Czech English German Russian
You are here: Home Trans Asia Z deszczu w upal na Borneo

Z deszczu w upal na Borneo

PDFDrukujEmail

Published on czwartek, 21 stycznia 2010 06:20

Tego rodzaju triki zdazylem juz poznac po 2 miesiacach pobytu w Indonezji. W koncu (z pomoca jakiegos uczynnego czlowieka) udalo mi sie odszukac przystanek minibusow, ktore jezdza do Pontianak. Pokonanie dystansu okolo 15 kilometrow do miasta, zajelo mi sporo ponad godzine! Po przyjezdzie odszukalem od razu siedzibe firmy transportowej, ktora posiada nocne autobusy do Kuching w malezyskiej czesci Borneo. Gdy juz kupilem bilet do Malezji okazalo sie, ze mam okolo 6 godzin do odjazdu autobusu. Mialem wiec sporo czasu, aby poznac to zupelnie nieturystyczne miasto jakim jest Pontianak. Jest to miasto zamieszkale przez kilkaset tysiecy osob i lezy u ujscia rzeki Sungai Landak do Sungai Kapuas. MIasto to bardzo pozytywnie mnie zaskoczylo podczas mojego krotkiego pobytu w nim, gdyz jest ono inne niz wiekszosc duzych miast w Indonezji. Chodzi mi tu przede wszystkim o podejscie ludzi do turystow. W Pontianak wiekszosc osob jest bardzo zyczliwa, mila i uprzejma. Wszyscy zewszad mnie pozdrawiali i sie ze mna witali. Ale te ich pozdrowienia byly szczere i zyczliwe, a nie natarczywe, jak w innych czesciach kraju - tylko po to by zwrocic na siebie uwage, a noz da sie cos zarobic na turyscie lub w jakis sposob go oszukac na mala kwote... W Pontianak ludzie sa zupelnie inni, bo nie sa oni przyzwyczaeni do obecnosci turystow i rzadza pieniadza nie zmienila ich na gorsze. Jeszcze jedna rzecz rzucila mi sie w oczy. Jesli mozna w ogole uzyc takiego sformulowania jak "czyste indonezyjskie miasto" (gdyz taka sytuacja jest praktycznie nie mozliwa), to Pontianak jest wlasnie takim wzglednie czystym miastem.
Po bardzo szerokiej rzece kursuja wielkie statki pasazerskie i towarowe, a oba brzegi miasta laczy duzy pasazersko - samochodowy prom.  Dla mnie, jako geografa Pontianak jest tez ciekawym miejscem, poniewaz lezy idealnie na rowniku. Co prawda rownik przebiega tu okolo 3 kilometry na polnoc od centrum, ale wciaz w granicach administracyjnych miasta. Jesli ktos chce zapytac o droge do wielkiego monumentu stojacego w miejscu przebiegu rownika, to pytajac o "equator" kazdy zwykle wzrusza ramionami i ta nazwa nikomu nic nie mowi. Tu nalezy pytac o "khatulistiwa", gdyz to jest lokalna nazwa rownika. Slowo to zaczerpniete jest z jezyka arabskiego. Dwa razy w roku, gdy slonce goruje w zenicie nad rownikiem (21 marca i 23 wrzesnia), tlumy mieszkancow Pontianak zmierzaja w kierunku monumentu, aby celebrowac ten wyjatkowy moment i moc doswiadczyc chwili, gdy czlowiek stojacy tego dnia na rowniku nie rzuca zadnego cienia. Po krotkiej sesji zdjeciowej na rowniku, wrocilem do centrum miasta i juz po kilku chwilach bylem w drodze w kierunku granicy indonezyjsko - malezyjskiej.
Wreszcie, nad ranem, dnia 18 stycznia wjechalem do Malezji. Dlugo czekalem na ten moment, bo 2 miesiace spedzone w takim kraju jak Indonezja, na prawde mnie zmeczyly...
