You are here: Home Relacje Ameryka Południowa Karnawał w Oruro

Karnawał w Oruro

PDFDrukujEmail

Dodaj do:

Deli.cio.us    Digg    reddit    Facebook    Wykop    Gwar

Karnawał w Oruro

Trzy tygodnie urlopu w Boliwii i Peru zaowocowało decyzją o powrocie
do Ameryki Południowej, tym razem na dłużej. Zdecydowałam się przejąć
pałeczkę po przyjaciółce, która była wolontariuszką sierocińcu w
Cochabambie.

 

Jednak 10 miesięcy pobytu w Ameryce Południowej, obok niezapomnianej
pracy w boliwijskim Domu Dziecka, przyniosło wiele okazji do
podróżowania.


Jako wolontariuszka pomagająca kościelnej instytucji, nie mogłam
liczyć na wizę w komunistycznym kraju. Polacy mają prawo bez wizy
przebywać w Boliwii 90 dni. Zatem chcąc spędzić w tym kraju dłuższy
czas, ja i inne wolontariuszki skazane byłyśmy na opuszczanie jego
granic co 3 miesiące. Konieczne było uzyskanie odpowiednich adnotacji
w paszporcie. Ponieważ podróże są moim żywiołem, Ameryka Południowa to
ląd niezwykle ciekawy, a siostra Anna Kurysz, dyrektorka sierocińca,
rozumiała naszą młodzieńczą rządzę poznawania świata i sama jako
wielka pasjonatka życia i cudów natury zachęcała nas do pogłębionych
eksploracji dostępnych terenów, wyjazdy z Boliwii stały się pełnymi
przygód wyprawami do ościennych krajów. Dzięki temu udało nam się dokładnie poznać Boliwię oraz odwiedzić
Peru, Chile, Paragwaj, Argentynę i Brazylię.


Wrażenia z podróży skrupulatnie notowałam w swoim brulionie...

 


13 luty, piątek, Oruro

W drodze do Oruro pada deszcz. No dobra, leje. A my posuwamy się
starym autokarem wśród przepaścistych gór Altiplano. Obie z Moniką
przywykłyśmy już do tego rodzaju emocji, nie mniej jednak, gdy mijamy
się na stromiźnie z drugim pojazdem, coś dziwnego dzieje się z naszymi
żołądkami...
Podróż z Cochabamby do stolicy boliwijskiego karnawału trwa około 5
godzin. Jak każda podróż w Boliwii, i ta odbywa się bez postojów,
kierowca jedynie zatrzymuje się, by zabrać na pokład kobiety
sprzedające kurczaki z ziemniaczkami porcjowane w woreczkach, kolorowe
galaretki lub kukurydzę ze serem dla podróżnych. System jest taki, że
panie wsiadają do autobusu, w trakcie jazdy sprzedają to, co mają w
swoich wielkich koszach i wysiadają w kolejnym mieście, by tam złapać
autobus w drugą stronę i kolejnym pasażerom zaproponować smakołyki.

Oruro jest położone 3800 m npm, zatem Monika już w drodze zaczyna
odczuwać skutki wysokości...

Po godzinie 15 w Oruro odbiera nas Alek. Alek to polski ksiądz, bardzo
młody, będący tam dyrektorem seminarium. Widzimy go po raz pierwszy,
kontakt do Alka mamy od Kasi, która podczas swojego pobytu w Boliwii
bardzo się z nim zaprzyjaźniła.
http://www.photoblog.com/Psota/2009/02/05/oruro-miasteczko-3800-npm.html

Alek zabiera nas do seminarium. Okazuje się, że w tym dniu zaczyna się
semestr i oprócz nas, wprowadza się tu kilku chłopaków. Chcąc, nie
chcąc, znalazłyśmy się w rolach testerek świętych powołań...

Integrujemy się z chłopakami podczas wspólnych posiłków. Nie
spodziewali się naszej obecności, jednak taka wersja Seminarium
najwyraźniej bardzo im się podoba.

W seminarium jest kaplica. Co ciekawe, znajdują się w niej Relikwie
Ks. Spopćko, spowiednika Siostry Faustyny Kowalskiej. W całej Ameryce
Południowej Faustyna jest bardzo popularną świętą: w każdym kościele,
nawet na sakramenckim odludziu, jest duży obraz Jezusa Miłosiernego i
mała fotografia Świętej.

Alek okazuje się bardzo zwariowanym księdzem.

