Nie zmieniliśmy jedynie klimatu. W ogromnym stopniu zmieniliśmy również krajobraz. To właśnie on decyduje o tym, jaka temperatura panuje kilka metrów nad ziemią, jak szybko wysycha gleba, gdzie zatrzymuje się woda po deszczu i czy powietrze daje choć odrobinę ochłody.
Polska sprzed 50 lat wyglądała zupełnie inaczej
Od lat 70. powierzchnia terenów zabudowanych wzrosła o kilka tysięcy kilometrów kwadratowych. Powstały tysiące kilometrów autostrad, dróg ekspresowych i nowych ulic, setki tysięcy domów jednorodzinnych, ogromne osiedla mieszkaniowe, centra handlowe, hale magazynowe, zakłady przemysłowe, parkingi oraz place logistyczne.
Każda taka inwestycja oznaczała zastąpienie gleby, trawników lub pól powierzchniami wykonanymi z asfaltu, betonu, kostki brukowej lub dachów. Materiały te niemal nie przepuszczają wody i bardzo silnie nagrzewają się pod wpływem promieniowania słonecznego.
W słoneczny dzień temperatura asfaltu może przekraczać 60°C, a ciemnych dachów nawet 70–80°C. Dla porównania dobrze nawodniony trawnik lub zacieniony park są często o kilkadziesiąt stopni chłodniejsze.

Czy zbyt nisko kosimy trawniki?
Każdy deszcz kiedyś zostawał na miejscu
Naturalny krajobraz działa jak ogromna gąbka. Łąki, lasy, ogrody i nieutwardzone grunty zatrzymują znaczną część opadów. Woda powoli wsiąka w glebę, zasila wody gruntowe i przez kolejne dni stopniowo odparowuje.
To właśnie proces ewapotranspiracji – obejmujący parowanie z gleby oraz transpirację roślin – jest jednym z najważniejszych naturalnych mechanizmów chłodzenia powierzchni Ziemi. Energia słoneczna zamiast ogrzewać podłoże jest wykorzystywana do odparowania wody, dzięki czemu temperatura otoczenia pozostaje niższa.
Tam, gdzie zamiast zieleni pojawia się asfalt lub beton, ten mechanizm niemal zanika. Deszcz bardzo szybko trafia do kanalizacji deszczowej lub odpływa do rzek, a powierzchnia już po kilku godzinach ponownie staje się sucha i zaczyna intensywnie się nagrzewać.
Czy zbyt nisko kosimy trawniki?
Jednym z najbardziej niedocenianych elementów współczesnego krajobrazu jest sposób utrzymywania miejskiej zieleni.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu wiele miejskich trawników koszono znacznie rzadziej. Obecnie w wielu miastach niemal każdy skwer, pas zieleni, park czy pobocze są regularnie przycinane do wysokości kilku centymetrów.
Z punktu widzenia estetyki wygląda to schludnie. Z punktu widzenia fizyki i hydrologii sytuacja wygląda jednak inaczej.
Wyższa roślinność:
- przechwytuje więcej opadów,
- ogranicza bezpośrednie nagrzewanie gleby,
- zmniejsza tempo wysychania ziemi,
- zwiększa ilość wody oddawanej do atmosfery przez ewapotranspirację,
- poprawia retencję powierzchniową,
- tworzy korzystniejszy mikroklimat.
Skoszony do kilku centymetrów trawnik znacznie szybciej wysycha. Gleba pozostaje odsłonięta, mocniej nagrzewa się od słońca i oddaje więcej ciepła do otoczenia.
Nie oznacza to, że trawy nie należy kosić. Chodzi raczej o odejście od częstego, bardzo niskiego koszenia na rzecz bardziej zróżnicowanego utrzymania zieleni, zwłaszcza tam, gdzie nie jest to konieczne z powodów bezpieczeństwa czy rekreacji.

Czy zbyt nisko kosimy trawniki?
Drzewa – największe naturalne klimatyzatory
Jedno dorosłe drzewo potrafi każdego dnia odparować nawet kilkaset litrów wody, jednocześnie zacieniając powierzchnię gruntu. Dzięki temu temperatura pod koroną drzewa bywa nawet o kilka stopni niższa niż na sąsiednim placu pokrytym kostką brukową.
Drzewa pełnią jednocześnie kilka funkcji:
- zatrzymują promieniowanie słoneczne,
- magazynują wodę,
- zwiększają wilgotność powietrza,
- ograniczają nagrzewanie nawierzchni,
- poprawiają przewietrzanie ulic.
Ich znaczenie dla mikroklimatu jest znacznie większe, niż wynikałoby wyłącznie z zajmowanej powierzchni.
Miejska wyspa ciepła – zjawisko, które sami tworzymy
Połączenie ogromnych powierzchni asfaltu, betonu, dachów oraz ograniczonej ilości zieleni prowadzi do powstania tzw. miejskiej wyspy ciepła.
W praktyce oznacza to, że centrum miasta może być nawet o kilka stopni cieplejsze od terenów podmiejskich. Najbardziej odczuwalne jest to wieczorem i w nocy. Beton oraz asfalt przez cały dzień magazynują energię słoneczną, a po zachodzie słońca oddają ją jeszcze przez wiele godzin.
To dlatego coraz częściej pojawiają się tzw. noce tropikalne, podczas których temperatura nie spada poniżej 20°C.

