
Przyjście na świat dziecka jest dla rodziców wielkim wyzwaniem i początkiem pięknej przygody. Kiedy rodzice są podróżnikami, to dziecko otwiera nowy rozdział w podróżach. Podróżowanie odbywa się w nowych wymiarach. Nasz Mikołaj rozpoczął podróżowanie razem z nami. Najpierw do parku Lotników Polskich w Czyżynach, potem w nosidle górskim do Podgórek Tynieckich, później były noce w namiocie w Beskidach, a dalej bałkański trekking, przejazd z wózkiem dziecięcym przez najwyższe pasmo górskie Hiszpanii - Sierra Nevada, fantastyczny tramping w Portugalii, na Malcie oraz ostatnio kaukaski trekking. I wszędzie, gdzie się tylko da, wychodzimy na najwyższe szczyty górskie.
Nasze wyprawy mają charakter niekomercyjny: śpimy w namiocie, podróżujemy jak najtaniej lokalnymi środkami transportu, a także sami organizujemy sobie wyżywienie. Dzięki temu poznajemy wspaniałych ludzi, ich kulturę, środowisko, w którym żyją. Poznajemy też samych siebie. I za każdym razem dowiadujemy się czegoś nowego.
W 2011 roku odwiedziliśmy Południowy Kaukaz. W Armenii wyszliśmy na Południowy wierzchołek Aragats 3879 m n.p.m., leniuchowaliśmy nad Jeziorem Sewan, a następnie przez Gruzję i cały Azerbejdżan dotarliśmy pod granicę z Dagestanem, gdzie straż graniczna nie puściła nas w góry z powodu zagrożenia terrorystycznego. W Gruzji trzykrotnie wracaliśmy do Tbilisi; w rejonie Kazbegi atakowaliśmy trudną drogą od południa Kurostsveri 4071 m n.p.m. i przeżyliśmy piękny trekking pod lodowiec Chalaati w Swanetii, a na koniec podróżowania po Gruzji pojechaliśmy nad Morze Czarne do Ureki. Specyficzną podróżą był powrót do Polski przez Turcję, Bułgarię, Rumunię i Ukrainę – sporą część tej drogi przejechaliśmy autostopem.
Mikołaj był niezwykle dzielny podczas całej wyprawy. W górach wiele odcinków pokonywał niczym kozica górska. Cały czas tryskał energią, której nam dorosłym, szczególnie w ponad czterdziestostopniowych upałach, czasem brakowało.



