Czech English German Russian
You are here: Home Trans Asia Pierwsze dni na Sri Lance

Pierwsze dni na Sri Lance

PDFDrukujEmail

Published on wtorek, 23 lutego 2010 15:19

16-go lutego poznym wieczorem udalem sie ostatnim autobusem na lotnisko i spedzilem tam moja ostatnia noc w Malezji. Jeszcze przed switem odlecialem w kierunku Sri Lanki. Po dotarciu na miejsce wsiadlem w lokalny autobus i pojechalem nim do centrum Colombo - stolicy kraju. Nie mialem zamiaru dluzej sie tam zatrzymywac, gdyz jest to wielka metropolia i nie ma tam zbyt wiele ciekawych miejsc do odwiedzenia. Poza tym miasto to - podobnie jak wiekszosc innych miast na Sri Lance - jest bardzo zatloczone, brudne, zapylone, a na drogach panuje jeden wielki chaos, w ktorym dominuje kakofonia klaksonow. Sri Lanka bardzo przypomina Indie praktycznie pod kazdym wzgledem: te same zasady na drogach (czyt. brak zasad), takie same samochody na ulicach, trzykolowe riksze (tuk tuki), ludzie maja podobne rysy twarzy, to samo jedzenie, taki sam zar lejacy sie z nieba, mniej wiecej tyle samo smieci, pylu i kurzu dookola (az drapie w gardle) i taka sama nazwa waluty. Chyba najwazniejsza rzecza, ktora rozroznia te dwa kraje jest to, ze na Sri Lance przewazajaca religia jest buddyzm. Da sie to zauwazyc praktycznie na kazdym kroku, wszedzie sa liczne swiatynie i stupy buddyjskie lub posagi Buddy.
Wiekszosc autobusow, jakie jezdza po drogach Sri Lanki, jest marki Lanka Ashok Leyland. sa to autobusy, ktore byly tu produkowane kilkadziesiat lat temu na licencji z Wielkiej Brytanii. Wiekszosc z tych autobusow ma okolo 30-40 lat i praktycznie nie ma innego taboru poza tym. Wyjatek stanowia chinskie, male, klimatyzowane autobusy, jednak zabieraja one o wiele mniej pasazerow. Innymi autobusami przemierzajacymi drogi na wyspie sa autobusy indyjskiej marki Tata - standardem i wiekiem zblizone do Ashok Leyland. O jakimkolwiek komforcie w takim autobusie mozna jedynie pomarzyc: siermiezne, twarde siedzenia, upal i kierowcy, ktorym sie wydaje, ze kazdy kurs, to odcinek specjalny jakiegos rajdu... autobusowego! Tu nikt sie nie przejmuje przepisami drogowymi, na drogach panuje pierwszenstwo wiekszego pojazdu, a wiekszosc kierowcow autobusow wciska gaz do dechy i pedzi na zlamanie karku ile tylko sie da. Jesli uzywaja hamulcow, to tylko w ostatecznosci i zwykle nagle, wiec trzeba sie dobrze trzymac, zeby nie spasc z fotela lub nie poobijac sie o sasiednie krzesla gdy autobus bardzo gwaltownie hamuje... Dodatkowo autobusy te sa niesamowicie zatloczone. Jesli nie wsiada sie na poczatkowym przystanku (lub gdzies w poblizu), a trasa jest dluga, to mozna zapomniec o miejscu siedzacym. Powiem szczerze, ze w pierwszy dzien pobytu na Sri Lance przezylem mini szok kulturowy. Ostatni miesiac spedzilem w rozwinietych cywilizacyjnie krajach, gdzie standard noclegow i podrozy byl o niebo lepszy, nieporownywalnie lepszy. W przeciagu kilku godzin lotu, zostalem rzucony w tutejszy chaos. Ale juz sie do niego przyzwyczailem i generalnie nie przeszkadza mi on.
Z Colombo pojechalem 'topornym' autobusem do miasta Anuradhapura, lezacego ponad 200 kilometrow na polnoc od stolicy. Dystans ten udalo mi sie pokonac w ponad 5 godzin. Po drodze autobus dwa razy zatrzymal sie przy hotelach. Za pierwszym razem moje zdziwienie bylo spore: przed wejsciem do budynku wisiala tabliczka z napisem 'hotel', a w srodku w jednym pomieszczeniu byl jakis maly sklep ogolnospozywczy i piekarnia jednczesnie. W pomieszczeniu obok byla jakas speluna, z brudnymi stolami, krzeslami i zasmiecona podloga. Tam tez wielu pasazerow postanowilo zjesc lunch. Ja kupilem jedynie wode. Jak sie okazuje, lokal o nazwie hotel wcale nie oznacza na Sri Lance miejsca, gdzie mozna znalezc nocleg. To zupelnie inny rodzaj uslug :)