Malezyjska czesc Borneo, podzielona jest pomiedzy dwie autonomiczne prowincje: Sarawak na zachodzie i Sabah na wschodzie. Miedzy nimi lezy malenki sultanat Brunei. Prowincje te maja na tyle duza autonomie, ze wjezdzajac do nich (nawet z ladowej czesci Malezji), dostaje sie zupelnie osobne pieczatke do paszportu, tak jakby sie wjezdzalo do innego kraju. Po przekroczeniu granicy, po okolo 1 godzinie jazdy szeroka, rowna, wygodna droga dwupasmowa, dotarlem do Kuching - najwiekszego miasta w Sarawak. Tego dnia pogoda byla wyjatkowo niesprzyjajaca. Nad glowa wisialy ciemne, ciezkie chmury i padal rzesisty deszcz. Chwilami ulewa byla tak mocna, ze wszyscy ludzie na ulcy chowali sie pod okolicznymi dachami. Po znalezieniu taniego hostelu, udalem sie na spacer po miescie. Kuching nazywane jest miastem kotow. W kilku miejscach miasta, znajduja sie strasznie kiczowate pomniki wielkich, jasnych kotow. Udalo mi sie obejrzec trzy z nich. Poza tym w Kuching zamieszkuje bardzo liczna mniejszosc chinska. Wiekszosc napisow w miescie (na szyldach, tablicach informacyjnych, nazwy ulic) jest dwujezyczna: po malezyjsku i po chinsku. Odwiedzilem takze dwie chinskie swiatynie: Tua Pek Kong oraz Hong San. Obie znajduja sie oczywiscie w chinskiej dzielnicy. Nastepnie przeplynalem lodzia wioslowa na drugi brzeg rzeki Sungai Sarawak i zwiedzilem Fort Margherita. Fort ten zostal zbudowany pod koniec XIX wieku i mial chronic miasto przed piratami. Obecnie miesci sie tam muzeum policji. Pospacerowale takze bulwarami rzecznymi i odwiedzilem swiatynie Sikhow oraz wielki meczet miejski. Ma on kolor rozowy i zwienczony jest zlotymi kopulami. Wokol meczetu znajduje sie stary cmentarz muzulmanski. Nestety, ulewny deszcz, ktory pod wieczor jeszcze bardziej przybral na sile, nie pozwolil mi na zobaczenie wiekszej ilosci miejsc w Kuching.
Nastepnego dnia mialem w planie wyjazd do Parku Narodowego Bako, okolo 20 kilometrow na polnoc od Kuching. Patrzac jednak na te ilosci wody lejacej sie z nieba, nie wiedzialem czy dane mi bedzie tam dotrzec. Kladac sie spac, mialem plan awaryjny, ktory przewidywal pozostanie caly dzien w Kuching, jesli wciaz by lalo. Gdy obudzilem sie 19 stycznia, na zewnatrz bylo wciaz pochmurnie, ale juz nie padalo. Pomyslalem, ze sproboje pojechac do Parku Bako. Jesli zacznie lac, to najwyzej wroce. Gdy dotarlem lokalnym autobusem do Bako Bazaar, skad odplywaja lodzie do siedziby Parku, przez chmury zaczelo lekko przeswitywac slonce. Po zarejestrowaniu sie na recepcji i uiszczeniu oplaty za wstep, wsiadlem do lodki i (wraz z 3 innymi osobami) ostatnie 8 kilometrow do siedziby Parku pokonalem droga ladowa. Po zakwaterowaniu sie w spartanskim hostelu, postanowilem zapoznac sie z okolica. Wtedy juz swiecilo slonce. Bako, to jeden z najstarszych i najbardziej popularnych parkow narodowych w Malezji. Polozony on jest na wydatnym polwyspie. Park jest znany przede wszystkim z pieknych zatok, ktore wypelniaja jeszcze piekniejsze plaze o kolorze zolto - pomaranczowym. Chroni sie w nim takze gesty las deszczowy, liczne lasy namorzynowe oraz strome klify piaskowcowe. Wsrod przedstawicieli fauny najbardziej popularne sa tu rozne gatunki makakow, wezy, nosacze oraz dzikie swinie. Charakterystycznym zjawiskiem wystepujacym w tej czesci wybrzeza sa rowniez wysokie plywy. Zwykle okolo poludnia, wody morza maja niski poziom i wtedy odslaniaja sie bardzo szerokie plaze i rozlewiska leniwych strumykow, ktore wija sie po owych plazach jak weze. Wszystko to w polaczeniu z soczyscie zielona dzungla, tworzy niesamowity krajobraz. Wieczorem przychodzi przyplyw i wiekszosc plaz, ktore sa dostepne za dnia, znajduje sie pod woda.
