Nie będę odkrywcą, jeśli napiszę, iż NAJLEPSZY jest zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy!
Żadne gadżety (a jest ich już sporo) nie zastąpią myślenia.
Każdy potencjalny samobójca musi uzmysłowić sobie, że NALEŻY być widocznym. Proces ten musi rozpocząć się w jego łepetynie.
Jeżdżę sporo po zmroku i tyle, ile „cichociemnych” i „czarnych mamb” widzę, woła o pomstę do nieba.
Ilość włóczących się pieszych pomiędzy wsiami i po drogach, całkowicie niewidocznych, często „meandrujących” po szosach, w czarnych/burych kurtkach, ciemnych walonkach itp. jest zastraszająca!
To dotyczy i rowerzystów i pieszych i „jednookich” kierowców, i tych posuwających „na ogarkach”, czyli pozycyjnych.
Podczas ostatnich mgieł przerabiałem trasę do Białegostoku, do Warszawy i ilość potencjalnych trafionych przerosła moje oczekiwania!
Ale później jeden z drugim będzie mnie obsobaczał, że mam żarówki 90/100W , a nie przepisowe 55/60W i że oślepiam 😛
Gówno tam, oślepiam – ale dzięki temu nie będą mnie włóczyć po sądach za trafienie czarnego (bez podtekstów :laugh: ).
Wynalazki – owszem, każdy jest słuszny, prowadzący do zwiększenia bezpieczeństwa, ale proces należy zacząć od prania mózgów, i to od poziomu przedszkolnego.
BALKANDRIVER