Czech English German Russian
You are here: Home Trans Asia

Relacje z wyprawy TransAsia, czyli lądem na Papue.

Tamilskie swiatynie i lamiglowki jezykowe

PDFDrukujEmail

Published on czwartek, 11 marca 2010 15:43

AddThis Social Bookmark Button
Trivandrum 11.03; godz 13:00
Nie znalazlem bezposredniego polaczenia z Pondicherry do Thanjavur, wiec musialem sie tam dostac z przesiadka w malym miescie o nazwie Chidambaram. Gdy dotarlem do Thanjavur okolo poludnia, upal byl ogromny. Na szczescie szybko znalazlem tani nocleg i udalem sie na krotki spacer po miescie. Najpierw poszedlem w kierunku Palacu Krolewskiego. Spodziewalem sie nieco wiecej po tym obiekcie. Okazalo sie jednak, ze jest on dosc zniszczony, zaniedbany. Ze scian, na ktorych czesto widnieja rozne malowidla, schodzi tynk i farba, a na glownym dziedzincu rosna chwasty i lezy gruz... Ze wszystkich zakamarkow Palacu, najbardziej okazale prezentuje sie tzw. Durbar Hall, miejsce, gdzie krol udzielal niegdys audiencji. Na srodku stoi wielki tron, a cala, azurowa sala jest pieknie ozdobiona kolorowymi malowidlami na scianach i suficie oraz kolumnami, ktore dodatkowo sa ladnie rzezbione. Po obu stronach tronu, podziwiac mozna (rowniez kolorowe) plaskorzezby hinduskich bostw. Nastepnie wdrapalem sie jeszcze na Wieze Zegarowa, na ktorej - wbrew nazwie - nie ma zadnego zegara (czytaj wiecej).
 