Tego dnia udalem sie w pierwszej kolejnosc na plaze Paku (Telok Paku). Okazalo sie, ze tutejsze plaze faktycznie robia wielkie wrazenie. Piasek w kolorze lososiowym wymieszany z muszelkami, plaza ograniczona z 2 stron pionowymi, ciemnopurpurowymi klifami, porosnietymi gesta dzungla i wysokie fale z bialymi grzywami rozbijajace sie o sciany skalne... Nastepnie poszedlem na punkt widokowy Bukit Tambi. Kiedys to moze rzeczywiscie byl punkt widokowy. Obecnie platforma widokowa jest tak zarosnieta, ze niewiele z niej widac. Podazajac dalej okreznym szlakiem Lintang, dotarlem do plazy (Telok) Delima, znanej z niewielkiego klifu, ale przede wszystkim z gestych zarosli namorzynowych. Jest to forma lasu i krzaczastych zarosli wystepujacych na plazy i w bliskim sasiedztwie morza. W czasie przyplywu korzenie tych roslin oraz dolne czesci ich pni znajduja sie pod woda.
Ostatnim moim przystankiem tego dnia byl Tanjung Sapi - punkt widokowy na wysokim klifie, z ktorego swietnie widac dluga i szeroka plaze (Telok) Assam, znajdujaca sie tuz przy siedzibie Parku. Dzien chylil sie juz ku koncowi, wiec wrocilem do hostelu i po kolacji zapadlem w gleboki sen.
Dzisiejszego dnia (20 stycznia) opuscilem juz Park, ale zanim do tego doszlo, poszedlem jeszcze na krotki spacer w kierunku dwoch (prawdopodobnie) najladniejszych plaz: Telok Pandan Besar i Telok Pandan Kecil. Na pierwsza z nich nie da sie zejsc. Szlak konczy sie na krawedzi pionowego, wysokiego klifu, skad mozna podziwiac przepiekny widok na cala plaze i rzeke o zlotym zabarwieniu wijaca sie po plazy. Na plaze Kecil mozna juz zejsc i w pelni rozkoszowac sie niesamowitym widokiem wokol. Ze wschodniego skraju tejze plazy widoczny jest w oddali wysoki grzyb skaly, wyrastajacy wprost z morza. Aby wrocic do siedziby Parku, trzeba pokonac dlugie, strome podejscie, a pozniej, wcale nie latwiesze, zejscie. Odcinek ten wycisnal ze mnie siodme poty. Szczegolnie, ze szlak wiedzie wsrod wysokich i sliskich korzeni. Po ostatnich, obfitych opadach deszczu, przestrzenie miedzy tymi korzeniami zamienily sie w blotniste bajora. Po lunchu w siedzibie Parku, wrocilem lodzia do Bako Bazaar. Powrot nie byl jednak latwy, poniewaz poziom wody byl bardzo niski. Na tyle niski, ze w pewnym momencie sruba silnika lodzi ugrzezla w gestym mule... Sternik musial najpierw oczyscic srube z mulu, blota i smieci, a nastepnie przepchac lodz kilkadziesiat metrow, szorujac dnem lodzi po dnie. Dalej warunki byly juz sprzyjajace i mozna bylo kontynuowac ten krotki rejs do Bako Bazaar. Tym razem wrocilem do Kuching taksowka wraz z 3 innymi turystami, bo nikt nie wiedzial kiedy (i czy w ogole) przyjedzie publiczny autobus.
Po powrocie odebralem moj duzy plecak z depozytu w hostelu i po szybkim posilku udalem sie na dworzec autobusowy. Dzis poznym wieczorem wyjezdzam nocnym autobusem do Sibu, okolo 400 km na polnoc. Dotre tam pewnie jutro nad ranem.

Pozdrawiam, Darek

Komentarze  

 
0 #1 Kasiek 2010-01-23 15:49
Pozwolę się doczepić- w Kuching napisy są rzeczywiście w dwóch językach, ale nigdzie nie ma malezyjskiego, tylko angielski. Co dziwne spotykałam często tubylców np. sprzedawców w sklepie, którzy się porozumiewali miedzy sobą po angielsku. Przedziwne....
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

sonda

Gdzie powinny trafić przemycane przedmioty ze zwierząt jakie zatrzymują celnicy ?

transasia-baner

© 2009 Kamil Wojtanowski