Egipt – w cieniu Placu Tahrir Łukasz Bejster
Kair – miasto legenda, tygiel kultur, symbol walki o wolność. Miasto pełne różnic: z jednej
strony nowoczesne drapacze chmur, z drugiej ciasne uliczki przepełnione zapachem orientu.
Zachwyca swą wielkością, nieprzewidywalnością, ale też przeraża niewyobrażalnym
chaosem. Działa na ludzi jak narkotyk. Jeśli raz poczujesz magię tego miasta, będziesz już
tylko myślał jak do niego wrócić.
Nazywany jest również: Masr - miasto-państwo. Nazwa idealnie odzwierciedla sytuację
panującą w Egipcie. To właśnie na to miasto, od kilku miesięcy zwrócone są oczy całego
świata oczekujące na najświeższe informacje ze słynnego już Placu Tahrir.
To tutaj setki tysięcy Egipcjan dzięki niesamowitej determinacji doprowadziło do odsunięcia
od władzy Hosniego Mubaraka – tyrana, przez 30 lat rządzącego Egiptem. Wydarzenie to
rozpoczęło „arabskie przebudzenie” i dało nadzieje wielu ludziom na możliwość obalenia
skostniałych reżimów.

A jak wygląda sytuacja po tych krwawych wydarzeniach sprzed kilku miesięcy? Niestety
nie tak, jak wyobrażali sobie to demonstranci. Władzę przejęło wojsko i dopiero po licznych
zamieszkach, kolejnym rozlewie krwi, armia składa obietnicę oddania władzy cywilom. Nie
wierzą w to Egipcjanie, którzy nadal pozostali na placu. Boją się, że ich walka pójdzie na
marne, a nad ich państwem znowu „zajdzie słońce”. Boją się kolejnego dyktatora.
Przychodząc na plac Tahrir byłem pełen obaw. Nie wiedziałem, czego się spodziewać. W
hotelu ostrzegali mnie, że to nie jest najlepszy pomysł. Jednakże wolałem zaryzykować
i nie zawiodłem się. Widok był wręcz niesamowity: tysiące ludzi, setki namiotów,
transparentów, krążący wokół sprzedawcy, liczne budki z jedzeniem. Tahrir stanowi swego
rodzaju miasto w mieście. Po kilku rundkach wokół placu, usiadłem na murku, zamówiłem
herbatę od okolicznego sprzedawcy i zapaliłem papierosa. Nie minęło kilka minut, gdy
podchodzi do mnie młody chłopak z zapytaniem skąd jestem i co robie w tym tłumie.
Szybko złapaliśmy wspólny język. Tatu – tak mi się przedstawił. Jest barmanem w jednym
z hoteli w Hurghadzie, a na placu jest już prawie od roku. Nocuje wraz z przyjaciółmi w
prowizorycznym namiocie, nieopodal miejsca gdzie kupiłem herbatę. Takich namiotów na
placu są setki. Codziennie pojawiają się nowe i znikają te, których właścicielom zabrakło
determinacji, żeby pozostać dłużej. Po godzinie dołączają do nas przyjaciele Tatu. Są
to młodzi, niezwykle otwarci i przyjaźni ludzie. Przepełnieni pozytywną energią, pełni
młodzieńczej pasji. Chcą zmieniać świat, swój kraj, chcą żyć w nowym, lepszym Egipcie.
Są zdeterminowani, ale w ich oczach nie ujrzymy najmniejszego śladu agresji. Oni nie chcą
walczyć. Brzydzą się bronią, przemocą. Marzą tylko o wolnym kraju, w którym będą mogli
godnie życie. Ich jedyną bronią jest krzyk, wymachiwanie rękami, noszenie transparentów.
Skarżą się na brutalność policji, która ich bije, często tylko dlatego, że są na placu.
Po kilku godzinach spędzonych na wspólnych rozmowach proponują mi wycieczkę po placu
i okolicznych uliczkach. Chcą pokazać jak naprawdę wygląda ich sytuacja i jak bardzo
różni się od tej przedstawionej w mediach. Na początek zabierają mnie na ulicę Magles al
Shaeb. Jest to jedno z najważniejszych miejsc dla demonstrantów. Na tej niewielkiej ulicy
znajdują się budynki parlamentu oraz Ministerstwa Transportu. Koczują tutaj setki ludzi.
Zbudowali niewielki obóz, ograniczony z obu stron barykadami. Niezwykle zadziwiła mnie
sytuacja, że musiałem się wylegitymować przed wejściem na ulicę. Okazało się, że punkty
kontrolne przygotowali sami demonstranci, w obawie przed infiltracją, przez agentów służb
bezpieczeństwa. Po chwili przedstawiają mi 12 – latka Aliego. Mieszka na placu od kilku
miesięcy. Jest porządkowym. Jeśli potrzebujesz coś do jedzenia, zwróć się do niego, a po
paru minutach dostaniesz herbatę i coś do przegryzienia. W nocy na ulicy zbierają się młodzi
ludzie, przynoszą gitary, śpiewają, rozmawiają. Jednakże w ich oczach ciągle dostrzegam
wielki żal, rozczarowanie. Nie o taki Egipt walczyli. Młodzi nie widzą przyszłości w swoim
kraju. Chcą z niego uciec. Wyjechać w miejsce, gdzie ich prawa będą szanowane, gdzie będą
mogli normalnie pracować, studiować, aż wreszcie gdzie będą mogli się cieszyć wolnością i
młodością.
Kolejnym etapem wycieczki jest ulica Mohammed Mahmoud. Ulica ta stała się symbolem
męczeństwa i walki o wolny Egipt. To właśnie tutaj dochodziło do najcięższych starć
z policją. Dla wielu ulica ta byłem miejscem ich ostatniej bitwy, bitwy z której już nie
wracali. Według władz w ostatnich potyczkach zginęło tutaj około 50 osób, według moich
informatorów około 150-200 osób. Dzisiaj na ulicy jest spokojnie, nie widać demonstrantów.
Na końcu ulicy wojsko ustawiło betonowy mur mający na celu zatrzymanie rozlewu krwi.
Chwilowo mur powstrzymuje agresję, ale duża w tym zasługa młodych ludzi, którzy
zabezpieczają wejście do ulicy i nie dopuszczają nikogo w pobliże muru.
Następnego dnia moi przyjaciele zapraszają mnie na śniadanie do swojego namiotu. Pomimo,
że nie mają dużo, dzielą się wszystkim. Przebywając kilka dni w Egipcie zadziwiła mnie
gościnność tego narodu. Są to niezwykle otwarci i przyjaźni ludzie. W potrzebie zawsze
zaoferują coś do picia czy zjedzenia, czasem nawet pożyczą pieniądze. Jednakże musimy być
bardzo uważni. Nie wszyscy są bezinteresowni. Część Egipcjan widząc turystów myśli tylko
o tym jak na nich zarobić. Dlatego często pod pozorem gościnności, kryję się chęć oskubania
turysty z jak największej kwoty.
Dwa dni spędzone na Placu Tahrir wiele mnie nauczyły. Pokazały mi coś, co moje pokolenie
mogło usłyszeć tylko z opowieści swoich rodziców, bądź przeczytać w książkach. A nasza
sytuacja z czasów PRL-u niewiele się różni od tej w Egipcie. Ukazały mi również, jak bardzo
ludzie w krajach arabskich są zmęczeni reżimami. Sam fakt, że tysiące Egipcjan pozostaje
na placu od kilku miesięcy, idealnie obrazuje ich determinację i chęć wywalczenia nowego,
lepszego Egiptu.
Każdy na placu, jak i na świecie zadaję sobie pytanie: jak długo jeszcze potrwa ta rewolucja?
Odpowiedź jest tylko jedna: kiedy wygra wolność!
P.S Nie odradzam wyjazdów do Egiptu. Jest bardzo bezpiecznie. W miejscowościach
turystycznych jest dużo policji i wojska, które dbają o spokojny wypoczynek przyjezdnych.
Rewolucja toczy się tylko i wyłącznie na Placu Tahrir i jego najbliższych okolicach. Jeżeli
będziemy omijać to miejsce, nic nam się nie stanie. Jednakże zwracam uwagę na konieczność
zachowania dużej ostrożności.
Pilot wycieczek
www.lukasz-bejster.eu

