You are here: Home Relacje Azja Gruzja

Gruzja

PDFDrukujEmail

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar

Na wstępie
Pomysł tegorocznego wyjazdu do Gruzji pojawił sie w mojej głowie po powrocie z pierwszej podrózy na Kaukaz czyli w 2007 r. Ten kraj powalił mnie: niesamowici ludzie, górskie krajobrazy oraz kuchnia - i stwierdziłam że musze TAM wrócić. Po drodze były inne wyprawy aż bedąc na Sycylii w grudniu 2009 r. postanowiłam że lato 2010 będzie należeć do Sakartvelo i tak od słowa do słowa zebrała sie ekipa: ja, Aga, Daria i Dorota - moje towarzyszki podróży - to kobiety z krwi i kości, z którymi konie mozna kraść, niejeden wyjazd za nami, a ile wypraw przed nami - kto to może wiedzeć?



A to zapiski z wyjazdu

Wreszcie zlapalam net ,wiec:


piatek 20 siepien

przelot do kijowa niet problem za to na miejscu kosmos czyli ukrainski porzadek, po wyjsciu z samolotu dostalysmy sie do sali z okienkami z wiza i bez wizy, stoimy do bez z formularzem arrival i departure napisalysmy ze transit to georgia i facet mowi ze my na transfer a ja mu na to ze nie bo dwie inne linie lotnicze i musimy odebrac plecaki i jeszcze raz odprawic, nie skumal i wyrzucil na transfer wkurzylam sie bo czas lecial i zrobilam drugie podejscie jak powiedzialam po angielsku separate ticket to zrozumial i cala czworke puscil czyli mnie Darie, Age i Dorote, lot z airzena czysta przyjemnosc zabookowane wege jedzonko bylo kasza gryczana z nadziana papryka

jak wyladowalysmy w tbilisi to kontrola poszła szybko i sprawnie ale naszego kierowcy od Iriny Djaparidze nie bylo wiec wzielysmy taxi z postoju za 25 LARI, KURS 1 dolar to 1,81 lari, a u Iriny okazalo sie ze ma full cos za duzo rezerwacji ale to zlota kobieta i pare telefonow i mamy spanie u jej corki Tamari, 20 lari za 1 os za 1 nocleg, dostalysmy pokoj z lozkiem pietrowym i malzenskim, luzik, i na dobry poczatek wino, przepyszne


sobota 21 sierpien

nie spieszac sie wyszlysmy z Tamari z domu ok 10, podwiozla nas do Tsminda

Sameba, katedra poswiecona z 10 lat temu, warto zobaczyc bo ma wielkie gabaryty, ciekawy ikonostas i cudny chór meski-udało mi sie nagrać

potem sniadanie na laweczce chaczapuri z kefirem pyyyychaaaa,

poszlysmy do kosciola metekhi

twierdza narikala,

kosciol sioni - niesamowity klimat

kosciol antiochi


aleja rustaveli

kolacje zjadlysmy w lokalu ktory pamietalam z pierwszego wyjazdu-khinkhali, pomidor z ogorkiem, grilowany baklazan z orzechami wloskimi z piwkiem - niebo w gebie za 47 lari na 4 osoby


niedziela 22 sierpien

w planie mccheta ok 30 min od Tbilisi,pojechalysmy na Didube dworzec busem 40 tetri za 1 os,chcialysmy wziac marszrutke ale nawinal sie taksowkarz i stanelo na 25 lari za trase tbilisi-mcheta-dzwari-tbilisi za 4 osoby,super, zobaczylysmy katedre Svetiskhoveli,

kosciol Samtarvo i kosciol Dzwari-najświetszy ze świetych,

na wzgorzu z widokiem na Mcchete

i połączenie rzeki Mtkvari z Aragvi,,super!!!!!