Po południu wybieramy się na spacer po mieście. Po przejściu kilku
przecznic, decydujemy się za zakup foliowych peleryn, gdyż... w Boliwii
trakcie całego karnawału panują zasady jak Polsce w Lejka. Z taką
tylko różnicą, że leją wszyscy wszystkich: kobiety kobiety, kobiety
mężczyzn, mężczyźni kobiety i mężczyźni mężczyzn. Lanie odbywa się za
kilka sposobów:
- rzucanie baloników wypełnionych wodą,
- wylewanie wody wiadrami,
- atak z karabinów wodnych.
Macierzowo, powyższych technik można doświadczyć w trzech strategiach:
- spontanicznej, tzn. ktoś idący ulicą atakuje,
- skomasowanej - podjeżdża ciężarówka i atak następuje z samochodu,
- bezlitosnej - fala wody dosięga człowieka od góry - z okien.
Jeszcze jest wariat bardziej wysublimowany, czyli pianka. W Boliwii w
czasie karnawału sprzedawana jest specjalna pachnąca pianka w
aerozolu, którą również można potraktować ofiarę.
(Zdjęcia Magdy w piance:
http://www.photoblog.com/Psota/2009/02/09/oruro-karnawal.html )

W ostatnie dni karnawału proces oblewania wodą i pianką intensyfikuje
się... No i warto dodać, że Gringo obrywa potrójnie;)


Oglądamy miasteczko, ułożone warstwami, jak gdyby na tarasach. Jest to
teren bogaty w złoża miedzi i srebra, więc spotykamy ludzi
powracających z prac w kopalni.

Odwiedzamy targ miejski, który obfituje w stroje, maski ludowe,
pamiątkowe torebki, confetti oraz peleryny nylonowe. Próbując znaleźć
część spożywczą targu (chcemy kupić pomidory na kolację) natrafiamy na
stragany o tajemniczym asortymencie... Wiszące płody lamy, paznokcie
kota, alkohol ofiarny dla Pachamamy, talizmany.
- Senorita, compra, compra - Cholity namawiają nas na zakup talizmanu
na dobrego męża lub na dobre zdrowie. Talizmany to gipsowe kwadraciki
z wygrawerowanymi obrazkami. Sprzedawane są w przeważnie w zestawach,
np. na poświęcenie domu lub na dobrą naukę, czy na szczęśliwe życie
rodzinne. Każdy zestaw to flaszka alkoholu, mieszanki ziół, jakieś
bibułowe cacka oraz 8 kwadracikow z różnymi obrazkami. Np. książka
oznacza wiedzę, kwiaty - dobre zbiory, monety - bogactwo itd. Zestaw
należy złożyć Pachamamie w odpowiednim dniu, najlepiej na zboczach
gór. Ofiara będzie pełniejsza, jeśli złoży się również liście koki i
płód lamy...
(zestawili można pooglądać tu:
http://www.photoblog.com/Psota/2009/02/14/koscielnie-i-pogansko-2.html)

Ponieważ nagabywanie cholit jest uciążliwe (ponadto ja boję się, że
któraś rzuci na mnie klątwę, a jak przekonałam się w Peru, to niestety
działa!), kłamiemy, że mamy wszystko, łącznie z najcudowniejszymi
mężami i przyspieszamy kroku.
Pomidory kupujemy w sklepie.
Przemoczone do suchej nitki w słoneczny dzień, wracamy do Seminarium.

Po kolacji Alek zaprasza nas do siebie na "Polaków rozmowy".
- Byłyśmy na targu czarownic - mówię. - Było ostro...
- Tak, jest tu tego od groma! - odpowiada Alek. - Kiedyś wezwano mnie
poświęcić dom. Rozglądam się po tym domu i jestem przekonany, że już
tu kiedyś byłem i ten dom święciłem. Pytam więc gospodarza: "Czy ja
nie byłem już u was?" "Tak padre, był padre, natomiast bruja
(czarownica) powiedziała, że tu żeby było szczęście, to ksiądz
katolicki musi trzy razy polać wodą święconą."

Alek jak z rękawa sypał podobnymi historyjkami do rana.

 


14 luty, sobota

Weekend przed Środą Popielcową to kulminacja karnawału. Główne obchody
odbywają się tradycyjnie w Oruro, gdyż tu właśnie znajduje się
sanktuarium Socavon - świątynia Matki Bożej Tancerzy i Górników.
Zjeżdżają się tutaj zespoły muzyczne z całej Boliwii i nie tylko. Od
soboty do Środy Popielcowej w całym kraju jest wolne. Nie pracuje się,
dzieci nie chodzą do szkoły. Każdy ma czas na to, żeby do woli
wytańczyć się. Boliwia to w końcu kraj, którego kultura opiera się na
fundamencie zabawy, radości i świętowania.

