You are here: Home Trans Asia

Relacje z wyprawy TransAsia, czyli lądem na Papue.

Wyprawa TransAsia zakonczona!

PDFDrukujEmail

Published on piątek, 07 maja 2010 09:25

Kraków 06.05; godz 23:00
Ostatnie dwa pełne dni wyprawy spędziłem w Delhi i głównie odpoczywałem. Robiłem tez ostatnie zakupy, włóczyłem się po okolicy i powoli oswajałem się z myślą, ze już lada dzień zawitam z powrotem do Polski. Powiem szczerze, że nie tak łatwo było się oswoić z tą myslą, będąc od roku w trasie.
Wieczorem 3 maja, zamówiłem nawet budzenie na recepcji, żeby przypadkiem nie przespać pobudki następnego dnia rano. Udało się i jeszcze przed świtem wyjechałem na lotnisko, by pożegnać się na jakiś czas z Azją i wreszcie wrócic do domu.
Samolot wystartował o czasie. Po długim locie i przesiadce w Monachium, 4 maja o godzinie 16:25 wylądowałem w Krakowie, po dokładnie roku podróży po Azji.
Piszę te slowa i wciąż nie mogę uwierzyć, że to już koniec. Z pełna świadomoscią mogę stwierdzić, że wyprawa "TransAsia 2009, czyli lądem na Papuę" została zakończona (czytaj wiecej).
 

Chwila oddechu od upalu na trekkingu

PDFDrukujEmail

Published on niedziela, 02 maja 2010 13:07

Delhi 02.05; godz 09:00
Wczesnie rano opuscilismy spokojna wioske Orchha, by dostac sie na najblizsza stacje kolejowa, polozona kilka kilometrow dalej na polnoc. Wsiedlismy w lokalny, dosyc wolny pociag i w poludnie dojechalismy do Khajuraho. Zar lal sie z nieba i temperatura przekraczala 40 stopni. Promienie slonce parzyly w skore. Po dotarciu do hotelu chcialem wziac zimny prysznic, ale nic z tego. Rury doprowadzajace wode do kranu byly tak nagrzane, ze odkrecajac kurek z zimna woda, lecial na mnie tak goracy strumien wody, ze az parzyl! Jedynie wieczorem, gdy temperatura spadala do okolo 30 stopni (!) i rury wodociagowe nieco stygly, mozna bylo wziac letni, orzezwiajacy prysznic (czytaj wiecej).

Przez Rajasthan na polnoc Indii

PDFDrukujEmail

Published on poniedziałek, 19 kwietnia 2010 12:11

Orchha 16.04; godz 22:00
Do Pune dotarlem 2 kwietnia nad ranem. W tym miescie nie ma praktycznie zadnych atrakcji turystycznych, a moja wizyta miala charakter czysto towarzyski, gdyz pojechalem odwiedzic moja znajoma. Po wesolych dniach pobytu w Pune, ruszylem nieco bardziej na polnoc - do Bombaju. To byl moj ostatni dzien w poludniowej czesci Indii. Odwiedzilem Brame Indii - wielki luk triumfalny. Obiekt ten zostal zbudowany dla upamietnienia wizyty krola Jerzego V. W 1948 roku, gdy Indie byly juz niepodleglym krajem, wlasnie przez ta brame kraj opuscil ostatni oddzial wojsk brytyjskich. Na przeciw Bramy znajduje sie hotel Taj Mahal, jednen z najbardziej znanych hoteli w Bombaju, a moze i w calych Indiach. Jest on jednym z sympoli miasta i reprezentuje mieszanke neorenesansu oraz stylu muzulmanskiego. To wlasnie ten obiekt byl jednym z glownych celow atakow terrorystycznych, jakie mialy tam miejsce pod koniec listopada 2008 roku (czytaj wiecej).

Asfaltem na najwyzszy szczyt!

PDFDrukujEmail

Published on środa, 31 marca 2010 11:08

Agonda 31.03; godz 08:00
Podroz z Munnar do Ernakulam na wybrzezu Kerali minela dosc szybko, gdyz wiekszosc trasy przebiegala z gorki. Dojechalem do Ernakulam i po zakwaterowaniu w jednym z hoteli niedaleko dworca kolejowego, poplynalem promem na druga strone ciesniny morskiej do zabytkowego miasta Kochi. Najstrasza czesc tego miasta o nazwie Fort Kochi, to senna dzielnica z pylastymi ulicami porosnietymi palmami kokosowymi. Znajduje sie tu glownie kolonialna zabudowa, gdyz miasto to bylo kiedys waznym portem handlowym w tej czesci Indii. Wlasnie architektura kolonialna i sielska atmosfera jest glownym czynnikiem, przyciagajacym turystow do tego miejsca. Wiekszosc budowli w starej czesci miasta wzniesionych zostalo przez anglikow, portugalczykow i holendrow. Jest to rowniez prawdopodobnie jedyne miejsce w Indiach, gdzie w przeszlosci dzialala gmina zydowska. Do tej pory zachowala sie tu stara, 400-letnia synagoga (czytaj wiecej).