wrocilismy do Tbilisi i stwiedzilismy ze nalezy sie nam siesta w ogrodzie botanicznym 1 lari za 1 os - niestety zapuszczony, z arbuzem w glownej roli, rewela

jutro jedziemy do Kazbegi - góry :-)))) po drodze chcemy zobaczyc twierdze Ananuri, a po przyjezdzie moze wyskoczymy do Wawozu Dariali z zamkiem Tamary,

kolejnego dnia chcemy podejsc do lodowca Gergeti po drodze kosciolek tcminda sameba, ale to zalezy od pogody jak wiadomo w gorach jest roznie

bardzo sie ciesze ze tu wrocilam, jest git:-))))

pozdrawiam pa Magda,Aga,Daria i Dorota


Hej

w Gruzji jest powaznym problem z dostepem do netu, tylko w duzych miastach w niektorych kwaterach


cd relacji

poniedziałek 23 sierpien

z rana w poniedzialek pojechalysmy do Kazbegi, obecnie dziala stara nazwa Stepancminda, marszrutka za 10 lari za 1 osobe, 3 godz, Droga Wojenna, kierowca zgodzil sie na 5 min na foto twierdzy Ananuri cudenko nad jasnoszmaragdowym jeziorem dobre i to

zaraz po wyjsciu z marszrutki kilkoro lokanych zaproponowalo kwatere, ja i Daria poszlysmy jedna zobaczyc, ok 2 pokoje 2 osobowe, ze sniadaniem i kolacja za 25 lari za 1 os, byla jeszcze jadna oferta ale to ok i wzielysmy - blad jak sie okazalo pozniej

zaraz udalo sie nam zorganizowac taxi lada niva 4x4 do wawazu Dariali z wodospadami Gergeli na ok 2,5 godz za 50 lari za 4 os w obie str., cudnie, pojechalismy pod rosyjska granice w bezpiecznej odleglosci tak zeby z kałasza nie dostac, wodospady suuuper



widzialysmy ok 6-7 orlow szybujacych

po powrocie do kwatery byla kolacja - taka sobie chyba resztki z poprzedniago posilku, niestety gospodyni chciala nawet kase za wino, domowe podobno, 2 x niz w sklepie komercja, sympatia na sile, stwierdzilysmy ze zmienimy nocleg, cos sie wymysli


wtorek 24 sierpien

pobudka 6 rano patrze przez okno o gora Kazbeg oswietlona pod czas wschodu slonaca, ani jednej chmury obudzilam Daria zlapalysmy aparaty i na podworko, sesja foto

po sniadaniu smazone ziemniaki, pomidor itp ok 8 wyszlysmy w kierunku kosciola Tcminda Sameba, latwym szlakiem ze wzgledu na kolano Agi, i po 1,5 godz bylysmy na miejscu, pogoda rewelacja zero chmurek pelne slonce, siesta pod kosciolkiem


,ja i Daria idziemy pod lodowiec

Gergeti, dziewczyny za jakis czas wracja i szukaj innego spania

szlysmy ok 4 godz., cudne widoki, szczyt Kazbeg w calej krasie, mijalysmy stado koni, bosko, dotarlysmy w rejon lodowca, niestety globalne ocieplenie skrocilo go, ale i tak super, jestem na wysokosci 2930 m npm



schodzilysmy szybko ok 2 godz do kosciola, w deszczu, slabym, i ok 1 godz do miasteczka, Aga i Dorota znalazly nowy nocleg - okazalo sie strzal w 10, u Wasilija, cena taka sama, o niebo lepiej, jego zona swietnie gotuje, obok domu rozbili namioty nasi - 4 chlopakow i Kanadyjczyk jada stopem do Indie i Nepalu, bomba, wino i nocne rozmowy Polakow o zyciu, fajnie

zmiana planu wycielysmy 1 dzien nad morzem na rzecz rejonu Kazbegi, i jutro jedziemy do doliny Truso - na ten temat nie ma w przewodnikach - 60 lari za 4 os, jest to ok 25 km na płd-zach od Kazbegi


środa 25 siepien

o 7 sniadanie a pobudka o 6, i jedziemy, w jednym aucie my a w drugim 2 pary z Izraela

