Published on niedziela, 24 lipca 2011 19:21
- Szukamy najlepszego rozwiązania, które zabezpieczy gminę przed ewentualnymi roszczeniami, а takie już się pojawiły. Oczywiście dzierżawca ma prawo do rekompensaty poniesionych kosztów, ale obecnie są to bardzo wyimaginowane kwoty. Mamy już kilku potencjalnych inwestorów, którzy są zainteresowani nabyciem obiektu, łącznie z umową dzierżawy oraz najemcą і z tym, co zostało tam zrobione. Dlatego proponowaliśmy utworzenie spółki, do której należałaby gmina, obecny dzierżawca oraz potencjalny inwestor, ale pan Sobiech się nie zgodził. - dodaje wójt.
Jak długo potrwa sprzedaż zamku ? Tego jeszcze nie wiadomo. Wielkość samego obiektu to ok. 30 tys. mkw. Do tego doliczyć trzeba 120 ha parku. - Zależy nam, żeby cały kompleks został zagospodarowany, dlatego szukamy inwestorów nie tylko w Polsce, ale і za granicą – poinformowali urzędnicy.
E-M: A co w takim układzie z naszym zamkiem, który mógłby stać się mocnym argumentem, aby ściągnąć do nas turystów?
Krzysztof Kotowicz: Zamek może być okazją do inwestycji. Został zlecony przez Gminę program funkcjonalno-użytkowy. Pod ten program będzie trzeba zlecić przygotowanie dokumentacji projektowo-kosztorysowej. Ta dokumentacja może kosztować około 2-3 miliony złotych. Bez tego nic się nie zrobi. Można wokół zamku krążyć, on obecnie jest zamknięty, gdyż jest w stanie zagrożenia budowlanego. Nie od dziś, nie od stu lat jest w takim stanie. Wiadome jest, że on został zrujnowany już spory czas temu, dodatkowo niszczeje, bo nic nie było robione przez te wszystkie lata. Natomiast tylko posiadając taką dokumentację można powiedzieć inwestorowi, bo to nie Gmina powinna robić, do tego, aby zaadoptował do działalności hotelowo-restauracyjnej i wystawienniczo-koncertowego nasze ruiny. Na taką inwestycję 30., 40 milionów trzeba przeznaczyć. Gdybyśmy mieli możliwość zabezpieczenia w budżecie kwoty 3mln złotych na przygotowanie tej dokumentacji, to z pewnością moglibyśmy wystartować do jakiegoś programu unijnego o dofinansowanie tej dokumentacji. Niestety nie znaleźliśmy tych środków. Poza tym zamek nie jest pierwszą potrzebą ząbkowiczan. Mimo że kiedyś to może być niesamowita machina do robienia pieniędzy, to jednak trzeba by było wybierać między papierami na zamek a potrzebami typowo prozaicznymi. Jestem nawet skłonny rozmawiać o partnerstwie publiczno-prywatnym, żeby nawet na etapie dokumentacji komuś to przekazać, tylko boję się, że to się wymknie spod kontroli. Nie ukrywam, że chcemy mieć wpływ na to, co tam się będzie działo. Mamy przykład Baszty Gołębiej, którą kiedyś Gmina sprzedała. Prywatny inwestor wiele obiecywał, a teraz obiekt niszczeje. To samo zrobić z zamkiem nie jest sztuką. Mamy przykład Kamieńca, to ta sama sytuacja. Przekazano zamek komuś, kto używa go do zupełnie innych celów niż powinien. Nie chciałbym być tym w historii, który sprzeda zamek i wprowadzi mieszkańców w stan osłupienia.
E-M: Ja rozumiem, ale tu mówi Pan o inwestycji za miliony złotych i czasie oczekiwania co najmniej kilku, jak nie kilkunastu lat. A czy nie można póki nie znajdzie się inwestor doprowadzić go przynajmniej do stanu użyteczności? Tak, aby odwiedzający nas turyści nie odbijali się od krat u wejścia, tylko mogli swobodnie przejść np. po dziedzińcu. Czorsztyn zarabia na siebie, a przecież jest kompletną ruiną. Niekoniecznie zadaszenia, kawiarnie czy hotel. Mówię o podstawowym, wymaganym zabezpieczeniu za maksymalnie kilkadziesiąt złotych.
Krzysztof Kotowicz: Powiem tak, ja rozmawiałem z inżynierem architektury, który proponował takie rozwiązania, jak Pani mówi, przy czym to nie było kilkadziesiąt tysięcy, a około pół miliona złotych, gdzie można ustawić takie konstrukcje, które jednocześnie zabezpieczają przed odpadnięciem elementu na kogoś, a jednocześnie można tak je „ubrać", aby wyglądały z daleka jak ruiny zamku. Ale nawet te pół miliona złotych, to jest dużo pieniędzy, a kwota o której Pani mówi, to wystarczyłyby jedynie na to, aby uporządkować go z samosiejek, potłuczonych butelek i wszystkiego, co ten zamek niszczy. Ale jest inny problem. Chodzi o całą ścianę zachodnią zamku, czy południowo-zachodniej, która w tej chwili nie trzyma się podłoża, nie trzyma się ściany kolejnej. Jest obawa, że może się pod wpływem ruchu, czy czynników zewnętrznych osunąć na ludzi i to jest bardzo niebezpieczne. To był powód, dla którego zaraz po zostaniu Burmistrzem zablokowałem możliwość organizowania tam Fiesty. Zamek trzeba zabezpieczyć i trzeba to zrobić z chirurgiczną dokładnością, żeby żadnej cegły nie stracić.
Krzywa Wieża mogła być wyremontowana zgodnie z zaleceniami konserwatora zabytków i tylko pod warunkiem, że zastosujemy cegłę z okresu, w którym wieża powstała. Dlatego tak nagle zdrożała wtedy. Wszyscy się zdziwili, że tutaj była mowa o trzystu tysiącach, a nagle zrobiło się z tego milion siedemset, ale cegłę z tamtych czasów znaleźć i legalnie ją tutaj ściągnąć, to nie takie proste. To samo jest z zamkiem. Oczywiście tam na pewno musiałyby być wykorzystane elementy nowe i ten projekt tak zakłada, ale to nie jest inwestycja na kilkadziesiąt tysięcy złotych. Za taką kwotę faktycznie można by uporządkować dziedziniec, usunąć elementy zagrażające życiu i od czasu do czasu wpuszczać tam zwiedzających, aby weszli i wyszli. Nie czuję tego jednak. Wolę, aby imprezy odbywały się na placu obok zamku. Pamiętam jak rok temu był Straszny Zlot. Tak samo chcemy go zrobić w tym roku. Już rozmawialiśmy o tym z Panami z klubu motocyklowego, chcemy to połączyć z Weekendem z Frankensteinem i zrobimy imprezę w okolicach zamku, z zachowaniem odległości tak, aby nawet gdyby miało się coś zawalić, żeby nikomu nic się nie stało