Wzdluz wschodniego wybrzeza Indii

PDFDrukujEmail

Published on sobota, 06 marca 2010 15:44

AddThis Social Bookmark Button
Pondicherry 06.03; godz 13:00
Tak jak zaplanowalem, spedzilem w Unawatuna 2 dni. Drugiego dnia pojechalem jedynie do Galle, jednego z wiekszych miast na poludniu Sri Lanki. Znajduja sie tam ciekawe mury obronne fortu zbudowanego w XVII wieku przez Holendrow. Mury te otaczaja niemal caly polwysep wchodzacy w morze na poludniu miasta. Wewnatrz murow znajduje sie ciekawa, choc dosc zaniedbana zabudowa z czasow kolonialnych. W wielu domach zlokalizowane sa galerie sztuki i warsztaty rekodzielnictwa. Stoi tam tez stary holenderski kosciol pochodzacy z XVIII wieku. Jest on wcisniety pomiedzy ciasna zabudowe wnetrza starego fortu. Wokol tego kosciola znalezc mozna wiele starych, kolonialnych plyt nagrobnych, stoja one oparte o wewnetrzna czesc murow koscielnych. Na poludniowych krancach fortu, tuz obok latarni morskiej, stoi jeszcze jedna swiatynia, zbudowana w stylu przypominajacym wiktorianski. Kiedys rzeczywiscie byl to kosciol chrzescijanski, obecnie znajduje sie tam meczet. Obszedlem dookola cale mury, gdyz znajduje sie na nich sciezka. Tego dnia sporo osob tam spacerowalo, bo akurat byla niedziela. Idac wokol po murach, mozna podziwiac kolejne bastiony. Najciekawszym jest potezny Bastion Ksiezycowy z wysoka, posepna wieza zegarowa.
Kolejnego dnia udalem sie do Hikkaduwa, innego kurortu nad morzem. Poza polozona niedaleko rafa koralowa, nie ma w okolicy innych atrakcji turystycznych. W dodatku wiekszosc hoteli i restauracji zlokalizowana jest tam wzdluz glownej drogi prowadzacej do Colombo - przez wiekszosc dnia jest bardzo glosno. W Hikkaduwa glownie odpoczywalem w zaciszu hotelu.
Stamtad pojechalem juz do stolicy Sri Lanki i zatrzymalem sie w centrum. Jeszcze tego samego popoludnia poszedlem na spacer wzdluz promenady nad samym brzegiem oceanu, prowadzacej od parlamentu do jednego z luksusowych hoteli. Jest to ulubione miejsce rekreacyjne mieszkancow Colombo, ktorzy tlumnie wylegaja na promenade poznym popoludniem lub wieczorem. Nastepnie odwiedzilem jeszcze swiatynie Gangaramaya, jedna z najwazniejszych swiatyn buddyjskich w miescie. Na tylach swiatyni znajduje sie klasztor buddyjski. Na zacisznym dziedzincu stoi wysoka, biala stupa, a wewnatrz mozna podziwiac ciekawe posagi Buddy.
To byl juz moj ostatni wieczor na Sri Lance, gdyz nazajutrz przed poludniem pojechalem w kierunku lotniska. Dystans okolo 30 kilometrow udalo mi sie pokonac w niecale 2 godziny, ze wzgledu na korki. Po poludniu 3 marca odlecialem z Colombo do Chennai na poludniu Indii. W przeszlosci Chennai nosil nazwe Madras. Cale szczescie, ze z lotniska mozna sie dostac do centrum relatywnie szybka koleja podmiejska i nie musialem juz stac w korkach. Udalo mi sie tam dotrzec tuz przed zmrokiem i znalazlem nocleg w prostym guest housie prowadzonym przez Armie Zbawienia.
Chennai jest wielka, prawie siedmiomilionowa metropolia. Jest to rowniez malo turystyczne miasto, ubogie w atrakcje. Nastepnego dnia poszedlem jedynie zobaczyc stary fort. Spodziewalem sie czegos ciekawszego, a poza kilkoma nieatrakcyjnymi murami obronnymi niewiele mozna tam zobaczyc. Przed glownym wejsciem do historycznego fortu stoi maszt z wielka flaga indyjska, masz ten pochodzi ze starego statku handlowego. Niedaleko fortu stoi budynek sadu glownego, najwiekszy tego rodzaju obiekt w Indiach. Sposrod innych atrakcji turystycznych Chennai, na uwage zasluguja jeszcze fasady budynkow dwoch dworcow kolejowych: Central i Egmore, nawiazujace do stylu kolonialnego. I to by bylo na tyle.
Tego samego dnia udalem sie do Kanchipuram, niewielkiego miasta polozonego okolo 60 kilometrow od Chennai, nazywanego przez niektorych miastem swiatyn. Faktycznie, idac ulicami miasta, doslownie co kilkadziesiat metrow stoi mniejsza lub wieksza, mniej lub bardziej kolorowa swiatynia hinduska. Ja zdazylem odwiedzic trzy sposrod kilku najwazniejszych swiatyn w Kanchipuram. Najpierw poszedlem do swiatyni Vaikunta Perumal. Ma ona okolo 1200 lat i jest poswiecona bogowi Wisznu, a cala budowla otoczona jest wysokim murem z kolumnami w ksztalcie smuklych lwow. W dalszej kolejnosci zobaczylem swiatynie Kailasanatha, polozona na zachodnim krancu miasta. Jest to najstarsza swiatynia w okolicy (zostala zbudowana w VII wieku) i poswiecona jest ona Sziwie. Na scianach zewnatrznych swiatyni i na wewnatrznych scianach okalajacych ja murow podziwiac mozna wiele plaskorzezb, przedstawiajacych