You are here: Home Relacje Polska - góry Tatry bez tłumów

Tatry bez tłumów

PDFDrukujEmail

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar
Zachód słońca nad Tatrami



Zamiast rakiet - raki

Miał być zimowy rajd na rakietach śnieżnych. Dolina Kościeliska, schronisko pod Ornakiem, Czerwone Wierchy...
Cóż - nie zawsze w życiu wychodzi tak jak się zaplanowało. Szczególnie jeśli macza w tym swoje palce pogoda.
Macza w tym przypadku dosłownie...

Już przez kilka dni przed planowanym wyjazdem uważnie obserwowaliśmy prognozy. Było coraz gorzej aż w końcu jasnym się stało, że na Czerwone Wierchy bardziej niż rakiety trzeba by było zabrać ze sobą kalosze, albo jeszcze lepiej gumofilce.

Pojawiła się więc konieczność opracowania planu B.

Po co? Nie lepiej siedzieć w ciepłym i suchym domu?

"Czasami człowiek musi
- inaczej się udusi"

Zakopane przywitało nas odwilżą, mgłą i mżącym deszczem.

Nie lepiej było na Palenicy Białczańskiej i przy Wodogrzmotach Mickiewicza. Na wstępie odwiedziliśmy schronisko w Starej Roztoce. Szlak w dół od drogi do Morskiego Oka nieco śliski, ale obyło się bez upadku, mimo że nie chciało nam się jeszcze ubierać raków.

W schronisku - pusto. Poranna kawa i kwaśnica nieco nas rozleniwiły więc przy leniwym piwku doczekaliśmy wizyty wycieczki szkolnej. Młodzi ludzie nie byli hałaśliwi i zachowali się bardzo sympatycznie - niemal jak rasowi podróżnicy. Serce rośnie.

Po powrocie do Wodogrzmotów skierowaliśmy się na zielony szlak do Doliny Roztoki i - nadal nie zakładając raków - ślizgaliśmy się w marznącej mżawce około 1 km wgłąb Doliny. Dalej było już bardzo ślisko, a lód rozciągał się na całej szerokości szlaku tak, że coraz mniej wystawało spod niego kamieni, na których można by było pewnie oprzeć nogę.

W pewnym momencie Albin niespodziewanie zmienił kierunek marszu na odwrotny - w dół. Zdziwiłem się nieco, bo raczej nie spodziewałbym się po nim kapitulacji, ale szybko okazało się, że to nie zmęczenie ani zniechęcenie - a raczej grawitacja spowodowała to chwilowe zawahanie.

Nie było sensu dalej się męczyć więc wreszcie przestaliśmy zgrywać twardzieli i wyposażyliśmy nasze podeszwy w stalowe zęby, dzięki czemu dalsza droga stała się równie łatwa jak w lecie.

Od mniej więcej połowy Doliny Roztoki mżawka szybko zaczęła zmieniać się w deszcz ze śniegiem, następnie w śnieg z deszczem - by po niedługim czasie, przed skrzyżowaniem ze szlakiem czarnym, stać się już wyłącznie opadem śniegu. Wiatru w Dolinie nie czuło się praktycznie wcale, więc nieco mnie (byłem tam pierwszy raz w życiu) zaskoczył na podejściu w górę pod Świstową Czubą.

Mieliśmy tyle szczęścia, że podmuchy dopiero się zaczynały, a właściwy wiatr - zresztą słabiutki w porównaniu z tym, który przeżyliśmy podczas poprzedniej naszej wędrówki za Przełęczą Między Kopami - rozdmuchał się dopiero kiedy siedzieliśmy w bezpiecznym cieple Piątki.

Ze względu na nieciekawą pogodę (na zmianę padający i przewiewany śnieg oraz dość dokuczliwy wiatr) postanowiliśmy zostać w schronisku i poświęcić swoją energię nawiązywaniu nowych znajomości z uczestnikami kursu lawinowego.


