Published on środa, 10 lutego 2010 12:15
Singapur wydaje sie byc taka ulepszona forma Kuala Lumpur. Przede wszystkim jest tam o wiele drozej niz w Malezji, srednio dwu- trzykrotnie. Glowne atrakcje miasta to dzielnica hinduska Little India, dzielnica kolonialna, chinska i downtown, czyli centrum finansowo - administracyjne Singapuru z wysokimi, smuklymi drapaczami chmur. Wiekszosc ulic jest jednokierunkowa i zwykle maja one po 3-4 pasy ruchu. Niby male panstwo, gdzie tak na prawde powinien liczyc sie kazdy metr kwadratowy powierzchni, a wiekszosc arterii komunikacyjnych zbudowana jest z rozmachem. Malo tego: wciaz sie cos polepsza, buduje jakies nowe tunele, estakady i inne udogodnienia dla ludzi. Po tychze szerokich ulicach jezdza bardzo luksusowe samochody, a w licznych galeriach handlowych znalezc mozna produkty firm z najwyzszej swiatowej polki. Oczywiscie za odpowiednia cene. Bogactwo i luksus widac tam na kazdym kroku.
To malenkie panstwo zamieszkale jest glownie Malajow, Chinczykow i Hindusow. W wiekszosci miejsc publicznych takich jak metro, przystanki autobusowe czy punkty informacyjne informacje podawane sa w czterech jezykach: malajskim, angielskim, chinskim i hindi.
Kolejna cecha Singapuru, ktora rzuca sie w oczy jest czystosc. Jest tam niewyobrazalnie czysto. Na ulicach rzadko mozna znalezc jakiekolwiek lezace smieci. Generalnie Singapur zrobil na mnie bardzo pozytywne wrazenie.
Nie chcac tracic calego dnia w oczekiwaniu na Kuni, postanowilem zwiedzic dzielnice Little India, w ktorej wlasnie sie znajdowalem. W tej czesci miasta zlokalizowanych jest wiele swiatyn hinduskich oraz kilka buddyjskich. Najpierw odwiedzilem swiatynie taoistyczna Leong San See z pieknie zdobionym, zielonym dachem i kolorowymi smokami wienczacymi tenze dach. Przy wejsciu wisialy wielkie, czerwone, chinskie lampiony. Wystroj wskazywal na to, ze niebawem Chinczycy przywitaja swoj nowy rok. Doslownie na przeciwko znajduje sie swiatynia buddyjska Sakaya Muni Buddha Gaya, nazywana takze Swiatynia Tysiaca Swiatel. Wewnatrz panuje bardzo prosty wystroj i nie ma wielu bogatych zdobien. Na koncu wielkiego pomieszczenia siedzi ogromny Budda w zoltych szatach. Ma on kilkanascie metrow wysokosci, a liczni wierni skladaja poklony u jego stop. Obok w kilku malych gablotach stoja male posagi Buddy. Jest ich w sumie siedem i kazdy z nich odpowiada innemu dniu tygodnia.
Nastepnie odwiedzilem dwie sliczne swiatynie hinduskie. Pierwsza z nich byla Sri Srinivasa Perumal, poswiecona bogowi Wisznu z przepiekna, wysoka, bogato zdobiona brama wejsciowa. Brama ma ksztalt pionowego trapezu, zwezajacego sie ku gorze, ktory ma schodkowy uklad. Na kazdym poziomie bramy podziwiac mozna kolorowe bostwa hinduskie i cala parade innych postaci i zwierzat. W srodku panowal juz nieco mniejszy przepych, ale i tak mi sie tam bardzo podobalo. Wielu wiernych modlilo sie i skladalo rozne ofiary przed wizerunkiem Wisznu. Druga swiatynia byla Sri Veeramakaliamman, poswiecona bogini Kali. Wejscie do niej takze bylo zwienczone bogato zdobiona brama, podobna do tej opisanej powyzej, jednak nie byla ona juz tak bardzo okazala, jak poprzednia. Poza tym cala byla otoczona rusztowaniem. Okazalo sie, ze ta swiatynia jest zamknieta. Wiekszosc swiatyn hinduskich w Singapurze zamykana jest w godzinach 12.30 - 16:00. Postanowilem do niej wrocic pozniej, gdyz wieczorem miala miec tam miejsca hinduska modlitwa, czyli pudza.
