Czech English German Russian
You are here: Home Trans Asia Przepych i bogactwo Brunei

Przepych i bogactwo Brunei

PDFDrukujEmail

Published on wtorek, 26 stycznia 2010 09:56

Tak jak Kuching jest nazywane miastem kotow, tak Sibu jest miastem labedzi. Pomiedzy przystania lodzi, a parkiem, w ktorym spalem, znajduje sie ogromny posag labedzia zrywajacego sie do lotu. Drugi, podobny (lecz nieco mniejszy) pomnik labedzia znajduje sie kilkaset metrow dalej naprzeciw centrum handlowego. Poza pomnikami labedzi i chinska swiatynia nie ma zbyt wiele ciekawych miejsc do odwiedzenia w Sibu. Miasto to jest z kolei waznym portem w tej czesci Borneo, a takze brama dla wszystkich podroznych udajacych sie lodziami w gore rzeki Batang Rejang - w kierunku miejscowosci Song, Kapit lub jeszcze dalej do Belaga. Jednak lodzie do Belaga kursuja jedynie w czasie monsunu, poniewaz w czasie pory suchej poziom wody w gornym biegu rzeki jest zbyt niski. Z dostaniem sie lodzia do Kapit nie ma problemow przez caly rok. Po krotkim spacerze po Sibu, wrocilem na przystan lodzi. Jest tam wiele firm majacych swoje lodzie do Kapit i wiekszosc z nich odplywa co 30-45 minut. Postanowilem poplynac do Kapit pierwsza mozliwa lodzia. Droga do Kapit wiedze w gore rzeki i liczy okolo 140 kilometrow. Szybka, klimatyzowana lodz z wygodnymi fotelami i telewizorem pokonuje ten dystans w nieco ponad 3 godziny. Po drodze mija sie liczne wioski nad rzeka, w ktorych glowna forma zabudowy sa tzw. dlugie domy. Sa to zwykle drewniane domy (niekiedy budowane na palach), jednak sa one waskie i bardzo dlugie. Podzielone sa wszerz na wiele izb i pomieszczen. Taki jeden dlugi dom moze byc zamieszkaly przez kilka do (czasem) kilkunastu rodzin!
Dotarlem do Kapit wczesnym popoludniem. Jest to male, senne miasteczko polozone posrod gestej dzungli. Nie ma ono drogowego polaczenia z zadnym innym wiekszym miastem, ani z zadnym glownym drogowym szlakiem komunikacyjnym. Jedynym srodkiem transportu, ktorym mozna sie dostac do Kapit jest wlasnie lodz. W samym miescie nie ma zbyt wiele samochodow i jest kilka waskich drog przecinajacych sie pod katem prostym. Rowniez tutaj mieszka wielu Chinczykow, ktorzy zajmuja sie glownie handlem i gastronomia. Znajduje sie tam ciekawa chinska swiatynia oraz malowniczy staw z kilkoma charakterystycznymi, czerwonymi, chinskimi pomostami. W Kapit jest rowniez niewielki, ale bardzo tloczny kryty targ. Sprzedaje sie tam glownie warzywa i owoce, a takze ryby, kraby oraz zolwie wodne. Poza tym w miasteczku niewiele sie dzieje i zycie praktycznie zamiera okolo godziny 16.00, gdy przyplywa ostatnia lodz z Sibu. Cale zycie towarzyskie w Kapit koncentruje sie nad brzegiem rzeki Batang Rejang oraz na glownym skwerze miasta. Reszte dnia postanowilem poleniuchowac i odpoczac po slabo przespanej nocy.
Nastepnego dnia, okolo poludnia udalem sie lodzia w podroz powrotna do Sibu. Tym razem lodz byla jeszcze wieksza i bardziej komfortowa niz ta w druga strone. Poza tym plynela w dol rzeki, a wiec podroz zajela prawie 1 godzine mniej. Po poludniu bylem z powrotem w Sibu i kupilem od razu bilet na nocny autobus do Miri, okolo 400 kilometrow na polnoc. Odjazd mialem dopiero za okolo 7 godzin, wiec przez reszte dnia nudzilem sie niemilosiernie, siedzac w chinskiej kawiarni na dworcu autobusowym.