Drugiego dnia Tatry przywitały nas piękną pogodą (przez około 10 min świeciło nawet słońce!), pięknymi widokami ośnieżonych szczytów i zamarzniętych stawów.

Postanowiliśmy wybrać się na niewielki spacer po Dolinie w kierunku Zadniego Stawu i Gładkiej Przełęczy. Początkowo było bardzo lekko i przyjemnie, wiatr ucichł, śnieg przestał padać, a temperatura nie spadała poniżej minus jednego stopnia Celsjusza.

Jednak podchodząc pod górę zaczęliśmy coraz mocniej odczuwać złośliwe wychylający się zza grani wiatr i coraz częściej musieliśmy się zatrzymywać by wygrzebać z naszych oczu i nosa wciskający się tam śnieg.

W pewnym momencie droga przestała już być lekkim spacerkiem, a ponieważ od początku nie nastawialiśmy się na ekstremalne przeżycia, postanowiliśmy zawrócić w Dolinę i do schroniska.

I okazało się, że nie byliśmy jedynymi.

Dość ciekawym dla mnie przeżyciem było przejście w drodze powrotnej przez stawy po lodzie. Szczególnie forsowanie Czerwonego Stawu odbyło się dokładnie przez sam jego środek, co mam udokumentowane na śladzie w GPS.

Po rozmowie z szefową schroniska, krótkiej zabawie z jej psem i zjedzeniu lekkiego obiadu, spakowaliśmy się i ruszyliśmy w drogę powrotną w dół, do Doliny Roztoki.

W ten weekend warunki były jeszcze dość dobre, ale sugerowałbym jednak do samego podejścia do Schroniska, czy też schodzeniu z niego, skorzystać z wytyczonego - chociaż jeszcze nieprzetartego - szlaku zimowego. Na szlaku letnim - pod górną stację kolejki technicznej - jest parę potencjalnie niebezpiecznych przejść przez nawiany na stromym zboczu śnieg, który w pewnych okolicznościach może się nagle zsunąć - oczywiście ze wszystkim co się na nim znajdzie.

Troszkę się tego fragmentu obawiałem ale uspokoił mnie widok kozicy spokojnie skubiącej sobie trawkę jakieś 50 m poniżej nas na trasie potencjalnego obsuwu. Skoro ona nie widziała (czy też nie słyszała) niepokojących sygnałów - to my chyba też nie powinniśmy się niczego obawiać. Mam nadzieję, że nie było tak, że ona pomyślała sobie dokładnie to samo o nas...

W Dolinie Roztoki śniegu było tym razem więcej niż w sobotę, więc nie odpinaliśmy raków praktycznie do samego jej końca.
Jeszcze tylko nieco nudny kawałek szlaku drogą do Palenicy Białczańskiej i nasz weekendowy trip zakończył się na fotelach busa.

Po przyjeździe do Zakopanego naszym oczom ukazał się niespodziewanie piękny widok oświetlonych promieniami zachodzącego słońca Świnicy i Kościelca oraz mieniące się wszystkimi odcieniami czerwieni, pomarańczu, purpury i fioletu obłoki nad Giewontem.

Sesja fotograficzna była już praktycznie ostatnim etapem tego wypadu. Słońce zaszło, wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy do domu.

Muszę z całą odpowiedzialnością przyznać, że Albin w najmniejszym stopniu nie przesadza zachwalając Dolinę Pięciu Stawów Polskich, widoki na otaczające ją grzbiety, górującą na nią Orlą Perć - a przede wszystkim wspaniałą atmosferę samego schroniska.

Była to moja pierwsza, ale na pewno nie ostatnia wizyta w tym miejscu. Gorąco polecam każdemu!

Rafał Zięba

Galeria zdjęć z wyjazdu

fot. Albin Marciniak

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież



Największe sprzątanie Tatr w historii. www.czystetatry.pl

 



© 2008 Klub Podróżników "Śródziemie"