Published on sobota, 16 stycznia 2010 06:29
Tak bylo i tym razem - wsiadlem w pierwszy lepszy autobus i udalem sie na wschod Jawy. Tego dnia chcialem dotrzec do Ketapang, portu z ktorego plywa prom na Bali. Niestety nie bylo bezpodredniego autobusu do Ketapang, wiec pojechalem z przesiadka w Probolinggo. Dojechalem do Ketapang juz dawno po zmroku - zmeczony i bardzo glodny. Na przeciwko portu byl supermarket. Na ten widok powrocily mi sily witalne - prawdziwy supermarket z polkami, duzym wyborem towarow i... cenami. To niby takie nic, ale po ponad miesiacu spedzonym we wschodniej Indonezji, takie rzeczy jak supermarket z autentycznymi cenami, na prawde potrafia cieszyc. W niektorych miejscach we wschodniej czesci kraju mialem nierzadko problem z kupnem podstawowych produktow. A placilem za nie tyle, ile zazadala pani za lada. Sadze, ze jako obcokrajowiec czesto placilem wyzsza cene niz lokalni mieszkancy.
Po uzupelnieniu zapasow, wkroczylem na prom i po okolo 45 minutach rejsu bylem znow na Bali w porcie Gilimanuk. Przesunalem moj zegarek o 1 godzine do przodu (roznica czasu miedzy wyspami) i nagle okazalo sie, ze zbliza sie polnoc! Tym razem chcialem ominac zatloczone i glosne poludnie Bali i zamierzalem odwiedzic mala, cicha miejscowosc, Lovina. Poszedlem wiec na dworzec autobusowy, znajdujacy sie tuz przy porcie w Gilimanuk, ale o tej porze w srodku nocy byla mala szansa na to, ze znajde jakis transport do Lovina. Na dworcu stalo kilka minibusow i krecilo sie kilku mezczyzn (byc moze kierowcow). Stal tez jeden duzy autobus. Zapytalem czy pojedziemy dzis do Lovina. W odpowiedzi uslyszalem, ze pojedziemy jesli zbierze sie minimum 10 osob. W praktyce oznaczalo to, ze dzis nie pojedziemy, bo przeciez byla juz prawie polnoc. No chyba, ze zaplace za te 9 nieistniejacych osob. Jednak nie mialem zamiaru tego robic. Zapytalem wiec czy moge poczekac na te 9 osob wewnatrz autobusu. Okazalo sie, ze moge. To byl moj plan... Wszedlem do srodka, usadowilem sie wygodnie w pozycji lezacej na tylnej kanapie autobusu i zasnalem w mgnieniu oka. Przez cala noc nikt mnie nie budzil, ani tez nie mial pretensji o to, ze spie wewnatrz autobusu. Obudzilem sie rano calkiem wyspany i pojechalem do Lovina pierwszym, publicznym minibusem. Lovina to mala miescina na polnocnym wybrzezu Bali. Panuje tam zupelnie inna atmosfera niz w Kuta na poludniu - cisza, spokoj, jedna glowna droga, dwie boczne przecznice, kilka hoteli, restauracji, sklepow z pamiatkami i ciemna wulkaniczna plaza - to wszystko. Ceny o wiele nizsze niz w Kuta i praktycznie brak natarczywych facetow nagabujacych o hotel, transport lub kupno pamiatki. W Lovina spedzilem 2 pelne dni i 2 noce. Przez ten czas nie robilem praktycznie nic. Postanowilem porzadnie poleniuchowac i najesc sie do syta dobrym i kalorycznym jedzeniem. Dodatkowo pogoda nie byla zbyt sprzyjajaca na jakiekolwiek wycieczki, bylo pochmurno, wietrznie i deszczowo.
Po 2 dniach odpoczynku , postanowilem ruszyc w kierunku wyspy Lombok. Najpierw pojechalem z Lovina do Singaraja, drugiego pod wzgledem wielkosci miasta na Bali, gdzie przesiadlem sie na kolejny autobus, ktory zabral mnie do Amlapura. Podroz odbywala sie malownicza droga, biegnaca wzdluz polnocnego i wschodniego wybrzeza wyspy. Co chwila mijalem szerokie zatoki z ciemnymi (chwilami czarnymi) plazami z piasku wulkanicznego. Po okrazeniu od wschodu wulkanu Agung (najwyzszego szczytu na Bali), dotarlem do Amlapura. Stad zostalo juz tylko okolo 20 kilometrow do Padangbai - portu, z ktorego odplywa prom na Lombok. Niestety, sam port znajduje sie 3 kilometry od glownej drogi, na ktorej wysiadlem z autobusu. Brakujaca odleglosc pokonalem na piechote. Tego dnia tracilem bardzo duzo czasu na przesiadki. W porcie okazalo sie, ze najblizszy prom jest prawie za 2 godziny. Musialem poczekac. Rejs na Lombok dluzyl mi sie niemilosiernie, a trwal ponad 5 godzin. Do tego morze bylo bardzo wzburzone, a sam prom byl niewielkich gabarytow. Kolysalo nim dosc mocno. Gdy doplynalem do Lembar, glownego portu na wyspie Lombok, bylo juz ciemno. Po zejsciu na lad otoczyla mnie grupa naganiaczy i natretnych taksowkarzy, chcacych zawiezc mnie do Mataram (najwiekszego