Tatu – 23-letni barman z Hurghady. Mieszka na placu od 11 miesięcy. Na pytanie kiedy
wróci do domu, odpowiada: kiedy skończymy walczyć o wolność.

Na Placu Tahrir, nawet dzieci biorą udział w demonstracjach.

Zdjęcie Ahmeda – obraz tego, co robi policja z demonstrantami.

Ojciec Ahmeda, w czasie demonstracji pokazywał zdjęcia rannego syna.

Malcolm zawsze zaczyna dzień od lektury gazety. Może dziś odnajdzie siebie na zdjęciu z
demonstracji?

Jedna z kobiet w czasie demonstracji, rozpacza po utracie syna.

Demonstranci pomagają sobie nawzajem

Krzyk wolności.

Drewniane skrzynki symbolizują trumny zabitych przez policję demonstrantów. Co jakiś
czas młodzi ludzie biorą je na swoje barki i rozpoczynają pochód, mający uczcić ich pamięć.

Na Placu Tahrir koczują nie tylko młodzi ludzie.

Jeden z rannych demonstrantów.

Punkt kontrolny przy wejściu na ulicę Magles al Shaeb.

„Wartownicy” na służbie w punkcie kontrolnym.

Budynki rządowe nadal są pilnowane przez wojsko.

Flaga Egipska – pozostałość po niedawnej demonstracji.

Ulice wylotowe z Placu Tahrir są pilnowane przez wojsko.

Boczna odnoga od ulica Mohammed Mahmoud – miejsce najbardziej krwawych
zamieszek z policją.

Okolice ulicy Mohammed Mahmoud – według egipskiej telewizji w ostatnich walkach
zginęło około 50 osób. Według demonstrantów 150 – 200…

Na końcu ulicy Mohammed Mahmoud wojsko postawiło mur mający zakończyć krwawe
potyczki. Mur stał się dla Egipcjan symbolem walki o wolność.

Transparent, na którym znajdziemy portrety osób poległych w walce z policją.

Demonstracje zabezpieczane są przez fachową opiekę medyczną.

Plac Tahrir – kolejna demonstracja, tym razem pokojowa.

Sayd – 13 – letni chłopak, na placu od kilku tygodni.