W miedzyczasie postanowilem odwiedzic dzielnice muzulmanska, gdzie znajduje sie chyba najwiekszy meczet w Singapurze - Meczet Sultana. Ma on brazowo - szary kolor i zwienczony jest wielka, zlota kopula oraz dwoma wysokimi minaretami. Okazalo sie, ze turysci sa wpuszczani do srodka, mozna nawet robic zdjecia. Przez dalsza czesc dnia odpoczywalem w jednym z parkow w oczekiwaniu na otwacie ww. swiatyni hinduskiej. Udalo mi sie jeszcze odwiedzic dwa inne meczety w okolicy: Hajjah Fatimah oraz Malabar Muslim Jama-Ath. Jednak te dwa ostatnie meczety nie byly juz tak okazale jak pierwszy wspomniany.
Wrocilem do swiatyni Sri Veeramakaliamman i wzialem udzial w pudzy, podczas ktorej kilku duchownych hinduskich odprawialo modly w sasiedztwie roznych bostw. Sypali oni ryz, kwiaty i palili ogien na czyms co ksztaltem przypominalo swiecznik. W tej podnioslej modlitwie bralo udzial w sumie kilkadziesiat osob.
Na nastepny dzien poszedlem do dzielnicy kolonialnej, ktora obecnie zamieszkala jest glownie przez Chinczykow. Najpierw odwiedzilem na chwile chinska swiatynie Kuan Im Thong Hood Cho, w ktorej tlum wiernych skladal poklony i modlil na przeciw Buddy. Do tego wiekszosc osob palila specjalne kadzidla modlitewne o silnym zapachu i dzwonila niewielkimi dzwonkami.
W nastepnej kolejnosci poszedlem w kierunku czterech kosciolow chrzescijanskich, z ktorych trzy sa z czasow kolonialnych, a ich wyglad zewnetrzny ma dobrze widoczne cechy architektury wiktorianskiej. Mowa tu o blekitnym kosciele sw. Jozefa, bezowej katedrze Dobrego Pasterza oraz snieznobialej katedrze sw. Andrzeja. Czwarta swiatynia chrzescijanska, jaka odwiedzilem tego dnia byl kocsiol ormianski zbudowany na planie krzyza greckiego - bardzo prosty i wrecz surowy wewnatrz. Niedaleko wejscia do niego stalo kilka bardzo starych nagrobkow.
Przeszedlem wzdluz fasady Hotelu Raffles, jednego z najbardziej znanych i reprezentatywnych hoteli w Singapurze. Pod jego wejscie co chwile podjezdzaly jakies luksusowe limuzyny, ktorych drzwi otwieral, przebrany za maharadze, straznik hotelowy. Oczywiscie nie bylo mowy o tym, aby wejsc do srodka nie bedac gosciem hotelowym.
Stamtad poszedlem w kierunku mostow: Andersona i Cavenagh nad rzeka Singapur, nieopodal jej ujscia do zatoki morskiej. To wlasnie tu znajduje sie bardzo gesta zabudowa smuklych i bardzo wysokich drapaczy chmur oraz innych robiacych wrazenie wysokich budowli. Pospacerowalem chwile wzdluz brzegu rzeki i poszedlem w strone pomniku Merliona, czyli wielkiego, bialego lwa, symbolu miasta. Stoi on na brzegu zatoki morskiej i tryska woda ze swojej paszczy. Wokol znajduje sie niewielka platforma widokowa, z ktorej swietnie widac opisane powyzej drapacze chmur z jednej strony, a po drugiej stronie rysuje sie piekny widok na teatr. Ma on dosyc futurystyczna bryle i dach z licznymi sterczacymi kolcami. Dach ten przypomina nieco duriana lub nastroszona kolczatke.
