You are here: Home Trans Asia Magiczne Jeziora Kelimutu

Magiczne Jeziora Kelimutu

PDFDrukujEmail

Published on sobota, 02 stycznia 2010 03:48

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar

Jeszcze przed wschodem slonca zaczalem sie snuc wzdluz glownej drogi tej malej miesciny i pytalem roznych ludzi o ten autobus. W koncu zaszedlem do starego portu i to wlasnie bylo miejsce skad odjezdzal autobus do Bajawy. Udalo sie. Zanim jednak autobus na dobre ruszyl na trase, przez okolo godzine jezdzil po Labuanbajo i okolicznych wioskach zbierajac komplet pasazerow oraz rozne towary: glownie worki z ryzem i maka, ale takze przesylki, ktore odbierali potem rozni ludzie gdzies po drodze. W srodku jechalo tez kilka kurczakow. Autobus teoretycznie miescil kilkunastu pasazerow, jednak jechalo nim okolo 30 osob. W puste przestrzenie miedzy fotelami upychano worki z ryzem i na nich siadali kolejni pasazerowie. Kilka osob siedzialo tez na schodach i na kolanach innych wspolpasazerow. Gdy kierowca doszedl do wniosku, ze miejsce w srodku sie skonczylo, reszta osob, ktore mialy zamiar jechac tym autobusem, zajmowala miejsca na dachu.
Droga z Labuanbajo przez Ruteng do Bajawy jest bardzo waska i kreta. Na calej trasie nie bylo chyba nawet 300-400 metrowego, prostego odcinka drogi. Non stop serpentyny. Kilka razy droga pokonywala rozne pasma gorskie, a autobus przejezdzal wiele razy przez bardzo malowniczo polozone gorskie wioski. Mniej wiecej w polowie drogi byla przerwa na posilek. Ja tez z niej skorzystalem i zjadlem miske ryzu z jajkiem i warzywami.
Poznym popoludniem udalo mi sie w koncu dotrzec do Bajawy. Odcinek 260 kilometrow jechalem... 10 godzin! W Bajawie nie ma nic ciekawego, jednak musialem tam zostac na jedna noc, poniewaz na Flores nie ma nocnych autobusow. Miejscowosc ta trudno nawet nazwac miasteczkiem, to bardziej jest przerosnieta wies z kilkoma krzyzujacymi sie ulicami, prostymi hotelami i trzema restauracjami serwujacymi podstawowe dania. To wlasnie tu zatrzymuje sie wiekszosc osob jadacych z zachodu na wschod wyspy.
Nastepnego dnia, znow bardzo wczesnie rano, opuscilem Bajawe i wsiadlem w jeden z autobusow jadacych do Ende - najwiekszej miejscowosci na Flores. Dotarlem tam w niedziele, 27 grudnia po poludniu. Glownym celem mojej wizyty w Ende byla chec kupna biletu na prom do Kupang (na wyspie Timor), ale z jego kupnem musialem poczekac do poniedzialku, 28 grudnia. Z tego powodu reszte niedzieli spedzilem nie robiac praktycznie nic ciekawego.
W poniedzialek rano udalem sie do biura firmy promowej Pelni celem zakupienia biletu. Niestety - jak sie okazalo tego biletu nie moglem kupic w Ende. Przyczyna okazala sie bardzo prozaiczna - awaria jedynego komputera i drukarki sluzacych do drukowania biletow promowych. Zostalem poinformowany, ze najblizsze biuro Pelni z dzialajacym komputerem i drukarka znajduje sie w miasteczku Maumere - ponad 150 kilometrow na wschod. Cale szczescie, ze mam zamiar wyplynac wlasnie z Maumere - pomyslalem. Moze uda mi sie kupic bilet wlasnie tam w dniu, w ktorym odplywa prom.
We wtorek 29 grudnia opuscilem Ende i udalem sie 50 kilometrow na wschod, do malej wioski Moni, polozonej na wysokosci okolo 600m npm u podnozy wulkany Kelimutu (1645m npm). Gdy tam dotarlem bylo bardzo pochmurno i po poludniu przeszla ulewa w piorunami. Moni jest glowna baza wypadowa na tenze wulkan, a jego otoczenie jest na prawde niezwykle. Znajduje sie tu jedno z najpiekniejszych miejsc w Indonezji i jednoczesnie jedna z najwiekszych atrakcji turystycznych kraju. Mowa tu o bajecznie kolorowych Jeziorach Kelimutu, lezacych w trzech kraterach wulkanu. Jeziora