Idziemy z Moniką do Rynku, nakładamy peleryny, zajmujemy strategiczne
miejsca. Dziś uliczny taniec ma charakter sakralny: odbywa się
pielgrzymka tancerzy do Sanktuarium.
Jest silne słońce, ale temperatura jest do zniesienia, dzięki dużej
wysokości npm no i oczywiście dzięki systematycznemu chłodzeniu nas
wodą poprzez inne elementy należące do publiczności. Gawiedź pije
litrami piwo i wiwatuje na widok tancerzy.
http://www.photoblog.com/Psota/2009/02/10/oruro-karnawal-trwa.html
Pielgrzymkę z samego rana rozpoczął orszak biskupa z Najświętszym
Sakramentem, za nim cała kościelna świta. My jednak nie wstałyśmy tak
wcześnie. Teraz mamy możliwość podziwiać tancerzy, którzy w ciężkich,
ważących nawet 20 kg kostiumach, w roztańczonym korowodzie
pielgrzymują na wzgórze Socavon.
Zespoły tańczą ludowe tańce z całej Boliwii. Trasa, jaką pokonują
tancerze, wiedzie z przemieść miasta; pokonanie jej w tanecznym rytmie
zajmuje 6 - 8 godzin. Każdy zespól ma swoją orkiestrę i typowe dla
regonu i tańca kostiumy.

http://www.photoblog.com/Psota/2009/02/18/tobas-khantu-incas-phujllay.html

Najcięższe ubranie noszą tancerze Diablady. To taniec obrazujący
zwycięstwo niebios nad piekłami. Monice najbardziej podobają się
panowie tańczący Caporales i pokrzykujący: "ło-hoo", a na mnie
największe wrażenie robi Estylizada, obłędnie kolorowe widowisko
taneczne, które wykonują tancerze w kapeluszach o dwumetrowej
średnicy, zrobionych z piór
(http://www.photoblog.com/Psota/2009/02/22/estillizada-taniec-z-wielkimi-piorami-na-glowie.html).
Llamerada, taniec prowadzony przez lamę i pstrokate Tinku, obrazujące
agresywną walkę rywali o kobietę, wydają się zawierać w sobie esencję
Boliwii.
Taneczna kultura Boliwii odzwierciedla jej historię. Caporales to
taniec, który przywieźli ze sobą kolonizatorzy hiszpańscy. Negritos,
taniec czarnych, to rytmy afrykańskie. Hiszpanie ściągnęli do Boliwii
Afrykańczyków do pracy w kopalniach. Po wyzwoleniu Boliwii, przenieśli
się oni z górzystych terenów do dżungli, gdzie klimat jest zbliżony do
ich rodzimego. Tam rozwinęli swoją gałąź kultury, własną muzykę i
własne tańce.
Niektóre tańce wykonuje się w bardzo zabawnych maskach - np.
Doctoritos w maskach lekarzy i pielęgniarek, czy Tarqueada, w
przebraniach karykaturalnie ośmieszających Hiszpan.
Mijają godziny, a my przemieszczamy się w różne miejsca miasta,
oglądając tysiące tancerzy zaczarowanych w dziesiątki tańców.

15 luty, niedziela

Dziś tancerze oddają swoje ciała i dusze tym samym tańcom, pokonują
też identyczną trasę. Dziś jednak ma to charakter występu i zabawy,
nie pielgrzymki. Powoduje to taką różnicę, że tancerze piją alkohol i
co kilka przecznic integrują się z publicznością.
Idziemy na wzgórze Socavon; dziś, gdy nie jest ono celem
pielgrzymowania, mamy szansę wejść do świątyni.
Na placu przed sanktuarium nasze białe twarze robią furorę i wielu
tancerzy pragnie integrować się właśnie z nami. W trakcie chwilowego
rozłączenia się z Moniką, zostaję obdarowana różnymi elementami
męskich strojów ludowych: sznurkiem do wywijania, pałeczką z lamą,
piórkami, pomponami. Cieszę się z jedynych w swoim rodzaju pamiątek.
Sanktuarium Socavon jak na Boliwijczyków jest dość gustowne. Przed
kościołem można zakupić różańce oraz obrazki... Matki Boskiej
Częstochowskiej. Przyszło mi do głowy, że mam zwidy, gdyż już drugi
dzień spędzam na słońcu...
Z kościoła wchodzi się do kopalni srebra (w podzięce za ilość
wydobywanego tam kruszcu, postawiono świątynię). Jednak część
kopalniana stanowczo nie należy do chrześcijańskiego świata! Na końcu
pierwszego korytarzyka stoi Tio, duch opiekuńczy górników, coś na
kształt
polskiego Gustlika...
http://www.photoblog.com/Psota/2009/02/13/koscielnie-i-pogansko-1.html
Górnik przed zejściem do kopalni modli się do Matki Bożej, a potem 20
metrów niżej, oddaje cześć Tio. Z intencją, by Tio miał go w opiece,
składa u stóp kukły ofiarę w postaci liści koli, alkoholu i
papierosów.
Cała Boliwia. Tutaj religie ze sobą nie walczą. Wszystkie elementy
różnych wierzeń współegzystują ze sobą.
W drodze do seminarium kupuję bułki. Pani w piekarni pyta, czy jestem
katoliczką.
- Tak. - odpowiadam.
- Ja też. - mówi kobieta - Pan Bóg jest taki dobry! Trzeba się modlić
do Pana Boga, on nam wszystko daje i wszystko stwarza. Ziemię stworzył
Pan Bóg. Wiesz, nawet Pachamama modli się do Pana Boga.