Kolejnego dnia spotkalem sie z dwojgiem moich znajomych z Polski: Ola i Artkiem, bedacymi w podrozy dookola swiata. Postanowilismy razem pozwiedzac Singapur. Odwiedzilismy sporo miejsc, w ktorych ja bylem dzien wczesniej. Poszlismy tez do... hotelu o nazwie Swissotel. Nie po to jednak, aby tam wypoczac. Otoz ten hotel jest jednym z najwyzszych budynkow w miescie. Wyjazd winda na 70 pietro tego hotelu zajmuje okolo 45 sekund! Z gory rozposciera sie fantastyczny widok na cale miasto, downtown, port i okoliczne wyspy u poludniowych wybrzezy Singapuru. Bylo to samo popoludnie, wiec postanowilismy, ze wrocimy tam, gdy zacznie sie robic ciemno i caly Singapur rozswietli sie tysiacami swiatel. W miedzyczasie poszlismy do parku Canning, gdzie zlapal nas ulewny deszcz. Przeczekalismy go w niewielkiej altanie. Powloczylismy sie potem jeszcze troche po okolicy i przed zmrokiem wjechalismy znow na 70 pietro Swissotel, by podziwiac - tym razem nocny - widok na Singapur. Panorama rozswietlonego miasta po zmroku zrobila na mnie wielkie wrazenie. Tego wieczora poszlismy jeszcze na Orchard Road. Jest to szeroka ulica z wieloma galeriami handlowymi, butikami, restauracjami, klubami i innymi lokalami, gdzie mozna milo spedzic wieczor. Z pewnoscia jest to centrum zycia nocnego Singapuru.
Nazajutrz, 6 lutego, gdy kazdy porzadnie sie wyspal, poszlismy wraz z Ola i Artkiem do Muzeum Nauki, gdzie w nowoczesnej scenerii mozna podziwiac wiele eksponatow. Cale wnetrze podzielone jest na wiele dzialow tematycznych, takich jak np: dzwiek, ruch, energia, klimat, nanotechnologia, robotyka itp. Mozna tez samemu wziac udzial w wielu prostych eksperymentach naukowych. My tam dotarlismy po poludniu. Niestety nie wystarczylo nam czasu na to, aby obejrzec wszystko co bylo mozliwe. Moi znajomi tego wieczora musieli juz jechac na lotnisko, gdyz dnia nastepnego mieli wczesny wylot do Indonezji. Ja tego wieczora musialem z kolei ruszyc w droge powrotna do Kuala Lumpur. Poznym wieczorem pojechalem lokalnym autobusem do Johor Bahru, duzego miasta znajdujacego juz w Malezji, tuz przy granicy z Singapurem. Tam wsiadlem w nocny pociag i 7 lutego o swicie bylem juz w stolicy. Caly dzien przeznaczylem na odpoczynek i odespanie slabo przespanej nocy w pociagu.
Nastepnego dnia z samego rana sprawdzilem w internecie status mojej wizy indyjskiej i okazalo sie, ze moge juz isc do biura wizowego, aby zlozyc moj paszport. Tak tez uczynilem. Wiza indyjska byla gotowa do odbioru dnia dzisiejszego (9 lutego) poznym popoludniem. Otrzymanie tejze wizy bardzo mnie ucieszylo. Dzieki temu moge kontynuowac moja podroz wedlug planu, czyli jechac na Sri Lanke, a potem do Indii.
Najblizsze dni spedze w Kuala Lumpur i takze tutaj powitam nowy rok chinski. Obecny rok to rok bawola, a od 14 lutego obowiazywac bedzie rok tygrysa. Zapowiada sie duza impreza.
Pozdrawiam, Darek
Dodaj komentarz
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.