Tuz przed zmrokiem dotarlem do Anuradhapury. Znalazlem szybko nocleg, zjadlem kolacje i poszedlem od razu spac, bo ledwo stalem na nogach, po nieprzespanej nocy spedzonej na lotnisku i szalonej podrozy z Colombo. Nastepnego dnia, 18-go lutego, wypozyczylem rower i postanowilem zwiedzic okolice. To male miasteczko jest obecnie wazna turystyczna atrakcja Sri Lanki. Przez ponad 1000 lat (od 380r. p.n.e.), krolowie synalijscy mieli swe siedziby w tutejszych palacach, z ktorych jednak niewiele zostalo do dnia dzisiejszego. Mimo tego, Anuradhapure uwaza sie za najwazniejsza z krolewskich stolic kraju.
Obecnie glowna atrakcja miasta sa dagoby - wielkie, biale lub ceglane stupy buddyjskie rozsiane po okolicy na duzej powierzchni. Jednak w pierwszej kolejnosci udalem sie do swietego drzewa Sri Maha Bodhi, uwazanego za najstarsze drzewo na swiecie. Codziennie pielgrzymuja tu setki, a moze i tysiace wiernych chcacych sie pomodlic w tym miejscu. Aby wejsc na teren silnie strzezonego drzewa, nalezy uprzednio sciagnac buty i przejsc boso, po goracym piasku i zwirze.
Nieopodal swietego drzewa stoi bardzo okazala Ruvanvelisaya Dogoba - wielka, wysoka na 55 metrow stupa w kolorze snieznobialym. Otoczona jest wysoka sciana, zdobiona przez stojace jeden obok drugiego, czarne slonie. Okolica tej dagoby to bardzo cichy i spokojny park. Pod jednym z wielu drzew mozna znalezc schronienie przed piekacym sloncem. Nastepnie odwiedzilem nieco mniejsza, ale rownie okazala Mirisavatiya Dagoba i pojechalem w kierunku Isurumuniya Vihara - najwazniejszej swiatyni buddyjskiej w miescie. Rowniez tu docieraja liczne pielgrzymki wiernych. W srodku znajduje sie potezny posag lezacego Buddy w pomaranczowych szatach, wyciosany z macierzystej skaly. Nastepnie udalem sie w okolice Thuparama Dagoba. Ta biala, 19-metrowa stupa, usytuowana w cichym zagajniku, uwazana jest za najstarsza tego rodzaju budowle na Sri Lance i - prawdopodobnie - najstarsza na swiecie! Zbudowana zostala w 3 wieku p.n.e. Po jednej stronie dagoby stoi 41 prostokatnych kolumn. Podobno podtrzymywaly one kiedys dach, jednak nie ma na to zadnych dowodow i tak na prawde nie wiadomo w jakim celu je zbudowano. Kazda z tych kolumn jest odchylona od pionu pod innym katem... W dalszej kolejnosci postanowilem zobaczyc wielka, ceglana Abhayagiri Dagoba, powstala pomiedzy 2 a 1 wiekiem p.n.e. W tamtych czasach byla ona centralnym punktem wielkiego klasztoru buddyjskiego, bedacego schronieniem dla okolo 5000 mnichow. Obecnie po klasztorze nie ma sladu, a sama dagoba jest w renowacji i otoczona licznymi rusztowaniami. Ostatnim zabytkiem, jaki zobaczylem tego dnia w Anuradhapurze byla - rowniez zbudowana z cegiel - wysoka Jetavanarama Dagoba. Zbudowano ja w 3 wieku. Mierzyla wtedy ponad 100 metrow wysokosci i byla wtedy trzecia pod wzgledem wysokosci budowla na swiecie (po piramidach egipskich). Obecnie jej wysokosc wynosi okolo 70 metrow. Ktos kiedys obliczyl, ze ilosc cegiel uzyta do zbudowania tej dagoby wystarczylaby do zbudowania trzymetrowego muru ciagnacego sie od Londynu do Edynburga w Szkocji.
Po poludniu tego samego dnia, udalem sie kilkanascie kilometrow na wschod od Anuradhapury, do malej miejscowosci i nazwie Mihintale. Znajduje sie tam kolejna wielka dagoba (Ambasthale Dagoba), umiejscowiona na wysokim wzgorzu. Jest to miejsce wyjatkowe dla wielu mieszkancow Sri Lanki, gdyz wlasnie tutaj w 3 wieku p.n.e. mial swoje poczatki buddyzm w tym kraju. Ze szczytu wzgorza rozposciera sie znakomity widok na cala okolice m.in. na duzy zbiornik wodny oraz dagoby w oddalonej Anuradhapurze, ktore z tej odleglosci wygladaja jak male, biale klocki wystajace ponad okoliczne rowniny.