wyższa roślinność zwiększa ewapotranspirację
Czy możemy coś zmienić?
Nie zatrzymamy globalnych zmian klimatu wyłącznie poprzez sadzenie drzew czy ograniczenie koszenia trawników. Możemy jednak znacząco zmniejszyć skutki upałów tam, gdzie żyjemy.
Największy potencjał mają działania, które:
- chronią istniejące drzewa,
- zwiększają powierzchnię zieleni wysokiej,
- ograniczają zbędne uszczelnianie terenu,
- zastępują beton i asfalt nawierzchniami przepuszczalnymi tam, gdzie to możliwe,
- rozwijają ogrody deszczowe i zielone dachy,
- pozostawiają część miejskich trawników wyższą w okresach suszy,
- zwiększają retencję wody opadowej.
Wnioski
Globalne ocieplenie jest faktem potwierdzonym przez tysiące badań naukowych. Jednak to, jak silnie odczuwamy jego skutki, zależy również od decyzji podejmowanych na poziomie lokalnym. W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat w Polsce powstały tysiące kilometrów nowych dróg, miliony metrów kwadratowych dachów, setki kilometrów kwadratowych parkingów i rozległe strefy przemysłowe. Równocześnie wiele terenów biologicznie czynnych zostało uszczelnionych, a utrzymanie zieleni często podporządkowano estetyce zamiast funkcjom przyrodniczym.
Każdy metr kwadratowy trawnika, łąki, krzewów czy drzew to nie tylko element krajobrazu. To część naturalnego systemu chłodzenia, magazynowania wody i łagodzenia skutków upałów. Nie zastąpi on działań na rzecz ograniczania zmian klimatu, ale może sprawić, że nasze miasta będą bardziej odporne na coraz częstsze fale gorąca. W świecie, w którym ekstremalne temperatury stają się nową rzeczywistością, sposób zagospodarowania przestrzeni staje się jednym z najważniejszych narzędzi adaptacji do zmieniającego się klimatu.

Polska za 30 lat, możliwe scenariusze
Najważniejszy wniosek
W ciągu ostatnich 50 lat Polska przeszła jedną z największych zmian krajobrazu w swojej historii. Nie oznacza to, że zniknęła większość zieleni – lasów jest nawet więcej niż w latach 70. – ale ogromna powierzchnia dawnych pól, łąk i nieużytków została pokryta materiałami nieprzepuszczalnymi dla wody:
- betonem,
- asfaltem,
- kostką brukową,
- dachami budynków,
- parkingami,
- placami przemysłowymi.
To właśnie te powierzchnie odpowiadają za powstawanie miejskich wysp ciepła oraz coraz szybszy spływ wód opadowych.
Jak zmieniła się powierzchnia zabudowana?
Szacunki na podstawie Corine Land Cover oraz danych GUS wskazują, że:
| Rok | Powierzchnia terenów sztucznych |
|---|---|
| 1976 | ok. 8–9 tys. km² |
| 1990 | ok. 10 tys. km² |
| 2000 | ok. 11,5 tys. km² |
| 2010 | ok. 13 tys. km² |
| 2020 | ok. 15 tys. km² |
| 2026 | ok. 15,5–16 tys. km² |
Oznacza to przyrost około: 6 500–7 500 km² terenów, które dawniej były biologicznie czynne.
Łączny szacunek
| Element | Powierzchnia |
|---|---|
| Drogi | 550–800 km² |
| Zabudowa mieszkaniowa | 1 200–1 600 km² |
| Centra handlowe | 120–180 km² |
| Magazyny | 90–120 km² |
| Fabryki | 180–250 km² |
| Parkingi | 400–700 km² |
| Biurowce | 40–70 km² |
| Lotniska | 40–60 km² |
| Place przemysłowe | 150–250 km² |
| Razem | ok. 2 800–4 000 km² |
To tylko powierzchnie bezpośrednio uszczelnione. Po doliczeniu terenów silnie przekształconych (osiedla z niskim udziałem zieleni, infrastruktura techniczna, węzły drogowe, estakady, tereny usługowe) otrzymujemy wspomniane wcześniej około 6 500–7 500 km² nowych terenów sztucznych.
Co to oznacza dla klimatu?
Każdy kilometr kwadratowy zieleni zastąpiony betonem lub asfaltem oznacza:
- niemal całkowitą utratę infiltracji opadów,
- wzrost temperatury powierzchni latem z około 25–35°C (trawnik) do nawet 55–70°C (asfalt) i 60–80°C (ciemne dachy) w pełnym słońcu,
- szybszy odpływ wód opadowych do kanalizacji zamiast zasilania wód gruntowych,
- ograniczenie parowania i naturalnego chłodzenia otoczenia,
- wzrost intensywności zjawiska miejskiej wyspy ciepła.
Potencjał do pogłębionej analizy
Można przygotować znacznie dokładniejsze opracowanie oparte na danych GIS, wykorzystując zdjęcia satelitarne z programów Landsat (od 1972 r.), Copernicus oraz bazę Corine Land Cover. Pozwoliłoby to policzyć powierzchnię terenów biologicznie czynnych i uszczelnionych dla każdego województwa, a nawet każdej gminy, oraz pokazać zmiany na mapach w latach 1976–2026 z dokładnością do kilkudziesięciu hektarów. Taka analiza byłaby odpowiednia do publikacji popularnonaukowej lub raportu środowiskowego.
Każdy metr zieleni chłodzi. Każdy metr betonu nagrzewa. To, jak będzie wyglądała Polska za 30 lat, zależy od decyzji, które podejmujemy już dziś.
opracowanie: Albin Marciniak (uważny uczeń na lekcjach fizyki, przyrody i botaniki)