te polozone sa w bardzo bliskiej odleglosci od siebie i kazde z nich ma... inny kolor i inna temperature wody. Malo tego: kolory tych malych jezior stale sie zmieniaja. Kazdy kto tu przybywa, zastanawia sie nad przyczyna tego zjawiska. Otoz kazde z tych jezior wypelnia krater zbudowany z innych mineralow i to wlasnie podloze skalne oraz mineraly sa glownym czynnikiem determinujacym zabarwienie wody w jeziorach. Patrzac na te 3 trzy zbiorniki wodne z lotu ptaka, ma sie wrazenie, ze wygladaja one jak wielka paleta z kolorowymi farbami, a krajobraz wokol jezior wyglada jak z Marsa. Wokol dominuja skaly i urwiska o zabarwieniu brunatnym, czerwonym, zoltym i purpurowym. Cos niesamowitego. Najwieksze z tych trzech jezior charakteryzuje sie najbardziej logodnymi zmianami barwy wody - zwykle ma ona rozne odmiany koloru turkusowego. Tuz obok znajduje sie drugie co do wielkosci jezioro, ktore najczesciej i najbardziej kontrastowo zmienia kolor swojej wody. Podczas mojej wizyty, mialo ono kolor zgnilo zielony, jednak jakis czas temu mialo kolor siny, a jeszcze wczesniej purpurowy lub nawet krwisto czerwony... Okolo pol kilometra dalej lezy trzecie, najmniejsze z Jezior Kelimutu, ktore zwykle ma barwe czekoladowa lub brunatna. Krater, w ktorym sie ono znajduje ma bardzo lagodne stoki, porosniete w wiekszosc roslinnoscia krzaczasta i drzewami iglastymi.
W dniu dzisiejszym wstalem na dlugo przed wschodem slonca i o 4:30 jechalem juz motorem (z kierowca) stromymi serpentynami w kierunku wygaslych kraterow wulkanu Kelimutu. Ze wzgledu na duza popularnosc tego miejsca, pod prawie sam krater doprowadzono asfaltowa droge. Odcinek z hotelu do gornego parkingu pokonalismy w niecala godzine (okolo 13 kilometrow). Cale szczescie, ze bylem w tej okolicy podczas pory deszczowej, gdy ilosc turystow odwiedzajacych to miejsce mozna policzyc na palcach jednej reki. Dzieki temu moglem byc praktycznie sam na sam z tym cudem natury i rozkoszowac sie pieknem krajobrazow i absolutnej ciszy. Moj kierowca pojechal w dol juz sam, poniewaz droge powrotna zamierzalem pokonac na piechote. Tuz przed wschodem slonca pogoda byla sprzyjajaca. Zanim promienie Slonca na dobre rozswietlily okolice, moglem podziwiac bajeczne barwy chmur podswietlonych przez wschodzace Slonce, ktorego tarcza (schowana jeszcze za chmurami) odbijala sie w tafli... morza, polozonego ponad 20 kilometrow dalej. Przepiekny widok. Gdy zrobilo sie juz jasno, zatoczylem szeroka petle wokol dwoch, sasiadujacych ze soba, najwiekszych Jezior Kelimutu. Idac waska sciezka, po koronie krateru moglem obserwowac te piekne jeziorka pod roznym katem. Za plecami tez mialem ladne widoki na wschodnia czesc wyspy Flores i pasma gorskie, a po obu ich stronach wody morza. Po zamknieciu petli, wszedlem na popularny punkt widokowy, bedacy jedynym miejscem w okolicy, skad widac wszystkie 3 jeziora: dwa najwieksze, polozone z przodu w surowych, budzacych respekt, kraterach i trzecie (najmniejsze) z tylu, wypelniajace zielony, zarosniety i malo skalisty krater. Po krotkiej chwili, ktora poswiecilem na kontemplacje ciszy, ruszylem w droge powrotna w dol. Nie spieszylem sie tym razem nigdzie, szedlem wolnym krokiem i po okolo 3 godzinach wrocilem do Moni w sam raz na lunch. Niecala godzine po moim zejsciu na dol, wierzcholki gor znow spowily ciemne chmury i niebawem rozpoczela sie ulewa. Na szczescie poznym popoludniem znow sie wypogodzilo. Moni bedzie moja baza na kolejna noc, zanim wyjade (31 grudnia) w kierunku Maumere.

Pozdrawiam, Darek.

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

transasia-baner

 



© 2008 Klub Podróżników "Śródziemie"