Plaza i gory w Kerali

PDFDrukujEmail

Published on środa, 17 marca 2010 14:06

Munnar 17.03; godz 12:30
Z Trivandrum pojechalem wczesnie rano do nadmorskiej miejscowosci Varkala, polozonej okolo 50 kilometrow na polnoc. Tutejsza plaza uchodzi za najpiekniejsza w Kerali i jedna z najladniejszych w calych Indiach Poludniowych. Fakt - jej polozenie i otoczenie moze budzic zachwyt. Bardzo szeroka i dluga piaszczysta plaza umiejscowiona jest u stop stromego klifu w kolorze rudo - czerwonym. Szczegolnie o zachodzie slonca klif ten przybiera piekne barwy w wielu odcieniach czerwieni i ladnie konktrastuje z blekitem wody morskiej i bialymi balwanami fal dobijajacych do brzegu. W tym miejscu spotkalem sie z moja znajoma i spedzilem tam dwa pelne dni, odpoczywajac na plazy, a takze w milych i przytulnych knajpach na klifie (czytaj wiecej).

Tamilskie swiatynie i lamiglowki jezykowe

PDFDrukujEmail

Published on czwartek, 11 marca 2010 15:43

Trivandrum 11.03; godz 13:00
Nie znalazlem bezposredniego polaczenia z Pondicherry do Thanjavur, wiec musialem sie tam dostac z przesiadka w malym miescie o nazwie Chidambaram. Gdy dotarlem do Thanjavur okolo poludnia, upal byl ogromny. Na szczescie szybko znalazlem tani nocleg i udalem sie na krotki spacer po miescie. Najpierw poszedlem w kierunku Palacu Krolewskiego. Spodziewalem sie nieco wiecej po tym obiekcie. Okazalo sie jednak, ze jest on dosc zniszczony, zaniedbany. Ze scian, na ktorych czesto widnieja rozne malowidla, schodzi tynk i farba, a na glownym dziedzincu rosna chwasty i lezy gruz... Ze wszystkich zakamarkow Palacu, najbardziej okazale prezentuje sie tzw. Durbar Hall, miejsce, gdzie krol udzielal niegdys audiencji. Na srodku stoi wielki tron, a cala, azurowa sala jest pieknie ozdobiona kolorowymi malowidlami na scianach i suficie oraz kolumnami, ktore dodatkowo sa ladnie rzezbione. Po obu stronach tronu, podziwiac mozna (rowniez kolorowe) plaskorzezby hinduskich bostw. Nastepnie wdrapalem sie jeszcze na Wieze Zegarowa, na ktorej - wbrew nazwie - nie ma zadnego zegara (czytaj wiecej).