Kolejnego dnia bardzo wczesnie rano pojechalem lokalnym autobusem do miejscowosci Polonnaruwa, gdyz znajduja sie tam bardzo ciekawe stanowiska archeologiczne, a takze ruiny kilku swiatyn buddyjskich i hinduistycznych. Wiedzialem juz wczesniej, ze miejsce to nie jest az tak bardzo atrakcyjne jak Anuradhapura, ale skoro bylem juz tak blisko, to postanowilem sie o tym przekonac na wlasne oczy. Po dotarciu do kasy biletowej okazalo sie, ze miejscowe wladze (odpowiedzialne za pobieranie oplat) zycza sobie relatywnie duzych kwot za obejrzenie tego miejsca. Cena biletu byla wedlug mnie zupelnie nieadekwatna do atrakcyjnosci tego obiektu. Dlatego odwrocilem sie na piecie i wrocilem do hotelu. Reszte dnia odpoczywalem.
Stamtad pojechalem do Dambulli, malej miejscowosci bedacej waznym wezlem komunikacyjnym. Ale nie to bylo przyczyna mojej wizyty. Miasteczko to znane jest z komleksu swiatyn wykutych w jaskiniach w stromym zboczu jednego z okolicznych wzgorz. U stop owego wzgorza znajduje sie modernistyczna Zlota Swiatynia, wzniesiona nie pozniej niz kilkanascie lat temu. Na jej szczycie znajduje sie 30-metrowy posag zotego, siedzacego Buddy. Spod tej swiatyni sciezka pnie sie stromymi schodami w gore, az do wydluzonego klifu, w ktorym wlasnie wydrazonych jest 5 jaskin, a w nich znajduja sie swiatynie buddyjskie. W sumie we wszystkich tych swiatyniach znajduje sie ponad sto wizerunkow Buddy. W jednej z grot podziwiac mozna 15-metrowy posag lezacego Buddy. W tym samym dniu pojechalem jeszcze do Sigiriya - malej wioski niedaleko Dambulli. Miejsce to nazywane jest takze Lwia Skala, poniewaz znajduje sie tam ciekawa formacja skalna. Ogromna skala przypominajaca prostopadloscian wyrasta prawie pionowo, ponad 200 metrow ponad otaczajace ja rowniny. Na szczycie tej osobliwej formacji skalnej znajduja sie ruiny buddyjskiego kalsztoru powstalego okolo 3-go wieku n.e. i bedacego swoista pustelnia dla mnichow az do 14-go wieku, kiedy miejsce to zostalo opuszczone. Tym razem znow nie obejrzalem tego miejsca na wlasne oczy. Znow glowna przyczyna byla zbyt wygorowana cena. Generalnie na Sri Lance panuje zasada, ze turysci placa za wstep do obiektow turystycznych o wiele wiecej niz miejscowi. No ale, zeby zadac od turystow kwoty... 57-krotnie wyzszej??? Przepraszam, ale uwazam, ze jest to duza przesada...
Nastepnego dnia zaraz po wschodzie slonca, pojechalem do Kandy, drugiego najwiekszego miasta Sri Lanki. Niektorzy twierdza nawet, ze jest to jedyne - poza Colombo - 'prawdziwe miasto' w kraju, biorac pod uwage wszelkie zalozenia miasta. Kandy lezy na wysokosci ponad 500m n.p.m. i jest otoczone przez liczne pasma gorskie sredniej wysokosci. Centralny punkt miasta stanowi sztuczny zbiornik wodny, nazywany jeziorem miejskim. Zostal on zbudowany na poczatku 19-go wieku przez krola, bedacego ostatnim wladca krolestwa Kandy. Nieopodal brzegow zbiornika, znajduje swiatynia Sri Dalada Maligawa. Przechowuje sie w niej jedna z najwazniejszych relikwi buddyzmu, mianowicie swiety zab Buddy. Zostal on potajemnie wykradziony podczas pogrzebu Buddy i przemycony na Sri Lanke we wlosach ksiezniczki. Poczatkowo zostal on ukryty w Anuradhapurze, ale w czasie burzliwej historii kraju, przenoszono go czesto z miejca na miejse, az w koncu ostatecznie pozostal w Kandy.
W miescie tym zatrzymalem sie w ciekawym obiekcie noclegowym. Jest to mianowicie ciche schronisko, prowadzone przez birmanskich mnichow buddyjskich. Pokoje sa tam bardzo proste, by nie rzec - spartanskie, ale za to nocleg kosztuje 'grosze', jest cisza i spokoj. Po dlugim dniu, zamierzam odpoczac, zanim udam sie w nieco wyzsze gory.

Pozdrawiam, Darek.

Komentarze  

 
0 #1 aggggAgnieszka 2010-05-16 00:14
Cześć Darku
Wybieramy się na wycieczkę na Sri Lankę, jeśli możesz nam służyć informacją to proszę odezwij się do mnie.
Część Agnieszka
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

sonda

Gdzie powinny trafić przemycane przedmioty ze zwierząt jakie zatrzymują celnicy ?

transasia-baner

© 2009 Kamil Wojtanowski