miasta na wyspie) za jakies niewiarygodnie wysokie kwoty. Jak wiadomo, w wiekszosci miejsc w Azji, a w takim miejscu szczegolnie, ceny transportu i noclegow zwykle rosna po zmroku. Na szczescie dowiedzialem sie, ze w Lembar jest jakis marny, tani hotel. Postanowilem w nim spedzic noc i poszukac szczescia dnia nastepnego rano. Noc byla meczaca. Po pierwsze dlatego, ze obok byl meczet i co chwile budzil mnie muezin wzywajacy na modlitwe. Dodatkowo tuz za hotelem byly jakies moczary, idealne siedlisko dla plagi komarow. Te owady atakowaly mnie non stop przez cala noc. Rano - niewyspany i pogryziony - pojechalem do Mataram i tam przesiadlem sie na kolejnego minibusa w strone Bangsal, portu, z ktorego odplywaja lodzie na wyspy Gili. Generalnie ludzie na wyspie Lombok sa (mowiac delikatnie) najmniej przyjazni w stosunku do turystow, porownujac z innymi rejonami Indonezji. Maja bardzo lekcewazace i roszczeniowe podejscie do obcokrajowcow, staraja sie oszukiwac na kazdym kroku. Nawet kupujac wode mineralna, trzeba sie ostro targowac, bo zadaja niebotycznych kwot. Za transport i noclegi kaza sobie placic kwoty kilkukrotnie zawyzone. Szczegolnie w takich miejscach jak Lembar, Mataram, Senggigi. Sa to miejscowosci, w ktorych turysci zwykle nie zatrzymuja sie zbyt dlugo, jadac tranzytem z Bali w strone wysepek Gili. Dlatego tez lokalni mieszkancy chca za wszelka cene ugrac dla siebie tyle ile tylko sie da. Przy tym sa bardzo irytujacy swoim zachowaniem.
Rajskie wysepki Gili (Air, Meno, Trawangan) to 3 male wyspy, lezace u polnocnych wybrzezy Lomboku. Kazda z tych wysp otaczaja rafy koralowe i jest to idealne miejsce dla fanow nurkowania lub snorkelingu. Wiele dla siebie znajda tu tez ci, ktorzy lubia windsurfing, a takze osoby poszukujace ciszy i spokoju. Na Gili nie ma w ogole drog asfaltowych, ani komunikacji zmotoryzowanej. Kazdy kto tu przybywa, moze liczyc jedynie na swoje nogi. Ewentaulnie mozna wypozyczyc rower lub skorzystac z transportu dwukolowym zaprzegiem konnym. Kilka razy dziennie na kazda z tych wysp kursuje lodz z Bangsal. Odplywa ona wtedy, gdy zbierze sie komplet (okolo 20 osob). Gili Trawangan lezy najbardziej na zachod, jest najwieksza i dysponuje najwieksza iloscia hoteli i restauracji. Posiada takze kilka kafejek internetowych, kilka hoteli o bardzo wysokim standardzie, prywatna klinike medyczna, a nawet jeden bankomat. Gili Meno lezy po srodku, jest najmniejsza z tych 3 wysp. Ma najmniej rozbudowana baze noclegowa i jest tam najspokojniej. Gili Air jest nieco wieksza niz Meno i jest tam troche wiecej hoteli o zroznicowanym standardzie. Cala wyspe mozna obejsc w niecale 2 godziny. Ja najpierw poplynalem na Gili Air, gdzie spedzilem 2 dni i 2 noce nie robiac zupelnie nic poza leniuchowaniem i odpoczynkiem. W dalszej kolejnosci przedostalem sie na Gili Trawangan i tu takze spedzilem 2 dni. Pierwszego dnia w dalszym ciagu odpoczywalem. Dzis jednak postanowilem zerknac pod wode. Zapisalem sie na kilkugodzinna wycieczke lodzia po okolicznych wodach pelnych raf koralowych. Kazdy z uczestnikow wycieczki otrzymal maske, rurke i pletwy. Po drodze lodz zatrzymywala sie w 4 miejscach w niedalekiej odleglosci od brzegu. Tam tez mozna bylo poplywac (podryfowac) po powierzchni wody w masce, aby podziwiac bogactwo i roznorodnosc podwodnego swiata. Tego dnia nie mialem szczescia do pogody. Bylo bardzo pochmurno i co chwile padal deszcz. Mysle, ze w czasie slonecznego dnia, wszystko to wyglada o wiele inaczej, ladniej. Ale i tak nie mam co narzekac - zobaczylem bardzo ladna rafe koralowa, na ktorej zyje ogromna ilosc przeroznych, kolorowych, egzotycznych ryb. Jaskrawo ubarwione, waskie ryby plywaly wokol mnie, a koralowce falowaly rytmicznie. Przepiekny widok. Widok, ktory do tej pory znany byl mi jedynie z filmow dokumentanych. W agencji turystycznej mowiono mi, ze przy odrobinie szczescia, bedzie mozna spotkac wielkie zolwie wodne. Tym razem tego szczescia mialem za malo. Moze innym razem. I tak nie moge zbyt wiele narzekac, bo jest tu przeslicznie. Moj pobyt w tym przepieknym miejscu powoli dobiega konca. Jutro rano wracam juz na Lombok, konretnie do Mataram.
Pozdrawiam, Darek
Dodaj komentarz