Wasilji wysadza nas w wiosce Kobi i dalej idziemy kanionem, huk rzeki, niesamowita przyroda rosliny, jaszczurki i motyle itp, i po ok 1,5 godz wychodzimy na ogromna przestrzen na gruzinskie pammukale, tyla ze woda siarkowa, aparat nie odkleja sie od reki i oka





idziemy sciezka, siesta nad rzeka, doczlapalismy sie do wioski i zostalismy zaproszeni do domu na kawe - mocna i slodka, my pagawarit pa ruski i kupilysmy kawal sera domowe roboty niebo w gebie

Wasilij powiedzial ze ma byc jezioro z gejzerem ale gospdarz powiedzial ze tam nie mozna bo gruzinskie wojsko i zaraz ruscy, ale gdzie diabel nie moze tam posle babe z Polski i to 4 sztuki, poszlysmy pod szlaban, mowimy ze chcemy isc nad jezioro, a soldat at kuda? a z polszy. a sa pasporty? no sa, krotka rozmowa przez krotkofalowke i paszli, na kolejnym posterunku

sprawdzili papiery i szukamy tego jeziora i niestety wyschlo. zawracamy zaczepil nas gruzinski soldat, rambo, pogadalysmy, chcial nas namowic na Kachetie i wino ale nam sie spieszy bo Wasilji czeka i daswidania

w drodze powrotnej spotkalysmy pare z Izraela i wymienilysmy sie z Gail mail ,bo kto wie moze pojade na bliski wchod,

dolina Truso - to niesamowite miejsce jeszcze malo turystow, wiec trzeba jechac


czwartek 26 siepien

o 8 mamy marszrutke do Tbilisi za 10 lari/1 os, poznajemy Francuzke Judith, podrózuje po Kaukazie własnie wjechala z Armenii, chce dojechac do Kutaisi i nastepnego dnie do Svanetii tak jak my, może sie spotkamy, 3 godz i na miejscu, szybko lapiemy do Gori, odjazd o 11, ok 60 min, 16 lari za 4 os w Gori zlapalysmy taxi do skalnego miata Upliscyche - bilet wstępu 3 lari/1 os - i po 15 min na miejscu, ok polazilysmy po ruinach


i wracamy bo ok 14 mamy marzszrutke do Kashuri i dalej do Kutaisi, ok 17 jestesmy na miejscu, jedziemy po malym nieporozumieniu taksiarzem do Giorgio guest house - adres od Iriny, i kogo my widzimy? Judith! w piątke jedziemy do Mestii - główne miasto Svanetii - a pokoje miłe, czyste, winogrona wisza wszedzie, idziemy na kolacje i spac, miedzy czasie niezła ulewa nas złapala ale tylko na moment wzielysmy taxi do centrum i pyszna kolacja w drugim podejściu do lokalu, w pierwszym albo piwo albo khinkali, było po piwku i ewakuacja, na druga str ulicy do restauracji,

jutro pobudka ok 5:45 i o 7 jedziemy do Zugdidi i zmieniamy na marszrutke do Mestii, przed nami Svanetia

pozdrawiamy pa Magda, Daria, Dorota i Aga


hej

od piątku 27 sierpnia jestesmy w Svanetii, dotarcie bylo trudne nasza marszrutka jechala 6 godzin, 140km, co troche sie gdzies zatrzymywala i w ten sposob dostarczala towar, znalazlysmy swietny guesthouse, 25 lari za 1 noc ze sniadaniem i kolacja, mama Giorgia swietnie gotuje, nie mozemy dac rady tym pysznosciom

centrum miasteczka to plac budowy, mało klimatycznie,

ale dajmy szanse, wieczorem chłopaki zaprosili nas na zwiedzanie wieży, i wywiazała sie imprezka przy ognisku z gruzinskimi toastami, piwkiem, wódeczka i rewelacyjnymy korniszonami