Wreszcie przyjechal moj autobus, ktory okazal sie byc jeszcze bardziej komfortowy niz ten do Sibu. Mial jeszcze szersze i wygodniejsze fotele, lecz rowniez mocniej dzialajaca klimatyzacje. Tej nocy wyjatkowo zmarzlem.
Po przyjezdzie do Miri, dosc szybko znalazlem relatywnie tani hostel i reszte dnia spedzilem relaksujac sie i spacerujac po miescie. Miri wydaje sie byc najbardziej "chinskim" ze wszystkich miast w prowincji Sarawak. Sklepy, restauracje i stragany z chinskimi towarami mozna tam spotkac praktycznie co kilka metrow. Podobnie jak w wielu wiekszych miastach na Borneo, rowniez w Miri znajduje sie calkiem okazala i ladnie zdobiona chinska swiatynia i to w sumie chyba jedyny obiekt godny uwagi w tym miescie.
Nazajutrz rano (24 stycznia) opuscilem juz Miri i udalem sie na zachod w kierunku granicy z Brunei. Po otrzymaniu pieczatki wyjazdowej z Malezji, kazdy z pasazerow autobusu musial przejsc po stronie brunejskiej wnikliwa kontrole paszportowo - celna oraz wypelnic szczegolowy wniosek dotyczacy stanu zdrowia. Nastepnie, juz brunejskim autobusem, przejechalem do pierwszego miasteczka za granica, Kuala Belait. Stamtad kolejnym autobusem pojechalem do Seria, gdzie przesiadlem sie na nastepny autobus, ktory zawiozl mnie juz do stolicy Brunei - Bandar Seri Begawan.
Brunei jest jednym z najmniejszych krajow w Azji, lecz jednoczesnie jednym z najbogatszych na swiecie. Cala tajemnica bogactwa tego malenkiego sultanatu tkwi w jego ogromnych zlozach ropy naftowej. Kazdego roku przez banki w Brunei przeplywaja setki miliardow petrodolarow (jesli nie wiecej). Dawniej kraj ten byl kolonia brytyjska, jednak od 1992 roku jest w pelni niepodleglym panstwem, w ktorym islam i kultura muzulmanska sa bardzo silnie zakorzenione. Jest to jeden z bardziej restrykcyjnych krajow islamskich w calej Azji. Nie sprzedaje sie tu alkoholu, hazard jest surowo zabroniony, a jakakolwiek proba przemytu narkotykow konczy sie kara smierci. Mieszkanki Brunei musza nosic chusty, ktore szczelnie zakrywaja nie tylko ich glowy i wlosy, ale takze szyje, uszy i brode. Dlatego tez kobiety (nawet mlode dziewczeta) chodza po ulicy opatulone tak dokaldnie, ze widac im spod chust jedynie owal samej twarzy. W wiekszosci miasta widac ogromny przepych i bogactwo: zlote kopuly meczetow, ogromne, bogate gmachy urzedow, bankow, instytucji rzadowych czy muzeow zbudowane glownie z marmuru, stali i szkla. Wszystko jest starannie wkomponowane w krajobraz miejski. Stolica Brunei jest bez watpienia najczystszym miastem, jakie widzialem w calej Azji: czysciutkie ulice, chodniki, trawniki i klomby rowno przystrzyzone i pelen porzadek dookola. Jest tu rowniez bardzo bezpiecznie, a mieszkancy Brunei sa bardzo przyjaznym i milym narodem. Mowi sie tu generalnie w jezyku malajskim, lecz Brunejczycy maja swoj specyficzny dialekt. Tu takze pensje dla pracownikow osiagaja jeden z najwyzszych poziomow w tej czesci Azji. W Brunei statystycznie przypada ponad 1 samochod na jednego mieszkanca, dlatego tez w wiekszosci kraju