You are here: Home The door of no return W krainie Baobabow

W krainie Baobabow

PDFDrukujEmail

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
I jakze jestesmy zaskoczeni, gdy w pierwszym miescie-Ouahigouya-zastajemy asfaltowe drogi, oswietlone ulice, supermarket... A ceny znacznie nizsze niz w Mali. Ouahigouya jest  jednak czwartym co do wielkosci miastem w Burkina Faso, zobaczymy co dalej...

Jedziemy do stolicy po wizy do Ghany. Ouagadougou juz mniej przyjemne. Niewielkie, ale wydawalo sie, ze wrecz rosnie na naszych oczach. Idziemy z plecakami, chlod nocy nie nadchodzi, odganiamy jednak taksowki zmierzajac ku taniej wg przewodnika  dzielnicy. Dlugo to trwalo, bo  pomimo mapy i oznakowanych ulic ciezko bylo odnalezc Av. Yennenga. Czesc ulicy na ktorej mialy sie znajdowac guest housy, po prostu przestala istniec. Zrownana z ziemia, ustepowala nowym terenom, gotowym do zagospodarowania. Reszta noclegowni ma podobne ceny, wiec wybieramy hotel ZAKA blisko kafejki i supermarketu. Sklep jest otwarty non-stop, jak informuje wielki, zolty bilboard - to znaczy od poniedzialku do niedzieli po 8 godzin:)
Wewnatrz wszytsko co czlowiek zapragnie.Kupujemy pomidory, ogorki, cebule, tunczyka w puszcze - bedzie salatka z bagietka, kubek bialego wina z kartonu. Don Garcia, wino stolowe, region Alicante. Toz to zrzadzenie losu :) 
Nazajutrz w ambasadzie skladamy dokumenty, placimy 15 000 CFA za miesieczna wize i za trzy dni droga do Ghany stanie otworem.

Znowu przyszlo nam czekac na dokumanty w duzym miescie. Zaszywamy sie w PAnsion Sarah, znajdujemy przyjemny bar, gdzie codziennie sie stolujemy. Wlascicielka serwuje pyszna salate ze spaghetti. Wieczorem - party. Miasto cudownie ozywa, przydrozne lokale zapraszaja glosna muzyka, wystrojeni mieszkancy stolicy, codziennie celebruja chlodniejsze wieczory.
W ciagu dnia wloczymy sie ulicami szukajac przewodnika - RAKIETA zawiezie nas do Po tuz przy granicy.
W porownaniu z Mauretania czy Sahara Zachodnia, te kraje wydaja sie tak niewielkie. Wszystkie wioski wyglądają tak samo, w cieniu baobabu kilka chat, kościół lub meczet, szkola, targ.

W Ouagadougou odwiedziliśmy katedre, milo było odpocząć w jej cieniu, z   dala od zgiełku miasta, które wciąż się porusza. Ogromna ilość jednośladów sprawia wrazenie sporego mrowiska, skomasowanego na niewielkiej przestrzeni.

Burkinabe to  bardzo przyjazni ludzie, nie natarczywi, uśmiech za uśmiech, pozdrowienie za pozdrowienie.

 

Na stacji Rakiety podziwiam zachowanie dzieci. Nie przypominam sobie bym choc raz słyszała ich placz, grymasy. To niesamowite, bo niejednokrotnie jada w gorszych warunkach od ich dorosłych opiekunow, bez wlasnego miejsca, przytulone do walizek na waskich, ciasnych przejsciach. Lub spokojnie spiace wraz z rodzeństwem przytulone do cierpliwej piersi matki.

 

Przejscie graniczne w Dakoli. Pas graniczny miedzy dwoma krajami to w tym wydaniu calkiem niezla zabawa. Od jednego posterunku do drugiego szliśmy tanecznym krokiem ciesząc się atmosfera rozbawionego tlumu. Stragany, bary, grube pliki banknotow w rekach handlarzy na czarnym rynku.

Policjanci nie skozy do uwagi lub zbyt zmeczeni słońcem nie zauważają naszego przybycia. Jacys ludzie kieruja nas do budynku gdzie strażnicy chłodzą twarze w leniwym podmuchu wentylatora. Przybijaja pieczatki wyjazdowe, już prawie jesteśmy w Ghanie. W koncu możemy swobodniej rozmawiac- opuszczamy frankofoński kraj, ale roznica jezykow slyszana jest tylko dla nas, dla lokalnych mieszkańców nie ma granic, mowia w tym samym dialekcie.

 

alt

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

banner_the_door_of_no_return

 



© 2008 Klub Podróżników "Śródziemie"