sobota 28 sierpien

poszlismy w kierunku lodowca chalaati, pieknie, cudnie, bylo widac szczyt Ushba, osniezony, rwaca rzeka, duuuuzo fotek, koncowka ciezka, bardzo, ja i Aga zrezygnowalysmy, stwierdzilysmy ze przejścia przez rumowisko, gdzie zaden kamien nie jest stabilny nie zaryzykujemy, Dorota, Daria, Judith i gruzin Zaza poszli dalej, z dolu wygladalo to zle, schodzily male lawiny kamieni, Dorota i Judith zawrocily, a Daria i Zaza poszli dalej i dotkneli lodowca, cisnienie mi skoczylo, wszystko skonczylo sie dobrze





niedziela 29 sierpien

mialysmy zalatwiony transport jeep z kierowca do Ushguli na 6 ale okzała sie że nasz driver jest po ostrej imprezie, nie wytrzzwial, i po drodze zmusilysmy do stopa, koles puscil pawia, na szczescie jechaly 2 busy z gruzinskimim turystami i nam baaardzooo pomogli, poprostu zabrali nas do swojego busa i tak spedzilysmy dzien z gruzinami, ich goscinosc nie zna granic

a Ushguli, fajna wioska na 2100 m npm. z widokiem na szczyt Shkara

w drodze powrotnej spytalysmy czy jakos mozemy sie odwdzieczyc, kasa, zdecydowane niet i jeszcze nakarmili chaczapuri i koburdi, w guesthouse czekala na nas kolacja, ryby wedzone, gotowane, lobio pasta z czerwonej fasoli, bakalzany pycha, pare kilo wiecej mnie

jutro idziemy do jeziora koruldi, tzn ja, Daria i Judith. Aga i Dorota robia sobie wolne

pozdrawiamy pa Magda, Daria, Aga i Dorota


hej

znowu mam dostep do netu, jestesmy w Borzomi, od 2 wrzesnia, a po drodze

poniedziałek 30 sierpien

trasa w kierunku jeziora Koruldi jest jedna z najbardziej malowniczych jaką szlam, poczatkowy odcinek nic specjalnego przez las ale polana pod wzgorzem z krzyzem cudo panorama 360 stopni mam filmik, jastrzebie nad glowa rewela, dalej szlysmy w sumie we 3 ja Daria i Judith. Aga i Dorota zostaly w Mestii - oddech, grzbietem majac na wprost szczyt Ushbe - super, niestety byl skwar, wiec not easy, ale widoki alpejskie, mnie troche kolana siadly i ponad 30 stopni dogrzalo i odpuscilam w sumie niedaleko jeziora, Daria i Judith poszly dalej ale okazalo sie ze to bardziej sadzawka z krowami. ja kontemplowalam widoki. mnostwo fot. stwierdzilysmy, ze wrocimy lagodniejsza droga troche dluzsza od wejsciowej okazalo sie ze jest znacznie dluzsza, na szczescie zlapal nas stop w postaci kamaza z sianem dziewczyny na gore, a ja do kabiny, i tak sie doturlalysmy do Mestii





wtorek 31 sierpien

wyjazd z Mestii to wyczyn, pobudka 5 rano bo pierwsza marszrutka o 6, okazalo sie ze pelna, nastepna o 7, tez full, ja, Daria i Judith wrocilysmy do naszego guesthouse i gospodyni zbudzila swojego syna Giorgio, zeby cos zdzialal, udalo sie nam wyjechac przed 9 i w 4 godziny bylysmy w Zugdidi, zawsze da sie wybrnac z kwasu.

- czekalysmy ok 50 min, na busa do Poti i dalej do Ureki - Morze Czarne

kwatery o standardzie rozpad do lux przez ok

znalazlysmy hotel Kopala

za 30 lari ze sniadaniem i kolacja, jedzenie nic specjalnego ale byla klima, wlasna lazienka, podarujmy sobie odrobine luksusu,


środa 1 wrzesien

w Ureki tropik, wilgotnoisc z 80-90 % leje sie z czlowieka, dobrze ze byl wiatr, to byl dzien lenistwa, i opychania sie melonem i arbuzem pycha!!!


