You are here: Home The door of no return Stopowanie na śniadanie i powrót do kraju.

Stopowanie na śniadanie i powrót do kraju.

PDFDrukujEmail

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Dobrze jest nie ściskać w kieszeni grosza, patrzeć jak droga powoli znika, jeść pomarańcze tak soczyste i tak słodkie, jak tylko można wymarzyć, pozwolić prowadzić się nieśpiesznym godzinom, niezaplanowanym kierunkom.
Od Layoune poruszamy się stopem. Zjeżdżamy z głównej drogi do miasta Tarfaya, które wygląda na zapomnianą mieścinę odciętą od świata.
Ma jednak swój mikroklimat i ciekawą historię. Pod koniec XIX w została założona przez Anglików. Ruiny postawionych przez nich fortu Casamar, podczas przypływu do połowy zalewa ocean. W czasach późniejszych znajdowała się tu siedziba hiszpańskiej administracji, czego pamiątką jest ciekawa, ale niszczejąca architektura, stacjonowali tu również na początku XX wieku pionierzy lotnictwa, których wyczyny opisał w opowiadaniu „Nocny lot” Antoine de Saint Exupery. Poza tym- plaża jest cudownie pusta i niewyobrażalnie szeroka.
alt
alt
Cały czas potem szczęście nam sprzyja i nie spieszno jest, więc pozwalamy się prowadzić przed siebie niezliczonym ciężarówkom, vanom, camperom. Najczęściej jednak pokonujemy nierówności drogi mozolnie toczącym się przed siebie tirem. Kierowcy chętnie nas zabierają urozmaicając sobie rozmową z nami niezmieniający się przez setki km krajobraz. Prawie z każdym z zjadamy wspólny lunch, zawsze tajine zakrapiane marokańskim whisky czyli słodką jak diabli, miętową herbatą.
Ponownie odwiedzamy Tan-Tan,  w Goulemin łapiemy na stopa wóz ciagnięty przez osiołka,  którym jedziemy kilkaset metrów...w złym kierunku. W Tiznit godzinami włóczymy się po starym mieście, gdzie w małych sklepikach, niczym w sukiennicach, miejscowi sprzedaja piekne srebrne wyroby, białą broń, stargany zaś obfitują w daktyle, przyprawy, owoce. Cudowna odmiana w naszej sardynkowej diecie.
Jak długo jednak można obejść się bez piwa? Kiedy tam opuściliśmy Ghanę a smak ciemnego, zimnego Castela zaczął o sobie przypominać.
Szanując obyczaje i religijność mieszkańców Maroka staraliśmy się nie myśleć o tym orzeźwiającym trunku, jednak w hoteliku w Tiznit kelner najwyraźniej był mniej praktykujący. Dyskretnie zapytaliśmy więc o możliwość skosztowania piwka. A jakże, czemu nie. Restauracja napojów alkoholowych jednak nie serwuje. Od tego jest bar. Drzwi z napisem private, klamka z jednej strony. Wchodzimy. W środku- melina.
Zadymione pomieszczenia, że siekierę można powiesić, za barem szkło i uginające się półki z kolorowym rzędem alkoholi. Raj? Ale nie dla kobiet, spojrzenia podchmielonych gentlemanów skłaniają nas do spożycia trunku w bardziej intymnym klimacie. Biere de luxe, STORK Premiere 0,33l wyprodukowane w Marakeszu.
Cóż... Szkoda było zamieszania ;)

alt

alt
Gdzieś po drodze decydujemy o powrocie do Europy samolotem. Czysta kalkulacja. Lot sposobem kombinowanym. Na dzień przed zajeżdżamy do Agadiru, z którego odlecimy do Liverpoolu.
Agadir to trochę przebrzmiały w sławie kurort. Pełen hoteli molochów, klubów nocnych, kasyn. Promenada nad Atlantykiem zaprasza do knajpek. Szczęśliwie w dużym mieście zawsze istnieje konkurencja więc długi spacer zostaje nagrodzony znalezieniem taniego hostelu. Następny dzień spędzamy już na lotnisku.
Potem 4 godziny lotu do Anglii, w kieszeni ostatnie 2 euro.
Snickers, woda mineralna czy los na loterii? Może to już ostatnia trudna decyzja w czasie naszej podróży :) 40,000 tyś euro zamiast łyka wody, i w tył zwrot!
Noc na lotnisku spędzamy pod Lenonem, by rankiem wsiąść na pokład samolotu do Krakowa.
W kraju wita nas wiosna a my idziemy na pierogi :)

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

banner_the_door_of_no_return

 



© 2008 Klub Podróżników "Śródziemie"