rozne sceny z zycia Sziwy i jego zony Parwati, a takze ich synow: Ganeszy i Murugana. Na wprost glownego wejscia do swiatyni znajduje sie posag wielkiego Nandi, czyli byka na ktorym jezdzil Sziwa. Tego dnia zobaczylem jeszcze jedna swiatynie, w ktorej czci sie Sziwe, polozona kilkaset metrow dalej: Sri Ekambaranathar. Powstala ona na poczatku XVI wieku, a glownym jej elementem rozpoznawalnym jest wysoka na 59 metrow gopura. Jest to rodzaj bramy, typowy dla stylu drawidyjskiego, ktory przewaza w architekturze swiatyn stanu Tamil Nadu. Bramy te maja ksztalt pionowego, smuklego trapezu o krotkich podstawach i dlugich ramionach. Dziela sie one na kilka kondygnacji, a na kazdej z nich znajduja sie zwykle rzezby przedstawiajace rozne hinduskie bostwa.
Po krotkiej, bezsennej nocy, ktora spedzilem glownie na walce z istna plaga komarow, pojechalem jednym z pierwszych autobusow do Mamallapuram, malego nadmorskiego miasteczka, gdzie dociera prawie kazdy turysta odwiedzajacy Tamil Nadu. Ale nie po to by plazowac, gdyz plaza jest tu dosc brudna i nie zacheca bynajmniej do kapieli. Glownie po to by podziwiac ladne, ciekawe, lecz mimo wszystko, troche przereklamowane antyczne swiatynie. Pierwsza z nich jest Swiatynia Nadbrzezna, poswiecona Sziwie i zbudowana pierwotnie w VII wieku. Wykuto ja z jednej bryly skalnej i reprezentuje styl architektoniczny typowy dla dynastii krolewskiej Pallava, jednak w pozniejszym czasie zostala ona przebudowana. Swiatynia ta stoi nad samym morzem i prezentuje sie ladnie szczegolnie o wschodzie i zachodzie slonca. Drugim najwazniejszym obiektem turystycznym jest kompleks pieciu swiatyn o nazwie Five Rathas. Drugi czlon nazwy oznacza swiatynie wykuta w skale w stylu drawidyjskim. Znajduje sie tu 5 swiatyn roznego ksztaltu i kazda z nich jest poswiecona innemu bogowi. Wszystkie 5 swiatyn wykuto z jednej, wielkiej, osobnej bryly skalnej. Jeszcze do niedawna, wszystkie te swiatynie skryte byly pod gruba warstwa osadow skalnych. Dopiero okolo 200 lat temu, zostaly one odkopane przez brytyjskich archeologow. W centralnej czesci miasteczka znajduje sie pagorkowaty, skalisty park z kilkoma sciezkami wsrod wieklich glazow. Mozna tam znalezc ruiny kilku starych swiatyn, a takze plaskorzezby wykonane w skalach, przedstwiajace bostwa hinduskie.
Dnia dzisiejszego pozegnalem senne Mamallapuram i udalem sie wzdluz wybrzeza Zatoki Bengalskiej dalej na poludnie - do Pondicherry. Jest to byle, francuskie, kolonialne miasto, w ktorym wciaz da sie wyczuc ta kolonialna atmosfere. W starej dzielnicy dominuja francuskie nazwy ulic, znajduje sie tam wiele starych willi w kolonialnym stylu, jak rowniez budynkow w musztardowo zoltym kolorze. Wieczorem mozna odpoczac i zjesc cos dobrego w przytulnych, kolonialnych restauracjach rozsianych po okolicy, a lokalne sklepy i bary sprzedaja bardzo tani alkohol: poczawszy od piwa, przez wina, brandy, az po rozne odmiany whisky. W centralnej czesci nadbrzeznej ulicy, niedaleko francuskiego konsulatu, stoi wielki pomnik Mahatmy Gandhi'ego. Na przeciw niego pomnik Nehru. Kilka ulic dalej znajduje sie kolonialny (kiedys bialy) ratusz. Na uwage zasluguja takze 2 koscioly chrzescijanskie w tym miescie: bialo-rozowa, zbudowana w stylu neoklasycystycznym katedra Notre Dame oraz neobarokowy kosciol Serca Chrystusa. Jeden dzien w zupelnosci wystarczy na to, aby poznac Pondicherry. Tak tez uczynilem, a jutro mam zamiar pojechac jeszcze dalej na poludnie.
Pozdrawiam, Darek
Pondicherry 06.03; godz 13:00
Tak jak zaplanowalem, spedzilem w Unawatuna 2 dni. Drugiego dnia pojechalem jedynie do Galle, jednego z wiekszych miast na poludniu Sri Lanki. Znajduja sie tam ciekawe mury obronne fortu zbudowanego w XVII wieku przez Holendrow. Mury te otaczaja niemal caly polwysep wchodzacy w morze na poludniu miasta. Wewnatrz murow znajduje sie ciekawa, choc dosc zaniedbana zabudowa z czasow kolonialnych. W wielu domach zlokalizowane sa galerie sztuki i warsztaty rekodzielnictwa. Stoi tam tez stary holenderski kosciol pochodzacy z XVIII wieku. Jest on wcisniety pomiedzy ciasna zabudowe wnetrza starego fortu. Wokol tego kosciola znalezc mozna wiele starych, kolonialnych plyt nagrobnych, stoja one oparte o wewnetrzna czesc murow koscielnych. Na poludniowych krancach fortu, tuz obok latarni morskiej, stoi jeszcze jedna swiatynia, zbudowana w stylu przypominajacym wiktorianski. Kiedys rzeczywiscie byl to kosciol chrzescijanski, obecnie znajduje sie tam meczet (czytaj wiecej).