trudno spotkac jakichkolwiek pieszych. Jedynie w scislym centrum Bandar Seri Begawan piesi stanowia niewielki procent uzytkownikow ruchu. Od 1967 roku krajem rzadzi Sultan Hassanal Bolkiah. Cieszy sie on duza popularoscia wsrod mieszkancow i nikt nie wazy sie nawet powiedziec zlego slowa o swoim sultanie. Sultan posiada obecnie 4 zony, jednak z jedna jest w separacji. Ostatnia z zon poslubil niedawno, a jest nia 28-letnia dziennikarka z Malezji. Ciekawostka moze byc rowniez to, ze w Brunei benzyna jest tansza od wody mineralnej i wiekszosci produktow spozywczych. Litr benzyny kosztuje tu (w przeliczeniu) okolo 1 PLN.
Jeszcze tego samego dnia, zaraz po przyjezdzie do Brunei, poszedlem zobaczyc architektoniczna chlube stolicy, czyli wielki meczet zbudowany ku czci ojca obecnego sultana - Omara Ali Saifuddiena. Jest on zbudowany z najwyzszej klasy wloskich marmurow, jego podlogi pokrywaja najlepsze dywany sprowadzone z Arabii Saudyjskiej, a witraze w oknach zostaly wykonane na zamowienie w Wielkiej Brytanii. Sam meczet stoi na waskim polwyspie i otoczony jest malownicza laguna. Niestety w srodku nie mozna robic zdjec, a szkoda, bo jest co podziwiac. Wieczorem caly meczet jest przepieknie iluminowany w odcieniu pomaranczowym i zielonym.
Po zwiedzeniu meczetu poszedlem odwiedzic tzw plywajace wioski Kampung Ayer. Jest to calkowity ubranistyczny kontrast dla szykownych i reprezentatywnych budynkow polozonych w sasiedztwie wspomnianego meczetu. Owe wioski, to wielkie osiedle zlozone z brzydkich, brudnych, tradycyjnych, drewnianych domow na palach zlokalizowanych na obydwu brzegach rzeki Sungai Brunei. Jest to wielkie skupisko ludnosci, ktora zamieszkuje te bardzo ciasne domostwa na podmoklym terenie. Pale chronia domy przez wysokimi stanami wod, jakie sa w czasie przyplywu. Mieszkancy Kampung Ayer to najczesciej nizbyt dobrze sytuowani mieszkancy Bandar Seri Begawan. Szacuje sie, ze w tej dzielnicy mieszka okolo 25-30% populacji calego miasta.
W dniu dzisiejszym glownie odpoczywalem. Wybralem sie jedynie na przedmiescia miasta, by zobaczyc najwiekszy meczet w Brunei - zbudowany ku czci obecnego sultana. Faktycznie robi on niesamowite wrazenie - wysokie zloto-zielone minarety, ogromna zlota kopula i wnetrze, z ktorego uderza wszechobecny przepych i bogactwo. Po poludniu udalem sie jeszcze do Muzeum Krolewskiego, gdzie mozna obejrzec bogate zbiory poswiecone rodzinie sultana i jego przodkom. Wiele jest tam rowniez fotografii samego monarchy i czlonkow jego rodziny. Duza czesc muzeum stanowi tez kolekcja darow i prezentow, jakie sultan Bolkiah otrzymal od wladz innych panstw, ktorych przedstawiciele odwiedzili Brunei.
Dzis juz ostatnia noc w tym malym i spokojnym sultanacie. Jutro z samego rana planuje opuscic Brunei i udac sie do Kota Kinabalu w prowincji Sabah.

Pozdrawiam, Darek

Komentarze  

 
0 #1 Bogumila 2010-01-27 21:16
Serdeczne pozdrowienia z mroźnego i zaśnieżonego Krakowa wraz z zyczenia szczesliwej dalszej wędrówki.
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

sonda

Gdzie powinny trafić przemycane przedmioty ze zwierząt jakie zatrzymują celnicy ?

transasia-baner

© 2009 Kamil Wojtanowski