Wzdluz wschodniego wybrzeza Indii

PDFDrukujEmail

Published on sobota, 06 marca 2010 15:44

Pondicherry 06.03; godz 13:00
Tak jak zaplanowalem, spedzilem w Unawatuna 2 dni. Drugiego dnia pojechalem jedynie do Galle, jednego z wiekszych miast na poludniu Sri Lanki. Znajduja sie tam ciekawe mury obronne fortu zbudowanego w XVII wieku przez Holendrow. Mury te otaczaja niemal caly polwysep wchodzacy w morze na poludniu miasta. Wewnatrz murow znajduje sie ciekawa, choc dosc zaniedbana zabudowa z czasow kolonialnych. W wielu domach zlokalizowane sa galerie sztuki i warsztaty rekodzielnictwa. Stoi tam tez stary holenderski kosciol pochodzacy z XVIII wieku. Jest on wcisniety pomiedzy ciasna zabudowe wnetrza starego fortu. Wokol tego kosciola znalezc mozna wiele starych, kolonialnych plyt nagrobnych, stoja one oparte o wewnetrzna czesc murow koscielnych. Na poludniowych krancach fortu, tuz obok latarni morskiej, stoi jeszcze jedna swiatynia, zbudowana w stylu przypominajacym wiktorianski. Kiedys rzeczywiscie byl to kosciol chrzescijanski, obecnie znajduje sie tam meczet. Obszedlem dookola cale mury, gdyz znajduje sie na nich sciezka. Tego dnia sporo osob tam spacerowalo, bo akurat byla niedziela. Idac wokol po murach, mozna podziwiac kolejne bastiony. Najciekawszym jest potezny Bastion Ksiezycowy z wysoka, posepna wieza zegarowa.
Kolejnego dnia udalem sie do Hikkaduwa, innego kurortu nad morzem. Poza polozona niedaleko rafa koralowa, nie ma w okolicy innych atrakcji turystycznych. W dodatku wiekszosc hoteli i restauracji zlokalizowana jest tam wzdluz glownej drogi prowadzacej do Colombo - przez wiekszosc dnia jest bardzo glosno. W Hikkaduwa glownie odpoczywalem w zaciszu hotelu.
Stamtad pojechalem juz do stolicy Sri Lanki i zatrzymalem sie w centrum. Jeszcze tego samego popoludnia poszedlem na spacer wzdluz promenady nad samym brzegiem oceanu, prowadzacej od parlamentu do jednego z luksusowych hoteli. Jest to ulubione miejsce rekreacyjne mieszkancow Colombo, ktorzy tlumnie wylegaja na promenade poznym popoludniem lub wieczorem. Nastepnie odwiedzilem jeszcze swiatynie Gangaramaya, jedna z najwazniejszych swiatyn buddyjskich w miescie. Na tylach swiatyni znajduje sie klasztor buddyjski. Na zacisznym dziedzincu stoi wysoka, biala stupa, a wewnatrz mozna podziwiac ciekawe posagi Buddy.
To byl juz moj ostatni wieczor na Sri Lance, gdyz nazajutrz przed poludniem pojechalem w kierunku lotniska. Dystans okolo 30 kilometrow udalo mi sie pokonac w niecale 2 godziny, ze wzgledu na korki. Po poludniu 3 marca odlecialem z Colombo do Chennai na poludniu Indii. W przeszlosci Chennai nosil nazwe Madras. Cale szczescie, ze z lotniska mozna sie dostac do centrum relatywnie szybka koleja podmiejska i nie musialem juz stac w korkach. Udalo mi sie tam dotrzec tuz przed zmrokiem i znalazlem nocleg w prostym guest housie prowadzonym przez Armie Zbawienia.
Chennai jest wielka, prawie siedmiomilionowa metropolia. Jest to rowniez malo turystyczne miasto, ubogie w atrakcje. Nastepnego dnia poszedlem jedynie zobaczyc stary fort. Spodziewalem sie czegos ciekawszego, a poza kilkoma nieatrakcyjnymi murami obronnymi niewiele mozna tam zobaczyc. Przed glownym wejsciem do historycznego fortu stoi maszt z wielka flaga indyjska, masz ten pochodzi ze starego statku handlowego. Niedaleko fortu stoi budynek sadu glownego, najwiekszy tego rodzaju obiekt w Indiach. Sposrod innych atrakcji turystycznych Chennai, na uwage zasluguja jeszcze fasady budynkow dwoch dworcow kolejowych: Central i Egmore, nawiazujace do stylu kolonialnego. I to by bylo na tyle.
Tego samego dnia udalem sie do Kanchipuram, niewielkiego miasta polozonego okolo 60 kilometrow od Chennai, nazywanego przez niektorych miastem swiatyn. Faktycznie, idac ulicami miasta, doslownie co kilkadziesiat metrow stoi mniejsza lub wieksza, mniej lub bardziej kolorowa swiatynia hinduska. Ja zdazylem odwiedzic trzy sposrod kilku najwazniejszych swiatyn w Kanchipuram. Najpierw poszedlem do swiatyni Vaikunta Perumal. Ma ona okolo 1200 lat i jest poswiecona bogowi Wisznu, a cala budowla otoczona jest wysokim murem z kolumnami w ksztalcie smuklych lwow. W dalszej kolejnosci zobaczylem swiatynie Kailasanatha, polozona na zachodnim krancu miasta. Jest to najstarsza swiatynia w okolicy (zostala zbudowana w VII wieku) i poswiecona jest ona Sziwie. Na scianach zewnatrznych swiatyni i na wewnatrznych scianach okalajacych ja murow podziwiac mozna wiele plaskorzezb, przedstawiajacych rozne sceny z zycia Sziwy i jego zony