Wsrod bujnych plantacji herbaty

PDFDrukujEmail

Published on niedziela, 28 lutego 2010 13:29

AddThis Social Bookmark Button
Unawatuna 27.02; godz 22:00
W Kandy zabawilem jeden pelny dzien, odwiedzilem swiatynie ze swietym zebem Buddy i pospacerowalem wokol sztucznego zbiornika wodnego w centrum miasta. Nastepnego dnia rano pojechalem dalej na poludnie w kierunku nieco wyzszych pasm gorskich. Udalem sie autobusem do Hatton, malego miasteczka otoczonego przez liczne, bujne plantacje herbaty. Tam tez przesiadlem sie na kolejny srodek transportu do Dalhouse. W tym miejscu konczy sie droga, a mala wioska z kilkoma sklepami i guest housami jest glowna baza wypadowa na Adam's Peak - swieta gore Sri Lanki. Glowny powod, ktoremu szczyt ten zawdziecza swa slawe, to tajemnicze zaglebienie na jego wierzcholku, ksztaltem przypominajace ludzka stope. Chrzescijanie wierza, ze jest to odcisk stopy pozostawiony przez Adama. Wedlug buddystow, jest to slad po stopie Buddy, ktory przechodzil tedy w drodze do raju. Z kolei wyznawcy hunduizmu twierdza, ze zaglebienie to powstalo, dzieki stopie boga Sziwy. Niezaleznie od tego, ktora teoria jest blizsza prawdy, gora ta jest celem licznych pielgrzymek mieszkancow Sri Lanki oraz popularnym miejscem turystycznym (czytaj wiecej).

Pierwsze dni na Sri Lance

PDFDrukujEmail

Published on wtorek, 23 lutego 2010 15:19

AddThis Social Bookmark Button
Kandy 21.02; godz. 23:00
Ostatni tydzien przed wylotem na Sri Lanke spedzilem w Kuala Lumpur. Przez ten czas nie wydarzylo sie praktycznie nic godnego uwagi. Przede wszystkim leniuchowalem, spotykalem sie ze znajomymi, odpoczywalem i zbieralem sily na dalsza czesc trasy. Mialem nadzeje, ze obchody nowego roku chinskiego beda pewnego rodzaju przerywnikiem w codziennej monotonii. Okazaly sie one calkowitym niewypalem. Poszedlem z trojgiem znajomych do dzielnicy chinskiej 13-go lutego wieczorem, gdyz to wlasnie byl ostatni dzien starego chinskiego roku. W Chinatown nie dzialo sie zupelnie nic: sklepikarze handlowali tandetnymi towarami jak zawsze, ludzie spacerowali glowna ulica Chinatown - Jalan Petaling i nic w okolicy nie wskazywalo, ze lada chwila nastapi nowy rok chinski. Jedynie niektore domy i sklepy byly ozdobione czerwonymi, kulistymi, chinskimi lampionami. Przed polnoca sklepikarze zaczeli zamykac swe sklepy i zwijac uliczne kramy. Po nich zostalo tylko pelno smieci na ulicach i to wszystko. Oprocz nas, po okolicy spacerowalo jeszcze wielu turystow, ktorzy (chyba podobnie jak my) mieli zludna nadzieje, ze obchody nowego roku beda chuczne. Nic z tego. Napompowany balon pekl dosc szybko i okazalo sie, ze w tym roku Chinczycy z Kuala Lumpur nie zamierzaja chucznie swietowac nowego roku. Poszlismy wiec wczesnie spac (czytaj wiecej).

