
„Kiedy fotografuję towarzyszą mi zazwyczaj dwa uczucia. Jedno z nich to poczucie całkowitej obcości, mojej ingerencji w świat, który się kurczy. Jestem wtedy fotografem, który przyjechał zrobić „temat”. I nie ważne ile czasu na ten „temat” poświecę i z jaką starannością będę do niego podchodził, zawsze czuję się jak obcy element, który pakuje się na siłę z buciorami. Są jednak takie miejsca, gdzie do najbliższej ludzkiej osady jest kilkanaście, albo kilkadziesiąt kilometrów, a przyroda pozwala się chłonąć wszystkimi zmysłami. To miejsca, gdzie idąc do czatowni spotykam wilki, które są tak samo zaskoczone jak ja. To miejsca na krańcu Europy, gdzie podsłuchuję bieługi, a maskonur pozwala się dotknąć. To miejsca, gdzie siedząc w nocy w namiocie nie wiem czy słyszę nadchodzącego niedźwiedzia czy zapadające głuszce. To miejsca, gdzie buki szumią tak głośno, że nie można spać, a dwustumetrowy klif śpiewa głosami mew. Właśnie dla takich miejsc warto żyć, by móc poczuć je każdym nerwem. W takich miejscach fotografia schodzi na dalszy plan, a liczy się tylko harmonia z przyrodą. Wtedy czuję, że jestem częścią jakiejś ogromnej złożonej całości i podlegam bezwzględnie jej prawom. I nie jest ważne dokąd zmierzam ani ile mam jeszcze czasu. Ważne jest tylko jak podążam moją ścieżką. A fotografia? To właśnie ona zaciąga mnie do tych miejsc. Pozwala mi o nich pamiętać, dzielić się nimi i być szczęśliwym”


strona Michała Jastrzębskiego:
http://www.naturalink.pl/
profil na facebooku
http://www.facebook.com/
najnowsza fot wyprawa Michała
http://torellexpedition.pl/
Na ostatnie trzy dni i noce czekałem kilka miesięcy. Ostatnie dwa tygodnie włóczyłem się Hiluxem po fiordach północnej Norwegii, aby później zjechać na południe do Finlandii, w karelską tajgę. Piękne jeziora, nieprzebrane zasoby ryb i bezkresny las pozostawiają niezapomniany ślad w pamięci. Ale nie krajobrazy i wędkarstwo było mim celem, a największy kontynentalny drapieżnik Europy – niedźwiedź brunatny.
Umówiony z przewodnikiem na zasiadkę przy nęcisku wyruszyliśmy trzy dni temu nad granicę fińsko-rosyjską. Terenówką dojechaliśmy najdalej jak się dało. Tylko kłady pograniczników wjeżdżają dalej w ciasne i kręte przesieki. Przed nami było około 2 kilometrów marszu leśną ścieżką. Już po kilkuset metrach zobaczyłem pierwsze znaki bytności drapieżników – odciski wielkich łap na koleinie po kołach.
Przewodnik okazał się miłym, ale stanowczym facetem. W krótkich słowach wyjaśnił mi, że mam nie zostawać w tyle, bo z miśkami nie ma żartów. Wiedziałem że ostatni oficjalnie zanotowany śmiertelny wypadek zdażył się właśnie w Finlandii. Człowiek uprawiał jogging i po prostu wbiegł pomiędzy młode i niedźwiedzicę. Pomyślałem, że muszę zachowywać się jak gośc i robić, to o co prosi mnie gospodarz. Przyspieszyłem kroku. Po drodze minęliśmy fińskich pograniczników. Jani wymienił z nimi kilka zdań, odnosili się bardzo przyjaźnie. Po chwili zniknęli w lesie, a my podążyliśmy dalej...

Wszystkie prezentowane fotografie należą do Michała Jastrzębskiego
i nie mogą być w żadnej formie pobierane i wykorzystywane bez zgody autora.