Pełne wrażeń (i wyposażone w dziesiątki karteczek z numerami telefonów
chłopców z całej Boliwii) wracamy do Seminarium. Alek zaprasza nas na
wieczorną pogawędkę. Chwalę się mu zdobytymi gadżetami. Niestety, Alek
jest dość ortodoksyjny i zdecydowanie jednowyznaniowy i ... wszystkie
zdobycze rekwiruje mi, twierdząc, że to gusła i zabobony...
Na szczęście, okazuje się, że nie dostałam udaru słonecznego. Matki
Boże Częstochowskie są w Oruro popularne, bo jest tu polski biskup,
Krzysztof, który rozpowszechnia kult Maryi z rodzinnych swych stron.
Polskim zwyczajem, pogawędka tym razem odbywa się przy akompaniamencie
kieliszków.
Alek serwuje nam singani, czyli wódkę z winogron...

16 luty, poniedziałek


U Moniki singani w połączeniu z sorojcie i tabletkami przeciwko
sorojcie dało taki efekt, że jest godzina 20-sta, a Monika się właśnie
budzi... Ja zdążyłam wybadać rynek i kupić bilety na jutro do Chile, nad
ocean, do Arica. No bo ceny biletów też negocjować można, a jakże!
Cena wywoławcza - 130 boliwiano. Ja kupiłam za 100 (bilet autobusem
"la cama" - czyli z opuszczanymi siedzeniami) z obiadem). Jak się
potem dowiedziałam, poszło mi średnio; kolega kupił taki sam bilet za
80 boliwiano...

Zapraszam do obejrzenia zdjęć z Karnawału w Oruro na moim blogu! Zdjęcia umieszczone są pod datami od 6 lutego 2009:

http://www.photoblog.com/Psota/2009/02/05/oruro-miasteczko-3800-npm.html do 22 lutego 2009: http://www.photoblog.com/Psota/2009/02/22/estillizada-taniec-z-wielkimi-piorami-na-glowie.html

http://i4.photoblog.com/photos8/94387-1236295694-29.jpg


Widok na Jezioro Popoo


Tak wlasnie wyglada karnawal w Boliwii:) ten taniec to diablada. Tancerze zmierzaja do Snaktuarium Trasa, jaka pokonuja przez miasto zabiera im 4 godziny. Ten taniec to symbol tego, ze i diably skapituluja przed Bogiem. Gleboki sens teologiczny! W sobote jest pielgrzymka- caly dzien ma charakter religijny. Tance rozpoczyna biskup (nota bene - Polak!!) - ale nie fotografowalam, bo to bylo o 7 rano - a ja o takich porach lubie raczej spac.. No i wszyscy koncza blogoslawienstwem w Sanktuarium


Tia.. o oto wlasnie targ ten malo chrzescijanski.. mozna kupic suszone plody lamy, paznokcie kota, laleczki woodoo, rozmaite ziola, alkohol ofiarny dla Pachamamy (matki Ziemii czczonej przez indian) i rozne talizmany na szczescie ..


Gotowy zestawik przynoszacy szczescie

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież



Największe sprzątanie Tatr w historii. www.czystetatry.pl

Partnerzy Klubu

http://www.visit.powiat-chrzanowski.pl/_files/ptt_logo_ok.jpgPSNW logo Travel ChannelNasza Nowa Zelandia Trail.pl W Pieniny Co Jest Grane MyFly Travelbit Góry Online Extremium Skauting.pl Kajaki RoweryTipi EventRodzinny Kraków Radio81 Nieznane Tatry CUTiP Buszek Ceneria http://ptsmkrakow1.republika.pl/_private/logoptsm3.gif http://www.purpose.com.pl/page/css/images/logo_pl.png

 



© 2008 Klub Podróżników "Śródziemie"