Szybki skok do Singapuru

PDFDrukujEmail

Published on środa, 10 lutego 2010 12:15

AddThis Social Bookmark Button
Kuala Lumpur 09.02; godz 23:00
Do Singapuru dotarlem 3 lutego wczesnie rano, nocnym pociagiem z Kuala Lumpur. Mialem zalatwiony wczesniej nocleg u mojego znajomego, Kuni, z Japonii. Jednak on pracowal caly dzien, wiec musialem znalezc przechowalnie bagazu, aby nie chodzic z ciezkim plecakiem do wieczora. Znalezienie przechowalnu bagazu w Singapurze graniczy z cudem, gdyz oficjalnie tego typu uslug tam nie ma. Jest co prawda jakas mala przechowalnia na dworcu kolejowym, prowadzona przez babcie klozetowa, ale dworzec ten jest bardzo daleko od centrum. Pojechalem na jeden dworzec autobusowy, ale tam nie bylo przechowalni. Podobnie bylo na kolejnym dworcu autobusowym. Zakrawalo to powoli na jakis absurd...
Na szczescie w okolicy bylo kilka tanich hostelow i w jednym z nich udalo mi sie zostawic moj duzy, ciezki plecak (czytaj wiecej).

Masochistyczne swieto Thaipusam

PDFDrukujEmail

Published on wtorek, 02 lutego 2010 12:50

AddThis Social Bookmark Button
Kuala Lumpur 02.02; godz 10:00
Opuscilem Bandar Seri Begawan o swicie i udalem sie lokalnym autobusem do portu w Muara, okolo 20 kilometrow na wschod od stolicy. Chcialem zdazyc kupic bilet na pierwsza lodz, odplywajaca na malezyjska wyspe Labuan. Niestety pierwszy rejs z niewyjasnionych przyczyn byl odwolany. Poplynalem wiec kolejna lodzia. W Labuan mialem szybka przesiadke i mala lodzia motorowa udalem sie w polgodzinny rejs do Menumbok, malego miasteczka lezacego juz na Borneo, na poludniowym krancu prowincji Sabah. Stamtad pojechalem autostopem do najwiekszego miasta w tej prowincji, mianowicie Kota Kinabalu.
Miasto to jest glownym centrum administracyjnym i komunikacyjnym dla calego Sabah. Jednak jest to calkiem nowe i nowoczesne miasto. Poza relatywnie tania baza noclegowa dla niskobudzetowych turystow, nia ma zadnego innego celu, aby zostawac dluzej w Kota Kinabalu. Ja spedzilem tam dwie noce i prawie dwa dni. Glownie odpoczywalem w zaciszu hostelu, gdyz na zewnatrz panowala piekielna temperatura (czytaj wiecej).

Przepych i bogactwo Brunei

PDFDrukujEmail

Published on wtorek, 26 stycznia 2010 09:56

AddThis Social Bookmark Button
Bandar Seri Begawan 25.01; godz 10:00
Autobus z Kuching do Sibu okazal sie byc bardzo komfortowy. Fotele byly tak szerokie i wygodne, jak w pierwszej klasie w samolocie. Jedynym mankamentem nocnej podrozy do Sibu byla mocno dzialajaca klimatyzacja. W nocy przez to zrobilo sie na tyle zimno, ze musialem ubierac na siebie jakies cieple rzeczy. Okazalo sie, ze dotarlem do Sibu okolo 2 godziny przed czasem, bylo tuz po 4 nad ranem i bylo jeszcze zupelnie ciemno. Wysiadlem z autobusu przy terminalu wodnym, podobnie jak wielu innych pasazerow podrozujacych wraz ze mna z Kuching. Ze wzgledu na to, ze bylo jeszcze ciemno i wszystkie lokale gastronomiczne byly jeszcze pozamykane, poszedlem do niewielkiego parku nieopodal i przespalem sie ponad godzine na lawce. O swicie obudzila mnie jakas muzyka... Okazalo sie, ze to kilkunastu Chinczykow przyszlo do parku o swicie z magnetofonem, by przy muzyce pocwiczyc tai chi o poranku. Zarowno w Kuching jak i w Sibu mieszka liczna mniejszosc chinska. Jest mnostwo sklepow i restauracji chinskich, gdzie mozna kupic towary prosto z Chin lub zjesc typowo chinskie potrawy (czytaj wiecej).
Strona 1 z 13

transasia-baner

© 2009 Kamil Wojtanowski