Parwati, a takze ich synow: Ganeszy i Murugana. Na wprost glownego wejscia do swiatyni znajduje sie posag wielkiego Nandi, czyli byka na ktorym jezdzil Sziwa. Tego dnia zobaczylem jeszcze jedna swiatynie, w ktorej czci sie Sziwe, polozona kilkaset metrow dalej: Sri Ekambaranathar. Powstala ona na poczatku XVI wieku, a glownym jej elementem rozpoznawalnym jest wysoka na 59 metrow gopura. Jest to rodzaj bramy, typowy dla stylu drawidyjskiego, ktory przewaza w architekturze swiatyn stanu Tamil Nadu. Bramy te maja ksztalt pionowego, smuklego trapezu o krotkich podstawach i dlugich ramionach. Dziela sie one na kilka kondygnacji, a na kazdej z nich znajduja sie zwykle rzezby przedstawiajace rozne hinduskie bostwa.
Po krotkiej, bezsennej nocy, ktora spedzilem glownie na walce z istna plaga komarow, pojechalem jednym z pierwszych autobusow do Mamallapuram, malego nadmorskiego miasteczka, gdzie dociera prawie kazdy turysta odwiedzajacy Tamil Nadu. Ale nie po to by plazowac, gdyz plaza jest tu dosc brudna i nie zacheca bynajmniej do kapieli. Glownie po to by podziwiac ladne, ciekawe, lecz mimo wszystko, troche przereklamowane antyczne swiatynie. Pierwsza z nich jest Swiatynia Nadbrzezna, poswiecona Sziwie i zbudowana pierwotnie w VII wieku. Wykuto ja z jednej bryly skalnej i reprezentuje styl architektoniczny typowy dla dynastii krolewskiej Pallava, jednak w pozniejszym czasie zostala ona przebudowana. Swiatynia ta stoi nad samym morzem i prezentuje sie ladnie szczegolnie o wschodzie i zachodzie slonca. Drugim najwazniejszym obiektem turystycznym jest kompleks pieciu swiatyn o nazwie Five Rathas. Drugi czlon nazwy oznacza swiatynie wykuta w skale w stylu drawidyjskim. Znajduje sie tu 5 swiatyn roznego ksztaltu i kazda z nich jest poswiecona innemu bogowi. Wszystkie 5 swiatyn wykuto z jednej, wielkiej, osobnej bryly skalnej. Jeszcze do niedawna, wszystkie te swiatynie skryte byly pod gruba warstwa osadow skalnych. Dopiero okolo 200 lat temu, zostaly one odkopane przez brytyjskich archeologow. W centralnej czesci miasteczka znajduje sie pagorkowaty, skalisty park z kilkoma sciezkami wsrod wieklich glazow. Mozna tam znalezc ruiny kilku starych swiatyn, a takze plaskorzezby wykonane w skalach, przedstwiajace bostwa hinduskie.
Dnia dzisiejszego pozegnalem senne Mamallapuram i udalem sie wzdluz wybrzeza Zatoki Bengalskiej dalej na poludnie - do Pondicherry. Jest to byle, francuskie, kolonialne miasto, w ktorym wciaz da sie wyczuc ta kolonialna atmosfere. W starej dzielnicy dominuja francuskie nazwy ulic, znajduje sie tam wiele starych willi w kolonialnym stylu, jak rowniez budynkow w musztardowo zoltym kolorze. Wieczorem mozna odpoczac i zjesc cos dobrego w przytulnych, kolonialnych restauracjach rozsianych po okolicy, a lokalne sklepy i bary sprzedaja bardzo tani alkohol: poczawszy od piwa, przez wina, brandy, az po rozne odmiany whisky. W centralnej czesci nadbrzeznej ulicy, niedaleko francuskiego konsulatu, stoi wielki pomnik Mahatmy Gandhi'ego. Na przeciw niego pomnik Nehru. Kilka ulic dalej znajduje sie kolonialny (kiedys bialy) ratusz. Na uwage zasluguja takze 2 koscioly chrzescijanskie w tym miescie: bialo-rozowa, zbudowana w stylu neoklasycystycznym katedra Notre Dame oraz neobarokowy kosciol Serca Chrystusa. Jeden dzien w zupelnosci wystarczy na to, aby poznac Pondicherry. Tak tez uczynilem, a jutro mam zamiar pojechac jeszcze dalej na poludnie.
Pozdrawiam, Darek
Pondicherry 06.03; godz 13:00
Tak jak zaplanowalem, spedzilem w Unawatuna 2 dni. Drugiego dnia pojechalem jedynie do Galle, jednego z wiekszych miast na poludniu Sri Lanki. Znajduja sie tam ciekawe mury obronne fortu zbudowanego w XVII wieku przez Holendrow. Mury te otaczaja niemal caly polwysep wchodzacy w morze na poludniu miasta. Wewnatrz murow znajduje sie ciekawa, choc dosc zaniedbana zabudowa z czasow kolonialnych. W wielu domach zlokalizowane sa galerie sztuki i warsztaty rekodzielnictwa. Stoi tam tez stary holenderski kosciol pochodzacy z XVIII wieku. Jest on wcisniety pomiedzy ciasna zabudowe wnetrza starego fortu. Wokol tego kosciola znalezc mozna wiele starych, kolonialnych plyt nagrobnych, stoja one oparte o wewnetrzna czesc murow koscielnych. Na poludniowych krancach fortu, tuz obok latarni morskiej, stoi jeszcze jedna swiatynia, zbudowana w stylu przypominajacym wiktorianski. Kiedys rzeczywiscie byl to kosciol chrzescijanski, obecnie znajduje sie tam meczet (czytaj wiecej).
Strona 1 z 14

transasia-baner

 



© 2008 Klub Podróżników "Śródziemie"