czwartek 2 wrzesień

z rana wyjechalysmy do Poti i czekalysmy ok 1,5 godz na busa do Tbilisi, a wysiadalysmy w Khashuri, zeby zlapac busa do Borzomi, dojechalysmy na ok 16, ciezko, goraco

na dworcu wyhaczyl nas facet i zaproponowal kwatere, 2 duze pokoje, lazienka osobno, za 20 lari za 1 os, bez jedzenia. Ok. poszlysmy do parku zdrojowego - fajny, zadbany, sporo Polakow w miescie, u nas na kwaterze tez, 3 jadaca do Armenii


piątek 3 wrzesien

dzis bylismy w Vardzi - skalne miasto, robi wrażenie

i zobaczyłysmy zamek Khertwisi super

120 lari za 4 os, z wyjazdem z Borżomi

a popołudniem pojedziemy kolejka na wzgorze w parku wciagnac arbuza, z widokiem na Borzomi

pozdrawiamy pa Magda,Daria ,Aga,Dorota :-)))


nastepny net w Tbilisi, jutro w gory w rejonie Bakuriani a w niedziele do Stolicy.


sobota 4 wrzesien

z rana ok 9 pojechalysmy do Bakuriani, ok 30 km od Borzromi, za 3 lari od 1 os.

miasteczko senne, zyje w sezonie narciarskim

baza noclegowa robi wrazenie, pensjonaty, hotele,wypasik, sadze ze w zimie nie ma gdzie palca wcisnac, kilka wyciagow, jak Lot utrzyma stosunkowo tanie przeloty to naspokojnie mozna przyleciec poszusowac za male pieniadze

zrobilysmy maly trek na gore Kohte ok 2150 m npm, goraca i stroooomoooo, widok na okolice nie powala, jest ok

w drodze powrotnej kierowca marszrutki zapropopnowal za dodatkowe 1 lari podjazd do monastyru Timotesinuba, strzal w 10, maly kosciolek, z XII wieku, cudenko


niedziela 5 wrzesień

juz jestesmy w Tbilisi, o 8 rano wyjechalysmy z Borzomi i po ok 2 godz. bylysmy na dwocu Didube, i skoczylysmy na bazarek, no i szal cial: przyprawy, przetwory, kawa swiezo zmielona, gdzie ja to zapakuje? mnostwo owocow, warzyw prosto z grzadki, super

wzielysmy taxi za 7 lari i jestesmy w domu Iriny, polska enklawa :-))

zostaly ostatnie zakupy: sery, wino i muzyka, i wypasiona kolacja na zakonczenie wyjazdu do Sakartvelo = Gruzji

ostatnie newsy i podsumowanie juz z Polski. Jutro, w poniedzialek, o 7 rano mamy przelot do kijowa - a 5:30 mamy byc na lotnisku, ostatnia wczesna pobudka o 4, a potem do Katowic

pozdrawiamy Magda, Aga Daria i Dorota


Cześć

no i jesteśmy w Polsce, mały szok termiczny nas dopadł.

niedziela 5 wrzesien cd

zrobilysmy zakupy, plecaki pękaly w szwach ale dało rade

ostatni posilek zjadłysmyw knajpie na aleji Rustaweli, miesko, rybka w sosie orzechowym, zupy grzybowa z pieczarkami w ilości max, salatka z pomidora i ogórka z orzechami włoskimi, piwo i wino, a na koniec kelnerka walneła sie w rachunku na prawie 20 lari ale udało sie wyjasnic

a i kupiłysmy muze - ciekawa


poniedziałek 6 wrzesien

pobudka o 4 rano, a czasu polskiego o 2, Irina nas pożegnala, na droge pobłogosławila i na lotnisko, przeloty poszly gładko, Tbilisi-Kijów, wyladowalismy przed czasem ok. 10 min, na kontroli paszportów niet problem, a lot kijów-katowice, sprawnie. w Polsce wylądowałysmy też przed czasem z 20 min.


Podsumowanie

czy warto jechac do Gruzji? OCZYWISCIE ŻE TAK, przecudowne krajobrazy, przesympatyczni, ludzie, pyszne jedzenie - uwaga można przytyć :-))) - i przygód co niemiara

pozdrawiamy pa Magda Daria Aga i Dorota






















Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

 



© 2008 Klub Podróżników "Śródziemie"