Maciej Pałahicki, RMF FM: To już definitywny koniec poszukiwań Olka Ostrowskiego? Tutaj, w Polsce, ogłoszono koniec – a jak wygląda to tam u was, na miejscu?
Andrzej Bargiel: Porucznik łącznikowy pakistańskiej armii nie zgodził się na moje wyjście z Szerpami do góry. Zamknęli sezon pod Gaszerbrumami, musieliśmy zejść, jesteśmy w Concordii. Nie udało nam się nigdzie wyjść i nie jestem z tego powodu zadowolony, zawsze zostaje jakiś niesmak
Do nas tutaj docierały bardzo różne informacje, czasami bardzo sprzeczne – nawet jeśli chodzi o sam wypadek. Według waszej wiedzy tam, na miejscu, jak to się stało, że Olek wpadł do tej szczeliny?
Z Piotrem Śnigórskim wycofywali się z ataku szczytowego, zjeżdżali z obozu trzeciego w kierunku drugiego. Olek jechał pierwszy, trawersował nad serakami i niestety urwała się deska (deska śnieżna, forma lawiny – red.), która go zabrała i wpadł razem z tą lawiną do szczeliny. Tak to wyglądało. Piotr to widział, próbował tam pomóc, też był w szoku. Ten teren był na tyle trudny, że nie był w stanie sam nic zrobić. Krzyczał i zrobił, co mógł, później zjechał do obozu pierwszego i tam czekał – później pomoc była organizowana już na poziomie bazy.